Co to znaczy żyć? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Co to znaczy żyć?

Strony Poprzednia 1 43 44 45

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 2,861 do 2,884 z 2,884 ]

2,861

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:

Ma sens jeżeli współpracuje się z psychoterapeuta

No możesz próbować być w związku tylko powtarzam,że żadnej młodej kobiecie nie będzie pasować mieszkanie z tesciami,więc jak chcesz mieć poważny związek to pomysł o wyprowadzce.  Chyba,że chcesz mieć dziewczynę weekendową i nie myślisz o tym,by ze sobą zamieszkac

Kojarzysz taką opcję jak wspólny wynajem lub wspólny kredyt, z naciskiem na słowo "wspólny"? Ja właśnie coś takiego mam na myśli. Najpierw mieć dziewczynę, a potem wspólnie zamieszkać dzieląc opłaty na dwoje.

No taki pomysł to jest dobry właśnie

Zobacz podobne tematy :

2,862 Ostatnio edytowany przez sebastiannn (2026-09-17 18:28:26)

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Kojarzysz taką opcję jak wspólny wynajem lub wspólny kredyt, z naciskiem na słowo "wspólny"? Ja właśnie coś takiego mam na myśli. Najpierw mieć dziewczynę, a potem wspólnie zamieszkać dzieląc opłaty na dwoje.

To jest dobre jak się ma 20-26 lat. Ale jednak od osób 30+ potencjalny partner oczekuje więcej. Nie mówię czy to źle czy dobrze, czy o warunkach ekonomicznych. Ale tak już jest. Chyba, że znajdziesz dziewczynę z mieszkaniem bo takie też są, wtedy spokojnie możecie randkować u niej bez rodziców na głowie.

Zresztą o jakiej sprawczości mowa jeśli zalezysz od kogoś? Czyli od tego czy kobieta Ci opłaca 50% mieszkania i wszystkiego.



Shinigami napisał/a:

Do tego nigdy mnie nie przekonasz, nikt mnie do tego nie przekona. Nie zrezygnuję z prób życia w związku i stworzenia swojej rodziny. Niezależnie od tego co ktoś tu napisze na temat mojej zdolności do bycia w związku nie poddam się. Mam w sobie mnóstwo czułości, opiekuńczości, może nawet miłości i nic nie sprawia mi większej przyjemności niż obdarowanie tym kogoś. Nie ma cudowniejszego uczucia niż światłość bycia kochanym, potrzebnym, i że komuś na mnie zależy. Miałbym już nigdy tego nie zaznać bo nie wpasowuje się w definicję związku kogoś z forum? Już nigdy nikogo nie przytulić, nigdy nie być dla kogoś ważnym, nigdy więcej nie zaznać seksu, nigdy nie usłyszeć ani nie powiedzieć "kocham cię", nigdy nie wyjechać na wspólne wakacje itd? Nie ma możliwości bym zaakceptował coś takiego, będę próbował aż się uda lub zginę próbując.

Romantyzujesz trochę. Związek to też nie jest idylla romantyczna, zwłaszcza jak z kimś jesteś więcej niż te pare miesięcy. Zresztą po forum widać i wszedzie na około, że to nie wygląda jak Romeo i Julia. Idealizujesz to i co zrobisz jak zderzysz się z rzeczywistością? Co jak przyjdą jakieś problemy w związku? Np finansowe? Dziewczyna nie będzie mogła pracować? Spadnie libido, będzie jakaś zdrada i przez to potrzebna kolejna tym razem wspólna terapia. I tysiąc innych problemów.

Nikt Ci nie sugeruje abyś nie wchodził w związki. Obyś znalazł dziewczynę, trzymam kciuki.

Ale pomyśl czy na czas terapi i ogarnięcia sobie w głowie nie lepiej znaleźć sobie jakąś koleżanke do fwb. Bo jak samemu nie masz ogarnietego życia to będzie mega rzutowało na związek. Luźny związek dla zabawy na ten czas może być dla Ciebie jakąś opcją. Widać, że zależy Ci na fizyczności, sam pisałeś, że jak oglądałeś tancerki to patrzyłeś jak na kawałek mięsa. Może najpierw zajmij się tym a potem w głębszy związek celuj. Wyposzczony jesteś i to również wpływa na Ciebie.

2,863

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Do tego nigdy mnie nie przekonasz, nikt mnie do tego nie przekona. Nie zrezygnuję z prób życia w związku i stworzenia swojej rodziny. Niezależnie od tego co ktoś tu napisze na temat mojej zdolności do bycia w związku nie poddam się. Mam w sobie mnóstwo czułości, opiekuńczości, może nawet miłości i nic nie sprawia mi większej przyjemności niż obdarowanie tym kogoś. Nie ma cudowniejszego uczucia niż światłość bycia kochanym, potrzebnym, i że komuś na mnie zależy. Miałbym już nigdy tego nie zaznać bo nie wpasowuje się w definicję związku kogoś z forum? Już nigdy nikogo nie przytulić, nigdy nie być dla kogoś ważnym, nigdy więcej nie zaznać seksu, nigdy nie usłyszeć ani nie powiedzieć "kocham cię", nigdy nie wyjechać na wspólne wakacje itd? Nie ma możliwości bym zaakceptował coś takiego, będę próbował aż się uda lub zginę próbując.

Ta dziewczyna była jedyną osobą, która mogła polubić mnie takiego jakim wtedy byłem. Kiedy ona mnie akceptowała to i ja samego siebie akceptowałem. Nie ufałem sobie tylko jej ufajacej mi. Ja nie mam możliwości zaakceptowania samego siebie bo nic w moim życiu nie jest tak jakbym chciał. Nawet gdybym osiągnął wszystko czego teraz bym chciał to pojawiłyby się nowe wymagania bez, których nie zaakceptuję siebie, i tak bez końca. Nie istnieje stan, w którym uznałbym, że jestem idealny. I tego nie rozumiem w tym co niektórzy tu piszą. Wszyscy piszą, że nie da się być idealnym i tylko robię sobie krzywdę wymagając tego od siebie. A ty teraz piszesz, że najpierw trzeba być idealnym by móc wejść w związek.

Mam dwa psy i dwa koty. Jednak dopóki nie będę mieszkał sam lub właśnie z partnerką żadne zwierzę nie będzie tylko moje. Te psy i koty należą po prostu do domu i każdy po trochu się nimi zajmuje. Nie ma możliwości by było inaczej mieszkając w tym domu.

Kto powiedział, że nie była? Przemocy psychicznej trochę było, alkoholu też było całkiem sporo.

Nie raz już tu czytałem, że dobre chęci to żadne usprawiedliwienie. Jeśli się nie ma możliwości, wiedzy ani odpowiednich wzorców do przekazania dzieciom to nie powinno się ich mieć. To nie jest kwestia nieporadności tylko właśnie skrzywdzenia dzieci kompletnym brakiem wiedzy i nie przygotowaniem do roli rodzica. Dlatego też ja nie zamierzam ich mieć bo tylko bym je skrzywdził. Nie zniosłabym tego, że moje dzieci mogłyby się stać takie jak ja.

Jeśli twoje córki są w lepszej sytuacji niż ja to znaczy, że byłeś całkiem blisko idealnego rodzica.

Znam tę podstawę od dawna jednak obawiam się iż to jest po prostu dla mnie niemożliwe samemu. Moje nerwy już dawno są w opłakanym stanie, już przestaje czuć różnicę.

Shimi.

Nie do końca mnie zrozumiałeś. Ja pisałem o psychologu, ale ok smile

NIe wiem ile masz obecnie lat , ale trochę inaczej wygląda związek i wymagania wobec partnera/partnerki jak mają ludzie po 20lat, inaczej jak 30lat a jeszcze inaczej jak mają po 40lat.

W wieku 20lat w większości nie mają oni żadnej przeszłości, nie mają majątku. Nic.

Ale w wieku 30-40 lat już jest przeszłość, jest majątek i itd ...
Czesto też kredyt.

I raczej kobieta 30-40lat ma większe wymagania od mężczyzny niż kobieta 20letnia, bo wie że w tym wieku zwykły facet będzie w podobnym miejscu jak ona.

Nie obraź się Shimi ale jak mieszkasz z rodzicami to dla 99% kobiet bedzie nieatrakcyjnym facetem. Dużym niesamodzielnym dzieckiem.
Po prostu samodzielne mieszkanie i utrzymywanie się to jest oznaka dorosłości i samodzielności.

Tym właśnie różni się dziecko od osoby dorosłej. Samodzielnością.

Dlatego pytałem o wiek, bo młodemu mężczyźnie można to "wybaczyć" ale mężczyzna 30-40letni mieszkający z rodzicami raczej nie zapunktuje u kobiety.

Moje córki niedługo będa miały po 20lat. Na dniach wyjeżdzają każda do innego miasta studiowac i tam będa mieszkały i będą musiały zrobić się samodzielne, bo wiedzą że w pewnym zakresie ja i Ex im pomożemy ale też musza zakasać rękawy i znaleźć pracę.

Wiesz nie uważam się za super ojca, ale uwierz moje córki dla mnie to najlepsze co mnie w życiu spotkało i jestem z tego dumny. Nie z samochodu, dużego domu czy jakiś wyjazdów i itd, ale z córek.
Chciałem aby miały jak najlepiej i dzięki mnie poznały trochę świata, ale też wiem że musiałem sporo harowac aby osiągnąc pewny majątek który pozwalał nam w miarę fajnie żyć, ale też wiem i żałuję że za mało czasu poświęcałem dzieciom i niestety dzieci szybko rosną i nie udało mi się zrobić wielkiej więzi.

Uwierz dzieci nie potrzebują bogactwa i nie wiadomo czego.

Nikt nie jest idealny i nie ma idealnych rodziców ...
Moji rodzice do ideału mieli bardzo daleko. Ojciec były wojskowy, chów raczej "chłodny". Mama pani domu zajmująca się wszystkim i wyręczająca we wszystkim.
Ja miałem cel aby jak najszybciej "uciec" z domu i się usamodzielnić.
Ale rozmawiając z mamą wiem ,że to były czasy gdzie naprawdę trzeba było kombinować aby przeżyć i aby co do garka i na tyłek założyć.

Patrząc na obecne czasuy to jest tyle udogodnień ,że naprawdę wychowanie dzieci jest sporo łatwiejsze.

O psie wspominałem, bo pies uczy obowiązków i odpowiedzialności. Ale tylko wterdy jak się jest w 100% opowiedzialny za tego psa.

Co do Ciebie to oczywiście fajnie abyś kiedyś znalazł miłość i fajna kobietę. Jak masz takie pragnienie to czemu nie .

Ale podstawa to najpierw siebie zakceptować. Bo naprawdę osoba z problemami przyciąga tego samego typu inne osoby.

Pisałem o tej szansie, bo czas nie jest sprzymierzeńcem.
Jak pisałem inne wymagania są wobec kobiety/mężczyzny 20letniego a inne 40letniego.

Kobieta 40letnia nie będzie chciała faceta 40letniego który oferuje poziom 20latka , bo bez problemu znajdzie takiego który ma podobny poziom doświadczenia i majątkowy.

PO propstu czas działa na niekorzyść , bo czym człowiek starszy to ma większe wymagania ...

Wiem coś po sobie.

Po prostu najpierw zrób abyś nie miał kompleksów i nie widział ,że u sąsiada trawa bardziej zielona niż u ciebie big_smile
Bo jak ma się nisko samoocenę i kompleksy to ciężko kogoś normalnego przyciągnąć.

2,864 Ostatnio edytowany przez Bert44 (2026-09-17 20:39:34)

Odp: Co to znaczy żyć?
Kaszpir007 napisał/a:
Shinigami napisał/a:

Do tego nigdy mnie nie przekonasz, nikt mnie do tego nie przekona. Nie zrezygnuję z prób życia w związku i stworzenia swojej rodziny. Niezależnie od tego co ktoś tu napisze na temat mojej zdolności do bycia w związku nie poddam się. Mam w sobie mnóstwo czułości, opiekuńczości, może nawet miłości i nic nie sprawia mi większej przyjemności niż obdarowanie tym kogoś. Nie ma cudowniejszego uczucia niż światłość bycia kochanym, potrzebnym, i że komuś na mnie zależy. Miałbym już nigdy tego nie zaznać bo nie wpasowuje się w definicję związku kogoś z forum? Już nigdy nikogo nie przytulić, nigdy nie być dla kogoś ważnym, nigdy więcej nie zaznać seksu, nigdy nie usłyszeć ani nie powiedzieć "kocham cię", nigdy nie wyjechać na wspólne wakacje itd? Nie ma możliwości bym zaakceptował coś takiego, będę próbował aż się uda lub zginę próbując.

