bolek1980 napisał/a:Zorija napisał/a:Bolek,
jej mąż sądzi, że wyjdzie na większego durnia, gdy ona go opuści i pójdzie do Ciebie.
Dlatego będzie ją trzymał za wszelką cenę. Przymknie oko na jej wyskoki i wybaczy zdradę.
Byle tylko wygrać w rywalizacji z Tobą.
Tu mogłaby tylko i wyłącznie podjąć decyzję ONA.
Ale ona jej nie podejmie - bo - po pierwsze, gdyby chciała to zrobić, to zrobiłaby to już dawno
po drugie - teraz mąż dodatkowo będzie o nią zabiegał, starał się, i to jej będzie bardzo pasowało.
Wykorzystała Cię i tyle.
Ty masz nauczkę, by nie wchodzić w kapciorach w inne związki i nie słuchać narzekań, jaki to mąż niedobry, tyran, słaby w łóżku i beznadziejny. Bo to bajki, którymi zdradzający ZAWSZE karmi swojego kochanka. ZAWSZE Bolek. Teraz już to wiesz. I czy mają one wiele wspólnego z rzeczywistością czy tez niewiele - to dalej są bajki specjalnie opowiadana na Twój użytek.
Gdyby jej to bowiem faktycznie przeszkadzało - odeszłaby od męża jeszcze zanim poznała Ciebie.
Tak masz duzo racji w tym co piszesz. wlasciwie zgadzam się. Pozostaje tylko aspekt psychologiczny - jak taki mąż który w życiu mial 1 kobietę, zazdrosny, nieczuly zimny dran teraz sobie poradzi z tym piętnem. Uważasz że te 50% małżeństw ktore teraz sie rozchodzą w PL to tak bez niczego się dzieje? Dla mnie nie ma faceta ktory by wybaczyl 4 letnie pukanie żony, ciąże z innym facetem, to jest mega poniżenie jego honoru i nawet jak sobie teraz próbuje zrozumieć po kolei jak to było - to będzie go to trawilo do końca życia. A ją też bo będzie miala męża jeszcze bardziej zazdrosnego, ktory ją uważa za "dziwke", i szantażuje poczuciem winy. Mogla tego uniknąć, wyjść normalnie. Ja też, próbowałem. Zerwalem 5x - zawsze ona mielila smsy, mowila jak to teskni za wszystkim itp. Czas wszystko pokaze jak jest. Teraz pewnie jest tam "zimny rozpierdol" a ona odrętwila klei mysli co to narobila przez 4 lata.
Poza tym - zdrada zawsze jest spowodowana problemem w zwiazku, i nie jest winn temu 1 osoba. Tylko i mąż i żona. Ja nie rozwalilem im zwiazku, tylko ona chciala mnie kiedy juz bylo u nich zle
Jestes kolejnym przykladem lansacza (w sensie lansowanie) falszywej tezy ze zdrada spowodowana problemem w zwiazku jest usprawiedliwiona (w domysle). Otoz nie jest w zadnym razie poniewaz problem mozna rozwiazywac w roznyc sposob a zdrada nie tylko nie rozwiazuje problemy alb go poglebia. Oczywiscie sama zdrada jak najbardziej moze byc wyznacznikiem poziomu, jakosci wiezi miedzy ludzmi ale raz, ze to znowu nie usprawiedliwia zdrady ale rowniez nie pokazuje kto za te jakosc wiezi odpowiada. W niemalze 100% za jakosc tej wiezi odpowiadaja obie osoby i tutaj teze ze zdrada jest usprawiedliwiona obala fakt ze w takiej sytuacji czesto sie zdarza ze zdradza tylko jedna ze stron albo moga nie zdradac sie wcale (na pewno 1/5 malzenstw ale nie bede przytaczal bo to nie sa uwiarygodnione dane, sa wziete posrednio z innej statystyki).
I teraz:
a nie rozwalilem im zwiazku, tylko ona chciala mnie kiedy juz bylo u nich zle
POWYŻSZE TO JEST NIE TYLKO ZAKŁAMANA TEZA ALE RÓWNIEŻ Z GRUNTU FAŁSZYWA. Gdyż każda zdrada, działa przeciwko związkowi (z wyjątkiem nielicznych ludzi, którzy mają inaczEj ułożone w głowie - ale tego nie zrozumiemy). ZAWSZE. Nie ma mozliwosci zeby zdrada w trakcie pomagala w zwiazku gdyz oslabia ona wiez z mezem, zona w sposob oczywisty. Rowniez uwaga w takiej sytuacji jest przekierunkowana gdzie indziej. Oczywiscie zdrada "pomaga" w sensie zapewnienia jakis tam potrzeb ale jest to egosityczne i kosztem zwiazku. Osoba, która w tym uczestniczy, równiez ta druga osoba, jak najbardziej jest współodpowiedzialna, ponosi winę, za zdradą tamtej osoby, uczestnicząc w tym, w ciągłe niszczenie tamtego związku tamtej osoby. TRZEBA MIEĆ TEGO ŚWIADOMOŚĆ.
