Mój też jak jeszcze byliśmy parą złożył tylko życzenia urodzinowe esem i dodał 'obyś się na innych tak nie zawiodła , jak na mnie' ... ja byłam wtedy jeszcze przekonana, że to tylko jakiś foch, który mu przejdzie, napisałam, że dziękuję i spytałam, kiedy ma czas porozmawiać, nie odpisał. Wczoraj też mi wysłał 'wesołych świąt' , co mnie bardzo rozbawiło. Jeszcze kilka dni temu widząc mnie na ulicy się ze mną nie witał, a teraz mnie nagle zna
Najtrudniej chyba zrozumieć, jak to się mogło stac... kilka dni przed rozstaniem uprawialiśmy seks, mówił, jak to mnie kocha a potem cisza... a kiedy chciałam porozmawiać , to usłyszałam, że się narzucam, przecież wszystko skończone. Nie potrafię sobie tego w głowie poukładać, że to koniec. Powtarzał mi chyba ze sto razy , że nigdy mnie nie skrzywdzi, że nigdy nie pozwoli na to, żeby mi uśmiech zszedł z twarzy , a teraz pozostały mi tylko łzy ...
Mój też jak jeszcze byliśmy parą złożył tylko życzenia urodzinowe esem i dodał 'obyś się na innych tak nie zawiodła , jak na mnie' ... ja byłam wtedy jeszcze przekonana, że to tylko jakiś foch, który mu przejdzie, napisałam, że dziękuję i spytałam, kiedy ma czas porozmawiać, nie odpisał. Wczoraj też mi wysłał 'wesołych świąt' , co mnie bardzo rozbawiło. Jeszcze kilka dni temu widząc mnie na ulicy się ze mną nie witał, a teraz mnie nagle zna
Najtrudniej chyba zrozumieć, jak to się mogło stac... kilka dni przed rozstaniem uprawialiśmy seks, mówił, jak to mnie kocha a potem cisza... a kiedy chciałam porozmawiać , to usłyszałam, że się narzucam, przecież wszystko skończone. Nie potrafię sobie tego w głowie poukładać, że to koniec. Powtarzał mi chyba ze sto razy , że nigdy mnie nie skrzywdzi, że nigdy nie pozwoli na to, żeby mi uśmiech zszedł z twarzy , a teraz pozostały mi tylko łzy ...
Kolejny niedojrzały jegomość obsypujący potokiem pustych słów
Najważniejsze to nie zapominać o sobie, zawsze stawiać siebie na pierwszym miejscu i pokazywać niezależność. Tak wynika z mojej obserwacji : trzeba być egoistą, aby nie zostać skrzywdzonym.
Nie pojmuję tego wszystkiego, ale chyba już wiem jaki tor obrać, lepiej postawić na życie towarzyskie i mieć milion dobrych dusz w około niż się ograniczać do jednej. Ja właśnie zrobiłam ten podstawowy błąd : jedyną prawdziwą radość czułam przy nim i z nim zawsze chciałam spędzać czas. Tragedia ![]()
Niezmiernie mi lepiej, cieszę się że miałam możliwość wszystko tutaj przeanalizować, poukładać trochę sobie w główce.
Szkoda tylko, że takim przypadków męskich z jakim borykałam się ja jest więcej, dużo więcej, chyba zatrzęsienie.
Tak czytam wpisy Was wszystkich i zastanawiam sie czy gdzieś jeszcze są normalni faceci...
marsylia Chyba masz rację. Ogólnie jestem osobą, która walczy o swoje i nie podporządkowuje się nikomu. Przy nim się jednak chyba trochę zatraciłam, ponieważ on był dominujący, ja stałam się potulna, na wszystko się zgadzałam - żeby tylko się nie kłócić, 'żeby bylo dobrze' . Na szczęście nie rezygnowałam ze spotkań z przyjaciół dla niego. Ale oddałam mu całą siebie, był moim pierwszym partnerem seksualnym i to boli jeszcze bardziej. Nie docenił tego, co otrzymał, a ja poczułam się wykorzystana. Staram się teraz odbudować szacunek do samej siebie, choć nie jest łatwo. Ja zapamiętam go do końca życia, bo był pierwszym, a on pewnie już o mnie zapomniał. Ale mam nauczkę. Z następnym będę postępowała inaczej, nie ma litości.
,,trzeba być egoistą, aby nie zostać skrzywdzonym.'' tym stwierdzeniem zamierzam się teraz kierować
klaudia2104 Jeśli jeszcze gdzieś są pewnie trafią niedługo na jakieś puste laski, które ich skrzywdzą . Później oni w akcie zemsty będą się odgrywać na reszcie naszej płci. I koło się zamyka
Wszystkie z nas miały podobny problem, my stające na rzęsach żeby było dobrze, i dominujący ksiaże, o tak naprawde bardzo słąbej psychice zjadajacy nas swoimi frustracjami. Musimy być silne, postawić się na nogi i znaleźć kogoś kto nasze "stawanie na rzęsach" odwzajemni. Chociaż wiem jakie to trudne, wczoraj, tak jak pisałam, dostałam od niego suche życzenia na fb i co? i cały dzień czekam... Podswiadomie... Na telefon, sygnał, cieplejszego smsa.... Na wiadomość na fb czy cokolwiek innego... Psychika zakochanego człowieka jest nieprzewidywalna, od złości, przez radość, do kompletnego załamania....
Chociaż wiem jakie to trudne, wczoraj, tak jak pisałam, dostałam od niego suche życzenia na fb i co? i cały dzień czekam... Podswiadomie... Na telefon, sygnał, cieplejszego smsa.... Na wiadomość na fb czy cokolwiek innego... Psychika zakochanego człowieka jest nieprzewidywalna, od złości, przez radość, do kompletnego załamania....
Mam to samo. Ale zaraz wtedy stawiam sobie pytanie - ciekawe czy on tak walczy ze sobą żeby o mnie nie myśleć/ nie pisać? Pewnie nawet nie odczuwa różnicy, bo w związku to zawsze ja pierwsza wyciągałam ręke i wykazywałam się inicjatywą. Może różnica jest, ale na plus - juhu, mam święty spokój. ![]()
Ja po tych życzeniach też czekałam. Odpisałam mu 'haha teraz mnie znasz?' , żeby nie bylo , że jestem taka żałosna. Ale prawda jest taka, że mialam nadzieję, że odpisze jakieś wytłumaczenie, przeprosiny , cokolwiek.... Może wgl nie powinnam odpisywać ? Zdecydowanie nie powinnam o tym tyle myśleć ! jestem na siebie wściekła za tą słabość. Teraz jeszcze najbliższa przyjaciółka jest zakochana i tylko mi przypomina o tych wszystkich emocjach, które ja też przezywałam, choć wydaje mi się , że ona trafiła dobrze. Ciekawe od czego to zależy ? Czy podświadomie wybieramy tych złych ?
klaudia2104 napisał/a:Chociaż wiem jakie to trudne, wczoraj, tak jak pisałam, dostałam od niego suche życzenia na fb i co? i cały dzień czekam... Podswiadomie... Na telefon, sygnał, cieplejszego smsa.... Na wiadomość na fb czy cokolwiek innego... Psychika zakochanego człowieka jest nieprzewidywalna, od złości, przez radość, do kompletnego załamania....
