Hey
Od jakiegoś czasu mam napady depresji i lęku. Zostałam sama po 8 latach związku i małżeństwa. Tylko ja i pies. Sama historia porzucenia mnie jest bardzo bolesna i w skrócie ujmę że szczeniacka... bo koledzy bo nie dorósł do małżeństwa. Z tym się już pogodziłam. Ale pozostała depresja i stany lękowe. Nie daję już rady. Mam 32 lata i wszystko pękło we mnie. Miłość okazała się tylko papierkiem, a we mnie nadal się kotłuje. Boję się tak bardzo że dla mnie już koniec. Nie mam szans na żaden zwiazek udany gdzie mogłabym być szczęśliwa. Chyba nie potrafie zaufać... bo ileż to było przysiąg ileż to chwil... i z dnia na dzień okazało się że to wszytko nic nie warte. Boję się że każdy następny będzie taki sam. A dziecko? chciałam dziecka, a teraz? w moim wieku? i Czy w ogóle się zdecyduję... bo przecież z dzieckiem też można zostawić. Boję się przyszłości. Boję się rozwodu, boję się jego tak panicznie, że moje myśli zbaczają w bardzo złe rejony. Przeprowadziłam się tymczasowo do rodziców... niby ktoś zawsze jest ale powrót do uzależnień o której godzinie będziesz i tak dalej też nie jest dobry. Moja pensja nie starcza na utrzymanie mnie i mieszkania i psa... boję się pisać o alimenty bo na moim koncie jest kredyt który on spłaca i może przestać. Boje się już wszystkiego. Boje się następnego dnia, a tak chciałam zawsze być szczesliwa miec kochajacego meza i dzieci. Zostało jedno wielkie i i strach... strach pzred nim ze zostawi mnie z kredytem i zabierze samochod na stale, ze jego zycie to balangi koledzy i dziewczyny i ja bylam jakas wielka pomylka ktora się przytrafiła. To chyba najbardziej boli strata tych 8 lat.A przed nim jeszcze wszystko bo mlodszy, bo przystojny bo dziewczyny juz go podrywaja i wchodza do lozka. Nie umiem sobie dać rady. Rozwód i unieważnienie co najmniej 4 lata...Bo tyle przekory mam by nie dać rozwodu za zgodą bo charaktery się nie dopasowały. To nie jest wytłumaczenie... to jest ucieczka.
Masz rzeczywiście ciężką sytuację. Ja mam podobną sytuację emocjonalną do Twojej. Rozstałam się ze swoim facetem po 9 latach związku. Powiedział mi po tych 9 latach że " mnie nie kocha, i że nie chce zakładać rodziny". Uderzył w czuły punkt, bo dobrze wiedział, że ja bardzo pragnę tego. Cham i tyle. Opisywałam swój przypadek tu na forum. Też Ava sobie wyobrażałam, że w przyszłości skończę studia, założę z moim już byłym partnerem rodzinę, dzieci, praca. Wszystko pięknie szkoda, że tylko w marzeniach... obecnie mieszkam u rodziców, pracuję ale marnie zarabiam zresztą umowa kończy mi się za pół roku i raczej zostanę bez pracy, szykują się zmiany nowy dyrektor itp., mieszkam w małej dziurze przyjaciele się wykruszyli, mężczyzny przy mnie nie ma i raczej się nie pojawi póki co bo to naprawdę malutka miejscowość wszyscy się znają. Na wyjazd do większego miasta nie mam kasy, żeby jakoś zacząć, rodzice też jej nie mają na tyle żeby mi pomóc. Jakieś dwa miesiące temu sięgnęłam emocjonalnie kompletnie dna. Zakończył się właśnie wtedy mój związek, jedyne co mnie chyba trzymało przy rzeczywistości. Pojawiły się stany lękowe, w stylu " a co będzie jak zostanę sama, nie utrzymam się, rodziców nie mam młodych". Ja już nawet planowałam co zrobię jak oni umrą. Wyobrażasz sobie? w pracy snułam się jak cień. I tak stan trwał trochę, aż powiedziałam sobie KONIEC. On się cieszy i bawi i mu dobrze w dodatku, a ja cierpię do zwariowania. Sytuacja się nie zmieniła, ale powiedziałam sobie, że muszę walczyć o siebie, bo jak tak dalej pójdzie to skończę z depresją i nie pomoże mi nikt. Proszę Cię Ty też się nie poddawaj. Pomyśl Kochana o wizycie u specjalisty choć 2-3 razy przedstaw mu swoją sytuację, swoje obawy. Można sobie też pomóc