Zdrada - winni. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 29 ]

1 Ostatnio edytowany przez Via Falsa (2019-12-12 10:41:00)

Temat: Zdrada - winni.

Cześć wszystkim! Pogrzebałam trochę na netkobietach i generalnie w necie, poczytałam trochę książek w tym temacie, ale uważam, że nie ma to, jak żywa dyskusja na argumenty. Myślę, że więcej wniesie to do moich rozważań. Generalnie uważa się, że:

- zdradzona kobieta, to biedna, sterana, urobiona po nawet nie łokcie, ale pachy czy samą szyję, kochającażona, wspaniala matka i w ogóle święta ( mamy mnóstwo współczucia dla niej)
- zdradzony facet to rogacz, z którego wyśmiewają się koledzy, a na jego widok okoliczne kobkiedy uśmiechają się z politowaniem, lub chcą "ratować" i wyciągać z jego smutnego życia
-kochanka - "suka,co to jak by nie dała, to pies by nie wziął" (XXIwiek, środek Europy, a wciąż zdarza mi się czytać takie seksistowskie głupoty), Femme fatale, co to świętych, dobrotliwych mężów ogłusza cyckiem, podstawia mu nogę, traktuje paralizatorem i kradnie świętej żonie
- kochanek - facet, istota zatem upośledzona, bo korzystająca jedynie z nadarzającej się okazji, no bo wiadomo, jak by suka nie dała... itd
-zdradzająca - mąż nie kochał, nie wyznawał miłości trzynastozgłoskowcem, seksu nie uprawiał, traktował jak kucharkę
-zdradzający - istotą zła, ale wybaczamy jej. Byle został. I on by na pewno nic nie zrobił, gdyby nie ta suka co to    mu dała, a on biedny, cyckiem ogłuszony, paralizatorem trzepnięty wziął, bo co miał robić... gdyby nie ona, ta suka co to co żonie chce ukraść, to wszystko by było ok. No i gdyby nie żona co to się nie depilowała 24h/dobę i nie lata non stop w koronkach.

To tak pokrótce. Generalnie najbardziej winne są kobiety. Suki, szmaty, kocmołuchy, brudasy, zaniedbały, albo myślała dupą,   to i mają.
Stereotypy...
Spotkałam się z poglądem, że w zdradzie wszyscy są winni i wszyscy są poszkodowani. Nawet zdradzeni w jakiś nie calkiem świadomy sposób przyłożyli się do zdrady (przez permanentne odtrącanie partnera, matkowanie mu, upupianie.)

Generalnie cierpią wszyscy. Czy można tego by uniknąć? Pewnie tak. Choćby przez rozmowę, próbę naprawy. Zobaczenie w drugim człowieku - człowieka właśnie, że swoimi marzeniami i pragnieniami, strąconymi gdzieś w niepamięć. Związek nie powinien być ołtarzem, na którym składamy siebie, tylko fajną przygodą, w towarzystwie drugiego człowieka. Czemu traktujemy drugiego człowieka jak przedmiot?
Dla mnie zdrada, romans, są wynikiem głębokiego nieszczęścia. Wszystkie strony są w jakimś stopniu winne i wszystkie cierpią. Czemu ludzie trwają  w nieszczęściu? Życie jest tak strasznie krótkie... czy nie lepiej się rozstać, dogadać w sprawie dzieci, daćsobie szansę na lepsze życie?

A jakie jest Wasze zdanie?

"Kiedy przewróci się jedna karta, wali się cały domek. I nie ma jak się wydostać z gruzów. Dopóki ktoś nie przyjdzie i cię nie wyciągnie." H.Murakami
Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Zdrada - winni.

Moim zdaniem zdradzany i kochanka nie sa winni.
Winny jest tylko zdradzajacy,

Zaluje, ze nie zdradzilam mojego bylego. Jego zachowanie sprawilo, ze po raz pierwszy w zyciu mialam chec zdradzic.
Jednak nadal nie bylaby to jego wina. Tylko ja jestem odpowiedzialna za wlasne czyny.

'To go back, you must go through yourself, and that way no man can show another.'

3

Odp: Zdrada - winni.

Moje zdanie jest takie, że generalizujesz przepotwornie.

Wystarczyłoby, żeby i kobiety i mężczyźni mieli w sobie więcej solidarności z własną płcią. Wtedy nie byłoby brania się za romanse z ludźmi, którzy są w związkach.
Mnie nie interesuje czy kochanek czy kochanka. Czy zdradza facet czy zdradza kobieta. Robią oboje najgorsze możliwe świństwo. I tak, kochanek i kochanka też są winni. Bo nie powinno się wchodzić w taką relację z kimś, kto jest w związku.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

4

Odp: Zdrada - winni.
Lady Loka napisał/a:

Moje zdanie jest takie, że generalizujesz przepotwornie.

Wystarczyłoby, żeby i kobiety i mężczyźni mieli w sobie więcej solidarności z własną płcią. Wtedy nie byłoby brania się za romanse z ludźmi, którzy są w związkach.
Mnie nie interesuje czy kochanek czy kochanka. Czy zdradza facet czy zdradza kobieta. Robią oboje najgorsze możliwe świństwo. I tak, kochanek i kochanka też są winni. Bo nie powinno się wchodzić w taką relację z kimś, kto jest w związku.

Wydaje mi sie, ze nie autorka generalizuje tylko podaje ogolna opinie.
Jak sie porozmawia z ludzmi to wiekszosc glosow tak brzmi.