Mam to samo. Ale zaraz wtedy stawiam sobie pytanie - ciekawe czy on tak walczy ze sobą żeby o mnie nie myśleć/ nie pisać? Pewnie nawet nie odczuwa różnicy, bo w związku to zawsze ja pierwsza wyciągałam ręke i wykazywałam się inicjatywą. Może różnica jest, ale na plus - juhu, mam święty spokój.
też mam takie wrażenie, że on sie cieszy bo ma "świety spokój". Robi co chce i ma wywalone. Nie sądze, że siedzi i sie głowi co u mnie ii walczy ze sobą żeby wyciągnąć rękę, a raczej jej nie wyciągnąć. Stawiam głowe, rękę i obie nogi, że ma to w nosie, spokojnie pojechał sobie na obiad do siostry, teraz pewnie leży przed tv i oglada top gear z piwem w rece, albo układa kafelki w kuchni i ma głęboko w nosie moje czekanie.
szarykotek napisał/a:klaudia2104 napisał/a:Chociaż wiem jakie to trudne, wczoraj, tak jak pisałam, dostałam od niego suche życzenia na fb i co? i cały dzień czekam... Podswiadomie... Na telefon, sygnał, cieplejszego smsa.... Na wiadomość na fb czy cokolwiek innego... Psychika zakochanego człowieka jest nieprzewidywalna, od złości, przez radość, do kompletnego załamania....
Mam to samo. Ale zaraz wtedy stawiam sobie pytanie - ciekawe czy on tak walczy ze sobą żeby o mnie nie myśleć/ nie pisać? Pewnie nawet nie odczuwa różnicy, bo w związku to zawsze ja pierwsza wyciągałam ręke i wykazywałam się inicjatywą. Może różnica jest, ale na plus - juhu, mam święty spokój.
też mam takie wrażenie, że on sie cieszy bo ma "świety spokój". Robi co chce i ma wywalone. Nie sądze, że siedzi i sie głowi co u mnie ii walczy ze sobą żeby wyciągnąć rękę, a raczej jej nie wyciągnąć. Stawiam głowe, rękę i obie nogi, że ma to w nosie, spokojnie pojechał sobie na obiad do siostry, teraz pewnie leży przed tv i oglada top gear z piwem w rece, albo układa kafelki w kuchni i ma głęboko w nosie moje czekanie.
Zapewne tak jest. Mój może ogląda coś innego, ale na pewno podobna aktywność go pochłania. Jak my ich dobrze znamy... Dlatego nie ma co rozkminiać, też trzeba zrobić coś dla siebie. Czekanie nie ma już sensu, mam wrażenie, że to tylko nie pozwala zamknąć furtki i iść dalej. Czasem mam takie myśli w głowie, że spotkamy się z exem za miesiąc i padniemy sobie w ramiona...Ale potem śmieje się sama z siebie i mówie - Ty idiotko, po co znowu wdeptywać w to samo bagno.
75 2014-04-21 16:52:37 Ostatnio edytowany przez stylance (2014-04-21 16:55:17)
Oni nie zastanawiają się nad tym, co czujecie, co robicie, itp. Oni/One te, które zdecydowały się odejść. To tylko Wasze pragnienia, zrozumcie to. Im szybciej to zrozumiecie, tym szybciej zaczniecie goić rany.
Oni/One nie myślą, ponieważ ich już nic z Wami nie łączy i zapewne nie łączyło od dawna, bo nikt nie odchodzi z dnia na dzień. Osoba, która decyduje się spakować manatki, myśli o tym od pewnego czasu, rozważa, oswaja się i tylko czeka na odpowiedni moment, aż dacie im pretekst do tego, a wtedy odejdą w białych rękawiczkach, zrzucając winę na Was.
Nie odpisywać, nie wracać myślami, nie gdybać co by było.... BYŁO MINĘŁO ![]()
stylance
co dokładnie masz na myśli? dlaczego wyszłaś na złą? opisz swoją historię.
Dobrze, choć moje historie to nic nadzwyczajnego, ale opiszę w kilku zdaniach tylko trochę później, może wieczorem, albo jutro. Zaraz zmykam do przyjaciół ![]()
Oni nie zastanawiają się nad tym, co czujecie, co robicie, itp. Oni/One te, które zdecydowały się odejść. To tylko Wasze pragnienia, zrozumcie to. Im szybciej to zrozumiecie, tym szybciej zaczniecie goić rany.
Oni/One nie myślą, ponieważ ich już nic z Wami nie łączy i zapewne nie łączyło od dawna, bo nikt nie odchodzi z dnia na dzień. Osoba, która decyduje się spakować manatki, myśli o tym od pewnego czasu, rozważa, oswaja się i tylko czeka na odpowiedni moment, aż dacie im pretekst do tego, a wtedy odejdą w białych rękawiczkach, zrzucając winę na Was.Nie odpisywać, nie wracać myślami, nie gdybać co by było.... BYŁO MINĘŁO
sosenek napisał/a:stylance
co dokładnie masz na myśli? dlaczego wyszłaś na złą? opisz swoją historię.Dobrze, choć moje historie to nic nadzwyczajnego, ale opiszę w kilku zdaniach tylko trochę później, może wieczorem, albo jutro. Zaraz zmykam do przyjaciół
Takie podejście jest zdecydowanie najbardziej logiczne, ale nie da sie ukryć że podświadomość robi swoje... Mogę milion razy powtarzac sobie "nie myśl" a i tak głowa mi wraca do zeszłorocznej wielkanocy którą spedzilismy razem ,czy majówki gdzie mówił mi że jestem najważniejsza na świecie... no cóz... puste słowa...
77 2014-04-21 18:21:15 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-04-21 18:23:30)
Jesli ktorys z kolei facet was zle traktuje, to tak, niestety podswiadomie takich wybieracie. Ale dobra sprawa jest taka, ze ta podswiadomosc da sie wywrocic do gory nogami - gdy sie zrozumie samą siebie i swoje potrzeby (i zacznie sie ich wymagac, a nie tylko CZEKAĆ na realizacje przez typa, który tego nie dostarczy nigdy lub raz na miesiąc...). I pozniej bazujecie na tym "raz na miesiąc" był tym ideałem, raz na jakis czas jest bardzo dobry dla mnie i na pewno w przyszlosci taki bedzie. Nie bedzie, bo on tez robi to jako wyjątek w zyciu, a nie jako to, ze taki jest, czy będzie.
Thepass ma rację. Bardzo często zadowalamy się ochłapami, myśląc, że to najlepsze, co nas spotyka. Tłumaczymy sobie,że przecież nikt nas tak nie pokocha, nikt nas nie będzie lepiej traktował. Często wynika to też z tego, że boimy się być same, boimy się tego etapu w naszym życiu, a zapominamy o tym, że taki etap może być wspaniały i może nam pomóc odnaleźć siebie samych.
Zbyt często poświęcamy i gubimy siebie na rzecz drugiej osoby, oczekując tego samego w zamian. Tak się nie da, trzeba zawsze pozostać sobą, ze swoimi zajęciami, swoimi znajomymi, nie bać się wyjść samemu, bo kiedy zostaniemy same nikt na nas nie będzie czekał, a życie wciąż będzie gnało do przodu.
thepass
twoje argumenty tak do mnie przemawiają, że aż sobie do worda wkleiłam
tuż obok długiej listy minusów mojego faceta.