farmakologicznie, a są naprawdę dobre środki. Na Twoim miejscu udałabym się także po poradę do doradcy prawnego. Można prywatnie, ale wiem że można również skorzystać z bezpłatnej pomocy prawnika z urzędu. Musiałabyś się zorientować w tej kwestii. On nie może sprawić, że czujesz się tak jak teraz. Skoro tak wyszło to znaczy, że nie był Ciebie wart i może dobrze się stało że wyszło szydło z worka, bo później byłby naprawdę problem. A dziecko z takim facetem?? największy błąd. Ani Ty być nie mogła na niego liczyć ani Wasze maleństwo skoro on się tak bawi, panienki itp. Jesteś jeszcze młoda, uwierz nie wiadomo kiedy spotka Nas miłość. Ta prawdziwa, odwzajemniona. Ja dalej wierze że jeszcze gdzieś ktoś na mnie czeka. Proszę nie poddawaj się, dużo jest nas kobiet skrzywdzonych przez facetów nie my jedne i nie ostatnie. Grunt to nie dać im satysfakcji i nie marnować sobie życia przez takich drani. Napisz co u Ciebie teraz. Pozdrawiam i trzymaj się cieplutko. Będę za Ciebie trzymać kciuki żeby się ułożyło
) :*
Droga Nolu, eshhhja naprawdę nie wiem co jest z tymi facetami. Widzę, że naprawdę masz podobnie. Oni chyba nie rozumieją że w następny związek może i wejdą znów zakochani, ale to znów minie bo rzeczywistość codzienna dopada każdego. Skarpetki trzeba prać, nie ma małżeństwa gdzie nie ma kłótni. Obawiam się jednak że za drugim razem już nie odejdą pomimo nawet że może być gorzej, bo to oznacza że to z nimi jest coś nie tak. Ich ego tego nie znosi. Zostaje tzw przywiązanie, co ja usłyszałam. Po 3 latach małżeństwa, że koledzy i imprezy są ważniejsze bo czuje sie wolny. A ja stara zabawka, która się znudziła do konta. Ja mieszkam w dużym mieście, ale mężczyźni raczej wolą młodsze kobiety. A jak słyszą rozwódka to już w ogóle uciekają. Więc na to samo wychodzi. U Ciebie mało facetów, a u mnie bardzo duża konkurencja młodszych dziewczyn. Nie mnie konkurować z takimi co bez majtek do pracy przychodzą, po barach się szlajają. Mnie podwójnie boli, bo dla niego zrezygnowałam z doktoratu.Dla małżeństwa. W życiu tzreba być egoistą. Siodło które kupiliśmy gdyż mieliśmy konia w dzierżawie, było pod niego. Teraz nawet nie umiem go sprzedać a warte dużo. Wiem, że muszę kochana być silna ale gdzieś tam we mnie jest dziecko które nagle straciło wszystko i nie umie się ogarnąć. A specjalista już prawie się załamał... na szczęście mam koleżankę która jest psychologiem... ona pomaga, ale traci już chyba cierpliwość nie umie we mnie znaleść tego pionu. Adwokacji u których byłam załamali ręce. żeby z tego impasu wyjść muszę sama spłacić kredyt i wtedy pozwać go do sądu o zwrot. Nie mam 9 tysiecy
W poniedizałek umówię się do innego... może on na coś wpadnie, ale już mniej więcej wiem co i jak. Nasze prawo jest chore, pomimo że wg kodeksu karnego on zawłaszczył czyli ukradł samochód... policja nic nie zrobi bo to niska szkodliwość społeczna w małżeństwie XD. Jak tu się nie załamać. Mam nauczkę rozdzielność majątkowa to 1 krok
. Ty przynajmniej nie musisz go widywać, ja niestety będę musiała się z nim skontaktować i omówić wszystkie sprawy. Boję się go, jak tylko o nim myślę wpadam w depresję. W dodatku tak jak odszedł milczy, nie odpowiada na nic. Nawet jak zmieniłam zamki zgodnie z zaleceniem policji. Ehhh Nolu Nollluuuboli cholernie nie umiem się wygrzebać... jego słowa trafiały bardzo celnie: teraz się dowiesz ile znaczyła moja wypłata, a jak pies będzie zdychać z głodu daj znać to coś podeślę. Mąż jak to dumnie brzmi... a tą wypłatę zaczął dostawać raptem 10 miesięcy wcześniej. 1 rok wogóle nie miał pracy, potem porównywalnie... i w końcu to... Przepraszam rozpisałam się. Napisz co robisz wieczorami jak jest Ci źle bo ja zwijam się w kłębek i płaczę...
