Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » RELIGIA - DUCHOWE POSZUKIWANIA » Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 156 ]

66

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?

A tacy, których nic to zasadniczo nie obchodzi?

Zobacz podobne tematy :

67 Ostatnio edytowany przez EeeTam (2016-01-02 16:54:23)

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?
Naprędce napisał/a:

A tacy, których nic to zasadniczo nie obchodzi?

Jeśli nie mieszczą się w powyższych grupach, to chyba umysłowe roślinki.
Co to znaczy "nie obchodzi"?

68

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?
Ewika99 napisał/a:
Iceni napisał/a:
Ewika99 napisał/a:

Moze zacznijmy od tego, ilu jest tak naprawde ateistow z prawdziwego zdarzenia. Kiedys na necie przeczytalam fajny tekst: Swieta Bozego Narodzenia to magiczny czas- sprawiaja, ze w Polsce jest w tym okresie 90% mniej ateistow...
Nie sadzicie, ze cos w tym jest...? wink

Ale co mają święta BN do ateizmu? To sądzisz, że ateista powinien iść tego dnia do pracy? Jeść kanapkę z serem zamiast świątecznego obiadu, bo nie wierzy w Boga? Święta to TRADYCJA przede wszystkim - sięgająca dalej niż chrześcijaństwo smile
Czy jeżeli ja łamię się z kimś opłatkiem w Wigilię to znaczy, że nagle uwierzyłam w Boga? big_smile Serio? Czy może po prostu jestem kulturalna i uczestniczę w aktywnie w uroczystościach moich bliskich?

To jest takie na siłę udowadnianie, że ateiści i tak w końcu kiedyś wracają do Boga - jak nie w chorobie, to w święta - i gdzie teraz jest twoja wyniosłość ateistów - czy ty nie traktujesz nas tak samo?

Iceni,no wlasnie? Co ma BN do ateizmu? Dla mnie to hipokryzja. Wiesz, wydaje mi sie, ze skoro nie wierzysz w Boga i uwazasz dzielnie sie oplatkiem za element tradycji (nie widzac w tym zadnego aspektu religijnego) to po co sie dzielic? Nie wierzysz- ok. Ja nie mam nic przeciwko ateistom. Ale badzcie, do jasnej Anielki, prawdziwi w tym swoim niewierzeniu. Tymczasem mam wrazenie, ze duza czesc ateistow, przez wzglad na swoich wierzacych bliskich, lamie ''zasady'' ateizmu. Nie wiem, Iceni, czy akurat Ty jestes taka typowa ni-to- ateistka, ni-to-agnostyczka, ni-to-wierzaca, ale irytuja mnie takie osoby. Zdaje sobie sprawe, ze w internecie najwiecej jest gowniarzerii ateistycznej, ktora co niedziela pod dyktando mamy idzie do kosciola. Prawdziwy ateista wzbudza moj szacunek- pod warunkiem, ze nie wysmiewa sie z wiary innych ludzi i ich Boga. Nieprawdziwy- irytuje. Najgorszego sortu sa chyba ''ateisci'', ktorzy zewszad domagaja sie tolerancji dla swoich pogladow, ale ludzi wierzacych wyzywaja od ciemnogrodu. Nikt z zyjacych nie wie, czy Bog jest, czy go nie ma. Kazdy z nas sie w swoim czasie dowie. Jezeli nie wierzysz- Twoja sprawa. Nikogo niezamierzam nawracac, ale nie neguj tego, ze dla kogos On istnieje. Ktos tu pisal, ze bardziej oplaci sie wierzyc, niz nie wierzyc. Ktos inny odpisal, ze w takim razie ludziom wierzacym musi sie to OPLACAC, bo inaczej nie by nie wierzyli. Alez oczywiscie- sam Bog przeciez mowi o czekajacej nagrodzie za wiare- zycie wieczne. I mowi tez, ze kazdy, kto chce zyc wiecznie, powienien wierzyc. Co w tym zlego, ze ludzie praktykuja, wierza, czcza, by osiagnac zbawienie? Przeciez to ''z gory'' nam zakomunikowal Bog. Nie jest to wymysl wierzacych. I wlasnie- jezeli Boga nie ma wtedy wierzacy nic nie zyskuje ani niewierzacy. Jezeli natomiast Bog jest to tylko niewierzacy na tym traci, wierzacy zas zyskuje. Taka ''kalkulacja''.  Wierzacy najwyzej nic nie zyska, ateista moze za to duzo stracic. No ale to wybor kazdego. Ja tam nie bede sie klocic z ateistami, ze Bog istnieje, bo nie mam takiej potrzeby.
Poza tym, Iceni, nigdzie nie pisalam w tym temacie, ze ateisci sie wywyzszaja nad wierzacymi. Bo sie nie wywyzszaja- ale tylko prawdziwi. Reszta, nazywajaca innych ciemnogrodem, to tylko atrapy ateistow.


Sorry, ale dalej ciebie nie rozumiem - jeżeli jestem zaproszona na Wigilię, to mam wszem i wobec ogłosić, że się z nikim nie będę dzieliła opłatkiem, bo nie wierzę w Boga? big_smile Na imieniny też mam przestać chodzić i składać życzenia? big_smile A jak mnie zaprosi znajoma Hinduska na jakieś ich święto, to się nagle okaże, że jestem utająną wyznawczynią Ramy czy innej Kali? Tak się składa, że mieszkam w wielokulturowym mieście i mam kontakt z wieloma innymi religiami - skoro ktoś mnie na jakąś uroczystość ZAPRASZA to chyba oznacza, że mu na mojej obecności zależy - a w takim razie DLACZEGO mam tej osobie odmówić TYLKO z tego powodu, że nie wyznaję tej religii?

Pewne rzeczy robi się z myślą o innych, nie tylko o sobie - jako chrześcijanka powinnaś o tym wiedzieć tongue


Albo masz jakieś kompleksy na temat swojej wiary, albo tylko przypadkiem tak ci temat wyszedł...

69

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?
EeeTam napisał/a:
Naprędce napisał/a:

A tacy, których nic to zasadniczo nie obchodzi?

Jeśli nie mieszczą się w powyższych grupach, to chyba umysłowe roślinki.
Co to znaczy "nie obchodzi"?

Mam na mysli ludzi którym jest wszystko jedno czy istnieje Bóg, czy nie.

Wg Twojego zestawienia jestem agnostykiem. Jednak nawet gdyby Bóg do mnie zstąpił, albo wręcz przeciwnie -gdyby ktoś "udowodnił" że Tenże nie istnieje, to nic by to nie zmieniło w moim życiu. Dlatego ja sam siebie agnostykiem nie nazywam.
Czy taka postawa kwalifikuje mnie Twoim zdaniem do nazwania mnie umysłową roślinką?

70 Ostatnio edytowany przez EeeTam (2016-01-02 17:33:12)

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?
Naprędce napisał/a:

Mam na mysli ludzi którym jest wszystko jedno czy istnieje Bóg, czy nie.

Wg Twojego zestawienia jestem agnostykiem. Jednak nawet gdyby Bóg do mnie zstąpił, albo wręcz przeciwnie -gdyby ktoś "udowodnił" że Tenże nie istnieje, to nic by to nie zmieniło w moim życiu. Dlatego ja sam siebie agnostykiem nie nazywam.
Czy taka postawa kwalifikuje mnie Twoim zdaniem do nazwania mnie umysłową roślinką?

Ale sam fakt, że jest Ci wszystko jedno został czymś wywołany, musiałeś chociaż pobieżnie nad tym pomyśleć. Czyli jest to może dla Ciebie mało ważne, ale nie jest to problem, który całkowicie Cię "nie obchodzi" i nie obchodził. Zresztą sam fakt, że dyskutujesz w tym wątku już przeczy założeniu, że nic Cię to "nie obchodzi"

Całkowicie nie obchodzić, nigdy nie wywołać żadnej refleksji, ten problem może tylko u kogoś niezdolnego do abstrakcyjnego myślenia, czyli dziecka zbyt małego na to lub osoby poważnie opóźnionej w rozwoju. I to właśnie miałem na myśli w poprzednim poście.

71

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?

Mnie przerażają niektórzy katolicy obecnie. Co nie zrobisz to obraza uczuć religijnych, w szkołach religia wplątana w plan lekcji pomiędzy innymi zajęciami to wg wielu bardzo dobry pomysł. Dobrze ze nie chodzą po domach jak świadkowie..

72 Ostatnio edytowany przez Ewika99 (2016-01-02 18:15:15)

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?
Iceni napisał/a:
Ewika99 napisał/a:
Iceni napisał/a:

Ale co mają święta BN do ateizmu? To sądzisz, że ateista powinien iść tego dnia do pracy? Jeść kanapkę z serem zamiast świątecznego obiadu, bo nie wierzy w Boga? Święta to TRADYCJA przede wszystkim - sięgająca dalej niż chrześcijaństwo smile
Czy jeżeli ja łamię się z kimś opłatkiem w Wigilię to znaczy, że nagle uwierzyłam w Boga? big_smile Serio? Czy może po prostu jestem kulturalna i uczestniczę w aktywnie w uroczystościach moich bliskich?

To jest takie na siłę udowadnianie, że ateiści i tak w końcu kiedyś wracają do Boga - jak nie w chorobie, to w święta - i gdzie teraz jest twoja wyniosłość ateistów - czy ty nie traktujesz nas tak samo?

Iceni,no wlasnie? Co ma BN do ateizmu? Dla mnie to hipokryzja. Wiesz, wydaje mi sie, ze skoro nie wierzysz w Boga i uwazasz dzielnie sie oplatkiem za element tradycji (nie widzac w tym zadnego aspektu religijnego) to po co sie dzielic? Nie wierzysz- ok. Ja nie mam nic przeciwko ateistom. Ale badzcie, do jasnej Anielki, prawdziwi w tym swoim niewierzeniu. Tymczasem mam wrazenie, ze duza czesc ateistow, przez wzglad na swoich wierzacych bliskich, lamie ''zasady'' ateizmu. Nie wiem, Iceni, czy akurat Ty jestes taka typowa ni-to- ateistka, ni-to-agnostyczka, ni-to-wierzaca, ale irytuja mnie takie osoby. Zdaje sobie sprawe, ze w internecie najwiecej jest gowniarzerii ateistycznej, ktora co niedziela pod dyktando mamy idzie do kosciola. Prawdziwy ateista wzbudza moj szacunek- pod warunkiem, ze nie wysmiewa sie z wiary innych ludzi i ich Boga. Nieprawdziwy- irytuje. Najgorszego sortu sa chyba ''ateisci'', ktorzy zewszad domagaja sie tolerancji dla swoich pogladow, ale ludzi wierzacych wyzywaja od ciemnogrodu. Nikt z zyjacych nie wie, czy Bog jest, czy go nie ma. Kazdy z nas sie w swoim czasie dowie. Jezeli nie wierzysz- Twoja sprawa. Nikogo niezamierzam nawracac, ale nie neguj tego, ze dla kogos On istnieje. Ktos tu pisal, ze bardziej oplaci sie wierzyc, niz nie wierzyc. Ktos inny odpisal, ze w takim razie ludziom wierzacym musi sie to OPLACAC, bo inaczej nie by nie wierzyli. Alez oczywiscie- sam Bog przeciez mowi o czekajacej nagrodzie za wiare- zycie wieczne. I mowi tez, ze kazdy, kto chce zyc wiecznie, powienien wierzyc. Co w tym zlego, ze ludzie praktykuja, wierza, czcza, by osiagnac zbawienie? Przeciez to ''z gory'' nam zakomunikowal Bog. Nie jest to wymysl wierzacych. I wlasnie- jezeli Boga nie ma wtedy wierzacy nic nie zyskuje ani niewierzacy. Jezeli natomiast Bog jest to tylko niewierzacy na tym traci, wierzacy zas zyskuje. Taka ''kalkulacja''.  Wierzacy najwyzej nic nie zyska, ateista moze za to duzo stracic. No ale to wybor kazdego. Ja tam nie bede sie klocic z ateistami, ze Bog istnieje, bo nie mam takiej potrzeby.
Poza tym, Iceni, nigdzie nie pisalam w tym temacie, ze ateisci sie wywyzszaja nad wierzacymi. Bo sie nie wywyzszaja- ale tylko prawdziwi. Reszta, nazywajaca innych ciemnogrodem, to tylko atrapy ateistow.


