powiedziałem jej - że dla mnie 1 facet + 1 kobieta.
Ale nie myslałeś tak jak wchodziłeś do ich związku na trzeciego?
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » powiadomiłem męża
Strony Poprzednia 1 … 6 7 8 9 10 11 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
powiedziałem jej - że dla mnie 1 facet + 1 kobieta.
Ale nie myslałeś tak jak wchodziłeś do ich związku na trzeciego?
ryba81 napisał/a:bolek1980 napisał/a:nie wiem jaki koleś do końca jest. wiem tylko jedno - szpiegował ją, założył kamerkę w jej aucie (w celu ochrony przed wypadkami), zaproponował że wgra jej nagrywanie rozmów w telefonie (bo przecież gniębi ją szef), wysyłał smsy seriami jak to ją kocha,posuwał się jezcze dalej - ale nie będę podawał szczegółow. bo normalny tak nie robi. jak nie odebrała od niego telefonu - to skarżył się swojej mamusce i tesciowej - ze ona go ignoruje. jak byla ze mna to potrafil dzwonic jak powalony po kilka razy i ciagnac tak 5 minut. jak wracala z pracy - to celowo aranżował odebranie dziecka od niego - bo wiedział że wtedy ona przyjedzie szybciej do domu - bo dla dziecka zrobi wszystko. to jest wg Was normalne zachowanie?
Czy to jest normalne zachowanie ?? Nie , tak zachowuje sie osoba ktora czuje ze cos złego dzieje sie w małzeństwie i szuka prawdy ktorej zdradzacz jej nie daje . Mąż pisał ze ją kocha , uwazasz ze gdyby było az tak zle w ich małzeństwie to padały by takie słowa ??
On czuł ze cos jest na rzeczy ale nie wiedział o co chodzi bo ona była sprytniejsza w tych kłamstwach i oszustwach i podwójnym zyciu .Bolku, masz przechlapane...
skoro mąż tak się zachowywał już wcześniej...
tzn. że Twoje nadzieje, że ją wykopie są płonne...jemu na niej chyba zależało / zależy...
a ona to wie... i dlatego jest jeszcze większą manipulatorką - wykorzystała i Ciebie i chłopa...
Ty - dostałeś to na własne życzenie.
Męża mi szkoda. Ale może tak lubi? Kto to wie?
No jasne, że jemu zależało. Ale co mnie to obchodzi? Ja go nie obchodziłem tak samo. Ona byłą manipulatorką i przywdziałą maskę uciśninonej, umęczonej matki polki. I to grało aż 4 lata. Powiedziałem dość, i mialem do tego prawo. Mialem prawo przerwać zabawę moimi uczuciami, gierki stosowane na mojej osobie. JAk ona zaszantażowała męża żę wezmie rozwód - to koleś sie posrał. A dlaczego to zrobila? Bo miała backup w postaci mojej osoby. Gdyby mnie nie bylo - to by nigdy kolesia nie probowala szantażować i dawać mu ultimatum. To, że byłem ja w odwodzie, dawało jej siłe zagrywania na nim. I na odwrót. Ona w pewnym momencie po prostu zyskiwała na tym, że sytuacja jest tak zamotana - i że każdy z nas jest umoczony. Ja postanowilem to zmienić. i jeszcze raz napisze - mialem do tego prawo.
bolek1980 napisał/a:powiedziałem jej - że dla mnie 1 facet + 1 kobieta.
Ale nie myslałeś tak jak wchodziłeś do ich związku na trzeciego?
Nie nie myslalem. Bo jak ci ktos przez pol roku smędzi - ze ich malzenstwo jest niewypałem. to co sobie myslisz?
JAk ci ktos obiecuje, itp. Potem jezdzisz z nią i ich dzieckiem na spacery, gotujesz obiad, przeprowadzasz rozmowy. To chyba kazdy mysli wszystko
idzie w dobrą stronę tak? na tym polega zaufanie - kogoś kto się zakochał. Gdybym wtedy wiedział że ta zabawa będzie taką grą 4 lata. To bym inaczej
się zachowywal. Przede wszystkim nie dałbym sobie wciskać kitu o uczuciach i nie dałbym możłiwości grania jej na 2 fronty.
Ale kto by pomyślał że ona jest tak zręczna w tym, że tak dobrze bedzie to zatajać. A skończyło się prawie jej chorobą psychiczną. Wszystko ma swoje koszty,
ja próbowałem jej pomóc, podrzucałem rozwiązania itp. A ona to wykorzystała do swoich celów.
NO i po moim sms - jedno jest pewn - już nie może grać na 2 fronty. Teraz wybrała co wybrałą i musi ponosic koszty tego. A czy męża pożąda, czy tylko będą
"technicznym małżeństwem" to już jest jej sprawa i jej koszt życiowy który poniesie za swoje decyzje.
Bolek...
Uspokoić się musisz. Jesteś zły bo Ciebie oszukała. Oszukała i dociera to do Ciebie. Zachowania jej męża przytoczone tutaj przez Ciebie ja osobiście znam. I wiele innych również. Pomyślałam nawet przez chwilę tak jak Zorija, że jej mąż tak lubi. I zatrzyma ją za wszelką cenę przy sobie.
Gdyby chciała odejść, odeszłaby. Zwłaszcza, że miała Ciebie.
Nikt nie zatrzymałby mnie przy takim człowieku jak jej mąż na siłę. Nie ma takiej mocy. Została bo to był wybór tej kobiety.
Zorija napisał/a:ryba81 napisał/a:Czy to jest normalne zachowanie ?? Nie , tak zachowuje sie osoba ktora czuje ze cos złego dzieje sie w małzeństwie i szuka prawdy ktorej zdradzacz jej nie daje . Mąż pisał ze ją kocha , uwazasz ze gdyby było az tak zle w ich małzeństwie to padały by takie słowa ??
On czuł ze cos jest na rzeczy ale nie wiedział o co chodzi bo ona była sprytniejsza w tych kłamstwach i oszustwach i podwójnym zyciu .Bolku, masz przechlapane...
skoro mąż tak się zachowywał już wcześniej...
tzn. że Twoje nadzieje, że ją wykopie są płonne...jemu na niej chyba zależało / zależy...
a ona to wie... i dlatego jest jeszcze większą manipulatorką - wykorzystała i Ciebie i chłopa...
Ty - dostałeś to na własne życzenie.
Męża mi szkoda. Ale może tak lubi? Kto to wie?No jasne, że jemu zależało. Ale co mnie to obchodzi? Ja go nie obchodziłem tak samo. Ona byłą manipulatorką i przywdziałą maskę uciśninonej, umęczonej matki polki. I to grało aż 4 lata. Powiedziałem dość, i mialem do tego prawo. Mialem prawo przerwać zabawę moimi uczuciami, gierki stosowane na mojej osobie. JAk ona zaszantażowała męża żę wezmie rozwód - to koleś sie posrał. A dlaczego to zrobila? Bo miała backup w postaci mojej osoby. Gdyby mnie nie bylo - to by nigdy kolesia nie probowala szantażować i dawać mu ultimatum. To, że byłem ja w odwodzie, dawało jej siłe zagrywania na nim. I na odwrót. Ona w pewnym momencie po prostu zyskiwała na tym, że sytuacja jest tak zamotana - i że każdy z nas jest umoczony. Ja postanowilem to zmienić. i jeszcze raz napisze - mialem do tego prawo.
Tak, miałeś do tego prawo. Miałeś prawo odejść. Wycofać się.
Nie miałeś prawa pisać sms-a do męża, bo zarówno ona JAK I TY robiliście to kurestwo!! Byłeś temu tak samo winny. I w tej sytuacji nie byłą Twoja rolą wymierzanie jej (mężowi) sprawiedliwości... żenada.
A dlaczego Ty miałbyś obchodzić jej męża?
On jest jej mężem - i dla Ciebie i dla niej i dla innych.
Ty jesteś dla niego zwykłą gnidą. Władowałeś się w ich związek.
Nie czujesz różnicy?
Ona się zabawiła i tyle.
Teraz będzie dobrą żonką. A za kilka lat, jak sprawa ucichnie zabawi się z innym....
Zorija napisał/a:bolek1980 napisał/a:powiedziałem jej - że dla mnie 1 facet + 1 kobieta.
Ale nie myslałeś tak jak wchodziłeś do ich związku na trzeciego?
Nie nie myslalem. Bo jak ci ktos przez pol roku smędzi - ze ich malzenstwo jest niewypałem. to co sobie myslisz?
JAk ci ktos obiecuje, itp. Potem jezdzisz z nią i ich dzieckiem na spacery, gotujesz obiad, przeprowadzasz rozmowy. To chyba kazdy mysli wszystko
idzie w dobrą stronę tak? na tym polega zaufanie - kogoś kto się zakochał. Gdybym wtedy wiedział że ta zabawa będzie taką grą 4 lata. To bym inaczej
się zachowywal. Przede wszystkim nie dałbym sobie wciskać kitu o uczuciach i nie dałbym możłiwości grania jej na 2 fronty.
Ale kto by pomyślał że ona jest tak zręczna w tym, że tak dobrze bedzie to zatajać. A skończyło się prawie jej chorobą psychiczną. Wszystko ma swoje koszty,
ja próbowałem jej pomóc, podrzucałem rozwiązania itp. A ona to wykorzystała do swoich celów.
NO i po moim sms - jedno jest pewn - już nie może grać na 2 fronty. Teraz wybrała co wybrałą i musi ponosic koszty tego. A czy męża pożąda, czy tylko będą
"technicznym małżeństwem" to już jest jej sprawa i jej koszt życiowy który poniesie za swoje decyzje.
Bolku - ale masz więcej niż 13 lat?
To wiesz, że czyjejś żony się nie rusza?
I że kochanka / kochanek ZAWSZE opowiadają takie rzeczy na swojego męża/żonę?
A jak już mąż o nią "walczył" - pisał te sms-y, wydzwaniał jak ten wariat co 5 minut... żalił się jak ten dureń tej teściowej --> to dalej uważałeś, że ich małżeństwo to porażka i mąż jej nie kocha?
zmierzch napisał/a:Bolek
Bierzesz pod uwagę możliwość, że ta kobieta jest zręczną manipulantką, która "bawiąc" się ludźmi (tobą) wypełnia swoje emocjonalne braki?
Często rzeczywistość jest o wiele bardziej prozaiczna niż iluzja, w którą chcemy wierzyć.W moim otoczeniu zdarzyła się bardzo podobna do twojej historia. Z tym, że to mąż i ojciec rodziny zakochał się w zamężnej kobiecie, ciemiężonej przez swojego męża. Ten ponoć brutalny mąż znęcał się nad żoną psychicznie, z premedytacją nie okazywał czułości, której ona tak pragnęła i potrzebowała, szantażował ją odebraniem dziecka, jeśli nie będzie "grzeczna" i stosował wiele drobnych aktów agresji wobec niej.
Zakochany w niej kochanek wierzył w każde jej słowo do czasu aż mąż się dowiedział o ich romansie. Wówczas okazało się, że wg jej wersji dla męża, to kochanek był tym złym, który uwiódł ją w chwili słabości a potem szantażował, że zniszczy jej rodzinę i zmuszał do potajemnych spotkań.Tak biorę to pod uwagę, nawet o tym pisalem. Jej o tym powiedzałem - żeby przestała już manipulować. Niestety ona stwierdziła że to ja chyba manipuluje. Zresztą odwracanie kota ogonem to była jej specjalność + dodanie do tego "mam dziecko". Wiem, że grałą mną i nim. Dlatego tą grę przerwałem. Niestety tacy ograniczeni ludzie jak FacetJakWielu tego nie kumają. No ale cóż nie każdy rodzi się z umiejętnościami wzniesienia się ponad swój grajdołek który ma w głowie
Ja na twoim miejscu zastanowiłabym się, co i dlaczego tak bardzo ciągnie mnie do partnera, który:
1. oszukuje i kłamie, nie potrafi być z nikim szczery
2. nie wie, czym jest lojalność
3. jest niedostępny (w związku z kimś innym) i nie chce tego zmienić, mnożąc przyczyny
4. manipuluje wszystkimi dookoła
5. kocha tylko siebie i może swoje dziecko
Zakończenie tego pseudo-związku z niby-partnerką, to najlepsze, co mogło się tobie przydarzyć a współczuć to trzeba jej mężowi, który chyba nie do końca ma świadomość, z kim ma do czynienia i idealizuje obraz żony
facetJAKwielu
"W między czasie coś się popsuło i znalazł się łoś, co upolował zranioną sarnę - co wcale nie jest trudne"
a co , jeśli to zraniona sarna, zaczęła polowanie ?
niektórym z Was, romans , kojarzy się z ukrywanymi schadzkami w hotelu/mieszkaniu, w widomym celu...
a co, jeśli ludzie mający romans, maja częsty kontakt, widują się często, na spotkaniach nie jest tylko sex.
co więcej, są spotkania na których nie ma sexu a są inne, wartościowe rzeczy, rozmowy, wyjścia, wspólna praca, pomoc jej dzieciomi nagle dnia na dzień, okazuje się , ze ona ma depresje.
