Rozstanie po siedmiu latach, historia jakich wiele - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozstanie po siedmiu latach, historia jakich wiele

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 49 ]

Temat: Rozstanie po siedmiu latach, historia jakich wiele

Los bywa bardzo przewrotny. Mając wszystko uważałam, że w przypadku rozstań trzeba się po prostu wziąć w garść. Teraz jestem w totalnej rozsypce. Pewnie na tym forum jest sporo osób, które przeszły lub przechodzą to, co ja. Czego oczekuję? Porady, wsparcia, krytyki, czegokolwiek, ale od początku....
 
- poznałam M. na jednym z portali ogłoszeniowych. Początkowo wymienialiśmy długie maile. Dobrze nam się pisało, więc postanowiliśmy się poznać w realu. To z pewnością nie była miłość od pierwszego wejrzenia. Dobrze nam się przebywało ze sobą tak więc zaczęliśmy od przyjaźni, żeby potem zrobić krok do przodu. Po pół roku znajomości byliśmy zaręczeni. M. twierdził, że jak jest się pewnym swoich uczuć, to po co czekać.
- ja byłam po studiach, M. je kończył. Ja miałam problemy ze znalezieniem pracy, M. pracował dorywczo. M. mieszkał w akademiku, później wynajmował pokój. Zaproponowałam, żeby zamieszkał ze mną, a sama mieszkałam z rodzicami. Wprowadził się. 
- początki znajomości, jakie są chyba każdy wie. Fantastyczne. Co tu dużo pisać, ten moment ominę.
- wzieliśmy ślub cywilny, mieszkaliśmy cały czas z moimi rodzicami. Bywało różnie, ale ogólnie M. jakoś się z nimi dogadywał. Zdarzały się wiadomo scysje i to poważniejsze. Zamarzyliśmy o czymś własnym i przeprowadziliśmy się do kawalerki w starej kamienicy.
- mieszkanie razem to był najpiękniejszy etap w moim życiu. Byliśmy nierozłączni, mogliśmy rozmawiać ze sobą o wszystkim. Przy M. nikogo nie musiałam udawać. Nie przeszkadzały nam problemy finansowe, ani to, że w mieszkaniu było strasznie zimno. Byliśmy razem i snuliśmy plany na przyszłość.
- potem zachorowałam. Podejrzewam, że na skutek tego zimnego mieszkania. Rozwinął się u mnie reumatyzm. Miałam problemy z chodzeniem. Położyli mnie do szpitala. M. codziennie był u mnie. Wierzył, że wyzdrowieje, że uda się zatrzymać chorobę i się udało... bez żadnych leków. 
- zapragnęliśmy mieć dziecko. Dość szybko zaszłam w ciążę. Finansowo powodziło nam się lepiej. Nie chciałam urodzić dziecka w tym zimnym mieszkaniu, dlatego myśleliśmy o czymś nowym. Moi rodzice mieli dla mnie uzbieraną określoną sumę na mieszkanie. Moim marzeniem było jednak mieć dom. Rodziców nie było na to stać, więc sprzedali swoje mieszkanie i wraz z kwotą na moje mieszkanie został kupiony dom, w któym zamieszkaliśmy wspólnie: my i moi rodzice. I to był największy błąd.
- w 8 miesiącu ciąży nasze dziecko umarło. Tak po prostu.
- wróciłam do pracy. Zaszłam szybbko w kolejną ciążę, jednak poroniłam
- M. był dla mnie ogromnym wsparciem. Był przy mnie przez cały czas. 
- dorabialiśmy się, kupiliśmy samochód. Mieszkanie z moimi rodzicami do łatwych nie należało. Dom miał być mój, ale formalnie wciąż należał do nich. M. strasznie im to wypominał. Były straszne kłótnie. M. jest bardzo samodzielny i denerwowało go, że jego rzeczy są przestawiane. Setki razy urządzałam awantury rodzicom. W momencie kłótni stawałam murem za M. Nigdy nie dawałam poznać, że się pokłóciliśmy. M. nie był też święty, ale tłumaczyłam sobie, że mieszka z moimi rodzicami, jest mu trudniej. Co jakiś czas dawał mi do zrozumienia, że już tego nie wytrzyma
- porozmawiałam z rodzicami o naszej sytuacji. Byli zaskoczeni, ale oddali cały wkład, jaki M. miał w wyremontowanie tego domu. Za te pieniądze i oszczędności mieliśmy kupić mieszkanie
- M. oznajmił, że chce, aby to mieszkanie było na niego. Argumentował, że on zgodził się na zrealizowanie moich marzeń i zamieszkanie w tym domu, który teoretycznie miał być mój. Chciał też mieć coś własnego. Zgodziłam się.
- przez cały czas M. był bardzo troskliwym i czułym mężem. Chodziliśmy na randki, jeździliśmy na wycieczki, spędzaliśmy cały czas razem. Nie nudziło nam się ze sobą, lubiliśmy razem przebywać. 
- odkryłam, że M. często pisze SMS zakrywając przy tym telefon. Wyszło na jaw, że ma konta na różnych portalach społecznościowych i rozmawia z kobietami. Z różnych przyczyn nie mieliśmy żadnych znajomych. Rozmawialiśmy niejednokrotnie na ten temat, że trudno nam znaleźć nowe znajomości. M. tłumaczył, że przecież nie zagada na tym portalu do faceta, żeby nie wyjść na geja. Przedstawiał się jako stanu wolnego. Używał innych imion. Nie krył się z tym. Było mi ciężko, urządzałam awantury, jednak widząc, że to nic nie da, po prostu się pogodziłam z tym
- znowu było ok. Czasem zdarzały się kłótnie, głównie o mieszkanie z moimi rodzicami. Mówiłam, że już w tej chwili możemy się wyprowadzić, coś wynając na czas wykończenia mieszkania.
- pojechaliśmy na wakacje. To była prawdziwa sielanka. Było tak jak na początku.
- zawsze czuły i troskliwy M. zaczął się oddalać. Teraz to ja co chwilę przytulałam go. Chwytałam za rękę. Reagował obojętnie. Naszego psa głaskał co chwilę. Seksu nie było chyba od miesiąca. Tłumaczyłam to sobie przepracowaniem. M. pracował po 12-13 h dziennie. Faktycznie pracował, wiem to.
- nie wytrzymałam i zapytałam mu się w SMS czy jeszcze lubi mnie przytulać. Odpowiedział, że wolałby nie odpowiadać na to pytanie.
- podczas wieczornej rozmowy zapytałam co się stało. M. stwierdził, że od dawna miał dylemat. Podczas wcześniejszych kłótni czasem padał temat rozstania, ale M. zawsze przepraszał i godziliśmy się. Teraz było inaczej. M. stwierdził, że jego punkt krytyczny został przekroczony. Zbyt dużo drobnych, z pozoru nieistotnych rzeczy się uzbierało i coś w nim pękło. Czarę goryczy przelało to, że jego rzeczy zostały przestawione przez moich rodziców. Powiedział, że jest mu o tyle trudno, że wie, iż jestem świetną osobą, ale rozpoczęcie od nowa wyjdzie nam na dobre. M. stwierdził, że teraz chce być sam. Chce sam o wszystkim decydować. Na pytanie czy jest tego pewien powiedział, że raczej tak. Jak powiedziałam, że nie ma raczej, to tedy powiedział, że jest pewien. Nie chce myśleć o formalnym zakończeniu, ale jak będzie miał więcej czasu, to się tym zajmie.
- do naszego wymarzonego mieszkania, które za pół roku będzie ukończone wprowadzi się sam M., beze mnie. Do tego czasu mieszkamy razem. Mam go na wyciągnięcie ręki, ale to już dla mnie inna osoba. Śpimy razem, ale bez przytulania. M. o mnie bardzo dba. Gotuje, sprząta, rozmawiamy o wydarzeniach na świecie, taki współlokator, nie partner. 
- staram się być silna i nie przytulać się do niego. Podczas nocy, gdy dowiedzialam się, że mnie nie chce, zmiękłam i zapytałam się go czy mogę. Powiedział, że tak, Przytulał mnie wtedy jak za dawnych czasów. Wiem, że to nie miało żadnego znaczenia, ale moje złamane serce niestety nie traci nadziei
 