Sorry, ale dalej ciebie nie rozumiem - jeżeli jestem zaproszona na Wigilię, to mam wszem i wobec ogłosić, że się z nikim nie będę dzieliła opłatkiem, bo nie wierzę w Boga? big_smile Na imieniny też mam przestać chodzić i składać życzenia? big_smile A jak mnie zaprosi znajoma Hinduska na jakieś ich święto, to się nagle okaże, że jestem utająną wyznawczynią Ramy czy innej Kali? Tak się składa, że mieszkam w wielokulturowym mieście i mam kontakt z wieloma innymi religiami - skoro ktoś mnie na jakąś uroczystość ZAPRASZA to chyba oznacza, że mu na mojej obecności zależy - a w takim razie DLACZEGO mam tej osobie odmówić TYLKO z tego powodu, że nie wyznaję tej religii?

Pewne rzeczy robi się z myślą o innych, nie tylko o sobie - jako chrześcijanka powinnaś o tym wiedzieć tongue


Albo masz jakieś kompleksy na temat swojej wiary, albo tylko przypadkiem tak ci temat wyszedł...

To Ty nie rozumiesz. Od poczatku dyskusji tlumacze, czym jest dla mnie ateizm, a czym tylko udawanie, ze jest sie ateista. Mozesz chodzic, gdzie Ci sie podoba, nawet do meczetu. Nie mam absolutnie zadnych kompleksow na temat mojej wiary i nie przeszkadza mi, ze ktos nie wierzy. I napisze po raz n-ty chyba juz w tym temacie: irytuja mnie ''ateisci'', ktorzy tylko dla pozoru sa ateistami. Na przyklad chca zaimponowac w towarzystwie (wiara jest dzis passe) i twierdza, ze nie wierza, a potem grzecznie chodza do kosciola na msze. Uwierz, ze sa tacy. Jezeli odebralas moje posty jakos bardzo osobiscie, to juz nie moj problem. Katolicy rowniez potrafia sie wywyzszac tylko dlatego, ze wierza. To tez dla mnie jest niezrozumiale. I wcale nie uwazam, ze tylko katolicki Bog jest prawdziwy. Bog nie ma przymiotnika- muzulmanski, buddyjski, chrzescijanski. Nie bede   polemizowac, czy jest, czy Go nie ma, bo nie o tym jest tak naprawde temat. Jezeli chodzi o wywyzszanie sie jakichs grup nad innymi, to mysle, ze wystepuje to po jednej, jak i po drugiej stronie. Pytanie tylko, czy wtedy faktycznie mamy prawo, by nazywac sie ateistami badz wierzacymi. To, ze ktos jest ateista nie daje mu prawa uwazac sie za madrzejszego (tym bardziej, ze jest wielu bardzo wyksztalconych, madrych ludzi, ktorzy wierza w Boga), ani tez katolikowi nikt takiego prawa nie daje. A jak sie zachowuja ludzie- to ich wybor.

73

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?
chloe2 napisał/a:

Mnie przerażają niektórzy katolicy obecnie. Co nie zrobisz to obraza uczuć religijnych, w szkołach religia wplątana w plan lekcji pomiędzy innymi zajęciami to wg wielu bardzo dobry pomysł. Dobrze ze nie chodzą po domach jak świadkowie..

Ja tam zauwazylam, ze obecnie wiara chrzescijanska jest mocno dyskryminowana. Chodzi mi o Zachod Europy. I to nie przez ateistow (w kazdym badz razie nie w takiej skali), a przez muzulmanow. No ale to juz chyba temat na osobny watek.
Co do religii w szkole- powinno jej nie byc, zgadzam sie. A jezeli juz to suche, wyzete z propagandy ogolne informacje na temat nie jednej, a kilku najbardziej powszechnych na swiecie religii.

74 Ostatnio edytowany przez Ewika99 (2016-01-02 18:31:25)

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?
EeeTam napisał/a:
Ewika99 napisał/a:

Bardzo dobrze wiem, kim jest ateista. Tylko ze w Polsce mamy do czynienia z duza iloscia osob, ktore wyszydzaja wiare, katolikow, Boga, a w Boze Narodzenie grzecznie zasiadaja do wieczerzy i dziela sie oplatkiem.

A co to ma do rzeczy? Jest to święto państwowe, więc niby dlaczego ateiści mają nie świętować?


Prawdziwy ateista niech sobie swietuje. Natomiast taki, co wyszydza wiare swoich bliskich nie powinien dzielic sie oplatkiem. To obraza nie tylko dla religii, ale nawet dla rodziny tegoz ''ateisty''. Nie myl swietowania (celebrowania) ze zwyklym niepojsciem do pracy, bo to logiczne, ze kazdy w tych dniach odpoczywa w domu (ewentualnie w cieplych krajach).

Ewika99 napisał/a:

Oczywiscie jest jakas czesc tych prawdziwych ateistow (dla mnie prawdziwy ateista jest ten, kto nie wysmiewa i nie probuje na sile przekonac kogos, ze Boga nie ma)

O proszę, mamy fachowca od prawdziwych i sztucznych ateistów...
A prawdziwy katolik to taki co nawraca, czy taki co nie nawraca?

Nie, nie jestem fachowcem. Mam natomiast swoj rozum i pewne rzeczy dostrzegam. Nie trzeba byc fachowcem, by widziec, kto stwarza pozory. Zreszta, nie wiekszy ze mnie ''fachowiec'' niz kazdy na forum, kto zabiera glos w jakiejs dyskusji. Miedzy innymi Ty.

Ewika99 napisał/a:

glosza, ze sa ateistami, a do kosciola pojda, gdy jakas uroczystosc rodzinna sie zdarzy (komunia, chrzciny). I tylko nie wmawiajcie mi, ze przeciez mozna pojsc do kosciola nie wierzac w Boga-owszem, mozna tylko PO CO?

Po to, że to jest impreza rodzinna, a wyobraź sobie, że ateiści też mają rodziny, do tego większość z nich rodziny katolickie. Cywilizowani ludzie potrafią to pogodzić.

Rodzinne imprezy mozna swietowac w roznych miejscach. I tak samo mozna zaznaczyc swoja obecnosc. No ale nie chce mi sie po raz setny pisac o tym samym. Jezeli ateista nie ma nic przeciwko pojsciu do kosciola/meczetu/cerkwi, to mi tym bardziej pozostaje tylko podziwac.

75

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?

A ja dzisiaj jadłem rosół z kaczki. Kto zgadnie, jakiego jestem wyznania? A tak na poważnie, to wyniosłość i nietolerancja wcale nie mają nic wspólnego z religią, chociaż religia czy ogólnie wyznawany światopogląd są dobrym pretekstem, żeby sobie poprawić samopoczucie kosztem inaczej myślących... Religia nie uczy pogardy, ateizm też chyba nie, natomiast zawsze znajdą się idioci, którzy są przekonani o swojej nieomylności i wyższości nad innymi.

76 Ostatnio edytowany przez krisniejaki (2016-01-02 18:43:54)

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?
CatLady napisał/a:
Jaguar napisał/a:

dowiedziawszy sie ze jestem ateistka spytała mnie czy to prawda ze ateiści jedzą koty?

Coś jej się pochrzaniło. To Świadkowie Jehowy jedzą koty. tongue

To do tego o tym rosole, popierdzieliły mi się stronki neutral

77

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?

EeeTam, wielkie dzięki za poszukanie i zacytowanie definicji. Dają pełniejszy obraz dyskusji.
zbytdelikatna, nie ignoruję Martainna, ani nikogo z dyskutujących. Często odpowiadam mimochodem w kierunku innego użytkownika i już nie powtarzam tego samego. Czytam wszystkie wypowiedzi, więc to nie ignorancja.

cslady napisał/a:
ewka3 napisał/a:

Czy nie jest czasem tak, że ateista, to człowiek rozczarowany obrazem Boga?
Tam w Afryce głodują dzieci, a Pan Bóg bawi się w przeciągi w kościele, bo jakaś duszyczka wątpi. Czy On nie mógłby w końcu się ogarnąć i zająć poważnymi sprawami. Rozwiązać kilka konfliktów, nakarmić dzieci, choćby wytrącić nóż mordercy?

Sądzę, że w tym momencie nie piszesz o ateiście, tylko o ludziach obrażonych na Boga, którzy określają się jako ateiści, bo tak im wygodnie (?) lub na siłę chcą się jakoś definiować. Jak już zostało wspomniane - nie da się być obrażonym na kogoś, w czyje istnienie się nie wierzy. Np. moje odejście od religii nie wyglądało w taki sposób jak to sobie wyobrażają wierzący, że obraziłam się na Boga, widziałam same złe rzeczy w księżach i Kościele czy coś w tym stylu. Jeśli ktoś przestaje wierzyć z takich emocjonalnych powodów, że przecież Bóg jest zły, bo dopuszcza głód, śmierć naszych bliskich, to taki ateizm nie jest dla mnie prawdziwym ateizmem, a jedynie jakąś chwilową ucieczką. U mnie to wyglądało w ten sposób, że im bardziej zaczęłam się interesować antropologią kultury, odbiorem tekstów literackich, mitologiami i bajkami świata, tym bardziej zaczynałam wątpić i mieć wrażenie, że od dzieciństwa robi się mnie w balona. Potem zaczęłam szukać i dociekać, aż doszłam do momentu, gdy przed samą sobą potwierdziłam własną tezę, że religie są powymyślane. Oczywiście trochę upraszczam, bo mój proces odchodzenia od dawnych poglądów sporo trwał, jakieś 5 lat. To nie było tak, że z dnia na dzień coś mi się ubzdurało, obraziłam się, krytykowałam księży itp. Przez ten okres nawet rozmawiałam z księżmi, ale w sumie tylko jeden zyskał mój szacunek jako rozmówca, bo miałam wrażenie, że reszta nawet nie traktuje mnie poważnie, a jedynie próbuje czymś nastraszyć. Większość ateistów, których znam przechodziła podobną drogę, choć u nich zwykle zaczynało się od zainteresowania naukami przyrodniczymi, a nie literaturą jak u mnie.