Dzis miałam pierwszą krótką chwilę zwątpienia (w absurdalnym momencie bo podczas kolacji na którą zaprosił mnie przyjaciel) ale szybko zaczęlam sobie przypominać jego wady i mi przeszło, ale na wszelki wypadek sobie je wypiszę żeby od razu mieć wgląd w chwilach słabości...
swoją drogą, za dwa dni będę musiała pojechać po reszte rzeczy.
będę musiała się z nim skonfrontować bo zasadniczo osobiście jeszcze mu nie powiedziałam, że odchodzę.
Najchętniej bym to olała i zabrała rzeczy gdy będzie w pracy (egoistyczne ale oszczędzę sobie bólu), ale rodzina radzi żebym załatwiła to kulturalnie czyli dała mu znać, że będę w domu.
Co wy o tym myslicie?
A czemu pytałaś ile mam lat? Gadam jak rencista, który doświadczył już wszystkiego?
Jak chcesz byc lepsza niz on, to nie bądź egoistką. Zmierz się z tym i pokaż swoją wartość.
Zgadzam sie z wypowiedzią powyżej
Zmierz się z tym, ale zrób wszystko żeby nie pokazać słabości, nie popłakać sie itp.
swoją drogą, za dwa dni będę musiała pojechać po reszte rzeczy.
będę musiała się z nim skonfrontować bo zasadniczo osobiście jeszcze mu nie powiedziałam, że odchodzę.
Najchętniej bym to olała i zabrała rzeczy gdy będzie w pracy (egoistyczne ale oszczędzę sobie bólu), ale rodzina radzi żebym załatwiła to kulturalnie czyli dała mu znać, że będę w domu.
Co wy o tym myslicie?
Zależy chyba jak wielką dziurę w sercu on pozostawił, ile bólu, żalu i smutku w sobie nosisz. Jeśli wiesz, że dasz radę się z nim skonfrontować bez okazywania słabości to chyba możesz z nim stanąć twarzą w twarz. I na jakim etapie skończyły się wasze relacje, tzn czy jest w was złość, żal i uraza ... Ja chyba bym na kulturę tu nie patrzyła, a no to czego tak na prawdę chcesz w tym momencie : oglądać jego twarz czy nie ?
Mój Miły dziś, po 4 dniach milczenia łaskawie skrobnął mi smska, że on sobie już wyjeżdza (do miasta gdzie studiujemy oboje, a mieliśmy wracać razem !) i spotkamy się w weekend. Treść czysto informująca. Za to już odpowiedzi na moją wiadomość nie otrzymałam, niestety, a chciałam się dowiedzieć o co mu w tym wszystkim chodzi.
po prostu to co piszesz akurat do mnie trafia i zastanawiałam się czy jesteś bliżej 20/30stki, czy raczej takie poglądy mają już tylko doświadczeni życiem 40-lakowie po dwóch rozwodach. ale budujące jest to, że jednak jesteś z tej pierwszej grupy.
fajnie, że przedstawiasz nam tu męski punkt widzenia, może trochę bolesny ale prawdziwy.
dokładnie tego samego argumentu na temat powrotu do domu po rzeczy użyła moja mama- żebym nie była hipokrytką i nie była tak egoistyczna jak on.
trudno, jak to się mówi grow some fuckin' balls
(ale do konca bede mieć nadzieje, że jednak on się nie pojawi:P )
85 2014-04-21 23:17:48 Ostatnio edytowany przez sosenek (2014-04-21 23:22:10)
marsylia
czy chcę i czuję się gotowa?-NIE
ale trudno, klasę trzeba zachować. Poza tym jest spora szansa, że ten tchórz się nie pojawi.
A wracając do zadawalania się ochłapami, smutne to ale prawdziwe. Widzę to dopiero teraz, po tych wszystkich przykrych przeżyciach czy po historiach ludzi z tego forum. To niebywałe, że ktoś starając się o nasze względy robi miłe rzeczy, a my dostrzegamy to jako ostateczną ostateczność jaką może zrobić facet dla kobiety. I wyolbrzymiamy to do tego stopnia, że takie drobne czyny zamydlają nam oczy. A przecież mamy inne też wizje, pragnienia, może widzimy to inaczej, może pragniemy czegoś innego w inny sposób.
A bierzemy co nam dają - bo przecież się starają !
Wiecie, ja nie rozumiem jak to jest, glowię się nad swoją sytuacją, włosy staja mi już na głowie z ... rozmyślań, smutku, przerażenia tym światem i ludźmi.
Chłop nie wie czy kocha, mówi ze to skomplikowane, pojawia się, coś tłumaczy chaotycznie, potem znika, potem oznajmia mi ze on już na mnie nie czeka, ze zobaczymy się kiedyś ... oczywista oczywistość, żeby powiedzieć sobie w oczy ze to koniec.
Jak zrozumieć takie traktowanie, zwykłe olanie, kiedy nawet miesiąc temu mówił że kocha, a tydzień temu mówił że chce naprawić to co zostało zniszczone i namiętnie się kochamy ?!
Jak ukryć po tym wszystkim emocje? Dlaczego musimy ukrywać emocje, dlaczego zawsze musimy pokazywać, że nas to nie rusza?
Mam wrażenie, że on uległ jakiemuś urazowi głowy tudzież praniu mózgu. To nie on, każdego dnia dochodzę do wniosku, że to nie może być on, że on by się tak nie zachował. Innego go znałam. Ciągła analiza.
Chyba pisze jak rozemocjonowana nastolatka, którą już nie jestem
i w zasadzie pora się ogarnąć. Problem w tym, że takie sytuacje tylko zniechęcają do wplątywania się w bardziej zażyłe relacje damsko męskie i wiem, że teraz nie chce nikogo. Z drugiej strony tez odczuwam potrzebę posiadania tej bliskiej osoby, jednak też wiem, że nie będę potrafiła jej wpuścić do swojego życia tak jak jego bo znowu będę się bała. Co za paranoja.
sosenek - więc do dzieła !
Mam się z nim spotkać, za tydzień czy dwa ... Nie wiem czy dam radę. Ale muszę prędzej czy później. Jak zdobyć w sobie silę i pokochać siebie bez niego ?
sosenek - więc do dzieła !
Mam się z nim spotkać, za tydzień czy dwa ... Nie wiem czy dam radę. Ale muszę prędzej czy później. Jak zdobyć w sobie silę i pokochać siebie bez niego ?
Wszystkie zadajemy sobie te pytanie... Ja chodzę na randki, rozwijam sie, chodze na fitness bo tam skupiam sie na "wyżej, mocniej, dalej, szybciej", a nie na nim... Ale ta wyrwa w sercu jest... I tak jak wszystkie mówicie, zadawalałyśmy się ochłapami, jak małe bite pieski, jak Pan przywalił kapciem, chowałysmy sie piszcząć pod stół, ale jak tylko wyciągał rękę żeby pogłaskać, przybiegałyśmy radośnie machając ogonkiem...