Twoja opinia jest inna, bardziej oryginalna. Z kolei moja jest inna w odwrotna strone. Nazywanie zdrady najgorszym mozliwym swinstwem... Wydaje mi sie absurdalne.
Moze dlatego, ze przegladalam sprawy takie jak 5 latka zgwalcona mlotkiem i zabita tym mlotkiem. Zdrada to tak maly problem. Czlowiek ma nadal zycie i zdrowie.

Nie wierze tez w solidarnosc oparta na plci. To tez jest moim zdaniem absurdalny pomysl. Dlaczego mam byc solidarna z kims dlatego, ze jego organy rozrodcze sa takie jak moje? Czyli mam byc tez solidarna z brunetami, polakami, ludzmi z pieprzykiem na policzku,ludzmi chudymi, ludzmi bialymi.
To sa cechy fizyczne, podobnie jak macica jest czescia ciala.

'To go back, you must go through yourself, and that way no man can show another.'

5

Odp: Zdrada - winni.

Watek i tak nic nie wniesie nowego i niczego nikogo nie nauczy. To takie ogólnikowe klepanie, jak to na świecie jest źle. A mogło by być idealnie.
Zawsze warto dbać o siebie i swoją postawę. Na to mamy jako taki wpływ. Trzeba się siebie uczyć, siebie obserwować i rozwijać. Niestety wielu woli palcami pokazywać na innych.

6

Odp: Zdrada - winni.
Winter.Kween napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

Moje zdanie jest takie, że generalizujesz przepotwornie.

Wystarczyłoby, żeby i kobiety i mężczyźni mieli w sobie więcej solidarności z własną płcią. Wtedy nie byłoby brania się za romanse z ludźmi, którzy są w związkach.
Mnie nie interesuje czy kochanek czy kochanka. Czy zdradza facet czy zdradza kobieta. Robią oboje najgorsze możliwe świństwo. I tak, kochanek i kochanka też są winni. Bo nie powinno się wchodzić w taką relację z kimś, kto jest w związku.

Wydaje mi sie, ze nie autorka generalizuje tylko podaje ogolna opinie.
Jak sie porozmawia z ludzmi to wiekszosc glosow tak brzmi.

Twoja opinia jest inna, bardziej oryginalna. Z kolei moja jest inna w odwrotna strone. Nazywanie zdrady najgorszym mozliwym swinstwem... Wydaje mi sie absurdalne.
Moze dlatego, ze przegladalam sprawy takie jak 5 latka zgwalcona mlotkiem i zabita tym mlotkiem. Zdrada to tak maly problem. Czlowiek ma nadal zycie i zdrowie.

Nie wierze tez w solidarnosc oparta na plci. To tez jest moim zdaniem absurdalny pomysl. Dlaczego mam byc solidarna z kims dlatego, ze jego organy rozrodcze sa takie jak moje? Czyli mam byc tez solidarna z brunetami, polakami, ludzmi z pieprzykiem na policzku,ludzmi chudymi, ludzmi bialymi.
To sa cechy fizyczne, podobnie jak macica jest czescia ciala.

Spoko, zawsze możesz zrobić listę tego, co jest świństwem większym, a co jest mniejszym. Tylko to ciągle będzie subiektywna ocena, której się nie powinno podważać. I jest to bardzo nieuprzejme. To tak jakbyś powiedziała komuś, kto ma raka, że nie jest przecież najgorzej, bo nie stracił w wypadku nogi.

Solidarność jest dobra. Bo zawsze możesz wczuć się w sytuację innej kobiety i pomyśleć, czy Ty byś chciała, żeby Twój facet Cię zdradził? No to może nie fundujmy tego samego innej kobiecie?
Empatia, solidarność, cokolwiek. Warto pomyśleć o tej złej i paskudnej żonie, która potem reaguje na różne sposoby, co pokazują tematy na forum.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

7

Odp: Zdrada - winni.

Sama Autorka wątku w żaden sposób nie generalizuje, podaje chyba jedynie stereotypy, jakie panują na temat zdrad. Sam muszę przyznać, że jeśli już mam odczuwać z kimś solidarność, to przede wszystkim z CZŁOWIEKIEM jako takim, który jest właśnie krzywdzony na skutek zdrady a nie z daną płcią. Jeśli widzę i wiem, że ktoś kogoś zdradza, na przykład w gronie moich znajomych, to będę się starał stanąc po stronie zdradzanego.Oczywiście dodatkowe okoliczności grają tutaj sportą rolę, jednak taka próba przemówienai komuś do rozumu byłaby wskazana. Wyjątki to sytuacje, kiedy osoba zdradzana krzywdzi czy znęca się w jakichś sposób nad zdradzającą. Jednak póki nie znamy kogoś dobrze, możęmy nie wiedziec jak wygląda sytuacja naprawdę.

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee

8 Ostatnio edytowany przez balin (2019-12-12 10:29:06)

Odp: Zdrada - winni.

Bagienni_k największe zło tego świata, działo się w poczuciu wyrządzonej krzywdy przez kogoś.
Gdy omawiamy wątki zdrad, to w lwiej większości przypadków, sprawa nie jest czarno biała.
A niestety osoby w ich mniemaniu pokrzywdzone, dają sobie prawo do wymierzenia własnej sprawiedliwości.

9

Odp: Zdrada - winni.

