Kochani,
Już nie wytrzymuje, więc postanowiłam napisać. Od września pracuję w pewnej firmie (nie mogę zdradzić branży bo osoby pracujące w niej żyją w siatce powiązań i zależności). Na pierwszy rzut oka praca wydawała się spokojna dlatego mając okazję (przez znajomą) złożyłam papiery i zostałam zatrudniona na 3 miesiące. Z poprzedniej pracy musiałam odejść ze względu na cięcia w etatach (praca w tej samej branży). Pierwsze co mnie uderzyło to atmosfera- bardzo oschła, wręcz nieprzyjemna. Kierownictwo wydawało się miłe- do czasu. Po miesiącu zaczęłam dostawać w kość, a to, że narzeczony mnie z pracy odbiera i paniom się nie podobało- poszły do kierownika i naskarżyły, że nie pracuję. Praca jest bardzo monotonna, około 60% czasu tak naprawdę nie mam co robić. Moje wykształcenie i zdobyte umiejętności (mówiłam o nich na rozmowie kwalifikacyjnej) nie są wykorzystywane. Potrafię przeprowadzać analizy statystyczne co uczyniłam pod koniec września, nawet nikt nie chciał na to spojrzeć. Na rozmowie kwalifikacyjnej powiedziałam, że mam pełno pomysłów i chciałabym mieć możliwość mówienia o nich, o tym jak je zrealizować, itp. Kierownictwo "zachwycone", po czym nawet nie można buzi otworzyć- bo wiedzą lepiej, a tam jakaś paranoja, sprzeczne informacje dawane pracownikowi.
Pracownicy nastają na siebie, kablują, ludzie ze sobą nie jadają- każdy w odosobnieniu. Czasem przez 8 godzin powiem ze 3 zdania i to wszystko. Na łeb można dostać!
Szukam innej pracy, ale bez znajomości jest ciężko. Wysyłałam do firm, które związane są z moim zawodem i preferencjami, ale miejsca są pozajmowane lub nie odpisują. Nie chcę siedzieć przy telefonie i dzwonić do klientów- to była moja pierwsza praca, która bardzo odchorowałam.
Tak się chciałam wyżalić.