89 2014-04-21 23:57:26 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-04-21 23:58:58)
Tak jak to robiłaś przed związaniem sie z nim? W związku nie można tracić siebie, bo tracisz wtedy wszystko. Najgorsze, że na początku po zerwaniu widzisz, że jedyną szansą na odzyskanie siebie jest ON. A on Ci coś zabrał? Nie, sama mu dałaś i sama ucięłaś sobie ręce, nogi i głowę przede wszystkim. Wszystko w imie wydumanej miłości, by sobie zasłużyć na bycie kochaną przez... no właśnie przez kogo? Nie starasz się o niego, tylko o bycie kochaną. Za grosz tu akceptacji i docenienia tego kim jesteś, co robisz. Rozumiem tylko, że kobiety zadręczają się, bo jeśli on "olewa" to biorą winę na siebie i dzięki temu starają się bardziej. To oczywiście głupota, bo obwiniają siebie za wszystko i taki mężczyzna zaniża im poczucie wartości do zera, a jeśli zostawi - to na poziomie ujemnym. I jak można chcieć kogoś takiego? Chcecie być tymi gorszymi?
No i doczekałam sie czego chciałam, napisał dziś do mnie, z głupia frant, czy wróciłam do domu, potem jak zwykle opowiadał o remoncie, o tym że chciałby spróbować torta który robiłam na urodziny itp. Zapytałam się wiec czy przeczytał smsa którego mu napsiałam, i w tym momencie sie zaczeło. Zaczął mnie atakować, że co ja sobie myślę, czy sądze ze po 5 miesiącach od rozstania wrócimy do siebie i będzie super i ekstra, czy po tym jak zmarnowałam mu pół roku życia, wiecznymi awanturami, fochami i nie odzywaniem sie (ON...?) że licze na cokolwiek, usłyszałam, że chyba zwariowałam, że mam sie zająć sobą, że utrzymywał ze mną kontakt Z GRZECZNOŚCI, bo przecież "ZAWSZE MOŻNA CZEGOŚ POTRZEBOWAĆ I WTEDY DOBRZE MIEĆ SIE DO KOGO ZWRÓCIĆ". Na koniec wykrzyczał mi, że chyba jestem niepoważna i problematyczna i że w takim razie on będzie ograniczał ze mną kontakt bo jestem pieprznięta...
Czuje sie jakby mnie ktoś obuchem w głowe zdzielił... Co za gnojek...
91 2014-04-22 14:53:28 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-04-22 14:56:00)
No i doczekałam sie czego chciałam, napisał dziś do mnie, z głupia frant, czy wróciłam do domu, potem jak zwykle opowiadał o remoncie, o tym że chciałby spróbować torta który robiłam na urodziny itp. Zapytałam się wiec czy przeczytał smsa którego mu napsiałam, i w tym momencie sie zaczeło. Zaczął mnie atakować, że co ja sobie myślę, czy sądze ze po 5 miesiącach od rozstania wrócimy do siebie i będzie super i ekstra, czy po tym jak zmarnowałam mu pół roku życia, wiecznymi awanturami, fochami i nie odzywaniem sie (ON...?) że licze na cokolwiek, usłyszałam, że chyba zwariowałam, że mam sie zająć sobą, że utrzymywał ze mną kontakt Z GRZECZNOŚCI, bo przecież "ZAWSZE MOŻNA CZEGOŚ POTRZEBOWAĆ I WTEDY DOBRZE MIEĆ SIE DO KOGO ZWRÓCIĆ". Na koniec wykrzyczał mi, że chyba jestem niepoważna i problematyczna i że w takim razie on będzie ograniczał ze mną kontakt bo jestem pieprznięta...
Czuje sie jakby mnie ktoś obuchem w głowe zdzielił... Co za gnojek...
Klasyka.
Nie żałuj, widzisz teraz, że nic się nie zmienił- nadal chce stawiać warunki na jakich będzie utrzymywał relacje między wami. Nie chciałaś się dostosować- pokazał co naprawdę myśli.
A tekstu o awanturach i fochach czasami nie bierz do siebie, bo dobrze wiesz, że jeśli były to zapewne dlatego, że nie dało się niczego otwarcie wyjaśnić i musiało być między wami mnóstwo niedomówień, które on zbywał. Nie daj się wpędzić w poczucie winy tylko. On w tym czuje Twój słaby punkt i dlatego tak ostro sobie poczyna. Gdybyś nie miała poczucia winy, byłby bezradny i nie wypaliłby Ci z czymś takim.
klaudia współczuję, ale elle88 ma rację.
uznaj to jako zwieńczenie waszej znajomości i zamilknij już na wieki. ale przynajmniej aż o nim zapomnisz/znajdziesz kogoś lepszego;)
postaw w tym miejscu kreske. poświęc kilkanaście dni/tygodni na ryczenie w poduszke, zalenie się przyjaciołom.
czas jest twoim sprzymierzeńcem.
później za jakiś czas obudzisz się rano, otrzepiesz się po upadku i zaczniesz zapominac o typie.
każda z nas to przerabia/przerabiała, da się z tego wylizać! umocni to twój charakter, pamiętaj, że czasem w naszym życiu są potrzebni tacy ludzie żebyśmy później doceniali TEGO WŁAŚCIWEGO:) a także po to żebyśmy nauczyli się jacy są ludzie (partnerzy) i jak zachowywać się w związku.
Ja jeszcze nie analizuję tego bo na razie jestem za słaba i odsuwam trochę myśli o moim, robię wszystko by nie myśleć wcale (jestem teraz u rodziny 300 km od miejsca zamieszkania). ale któregoś dnia będę musiała zrobić analizę i wyciągnę z tego jakąś lekcję.
jak coś to żal nam się tu na forum i nie kontaktuj się więcej z tym człowiekiem.
swoją drogą perfidnie to rozegrał ZWODZĄC CIĘ. mój robił to samo. eh.
klaudia współczuję, ale elle88 ma rację.
uznaj to jako zwieńczenie waszej znajomości i zamilknij już na wieki. ale przynajmniej aż o nim zapomnisz/znajdziesz kogoś lepszego;)
postaw w tym miejscu kreske. poświęc kilkanaście dni/tygodni na ryczenie w poduszke, zalenie się przyjaciołom.
czas jest twoim sprzymierzeńcem.
później za jakiś czas obudzisz się rano, otrzepiesz się po upadku i zaczniesz zapominac o typie.
każda z nas to przerabia/przerabiała, da się z tego wylizać! umocni to twój charakter, pamiętaj, że czasem w naszym życiu są potrzebni tacy ludzie żebyśmy później doceniali TEGO WŁAŚCIWEGO:) a także po to żebyśmy nauczyli się jacy są ludzie (partnerzy) i jak zachowywać się w związku.
Ja jeszcze nie analizuję tego bo na razie jestem za słaba i odsuwam trochę myśli o moim, robię wszystko by nie myśleć wcale (jestem teraz u rodziny 300 km od miejsca zamieszkania). ale któregoś dnia będę musiała zrobić analizę i wyciągnę z tego jakąś lekcję.
jak coś to żal nam się tu na forum i nie kontaktuj się więcej z tym człowiekiem.
swoją drogą perfidnie to rozegrał ZWODZĄC CIĘ. mój robił to samo. eh.
Powiem Ci, że poczułam się jak wariatka, wiesz, zrozumiałabym żeby powiedział, że nie, że nic nie czuje, że przeprasza że mi źle, cokolwiek, a on jak ostatni tchórz mnie zaatakował...
nooo:) mój to samo, też bym chciała żeby powiedział mi w twarz, a nie zachowywał się zje*anie ![]()
twój pękł bo mu jeszcze gęgałaś, ja sobie darowałam pierwsza i walnęłam tym związkiem zanim on mi dosunął takimi tekstami jak twój ![]()
trudno, ale to bez znaczenia kto kończy związek, ty na pewno dużo zyskasz jak już się otrząśniesz po rozstaniu.
nooo:) mój to samo, też bym chciała żeby powiedział mi w twarz, a nie zachowywał się zje*anie
twój pękł bo mu jeszcze gęgałaś, ja sobie darowałam pierwsza i walnęłam tym związkiem zanim on mi dosunął takimi tekstami jak twój
trudno, ale to bez znaczenia kto kończy związek, ty na pewno dużo zyskasz jak już się otrząśniesz po rozstaniu.