Przedstawiłaś wspaniały przykład drogi do przekonania o nie istnieniu siły wyższej.
Postawię obraz z drugiej strony.
Fakt, że we wszystkich wierzeniach, zarówno w dualistycznych jak i w monoteistycznych, występują podobne symbole, skłania do uznania, że wiara jest oparta na jakiś wnioskach. Przez wieki ludzka wyobraźnia i wykorzystywanie wierzeń do własnych celów, zasypuje te wnioski stertą sprzeczności jak głazami - obraz wiary się wypaczył. Co jakiś czas (tysiąclecia) pojawia się pogląd, trend, proroctwo,  mające na celu prawidłowe ukierunkowanie wierzeń. (Najlepszym i wszystkim znanym przykładem Jezus i Jego nauki.) Ludzie wypaczają obraz wiary, powstaje chaos i upadek głównego nurtu, ale wiara nie zanika. Powstaje kolejna, której główne symbole są powiązane z poprzednimi.
Przypadek?

78

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?

Oficjalnie sezon 2015/2016 na zbieranie haraczu przez KK uznaję za otwarty.

79

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?
Czarna Kotka napisał/a:

Polecam też dla zabawy sprawdzić ilość wyników google dla haseł ateistyczny bełkot i katolicki bełkot.

Tak na marginesie.
Nawet jeśli to uznać za zabawę, to wyniki MOGĄ conieco odzwierciedlać.
Przykładowe zestawienie (google):
"religijny bełkot"- About 1,440 results, albo "katolicki bełkot" -About 534 results
"ateistyczny bełkot" - About 435 results,"antyreligijny bełkot" About 33 results

Jeśli bierzemy pod uwagę:
- skłonność obu grup do wzajemnego pouczania, obrażania się, poczucia "misji" itp.
oraz
- szacunkową liczbę ateistów po jednej i katolików/wierzących po drugiej stronie,
To biorąc nawet pod uwagę niedoskonałość tych "danych", jestem skłonny przyznać rację tym, którzy twierdzą, że to raczej "wojujący ateiści" bardziej (z większą intensywnością) atakują(wychodzą z polemiką itp.) religię niż 'fanatyczni wierni" zachiowują się tak w stosunku do wierzących.
Czy coś z tego wynika? Na Boga nie wiem! big_smile


Ewika99 napisał/a:

  I tylko nie wmawiajcie mi, ze przeciez mozna pojsc do kosciola nie wierzac w Boga-owszem, mozna tylko PO CO?

Wprawdzie nie podchodzę pod postawy, które Ciebie bulwersują (chyba że tą wypowiedzią) ale podpowiem Ci, że do kościoła można iść po to żeby np. posłuchać gromkiego śpiewu. W "mojej" parafii to aż ściany się trzęsą wink


Ślimaczyca napisał/a:

Pewnie wiele osób się teraz oburzy, ale zanim pluniecie jadem, odpowiedzcie sobie szczerze, jak zareagowalibyście, gdyby wasza nowa sympatia oznajmiła, że jest wyznawcą Latającego Potwora Spaghetti, albo oddaje cześć Zeusowi. I dlaczego Jehowa jest poważny i ok, a Potwór Spaghetti już nie? Dla ateisty nie ma między nimi duchowej różnicy wink

Zrównanie LPSu, które został wymyslony własnie po to aby unaocznić pewien problem/absurd  (niepotrzebne skreślić) na styku amerykańskiego systemu edukacji/religia, z jakkąkolwiek inną religią jest pewnym nadużyciem wink
Religia to nie są tylko czary-mary, to swego rodzaju kompletny system, taki osobisty paradygmat wierzących. To z czego się śmiejesz nie jest przecież w tym systemie najstotniejsze. Te  "czary" to tło, szafaż jak roboty u Lema. Istotna jest treść, przekaz. W kontekście ewentualnego związku z osobą religijną ważniejsze jest dla Ciebie to tło systemu niż wartości, które ten system reprezentuje?
To trochę tak jakby nie czytać Lema "bo to fantastyka" smile

ewka3 napisał/a:


Świat bez wiary, jawi mi się obrazem przepełnionych szpitali psychiatrycznych, mordów, linczy i samosądów.

Być może tak by się stało, ale nie dlatego że zabrakło by wiary (chyba, że tak o- na pstryknięcie palcami- w jednej chwili)
Ludzie muszą jakoś ogólnie rzecz biorąc ustosunkować się, wytłumaczyć sobie świat. Religia to jeden ze sposobów na takie "ustosunkowanie się" i jest powoli wypierana przez inne, alternatywne sposoby.
Nawiasem mówiąc- byłaś kiedyś w Czechach? Tam zdecydowana większość jest niewierząca. Kraj funkcjonuje i jest daleki od Twojej wizji. 


EeeTam napisał/a:

Ale sam fakt, że jest Ci wszystko jedno został czymś wywołany, musiałeś chociaż pobieżnie nad tym pomyśleć. Czyli jest to może dla Ciebie mało ważne, ale nie jest to problem, który całkowicie Cię "nie obchodzi" i nie obchodził. Zresztą sam fakt, że dyskutujesz w tym wątku już przeczy założeniu, że nic Cię to "nie obchodzi"

No dobra... Ale to chyba niemożliwe żeby to zagadnienie nigdy nie wywołało jakiejkolwiek refleksji u jakiegokolwiek człowieka na planiecie Ziemia. Gdziekolwiek się nie urodzisz to automatycznie jesteś na takie refleksje skazany. Skoro tak, to jaki jest sens brać tą kwestię pod uwagę?
I jakie ma w ogóle znaczenie fakt, że kiedyś (lub teraz tu) się nad tym zastanawiałem?  Czy to dla Ciebie automatycznie oznacza, że jestem w jakimś "stanie zawieszenia", jak ten agnostyk z definicji którą podałeś? Bo jeśli tak to powtórzę:
Gdyby w tej właśnie chwili ukazał by mi się Bóg, to nie wpłynęłoby to kompletnie na treść tego posta i ewentualnych kolejnych (chyba, że by mnie mocno oślepił). To czy istnieje czy nie, nic w gruncie rzeczy dla mnie nie znaczy.
Skoro tak, to nie ma tu żadnego "zawieszenia", oczekiwania itp., jest constant, dwie nigdy niezbiegające się proste.
I nadal nie wiem, gdzie ja się w tym zestawieniu które podałeś, mieszczę.

80

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?
Naprędce napisał/a:

Tak na marginesie.
Nawet jeśli to uznać za zabawę, to wyniki MOGĄ conieco odzwierciedlać.
Przykładowe zestawienie (google):
"religijny bełkot"- About 1,440 results, albo "katolicki bełkot" -About 534 results
"ateistyczny bełkot" - About 435 results,"antyreligijny bełkot" About 33 results

Jeśli bierzemy pod uwagę:
- skłonność obu grup do wzajemnego pouczania, obrażania się, poczucia "misji" itp.
oraz
- szacunkową liczbę ateistów po jednej i katolików/wierzących po drugiej stronie,
To biorąc nawet pod uwagę niedoskonałość tych "danych", jestem skłonny przyznać rację tym, którzy twierdzą, że to raczej "wojujący ateiści" bardziej (z większą intensywnością) atakują(wychodzą z polemiką itp.) religię niż 'fanatyczni wierni" zachiowują się tak w stosunku do wierzących.

Po 1. wrzucenie tych fraz bez cudzysłowu daje nieco inne wyniki (katolicki bełkot - 50 600, ateistyczny bełkot -  53 200).
Po 2. Inwencja twórcza katolików w obrzucaniu błotem niewierzących jest olbrzymia. Przykładowo na fronda.pl znalazłem tylko dwa razy frazę "ateistyczny bełkot", na naszdziennik.pl - ani razu. A tam obrażanie ateistów to norma, tylko odbywa się innymi słowami.

Żeby dojść do jakichś wniosków mających oparcie w faktach, należałoby przeprowadzić zakrojone na szeroką skale badania. Nie umiem odpowiedzieć na pytanie, która strona wyróżnia się większą agresją. Acz, co też warto pamiętać, kościelna nowomowa brzmi czasem jak bełkot.

81

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?
ewka3 napisał/a:

Jest jeszcze inny aspekt wierzeń, a mianowicie ludzka psychika. Ludzie wierzący łatwiej godzą się ze stratą. Wiara daje im nadzieję i nadaje sensu życiu, że o moralnym kagańcu nie wspomnę.
Wyobraźmy sobie, że nagle wszyscy ludzie przestają się bać wiecznego potępienia. Albo zostają pozbawieni opaczności swego bóstwa, siły wyższej, itp. (Jak zwał, tak zwał.) Jaki chaos powstanie?
Albo zabierzmy ludziom diabła/zło. Czy człowiek potrafi przyjąć do wiadomości, że wyrządza sobie krzywdę na wzajem?
A sumienie? Co z sumieniem? Przecież ono jest.
Świat bez wiary, jawi mi się obrazem przepełnionych szpitali psychiatrycznych, mordów, linczy i samosądów.
W wierze nie chodzi tylko o obietnicę życia wiecznego, wiara to przede wszystkim nadzieja na sprawiedliwość, której człowiek nie może sobie sam zapewnić, bo nie potrafi odrzucić chciwości, złośliwości, i wielu innych cech.

To tylko tak Ci sie jawi!
Zdecydowana wiekszosc okrucienstw, mordow, oszustw i czego by tam jeszcze nie bylo bylo popelnione w imie BOGA!
Wiekszosc wojen toczyla sie i nadal toczy na podlozu religijnym, bo kazdy uwaza, ze tylko jego religia jest ta jedyna prawdziwa i trzeba innych na nia nawracac.
Swiat bez religii bylby prawdopodobnie duzo bardziej pokojowym swiatem.

82

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?
ewka3 napisał/a:
cslady napisał/a:

Sądzę, że w tym momencie nie piszesz o ateiście, tylko o ludziach obrażonych na Boga, którzy określają się jako ateiści, bo tak im wygodnie (?) lub na siłę chcą się jakoś definiować. Jak już zostało wspomniane - nie da się być obrażonym na kogoś, w czyje istnienie się nie wierzy. Np. moje odejście od religii nie wyglądało w taki sposób jak to sobie wyobrażają wierzący, że obraziłam się na Boga, widziałam same złe rzeczy w księżach i Kościele czy coś w tym stylu. Jeśli ktoś przestaje wierzyć z takich emocjonalnych powodów, że przecież Bóg jest zły, bo dopuszcza głód, śmierć naszych bliskich, to taki ateizm nie jest dla mnie prawdziwym ateizmem, a jedynie jakąś chwilową ucieczką. U mnie to wyglądało w ten sposób, że im bardziej zaczęłam się interesować antropologią kultury, odbiorem tekstów literackich, mitologiami i bajkami świata, tym bardziej zaczynałam wątpić i mieć wrażenie, że od dzieciństwa robi się mnie w balona. Potem zaczęłam szukać i dociekać, aż doszłam do momentu, gdy przed samą sobą potwierdziłam własną tezę, że religie są powymyślane. Oczywiście trochę upraszczam, bo mój proces odchodzenia od dawnych poglądów sporo trwał, jakieś 5 lat. To nie było tak, że z dnia na dzień coś mi się ubzdurało, obraziłam się, krytykowałam księży itp. Przez ten okres nawet rozmawiałam z księżmi, ale w sumie tylko jeden zyskał mój szacunek jako rozmówca, bo miałam wrażenie, że reszta nawet nie traktuje mnie poważnie, a jedynie próbuje czymś nastraszyć. Większość ateistów, których znam przechodziła podobną drogę, choć u nich zwykle zaczynało się od zainteresowania naukami przyrodniczymi, a nie literaturą jak u mnie.

