od jakiegoś czasu mój chłopak ma doła. jest smutny. znam przyczyne i niewiem jak mu pomóc. to wszystko jest spowodowane jego bardzo przykrym dziecinstwem, problemami w rodzinie i z pracą. pomagam mu jak moge. boje sie ze niedługo sie załamie. od urodzenie życie dalo mu w kość. w dodatku ma niską samoocene. niewiem jak ją podnieść. jak mu pomoc?? pytajcie o wszystko. zrobie wszystko żeby mu pomóc. aha i jeszcze chciałam żeby poszedł do psychologa żeby ten mu pomógł ale on nie ufa innym ludziom oprócz mnie i niechce iść.. jak mam go przkonać...
Może wybierzcie się razem? Będzie się pewniej czuł gdy będziesz obok.
A co do pomysłów na doła, to sytuacja wydaje mi się dość poważna i rady w stylu: przytul go, wykomplementuj go, odwróć myśli i uwagę od tego co złe, są chyba trochę niewystarczające.
myslałam o tym żeby razem pójść . z poczatku zgodził sie na to ale jak dzisiaj zapytalam czy idziemy to powiedział że nie. radziłam mu żeby na kartce napisał do kogo za co ma żal i zeby napisał o tych przykrych chwilach i potem spalił te karki. mi takie coś pomogło. radziłam tez mu żeby do tego nie wracał i nie rozpamiętywał, żeby żył tym co jest i będzie a nie tym co było. pomogło ale nie na długo.
niewiem co mam robić . zaciągnąć go siła do psychologa??
Nie, nie zaciągaj siłą, bo to nic nie da. On sam musi tego chcieć.
Pomysł ze spaleniem wspomnień nie jest taki głupi. Tylko potem musi faktycznie skończyć z tym rozpamiętywaniem. Ale warto spróbować.
postaram sie go jeszcze raz namówić. a jeszcze on mówił że w całym życiu nie miał ani jednej osoby która by go naprawde kochała i nagle zjawiłam sie ja i do niego nie może dojśc że w końcu ma kogoś kto go kocha i mu na nim zależy. mówie mu że Bóg tak chciał że zesłał mu mnie żebym ulżyła mu w cierpieniu ale chyba go to zbytnio nie przekonuje. uważa ze to zbyt piękne zeby było prawdziwe
Rozumiem go. Gdy ktoś tyle lat cierpiał, to boi się uwierzyć i zawierzyć, że teraz już jest dobrze.
Jak długo jesteście razem?
niedługo będzie 9 mieś, ale czujemy sie jakbyśmy sie znali całe życie. i planujemy ślub za jakiś rok.
U mnie też tak było, że w pierwszym roku ciężko było uwierzyć, że nagle znalazła się osoba, która szczerze i mocno kocha. Która jest tak dobra i wspaniała. Wciąż gdzieś na granicy świadomości czaił się strach, że to skończy się tak nagle jak się zaczęło. Ale po dwóch latach ten strach zniknął, bo niejako przyzwyczailiśmy się (w tym pozytywnym sensie) do siebie, do tej miłości.
Myślę, że u niego będzie podobnie za jeszcze kilka miesięcy. Będzie widział, że wciąż jesteś przy nim, że miłość trwa (tylko sam musi o niej pamiętać żeby nie zanikła), więc przestanie się bać.
Ps tak w ogóle to zazdroszczę tak "szybkiego" ślubu ![]()
koska, zła wiadomość jest taka, że nikogo nie da się uratować na siłę. I są takie momenty/problemy, które musimy sami przejść/przepracować, nie ma takiej magicznej mocy, która by ten ciężar z nas zdjęła.
Rzeczywiście brzemię przeszłości warto zdjąć i najlepiej zrobić to w gabinecie specjalisty, w końcu od tego są psycholodzy, ale... Nie każdy człowiek czuje się gotowy na terapię. Niektórzy potrzebują przełomowego (niestety często w negatywnym znaczeniu) momentu, by się zdecydować na pierwszą wizytę... Inni ludzie mogli nas skrzywdzić, my mogliśmy skrzywdzić siebie - tego nie zmienimy, oni dali nam tyle, ile mieli i mogli lub chcieli, my zrobiliśmy dla siebie to samo.
