bet napisał/a:Moim zdaniem masz rację Maniek.
W ogóle to nie ma się co ciebie czepiać Krotka. Jest dobrze, a twoje słowa o "przyjaźni" z mężczyznami brzmią dla mnie znajomo. Coś podobnego usłyszałam od znajomej psycholog.
Nawet jeśli między tobą a mężem fajerwerków nie ma to macie szansę stworzyć udane, zgodne małżeństwo. Czasem trzeba spróbować czegoś innego, żeby się przekonać, że to co się ma jest dla nas najlepsze.
W końcu wybrałaś go kiedyś na męża i ojca swoich dzieci. A chyba mądra kobieta jesteś...:)
Zgodziłbym się z tym co piszesz, Bet, ale pod warunkiem, że mąż przyjmie taką interpretację "poszukiwań" Autorki.
Inaczej, wyjdzie z tego łzawy melodramat, podobnie, jak scenariusze podobnych filmów, mało wiarygodny.
Przecież Kroteczka "przekonała się", ale co z tego niezamierzonego "eksperymentu" małżonki zyskał, nie pytany o zdanie, jej ślubny?
Obecnie mąż jest, co prawda, obiektem podziwu i nawet wzbudził w niej swoją postawą nieznane wcześniej pożądanie jego osoby.
W zestawieniu ze skamlącym "byłym mężczyzną" z pracy, stał się po prostu atrakcyjny, jak niegdyś kochanek.
Ale, gdy się pobierali i przez następne lata on zapewne sądził, że tak było zawsze.
I wbrew temu, co piszesz, Bet, to mąż ją wybrał, nie ona jego.
Dlatego, pisząc wcześniej o naprawie małżeństwa, miałem na myśli budowę nowych relacji między obojgiem, opartej na nowym widzeniu ślubnego.
Kroteczka jednak, jeśli tego chce, powinna powiedzieć mężowi wszystko, dosłownie wszystko, od zdarzeń związanych z zaręczynami, presją jego i rodzin obojga, by wziąć ślub mimo dręczących ją wątpliwości, po przebieg romansu i powody jego zakończenia.
I przekonać go później, podobnie, jak próbuje przekonać nas, że jest w stanie poczuć, a właściwie zaczyna odczuwać "to coś", czego w małżeństwie z nim jej dotąd brakowało.
Mnie żona przekonała.