grinta napisał/a:Bardzo trudno tutaj dojsc prawdy bo sam, jak widzisz, jest pare mozliwosci.Kazda wersja przez Ciebie opisana moze byc prawdziwa i ciezko mi przy jakiejs szczegolniej obstawac. Jednak jest jedna rzecz, ktora dla mnie daje nieco swiatla:Fakt lawirowania miedzy Toba a nim. Powiem Ci z doswiadczenia,ze bardzo trudno jest odejsc od meza zwlaszcza kiedy jest dobrze. To jest wspolna historia, wspolne wspomnienia, przezycia, dzieci....i chocby byl kochanek nie wiemjak wspanialy to nie zastapi on nawet czasami nie do zniesienia malzonka. Mam wrazenie,ze kobieta Cie wykorzystala mniej lub bardziej swiadomie. Chyba tak naprawde w sercu nie byla gotowa na odejscie od niego mimo,ze Tobie to mowila. Jego odpowiedz moze wskazywac na to,ze nie odpusci, nie odda jej a jak jest miedzy nimi tego nie wie nikt. Nie draz tego bo zwariujesz a prawdy nie dojdziesz. I nie ufaj tak bezgranicznie kazdemu jej zapewnieniu.
Wiem, ten etap uważam za zakończony. Natomiast wiem, że przy mnie ona po prostu czuła się kobietą, powiem szczerze ze wystarczylo zebym ją dotknał i już była mokra. Sama powtarzała, że z nim czegos takiego nie ma, że on jej nie pociąga. Za to ja bardzo. Od razu. I to nie tylko fizycznie ale ogolnie, atmosfera, zrozumienie itp. Wiadomo z nim ma dziecko, rodziny sie znaja od 30 lat, mieszkanie na kredyt, wiele zależności. A jaka ostatecznie wyniknie z tego sprawa - nie wiem. Wiem, ze ona czula sie przy nim wygodnie, mowila że ze mną nie może być pewna jak jest, ale że czuje przy mnie pożądanie, zrozumienie, partnerstwo, empatie, dobrze nam sie rozmawialo, pracowalismy w tej samej branzy, wiec wiele tematow bylo wspolnych. A on ja nie rozumial, nie sluchal, byl w stanie powiedziec ze ma sie odwalic, ona wiele rzeczy musiala robic sama, za to opieke nad dzieckiem traktowal powaznie. Wiadomo taki typ - ze jak poczul ze jest konkurent to sie teraz uniosl. I tyle.
A co bedzie to nie wiem - on musi życ z tym że żona nie tylko dawala dupy przez dlugi czas, ze to nie byl numerek na szkoleniu, tylko zwiazek, cos nas łączyło. On moze sobie wyobrażać żę juz nic nie jest. A nawet ona mogla mu to obiecac ze strachu. Ale jak go znam - to bedzie mial paranoje i urojenia jak tylko ona wyjdzie z domu. W tym sensie uważam, że nie ma szans zeby oni zaczeli po tej zdradzie normalnie zyc jak 10 lat temu. Po prostu wypalilo sie cos. A to co ich laczy to interes rodzinny, dziecko - ale nie jest to tak ze to jest milosc. Ona wogole mysle ze nie rozumie co to jest milosc. Mowila ze kocha 2. Ale jak mozna kochac 2? Na pewno nie tak samo. O nim mowil ze zapewnia jej byt, pewnosc, stalosc, wygode. A u mnie ona to samo by miala - ale musialaby sie wysilic i zerwac z nim wiezy,a tu rodzina jest powalona, tesciowe konkuruja, wydzieraja sobie dziecko nawzajem itp. Tego sie ona bala - tych wszystkich nastepstw. Jestem w stanie wyobrazic sobie ze kleczala przed nim i blagala zeby nic nie robil - a tydzien temu mi mowila ze absolutnie nie zaluje tego co mamy ze soba. Ale niby kocha 2...... i ze musi zdecydowac bo juz tego nie wytrzyma...
Zatem pytanie - czy jezeli ma z nim naprawde slabe przezyca, seks naprawde slaby bo wiem, a przy mnie i zrozumienie i super seks i wszystko, i ja spelnim sie zyciowo, mam ciekawsza prace, lepsze perpektywy rozwoju niz on. Realizowalismy wspolnie fantazje, a tam jest rutyna, ona mowi ze on wrecz nudny byl. Mijali sie w domu - na roznych zmianach....
To jak to teraz rozumiec - ze ona niby wybiera jego? Czy tylko z powodu presji, albo ultimatum ktore jej dal?