Nie chcę wyjść na zołzę, ale mamy już MULTUM wątków na ten temat, a zgodnie z Regulaminem Netkobiet, dublowanie wątków jest zabronione. Ponieważ zdążyło pojawić się sporo wypowiedzi, to tematu nie zamykam, ale Autorkę bardzo proszę o zapoznanie się z naszymi zasadami i przestrzeganie ich w przyszłości.

10

Odp: Zdrada - winni.

Przepraszam, ale czy używanie stereotypów NIE JEST generalizowaniem? tongue
Poza tym zaczynanie od nich wątku jest dziwne, zwłaszcza, że tak naprawdę nijak się one mają do późniejszego pytania. Ale pokazują dosyć agresywną postawę Autorki, więc zastanawiam się, czy ona była zdradzona czy zdradzająca smile czy może nieszczęśliwa kochanka.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

11

Odp: Zdrada - winni.
Lady Loka napisał/a:

Przepraszam, ale czy używanie stereotypów NIE JEST generalizowaniem? tongue
Poza tym zaczynanie od nich wątku jest dziwne, zwłaszcza, że tak naprawdę nijak się one mają do późniejszego pytania. Ale pokazują dosyć agresywną postawę Autorki, więc zastanawiam się, czy ona była zdradzona czy zdradzająca smile czy może nieszczęśliwa kochanka.


Dyskusja jest o stereotypach. Wiec jak moze nie generalizowac?
Niby czego ma uzyc skoro o tym chce rozmawiac?

'To go back, you must go through yourself, and that way no man can show another.'

12

Odp: Zdrada - winni.
Winter.Kween napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

Przepraszam, ale czy używanie stereotypów NIE JEST generalizowaniem? tongue
Poza tym zaczynanie od nich wątku jest dziwne, zwłaszcza, że tak naprawdę nijak się one mają do późniejszego pytania. Ale pokazują dosyć agresywną postawę Autorki, więc zastanawiam się, czy ona była zdradzona czy zdradzająca smile czy może nieszczęśliwa kochanka.


Dyskusja jest o stereotypach. Wiec jak moze nie generalizowac?
Niby czego ma uzyc skoro o tym chce rozmawiac?

No właśnie nie.
Bo pytanie Autorki brzmi kto jest winny zdrady i czy można jej uniknąc. Dla mnie przytoczenie stereotypów nie wnosi do tematu nic. Poza tym, że tak jak powiedział Balin, nie da się stworzyć żadnej ogólnej opinii na te tematy. Każda sytuacja jest inna i dlatego stereotypy nic nam nie dadzą.

Pomijając już to, że używanie stereotypów w większości przypadków jest bardzo krzywdzące i powinno się tego jak najbardziej unikać.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

13

Odp: Zdrada - winni.

Bardziej chodziło mi o to, że SAMA nie generalizuje, podaje jedynie to, co powszechnie uchodzi za stereotyp, tudzież generalizowanie. Zapomniała może cudzysłów umieścić smile Oczekuje po prostu, że każdy teraz się wypowie i ewentualnie obali te stereotypy czy nie. Niby każda sytuacja jest inna. Tylko na samym początku, jeśli słyszę o zdradzie, to raczej nie zastanawiam się, czym zawinił zdradzany, tylko dlaczego oszukał zdradzający. W moim odczuciu zdrada jest często próbą wyjścia z niezręcznej sytuacji, w jakiej znalazł się zdradzający ( pomijam jakieś patologie, kiedy kogoś kręci sam fakt zdradzania i "upajania się " zakazanym owocem). Rozwiązanie to bywa proste, alebrzemienne w skutkach.

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee

14 Ostatnio edytowany przez Via Falsa (2019-12-12 11:24:55)

Odp: Zdrada - winni.
Lady Loka napisał/a:
Winter.Kween napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

Przepraszam, ale czy używanie stereotypów NIE JEST generalizowaniem? tongue
Poza tym zaczynanie od nich wątku jest dziwne, zwłaszcza, że tak naprawdę nijak się one mają do późniejszego pytania. Ale pokazują dosyć agresywną postawę Autorki, więc zastanawiam się, czy ona była zdradzona czy zdradzająca smile czy może nieszczęśliwa kochanka.


Dyskusja jest o stereotypach. Wiec jak moze nie generalizowac?
Niby czego ma uzyc skoro o tym chce rozmawiac?

No właśnie nie.
Bo pytanie Autorki brzmi kto jest winny zdrady i czy można jej uniknąc. Dla mnie przytoczenie stereotypów nie wnosi do tematu nic. Poza tym, że tak jak powiedział Balin, nie da się stworzyć żadnej ogólnej opinii na te tematy. Każda sytuacja jest inna i dlatego stereotypy nic nam nie dadzą.

Pomijając już to, że używanie stereotypów w większości przypadków jest bardzo krzywdzące i powinno się tego jak najbardziej unikać.

Lady Loka, ale ja sobie tego nie wymyśliłam ja. Tak generalizują wszystkie strony "konfliktu". W większości przypadków Tak to właśnie wygląda. A sprowadzanie niekiedy faceta do roli przygłupa, korzystającego z okazji, jest dla niego krzywdzące. Nie zauważyłaś, jak często pojawia się powiedzenie o tej suce, co to da albo i nie?
Zdradę czy w ogóle romans, sprowadzamy jedynie do cielesności, a uważam ze jako ludzie mamy jednak i głębsze potrzeby niż sam seks.Stąd romanse. Gdyby chodziło tylko  o seks, facet by szedł do przybytku wiadomego. Zatem chodzi też  o emocje. Tak sądzę. A Zatem faceci to nie głupki, więc skąd to odbieranie im sprawności, przez gros społeczeństwa?