Ta dziewczyna była jedyną osobą, która mogła polubić mnie takiego jakim wtedy byłem. Kiedy ona mnie akceptowała to i ja samego siebie akceptowałem. Nie ufałem sobie tylko jej ufajacej mi. Ja nie mam możliwości zaakceptowania samego siebie bo nic w moim życiu nie jest tak jakbym chciał. Nawet gdybym osiągnął wszystko czego teraz bym chciał to pojawiłyby się nowe wymagania bez, których nie zaakceptuję siebie, i tak bez końca. Nie istnieje stan, w którym uznałbym, że jestem idealny. I tego nie rozumiem w tym co niektórzy tu piszą. Wszyscy piszą, że nie da się być idealnym i tylko robię sobie krzywdę wymagając tego od siebie. A ty teraz piszesz, że najpierw trzeba być idealnym by móc wejść w związek.

Mam dwa psy i dwa koty. Jednak dopóki nie będę mieszkał sam lub właśnie z partnerką żadne zwierzę nie będzie tylko moje. Te psy i koty należą po prostu do domu i każdy po trochu się nimi zajmuje. Nie ma możliwości by było inaczej mieszkając w tym domu.

Kto powiedział, że nie była? Przemocy psychicznej trochę było, alkoholu też było całkiem sporo.

Nie raz już tu czytałem, że dobre chęci to żadne usprawiedliwienie. Jeśli się nie ma możliwości, wiedzy ani odpowiednich wzorców do przekazania dzieciom to nie powinno się ich mieć. To nie jest kwestia nieporadności tylko właśnie skrzywdzenia dzieci kompletnym brakiem wiedzy i nie przygotowaniem do roli rodzica. Dlatego też ja nie zamierzam ich mieć bo tylko bym je skrzywdził. Nie zniosłabym tego, że moje dzieci mogłyby się stać takie jak ja.

Jeśli twoje córki są w lepszej sytuacji niż ja to znaczy, że byłeś całkiem blisko idealnego rodzica.

Znam tę podstawę od dawna jednak obawiam się iż to jest po prostu dla mnie niemożliwe samemu. Moje nerwy już dawno są w opłakanym stanie, już przestaje czuć różnicę.

Shimi.

Nie do końca mnie zrozumiałeś. Ja pisałem o psychologu, ale ok smile

NIe wiem ile masz obecnie lat , ale trochę inaczej wygląda związek i wymagania wobec partnera/partnerki jak mają ludzie po 20lat, inaczej jak 30lat a jeszcze inaczej jak mają po 40lat.

W wieku 20lat w większości nie mają oni żadnej przeszłości, nie mają majątku. Nic.

Ale w wieku 30-40 lat już jest przeszłość, jest majątek i itd ...
Czesto też kredyt.

I raczej kobieta 30-40lat ma większe wymagania od mężczyzny niż kobieta 20letnia, bo wie że w tym wieku zwykły facet będzie w podobnym miejscu jak ona.

Nie obraź się Shimi ale jak mieszkasz z rodzicami to dla 99% kobiet bedzie nieatrakcyjnym facetem. Dużym niesamodzielnym dzieckiem.
Po prostu samodzielne mieszkanie i utrzymywanie się to jest oznaka dorosłości i samodzielności.

Tym właśnie różni się dziecko od osoby dorosłej. Samodzielnością.

Dlatego pytałem o wiek, bo młodemu mężczyźnie można to "wybaczyć" ale mężczyzna 30-40letni mieszkający z rodzicami raczej nie zapunktuje u kobiety.

Moje córki niedługo będa miały po 20lat. Na dniach wyjeżdzają każda do innego miasta studiowac i tam będa mieszkały i będą musiały zrobić się samodzielne, bo wiedzą że w pewnym zakresie ja i Ex im pomożemy ale też musza zakasać rękawy i znaleźć pracę.

Wiesz nie uważam się za super ojca, ale uwierz moje córki dla mnie to najlepsze co mnie w życiu spotkało i jestem z tego dumny. Nie z samochodu, dużego domu czy jakiś wyjazdów i itd, ale z córek.
Chciałem aby miały jak najlepiej i dzięki mnie poznały trochę świata, ale też wiem że musiałem sporo harowac aby osiągnąc pewny majątek który pozwalał nam w miarę fajnie żyć, ale też wiem i żałuję że za mało czasu poświęcałem dzieciom i niestety dzieci szybko rosną i nie udało mi się zrobić wielkiej więzi.

Uwierz dzieci nie potrzebują bogactwa i nie wiadomo czego.

Nikt nie jest idealny i nie ma idealnych rodziców ...
Moji rodzice do ideału mieli bardzo daleko. Ojciec były wojskowy, chów raczej "chłodny". Mama pani domu zajmująca się wszystkim i wyręczająca we wszystkim.
Ja miałem cel aby jak najszybciej "uciec" z domu i się usamodzielnić.
Ale rozmawiając z mamą wiem ,że to były czasy gdzie naprawdę trzeba było kombinować aby przeżyć i aby co do garka i na tyłek założyć.

Patrząc na obecne czasuy to jest tyle udogodnień ,że naprawdę wychowanie dzieci jest sporo łatwiejsze.

O psie wspominałem, bo pies uczy obowiązków i odpowiedzialności. Ale tylko wterdy jak się jest w 100% opowiedzialny za tego psa.

Co do Ciebie to oczywiście fajnie abyś kiedyś znalazł miłość i fajna kobietę. Jak masz takie pragnienie to czemu nie .

Ale podstawa to najpierw siebie zakceptować. Bo naprawdę osoba z problemami przyciąga tego samego typu inne osoby.

Pisałem o tej szansie, bo czas nie jest sprzymierzeńcem.
Jak pisałem inne wymagania są wobec kobiety/mężczyzny 20letniego a inne 40letniego.

Kobieta 40letnia nie będzie chciała faceta 40letniego który oferuje poziom 20latka , bo bez problemu znajdzie takiego który ma podobny poziom doświadczenia i majątkowy.

PO propstu czas działa na niekorzyść , bo czym człowiek starszy to ma większe wymagania ...

Wiem coś po sobie.

Po prostu najpierw zrób abyś nie miał kompleksów i nie widział ,że u sąsiada trawa bardziej zielona niż u ciebie big_smile
Bo jak ma się nisko samoocenę i kompleksy to ciężko kogoś normalnego przyciągnąć.

Kaszpir nowy w tym wątku jestes, nie? smile

To byl gwóźdź do trumny. Skrzynka gwoździ

Rozgość sie, porozmawiaj, za tydzien-dwa zobaczymy

2,865

Odp: Co to znaczy żyć?

Ludzie ratunku ten temat sie ciągnie od 2022 roku. Mamy 2026 rok już  xD

2,866

Odp: Co to znaczy żyć?
Bert44 napisał/a:
Kaszpir007 napisał/a:
Shinigami napisał/a:

Do tego nigdy mnie nie przekonasz, nikt mnie do tego nie przekona. Nie zrezygnuję z prób życia w związku i stworzenia swojej rodziny. Niezależnie od tego co ktoś tu napisze na temat mojej zdolności do bycia w związku nie poddam się. Mam w sobie mnóstwo czułości, opiekuńczości, może nawet miłości i nic nie sprawia mi większej przyjemności niż obdarowanie tym kogoś. Nie ma cudowniejszego uczucia niż światłość bycia kochanym, potrzebnym, i że komuś na mnie zależy. Miałbym już nigdy tego nie zaznać bo nie wpasowuje się w definicję związku kogoś z forum? Już nigdy nikogo nie przytulić, nigdy nie być dla kogoś ważnym, nigdy więcej nie zaznać seksu, nigdy nie usłyszeć ani nie powiedzieć "kocham cię", nigdy nie wyjechać na wspólne wakacje itd? Nie ma możliwości bym zaakceptował coś takiego, będę próbował aż się uda lub zginę próbując.

Ta dziewczyna była jedyną osobą, która mogła polubić mnie takiego jakim wtedy byłem. Kiedy ona mnie akceptowała to i ja samego siebie akceptowałem. Nie ufałem sobie tylko jej ufajacej mi. Ja nie mam możliwości zaakceptowania samego siebie bo nic w moim życiu nie jest tak jakbym chciał. Nawet gdybym osiągnął wszystko czego teraz bym chciał to pojawiłyby się nowe wymagania bez, których nie zaakceptuję siebie, i tak bez końca. Nie istnieje stan, w którym uznałbym, że jestem idealny. I tego nie rozumiem w tym co niektórzy tu piszą. Wszyscy piszą, że nie da się być idealnym i tylko robię sobie krzywdę wymagając tego od siebie. A ty teraz piszesz, że najpierw trzeba być idealnym by móc wejść w związek.

Mam dwa psy i dwa koty. Jednak dopóki nie będę mieszkał sam lub właśnie z partnerką żadne zwierzę nie będzie tylko moje. Te psy i koty należą po prostu do domu i każdy po trochu się nimi zajmuje. Nie ma możliwości by było inaczej mieszkając w tym domu.

Kto powiedział, że nie była? Przemocy psychicznej trochę było, alkoholu też było całkiem sporo.

Nie raz już tu czytałem, że dobre chęci to żadne usprawiedliwienie. Jeśli się nie ma możliwości, wiedzy ani odpowiednich wzorców do przekazania dzieciom to nie powinno się ich mieć. To nie jest kwestia nieporadności tylko właśnie skrzywdzenia dzieci kompletnym brakiem wiedzy i nie przygotowaniem do roli rodzica. Dlatego też ja nie zamierzam ich mieć bo tylko bym je skrzywdził. Nie zniosłabym tego, że moje dzieci mogłyby się stać takie jak ja.

Jeśli twoje córki są w lepszej sytuacji niż ja to znaczy, że byłeś całkiem blisko idealnego rodzica.

Znam tę podstawę od dawna jednak obawiam się iż to jest po prostu dla mnie niemożliwe samemu. Moje nerwy już dawno są w opłakanym stanie, już przestaje czuć różnicę.

Shimi.

Nie do końca mnie zrozumiałeś. Ja pisałem o psychologu, ale ok smile

NIe wiem ile masz obecnie lat , ale trochę inaczej wygląda związek i wymagania wobec partnera/partnerki jak mają ludzie po 20lat, inaczej jak 30lat a jeszcze inaczej jak mają po 40lat.

W wieku 20lat w większości nie mają oni żadnej przeszłości, nie mają majątku. Nic.

Ale w wieku 30-40 lat już jest przeszłość, jest majątek i itd ...
Czesto też kredyt.

I raczej kobieta 30-40lat ma większe wymagania od mężczyzny niż kobieta 20letnia, bo wie że w tym wieku zwykły facet będzie w podobnym miejscu jak ona.

Nie obraź się Shimi ale jak mieszkasz z rodzicami to dla 99% kobiet bedzie nieatrakcyjnym facetem. Dużym niesamodzielnym dzieckiem.
Po prostu samodzielne mieszkanie i utrzymywanie się to jest oznaka dorosłości i samodzielności.

Tym właśnie różni się dziecko od osoby dorosłej. Samodzielnością.

Dlatego pytałem o wiek, bo młodemu mężczyźnie można to "wybaczyć" ale mężczyzna 30-40letni mieszkający z rodzicami raczej nie zapunktuje u kobiety.

Moje córki niedługo będa miały po 20lat. Na dniach wyjeżdzają każda do innego miasta studiowac i tam będa mieszkały i będą musiały zrobić się samodzielne, bo wiedzą że w pewnym zakresie ja i Ex im pomożemy ale też musza zakasać rękawy i znaleźć pracę.

Wiesz nie uważam się za super ojca, ale uwierz moje córki dla mnie to najlepsze co mnie w życiu spotkało i jestem z tego dumny. Nie z samochodu, dużego domu czy jakiś wyjazdów i itd, ale z córek.
Chciałem aby miały jak najlepiej i dzięki mnie poznały trochę świata, ale też wiem że musiałem sporo harowac aby osiągnąc pewny majątek który pozwalał nam w miarę fajnie żyć, ale też wiem i żałuję że za mało czasu poświęcałem dzieciom i niestety dzieci szybko rosną i nie udało mi się zrobić wielkiej więzi.

Uwierz dzieci nie potrzebują bogactwa i nie wiadomo czego.

Nikt nie jest idealny i nie ma idealnych rodziców ...
Moji rodzice do ideału mieli bardzo daleko. Ojciec były wojskowy, chów raczej "chłodny". Mama pani domu zajmująca się wszystkim i wyręczająca we wszystkim.
Ja miałem cel aby jak najszybciej "uciec" z domu i się usamodzielnić.
Ale rozmawiając z mamą wiem ,że to były czasy gdzie naprawdę trzeba było kombinować aby przeżyć i aby co do garka i na tyłek założyć.

Patrząc na obecne czasuy to jest tyle udogodnień ,że naprawdę wychowanie dzieci jest sporo łatwiejsze.

O psie wspominałem, bo pies uczy obowiązków i odpowiedzialności. Ale tylko wterdy jak się jest w 100% opowiedzialny za tego psa.