Nie obwiniam M. ,nie pałam do niego nienawiścią. Po części rozumiem Go i jego decyzję, ale wciąż mi ciężko uwierzyć w to wszystko. Minął drugi dzień. Po wyczerpującej nocy wzięłam wolne z pracy. Nie płaczę, staram się trzymać, ale czuję olbrzymią pustkę. Właśnie M. napisał, czy chce dzisiaj iść do kina. Pewnie, że chce.
Jakoś to będzie, jakoś sobie z tym poradzę, jakoś....
 
Nie mam odpowiedzi na to co dalej. Nie proszę o porady z cyklu, jak to zatrzymać, bo to najzwyczajniej w świecie nie ma sensu. Musiałam się wypisać, rozgadać, a internet to najlepsze miejsce do tego

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Rozstanie po siedmiu latach, historia jakich wiele

W sumie dużo suchych faktów w tej opowieści, mało o uczuciach, o tym co rzeczywiscie istotne w związku. Szybko się poznaliście, szybko zaręczyliście, jeszcze szybciej pobraliscie, więc może za szybko to wszystko było? Może zamiast miłości prawdziwej było tylko zauroczenie, fascynacja? Ta (przynajmniej z jego strony) wygasła i teraz oboje znależliscie się w trudnej sytuacji, bo tyle już was łączy materialnych rzeczy, że jak sobie z tym poradzić?

Bywa trudno z uczuciami, ale czasem trzeba pomysleć o swojej przyszłości.

3

Odp: Rozstanie po siedmiu latach, historia jakich wiele

Przykra sprawa szczególnie, że to tyle lat razem... ale nie rozumiem, jednej rzeczy to mieszkanie na niego ? Trochę jak by się szykował do takiego obrotu sprawy. Jest taki pewien, ze chce być sam ale mieszka dalej z Tobą jak współlokator bo nie ma gdzie, a tak by się wyprowadził ? A ty grzecznie siedzisz i czekasz co zrobi ? Bo może mu się odmieni przez pół roku ?

4

Odp: Rozstanie po siedmiu latach, historia jakich wiele

Z perspektywy czasu też myślę, że pewne sprawy planował ze sporym wyprzedzeniem. Chociaż to mieszkanie. Na początku była ogromna radość że wkrótce się przeprowadzimy po czym nagle, że on sam zajmie się jego urządzaniem. Chciałam pomóc finansowo, ale stwierdził, że sam sobie poradzi.
Na razie odczuwam jedynie olbrzymi ból i niedowierzanie. Z zewnątrz wszystko ok ale w środku pustka i beznadzieja.
Z jego strony była to miłość. Te wszystkie przykre zdarzenia, które razem przeszliśmy tylko mnie w tym utwierdza.
Spodziewałam się że z upływem lat wygasna motylki w brzuchu, w związek wejdzie rutyna. Temu zawsze chciałam mieć męża przyjaciela. On na razie nie chce dzieci, ja nie wiem.
Mądre przysłowie mówi że dawniej rzeczy się naprawialo, teraz łatwiej się wyrzuca. Nie twierdzę że wszystko da się naprawić, ale czasem warto.
Tkwię w zawieszeniu, zwłaszcza że mieszkamy razem. Może naiwnie wierzę że zmieni zdanie. Tylko czy ja będę chciała być z taką osobą...

5 Ostatnio edytowany przez Wzl (2018-11-09 20:56:14)

Odp: Rozstanie po siedmiu latach, historia jakich wiele

Piszesz "na mnie dom", "na niego mieszkanie", "chciałam pomóc finansowo" - macie intercyzę?

NenaMorena napisał/a:

Może naiwnie wierzę że zmieni zdanie. Tylko czy ja będę chciała być z taką osobą...

Czy może liczysz, że zmieni zdanie żeby mu powiedzieć, że już nie chcesz być z taką osobą?

6

Odp: Rozstanie po siedmiu latach, historia jakich wiele

Intercyzy nie mamy. Po prostu dom, w którym mieszkamy jest przepisany na mnie. Mieszkanie należy do niego. M. stwierdził, że ważne, aby każde z nas miało swój majątek, żebyśmy byli ze sobą, bo chcemy, a nie, że musimy. Początkowo ciężko było mi to zrozumieć, ale zgodziłam się z tym.
Jestem już zmęczona tym wszystkim. Wysyła sprzeczne sygnały. Wczoraj byliśmy w kinie. Trzymał mnie za rękę. W łóżku przytulał. Chce być sam, a nie wyniósł się do drugiego pokoju. Teraz niby jest ok, ale jak długo to potrwa? Czy za jakiś czas znowu nie będę tego przechodzić? Może M. znów dopadną wątpliwości

7

Odp: Rozstanie po siedmiu latach, historia jakich wiele
NenaMorena napisał/a:

Intercyzy nie mamy. Po prostu dom, w którym mieszkamy jest przepisany na mnie. Mieszkanie należy do niego. M. stwierdził, że ważne, aby każde z nas miało swój majątek, żebyśmy byli ze sobą, bo chcemy, a nie, że musimy. Początkowo ciężko było mi to zrozumieć, ale zgodziłam się z tym.
Jestem już zmęczona tym wszystkim. Wysyła sprzeczne sygnały. Wczoraj byliśmy w kinie. Trzymał mnie za rękę. W łóżku przytulał. Chce być sam, a nie wyniósł się do drugiego pokoju. Teraz niby jest ok, ale jak długo to potrwa? Czy za jakiś czas znowu nie będę tego przechodzić? Może M. znów dopadną wątpliwości

A może on tak przeżywa stratę dzieci to musi być ogromny ból . Może nie może sobie poradzić i warjuje . Mi się wydaje że jeszcze nie koniec waszego związku i będzie dobrze

8 Ostatnio edytowany przez Wzl (2018-11-10 16:45:45)

Odp: Rozstanie po siedmiu latach, historia jakich wiele
NenaMorena napisał/a:

Intercyzy nie mamy. Po prostu dom, w którym mieszkamy jest przepisany na mnie. Mieszkanie należy do niego. M. stwierdził, że ważne, aby każde z nas miało swój majątek, żebyśmy byli ze sobą, bo chcemy, a nie, że musimy.

Może mnie ktoś poprawi ale przy wspólnocie majątkowej nieruchomości nabyte w trakcie trwania wspólnoty są wspólne (chyba że kupione ze swoich pieniędzy zarobionych przed związkiem,  z darowizn albo spadkow)
Nie ważne kto widnieje w "papierach".