Nie naciskaj na psychologa. Zwłaszcza mężczyźnie łatwiej działać niż rozmyślać o działaniu. Niech skupi się na przyszłości, znajdzie cel. Niech się zastanowi, gdzie chce być za 5 lat. Czy chce być zgorzkniałym facetem patrzącym non stop za siebie? Czy może ma jakieś plany, marzenia? Jeżeli 5 lat to abstrakcja, niech będzie rok, pół roku. Byle, by wiedział, że wszystko jeszcze przed nim i nic nie jest przegrane.
dzięki. powinien wreszcie z ta miłosc uwierzyć w końcu bedziemy razem do konca życia i ten strach powinien zniknac bo ja nigdy choć by niewiem co go niezostwie.
dzięki. powinien wreszcie z ta miłosc uwierzyć w końcu bedziemy razem do konca życia i ten strach powinien zniknac bo ja nigdy choć by niewiem co go niezostwie.
Nic dziwnego, że tak mówisz. Chociaż ja nie mówiłabym NIGDY. W dojrzałym związku warto sobie czasami postawić jakieś pytania i nie myśleć o sobie w kategoriach "jego kobiety". Jesteś przede wszystkim kobietą i jako kobieta masz marzenia, cele, nie zaniedbuj ich - tu świadomie - NIGDY ![]()
koskaZwłaszcza mężczyźnie łatwiej działać niż rozmyślać o działaniu.
W takim razie, życzę koleżance by to był typowy facet, mi z kolei łatwiej przychodzi rozmyślanie o działaniu.
Ale po tak długim okresie rozmyślania przyszedł moment na działania.![]()
Już nie wiem co robić to nie dół a depresja. Wczoraj mu sie pogorszyło i to strasznie. Obiecał mi w końcu że pójdzie ze mną jutro do psychologa. Jeszcze rano to była tragedia a teraz niby było lepiej. Ale boje sie że jak zostanie znowu sam to zacznie o tym myslec i znowu sie zacznie. On mówi że sam sobie poradzi ale widze że to już go przerasta. chodzi mi najbardziej o ta jego przeszłosc. jak o tym zapomni i nabierze troche pewności siebie to reszta pódzie gładko. a z tym celem to dobry pomysł.
Już nie wiem co robić to nie dół a depresja. Wczoraj mu sie pogorszyło i to strasznie. Obiecał mi w końcu że pójdzie ze mną jutro do psychologa. Jeszcze rano to była tragedia a teraz niby było lepiej. Ale boje sie że jak zostanie znowu sam to zacznie o tym myslec i znowu sie zacznie. On mówi że sam sobie poradzi ale widze że to już go przerasta. chodzi mi najbardziej o ta jego przeszłosc. jak o tym zapomni i nabierze troche pewności siebie to reszta pódzie gładko. a z tym celem to dobry pomysł.
Co masz na myśli mówiąc o "tragedii"?
W środe wyłonczył tel i nie miałam z nim kontaktu. To z samego rana w czwartek do niego pojechałam. Nie chciał mi drzwi otworzyć. Troche sie dobijałam i mi otworzył w pokoju miał straszny bałagan a sam od środy od 17 leżał w łóżku. Mówił mi że nic nie ma sensu że życie jest do niczego itp. Nawet nie chiał sie z łóżka podnieść. Mówił o tym że myślał o tym żeby to skończyć. Troche mu pogadałam to wstał umył sie i wyszliśmy na dwór. Wyglądało to na to że troche mu przeszło ale dalej był smutny. obiecał mi że pójdziemy do psychologa ale do kobiety którą zna bo do nieznajomego nie chce i wieczorem napisał mi sms a że mnie przeprasza i że sie już ogarnie. Mam nadzieje że mu przejdzie i wróci do takiego stanu jak przed tym dołem.
Samo mu raczej nie przejdzie i chyba nie ma co na to liczyć.
Koska, nie chcę Cię martwić, ale takie zachowanie Twojego chłopaka nie wróży nic dobrego. Powiem Ci, że depresja ujawniająca się w tak młodym wieku niestety w przyszłości może zaowocować okropnymi zmianami.