Co do Ciebie to oczywiście fajnie abyś kiedyś znalazł miłość i fajna kobietę. Jak masz takie pragnienie to czemu nie .

Ale podstawa to najpierw siebie zakceptować. Bo naprawdę osoba z problemami przyciąga tego samego typu inne osoby.

Pisałem o tej szansie, bo czas nie jest sprzymierzeńcem.
Jak pisałem inne wymagania są wobec kobiety/mężczyzny 20letniego a inne 40letniego.

Kobieta 40letnia nie będzie chciała faceta 40letniego który oferuje poziom 20latka , bo bez problemu znajdzie takiego który ma podobny poziom doświadczenia i majątkowy.

PO propstu czas działa na niekorzyść , bo czym człowiek starszy to ma większe wymagania ...

Wiem coś po sobie.

Po prostu najpierw zrób abyś nie miał kompleksów i nie widział ,że u sąsiada trawa bardziej zielona niż u ciebie big_smile
Bo jak ma się nisko samoocenę i kompleksy to ciężko kogoś normalnego przyciągnąć.

Kaszpir nowy w tym wątku jestes, nie? smile

To byl gwóźdź do trumny. Skrzynka gwoździ

Rozgość sie, porozmawiaj, za tydzien-dwa zobaczymy

Shimiego pamiętam , ale myślałem że zniknął z forum, a on się zaszył tutaj.

Raczej nie planuje zbytnio w ten wątek się zagłębiać , bo sądzę że podobny do reszty.

Życzę mu dobrze , ale może mniej optymistycznie to widzę niż on.
Po prostu mam pewne doświadczenie i wiedzę której on nie ma a w tym wieku bez tego to delikatnie mówiąc będzie mu ciężko

2,867

Odp: Co to znaczy żyć?
Julia life in UK napisał/a:

Ludzie ratunku ten temat sie ciągnie od 2022 roku. Mamy 2026 rok już  xD

Tutaj jednak trzeba przyznać, że Shini ma jakąś umiejętność zainteresowania ludzi.

Ponad 4 lata tematu, gdzie występują cały czas ten sam pytania/problemy. Padają te same rady od wielu ludzi na przestrzeni lat. Następnie te rady i opinie nie są przyjmowane przez założyciela tematu.

Jak czytałem ten i kilka innych tematów to np byłem zaskoczony jak Shini potrafi bronić swojej tezy, że masaże to nie jest usługa seksualna. Przez wiele stron, tygodni... Mimo wielu tłumaczeń pozostał przy swojej tezie. A to w zasadzie jest pierdoła a nie poważna sprawa. To tylko przykład. Podobnie z pracą i innymi rzeczami.


W sensie 99,9% takich tematów by upadło. Shini w jakiś sposób jednak potrafi podtrzymać rozmówców i dostawiać kolejne rady. Wydaje mi się, że zdecydowana większość by tego nie potrafiła. Może to jest jakaś umiejętność? Może ją się da w jakiś sposób wykorzystać aby poprawić sobie byt.

2,868 Ostatnio edytowany przez Shinigami (2026-09-17 23:53:36)

Odp: Co to znaczy żyć?
sebastiannn napisał/a:

To jest dobre jak się ma 20-26 lat. Ale jednak od osób 30+ potencjalny partner oczekuje więcej. Nie mówię czy to źle czy dobrze, czy o warunkach ekonomicznych. Ale tak już jest. Chyba, że znajdziesz dziewczynę z mieszkaniem bo takie też są, wtedy spokojnie możecie randkować u niej bez rodziców na głowie.

Zresztą o jakiej sprawczości mowa jeśli zalezysz od kogoś? Czyli od tego czy kobieta Ci opłaca 50% mieszkania i wszystkiego.

Romantyzujesz trochę. Związek to też nie jest idylla romantyczna, zwłaszcza jak z kimś jesteś więcej niż te pare miesięcy. Zresztą po forum widać i wszedzie na około, że to nie wygląda jak Romeo i Julia. Idealizujesz to i co zrobisz jak zderzysz się z rzeczywistością? Co jak przyjdą jakieś problemy w związku? Np finansowe? Dziewczyna nie będzie mogła pracować? Spadnie libido, będzie jakaś zdrada i przez to potrzebna kolejna tym razem wspólna terapia. I tysiąc innych problemów.

Nikt Ci nie sugeruje abyś nie wchodził w związki. Obyś znalazł dziewczynę, trzymam kciuki.

Ale pomyśl czy na czas terapi i ogarnięcia sobie w głowie nie lepiej znaleźć sobie jakąś koleżanke do fwb. Bo jak samemu nie masz ogarnietego życia to będzie mega rzutowało na związek. Luźny związek dla zabawy na ten czas może być dla Ciebie jakąś opcją. Widać, że zależy Ci na fizyczności, sam pisałeś, że jak oglądałeś tancerki to patrzyłeś jak na kawałek mięsa. Może najpierw zajmij się tym a potem w głębszy związek celuj. Wyposzczony jesteś i to również wpływa na Ciebie.

Zaczynam mieć wrażenie, że niektórzy tu są nieźle oderwani od rzeczywistości jeśli chodzi aktualną sytuację ekonomiczną ludzi w moim wieku i mieszkaniową w tym kraju. Wymaganie by ktoś w wieku 30 lat miał swoje mieszkanie lub dom to kompletny absurd ale to opiszę dokładniej trochę dalej.

Nie istnieje coś takiego jak 100% sprawczość, zawsze jest się zależnym od czegoś lub kogoś. Wytłumacz mi jak inaczej miałoby to być możliwe jeśli nie płacąc po połowie biorąc pod uwagę dzisiejsze ceny wynajmu, kredytu czy ogólnie koszty życia?

Z perspektywy kogoś kto całe życie był sam właśnie tak związek wygląda. Wszystko lepsze niż ta okropna samotność i pustka. Wierz mi, że wielu tak samotnych ludzi oddałoby duszę żeby mieć jakikolwiek związek, nawet toksyczny. Ja chciałem żeby to trwało dłużej właśnie po to by się przekonać czy ja dam radę, czy razem damy radę. Nie ma znaczenia jak dużo mi napiszesz o tym, że związek to męczarnia jak i tak tego nie zrozumiem bo nie mam możliwości by to zrozumieć. Dla mnie to nadal wygląda jak spełnienie marzeń. Problemy jeszcze nie zdążyły się pojawić wiem nie mam pojęcia jak bym sobie z nimi poradził. Z problemami finansowymi trzeba by było sobie poradzić tak jak większość ludzi w podobnym wieku, których znam czyli mają wsparcie rodziców. Czemu miałaby nie móc pracować? Spadek libido raczej nie byłby jakiś dużym problemem, na pewno nie takim żeby rozwalać przez to związek. Co do zdrady nie mogę się wypowiedzieć bo tego też nie da się nawet sobie wyobrazić.

No patrz, a coraz więcej osób pisze o mnie w taki sposób, że związki to coś do czego nawet nie powinienem się zbliżać.

Zapytam wprost, czy ty jesteś poważny z tym fwb? Dla kogoś takiego jak ja w ogóle nie istnieje takie pojęcie. Są tylko dwie opcje, oficjalny związek albo całkowity brak jakichkolwiek fizycznych kontaktów. Nie potrafiłbym wejść w taki układ jak opisujesz, za bardzo bym się angażował, dla mnie to byłoby coś znacznie więcej. Dodatkowo nie mógłbym znieść faktu, że taka "koleżanka" mogłaby mieć innych takich "kolegów" jak ja. Nie ma czegoś takiego jak luźny związek, jest albo pełny ze wszystkim albo wcale. To, że mi zależy na fizyczności nie ma nic wspólnego z tym czy mogę ją mieć. Strasznie się uczepiłeś tych tancerek, aż żałuję, że o tym napisałem.

Kaszpir007 napisał/a:

Shimi.

Nie do końca mnie zrozumiałeś. Ja pisałem o psychologu, ale ok smile

NIe wiem ile masz obecnie lat , ale trochę inaczej wygląda związek i wymagania wobec partnera/partnerki jak mają ludzie po 20lat, inaczej jak 30lat a jeszcze inaczej jak mają po 40lat.

W wieku 20lat w większości nie mają oni żadnej przeszłości, nie mają majątku. Nic.

Ale w wieku 30-40 lat już jest przeszłość, jest majątek i itd ...
Czesto też kredyt.

I raczej kobieta 30-40lat ma większe wymagania od mężczyzny niż kobieta 20letnia, bo wie że w tym wieku zwykły facet będzie w podobnym miejscu jak ona.

Nie obraź się Shimi ale jak mieszkasz z rodzicami to dla 99% kobiet bedzie nieatrakcyjnym facetem. Dużym niesamodzielnym dzieckiem.
Po prostu samodzielne mieszkanie i utrzymywanie się to jest oznaka dorosłości i samodzielności.

Tym właśnie różni się dziecko od osoby dorosłej. Samodzielnością.

Dlatego pytałem o wiek, bo młodemu mężczyźnie można to "wybaczyć" ale mężczyzna 30-40letni mieszkający z rodzicami raczej nie zapunktuje u kobiety.

Moje córki niedługo będa miały po 20lat. Na dniach wyjeżdzają każda do innego miasta studiowac i tam będa mieszkały i będą musiały zrobić się samodzielne, bo wiedzą że w pewnym zakresie ja i Ex im pomożemy ale też musza zakasać rękawy i znaleźć pracę.

Wiesz nie uważam się za super ojca, ale uwierz moje córki dla mnie to najlepsze co mnie w życiu spotkało i jestem z tego dumny. Nie z samochodu, dużego domu czy jakiś wyjazdów i itd, ale z córek.
Chciałem aby miały jak najlepiej i dzięki mnie poznały trochę świata, ale też wiem że musiałem sporo harowac aby osiągnąc pewny majątek który pozwalał nam w miarę fajnie żyć, ale też wiem i żałuję że za mało czasu poświęcałem dzieciom i niestety dzieci szybko rosną i nie udało mi się zrobić wielkiej więzi.

Uwierz dzieci nie potrzebują bogactwa i nie wiadomo czego.

Nikt nie jest idealny i nie ma idealnych rodziców ...
Moji rodzice do ideału mieli bardzo daleko. Ojciec były wojskowy, chów raczej "chłodny". Mama pani domu zajmująca się wszystkim i wyręczająca we wszystkim.
Ja miałem cel aby jak najszybciej "uciec" z domu i się usamodzielnić.
Ale rozmawiając z mamą wiem ,że to były czasy gdzie naprawdę trzeba było kombinować aby przeżyć i aby co do garka i na tyłek założyć.

Patrząc na obecne czasuy to jest tyle udogodnień ,że naprawdę wychowanie dzieci jest sporo łatwiejsze.

O psie wspominałem, bo pies uczy obowiązków i odpowiedzialności. Ale tylko wterdy jak się jest w 100% opowiedzialny za tego psa.

Co do Ciebie to oczywiście fajnie abyś kiedyś znalazł miłość i fajna kobietę. Jak masz takie pragnienie to czemu nie .

Ale podstawa to najpierw siebie zakceptować. Bo naprawdę osoba z problemami przyciąga tego samego typu inne osoby.

Pisałem o tej szansie, bo czas nie jest sprzymierzeńcem.
Jak pisałem inne wymagania są wobec kobiety/mężczyzny 20letniego a inne 40letniego.

Kobieta 40letnia nie będzie chciała faceta 40letniego który oferuje poziom 20latka , bo bez problemu znajdzie takiego który ma podobny poziom doświadczenia i majątkowy.

PO propstu czas działa na niekorzyść , bo czym człowiek starszy to ma większe wymagania ...

Wiem coś po sobie.

Po prostu najpierw zrób abyś nie miał kompleksów i nie widział ,że u sąsiada trawa bardziej zielona niż u ciebie big_smile
Bo jak ma się nisko samoocenę i kompleksy to ciężko kogoś normalnego przyciągnąć.

Kaszpir, naprawdę ciężko mi się piszę tą odpowiedź, już dawno nikt mnie tak nie wkurzył.

