Wielki Tydzień - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 34 ]

Temat: Wielki Tydzień

Jest mi smutno, myślę by odejść z tego świata. Moje życie pełne jest błędów. Jestem nikomu niepotrzebna. Nie mam przyjaciół. Pustka. Nie chce mi się nawet pisać, bo po co. W jednym domu córka, zięć i prawie półroczna, śliczna wnusia, a ja czuję się potwornie przegrana.

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2019-04-15 19:30:56)

Odp: Wielki Tydzień

Dlaczego myślisz, że Twoje życie jest pełne błędów? Urodziłaś córkę, wychowałaś zapewne na wspaniałą kobietę. Masz wnuczkę, która pewnie bardzo Cię kocha. Moim zdaniem wygrałaś życie, poszczęściło Ci się.

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa

3

Odp: Wielki Tydzień

W tym wieku możliwe że dzieci cię nie potrzebują tak jak kiedyś. Bo mają swoje dzieci i na tym się skupiają. Ale jak najbardziej jesteś potrzebna wnuczce. Nikt nie zastąpi babci. Przed tobą długie lata fantastycznych chwil i przeżyć z wnuczką/wnukami.
A poza tym spróbuj się komuś wygadać, porozmawiać. Jest tez wiele alternatyw w postaci zajęć w centrach kultury, można spróbować z jakimś sportem typu nordic walking. Potrzebne ci są kontakty z ludźmi, niekoniecznie cały czas z  rodziną. Wyjdź do ludzi, nie patrz na to co było. Jeszcze będzie pięknie.

4

Odp: Wielki Tydzień

Tak, jestem potrzebna wnuczce. Może będę potrzebna córce i zięciowi bo jeszcze tyle do zrobienia. Wnuczkę może trzeba będzie przypilnować, zaprowadzić kiedyś do przedszkola, a może pobudować jeszcze jeden dom córce. Są święta a mnie nikt nie zapytał "mamo, co kupić, co będziesz robić, jak się czujesz". Nie mam nikogo, Śniadania wspólnego w domu nie było, wyszłam sobie, pojechałam na mszę, pobłąkałam się po parku.

5

Odp: Wielki Tydzień

...opisałam kiedyś w skrócie swoje życie w odpowiedzi na post Mar i Cyngli, ale wszystko uciekło (chochlik). Dziś już nie mam siły pisać od nowa, bo i po co, komu to potrzebne. Silna depresja, bez przyjaciół, którzy potrzebowali mnie tylko jak mieli kłopoty, koleżanki, które wyślą sms z życzeniami, bym przypadkiem nie potrzebowała ich czasu i rozmowy. Byłam zawsze do dyspozycji wszystkich, córki, znajomych, rodziców. Niestety, tych ostatnich dawno nie mam. Mimo ich licznych kłopotów zdrowotnych, nigdy nie byli mi ciężarem, kochali mnie a ja ich. Córkę wychowywałam sama od 5 roku życia (może nie tak dokładnie bo z pomocą moich rodziców, mieszkaliśmy razem). Podarowałam jej każda chwilę, każdy mój wysiłek był z myślą o niej. Zrezygnowałam ze swoich przyjemności. Moje kłopoty zdrowotne przyszły zaraz po jej narodzeniu się. Kłopoty z sercem, ciągłe zmęczenie, brak sił.....po roku diagnoza, tarczyca, guzki. Operacja, malutkie dziecko. Mąż szybko zrezygnował z rodziny, nudno, większe obowiązki. Coraz częściej pojawił się alkohol, raz i dwa "ciężka" ręka. Ja nie akceptowałam takiego zachowania. Bardzo szybko natomiast znalazł pocieszenie u innej kobiety, odszedł. Córka nie wiedziała z jego strony co to gwiazdka, koniec i początek roku szkolnego, wyprawka szkolna, kłopoty zdrowotne (a miała ich niemało). Zabrałam się za budowę domu, ukończyłam, mimo przy boku ciągłej, pilnującej mnie jak cerber okropnej migreny. Udźwignęłam i to, córka w tym czasie ukończyła studia dzienne, zrobiłam wesele, ubrałam, dałam niemały prezent, pomogłam przy staraniu się o pracę. Potem studia podyplomowe, ciąża, którą straciła (przeżyłam to strasznie, może nawet silny stres wyjawił u mnie raka piersi). Półtora roku temu przeszłam operację oszczędzającą. Dziś mam półroczną wnuczkę, śliczną, a w naszej rodzinie wszystko runęło. Okazało się, że przeszkadzam, mogłabym właściwie być ale jakby z boku. Nie pytać, nie czekać na nic, nie mieć własnego zdania....ot tak, jako robotnik w ogrodzie.

6

Odp: Wielki Tydzień

...przez cały czas pracuję zawodowo, praca z ludźmi, decyzyjna, niestety na satysfakcjonujące wynagrodzenie nie mam co liczyć. Piszę dlatego, po może ktoś powie, jedź tu, wyjdź, kino, teatr, znajomi, wycieczki. Wiem ile to kosztuje, wiem ile pochłania dom, ubezpieczenia, remonty. Coś za coś, tylko z boku można widzieć uroki nieruchomości, zwłaszcza jak jest jeden portfel. dziś stoję przed trudną decyzją co dalej? Czy to wszystko było potrzebne? gdzie popełniłam błąd? dlaczego tak bardzo inwestowałam w córkę, dołączył  do nas zięć, człowiek z innymi nawykami, inaczej wychowany i ta cała moja "budowla" tak misternie tkana runęła. Córka była podziwiana za pracowitość, troskę o mnie, o uczuciowość wobec dziadków rodziny. Co się stało? mam wrażenie, że chce dorównać kroku mężowi, dostosować przyzwyczajenia do jego rodziny i zachowań. Dlaczego? Dlaczego moje wzorce upadły? Dziś jestem już wrakiem emocjonalnym. Wstyd przed rodziną i byłym mężem (miał ograniczone prawa rodzicielskie ze względu na nieinteresowanie się córką). Dziś córka pozbawiła mnie praw rodzicielskich, nawet dosłownie, powiedziała dziś "nawet ksiądz mówił, że dziecko odchodzi od rodziny i stanowi już nową rodzinę". Ja nie umiałam jednak dobrze wychować córki. Pokazałam, dałam, uczyłam, tłumaczyłam i ......nic z tego nie zostało. Tylko dlatego, że powiedziałam, iż mam żal, że mało rozmawiamy, że nie ma rozmów przy posiłku, że czuję, jakbym wam przeszkadzała (a tego nie chcę), że czuję jakbyście mnie unikali.
Pierwszy dzień Świąt a ja zalana łzami, tak już jest półtora miesiąca.