Wiesz rozstać sie, to my juz dawno sie rozstaliśmy ,teraz chodziło bardziej o ten kontakt który ciągnął się jak wrzód na dupie, bo moim zdaniem trzeba było isc z tym albo w prawo albo w lewo, a on chyba na super hiper przyjaźń liczył;/ no kur...
96 2014-04-23 07:59:28 Ostatnio edytowany przez stylance (2014-04-23 08:00:47)
Takie podejście jest zdecydowanie najbardziej logiczne, ale nie da sie ukryć że podświadomość robi swoje... Mogę milion razy powtarzac sobie "nie myśl" a i tak głowa mi wraca do zeszłorocznej wielkanocy którą spedzilismy razem ,czy majówki gdzie mówił mi że jestem najważniejsza na świecie... no cóz... puste słowa...
Okiełznaj je
TY jesteś PANIĄ własnej głowy i życia
Zrozum, że przed Tobą masa fantastycznych i o niebo lepszych Wielkanocy. Teraz do głosu bardziej dochodzą Twoje zranione uczucia osoby porzuconej.
To bardzo ciężka praca, wiem po sobie, ale można chcieć z tego wyjść i udaje się to dzięki małym, codziennym kroczkom.
Ale MUSISZ najpierw tego chcieć, bardzo, w środku, w Tobie.
Stylance a masz jakieś praktyczne wskazówki jak wyjść z takiego doła i ogarnąć się emocjonalnie trochę?
Stylance a masz jakieś praktyczne wskazówki jak wyjść z takiego doła i ogarnąć się emocjonalnie trochę?
Podtrzymuję pytanie, pragnę wyjść ze swojego codziennego marazmu jakim jest myślenie o nim i powód dlaczego mnie tak traktuje.
Mój (raczej już były, uświadamiam sobie,że już jestem singlem ) nie odzywa się. Łaskawie mnie tylko poinformował, że wrócił do siebie ze świąt kiedy mieliśmy wracać razem. Nie odpisał mi na wiadomość, dlaczego akurat tak. Nie odpisał mi również na wiadomość, dlaczego mnie traktuje w ten sposób i udaje, że nie istnieje, co to za gra?! Do tej pory myślałam, że tak zachowują się tylko gimnazjaliści i ludzie ze skopaną psychiką, czyżby na koniec okazało się właśnie, że on jest z tej ligi? Nie odpisał, za to wrzuca zdjątka na fejsika ![]()
Ogarnia mnie psychiczna niemoc, nawet jeśli się w kimś innym zakochał, a ja się już dla niego nie liczę, to przecież można to wszystko rozwiązać inaczej, słowem przede wszystkim.
A tu ... chyba przez 1.5 roku zadawałam się z emocjonalnym gimnazjalistą ze skłonnościami do psychicznego gnębienia.
Czy ktoś może mi powiedzieć, o co tu chodzi, może ja jeszcze czegoś nie zajarzyłam ?Mój mózg nie może zaczaić pewnych zdarzeń które tu maja miejsce. Przecież NIC mu nie zrobiłam, do ostatniego dnia przed świętami jeszcze spaliśmy razem w jednym łóżku, a on mnie obejmował !!!!!!!!!!!!!!!!!!
99 2014-04-23 11:11:06 Ostatnio edytowany przez stylance (2014-04-23 11:11:46)
Stylance a masz jakieś praktyczne wskazówki jak wyjść z takiego doła i ogarnąć się emocjonalnie trochę?
Nie mam
w moim przypadku działania były w większości "w głowie".
Przede wszystkim trzeba w pierwszej kolejności pozbyć się złości i żalu do eks-wszystkich negatywnych uczuć, bo one nie mają sensu - eksowi nic nie robią, bo po co? za to Wam wyrządzają krzywdę, wiercą dziurę jak cierń. Bez sensu.
1. wypisałam na kartce papieru wszystkie złe/przykre/nieprzyjemne zdarzenia jakie miały miejsce w trakcie trwania tej relacji.
Potem zadawałam sobie pytania o to, czy rzeczywiście takiej przyszłości chcę dla siebie? Takiego życia?
2. wypisałam na kartce papieru wszystkie dobre/fajne/miłe sytuacje/rzeczy, które przydarzyły mi się w trakcie trwania tej relacji i zrobiłam bilans - wyszedł dla mnie ujemny
grunt to podejść do tego zadania bardzo uczciwie, moim zdaniem tylko wtedy ono ma sens - nie przekłamywać w żadną stronę - nie tłumaczyć eksa, siebie, nie wybielać, pisać wszystko tak, jak dyktuje umysł.
3. jak było mi źle, pisałam listy do eks'a i chowałam w kopercie w szufladzie na wieczne niewysłanie. Pisałam wszystko, co chciałabym mu przekazać. Jak listy swoje odleżą, trzeba je spalić a popiół wyrzucić ![]()
4. wreszcie napisałam list do mnie samej
w którym piszę, że do dnia moich urodzin wszystkie uczucia jakie żywiłam do eks muszą stać się całkowicie neutralne dla mnie, prosiłam moją podświadomość/anioła stróża/wszystkich świętych
o wsparcie - żeby eks nie pojawiał się w snach, nie pojawiał się w myślach, żebym przestała "z nim rozmawiać" w myślach, żeby miejsca/wspólne chwile/ przestały mieć znaczenie - były neutralne zupełnie tak jakby to był jeden ze znajomych. Wypunktowałam wszystko, co mnie uwiera i w zasadzie każde zdanie kończyłam prośbą, żeby moje uczucia stały się neutralne/obojętne. Czytam ten list codziennie przed zaśnięciem
mam go pod poduszką a w ciągu dnia wracam do niego myślami.
ALE.
Ja TEGO chcę. I moja praca z podświadomością/świadomością i czymś tam innym jest szczera. Przede wszystkim
5. Przestawiłam myślenie o sobie i swojej przyszłości z negatywnego na pozytywne - nie oczekuję od życia ósmych cudów świata, wiem, że codzienność to często przykre chwile, ale codziennie, gdy się budzę, patrzę w okno i uśmiecham się do słońca, mówiąc sobie, że dzisiaj będzie dobry dzień bo... i tutaj niech każdy wymieni to, czego pragnie dla siebie w danym dniu
O, tak w skrócie
może działania trochę szamańskie
ale mi pomogły - dziś stoję na silnych nogach a eks? jest tylko częścią życiorysu, który piszemy każdego dnia na nowo.
To, że facet nie potrafi mówic o uczuciach, to nic dziwnego (sam tak mam), nie znaczy jednak to wcale że nie kocha. ot taka natura
Może nie masz do swojej uczuć a jedynie pożądanie bo ja akurat potrafię o nich rozmawiać.