Przedstawiłaś wspaniały przykład drogi do przekonania o nie istnieniu siły wyższej.
Postawię obraz z drugiej strony.
Fakt, że we wszystkich wierzeniach, zarówno w dualistycznych jak i w monoteistycznych, występują podobne symbole, skłania do uznania, że wiara jest oparta na jakiś wnioskach. Przez wieki ludzka wyobraźnia i wykorzystywanie wierzeń do własnych celów, zasypuje te wnioski stertą sprzeczności jak głazami - obraz wiary się wypaczył. Co jakiś czas (tysiąclecia) pojawia się pogląd, trend, proroctwo,  mające na celu prawidłowe ukierunkowanie wierzeń. (Najlepszym i wszystkim znanym przykładem Jezus i Jego nauki.) Ludzie wypaczają obraz wiary, powstaje chaos i upadek głównego nurtu, ale wiara nie zanika. Powstaje kolejna, której główne symbole są powiązane z poprzednimi.
Przypadek?

Moja droga do ateizmu byla podobna do drogi cslady. Tylko u mnie zaczelo sie to w wieku ok. 12 lat, gdy zaczelam podejrzewac, ze religia to sprawa ludzka, a nie sila wyzsza. Co mnie uderzylo i napelnilo buntem, to bylo to wieczne grozenie grzechem, juz dzieciom. Wychowywanie kijem i wabienie marchewka, ktorej nawet nie widac. Stwarzanie tabu, ze klerycy to nienaruszalni i cos lepszego. To jest silne kondycjonowanie, ktore potem jako nieswiadoma czesc psychiki pozwala kierowac ludzmi.
Dzis wiem wiele wiecej na ten temat.

Ewka, jesli chodzi o symbole, to nie jest zaden przypadek, kultura ludzka je przekazuje. Kultury nie znikaja nagle z powierzchni Ziemi, tylko sa zazwyczaj w jakims stopniu wchlaniane przez nastepne. Ich osiagniecia oraz czesc symboli zostaje. A wiec to nie jest tak, ze te symbole powstaja zupelnie niezaleznie od siebie. Archeologia czasem potrafi pokazac drogi, jakimi szla wymiana, choc oczywiscie nie zawsze obraz jest pelny, bo nie ma ciaglosci znalezisk.
Nasza dzisiejsza kultura jest kontynuacja rozwoju ludzlosci od ostatnich co najmniej kilkunastu tysiacleci, ktore budowaly jedno na drugim.

Ale jest jeden element, ktory jest byc moze samoistny - potrzeba szukania czegos wiecej niz tylko to materialne zycie naokolo.
Ludzie zaczeli kiedys odcinac sie od istoty swojego bytu, przywiazujac wiecej wagi do fenomenow zewnetrznych i konceptow rozumowych o nich, niz do swojej swiadomosci jako tego jedynego czynnika, ktory daje wogole mozliwosc jakiegokolwiek poznania czy doswiadczenia. Zaczeli stwarzac koncepty o swiecie i zyc wedlug nich, zamiast ten swiat bezposrednio doznawac.
Zycie w wyobrazeniach o swiecie, zamiast w swiecie doznan powoduje, ze czlowiek zaczyna czuc jakis brak, ale nie wiadomo jaki. I wtedy idac ta sama sciezka wyobrazen, zapelnia sie ten brak wyobrazeniem o czyms niematerialnym, czym ma byc bog. Ale poniewaz wyobrazenie czy koncept nigdy nie moze zastapic bezposredniego doswiadczenia, to jakies poczucie braku nadal zostaje.
Od czasu, gdy zaczelam sie interesowac naukami Wschodu, jak na przyklad Buddyzm, zaczelo to byc dla mnie coraz bardziej zrozumiale i namacalne. Ja nie przyjmuje nic na wiare, tylko staram sie sprawdzic empirycznie to, co uslysze. I wlasnie jak zaczelam sprawdzac, czy ta istota naszego bytu, tym czego brakuje i co jest zwykle zapelniane wyobrazeniem o jakiejs wyzszej istocie, moglaby byc nasza wlasna swiadomosc wiedzaca o wlasnym istnieniu, zaczelo to byc namacalne. Zwrot do wlasnego wnetrza, bezposrednie badanie natury wlasnej percepcji swiata z udzialem prostej logiki, bez zadnych wymyslnych historii, jakie prezentuja religie i bez ukierunkowania na zewnatrz skutecznie eliminuje potrzebe wiary w cokolwiek i prowadzi do doznawania szczescia z samego faktu bytu.
To jest moje doswiadczenie i doswiadczenie wielu innych ludzi na tej drodze.
Czasem do takiego doswiadczenia moze tez prowadzic wiara, jesli jest ona takze zwrocona do wewnatrz. Tyle, ze te wszystkie dogmaty i koncepty religijne zazwyczaj bardzo to utrudniaja, bo wtedy wiara odbywa sie w glowie, a tam szczescia sie nie znajdzie.

83 Ostatnio edytowany przez ewelinaL (2016-01-03 10:31:55)

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?

Marajka, zgadzam się z Tobą, że trzeba rozważnie szastać symbolami, bo jak wspomniałaś, kultury mają na siebie wpływ i wzajemnie się przenikają.
Zastanawiają mnie nie tylko symbole namacalne, ale również duchowe. Nauczyciel, wybawiciel - jako syn boga, bóstwa (wybaczcie małą literę, bo piszę w kontekście ogólnym). Postać kobiety, na wzór matki ziemi. Nieobecny, zajęty wyższymi sprawami ojciec.
Zarówno mitologie starożytne, jaki i religie współczesne opierają się na podobnych układach. (Wyjątkiem jest kultura celtycka, o której niestety za mało wiem, żeby się wypowiadać.)
Co zaś się tyczy symboli, które możemy zobaczyć, to zadziwiającym jest Gwiazda Dawidą, w którą kultury wkomponowały różne własne insynuacje. Gdy przyjrzymy się podstawowemu splotowi ratanowemu, to zauważymy, że jego pojedyncze oczko tworzy właśnie ten wzór. Splot musiał być znany od prehistorycznych czasów.
Do czego zmierzam. Ludzki mózg, DNA przekazuje zaszyfrowane dane, z których nie umiemy czerpać, albo czerpiemy nieświadomie.
I tu powstaje podłoże do wiary, bądź niewiary. Potrafimy sami wydobyć z siebie informacje. Zajrzeć w głąb umysłu lub duszy, czy potrzebujemy wiary, jako drogowskazu.
(Wspomniany Buddyzm zakłada, że sami sobie poradzimy, ale Bóg nam w tym nie zawadzi.)
I nie zgodzę się, że wiara przeszkadza w poznawaniu. Wielu psychologów i historyków uważa, że wierzenia były napędem postępu.
Dzieje człowieka wskazują na liczne upadki cywilizacyjne, ponieważ co jakiś czas jakby cofamy się w rozwoju. Starsze cywilizacje, czego dowodzą badania, były na wyższym poziomie, niż następujące po nich.
Ateista stwierdzi, że przyczyną upadku był chaos religijny. Wierzący, że chaos religijny powstał na skutek braku wiary. Faktem jest, że kolejna religia buduje następne kultury. Nie ateizm, a religia.
(Tak wiem, teraz się dowiem, że to nauka buduje cywilizacje, ale "co" napędza naukę;)

84

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?
zbytdelikatna napisał/a:

Martain trochę cię ewka ignoruje z twoimi pytaniami, to ja ci odpowiem - misjonarze dolecieli już chyba wszędzie i o to chodziło, żeby każdy mógł usłyszeć o Jezusie smile A poza tym jak nie uczestniczysz we mszy to podpadasz przede wszystkim księdzu. Jezus jednak powiedział, że gdzie dwóch lub trzech się zbierze w imię moje, tam ja jestem wśród nich.

Dotrzeć dotarli. Ale w niektóre miejsca w okolicach XV-XVI wieku, a w niektóre w XIX-XX. Wynikałoby z tego, że wcześniej nie mieli jednak szans na zbawienie, bo nie urodzili się tam gdzie trzeba. Smutne to. Smutny i okrutny jest to w takim razie Bóg. Ale doskonale wiemy, że to tylko bajania fanatyków niemające często z chrześcijaństwem wiele wspólnego. Mam znajomego. Jak zapytasz czy jest katolikiem to odpowie, że nie. On jest chrześcijaninem, a katolicyzm z chrześcijaństwem ma coraz mniej wspólnego. Szczególnie katolicyzm w wydaniu fanatyków jest jakimś wypaczeniem. Franciszek jest uważany przez wielu za złego papieża, bo dopuszca ekumenizm, który jest odrzucany z pełną stanowczością i pogardą wręcz. Oni uważają, że tylko katolicyzm przedsoborowy ma sens i tylko ta wiara jest prawdziwa i tylko oni mogą być zbawieni. Dlaczego jest to absurdalne już napisałem. Że tego nie widzą? Cóż. To ich problem. A są religie, które uważają, że wszyscy absolutnie wszyscy wierzą w tą samą istotę tylko różnie ją nazywając. Myślę, że mogą mieć rację.

85

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?

Mnie też się wydaje, że Bóg jest na tyle sprawiedliwy, że ludzi, którzy nie mieli szansy usłyszeć o nim potraktuje wg własnych i sprawiedliwych kryteriów.
Co do katolicyzmu, ja też jakoś bardziej wolę określenie - chrześcijanin wink

86

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?
ewka3 napisał/a:

Jest jeszcze inny aspekt wierzeń, a mianowicie ludzka psychika. Ludzie wierzący łatwiej godzą się ze stratą. Wiara daje im nadzieję i nadaje sensu życiu, że o moralnym kagańcu nie wspomnę.
Wyobraźmy sobie, że nagle wszyscy ludzie przestają się bać wiecznego potępienia. Albo zostają pozbawieni opaczności swego bóstwa, siły wyższej, itp. (Jak zwał, tak zwał.) Jaki chaos powstanie?
Albo zabierzmy ludziom diabła/zło. Czy człowiek potrafi przyjąć do wiadomości, że wyrządza sobie krzywdę na wzajem?
A sumienie? Co z sumieniem? Przecież ono jest.
Świat bez wiary, jawi mi się obrazem przepełnionych szpitali psychiatrycznych, mordów, linczy i samosądów.
W wierze nie chodzi tylko o obietnicę życia wiecznego, wiara to przede wszystkim nadzieja na sprawiedliwość, której człowiek nie może sobie sam zapewnić, bo nie potrafi odrzucić chciwości, złośliwości, i wielu innych cech.