7 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2019-04-21 20:06:08)

Odp: Wielki Tydzień

...nie Mar, już nic nie będzie pięknie, nic nie będzie jak było, nic

...Cyngli, widzisz coś co wygrałam? No co?

8

Odp: Wielki Tydzień

Powinnaś teraz o siebie zadbać. Zapisz się do psychiatry na NFZ (u mnie w mieście działa poradnia zdrowia psychicznego i przyjmują bez kolejki, moze u Ciebie jest podobanie), to wygląda na początki depresji bo masz bardzo negatywne myślenie dotyczące niemalże wszystkich aspektów życia, a to nigdy nie jest tak, że całe życie jest złe, tylko czasem choroba (depresja) sprawia, że tak je postrzegasz. Psychiatra da Ci leki na opanowanie największego kryzysu i da skierowanie do psychologa i wraz z nim przepracujesz powoli dręczące Cię problemy, porozmawiasz.
Niestety, nie możesz oczekiwać niestety od rodziny, że będą Cię "ratować"...

9

Odp: Wielki Tydzień

Christmas. U psychiatry pojawiłam się w styczniu, z własnej woli (mimo,że ceny dla mnie kosmiczne, pierwsza wizyta 250, wszystkie następne 200 zł). Mimo tego postanowiłam, że korzystam z terapii. Niestety, lekarz okazał się zwykłym chamem. Był niemiły, arogancki, unosił głos, po drugiej wizycie oczekiwał pozytywnych wyników. Nie taką odpowiedź mu dałam. w końcu chodziło o moje leczenie. Po trzech wizytach, zrezygnowałam. Nie jest to wszystko takie proste jakby się wydawać mogło. Pójść, zapłacić, wziąć leki i sukces murowany. Wspaniale byłoby mieć kogoś z boku co zdaje sobie sprawę, że osoba potrzebuje terapii i stara się przez nią przejść. Ja nie mam nikogo. Może tylko by usłyszeć "idź do lekarza".
Przeczytałam również Twój wątek. Hmm...to też mnie dotknęło. Nawet kiedyś pisałam o jednej znajomości tu na forum.

10

Odp: Wielki Tydzień

bursztyn, może idź najpierw na NFZ? Takie terapie też istnieją. Znajdź po prostu innego lekarza. Na chama trafisz w każdej profesji.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

11 Ostatnio edytowany przez ChristmasTree (2019-04-22 10:02:33)

Odp: Wielki Tydzień

Z tego co czytalam w innych wątkach wiele osób tutaj na forum nie trafiło za pierwszym razem ani na właściwego psychiatre, ani na psychologa, ani na odpowiednie leki.
Przykro mi, że trafiłaś na chama. Jednak nie można się zrażać pierwszym niepowodzeniem, warto spróbować raz jeszcze.
Jasne, że najlepiej byłoby mieć wsparcie kogoś bliskiego - prosiłaś o nie? może zapytaj córkę, czy nie pomoże Ci znalezc kogoś na NFZ, albo czy się z Tobą nie wybierze?
Zawalcz o siebie trochę bardziej, z każdej złej sytuacji jest jakieś wyjście, tylko trzeba sobie powoli poukładać w głowie jak rozwiązać problem.
Chętnie Ci tutaj na forum pomożemy smile

Moja historia to raczej wątek nazwijmy to miłosny, póki co bilans jest taki, że ja leków i pomocy psychiatryczje już nie potrzebuje, mój ex partner z którym mam dobry kontakt i można nazwać, że się "spotykamy" bierze leki już drugi miesiąc, widać dużą zmianę, był na kontroli u psychiatry i nawet bardzo go polubił wink

12

Odp: Wielki Tydzień

Bursztyn, zakładając, że psychiatra, którego wybrałaś, nie jest totalnym konowałem, mam kilka uwag.

Psychiatra to nie psychoterapeuta. On jest od wydania diagnozy i leków, a nie od rozmów z Tobą. Jeżeli chciałaś rozwiązać swoje problemy przez terapię, to powinnaś była szukać osoby wykwalifikowanej w tym kierunku- to po pierwsze. Po drugie, na działanie leków trzeba poczekać z kilka tygodni- nic się nie zmienia od jednej tabletki.

Po trzecie, wyczuwam w Tobie pretensje, że nikt nie chce naprawić Twojego życia i dostosować się do Twojego widzimisię: córka odcięła pępowinę, zaczęła żyć po swojemu i wybrała męża, który Tobie nie pasi, przyjaciele mają własne zajęcia i nikt nie docenia tego jak bardzo się poświęciłaś. Oczywiście, to może być objaw Twojej depresji, ale ja coś mam odczucie, że tego typu postawa towarzyszy Ci całe zycie hmm

13

Odp: Wielki Tydzień

Bursztyn, masz ewidentnie gorszy czas, prawdopodobnie spowodowany przez zaburzenia depresyjne.