9 Ostatnio edytowany przez josz (2018-11-11 05:54:50)

Odp: Rozstanie po siedmiu latach, historia jakich wiele
Wzl napisał/a:
NenaMorena napisał/a:

Intercyzy nie mamy. Po prostu dom, w którym mieszkamy jest przepisany na mnie. Mieszkanie należy do niego. M. stwierdził, że ważne, aby każde z nas miało swój majątek, żebyśmy byli ze sobą, bo chcemy, a nie, że musimy.

Może mnie ktoś poprawi ale przy wspólnocie majątkowej nieruchomości nabyte w trakcie trwania wspólnoty są wspólne (chyba że kupione ze swoich pieniędzy zarobionych przed związkiem,  z darowizn albo spadkow)
Nie ważne kto widnieje w "papierach".

Dokładnie, zwłaszcza, że pieniądze na zakup tego mieszkania, nawet jeśli pochodziły tylko z jego dochodów, to pomijając już kwstie małżeńskiej wspólnoty majątkowej, mąż autorki mógł sobie zaoszczędzić mieszkając w jej domu i w ogóle oszczędzać na wspolnych wydatkach.
Nie lekceważyłabym też tego faktu:

NenaMorena napisał/a:

- odkryłam, że M. często pisze SMS zakrywając przy tym telefon. Wyszło na jaw, że ma konta na różnych portalach społecznościowych i rozmawia z kobietami. Z różnych przyczyn nie mieliśmy żadnych znajomych. Rozmawialiśmy niejednokrotnie na ten temat, że trudno nam znaleźć nowe znajomości. M. tłumaczył, że przecież nie zagada na tym portalu do faceta, żeby nie wyjść na geja. Przedstawiał się jako stanu wolnego. Używał innych imion. Nie krył się z tym. Było mi ciężko, urządzałam awantury, jednak widząc, że to nic nie da, po prostu się pogodziłam z tym...

To nie jest normalne, gdy jest się w związku. Wygląda na to, jakby on od dłuższego czasu był już jedną nogą po za małzeństwem (szukał innej kobiety i może znalazł?), a tkwi w nim do tej pory tylko z przyczyn praktycznych - wykończenie "swojego" mieszkania.

10

Odp: Rozstanie po siedmiu latach, historia jakich wiele

Dziękuję za wszystkie odpowiedzi.
Ja też przeżywałam stratę dzieci. Myślę, że to nie był powód dla zmiany jego zachowania. Musieliśmy dać sobie czas na pogodzenie się ze sprawą. Potem M. stwierdził, że nie wie czy chce mieć dzieci. Ja sama się nad tym zastanawiam.
Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że miałabym prawa do tego mieszkania. Tylko czy warto o to walczyć? Jeśli mamy się rozstać, nie chcę przechodzić wojen itp. Pisałam na kilku forach i teraz widząc moje przemyślenia widzę, jak bardzo zaślepiona byłam. Dawniej śmiałam się z tego, jak kobiety nie widzą pewnych zachowań facetów. Teraz sama przez to przechodzę. Zakochana kobieta wierzy w swój ideał po prostu.
Do tej pory całą winę brałam na siebie. Teraz dzięki anonimowym osobom dostrzegam to, że nie powinnam dawać przyzwolenia na tego typu rzeczy, jak sms do nieznajomych. Macie rację, że już w tym momencie powinna zapalić mi się czerwona lampka. Teraz pali się niemiłosiernie.
Najgorsze jest to, że zaczynam się bać, że w każdym przypadku jest tak samo. Tzn. na początku wszystko fajnie i pięknie, ale wraz z upływem lat wpada rutyna i do widzenia. Zawsze to się tak kończy?

11

Odp: Rozstanie po siedmiu latach, historia jakich wiele

Ty powinnaś w tym momencie się zacząć stawiać zamiast być grzeczna, ułożona i ciągnąć tą namiastkę małżeństwa.
Skoro on nie chce z Tobą być, to niech się wyprowadzi już teraz. Po co Ci on w łóżku? Po co idziesz z nim do kina? Jego nastawienie się nie zmieni, a Ty cierpisz bardziej.

Ja uważam, że jak najbardziej możesz i powinnaś walczyć o podział majątku, w tym tego mieszkania, które on kupił. Oszukiwał Cię już długo, więc czemu sobie na to dalej pozwalasz?

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

12

Odp: Rozstanie po siedmiu latach, historia jakich wiele

Przykro mi to pisać, ale na niezłego krętacza trafiłaś, już jakiś czas się szykował do osobnego życia (ewentualnie z inną panią u boku).
I jak zauważyła Lady Loka- czego tak ugodowo przyjmujesz cała sytuację? Czego pozwalasz mu się tak traktować?

Na tym właśnie polega problem z rajem. Nic tak nie przyciąga złego.
,,Na końcu tęczy''

13

Odp: Rozstanie po siedmiu latach, historia jakich wiele
NenaMorena napisał/a:

Do tej pory całą winę brałam na siebie. Teraz dzięki anonimowym osobom dostrzegam to, że nie powinnam dawać przyzwolenia na tego typu rzeczy, jak sms do nieznajomych. Macie rację, że już w tym momencie powinna zapalić mi się czerwona lampka. Teraz pali się niemiłosiernie.
Najgorsze jest to, że zaczynam się bać, że w każdym przypadku jest tak samo. Tzn. na początku wszystko fajnie i pięknie, ale wraz z upływem lat wpada rutyna i do widzenia. Zawsze to się tak kończy?

Przepraszam, nie doczytałam, zrozumiałam że jego kontakty z innymi paniami, to maile, czy jakieś rozmowy na czacie (co też go nie usprawiedliwia), jednak sms-y to jest już kontakt osobisty, z pewnością były i są też rozmowy, a kto wie, czy nie spotkania także?
Przykro mi, ale jesteś robiona w konia już od dłuższego czasu, a fakt, że Twój mąż jest teraz taki spolegliwy, miły i pomaga w domu, jest tylko jego sposobem na w miarę bezkonfliktowe prztrwanie do zakończenia remontu, czy budowy tego mieszkania, nadal Twoim kosztem.
Mam nadzieję, że do tej pory nie poczyniliście jakiś prawnych zapisów i to "jego mieszkanie" jest tylko na przysłowią gębę.
Nie bądź nawina, nie pozwol wycyckać się na maksa, bo pewne jest, że w momencie jego wyprowadzki, on zniknie z Twojego życia, przestaniesz być potrzebna i bardzo prawdopodobne jest, że szybko pojawi się w "jego domu" nowa pani.
Obyś nie zdziwiła się, gdy okaże się, że jego niechęć do posiadania dzieci dotyczyła tylko związku z Tobą.
Idź do prawnika, zorientuj się w sytuacji, przyjrzyj się tym jego kontaktom i zastanów, czy nie podziekować panu już teraz.
Rozumiem Twój żal, zawód i utracone zaufanie. Jesteś teraz w trudnej sytuacji, ale (chociaż na ten moment marna to dla Ciebie pociecha) czas leczy rany.
Mam nadzieję, że za jakiś czas spojrzysz na życie inaczej, wyciągniesz wnioski i zrozumiesz, że nie każdy facet, to dupek.