oczywiście , pewnie początki tego stanu były wcześniej, ona to ukrywała, znosiła póki mogła, aż pękła...
i od czasu tej depresji, to ona pisze , jako pierwsza, pisze o swojej chorobie, o tym , że ma same problemy, gorzej być nie może
ale jednocześnie nie ma spotkań, kontaktu choć raz na czas, a ty nie wiesz o co chodzi, nic nie możesz zrobić.
zachodzisz w głowę co się dzieje, jak zdrowie jej i jej chorowitych dzieci.
ona cię przeprasza i prosi o czas, mówi , że go potrzebuje a ty, choć próbujesz się umawiać z innymi, zająć czymś,
to nic nie daje, bo masz ja w głowie, bo czujesz się odpowiedzialny za nią.
czujesz tak, bo nie raz z nią na ten temat rozmawiałeś, że musi zdecydować...
ale nigdy nie byleś na tyle twardy, by postawić sprawę na ostrzu noża, dlaczego ?
przede wszystkim przez wzgląd na jej dzieci, dla których bezpośrednio i pośrednio wiele zrobiłeś,
sam z siebie...
ona może być teraz w psychiatryku, szpitalu a nawet....
a Ty nic nie możesz zrobić
nie wiem jak mozna to nazwac - ale spotykalismy sie prawie normalnie w godzinach kiedy mogla
brala dziecko na spacery ze mna, dziecko spiewalo piosenki w aucie itp. do czasu az podroslo - to wtedy bala sie ze ono powie ojcu - o jakims wujku
gotowalismy razem, chodzilismy na zakupy, do restauracji, rozwiazywalismy problemy ktore byly - rehabilitacja, sprawy ktore dotyczyly jej pracy
itp. to nie bylo bzykniecie sie w hotelu - jak tu niektorzy proboja zdefiniowac.
jezeli kobieta gada z Tobą o wszystkim (za wyjatkiem tego czy mąz ma hemoroidy), gada o matce w szpitalu, co tam u siostry, pokazuje ci filmy dziecka
na wystepach w przedszkolu. ufa ci, buduje pewnego rodzaju relacje. to nie mozna powiedziec ze to byl tylko seks. a to ze sie pogubila. no to jest jasne. o czym napisalas/es powyzej.
po pewnym czasie padlo jej już na głowę, potrafila wybiec z restauracji - jak dowiedziala sie ze siostra jest po drugiej stronie w centrum handlowym, i że możę się to wszystko wydać.
tak ten "sekret" na nią działał psychicznie, tak była zastraszona tym co sama robila. no bo przeciez napędzałą ten sekret cały czas. coraz bardziej się platała. i robila to z wlasnej woli
facetJAKwielu
"Jest tylko jedna małe ALE - nie wiesz jak jest"
i to mnie dobija, ta niewiedza, nie wiem jak to zmienić
bolek1980 napisał/a:Zorija napisał/a:Ale nie myslałeś tak jak wchodziłeś do ich związku na trzeciego?
Nie nie myslalem. Bo jak ci ktos przez pol roku smędzi - ze ich malzenstwo jest niewypałem. to co sobie myslisz?
JAk ci ktos obiecuje, itp. Potem jezdzisz z nią i ich dzieckiem na spacery, gotujesz obiad, przeprowadzasz rozmowy. To chyba kazdy mysli wszystko
idzie w dobrą stronę tak? na tym polega zaufanie - kogoś kto się zakochał. Gdybym wtedy wiedział że ta zabawa będzie taką grą 4 lata. To bym inaczej
się zachowywal. Przede wszystkim nie dałbym sobie wciskać kitu o uczuciach i nie dałbym możłiwości grania jej na 2 fronty.
Ale kto by pomyślał że ona jest tak zręczna w tym, że tak dobrze bedzie to zatajać. A skończyło się prawie jej chorobą psychiczną. Wszystko ma swoje koszty,
ja próbowałem jej pomóc, podrzucałem rozwiązania itp. A ona to wykorzystała do swoich celów.
NO i po moim sms - jedno jest pewn - już nie może grać na 2 fronty. Teraz wybrała co wybrałą i musi ponosic koszty tego. A czy męża pożąda, czy tylko będą
"technicznym małżeństwem" to już jest jej sprawa i jej koszt życiowy który poniesie za swoje decyzje.Bolku - ale masz więcej niż 13 lat?
To wiesz, że czyjejś żony się nie rusza?
I że kochanka / kochanek ZAWSZE opowiadają takie rzeczy na swojego męża/żonę?A jak już mąż o nią "walczył" - pisał te sms-y, wydzwaniał jak ten wariat co 5 minut... żalił się jak ten dureń tej teściowej --> to dalej uważałeś, że ich małżeństwo to porażka i mąż jej nie kocha?
a co mnie obchodzi że on ją kochał? mnie obchodziło czy ona mnie kocha. Przykład: co obchodzi moją ex dziewczynę żę ją kocham - nic. ja nie bylem w relacji z jej meżem, tylko z nią. rozumiesz tą drobną różnice? żę do kochania trzeba dwojga. i że samej sie wybiera. to że koles ją kochał. no tak ja też kocham Pamele Anderson, ale to nie znaczy że ona mnie też kocha
Zmierzch, Bolek dostał już wiele takich rad na początku wątku - że powinien odpuścić, zapomnieć, ochłonąć.
A potem poszukać sobie normalnej, wolnej dziewczyny.
Ale Bolek jest desperatem - o tym świadczy też ten sms... w dodatku manipulantem...
i interpretuje rzeczywistość wyłącznie wedle swoich potrzeb - kompletny brak umiejętności spojrzenia na to co się dzieje z boku... inaczej, niż z własnej, urojonej perspektywy...
i to źle mu niestety wróży...
Zorija napisał/a:bolek1980 napisał/a:Nie nie myslalem. Bo jak ci ktos przez pol roku smędzi - ze ich malzenstwo jest niewypałem. to co sobie myslisz?
JAk ci ktos obiecuje, itp. Potem jezdzisz z nią i ich dzieckiem na spacery, gotujesz obiad, przeprowadzasz rozmowy. To chyba kazdy mysli wszystko
idzie w dobrą stronę tak? na tym polega zaufanie - kogoś kto się zakochał. Gdybym wtedy wiedział że ta zabawa będzie taką grą 4 lata. To bym inaczej
się zachowywal. Przede wszystkim nie dałbym sobie wciskać kitu o uczuciach i nie dałbym możłiwości grania jej na 2 fronty.
Ale kto by pomyślał że ona jest tak zręczna w tym, że tak dobrze bedzie to zatajać. A skończyło się prawie jej chorobą psychiczną. Wszystko ma swoje koszty,
ja próbowałem jej pomóc, podrzucałem rozwiązania itp. A ona to wykorzystała do swoich celów.
NO i po moim sms - jedno jest pewn - już nie może grać na 2 fronty. Teraz wybrała co wybrałą i musi ponosic koszty tego. A czy męża pożąda, czy tylko będą
"technicznym małżeństwem" to już jest jej sprawa i jej koszt życiowy który poniesie za swoje decyzje.Bolku - ale masz więcej niż 13 lat?
To wiesz, że czyjejś żony się nie rusza?
I że kochanka / kochanek ZAWSZE opowiadają takie rzeczy na swojego męża/żonę?A jak już mąż o nią "walczył" - pisał te sms-y, wydzwaniał jak ten wariat co 5 minut... żalił się jak ten dureń tej teściowej --> to dalej uważałeś, że ich małżeństwo to porażka i mąż jej nie kocha?
a co mnie obchodzi że on ją kochał? mnie obchodziło czy ona mnie kocha. Przykład: co obchodzi moją ex dziewczynę żę ją kocham - nic. ja nie bylem w relacji z jej meżem, tylko z nią. rozumiesz tą drobną różnice? żę do kochania trzeba dwojga. i że samej sie wybiera. to że koles ją kochał. no tak ja też kocham Pamele Anderson, ale to nie znaczy że ona mnie też kocha
Ależ Bolku... ona go też kochała! sama Ci to mówiła... a on kochał ją...
a Ty to nazywasz "technicznym małżeństwem"...
A to tylko taka Twoja projekcja - tego pragnąłeś i tylko to widziałeś... nie widząc całej reszty i... prawdy...
bolek1980 napisał/a:Zorija napisał/a:Bolku, masz przechlapane...
skoro mąż tak się zachowywał już wcześniej...
tzn. że Twoje nadzieje, że ją wykopie są płonne...jemu na niej chyba zależało / zależy...
a ona to wie... i dlatego jest jeszcze większą manipulatorką - wykorzystała i Ciebie i chłopa...
Ty - dostałeś to na własne życzenie.
Męża mi szkoda. Ale może tak lubi? Kto to wie?No jasne, że jemu zależało. Ale co mnie to obchodzi? Ja go nie obchodziłem tak samo. Ona byłą manipulatorką i przywdziałą maskę uciśninonej, umęczonej matki polki. I to grało aż 4 lata. Powiedziałem dość, i mialem do tego prawo. Mialem prawo przerwać zabawę moimi uczuciami, gierki stosowane na mojej osobie. JAk ona zaszantażowała męża żę wezmie rozwód - to koleś sie posrał. A dlaczego to zrobila? Bo miała backup w postaci mojej osoby. Gdyby mnie nie bylo - to by nigdy kolesia nie probowala szantażować i dawać mu ultimatum. To, że byłem ja w odwodzie, dawało jej siłe zagrywania na nim. I na odwrót. Ona w pewnym momencie po prostu zyskiwała na tym, że sytuacja jest tak zamotana - i że każdy z nas jest umoczony. Ja postanowilem to zmienić. i jeszcze raz napisze - mialem do tego prawo.
Tak, miałeś do tego prawo. Miałeś prawo odejść. Wycofać się.
Nie miałeś prawa pisać sms-a do męża, bo zarówno ona JAK I TY robiliście to kurestwo!! Byłeś temu tak samo winny. I w tej sytuacji nie byłą Twoja rolą wymierzanie jej (mężowi) sprawiedliwości... żenada.A dlaczego Ty miałbyś obchodzić jej męża?
On jest jej mężem - i dla Ciebie i dla niej i dla innych.
Ty jesteś dla niego zwykłą gnidą. Władowałeś się w ich związek.
Nie czujesz różnicy?Ona się zabawiła i tyle.
Teraz będzie dobrą żonką. A za kilka lat, jak sprawa ucichnie zabawi się z innym....
Zorija nie placz tak. Mialem prawo zrobic to co uznalem za stosowne. Ona siedzi z nim, on ją kocha. TO niech teraz cierpią za jej grzechy. Skoro on sam ją doprowadzil do takiego stanu ze szukala innego. Kazdy psycholog Ci powie - ze zdrada jest wynikiem zachowania 2 osob ze zwiazku. I nie bierze sie - bo tylko jedna osoba w czyms nawalila.
Zmierzch, Bolek dostał już wiele takich rad na początku wątku - że powinien odpuścić, zapomnieć, ochłonąć.
A potem poszukać sobie normalnej, wolnej dziewczyny.Ale Bolek jest desperatem - o tym świadczy też ten sms... w dodatku manipulantem...
i interpretuje rzeczywistość wyłącznie wedle swoich potrzeb - kompletny brak umiejętności spojrzenia na to co się dzieje z boku... inaczej, niż z własnej, urojonej perspektywy...
i to źle mu niestety wróży...
TAK
Ale wydaje mi się, że do Bolka zaczyna docierać, że zwyczajnie został przez swoją kochankę wykorzystany do leczenia jej braków w związku.
Bolek zaczyna rozumieć, że mąż wypełniał jej potrzeby, ale nie wszystkie i tak samo on był od zaspakajania tych braków/ A na koniec ona z wyrachowaniem wyceniła męża wyżej niż jego.
To musi go boleć.
nie widzę w nim desperata tylko zranionego człowieka.
Bolek
"nie wiem jak mozna to nazwac - ale spotykalismy sie prawie normalnie w godzinach kiedy mogla
brala dziecko na spacery ze mna, dziecko spiewalo piosenki w aucie itp. do czasu az podroslo - to wtedy bala sie ze ono powie ojcu - o jakims wujku
gotowalismy razem, chodzilismy na zakupy, do restauracji, rozwiazywalismy problemy ktore byly - rehabilitacja, sprawy ktore dotyczyly jej pracy
itp. to nie bylo bzykniecie sie w hotelu - jak tu niektorzy proboja zdefiniowac.
jezeli kobieta gada z Tobą o wszystkim (za wyjatkiem tego czy mąz ma hemoroidy), gada o matce w szpitalu, co tam u siostry, pokazuje ci filmy dziecka
na wystepach w przedszkolu. ufa ci, buduje pewnego rodzaju relacje. to nie mozna powiedziec ze to byl tylko seks. a to ze sie pogubila. no to jest jasne. o czym napisalas/es powyzej.
po pewnym czasie padlo jej już na głowę, potrafila wybiec z restauracji - jak dowiedziala sie ze siostra jest po drugiej stronie w centrum handlowym, i że możę się to wszystko wydać.
tak ten "sekret" na nią działał psychicznie, tak była zastraszona tym co sama robila. no bo przeciez napędzałą ten sekret cały czas. coraz bardziej się platała. i robila to z wlasnej woli"
Bolek, to mieliśmy tak samo prawie
z tym, że Ty to przeciąłeś a ja nie...