Idź do psychiatry na NFZ. Nic nie zapłacisz. Zapisze Ci leki, poleci jakiegoś terapeutę. Mam to za sobą też, naprawdę można z tego wyjść i żyć lepiej.
Jesteś dzielną kobietą, sama wychowałaś córkę.
Zaproś ją na kawę, samą, bez męża i dziecka. Powiedz jej, co Ci leży na sercu. Nie trzymaj w sobie.

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa

14

Odp: Wielki Tydzień

Beyondblackie po pierwsze, lekarz psychiatra był także psychoterapeutą, po drugie, nie ja oczekiwałam pomocy po "jednej" tabletce. To lekarz na drugiej wizycie zapytał mnie już czy jest lepiej, na trzeciej był niezadowolony jak odparłam, że nie odczuwam poprawy. Zamierzałam kontynuować terapię, ale skoro on w arogancki sposób odnosi się do pacjenta i spodziewa się oczekiwanych przez siebie rezultatów już po dwóch wizytach, to ja podziękowałam takiemu specjaliście. Niestety, negatywne w stosunku do niego opinie przeczytałam dopiero po przerwaniu leczenia. Oceny były identyczne jak moja, cham i zadufany w sobie.
Po trzecie, Twój komentarz jest niegrzeczny, wprawdzie zakładając ten wątek liczyłam się z tym, ale nie jestem tu do biczowania mnie, ale dla wsparcia. Znacznie lepiej byłoby podać dobrą radę lub analizę lub też nie komentować wcale. Nie znasz mojej córki ani zięcia, a o przecinaniu pępowiny tym bardziej nie wiesz nic. O mnie zaledwie parę zdań i tylko to co zdołałam przekazać. Według Twojej analizy to ja jestem złą i podłą teściową, zięć wspaniałomyślnym, o złotych cechach człowiekiem. Dziwne to założenie, nie wiadomo czym podyktowane, ale niektórzy już tak mają, że tylko zakładają. A o moich cechach, które są moją wartością nie wypada mi tu wspominać, nie ma teraz takiej potrzeby, nikt o to nie pytał, może kiedyś.
A słyszałaś może o rodzinach wielopokoleniowych? Bo ja znam takie i świetne są w nich relacje. To piękne. W tym na pewno nie wezmę nic z Twojej rady bo mam inne zdanie. Według Ciebie to wszyscy starsi wini być w przytułkach. Smutne to.
Dalej, piszesz "mam pretensje do wszystkich". Tak, mam żal, ale nie do wszystkich, nie o wszystko i nie zawsze. Po to mamy wrażliwość, większą lub mniejszą by w razie potrzeby pomagać innym, ale bez hipokryzji, w gorszym czasie i dający chciałby móc wziąć, choćby krztę.

15

Odp: Wielki Tydzień

Cyngli. Ciepłe słowa, dzięki. Z NFZ nie wiele daje mi się skorzystać, inne wizyty raczej płacę i tutaj widzę to jeszcze mniej optymistyczne, ale nie zapieram się, że nie zorientuję się. Córka ma możliwości rozmowy bez męża w domu, bywamy same, ale unika rozmów. Tego nie da się zakamuflować. Wie, że mam do niej uprawniony żal, bo to za jej przyczyną remontowałam drugi dom na działce. Zapewniała mnie wtedy o akceptacji z przyszłym mężem zachowania go po jej dziadkach, moich rodzicach. Teraz ten cały ciężar raczej spada na mnie. A mnie jest strasznie ciężko, stąd pewne nieporozumienia.

16

Odp: Wielki Tydzień

Bursztyn, jako była terapeuta, wyczuwam w Tobie proste zaburzenie osobowości (nie diagnozuję, to nie kozetka). Jesteś narcystką, która wini wszystkich i wszystko za wlasne błędy i chce by świat dostosował się do Twoich oczekiwań.

Może Twój psychiatra był konowałem, a może zdiagdnozował to samo.

17 Ostatnio edytowany przez Misiulka (2019-04-24 16:50:50)

Odp: Wielki Tydzień

Bursztyn wybacz szczerość, ale jak się ma do tego Twoja wiara??
Nie masz za co dziękować Bogu? Jestem w podobnej sytuacji... i do tego ( nie chcę epatować cierpieniem ) poruszam się na wózku.
Syn studiuje i ma narzeczoną. Dawno temu odciełam pępowinę i żyję własnym życiem. Dużo czytam, słucham muzyki, oglądam filmy ... po mimo
że ból jest u mnie normą. Nie to, żebym Cię formowała duchowo, ale wiara, ta autentyczna, która wypływa z doświadczenia i kontenplacjii, pozwala
mi przechodzić przez wszystkie etapy życiowe. Życie jest takie piękne... przyroda, bogactwo doznań wizualnych i duchowych. Zaangażowanie
się w pomoc jeszcze słabszym ode mnie... wysłuchanie zagubionych, uśmiech... Nie bądź drobiazgowa... piszesz o śniadaniu wielkanocnym...
To już przeszłość, ale czy musisz mieć specjalne zaproszenie? Potrafisz kochać? To kochaj i kieruj się Miłością. Taka postawa napewno sprawia przykrość Twoim bliskim Ci osobom. A tak nie wiele potrzeba aby być szczęśliwą i dawać uśmiech i radość innym. Piszę to z własnego doświadczenia.
Życzę Ci abyś dostrzegła jak wiele masz aby być szczęśliwą i spełnioną. Pozdrawiam Cię smile

18

Odp: Wielki Tydzień
bursztyn napisał/a:

Cyngli. Ciepłe słowa, dzięki. Z NFZ nie wiele daje mi się skorzystać, inne wizyty raczej płacę i tutaj widzę to jeszcze mniej optymistyczne, ale nie zapieram się, że nie zorientuję się. Córka ma możliwości rozmowy bez męża w domu, bywamy same, ale unika rozmów. Tego nie da się zakamuflować. Wie, że mam do niej uprawniony żal, bo to za jej przyczyną remontowałam drugi dom na działce. Zapewniała mnie wtedy o akceptacji z przyszłym mężem zachowania go po jej dziadkach, moich rodzicach. Teraz ten cały ciężar raczej spada na mnie. A mnie jest strasznie ciężko, stąd pewne nieporozumienia.