Agresywna, ja? Bo że śmiechu padnę. Tak, Tak, byłam kochanką, zdradzaną, kochankiem, zdradzamy wink może zawołajmy pana Antoniego, niech komisję powoła.  Wyobraź sobie, że można mieć swoje przemyślenia na różne tematy niekoniecznie będąc zaangażowanym w jakieś rewelacje.
No i to ocenianie majątek wolno zaczynać, a jak nie... mój wątek, moje zasady. Cotu rozumieć?
Cyngli no właśnie widziałam wątki kochanek, zdradzonych, a nie widziałam takiego ogólnego, gdzie by  można podyskutować. Ale oczywiście dostosuję się.

No i działa w Polsce pani, która przedstawia także nieuswiadomioną nieraz winę zdradzanych w zdradzie. W związkach często zapominamy, ze seks, ma nie tylko służyć prokreacji, ale też bliskości. I od problemów w tej sferze często zaczynają się inne. Tak sądzę.

Chętnie poznam zdanie forumowiczów.

"Kiedy przewróci się jedna karta, wali się cały domek. I nie ma jak się wydostać z gruzów. Dopóki ktoś nie przyjdzie i cię nie wyciągnie." H.Murakami

15

Odp: Zdrada - winni.
balin napisał/a:

Bagienni_k największe zło tego świata, działo się w poczuciu wyrządzonej krzywdy przez kogoś.
Gdy omawiamy wątki zdrad, to w lwiej większości przypadków, sprawa nie jest czarno biała.
A niestety osoby w ich mniemaniu pokrzywdzone, dają sobie prawo do wymierzenia własnej sprawiedliwości.

Świetnie napisane Balin .
Pamietam jakiś czas temu historię jaka pojawiła się na czerwonych stronach . Napisała zdradzona kobieta , dzieci już dorosłe , mąż ma romans . Wyszło dopiero po czasie , że jak dzieci były małe Ona zaliczyła kilka zdrad plus problemy z alkoholem . Jej facet posklejał to wszystko , dzieci podrosły i poszedł swoją drogą . Dotarło do niej , że ona go nigdy tak naprawdę nie przeprosiła szczerze .

16 Ostatnio edytowany przez karn (2019-12-12 14:54:14)

Odp: Zdrada - winni.

A ja uważam, że jest to czarno białe i bardzo proste:

Winny zdrady jest tylko zdradzający.

Dla mnie wina zdradzonego, że został zdradzony to jest ten sam poziom, co "wina" zgwałconej osoby, bo "prowokowała zachowaniem" lub "wina" pobitego człowieka, bo "miał taką twarz, że aż się prosił".

Zdradzany może być współodpowiedzialny jedynie za zły stan związku. Przy czym pomijając skrajności jak alkoholizm, bicie, zupełne olewanie partnera, to większość tzw. "kryzysów związkowych" to jest opadająca namiętność, brak endorfin i zanikający stan zakochania i zderzenie oczekiwań z rzeczywistością. A to jest normalny etap związku i należy nad tym popracować w związku albo się rozstać. Nie jest to żaden "powód do zdrady". Dużo ludzi wobec związków ma nierealne oczekiwanie "wiecznego stanu zakochania", które jest wymysłem naszej Zachodniej cywilizacji z Hollywood nad czele. I jak ten stan mija to szukają Harlequina.

Mnie też nie raz w związkach brakowało czegoś i nie raz czułem do innych kobiet ogromny pociąg. Być może partnerka była odpowiedzialna za to, bo się mało starała. Ale potrafiłem się rozstać, a dopiero potem szukać innej. Zupełnie nie rozumiem jak można skrzywdzić kogoś, bo nie spełnia oczekiwań, zaniedbuje, nie stara się itp. Próbuję się empatycznie wczuć w myślenie tych w Was, którzy tak uważają i po prostu nie umiem wink Jedyne, co widzę to brak odwagi, żeby zaryzykować i się rozstać i potem szukać szczęścia. Egoizm, grunt, żeby mi było dobrze. I nierealne oczekiwania wobec partnerów.

Też nie rozumiem jak miałbym zdradzić kogoś, bo mnie kiedyś zdradził i nie przeprosił. Naprawdę zawsze można odejść i wtedy wszystkie kobiety/mężczyźni dostępni. Hulaj dusza smile


Czy zdrady można uniknąć ? Kiedyś myślałem, że wszystko zależy ode mnie i jeśli będę dbał o swoją atrakcyjność, relację i chemię w związku to zdrady nie będzie. Po latach w związku rozumiem, że nie da się utrzymać chemii i namiętności zawsze. Może się udawać latami, ale wcześniej czy później “kryzys” przyjdzie i wcześniej czy później pojawi się ktoś poza związkiem, kto będzie mógł to dać. I zdani jesteśmy wtedy na partnera i jego system wartości.

17

Odp: Zdrada - winni.

Karn jak czytam co napisałeś to ciężko z którymś zdaniem mi się nie zgodzić, uważam tak samo

18

Odp: Zdrada - winni.