Szczerze powiedziawszy ja osobicie czujé sié dotkniéta takimi stwierdzeniami. Wydaje mi się, że przez takie myślenie przebija przede wszystkim fobia i brak chęci POZNANIA punktu widzenia drugiej strony. Brak wiary w Boga miałby prowadzić do obłędu i zbrodni? Naprawdę ktoś może sądzić, że ateiści są takimi idiotami, że jak im ksiądz czy Biblia nie wskaże drogi postępowania to się będą zabijać i gwałcić na wzajem? Ateista to NIE JEST wyznawca Zła.

Dlatego pozwolę sobie publicznie zakomunikować - potrafię odróżniać dobro od zła i nie spieszno mi do psychiatryka - ateiści też znają coś takiego jak etykę i zasady moralne smile i jeżeli postępują według nich, robią to jedynie dla własnej przyjemności a nie ze strachu przed grzechem i potępieniem.

Ja nie pójdę do piekła po smierci, bo przecież piekła NIE MA. Ludzi wierzących przed czynieniem zła powstrzymuje strach przed karą wieczną - my, ateiści, powstrzymujemy się sami z własnej woli tongue

87 Ostatnio edytowany przez zbytdelikatna (2016-01-03 15:02:16)

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?

Ludzi wierzących normalnych, nie fanatyków, przed robieniem zła powstrzymuje nauka Jezusa, a nie lęk przed piekłem. To może dobre było w średniowieczu, a nie teraz. Ludzie wierzący też nie są debilami, potrafią myśleć samodzielnie, ba niektórzy nawet są lekarzami, naukowcami itd . Temat beznadziejny, nic dobrego nie wnosi,wręcz przeciwnie i choć należę do tych wierzących, to stwierdzam, że tytuł wątka jest wręcz obraźliwy dla ateistów.

88

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?
Iceni napisał/a:

......Wydaje mi się, że przez takie myślenie przebija przede wszystkim fobia i brak chęci POZNANIA punktu widzenia drugiej strony. Brak wiary w Boga miałby prowadzić do obłędu i zbrodni? Naprawdę ktoś może sądzić, że ateiści są takimi idiotami, że jak im ksiądz czy Biblia nie wskaże drogi postępowania to się będą zabijać i gwałcić na wzajem? Ateista to NIE JEST wyznawca Zła.

Dlatego pozwolę sobie publicznie zakomunikować - potrafię odróżniać dobro od zła i nie spieszno mi do psychiatryka - ateiści też znają coś takiego jak etykę i zasady moralne smile i jeżeli postępują według nich, robią to jedynie dla własnej przyjemności a nie ze strachu przed grzechem i potępieniem.

Ja nie pójdę do piekła po smierci, bo przecież piekła NIE MA. Ludzi wierzących przed czynieniem zła powstrzymuje strach przed karą wieczną - my, ateiści, powstrzymujemy się sami z własnej woli tongue

Niedawno temu, chyba w zeszlym roku zostala wydana ksiazka Dalaj Lamy, w ktorej podkresla on wyzszosc etyki nad religia. Tytul angielski to "Beyond Religion: Ethics for a Whole World."  Tam jest tez mowa o roli nauki w ksztaltowaniu ludzkiego swiata.
https://radtrap.wordpress.com/2012/09/1 … potrzebna/

Ja jestem przekonana, ze w sednie naszej istoty lezy dazenie do dobra, a nie do zla. Dowodem na to jest prosty fakt, ze kazdy czlowiek bez wyjatku szuka w swoim zyciu zrodel szczescia. To nazywane jest ta boska czescia, ale to nie jest nic nadprzyrodzonego, tylko naturalna sklonnosc. Zycie na Ziemi jest tak urzadzone, ze kwitnie tym lepiej, im lepsze ma do tego warunki. A wiec to jest biologiczne uwarunkowanie.
Kazde zwierze probuje unikac bolu i najesc sie do syta i wtedy jest zadowolone i produkuje zdrowe potomstwo.
Czlowiek to dazenie do szczescia skomplikowal, ale w swoim sednie jest to nadal tym samym - zapewnianiem sobie odpowiednich zasobow do zadowolonego zycia.

Problemem jest tylko to, ze widzi sie zrodlo szczescia w zewnetrznym swiecie, w dobrach materialnych, we wladzy i w czym tam jeszcze. Wtedy zeby dostac szczescie trzeba zagarniac te zasoby dla siebie, zabierajac je innym i w ten sposob powstaje na swiecie cierpienie zadawane jednym ludziom przez drugich. Taki styl zycia nie rozni sie zasadniczo od instynktownego dzialania innych zwierzat, tylko czlowiek chce jeszcze wiecej, niz te inne zwierzeta.
Sa ludzie, ktorzy to widza i usiluja wytlumaczyc to innym. Tacy jak Jesus czy Budda. Na nieszczescie i ich nauki sa wypaczane, ludzie nie rozumieja i w ten sposob powstaja religie, bedace mniej czy bardziej wypaczonym pierwotnym przeslaniem i kasta kaplanow, ktorzy uzyskuja wladze nad duszyczkami wiernych.
A przeciez nie potrzeba zadnych posrednikow, zeby moc poczuc siebie, wlasna istote, ta swoja "boska" strone, zeby poczuc, ze w gruncie rzeczy nei pragnie sie niczego innego, niz bycia szczesliwym.

ewka3 napisał/a:

....Zastanawiają mnie nie tylko symbole namacalne, ale również duchowe. Nauczyciel, wybawiciel - jako syn boga, bóstwa (wybaczcie małą literę, bo piszę w kontekście ogólnym). Postać kobiety, na wzór matki ziemi. Nieobecny, zajęty wyższymi sprawami ojciec.....


Do czego zmierzam. Ludzki mózg, DNA przekazuje zaszyfrowane dane, z których nie umiemy czerpać, albo czerpiemy nieświadomie.
I tu powstaje podłoże do wiary, bądź niewiary. Potrafimy sami wydobyć z siebie informacje. Zajrzeć w głąb umysłu lub duszy, czy potrzebujemy wiary, jako drogowskazu.

A nie zastanawia Cie to, ze ta matka Ziemia i ten nieobecny ojciec zajety wyzszymi sprawami wygladaja jak kopia ziemskiego modelu rodziny? Kobiety zajmowaly sie dziecmi, dbaly o ich potrzeby cielesne, byly karmiaca ziemia, a ojciec szedl na polowanie i go nie bylo, wiedzialo sie tylko, ze dzieki tej poteznej istocie jest co wrzucic na zab?
Do dzis ten model nie zmienil sie w swojej strukturze. To wynika tez i z biologicznych uwarunkowan.
Ludzie tworza sobie bogow na wlasne podobienstwo, nie odwrotnie.
big_smile

Co do DNA - tak, rzeczywiscie sa juz jakies badania, ktore wskazuja na to, ze DNA zaszyfrowywuje zdobyte na podstawie doswiadczen informacje, ktore potem przejmuje potomstwo juz jako wrodzone wyposazenie. Co zreszta wcale nie jest zaskakujace, ja nie rozumiem, dlaczego juz wczesniej nauka tego nie analizowala dokladniej, tylko upierala sie przy tym, ze ewolucja odbywa sie tylko poprzez mutacje. Przeciez to logiczniejsze, ze bardziej efektywna metoda jest przekazac potomstwu zdobyte informacje, niz zdawac sie na przypadek. A natura wydaje sie byc bardzo efektywna sila, ktora dziala wedlug okreslonych praw fizycznych.

89 Ostatnio edytowany przez Ślimaczyca (2016-01-03 16:28:27)

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?

Pamięć genetyczna to póki co domysły. Były prowadzone badania, ale żadne nie okazało się 100% "wygrane", to np. podsumowanie z badań na myszach, których ojcowie byli nauczeni strachu przed zapachem kwitnącej wiśni:
"Czy pamięć genetyczna i przekazywanie cech nabytych jednak istnieje? Jestem pod tym względem sceptyczny. Jest to na razie jedno doniesienie, niezweryfikowane przez środowisko naukowe. Dodatkowo, według mnie badacze nie wykluczyli wszystkich możliwych, również niebezpośrednich metod przekazywania informacji łączących zapach z zagrożeniem lub zwykły zbieg okoliczności (typu obecność zapachu zidentyfikowane jako „obcy” w procesie wzrastania młodych myszy)." -prof. W. Reik z Cambridge
Źródła: News.co.au, BBC Health.

Poza tym ta teoria się kupy nie trzyma, gdyby DNA szyfrowało dane, zwierzęta nie wpadałyby w kułsownicze wnyki, a młode żwierząt malrtetowanych panicznie bałyby się człowieka. Tak przecież nie jest. A pomysł, że w genach można przemycić symbole religijne...nawet nie wiem, jak na to odpowiedzieć. Symbole fizyczne i tabulaturę też? tongue

90

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?

Iceni, to nie ja Cię obrażam, tylko panujące stereotypy.

Ślimaczyca napisał/a:

Pamięć genetyczna to póki co domysły. Były prowadzone badania, ale żadne nie okazało się 100% "wygrane", to np. podsumowanie z badań na myszach, których ojcowie byli nauczeni strachu przed zapachem kwitnącej wiśni:
"Czy pamięć genetyczna i przekazywanie cech nabytych jednak istnieje? Jestem pod tym względem sceptyczny. Jest to na razie jedno doniesienie, niezweryfikowane przez środowisko naukowe. Dodatkowo, według mnie badacze nie wykluczyli wszystkich możliwych, również niebezpośrednich metod przekazywania informacji łączących zapach z zagrożeniem lub zwykły zbieg okoliczności (typu obecność zapachu zidentyfikowane jako „obcy” w procesie wzrastania młodych myszy)." -prof. W. Reik z Cambridge
Źródła: News.co.au, BBC Health.

Poza tym ta teoria się kupy nie trzyma, gdyby DNA szyfrowało dane, zwierzęta nie wpadałyby w kułsownicze wnyki, a młode żwierząt malrtetowanych panicznie bałyby się człowieka. Tak przecież nie jest. A pomysł, że w genach można przemycić symbole religijne...nawet nie wiem, jak na to odpowiedzieć. Symbole fizyczne i tabulaturę też? tongue

Zacznijmy od tego, że przytoczony przeze mnie wzór ratanowy nie jest symbolem sam w sobie.

Wracając do DNA. Dlaczego w momencie silnego strachu reagujemy w podobny sposób, albo ucieczką, albo atakiem, albo paraliżem? Zanim zdążymy cokolwiek pomyśleć, już zachodzi reakcja, w dodatku często nie adekwatna do okoliczności.
Dalej. Gdyby geny u zwierząt nie gwarantowały jakiegoś określonego efektu, to człowiek by się nimi nie bawił w stwarzaniu np. ras psów i koni. A wiadome jest, że nie tylko zwierzątkami się bawi.

