Anet, dzięki za troskę. Nie wiem czemu nie odpisałam, może nie chciałam, może miałam Co innego do roboty. Nie wiem. Mam bardzo dużo na głowie w szczególności teraz jak zaczęła się szkoła.
Jezu, Anet... ŻARTOWAŁAM...
Tak chcecie to nie będę już pisała.
Tak chcecie to nie będę już pisała.
Anet, uwierzysz lub nie, ale mi jest obojętne, jak i gdzie się wypowiadasz.
Moja wcześniejsza wypowiedź była żartem, ale widzę, że poczucie humoru nie jest Twoją mocną stroną...
Nie chcesz, to nie pisz, przecież Cię nie będę błagać.
Kobiety, cisza
bez kłótni tutaj, bo Bianka źle to odbiera ![]()
och, moja tajemnicza lady przybyła na wątek
No, tak jak mówi Derp, bo jak się zdenerwuje to urodze haha ![]()
Kurde, wiem po sobie, że nie jest tak łatwo. W dzień terminu porodu poszłam sama 5km na wizytę do przychodni i nic... Z powodu nadciśnienia lekarz dał skierowanie do szpitala i urodziłam dopiero po dwóch dniach pompowania we mnie kroplówek:-P
No ładnie, ja mam nadzieję, że mnie tak nie przetrzyma. Ja już ledwo chodzę! Uciążliwe lekko
No ładnie, ja mam nadzieję, że mnie tak nie przetrzyma. Ja już ledwo chodzę! Uciążliwe lekko
Najgorsze puchnące nogi.
zakochana.w.nutach napisał/a:No ładnie, ja mam nadzieję, że mnie tak nie przetrzyma. Ja już ledwo chodzę! Uciążliwe lekko
Najgorsze puchnące nogi.
I skurcze łydek w nocy...
Cyngli napisał/a:zakochana.w.nutach napisał/a:No ładnie, ja mam nadzieję, że mnie tak nie przetrzyma. Ja już ledwo chodzę! Uciążliwe lekko
Najgorsze puchnące nogi.
I skurcze łydek w nocy...
Na skurcze brałam magnez :-P
Jeszcze okropnie mnie zgaga męczyła.
santapietruszka napisał/a:Cyngli napisał/a:Najgorsze puchnące nogi.
I skurcze łydek w nocy...
Na skurcze brałam magnez :-P
Jeszcze okropnie mnie zgaga męczyła.
Też brałam magnez, ale nie pomagał
ale za to nie miałam w ogóle zgagi ![]()
Cyngli napisał/a:santapietruszka napisał/a:I skurcze łydek w nocy...
Na skurcze brałam magnez :-P
Jeszcze okropnie mnie zgaga męczyła.Też brałam magnez, ale nie pomagał
ale za to nie miałam w ogóle zgagi
Ja miałam cały czas...
Humor mam dobry ale po co te głupie teksty z Twojej strony Cyngli? A poza tym ja pisze z Angelika.
A ja mam i zgage, i mega spuchnięte już nogi. Nie mam za to skurczy
Ale wole nie mówić hop... Jeszcze chwileczka, jeszcze momencik i w końcu chyba wyjdzie... ;p
861 2016-09-16 23:12:47 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2016-09-16 23:22:03)
Humor mam dobry ale po co te głupie teksty z Twojej strony Cyngli? A poza tym ja pisze z Angelika.
Skoro piszesz tylko z Angeliką, to rób to prywatnie poza forum.
Tu jest forum publiczne, każdy może skomentować. Nie pasują Ci moje posty - nie czytaj i nie komentuj, proste.
Koniec, bo się obrazę. Proszę nie denerwować ciężarnej. ;p
Koniec, bo się obrazę. Proszę nie denerwować ciężarnej. ;p
Spoko, już olewam :-)
Ha ha. To Ty komentujesz moje wpisy i nie mów mi co mam robić!!! Też Cię olewam!!!
Anglika to już czujesz że to ten moment?
Przepraszam bardzo, ale ten wątek nie jest tu po to by wieszać na sobie psy. Więc bardzo proszę, koniec. Jakoś nie czuje, aby mi to w jakikolwiek sposób pomogło.