Karn
,,Też nie rozumiem jak miałbym zdradzić kogoś, bo mnie kiedyś zdradził i nie przeprosił. Naprawdę zawsze można odejść i wtedy wszystkie kobiety/mężczyźni dostępni. Hulaj dusza smile”

Karn tu nie chodzi o to , że ktoś kogoś nie przeprosił i dlatego facet po latach odchodzi . Dostrzegła to ona , że nawet tego nie zrobiła.
Piszesz , że zawsze można odejść , no można ale ludzie biorą na siebie zobowiązania , przychodzą na świat dzieci , bierzemy kredyty , nie każdego stać na utrzymanie 2 domów czy mieszkań .
Czasem jak nie ma patologii w zachowaniach i zdradzająca strona się ogarnie  , ludzie podejmują decyzję aby jednak pozostać w małżeństwie z różnych powodów .
Nie jest łatwo pozostawić dzieci osobie zdradzającej , a sądy różnie działają . Patologią może być też to , że niejako z wyroku sądu dzieci pozostają z osobą zdradzającą i mają widok na zmieniających się partnerów rodzica .Często w tym pierwszym amoku zakochania , ludzie nie postępują racjonalnie . Wiem to z własnego podwórka , nie było łatwo i taki obciążony związek jest długoletnią próbą .
Sam mimo planów zdrady Twojej partnerki pozostałeś z nią .
Wyobraź sobie , że w obecnej sytuacji macie z 300 tyś kredytu i dzieci , myślę , że spojrzenie wtedy może być inne.

19

Odp: Zdrada - winni.

Via Falsa : "......Spotkałam się z poglądem, że w zdradzie wszyscy są winni i wszyscy są poszkodowani. "

-nie znoszę zbiorowej odpowiedzialności lub tekstu - wina jest zawsze po połowie, no więc nie zawsze choć brzmi światowo i modnie

Via Falsa : "Życie jest tak strasznie krótkie... " - czy to znaczy że nie ma czasu na uczciwość i godność

Via Falsa :"czy nie lepiej się rozstać  " - pewnie lepiej, Karn napisał obszerniej jak należy to zrobić

Via Falsa : "kochanka - "suka,co to jak by nie dała, to pies by nie wziął" (XXIwiek, środek Europy, a wciąż zdarza mi się czytać takie seksistowskie głupoty)

- jeśli chodzi o środek Europy i XXI wiek ja jestem wolna od kompleksów, w niczym nie czuję się mniej cywilizowana niż reszta Europy, nawet do niektórych światłych poglądów doszłam wcześniej niż dotarły do nas ze świata, a to powiedzonko ma swoją argumentację i nie zawsze ma zastosowanie, nie sądzę jednak aby ubliżało mężczyznom, raczej wyklucza gwałcicieli i innych psychopatów a kobiety mają decyzyjność więc w czym problem i jaki seksizm

20 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2019-12-12 16:54:22)

Odp: Zdrada - winni.

Moje zdanie jest bardzo zbliżone do zdania karn. Szczególnie w dwóch zasadniczcyh kwestiach:

- tzw. powody zdrady, czyli w większości właśnie niezaspokojone potzeby, wybujałe oczekiwania, wynikające z przeświadczenia, że stan zakochania istnieje zawsze. Dlatego, jesli coś się zaczyna psuć,
  to już jest wg zdradzających, powód do skoku w bok

- to patrzenie zawsze przez pryzmat swojego "ja", kiedy nagle okazuje się że już nie ma słowa "my". Wszuystko co było wcześniej, wszelkie szczęsliwe chwile i przyjemności znikają jak bańka mydlana
  i już jest tak łatwo przyprawiać rogi partnerowi. Przez pryzmat "ja" to możę patrzec singiel, ale chyba nie osoba będąca w związku, któej zależy na drugiej stronie. A przynajmniej zależało do niedawna.
  To prawda, że nieraz okolicznośći prowadzące do zdrady rozwijają się powoli. i właśnie tutaj bardzo często nie zauważamy zagrożenia, lekceważymy pierwsze niepokojące sygnały.

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee

21

Odp: Zdrada - winni.

W tytule wątku jest słowo "wina", problem w tym, że nie każdy w tych kategoriach zdradę traktuje. Owszem to zdradzający jest sprawcą zdrady bo to on się jej dopuszcza, ale motywy są przeróżne i nie zawsze traktowane jako "wina" czegokolwiek. Szczególnie wśród facetów dość powszechne jest przekonanie, że póki 2 osoba nie wie, to nic się nie dzieje. Takie osoby traktują romanse/seks na boku, jako pewnego rodzaju "hobby", które rozwijają poza związkiem a które czemuś tam im służy - daje satysfakcję, nakręca do działania itd. I są święcie przekonani, że ich zachowanie nie ma negatywnego wpływu na związek, a nawet wręcz przeciwnie. I tak póki druga osoba nie dowie, wszystko funkcjonuje w miarę normalnie do czasu... aż się wyda. Wtedy dana osoba wini tą, która wydała/odkryła romans. Ile było wątków gdzie zdrajca oskarżał kochankę, że zmarnowała życie żonie bo ją o romansie poinformowała? Albo nawet samą żonę, że zaczęła węszyć i wywęszyła? Taka osoba sama nie poczuwa się absolutnie do winy bo jej zdaniem związek na tym nie cierpiał.
Dlatego w tej dyskusji ważne są motywy, samo podejście do seksu/wierności i ich spójność z partnerem. Kiedyś obszernie i nieco kontrowersyjnie na ten temat wypowiadał się (bodajże) Gary, zaznaczając, że ślubuje się sobie nie tylko wierność... ale też miłość, uczciwość małżeńską. Co jeśli ktoś przestaje kochać, też ma odejść, też jest winny? Czy w ogóle jest zasadne przysięganie sobie tej miłości? Wierności? Co z uczciwością małżeńską? Czasem wydaje mi się, że demonizuje się zdradę określając ją, jak tu wyżej, największym złem.
Doświadczenie pokazuje, że to nie morale, nawet nie miłość, ale zobowiązania i ostracyzm najbardziej cementują związki.
Ogólnie rzecz biorąc składanie przysięgi często w wieku wczesnych 20l, " DO ŚMIERCI", jest ogólnie … nawet nie wiem jakiego słowa użyć - naiwne? Tak samo jak wiara w nie.
Może tu jest problem?
To tylko takie moje ogólne spostrzeżenia....