Znam osobę, która miała depresję jak mówi od zawsze. Znam ją 5 lat, raz miała piękne dni, wesołe, głowę pełną pomysłow i planów. Po kilku miesiącach doły, brak perspektyw na przyszłość itp, itd. Niestety w pewnym momencie wszystko pękło. Doszło do takich strasznych zachowan ze strony tej osoby, że niestety jedenym wyjsciem było zamkniecie w zakładzie psychiatrycznym czyli tzw przymusowe leczenie. Takie osoby niestety nie dopuszczają do swojej mysli, że są chore- a to jest straszna choroba. Mają milion pomysłow na sekundę. Potrafią ubliżyć swoim najblizszym i nietylko. Wydaje sie im że tylko oni mają rację. Czasami dochodzi do rękoczynów.
Po leczeniu które trwa min. 6 tygodni (mam na mysli leczenie szpitalne) są zmiany. Osoby takie z regóły nie pamietają co robiły, co mówiły. Zdarza się, że pamiętają ale niewiele.
Musisz pomóc swojemu chłopakowi póki nie jest za pozno a przede wszystkim jeżeli planujecie w przyszłosci wziąć ślub.
Proponuję zacząć od psychologa. Zrób wszystko żeby Twoj facet poszedł na pierwsze a potem kolejne spotkania. W razie potrzeby chodz z nim.
Powodzenia
sanders, Ty piszesz raczej o innej chorobie - o borderline albo chorobie afektywnej dwubiegunowej. A nie każda depresja na szczęście się w to rozwija.
Co nie zmienia faktu, że każdą chorobę - a depresja niewątpliwie jest chorobą - trzeba leczyć.
W środe wyłonczył tel i nie miałam z nim kontaktu. To z samego rana w czwartek do niego pojechałam. Nie chciał mi drzwi otworzyć. Troche sie dobijałam i mi otworzył w pokoju miał straszny bałagan a sam od środy od 17 leżał w łóżku. Mówił mi że nic nie ma sensu że życie jest do niczego itp. Nawet nie chiał sie z łóżka podnieść. Mówił o tym że myślał o tym żeby to skończyć. Troche mu pogadałam to wstał umył sie i wyszliśmy na dwór. Wyglądało to na to że troche mu przeszło ale dalej był smutny. obiecał mi że pójdziemy do psychologa ale do kobiety którą zna bo do nieznajomego nie chce i wieczorem napisał mi sms a że mnie przeprasza i że sie już ogarnie. Mam nadzieje że mu przejdzie i wróci do takiego stanu jak przed tym dołem.
Koska, na 100% nie przejdzie mu samo. W depresji bywają stany poprawy - to naprawdę nie jest choroba, w której nie ma dobrych momentów, poprawy nastroju, próby nawiązania kontaktu z otoczeniem czy nawet podejmowania działań (pójście do pracy/szkoły/spotkanie towarzyskie). Aczkolwiek wszystko przypomina sinusoidę i za kilka dni czy tygodni niekiedy powraca ze zdwojoną siłą.
Depresja jest chorobą mogącą się skończyć tragicznie dla chorego, dlatego bardzo istotne jest, by trafił pod opiekę psychologa i psychiatry. W ciężkich przypadkach czy okresach choroby łączenie psychoterapii i leków jest konieczne, więc warto, żebyś miała świadomość, że czekają Was ciężkie miesiące, a sama terapia może trwać nawet 2-3 lata. Nie uprzedzaj o tym swojego chłopaka, bo łatwo go teraz zniechęcić do wizyty, a takowa jest mu potrzebna.
Obserwuj też, czy przypadkiem nie zbiera leków/nie interesuje się stronami www o tematyce samobójczej (dyskretnie prześledź historię przeglądarki).
I w tym wszystkim nie zapominaj o sobie. Bliscy chorego także muszą dbać o własny komfort psychiczny, w końcu naczelną zasadą, nie tylko w ratownictwie medycznym jest, by pomagając komuś, nie zaszkodzić sobie.
Jestem otwarta na kontakt mailowy, jeśli potrzebujesz wsparcia.
Pozdrawiam
Wiem ze to dwubiegunowosc ale kto wie czy ten chłopak nie ma własnie takiej depresji? Wszystko wyjdzie z czasem ale moze byc pozno na leczenie. I kto wie jak to sie moze skonczyc...
Wiem ze to dwubiegunowosc ale kto wie czy ten chłopak nie ma własnie takiej depresji? Wszystko wyjdzie z czasem ale moze byc pozno na leczenie. I kto wie jak to sie moze skonczyc...
Sanders, zostawmy właściwą diagnozę psychologom. Depresji nie wolno lekceważyć, ale nie można jej też ukazywać w takim świetle. Znam wiele osób, które z depresji wyszły nie hacząc nawet o dwubiegunowość.