Ty juz nic nie chcesz a ja chcę wiedzieć, co się dzieje...
mają teraz dobry moment z mężem ?
jest w depresji ?
dzieci poważnie chorują ?
ma wszystko w dupie ?
podejrzewam, że u niej niewiele nie zmieniło, z tym, że teraz dwojka dzieci chodzi do szkoły, plus pewnie dalej się opiekuje babką, jeśli ta nadal żyje
i po prostu nie miała sił, żyć na dwa domy, jak to kiedys określiła, dlatego widząc, że nie porafi odejsc, zrobiła jak zrobiła
dopóki dzieci nie dorosną, ten typ kobiety nie odejdzie od męża, tymbardziej, gdy ten ma stała pracę ( ona nie ), mieszkanie jest jego, itp
mówię, ten typ, inna by odeszła, ta nie
mnie cała sytuacja wkurwiała często, dusiłem w sobie pewne rzeczy, nie mówiąc, bo nie chciałem tracić namiastki bycia z kimś, choć tak naprawde byłem sam cały czas
Ty sie wyszalałeś za młodu, ja nie, moze dlatego to mnie tak męczy
po prostu chciałbym wiedzieć co jest grane a nie życ w niewiedzy
To musi go boleć.
nie widzę w nim desperata tylko zranionego człowieka.
I tu się zgodzę z Tobą.
Bolek czy Ty jesteś w stanie sobie popłakać?
Zorija napisał/a:Zmierzch, Bolek dostał już wiele takich rad na początku wątku - że powinien odpuścić, zapomnieć, ochłonąć.
A potem poszukać sobie normalnej, wolnej dziewczyny.Ale Bolek jest desperatem - o tym świadczy też ten sms... w dodatku manipulantem...
i interpretuje rzeczywistość wyłącznie wedle swoich potrzeb - kompletny brak umiejętności spojrzenia na to co się dzieje z boku... inaczej, niż z własnej, urojonej perspektywy...
i to źle mu niestety wróży...TAK
Ale wydaje mi się, że do Bolka zaczyna docierać, że zwyczajnie został przez swoją kochankę wykorzystany do leczenia jej braków w związku.
Bolek zaczyna rozumieć, że mąż wypełniał jej potrzeby, ale nie wszystkie i tak samo on był od zaspakajania tych braków/ A na koniec ona z wyrachowaniem wyceniła męża wyżej niż jego.
To musi go boleć.
nie widzę w nim desperata tylko zranionego człowieka.
Jest desperatem dlatego, że chce ją zdobyć za wszelka cenę.
Był pewny, że w wyniku tego sms-a ona, pogoniona przez męża, przyleci z płaczem do Bolka... a Bolek wtedy postawi jej "twarde warunki"...
Ja rozumiem Zmierzch, że Bolek ją pokochał... i teraz jest zraniony... czuje się wykorzystany... i na koniec porzucony...
Ale dlaczego Bolek nie może zrozumieć jednego - w takim układzie, w jaki sam wszedł (związek + kochanek) --> zawsze (lub najczęściej) ktoś jest zraniony...
Tym razem padło na Bolka.
Innym razem pada na męża lub żonę.
Dlatego tego nie da się usprawiedliwić.
No a skoro już tym razem padło na Bolka - to chłopina powinien obetrzeć łzy i (owszem, ze złamanym sercem, ale jednak i z godnością) pójść dalej...
Taką bajkę sam sobie wybrał. A zakończenie mogło być tylko jedno z dwóch - od samego początku Bolek miał tylko 50%... więc czemu teraz tak rozpacza?
[
Jest desperatem dlatego, że chce ją zdobyć za wszelka cenę.
Był pewny, że w wyniku tego sms-a ona, pogoniona przez męża, przyleci z płaczem do Bolka... a Bolek wtedy postawi jej "twarde warunki"...Ja rozumiem Zmierzch, że Bolek ją pokochał... i teraz jest zraniony... czuje się wykorzystany... i na koniec porzucony...
Ale dlaczego Bolek nie może zrozumieć jednego - w takim układzie, w jaki sam wszedł (związek + kochanek) --> zawsze (lub najczęściej) ktoś jest zraniony...Tym razem padło na Bolka.
Innym razem pada na męża lub żonę.Dlatego tego nie da się usprawiedliwić.
No a skoro już tym razem padło na Bolka - to chłopina powinien obetrzeć łzy i (owszem, ze złamanym sercem, ale jednak i z godnością) pójść dalej...
Taką bajkę sam sobie wybrał. A zakończenie mogło być tylko jedno z dwóch - od samego początku Bolek miał tylko 50%... więc czemu teraz tak rozpacza?
Zorija
Prawda.
On sam zdecydował, że wpakuje się w cudzy związek na trzeciego. Zabrakło mu zasad i przyzwoitości. Teraz płaci za to wysoką cenę.
Nie mam zamiaru go usprawiedliwiać.
Chodzi o to, że gdy go tutaj atakujemy, to on skupia się na odpieraniu ataków, zamiast na rozwiązaniu swoich problemów.
zmierzch napisał/a:Zorija napisał/a:Zmierzch, Bolek dostał już wiele takich rad na początku wątku - że powinien odpuścić, zapomnieć, ochłonąć.
A potem poszukać sobie normalnej, wolnej dziewczyny.Ale Bolek jest desperatem - o tym świadczy też ten sms... w dodatku manipulantem...
i interpretuje rzeczywistość wyłącznie wedle swoich potrzeb - kompletny brak umiejętności spojrzenia na to co się dzieje z boku... inaczej, niż z własnej, urojonej perspektywy...
i to źle mu niestety wróży...TAK
Ale wydaje mi się, że do Bolka zaczyna docierać, że zwyczajnie został przez swoją kochankę wykorzystany do leczenia jej braków w związku.
Bolek zaczyna rozumieć, że mąż wypełniał jej potrzeby, ale nie wszystkie i tak samo on był od zaspakajania tych braków/ A na koniec ona z wyrachowaniem wyceniła męża wyżej niż jego.
To musi go boleć.
nie widzę w nim desperata tylko zranionego człowieka.Jest desperatem dlatego, że chce ją zdobyć za wszelka cenę.
Był pewny, że w wyniku tego sms-a ona, pogoniona przez męża, przyleci z płaczem do Bolka... a Bolek wtedy postawi jej "twarde warunki"...Ja rozumiem Zmierzch, że Bolek ją pokochał... i teraz jest zraniony... czuje się wykorzystany... i na koniec porzucony...
Ale dlaczego Bolek nie może zrozumieć jednego - w takim układzie, w jaki sam wszedł (związek + kochanek) --> zawsze (lub najczęściej) ktoś jest zraniony...Tym razem padło na Bolka.
Innym razem pada na męża lub żonę.Dlatego tego nie da się usprawiedliwić.
No a skoro już tym razem padło na Bolka - to chłopina powinien obetrzeć łzy i (owszem, ze złamanym sercem, ale jednak i z godnością) pójść dalej...
Taką bajkę sam sobie wybrał. A zakończenie mogło być tylko jedno z dwóch - od samego początku Bolek miał tylko 50%... więc czemu teraz tak rozpacza?
Zorija Ty naprawdę jestes też ograniczona. Kto powiedzial ze ja rozpaczam. Pisanie na tym forum jest tylko elementem zrozumienia pewnych mechanizmow. Ja wbrew pororom calkiem dobrze sie czuje.
A wiesz dlaczego? Bo mam to co mam, a wczesniej mialem niby to cos, czego nie bylo. Wiec suma sumarum zrobilem sobie dobrze tym smsem. Mam swiety spokoj. I o to mi chodzilo. Wiec nie pisz tu o jakiejs desperackiej probie - ze ona mialaby przyleciec do mnie a ja mialbym ją przyjąć i bylaby sielanka. Ja sobie doskonale zdawalem sprawę żę ona gra. I dosc dlugo dochodzilem do momentu - tego slusznego (dla mnie) rozwiazania. Opiniowalem sie rowniez u psychologa. Wiec delikatnie mowiać - zejdz z tych chorych sądów: czego mialem prawo a czego nie. Mialem prawo do kazdego rozwiazania i tyle. Wybralem to bo tak chcialem. I tobie Zorija nic do tego. NIe musisz podzielac moich poglądów. Ja Twoich nie podzielam. Jest tu Miracleman na forum - on też ma swoją historię, podobną do mnie - są pewne różnice - głównie chyba w tym, że mnie zdążyłą wiecej obiecać, wiecej sciemnic, i przegieła - bo wbrew pozorom ja mam kontakt z grawitacją a ona nie do końca. I tyle. Zorija dokladnie sobie te 50% przyjąłem jak piszesz. i tyle. Co wiecej nie placz tak bardzo - bo dzis wieczorem idę na randkę. wiec wyluzuj - no chyba ze teraz zabronisz mi i powiesz ze to niestosowne bo powininem opłakiwać i czekać na nią. Zresztą kto tam wie - co jeszcze tu napiszesz
bolek, Ty się w końcu obudź, wypisujesz bzdury i wmawiasz sobie, ze to prawda.
Do niczego nie dojdziesz okłamując siebie, zmieniając realny świat na taki jakim chciałbyś go widzieć.
Zorija nie placz tak. Mialem prawo zrobic to co uznalem za stosowne.
Zrobiłes co uznałeś za stosowne.
Ale niby dlaczego miałeś do tego prawo ??
Kto Ci dał prawo mieszać się w czyjeś sprawy?
- bo niby kochanka, bo niby obietnice ?
Przecież sam pisałeś, że nie chciała się do Ciebie przyznać przed innymi ludźmi,
to niby dlaczego miałeś prawo cokolwiek robić w tym temacie ?
Obudź się, NIE MIAŁEŚ ŻADNEGO PRAWA.
Jedynie UZURPOWAŁEŚ sobie takie prawo !
Ona siedzi z nim, on ją kocha. TO niech teraz cierpią za jej grzechy. Skoro on sam ją doprowadzil do takiego stanu ze szukala innego.
Ależ Ty kochasz tą swoja kochanicę...
życzysz jej cierpienia, bo wybrała innego.
Uznała ze lepiej jej z rodziną, a Ty ją tak kochasz, że życzysz jej cierpienia...
Jesteś zwykłym, egoistycznym dooopkiem który obraził się na cały świat, bo nie dostał zabawki.
Kto wie, może właśnie dlatego wybrała męża, bo wyczuła i Ciebie ten fałsz, egoizm w stosunku do niej.
Kazdy psycholog Ci powie - ze zdrada jest wynikiem zachowania 2 osob ze zwiazku. I nie bierze sie - bo tylko jedna osoba w czyms nawalila.
No to już absolutna bzdura.
Jedynie niedouczony psycholog tak by powiedział.
Coś Ci się pomyliło.
To kryzys w związku jest zazwyczaj wynikiem zachowania 2 osób.
Na kryzys można zareagować na setki sposobów, które nie ranią, które są konstruktywne, które nie krzywdzą nikogo.
Wtedy druga strona jest współodpowiedzialna za rozwiązanie kryzysu.
Zdrada - jest decyzją jednej osoby, druga nie ma w tym żadnego udziału, "nawaliła", jak to piszesz, tylko jedna osoba, ta która podjęła decyzję o zdradzie, oszustwie. Z pełną premedytacja, wiedząc że jest to decyzja która rani druga osobę, nie jest konstruktywna, krzywdzi wiele osób dookoła niej.
Za zdradę odpowiedzialna jest tylko ta osoba, która zdradza.
Ale... ty chyba nie jesteś w stanie podążyć za taką abstrakcją.
Która wiąże się z tak odległymi dla ciebie sprawami jak empatia, odpowiedzialność, krzywdzenie innych.
Dla Ciebie liczy się tylko zaspokojenie twoich zachcianek....
Zorija napisał/a:[
Jest desperatem dlatego, że chce ją zdobyć za wszelka cenę.
Był pewny, że w wyniku tego sms-a ona, pogoniona przez męża, przyleci z płaczem do Bolka... a Bolek wtedy postawi jej "twarde warunki"...Ja rozumiem Zmierzch, że Bolek ją pokochał... i teraz jest zraniony... czuje się wykorzystany... i na koniec porzucony...
Ale dlaczego Bolek nie może zrozumieć jednego - w takim układzie, w jaki sam wszedł (związek + kochanek) --> zawsze (lub najczęściej) ktoś jest zraniony...Tym razem padło na Bolka.
Innym razem pada na męża lub żonę.Dlatego tego nie da się usprawiedliwić.
No a skoro już tym razem padło na Bolka - to chłopina powinien obetrzeć łzy i (owszem, ze złamanym sercem, ale jednak i z godnością) pójść dalej...
Taką bajkę sam sobie wybrał. A zakończenie mogło być tylko jedno z dwóch - od samego początku Bolek miał tylko 50%... więc czemu teraz tak rozpacza?Zorija
Prawda.
On sam zdecydował, że wpakuje się w cudzy związek na trzeciego. Zabrakło mu zasad i przyzwoitości. Teraz płaci za to wysoką cenę.
