W każdym razie nicość była by za prostym wyjściem. A natura ma to do siebie że jest znacznie bardziej skomplikowana. O ile możemy nie pamiętać co było przed naszymi narodzinami to jeżeli już coś powstało to nie może od tak nagle wyłączyć się. Chociażby energia którą wytwarzamy przecież nie może po prostu zgasnąć i zniknąć.
66 2016-02-16 20:16:18 Ostatnio edytowany przez Revenn (2016-02-16 20:17:57)
Cóż, pewne fakty pozwalają spekulować.
Np. czucie fantomowe. Jak to możliwe, że człowiek może czuć nieistniejącą kończynę? Zdarzało się, że z tego powodu ludzie popełniali samobójstwa, bo w niektórych przypadkach ból jest potworny i nic nie jest w stanie zminimalizować go.
Przypadek dziewczynki, która urodziła się bez rąk a nauczyła się na "nich" liczyć wskazuje, że w mózgu jest jakaś matryca, która mimo ww. wad wrodzonych, odbiera sygnały od nieistniejących elementów...
Skoro mózg potrafi hmm... jw. w gruncie rzeczy stworzyć coś z niczego, to może potrafi również na przykład "zapętlić" jakoś naszą pamięć/świadomość/przeszłość. I to nasze życie, które przeżyliśmy będzie odtwarzane w nieskończoność w ciągu ostatniej sekundy przed śmiercią?
Może i naciągane to jest, ale z drugiej strony- jak wytłumaczyć zjawisko "przewijanego filmu z życia" na chwilę przed spodziewaną śmiercią? Może to właśnie początek tego procesu?
Taki koncept śmierci mógłby sprawić, że stałaby się ona prawdziwą motywacją. Nie raj, piekło, karma i co tam jeszcze ludzie wymyślili.
Tłumaczenia, spowiedzi na łożu śmierci, zasłanianie się przeznaczeniem, wolą Bogów i innych Mocy straciłyby wszelki sens.
Tylko krótka piłka- jakie miałeś życie tak spędzisz wieczność...
Wyobraź sobie że ktoś rodzi się z okropną wadą genetyczną i jest kaleką, cierpi cały czas. Miałby w tym tkwić w nieskończoność? To już lepsza jest nicość.
Możliwe... ale kto powiedział, że życie i śmierć musi być sprawiedliwe?
Choć jeżeli tą moją koncepcję ktoś chciałby użyć jako zaczynu do stworzenia jakiejś nowej "religii" to musiałby się z Twoim zastrzeżeniem zmierzyć.
Z drugiej strony determinacja ludzi do ułożenia sobie życia pomimo wszystkiego jest niezniszczalna- ktoś tu na forum wspominał niedawno gościa, który żyje i stara się cieszyć życiem bez rąk i nóg.
Bo śmerć jest sprawiedliwa, jest jedną z niewielu rzeczy na tym zawszonym świecie która równo rozdaje karty (nie mówie o cierpeniu które do niej prowadzi bo te są rózne).
Powiedziałbym, że jest bardziej "pewna" niż sprawiedliwa. Chociaż może to tylko semantyka...
Tylko że mi nietrudno znaleźć, nawet wokół siebie, przypadki "niesprawiedliwych" śmierci ludzi, którzy nie zasługują na nią (okoliczności, cierpienie,zbyt wcześnie itp.) i z drugiej strony sukinsynów, którzy dożywają sędziwych lat w bogactwie, zdrowiu, otoczeni szacunkiem i w ogóle w pełni szczęścia.
Myslę, że z tym już ludzie (ludzkość) dawno sie pogodzili...
72 2016-02-20 01:14:38 Ostatnio edytowany przez Revenn (2016-02-20 01:15:22)
I uważasz że tacy "sukinsyny" po śmierci będą żyli wiecznie tak jak żyli docześnie, a inni pokrzywdzeni przez los mają swoje cierpienie powtarzać w nieskończoność? Dla mnie nawet nie tyle liczy się jakiś "raj" po śmierci ale sprawiedliwość która powinna dosięgnąć tych co jej uciekali podczas życia. Jeżeli jej nie ma, i przestępca może sobie dożyć sędziwego wieku bez żadnych konsekwencji to niech lepiej już coś pieprznie w tą planete.
73 2016-02-20 18:06:53 Ostatnio edytowany przez Naprędce (2016-02-20 18:11:39)
Mogą i dożywają, dobrze o tym wiemy. I powiedz mi jakim straszakiem jest dla takich ludzi dzisiejsza koncepcja "piekła" czyli wedle dzisiejszej doktryny KK "wieczne oddzieleniu od Boga". Przecież taka perspektywa spływa po nich jak woda po kaczce (zakładając, że w ogóle w nią wierzą). Pewnie wielu z nich na Sądzie Ostatecznym roześmiało by się lub splunęło Bogu w twarz.
Zakładam, że podobnie machają ręką na karmę.