14 Ostatnio edytowany przez EeeTam (2018-11-11 16:58:16)

Odp: Rozstanie po siedmiu latach, historia jakich wiele

Ooo, widzę, że jak zwykle jest tu kociokwik, bo może nie uda się faceta puścić w skarpetkach. A facet, przyznam, ma rozum. Bo po kolei:
1. To było marzenie autorki - nie jego - mieszkać w domu (w pakiecie z rodzicami).
2. On swoje oszczędności wpakował w remont tegoż domu.
3. Potem okazało się, że jednak z jej rodzicami nie wyrabia, więc bardzo inteligentnie odzyskał swoją kasę.

Wy, drogie panie, oczywiście teraz szczujecie do wojny  i puszczenia go w skarpetkach. Naprawdę sądzicie,że tak bystry facet się nie zabezpieczył? Postawię 100 dolarów przeciwko kamykom, że już dawno ma podkładkę na tę kasę (np. umowę darowizny z bliskim członkiem jego rodziny - wtedy to jego majątek odrębny). Cóż, biję panu brawo - jak, widać, zna kobiecą naturę (która wręcz wylewa się z postów tutaj) i nie dał się oskubać.

15

Odp: Rozstanie po siedmiu latach, historia jakich wiele
EeeTam napisał/a:

Ooo, widzę, że jak zwykle jest tu kociokwik, bo może nie uda się faceta puścić w skarpetkach. A facet, przyznam, ma rozum. Bo po kolei:
1. To było marzenie autorki - nie jego - mieszkać w domu (w pakiecie z rodzicami).
2. On swoje oszczędności wpakował w remont tegoż domu.
3. Potem okazało się, że jednak z jej rodzicami nie wyrabia, więc bardzo inteligentnie odzyskał swoją kasę.

Wy, drogie panie, oczywiście teraz szczujecie do wojny  i puszczenia go w skarpetkach. Naprawdę sądzicie,że tak bystry facet się nie zabezpieczył? Postawię 100 dolarów przeciwko kamykom, że już dawno ma podkładkę na tę kasę (np. umowę darowizny z bliskim członkiem jego rodziny - wtedy to jego majątek odrębny). Cóż, biję panu brawo - jak, widać, zna kobiecą naturę (która wręcz wylewa się z postów tutaj) i nie dał się oskubać.


Dał się oskubać ???? poczytaj ze zrozumieniem...

Znalazłam swoja wadę...- Łatwo się nie poddaję ....

16

Odp: Rozstanie po siedmiu latach, historia jakich wiele
chceuciekacstad napisał/a:

Dał się oskubać ???? poczytaj ze zrozumieniem...

Przeczytałem (i widzę, że czytanie ze zrozumieniem być trudna sprawa) - własnie nie dał się oskubać (przynajmniej na razie), co wywołuje wasz wielki ból.

17

Odp: Rozstanie po siedmiu latach, historia jakich wiele

EeeTam - kogo konkretnie masz na myśli pisząc: wy drogie panie, i wasz wielki ból ?

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

18 Ostatnio edytowany przez EeeTam (2018-11-11 18:32:24)

Odp: Rozstanie po siedmiu latach, historia jakich wiele

Np. josz, Lady Loka.

Oczywiście zgadzam się, że facet od dłuższego czasu przygotowywał się do odlotu, a przyczyna jest oczywista (" Co jakiś czas dawał mi do zrozumienia, że już tego [mieszkania z teściami] nie wytrzyma"). Zresztą teściowie nad głową to nie jedyna przyczyna, bo dochodzi strata dziecka, kolejne poronienie, praca po kilkanaście godzin dziennie i do tego brak jakichkolwiek znajomych (oboje - to też mnie zastanawia). W końcu się ulało.

Owszem autorka zgodziła się na wyprowadzkę, czy nawet sama ją zaproponowała, ale to już było dla niego za późno - już nie tylko miał plan, ale też zaczął go wdrażać.

Dlaczego nie odszedł wcześniej? Rzecz prosta, wtopił swoje oszczędności w remont nie swojego domu i chciał je jakoś odzyskać. Przy czym warto zwrócić uwagę, że był na tyle uczciwy, że nie naciągał autorki na kasę ("Chciałam pomóc finansowo [z urządzaniem mieszkania], ale stwierdził, że sam sobie poradzi").

19

Odp: Rozstanie po siedmiu latach, historia jakich wiele

Dobra, EeeTam, mnie ciekawi, jak byś się odniósł do SMS-ów, udawanie wolnego na społecznościówkach, podawania nieprawdziwego imienia?

Na tym właśnie polega problem z rajem. Nic tak nie przyciąga złego.
,,Na końcu tęczy''

20 Ostatnio edytowany przez EeeTam (2018-11-11 18:43:33)

Odp: Rozstanie po siedmiu latach, historia jakich wiele

evalougo

Edytowałem poprzedni post i tam masz odniesienie. On w głowie ten związek zakończył już jakiś czas temu. Trwał, żeby odzyskać to, co wtopił w cudzy dom.

A czego szukał na tych portalach, nie mam pojęcia. Bo nic nie wskazuje na zdradę. Może odreagowywał samotność? Bo to w gruncie rzeczy samotny człowiek. Nurtuje mnie to, dlaczego oni nie mieli żadnych znajomych.

I wyczuwam jakieś jego poważne pretensje do autorki, takie wręcz gotowanie się w środku. Nie wiem o co mogło chodzić - może o kłótnie, które musiały być niezłe ("Podczas wcześniejszych kłótni czasem padał temat rozstania"). Po czym wyczuwam, po tym:

"zapytałam mu się w SMS czy jeszcze lubi mnie przytulać. Odpowiedział, że wolałby nie odpowiadać na to pytanie".

Bo moim zdaniem, jeśli byłoby pozamiatane i nie miałby ochoty, to by napisał uczciwie. Więc co znaczy ten wykręt? Ja bym go czytał tak: "Mam ochotę cię przytulić, ale tak mnie wkur..., że nie jestem w stanie ci tego powiedzieć".

21

Odp: Rozstanie po siedmiu latach, historia jakich wiele

Może będę wydawać się Wam skończoną idiotką i naiwną babą, ale nie będę walczyć o prawa do mieszkania. Tak ustaliliśmy, a ja mam zamiar słowa dotrzymać. Doskonale rozumiem, że pomógł mi spełnić moje marzenie odnośnie domu, a to, że było błędne, cóż... Co mi da, że będziemy się żreć o kasę i że dostanę połowę. Co mi to da? tylko większą kwotę gotówki na koncie. Stracone zaufanie, nerwy nie są tego warte. I nie mam zamiaru wyrzucać go z domu.
To jest moja wersja historii, przedstawiłam to co mnie bolało. Założę się, że gdyby M. opisał swój punkt widzenia, część z Was stanęłaby po jego stronie. Przeżyłam z tym człowiekiem kilka wspaniałych lat. Nie chcę tego niszczyć przez kłótnie.
I tak masz rację, że M. ma dość. Bynajmniej nie mnie. My pokłóciliśmy się może raz czy dwa. W dużej mierze kłócił się z moimi rodzicami. Zawsze stawałam murem po jego stronie. Podczas ostatniej rozmowy wspominał, że jestem świetna dlatego tak trudno było mu podjąć decyzję. I ja mu wierzę. Podejrzewam, że nie ma dość mnie, tylko tej całej sytuacji, przepracowania. Wszystko to rozumiem. Obrywam niejako rykoszetem. Myślałam tylko, że wyjdziemy z tego zwycięsko. Może jeszcze tak będzie. Dzisiaj sam z siebie się przytulił. Może jednak rozstaniemy się. Na razie wszystko na to wskazuje.
Co do braku znajomych. Swego czasu miałam koleżanki. Zawsze miałam mało znajomych, ale w jakimś stopniu sprawdzonych. Wszystkie znajomości się rozpadły z różnych przyczyn. Nie ukrywam, że uwielbiam spędzać z M. wolny czas. On ze mną też. Naprawdę się dogadywaliśmy ze sobą. Czasem wspominał, że lepiej bawił się ze mną niż z kumplami. Teraz non stop pracuje i po prostu nie ma na to czasu. Jego znajomości też z różnych przyczyn nie przetrwały

22

Odp: Rozstanie po siedmiu latach, historia jakich wiele

A jednak szukał towarzystwa poza związkiem smile chociażby wirtualnego.