Nie mam zamiaru go usprawiedliwiać.
Chodzi o to, że gdy go tutaj atakujemy, to on skupia się na odpieraniu ataków, zamiast na rozwiązaniu swoich problemów.
Dobrze Zmierzch, próbuj! ![]()
Powodzenia ![]()
Ja śledziłam ten wątek przez pierwszych dobrych kilka stron - i powiem Ci, że Bolek dostał już wszystkie możliwe rady...
Zorija napisał/a:[
Jest desperatem dlatego, że chce ją zdobyć za wszelka cenę.
Był pewny, że w wyniku tego sms-a ona, pogoniona przez męża, przyleci z płaczem do Bolka... a Bolek wtedy postawi jej "twarde warunki"...Ja rozumiem Zmierzch, że Bolek ją pokochał... i teraz jest zraniony... czuje się wykorzystany... i na koniec porzucony...
Ale dlaczego Bolek nie może zrozumieć jednego - w takim układzie, w jaki sam wszedł (związek + kochanek) --> zawsze (lub najczęściej) ktoś jest zraniony...Tym razem padło na Bolka.
Innym razem pada na męża lub żonę.Dlatego tego nie da się usprawiedliwić.
No a skoro już tym razem padło na Bolka - to chłopina powinien obetrzeć łzy i (owszem, ze złamanym sercem, ale jednak i z godnością) pójść dalej...
Taką bajkę sam sobie wybrał. A zakończenie mogło być tylko jedno z dwóch - od samego początku Bolek miał tylko 50%... więc czemu teraz tak rozpacza?Zorija
Prawda.
On sam zdecydował, że wpakuje się w cudzy związek na trzeciego. Zabrakło mu zasad i przyzwoitości. Teraz płaci za to wysoką cenę.
Nie mam zamiaru go usprawiedliwiać.
Chodzi o to, że gdy go tutaj atakujemy, to on skupia się na odpieraniu ataków, zamiast na rozwiązaniu swoich problemów.
Tak zdecydowalem ze bede sie z nią spotykal, bo tak ona chciala. Kumasz?
ja ze swojej strony, chciałbym tylko wiedzieć, co się dokładnie dzieje
nie żyć w domysłach
nie mam pomysłu co zrobić, by się dowiedzieć, bo różne desperackie akcje nie są w moim stylu
a mieszkamy dwa przystanki od siebie teraz
tak blisko a tak daleko
bolek, Ty się w końcu obudź, wypisujesz bzdury i wmawiasz sobie, ze to prawda.
Do niczego nie dojdziesz okłamując siebie, zmieniając realny świat na taki jakim chciałbyś go widzieć.bolek1980 napisał/a:Zorija nie placz tak. Mialem prawo zrobic to co uznalem za stosowne.
Zrobiłes co uznałeś za stosowne.
Ale niby dlaczego miałeś do tego prawo ??Kto Ci dał prawo mieszać się w czyjeś sprawy?
- bo niby kochanka, bo niby obietnice ?
Przecież sam pisałeś, że nie chciała się do Ciebie przyznać przed innymi ludźmi,
to niby dlaczego miałeś prawo cokolwiek robić w tym temacie ?Obudź się, NIE MIAŁEŚ ŻADNEGO PRAWA.
Jedynie UZURPOWAŁEŚ sobie takie prawo !bolek1980 napisał/a:Ona siedzi z nim, on ją kocha. TO niech teraz cierpią za jej grzechy. Skoro on sam ją doprowadzil do takiego stanu ze szukala innego.
Ależ Ty kochasz tą swoja kochanicę...
życzysz jej cierpienia, bo wybrała innego.
Uznała ze lepiej jej z rodziną, a Ty ją tak kochasz, że życzysz jej cierpienia...Jesteś zwykłym, egoistycznym dooopkiem który obraził się na cały świat, bo nie dostał zabawki.
Kto wie, może właśnie dlatego wybrała męża, bo wyczuła i Ciebie ten fałsz, egoizm w stosunku do niej.bolek1980 napisał/a:Kazdy psycholog Ci powie - ze zdrada jest wynikiem zachowania 2 osob ze zwiazku. I nie bierze sie - bo tylko jedna osoba w czyms nawalila.
No to już absolutna bzdura.
Jedynie niedouczony psycholog tak by powiedział.Coś Ci się pomyliło.
To kryzys w związku jest zazwyczaj wynikiem zachowania 2 osób.Na kryzys można zareagować na setki sposobów, które nie ranią, które są konstruktywne, które nie krzywdzą nikogo.
Wtedy druga strona jest współodpowiedzialna za rozwiązanie kryzysu.Zdrada - jest decyzją jednej osoby, druga nie ma w tym żadnego udziału, "nawaliła", jak to piszesz, tylko jedna osoba, ta która podjęła decyzję o zdradzie, oszustwie. Z pełną premedytacja, wiedząc że jest to decyzja która rani druga osobę, nie jest konstruktywna, krzywdzi wiele osób dookoła niej.
Za zdradę odpowiedzialna jest tylko ta osoba, która zdradza.Ale... ty chyba nie jesteś w stanie podążyć za taką abstrakcją.
Która wiąże się z tak odległymi dla ciebie sprawami jak empatia, odpowiedzialność, krzywdzenie innych.
Dla Ciebie liczy się tylko zaspokojenie twoich zachcianek....
włącz logike, dokonałem skrótu myślowego - pisząc "zdrada jest wynikiem zachowania 2 osob". Oczywiste jest ze zdrada jest wynikiem kryzysu ktory wytworzyly 2 osoby. i Tyle. nie rozbijaj na czynniki,
bo to nie ma znaczenia. Byl kryzys, byla zdrada. Sprawa połączona. Ze 1 osoba zdecydowala sie zdradzic to jest juz inna kwestia. Ja mialem na mysli Kryzys > Zdrada = 2 dzialanie wynika z dzialania 1. bez 1 dzialania nie byloby drugiego
ja ze swojej strony, chciałbym tylko wiedzieć, co się dokładnie dzieje
nie żyć w domysłach
nie mam pomysłu co zrobić, by się dowiedzieć, bo różne desperackie akcje nie są w moim stylu
a mieszkamy dwa przystanki od siebie teraz
tak blisko a tak daleko
wiesz roznica jest miedzy nami taka - ze ja mialem z nią codzienny kontakt do samego konca. A ty jakby masz sprawe zakonczoną
i teraz obudziles sie ze czegos chcesz. Ja uznalem ze przetne to wtedy kiedy trzeba i tyle. Ty masz tak naprawde wygaszoną sprawę.
Ja tez, ale ja wygasilem ją swoim dzialaniem. A u Ciebie - wygaslo bo dzialania nie bylo .Kwestia kto sie lepiej z czym czuje.
Ja uwazam ze zrobilem wszystko o moglem zeby bylo w koncu dobrze. Nie dalo sie - bo po drugiej stronie byla osoba - ktora nie miala odwagi, wolala wygodę. I tyle.
Przynajmniej wiem - ze juz nie musze sie meczyc tak jak Ty. Mam sprawe jasną, bo sam ją wyjasnilem.
A ja czytam i czytam i zastanawiam się ile będzie wersji tej historii.
To nic, że autor wątku pisze jak było - inni wiedzą więcej ![]()
No nic poczytamy dalej ![]()
ja ze swojej strony, chciałbym tylko wiedzieć, co się dokładnie dzieje
nie żyć w domysłach
nie mam pomysłu co zrobić, by się dowiedzieć, bo różne desperackie akcje nie są w moim stylu
a mieszkamy dwa przystanki od siebie teraz
tak blisko a tak daleko
A Ty jesteś jeszcze bardziej zdesperowany niż Bolek.
Weź już odpuść... ona ma męża i rodzinę... na co Ty jeszcze czekasz?
Naprawdę nie ma już na świecie żadnych wolnych dziewczyn? Ludzie, ogarnijcie się, bo to aż żałość to czytać.
Zraniła Cię kobieta? OK (wolna czy zajęta... już nie ważne).
Masz złamane serce. OK
Ale w końcu trzeba ruszyć tyłek i zacząć żyć... normalnie... dalej... dość już tego użalania się nad sobą, płakania, czekania, tęsknoty i nostalgii...
Bądźcie facetami i weźcie się w garść.
włącz logike, dokonałem skrótu myślowego - pisząc "zdrada jest wynikiem zachowania 2 osob". Oczywiste jest ze zdrada jest wynikiem kryzysu ktory wytworzyly 2 osoby. i Tyle. nie rozbijaj na czynniki,
bo to nie ma znaczenia. Byl kryzys, byla zdrada. Sprawa połączona. Ze 1 osoba zdecydowala sie zdradzic to jest juz inna kwestia. Ja mialem na mysli Kryzys > Zdrada = 2 dzialanie wynika z dzialania 1. bez 1 dzialania nie byloby drugiego
To jest Twój problem !
- upraszczasz, nie widzisz różnic pomiędzy jednym a drugim,
wrzucasz wszystko do jednego worka i wyciągasz co popadnie bez zastanowienia, bez sensu, bez logiki
Ten powyższy wywód "logiczności", to już mistrzostwo świata w zakręcaniu rzeczywistości.
Co tam świata, całej galaktyki.
Hallo !!
Tu Ziemia.
Jak mnie słyszysz ?
bolek1980 napisał/a:włącz logike, dokonałem skrótu myślowego - pisząc "zdrada jest wynikiem zachowania 2 osob". Oczywiste jest ze zdrada jest wynikiem kryzysu ktory wytworzyly 2 osoby. i Tyle. nie rozbijaj na czynniki,
bo to nie ma znaczenia. Byl kryzys, byla zdrada. Sprawa połączona. Ze 1 osoba zdecydowala sie zdradzic to jest juz inna kwestia. Ja mialem na mysli Kryzys > Zdrada = 2 dzialanie wynika z dzialania 1. bez 1 dzialania nie byloby drugiegoTo jest Twój problem !
- upraszczasz, nie widzisz różnic pomiędzy jednym a drugim,
wrzucasz wszystko do jednego worka i wyciągasz co popadnie bez zastanowienia, bez sensu, bez logikiTen powyższy wywód "logiczności", to już mistrzostwo świata w zakręcaniu rzeczywistości.
Co tam świata, całej galaktyki.Hallo !!
Tu Ziemia.
Jak mnie słyszysz ?
Badania pokazuje ze dzieci w PL maja slabe umietnosci zrozumienia tekstu. Chyba nalezysz do tego grona. Teoretykow i filozofow. A juz rozszerzenie tezy - to jakis kosmos. Co najwyzej slepo powtarzanie tego samego generuje zabawę w gluchy telefon i Ty jestes jak i 2-3 inne osoby z tego forum - tego przykladem. Zabawa w gluchy telefon wam dobrze sluzy jak widac. Czepianie sie o byle co. I robienie z tego calych podwatków. Koles wez wyluzuj i zejdz na ziemie. Bo ja mam osobiscie w d...pie twoje wywody
włącz logike, dokonałem skrótu myślowego - pisząc "zdrada jest wynikiem zachowania 2 osob". Oczywiste jest ze zdrada jest wynikiem kryzysu ktory wytworzyly 2 osoby. i Tyle. nie rozbijaj na czynniki,
bo to nie ma znaczenia. Byl kryzys, byla zdrada. Sprawa połączona. Ze 1 osoba zdecydowala sie zdradzic to jest juz inna kwestia. Ja mialem na mysli Kryzys > Zdrada = 2 dzialanie wynika z dzialania 1. bez 1 dzialania nie byloby drugiego
Bolek
Czy ty byłeś kiedykolwiek wcześniej w związku?
Kryzysy są wpisane w dynamikę KAŻDEGO związku, bez względu na to, czy para jest dobrze dobrana, funkcjonuje codziennie dość dobrze a między partnerami jest bliskość i głęboka więź.
A jednak nie w każdym związku dochodzi do zdrady, np. w moim.
Bo to zależy od wyborów osób tworzących związek.
ciesz się, chłopie, że się pozbyłeś baby, która w kryzysie zamiast dbać o poprawę atmosfery wskakuje innym facetom do łóżka.
Naprawdę chciałbyś mieć taką w domu i codziennie zastanawiać się, komu dzisiaj dała dooopy?
Bolek
wiesz roznica jest miedzy nami taka - ze ja mialem z nią codzienny kontakt do samego konca. A ty jakby masz sprawe zakonczoną
i teraz obudziles sie ze czegos chcesz. Ja uznalem ze przetne to wtedy kiedy trzeba i tyle. Ty masz tak naprawde wygaszoną sprawę.
Ja tez, ale ja wygasilem ją swoim dzialaniem. A u Ciebie - wygaslo bo dzialania nie bylo .Kwestia kto sie lepiej z czym czuje.
Ja uwazam ze zrobilem wszystko o moglem zeby bylo w koncu dobrze. Nie dalo sie - bo po drugiej stronie byla osoba - ktora nie miala odwagi, wolala wygodę. I tyle.
Przynajmniej wiem - ze juz nie musze sie meczyc tak jak Ty. Mam sprawe jasną, bo sam ją wyjasnilem.
obaj długo za długo, tkwiliśmy w gównie i tyle.
napisałem, dlaczego nie postawiłem sprawy na ostrzu noża i tyle, nie obudziłem się nagle, tak jak Ty nagle nie postanowiłeś zrobić tego, co zrobiłeś
Zorija
"A Ty jesteś jeszcze bardziej zdesperowany niż Bolek.