Wybacz ale piszesz jak totalny boomer, jakbyś był totalnie odklejony od rzeczywistości w jakiej żyją dzisiejsi 30 latkowie, ja dokładnie tyle mam lat. Mam gdzieś czego będą oczekiwać równie oderwane od rzeczywistości księżniczki bo z takimi nie mam o czym rozmawiać. Człowieku jaki majątek w wieku 30 lat, skąd ty się urwałeś? Dzisiejsi 30 latkowie w znacznej części żyją od wypłaty do wypłaty, z miesiąca na miesiąc nie mając żadnych oszczędności, nie mając zdolności kredytowej ani tym bardziej swojego mieszkania czy domu. Pisząc to co napisałeś mieszasz z błotem strażaków, policjantów, magazynierów, pracowników sklepów i wiele wiele innych zawodów niezbędnych do funkcjonowania społeczeństwa i zarabiających niewiele ponad minimalną.  Większość całego społeczeństwa zarabia jakieś 4-6k na miesiąc. Za to nie da się ani wziąć kredytu ani nawet wynająć kawalerki w żadnym większym mieście i przeżyć. Dlatego pisałem, że bez dwóch osób zarabiających tyle się po prostu nie da. Akurat teraz mam robotę w mieszkaniu w Warszawie, to mieszkanie ma ok.55m i balkon. Jest opisane jako apartament i kosztowało 1300000zł. Jak sobie wyobrażasz by 30 latek miał kupić takie mieszkanie? To jest 55m, tylko trochę więcej niż JEDEN pokój w całym domu moich rodziców, za 1300000zł, a to nawet nie jest w centrum, ani nawet nie na śródmieściu. Moja koleżanka będąca w moim wieku niedawno kupiła mieszkanie na obrzeżach Warszawy, niby jeszcze się liczy jako Warszawa ale do centrum jest ze 20km. Mieszkanie ma 35m na całą jej rodzinę czyli ją, męża i ich dziecko, kosztowało ją to 700k. Kredyt będzie spłacać chyba do końca życia, a i tak dostała go tylko dzięki temu, że brała go z mężem i ze wsparciem jego rodziców. To co się obecnie dzieje na rynku nieruchomości to już nawet nie jest absurd tylko jebana komedia. Jeśli ktokolwiek kto potrafi używać mózgu i wie jak to wygląda będzie wymagała tego od potencjalnego partnera to mogę takiej osobie tylko współczuć głupoty. 30 letnia kobieta będzie wymagać od mężczyzny by był w podobnym miejscu co ona czyli mieszkanie w wynajętym pokoiku z obcymi ludźmi za ścianą?

Jak pisałem takie kobiety nie są warte nawet jednej sekundy mojego czasu bo ich wymagania są kompletnie nieadekwatne do aktualnej sytuacji w tym kraju, z kimś takim nie mam o czym rozmawiać. W dzisiejszych czasach samodzielność to luksus na jaki stać coraz mniej ludzi.

Wytłumacz mi jak twoje córki mają zamiar mieszkać w tych miastach, za co? Dostaną akademiki czy ty będziesz płacił za wynajmy? Nawet jeśli znajdą pracę to nie ma możliwości by zdołały same się z tego utrzymać w dużym mieście na wynajmie kiedy wynajęcie nawet malutkiej kawalerki to jakieś 4k samego wynajmu, a jeszcze pozostałe koszty życia. Nikt będąc na studiach nie dostanie na start 7-8k na rękę w żadnej pracy chyba, że po znajomości.

Jeśli twoje córki naprawdę będą miały możliwość studiować i żyć tak jak piszesz to znaczy, że jesteś super ojcem, któremu mój i większości moich znajomych nie dorasta do pięt. Ja nawet gdybym chciał mieć dzieci to jest to tak odległa i nierealna wizja, że nawet nie ma sensu się nad tym zastanawiać. Moim zdaniem jeśli się chce mieć dzieci to trzeba mieć możliwość zapewnienia im lepszego życia niż samemu się miało. A przede wszystkim by miały lepszy start niż ja. Nawet jeśli obecnie nie chcę mieć dzieci to ja też zawsze marzyłem by mieć córkę.

Ja nie mogłem mieć żadnych celów, o wyprowadzce nie było nawet mowy kiedy szedłem na studia. Gdybym się nie posłuchał to pewnie dziś nie miałbym żadnych kontaktów z rodziną. Byłem i wciąż jestem totalnym więźniem rodziców, tego domu i całej tej sytuacji. Zostałem całkowicie pozbawiony sprawczości, decyzyjności, własnego zdania, pewności siebie, a moja samoocena od zawsze była na najniższym poziomie. Matka zawsze była skrajnie nadopiekuńcza, wyręczająca we wszystkim, nie pozwalająca na podejmowanie żadnego ryzyka czy tym bardziej na popełnianie błędów, na których mógłbym się czegoś nauczać. Ojciec zwykle miał na wszystko wywalone, oczywiście jeśli nie był w ciągu alkoholowym. Od najmłodszych lat wszyscy wbijali mi do głowy te przekonania, które teraz mam. Na czele z takimi jak "dobra praca jest tylko po znajomości"," jesteś najgorszy", "nie warto nic robić", "siedź w domu, gdzie będziesz szedł?" itd. Dopiero teraz dzięki terapii i forum powoli zaczynam rozumieć jak bardzo toksyczne było moje środowisko. Jeśli twoi rodzice nie byli idealni to co powiedzieć o moich? Wierz mi, że gdybym wiedział to wszystko co wiem teraz mając 20 lat to byśmy teraz nie rozmawiali bo tego wątku by nie było.

Wychowywanie dzieci może i jest łatwiejsze niż kiedyś ale życie tych dzieci kiedy wejdą w dorosłość będzie męczarnią jakiej nie doświadczyło nawet twoje pokolenie. 

Co do psa to jak pisałem nie ma możliwości bym wyłącznie ja był za niego w pełni odpowiedzialny. Co do kobiety to już zaczynam się gubić. Najpierw piszesz, że ktoś taki jak ja nie ma szans na dziewczynę, a potem żebym jednak znalazł tą miłość?

Ponownie cię nie rozumiem, najpierw mieszasz mnie z błotem i na kilka zdań piszesz o tym jak beznadziejna jest moja sytuacja, a potem chcesz żebym zaakceptował siebie? Po przeczytaniu tego wszystkiego czuję się jak gówno chyba bardziej niż kiedykolwiek.

Dobrze, że nie interesują mnie kobiety 40+ tylko bardziej takie 25+. Co do tych kobiet, którym wymagania rosną z wiekiem to wielu specjalistów redpilla by się o to pokłóciło. Wszyscy ci eksperci zgodnie mówią, że z wiekiem wymagania kobiet właśnie spadają bo ich wartość na rynku matrymonialnym też spada. Nie wiem ile w tym prawdy bo sam nie przeprowadzałem takich badań ale tego typu treści jest mnóstwo w internecie.

Serio jeszcze nie widziałem by w jednym poście jednocześnie tak kogoś zdemotywować, a potem pisać o samoocenie i kompleksach. To jakaś metoda terapeutyczna czy co?

Kaszpir007 napisał/a:

Życzę mu dobrze , ale może mniej optymistycznie to widzę niż on.
Po prostu mam pewne doświadczenie i wiedzę której on nie ma a w tym wieku bez tego to delikatnie mówiąc będzie mu ciężko

Serio, ja i słowo "optymistyczne"? To to chyba najgorsze możliwe połącznie.

Nie będzie ciężko, będzie totalnie przewalone. Było tak od zawsze, jest tak teraz, a będzie zapewne tylko gorzej.

sebastiannn napisał/a:

Tutaj jednak trzeba przyznać, że Shini ma jakąś umiejętność zainteresowania ludzi.

Ponad 4 lata tematu, gdzie występują cały czas ten sam pytania/problemy. Padają te same rady od wielu ludzi na przestrzeni lat. Następnie te rady i opinie nie są przyjmowane przez założyciela tematu.

Jak czytałem ten i kilka innych tematów to np byłem zaskoczony jak Shini potrafi bronić swojej tezy, że masaże to nie jest usługa seksualna. Przez wiele stron, tygodni... Mimo wielu tłumaczeń pozostał przy swojej tezie. A to w zasadzie jest pierdoła a nie poważna sprawa. To tylko przykład. Podobnie z pracą i innymi rzeczami.

W sensie 99,9% takich tematów by upadło. Shini w jakiś sposób jednak potrafi podtrzymać rozmówców i dostawiać kolejne rady. Wydaje mi się, że zdecydowana większość by tego nie potrafiła. Może to jest jakaś umiejętność? Może ją się da w jakiś sposób wykorzystać aby poprawić sobie byt.

Aż sam nie wiem czy to komplement czy wręcz przeciwnie.

Naprawdę myślisz, że na czymś takim dałoby się zarabiać? Jak dla mnie to tylko kolejna z kompletnie bezużytecznych umiejętności o ile można to nazwać umiejętnością.

2,869 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (Wczoraj 00:25:33)

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Chciałbym móc w to uwierzyć.

Więc się na to otwórz, zamiast negować.

Shinigami napisał/a:

Powinienem doprecyzować, nie znam nikogo kto SAM wyszedłby z takiej sytuacji nie mając wsparcia ze strony rodziny czy partnera/partnerki. Jestem pewny, że gdyby z dziewczyną nic się nie stało i bylibyśmy w związku do tej pory to ja byłbym teraz w zupełnie innym miejscu.

Shini, być może już część z tych rzeczy kiedyś pisałam.
Najwyżej się powtórzę.
Gdy poznałam mojego partnera, miałam dwadzieścia jeden lat.
Do tamtego momentu przeszłam BARDZO DUŻO i jego przy mnie nie było.
Z domu wyszłam z dosłownie jedną walizką. Nic więcej nie miałam.
Większość rzeczy, które wiem i potrafię, wiem i potrafię dzięki samej sobie.
Bo mimo że w domu nikt mnie nigdy nie zachęcał ani do nauki, ani do jakiejkolwiek innej formy rozwoju, naprawdę się starałam, by nie dać się pokonać ich patologii.   
Rodzice we mnie w żaden sposób nie inwestowali.
A właściwie czasem brakowało nawet niezbędnego minimum, bo na przykład żal im było kupić mi nową kurtkę na zimę, bo przecież to moja wina, że nie jestem tak drobna jak starsza siostra i matka, i nie mogę nosić ubrań po nich.
Nie miałam w dzieciństwie nawet godziny korepetycji, płatnego kursu językowego.
Wycieczki? Tylko te, które finansowała szkoła. Poza tym NIC.
Dodam, że rodzice biedy nie klepali i spokojnie na takie rzeczy było ich stać.
Nawet książki czytałam tylko dzięki temu, że mieliśmy w mieście bibliotekę, a potem można było znaleźć w necie ebooki.
A zauważ, że nie napisałam jeszcze ani słowa o tym, jaki rozpierdziel w domu wynikał z alkoholizmu matki, czy jej problemów psychicznych.
Ani jaki w mojej własnej głowie z uwagi na to, że jako jedyna z rodzeństwa byłam bita przez ojca, w taki sposób, że tygodniami nie ćwiczyłam na wychowaniu fizycznym, czy latem musiałam chodzić w długim rękawie.
Przy jednej takiej akcji nawet usłyszałam, że nie wypuści mnie z domu i poczeka aż zdechnę.
Po tych słowach, gdy lał mnie po całym ciele kablem od przedłużacza, matka i starsza siostra stały i się na to patrzyły. Matka w sumie chciała się dołączyć, ale ojciec, jakże łaskawy, ją ode mnie odgonił. Siostra z kolei zaproponowała w którymś momencie, żeby mnie związali i zdaje się, że była rozczarowana, gdy ojciec nie zaaprobował tego pomysłu.
Z takimi ludźmi spędziłam kawał mojego życia.
Gdybym NIC ze sobą nie robiła przez cały ten czas, to zapewne by mnie tu dzisiaj nie było.
Nie doczekałabym ani partnera, ani lepszego życia, jakie mam teraz.
Więc nie umniejszaj czyjejś pracy, jeśli nie masz pojęcia, jaką drogę rzeczywiście musiał przejść.
Sorry za dosadność i tak drastyczne szczegóły z mojej przeszłości - zwłaszcza jeśli czyta to ktoś wrażliwy - ale uważam, że przeginasz z tym gadaniem, jak to nic się nie da zrobić samemu i trzeba czekać na ratunek.
Fakty są takie, że ten ratunek może nigdy nie nadejść.
A w pewnym wieku to, że ktoś decyduje się na związek z człowiekiem, którego trzeba naprawiać i prowadzić za rękę przez życie, świadczy o jego własnych problemach.

Shinigami napisał/a:

Niewiele jest rzeczy, które mnie nie męczą. Jak miałbym walczyć z obecną sytuacją nie siedząc we wnętrzu głowy próbując przepracować te wszystkie przekonania i lęki.

Przecież pisaliśmy Ci tutaj jak miałbyś walczyć. CZYNAMI.
To, co w głowie, jest ważne, ale finalnie nic nie zmienia, dopóki nie idą za tym konkretne działania.
Bez działań przeistacza się w fantazje, wyobrażenia o tym, co mogłoby albo co nie mogłoby się wydarzyć.

Shinigami napisał/a:

Po pierwsze już nawet nie liczę na to, że wrócimy do tamtego związku. Szanse na to są bardzo małe z wielu po powodów. Prawdę mówiąc nie sądzę, że jeszcze kiedyś ją zobaczę ani nawet, że ona się jeszcze do mnie odezwie. Jej siostra nawet nie chce mi odpisać więc bardzo możliwe, że jej nagadała, że to ja urywam kontakt. Nie zdziwię się jak będzie myślała, że to ja ją olałem i nie będzie chciała mnie już widzieć.
Po drugie szukam kontaktów z innymi kobietami bo już coraz trudniej mi wytrzymać z tą samotnością, również fizyczną.