23

Odp: Rozstanie po siedmiu latach, historia jakich wiele

To samo w sobie nie jest problemem. To, że lubimy ze sobą spędzać czas, nie oznacza, że musimy tylko ze sobą. Wolno orientuję się w sprawach damsko-męskich, to jest dla mnie największy problem, bo nie wiem, po prostu nie wiem, co tak naprawdę chce M.

24 Ostatnio edytowany przez newlife (2018-11-12 14:29:13)

Odp: Rozstanie po siedmiu latach, historia jakich wiele

Wydaje mi sie ze bardzo naiwnie podchodzisz to obecnej sytuacji ale to jest twoje zycie. Jestes pewna ze on tak duzo pracuje a nie spedza duzo czasu z kims innym?
Sumienie ma czyste bo przeciez powiedzial ci ze sie rozstajecie. Czy ten dom w ktorym mieszkacie i ktory mowisz ze jest twoj to dom twoich rodzicow? A to mieszkanie ktore kupil jest tylko na niego?

25

Odp: Rozstanie po siedmiu latach, historia jakich wiele
EeeTam napisał/a:

evalougo

Edytowałem poprzedni post i tam masz odniesienie. On w głowie ten związek zakończył już jakiś czas temu. Trwał, żeby odzyskać to, co wtopił w cudzy dom.

A czego szukał na tych portalach, nie mam pojęcia. Bo nic nie wskazuje na zdradę. Może odreagowywał samotność? Bo to w gruncie rzeczy samotny człowiek. Nurtuje mnie to, dlaczego oni nie mieli żadnych znajomych.

I wyczuwam jakieś jego poważne pretensje do autorki, takie wręcz gotowanie się w środku. Nie wiem o co mogło chodzić - może o kłótnie, które musiały być niezłe ("Podczas wcześniejszych kłótni czasem padał temat rozstania"). Po czym wyczuwam, po tym:

"zapytałam mu się w SMS czy jeszcze lubi mnie przytulać. Odpowiedział, że wolałby nie odpowiadać na to pytanie".

Bo moim zdaniem, jeśli byłoby pozamiatane i nie miałby ochoty, to by napisał uczciwie. Więc co znaczy ten wykręt? Ja bym go czytał tak: "Mam ochotę cię przytulić, ale tak mnie wkur..., że nie jestem w stanie ci tego powiedzieć".


1. pan bez kasy na początku związku zamieszkał z rodzicami autorki - jeśli przypisujemy "wykorzystanie " to kto kogo ?

2. mieszka x lat w domu w który włożył jakieś pieniądze.... dalej mieszka ale "wkład" chce wycofać na tylko "swoje " mieszkanie .. kto kogo …????

3. odłożył kasę … bo nie płacił  "czynszów" mieszkając w domu rodziców (1) i z rodzicami (2) autorki ….. kto kogo ???

4. plan ewakuacji ma od x czasu...kto kogo wykorzystał ???  nadal to robi żerując na autorce ?


Twoje teksty są szowinistyczne, przykre ze masz takie doświadczenie z kobietami tongue .

Znalazłam swoja wadę...- Łatwo się nie poddaję ....

26

Odp: Rozstanie po siedmiu latach, historia jakich wiele

Czytając wszystkie wypowiedzi zarówno tutaj, jak i w innych miejscach, w których bywam, coraz bardziej dojrzewam to rozwodu. Osoba, którą cały czas miałam za partnera i przyjaciela, wcale taka nie jest. Przez długi czas usprawiedliwiałam, byłam wyrozumiała, ale ile można.
Facet mówi, że to koniec, a ja się jeszcze zastanawiam czy może jednak warto. Smutne to

27

Odp: Rozstanie po siedmiu latach, historia jakich wiele
NenaMorena napisał/a:

Czytając wszystkie wypowiedzi zarówno tutaj, jak i w innych miejscach, w których bywam, coraz bardziej dojrzewam to rozwodu. Osoba, którą cały czas miałam za partnera i przyjaciela, wcale taka nie jest. Przez długi czas usprawiedliwiałam, byłam wyrozumiała, ale ile można.
Facet mówi, że to koniec, a ja się jeszcze zastanawiam czy może jednak warto. Smutne to

Masz ode mnie kopa w tyłek na pozbieranie się.
Twój facet szukał innych lasek wmawiając im, że jest wolny. Tak się w związku nie robi.
Twój facet postanowił kupić mieszkanie sam i Tobie nie zaświeciła się czerwona lampka, że coś jest nie tak?
Twój facet jasno i wprost mówi Ci, że nic więcej z Waszego małżeństwa nie będzie, po czym Ty zamiast go wywalić na zbity pysk pozwalasz mu mieszkać, przytulać i zabierać się do kina? I jeszcze zastanawiasz się czy może to rozstanie będzie? No będzie, bo on już dawno je przeprowadził w swojej głowie tylko mu pewnie wygodnie, bo ma ciepło, wyprane, ugotowane itd. Seks też pewnie by u Ciebie miał gdyby chciał, a potem by sobie poszedł i zamiast być wściekła to cicho zastanawiałabyś się czy to już to rozstanie czy nie.
To nie jest smutne, to jest nienormalne.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

28 Ostatnio edytowany przez josz (2018-11-12 22:49:02)

Odp: Rozstanie po siedmiu latach, historia jakich wiele
EeeTam napisał/a:

Dlaczego nie odszedł wcześniej? Rzecz prosta, wtopił swoje oszczędności w remont nie swojego domu i chciał je jakoś odzyskać. Przy czym warto zwrócić uwagę, że był na tyle uczciwy, że nie naciągał autorki na kasę ("Chciałam pomóc finansowo [z urządzaniem mieszkania], ale stwierdził, że sam sobie poradzi").

NenaMorena napisał/a:

- porozmawiałam z rodzicami o naszej sytuacji. Byli zaskoczeni, ale oddali cały wkład, jaki M. miał w wyremontowanie tego domu. Za te pieniądze i oszczędności mieliśmy kupić mieszkanie
- M. oznajmił, że chce, aby to mieszkanie było na niego. Argumentował, że on zgodził się na zrealizowanie moich marzeń i zamieszkanie w tym domu, który teoretycznie miał być mój. Chciał też mieć coś własnego. Zgodziłam się.

chceuciekacstad świetnie go podsumowała (tzn mężą autorki). Wszedł w małżeństwo bez niczego, wyjdzie z własnym mieszkaniem, na które jakby nie było pracowała też jego żona.
Mieszka nadal w domu teściów, bo pomimo niechęci do nich i zakończonego w głowie małżeństwa, nie opłaca mu się wynajmować jakiegoś lokum, lub nie wypada tymczasem zamieszkać z inną kobietą, jeśli taka już istnieje.