Stylance: Świetna robota z ta listą, stosowałam podobne sposoby - nie ma jak magia & szamanizm (nie mylić z oszołomstwem)
haha
Ale żeby mogło zadziałać jest jeden warunek, który podkreśliłaś: PRAWDZIWA chęć zostawienia tego za sobą, nie na zasadzie "chwilowej ulgi do czasu, aż on się ogarnie" a wtedy lecimy na złamanie karku i cała "praca" pokazuje na jakich szczerbatych fundamentach była realizowana.
A propos mówienia o uczuciach Mianda2 zawarł całą prawdę w 1 zdaniu: Jak się coś naprawdę czuje, trudno wręcz nie możliwe jest o tym nie mówić partnerowi/partnerce. Jak facet twierdzi, że ma z tym "problemy" to - o ile nie jest to jakaś toksyczna relacja- to niemal zawsze chodzi mu tylko o seks i dobrą zabawę tylko nie wie jak to rozegrać, żeby móc jak najdłużej korzystać z sytuacji,unikając stawiania sprawy jasno.
No, albo w końcu usłyszysz, że "kurde! przecież to normalne, że ludzie zmieniają zdanie"
No przecież kochałem Ciebie trzy miesiące temu, czego chcesz więcej? ![]()
103 2014-04-23 17:11:22 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-04-23 17:11:32)
Miałaś pecha, że na mnie trafiłaś. Nikt nie mógł się spodziewać, że się to tak potoczy
(w kwestii zmiany zdania)
A ja krece sie w kółko... Już myslałam ze mam świety spokój, ale jednak nie... Ledwie wstaje, na kompie wiadomosc od niego, luźna, miła normlana... Oczywiscie sie złamałam i odpisałam ;/ Pisaliśmy ze 2h. Bezsensu. Powinnam sobie do głowy doczepić piąche która za każdym razem jak mu odpisze strzela mnie w pysk.... Przecież to nie idzie w żadną normalną stronę, on nie rozumie że skoro mnie nie chce to ma sie odpieprzyć, a ja nie rozumiem, że skoro on mnie nie chce to mam go olać ;/
A ja krece sie w kółko... Już myslałam ze mam świety spokój, ale jednak nie... Ledwie wstaje, na kompie wiadomosc od niego, luźna, miła normlana... Oczywiscie sie złamałam i odpisałam ;/ Pisaliśmy ze 2h. Bezsensu. Powinnam sobie do głowy doczepić piąche która za każdym razem jak mu odpisze strzela mnie w pysk.... Przecież to nie idzie w żadną normalną stronę, on nie rozumie że skoro mnie nie chce to ma sie odpieprzyć, a ja nie rozumiem, że skoro on mnie nie chce to mam go olać ;/
Widocznie potrzebujesz uderzyć o samo dno, żeby dotarły do Ciebie pewne rzeczy.
Gdybyś tego nie potrzebowała z jakichś sobie nieuświadamianych przyczyn, nie bawiłabyś się z nim w te gierki.
klaudia2104 napisał/a:A ja krece sie w kółko... Już myslałam ze mam świety spokój, ale jednak nie... Ledwie wstaje, na kompie wiadomosc od niego, luźna, miła normlana... Oczywiscie sie złamałam i odpisałam ;/ Pisaliśmy ze 2h. Bezsensu. Powinnam sobie do głowy doczepić piąche która za każdym razem jak mu odpisze strzela mnie w pysk.... Przecież to nie idzie w żadną normalną stronę, on nie rozumie że skoro mnie nie chce to ma sie odpieprzyć, a ja nie rozumiem, że skoro on mnie nie chce to mam go olać ;/
Widocznie potrzebujesz uderzyć o samo dno, żeby dotarły do Ciebie pewne rzeczy.
Gdybyś tego nie potrzebowała z jakichś sobie nieuświadamianych przyczyn, nie bawiłabyś się z nim w te gierki.
Sama nie wiem już o co mi chodzi... Nie mam serca zablokować gg, tel, fb. Mam już jaja żeby do niego nie pisac, ale kiedy on napisze pierwszy, rozkładam się na łopatki jak gołota pod tysonem ;/
Wiecie co swego czasu zrobiłam, może zabrzmi głupio no ale cóż
Wiem że sobie na tym forum powtarzamy i przypominamy że oni już o nas nie myślą i że my też powinniśmy przestać - i podpisuję się pod tym oboma łapkami. Ale te myśli nas atakują, że może jednak coś tam im się obudzi pod kopułą, że może biedne pogubione stworzenia sobie nie radzą z sobą (i tu syndrom Matki Teresy się może aktywować), albo siebie obwiniamy bo to nasza wina... Itd itp
Tak więc pomyślałam że trochę odmienię role i napisałam list, ale nie mój do niego, tylko na odwrót. I nie na zasadzie - przepraszam Cię, jesteś wspaniałą osobą... Tylko w tym liście opisywałam jego (oczywiście wczułam się w narratora) jako totalnego gnoja. Coś w stylu:
"Przepraszam cię (nie bez kozery z małe
) ale jestem strasznym gównem, samolubnym i zdebilniałym idiotą (idiotką - wedle potrzeb) który wykorzystuje ludzi do swoich potrzeb nie przejmując się ich uczuciami. Tak naprawdę sam nie wiem czego chcę a już tym bardziej s*am na to co Ty chcesz bo tak naprawdę chodzi o to by mi było dobrze i bym to ja był zadowolony.."
I tak dalej... Nie wiem czemu ale pisanie tego pomogło. Mamy się skupić na ich negatywnych cechach no i voila ![]()
Witam znowu wszystkich i podbijam temat !
Chyba sobie nie radzę. Od 3 tygodni nie widzieliśmy się, nie rozmawialiśmy, tylko nastąpiła jakaś pseudo wymiana wiadomości sms które o kant dupy potłuc można. Zero jakiegokolwiek dialogu, on napisze, ja odpisze i to tyle. Konfrontacja zbliża się wielkimi krokami (oddanie rzeczy, rozmowy nie zniosę ).
Wniosek : kogoś ma - czy już biegają pod rączkę czy też tylko ma kogoś na oku, wiem, że ja już wypadłam z gry.
I choć wiem ze ten związek NIE MIAŁ przyszłości... Nie miał prawa jej mieć NIGDY. I że nie pasowaliśmy do siebie NIGDY. I że ja oczekuję zupełnie czegoś innego od życia niż on, że tak bardzo się różniliśmy ... Nas już nie ma. Niby o tym wiem, ale z każdym dniem chyba bardziej cierpię. Próbuję i nie mogę się obudzić ! ciągle mam wrażenie, że to jakiś głupi sen. Albo jego beznadziejny żart. Czasem myślę, że dobrze się stało, ba! nawet żałuję, że nie skończyło się to pół roku wcześniej, kiedy on już na mnie nie zasługiwał. Każdego dnia robię rachunek sumienia i wartościuje ten związek, każdego dnia próbuję uświadomić sobie, że TAK JEST LEPIEJ. Ale to na nic, ciągle smutek,smutek,smutek wszędzie, wieczorami płacz. Płaczę bo on już nie kocha, a wspominam jak bardzo kochał kiedyś ? ale czy na prawdę kochał ? Czy on wie co to znaczy w ogóle kochać ? Ot takie rozważania. Najgorsze jest to że tak bardzo mu zaufałam i wbiłam sobie do głowy, że on będzie zawsze przy mnie i WIEDZIAŁAM ŻE MNIE NIE SKRZYWDZI ...