Co ja mogę napisać... Jak się czuje? Czuje pustkę. Czuję jedną, wielką pustkę w moim życiu i w moim sercu. Zdaje sobie sprawę, że on układa sobie życie beze mnie, że to wszystko była iluzja. No i co z tego, że o tym wiem? No to, że nie zadaje sobie już pytań dlaczego... Znaczy, czasami mnie nadchodzą, ale odpowiadam sobie sama szybko. Na to nie ma wytłumaczenia, po prostu... Zabawił się moim kosztem, jakoś wbił sobie do głowy, że byłam dla niego straszna i okropna, no i to pielęgnuje. Co ja mogę na to poradzić? Ja nic nie mogę w tej kwestii. Za to mogę zająć się sobą i swoim życiem. Jest to ciężkie, funkcjonuje... Wiecie... Zamknięta w moich czterech ścianach, uczę się, albo leżę i patrze w ścianę, odnawiam kontakty i pisze z ludźmi. To wszystko co ciężarna na tym etapie może robić. Jestem już tak zmęczona wszystkim co przeżyłam w ostatnich miesiącach. Do porodu coraz bliżej, a on nic... Dowiedziałam się od niego tylko tyle, że łączy nas dziecko, nic więcej. Napisałam mu co o nim myślę i na tym się skończyło. W końcu napisałam co o nim myślę! Nie kiwalam głową jak dziewczynka, która nie chce kary i boi się odezwać, bo to robiłam cały czas. Napisałam co myślę i nie dostałam już odpowiedzi. No, a raczej w odpowiedzi dostałam ciszę. I boję się, okropnie się boję tego jak będę trzymała swoją córeczkę w szpitalu i on przyjdzie. Co ja mu powiem? Co on powie mi? Życie jest tak okrutne momentami... Wiem, że wszystko w życiu jest po coś... Ale ja zniosłabym wszystko, chciałam mieć tylko tego pewniaka, moja rodzinę. Niezmienną i kochającą się pełną rodzinę. Aby wszystko przeżywać razem z partnerem, wszystkie niepowodzenia moc rozwiązywać wspólnie. Mieć do kogo się przytulić i oprócz tego, że ja będę się troszczyć, to żeby ktoś zatroszczył się o mnie. On wiedział jak to robić, było mi z nim dobrze. Kochałam go bezgranicznie, a on to wszystko zniszczył... Jest mi tak przykro, zawiodłam się na nim niesamowicie... A to, że po 6 latach przyjaźni usłyszałam, że nic nas nie łączy? Przekreslilo jakiekolwiek nasze dobre kontakty w tym momencie. Bo ja mu kiedyś wybacz, ale nie wiem czy dam radę potraktować go jako przyjaciela. Kochajac jego, równocześnie wspieralam go w poprzednim związku. Byłam między młotem a kowadlem, bo przyjaznilam się z jego byłą dziewczyną. Powiedziałam mu o tym, że go zdradziła po tym jak przez dwa miesiące nie miała odwagi. Patrzyłam jak go oklamuje i błaga mnie, abym nic mu nie mówiła. Jak chciał pogadać to zawsze wiedział gdzie mieszkam. Przychodził niezapowiedziany, zaplakany. Nigdy mu nie odmowilam pomocy. Nigdy. Byłam zawsze jak mnie potrzebował, zawsze! I po tych wszystkich latach on mi mówi, że NIC nas nie łączy? Tak... Czas najwyższy wypisać wszystko co we mnie teraz siedzi...
Ułoży się, zobaczysz. Choć trudno Ci teraz sobie to wyobrazić.
Trudno mi sobie to wyobrazić, ale wyobrażam sobie. Ja wiem, że wszystko się ułoży. Jestem tego pewna, bo całe życie pod górkę przecież nie będe miała, chyba, że jestem jakimś totalnym pechowcem, ale w to nie wierzę. Ja wiem, że wszystko się ułoży, ale w tym momencie i na tym etapie czuje się właśnie tak. Te emocje we mnie siedzą. Jestem uświadomiona, nic nie analizuje. Ne analizuje tego co on robi, czym się zajmuje, gdzie jest w danym momencie. Nie... Nie robie tego. I mimo, że jest mi tak strasznie ciężko to wiem, że zrobiłam już ogromne kroki naprzód i nie zamierzam tego spieprzyć. Kocham go, ale nie dam sobie niszczyć życia, nie dam zniszczyć siebie. Dla małej i dlatego, że samej na sobie zaczęło mi zależeć. Dzięki Wam.
Angelika gdybym mieszkala bliżej choć trochę to bym Cię przytulila:-) Będzie wszystko dobrze:-*
Gratuluje:-* śliczna dziewczynka:-*
Dziękuję
cieszę się, że już jest po. Faktycznie jest dużo łatwiej patrzeć na pewne sprawy. Moje myśli są tylko i wyłącznie z nią ![]()
Jest bardzo pobobna do Ciebie:-)
Przeczytałam wszystkie wiadomości od początku do końca i muszę stwierdzić, że jesteś dzielną kobietą ![]()
Napisz proszę jak teraz patrzysz na "sprawy sercowe". Czy coś się zmieniło po tym jak na świat przyszła Bianka?