Teraz powrócę do symboli. Symbol sam w sobie nic nie znaczy, ale wystarczy, że zostanie skojarzony ze złymi doświadczeniami i już wywołuje strach. Gdyby tak nie było, nikt nie straszyłby obrazkami.
Walczący od wieków posiadali sztandar, totem, z którym ruszali do boju. Miał on przestraszyć przeciwnika i tak było, jeśli o danym znaku krążyły opowieści o krwawych zwycięstwach czy okrucieństwie.
Dlaczego dzieci straszono w ludowych podaniach opowieściami o wilkołakach, wampirach, upiornicach, wodnicach? Żeby nie wchodziły do lasu, nie krążyły wokół wody itd. Z tych podań powstały późniejsze filmy ( nie tylko) grozy i fantasy.

Zrozumienie pewnych mechanizmów psychiki ludzkiej i manipulacji strachem, obrazem i pierwotnym instynktem, wcale nie musi odciągać od wiary. Łatwiej jest zrozumieć jej sedno, gdy się przestaje na nią patrzeć przez pryzmat obrzędów i kultów.

91 Ostatnio edytowany przez krisniejaki (2016-01-03 21:21:59)

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?

Drodzy Dyskutanci, czy nie zdajecie sobie sprawy, że jakakolwiek wymiana zdań na ten temat jest bezsensowna? Czy nie możemy wszyscy zostać przy swoim światopoglądzie, bez mędrkowania? Religia to najbardziej śliski temat, w jakim można zabierać głos i myślę, że każdy myślący człowiek się ze mną w tej kwestii zgodzi...

92

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?

Slimaczyca, jesli chodzi o pamiec genetyczna, to poszukaj informacji pod haslem "Epigenetyka".
Genetyka jest bardziej kompleksowym tematem, niz sie badaczom na poczatku wydawalo, gdy rzucili sie na odcyfrowywanie samego DNA.

Co do przekazywania potomstwu wiadomosci o unikaniu wnykow, to tutaj wystarczy zastosowac prosta logike: zwierzeta, ktore wpadly w te wnyki, zazwyczaj zakanczaja swoj zywot, a wiec nie maja okazji przekazac ten cennej informacji potomstwu, poniewaz go nie produkuja. wink

No ale jesli chodzi o kodowanie symboli, to tez nie jestem taka przekonana, czy to dziala.
Tu stawiam bardziej na ciaglosc przekazu kulturowego.

93

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?

Niektórzy ateiści są wyniośli w stosunku do wierzacych,  bo musza się regularnie do-upewniać w swojej wierze, że Boga nie ma.

94

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?
Iceni napisał/a:

ateiści też znają coś takiego jak etykę i zasady moralne

Ale w praktyce etyka ateistyczna sprowadza się do "Kali ukraść krowa, mnóstwo dobre, Kalemu ukraść krowa mnóstwo złe" oraz do strachu przed tym jak się wyda.

Iceni napisał/a:

Ja nie pójdę do piekła po smierci, bo przecież piekła NIE MA. Ludzi wierzących przed czynieniem zła powstrzymuje strach przed karą wieczną - my, ateiści, powstrzymujemy się sami z własnej woli tongue

Zapewne masz dowody że piekła nie ma. DLa nas ludzi wierzących dowodem są słowa Jezusa Chrystusa, który wyraźnie mówił o istnieniu takiego stanu czy miejsca zwanego piekłem. A to że ty Mu osobiście nie wierzysz, to nie żaden dowód który wskazuje że piekła nie ma.
Poza tym ludzie szczerze wierzący i praktykujący, katolicy żeby być ścisłym, nie unikają zła bo się boją kary, tylko że wiedzą że zło jest złe dla nich i innych (prędzej czy później) a strach przed karą to cecha religi fałszywych jak islamu.

95

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?
Metyl napisał/a:

Oficjalnie sezon 2015/2016 na zbieranie haraczu przez KK uznaję za otwarty.

smile
Na dobre wino i na inne rzeczy których lepiej sobie nie wyobrażać.

96

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?
kwadrad napisał/a:
Metyl napisał/a:

Oficjalnie sezon 2015/2016 na zbieranie haraczu przez KK uznaję za otwarty.

smile
Na dobre wino i na inne rzeczy których lepiej sobie nie wyobrażać.

Ksiądz też człowiek i ma prawo do luksusu.

97

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?
Shlomo Levi napisał/a:
kwadrad napisał/a:
Metyl napisał/a:

Oficjalnie sezon 2015/2016 na zbieranie haraczu przez KK uznaję za otwarty.

smile
Na dobre wino i na inne rzeczy których lepiej sobie nie wyobrażać.

Ksiądz też człowiek i ma prawo do luksusu.

A kto komu zabrania prawa do dobrego życia? Metyl jest malkontentem, potrafi tylko zgryźliwie, ale każdy powinien zrozumieć kontekst i uwarunkowania...

98

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?
krisniejaki napisał/a:

A kto komu zabrania prawa do dobrego życia? Metyl jest malkontentem, potrafi tylko zgryźliwie, ale każdy powinien zrozumieć kontekst i uwarunkowania...

Jak się chce dobrego/dostatnego życia to trzeba się wziąć do pracy a nie łazić po domach i pobierać har...datki.

99

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?

Jak się chce dostatniego życia, powinno się odpowiednio wcześnie podjąć decyzje, które odpowiednio później uznamy za dobre...

100

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?

Chcesz łożyć na tę grupę nierobów? Proszę bardzo. Ode mnie złamanego grosza nie dostaną. To nie komuna.

101 Ostatnio edytowany przez krisniejaki (2016-01-04 00:28:20)

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?

Tak, mam zamiar łożyć, chociaż jestem antyklerykałem, a w dodatku, jeśli tego mało, ateistą zupełnym... A dlatego wetknę Chrobrego, bo doceniam jednostkę i jej dążenie do lepszego życia. W tym konkretnym przypadku będzie to funkcjonariusz religijny.

102

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?
Shlomo Levi napisał/a:

... A to że ty Mu osobiście nie wierzysz, to nie żaden dowód który wskazuje że piekła nie ma.

Może nie można nazwać tego "dowodem". Ale dla człowieka, dla którego na przykład: "wieczne pozbawienie możliwości obcowania z Bogiem" nie jest żadnym... nazwijmy to "problemem" oznacza w gruncie rzeczy, że tego piekła nie ma (dla tej konkretnej osoby).
W tym sensie obydwoje macie rację.

Hej, Metyl przecież Ty też możesz pochodzić raz w roku po domach, przebierz się za turonia i na parę win nazbierasz big_smile

103

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?

Nie wiem dlaczego ateiści tak się zawsze interesują ile i po co wierzący dają na tacę księdzu.

104

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?
Metyl napisał/a:

Jak się chce dobrego/dostatnego życia to trzeba się wziąć do pracy a nie łazić po domach i pobierać har...datki.

Ksiądz się nie musi fatygować, sam przychodzę do kościoła, on tylko tace podstawia.

105

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?
Shlomo Levi napisał/a:

Nie wiem dlaczego ateiści tak się zawsze interesują ile i po co wierzący dają na tacę księdzu.

Bo kościół katolicki interesuje się z kim oni chodzą do łóżka.
To taka forma rekompensaty wink

106

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?
dziewan napisał/a:
Shlomo Levi napisał/a:

Nie wiem dlaczego ateiści tak się zawsze interesują ile i po co wierzący dają na tacę księdzu.

Bo kościół katolicki interesuje się z kim oni chodzą do łóżka.
To taka forma rekompensaty wink

hihi

107 Ostatnio edytowany przez kwadrad (2016-01-04 01:07:39)

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?
krisniejaki napisał/a:

Tak, mam zamiar łożyć, chociaż jestem antyklerykałem, a w dodatku, jeśli tego mało, ateistą zupełnym... A dlatego wetknę Chrobrego, bo doceniam jednostkę i jej dążenie do lepszego życia. W tym konkretnym przypadku będzie to funkcjonariusz religijny.

Za Chrobrego to wiesz co najwyżej sie krzywo spojrza.
Jak on ma z tego banknotu obdzielić jeszcze ministrantów ?

W ogóle kiedyś jak byłem mały to miałem kolegów którzy byli ministrantami.
Straszne mendy ale zawsze sporo czasu zajmowało opowiadanie o tym jak ksiądz chodził na kolędę i ile oni uzbierali.
Ja sie zastanawiam czy ludzie wiedza ze ministrant też dostaje dole.
A potem  tą dole przewalali gdzieś w sklepie.
Najgorsza wtopa to dać kasę ministrantowi do reki ( przynajmniej tym których ja znalem) wtedy nawet ksiądz był pomijany w rozliczeniach.
Samo życie.
Jaki kraj , taki król i jego giermkowie.

108

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?
dziewan napisał/a:
Shlomo Levi napisał/a:

Nie wiem dlaczego ateiści tak się zawsze interesują ile i po co wierzący dają na tacę księdzu.

Bo kościół katolicki interesuje się z kim oni chodzą do łóżka.
To taka forma rekompensaty wink

Kościół katolicki kieruje nauczanie do swoich wiernych.
Ale dlaczego ateiści interesują się dobrowolnym przepływem datków między członkami KK, to doprawdy nie wiem...

109

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?
kwadrad napisał/a:
krisniejaki napisał/a:

Tak, mam zamiar łożyć, chociaż jestem antyklerykałem, a w dodatku, jeśli tego mało, ateistą zupełnym... A dlatego wetknę Chrobrego, bo doceniam jednostkę i jej dążenie do lepszego życia. W tym konkretnym przypadku będzie to funkcjonariusz religijny.

Za Chrobrego to wiesz co najwyżej sie krzywo spojrza.
Jak on ma z tego banknotu obdzielić jeszcze ministrantów ?

W ogóle kiedyś jak byłem mały to miałem kolegów którzy byli ministrantami.
Straszne mendy ale zawsze sporo czasu zajmowało opowiadanie o tym jak ksiądz chodził na kolędę i ile oni uzbierali.
Ja sie zastanawiam czy ludzie wiedza ze ministrant też dostaje dole.
A potem  tą dole przewalali gdzieś w sklepie.
Najgorsza wtopa to dać kasę ministrantowi do reki ( przynajmniej tym których ja znalem) wtedy nawet ksiądz był pomijany w rozliczeniach.
Samo życie.
Jaki kraj , taki król i jego giermkowie.

No i ch..a kładę komu i ile, przynajmniej bezpośrednio daję temu i temu... Pracując i płacąc podatki pasę o wiele większych darmozjadów, niż jakiś szaman...

110

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?
Shlomo Levi napisał/a:
dziewan napisał/a:
Shlomo Levi napisał/a:

Nie wiem dlaczego ateiści tak się zawsze interesują ile i po co wierzący dają na tacę księdzu.

Bo kościół katolicki interesuje się z kim oni chodzą do łóżka.
To taka forma rekompensaty wink

Kościół katolicki kieruje nauczanie do swoich wiernych.
Ale dlaczego ateiści interesują się dobrowolnym przepływem datków między członkami KK, to doprawdy nie wiem...

