Na początku roku poznałam świetnego chłopaka. Spodobałam się mu. Z wzajemnością. Zaczęliśmy spotykać się z jego inicjatywy (randki, kino itp.). Byliśmy bardzo blisko. Widziałam wówczas czułość, romantyczność, zaangażowanie, słowem - prawdziwe emocje. Zwierzał mi się. Zależało mu. Wartościowy, nieco skryty, zamknięty chłopak z depresją. Jeden nieudany związek za sobą. Z góry przyznał, że ma kłopoty z okazywaniem uczuć. Żebym nie brała do siebie, kiedy jest nieco na dystans, nie odzywa się przez chwilę. Generalnie interesował się mną, moimi zajęciami, samopoczuciem. Poprosił, żeby pracować razem przy jednym z projektów. Niestety po tym, stosunki między nami nieco ochłodły (prawdopodobnie z mojej winy - chyba nieświadomie odsunęłam go od siebie, później chwilowy brak czasu i być może zauroczenie innym chłopakiem, z którym również przez chwilę miałam okazję pracować). Wątpię, by akurat to zauważył, ale nieświadomie zszedł na drugi plan. Później przez chwilę wkręciłam sobie, że być może wciąż kocha swoją eks (ona jest w szczęśliwym związku, on twierdził, że zamknął ten rozdział i liczy się to, co jest tu i teraz; ponadto 2 tyg. temu usunał ją ze wszystkich kont społecznościowych). Po jakimś czasie sytuacja między nami wróciła do normy, jednak ewidentnie brakowało czasu na spotkania, bliskości. Stale był pochłonięty uczelnią, projektami. Za dużo brał na siebie. Jest perfekcjonistą. Wówczas ja dowiedziałam się od osób trzecich dziwnej (jak się okazało - przerysowanej i raczej nieprawdziwej) historii z nim związanej. Obrzydziłam go sobie i zaczęłam już oscentacyjnie ignorować. Nazwałam dupkiem, napisałam, że jestem rozczarowana jego postępowaniem względem mojej osoby (sms'owo). Dzwonił. Nie odbierałam. Później twierdził, że w sprawie służbowej, choć przyjaciółka jest przekonana, że szukał kontaktu. Kilka dni dalej, natknęłam się na niego na uczelnianym korytarzu. Czekał z 5 min. aż skończę rozmawiać przez tel. Patrzył na mnie i uśmiechał się. Zmierzyłam go wzrokiem. Nie podeszłam. Miał smutny wyraz twarzy. Kolejna sytuacja była analogiczna do poprzedniej. Przez cały dzień nie zainteresowałam się jego egzaminem, wspierałam innego kolegę. Był tego świadkiem. Wieczorem napisałam sms czy jest na imprezie poegzaminacyjnej u chłopaka, którego wspierałam i z którym pracowałam. Odparł, że nie. Spytałam: "A będziesz?" Był, kiedy już przyszłam. Ponoć 10 min. przede mną pojawił się. Usiadłam na chwilę obok niego, ale nie sprawiał wrażenia rozmownego. Poddałam się, wkurzyłam i odeszła. Poszedł do domu po 20 min. Znajomi pytali, co się mu stało i określili mianem 'najsmutniejszego człowieka'. Teraz przemyślałam całą sytuację. W sms'ach zupełnie się odkryłam. Przyznałam się, że bardzo mi zależy, że zachowywałam się tak, a nie inaczej, bo sama boję się zranienia. Na tydz. czasu kompletnie zamilkł. Odczytywał, ale nie reagował. Napisałam w końcu: "Przemów!". Odpowiedział natychmiast: "A., to jest za dużo. Przepraszam, nie mam wystarczająco siły, żeby radzić sobie z Twoimi wiadomościami. Proszę, przestań pisać." Zapytałam: "Czyli nie chcesz mnie znać prywatnie, tak?" / "Nie wiem nawet, co to znaczy; wyluzuj, A." Poczułam się oszukana. Napisałam, co o tym wszystkim myślę; że brałam go za wartościowego człowieka, że uwierzyłam, zaufałam, że bardzo dobry z niego aktor itd. Zapytałam czy przestraszył się tego, że angażuję się uczuciowo, że po co to w ogóle zaczęliśmy; że przepraszam i daje spokój. Nie odpisał już nic. Przyjaciółka mówi, że zgłupiał. Sam nie wie, czego od niego chce i może teraz to przeżywać. Na żywo ignoruję, wirtualnie mam nagły przypływ uczuć. A ja nie wiem, jak jest naprawdę. Bo być może to jakaś optymistyczna wersja, a tak naprawdę 'przeszło' mu jakiś czas temu? Mnie samej ciężko spojrzeć na tę sytuację z dystansem, obiektywnie, dlatego piszę tutaj. Mam straszne wyrzuty sumienia. Prawdopodobnie zniszczyłam coś naprawdę wartościowego. Czy da się to wszystko jeszcze poskładać, naprawić...? Niedługo będzie miał otwartą ocenę prezentacji, którą razem robiliśmy. Iść? Jak się zachować?