Raczej na odwrót, ona jest planem A. Inne potencjalne kontakty byłyby planem B gdy moje podejrzenia się potwierdziły. Nawet gdyby pojawiła się jakaś inna opcja to i tak nawet nie próbował bym wchodzić w związek do czasu wyjścia na wolność tamtej dziewczyny. Najpierw wyjaśnić jedną sprawę, a potem brać się za drugą. Teraz próbując nawiązać nowe kontakty z kobietami nie mam na myśli jeszcze romantycznych, na razie chodzi mi o zwykłą znajomość ale bez całkowitego zamykania drogi do bliższej relacji za jakiś czas.

Patrząc po tym, co piszesz i jak piszesz, nie potrafię uwierzyć, że gdyby teraz pojawiła się dziewczyna, która okazałaby Tobie zainteresowanie, chciałaby się spotykać i pójść z Tobą do łóżka, to Ty na taką propozycję powiedziałbyś, że nie no, musicie poczekać najpierw nie wiadomo jak długi czas, aż Twoja była/obecna wyjdzie z więzienia, bo chcesz sobie z nią wyjaśnić, na czym teraz stoicie… big_smile
Błagam.
Sam mówisz, że nie potrafisz patrzeć na kobiety inaczej niż na potencjalne partnerki i że coraz trudniej wytrzymać z samotnością RÓWNIEŻ FIZYCZNĄ.
Akapit później, że chodzi o zwykłą znajomość.
Bądź szczery, jeśli nie z nami, to przynajmniej z samym sobą. 

Poza tym, myślisz, że jakaś dziewczyna serio by czekała, aż pogadasz z tamtą?
Zwłaszcza, że nie masz najmniejszego pojęcia, czy i kiedy taka okazja się pojawi?

2,870 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (Wczoraj 00:37:51)

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Od najmłodszych lat wszyscy wbijali mi do głowy te przekonania, które teraz mam. Na czele z takimi jak "dobra praca jest tylko po znajomości"," jesteś najgorszy", "nie warto nic robić", "siedź w domu, gdzie będziesz szedł?" itd. Dopiero teraz dzięki terapii i forum powoli zaczynam rozumieć jak bardzo toksyczne było moje środowisko.

Teraz jeszcze musisz przejść od zauważenia, co było nie tak w "mądrościach" i metodach wychowawczych rodziny do zaprzestania powielania ich oraz życia w zgodzie z nimi.

Dziecko nie ma wpływu na to, jak jest kształtowane, za to dorosły już owszem. Skorzystaj z tej możliwości.

2,871

Odp: Co to znaczy żyć?
Mrs.Happiness napisał/a:

......Z domu wyszłam z dosłownie jedną walizką. Nic więcej nie miałam.......

No to Shini masz ten jeden magiczny namacalny przykład. Z tego co pamiętam nawet osobiście sie poznaliscie? I co teraz? W Katowicach sa jednorożce?

2,872 Ostatnio edytowany przez Kaszpir007 (Wczoraj 10:18:34)

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Kaszpir, naprawdę ciężko mi się piszę tą odpowiedź, już dawno nikt mnie tak nie wkurzył.

Wybacz ale piszesz jak totalny boomer, jakbyś był totalnie odklejony od rzeczywistości w jakiej żyją dzisiejsi 30 latkowie, ja dokładnie tyle mam lat. Mam gdzieś czego będą oczekiwać równie oderwane od rzeczywistości księżniczki bo z takimi nie mam o czym rozmawiać. Człowieku jaki majątek w wieku 30 lat, skąd ty się urwałeś? Dzisiejsi 30 latkowie w znacznej części żyją od wypłaty do wypłaty, z miesiąca na miesiąc nie mając żadnych oszczędności, nie mając zdolności kredytowej ani tym bardziej swojego mieszkania czy domu. Pisząc to co napisałeś mieszasz z błotem strażaków, policjantów, magazynierów, pracowników sklepów i wiele wiele innych zawodów niezbędnych do funkcjonowania społeczeństwa i zarabiających niewiele ponad minimalną.  Większość całego społeczeństwa zarabia jakieś 4-6k na miesiąc. Za to nie da się ani wziąć kredytu ani nawet wynająć kawalerki w żadnym większym mieście i przeżyć. Dlatego pisałem, że bez dwóch osób zarabiających tyle się po prostu nie da. Akurat teraz mam robotę w mieszkaniu w Warszawie, to mieszkanie ma ok.55m i balkon. Jest opisane jako apartament i kosztowało 1300000zł. Jak sobie wyobrażasz by 30 latek miał kupić takie mieszkanie? To jest 55m, tylko trochę więcej niż JEDEN pokój w całym domu moich rodziców, za 1300000zł, a to nawet nie jest w centrum, ani nawet nie na śródmieściu. Moja koleżanka będąca w moim wieku niedawno kupiła mieszkanie na obrzeżach Warszawy, niby jeszcze się liczy jako Warszawa ale do centrum jest ze 20km. Mieszkanie ma 35m na całą jej rodzinę czyli ją, męża i ich dziecko, kosztowało ją to 700k. Kredyt będzie spłacać chyba do końca życia, a i tak dostała go tylko dzięki temu, że brała go z mężem i ze wsparciem jego rodziców. To co się obecnie dzieje na rynku nieruchomości to już nawet nie jest absurd tylko jebana komedia. Jeśli ktokolwiek kto potrafi używać mózgu i wie jak to wygląda będzie wymagała tego od potencjalnego partnera to mogę takiej osobie tylko współczuć głupoty. 30 letnia kobieta będzie wymagać od mężczyzny by był w podobnym miejscu co ona czyli mieszkanie w wynajętym pokoiku z obcymi ludźmi za ścianą?

Jak pisałem takie kobiety nie są warte nawet jednej sekundy mojego czasu bo ich wymagania są kompletnie nieadekwatne do aktualnej sytuacji w tym kraju, z kimś takim nie mam o czym rozmawiać. W dzisiejszych czasach samodzielność to luksus na jaki stać coraz mniej ludzi.

Wytłumacz mi jak twoje córki mają zamiar mieszkać w tych miastach, za co? Dostaną akademiki czy ty będziesz płacił za wynajmy? Nawet jeśli znajdą pracę to nie ma możliwości by zdołały same się z tego utrzymać w dużym mieście na wynajmie kiedy wynajęcie nawet malutkiej kawalerki to jakieś 4k samego wynajmu, a jeszcze pozostałe koszty życia. Nikt będąc na studiach nie dostanie na start 7-8k na rękę w żadnej pracy chyba, że po znajomości.

Ja nie mogłem mieć żadnych celów, o wyprowadzce nie było nawet mowy kiedy szedłem na studia. Gdybym się nie posłuchał to pewnie dziś nie miałbym żadnych kontaktów z rodziną. Byłem i wciąż jestem totalnym więźniem rodziców, tego domu i całej tej sytuacji. Zostałem całkowicie pozbawiony sprawczości, decyzyjności, własnego zdania, pewności siebie, a moja samoocena od zawsze była na najniższym poziomie. Matka zawsze była skrajnie nadopiekuńcza, wyręczająca we wszystkim, nie pozwalająca na podejmowanie żadnego ryzyka czy tym bardziej na popełnianie błędów, na których mógłbym się czegoś nauczać. Ojciec zwykle miał na wszystko wywalone, oczywiście jeśli nie był w ciągu alkoholowym. Od najmłodszych lat wszyscy wbijali mi do głowy te przekonania, które teraz mam. Na czele z takimi jak "dobra praca jest tylko po znajomości"," jesteś najgorszy", "nie warto nic robić", "siedź w domu, gdzie będziesz szedł?" itd. Dopiero teraz dzięki terapii i forum powoli zaczynam rozumieć jak bardzo toksyczne było moje środowisko. Jeśli twoi rodzice nie byli idealni to co powiedzieć o moich? Wierz mi, że gdybym wiedział to wszystko co wiem teraz mając 20 lat to byśmy teraz nie rozmawiali bo tego wątku by nie było.

Wychowywanie dzieci może i jest łatwiejsze niż kiedyś ale życie tych dzieci kiedy wejdą w dorosłość będzie męczarnią jakiej nie doświadczyło nawet twoje pokolenie. 
.


Shimi.

Ludzie są różni.

Mam chrześniaka w podobnym do Twojego wieku. Skończył politechnikę, robił w projekcie dla Muskaw USA, potem pracował w Korei (Samsung). Od pewnego czasu mieszka w Warszawie i pracuje w pewnej firmie i zarabia 30-40tys miesiecznie.
Ma mieszkanie w Wawie i którąś kobietę ...

Domyślalem się że takich osoób tyle zarabiajacych jest mało i wiekszosć zarabia w granicach minimalnej krajowej albo trochę więcej.

Ale nie każdy jest taki sam ...

Nie wiem skąd bierzesz to wiedzę bo zalatuje mi tu redpillem. Tam w większosci siedzą faceci któzy nigdy nie byli w związkach , bo kobiety są roszczeniowe i nie zasługują na nich i całą złość tam wylewają.
Zapewne stamtą te "ciekawostki" ze kobiety 30+ , 40+ są łatwe i nie mają wymagań a te z dziećmi to normalnie nawet 70letni pijany żul może mieć big_smile
A "trochę" inaczej jest big_smile
Raczej nie jest to miejsce aby szukać rady big_smile

Aby przyciągnąc młodszą kobietę trzeba CZYMŚ ją przyciągnąć , bo taka kobieta na portalu ma mnóstwo adoratorów ...

Jak kobieta szuka męża to oczekuje od faceta 30+ stabilizacji i pewności.
Nie wybierze niesamodzielnego dużego dzieciaka a osobę samodzielną któa potrafi SAMA się utrzymać i przez pewien czas utrzymać calą rodzinę.

Więc powiedz Czym taką młodszą kobietę chcesz przyciągnąć ?
To nie czasy ,że wystarczy być facetem aby znaleźć kobietę big_smile
Obecnie kobiety mają możliwości i wybór i to spory.

Ja nie zarabiałem nigdy dużo, ale harowałem , zasuwałem , oszczędzalem i wieku około 30lat kupiłem mieszkanie, ale masz rację to były inne czasy.
Obecnei po prostu wiele młodych albo coś wynajmuje albo bierze kredyt.

Moi rodzice przypominali twoich w dużym stopniu. Inne pokolenie, inne sposoby wychowania i itd.
Nie mam  żadnego żalu do nich. Wiem że cięzko się starai i wychowali tak jak potrafili.
Jestem osobą dorosłą i sam decydują o swoim życiu.

PO prostu chodziło mi o to ,że najpierw musisz sam siebie zaakceptować i poprawić samooocenę.

Bez tego każdy związek będzie toksyczny i skazany na porażkę i będie większą szkodą dla Ciebie.

Co do moich córek. Są dorosłe. DLa mnie głupotą jeste studiowanie w innym miastach tym bardziej ,że nie są to jakieś "ambitne" studia jak takie same mają w Toruniu na miejscu.
W mieście studenckim big_smile

Ale ich wybór. Ja im pomogę, ale wiedzą ,że na zbyt dużo nie mają co liczyc bo nie zarabiam zbyt dużo, a po ostaniej podwyżce alimentów kasy jeszcze mniej big_smile
Po prosyu będą musiały pracować, albo po jakiś czasie same stwierdzą że jednak Toruń nie taki zły big_smile

2,873

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Gdybyś jej nie miała to by cię to tak nie wkurzało.

Jeśli ci nie służy to czemu po prostu nie zniknęłaś z tego wątku na jakiś czas tak jak to robią inni użytkownicy? Nie jesteś osobą, która tak po prostu coś odpuszcza dlatego nawet jeśli ci to nie służy i cię wkurza nadal tu jesteś i dalej drążysz temat próbując mnie przekonać, że nie mam racji. Nie powinno ci na tym zależeć skoro nie masz misji, a jednak ci zależy. Jesteś naprawdę dobrą osobą, nie możesz przejść obojętnie kiedy widzisz, że ktoś ma problem.

Co konkretnie masz na myśli pisząc, że mnie to wkurza? Poważnie pytam.

Być może tego nie zauważyłeś, ale ja też już kilka razy znikałam - dla własnej higieny psychicznej, kiedy czułam, że ta dyskusja wysysa ze mnie energię, a moje pokłady dobrej woli, cierpliwości i zdolności interpersonalne, choć podobno są na całkiem wysokim poziomie, okazują się być niewystarczające, by bezkosztowo prowadzić z Tobą polemikę. Bo widzisz, wbrew temu, co twierdzisz, to nie jest żadna luźna rozmowa, ale niekończąca się polemika, bo Ty cały czas i ze wszystkim polemizujesz, wynajdując dziesiątki argumentów, których głównym celem jest udowodnienie, że jesteś ofiarą swoich rodziców, otoczenia, czasów, w jakich żyjesz i Bóg jeden raczy wiedzieć czego i kogo jeszcze, jak również, że Ty nie masz możliwości wykonać w swoim życiu jakiegokolwiek ruchu w kierunku zmiany na lepsze.