Wogóle dla mnie to niesamowite jak ludzie sobie przekłamują rzeczywistość. Równie dobrze można powiedzieć np. ze jak ktoś daje łapówkę to jest usprawiedliwiony bo nie bierze, ponieważ bierze ktoś inny. I naprawdę, wiele osób tak mysli.
[EDIT] NatOMiaSt tragikomiczne jest to, że autor przypisuje innym niewiedze, nieznajomosc tematu a sobie wszelka wiedze na podstawie jedynie wlasnych dosmyslow i jednego smsa, ktory raczej byl zrozumiamy, tak jak to opisalem na 4 stronie tego wątku. Apelowałem, bądż powązny i podejdź z głową do kontaktu i informacji ale jest tu negacja tego i dziecinne podejscie do problemu. A ogolne wyglada to tak, autor zauwazyl ze dzialo sie cos zlego, chce z gowna zrobic cos dobrego ale nie umie tego zrobic jak nalezy a podjeście jest takie, że przecież moja ręka w tym udziału nie brała. W takim razie czyja?
[EDIT] "Mnie bylo mi latwo przez te 4 lata to znosic. probowalem wszystkich mozliwych spokojnych rozwiazan. najczesciej rezygnowalem dla dobra jej czy jej dziecka.
ale to byly 4 lata - i nic sie nie zmienialo. ona sie do tego przyzwyczaila i bylo jej wygodnie to ciagnac tak dalej."
Powyższe jest niesamowite. Przypomina to trochę opowieść złodziei, miej więcej tak to by wyglądało. Obaj kradli przez 4 lata ale przez 3 lata nie mieli żadnych wyrzutów sumienia. Po 3 latach jeden z nich zaczął doszukiwać się usprawiedliwienia swojego stałego postępowania więc powstała kwestia podstawowa dlaczego to robił. Padło na sytuacje materialną w domu jednego z nich. Od tej pory było więc inaczej, po 3 latach można było dalej tak samo kraść ale tylko z powodu podanego nowego usprawiedliwienia. Nastepnie jeden z nich zaczyna obarczac drugiego i jeszcze kogos innego (jakiegos "zleceniodawce") wina za proceder zlodziejstwa, ktory obaj uprawiali. Nagle zły staje sie kamrat, który nie chce zaprzestać tego procederu dla samego złodziejstwa samego w sobie jak to miało miejsce przez wiekszosc czasu. Kamrat musi bezwglednie zerwac ze swoim zleceniodawca zeby obaj mogli nadal swoj proceder uprawiac. Dodatkowy problem jest jeszcze taki, ze zleceniodawca zapewnia kamratowi cos czego nie umie, nie moze zapewnic drugi kamrat zlodziej. Ogolnie to troche smieszne, bo pojawily sie dylematy moralne i koniecznosc wytlumaczenia (chocby przed samym soba) sensu procederu, ktory samemu sie z kamratem prowadzilo przez 4 lata, w tym 3 lata bez jakichkolwiek dylematów moralnych, dla własnej przyjemności.
Ale jeśli ktoś był egoistą kiedyś, to nagle stanie się altruistą i osobą zdolną do zrozumienia problemu w szerszym kontekscie, albo choćby w koniecznym minimum w kontekscie sytuacji i cierpienia innych ludzi, nie tylko siebie, kochanki ale rowniez jej meza, jej dzieci? Raczej nie.
TO JEST WRĘCZ NIESAMOWITE DLATEGO POGRUBIĘ:
"mam pogardę może do sposobu w jaki mnie traktowala. i bronilem sie przed tym. natomiast co z tego ze tak zrobilem jak zrobilem? mialem do tego prawo - jako uczestnik tego 3-kacika
Niesamowite! Niesamowite! Niesamowite!
Czy ty człowieku masz wogóle jakiś nawet taki minimalny poziom autokrytycyzmu, wogóle jakąś zdolnosć do samooceny czy jakiegoś takiego choćby połowicznego a miare obiektywne spojrzenia na cała sytuację?!!!?
Miałes pogardę dla niej, jednoczesnie robiles to samo, biedny broniles sie przed tym co robiles i tak, i przypisujesz sobie prawo do tego jako uczestnika....
Naprawdę nie rzadko dziś spotyka się już taką sytuację gdzie ktoś (chyba pozbawiony elementarnego altruizmu) wychodzi ze swoim "problemem" na forum.
Cóż, w tej sytuacji MEDNA spotkała MEDNĘ. I tę swoje mendowstwo uprawiali przez 4 lata. Ktos mial prawo, ktos nie mial prawa. Szkoda tylko, ze z tego nikt nie wyciagnie poprawnych i koniecznych wnioskow. Bo jak nie, to tak jak menda byl tak menda zostanie.