1 2017-06-24 02:20:28 Ostatnio edytowany przez aanastazja.n (2017-06-24 07:22:04)
Robisz chłopakowi wodę z mózgu a potem masz pretensje ze nie chce Cię znac, gralas na jego uczuciach, pocieszalas innego na jego oczach, olewalas a Ty dziwisz się ze on nie chce z Tobą mieć nic do czynienia, to z Tobą jest problem nie z nim, sama to zepsułas.
3 2017-06-24 09:49:32 Ostatnio edytowany przez chwytajzycie (2017-06-24 09:50:53)
choć przyjaciółka jest przekonana, że szukał kontaktu.
Przyjaciółka mówi, że zgłupiał.
Zapytaj ponownie przyjaciółkę - swoją wyrocznię...
A gdybyś powyższego nie zrozumiała - jesteś rozchwianą egoistką, która sama nie wie czego chce i pyta obcych o radę, aby kolejny raz nie brać odpowiedzialności za swe zachowania.
Daj spokój temu chłopakowi.
Na żywo ignoruję, wirtualnie mam nagły przypływ uczuć.
Tu masz odpowiedź na swoje pytanie. Jeszcze nie dojrzałaś do poważnych związków. Kiedy zaczniesz zachowywać się poważnie, a wysyłane przez Ciebie sygnały będą ze sobą spójne, wtedy istnieje szansa, że on także przestanie się w nich gubić. Na tę chwilę potraktowałaś go jak zabawkę, która nie ma swoich uczuć i zupełnie bezkarnie można z nią zrobić co tylko się zechce, łącznie z wyrzuceniem w kąt, by po chwili sobie o zabawce przypomnieć, odkurzyć i stamtąd wyciągnąć. W prawdziwym życiu to niestety NIE działa.
. Wówczas ja dowiedziałam się od osób trzecich dziwnej (jak się okazało - przerysowanej i raczej nieprawdziwej) historii z nim związanej. Obrzydziłam go sobie i zaczęłam już oscentacyjnie ignorować. Nazwałam dupkiem, napisałam, że jestem rozczarowana jego postępowaniem względem mojej osoby (sms'owo). Dzwonił. Nie odbierałam.
Kilka dni dalej, natknęłam się na niego na uczelnianym korytarzu. Czekał z 5 min. aż skończę rozmawiać przez tel. Patrzył na mnie i uśmiechał się. Zmierzyłam go wzrokiem. Nie podeszłam.
Przez cały dzień nie zainteresowałam się jego egzaminem, wspierałam innego kolegę. Był tego świadkiem.
Usiadłam na chwilę obok niego, ale nie sprawiał wrażenia rozmownego. Poddałam się, wkurzyłam i odeszła.
Na żywo ignoruję, wirtualnie mam nagły przypływ uczuć.
Jeśli jemu przeszło, to ma chłopak rację, bo zachowujesz się - mówiąc łagodnie - nieracjonalnie. Diabli wiedzą, o co Ci chodzi.
Ktoś Ci czegoś o nim nagadał, więc przestajesz się odzywać, nie dajesz szansy wyjaśnić, ignorujesz, wyzywasz, jeszcze zarzucasz fochem - "jestem rozczarowana". Czyli koleś ma przeprosić nie wiedząc nawet za co przeprasza??? Potem na jego oczach flirtujesz z jego kumplem. A na koniec siadasz obok jakby nigdy nic i oczekujesz - czego? - rozmowy jakby nigdy nic?
Daj dziewczyno chłopakowi spokój, bo takie jazdy o chyba nie na jego nerwy.