Jestem z mężczyzną ponad rok. To pierwszy facet w moim życiu, któremu tak zależało, dobry, pomocny, czuły, opiekuńczy, ciepły, zaangażowany. To są cechy , których zawsze szukałam w mężczyźnie.
No a teraz druga strona medalu.
Z czasem trwania naszego związku wyszły na jaw różne rzeczy, których pan o sobie nie powiedział (jak twierdzi nie chciał mnie stracić a swoją obecną sytuację- zero oszczędności i ustabilizowania w wieku 35 lat- tłumaczył, że się podłamał po poprzednim rozstaniu, gdzie zainwestował sporo a zostawił wszystko ex). Odkąd się poznaliśmy dorabiał w różnych pracach , ale długo w nich też nie pozostawał, albo on rezygnował albo pracodawca mu nie przedłużał. To spowodowało moje obawy, że jak coś jest dobrze to jednak z powrotem się cofa. Od nowego roku ma pracę, kiepsko płatną,poniżej jego kwalifikacji i wykształcenia ale powiedział, że tam pozostanie a będzie szukał innej . Wiem, że narazie tego nie robi, wraca padnięty wieczorem ze swojej. Ostatnio dowiedziałam się też że ma spore długi- co spotęgowało,że nie czuję się bezpiecznie.Nie ma planu jak je spłacić.
Ja jestem przekonana, że ten związek nie spełnia moich potrzeb, ale nie potrafię też go zakończyć. Tu wychodzą moje inne lęki i obawy: niedługo będę mieć 37 lat, do tej pory nie spotkałam nikogo zaangażowanego. Są dni kiedy wydaję mi się, że sobie poradzę i zajmuję się sobą, mówię mu że to nie ma sensu a za chwilę płaczę, bo np jak mam problem czy jestem chora to on jest jedyną osobą , która rzuci wszystko żeby przy mnie być.... i stęskniona kontaktuję się z nim.
On oczywiście też nie ułatwia, bo on nie chce rozstania. Mówi mi że ja mam raczej lęk przed zaangażowaniem i go trzymam czasem na dystans. Ale ja się po prostu nie czuję bezpiecznie, on nie ma planu jak wyobraża sobie naszą przyszłość przy jego sytuacji. Mówi o wspólnej rodzinie, mieszkaniu. ale to ja bym musiała nas przecież utrzymywać.
Mam wahania non stop i nawet jak jestem zdecydowana na rozstanie to nie wychodzi to w praktyce:/
Daj sobie z nim spokój.
Mężczyzna powinien zapewnić nam choćby emocjonalne bezpieczeństwo. Szkoda ostatnich młodych lat marnować na nieudacznika życiowego.
Twoja psychika już się przez niego sypie.
Byłam w podobnej sytuacji niedawno. 2 miesiące to trwało. Libido opadło. Już nic nie czułam - właśnie z barku bezpieczeństwa.
Rzuciłam go, nie żałuję. Od razu humor mi się poprawił.
3 2017-04-07 12:51:41 Ostatnio edytowany przez Mamrotek20 (2017-04-07 12:53:59)
Też uważam, że powinnaś go sobie odpuścić. Tacy mężczyźni przeważnie się nie zmieniają. Takie ciągłe zmienianie pracy źle o nim świadczy. Mam kogoś takiego w rodzinie. Zawsze to nie on jest winny tylko pracodawcy, a prawda jest taka, że to on olewał pracę i nie wywiązywał się z obowiązków. Kobieta żeby być szczęśliwą potrzebuje stabilizacji i bezpieczeństwa. 37 lat to żadna przeszkoda by móc sobie ułożyć życie z kimś innym. Uwierz w siebie.