Postanowiłam wtrącić kilka zdań do dyskusji...
Do Peetera:
Jestem załamana twoją postawą... Zachowujesz się jak dzieciak, a nie jak 37-letni mężczyzna. Generalizujesz ludzi (to mój największy zarzut), obrażasz ich, nie słuchasz co dokładnie do ciebie mówią... Ciągle mówisz o tym, że religia nie jest potrzebna do tego, żeby mieć zasady moralne. Zgadzam się z tobą. Ale jakoś nie widzę, żeby twój ateizm dobrze na ciebie wpływał, raczej odwrotnie - w twoich postach czuć fanatyzm, a żaden fanatyzm nie jest dobry.
peeter napisał/a:Wracaj czlowieku tam skad przyjechales raz na zawsze i nie zawracaj juz glowy, tyle powiem bo ludzi z takimi pogladami nie potrzeba tutaj, mamy wlasnych dziwolagow 
Tak zachowuje się człowiek, który mówi, że wierzący są płytcy, egoistyczni, że w większości mają słabe zasady moralne, dalej nie chce mi się wymieniać. Wstyd. Wstyd. Wstyd. Do tego wstyd za Polaków.
Fahkir, chciałabym cię przeprosić właśnie za taki typ ludzi. Taki typ, który zarzuca innym to, co sam uprawia. Do tego jeszcze obraża i robi z kogoś fundamentalistę.
Jeśli jest tu jakiś moderator, to niech zwróci uwagę peeterowi, bo tu już zaczyna się robić śmietnik...
Do Ewki3:
Co by ci powiedzieć?
Prędzej czy później, dyskusja o religii wykaże, że większość ludzi nie jest w stanie o niej rozmawiać bez obrażania innych. I dotyczy to wierzących, jak i niewierzących. Potrzeba tylko czasu. To wszystko pokazuje, że ludzie są siebie warci.
Niczego tutaj oryginalnego nie podałam, na pewno to wszystko wiesz.
Poza tym powiedziałaś, że ludzie reagują agresją, gdy ktoś poddaje w wątpliwość ich ideały. Ja bym do tego dodała jeszcze coś równie ważnego. Ludzie reagują agresją, gdy ktoś robi z głupków, bo kto niby chciałby być głupkiem? Nikt.
Albo gdy ktoś próbuje z nich robić gorszych, niemyślących, egoistycznych ludzi. Można by jeszcze podobnych powodów kilka wymyślić...
Często też pojawia się opinia, że wiara ma niewiele wspólnego z byciem dobrym, a nawet przeszkadza w byciu kimś takim. Albo na odwrót, czyli, że niewierzący nie mają zasad moralnych. Uważam, że takie myślenie to błąd. Bo czemu niby wszystko sprowadzać do wiary-niewiary? Religia to jeden z kilku czynników. Jest jeszcze przecież wychowanie, sytuacja życiowa, wydarzenia, które nas w życiu spotkały, otoczenie w którym żyjemy - tutaj przypomina mi się następujące powiedzenie: "Z kim się przestajesz, takim się stajesz", i coś w tym jest.
Poza tym równie często pojawia się opinia, że wierzący zajmują się tylko sobą, a jeśli już zajmują się sobą, to ich rozwój duchowy jest płytki. Skąd się takie myślenie bierze? Czy wierzący nie pragną dobra innych osób, nie kochają ich? Nie dążą do samorealizacji, bo w świętych księgach już wszystko jest napisane? Głupie generalizowanie to jest. Zarówno wśród wierzących, jak i niewierzących, zdarzają się płytkie osoby. Ciekawe dlaczego ludzie nie mogą się zadowolić takim wnioskiem...