I faktycznie szybko nie odpuszczam, tak samo w realnym życiu, ale w końcu odpuszczam, kiedy dochodzę do wniosku, że coś naprawdę nie ma sensu.

Czy jestem dobrą osobą? Podobno tak, tak przynajmniej twierdzi moje otoczenie, ale bycie dobrym człowiekiem nie oznacza, że trzeba być bezgranicznie dostępnym, cierpliwym i wyrozumiałym wobec każdego i w każdej sytuacji. Czasem trzeba być stanowczym, czasem trzeba umieć postawić granicę i/lub głośno powiedzieć coś, co niekoniecznie jest przyjemne w odbiorze, a czasem, kiedy nawet najlepsze intencje do niczego nie prowadzą, po prostu wybrać własny komfort.

2,874 Ostatnio edytowany przez Priscilla (Wczoraj 17:49:23)

Odp: Co to znaczy żyć?
Mrs.Happiness napisał/a:

Shini, być może już część z tych rzeczy kiedyś pisałam.
Najwyżej się powtórzę.
Gdy poznałam mojego partnera, miałam dwadzieścia jeden lat.
Do tamtego momentu przeszłam BARDZO DUŻO i jego przy mnie nie było.
Z domu wyszłam z dosłownie jedną walizką. Nic więcej nie miałam.
Większość rzeczy, które wiem i potrafię, wiem i potrafię dzięki samej sobie.
Bo mimo że w domu nikt mnie nigdy nie zachęcał ani do nauki, ani do jakiejkolwiek innej formy rozwoju, naprawdę się starałam, by nie dać się pokonać ich patologii.   
Rodzice we mnie w żaden sposób nie inwestowali.
A właściwie czasem brakowało nawet niezbędnego minimum, bo na przykład żal im było kupić mi nową kurtkę na zimę, bo przecież to moja wina, że nie jestem tak drobna jak starsza siostra i matka, i nie mogę nosić ubrań po nich.
Nie miałam w dzieciństwie nawet godziny korepetycji, płatnego kursu językowego.
Wycieczki? Tylko te, które finansowała szkoła. Poza tym NIC.
Dodam, że rodzice biedy nie klepali i spokojnie na takie rzeczy było ich stać.
Nawet książki czytałam tylko dzięki temu, że mieliśmy w mieście bibliotekę, a potem można było znaleźć w necie ebooki.
A zauważ, że nie napisałam jeszcze ani słowa o tym, jaki rozpierdziel w domu wynikał z alkoholizmu matki, czy jej problemów psychicznych.
Ani jaki w mojej własnej głowie z uwagi na to, że jako jedyna z rodzeństwa byłam bita przez ojca, w taki sposób, że tygodniami nie ćwiczyłam na wychowaniu fizycznym, czy latem musiałam chodzić w długim rękawie.
Przy jednej takiej akcji nawet usłyszałam, że nie wypuści mnie z domu i poczeka aż zdechnę.
Po tych słowach, gdy lał mnie po całym ciele kablem od przedłużacza, matka i starsza siostra stały i się na to patrzyły. Matka w sumie chciała się dołączyć, ale ojciec, jakże łaskawy, ją ode mnie odgonił. Siostra z kolei zaproponowała w którymś momencie, żeby mnie związali i zdaje się, że była rozczarowana, gdy ojciec nie zaaprobował tego pomysłu.
Z takimi ludźmi spędziłam kawał mojego życia.
Gdybym NIC ze sobą nie robiła przez cały ten czas, to zapewne by mnie tu dzisiaj nie było.
Nie doczekałabym ani partnera, ani lepszego życia, jakie mam teraz.
Więc nie umniejszaj czyjejś pracy, jeśli nie masz pojęcia, jaką drogę rzeczywiście musiał przejść.
Sorry za dosadność i tak drastyczne szczegóły z mojej przeszłości - zwłaszcza jeśli czyta to ktoś wrażliwy - ale uważam, że przeginasz z tym gadaniem, jak to nic się nie da zrobić samemu i trzeba czekać na ratunek.
Fakty są takie, że ten ratunek może nigdy nie nadejść.
A w pewnym wieku to, że ktoś decyduje się na związek z człowiekiem, którego trzeba naprawiać i prowadzić za rękę przez życie, świadczy o jego własnych problemach.

Szczerze przynaję, że... zmroziło mnie. Samo czytanie o tym, co przeżyłaś, jest trudne, a Ty przecież byłaś bezbronnym dzieckiem, które powinno być kochane i czuć się bezpiecznie!
Musisz być absoutnie niezwykłą osobą z ogromną siłą, jeśli wziąć pod uwagę, że jesteś w miejscu, w którym jesteś. Chapeau bas, Mrs.Happiness! <3

-------

Pamiętam, że po drodze pojawiło się w tym wątku kilka przykładów podobnych do Twojego. Pamiętam też, że pojawiły się wówczas krytyczne głosy w stylu zapytania, czemu ma służyć ich przytaczanie, bo to raczej nie pomaga? Ja z kolei uważam, że jak najbardziej ma to sens, bo twierdzenie, że jest się najbardziej skrzywdzonym człowiekiem na świecie, podczas gdy ludzie obok mierzą się z własnymi, często naprawdę dramatycznymi historiami, to po prostu rozczulanie się nad sobą.

Na marginesie dodam, że mam dużo znajomych. Część tych znajomości z czasem wchodzi na wyższy level i wtedy nagle okazuje się, że prawie każdy niesie ze sobą jakąś trudną historię. To jest wręcz porażające, jak wielu z nas mierzy się z ciężkimi chorobami, stratą bliskich, rozpadem rodzin, przemocą, uzależnieniami, samotnością, problemami finansowymi czy konsekwencjami decyzji, których nie da się już cofnąć. I mimo tego większość tych ludzi nie buduje wokół własnego cierpienia całej swojej tożsamości ani nie próbuje przekonać otoczenia, że ich krzywda jest wyjątkowa i z definicji odbiera im możliwość zrobienia czegokolwiek ze swoim życiem.

2,875

Odp: Co to znaczy żyć?
Priscilla napisał/a:
Mrs.Happiness napisał/a:

Shini, być może już część z tych rzeczy kiedyś pisałam.
Najwyżej się powtórzę.
Gdy poznałam mojego partnera, miałam dwadzieścia jeden lat.
Do tamtego momentu przeszłam BARDZO DUŻO i jego przy mnie nie było.
Z domu wyszłam z dosłownie jedną walizką. Nic więcej nie miałam.
Większość rzeczy, które wiem i potrafię, wiem i potrafię dzięki samej sobie.
Bo mimo że w domu nikt mnie nigdy nie zachęcał ani do nauki, ani do jakiejkolwiek innej formy rozwoju, naprawdę się starałam, by nie dać się pokonać ich patologii.   
Rodzice we mnie w żaden sposób nie inwestowali.
A właściwie czasem brakowało nawet niezbędnego minimum, bo na przykład żal im było kupić mi nową kurtkę na zimę, bo przecież to moja wina, że nie jestem tak drobna jak starsza siostra i matka, i nie mogę nosić ubrań po nich.
Nie miałam w dzieciństwie nawet godziny korepetycji, płatnego kursu językowego.
Wycieczki? Tylko te, które finansowała szkoła. Poza tym NIC.
Dodam, że rodzice biedy nie klepali i spokojnie na takie rzeczy było ich stać.
Nawet książki czytałam tylko dzięki temu, że mieliśmy w mieście bibliotekę, a potem można było znaleźć w necie ebooki.
A zauważ, że nie napisałam jeszcze ani słowa o tym, jaki rozpierdziel w domu wynikał z alkoholizmu matki, czy jej problemów psychicznych.
Ani jaki w mojej własnej głowie z uwagi na to, że jako jedyna z rodzeństwa byłam bita przez ojca, w taki sposób, że tygodniami nie ćwiczyłam na wychowaniu fizycznym, czy latem musiałam chodzić w długim rękawie.
Przy jednej takiej akcji nawet usłyszałam, że nie wypuści mnie z domu i poczeka aż zdechnę.
Po tych słowach, gdy lał mnie po całym ciele kablem od przedłużacza, matka i starsza siostra stały i się na to patrzyły. Matka w sumie chciała się dołączyć, ale ojciec, jakże łaskawy, ją ode mnie odgonił. Siostra z kolei zaproponowała w którymś momencie, żeby mnie związali i zdaje się, że była rozczarowana, gdy ojciec nie zaaprobował tego pomysłu.
Z takimi ludźmi spędziłam kawał mojego życia.
Gdybym NIC ze sobą nie robiła przez cały ten czas, to zapewne by mnie tu dzisiaj nie było.
Nie doczekałabym ani partnera, ani lepszego życia, jakie mam teraz.
Więc nie umniejszaj czyjejś pracy, jeśli nie masz pojęcia, jaką drogę rzeczywiście musiał przejść.
Sorry za dosadność i tak drastyczne szczegóły z mojej przeszłości - zwłaszcza jeśli czyta to ktoś wrażliwy - ale uważam, że przeginasz z tym gadaniem, jak to nic się nie da zrobić samemu i trzeba czekać na ratunek.
Fakty są takie, że ten ratunek może nigdy nie nadejść.
A w pewnym wieku to, że ktoś decyduje się na związek z człowiekiem, którego trzeba naprawiać i prowadzić za rękę przez życie, świadczy o jego własnych problemach.

Szczerze przynaję, że... zmroziło mnie. Samo czytanie o tym, co przeżyłaś, jest trudne, a Ty przecież byłaś bezbronnym dzieckiem, które powinno być kochane i czuć się bezpiecznie!
Musisz być absoutnie niezwykłą osobą z ogromną siłą, jeśli wziąć pod uwagę, że jesteś w miejscu, w którym jesteś. Chapeau bas, Mrs.Happiness! <3

-------

Pamiętam, że po drodze pojawiło się w tym wątku kilka przykładów podobnych do Twojego. Pamiętam też, że pojawiły się wówczas krytyczne głosy w stylu zapytania, czemu ma służyć ich przytaczanie, bo to raczej nie pomaga? Ja z kolei uważam, że jak najbardziej ma to sens, bo twierdzenie, że jest się najbardziej skrzywdzonym człowiekiem na świecie, podczas gdy ludzie obok mierzą się z własnymi, często naprawdę dramatycznymi historiami, to po prostu rozczulanie się nad sobą.

Na marginesie dodam, że mam dużo znajomych. Część tych znajomości z czasem wchodzi na wyższy level i wtedy nagle okazuje się, że prawie każdy niesie ze sobą jakąś trudną historię. To jest wręcz porażające, jak wielu z nas mierzy się z ciężkimi chorobami, stratą bliskich, rozpadem rodzin, przemocą, uzależnieniami, samotnością, problemami finansowymi czy konsekwencjami decyzji, których nie da się już cofnąć. I mimo tego większość tych ludzi nie buduje wokół własnego cierpienia całej swojej tożsamości ani nie próbuje przekonać otoczenia, że ich krzywda jest wyjątkowa i z definicji odbiera im możliwość zrobienia czegokolwiek ze swoim życiem.

O masakra mnie tez zamurowalo.:(.... jak bym miala taka glupia siostre co proponuje mnie zwiazac to bym jej chyba ten glupi leb ukrecila. Wogole całej rodziny bym sie wyrzekła... To jakis horror. I to 21 wiek, a dorośli dzieci bija. Ludzie rozumiem kare dać a nawet krzyknac w nerwach,a nie zaraz kablem bic czy niewiadomo czym jeszcze . Moja najgorsza kara w życiu to było nie pojechać na szkolna kolonie ,ale w porównaniu do tego co miała Mrs.Happiness to ja miałam wręcz sielanke

2,876

Odp: Co to znaczy żyć?
Farmer napisał/a:

Idź na dupy smile

Pomaga.

Mniej się przejmować dniem codziennym, wyznaczyć cele długoterminowe.
Ładna, młoda sarenka u boku też jest fajna, by się przytulić.


Pierwsza rada z Twojego tematu i bardzo trafna

W kazdym temacie piszesz o prostytutkach i masazystkach, nawet w dziale milosc piszesz o prostytutkach
Duzo o masazach

Wybierz sie w koncu i naprawde sie poprawi

2,877

Odp: Co to znaczy żyć?
Priscilla napisał/a:

Czy jestem dobrą osobą? Podobno tak, tak

dobry czlowiek nie musi podkreslac na kazdym kroku że jest dobry

2,878 Ostatnio edytowany przez Priscilla (Wczoraj 18:44:39)

Odp: Co to znaczy żyć?
DarekFDD napisał/a:
Priscilla napisał/a:

Czy jestem dobrą osobą? Podobno tak, tak

dobry czlowiek nie musi podkreslac na kazdym kroku że jest dobry

No i?
Przeczytałeś chociaż kontekst, żeby wiedzieć, dlaczego w ogóle o tym wspomniałam, czy czepiasz się dla zasady?

