Jestem tutaj nowa, ale czuję potrzebę opisania swojego problemu, może ktoś jest w podobnej albo doradzi coś co pomoże:
Otóż z mężem jesteśmy ponad rok po ślubie, myślę że nam się układa, obecnie jesteśmy na etapie budowy domu, która pochłania nasze siły, a raczej moje, mimo, że mój mąż świetnie zna się na budowlanych sprawach. Dlaczego? Moi rodzice mieszkają jakieś 350km od nas, a teściowie około 50km, żyjemy na sowim rachunku, radzimy sobie. Teściowie są trochę starsi, ale jeszcze mają dzieci przy sobie. Jeździmy z mężem do nich dość często, pomagamy przy gospodarce (taka mała), trochę w ogródku, domowych sprawach, zakupach, itp. , w tym nie widzę nic złego - mogę przyjechać i pomóc, ale potem chcę wrócić do domu, pojechać gdzieś na weekend, spędzić razem czas przed telewizorem, ale tak nei jest, bo jak już pojedziemy do teściów, to mam wrażenie, że teściowa planuje cały tydzień specjalnie tak, żebyśmy zostali u nich, znaczy się mój mąż, bo ja to doczepka, mogę być, ale nie muszę i tak: dzisiaj pojedziemy do lekarza, jutro na zakupy, pojutrze to do wujka mnie podrzucisz, w czwartek zerwiesz owoce, w piątek odkurzysz, itp, większość tych czynności zajmuję godzinę albo pół, ale nie można tego w jeden dzień zrobić... Wiem, że może marudzę, ale ostatnio jak przyjechaliśmy w grudniu na święta - mieliśmy je zaplanowane inaczej, ale mamusia płakała ze to rodzina cała będzie i synek też musi, ok zgodziłam się, wróciliśmy do domu dopiero na początku lutego, teraz jesteśmy tu już trzeci tydzień i na moje pytanie kiedy wracamy do domu to problem, bo mama jest starsza, bo mama prosiła, żeby zostać, bo mama to i tamto
. Owszem mamy z mężem swój pokój, teściowa do niego nie wchodzi i to duży plus, ale co z tego, jak siedzę w nim ja, bo mój mąż je śniadanie z mamą, żeby jej smutno nie było, potem czeka godzinkę, żeby leki wzięła, potem siedzi w kuchni bo mama sprząta, no i w końcu mamy czas dla siebie i słyszę, że go woła i nie ma go. Szczerze mówiąc gdyby nie teść to chyba bym oszalała, a tak zawsze coś mu pomogę, czy pojedzie ze mną na budowę domu, bo niestety mój mąż nie może bo mama go poprosiła o pomoc w obiedzie,itp. W tym domu mieszka jeszcze czworo rodzeństwa. więc naprawdę ma kto pomagać i być z rodzicami, a my moglibyśmy doraźnie. Wiecie jak wyglądają codzienne zakupy, które robię? Tak, że wyglądam jak wielbłąd i nie wiem, gdzie co mam upchać i tak codziennie, teściowa czasami rzuci parę złotych, ale to wystarczy tylko na chleb, resztę zakupów jest robionych za nasze pieniądze, co porządnie nadwyręża nasz budżet. Naprawdę mam dosyć i nie wiem jak rozmawiać, prosić, bo potem czuję się podle, że jestem nie czuła, bez serca, myślę tylko o sobie, no i mama płacze przeze mnie. Nie wiem, czy mam się wyprowadzić, wrócić sama do domu, a teraz jeszcze jestem w ciąży, wiem od tygodnia, mężowi nic nie powiedziałam, bo obawiam się że pochwali się mamie i powie, żebyśmy tu zamieszkali bo będę miała dobra opiekę (tak było, jak przyjechaliśmy na święta i się rozchorowałam w styczniu, chciałam do domu, żeby dopoczać, a musiałam zostać, leżałam w łóżku całymi dniami, sama, mąż spał w pokoju rodziców, żeby się nie zarazić). Przepraszam, że takie żale tu wylewam...
leżałam w łóżku całymi dniami, sama, mąż spał w pokoju rodziców, żeby się nie zarazić
Serio?!
Tęcza28 napisał/a:leżałam w łóżku całymi dniami, sama, mąż spał w pokoju rodziców, żeby się nie zarazić
Serio?!
Niestety tak, zresztą nie pierwszy raz tak było.