22 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2019-12-12 19:40:23)

Odp: Zdrada - winni.

Zdrada jest, raczej w ogólnym rozumieniu, właśnie złamaniem pewnej przysięgi, pewnego zobowiązania wobec partnera. Jeśli dwie osoby w związku mają zupełnie inne podejśćie do tego, czym sama zdrada jest, to od tego powinny być rozmowy, dogadywanie się na samym początku. W takim związku, gdzie kobieta rozumie wierność i zdradę dość jednoznacznie a facet, rozumuje, że pojedyncze skoki w bok wręcz związek umacniają, to powinni sobie to powiedziec na samym początku. Z kolei, jeśli facet zdaje sobie sprawę jak jego partnerka podchodzi do wierności w związku, to jeśli zaczyna polować na boku, zwyczajnie ją krzywdzi i oszukuje, jeśli przyjął jej warunki. Moim zdaniem, w momencie jak ktoś przysięga partnerowi wierność, czy też w nieformalnym związku, to jednoczęsnie oznacza, żę swoje uczucia i miłość będzie ofiarowywał tylko jemu i starąl się ja pielęgnować i naprawiać, jeśli coś bedzie nie tak. Grunt, żeby tej osoby po prostu nie krzywdzić, niezależnie czy to się wyda czy nie. To co ja sądzę na temat ewentualnej roli zdrady w trwaniu związku nie oznacza, że partner ma takie same podejście. Mając świadomość, że ja krzywdzę, czułbym się nieswojo.

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee

23 Ostatnio edytowany przez karn (2019-12-12 20:00:09)

Odp: Zdrada - winni.

Roxann
Nie tylko przysięga małżeńska, ale cała monogamia nie jest zasadna. Założę się, że ludzie składając sobie przysięgę małżeńską są w dużej części przekonani, że to co czują do siebie biorąc ślub, będą czuli przez dziesiątki lat. Nie tylko małżeńską, ale obiecując sobie wierność przed małżeństwem również. A potem przychodzi rzeczywistość i są kłopoty. Nie znam wielu małżeństw ze starszego pokolenia ode mnie (mam 33 lata), które zawsze przez życie razem bez kryzysów i perypetii by szły. Ani spośród młodszych małżeństw i długich związków wśród rówieśników. Czy z tymi wszystkimi ludźmi jest coś nie tak ? Nie. Po prostu założenia małżeńskie są bardzo trudne w realizacji i wymagają pracy oraz urealnienia oczekiwań.

Ale zdrady się nie demonizuje. Zdrada jest takim złem, jak będzie cierpiała osoba zdradzana. Dla mnie to największa niekaralna przez prawo zbrodnia jaką wyrządza się drugiej osobie, która wierzy w wierność. A powoduje dużo większe cierpienie niż wiele czynów karalnych. Ale to dla mnie, bo ja mam taki system wartości. Być może gdybyśmy całe społeczeństwo mieli zbudowane w oparciu o poligamię i od urodzenia traktowali to jako normę społeczną i miałbym inne przekonania, to by to nie bolało. Być może poligamia czy związki otwarte w dzisiejszych czasach byłyby bardziej bliskie naturze, kto wie. Ale to całe społeczeństwa musiałby inaczej wyglądać i wychowywać od najmłodszych lat. Natomiast w naszym świecie patrzenie na to jaką krzywdą ogólną zdrada jest czy nie jest nie ma sensu, bo zdradza się konkretną osobę i jej uczucia się tutaj liczą.

Nie sądzę, żeby mężczyźni byli w zdradzaniu gorsi niż kobiety. Inne są mechanizmy i cały proces. Ale świadome wyrządzanie krzywdy drugiej osobie dla własnych potrzeb to raczej cecha osobnicza, a nie płciowa. Chociaż fakt, że znam gościa, który dosłownie tak tłumaczy mi swoje zdrady jak napisałaś. Cały jego związek jest wg. niego lepszy, bo jego "samica czuje samca alfa, który czasem poderwie jakąś laskę i jak wraca potem do niej do domu to ma najlepszy seks ever i to z dwiema kobietami jednego dnia! A najważniejsze, że utrzymuje ją i dzieci.". Byłoby to spoko, gdyby jego żona wiedziała i akceptowała. Ale nie wie.

Morfeusz1
Z tym byciem ze względu na dzieci to jest bardzo duża pomyłka. Rozstanie i wytłumaczenie dziecku, że rodzice przestali się kochać i taki jest świat, ale wspólny udział w wychowaniu, nie jest dużą tragedią dla dziecka. Natomiast wychowywanie się w rodzinie ze zdradą jest. Zdrada to często miesiące i lata romansu, w którym związek i rodzina jest patologiczną fikcją, a potem miesiące lub lata "naprawy związku" lub tragiczne rozstanie, gdzie dzieciak codziennie słyszy przez drzwi jakim skurczyfontem jest jeden z rodziców. W takich warunkach dzieciak nie ma szans wychować się normalnie.

