Dawno tego tematu w sobie nie podejmowałem a wzięły mnie w sobie myśli więc postanowiłem tu napisać, bo zawsze jakieś reakcje mogę spotkać, a temat przeze mnie podejmowany też nijak nowy jednak każda sytuacja jest specyficzna.
Także temat to prawiczek wiek 29 lat.
Ogólnie tak na co dzień mnie to nie martwi, jak dąże do spotkania z kobietą też w ogóle prawie o tym nie myślę.
Jako człowiek mam całkiem sporo osiągnięć które czasem mniej lub bardziej robią wrażenia na otoczeniu.
Fizycznie też raczej uchodzę za przystojnego, to zależy od kondycji sportowej, jak jest jako taka to wielokrotnie odczuwałem zainteresowanie dziewczyn.
To co powinno rzucić się w oczy-pochodzę z rozbitej rodziny, uciekłem z domu w liceum.
3 razy się podkochiwałem w dziewczynach.
W liceum byłem chorobliwe nieśmiały, dosłownie.
1.Na studiach dziewczyna numer one, była bliską mi koleżanką, mieliśmy wielogodzinne rozmowy, zakochałem się, i tak trochę z zaskoczenia jej to wyparowałem, ona tego nie odwzajemniła, trochę się dalej przyjaźniliśmy aż nie mogłem tego w sobie wytrzymać urwałem kontakt. Po 9 miesiącach odkąd się w niej zakochałem przyszła powiedziała że popełniła błąd i chce spróbować ze mną. Było za późno (wyjaśnienie punkt 2).
2.Niedługo po tym jak dostałem wyżej kosza zakochałem się w innej dziewczynie, też koleżance ze studiów. I teraz ta historia dowodzi bezsprzecznie że miałem ze sobą gigantyczne problemy. Ogólnie byłem wstrząśnięty historią z punkt 1 plus czego wtedy nie widziałem oddziedziczyłem zestaw pato zachowań z domu. W konsenkwencji niejako ze strachu zamiast się o nią starać skłóciłem się z nią. Finalnie i tak wyznałem uczucie, i co najgorsze (patrząc na to z perspektywy czasu) nie odrzuciła mnie, choć też nie rzuciła w ramiona. Mimo to ja nic nie robiłem. Potem nawet dawała mi sygnały zainteresowania bardzo wyraźnie, ale byłem wściekły na nią z powodu tych kłótni i ją olałem, ale przez kilka lat trzymałem w sobie uczucie do niej.
Było to też tak że miałem własną filozofię na życie, samotność plus mój wyższy cel życiowy, o którym tu nie będę mówił. Chce zaznaczyć że po za tym że rodziły się w mnie uczucia nie miałem sam z siebie potrzeby miłości, rodziny itp. uważałem to za balast, życiowy ciężar. A jeśli chodzi o popęd seksualny to on zawsze był, ale zawsze do dziś uznaje go za podrzędny w moich wartościach i nigdy nie wyobrażałem sobie żebym się o kogoś starał tylko dla seksu.
Tak sobie żyłem aż do wieku 24/25 lat gdy przeżyłem jakiś wewnętrzny wstrząs potym jak osiągnąłem to co sobie na ten wiek założyłem. Poczułem się skrajnie samotny i od tamtej pory za cel sobie postawiłem założyć własną rodzinę, a wcześniej przeżyć miłość która będzie jej podstawą, nadrobić stracone lata.
3.Poznawanie nowych dziewczyn szło bardzo opornie, na studiach nic nie trzeba było robić, były wszędzie, a tym razem, bardzo to słabo wyglądało, ludzie po parowani, nie ma już grupek towarzyskich itp. jak wcześniej. Mimo to poznałem w końcu dziewczyne na portalu towarzyskim. Świetnie nam się rozmawiało i w końcu po miesiącach, bo jakoś spotkać się nie chciała, przeszła znajomość na real, i wiele razy spotkaliśmy się, ale role się odwróciły, to ona dążyła do kontaktu ze mną nie ja z nią. Choć nadal bardzo lubiłem ją i łagodziła moje poczucie samotności, nadal liczyłem że może coś mnie ruszy, ale jednak nie zakochałem się w niej. Ona dążyła do kontaktu fizycznego, przytulała się do mnie, czego nie odwzajemniałem, jak łapała mnie na ulice za rękę później mówiłem by przestawała. Raz jak poszliśmy do mnie dążyla już wprost do seksu, odsunąłem ją od siebie.
