uzytkownik444 napisał/a:niepodobna napisał/a:Inne potrzeby to inne potrzeby. Nie da się kogoś urobić tak, żeby miał podobne. Najwyżej by się zgadzał na taki rodzaj seksu, jakiego nie lubi, dla świętego spokoju, dla przyjemności wyłącznie drugiej strony, z obawy przed końcem związku itp.
To, czy wasz związek ma szansę przetrwać, zależy głównie od Ciebie, to znaczy, co stawiasz wyżej. Spełnienie swoich oczekiwań seksualnych od A do Z, czy całokształt waszej relacji. Pierwszego w tym związku nie dostaniesz. Owszem, seksualność może ewoluować z wiekiem, szczególnie kobieca, ale nader rzadko o 180 stopni. Jeśli nie lubi, jak to nazywasz, "ostrych zabaw", to na 99% nie będzie ich już lubiła, bo to nie jest tylko kwestia doznań fizycznych.
Poza tego typu zabawami i przesłodzeniem coś jednak jeszcze istnieje, nazywa się prostota.
Owszem, kobieca seksualność może się zmienić o 180 stopni. Młode dziewczyny często odgrywają teatrzyk, żeby utrzymać przy sobie partnera, a tak naprawdę nie czerpią żadnej przyjemności z seksu. Stąd upodobanie młodych dziewcząt do vanilla sex, bo jest najmniej "abusive". Dopiero kiedy kobieta odwarzy się otworzyć się przed partnerem i przy tym wie jak się zaspokoić można stwierdzić co ona tak naprawdę lubi.
Czasem może się zdarzyć, że się zmieni aż tak, ale to żadna norma, raczej wyjątek.
Wydaje mi się, że pomijasz psychikę, a seks to też ona, tym bardziej u kobiet, nie tylko orgazm i przyjmowane role lub takie a nie inne reakcje ciała. Osoby z pewnym typem psychiki preferują gry w dominację i uległość, BDSM i inne 'ostre' zabawy, gadżety itp. Osoby z pewnym typem psychiki nie polubią tego nigdy. Wreszcie są osoby, dla których skojarzenia i znaczenia nie odgrywają dużej roli, po prostu są 'otwarte na eksperymenty' i to najprędzej takie mogą polubić ten rodzaj seksu, gdy wcześniej nie wykazywały nim zainteresowania. Co innego, gdy ktoś jest zdecydowanie na NIE i wie dlaczego.
Zauważam taką dziwną tendencję, nie tylko w Twoich postach, ale w ogóle w podejściu do seksu dzisiaj i tym co się o nim mówi i pisze. Tendencję, by uważać, że ci, co nie lubią określonych zachowań w seksie, po prostu nie znają siebie. Tzn. po pierwsze jakby konieczność żeby to lubić, po drugie, że niby wszystkiego trzeba próbować, żeby się określić. Na tej zasadzie to ktoś może równie dobrze powiedzieć: skąd wiesz że nie jesteś lesbijką, jak nie próbowałaś seksu z kobietą.
Można zabrnąć w absurd.
Ta tendencja to też uznawanie za dziwne czy pruderyjne osób, które lubią seks zwykły, a już tym bardziej ten 'waniliowy' czyli przesłodzony.
Zwykły - nie mam bynajmniej na myśli po ciemku i pod kołdrą albo zawsze w jednej pozycji, albo tylko stosunek i po sprawie, po prostu to, że delikatność nie jest w nim nudą, partnerzy wystarczają sobie i nie muszą się koniecznie w coś bawić, czy wynajdywać za wszelką cenę udziwnień.
Moim skromnym zdaniem, niewystarczanie sobie jest dowodem deficytu emocjonalnego, no ale też nie częstuję swoim poglądem wszystkich przy każdej okazji. A tematy takie jak ten zostają zwykle sprowadzone do tego, że z osobą, która nie preferuje 'urozmaiceń' jest coś nie tak, a przynajmniej jest 'nierozwinięta' seksualnie.