Odpowiem Ci na to pytanie.
Ponieważ nikt nie lubi marnotrawstwa pieniędzy.
Jeżeli w Polsce są dojeni wierni a potem kasa trafia do banku w Watykanie i ten bank robi jakieś machloje z czego cześć kasy przepada.
Obowiązkiem wiernego jest spytać a co stanie się z tymi pieniędzmi.
Czyje życie one osłodzą ?
http://wiadomosci.onet.pl/religia/zycie … mach/3544y

111

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?
Shlomo Levi napisał/a:
dziewan napisał/a:
Shlomo Levi napisał/a:

Nie wiem dlaczego ateiści tak się zawsze interesują ile i po co wierzący dają na tacę księdzu.

Bo kościół katolicki interesuje się z kim oni chodzą do łóżka.
To taka forma rekompensaty wink

Kościół katolicki kieruje nauczanie do swoich wiernych.
Ale dlaczego ateiści interesują się dobrowolnym przepływem datków między członkami KK, to doprawdy nie wiem...

Mylisz się.  Kościół kieruje swoje nauczanie do wszystkich stworzen bozych.
Na dodatek w takich krajach jak nasz, wyraża swoje opinie oraz próbuje wpływać na politykę względem Obywateli, a nie wiernych np. in vitro

112

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?
dziewan napisał/a:
Shlomo Levi napisał/a:
dziewan napisał/a:

Bo kościół katolicki interesuje się z kim oni chodzą do łóżka.
To taka forma rekompensaty wink

Kościół katolicki kieruje nauczanie do swoich wiernych.
Ale dlaczego ateiści interesują się dobrowolnym przepływem datków między członkami KK, to doprawdy nie wiem...

Mylisz się.  Kościół kieruje swoje nauczanie do wszystkich stworzen bozych.
Na dodatek w takich krajach jak nasz, wyraża swoje opinie oraz próbuje wpływać na politykę względem Obywateli, a nie wiernych np. in vitro

KK nie ma możliwości ustawodawczych w Polsce jako instytucja.
A każdy katolik ma prawo byc politykiem i ustanawiając prawo kierować się swoim sumieniem katolickim tak jak ateista ustanawaijąc prawo kieruje sie swoim sumieniem ateistycznym.

113

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?
kwadrad napisał/a:

Odpowiem Ci na to pytanie.
Ponieważ nikt nie lubi marnotrawstwa pieniędzy.
Jeżeli w Polsce są dojeni wierni a potem kasa trafia do banku w Watykanie i ten bank robi jakieś machloje z czego cześć kasy przepada.
Obowiązkiem wiernego jest spytać a co stanie się z tymi pieniędzmi.
Czyje życie one osłodzą ?
http://wiadomosci.onet.pl/religia/zycie … mach/3544y

Nawet gdybyśmy sobie my katolicy marnotrawili pieniądze w swoim Kościele, to ateistom nic do tego.

114 Ostatnio edytowany przez krisniejaki (2016-01-04 01:37:03)

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?

Gdyby Polacy chcieli pytać biskupów, na co idą pieniądze z tych "cołasek", musieliby też podliczyć tych wszystkich urzędasów, finansistów, polityków i inną swołocz, która nie wnosi wartości dodanej, a jedynie międli w paluchach czyjeś zarwane noce... Mogliby, a jednak tego nie robią, więc póki co wara od Kościoła!

115

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?
Shlomo Levi napisał/a:
dziewan napisał/a:
Shlomo Levi napisał/a:

Kościół katolicki kieruje nauczanie do swoich wiernych.
Ale dlaczego ateiści interesują się dobrowolnym przepływem datków między członkami KK, to doprawdy nie wiem...

Mylisz się.  Kościół kieruje swoje nauczanie do wszystkich stworzen bozych.
Na dodatek w takich krajach jak nasz, wyraża swoje opinie oraz próbuje wpływać na politykę względem Obywateli, a nie wiernych np. in vitro

KK nie ma możliwości ustawodawczych w Polsce jako instytucja.
A każdy katolik ma prawo byc politykiem i ustanawiając prawo kierować się swoim sumieniem katolickim tak jak ateista ustanawaijąc prawo kieruje sie swoim sumieniem ateistycznym.

A to ateiści mają jakieś inne sumienia?
Inne wartości, zasady moralne, etykę postępowania?
I jak tu nie czuć się dyskryminowanym w tym kraju ?
Jak nie prawica to katolicy albo kanary w komunikacji miejskiej wink
Wystarczy że kapłani grożą ekskomunika, tym którzy nie uchwalają "właściwego prawa".

116

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?

Spokojnie przecież wiesz ze problem kościoła polega na tym ze chciałby pchać się do polityki.
Ale do tej pory nie było na to przyzwolenia.
Aczkolwiek wątpię czy ktoś będzie atakował kościół jako taki , wydaje mi się ze ignorowanie jest bardziej na miejscu.
To wierni dokonują wyboru.
Ta instytucja nie poradzi sobie bez wiernych. A żeby ich mieć jeszcze nie raz będzie musiała ugiąć kark.

117

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?
krisniejaki napisał/a:

Gdyby Polacy chcieli pytać biskupów, na co idą pieniądze z tych "cołasek", musieliby też podliczyć tych wszystkich urzędasów, finansistów, polityków i inną swołocz, która nie wnosi wartości dodanej, a jedynie międli w paluchach czyjeś zarwane noce... Mogliby, a jednak tego nie robią, więc póki co wara od Kościoła!

Czyli wychodzisz z założenia że kościół instytucjonalny nie jest wartością dodaną ? Ergo jest zbędny?
Odważna teza

118 Ostatnio edytowany przez Shlomo Levi (2016-01-04 03:50:48)

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?

Bezczelni ci ateusze się już zrobili,  księdzu tacę chcą przeliczać.

dziewan napisał/a:

A to ateiści mają jakieś inne sumienia?
Inne wartości, zasady moralne, etykę postępowania?
I jak tu nie czuć się dyskryminowanym w tym kraju ?
Jak nie prawica to katolicy albo kanary w komunikacji miejskiej wink
Wystarczy że kapłani grożą ekskomunika, tym którzy nie uchwalają "właściwego prawa".

Każdy "katolik" uchwalający prawo na modłę i widzimisię ateistow powinien być wywalony z KK na zbity pysk. Niech swoje kościoły zakłada.

dziewan napisał/a:

Czyli wychodzisz z założenia że kościół instytucjonalny nie jest wartością dodaną ? Ergo jest zbędny?
Odważna teza

Kościoł dla państwa jest tym czym dusza dla ciała. A ciało bez duszy to trup.

kwadrad napisał/a:

bez wiernych. A żeby ich mieć jeszcze nie raz będzie musiała ugiąć kark.

Pomyliłeś zbory protestantckie i kongregacje żydowskie z Kościołem Katolickim.  W KK to wierni podąrzają w kierunku wskazywanym przez latarnię morską a nie latarnia morska pływa za łódkami.

kwadrad napisał/a:

To wierni dokonują wyboru.

KK nie jest instytucją demokratyczną.

119

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?

A ja bym zadała proste pytanie:

Skąd się biorą ateiści?

Może to jest droga do zrozumienia.

Odpowiedzi i domniemań pewnie będzie wiele.

Bo skąd się biorą katolicy? Odpowiedz jest banalnie prosta na przykład.

120

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?
Kyntia napisał/a:

A ja bym zadała proste pytanie:
Skąd się biorą ateiści?
Może to jest droga do zrozumienia.
Odpowiedzi i domniemań pewnie będzie wiele.

Mylisz się, bedzie jedna, a dobra:

"Mówi głupi w swoim sercu: Nie ma Boga". (Ps 53,2)

121 Ostatnio edytowany przez Martainn (2016-01-04 09:04:59)

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?
Shlomo Levi napisał/a:

Nawet gdybyśmy sobie my katolicy marnotrawili pieniądze w swoim Kościele, to ateistom nic do tego.

Póki się będą do tego dokładać mimo, że tego nie chcą mają prawie mieć coś do powiedzenia. Niech kościół zacznie się utrzymywać z datków wiernych, a nie ze zrzutki wszystkich obywateli to się wpieprzać nie będą.
Jak państwo będzie wyznaniowe to niech sobie ustala prawa na wzór praw swojej religii. Póki nie będzie niech zostawi wiernym innych religii, czy ateistom prawo do decydowania wg. własnego sumienia. Dla mnie wierzący jak chcą niech się do brokuła modlą, ale niech nie wpieprzają się w moje życie i nie narzucają prawem swoich religijnych przekonań. Ja im niczego nie narzucam i nie zamierzam tego robić. A Ty jak widzę bardzo chętnie starasz się to robić.

122

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?

Przypominam, że temat nie dotyczy sposobu finansowania Kościoła, tylko wyniosłości ateistów. Metyl, masz już swój temat dotyczący tego, co chciałbyś zmienić w Kościele, więc nie rozpoczynaj off topów w innych wątkach, tylko swoje przemyślenia kontynuuj w miejscu, które sam stworzyłeś. Proszę powrócić do tematu. Pozdrawiam, Cslady

123 Ostatnio edytowany przez kwadrad (2016-01-04 23:25:49)

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?
Shlomo Levi napisał/a:

Bezczelni ci ateusze się już zrobili,  księdzu tacę chcą przeliczać.

kwadrad napisał/a:

To wierni dokonują wyboru.

KK nie jest instytucją demokratyczną.

Wydaje mi się ze jednak wierni dokonują wyboru.
Tylko mentalność jak w komunistycznym przedsiębiorstwie nie pozwala tego dostrzec.

124 Ostatnio edytowany przez adiafora (2016-01-05 01:08:59)

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?

zależy od człowieka chyba. Mnie nie interesuje w co kto wierzy czy nie wierzy, ale irytuja mnie wojujacy ateisci w takim samym stopniu co wojujacy wierzacy, ktorym sie wydaje, ze pozjadali wszystkie rozumy swiata.
Szanuje wiare i niewiare ludzi pod warunkiem, ze nie beda mnie przekonywac do swoich racji. Jeśli wierze - nie potrzebuje łaski oswiecenia od ateistow. Jesli nie wierze - nie potrzebuje łaski oswiecenia od wierzacych. Bardzo płytkie i gimbusiarskie jest wysmiewanie  czyjejs wiary jak i ateizmu. Ateista w niczym nie jest lepszy od wierzacego i vice versa. Rozni ich swiatopoglad i nic wiecej.
Była kiedys na jednym forum pewna osoba, ale z tych wojujących ateistow wlasnie, która nie mogla sie powstrzymać i nawet z okazji swiat BN gdy inni skladali swiateczne zyczenia, nie potrafila się zamknac i musiala cos wypalić w stylu - a wy dalej w te bajki wierzycie? Poza tym defektem była calkiem sympatyczna osoba :-)

125

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?