Oczywiście próbuję się podnosić, wychodzę do ludzi, nie siedzę sama, aby nie myśleć, ale jak już jestem sama ze swoimi myślami to mam wrażenie, że życie mnie przytłacza, ta sytuacja mnie przerasta i chcę zniknąć. Czuję się nieatrakcyjna, zapomniana, a przede wszystkim NIEKOCHANA. Pozostawiona, porzucona, olana i zdradzona.Przez najbliższą mi osobę, która wypełniała mi każdy dzień - sobą i swoim słowem,ciepłem i innymi pierdołami.
Nie wyobrażam sobie konfrontacji, mam ochotę go pobić. Wiem, że muszę być silna, pokazać, że mi nie zależy. I nie płakać i nie poniżać się już, bo wystarczy mi tego.
Mam tyle myśli, czasem zastanawiam się, czy nie powinnam iść do psychologa po jakieś wsparcie, bo na prawdę uważam, że sobie nie radzę i myśli te mnie przytłaczają. Każdy dzień mam wypełniony obowiązkami, ale mimo wszystko nie umiem uciec od tych myśli, które wiszą nade mną jak chmura gradowa. W kółko myślę o nim, dlaczego tak się stało, co robi, czy znalazł sobie kogoś na moje miejsce (jak to pięknie brzmi), dlaczego tak się zmienił, ile masek skrywało jego prawdziwa twarz, jakie było jego prawdziwe oblicze, którego być może nigdy nie poznałam itp itd aż do rozbolałej głowy .
O losie ! Jak smutno i pusto ! Jakby to powiedzieć, mam serce w strzępkach. Nie wytrzymuje.
A jak jest z Wami,jak sobie radzicie ?
109 2014-05-08 23:35:04 Ostatnio edytowany przez aurora borealis (2014-05-08 23:38:10)
Pozostawiona, porzucona, olana i zdradzona.Przez najbliższą mi osobę, która wypełniała mi każdy dzień - sobą i swoim słowem,ciepłem i innymi pierdołami.
Nie wyobrażam sobie konfrontacji, mam ochotę go pobić.
Bardzo głęboko mnie zastanawia fakt, że osobę, którą tak bardzo się kochało, którą wybrało się na tę jedyną, wyjątkową, z którą spędziło czasem wiele lat, ma się ochotę pobić i zwymyślać. Często na tym forum pojawiają się niewybredne epitety, określające wręcz w wulgarny sposób kogoś, kto do niedawna był całym naszym światem...
Czy to pomaga? Czy taka strategia jest skuteczna? Czy przypadkiem nie jest tak, że takimi słowami nokautujemy samych siebie? Przecież zło zawsze powraca, jak nie w takiej, to w innej formie...
marsylia napisał/a:Pozostawiona, porzucona, olana i zdradzona.Przez najbliższą mi osobę, która wypełniała mi każdy dzień - sobą i swoim słowem,ciepłem i innymi pierdołami.
Nie wyobrażam sobie konfrontacji, mam ochotę go pobić.Bardzo głęboko mnie zastanawia fakt, że osobę, którą tak bardzo się kochało, którą wybrało się na tę jedyną, wyjątkową, z którą spędziło czasem wiele lat, ma się ochotę pobić i zwymyślać. Cżęsto na tym forum pojawiają się niewybredne epitety, określające wręcz w wulgarny sposób kogoś, kto do niedawna był całym naszym światem...
Czy to pomaga? Czy taka strategia jest skuteczna? Czy przypadkiem nie jest tak, że takimi słowami nokautujemy samych siebie? Przecież zło zawsze powraca, jak nie w takiej, to w innej formie...
Tak, bo czuję się skopana i sponiewierana przez niego. Kiedyś ciągle płakałam kiedy było między nami źle i się płaszczyłam, zawsze dawalam mu odczuć, że jest górą. On mógl zrobić ze mną co chciał, mógł mną manipulować. Zawladnął moimi uczuciami.
Teraz czuję jednocześnie bezsilność, smutek, żal i złość, wszystko na raz. Po prostu chciałabym, żeby cierpiał chociaż po troszę tak, jak ja.
Uważam, że nie zasłużylam na takie traktowanie jakie mi zgotował, stąd te słowa o agresji, jednak nigdy bym nie dopuściła się takiego czynu, gdyż to by mnie upodliło bardziej i pokazało jak bardzo słaba jestem.
To po prostu jakaś forma obrony. Poszukiwanie jej, niekoniecznie skuteczne i właściwe.
Dałaś się mu, to do kogo pretensje... sorry za szczerosc. Kobiety mysla, ze jak beda ksieciowi usługiwac, beda sie plaszczyc to on tez zmięknie. TO NA ODWRÓT DZIAŁA. Pogłebiacie tylko problem.
I tu niestety thepass ma racje.
Chociaż ja takiego pajaca z siebie robiłam w stosunku do faceta, do którego nigdy nic poza sympatią nie czułam.Po prostu chciałam go zachęcić do rozmów, bo ja lubię rozmawiać i miałam jakiegoś doła, nie chciałam być sama. Desperacja klasyczna.
Facet się wkurzył, bo widoki na seks zerowe, a ja parłam ostro do związku-platonicznego ![]()
Dzisiaj się z tego śmieję, ale wtedy myślałam, że jest niepoważny, że taka okazję na głębokie dyskusje przepuszcza ![]()
I to jest naprawde nieważne czy tak robi mezczyzna czy kobieta - tylko jednak częściej kobieta, bo ona się boi swojego "silnego" partnera. On ma kolegów, ona staje się samotna itd. Najwazniejsze, by zachować rownowage uczuc. Jesli jedna strona zaczyna kochać mocniej, to druga zaczyna ją lekceważyć, lub zaczyna sie dusić przez co chce uciec. W pewnym momencie wskaźnik kochania u jednej osoby wynosi 99%, a u drugiej 1%. I teraz ta co kocha 99% obwinia siebie o to wszystko, więc stara się dalej (przy tym ta druga osoba ją obwinia i to potęguje), a druga w dalszym ciągu sie oddala (i przestaje szanować, bo właśnie to desperacja). Osoby z chocby przecietnym poczuciem wlasnej wartosci i nie bojące sie samotności odchodzą gdy ten wskaźnik przekroczy sporo te 50/50 i nie ma szans na zmiany. Nie gdy ślepo w nie wierzą dla świętego spokoju, wygody.
Wiele ludzi sie nie szanuje i to wszystko przez to. Wszędzie strach i ze strachu wolą tkwić w takich układach. A ze mezczyznie zazwyczaj starczają obiadki, sprzątanie, seks... to może ten 1% uczuć dawać. A jak małe libido to i seksu nie trzeba. Jak niechluj to i sprzątania nie trzeba. A zjesc sobie sam zrobi.
Tak, wiem. Na szczęście jestem świadoma tego, że cierpię przez swoją własną głupotę bo się gdzieś zapętliłam w tym wielkim kochaniu ... Wyciągnęłam wnioski. Abym je potrafiła wykorzystać w przyszłości, a nie "płynąć" ślepo pod prąd.
Thepass - jak dobrze jest usłyszeć takie słowa. Serio ![]()
115 2014-05-09 01:05:11 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-05-09 01:11:53)
Zawsze do usług miłe panie w kontekście szczerości i uświadamiania.
