Mam prawie ćwierć wieku na koncie i od samego początku mieszkam z rodzicami i babcią (na wsi).
Ma ona specyficzny typ charakteru - nigdy nie pracowała, jej życie tylko polegało na kłóceniu się z kim popadnie i zwłowieszczeniu innym. Nie miałam nigdy od niej żadnego wsparcia, często przez nią kłócą się moi rodzice, potrafi poniżać nie tylko mnie ale i mamę. Mama jest z biednej rodziny a nawet po tych kilkudziestu latach małżeństwa potrafi jej to wypominać i wyciągac brudy sprzed 30 lat. Całe dnie siedzi w domu - nie pomogła sprzątać, nigdy nie gotowała, nie prała. Najgorsze że do każdego się potrafi przyczepić - bez przerwy mówi (nie ważne o czym byle by mówić - nic nie dają prośby żeby przestała). Nie mieszkam w lusksusie ale nie potrafi zadbać o porządek (jest chomikiem - zbiera co popadnie - potrafi nawet chować opakowania po parówkach foliowe, często chleb wrzuca do szufladek z ubraniami, chodzi w butach po domu po polu i wnosi cały ten bałagan do domu). Ma rentę i dość sporą ale ani grosza nie dokłada się do budżetu. Ma w sobie coś takiego że potrafi gnębić o jedną rzecz w kółko przez 24h dopóki ktoś nie zrobi tego co chce. Sytuacja dziś była taka sama przed pracą, chciała żebym komuś zawiozła jakąś nic nie znaczącą rzecz. Tłumaczę jej że o 6 rano ktoś spi a po drugie nie zdążę do pracy i zawiozę popołudniu. I zaczął się armagedon, wrzaski, krzyki, rzucanie się po całym domu przez nią, przekleństwa, próbowałam jej to wytłumaczyć ale zjeździła tak po mnie że wzięłam rzeczy i wyszłam z domu. Wyleciała na pole z tą rzeczą i zrobiła awanturę na całe osiedle. Ja już nie wytrzymałam i zaczęłam tak samo się drzeć i z płaczem odjechałam do pracy.
Takie sytuacje zdarzają się u mnie codziennie, nie ma dnia żebym się z nią nie pokłóciła (mama mimo że jest jeszcze gorzej przez nią poniżana stara się opanować chociaż nie raz widzę jak przez nią płacze a ja nie mogę nic na to poradzić).
Nie mam możliwości wyprowadzić się z domu ani nie mam wsparcia w nikim, nie mam chłopaka wiec nie mi kto pomóc. Kilka razy w tygodniu płaczę przez nią bo ona ma taki charakter że wiem że się go nie da zmienić.
Ale powiedzcie mi jak przestać się tym przejmować? Non stop się z nią kłóce bo inaczej nie potrafię. Potem mi wstyd ale to jest jedyna moja linia obrony. Jak oponować te moje wybuchy agresji w stosunku do niej? Ma 85 lat i wcale nie tłumacze jej zachowania wiekiem bo ona zawsze taka była tylko jako dziecko nie dostrzegałam tego. Na płacz mi się zbiera myśląc że mam wrócić do domu i ona tam będzie i znów będzie po mnie jeździć.
Janko niestety jej już nie zmienisz. Jeśli nie ma możliwości, by odejść z domu, to postaraj się odciąć od niej na tyle na ile zdołasz. Wychodź do innego pokoju, przebywaj często na zewnątrz, idź na spacer, słuchaj sobie mp3 kiedy ona ma fazę marudzenia i nie dawaj się zatruwać jej słowom. Bądź obojętna. Spokój jest przejawem siły, pamiętaj o tym. jeśli chcesz się wygadać zapraszam na priv ![]()
Musisz zaplanować wyprowadzkę. Choćby to miał być plan, którego realizacja zajmie dużo czasu. To nie jest misja "niemożliwa".
O Boże jak bym czytała o swojej tesciowej. Moja corka ma dopiero 11 lat i na razie bardzo z babcią związana i nie da na nią zlego słowa powiedzieć. Mam nadzieje ze kiedys przejrzy na oczy, tylko wtedy boje sie ze bedzie pisac takie posty jak ty. A jak bylo z Tobą w dzieciństwie? Widziałas jaka jest babcia, widziałas jak gnębi mame, rodziców, jak mama przez nia placze?
Musisz zaplanować wyprowadzkę. Choćby to miał być plan, którego realizacja zajmie dużo czasu. To nie jest misja "niemożliwa".
Nie dam rady się sama utrzymać bo zarabiam minimalną krajową (do tego trochę pieniędzy wydaje na leczenie i swoje potrzeby także gdybym się wyprowadziła to żyłabym z miesiąca na miesiąc a mieszkając z rodzicami jestem w stanie coś odłożyć - chyba że czas zbierać na przyszłe mieszkanie ale samej zawsze będzie ciężko i u nas na wsi nie ma takich praktyk).
O Boże jak bym czytała o swojej tesciowej. Moja corka ma dopiero 11 lat i na razie bardzo z babcią związana i nie da na nią zlego słowa powiedzieć. Mam nadzieje ze kiedys przejrzy na oczy, tylko wtedy boje sie ze bedzie pisac takie posty jak ty. A jak bylo z Tobą w dzieciństwie? Widziałas jaka jest babcia, widziałas jak gnębi mame, rodziców, jak mama przez nia placze?
W dzieciństwie nie zwracałam na to uwagi bo był jeszcze dziadek, on się nami opiekował, dbał żebyśmy mieli co zjeść, pilnował nas przy zabawach jak rodzice byli w pracy, zabierał nas ze sobą do pola. Od kiedy zmarł wszystko się zmieniło. W domu nie było porządku, nie było obiadów - moja mama czasem wspomina ze łzami jak wracała z pracy i widziała jak my takie szkraby tak byliśmy głodni że na sami robiliśmy sobie jedzenie a babcia leżała na łóżku.
Im byłam starsza to tym bardziej widziałam co się dzieje i docierało to do mnie. Pamiętam jedną sytuacje z dzieciństwa gdy mając może 8 lat mama pokłóciła się z nią i powiedziała że wyjdzie z domu i skoczy pod pierwszy lepszy samochód i nie będzie mieć do niej już o nic pretensji. Byłam tak przerażona że pozamykałam wszystkie drzwi w domu i schowałam klucze bo bałam się że tak się stanie.
Pod koniec podstawówki czyli jakieś 13 lat zaczęłam się już jej stawiać i po dzień dzisiejszy jest coraz gorzej. Zawsze sobie tłumaczę, że robię to tylko dlatego że ona jest nie w porządku i zawsze staje w obronie mamy. Nie mogę psychicznie wytrzymać jej, za dużo złego zrobiła w naszym życiu..
Powiedzcie mi co Ci ludzie mają w sobie? Przez nią stałam się nerwowa, kłopotliwa a na co dzień jestem spokojna. Boje się, ze to kiedyś odbije się na mnie. Mój tata sam mi powiedział że kiedyś mój przyszły mąż może nie wytrzymać jak na niego tez będę się tak drzeć. Ale ja nie potrafię już tego opanować jak widzę i słyszę co ona robi ![]()
Janko, są sposoby jak radzić sobie z takimi osobami. Wpisz sobie "toksyczni ludzie" i poczytaj, na przykład na blogu Miry Faber. Jest też książka Lillian Glass na ten temat. Nie daj się zniszczyć.