Na leczenie w depresji za późno jest wtedy, gdy nie ma już kogo leczyć, w innym przypadku leczenie wciąż jest możliwe i skuteczne. Myślę, że autorce postu najbardziej potrzebne będą właśnie jasne wizje, bo sytuacja i bez straszenia możliwymi czarnymi scenariuszami jest ciężka...
aż tak źle chyba z nim nie jest. Tylko myślał o tym. powiedział mi że nie jest w stanie sobie coś zrobić. Mam nadzieje że nie trzeba będzie mu żadnego leczenia tylko wizyta u psychologa. Jak na razie wygląda jakby mu wszystko przeszło. Tylko nie wiem jak mam z nim postępować. Co robić, mówić a czego nie.
aż tak źle chyba z nim nie jest. Tylko myślał o tym. powiedział mi że nie jest w stanie sobie coś zrobić. Mam nadzieje że nie trzeba będzie mu żadnego leczenia tylko wizyta u psychologa. Jak na razie wygląda jakby mu wszystko przeszło. Tylko nie wiem jak mam z nim postępować. Co robić, mówić a czego nie.
Koska, nie możesz podchodzić do tego w ten sposób "Mam nadzieję, że nie będzie mu trzeba żadnego leczenia". To tak, jakby Twój partner ciężko chorował na serce, a Ty odradzałabyś mu wizyty u kardiologa. Jak myślisz, czy zaniedbanie wizyt u lekarza pomogłoby mu wrócić do zdrowia? Absolutnie nie. I tak samo rzecz się prezentuje z depresją - a zachowania Twojego mężczyzny wyraźnie na to wskazują.
Z całą pewnością, jeżeli nie chcecie, by epizody depresyjne powracały - podkreślam, on teraz czuje się lepiej, jutro/pojutrze/za miesiąc nieleczona depresja wróci ze zdwojoną siłą - musi podjąć leczenie. A leczenie takie nie kończy się na jednej wizycie. Bliscy chorej osoby często wolą (oczywiście dla ich "dobra" i bez złych intencji), żeby radził on sobie sam, to nic dziwnego, wciąż pokutują negatywne stereotypy o psychoterapii, lekach czy psychiatrze - wiem doskonale, jak strasznie to brzmi i jak ciężko jest opanować podobne uczucia. Natomiast w ten sposób wcale nie pomagają...
Czego nie mówić? Nie mówić, że psycholog mu niepotrzebny. Nie mówić, że będzie skierowany do psychiatry - takiej pewności nie masz, a to go nie zmotywuje do wizyty. Nie zmuszać do udawania dobrego nastroju, pozwolić na wypływ frustracji czy smutku. W miarę możliwości angażować w zajęcia domowe, w obowiązki, choć należy pamiętać, że niekiedy może nie mieć dość siły, by im podołać. I co najważniejsze - podkreślać, gdy już będzie się leczył - że to leczenie jak każde inne i z pewnością przyniesie efekty, motywować, wspierać - to najlepsze drogi współpracy z terapeutą/psychologiem. Możesz poczytać na temat depresji, w internecie jest mnóstwo wartościowych artykułów, polecam te zamieszczane w portalu "Charaktery", są rzetelne i napisane w przystępny sposób.
Trzymaj się ciepło!
Tylko on jest strasznie uparty i nie chce iść. Ciagle powtarza że sam sobie poradzi. Mówiłam mu że to pomoże mu zapomnieć o przeszłości a on na to że już o tym nie myśli i teraz ma tylko jedno zmartwienie. Niewiem jakich argumentów użyć żeby go przekonać na ta wizyte. Może potajemnie go zapisać i zaprowadzić nie mówiąc mu gdzie idziemy??
Tylko on jest strasznie uparty i nie chce iść. Ciagle powtarza że sam sobie poradzi. Mówiłam mu że to pomoże mu zapomnieć o przeszłości a on na to że już o tym nie myśli i teraz ma tylko jedno zmartwienie. Niewiem jakich argumentów użyć żeby go przekonać na ta wizyte. Może potajemnie go zapisać i zaprowadzić nie mówiąc mu gdzie idziemy??
Nie, nie, absolutnie nie - nie możesz go okłamywać, bo terapia musi być dobrowolna, by była skuteczna, poza tym takie kłamstwo negatywnie wpłynie na zaufanie w Waszym związku.