Co do amoku zakochania i nieracjonalnego myślenia. To nie jest tak, że nagle się zakochujesz. Amor trafia w serce i stawia penisa do erekcji i popycha człowieka na akurat leżącą kobietę, która akurat leży bez majtek też zakochana. Tak jak seks nie zaczyna się w łóżku, tylko znacznie wcześniej. Tak zdrada też zaczyna się znacznie wcześniej niż będąc w stanie zakochania i nieracjonalnego myślenia. Najpierw kogoś poznajesz, są iskry, flirt, napięcie, niepewność, poznawanie itd. Wiele etapów, na których się możesz wycofać. Jak już rozwinie się znajomość do zakochania to wiadomo, że po ptakach. Ja mam w mózgu wyszyte "nie zdradzać" obok "nie gwałcić", "nie zabijać" itp. Jako wielką tragedię. Dlatego nawet jak się pojawia jakaś kobieta, która mi się podoba i są te iskry, chemia w znajomości to mam tak duży z tym wewnętrzny problem, że się wycofuję, zresztą kobiety też, bo to widać po moim niepewnym zachowaniu i strachu w oczach. Wbudowany w mózg cock-blocker.

W dzisiejszych czasach zdrada stała się normą społeczną. Nie wiem czy zwróciliście uwagę, ale dziś przez pół dnia na stronie głównej Gazety Wyborczej był wywiad z jakąś laską opisującą swoją historię zdrady i jak jej to się pozwoliło zmienić i rozwinąć i takie tam, nawet mi się nie chciało oglądać szczegółów. Największym drukiem. Obejrzało to pewnie setki tysięcy ludzi dowiadując się, że zdrada jest normalnym elementem życia. Jakbym ja był wychowany na takich wartościach to spora szansa, że sam bym już dawno zdradził. 

Czyja wina, czy nie wina, powody zdrady, warunki sprzyjające, okazje itp. To wszystko to sprawy poboczne. Liczy się to, że kogoś kto zaufał się krzywdzi w pełni świadomie własnymi czynami dla własnych potrzeb.

bagienni_k
Dokładnie. W zdradzie chodzi o to, co się przysięgało partnerowi. Konkretnej osobie.

24

Odp: Zdrada - winni.
karn napisał/a:

Czyja wina, czy nie wina, powody zdrady, warunki sprzyjające, okazje itp. To wszystko to sprawy poboczne. Liczy się to, że kogoś kto zaufał się krzywdzi w pełni świadomie własnymi czynami dla własnych potrzeb.

AMEN! smile

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee

25

Odp: Zdrada - winni.
karn napisał/a:

Nie sądzę, żeby mężczyźni byli w zdradzaniu gorsi niż kobiety. Inne są mechanizmy i cały proces. Ale świadome wyrządzanie krzywdy drugiej osobie dla własnych potrzeb to raczej cecha osobnicza, a nie płciowa. Chociaż fakt, że znam gościa, który dosłownie tak tłumaczy mi swoje zdrady jak napisałaś. Cały jego związek jest wg. niego lepszy, bo jego "samica czuje samca alfa, który czasem poderwie jakąś laskę i jak wraca potem do niej do domu to ma najlepszy seks ever i to z dwiema kobietami jednego dnia! A najważniejsze, że utrzymuje ją i dzieci.". Byłoby to spoko, gdyby jego żona wiedziała i akceptowała. Ale nie wie..

Ale ja właśnie o ty mówię. To są moje ogólne refleksje, nie tyle mój system wartości, ale chyba do takich refleksji miał ten wątek nakłonić. Co gdyby nie było instytucji małżeństwa? Jak wtedy by związki wyglądały?
Nie wiem, czy tylko ja mam takie wrażenie, ale małżeństwa, a tym bardziej wesela są zawierane głównie na pokaz - rodziny, znajomych, ew dla "zaklepania", pokazania. Wcześniej, wśród naszych babć czy prababć z przymusu. Więc pytam, jaką one mają realnie wartość? Czy jak kogoś zaciągniesz do ołtarza to już masz "gwarantowaną" miłość, wierność itd. ?
Przecież gro ludzi, którzy te śluby biorą, pierwszy raz od dawna było wtedy w kościele. Gdzieś przeczytałam ciekawą sentencję apropos ślubów: kobieta udaje, ze jest dziewicą, a facet, że to ta jedyna. I taka w dużej mierze prawda.
Ja wiem, że są ludzie wierzący, dla których ten sakrament ma znaczenie. Ale w praktyce i z tym różnie bywa.
Nie uważam jednak, że instytucja małżeństwa jest ogólnie zła, bo ona daje, a przynajmniej powinna dawać gwarancję wychowania dzieci w pełnej rodzinie. I co do tego jak najbardziej jestem za. Jednak do trwałego związku i bycia odpowiedzialnym ojcem/matką trzeba po prostu dorosnąć. Ślub niczego nie zmieni.

26

Odp: Zdrada - winni.