4 2018-07-23 15:12:10 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2018-07-23 15:12:18)
Otóż z mężem jesteśmy ponad rok po ślubie, myślę że nam się układa
Wybacz, ale jakoś dziwnie zgrzyta mi to z dalszą częścią Twojego postu. A jaki mąż był przed ślubem?
Tęcza28 napisał/a:Otóż z mężem jesteśmy ponad rok po ślubie, myślę że nam się układa
Wybacz, ale jakoś dziwnie zgrzyta mi to z dalszą częścią Twojego postu. A jaki mąż był przed ślubem?
Zdaję sobie sprawę, że źle to wygląda, może nie odpowiednio opisałam, ale chciałam zaznaczyć, że jak jesteśmy w domu - swoim, to układa się nam, dogadujemy się, spędzamy czas, on jest też całkiem inny, ale tylko do momentu gdy nie wkroczy teściowa i pobyt u niej. Przed ślubem było trochę inaczej, ponieważ jego mama nie chciała żebyśmy pod jej dachem "mieszkali razem", więc ja jeździłam tylko na parę chwil, a on czasami zostawał dlużej albo wracał ze mną.
Wybacz, ale problem nie leży w teściach, tylko w Twoim mężu, który nie potrawi zachowywać się asertywnie.
Z nim bądź szczera i jemu powiedz, co Ci nie odpowiada i dlaczego.
Jestem tutaj nowa, ale czuję potrzebę opisania swojego problemu, może ktoś jest w podobnej albo doradzi coś co pomoże:
Otóż z mężem jesteśmy ponad rok po ślubie, myślę że nam się układa, obecnie jesteśmy na etapie budowy domu, która pochłania nasze siły, a raczej moje, mimo, że mój mąż świetnie zna się na budowlanych sprawach. Dlaczego? Moi rodzice mieszkają jakieś 350km od nas, a teściowie około 50km, żyjemy na sowim rachunku, radzimy sobie. Teściowie są trochę starsi, ale jeszcze mają dzieci przy sobie. Jeździmy z mężem do nich dość często, pomagamy przy gospodarce (taka mała), trochę w ogródku, domowych sprawach, zakupach, itp. , w tym nie widzę nic złego - mogę przyjechać i pomóc, ale potem chcę wrócić do domu, pojechać gdzieś na weekend, spędzić razem czas przed telewizorem, ale tak nei jest, bo jak już pojedziemy do teściów, to mam wrażenie, że teściowa planuje cały tydzień specjalnie tak, żebyśmy zostali u nich, znaczy się mój mąż, bo ja to doczepka, mogę być, ale nie muszę i tak: dzisiaj pojedziemy do lekarza, jutro na zakupy, pojutrze to do wujka mnie podrzucisz, w czwartek zerwiesz owoce, w piątek odkurzysz, itp, większość tych czynności zajmuję godzinę albo pół, ale nie można tego w jeden dzień zrobić... Wiem, że może marudzę, ale ostatnio jak przyjechaliśmy w grudniu na święta - mieliśmy je zaplanowane inaczej, ale mamusia płakała ze to rodzina cała będzie i synek też musi, ok zgodziłam się, wróciliśmy do domu dopiero na początku lutego, teraz jesteśmy tu już trzeci tydzień i na moje pytanie kiedy wracamy do domu to problem, bo mama jest starsza, bo mama prosiła, żeby zostać, bo mama to i tamto. Owszem mamy z mężem swój pokój, teściowa do niego nie wchodzi i to duży plus, ale co z tego, jak siedzę w nim ja, bo mój mąż je śniadanie z mamą, żeby jej smutno nie było, potem czeka godzinkę, żeby leki wzięła, potem siedzi w kuchni bo mama sprząta, no i w końcu mamy czas dla siebie i słyszę, że go woła i nie ma go. Szczerze mówiąc gdyby nie teść to chyba bym oszalała, a tak zawsze coś mu pomogę, czy pojedzie ze mną na budowę domu, bo niestety mój mąż nie może bo mama go poprosiła o pomoc w obiedzie,itp. W tym domu mieszka jeszcze czworo rodzeństwa. więc naprawdę ma kto pomagać i być z rodzicami, a my moglibyśmy doraźnie. Wiecie jak wyglądają codzienne zakupy, które robię? Tak, że wyglądam jak wielbłąd i nie wiem, gdzie co mam upchać i tak codziennie, teściowa czasami rzuci parę złotych, ale to wystarczy tylko na chleb, resztę zakupów jest robionych za nasze pieniądze, co porządnie nadwyręża nasz budżet. Naprawdę mam dosyć i nie wiem jak rozmawiać, prosić, bo potem czuję się podle, że jestem nie czuła, bez serca, myślę tylko o sobie, no i mama płacze przeze mnie. Nie wiem, czy mam się wyprowadzić, wrócić sama do domu, a teraz jeszcze jestem w ciąży, wiem od tygodnia, mężowi nic nie powiedziałam, bo obawiam się że pochwali się mamie i powie, żebyśmy tu zamieszkali bo będę miała dobra opiekę (tak było, jak przyjechaliśmy na święta i się rozchorowałam w styczniu, chciałam do domu, żeby dopoczać, a musiałam zostać, leżałam w łóżku całymi dniami, sama, mąż spał w pokoju rodziców, żeby się nie zarazić). Przepraszam, że takie żale tu wylewam...