Też życze by te wnioski zostały wyciągnięte, a selekcja kandydatów była bardziej radykalna niż emocjonalna.
thepass tak sobie czytam Twoje wypowiedzi i dochodzę do wniosku, że możesz spokojnie założyć osobny wątek typu: porady u thepassa ![]()
I znowu wszystko sprowadza się do gonienia tego pieprzonego króliczka ![]()
Pytanie tylko - co to znaczy? ![]()
118 2014-05-09 07:46:34 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-05-09 07:48:41)
thepass tak sobie czytam Twoje wypowiedzi i dochodzę do wniosku, że możesz spokojnie założyć osobny wątek typu: porady u thepassa
A jeszcze będe opłaty za to brał
możesz być moją asystentką ![]()
I znowu wszystko sprowadza się do gonienia tego pieprzonego króliczka
Pytanie tylko - co to znaczy?
Jak co to znaczy? Pogoń za niedostępnym lub byciem kochaną przez obiekt, który nie chce z siebie tyle samo dać. Niezdrowe dowartościowanie.
Nie, ale serio czytam tak sobie Twoje porady i widzę jakie wcześniej głupie błędy czyniłam.
Asystentką mówisz hmm, zależy jaką prowizję będę z tego miała hehe.
stylance napisał/a:I znowu wszystko sprowadza się do gonienia tego pieprzonego króliczka
Pytanie tylko - co to znaczy?
Jak co to znaczy? Pogoń za niedostępnym lub byciem kochaną przez obiekt, który nie chce z siebie tyle samo dać. Niezdrowe dowartościowanie.
Dobra znawco, jak zatem być tym króliczkiem? ![]()
121 2014-05-09 07:52:20 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-05-09 08:01:35)
Wszystko zalezy od tego jak sie będziesz sprawowała. Od wkładu w interes ![]()
Cóż, ja te same błędy popełniałem mając 15 lat, inni przez 20 kolejnych lat i dalej nie wiedzą o co chodzi...
Dobra znawco, jak zatem być tym króliczkiem?
Kobiety jak wiadomo pociągają przede wszystkim wizualnie, więc trzeba być piękną, seksowną i niedostępną. Zwodzić i dawać z siebie jak najmniej, ale jednocześnie wysyłać minimalne sygnały zainteresowania. Takie, które obiekt zainteresowania odczyta... im większy palant, tym trudniej.
Nie polecam ogólnie, bo to i tak pewna forma manipulacji. Jak obie strony sie sobą zainteresują to wystarczy nauczyć się oceniać ile nam daje partner i czy my czasem nie dajemy za dużo/mało w stosunku do niego.
Poza tym grunt to niezależność. Masz swoje zycie, brak wstępu do niego faceta. Nie uzależniasz się od niego, wymagasz, wygrywasz. Pożąda to rozdajesz karty. Pożądacie sie nawzajem to karty są na stole i wcale nie trzeba grać przegrańca (ofiarę), by go uwieść.
thepass się zobaczy hehe bo widzę, że dużo osób chętnie czyta Twoje wypowiedzi. Jako wkład własny proponuję wstępnie kupię pączka i kawę, zjem i wypiję potem powiem Ci czy było dobre, jak na dobrą asystentkę przystało. ![]()
Wszystko zalezy od tego jak sie będziesz sprawowała. Od wkładu w interes
Cóż, ja te same błędy popełniałem mając 15 lat, inni przez 20 kolejnych lat i dalej nie wiedzą o co chodzi...stylance napisał/a:Dobra znawco, jak zatem być tym króliczkiem?
Kobiety jak wiadomo pociągają przede wszystkim wizualnie, więc trzeba być piękną, seksowną i niedostępną. Zwodzić i dawać z siebie jak najmniej, ale jednocześnie wysyłać minimalne sygnały zainteresowania. Takie, które obiekt zainteresowania odczyta... im większy palant, tym trudniej.
Nie polecam ogólnie, bo to i tak pewna forma manipulacji. Jak obie strony sie sobą zainteresują to wystarczy nauczyć się oceniać ile nam daje partner i czy my czasem nie dajemy za dużo/mało w stosunku do niego.
Poza tym grunt to niezależność. Masz swoje zycie, brak wstępu do niego faceta. Nie uzależniasz się od niego, wymagasz, wygrywasz. Pożąda to rozdajesz karty. Pożądacie sie nawzajem to karty są na stole i wcale nie trzeba grać przegrańca (ofiarę), by go uwieść.
Czyli jestem stracona dla świata, bo u mnie co w sercu, to na dłoni
I w sumie lubię to w sobie.
124 2014-05-09 08:03:48 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-05-09 08:06:40)
thepass się zobaczy hehe bo widzę, że dużo osób chętnie czyta Twoje wypowiedzi. Jako wkład własny proponuję wstępnie kupię pączka i kawę, zjem i wypiję potem powiem Ci czy było dobre, jak na dobrą asystentkę przystało.
Raczej mnie Twój pączek nie interesuje, ale możesz już robić biznesplan:)
Czyli jestem stracona dla świata, bo u mnie co w sercu, to na dłoni
I w sumie lubię to w sobie.
Niekoniecznie. Po prostu musiałabyś znaleźć kogoś kogo nie interesują podchody i uganianie się. Kogoś, kto też wykłada serce.
I go chcieć.
Po prostu wykładasz serce dla kogoś komu się ono nie należy.
stylance napisał/a:Czyli jestem stracona dla świata, bo u mnie co w sercu, to na dłoni
I w sumie lubię to w sobie.
Niekoniecznie. Po prostu musiałabyś znaleźć kogoś kogo nie interesują podchody i uganianie się. Kogoś, kto też wykłada serce.
I go chcieć.
Czyli jednak jestem, bo chcę, tylko oni mnie nie chcą
Dobra, wchodzimy na poziom teoretyzowania. Taka karma najwidoczniej ![]()
Raczej mnie Twój pączek nie interesuje, ale możesz już robić biznesplan:)
I tak bym Ci go nie dała, a o biznesplanie pomyślę hehe pozdrawiam ![]()
stylance bo my kobietki to czasem tak mamy. Wkładamy całą siebie w związek, gdzieś chowa się nasze racjonalne myślenie i bum znowu rozczarowanie. Grunt to wyciągać wnioski i się nie dać za bardzo ponieść emocją takie szukanie złotego środka nie zaszkodzi.
stylance bo my kobietki to czasem tak mamy. Wkładamy całą siebie w związek, gdzieś chowa się nasze racjonalne myślenie i bum znowu rozczarowanie. Grunt to wyciągać wnioski i się nie dać za bardzo ponieść emocją takie szukanie złotego środka nie zaszkodzi.
Dla mnie osobiście wszelkie formy manipulacji są obrzydliwe, co świadczy o niedojrzałości/kompleksach manipulującego. Ale i takich nie brakuje.
129 2014-05-09 08:14:44 Ostatnio edytowany przez Maj32 (2014-05-09 08:16:32)
Ale to nie chodzi o manipulację tylko o zdrowy rozsądek, aby się nie skrzywdzić.
Zresztą czekajmy co thepass napisze pozdrawiam.
Ale to nie chodzi o manipulację tylko o zdrowy rozsądek, aby się nie skrzywdzić.
To tak, racja - dzisiaj sądzę, że w nowej relacji wiele z moich dawnych zachowań nie będzie miało miejsca. Ale też dużo pracy w to włożyłam.