Wiem ze bylo juz o tym milion razy, ale musze sie gdzies wygadac?
Razem od liceum, 22 lata razem, wiadomo raz gorzej , raz lepiej. 16 lat po slubie, 3 dzieci.
On przystojny, wysportowany biznesmen, ja obecnie kura domowa. Oboje ok 40-tki.
Wiem zaraz naskoczycie ze trzeba bylo myslec wczesniej, pracowac itd.
Pracowalam, i to nawet sporo w koncernach. Ale on zawsze mnie namawial ze po co mi to, on zarabia kupe kasy, ja zajeta w pracy, dzieci ciagle chore, opiekunki, kombinacje.
Jak chcielismy jechac na wakacje bo on akurat mial wolniejsze w firmie to szef mi nie chcial dac urlopu, wkurzal sie bo "pracuje za grosze i jeszcze nie mozemy jechac kiedy chcemy"
Wiec od kilku lat (od 3 dziecka) nie pracuje, choc jakies fuchy lapie, i mam zawsze swoich pare groszy dla siebie?.
Dzieciaki odchowane, zadbane, dom zadbany.
Ja tez, nie jestem zaniedbana kura domowa
Jestem wysportowana, biegam, jezdze konno itd
On oszalal na punkcie sportu 2 lata temu. Wkrecil sie strasznie w maratony, triathlony itd. I tam poznal pania, wkrecona jak on. Ona ma meza, dzieci ale po kilku mcach okazalo sie ze cos iskrzy. Zaczelam podejrzewac i znalazlam maile, smsy itd. Typowe objawy, chodzil wszedzie z telefonem, niby szedl na trening a ciuchy niespocone itd. Wywalilam go z domu, przyznal sie ze sie chyba zakochal. Bylam w depresji, na prochach. Dzieci bardzo przezyly, choc nigdy nie byl wzorowym ojcem i nie przypuszczalam ze tak moga przezywac. Byli ze soba 2 mce. Potem on zaczal przyjezdzac, wydzwaniac do mnie. Okazalo sie ze teskni za mna, domem.
Zaczely sie podchody czy moze wrocic.
Ja wciaz zakochana, zgodzilam sie choc teraz wiem ze to byl blad. OGROMNY!!!!
To byly najlepsze 4 mce w naszym zyciu. Wielka milosc, byl taki romantyczny jak nigdy przedtem.
Bylismy jak zakochani nastolatkowie, znajomi nas nie poznawali ;-))
Wspolne wyjazy, imprezy, nieziemski sex (po 22 latach zwiazku ;-))
Ale znowu pojawila sie ona, jakis wspolny trening, zawody itd
on zaczal gasnac, widzialam ze cos sie dzieje.
Przyznal ze sie znowu spotykaja, ze za nia teskni.
Nie chce odchodzic bo mnie kocha i nie wyobraza sobie zycia beze mnie i dzieci ale teskni za tamta, mysli o niej itd
Ona o ile wiem nie wrocila do meza i wciaz jest sama
Wiem ze powinnam go wywalic jeszcze dzis ale nie umiem.
Wiem ze tym razem odejdzie na zawsze, a nie wyobrazam sobie zycia bez niego
Bez wspolnego mieszkania, puste lozko, wspolne wakacje z dziecmi.
Jakies to dla mnie nierealne, nie umiem sie w tym odnalezc. Tyle lat razem i teraz juz koniec???
Ciagle rycze
Chce byc twarda ale nie moge
Szczegolnie po tych ostatnich miesiacach w ktorych bylo tak pieknie.
Odzyly w nas uczucia, a on to wszystko spieprzyl.
Dzieci sa szczesliwe a teraz znowu beda musialy przez to przechodzic?
Wiem ze klamka zapadla, ze jesli on nie chce walczyc o rodzine to go nie zmusze.
On byl zawsze taki odpowiedzialny za rodzine, opiekunczy, dobry a teraz postawil wszystko na jedna karte.
Na niepewna przyszlosc, bo sam mowi ze wie ze bedzie za mna tesknil ale teraz teskni za tamta.
Ale wiem ze na sile przeciez go nie zostawie.
Przyznam ze robilam to co nie powinnam: czyli histeryzowalam, grozilam, ryczalam. Teraz tego zaluje.
On mnie przeprasza ze mnie skrzywdzil ale nie radzi sobie z ta sytuacja.
Musialam sie wygadac?...