Weź już odpuść... ona ma męża i rodzinę... na co Ty jeszcze czekasz?
Naprawdę nie ma już na świecie żadnych wolnych dziewczyn? Ludzie, ogarnijcie się, bo to aż żałość to czytać.
Zraniła Cię kobieta? OK (wolna czy zajęta... już nie ważne)."
Masz złamane serce. OK
Ale w końcu trzeba ruszyć tyłek i zacząć żyć... normalnie... dalej... dość już tego użalania się nad sobą, płakania, czekania, tęsknoty i nostalgii...
Bądźcie facetami i weźcie się w garść."
wzięlismy sie w garść obaj, bardziej niz myślisz
po prostu chce wiedzieć, czy ona zwyczajnie zyje, jest zdrowa, to tez zle ?
Badania pokazuje ze dzieci w PL maja slabe umietnosci zrozumienia tekstu. Chyba nalezysz do tego grona. Teoretykow i filozofow. A juz rozszerzenie tezy - to jakis kosmos. Co najwyzej slepo powtarzanie tego samego generuje zabawę w gluchy telefon i Ty jestes jak i 2-3 inne osoby z tego forum - tego przykladem. Zabawa w gluchy telefon wam dobrze sluzy jak widac. Czepianie sie o byle co. I robienie z tego calych podwatków. Koles wez wyluzuj i zejdz na ziemie. Bo ja mam osobiscie w d...pie twoje wywody
nie jestem koleś.
A ja z kolei nie zniżyłabym się do poziomu bycia twoja koleżanką.
synuś,
idź do mamusiu niech cie ulula do snu, a nie szukaj porady wśród dorosłych ludzi.
90% mówi ci jedno i to samo, a ty ciągle niedopieszczony...
Zorija napisał/a:[:P Tobie potrzeba właśnie NIESZCZĘŚCIA... poczucia jakiegoś niespełnienia... wiecznego dążenia i szukania czegoś, co z góry wiadomo, że będzie niemożliwe... Ty potrzebujesz jakiejś.... nieszczęśliwej i niespełnionej miłości?? do szczęścia?? Zdaje się, że niektórzy tak mają... to ich zadowala i tylko takie nieszczęście daje im spełnienie... pewnie psychologia ma na to jakieś definicje
Zorija jest dokladnie tak jak napisalas.
Najlepiej czuje sie w momentach "odrzucenia"...moge cieprpiec, plakac i to, ze mysle, ze juz nie moze byc gorzej, ze juz nic nie moge starcic daje mi cos w rodzaju spokoju.Co do historii tej kobiety tez mam podobne odczucia. Ona znowu wybuchnie wczesniej czy pozniej.
Toorank... ludzie mają różne "hobby" ![]()
Są tacy, co wchodzą na szczyt jakiejś tam góry, mimo, że zdają sobie dobrze sprawę, że mają tylko 50% szans, że z niej zlezą z powrotem...
Każdy szuka adrenaliny / sensu życia / spełnienia... itd.itp. w różnych miejscach...
I nie da się wszystkich zrozumieć!
Ja nie rozumiem zarówno himalaistów, jak i Ciebie ![]()
Ale zapewne i Ty i oni macie jakieś swoje głębokie uzasadnienie, dlaczego to robicie, przynosi Wam to pewne zaspokojenie... zaspokojenie pewnych potrzeb, które macie gdzieś tam głęboko ukryte.
Dobrze Toorank, że nie masz dzieci... bo dzieci już nie mogą być narażone na takie jazdy... powinny mieć stabilność, bezpieczeństwo i spokój...
A może jednak powinnaś poszukać sobie jakiejś pasji... hobby...
Co Ty robisz, gdy już jesteś taka zdołowana, czy w ogóle czymś się zajmujesz? Czy tylko siedzisz wtedy i się nad sobą użalasz? To nie atak... tylko ciekawość... mogłabyś napisać?
Ja tu Bolek widzę u Ciebie cholerny brak nabiału, dlaczego czekałeś do 5 razy kiedy obiecywała że odejdzie, mogła powiedzieć tak raz i nie spełnić obietnicy, max dwa ale trzeciej takiej szansy nie miałeś jej dawać tylko powiedzieć "do widzenia" wiedząc z kim masz do czynienia ale do tego trzeba niestety faceta. Co chwile słyszę że ona miała zdecydować ,jej mąż a ile masz latek żeby czekać na innych, jesteś facetem i bierzesz sprawy w swoje ręce, nie chce panna odejść od męża ( co rozumiem) to urywam kontakt, wymazuję numer z komóry i good bye. Tego jak zakonczyłeś sprawę nie będę nawet komentował. Sam rozpieprzałem kiedyś rodzinę słuchając bajek jak to pannę mąż źle traktuje, nie kocha i nie szanuje przez 1,5 roku ale miałem już dość tej huśtawy i z dnia na dzien kompletnie urwałem kontakt. Nie było łatwo ale jestem dziś sobie wdzięczny że wyszedłem z tego gnoju w miarę z twarzą.
Bolek, podczytuję sobie twój watek, różne wypowiedzi.. i zauważyłam jedno. O ile na początku jednak broniłeś jej w jakiś sposób, że nie zdecydowana, że się boi, w końcu że ma depresję... zwalając poniekąd winę, albo podkreślając głupotę jej męża, tak w ostatnich twoich wypowiedziach widać wyraźny atak na nią - że z niej perfidna manipulatora itd. Jak widać targają Tobą różne emocje, często skrajne, co jest chyba normalne w tej sytuacji. Za jakiś czas jednak one opadną i spojrzysz na całą sytuację z dystansu.
Ja wcale nie jestem taka przekonana, że ta kobieta to taka rasowa zołza, że wszystko sobie obmyśliła i tylko perfekcyjnie grała i robiła w bambuko was obu. Może i kalkulująca, ale też zagubiona, nie wiedząca czego chce. A jeżeli rzeczywiście miała depresję, to tym bardziej nie była skłonna podjąć decyzji o zmianie swojego życia o 180 st. Ty jednak nie masz rodziny, żony, dzieci, wiec dla Ciebie to było proste.. nawet jej powiedzieć - odejdź, jakoś to będzie. Rozumiem, że mogłeś jej zapewnić mieszkanie itd. Jednak zauważ, że w stanie do którego w sumie sama się doprowadziła (depresja), chyba żadna kobieta, nawet nie wiem jak zakochana, nie podjęłaby drastycznych kroków jak rozwód i walka w sądzie też o dzieci. Chciałbyś by od niego odeszła z perspektywą, że te dzieci straci? Ona po prostu wybrała mniejsze zło a Ty jej w tym pomogłeś. Teraz tak, masz już jasną sytuację, w jakiś sposób się odegrałeś. Choć w sumie do końca nie wiesz, jaki w ich życiu ten sms przyniósł skutek.
Zrobiłeś jednak duży błąd dając się zwodzić 4 lata. Piszesz, że zrywałeś, a ona wracała. A Ty co robiłeś wtedy? Siup do łóżka a potem ew deadline. Mogłeś to rozegrać inaczej, dojrzalej. Jeżeli rzeczywiście Ci na niej zależało. I przede wszystkim duuużo wcześniej.
Facetowi zwykle łatwiej jest odejść niż kobiecie. Tak jak z perspektywy czasu patrzę jak do tego podszedł mój Z - przez w sumie też ponad 3 lata mnie poznawał, urabiał.. bez jakiegoś romansu przez pierwsze 2, choć flirt był...też mówił, że dziecko, że reputacja, status quo itd. No ale motylki, seks to nie wszystko. To też życie, odpowiedzialność.. szczególnie kiedy jest dziecko. Ewidentnie sprawdzał, czy ja to "udźwignę". Wszystko kwestia dogrania. Ale trzeba być silnym. I powiem Ci szczerze, że rok temu, kiedy zdecydowałam się z nim zerwać kontakt bo myślałam, że to zmierza donikąd, też przeszło mi przez myśl by powiadomić żonę, że może rzeczywiście przez te lata kłamał. A wiesz co on w tym czasie robił? Już miał sprawę rozwodową w sądzie, ale nie chciał mi mówić, bo wiedział, że nie chcę być w to zamieszana. Chciał to załatwić poza mną. I odkąd zdecydowałam się z nim zerwać kontakt.. po niecałych 2 msc był już po rozwodzie. Nie wierzyłam póki nie zobaczyłam. Ale to zrobił. Może nie czysto zagrał wobec małżonki, bo nie wiedziała, że istnieję, ale w końcu wyszło to wszystkim na dobre. Pierwszy raz oficjalnie razem z jego dzieckiem wyjechaliśmy na ferie zimowe, ale też w większym gronie, bym dopiero mogła je poznać.
Także jak się chce i się naprawdę kocha to można..
Skywalk, Anastacjaa
a co sądzicie o mojej historii ?
Bolek, podczytuję sobie twój watek, różne wypowiedzi.. i zauważyłam jedno. O ile na początku jednak broniłeś jej w jakiś sposób, że nie zdecydowana, że się boi, w końcu że ma depresję... zwalając poniekąd winę, albo podkreślając głupotę jej męża, tak w ostatnich twoich wypowiedziach widać wyraźny atak na nią - że z niej perfidna manipulatora itd. Jak widać targają Tobą różne emocje, często skrajne, co jest chyba normalne w tej sytuacji. Za jakiś czas jednak one opadną i spojrzysz na całą sytuację z dystansu.
Ja wcale nie jestem taka przekonana, że ta kobieta to taka rasowa zołza, że wszystko sobie obmyśliła i tylko perfekcyjnie grała i robiła w bambuko was obu. Może i kalkulująca, ale też zagubiona, nie wiedząca czego chce. A jeżeli rzeczywiście miała depresję, to tym bardziej nie była skłonna podjąć decyzji o zmianie swojego życia o 180 st. Ty jednak nie masz rodziny, żony, dzieci, wiec dla Ciebie to było proste.. nawet jej powiedzieć - odejdź, jakoś to będzie. Rozumiem, że mogłeś jej zapewnić mieszkanie itd. Jednak zauważ, że w stanie do którego w sumie sama się doprowadziła (depresja), chyba żadna kobieta, nawet nie wiem jak zakochana, nie podjęłaby drastycznych kroków jak rozwód i walka w sądzie też o dzieci. Chciałbyś by od niego odeszła z perspektywą, że te dzieci straci? Ona po prostu wybrała mniejsze zło a Ty jej w tym pomogłeś. Teraz tak, masz już jasną sytuację, w jakiś sposób się odegrałeś. Choć w sumie do końca nie wiesz, jaki w ich życiu ten sms przyniósł skutek.
Zrobiłeś jednak duży błąd dając się zwodzić 4 lata. Piszesz, że zrywałeś, a ona wracała. A Ty co robiłeś wtedy? Siup do łóżka a potem ew deadline. Mogłeś to rozegrać inaczej, dojrzalej. Jeżeli rzeczywiście Ci na niej zależało. I przede wszystkim duuużo wcześniej.
Facetowi zwykle łatwiej jest odejść niż kobiecie. Tak jak z perspektywy czasu patrzę jak do tego podszedł mój Z - przez w sumie też ponad 3 lata mnie poznawał, urabiał.. bez jakiegoś romansu przez pierwsze 2, choć flirt był...też mówił, że dziecko, że reputacja, status quo itd. No ale motylki, seks to nie wszystko. To też życie, odpowiedzialność.. szczególnie kiedy jest dziecko. Ewidentnie sprawdzał, czy ja to "udźwignę". Wszystko kwestia dogrania. Ale trzeba być silnym. I powiem Ci szczerze, że rok temu, kiedy zdecydowałam się z nim zerwać kontakt bo myślałam, że to zmierza donikąd, też przeszło mi przez myśl by powiadomić żonę, że może rzeczywiście przez te lata kłamał. A wiesz co on w tym czasie robił? Już miał sprawę rozwodową w sądzie, ale nie chciał mi mówić, bo wiedział, że nie chcę być w to zamieszana. Chciał to załatwić poza mną. I odkąd zdecydowałam się z nim zerwać kontakt.. po niecałych 2 msc był już po rozwodzie. Nie wierzyłam póki nie zobaczyłam. Ale to zrobił. Może nie czysto zagrał wobec małżonki, bo nie wiedziała, że istnieję, ale w końcu wyszło to wszystkim na dobre. Pierwszy raz oficjalnie razem z jego dzieckiem wyjechaliśmy na ferie zimowe, ale też w większym gronie, bym dopiero mogła je poznać.
Także jak się chce i się naprawdę kocha to można..
No to gratulacje. Niestety tym się kobiety i mężczyźni różnią, że kobiety nie postępują jak mężczyźni i tyle. Dlatego ta sytuacja jest tylko z grubsza podobna. Fakt jest taki jak opisałaś. NIe miala motywacji żeby odejść przez 4 lata. Ale te powroty były zawsze z jakims konkretnym argumentem - który potem się rozpływał - bo pojawiały się czynniki zewn. > wypadek. itp. To się tak łatwo ocenia z perspektywy czasu, ale kiedy w tym jesteś - to jest inaczej. Jest wypadek - inaczej reagujesz. Jak mogłem wymagać czegokolwiek od kobiety - która z bólu wyła, mogła byc kaleką, i po nocach nie spała z bólu. Co do reszty to się zgadzam - Twoj koles postąpił jak koleś - bo faceci są konkretni i tyle.