Cóż, niby zależy od człowieka ale to Jezus powiedział: "Idźcie i nawracajcie".
Chrześcijanie mają obowiązek szerzenia wiary wśród niewierzących (ale też "udoskonalania" jej we własnym kręgu). To nakaz moralny chrześcijan. W świetle tego niewierzący są na taki przekaz niejako skazani.
Mi osobiście to nie przeszkadza, dopóki nie są przekroczone pewne granice a mój rozmówca przynajmniej stara się zachować obiektywizm.  Dlatego np. nie czepiałem się autorki, że sformułowała ten temat tak a nie inaczej- bardziej neutralnie i nie protestowałem mimo użycia kilku dość prowokacyjnych zwrotów. Co więcej zdarza mi się bronić religii/Kościoła w tych aspektach ich funkcjonowania/oddziaływania na nasze życie, gdzie widać ich pozytywny wpływ.
Niestety codzienność, zwłaszcza na forum publicznym wygląda inaczej. To fanatycy obu stron nadają ton dyskusji i cięzko wtedy o jakikolwiek kompromis, czy o przyznanie racji drugiej stronie w jakimkolwiek momencie. Dopóki rozsądni ludzie po obu stronach nie będą odpowiednio reagować, albo wręcz będą dawali się wciągać w dyskusje, które mają z góry ustaloną tezę (np. Owsiak taki czy owaki, kler taki czy śmaki) to pewnie niewiele się zmieni w tym temacie.

126

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?
ewka3 napisał/a:

Jest jeszcze inny aspekt wierzeń, a mianowicie ludzka psychika. Ludzie wierzący łatwiej godzą się ze stratą. Wiara daje im nadzieję i nadaje sensu życiu, że o moralnym kagańcu nie wspomnę.

Ludzka psychika to jest coś, co najbardziej ze wszystkiego przekonało mnie do ateizmu. Każda kultura w historii miała swoje bóstwa. Religia wypełnia cały szereg potrzeb emocjonalnych. Ludzie po prostu muszą stworzyć sobie coś, w co będą wierzyć. Kiedy zaczynasz to rozumieć, stajesz przed pytaniem: czy ja wierzę dlatego, że tak mi jest wygodniej i łatwiej żyć, czy dlatego, że NAPRAWDĘ uważam że nadprzyrodzona istota istnieje?

ewka3 napisał/a:

Wyobraźmy sobie, że nagle wszyscy ludzie przestają się bać wiecznego potępienia. Albo zostają pozbawieni opaczności swego bóstwa, siły wyższej, itp. (Jak zwał, tak zwał.) Jaki chaos powstanie?
Albo zabierzmy ludziom diabła/zło. Czy człowiek potrafi przyjąć do wiadomości, że wyrządza sobie krzywdę na wzajem?
A sumienie? Co z sumieniem? Przecież ono jest.
Świat bez wiary, jawi mi się obrazem przepełnionych szpitali psychiatrycznych, mordów, linczy i samosądów.
W wierze nie chodzi tylko o obietnicę życia wiecznego, wiara to przede wszystkim nadzieja na sprawiedliwość, której człowiek nie może sobie sam zapewnić, bo nie potrafi odrzucić chciwości, złośliwości, i wielu innych cech.

Życia w społeczeństwie i wartości uczymy się w procesie socjalizacji.
Ateiści nie różnią się jakoś znacząco od reszty "wierzącego" społeczeństwa, nie biegają (statystycznie częściej) z piłami mechanicznymi, nie kradną nałogowo, ani nie uprawiają seksu na ulicach. Jednym słowem, nie wprowadzają chaosu. Dlaczego? Dlaczego, bez Boga, sprawia mi przyjemność, ze moja czarna kotka smile leży właśnie obok mnie i mruczy, a nie do pomyślenia jest, żebym jej mogła zrobić krzywdę?
Człowiek nie potrafi odrzucić chciwości, złośliwości etc wierząc w Boga też. Co pokazuje milion razy zwykłe, codzienne życie. Pan Jezus sobie, złośliwość sobie. Najwyżej jak ktoś poczuje że przegiął, to pójdzie do księdza i się wypowiada. Szast-prat już tego nie ma, czysta karta smile
Nadzieja na sprawiedliwość to osobna sprawa. Jedna z wielu wpomnianych wcześniej potrzeb emocjonalnych, które spełnia wiara, wykorzystywana często jako narzędzie manipulacji. Tu, na ziemi, bądż posłuszny, rób co ci każą i płać dziesięcinę, a po śmierci pan Bóg ci wynagrodzi (a tymczasem my mamy armię posłusznych i pieniądze).

ewka3 napisał/a:

Dzieje człowieka wskazują na liczne upadki cywilizacyjne, ponieważ co jakiś czas jakby cofamy się w rozwoju. Starsze cywilizacje, czego dowodzą badania, były na wyższym poziomie, niż następujące po nich.
Ateista stwierdzi, że przyczyną upadku był chaos religijny. Wierzący, że chaos religijny powstał na skutek braku wiary. Faktem jest, że kolejna religia buduje następne kultury. Nie ateizm, a religia.

Przecież upadki cywilizacyjne były powodowane przez czynniki polityczno-ekonomiczne, z lekką nutką katastrof naturalnych.

ewka3 napisał/a:

Wracając do DNA. Dlaczego w momencie silnego strachu reagujemy w podobny sposób, albo ucieczką, albo atakiem, albo paraliżem? Zanim zdążymy cokolwiek pomyśleć, już zachodzi reakcja, w dodatku często nie adekwatna do okoliczności.
Dalej. Gdyby geny u zwierząt nie gwarantowały jakiegoś określonego efektu, to człowiek by się nimi nie bawił w stwarzaniu np. ras psów i koni. A wiadome jest, że nie tylko zwierzątkami się bawi.

Bo mamy podobnie zbudowane mózgi smile
Slimaczyca pisała o cechach nabytych, czyli tych zmianach, które zachodzą w trakcie życia osobnika, ale nie są zmianami w DNA. Jak na przykład te kobiety, które przez nakładanie kolejnych pierścieni wydłużają sobie szyje, ich córki rodzą się z normalnymi, krótkimi szyjami.

127

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?
ewka3 napisał/a:

Jest jeszcze inny aspekt wierzeń, a mianowicie ludzka psychika. Ludzie wierzący łatwiej godzą się ze stratą. Wiara daje im nadzieję i nadaje sensu życiu, że o moralnym kagańcu nie wspomnę.
Wyobraźmy sobie, że nagle wszyscy ludzie przestają się bać wiecznego potępienia. Albo zostają pozbawieni opaczności swego bóstwa, siły wyższej, itp. (Jak zwał, tak zwał.) Jaki chaos powstanie?
Albo zabierzmy ludziom diabła/zło. Czy człowiek potrafi przyjąć do wiadomości, że wyrządza sobie krzywdę na wzajem?
A sumienie? Co z sumieniem? Przecież ono jest.
Świat bez wiary, jawi mi się obrazem przepełnionych szpitali psychiatrycznych, mordów, linczy i samosądów.
W wierze nie chodzi tylko o obietnicę życia wiecznego, wiara to przede wszystkim nadzieja na sprawiedliwość, której człowiek nie może sobie sam zapewnić, bo nie potrafi odrzucić chciwości, złośliwości, i wielu innych cech.

Od kiedy zaczęłam się nad tym zastanawiać, doszłam do wniosku, że ateiści mają w życiu trudniej, bo im nikt nie podsunął gotowych rozwiązań, nie wskazał jedynie słusznej drogi, a w chwilach piętrzących się trudności i ogarniającego zwątpienia nie mają tej nadziei i siły, jaką mają wierzący, a która pomaga im przez to przejść.

Ateista ma do dyspozycji pewne uniwersalne zasady, ale sam musi nauczyć się z nich korzystać, sam musi nakreślić sobie co jest dobrem, co złem i w jaki sposób przejść przez życie, aby poczuć jego sens. 
Z drugiej strony być może właśnie to stanowi ich siłę, bo myślą, poszukują, samodzielnie wyciągają wnioski, poszukują właściwej dla siebie drogi, nakreślają granice, w ramach których będą się poruszać. 

Czy ateiści są wyniośli? Jeśli są, to na pewno nie z zasady. Z zasady, bo jest to niezależne od bycia osobą wierzącą albo ateistą, za to charakteryzuje (lub nie) konkretnego człowieka. Są tacy, którzy czują się przez to lepsi, ale obserwując otoczenie wyraźnie widzę, że to działa także w drugą stronę - niezwykle często narażeni są na ataki i niechęć ze strony osób wierzących. Jeśli więc ta wyniosłość występuje, to być może jest po prostu ukrytą formą ochrony przed atakiem - ty mnie nie zaatakujesz, bo tworząc wokół siebie pewnego rodzaju otoczkę nie dopuszczę cię do siebie, nie pozwolę ci na to.

128

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?

Całkowicie zgodzę się z założeniem, że wyniosłość (również wypowiedzi) nie ma podłoża w wierze bądź niewierze.
W całym wątku zostały przedstawione różne punkty widzenia i nawet częściowo uzasadnione. Wypowiadały się osoby o różnych poglądach religijnych i jakoś dyskusja nie trąciła z niczyjej strony wyniosłymi wypowiedziami, przeciwnie jej poziom wskazuje na dużą tolerancję.
Moim zdaniem, a dyskusja w temacie utwierdziła moje przekonanie, wyniosłość jest indywidualną cechą danej jednostki, na którą nie ma wpływu wiara, poziom osiągniętej wiedzy, a nawet piastowanie urzędów czy funkcji zaufania społecznego.
Zastanawiałam się, i z tego powodu założyłam temat, czy ateiści mają tendencję nawracania wiernych z powodu przekonania o wyższości swoich racji. Takie rzucanie koła ratunkowego tym, którzy jeszcze nie zrozumieli.

129

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?
ewka3 napisał/a:

Zastanawiałam się, i z tego powodu założyłam temat, czy ateiści mają tendencję nawracania wiernych z powodu przekonania o wyższości swoich racji. Takie rzucanie koła ratunkowego tym, którzy jeszcze nie zrozumieli.

Tak szczerze, to nie spotkałam się. Jeśli mnie pamięć nie zawodzi, to również żadna spośród znajomych osób nie skarżyła się, że ateista usiłował ją uświadamiać, że błądzi, a tym bardziej narzucać własnego sposobu widzenia świata. Natomiast z drugiej strony owszem, nawet nader często.
Zresztą nie dalej jak dziś, moja znajoma na FB umieściła zdanie, które mnie w pewien sposób poraziło: "Naprawdę, naprawdę szczerze współczuję wszystkim tym, którzy żyją bez Boga." Dziewczyna jest osobą głęboko wierzącą, rozumiem co miała na myśli i rozumiem jej przesłanie, ale niestety ma tendencję do wytykania innym braku wiary, a przy tym uszczęśliwiania ich na siłę. Po co?

130

Odp: Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?

zastanawiające, ateiści nic nikomu nie narzucają ...
no może i nie, bo czy wyśmiewanie głupoty wierzących jest "narzucaniem", czy tylko zwykłą złośliwością a może podłością ?

zazdroszczę wszystkim ludziom głębokiej wiary, mnie ten DAR lub ŁASKA ominęła, niestety sad
wychowywano mnie w wierze katolickiej i z nią jestem związana, ale gdzieś się "pogubiłam",
pamiętam nawet ten moment, kiedy to się stało,
weszłam do kościoła i już nic nie czułam, ciągle czekam na ten moment, że znowu poczuję, pragnę wrócić ...

Posty [ 66 do 130 z 156 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » RELIGIA - DUCHOWE POSZUKIWANIA » Ateiści ? skąd bierze się ich wyniosłość?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024