Zgubiona droga życiowa i relacje rodzinne w tle. - proszę o pomoc. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Zgubiona droga życiowa i relacje rodzinne w tle. - proszę o pomoc.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 2 ]

Temat: Zgubiona droga życiowa i relacje rodzinne w tle. - proszę o pomoc.

Witam. Postanowiła to napisać, ponieważ potrzebowałbym oceny kogoś ,,trzeciego''. Mam 22 lata i stoję w życiowym rozkroku. Mam problem z dalszą drogą życiową oraz z relacjami z własną matką. Ale od początku.
Moja mama to osoba o dosyć trudnym charakterze, co najbardziej mnie drażni to jej sposób wyrażania, no właśnie nie do końca wiem czego, ale potrafi jeśli jest jakiś problem, niedogodność zamknąć się w sobie, stać się niedostępną, smutną, milczeć, słowem robić ciche dni. Nieraz mam wrażenie, że to jakiś sposób ukarania mnie. Tak było kiedy np. w dzieciństwie nie za bardzo chciałam uczyć się gry na pianinie, kiedy jakieś plany finansowe nie szły za dobrze, kiedy dostałam złą ocenę, oczywiście nie za każdy razem, ale np. bardzo dobrze pamiętam jak przyniosłam konkurs z angielskiego w 4 klasie podstawówki na którym mi poszło dość słabo, jak nie dostałam się do dobrego gimnazjum, jak uzyskałam słaby wynik na egzaminie 6 klasisty za każdym razie taką emocjonalną mieszankę fundowała mi , że kilka dni spędziłam jako dziecko płacząc, a ona się przyglądała. Oczywiście po maks kilku dniach to mijało i było już w miarę normalnie. Oczywiście w miarę, bo nieco łagodniejszą formę potrafiła zastosować więcej razy niż opisałam powyżej. Zapytana wprost twierdzi, że to z troski o mnie i tak mocno przeżywała moje porażki, mnie trudno osądzić, czy to prawda, czy forma karania mnie. Kolejna sprawa to fakt, że potrafi być nie raz mocno nieczuła. Z dzieciństwa niewiele pamiętam, ale bardzo słabo jakieś momenty przytulania, czułości, a słowa ,,kocham cię'' hmm słabo bardzo pamiętam kiedy to ostatni raz usłyszałam. Co nie znaczy, że tego nie było, zwyczajnie słabo to pamiętam. A później już niestety tego brakło co nieco, co też jest trochę moją winą, bo zbywałam mamę jak przychodziła się pytać co się stało. Niemniej jak miałam/mam problem to potrafi ze mną przegadać kilka godzin. Jednak brakuje mi niekiedy czułości oraz ,,jestem przy tobie'' , ,,wszystko będzie dobrze''. Nawet kocham cię muszę niekiedy z niej wyciągnąć, czyli zapytać się wprost. Nieraz potrafi okazać 100 proc. miłości i pocieszyć mnie w niesamowity sposób, a nieraz praktycznie nic. Z pozytywnych rzeczy muszę przyznać, że moja relacja jest dosyć osobliwa na tle innych, przynajmniej ja mam takie wrażenie. Od małego do praktycznie dziś, 90 proc. czasu, a 99 proc. spędzonego dobrze jest z mamą, od wakacji przez wyjścia do centrum handlowego na zakupy. Również materialnie jak na możliwości swoich dochodów niczego mi nie żałuje. Jest to spowodowane tym, że zwyczajnie nie mam innego towarzystwa, zresztą moja mama też. Tak jestem osobą wycofaną i nieśmiałą, samotnikiem bez znajomych.