Piszesz, że córka unika rozmowy, ale jednak powinnyście sobie pewne rzeczy wyjaśnić. Jeśli była między Wami umowa, z której córka się nie wywiązała, to masz prawo czuć się rozżalona, zwłaszcza, jeśli konsekwencje ponosisz zupełnie sama.

Co do leczenia, ja do psychiatry chodziłam na NFZ. A do terapeuty prywatnie. Psychiatra jedynie pytał o postępy i dobierał leki. Całą robotę odbębniłam sama u terapeuty. To mi wiele dało i bardzo pomogło.

Pamiętaj, z każdej sytuacji można wyjść. Spróbuj poznać jakieś koleżanki. Jeśli nie daje się w życiu realnym, to może zacznij od wirtuala. Tu na forum są świetne mądre dziewczyny w rożnym wieku.

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa

19 Ostatnio edytowany przez tajemnicza75 (2019-04-24 18:40:00)

Odp: Wielki Tydzień

Bursztyku> czytając Ciebie widzę swoją matkę. Dlatego to co Ci napiszę nie odbieraj jako atak, albo niegrzeczną odpowiedź (jak sugerujesz Beyon niesłusznie wink ). Napiszę Tobie to co widzę z perspektywy dziecka czyli jakby Twojej córki . Napiszę Ci swoją historię w skrócie, abyś coś z niej dla siebie powzięła.

Moja mama tez się poświęcała w 100%, co nam wyrzuca do tej pory, bo ma żal, że skoro ona się tak poświęcała to my mamy też obowiązek. Chciałaś dobrze, to zrozumiałe, ale nikt nie ma prawa poświęcać się w całości. Każdy musi mieć skrawek życia dla siebie. A gdzie Ty miałaś własne życie? Wszystko dla córki, może czasem nawet narzucałaś się z pomocą bo uważałaś, ze tak należy. Żyłaś tylko nią, dla niej i chciałaś umrzeć u jej boku (jak sądzę). To taka forma uzależnienia się od ukochanej osoby, by czuć się lepiej.

Mojej mamie kilka razy powtarzałam, że nawet w Biblii jest napisane, ze rodzice wychowają, potem potomek dojrzewa, bierze sobie wybrankę za żonę i odchodzi od rodziców, bo od tej pory ma z nią swoje potomstwo, które jest jego nową rodziną. Taka jest kolej rzeczy. Dlatego miłość rodzicielska musi być mądra, nie może być nadopiekuńcza i poświęcalna. Trzeba mieć świadomość, ze wychowujemy drugiego człowieka, aby w przyszłości mógł żyć szczęśliwy z dala od nas, bo ma prawo odejść. Nie będzie to dla nas bolesne jeśli będziemy dbali sami o siebie, będziemy żyć własnym życiem jednocześnie wychowując.

Podejrzewam, gdyż mówisz jak moja mama, że jesteś pesymistką. Masz smutne usposobienie, albo co gorsza pretensjonalne. Moze to wynikać z depresji-owszem. Tym bardziej trzeba się leczyć! Podejrzewam, że jesteś toksyczna osobą (taką jest moja mama, a przecież tak nas kocha, tak się poświęcała). Kto chce przebywać z taką osobą? Ja jestem szczęśliwa z mężem i dzieckiem. Każde spotkanie z moją mamą przyprawia mnie o ból głowy, bo odbiera mi radość życia. Mama nie potrafi powiedzieć nic pozytywnego, ma żale, pretensje do wszystkich i o wszystko. Marudzi, narzeka na każdym kroku o wszystko oraz chodzi i powtarza "boję się" "obawiam się" "co będzie jeśli" "co by było gdyby".
Nie chce mieć własnego życia, np. zapisać się do klubu seniorów (bo to nie dla niej), zaprosić koleżankę (bo obgada), iść do kogoś w gościnę (bo obgada), zapisać się gdzieś, coś ze sobą zrobić... Wszystko na NIE, bo od tego ma się rodzinę, by wysłuchiwała marudzenia i narzekania, by z nią przebywać  maksymalnie często, by wspólnie jeść/chodzić na spacery i wszystko razem robić, zwierzać się sobie. Generalnie wg mamy teorii żyć jak mama sobie wyobraża.
Prawda jest, ze każdy człowiek jest inny, każdy lubi coś innego, każdy zdrowy człowiek ma własną prywatność i przestrzeń osobistą. Mama czuje się odrzucana, bo nie odwiedzamy jej często, bo nie dzwonimy codziennie, bo za krótko byliśmy, bo chcemy święta spędzić sami wg własnego schematu, a nie maminego.
Co do świąt. Przykro mi, że zostałaś sama na święta. Pomyśl jednak w inny sposób. Ja spędzam z mamą śniadanie Wielkanocne i wigilię na BN. Muszę przyznać, że nie robię tego z własnej woli, ale dla świętego spokoju, dla kurtuazji, bo tak wypada. Nie czuję pragnienia by z nią spędzać święta, bo czuję się osaczona, zniewolona, poirytowana negatywną energią jaka od mamy bije. Nie czuję tęsknoty, by często do niej jeździć i spędzać z przyjemnością czas.
Nie mogę z mamą rozmawiać o wielu rzeczach, bo obraca to na swój sposób, kończy swoimi żalami i pretensjami, którymi próbuje wzbudzić w dzieciach poczucie winy... czyli coś dla siebie ugrać. Wiem, że nie robi tego po złości. To jest forma tonącego, który chwyta się brzytwy, jest zdesperowana i tyle.
Nie mogę powiedzieć własnego zdania, bo mama się obraża i hoduje kolejne żale. Tym samym mało z mamą rozmawiam, bo nie wiem już co mówić i jak mówić.
Czy w tej sytuacji nie lepiej, abym się nie zmuszała, nie robiła czegoś dla przyzwoitości i po prostu spędziła święta po swojemu z osobami, z którymi czuję się dobrze? Czy kochająca osoba presją nakłania ukochanych, aby z nią byli w święta, mimo, ze czują się niekomfortowo lub źle?
Kiedyś w jakimś filmie powiedziano, ze jeśli kochasz pozwól jej odejść. To dotyczy także relacji matka-dziecko: kochasz dziecko? Pozwól jej odejść aby była prawdziwie szczęśliwa. Przecież tego chce kochająca osoba... szczęścia drugiej osoby-prawda? Mało tego, cieszy się szczęściem tej osoby.
Tak ja to widzę patrząc na własne doświadczenie z matką.

