Witam,
rok temu poznałem na portalu na S. Magdę, 44 letnią rozwódkę bez dzieci. Magda jest wrażliwa, nie jest okazem zdrowia-chora tarczyca, często łapie infekcje.
Szybko przypadliśmy sobie do gustu i staliśmy sie parą. Magda b. się o mnie troszczyła i dbała, z wzajemnością. Jestem facetem także wrażliwym i opiekuńczym-i tu zaczął się problem, jesienią zacząłem się bać, że coś złego może się jej stać-nie chciałem, żeby chodziła sama wieczorami, czasami przychodziłem po nią po pracy-któregoś dnia powiedziała, że jej to przeszkadza, więc odpuściłem (wciąż się jednak bojąc).
W styczniu po raz kolejny Magda zaproponowała, żebym się do niej przeprowadził-zgodziłem się, choć czułem pewne opory. Do marca było ok, aż zaczęła się epidemia i przestałem chodzić do pracy. Ze względu na jej niższą odporność postanowiliśmy, że to ja będę chodził na zakupy, załatwiał różne sprawy wymagające kontaktu z innymi ludźmi, odwoził ją do pracy. Zacząłem się znowu bać, tym razem, że Magda zachoruje-zmuszałem ją żeby często myła ręce, nie dotykała poręczy na schodach itp. Widziałem że przesadzam, ale to było silniejsze od zdrowego rozsądku. Postanowiłem pójść na terapię, ale nie mogłem ze względu na epidemię.
Miesiąc temu powiedziała, żebym się wyprowadził (nie chciała, żebym jechał pociągiem, więc dała mi auto). Od tego czasu widywaliśmy się 1-2 razy w tyg., ale codziennie rozmawialiśmy-dzwoniła lub SMS na dobranoc.
Jeździłem do niej na obiady, chodziliśmy nadal na spacery, była między nami czułość, przytulanie się, choć już bez seksu. Zacząłem chodzić wreszcie na terapię, ulżyło mi, choć było mi wstyd jak dotarło do mnie, że traktowałem Magdę jak dziecko, a nie partnerkę, przeprosiłem ją.
Kilka dni temu, jak zwykle pojechałem do niej, po obiedzie poszliśmy na spacer a potem powiedziała mi, że chce się rozstać definitywnie. Dla mnie szok, jak to? Przecież najgorsze mamy za sobą, dlaczego nie da mi/nam drugiej szansy (mężowi-emocjonalna bryła lodu, odtrącał ją-dała, nie wykorzystał)?
Ona na to, że czuje że nic z tego nie będzie, że lepiej teraz się rozstać, niż później cierpieć bardziej, że jest rozchwiana, jest jej b.ciężko.
Po paru dniach pojechałem do niej po resztę rzeczy, gdy pakowałem się płakała w kuchni. Potem się przytuliła na 2 godziny, zapytałem, dlaczego ludzie którzy się kochają i potrzebują mają się rozstać? Ona nie wie.
Od tego czasu nie ma między nami kontaktu. Nie wiem co robić, czy starać sie zapomnieć czy czekać, aż może za jakiś czas się spotkamy znowu?
Jak to widzicie drogie netkobietki?
Pozdrawiam