Obecnie świeżo zakończyłam powtarzanie 2 semestru filologii germańskiej, przerosło mnie to za słabo się do tego przykładałam najwyraźniej nie wiem. Jest to już 3 rok moich studiów skończony na niczym tak na prawdę. 1 rok upłynął na filologii angielskiej, z której po ukończeniu 1 semestru się przeniosłam na tą germańską, tam również udał się tylko semestr 1, a 2 miał się udać teraz. Ale niestety 3 lata poszły na śmietnik. A ja dostałam doła. I tutaj sedno sprawy. Ostatnio ja postanowiłam o tym wszystkim mamie powiedzieć, co mi się nie widziało i czego brakło przyznam się, że już jestem bardzo emocjonalnie męczące, bo ciągnie się to już któryś miesiąc, no i reakcje też są bardzo różne od okazywania miłości i odciągania mnie od mojej depresji za pomocą wspólnie spędzanego czasu na zakupach po wręcz obojętność, połączoną z histerycznym płaczem z jej strony. A potem znowu są ciche dni i smutek taki jak opisałam na samym początku. Niemniej jak mówiłam rozmowy nigdy mi nie odmówi, zawsze wałkujemy ten temat. Ja już szczerze jestem tym wszystkim zmęczona, nie wiem, może oczekuję zbyt wiele od matki. Myślałam, żeby się wyprowadzić, no ale tak: 1. najpierw się dowiedziałam, że wtedy by część matczynej duszy umarła, czy w ten deseń, potem że mogłam od razu powiedzieć, że chcę się wynieść i mam rodzinę gdzieś. 2. optuje za tym, żeby poszła na historię oczywiście w starym trybie, czyli dziennym z utrzymywaniem mnie i kieszonkowym, które mam na moją prośbę większe. O pracy nie mam mowy, ani słowa o tym nie ma, że ja mam się sama w części utrzymać, szczerze w życiu nie przepracowałam ani godziny. A dziś rano kiedy po kolejne przepłakanej nocy chciałam rano wyjść sama na spacer do parku porozmyślać, dowiedziałam się, że jak wyjdę to już nie będę miała do kogo wracać. Więc podsumuję - nie wiem co robić, z 1 strony dusze się już całą tą sytuacją, z 2 wygodnie by mi było zachować status quo w postaci braku obowiązku utrzymywania się i studiowania historii, która jest moją ogromną pasją, wiem nie potrafię brać odpowiedzialności za swoje życie, jestem chyba zbyt rozpieszczona. Wiem też, że trudno by mi było porzucić jedyną bliską mi osobę - matkę. Ale czuję się już tym przytłoczona.

Ostatni z moją mamą mam wrażenie już dzieje się co bardzo dziwnego. Postanowiłam się postawić i spróbować usamodzielnić. Dowiedziałam się znowu, że skoro tak no to jak mam w dupie rodzinę mogę iść być kasjerką ( w domyśle pewnie nikim w jej mniemaniu ), a ciekawe gdzie będę mieszkała i dziwi mi się, że chcę marnować pieniądze na takie pierdoły. Po tym wszystkim rodzicielka płakała rzewnie zamknięta w swojej sypialni, a jakieś pół godziny temu po cichu gdzieś wyszła z domu, nawet butów nie ubrała.
Tutaj jednak jak się na tym zastanawiałam to nie za bardzo ogarniam wątek z butami.

Na przykład ostatnio przy wspólnym wyjściu do parku cały czas utyskiwała że jej tanie buty na obcasie które kupiła z tworzywa bardzo ją uwierają. Że gdyby były skórzane takie jak mi kupiła i wtedy miałam ubrane to by były bardzo wygodne. W połowie spaceru je zdjęła wyrzuciła do kosza dosłownie i spacerowała boso. Zaczęła się litania jak to jej zimno w stopy i niewygodnie która trwała resztę spędzonego razem czasu i podkreślanie jak by to było jej wygodnie i bosko jakby miała takie buty jak mi kupiła.

Na kolejne wyjście chyba postanowiła dać kolejny popis ponieważ ja czekam na nią przed blokiem patrzę a mamusia wyszła wystrojona tylko.... na bosaka. Znów nie ubrała nawet rajstop dosłownie nic! Przy 17 stopniach na dworze miała całkiem bose stopy. Na moje pytanie co ona wyprawia. Przecież moje ostatnie buty musiałam wyrzucić bo się nie nadawały do niczego. No i znów całe wyjście co 20 min utyskiwała że jej bardzo zimno i niewygodnie chodzić na boso.

Nie do końca rozumiem dlaczego mama sądzi że ja mam się bardziej martwić tym że ona wychodzi bez butów z domu. Że na spacerze albo ściąga buty albo jak ostatnio idzie na niego ze mną na boso lub jak wczoraj wychodzi z domu bez butów.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Zgubiona droga życiowa i relacje rodzinne w tle. - proszę o pomoc.

Kontynuuj dyskusję w swoim pierwszym wątku i w swoim pierwszym wcieleniu .

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

Posty [ 2 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Zgubiona droga życiowa i relacje rodzinne w tle. - proszę o pomoc.

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2021