A co do mojej oceny - to ewoluuje, jak wszystko z czasem. Nawet ostatnio uznałem - że tej jej wszystkie ściemy - to bym raczej dał do kategorii urojeń. Ja w nie wierzyłem, a ona święcie. No ale to właśnie jest ten problem. Że ja to ja, ona to ona, a Ty to Ty. i każdy inaczej patrzy się na to samo.
ps. jasne że ona sobie tego tak nie obmyśliła - to po prostu było tak, że te 4 lata ona nauczyła się grać, na początku byla inną osobą i na końcu też. Sama mówiła - że dzięki mnie stała się b.pewna siebie itp. Bo na początku to naprawdę przepraszała za wszystko. No ale ta pewność siebie była tylko pozorna, a czy depresja wszystko zmieniła. Nie wiem. Tak źle z nią nie było, ale ona mówiła że tragicznie. Wiele rzeczy wyolbrzymiala więc ja też na to patrzyłem inaczej niż ona.
Ja tu Bolek widzę u Ciebie cholerny brak nabiału, dlaczego czekałeś do 5 razy kiedy obiecywała że odejdzie, mogła powiedzieć tak raz i nie spełnić obietnicy, max dwa ale trzeciej takiej szansy nie miałeś jej dawać tylko powiedzieć "do widzenia" wiedząc z kim masz do czynienia ale do tego trzeba niestety faceta. Co chwile słyszę że ona miała zdecydować ,jej mąż a ile masz latek żeby czekać na innych, jesteś facetem i bierzesz sprawy w swoje ręce, nie chce panna odejść od męża ( co rozumiem) to urywam kontakt, wymazuję numer z komóry i good bye. Tego jak zakonczyłeś sprawę nie będę nawet komentował. Sam rozpieprzałem kiedyś rodzinę słuchając bajek jak to pannę mąż źle traktuje, nie kocha i nie szanuje przez 1,5 roku ale miałem już dość tej huśtawy i z dnia na dzien kompletnie urwałem kontakt. Nie było łatwo ale jestem dziś sobie wdzięczny że wyszedłem z tego gnoju w miarę z twarzą.
Był różne czynniki po drodze. I to nie było takie proste. Na początku traktowałem to na luzie. Po 1 roku już poważnie, ale wtedy ona miała z nim odwilż najwyraźniej. I tak to pływało. W pewnym momencie ona nauczyła się, że te fale może wykorzystywać do swoich celów i grała nami dwoma naprzemian... Natomiast zgadzam się powinienem szybciej i ostrzej reagować. Ale też były takie momenty - że ja straciłem prace. I jako facet czułem się gorszy. No to wtedy Twoja siła negocjacyjna jest niższa. Czujesz, że kobieta na Ciebie patrzy i masz w głowie myśli - że ktoś jest lepszy bo.. wiec naturalnie schodzisz z tonu i inaczej prowadzisz wszystko. Tak to jest w życiu, nie zawsze wszystko idzie liniowo. Są różne czynniki zewn. np. jej wypadek itp.
Grała wami bo żaden nie okazał sie facetem z zasadami który pokazałby jej drzwi. Wiesz ja też postępowałem jak Ty,też byłem miękki ale kiedyś szala braku szacunku do samego siebie spowodowała że musiałem wziąć sie za siebie i przestać się pieścić. Rozumiem Ciebie bo widzę siebie sprzed paru lat. Narobiłem dość gównwa w życiu swoim i innych a wszystko przez brak stanowczości i jasnych zasad i to niezależnie od sytuacji. Mój znajomy ma teorię że każdy musi przepłynąć w swoim życiu rzekę gówna, Ty właśnie swoją bierzesz wpław więc staraj sie odrzucić ego i wyciągać właściwe wnioski na przyszłość. Widzę że jak to po woli z Ciebie uchodzi to coraz rozsądniej myślisz czego życzę i trzymam kciuki.
Grała wami bo żaden nie okazał sie facetem z zasadami który pokazałby jej drzwi. Wiesz ja też postępowałem jak Ty,też byłem miękki ale kiedyś szala braku szacunku do samego siebie spowodowała że musiałem wziąć sie za siebie i przestać się pieścić. Rozumiem Ciebie bo widzę siebie sprzed paru lat. Narobiłem dość gównwa w życiu swoim i innych a wszystko przez brak stanowczości i jasnych zasad i to niezależnie od sytuacji. Mój znajomy ma teorię że każdy musi przepłynąć w swoim życiu rzekę gówna, Ty właśnie swoją bierzesz wpław więc staraj sie odrzucić ego i wyciągać właściwe wnioski na przyszłość. Widzę że jak to po woli z Ciebie uchodzi to coraz rozsądniej myślisz czego życzę i trzymam kciuki.
po prostu miala wybór. i dlatego manewrowała. i tyle - jezeli ja mam do wyboru 2 rzeczy w sklepie to producent kazdej z nich zabiega tak? naturalne. tak to tez bylo w tym wypadku. ona mogla wyrabiac te piruety bo miala wybór a my skakalismy w zaleznosci od humoru i obłaskawienia. oczywiscie zawsze mozna bylo jej czegos nie dac czego drugi nie mial. ale uwierz mi - moja pozycja byla relatywnie slabsza - bo jego wspieralo posiadanie z nia dziecka i innych zobowiazan
Ano właśnie, kolejne watki wychodzą, jak ten że straciłeś pracę. Nie mówię, że kobieta z dzieckiem myśli tylko i wyłącznie materialistycznie, ale ten aspekt ma znaczenie w kontekście bezpieczeństwa. Pewnie inaczej by do tego podeszła gdyby dziecka nie było, ale jest. I ono jest dla każdej matki najważniejsze. Pewnie od razu by odeszła gdybyś potrafił co najmniej takie same warunki zapewnić jak jej mąż. Ale i wtedy musiałaby być pewna, że ją nie "kąpiesz". Inaczej lepiej zostać z tym co jest, pewne itd. Taka prawda.
Ja przytoczyłam Ci swoją historię wprawdzie z innego punktu widzenia - kobiety, która nie ma zobowiązań (męża, dzieci) i "tylko' oczekuje. Bo ja tak naprawdę nic nie traciłam poza złamanym sercem.. on rodzinę, dziecko.. itd.
Ja ego żony, dziecka jednak nie znałam.. ale mniejsza o większość.
Teraz znam i to, że odszedł, rozwiódł się "w białych rękawiczkach" itd. to tylko początek.. bo jak jest dziecko to 2-gi rodzic zawsze będzie. Niestety. I o ile z dzieckiem na szczecie fajnie się dogadujemy tak jego ex.. niby nam nie miesza ale nawet kwestia dziecka.. to mnie chyba przerosło.. bo nie chciałabym mieć z ta kobieta w ogóle już do czynienia.. dziecko mogłoby nawet z nami zamieszkać.. A niby jest ok. Tylko wciąż w naszym życiu
Także Bolek, miłość miłością, sek, seksem a odpowiedzialność za ukochanej/ukochanego dzieci to drugie..I jak się okazuje w dalszym życiu niemal najważniejsze. Dlatego z perspektywy weź pod uwagę też ten "wątek" który w późniejszym życiu jest kluczowy.. Nawet gdyby do Ciebie odeszła i tak mąż by został w WASZYM życiu. Bo jest ojcem ich dziecka.
Zorija napisał/a:ryba81 napisał/a:Czy to jest normalne zachowanie ?? Nie , tak zachowuje sie osoba ktora czuje ze cos złego dzieje sie w małzeństwie i szuka prawdy ktorej zdradzacz jej nie daje . Mąż pisał ze ją kocha , uwazasz ze gdyby było az tak zle w ich małzeństwie to padały by takie słowa ??
On czuł ze cos jest na rzeczy ale nie wiedział o co chodzi bo ona była sprytniejsza w tych kłamstwach i oszustwach i podwójnym zyciu .Bolku, masz przechlapane...
skoro mąż tak się zachowywał już wcześniej...
tzn. że Twoje nadzieje, że ją wykopie są płonne...jemu na niej chyba zależało / zależy...
a ona to wie... i dlatego jest jeszcze większą manipulatorką - wykorzystała i Ciebie i chłopa...
Ty - dostałeś to na własne życzenie.
Męża mi szkoda. Ale może tak lubi? Kto to wie?No jasne, że jemu zależało. Ale co mnie to obchodzi? Ja go nie obchodziłem tak samo. Ona byłą manipulatorką i przywdziałą maskę uciśninonej, umęczonej matki polki. I to grało aż 4 lata. Powiedziałem dość, i mialem do tego prawo. Mialem prawo przerwać zabawę moimi uczuciami, gierki stosowane na mojej osobie. JAk ona zaszantażowała męża żę wezmie rozwód - to koleś sie posrał. A dlaczego to zrobila? Bo miała backup w postaci mojej osoby. Gdyby mnie nie bylo - to by nigdy kolesia nie probowala szantażować i dawać mu ultimatum. To, że byłem ja w odwodzie, dawało jej siłe zagrywania na nim. I na odwrót. Ona w pewnym momencie po prostu zyskiwała na tym, że sytuacja jest tak zamotana - i że każdy z nas jest umoczony. Ja postanowilem to zmienić. i jeszcze raz napisze - mialem do tego prawo.
Świetny post. Bo pokazuje 2 rzeczy. Po pierwsze nie rozumiem o co autorowi chodzi? Po co pisze tutaj? Skoro inni go nie obchodzą? A sam się użala nad sobą? Po drugie już wiemy, że ma do wszystkiego prawo. Miał prawo pukać mężatkę dla przyjemności, miał prawo napisać do męża. Są jakieś granice tego prawa do wszystkiego?
Zorija napisał/a:bolek1980 napisał/a:Nie nie myslalem. Bo jak ci ktos przez pol roku smędzi - ze ich malzenstwo jest niewypałem. to co sobie myslisz?
JAk ci ktos obiecuje, itp. Potem jezdzisz z nią i ich dzieckiem na spacery, gotujesz obiad, przeprowadzasz rozmowy. To chyba kazdy mysli wszystko
idzie w dobrą stronę tak? na tym polega zaufanie - kogoś kto się zakochał. Gdybym wtedy wiedział że ta zabawa będzie taką grą 4 lata. To bym inaczej
się zachowywal. Przede wszystkim nie dałbym sobie wciskać kitu o uczuciach i nie dałbym możłiwości grania jej na 2 fronty.
Ale kto by pomyślał że ona jest tak zręczna w tym, że tak dobrze bedzie to zatajać. A skończyło się prawie jej chorobą psychiczną. Wszystko ma swoje koszty,
ja próbowałem jej pomóc, podrzucałem rozwiązania itp. A ona to wykorzystała do swoich celów.
NO i po moim sms - jedno jest pewn - już nie może grać na 2 fronty. Teraz wybrała co wybrałą i musi ponosic koszty tego. A czy męża pożąda, czy tylko będą
"technicznym małżeństwem" to już jest jej sprawa i jej koszt życiowy który poniesie za swoje decyzje.Bolku - ale masz więcej niż 13 lat?
To wiesz, że czyjejś żony się nie rusza?
I że kochanka / kochanek ZAWSZE opowiadają takie rzeczy na swojego męża/żonę?A jak już mąż o nią "walczył" - pisał te sms-y, wydzwaniał jak ten wariat co 5 minut... żalił się jak ten dureń tej teściowej --> to dalej uważałeś, że ich małżeństwo to porażka i mąż jej nie kocha?
a co mnie obchodzi że on ją kochał? mnie obchodziło czy ona mnie kocha. Przykład: co obchodzi moją ex dziewczynę żę ją kocham - nic. ja nie bylem w relacji z jej meżem, tylko z nią. rozumiesz tą drobną różnice? żę do kochania trzeba dwojga. i że samej sie wybiera. to że koles ją kochał. no tak ja też kocham Pamele Anderson, ale to nie znaczy że ona mnie też kocha
Aż się popłakałem...ze śmiechu. Bolo to taki biedny, pokrzywdzony egoista. Ale czego oczekuje tutaj współczucia? Rady jak rozbić małżeństwo kochanki? Pochwały dla swoich działań? Bo nie rozumiem. W końcu działalność częsci osób na liście opiera się na altuizmie, współczuciu, zrozumeniu dla drugiego człowieka. Dochodzę do wniosku, że ktoś kto nie ma tego współczucia, zrozumienia dla innych, nie tylko nie zasługuje na takie w stosunku do swojej osoby i nie tylko daje pokaz wyjątkowego wręcz egocentryzmu (co wielu odrzuca). Przede wszystkim pokazuje pewną różnicę miedzy ludzmi, różnicę, której nie sam chcę dostrzegać. Można to opisać jako zatrzymanie się na pewnym etapie. Tutaj przedszkola bo walka jest o "zabawkę". Ale można to też postrzegać jako różnicę jakościową, a tutaj konkretnie też kogoś niezdolnego do ewolucji. Niektórzy mogą nazwać taki byt chwastem. Nic nie wnosi, tylko niszczy. Nie ma celu zeby coś tworzyć. Bo jako człowiek nie rozumie, że seks, pasożytowanie na czyimś nieszczęściu, są zasadniczymi sprawami na których żadnego szczęścia się nie wybuduje. A zacząć trzeba od początku, najpierw od osoby, którą się wybrało, od tego od czego się zaczeło, a jeszcze wcześniej od siebie i swoich własnych postaw, nie mówiąc nawet o myśleniu. Jakby to powiedzieć jaśniej. Nie da się na czymś zgniłym, przeżartym przez korniki, niczego trwałego zbudować.