Jestem mamie wdzięczna, że chciała dla mnie jak najlepiej, ale ja naprawdę nie oczekiwałam, aby była męczennicą czyli oddała swoje życie w 100% dla mnie. Chciałam, aby była szczęśliwa, a wiedziałam, ze nie jest. Chciałam mamę zadbaną, uśmiechniętą, która realizuje swoje pasje, którymi się ze mną dzieli itp.
Tymczasem mama nie miała własnego życia, miała tylko moje życie. Często czułam się zawładnięta jej nadmierną troską.
Podejrzewam, że Twoja córka czuje się tak jak ja lub bardzo podobnie, a boi się Tobie powiedzieć, abyś się nie uraziła jeszcze bardziej, nie zdołowała mocniej.
To co czujesz nie jest winą córki, zięcia czy innych ludzi. Ty sama wpędziłaś się w ten stan. Oczywiście nieświadomie, gdyż nie żyłaś sama dla siebie więc nie wiedziałaś, że tak się skończy. Podobnie jest- jak domniemam- gdy dałaś się wykorzystać z tym remontem domu. Chciałaś dobrze, bo dla córki wszystko, a może trzeba było pomyśleć o sobie, co będzie jeśli zostanę sama...  Nie płaczmy jednak nad rozlanym mlekiem. Teraz zamiast użalać się nad sobą zrób wszystko, aby z tego więzienia duszy wyjść, aby nabrać sił psychicznych i wyjść z trudnej sytuacji w jakiej zostawiła Cie córka. Zapisz się na NFZ do psychiatry po leki antydepresyjne, poproś go o skierowanie na terapię i uczęszczaj na nią sumiennie.

Nie są to czcze słowa, bo sama mam dorastająca córkę, która niebawem opuści dom i wyjedzie na studia i wiem, że może tam ułożyć swoje życie. Nie będę mieć do niej żalu, ponieważ -mimo, ze ją kocham nad życie- to mam własną pasję, czas dla siebie i przestrzeń osobistą. Nie poczuję się porzucona, odrzucona i samotna.
Bursztynku porzuć więc żale i zacznij dbać o siebie. Tak po prostu, bez rozmyślania czy to dobre rozwiązanie czy nie. Skoro masz tylko siebie w tej chwili to co innego Ci pozostaje?

Jeśli się smucisz, to żyjesz przeszłością.
Jeśli się boisz, to żyjesz przyszłością.
Jeśli jesteś spokojny, żyjesz teraźniejszością. Lao Tzu

20

Odp: Wielki Tydzień

Myślę, że troszkę niefajne jest pisać komuś, że jest toksyczną osobą. Niby na podstawie czego taka opinia, paru postów?

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa

21 Ostatnio edytowany przez tajemnicza75 (2019-04-24 18:52:19)

Odp: Wielki Tydzień
Cyngli napisał/a:

Myślę, że troszkę niefajne jest pisać komuś, że jest toksyczną osobą. Niby na podstawie czego taka opinia, paru postów?

Podejrzewam, ze jest. To nie stwierdzenie, to domniemanie na podstawie mojej mamy, o której tyle opisuję, a widzę ogromne podobieństwo do autorki.
Nie osądzam, nie wytykam...nawet jeśli tak zabrzmiało.
Dodam, ze wszystko co pisałam było w kontekście mojej matki i opisywałam swoje emocje oraz uczucia.

Jeśli się smucisz, to żyjesz przeszłością.
Jeśli się boisz, to żyjesz przyszłością.
Jeśli jesteś spokojny, żyjesz teraźniejszością. Lao Tzu

22

Odp: Wielki Tydzień
tajemnicza75 napisał/a:
Cyngli napisał/a:

Myślę, że troszkę niefajne jest pisać komuś, że jest toksyczną osobą. Niby na podstawie czego taka opinia, paru postów?

Podejrzewam, ze jest. To nie stwierdzenie, to domniemanie na podstawie mojej mamy, o której tyle opisuję, a widzę ogromne podobieństwo do autorki.
Nie osądzam, nie wytykam...nawet jeśli tak zabrzmiało.
Dodam, ze wszystko co pisałam było w kontekście mojej matki i opisywałam swoje emocje oraz uczucia.

Równie dobrze można Tobie napisać, że po niefajnych przeżyciach z matką widzisz ją teraz w co drugiej napotkanej osobie.

Tylko, że to by było niemiłe i powierzchowne.

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa

23

Odp: Wielki Tydzień

Beyondblackie  postawiła diagnozę - narcystka, tajemnicza75, że jestem toksyczna. Według Was jestem podłą, egoistyczną, zawistną, zrzędzącą i naiwną kobietą. Wirtualnie. Brawo.
Dziękuję za "dobre rady i pomoc". Wystarczy.