Karn
,,Z tym byciem ze względu na dzieci to jest bardzo duża pomyłka. Rozstanie i wytłumaczenie dziecku, że rodzice przestali się kochać i taki jest świat”
Jeśli w związku jest brak szacunku , kłótnie , wypominanie zdrady i wciąganie w to bagno dzieci to oczywiście , że nie ma taki związek sensu. OBIE strony muszą chcieć przepracować zdradę , tu nie ma miejsca na fałsz i zamiatanie pod dywan . Masz dużo racji w tym co piszesz , ale odstaje to trochę od życia . Mając wybór czy stać Cię będzie na zapewnienie dziecku godziwych warunków , warto się zastanowić nad pochopnymi decyzjami kilka razy .

27 Ostatnio edytowany przez Witek7 (2019-12-13 07:01:14)

Odp: Zdrada - winni.

Roxann napisała:  Gdzieś przeczytałam ciekawą sentencję apropos ślubów: kobieta udaje, ze jest dziewicą, a facet, że to ta jedyna. I taka w dużej mierze prawda.

Z dziewictwem róznie bywa - ale to nie jest takie ważne. Zdziwisz się, jak dużo ludzi nie udaje, tylko szczerze ślubuje, że to będzie ta jedyna czy też jedyny i dla nich to żadne osiągnięcie czy też poświęcenie, że dochowują wierności. W swej podświadomości i świadomości nie wyobrażają sobie zdrady. Niestety, ludzkie skłonności weryfikują to. Cóż począć kiedy druga połowa ma kur...wskie inklinacje. Upilnować, nie upilnujesz. Zresztą życie nie polega na tym.

.... "No przecież ciebie i tylko ciebie kocham. Jestem z tobą. Teraz i na zawsze. A ten skok w bok... no stało się. Nie wiem dlaczego, ale stało się"...

Często słyszymy to od zdradzających.
Dlaczego się stało?  Po prostu kur...wskie skłonności.

Nullius in verba - Nie wierz na słowo. (Motto akademii naukowych)

28

Odp: Zdrada - winni.

Być może zdradzają ludzie o pewnym rysie charakterologicznym, wrodzonym egoizmie i braku wbudowanego systemu wartości którego podstawią jest odpowiedzialność i uczciwość wobec innych. Charakter zdradzanego partnera ma tu chyba drugorzędne znaczenie. 

Doświadczenia z mojego podwórka odnośnie postrzegania winy przy zdradzie są w zasadzie smutne. Potwierdzają pewne stereotypy o których mówi autorka wątku. Pamiętam jak dziś, kilka lat temu koledze z pracy, którego żona zdradziła i zostawiła dla innego, wszyscy mówili, że suka, jak ona mogła itp. Nikt się nie zastanawiał ani na głos, ani w kuluarach, czy ten facet nawalił w związku lub robił coś nie tak tylko wszyscy na nią. W moim przypadku niby współczuli ale już w drugim zdaniu było: "no pewnie mu coś w związku nie pasowało skoro tak zrobił" lub "pewnie już jakiś czas wam się nie układało" czyli już jakieś usprawiedliwianie gościa i rozkminki czego ja tam mu nie dawałam. Ci sami ludzie...

Mało tego, stereotypowo to zdradzony i porzucony jest według wielu symbolem życiowej porażki a nie ten co zdradził i np. odszedł czy został wywalony z domu z powodu zdrady.

Śledząc wątki na tym forum wydaje mi się też, że pewne zjawiska to trochę mają jednak związek z płcią. Trudno np. nie zauważyć, że to głównie kobiety (oczywiście nie wszystkie) częściową winą za zdradę obarczają kochankę (np. ja tak jeszcze robię smile). Mężczyźni na ogół nie złorzeczą kochankom tylko raczej ich złość skupia się wyłącznie na niewiernej żonie/partnerce.

Co do samej zdrady. Prawda jest taka, że po zdradzie to się zawsze usprawiedliwienie znajdzie dlaczego się zdradziło. Przecież nikt nie jest idealny i zawsze sobie można dowolną niedoskonałość przypasować zgodnie z zasadą "dajcie mi człowieka a paragraf się znajdzie". 

Często też na pytanie czemu nie odszedłeś skoro ci było tak źle zdradzający mówią, że wydawało im się wtedy, że jest dobrze, no ale jak poznali ją/jego no to odpłynęli bo nigdy wcześniej tego nie czuli i dopiero teraz zobaczyli w jakiej beznadziei żyli niedocenieni i takie tam plepleple.

29

Odp: Zdrada - winni.

najbardziej mnie śmieszy jak pseudonaukowcy i inni specjaliści biorą się za coś za co nie mają pojęcia, żeby zrozumieć co to jest zdrada małżeńska trzeba to odczuć. Już samo podejrzenie robi sieczke z mózgu. Tłumaczenie zdradzaczy na różne sposoby i teorie że nie są w 100% winni zdrady to tak jakby mordercę, złodzieja tłumaczyć tym bardziej że przed jest wybór = rozwód. Osobiście uważam ( niedoświadczyłem a było podejrzenie) oprócz w 100% winie zdradzającej osobie że oprócz bezdyskusyjnej winy są największymi tchórzami i ludzmi kochającymi tylko siebie JA JA JA .... i tak naprawdę niekochającymi kiedyś partnera naprawdę. Ktoś kto do drugiej osoby chociaż deczko czuje nie zdradzi, będzie się miotał, robił piekło w domu aż w koncu odejdzie ale nigdy nie zdradzi też siebie. Każda inna sytuacja to uszkodzona jego psychika, empatia. Dlaczego nie ma kar za zdradę a jest za kradzież batonika chociaż to pierwsze jest gorsze od kradzieży ?

Posty [ 29 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018