Wobec tego czeka Cię rozmowa na temat depresji. Aby ją przeprowadzić powinnaś uzbroić się w jakąś wiedzę. Musisz mu wyjaśnić, że jest chory i potrzebuje pomocy, że jego choroba będzie miała nawroty, że będzie się czuł gorzej i będzie miał negatywne myśli. Jeżeli uparcie będzie odmawiał wizyty, to cóż, jest człowiekiem dorosłym i (w tym wypadku niestety) decyduje o sobie. Pozostanie Ci czekać, aż będzie miał nawrót - jak tylko powie "OK, pójdę", chwytasz za telefon, umawiasz go na wizytę tego samego dnia/następnego i idziecie - umówieni w końcu nie odwołacie wizyty na 5 minut przed.
Skoro mamy zostawić tą sprawę w rękach specjalistów to nie rozumiem wszystkich pytan i sugestii chociazby z Twojej strony yvette.
Ja zasugerowałam jakie bywają skutki takich zachowań. Absolutnie tym co napisałam nie dałam do zrozumienia, że jej chlopak ma właśnie tą dwubiegunowość tylko podałam przykład osoby chorej.
Skoro ktoś zadaje pytanie na forum i oczekuje odpowiedzi to jak tak samo jak Ty mam prawo sie wypowiedzieć. I wydaje mi się, że słowo depresja jest bardzo poważnym słowem i absolutnie nie należy tego lekceważyć.
Dlatego ustawianie mnie nie ma tu najmniejszcy podstaw.
A koska powinna sama na początek udać się do psychologa, opowiedzieć o zachowaniach swojego chłopaka. Psycholog doradzi jej też w jaki sposób ona powinna sie zachowywac w stosunku do chłopaka.
A depresja jest nieuleczalna. Mozna ją zaleczyc
Sanders dzięki za podpowiedź z tym żebym poszla. Jak Tylko będe miała chwile czasu to polece i wszystkiego sie dowiem. Dzięki wielkie za pomoc
A depresja jest nieuleczalna. Mozna ją zaleczyc
Absolutnie NIE jest to prawda. Mogłabym zgodzić się z taką wypowiedzią popartą doświadczeniami klinicznymi, ale taka teza nie ma odzwierciedlenia w rzeczywistości. Prawdą jest natomiast, że źle prowadzona terapia oraz brak współpracy na linii psychiatra-psycholog, co jest często koniecznością - skutkuje zaleczeniem choroby z dużym ryzykiem jej nawracających epizodów.
Wielu psychoterapeutów nie pracuje również z pacjentem w temacie wyrabiania odpowiednich mechanizmów obronnych i w konsekwencji pacjenci radzą sobie tak długo, jak otrzymują pomoc - aczkolwiek specyficzne "uzależnienie" pacjenta od udzielanej mu pomocy to zagadnienie etyczne dotyczące samej psychoterapii i sprawdzony, certyfikowany np. przez PTP terapeuta do takiej sytuacji nie doprowadzi.
Koska, oczywiście, zgodzę się z tym, że wizyta u psychologa może Ci bardzo pomóc. Zwłaszcza w kontekście unikania sytuacji, w której przejmujesz odpowiedzialność za problem swojego chłopaka i Wasza relacja staje się toksyczna, a Tobie zależy na rozwiązaniu problemu bardziej niż jemu. Jestem pewna, że poczujesz się pewniej po takiej konsultacji, więc jeśli masz chwilkę, to możesz jak najbardziej spróbować, na pewno nie zaszkodzi ![]()
Ok. To skąd w takim razie taka teza w wielu książkach, na stronach internetowych? Mam w rodzinie osobę która jest psychologiem. Sama nie wymysliłam, że depresji nie da się wyleczyć. W takim razie uważam, że wszystkie te źródła kłamią i nie należy im ufać.
Naczytałam się trochę o depresji z racji choroby mojej znajomej i gdzie bym nie popatrzyła była własnie o tym mowa.
Ok. To skąd w takim razie taka teza w wielu książkach, na stronach internetowych? Mam w rodzinie osobę która jest psychologiem. Sama nie wymysliłam, że depresji nie da się wyleczyć. W takim razie uważam, że wszystkie te źródła kłamią i nie należy im ufać.
Naczytałam się trochę o depresji z racji choroby mojej znajomej i gdzie bym nie popatrzyła była własnie o tym mowa.
