Witam serdecznie.
Z góry dziękuję za przeczytanie mojej historii. Postanowiłam opisać problem, gdyż zaczyna mnie on przerastać...
Od zawsze miałam problemy z nawiązywaniem kontaktów z koleżankami. Jedną znam 20 lat, starsza dwa lata mieszkająca w domku obok ale zwykle mnie unikała gdyż miała swoje koleżanki. Druga w podstawówce, lecz zostawiła mnie z dnia na dzień gdy połączyli klasy i przyszła inna dziewczyna...
Kilka mniejszych epizodów w gimnazjum.
W liceum niestety miałam pierwsze złamane serce po rocznym związku z chłopakiem, bardzo się zakochałam ale byliśmy za młodzi, chłopak zmienił decyzję - trudno.
Było mi jednak bardzo ciężko, bo nie miałam bliskiej przyjaciółki, w domu jedynaczka, DDA. Rodzina kompletnie rozbita.
Przypadkiem jednak na jednej z imprez poznałam fajną koleżankę ktora sama zabiegała o kontakt. Jak z czasem się okazało, miałyśmy wspólne zainteresowania, zaczęłyśmy razem wychodzić, imprezować, przyjeżdżała do mnie do domu, ja do niej. W tygodniu dzwoniłysmy do siebie lub pisałyśmy na gg. Z nią że tak powiem przeżyłam jedyne chwilę prawdziwej przyjaźni jaką w życiu miałam.
Dziewczyna jednak z dnia na dzień zniknęła z mojego zycia. Nie odzywała się ani nie odpisywała. Po 4 miesiącach usłyszałam odpowiedz że jej przyjaciółka była o mnie zazdrosna a ona nie chciała wybierać. Było jej przykro i obiecała że nigdy tego więcej nie zrobi.
W międzyczasie ja jednak zachorowałam. To były wakacje 2012 i byłam ciągle ospała, wymiotowałam, wolałam spędzać czas w domu. Byl to ogromny problem towarzyski. Nie miałam siły na szaleństwo co tydzień. Lubiłam towarzystwo. Nawet duże. Byłam w stanie kilka osób zaprosić do siebie ale przyjaciółkę to zaczęło nudzić i tak samo z dnia na dzień zostawiła mnie bez słów po raz kolejny niecały rok później. Próbowałam to odbudować gdy nigdy mi tak na nikim nie zależało... Jednak nie odpisała ani razu.
...
Dziś jest rok 2017 a ja od tamtej pory nie znalazłam sobie koleżanki. Uczę się w technikum informatycznym i mam samych chłopaków w klasie. Pracuje w firmie hostingowej w której... Jestem jedyną kobietą. Lubię męskie towarzystwo ale brak mi koleżanki. Stało się to tak ogromnym problemem że stałam się sfrustrowana. Ciągle widzę na zdjęciach na portalach społecznościowych jak dziewczyny dodają zdjęcia z imprez, dziś nawet w bloku pod moim mieszkaniem jakieś dziewczyny imprezowały, śmiały się co chwilę... To miłe gdy się to słyszy ale mi zbierały się dosłownie łzy w oczach.
Mam wspaniałego chłopaka który jest moim przyjacielem i Ukochanym. Jest osobą która wspomaga mnie w chorobie. Lecze się na Hashimoto ,zespół zapaleń jelit, celiakie i parę innych.
Jestem z nim szczęśliwa ale brakuje mi tych szaleństw. Spontanicznych wyjść, dzwonienia, czasem wyjścia na piwo. Nie oczekuje deklaracji przyjaźni tylko fajnego kontaktu do pogadania czy spotkania a po prostu nie mam z kim. Moj chłopak od miesięcy nie wie co mi poradzić ale kontakty z koleżankami po prostu mi nie wychodzą. Nie jestem nigdzie zapraszana,zawsze byłam pomijana.
Czy jest tutaj ktoś kto przeżył coś podobnego? Czy znajde tu jakąś koleżankę z okolic Wrocławia lub Kielc która jest w podobnej sytuacji?
Mogę podać do siebie kontakt.
Dziękuję za pomoc.