Asertywność, asertywność i jeszcze raz asertywność.
Ty i Twój mąż to takie miękkie kluseczki, co zawsze i wobec wszystkich coś muszą
Ze wszystkich opisanych sytuacji można wyjść obronną ręką, bez wywoływania konfliktu i kwasu w rodzinie, ale trzeba wiedzieć kiedy być twardym i trzymać się tego. Jeżeli chcecie utrzymywać bliskie kontakty i pomagać, to róbcie to, ale wyznaczcie konkretny dzień na załatwienie wszystkiego i wracajcie do siebie. Żadnego zatrzymywania się na dłużej niezależnie od przekonywania i tłumaczenia miękkim kluseczkom, że muszą
Dużo zależy od postawy Twojego męża, od waszego wspólnego frontu. Kulturalnie, acz stanowczo nauczcie się stawiania granic i w odpowiednim momencie trzymania dystansu.
Wybacz, ale problem nie leży w teściach, tylko w Twoim mężu, który nie potrawi zachowywać się asertywnie.
Z nim bądź szczera i jemu powiedz, co Ci nie odpowiada i dlaczego.
Próbowalam rozmawiać z nim spokojnie, tłumaczyć mu, że chcę wrócić do domu, żeby poświęcił mi uwagę, swój czas, że potrzebuję go... i nawet czasami prawie już nie zadziałało, do momentu próby wyjazdu, wtedy płacz teściowej, lament, ona robi to świetnie bo mi też czasami robi się jej żal.
9 2018-07-23 15:25:46 Ostatnio edytowany przez Klio (2018-07-23 15:26:12)
do momentu próby wyjazdu, wtedy płacz teściowej, lament, ona robi to świetnie bo mi też czasami robi się jej żal.
To jest manipulacja, więc zacznijcie postrzegać ją jako taką i nie łapcie się na tanie chwyty. Ona ma męża, dzieci, zapewne źle jej się nie dzieje, więc wasza ciągła obecność nie jest niezbędna. Takie sceny są zupełnie nie na miejscu. Od was zależy czy nauczycie się wreszcie mówić stop. Ona już wie, że takie lamenty na was działają i osiąga to czego chce dzięki nim. Sami jej pokazaliście jak wiele może ugrać u was takim lamentem. Oduczyć będzie trudno, przede wszystkim siebie... ![]()
Cyngli napisał/a:Wybacz, ale problem nie leży w teściach, tylko w Twoim mężu, który nie potrawi zachowywać się asertywnie.
Z nim bądź szczera i jemu powiedz, co Ci nie odpowiada i dlaczego.
Próbowalam rozmawiać z nim spokojnie, tłumaczyć mu, że chcę wrócić do domu, żeby poświęcił mi uwagę, swój czas, że potrzebuję go... i nawet czasami prawie już nie zadziałało, do momentu próby wyjazdu, wtedy płacz teściowej, lament, ona robi to świetnie bo mi też czasami robi się jej żal.
Ale nie poruszyłaś z nim źródła problemu, którym jest nie przerwana pępowina. Jego zależność od matki nie jest normalna. Ich relacja nie jest zdrowa. O tym należy porozmawiać.
Współczuję Ci,bo idziesz na wojnę z ciężkiego kalibru przeciwnikiem .
Po tym co opisałaś odpuściłabym sobie rozmowy i postawiła ultimatum. wygrasz albo przegrasz.tu jeńców nie będzie.
U mnie byloby krotko. Jedziemy danego dnia, nie bierzemy rzeczy na zmiane wiec nie mamy jak zostac. Maz chce zosrac jeszcze? Dobrze. Ale niech lozko dzieli z matka nie ze mna, wiec albo wraca albo dustaje pizew o separacje. Tyle w temacie