Dobry wieczór wszystkim. Być może taki temat już się pojawił niejednokrotnie, ale nie znalazłam niczego podobnego do mojej sprawy.
Jestem od ponad roku w związku, myślę, że szczęśliwym. Nie jest szczęśliwy w jednym aspekcie - dojrzałości i pracy. Mój chłopak ma niespełna 20 lat, ja mam skończone 21. Studiuję, podejmowałam już wiele razy w życiu pracę. On jest dopiero po jednym zatrudnieniu, miał też studiować, ale rzucił kierunek po bardzo krótkim czasie. Od tamtej pory mija już pół roku, a on do tej pory nie znalazł pracy. Podsuwałam mu już wiele pomysłów, gotowych rozwiązań, ale nie skorzystał z nich. Czasem twierdzi, że jestem jak jego rodzice - brak mi wyczucia, że on musi się zastanowić nad tym wszystkim. Próbowałam z nim rozmawiać normalnie, spokojnie, ale już nie raz puściły mi nerwy. Siedzi w domu i w zasadzie cały tydzień czeka, aż wrócę ze studiów do domu, przy czym siedzi przed komputerem albo ogląda filmy.
Muszę podkreślić, że go kocham, on mnie też, dba o mnie, jest opiekuńczy... Na polu emocjonalnym jesteśmy bardzo związani. Ale na polu pracy i obowiązków mijamy się kompletnie. Ja mam dużo młodsze rodzeństwo, obowiązki zarówno w domu, jak i na uczelni, którym muszę sprostać; on natomiast ma niewiele młodszą siostrę i brak doświadczenia. Widzę, że ma problemy psychiczne, podchodzi to pod depresję, ale on nie ma funduszy na podjęcie terapii i panicznie boi się powiedzieć o tym rodzicom, ze względu na strach przed odrzuceniem. Ma to związek z jego dzieciństwem.
Mocno zastanawiam się czy da sobie radę w pracy, którą mamy zamiar wspólnie podjąć w te wakacje.
Mam wciąż czekać i dać mu wolną rękę czy postawić ultimatum?