Witam, jestem w trakcie rozwodu. Moje małżeństwo 4 letnie, dzieci dwójka 3 letnie, pewnie nie będę pierwszą ani ostatnią która napisze o braku pomocy od męża w domowych obowiązkach, przy dzieciach, braku wsparcia, wypadach nocnych, siedzeniu przy gierkach, laptopie, braku zainteresowania rodziną. To on namawiał mnie do wyprowadzenia się z dziećmi, złożeniu pozwu, bo to go przerasta, ogranicza, osłabia i on się dusi. Oddaliliśmy się od siebie, często dochodziło do kłótni, rękoczynów, wstydzę się tego. Dlaczego o tym pisze? On teraz deklaruje zmianę, itp. Czy po raz enty dawać szansę jak teraz nie wyjdzie to już pomocy nie mam od nikogo , stanę się ta niezdecydowana i niekonsekwentna. Mam wątpliwości czy robię dobrze. Wiem jak to brzmi. Mam dość tego stanu ciągle czuję wewnętrzny lęk. Dodam, że nie mieszkaliśmy z mężem nigdy sami (chyba że przed ślubem), kiedy pojawiły się dzieci potrzebowaliśmy pomocy do dzieci (deklaracja mojej mamy że zajmie się wnukami) pierwsze mieszkanie z moim ojcem, później z moją matką, i finalnie z jego matką, wiem, porażka. Nie dało się wytrzymać wszędzie awantury, kłótnie, nie pasowało nikomu nic. Finansowo nie dawaliśmy rady żeby coś wynająć. Wyprowadzając się od niego i teściowej moi rodzice powiedzieli że mi pomogą. Mama wręcz namawiała mnie że to nie jest facet do życia, itd., a teraz ja im przeszkadzam, dzieci płaczą hałasują, kisimy się w jednym dużym pokoju, moja mama zmęczona, ojciec mój mówi dookoła że przy nas nic nie może zrobić. Chciałam się wyprowadzić wynająć coś to rodzice mówią że szkoda kasy ale sami nic nie pomogą, mąż mówi, ze sama nie dam rady (że on chce być ze mną). Niedługo dzieci do przedszkola, a mi kończy się praca za kilka miesięcy, oszaleć można. Zdaje sobie sprawę jaki to wszystko ma wydźwięk. Też nie oczekuję decyzji za mnie. Nawet jak usłyszę cokolwiek od was to przyjmę wszystko.
Jedynym rozwiązaniem gdzie to małżeństwo mogłoby przetrwać to jest tylko i wyłącznie wynająć jakieś mieszkanie, samemu bez rodziców teściów itd. Jestem zdania że młodzi zawsze powinni mieszakac sami. Bo to się mama wtraci to tata albo ktoś inny. Dla mnie to nie byłoby życie mieszkanie z rodzicami. Potem wychodzą z tego nieźle kłótnie jak wszyscy mieszkaja. Czym Twój mąż się zajmuje skoro i Ty pracujesz a nie stać was na wynajęcie mieszkania ?
Szanse dajesz jemu ale sobie rowniez jezeli podejmiesz taka decyzje.Nie wiem co bym zrobil w takiej sytuacji.W sumie jestes w kropce i to duzej.Najbardziej boisz sie tego ze sobie nie poradzisz.Wiadomo ze poczatki sa ciezkie jak zawsze ale czasami warto zaryzykowac.Nie wiem jak widzisz jakas mala szanse na jego poprawe to daj mu ja a po czasie sama ocenisz czy bylo warto i moze to da ci wiekszego kopa by cos ruszyc w swoim kierunku.
Sytuacja była patowa, jak ja byłam na etacie to mąż na zasiłku, później u mnie koniec umowy u niego dopiero od miesiąca działalność.
Co jest najtrudniejsze zrobić krok, tylko czy w dobrą stronę.
Tak daleko to zaszło.