NenaMorena napisał/a:

...nie będę walczyć o prawa do mieszkania. Tak ustaliliśmy, a ja mam zamiar słowa dotrzymać.
...Co mi da, że będziemy się żreć o kasę i że dostanę połowę. Co mi to da? tylko większą kwotę gotówki na koncie. Stracone zaufanie, nerwy nie są tego warte.

Jeśli chcesz mu zrobić prezent na nową drogę życia?
Oczywiście, to Twója decyzja, tylko, żebyś jej potem nie żałowała, gdy emocje opadną i okaże się, że faktycznie wystrychnął Cię na dudka.

29

Odp: Rozstanie po siedmiu latach, historia jakich wiele

Widzę, że jaki potworny ból sprawia wam myśl, że facet może wyjść ze związku nieoskubany. Ale tak was teraz czytam i sobie myślę, jaki ja głupi byłem, że byłej, która mieszkała u mnie nie kazałem płacić mi czynszu. Nosz kurde, dorobiła się na mnie. Pamiętajcie panowie - to rada josz, Lady Locka i chceuciekacstad - jeśli żona zamieszka w waszym mieszkaniu, koniecznie obłóżcie ją czynszem.

I jeszcze jedno - jeśli żona wejdzie w związek bez niczego, to nawet jeśli będzie przez 7 lat pracować, odkładać, to na koniec ma wam oszczędności oddać. Bo skoro weszła bez niczego, to ma wyjść bez niczego. Tako rzecze  josz, Lady Locka i chceuciekacstad. Pamiętajcie - kobiety wiedzą czego im potrzeba, więc słuchajcie rad tych trzech pań.

30 Ostatnio edytowany przez Ferreus somnus (2018-11-14 11:39:04)

Odp: Rozstanie po siedmiu latach, historia jakich wiele
EeeTam napisał/a:

Widzę, że jaki potworny ból sprawia wam myśl, że facet może wyjść ze związku nieoskubany. Ale tak was teraz czytam i sobie myślę, jaki ja głupi byłem, że byłej, która mieszkała u mnie nie kazałem płacić mi czynszu. Nosz kurde, dorobiła się na mnie. Pamiętajcie panowie - to rada josz, Lady Locka i chceuciekacstad - jeśli żona zamieszka w waszym mieszkaniu, koniecznie obłóżcie ją czynszem.

I jeszcze jedno - jeśli żona wejdzie w związek bez niczego, to nawet jeśli będzie przez 7 lat pracować, odkładać, to na koniec ma wam oszczędności oddać. Bo skoro weszła bez niczego, to ma wyjść bez niczego. Tako rzecze  josz, Lady Locka i chceuciekacstad. Pamiętajcie - kobiety wiedzą czego im potrzeba, więc słuchajcie rad tych trzech pań.

Amen. Obrzydliwy materializm wyszedł z forumowiczek. Uczucia - srata-tata, kasa -
grunt. Nie wiem jak dzisiejsze kobiety przy takim podejściu mogą w ogóle chcieć i móc narzekać na skąpych mężczyzn - chyba że na zasadzie psychologii gestalt... :?

Autorce szacunek - pośród tej całej hipokryzji odbijasz się bardzo na plus. Też nie walczyłem o pieniądze kiedy moje małżeństwo się rozpadało. W przeciwieństwie do mojej szacownej małżonki która robiła co mogła żeby przerzucić na mnie swoje długi

Ja to widzę tak - kolejny związek zniszczony przez mieszkanie z rodzicami. Jestem jakoś dziwnie pewien, że bardzo mocno wjeżdżali Twojemu mężowi na poczucie wartości sugerując, że jest na ich łasce.

Czytałem chronologiczne zdarzenia w Twoim związku i myślałem: no i zamieszkał z treściami - pozamiatane.

31

Odp: Rozstanie po siedmiu latach, historia jakich wiele

Smutna ta historia, mnie to trochę wygląda tak jakby to był układ z bardzo szczerymi chęciami a nie małżeństwo z miłości.
Tak jakby wszystko w tym związku było a tylko miłości brakło.
Być może jeszcze dla Was szansa, kiedyś jak pomieszkacie oddzielnie być może ???
A może tak jest lepiej, mimo tego , że teraz ciężko ?

32 Ostatnio edytowany przez josz (2018-11-14 13:46:22)

Odp: Rozstanie po siedmiu latach, historia jakich wiele
EeeTam napisał/a:

Widzę, że jaki potworny ból sprawia wam myśl, że facet może wyjść ze związku nieoskubany.

Nie, nie chodzi o to, żeby go oskubać, tylko nie pozwolić się oszukać. Na ten moment wygląda na to, że to właśnie autorka zostanie oskubana, bo końcu w zakup tego mieszkania włożyli wspólne oszczędności.
Nie twierdzę, że mąż, który w małżeństwo wszedl "goły", takiż ma z niego wyjść. Pracowł przez te wszystkie lata i czegoś się dorobił, np połowy mieszkania.
Któryś z Panów wypomniał, że mąż aurotki wtopił swoje pieniądze w remont jej domu, ale przecież zostały mu one zwrócone. Po za tym, te wtopione pieniądze pochodziły, jak sądzę z ich wspolnego majątku, a nie były to środki zgromadzone przez niego przed ślubem.
Jeżeli on nie ukrywa, że chce rozstać się z żoną, to fakt, że nadal z nią mieszka świadczy tylko o jego wygodzie i wyrachowaniu. Jego, nie jego żony.
Z pewnością mieszkając razem z teściami wszyscy ponoszą swoją część opłat, tylko że jemu nie opłaca się teraz wynajmować osobnego lokum, dlatego uważam, że jest cwany i wyrachowany.
"Chce mieć coś swojego"? Ok, niech bierze swoją część, a nie przywłaszcza sobie część majątku żony, tylko dlatego, że ona dostała od rodziców dom.

33 Ostatnio edytowany przez EeeTam (2018-11-14 17:03:33)

Odp: Rozstanie po siedmiu latach, historia jakich wiele
josz napisał/a:

bo końcu w zakup tego mieszkania włożyli wspólne oszczędności.

Nie do końca, a może i wcale. Bo z tego co tu widzę, mieszkanie miało być sfinansowane z dwóch źródeł - jego odrębnych środków i wspólnych oszczędności. Taki był początkowo plan, ale czy tak się stało, tego nie wiem, bo dalej autorka pisze, że on jakby odrzucił jej wkład finansowy w mieszkanie, nie chciał od niej pieniędzy, tłumacząc, że sam sobie finansowo poradzi (warto czytać nie tylko pierwszy post).

QuQu
Po raz kolejny Twój post dobija mnie infantylnością (albo skrajnym idealizmem ignorującym rzeczywistość). Wiesz, to tylko nastolatki wierzą, że miłość wszystko przezwycięży. Nie, nie przezwycięży wszystkiego, a mieszkanie z teściami to czynnik wysokiego ryzyka dla związku.

