Od mojego rozstania minęło grubo ponad miesiąc, a ja nadal czuje się... tak samo jak na początku. Skorzystałam z wielu porad, robie wiele dla siebie, zapycham sobie czas... wszystkim, byle nie myśleć..., jednak ciagle mam ochote tylko ryczeć, albo wręcz przeciwnie chcę ryczeć bo boli mnie każda komórka ciała i czuje ze rożnych mnie od wewnątrz a nie mogę. Najgorsza jest chyba tęsknotą, ta z rana kiedy uświadamiam sobie na nowo o przebudzeniu że go nie ma dla mnie...
Ukojenie nie kiedy daje mi nadzieja że to nie może sie tak skończyć, że przecież sie kochamy, bo nadal mam dziwne uczucie że on mnie kocha.., wtedy mam te spokojniejsze dni, i udaje mi się nawet cieszyc z wielu cyznosci. Wim ze to złe, ale nie umiem sobie tego odmówić...
Irytuje mnie kiedy koleżanka np opowiada mi że jest zla na teściową bo cos takm głpiego zrobiła, wkurza mnei to bo ja nie i nie wiem jak sie podnieść każdego dnia i chciałabym mieć tylko takie problemy'
Niedawno miałam urodziny, dostałam od niego życzenia. jakis czas temy niby przypadkiem naisał do mnie sms (nie wierze w to, tak samo jak i ja zrobiłabym to przypadkiem) potem jeszcze napisał kilka, opowiedział co kiedy robił i gdzie wyjedza z pracy, jakby wyjasniał cos... Problem jest tez taki że nie powiedzil nic nikomu ani rodzinie swojej ani znajomym, teraz oni do mnie dzwonią i sie dzwonia z pytaniem jak leci, kiedy sie pojawie u nich a jak im oswiadczam co sie sało to sie dziwią, i wysłuchuje ciagle d poczatku ale to niemozliwe,przeciez tak cie kocha tyle razy to mówił...Ja juz nie wiem co myslec, wiem jedynie że bardzo tesknie i chocbym bardzo chciała to nie okocham nikogo tak jak jego a tym bardziej nie bede w stanie zaufać, a zwiazek bez zaufania...
Co ja mam o tym wszytkim mysleć?