Świetny post. Bo pokazuje 2 rzeczy. Po pierwsze nie rozumiem o co autorowi chodzi? Po co pisze tutaj? Skoro inni go nie obchodzą? A sam się użala nad sobą? Po drugie już wiemy, że ma do wszystkiego prawo. Miał prawo pukać mężatkę dla przyjemności, miał prawo napisać do męża. Są jakieś granice tego prawa do wszystkiego?
Przecież to "prawo" dała mu ów mężatka go zwodząc i wyznając miłość..Skoro naraziła swoje małżeństwo, rodzinę dając takie wyznania, to 'wolny' Bolek uznał, że można...
A jak wg Ciebie to można było inaczej rozegrać. Skoro ja chciałem rozwiązać sytuację tak - żeby mną wiecej sobie nie pogrywała? Po wielu namyśleniach uznałem - że problem jest w tym - że ona prawie już zwariowała, bo tak się zapetiła w tym oszukiwaniu jego i mnie. I tyle - uznałem - że trzeba przywrócić równowagę i że ona powinna przejąć odpowiedzialność za to co robi. A on - powinien zmierzyć się z problemem realnie bo przecież sam w jakiejś części jest odpowiedzialny za to co ona wyrabia
Nie wiem... może zrobiłeś to w złym momencie?
Jeśli ona jest zagubiona i wariuje i faktycznie to w jakim jest stanie psychicznym jest efektem przemocy psychicznej, a nie jej wyrachowania to więcej byś zyskał zachowując spokój, wykazując się cierpliwością i bezwarunkową akceptacja. bez względu na to co ona robi.
Poczytaj o ofiarach przemocy fizycznej o wiktymizacji. Postawienie jej pod ścianą to był strzał w kolano.
nie zgadzam się natomiast z przedmówcami, że nie ma w niej żadnych uczuć
4 lata to szmat czasu, nie sadze, ze utrzymywalaby te relację nic do Ciebie nie czujac
bolek1980 napisał/a:A jak wg Ciebie to można było inaczej rozegrać. Skoro ja chciałem rozwiązać sytuację tak - żeby mną wiecej sobie nie pogrywała? Po wielu namyśleniach uznałem - że problem jest w tym - że ona prawie już zwariowała, bo tak się zapetiła w tym oszukiwaniu jego i mnie. I tyle - uznałem - że trzeba przywrócić równowagę i że ona powinna przejąć odpowiedzialność za to co robi. A on - powinien zmierzyć się z problemem realnie bo przecież sam w jakiejś części jest odpowiedzialny za to co ona wyrabia
Nie wiem... może zrobiłeś to w złym momencie?
Jeśli ona jest zagubiona i wariuje i faktycznie to w jakim jest stanie psychicznym jest efektem przemocy psychicznej, a nie jej wyrachowania to więcej byś zyskał zachowując spokój, wykazując się cierpliwością i bezwarunkową akceptacja. bez względu na to co ona robi.
Poczytaj o ofiarach przemocy fizycznej o wiktymizacji. Postawienie jej pod ścianą to był strzał w kolano.nie zgadzam się natomiast z przedmówcami, że nie ma w niej żadnych uczuć
4 lata to szmat czasu, nie sadze, ze utrzymywalaby te relację nic do Ciebie nie czujac
Z opisu jasno wynika, że stan psychiczny kochanki autora pogorszył się pod wpływem napięcia wynikającego z ukrywania swojego podwójnego życia przez długi okres czasu w celu niewykrycia tego przez męża, w celu zachowania małżeństwa. W małżeństwie kochanki był marazm ale mogło to tak samo wynikać z jej postrzegania (wyolbrzymiania, skupiania się na sobie), tak samo obopólnego nie starania się (jej i męża), i jeszcze, co ciekawe, to bardzo typowa sytuacja dla większości małżeństw (na pewnym etapie, w pewnym momencie).
bolek1980 napisał/a:Zorija napisał/a:Bolku, masz przechlapane...
skoro mąż tak się zachowywał już wcześniej...
tzn. że Twoje nadzieje, że ją wykopie są płonne...jemu na niej chyba zależało / zależy...
a ona to wie... i dlatego jest jeszcze większą manipulatorką - wykorzystała i Ciebie i chłopa...
Ty - dostałeś to na własne życzenie.
Męża mi szkoda. Ale może tak lubi? Kto to wie?No jasne, że jemu zależało. Ale co mnie to obchodzi? Ja go nie obchodziłem tak samo. Ona byłą manipulatorką i przywdziałą maskę uciśninonej, umęczonej matki polki. I to grało aż 4 lata. Powiedziałem dość, i mialem do tego prawo. Mialem prawo przerwać zabawę moimi uczuciami, gierki stosowane na mojej osobie. JAk ona zaszantażowała męża żę wezmie rozwód - to koleś sie posrał. A dlaczego to zrobila? Bo miała backup w postaci mojej osoby. Gdyby mnie nie bylo - to by nigdy kolesia nie probowala szantażować i dawać mu ultimatum. To, że byłem ja w odwodzie, dawało jej siłe zagrywania na nim. I na odwrót. Ona w pewnym momencie po prostu zyskiwała na tym, że sytuacja jest tak zamotana - i że każdy z nas jest umoczony. Ja postanowilem to zmienić. i jeszcze raz napisze - mialem do tego prawo.
Świetny post. Bo pokazuje 2 rzeczy. Po pierwsze nie rozumiem o co autorowi chodzi? Po co pisze tutaj? Skoro inni go nie obchodzą? A sam się użala nad sobą? Po drugie już wiemy, że ma do wszystkiego prawo. Miał prawo pukać mężatkę dla przyjemności, miał prawo napisać do męża. Są jakieś granice tego prawa do wszystkiego?
bolek1980 napisał/a:Zorija napisał/a:Bolku - ale masz więcej niż 13 lat?
To wiesz, że czyjejś żony się nie rusza?
I że kochanka / kochanek ZAWSZE opowiadają takie rzeczy na swojego męża/żonę?A jak już mąż o nią "walczył" - pisał te sms-y, wydzwaniał jak ten wariat co 5 minut... żalił się jak ten dureń tej teściowej --> to dalej uważałeś, że ich małżeństwo to porażka i mąż jej nie kocha?
a co mnie obchodzi że on ją kochał? mnie obchodziło czy ona mnie kocha. Przykład: co obchodzi moją ex dziewczynę żę ją kocham - nic. ja nie bylem w relacji z jej meżem, tylko z nią. rozumiesz tą drobną różnice? żę do kochania trzeba dwojga. i że samej sie wybiera. to że koles ją kochał. no tak ja też kocham Pamele Anderson, ale to nie znaczy że ona mnie też kocha
Aż się popłakałem...ze śmiechu. Bolo to taki biedny, pokrzywdzony egoista. Ale czego oczekuje tutaj współczucia? Rady jak rozbić małżeństwo kochanki? Pochwały dla swoich działań? Bo nie rozumiem. W końcu działalność częsci osób na liście opiera się na altuizmie, współczuciu, zrozumeniu dla drugiego człowieka. Dochodzę do wniosku, że ktoś kto nie ma tego współczucia, zrozumienia dla innych, nie tylko nie zasługuje na takie w stosunku do swojej osoby i nie tylko daje pokaz wyjątkowego wręcz egocentryzmu (co wielu odrzuca). Przede wszystkim pokazuje pewną różnicę miedzy ludzmi, różnicę, której nie sam chcę dostrzegać. Można to opisać jako zatrzymanie się na pewnym etapie. Tutaj przedszkola bo walka jest o "zabawkę". Ale można to też postrzegać jako różnicę jakościową, a tutaj konkretnie też kogoś niezdolnego do ewolucji. Niektórzy mogą nazwać taki byt chwastem. Nic nie wnosi, tylko niszczy. Nie ma celu zeby coś tworzyć. Bo jako człowiek nie rozumie, że seks, pasożytowanie na czyimś nieszczęściu, są zasadniczymi sprawami na których żadnego szczęścia się nie wybuduje. A zacząć trzeba od początku, najpierw od osoby, którą się wybrało, od tego od czego się zaczeło, a jeszcze wcześniej od siebie i swoich własnych postaw, nie mówiąc nawet o myśleniu. Jakby to powiedzieć jaśniej. Nie da się na czymś zgniłym, przeżartym przez korniki, niczego trwałego zbudować.
Otóż to...
Niestety Autor chyba nie będzie w stanie tego zrozumieć,choć jest tak "ogarnięty" w porównaniu z innymi na tym forum.Jedyną obroną jego własnych tez,będzie impertynencki atak.Innymi słowy...kolejny raz pokaże klasę...tak samo,jak pokazał w jaki sposób zakończył "swój związek".
Postawienie jej pod ścianą to był strzał w kolano.
nie zgadzam się natomiast z przedmówcami, że nie ma w niej żadnych uczuć
4 lata to szmat czasu, nie sadze, ze utrzymywalaby te relację nic do Ciebie nie czujac
Toorank... Jakie uczucia? Tchórzostwo? Właśnie dlatego, że to taki długi okres ich wspólnego obok życia, nie wierzę by ufała na tyle Bolkowi.
Nie z przypadku wypowiadam sie w tym wątku. Jestem... Byłam po drugiej stronie. Bolek jednak tak jest zaprawiony we wściekłości, że widzi we mnie wroga.
Postawienie jej pod ścianą to był strzał w kolano.
Strzałem w kolano był jego sms do męża. No ale może dzięki temu się z niej (tej sytuacji) wyzwolił..
Pewnie inaczej by do tego podeszła gdyby dziecka nie było, ale jest. I ono jest dla każdej matki najważniejsze.
Ale slogan
Anastacjaa nie uogolniaj, nie dla kazdej matki szczescie dzieci jest najwazniejsze.
Tak jak i jie dla kazdego ojca.
Ale takie teksty to wynik schematycznego podejscia do spraw rodzicielskich.
Jak matka to kocha, jak ojciec to juz nie koniecznie.
A potem sie dziwimy, ze wyroki w naszych sadach sa jakie są
.
toorank napisał/a:Postawienie jej pod ścianą to był strzał w kolano.
Strzałem w kolano był jego sms do męża. No ale może dzięki temu się z niej (tej sytuacji) wyzwolił..
Nastko, zgadzam się z Tobą w tym temacie.
toorank napisał/a:Postawienie jej pod ścianą to był strzał w kolano.
Strzałem w kolano był jego sms do męża. No ale może dzięki temu się z niej (tej sytuacji) wyzwolił..
To miałam na myśli.
Dla mnie to zdrada, jakkolwiek śmiesznie to brzmi w kontekście kochanków. Stanął przeciwko niej.
Ja bym czegoś takiego kochankowi nie wybaczyła.
Anastacjaa napisał/a:Pewnie inaczej by do tego podeszła gdyby dziecka nie było, ale jest. I ono jest dla każdej matki najważniejsze.
Ale slogan
Anastacjaa nie uogolniaj, nie dla kazdej matki szczescie dzieci jest najwazniejsze.
Tak jak i jie dla kazdego ojca.
Ale takie teksty to wynik schematycznego podejscia do spraw rodzicielskich.
Jak matka to kocha, jak ojciec to juz nie koniecznie.
A potem sie dziwimy, ze wyroki w naszych sadach sa jakie są.
Piotrze, znam Twoją historię, bo ją śledzę. I zawsze cichaczem podpisuję się pod wypowiedziami naszego Kochanego Maleństwa. Ciebie w tym watku nie znajduję. Nie jesteś bowiem tym złym.
Życie bywa niesamowicie przewrotne i nie jest takie jednobarwne.
Ja jestem po naprawdę niesamowitych przejściach. Zostawiłam w swoim czasie Dzieci moje przy byłym. Nie dla kogoś. Ja musiałam ratować siebie. Nie oczekuję zrozumienia i jakiegokolwiek oparcia. Mam je w ograniczonym gronie osób z tego forum.
Wiem jedno. Jeśli strach zapętla nas na szyi, potrafimy go pokonać. W przypadku kobiety Bolka mam jedną opinie. To tylko tchórzostwo wynikajace z wygody. Nic więcej.
Anastacjaa napisał/a:Pewnie inaczej by do tego podeszła gdyby dziecka nie było, ale jest. I ono jest dla każdej matki najważniejsze.
Ale slogan
Anastacjaa nie uogolniaj, nie dla kazdej matki szczescie dzieci jest najwazniejsze.