I tu z pewnością każdy obserwator z zewnątrz powie-czy ze mną coś nie tak? I to pod kątem np. libido?
Dla mnie to jest tak że nie zakochałem się w niej i tyle, można mi zarzucić że oszukiwałem ją dalej mimo to spotykając się, ale sam miałem nadzieje że coś zaiskrzy, nie wiem, najwyraźniej desperacko potrzebowałem miłości,ale nie aż tak by zacząć z nią to i tamto nie czując do niej "tego".
4.Rok później wreszcie się stało.
Zakochałem się jak na studiach, no prawie, bo tym razem nie miałem kontaktu "na codzien" co uważam że przesądziło moją klęskę. Ogólnie oprócz tego że atrakcyjna, była/jest wyjątkową osobą z cholerną ambicją i inteligencją. Skracając tą historie bywały chwilę gdy miałem nadzieje, gdy nasz kontakt się nakręcał, a bywał kompletny zjazd w dół i urwanie kontaktu. Najdalej z jej strony zaszło w ostatnich miesiącach. Miała już chłopaka z którym mieszkała, ale wyraźnie tam coś było nie tak, bo dążyła do kontaktu ze mną, mimo to finalnie nastąpiło urwanie kontaktu.
I tak na to teraz wygląda.
Mam 29 lat, prawiczek, zawsze sam, choć ktoś może powiedzieć że jakieś doświadczenie niby mam. Czasami jak wpadam jakieś towarzystwo widzę bardzo wyraźnie dobitne zainteresowanie dziewczyn, ale np. ostatnio to kręgi religijne, i ja nawet nie rozważam ich bo przepaść światopoglądowa zbyt duża (to są takie osoby religijne w wersji hard).
Problemem dla mnie jest brak dziewczyny o którą się mogę starać, mam ten problem jak widać od kilku lat. Obecnie mam na oku dwie dziewczyny z którymi chce się zacząć umawiać. Przy czym jedna mieszka 400km ode mnie, w innym mieście.
I tu właśnie temat dziewictwa mógłby być fundamentalną przeszkodą. Ja biorąc pod uwagę moje uczuciowe potrzeby i brak doświadczenia dąże do przeciągania potencjalnej znajomości poprzez spacery itp. by wzbudzić zaufanie dziewczyny, by moje potencjalne uczucie tak we mnie kwtiło że ledwo co będę w stanie się powstrzymać przed zbliżeniem, wierzę ze w takich warunkch brak doświadczenia nie będzie problemem.
To prawie nie do ogarniecia jak jest dziewczyna która mieszka w innym mieście.
Tak czy inaczej będę próbował bo mnie boli przede wszystkim samotność, jest największym problemem dla mnie.
Dodam też tak niezależnie że z uwagi na pochodzenie z rozbitej rodziny, zachowanie z punktu 2, wybór samotności na pewnym etapie życie, terapie już przerabiałem i przerabiam więc nie trzeba mnie odsyłać
.
A dziś to napisałem bo tak sobie pomyślałem nagle, kolejny rok, brak doświadczenia seksualnego, mając tyle to jest podejrzane po prostu. Ja wiem o tym, startuje do bardzo fajnych dziewczyn, które pewnie same mają jakieś bardziej unormowane doświadczenie. I raz na jakiś czas boję się że to mnie skreśli nawet jak wszystko inne pójdzie dobrze.
Mam jakieś poczucie że wylewanie tu żali nie należy do zbyt pozytywnych przejawów charakteru, ale czasem każdy człowiek ma te chwile, nie w tej to innej sprawie, także...
Chętnie poczytam opinie dziewczyn z tego forum, co byście powiedziały gdybyście poznały takiego gościa?
Edit-------------------------
Dodam że dziś miałem też taką ideę chyba pierwszy raz w życiu żeby jednak pójść na jakieś panie lekkich obyczajów kilka razy i nabrać tego doświadczenia które ułatwia potem kontakt damsko-męski.
I ma to jakiś sens, tylko ma też wady. Np. taka że jeśli mówię mam 29 lat i nigdy tego nie robiłem, a mam 29 lat i robiłem to tylko z prostytutkami to to drugie chyba nawet gorsze jak pierwsze, chyba żebym takiej dziewczynie ściemniał co znowu jest złe. Zresztą to taki seks mechaniczny a co z czułością, od której jak sobie wyobrażam powinno się wszystko zaczynać, tego dalej nie będę umiał okazać.
Pewnie tego nigdy nie zrobię z tego prostego powodu że w istocie zaprzeczyłbym wszystkiemu w co wierzyłem całe życie.