Pomijam przy tym, że coś takiego napisałam na forum po raz pierwszy, jak też, że cytat jest przez Ciebie książkowo zmanipulowany.

2,879

Odp: Co to znaczy żyć?
Priscilla napisał/a:
DarekFDD napisał/a:
Priscilla napisał/a:

Czy jestem dobrą osobą? Podobno tak, tak

dobry czlowiek nie musi podkreslac na kazdym kroku że jest dobry

No i?
Przeczytałeś chociaż kontekst, żeby wiedzieć, dlaczego w ogóle o tym wspomniałam, czy czepiasz się dla zasady?

Pomijam przy tym, że coś takiego napisałam na forum po raz pierwszy, jak też, że cytat jest przez Ciebie książkowo zmanipulowany.

Przecież to troll jest..za chwilę znowu będzie pisać o masażu

2,880

Odp: Co to znaczy żyć?
Priscilla napisał/a:
DarekFDD napisał/a:
Priscilla napisał/a:

Czy jestem dobrą osobą? Podobno tak, tak

dobry czlowiek nie musi podkreslac na kazdym kroku że jest dobry

No i?
Przeczytałeś chociaż kontekst, żeby wiedzieć, dlaczego w ogóle o tym wspomniałam, czy czepiasz się dla zasady?

Pomijam przy tym, że coś takiego napisałam na forum po raz pierwszy, jak też, że cytat jest przez Ciebie książkowo zmanipulowany.

Priscilla dla jasnosci cytatu nie zmienilem jest 1 do 1 jak z Twojej wiadomosci, wiec to ty manipulujesz, reszta to nie jest pierwszy raz. nie bede juz wspominac o sytuacji ze mna i z Miklosza co napisalas a potem przekrecalas jak moglas.

trzeba miec dystans do osob ktore podkreslaja jacy to nie sa dobrzy

Odp: Co to znaczy żyć?
Mrs.Happiness napisał/a:

[
Dziecko nie ma wpływu na to, jak jest kształtowane, za to dorosły już owszem. Skorzystaj z tej możliwości.

Twoja historia, choć przecież wiedziałem że trudna, rozwaliła mnie.

Zestawienie czegoś takiego, z tym jak sobie radzisz i porównując to do tego jak zachowuje się w tym temacie Shini.
No niesmak straszny.

On z niczego nie skorzysta, bo tu w ogóle nie o to chodzi.


Darek, wypierdalaj z tego tematu.

2,882

Odp: Co to znaczy żyć?
DarekFDD napisał/a:

Priscilla dla jasnosci cytatu nie zmienilem jest 1 do 1 jak z Twojej wiadomosci, wiec to ty manipulujesz, reszta to nie jest pierwszy raz. nie bede juz wspominac o sytuacji ze mna i z Miklosza co napisalas a potem przekrecalas jak moglas.

trzeba miec dystans do osob ktore podkreslaja jacy to nie sa dobrzy

Mogę odpowiadać za to co napisałam, a nie za to, co sobie uroiłeś.
To raz, a dwa - doczytaj sobie: bycie dobrym człowiekiem nie oznacza, że trzeba być bezgranicznie dostępnym, cierpliwym i wyrozumiałym wobec każdego i w każdej sytuacji

Od tej chwili bądź tak (nomen omen) dobry i udawaj, że mnie na forum nie ma.

2,883

Odp: Co to znaczy żyć?
Mrs.Happiness napisał/a:

Shini, być może już część z tych rzeczy kiedyś pisałam.
Najwyżej się powtórzę.
Gdy poznałam mojego partnera, miałam dwadzieścia jeden lat.
Do tamtego momentu przeszłam BARDZO DUŻO i jego przy mnie nie było.
Z domu wyszłam z dosłownie jedną walizką. Nic więcej nie miałam.
Większość rzeczy, które wiem i potrafię, wiem i potrafię dzięki samej sobie.
Bo mimo że w domu nikt mnie nigdy nie zachęcał ani do nauki, ani do jakiejkolwiek innej formy rozwoju, naprawdę się starałam, by nie dać się pokonać ich patologii.   
Rodzice we mnie w żaden sposób nie inwestowali.
A właściwie czasem brakowało nawet niezbędnego minimum, bo na przykład żal im było kupić mi nową kurtkę na zimę, bo przecież to moja wina, że nie jestem tak drobna jak starsza siostra i matka, i nie mogę nosić ubrań po nich.
Nie miałam w dzieciństwie nawet godziny korepetycji, płatnego kursu językowego.
Wycieczki? Tylko te, które finansowała szkoła. Poza tym NIC.
Dodam, że rodzice biedy nie klepali i spokojnie na takie rzeczy było ich stać.
Nawet książki czytałam tylko dzięki temu, że mieliśmy w mieście bibliotekę, a potem można było znaleźć w necie ebooki.
A zauważ, że nie napisałam jeszcze ani słowa o tym, jaki rozpierdziel w domu wynikał z alkoholizmu matki, czy jej problemów psychicznych.
Ani jaki w mojej własnej głowie z uwagi na to, że jako jedyna z rodzeństwa byłam bita przez ojca, w taki sposób, że tygodniami nie ćwiczyłam na wychowaniu fizycznym, czy latem musiałam chodzić w długim rękawie.
Przy jednej takiej akcji nawet usłyszałam, że nie wypuści mnie z domu i poczeka aż zdechnę.
Po tych słowach, gdy lał mnie po całym ciele kablem od przedłużacza, matka i starsza siostra stały i się na to patrzyły. Matka w sumie chciała się dołączyć, ale ojciec, jakże łaskawy, ją ode mnie odgonił. Siostra z kolei zaproponowała w którymś momencie, żeby mnie związali i zdaje się, że była rozczarowana, gdy ojciec nie zaaprobował tego pomysłu.
Z takimi ludźmi spędziłam kawał mojego życia.
Gdybym NIC ze sobą nie robiła przez cały ten czas, to zapewne by mnie tu dzisiaj nie było.
Nie doczekałabym ani partnera, ani lepszego życia, jakie mam teraz.
Więc nie umniejszaj czyjejś pracy, jeśli nie masz pojęcia, jaką drogę rzeczywiście musiał przejść.
Sorry za dosadność i tak drastyczne szczegóły z mojej przeszłości - zwłaszcza jeśli czyta to ktoś wrażliwy - ale uważam, że przeginasz z tym gadaniem, jak to nic się nie da zrobić samemu i trzeba czekać na ratunek.
Fakty są takie, że ten ratunek może nigdy nie nadejść.
A w pewnym wieku to, że ktoś decyduje się na związek z człowiekiem, którego trzeba naprawiać i prowadzić za rękę przez życie, świadczy o jego własnych problemach.

Przecież pisaliśmy Ci tutaj jak miałbyś walczyć. CZYNAMI.
To, co w głowie, jest ważne, ale finalnie nic nie zmienia, dopóki nie idą za tym konkretne działania.
Bez działań przeistacza się w fantazje, wyobrażenia o tym, co mogłoby albo co nie mogłoby się wydarzyć.

Patrząc po tym, co piszesz i jak piszesz, nie potrafię uwierzyć, że gdyby teraz pojawiła się dziewczyna, która okazałaby Tobie zainteresowanie, chciałaby się spotykać i pójść z Tobą do łóżka, to Ty na taką propozycję powiedziałbyś, że nie no, musicie poczekać najpierw nie wiadomo jak długi czas, aż Twoja była/obecna wyjdzie z więzienia, bo chcesz sobie z nią wyjaśnić, na czym teraz stoicie… big_smile
Błagam.
Sam mówisz, że nie potrafisz patrzeć na kobiety inaczej niż na potencjalne partnerki i że coraz trudniej wytrzymać z samotnością RÓWNIEŻ FIZYCZNĄ.
Akapit później, że chodzi o zwykłą znajomość.
Bądź szczery, jeśli nie z nami, to przynajmniej z samym sobą. 

Poza tym, myślisz, że jakaś dziewczyna serio by czekała, aż pogadasz z tamtą?
Zwłaszcza, że nie masz najmniejszego pojęcia, czy i kiedy taka okazja się pojawi?

Wiedziałem, że miałaś nieciekawą historię ale nie sądziłem, że aż tak. Brzmi to naprawdę okropnie, musisz być niesamowicie silną osobą skoro udało ci się z tego wyjść. Choć nie poznaliśmy się w realu nie ma wątpliwości, że od teraz jesteś jedyną osobą, którą znam, która zdołała wyjść z czegoś takiego. Jesteś dowodem obalających jedno z moich przekonań, a przynajmniej przybliżającym do tego. Kompletnie nie potrafię zrozumieć jakim cudem przeżyłaś z tą jedną walizką. Obojętnie z jakiej strony bym na to patrzył czy jak wiele razy i jak dokładnie bym to analizował nadal wychodzi mi to niemożliwe. Nie chodzi o to, że nie wierzę w twoją historię czy nie dopuszczam do siebie myśli, że jest ona prawdą. Nie mam wątpliwości, że nią jest, i że w jakiś całkowicie niezrozumiały dla mnie sposób przetrwałaś. Ja naprawdę nie jestem tak inteligentny jak niektórym tu się wydaje, to naprawdę jest dla mnie niepojęte jak udało ci się przetrwać z tą jedną walizką. Gdzie mieszkałaś, skąd miałaś pieniądze na jedzenie, na transport, na jakąś podstawową higienę i wiele innych rzeczy niezbędnych do życia. Analizuję i analizuje ale nie potrafię znaleźć żadnego logicznego wytłumaczenia poza jakimiś nielegalnymi działaniami, a o takie cię nie podejrzewam.

U mnie mimo tego co się czasami działo na minimum nigdy nie brakowało, będąc dzieckiem nawet nie zdawałem sobie sprawy z tego, że w ogóle da się żyć gorzej. Ja miałem mnóstwo korepetycji, które nic nie dawały nie ważne ile się starałem. Z tymi wycieczkami nie mam pojęcia czemu wszyscy o tym piszą jak o czymś dobrym. Dla mnie niemal każda taka wycieczka to było piekło, gdybym mógł cofnąć się w czasie i mieć coś do powiedzenia w tej kwestii to na żadną bym nie pojechał. To o alkoholizmie i przemocy fizycznej brzmi wyjątkowo strasznie i po raz kolejny dowodzi jak silną jesteś osobą. Znam wiele podobnych historii ale twoja jest chyba najmocniejsza. Nie rozumiem jak teoretycznie najbliższe osoby mogą tak traktować członka rodziny, to też musi być jedna z tych rzeczy, których nie da się zrozumieć jeśli samemu się tego nie doświadczyło. Myślałem, że moja samotność i pustka to najgorsze co może być ale po przeczytaniu twojej historii stwierdzam, że już lepsza samotność i pustka niż towarzystwo takich ludzi. Jesteś wręcz nieporównywalnie silniejsza ode mnie, ja pewnie już dawno by nie było wśród żywych będąc na twoim miejscu. Ani trochę się nie dziwię, że się wkurzyłaś. Ja pisząc tamtego posta byłem w nienajlepszym stanie emocjonalnym i chyba trochę przesadziłem. Mimo to cieszę, że mogłem poznać twoją historię choć pewnie nie było ci łatwo o niej pisać. Naprawdę jesteś jedyną osobą, którą znam, której udało się wyjść z czegoś takiego. Poza tym nie pisałem, że nic nie da się zrobić samemu, a ty jesteś tego dowodem. To ja nic nie mogę zrobić samemu.

Pozwolę sobie wykorzystać fragment twojego posta by odnieść się też do innych użytkowników. Niektórym chyba się tu wydaje, że ja kompletnie nic nie robię poza pisaniem na forum. Mam całkiem sporo roboty i staram się odkładać ile tylko mogę. Niemal codziennie mam treningi i już zaczynam widzieć ich pierwsze efekty. Co kilka dnia przeglądam ogłoszenia i wysyłam kiedy trafi się coś ciekawego. Dostałem kilka odmownych odpowiedzi z ofert, na które aplikowałem. Inna sprawa, że tych ofert jest po prostu mało. Wysyłałem maile do różnych instytucji z zapytaniem o choćby staż, nawet bezpłatnych nigdzie nie mają. Sprawdziłem kursy tańca w całej Warszawie i znalazłem nie jeden gdzie są te opcje, o których wcześniej pialiśmy. Jest nawet parę takich gdzie dałoby się jakoś dojechać i powinno się dać znaleźć miejsce parkingowe. Tu pojawiają się dwa nowe problemy ale próbuję wymyślić jak je rozwiązać. Pierwszy to czas, musiałbym zrezygnować z jakichś treningów. Drugi to ceny, które przekraczają możliwości kogoś kto nie ma stałej pracy. Zrobiłem wiele analiz tego jakie byłyby moje najlepsze opcje zawodowe wspomagając się AI. Wychodzi z tego, że najlepszymi byłoby próbować dostać się na kurs oficerski lub chociaż podoficerski dla cywili w wojsku tylko tu dopiero w następnym roku będą robić nowe nabory. AI też mi poleca iść do Policji. Oczywiście jedno i drugie budzi ogromny lęk, szczególnie przed tym, że to byłaby decyzja na całe życie, decydująca o całym życiu zawodowym. Staram się też czytać książkę, którą poleciła mi terapeutka choć jak w przypadku każdej innej książki idzie mi to opornie. W związku z większą ilością treningów i problemami gastrycznymi, które cały czas bardzo utrudniają mi życie próbuję po trochu zmieniać dietę, pierwsze zmiany już zostały wprowadzone. Wciąż nie da rady bym sam gotował ale udaje mi się przekonywać matkę by gotowała to co ja zaproponuję.

