Zbieram siły, żeby móc zrobić jakiś krok w kierunku zmiany...
Od kilku lat spotykam się z mężczyzną, który najpierw był żonaty (tak wiem, to straszna głupota z mojej strony), a teraz od dawna jest po rozwodzie (jakieś 2 lata) i nadal mieszka z byłą żoną i prawie dorosłym synem. Prowadzimy też razem wspólny biznes. Ale ja już nie mam siły na tkwienie w tej relacji.
Od ponad roku boję się poważnie porozmawiać co dalej, bo wcześniej każda wzmianka o wspólnej przyszłości była zamiatana przez niego pod dywan (a to brak pieniędzy na wynajem wspólnego mieszkania, a to moje mieszkania jest za małe dla nas dwojga, a to drugi syn szedł na studia i nie można go było stresować). Dodam że on ma swoje własne dwa mieszkania, które wynajmuje.. Jest dobrze, o ile jeździmy razem na weekendowe wypady czy wczasy, ale już świąt razem nie spędzamy. Nikt z jego rodziny nie wiem o moim istnieniu, pewnie się nawet nie przyznał, że jest po rozwodzie (a to że jest to akurat wiem na 100%). Ja też nikomu nie mogę powiedzieć o naszym pseudo związku, bo czym tu opowiadać? Czuję się żałosna i zmęczona tym, że jestem de facto sama od lat i oszukuję wszystkich dookoła, ale ciągle łudzę się że coś się jeszcze zmieni, skoro ciągle mówi że mnie kocha. Brak mi odwagi na zmianę o 180 stopni, ale to chyba jedne wyjście?