A teraz wyobraź sobie, że będą kierować się odpowiednio przemodelowanym paradygmatem naukowym i będą przekonani, że po smierci dosięgną ich całe życie wypierane wyrzuty sumienia? Ze nie uciekną przed tym, że cała zgnilizna którą zostawią za sobą wróci do nich po śmierci i będą się w niej smażyć na wieczność?
Zadna archaiczna, nieprzystająca juz do rzeczywistości koncepcja sprzed tysięcy lat lecz twarde, naukowe dane, które stwierdzą: będzie tak i tak, rób co chcesz ale to będzie cię kosztować to i to.
Ja się zastanawiam nad jednym- może to głupie i śmieszne. Przy założeniu,że czekamy na to spotkanie z najbliższymi- w związku z tym moje pytanie: zdarza się,że Ktoś w życiu ma kilkoro współmałżonków - po śmierci ...który to będzie Ten jedyny?
W niebie nie będzie,tego jedynego.Poczytaj Pismo Święte Ewangelia Łukasza20,34...Dzieci tego świata żenią sie i wychodzą za mąż,a na tamtym świecie nie będą się żenic, a ni za mąż wychodzić, bo są równi aniołom i są dziećmi Bożymi.
Wierzę w Reinkarnację i Absolut, nie uznaję pojęć Niebo piekło, czyściec.
Uwazam, ze każdy z nas po iluś tam doświadczeniach w rożnych wcieleniach powróci do Absoluty i stanie się z nim Jednoscią.
Możesz tak wierzyć,tylko jak będzie przy zmartwychwstaniu,dusz bedzie więcej a ciał mniej
,a jak mówi Biblia ,wszyscy zmartwychwstano z cialem.
Ja się zastanawiam nad jednym- może to głupie i śmieszne. Przy założeniu,że czekamy na to spotkanie z najbliższymi- w związku z tym moje pytanie: zdarza się,że Ktoś w życiu ma kilkoro współmałżonków - po śmierci ...który to będzie Ten jedyny?
W niebie nie będzie mężów i żon. Pozostaną relacje, a miłość będzie doskonała.
Raj ?
Moim zdaniem to wymysł , nagroda która ma być dana za wspieranie danego kościoła lub wykonywania tego co chce dana religia.
Np. każdy dostanie po kilogramie kiełbasy, jak będzie dobrze pracował na myjni u wujka Stefana.
Brzmi atrakcyjnie co ? Tylko moment przyznania nagrody nie nadchodzi nigdy.
Wujek Stefan zbiera owoce na ziemi , ktoś pracuje.
Część owoców trafia do wujka Stefana, to dziwne ze potrzebne mu te ziemskie bogactwa.
To jakby zaprzeczenie tego, że za swą szlachetność też trafi do raju he he.
Ja tam oczywiście nie wiem czy raj, piekło istnieją. Mam jednak takie doświadczenia życiowe trochę metafizyczne, że trudno mi być sceptycznym wobec wiary, że coś poza życiem fizycznym istnieje. Czasami miałem takie sny, nie dużo, kilka zapewne w ciągu całego życia. M.in. wczoraj. Sen, jak to sen dość bogaty fabularnie ale w pewnym momencie wyszło, że udałem się spać. Czyli spałem i śniłem, że śpię
No i w tym drugim spaniu, bardziej drzemce poczułem nagle czyjąś obecność. O ile sam sen mi się już prawie zatarł, to cały czas tkwi we mnie mocno to odczucie i świadomość jaką czułem wtedy śniąc, że nie jest to żadna postać ze snu. Nie czułem zagrożenia ale taką lekką grozę i lęk przed tą postacią, która stała przy mnie i położyła na mnie lekko dłonie, i tak stała. Całą siłą woli zmuszałem się, żeby ruszyć głową i spojrzeć na tą postać. To było tak jakbym usiłował zerwać z siebie pęta, takie napięcie. No i oczywiście udało się otworzyłem mocno oczy i... obudziłem się z każdego ze snów
Leżę i patrzę na okno, gdzie księżyc mocno świecił. 1 30 w nocy. Wstałem oszołomiony, bo czegoś takiego nie czułem od lat. Wtedy w nocy miałem mocne poczucie, że była to jedna z dwóch bliskich mi osób, które kiedyś zmarły, w sumie dość dawno ale obie w sierpniu - wrześniu.
Ot taka historia ![]()
Pytanie;nie wydaje wam się, że nawet jakby istniał raj, jakkolwiek sobie człowiek wyobraża to miejsce, to zawsze mówi się o życiu wiecznym, nie przeraża was to, przecież to musi być horror żyć nie 100 lat ale 10000 a może milion czy więcej, nieskończenie więcej ![]()
Straszne to. Jako dziecko już się tego bałam.
Z drugiej strony może tam nic nie ma. Ciach-i ciemność, nie ma Cie, nic nie ma, osoby, wspomnień - i to też jest straszne.