Ps. Cyngli, napisałaś najmniej, dałaś mi najwięcej.

24

Odp: Wielki Tydzień
Cyngli napisał/a:
tajemnicza75 napisał/a:
Cyngli napisał/a:

Myślę, że troszkę niefajne jest pisać komuś, że jest toksyczną osobą. Niby na podstawie czego taka opinia, paru postów?

Podejrzewam, ze jest. To nie stwierdzenie, to domniemanie na podstawie mojej mamy, o której tyle opisuję, a widzę ogromne podobieństwo do autorki.
Nie osądzam, nie wytykam...nawet jeśli tak zabrzmiało.
Dodam, ze wszystko co pisałam było w kontekście mojej matki i opisywałam swoje emocje oraz uczucia.

Równie dobrze można Tobie napisać, że po niefajnych przeżyciach z matką widzisz ją teraz w co drugiej napotkanej osobie.

Tylko, że to by było niemiłe i powierzchowne.

To nie jest niemiłe. Może powierzchowne, ale z jednej strony. Z drugiej... coś w tym może być. Nie w sensie w "napotkanej osobie", ale w pesymistach i malkontentach. Przynajmniej w osobach, które tak odbieram.

Jeśli Bursztunek uraziła się słowem "toksyczna" to ja bardzo przepraszam, naprawdę http://emotikona.pl/emotikony/pic/flower.gif. Napisałam "podejrzewam", czyli nie oceniłam jednoznacznie i jeśli Autorka nie czuje się toksyczna to mi to po prostu napisze. Tak uważam i mam nadzieję, ze tak właśnie jest.

Jeśli się smucisz, to żyjesz przeszłością.
Jeśli się boisz, to żyjesz przyszłością.
Jeśli jesteś spokojny, żyjesz teraźniejszością. Lao Tzu

25 Ostatnio edytowany przez tajemnicza75 (2019-04-24 19:53:29)

Odp: Wielki Tydzień
bursztyn napisał/a:

Beyondblackie  postawiła diagnozę - narcystka, tajemnicza75, że jestem toksyczna. Według Was jestem podłą, egoistyczną, zawistną, zrzędzącą i naiwną kobietą. Wirtualnie. Brawo.
Dziękuję za "dobre rady i pomoc". Wystarczy.

Ps. Cyngli, napisałaś najmniej, dałaś mi najwięcej.

To nie była diagnoza. Nigdzie nie napisałam, że taka jesteś i koniec.
Przepraszam jeśli tak źle odebrałaś moje uczucia i emocje wobec mojej matki. Naprawdę niczego, ani jednej rzeczy  z tego nie wyciągnęłaś? Bo przekaz był inny niż tu wypisujesz hmm .

Jeśli się smucisz, to żyjesz przeszłością.
Jeśli się boisz, to żyjesz przyszłością.
Jeśli jesteś spokojny, żyjesz teraźniejszością. Lao Tzu

26

Odp: Wielki Tydzień

Czytam, to i jest mi po prostu smutno.
Co jak co, ale matce należy się szacunek.
Moja ś.p. Mama bardzo się o mnie troszczyła, nawet gdy byłam już zupełnie dorosła... mieszkałyśmy razem same wiele lat.
Gdy wyszłam za mąż po 40-tce nadal się martwiła i była nadgorliwa. Ja przeprowadziłam się do męża i cała niechęć przeszła na mojego męża.
Ale mąż był na tyle wyrozumiały, że wszystko obracał w żart. Mama nie była już taka szczęśliwa, ale zawsze mogła u nas być i była.
Dziś sama jestem matką dorosłego już syna. Mąż i Mama zmarli w jednym roku.
Dla mnie jest niepojęte, aby kogoś odtrącać... jesteśmy ludźmi... nikt nie jest idealny... zanim kogoś ocenię, zawsze pomyśle co mi to da?
Życie jest takie kruche... nikt nie wie jak przebiegnie jego starość jeśli dożyje.
Czy to takie trudne akceptować drugiego człowieka? Bliskiego człowieka.
Widzieć tylko to co złe?
Mój syn też nie jest ideałem i to że jest dorosły nie znaczy, że nie jest moim dzieckiem, jeżeli widzę że postępuje w moim domu źle, to mu to rzeczowo mówię i koniec.  Ale najważniejsza jest rzeczowa rozmowa i relacje...
On ma swoje życie a ja swoje, ale jest i będzie dla mnie zawsze synem, po mimo ze już ma swoje życie i zawsze będę go kochać i życzę mu aby był  szczęśliwy.

Więc szczęście dziecka jest i moim szczęściem. Myślę, że tak powinno być a nie wytykac sobie to, czy tamto.

27

Odp: Wielki Tydzień
Misiulka napisał/a:

Bliskiego człowieka.
Ale najważniejsza jest rzeczowa rozmowa i relacje...

A co jeśli jednak nie czuje się bliskości, nie ma relacji, a rzeczowa rozmowa jest niemożliwa? Retoryczne pytanie.
Bardzo się cieszę, że miałaś dobre relacje z matką i masz dobre z synem.

Misiulka napisał/a:

On ma swoje życie a ja swoje, ale jest i będzie dla mnie zawsze synem, po mimo ze już ma swoje życie i zawsze będę go kochać i życzę mu aby był  szczęśliwy.

Więc szczęście dziecka jest i moim szczęściem. Myślę, że tak powinno być a nie wytykac sobie to, czy tamto.

Zgadzam się.

