Skoro już zaczęłam mój kurs prawa jazdy (i przetrwałam pierwsze jazdy, choć instruktor musiał chyba trzy razy powtarzać „spokojnie, oddychamy”), to pomyślałam, że może warto iść dalej…
Rozwijać się. Poszerzać horyzonty. Dać mojemu życiu trochę nowej treści.
Tylko problem jest taki, że za każdym razem, kiedy zaczynam szukać kursów, to wygląda to mniej więcej tak:
„Boże, prowadź…”
a Pan Bóg odpowiada:
„Dobrze, ale wybierz kierunek, bo nie dam Ci znaku drogowego z nieba.”
Więc wybieram. A raczej — próbuję.
1. Kurs florystyczny
Coś mnie ostatnio ciągnie do kwiatów. Może dlatego, że po stresie jazdy autem potrzebuję patrzeć na coś zielonego, co mnie nie zabije, gdy nacisnę zły pedał.
Zalety:
– rozwija kreatywność,
– świetnie łączy się z fotografią i biżuterią (scenografie!),
– pachnie lepiej niż wnętrze auta do nauki jazdy.
Wady:
– praca przy dekoracjach to często weekendy,
– sporo pracy fizycznej,
– kwiaty żyją krócej niż mój entuzjazm po dłuższej trasie za kierownicą.
2. Kurs fotograficzny
Idealny do mojego biżuteryjnego świata — i serio, zdjęcia robią całą robotę.
Zalety:
– świetne zdjęcia produktów,
– można tworzyć piękne ujęcia natury (szczególnie w stylu św. Hildegardy),
– rozwija wyczucie estetyki.
Wady:
– sprzęt kosztuje więcej niż pierwszy samochód, jaki pewnie kupię,
– wymaga czasu i praktyki,
– łatwo popaść w perfekcjonizm.
3. Kurs ziołolecznictwa według św. Hildegardy
No tutaj jest klimat duchowy, medytacyjny i totalnie „mój”.
Zalety:
– wiedza zgodna z naturą i duchowością,
– mogłabym tworzyć własne mieszanki herbat czy olejków,
– pasuje do mojego charakteru: i praktyczne, i duchowe.
Wady:
– dużo nauki,
– specyficzny temat — nie każdy wierzy w moc ziół,
– łatwo przesadzić i skończyć z domową apteką wielkości biblioteki.
4. Kurs masażu dłoni i przedramienia
Brzmi dziwnie, ale ból rąk przy biżuterii istnieje naprawdę. A do tego niby relaksujący.
Zalety:
– praktyczne,
– można pomóc innym (i samej sobie),
– nie wymaga ogromnych inwestycji.
Wady:
– wymaga bliskiego kontaktu z ludźmi,
– nie każdy lubi być dotykany,
– trzeba mieć wyczucie i cierpliwość.
5. Kurs social mediów / marketingu
Przy własnym biznesie — czasem konieczny, choć nie zawsze przyjemny.
Zalety:
– pomaga w rozwoju marki,
– lepsza sprzedaż,
– pozwala stworzyć piękną historię wokół biżuterii i duchowości.
Wady:
– algorytmy potrafią człowieka psychicznie dobić,
– wymaga systematyczności,
– łatwo się wypalić.
I co z tego wybieram?
Szczerze — nie wiem.
Chciałabym coś, co rozwinie mnie obok kursu prawa jazdy, ale nie przygniotło mnie tak, że będę jechała autem i myślała, czy zdążę na zajęcia.
Są dni, w których czuję:
„Zapiszę się na zioła i będę jak św. Hildegarda — mądra, spokojna, naturalna.”
A są takie, że mówię:
„Nie, idę we florystykę — chcę piękna i koloru.”
A potem wchodzi rozsądek:
„Zrób fotografię, przynajmniej będzie praktyczne.”
Czy ktoś też tak ma?
Pomóżcie mi wybrać — bo jak tak dalej pójdzie, to zanim skończę kurs prawa jazdy, to prędzej zapiszę się na kurs… jak podejmować decyzje.