34 Ostatnio edytowany przez QuQu (2018-11-14 19:57:51)

Odp: Rozstanie po siedmiu latach, historia jakich wiele

Eee tam zapewniam Cię nie jestem infantylna, jestem realistką twardo stapajaca po ziemi.
Mieszkanie z treściami pewnie nie jest fajne , ale skoro pojawia się możliwość zmiany tego to nagle "miłość się kończy " i nagle z znienacka okazuje się że on czegoś innego już wcześniej szukał??
Mnie się wydaje, że od początku było bardzo dużo chęci, ale zabrakło uczucia z jednej strony i to po prostu i tak by się stanęło nie z powodu teściów to z powodu za słowo zupy

35

Odp: Rozstanie po siedmiu latach, historia jakich wiele

Dziękuję Wam wszystkim za te komentarze, bardzo wiele wnoszą i cieszę się, że to napisałam.
Tak jak pisałam, do dzisiaj żałuję na wspólne mieszkanie z rodzicami. Niestety teraz ponoszę tego konsekwencje. Co do M. miałam już z nim wiele rozmów od tego czasu. Podczas wczorajszej rozmowy, już na spokojnie, M. powiedział wprost, że po wykończeniu tego mieszkania (będzie szybciej, za jakieś 3 miesiące), wyprowadza się sam. Odebrałam to jako koniec. M. stwierdził, że to bardziej separacja. Wiem, że mieszkając z rodzicami dostał porządnie w kość. Zdaję sobie sprawę. To nie jest już do końca M.
Mąż chce poukładać sobie wszystko na nowo, przede wszystkim odzyskać osobowość. Musi pomieszkać sam, żeby odetchnąć. Nacieszyć się tym, że to jego. Ze mną chce się widywać, bo tak jak wspominałam, lubimy spędzać ze sobą czas. M. chce, żebym go odwiedzała, chce wychodzić razem do kina, jechać na wakacje. Mąż chce zobaczyć czy lub jak bardzo będzie za mną tęsknić, jak zostanie sam. Czyli to swego rodzaju forma separacji. Przeraża mnie ta opcja, bardzo przeraża, ale wiem, że on zdania nie zmieni. Do tego czasu wiedziemy normalne wydawałoby się życie. W podświadomości mam jednak na uwadze, że zaraz go nie będę miała. Czuję, że muszę go puścić. Nie będę robiła problemów. Prosiłam tylko, żeby nie trwało to dłużej niż pół roku. Tylko czy separacja ma jakiś sens...?

36

Odp: Rozstanie po siedmiu latach, historia jakich wiele

Jesteś orbiterem.
Znajdzie inną i już mu nie będziesz potrzebna. Pozbędzie się czasoumilacza.

Nie rozumiem czemu Ty się zgadzasz na takie traktowanie. To, co on robi to skrajne świństwo i manipulacja Tobą. Prędzej będzie śnjeg w sierpniu niż on za Tobą zatęskni.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

37

Odp: Rozstanie po siedmiu latach, historia jakich wiele
Lady Loka napisał/a:

Jesteś orbiterem.
Znajdzie inną i już mu nie będziesz potrzebna. Pozbędzie się czasoumilacza.

Nie rozumiem czemu Ty się zgadzasz na takie traktowanie. To, co on robi to skrajne świństwo i manipulacja Tobą. Prędzej będzie śnjeg w sierpniu niż on za Tobą zatęskni.

Też jestem tego zdania. Powtórzę jeszcze raz być może nie kochał Cię nigdy

38

Odp: Rozstanie po siedmiu latach, historia jakich wiele
NenaMorena napisał/a:

Mąż chce poukładać sobie wszystko na nowo, przede wszystkim odzyskać osobowość. Musi pomieszkać sam, żeby odetchnąć. Nacieszyć się tym, że to jego. Ze mną chce się widywać, bo tak jak wspominałam, lubimy spędzać ze sobą czas. M. chce, żebym go odwiedzała, chce wychodzić razem do kina, jechać na wakacje. Mąż chce zobaczyć czy lub jak bardzo będzie za mną tęsknić, jak zostanie sam. Czyli to swego rodzaju forma separacji.

Wiem, że cały czas masz nadzieję, że jednak będziecie razem, obawiam się jednak, że to tylko jego wybieg, żeby nie zadrażniać sytuacji zanim formalnie u notariusza nie zrobisz mu prezentu w postaci swojej połowy mieszkania. Jego spolegliwa postawa, plany wspólnych spotkań, którą odbierasz jako szansę, a nawet jej namiastkę, ulegną zmianie, gdy on poczuje się właścicielem mieszkania, będzie wolny i to tylko kwestia czasu, gdy złoży pozew o rozwód. Myślę, że on wykorzystuje Twój aktualny stan, Twoje załamanie z którego z pewnością zadaje sobie sprawę, wie, że łudzisz się, że wszystko dobrze się skończy i dlatego trzyma Cię w niepewności i robi nadzieję.
Ugra swoje i zniknie.
Tak, to pesymicztyczna wersja, ale bardzo prawdopodobna, a to ze względu na jego aktywność "towarzyską" w necie, którą od dawna kontynuuje podając się za wolnego faceta.
Szukał, może i znalazł?

NenaMorena napisał/a:

Przeraża mnie ta opcja, bardzo przeraża, ale wiem, że on zdania nie zmieni. Do tego czasu wiedziemy normalne wydawałoby się życie. W podświadomości mam jednak na uwadze, że zaraz go nie będę miała. Czuję, że muszę go puścić. Nie będę robiła problemów. Prosiłam tylko, żeby nie trwało to dłużej niż pół roku. Tylko czy separacja ma jakiś sens...?

Może? Jednak ja także uważam, że on manipuluje Tobą.

39

Odp: Rozstanie po siedmiu latach, historia jakich wiele

No tak bo jak teściowie skaczą mężczyźnie po głowie to cacy. Jak on ma już tego dość to kłamca, złodziej, manipulant.

Nihil Novi :?

40

Odp: Rozstanie po siedmiu latach, historia jakich wiele
Ferreus somnus napisał/a:

No tak bo jak teściowie skaczą mężczyźnie po głowie to cacy. Jak on ma już tego dość to kłamca, złodziej, manipulant.

Nihil Novi :?

Ale czego ma dość?
1. Teściów i dlatego kupił mieszkanie.
2. Żony i dlatego ona się z nim nie przeprowadza
3. Małżeństwa i dlatego szukał kobiet w necie

Że złodziej to nie wiem, ale kłamcą i manipulant to na pewno a być może jeszcze zdrajcą.  No to prawie kryształ!!!

41

Odp: Rozstanie po siedmiu latach, historia jakich wiele

Wiecie co właśnie w tym mnie najbardziej zastanawia? Powiedział, że problem nie dotyczy mnie, tylko i wyłącznie mieszkania z rodzicami. Byłam pewna, że już za niedługo wyprowadzimy się i zapomnimy o tym wszystkim, że będzie lepiej. Temu nie pojmuję, co ja mu w tym wszystkim przeszkadzam. Pytałam, musi ochłonąć. Mieszkając tylko we dwoje na pewno byłoby lepiej, jednak musi ochłonąć. Tutaj godził się na wiele kompromisów. Tego, że z jego zdaniem nikt się nie liczy.
Ja naprawdę rozumiem w 100%, że czuł się źle. Robiłam wiele wojen z rodzicami. Widział, że zawsze stałam po jego stronie. Więc dlaczego ja mu przeszkadzam w tym wszystkim?
Zapewne odpowiedź będzie, że chce się ode mnie uwolnić. Z jednej strony rozumiem, że mógłby tak zrobić. Bo przecież lepiej mieszkać w spokoju niż w ciągłych kłótniach. Z drugiej jednak, to by oznaczało, że kompletnie nie znam człowieka, z którym żyję przez 7 lat. I z którym często prędzej wiedziałam, co chce powiedzieć, niż to powiedział.