Jeśli się smucisz, to żyjesz przeszłością.
Jeśli się boisz, to żyjesz przyszłością.
Jeśli jesteś spokojny, żyjesz teraźniejszością. Lao Tzu

28

Odp: Wielki Tydzień
Misiulka napisał/a:

Dla mnie jest niepojęte, aby kogoś odtrącać... jesteśmy ludźmi... nikt nie jest idealny... zanim kogoś ocenię, zawsze pomyśle co mi to da?
Życie jest takie kruche... nikt nie wie jak przebiegnie jego starość jeśli dożyje.
Czy to takie trudne akceptować drugiego człowieka? Bliskiego człowieka.
Widzieć tylko to co złe?
Mój syn też nie jest ideałem i to że jest dorosły nie znaczy, że nie jest moim dzieckiem, jeżeli widzę że postępuje w moim domu źle, to mu to rzeczowo mówię i koniec.  Ale najważniejsza jest rzeczowa rozmowa i relacje...
On ma swoje życie a ja swoje, ale jest i będzie dla mnie zawsze synem, po mimo ze już ma swoje życie i zawsze będę go kochać i życzę mu aby był  szczęśliwy.

Więc szczęście dziecka jest i moim szczęściem. Myślę, że tak powinno być a nie wytykac sobie to, czy tamto.

Absolutnie się nie zgadzam.

Czasami, niezależnie od bliskości rodzinnych relacji, trzeba się odciąć. Istnieją osoby tak toksyczne, że jest to jedyne wyjście. Gdybym pozostawała w kontakcie z moją matką, to nie miałabym własnego życia. Ona jest jak chodząca reklama narcyzmu: samolubna, egocentryczna, krytykująca wszystkich poza sobą, nie szanująca autonomii ani prywatności innych ludzi. I to wszystko pod przykrywką... poświęcania się. Jakbyś ją spotkała, to przedstawi siebie jako męczennicę Pańską, która zrobiła wszystko dla swojej wrednej i niewdzięcznej córki, podczas gdy w rzeczywistości torturowała mnie psychicznie i fizycznie przez całe dzieciństwo do takiego stopnia, że jak ciocia mi włosy uczesała bez szarpania i skomplementowała mnie jako 10 latkę, to zaczęłam płakać, bo nie wiedziałam, że to normalne.

Dziś wyczuwam ten typ na kilometr.

29

Odp: Wielki Tydzień

Beyondblackie to co opisujesz to patologia i czytając  aż trudno w to uwierzyć, ale skoro piszesz, to wzbudza głębokie oburzenie...
Takie kobiety to potwory a nie matki. Ale nie można każdego postrzegać po przez własne przeżycia.
Moja Mama była kochającą ... natomiast Tata był tak surowy, że za najdrobniejsze przewinienia pas był normą...
Zmarł wcześnie ... ale pracował ciężko... a i życie Go nie oszczędziło. Był więźniem obozu koncentracyjnego w czasie wojny...
Gdy umierał resztką sił przepraszał za wszystko...
Nic nie jest czarno białe...
Ale  zapytam - czy nie warto przebaczyć? Chowanie urazów uderza w nas.
Jednak mimo wszystko nie warto 'pielęgnować' w sobie destrukcyjnych uczuć.

To moje zdanie i nikomu go nie narzucam, po prostu piszę to co czuję.

30 Ostatnio edytowany przez tajemnicza75 (2019-04-25 20:11:11)

Odp: Wielki Tydzień
Misiulka napisał/a:

Ale  zapytam - czy nie warto przebaczyć? Chowanie urazów uderza w nas.
Jednak mimo wszystko nie warto 'pielęgnować' w sobie destrukcyjnych uczuć.

To moje zdanie i nikomu go nie narzucam, po prostu piszę to co czuję.

Przebaczenie a zapomnienie to dwie rożne sprawy. Ja mojej mamie wybaczyłam, bo zrozumiałam, że ona innego modelu wychowywania nie znała, że teoretycznie chciała dobrze... znaczy wydawało jej się, że tak trzeba... poświęcać się kosztem własnego życia. A potem żyła w poczuciu, że inni tak samo powinni się poświęcać dla jej. Poświęcać wg teorii, że robić dokładnie wszystko co chce, rezygnując z własnego ja (gdyż mama tak robiła w stosunku do nas).
Tak więc przebaczyłam, nie chowam urazy, ale nie da się zapomnieć. To są blizny, które pozostały po zagojonych ranach. Patrzę na nie często, zwłaszcza gdy muszę się z mamą spotkać lub rozmawiać lub widzę w necie artykuł, post na forum, który jest lustrem/echem mojej matki.

Zgadzam się z tym co napisałaś, ale dotyczy to zdrowych relacji, mądrej rodzicielskiej miłości. Tę bliskość, o której piszesz, budują rodzice od urodzenia. Jeśli im się tego nie uda... efekty widać na starość. Nie da się zbudować bliskości po kilkudziesięciu latach.

***
Jest mi bardzo żal autorki, tym bardziej, że ją niechcący uraziłam, a nie miałam takiego zamiaru. Miałam nadzieję, że z mojego postu wyniesie, że żale już teraz nie mają żadnego sensu, że trzeba o siebie zadbać psychicznie i fizycznie, a potem z pewnością siebie i bez pretensji stanąć przed córką. W takiej odsłonie córka będzie miała inny stosunek do matki, tak sądzę...  w każdym razie ja bym miała.
Jednak Bursztynek dała się ponieść sugestiami cyngli i reszty przekazu nie zrozumiała sad . Szkoda.

Jeśli się smucisz, to żyjesz przeszłością.
Jeśli się boisz, to żyjesz przyszłością.
Jeśli jesteś spokojny, żyjesz teraźniejszością. Lao Tzu

31 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2019-04-25 22:23:21)

Odp: Wielki Tydzień
tajemnicza75 napisał/a:

Jednak Bursztynek dała się ponieść sugestiami cyngli i reszty przekazu nie zrozumiała sad . Szkoda.

