Hejka
Jestem w takiej dosyć nietypowej sytuacji. Swego czasu zostałam chrzestną dziecka z mojej trochę dalszej rodziny. Osobiście nie chciałam za bardzo nią być, no ale to była sytuacja w której miałam te 18 lat, nie umiałam za bardzo rodzicom się postawić, a rodzice też tacy zbyt konserwatywni na zasadzie "że dziecku się nie odmawia" itp. itd. pojawiały się nawet takie argumenty, że muszę, bo nam się nie przelewa finansowo, a ten z rodziny kto mnie prosił ma bardzo dobrą pozycję i później np jak ja bym się pokazała z dobrej strony teraz to by mi mógł załatwić jakąś pracę. No i te naciski spowodowały, że bardzo niechętnie się zgodziłam, aczkolwiek na tym przyjęciu wtedy to ja mało co zawału nie dostałam, większość ludzi to obce mi osoby, czułam się między nimi też mocno nieswojo i myślałam, że po prostu tam zamdleje, byłam cała blada, no nie dało się poznać po mnie, że ewidentnie nie chce tam być. Byłam trochę zła potem na siebie, może mogłam być bardziej stanowcza i bardziej pyskata, no ale już trudno. Szczerze powiedziawszy nigdy się już z nimi potem nie kontaktowałam, nic zero wiadomości, zero telefonu, zero jakiś odwiedzin, nawet nie znam tego dziecka. Zresztą trochę plany mi się pozmieniały, wyjechałam trochę za granicę, uczyłam się też w innym mieście, numer telefonu zmieniłam, no i tak trochę teraz można powiedzieć, że przepadłam jak kamień w wodę. To dziecko będzie już miało 9 lat, no i kiedyś tak myślałam czy ich nie odwiedzić czy coś, ale tyle już minęło od tamtego momentu lat, że nie wiem trochę głupio się czuję, na szczęście na komunię już żadna siła mnie nie zmusi żebym tam poszła, zwłaszcza, ze też nie jestem jakaś tam kościelna, można powiedzieć, że wręcz przeciwnie bo osobiście jestem osobą niewierzącą. Też nie wiem jak oni zareagują na mnie, bo o ile ojciec dziecka to jest mój krewny o tyle jego żona czyli matka dziecka już nie. Za takimi małymi dziećmi to ja też naprawdę delikatnie mówiąc średnio przepadam, jeżeli ktoś myśli, że będę mówiła teksty jak się mówi do dzieci, no to bardzo się myli. W jakiej konkretnie sprawie ja piszę i z czym konkretnie ja mam problem ? No właściwie nie wiem po co ja tutaj pisze i jakich ja rad oczekuje, tak chciałam się wyżalić, bo jestem anonimowa. Chyba raczej nikt nie był w podobnej sytuacji do mnie, też chyba nikt nie ma podobnego charakteru do mnie. Można powiedzieć, że postępuje trochę niemoralnie i mam trochę mętlik w głowie. Muszę powiedzieć, że też opcja ewentualnego odwiedzenia ich po tylu latach jest dla mnie nie tylko straszna ze względu na fakt, że reakacja może być zimna, ale też no i trochę dochodzimy tutaj do absurdu, że mogą przyjąc mnie ciepło, a wtedy będą się mnie pytały "a co u mnie" "a co robisz" "czy masz kogoś" a ja takich osobistych pytań bardzo nie lubię, to juz bym wolała żeby mnie chłodno potraktowali, wiem jestem takim trochę dziwakiem w rodzinie, no ale co zrobić ? Zawsze taka byłam specyficzna. Jeśli macie jakieś pytania, to proszę śmiało pytać ja chętnie na nie tutaj odpowiem.