42

Odp: Rozstanie po siedmiu latach, historia jakich wiele
NenaMorena napisał/a:

Wiecie co właśnie w tym mnie najbardziej zastanawia? Powiedział, że problem nie dotyczy mnie, tylko i wyłącznie mieszkania z rodzicami. Byłam pewna, że już za niedługo wyprowadzimy się i zapomnimy o tym wszystkim, że będzie lepiej. Temu nie pojmuję, co ja mu w tym wszystkim przeszkadzam. Pytałam, musi ochłonąć. Mieszkając tylko we dwoje na pewno byłoby lepiej, jednak musi ochłonąć. Tutaj godził się na wiele kompromisów. Tego, że z jego zdaniem nikt się nie liczy.
Ja naprawdę rozumiem w 100%, że czuł się źle. Robiłam wiele wojen z rodzicami. Widział, że zawsze stałam po jego stronie. Więc dlaczego ja mu przeszkadzam w tym wszystkim?
Zapewne odpowiedź będzie, że chce się ode mnie uwolnić. Z jednej strony rozumiem, że mógłby tak zrobić. Bo przecież lepiej mieszkać w spokoju niż w ciągłych kłótniach. Z drugiej jednak, to by oznaczało, że kompletnie nie znam człowieka, z którym żyję przez 7 lat. I z którym często prędzej wiedziałam, co chce powiedzieć, niż to powiedział.

To się nazywa odpowiedzialność z przerzutami.

43

Odp: Rozstanie po siedmiu latach, historia jakich wiele

Ja powiedziałabym, że byłaś z nim tylko 7 lat i pewnie za jakiś czas spojrzysz na to trochę inaczej i okaże się, że Twoi rodzice to ludzie tobie najbliżsi i poczujesz się źle, że stawlas po jego stronie.
Wydaje się, że jak my jesteśmy uczciwi to nasi partnerzy też, ale to tak nie działa

44

Odp: Rozstanie po siedmiu latach, historia jakich wiele

Co to jest odpowiedzialność z przerzutami?
Jakby tak patrzeć na to wszystko, to do nikogo nie można mieć już zaufania, w to co najbliższa osoba mówi.

45 Ostatnio edytowany przez QuQu (2018-11-14 23:07:52)

Odp: Rozstanie po siedmiu latach, historia jakich wiele

Sobie czasami człowiek nie ufa a co dopiero drugiej osobie ?

Też ufam, też wierzyłam, a później uwierzyć nie mogłam, jak bardzo się zawiodłam, choć 17 lat pokazywał że warto.

46

Odp: Rozstanie po siedmiu latach, historia jakich wiele
NenaMorena napisał/a:

Robiłam wiele wojen z rodzicami. Widział, że zawsze stałam po jego stronie. Więc dlaczego ja mu przeszkadzam w tym wszystkim?
Zapewne odpowiedź będzie, że chce się ode mnie uwolnić.

Popełniłaś błąd, godząc się na wspólne zamieszkanie z rodzicami, już o tym wiesz, natomiast, faktycznie dziwi jego postawa. Nie to, że chce uciec z tego domu, tylko także od Ciebie. Ty byłaś lojalna, nie odwróciłaś się od niego, gdyby Cię kochał wyniósłby się od teściów razem z Tobą.
Dlatego nie wierzę w jego deklaracje i uważam, że dawanie Ci nadziei jest manipulacją z jego strony. Gdyby był uczciwy, powiedziałby Ci to wprost, tymczasem jego czyny, a raczej plany do których zmierza przeczą jego pokrętnym obietnicom.

47

Odp: Rozstanie po siedmiu latach, historia jakich wiele
NenaMorena napisał/a:

Co to jest odpowiedzialność z przerzutami?
Jakby tak patrzeć na to wszystko, to do nikogo nie można mieć już zaufania, w to co najbliższa osoba mówi.

Twoi rodzice dali mu popalić więc na Ciebie też złożył część winy za ich zachowanie. Upraszczając.

48

Odp: Rozstanie po siedmiu latach, historia jakich wiele

Wiecie co, powoli rodzi się we mnie złość. Na razie wciąż jestem na etapie niedowierzania, ale robię się zwyczajnie zła. Nie chcę i nie mam zamiaru robić wojen z M. Nie mam na to siły i ochoty. Mam trochę oszczędności, więc sobie poradzę. Tutaj chodzi o inny aspekt.
Podczas wcześniejszych sytuacji mówiłam Mu jak bardzo żałuję swojej decyzji. On wcześniej też wspominał o wyprowadzce na to swoje mieszkanie, ale zawsze przepraszał. Po prostu nie chcę wierzyć, że to było wyrachowanie. Nie chcę.
Męska część wspomina, że on chciał spokoju. Ja tego spokoju też chciałam i nadal chcę. Jeśli podjął decyzję, że to koniec powinien mi to powiedzieć. Bał się, że go wywalę? To nie pomyślał chyba, że mam prawo wiedzieć i ułożyć sobie życie na nowo. Wspomniane też zostało, że przerzucił część odpowiedzialności na mnie za zachowanie moich rodziców. Jeśli tak faktycznie jest to już kompletnie niedojrzałe zachowanie. Pierdylion razy mówiłam o wyprowadzce. Pierdylion. Gdyby chciał nas ratować, zrobiłby to już wtedy. Do mnie mógłby mieć pretensje, gdybym olewała jego potrzeby, jego samopoczucie. A tymczasem wgniótł w ziemię jedyną osobę, którą gdyby chciał gwiazdkę z nieba, to by mu ją po prostu dała. To nie jest uczciwe i fair.
Miał prawo czuć się źle mieszkając tutaj, pewnie że tak. Ale ja też miałam prawo wiedzieć o pewnych rzeczach. Stwierdził, że już sam nie potrafi odpowiedzieć czy mnie kocha, czy nie. Temu potrzebuje tej wyprowadzki, żeby sobie na to odpowiedzieć.
Dla mnie ta sytuacja jest na tyle nowa, że wciąż jestem w totalnej rozsypce. Nie daję tego po sobie poznać. Nie płaczę, staram się czymś zająć. Tylko kompletnie nie wiem co robić. Nie w sensie postępowania z M tylko z odbudową zaufania do ludzi.

49

Odp: Rozstanie po siedmiu latach, historia jakich wiele
NenaMorena napisał/a:

Wiecie co, powoli rodzi się we mnie złość. Na razie wciąż jestem na etapie niedowierzania, ale robię się zwyczajnie zła.

Nie w sensie postępowania z M tylko z odbudową zaufania do ludzi.

Właśnie zrobiłaś krok do przodu, złość to już coś , nie można tkwić w niedowierzaniu wiecznie.
Wiem, że to trudne uwierzyć , że ktoś kto zdawałby się być najbliższą osobą rani i to z czysto egoistycznych pobudek.

Posty [ 49 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozstanie po siedmiu latach, historia jakich wiele

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018