Psychologia nie jest dziedziną stałą, w której nic się nie zmienia. Należy brać pod uwagę, że już książka (choćby i specjalistyczna) pisana 2-3 lata temu może nie uwzględniać nowej generacji leków/przeprowadzanych badań. Depresja jest jednym z najpoważniejszych wyzwań i problemów dzisiejszej psychologii klinicznej, więc nie ustają badania i próby kliniczne. Jeżeli chodzi o książki czy strony internetowe, należy też mieć na uwadze, że jedynie podręczniki uwzględniające badania i rzeczywiste miarodajne wyniki konkretnych terapii (a więc cała ta statystyka) mogą być obiektywne - rzadko kiedy można mówić o obiektywizmie autora artykułu internetowego czy nawet i książki przedstawiających zawsze określony pogląd. A powszechną sytuacją jest, że spotkanie kilku/kilkunastu specjalistów w tej dziedzinie może zaowocować ogromnymi różnicami w ich poglądach, podejściu i zalecanym leczeniu.
Poza tym inne są kryteria wyleczenia pacjenta niż w przypadku tradycyjnych chorób somatycznych. Powstaje podobne pytanie, jak przy leczeniu nowotworów - czy pacjent, który nie ma nawrotów przez 5/10 lat jest wyleczony czy nie? I podobnie rzecz się ma z depresją. Tak czy inaczej, znów odnosząc się do analogii leczenia nowotworów - proces leczenia przebiega o wiele trudniej, gdy terapeuta wychodząc z założenia, że jego celem jest jedynie zaleczenie objawów, przekazuje taką informację pacjentowi. Jaką on ma wtedy motywację do podjęcia trudu terapii, skoro został poinformowany o krótkotrwałości leczenia?
Tak czy owak, wątek dotyczył konkretnego mężczyzny, który miejmy nadzieję da się nakłonić na terapię i przestanie odczuwać cierpienie. Bo to cierpienie z pewnością mu towarzyszy i to jest najboleśniejszy element tej historii. A wtedy wszelkie dyskusje nad samą depresją można spokojnie odłożyć na polemikę w innym wątku ![]()
Koska, jak Ty się z tym wszystkim czujesz?
czuje sie bezradna bo chce mu pomóc a nie moge.
Widzę, że masz ogromną wiedzę. Nie zamierzam więcej z Tobą dyskutować, bo po co. Ty masz swoje zdanie, ja swoje również.
Szanujmy to ![]()
czuje sie bezradna bo chce mu pomóc a nie moge.
Mam wrażenie, że razem się "kisicie" w jednym sosie. Ktoś musi wziąć inicjatywę. Chcesz być dobra, wspierać, nieść pomoc, ale z drugiej strony godzisz się na marudzenie swojego chłopaka. Marudzeniem i użalaniem się nad sobą nic się przecież nie wskóra.
Skoro mówi ci, że w końcu spotkał osobę (czyli Ciebie), która go rozumie, którą kocha, to nie po to chyba jest żeby ją zadręczać??
Trzeba postawić sprawę jasno: że boli cię i męczy jego stan, z którym nic nie chce zrobić, mimo że oferujesz mu pomoc. Urządź z tego tytułu kłótnię po to, by to zrozumiał, że chcesz przecież jakoś normalnie z nim żyć, żebyście byli szczęśliwi, mogli się wygłupiać, a nie tylko koncentrować się na "głaskaniu" Twojego chłopaka. To piszę z autopsji. Mam poza tym dwie koleżanki, które uczyniły podobnie i ich chłopcy również w końcu poszli do lekarza.
Po prostu trzeba wykorzystać to, że jest się osobą, na której zależy twojemu chłopcu i postawić jakieś warunki.
Inaczej będzie szaro buro i do... nie wiadomo przez jak długo.
On mnie nie zadręcza. I już wszystko minęło, już wie co ma robić i robi to. Doszło do niego czemu tak sie działo jak sie działo i jest już normalnie. A do lekarza w końcu poszliśmy i to mu pomogło.
i bardzo dobrze ze tak fajnie opiekujesz sie swoja ukochana osoba.sama mam depresje to wiem co moze czuc twoj chlopak i wiem jak wazna dla niego jest obecnosc ukochanej osoby.gdyby nie maz nie raz byum nie wyrobila.powodzenia .cieple usciski.