Wybiegasz o wiele za daleko w przyszłość i to będącą totalnym fantasy. Nie ma możliwości by pojawiła się taka dziewczyna, samo okazanie zainteresowania mną już jest totalnie nieprawdopodobne, a co dopiero dalszy rozwój relacji. To musiałaby być niesamowicie rzadka anomalia na równym poziomie co moje spotkanie z tamtą dziewczyną. Gdyby pojawiła się przede mną taka dziewczyna jak opisujesz musiałbym kilka razy sprawdzić czy ona jest w ogóle prawdziwa. Poza tym ja dokładnie wiem kiedy ona powinna wyjść i to nie jest już dużo czasu. Problem tylko w tym czy będzie chciała się ze mną kontaktować czy nie będę tak czekał bez końca na jakieś informacje, które mogą nigdy nie nadejść.

Mrs.Happiness napisał/a:

Teraz jeszcze musisz przejść od zauważenia, co było nie tak w "mądrościach" i metodach wychowawczych rodziny do zaprzestania powielania ich oraz życia w zgodzie z nimi.

Dziecko nie ma wpływu na to, jak jest kształtowane, za to dorosły już owszem. Skorzystaj z tej możliwości.

O ile zauważenie co było nie tak w "mądrościach" w celu ich nie powielania w pełni rozumiem to życia w zgodzie z nimi już ani trochę nie rozumiem. Skoro mam ich nie powielać to czy nie powinienem całkowicie ich potępiać i traktować jako coś jednoznacznie złego?

Tego też nie mogę zrozumieć. To prawda, że dziecko nie ma wpływu na to jak jest kształtowane. Jeśli zostało ukształtowane tak by nie mieć żadnej sprawczości, decyzyjności, pewności siebie i mieć jak najniższą samoocenę to traci też możliwość zmiany tego kształtu. W całym tym kształtowaniu dziecka chodziło właśnie o to żeby nie mogło zmienić tego kształtu kiedy już będzie dorosłe. Jeszcze bym zrozumiał gdyby chodziło o dorosłego, który już się uwolnił od środowiska, które tak go kształtowało. Mając w pewnym sensie czystą kartę mógłby zacząć samemu się kształtować. Jednak cały czas przebywając w otoczeniu, które tak ukształtowało to dziecko i tak naprawdę kształtuje je cały czas nawet jeśli już dawno jest dorosłe czy to w ogóle możliwe by się od tego uwolnić cały czas w tym przebywając?

2,884

Odp: Co to znaczy żyć?
Kaszpir007 napisał/a:

Shimi.

Ludzie są różni.

Mam chrześniaka w podobnym do Twojego wieku. Skończył politechnikę, robił w projekcie dla Muskaw USA, potem pracował w Korei (Samsung). Od pewnego czasu mieszka w Warszawie i pracuje w pewnej firmie i zarabia 30-40tys miesiecznie.
Ma mieszkanie w Wawie i którąś kobietę ...

Domyślalem się że takich osoób tyle zarabiajacych jest mało i wiekszosć zarabia w granicach minimalnej krajowej albo trochę więcej.

Ale nie każdy jest taki sam ...

Nie wiem skąd bierzesz to wiedzę bo zalatuje mi tu redpillem. Tam w większosci siedzą faceci któzy nigdy nie byli w związkach , bo kobiety są roszczeniowe i nie zasługują na nich i całą złość tam wylewają.
Zapewne stamtą te "ciekawostki" ze kobiety 30+ , 40+ są łatwe i nie mają wymagań a te z dziećmi to normalnie nawet 70letni pijany żul może mieć big_smile
A "trochę" inaczej jest big_smile
Raczej nie jest to miejsce aby szukać rady big_smile

Aby przyciągnąc młodszą kobietę trzeba CZYMŚ ją przyciągnąć , bo taka kobieta na portalu ma mnóstwo adoratorów ...

Jak kobieta szuka męża to oczekuje od faceta 30+ stabilizacji i pewności.
Nie wybierze niesamodzielnego dużego dzieciaka a osobę samodzielną któa potrafi SAMA się utrzymać i przez pewien czas utrzymać calą rodzinę.

Więc powiedz Czym taką młodszą kobietę chcesz przyciągnąć ?
To nie czasy ,że wystarczy być facetem aby znaleźć kobietę big_smile
Obecnie kobiety mają możliwości i wybór i to spory.

Ja nie zarabiałem nigdy dużo, ale harowałem , zasuwałem , oszczędzalem i wieku około 30lat kupiłem mieszkanie, ale masz rację to były inne czasy.
Obecnei po prostu wiele młodych albo coś wynajmuje albo bierze kredyt.

Moi rodzice przypominali twoich w dużym stopniu. Inne pokolenie, inne sposoby wychowania i itd.
Nie mam  żadnego żalu do nich. Wiem że cięzko się starai i wychowali tak jak potrafili.
Jestem osobą dorosłą i sam decydują o swoim życiu.

PO prostu chodziło mi o to ,że najpierw musisz sam siebie zaakceptować i poprawić samooocenę.

Bez tego każdy związek będzie toksyczny i skazany na porażkę i będie większą szkodą dla Ciebie.

Co do moich córek. Są dorosłe. DLa mnie głupotą jeste studiowanie w innym miastach tym bardziej ,że nie są to jakieś "ambitne" studia jak takie same mają w Toruniu na miejscu.
W mieście studenckim big_smile

Ale ich wybór. Ja im pomogę, ale wiedzą ,że na zbyt dużo nie mają co liczyc bo nie zarabiam zbyt dużo, a po ostaniej podwyżce alimentów kasy jeszcze mniej big_smile
Po prosyu będą musiały pracować, albo po jakiś czasie same stwierdzą że jednak Toruń nie taki zły big_smile

Też znam jednego takiego, który zarabia chyba z 50k i pozwól, że cię zapytam co w związku z tym? To są bardzo rzadkie jednostkowe przypadki nie mające nic wspólnego ze statystyką czy tym bardziej z realiami większości.

Jest dokładnie jak piszesz, większość zarabia w okolicach minimalnej więc zadam ci kolejne pytanie. Jak według ciebie miałoby to wyglądać żeby ten 30 latek miał mieć w tym wieku swoje mieszkanie? Pytam całkowicie poważnie bo chciałbym wiedzieć czy przemyślałeś to co napisałeś. Rozumiem, że możesz mieć takie, a nie inne wzorce związków i wymagań kobiet. Jednak obecne czasy wyglądają trochę inaczej niż kiedy byłeś w moim wieku. Wiem, że komukolwiek żyjącemu lub urodzonemu w czasach PRL będzie ciężko uwierzyć, że teraz cokolwiek może być gorsze niż wtedy ale w przypadku związków z pewnością tak jest. Z poziomem zarobków w porównaniu do cen, szczególnie nieruchomości też. Mój dziadek był kierowcą karetki, nie lekarzem, nawet nie ratownikiem tylko zwykłym kierowcą i spokojnie był w stanie utrzymać z tego siebie, żonę i dwójkę dzieci. Dziś nie mógłby utrzymać nawet siebie, o zdolności kredytowej nawet nie wspominając. Znam jedną 40 latkę, która od ładnych paru lat pracuje na dwa etaty, a i tak nie miała zdolności kredytowej przez co jej rodzice musieli wziąć kredyt na siebie żeby kupić jej mieszkanie, ona spłaca raty ale kredyt musieli wziąć rodzice. Chcę przez to napisać, że takie wymagania jakie opisujesz względem współczesnych 30 latków to po prostu skrajna głupota. Kiedy jakaś kobieta mówi, że wymaga od mężczyzny by w wieku 30 lat miał swoje mieszkanie czy dom tego już nawet nie da się traktować poważnie. Nie każdy dostaje mieszkanie po babci albo w prezencie od rodziców i żyjąc we współczesnym świecie trzeba to rozumieć.

Pisałem, że większość z tych treści pochodzi o repillowych guru.

Sądzisz, że dosłownie każda siedzi na portalu randkowym? Jeśli tak to znaczy, że nie tylko ja się naczytałem niezbyt sprzyjających treści. Poza tym ja pisałem 25+, to ledwo 5 lat różnicy względem mnie.

Ponownie napiszę, że w dzisiejszych czasach ta stabilizacja niemal nie istnieje, pewność tym bardziej. Niemal każdy w niemal każdej chwili może stracić pracę co widać choćby po pandemii i teraz po AI. Coraz więcej ludzi traci pracę, firmy masowo zwalniają pracowników bo zastępuje ich AI albo po prostu tną koszty. Znam nie jedną osobę, która straciła pracę w momencie kiedy właśnie musieli utrzymywać całą rodzinę, gdyby nie oszczędności lub pomoc rodziców byłoby po nich. Znam osobę 30+, która co miesiąc dostaje "kieszonkowe" od rodziców bo im nie starcza na utrzymanie w mieście na wynajmie. Osobiście powiedziałbym, że w dzisiejszych czasach oczekiwanie, że jedna osoba utrzyma całą rodzinę to przejaw wręcz skrajnego braku rozsądku. Poza tym twoje informacje są chyba trochę nieaktualne. Przecież kobiety teraz są silne i niezależne, same zarabiają i to często więcej od mężczyzn. Coraz więcej kobiet deklaruje, że nie chcą być zależne od mężczyzn, nie chcą by ci je utrzymywali czy nawet by utrzymywali całą rodzinę. Kiedyś widziałem jakąś rolkę gdzie kobieta wprost mówiła, że po wyczerpującym i stresującym dniu pracy w korpo jedyne czego by chciała to mieć się do kogo przytulić i choć na chwilę zapomnieć o robieniu kariery.

Dokładnie, to były inne czasy. Jak pisałem na kredyt sporej części młodych ludzi nie stać, nie w pojedynkę. Piszesz o wynajmie, a przecież ja wcześniej też właśnie o tym pisałem. Weźmy dwa scenariusze. Jeśli kogoś nie stać na wynajem w pojedynkę to po znalezieniu partnera/partnerki wynajmują razem i problem rozwiązany. Czy nie lepiej wynająć razem i mieszkać na równych zasadach tak by obie osoby były w równym stopniu od siebie zależne niż żeby tylko jedna osoba wynajmowała, a druga była od niej całkowicie zależna?

Co do tego jak wychowywali nas rodzice to patrz fragment o kształtowaniu.

Jak miałbym zaakceptować samego siebie skoro nic we mnie nie jest takie jak powinno? Zaakceptowanie siebie takiego jakim teraz jestem oznaczałoby poddanie się, to byłoby przyznanie się do porażki. I rezygnacja z dalszej pracy i prób zmiany obecnej sytuacji. To nie poprawiłoby samooceny, a jedynie jeszcze bardziej ją pogorszyło.

Czemu miałby być toksyczny i czemu miałoby to być dla mnie szkodą? W dotychczasowym związku nie było ani krzty toksyczności choć może to dlatego, że za krótko trwał. Każdy pisze, że nie da się być idealnym, a według tego co piszesz tylko ktoś taki ma szanse na udany związek.

Ja nie musiałem nigdzie wyjeżdżać na studia bo najlepsza uczelnia do kierunku, na który szedłem jest właśnie w Warszawie. Oczywiście nie licząc faktu, że tylko Warszawa wchodziła w grę bo rodzice nie pozwoliliby mi się wyprowadzić.

Mają jakiś realny plan jak to zrobić by było je stać na wynajmy? Jak już pisałem to się wydaję totalnie nierealne by będąc na studiach dostać pracę pozwalającą na samodzielny wynajem. To musiałoby by być co najmniej z 6-7k na rękę, raczej żaden student, szczególnie będąc na nieszczególnie "ambitnych" studiach nie dostanie tyle.

Na pozostałe posty odpowiem później.

Posty [ 2,861 do 2,884 z 2,884 ]

Strony Poprzednia 1 43 44 45

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Co to znaczy żyć?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024