Tak jak i jie dla kazdego ojca.
Ale takie teksty to wynik schematycznego podejscia do spraw rodzicielskich.
Jak matka to kocha, jak ojciec to juz nie koniecznie.
A potem sie dziwimy, ze wyroki w naszych sadach sa jakie są.
Piotrze śledziłam Twoją historię, dzieci są dla Was obojgu ważne, tylko Wam już nie chce się ze sobą być.. jak to rozegracie to już Wasza sprawa. Ja pisze od str tej trzeciej.. bo chociaż jestem w związku szczęśliwym itd to jednak były współmałżonek wciąż jet obecny.. bo jest ich dziecko.. chciałabym się odciąć ale to niemożliwe.. bynajmniej nie od dziecka ale od jego matki.. no właśnie MATKI.. póki co trudne to .. dla mnie..
Anastacjaa napisał/a:toorank napisał/a:Postawienie jej pod ścianą to był strzał w kolano.
Strzałem w kolano był jego sms do męża. No ale może dzięki temu się z niej (tej sytuacji) wyzwolił..
To miałam na myśli.
Dla mnie to zdrada, jakkolwiek śmiesznie to brzmi w kontekście kochanków. Stanął przeciwko niej.
Ja bym czegoś takiego kochankowi nie wybaczyła.
Pisałam wcześniej, że też miałam takie myśli nie będąc do końca pewa jego.. ale gdybym to zrobiła to byłby koniec..ew takie rozliczenie a nie 'pomoc" w podjęciu decyzji...
toorank napisał/a:Anastacjaa napisał/a:Strzałem w kolano był jego sms do męża. No ale może dzięki temu się z niej (tej sytuacji) wyzwolił..
To miałam na myśli.
Dla mnie to zdrada, jakkolwiek śmiesznie to brzmi w kontekście kochanków. Stanął przeciwko niej.
Ja bym czegoś takiego kochankowi nie wybaczyła.Pisałam wcześniej, że też miałam takie myśli nie będąc do końca pewa jego.. ale gdybym to zrobiła to byłby koniec..ew takie rozliczenie a nie 'pomoc" w podjęciu decyzji...
A nie pomyślałyście, że to było jedyne wyjście by zdemaskować prawdziwe oblicze kochanki?
A nie pomyślałyście, że to było jedyne wyjście by zdemaskować prawdziwe oblicze kochanki?
Ja nie wiem czy miała jakiekolwiek oblicze.. dla mnie z opisu to słaba, motająca się osoba.. a nie żadna perfidna laska.. wybrała męża bo tak lepiej, wygodniej, a nóż się zmieni.. może sms coś w ich życiu namieszał dodatkowo, może nie.. ale na pewno ona już nie ma przyjaciela w 'kochanku' .. może i to na dobre wyjdzie jej małżeństwu.. dla ich wszystkich..
Sponi napisał/a:A nie pomyślałyście, że to było jedyne wyjście by zdemaskować prawdziwe oblicze kochanki?
Ja nie wiem czy miała jakiekolwiek oblicze.. dla mnie z opisu to słaba, motająca się osoba.. a nie żadna perfidna laska.. wybrała męża bo tak lepiej, wygodniej, a nóż się zmieni.. może sms coś w ich życiu namieszał dodatkowo, może nie.. ale na pewno ona już nie ma przyjaciela w 'kochanku' .. może i to na dobre wyjdzie jej małżeństwu.. dla ich wszystkich..
Małżeństwu? Nastko, nie rozśmieszaj mnie. W moim przypadku naiwnie wierzyłam, że zdrada w moim wykonaniu mnie uwolni. Nie stało się tak. Byłemu nie przeszkadzało, że mnie ktoś pukał jak to inni są w zwyczaju określać. Ja to zrobiłam żeby sie uwolnić. Prózne nadzieje.
Małżeństwu? Nastko, nie rozśmieszaj mnie. W moim przypadku naiwnie wierzyłam, że zdrada w moim wykonaniu mnie uwolni. Nie stało się tak. Byłemu nie przeszkadzało, że mnie ktoś pukał jak to inni są w zwyczaju określać. Ja to zrobiłam żeby sie uwolnić. Prózne nadzieje.
A wiesz czemu tak zrobiłaś i czemu to miało służyć?
Sponi napisał/a:Małżeństwu? Nastko, nie rozśmieszaj mnie. W moim przypadku naiwnie wierzyłam, że zdrada w moim wykonaniu mnie uwolni. Nie stało się tak. Byłemu nie przeszkadzało, że mnie ktoś pukał jak to inni są w zwyczaju określać. Ja to zrobiłam żeby sie uwolnić. Prózne nadzieje.
A wiesz czemu tak zrobiłaś i czemu to miało służyć?
Tak Nastko. Oświadczam uroczyście, ze w moim przypadku zdrada nie była żadnym zagubieniem. Była świadomą decyzją. Próbą ucieczki. Udaną dodam...
Choć były wciąż drepcze mi po piętach.
Fakt, że się zaangażowałam potem niczego nie zmienia. A Dzieci mam przy sobie.
Piotr74 napisał/a:Anastacjaa napisał/a:Pewnie inaczej by do tego podeszła gdyby dziecka nie było, ale jest I ono jest dla każdej matki najważniejsze.
Ale slogan
Anastacjaa nie uogolniaj, nie dla kazdej matki szczescie dzieci jest najwazniejsze.
Tak jak i jie dla kazdego ojca.
Ale takie teksty to wynik schematycznego podejscia do spraw rodzicielskich.
Jak matka to kocha, jak ojciec to juz nie koniecznie.
A potem sie dziwimy, ze wyroki w naszych sadach sa jakie są.
Ciebie w tym watku nie znajduję. Nie jesteś bowiem tym złym.
Życie bywa niesamowicie przewrotne i nie jest takie jednobarwne.
W przypadku kobiety Bolka mam jedną opinie. To tylko tchórzostwo wynikajace z wygody. Nic więcej.
Sponi sam siebie nie widze w tym watku
.
W zyciu bym nie pomyslal, ze stane po stronie faceta, ktory wlazl z buciorami w cudze zycie.
Ale tak jak napisalas, zycie bywa przewrotne, i w jakims stopniu jestem w stanie Bolka zrozumiec.
Z jego opisow tej kobiety wyczytuje wiele podobienstw do mojej jz.
Doskonale wiem, jak taka osoba potrafi grac emocjami, jak potradi klamac i oszukiwac.
Przerabialem jej powroty kilka razy.
Doskonale pamietam co mowila o swoim kochanku.
I doskonale pamietam, jak sie pozniej tego wypierala, kiedy znow motylki zatrzepaly skrzydelkami.
A co do Twojego zdania na temat tej kobiety dodalbym jeszcze dwie jej cechy: perdidje i niesamowita ilosc egoizmu.
Piotrze, nie masz pojęcia jak bardzo rozumiem ból Bolka. Ta jego wściekłość i atakowanie innych. On, według mnie, jest niesamowicie zagubiony, ale nie przyzna się do tego.
Tę kobietę oceniam negatywnie. Może dlatego, że sama uważam, że zdrada oznacza zero uczuć do męża czy partnera. I zdania nie zmienię. Kiedy decydowałam się na bliskie relacje z kochankiem, nie wynikały one z chęci zabawienia się. A z ucieczki i to była moja świadoma decyzja. Bo jestem dorosła. I znam wagę moich decyzji.
bolek1980 napisał/a:A jak wg Ciebie to można było inaczej rozegrać. Skoro ja chciałem rozwiązać sytuację tak - żeby mną wiecej sobie nie pogrywała? Po wielu namyśleniach uznałem - że problem jest w tym - że ona prawie już zwariowała, bo tak się zapetiła w tym oszukiwaniu jego i mnie. I tyle - uznałem - że trzeba przywrócić równowagę i że ona powinna przejąć odpowiedzialność za to co robi. A on - powinien zmierzyć się z problemem realnie bo przecież sam w jakiejś części jest odpowiedzialny za to co ona wyrabia
Nie wiem... może zrobiłeś to w złym momencie?
Jeśli ona jest zagubiona i wariuje i faktycznie to w jakim jest stanie psychicznym jest efektem przemocy psychicznej, a nie jej wyrachowania to więcej byś zyskał zachowując spokój, wykazując się cierpliwością i bezwarunkową akceptacja. bez względu na to co ona robi.
Poczytaj o ofiarach przemocy fizycznej o wiktymizacji. Postawienie jej pod ścianą to był strzał w kolano.nie zgadzam się natomiast z przedmówcami, że nie ma w niej żadnych uczuć
4 lata to szmat czasu, nie sadze, ze utrzymywalaby te relację nic do Ciebie nie czujac
Toorank, powiem tak rozumiem co piszesz, i to ma wiele wspólnego z tym co było w tej sytuacji. dziękuje za wyważenie.
Co do czekania... to było tak już trudne, jeżeli ktoś Ci cos obiecuje, i raz po raz nie dotrzymuje. Łącznie z tym że obiecała - że z nim nie będzie kontaktów łóżkowych.
Po jakimś czasi po prostu człowiek nie wytrzymuje, bo widzi co jest grane. Jeden tydzień mówi tak, drugi tak. I tak w kółko. No powiem Ci że ja rozumiem - jak to jest być cierpliwym - te 5x powrotów i 4 lata o tym świadczą,
że nie jestem w gorącej wodzie kąpany. Poszedłem też na kilka wizyt do psychologa w międzyczasie - o czym ona wiedziała. Dopytywałą się nawet o szczegóły. Sam ją też zachęcałem. Poszła na 1x i powiedziała - że p. psycholog jej wmawia co ma robić.
No więc ona tak jakby nie wykazywłą ochoty na zmiany - bo było jej wygodnie. Co dopiero przyznałą na 2 tyg przed zakończeniem. Z drugiej strony to ja nawet nie wiem - czy my zakończyliśmy. Ona nie zareagowałą na mój telefon. Byłoby śmiesznie gdyby za 2 miesiące przyleciala i twierdziła ze była w szoku - ale nadal kocha, a nie odebrałą telefonu bo się bała...itp
To co mnie naprawdę wk...w tym wątku,to przekonanie autora,że wie wszystko najlepiej o kochance i jej mężu.Zna to małżeństwo i stosunki panujące między małżonkami lepiej niż oni sami.Co najmniej jakby przez te 4 lata chodzili oboje do niego na terapię,i zwierzali mu się dosłownie z każdej myśli.On wie wszystko najlepiej,generalnie wie wszystko o nich.
Tylko kochanka Go olała,tego niestety o Niej nie wiedział,jaka szkoda...
No i druga rzecz,równie wk...,czego właściwie ten człowiek chce,bo ja naprawdę nie mogę tego dociec,on tylko opowiada,co mąż zrobił,czego nie zrobił,ona to,ona tamto,ale jaki jest tego cel,do czego on dąży,nie mam pojęcia.
I jeszcze trzecia rzecz,dla mnie autor mógłby być męskim bohaterem "Fatalnego Zauroczenia",zachowuje się dokładnie tak samo.Bolek,obejrzyj sobie ten film.
To co mnie naprawdę wk...w tym wątku,to przekonanie autora,że wie wszystko najlepiej o kochance i jej mężu.Zna to małżeństwo i stosunki panujące między małżonkami lepiej niż oni sami.Co najmniej jakby przez te 4 lata chodzili oboje do niego na terapię,i zwierzali mu się dosłownie z każdej myśli.On wie wszystko najlepiej,generalnie wie wszystko o nich.
Tylko kochanka Go olała,tego niestety o Niej nie wiedział,jaka szkoda...
No i druga rzecz,równie wk...,czego właściwie ten człowiek chce,bo ja naprawdę nie mogę tego dociec,on tylko opowiada,co mąż zrobił,czego nie zrobił,ona to,ona tamto,ale jaki jest tego cel,do czego on dąży,nie mam pojęcia.
I jeszcze trzecia rzecz,dla mnie autor mógłby być męskim bohaterem "Fatalnego Zauroczenia",zachowuje się dokładnie tak samo.Bolek,obejrzyj sobie ten film.
nie interesuje mnie co Cie wk..wia najwyżej opuść wątek. ja pisze to co widzialem, i co słyszałem z jej relacji podczas tego naszego "związku" i nic sobie nie wymyślam. wiem tylko tyle ile pisze. gdybać mogę - jak każdy. na pewno lepiej gdybam niż coniektórzy tu co próbowali dodawać od siebie historyjki.
I jeszcze jedno przemyślenie Bolek,Ty wchodząc w ten romans,tak naprawdę nie zdałeś sobie sprawy,że jest to tylko romans.Dla Ciebie to normalny związek,tylko ona raz jest z mężem,a raz z Tobą.A propos,skoro to jej małżenstwo nie ma dla Ciebie żadnego znaczenia,to krótkie techniczne pytanie: Gdzie Twoja luba mieszkała cale 4 lata? Z mężem,z Tobą ,a może sama? Domyślam się,że z mężem,hmm,a dlaczego nie chciała z Tobą? Wszyscy tu wiemy dlaczego,Ty oczywiście tego nie rozumiesz.
Strony Poprzednia 1 … 6 7 8 9 10 11 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » powiadomiłem męża
Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2024