Witam Wszystkich. Mam mały wielki problem i chetnie poznam Wasza opinie.
Znamy sie juz ladnych kilka lat, mieszkamy niedaleko, mamy oboje 30+, widujemy praktycznie codziennie.
Od pewnego czasu zaczelo dziac sie miedzy nami (nie)przyjemnie. Ona zaczela przekraczac granice kolezenstwa - przynajmniej takie odnosze wrazenie. Rozmawia ze mna patrzac bez skrepowania prosto w oczy, trzymajac twarz w odleglosci 20-30 cm od mojej, stara sie inicjowac dotyk przy kazdej mozliwej sytuacji, bardzo czesto doprowadza do dwuznacznosci w czynach i rozmowie, nie widzac mnie 1 dzien - mowi, ze teskni itp. itd.
Wszystko pieknie, ale...
Ona ma meza, ja mam zone, oboje mamy po dwojce dzieci. Oczywiscie moja zona ja zna, ba sa kolezankami.
No i mam teraz nie lada klopot:
Moja zona bacznie obserwujac cala sytuacje, bez cienia watpliwosci, orzekla, ze znajoma na mnie leci, dostaje bialej goraczki gdy widzi nas razem i szalu, gdy rozmawiamy (i mam przerabane).
Ostatnio nadazyla sie okazja na dluga rozmowe z w/w znajoma, ktorej opowiedzialem, co mnie trapi - pewnie byl to blad. Ona delikatnie wyparla sie wszystkiego, twierdzi ze robila wszystko nieswiadomie, ze nie jest zdolna do pozamalzenskich eskapad i sie uspokoi. Mowiac to starala obrocic wszyskto w zart i przykryc smiechem (i jest mi smutno).
Niestety ona zawsze mi sie podobala, podoba wciaz i czuje sie przy niej tak, jak dawno sie nie czulem. Nie jem, nie spie, rozpiera mnie energia, zakladam sluchawki, ide w teren i mysle. A gdy jest w poblizu, nie moge oderwac od niej wzroku, wpadlem po uszy (i znow mam przerabane).
I teraz pytanie, czy to flirt dla samego flirtu (jak ona twierdzi - nieswiadomego)? Czy jednak dzialanie swiadome (jak twierdzi moja zona - ufac kobiecej intuicji)? Czy wałkowac temat dalej ryzykujac utrate znajomej? Czy dac sobie spokoj?
Niestety kobieca psychika skrywa wiele tajemnic, kobiety robia jedno, mowia co innego, a ja teraz psychicznie wysiadam.
Dzieki za przetrawienie tej sciany tekstu - krocej sie nie dalo.