Ładnie próbujesz przenieść odpowiedzialność za Twoje własne słowa na mnie, ale wiesz... nie rób tego, to nic nie da.

Bursztynek jest dorosłą i rozumną kobietą, więc potrafi samodzielnie wyciągać wnioski.

Wcale się nie boję, że mnie podepczą. Podeptana trawa staje się ścieżką. Błaga Dimitrowa

32 Ostatnio edytowany przez CatLady (2019-04-25 23:31:48)

Odp: Wielki Tydzień
tajemnicza75 napisał/a:

Jednak Bursztynek dała się ponieść sugestiami cyngli i reszty przekazu nie zrozumiała sad . Szkoda.

Tajemnicza, często jak piszesz o swojej matce, ja widzę swoją, mają sporo podobieństw, zwłaszcza jeśli chodzi o to poświęcanie się, martyrologię. Takie osoby podświadomie - albo i świadomie - oczekują zwrotu, zapłaty. Ja się poświeciłam, to Ty w zamian powinnaś... Albo znane mi: "ja się tak poświęcam, a ty mi tak odpłacasz". To poświecenie nigdy nie jest z dobrego serca, zawsze jest w nim haczyk.

W swoim wpisie o tym, jak to widzisz z perspektywy córki, dobrze to opisałaś, można z tego sporo wynieść, wpis wnosi nieco inny punkt widzenia.

Problem polega jednak na tym, że osoby, które się poświęcają, które są pełne pretensji do otoczenia nigdy w życiu nie wezmą tego innego punktu widzenia pod uwagę. W życiu same przed sobą nie przyznają, że może się przyczyniły w jakimś stopniu do własnej sytuacji. Wszyscy dookoła będą winni. Ja to też znam z autopsji. To ja zawsze byłam nie taką córką, jak mama chciała. To ja zawsze byłam zła/głupia, bo miałam inne zdanie, inny gust, inne poglądy. Za to moja matka uważała, że ona jest bez zarzutu. Kiedyś to wyszło w rozmowie na temat seriali telewizyjnych smile ja mówiłam, że te polskie są zbyt toporne jeśli chodzi o portretowanie kobiet, że kobiety w nich dzielą się na święte, albo na suki, natomiast w zagranicznych serialach (chodziło mi o Gotowe na wszystko) kobiety są ciekawiej sportretowane, powiedziałam, że nikt nie jest doskonały, że nie można być tylko i wyłącznie dobrym, na co moja matka wyraźnie sie obruszyła: "no wiesz, ale ja chyba jestem". Nie pogadasz z osobą, która twierdzi, że jest bez wad i która nawet nie chce się nad sobą zastanowić.

Cyngli pogłaskała autorkę po główce, dlatego jej wpisy bardziej przypadły do gustu.

bursztyn napisał/a:

Dziś córka pozbawiła mnie praw rodzicielskich, nawet dosłownie, powiedziała dziś "nawet ksiądz mówił, że dziecko odchodzi od rodziny i stanowi już nową rodzinę"

O jakich prawach rodzicielskich mówisz? Twoja córka jest dorosła, jest mężatką, mąż ma pierwszeństwo przed matką. Taka jest kolej rzeczy. Niejedno małżeństwo się rozpada jeśli córka zawsze stawia mamusię na piedestale, a mąż jest traktowany jako nr 2. Twoja córka jest dojrzała. Mam wrażenie, że albo tego nie dostrzegasz, albo nie chcesz dostrzec albo nie chcesz zaakceptować.

Możesz być dla córki nadal ważna, ale w inny sposób - już nie jako ktoś, kto mówi, co i jak i nakazuje, ale ktoś, kto wspiera, służy doświadczeniem, radą. Nie próbuj w zaden sposób krytykować jej męża, czy ingerować w małżeństwo, bo ją na dobre stracisz. Zejdź z córki co nieco, bo odnoszę wrażenie, że większość Twojego życia kręci się wokół niej, a tak nie powinno być. Twoje żale do niej są rezultatem tego właśnie - że Ty tyle poświęciłaś, że nadal chciałabyś mieć centralne miejsce w życiu córki, a córka dorosła i ma już swoje własne centrum, swoją własną rodzinę.

zainwestuj w siebie - czas i troskę. Idź do lekarza na terapię, zajmij się przyjemnościami.

W Polsce życie kobiet za mocno oscyluje wokół dzieci. Kobiety zostają matkami i cały świat wokół przestaje istnieć. Mam tu w UK znajomą, jest po 60. i ma wnuki, ale jak jej córki chcą, by się nimi zajęła, to muszą meldować z wyprzedzeniem, bo inaczej może się okazać, że babcia ma plany iść do klubu potańczyć, albo do restauracji, albo... gdziekolwiek. Ma swoje prywatne życie, któe nie kręci się wokół córek i wnuków. Ty też sobie je zbuduj.

To nie jest atak na Twoją osobę, to jest dobra rada - z pozycji córki.

33 Ostatnio edytowany przez tajemnicza75 (2019-04-26 19:17:06)

Odp: Wielki Tydzień

CatLady dziękuję, że i Ty to rozumiesz.
Wiem, że pewne osoby naprawdę nie oczekują rady, a jedynie czekają na pogłaskanie o jakim piszesz. Moja mama też taka jest... Przypadek wink ?

Cyngli nie zrzucam odpowiedzialności. Wiem co napisałam. Też jestem dorosłą i rozumną osobą i potrafię wyciągać wnioski...tylko inne.

Jeśli się smucisz, to żyjesz przeszłością.
Jeśli się boisz, to żyjesz przyszłością.
Jeśli jesteś spokojny, żyjesz teraźniejszością. Lao Tzu

34

Odp: Wielki Tydzień

Okej, a czym jest wlasciwie tytulowy wielki tydzien?

Posty [ 34 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018