No właśnie napisz coś.
Czemu nic nie piszesz?
Nie zauważyłam waszych wiadomości. W swoim wątku się już nie udzielałam i nawet nie pomyślałam żeby zajrzeć.
Ayaa, dziękuję za to, że poswiecilas czas na przeczytanie mojego wątku i dziękuję za zainteresowanie.
Moje życie zmieniło się całkowicie, ustalilam swoje priorytety i na pierwszym miejscu jest teraz dziecko i ja. Czy inaczej patrzę na sprawy sercowe? Tak, zdecydowanie. Mój ex partner, ojciec mojego dziecka stał się dla mnie nikim. Zwykłym idiota, dupkiem i totalnym egoistą patrzacym na własny czubek nosa. Opetana hormonami nie potrafiłam spojrzeć na sprawę tak jak powinnam, nic do mnie nie docieralo. Wszystko krazylo wokół wizji rodziny którą pielegnowalam przez całe pięć miesięcy. Teraz wszystko się zmieniło. Patrzę na przyszłość i wiem, że muszę ją układać pod naszą dwójkę. Jest mi bardzo ciężko. Gdy o nim myślę czuje ból i żal za krzywdę którą nam wyrządził. Odkąd powiedziałam mu, że go nienawidzę to nic się nie zmieniło. Czasami się gryzlam czy ja dalej go kocham. Pewnie gdzieś tam w środku tak, bo z mojej strony to prawdziwa miłość była i nie rozumiem jego postępowania. Teraz nie liczy się to, czy rozumiem jego postępowanie czy nie. Liczy się to, że w moim życiu i sercu nie ma już dla niego miejsca. Będę teraz pielęgnować tą pustkę, aby kiedyś gdy ktoś wejdzie na to miejsce miał czyste pomieszczenie, w którym będzie mógł się zaklimatyzować od nowa. Ale do tego jeszcze długa droga
zostało mi wierzyć, że nic nie dzieje się bez przyczyny, a moje cierpienie i ból kiedyś minie, gdy spotka mnie to na co zasługuje. Tak miało być. On znalazł sobie dziewczynę, tydzień po tym jak urodziła się nasza córka on już był zajęty kimś innym. Tak to wygląda na chwilę obecną
staram się myśleć pozytywnie, bo to pozwala mi funkcjonować.
Napisz ni wiadomość na pocztę
Będzie dobrze, zobaczysz.
Przysłowie "czas leczy rany" jest prawdziwe.
Grunt to myśleć pozytywnie, nie dać się złym myślom.
No i masz dla kogo żyć teraz...
Musi być dobrze. Już tyle wycierpiałam, a przecież życie nie jest po to, aby zgnoic człowieka tylko po to, aby zdobył siłę i przeszedł przez ciężkie chwile. Żeby zobaczył że jest silny i sam sobie też poradzi. Poza tym, coraz bardziej wydaje mi się że niedługo mu podziękuję. Bo jak teraz widzę co on wyprawia to zaczynam myśleć, że tak jest lepiej.
To już Twoja decyzja. Moze i też masz rację:-)
Musi być dobrze. Już tyle wycierpiałam, a przecież życie nie jest po to, aby zgnoic człowieka tylko po to, aby zdobył siłę i przeszedł przez ciężkie chwile. Żeby zobaczył że jest silny i sam sobie też poradzi. Poza tym, coraz bardziej wydaje mi się że niedługo mu podziękuję. Bo jak teraz widzę co on wyprawia to zaczynam myśleć, że tak jest lepiej.
Dziękuję Ci bardzo za odpowiedź. Często zagladalam na ten wątek żeby zobaczyć czy napisałaś co u Ciebie, u was
Widzę, że dużo zmieniło się u Ciebie odkąd Twoja córka jest z Tobą. Stalas się bardziej dojrzałą osobą, która potrafi określić priorytety. Na szczęście nie bierzesz już go pod uwagę.
Temat jest mi bliski ponieważ przechodzę coś podobnego przez co Ty przechodzilas. I też jest mi cholernie ciężko.
Ayaa. Wysłałam Ci maila. Trzymaj się kochana. Pamiętaj, że wszystko się dzieje z jakiegoś powodu. ;*