Napisałaś, że nie chcesz konkurować z takimi co to "do pracy bez majtek przychodzą". Wiem co miałaś na myśli, ale serio chciałabyś z takimi konkurować? a jak myślisz kto leci na takie? na pewno nie mężczyźni, z którymi można liczyć na wspólną przyszłość. Nie masz co płakać nad takim facetem, to drań i tyle. My jesteśmy głupie, że na piękne słowa takich się nabieramy. A powinnyśmy być bardziej czujne, tymczasem każde przewinienie faceta potrafimy sobie wytłumaczyć. Jednego jestem pewna wiem gdzie ja zrobiłam błąd. Byłam za DOBRA. Wydawałoby się że normalne kocham więc chce pomóc, pocieszyć. Ja potrafiłam dla niego zostawić wszystko. Sytuacja z zeszłego roku. Boże Narodzenie. Rodzina u mnie wszyscy razem przy stole on dzwoni że się mama źle czuje jego że może bym przyjechała. Ta się uparła że do szpitala nie jedzie. Więc ja siedziałam i ją przekonywałam godzinę, zawiozłam, przywiozłam nie usłyszałam nawet dziękuję. W łóżku układało nam się podobnie. Zawsze tak jak on lubi, bo ciężko pracuje, żeby było mu dobrze a ja co tam ja... Kobieta musi wymagać tak samo od mężczyzny i nigdy nie ufać do końca. Musimy się Kochana nauczyć kochać przede wszystkim siebie, bo czy chłopak czy mąż może tak samo zostawić, a wtedy zostaje się ze zdruzgotaną psychiką. Wynika to zapewne z niskiej samooceny. A i jeszcze niezależność!!! nigdy nie uzależniać się od kasy faceta. Mam przypadek w rodzinie gdzie facet się ożenił z biedniejszą dziewczyną a później jej wytykał że jego samochód, jego dom że za jego pieniądze jeżdżą na wakacje, nie widział że żona pierze jego skarpety, wychowuje dzieci, i zajmuje się całym domem. Ale co tam przecież to nie praca. Jakby kasę przyniosła byłoby ok. Mężczyźni nie szanują nas a my trwamy w takich chorych związkach. Ciesz się, że masz przyjaciółkę, choć jedną, masz rodziców. A masz dziecko? bo tak zrozumiałam. Ja potrafię sama spędzać czas, boli mnie 9 lat to nie mało. A dawałam mu szansę 4 razy przyrzekał że się zmieni, nie zmienił nic. Nie myślę o nim, wykasowałam numer powyrzucałam wszystkie zdjęcia, staram się żyć tak jakby nie istniał i mam wrażenie, że za to co mi zrobił z miłości przeszłam do nienawiści. Ale lepsze to uczucie niż cierpienie a bardzo cierpiałam i w sumie nadal odczuwam jego brak. Zwłaszcza, że bardzo go kochałam. A nie umię mu narazie wybaczyć jednego... pytałam go wiele razy co do mnie czuje powiedziałam że wole usłyszeć że nie kocha prosto w twarz niż nie usłyszeć nic. I nie mówił nic, ale był ogólnie dobry więc myślałam nie mówi no ale czyny... właśnie wiem że jak nie mówi to nie kocha. Już się tego nauczyłam. I nie żałuję wiem że nie miałabym z nim żadnej przyszłości. Ja mam dużo zainteresowań, więc czas wypełniam sobie po brzegi. Zacznij Ava żyć dla siebie. Masz na pewno rzeczy, które Cię interesują. Rozwijaj to. Jak masz nawet kiepską pracę, szukaj nowej, nie ustawaj. Pamiętaj zawsze lepiej robić cokolwiek niż nic. A na mężczyzn przyjdzie czas, jak się Twoje serducho już z tym upora. Narazie nie myśl o tym i nie skreślaj siebie proszę to on zawiódł i to nie jest Twoja wina. On powinien cierpieć nie Ty. Ja zaglądam tu często i będę śledzić Twój post. Pisz jak tylko masz ochotę. :-)) podzielić się z kimś sowimi problemami zawsze trochę lżej.