Elle88
nie wiem jak w przypadku Bolka, bo jego sytuacja trochę różni się od mojej ale postaram Ci wyjaśnić, co spowodowało, że ja, zaangażowałem się w taki układ
przede wszystkim brak doświadczenia w związkach, obycia z kobietami, mimo, że jak to się mówi, niczego mi nie brakuje.
wszedłem w swój romans mając 30 lat a przed nim miałem tylko jedną dziewczynę, przez kilka miesięcy i mając dopiero 28 lat.
zresztą był to związek na odległość a do tej kobiety, nieszczególnie mnie ciągnęło.
to co powyżej, miało oczywiście wpływ na niską samoocenę, choć w sumie sam byłem zawsze sobie "winien" tego, jak się sprawy mają.
po prostu wolałem swoje towarzystwo, kumpli, niż randki, itp.
aż do pewnego momentu.
tym momentem, był fakt, że ta dziewczyna , ze związku na odległość, mnie rzuciła.
tu nawet nie chodzi konkretnie o nią, tylko o fakt, że ktoś, pierwszy raz w moim życiu, mnie rzucił.
to wtedy eksplodowała we mnie potężna chęć bliskości, bycia z kimś.
i przez kilkanaście miesięcy miotałem się, próbowałem umawiać "na siłę". z czasem mi trochę przeszło ale ciągle pragnąłem z kimś być.
i gdy pojawiła się "moja" mężatka, w mojej pracy, owszem, na początku w ogóle nie zawracałem sobie nią głowy,
ot kolejna pracownica, co najwyżej z urodą, trochę ponad przeciętną, w dodatku z rodziną, co wtedy całkowicie kogoś w moich oczach, skreślało
( tak wiem, trudno w to uwierzyć, wiedząc , co działo się póżniej ).
jednak gdy to ona zainicjowała kontakt i zaczęła mnie podrywać, "złapałem się".
głównie z powodu tej wielkiej chęci bliskości drugiej osoby.
to mnie głównie zaślepiło i spowodowało że wierzyłem / łudziłem się / przymykałem oko, na to, że ona nie jest słowna
że ciągle od męża nie odchodzi, co 2 -3 miesiące urządzając sceny płaczu, że nie wie co robić, że nie chce krzywdzić dzieci.
tak wiem, naiwne z mojej strony to było ale byłem niemal całkowicie zielony, w sprawach damsko - męskich.
i mimo, że ona ciągle z nim była, ja wykluczałem ślepo możliwość kolejnej porażki, że kolejny ( a przecież dopiero drugi raz ) , ktoś mnie rzuci.
nie raz dusiłem w sobie wszystko, także ze względu na jej dzieci, tłumaczyłem sobie naiwnie, że skoro już długo jesteśmy razem, to coś znaczy.
tym bardziej, że świetnie nam razem było, niezależnie od tego czy był seks czy nie...
tak więc w moim przypadku, brak doświadczenia, strach przed samotnością, który włączył się w stosunkowo pózniejszym wieku.
czym to spowodowane ?
nie wiem, może faktem, że w domu nigdy nie było przesadnie rodzinnej atmosfery, okazywania uczuć, może coś w tym jest.
najdziwniejsze jest to, że podobam się kobietom, często dają mi to do zrozumienia.
nawet, po tym , jak ona napisała o depresji i urwała / przerwała kontakt, próbowałem się umawiać z kobietami i nie było z tym problemu
ale każde takie spotkanie było fajne na chwilę a potem miałem każdej z nich dość, mimo, że nic złego nie robiły.
a myśli wracały do niej....