Edytko, w związku współuzależnieniowym warto zdać sobie sprawę z tego, że dopóki nie walczymy o siebie, za to rozpaczliwie próbujemy uratować partnera, wkopujemy się tylko głębiej w ten problem.
Nie musisz się przygotowywać do wizyty u psychologa - za to bez wątpienia jej potrzebujesz. Terapeuci bezpłatnie przyjmują w Miejskich Ośrodkach Interwencji Kryzysowej - ja się tam udałam, kiedy w 1,5rocznym związku z narkomanem poczułam, że stoję pod ścianą. Poszłam i do dzisiaj pamiętam, że powiedziałam terapeucie "Jak on się dowie, że tu jestem, to mnie zabije, ale pomóżmy mu, bo jest coraz gorzej". W ogóle nie chodziło mi o siebie i dlatego dopuściłam do sytuacji, w której moje prywatne życie, emocje i wszystko inne zależało od jego dobrych/złych dni.
Tamten okres mojego życia już parę lat wstecz za mną, ale powiem Ci, że nawet dziś wspominam to jako koszmar, w którym błędnie nazywałam ofiarą swojego mężczyznę, kompletnie zapominając o sobie.
Dlatego jestem zwolenniczką odłożenia na bok rad pań, które zjadły zęby na pilnowaniu, czy ich mąż/chłopak nie bierze narkotyków do tego stopnia, że ich związek to jedna wielka gra w ratowanie i pogrążanie się. Tak nie da się żyć.
Terapeuta z całą pewnością udzieli Ci pomocy - a tylko kompletnie stabilni i zdrowi możemy myśleć o udzielaniu pomocy innym.
Inne wątki na ten temat na Forum:
http://www.netkobiety.pl/t4712.html
http://www.netkobiety.pl/t2674.html
Powodzenia!