witam ponownie.
I pewnie na dłużej...
Tak,,, doradzajcie głupiej babie, a ona i tak zrobi swoje...
Głupiej, czyli mnie.
byłam tu, w 2013 napisałam ostatni post
Teraz mamy styczeń 2015 i czas na ciąg dalszy...
choć po tytule można się części domyśleć...
Wróciłam do niego wtedy, po tygodniu, tygodniu niejedzenia, nie spania i gapienia się bezmyślnego w Comedy Central
Mieszkałam u brata.
Starałam się pogodzić z tym, że to koniec. Nawet kupiłam ten cholerny miejski rower, żebym miała czym się poruszać po mieście jak się już do niego przeprowadzę.
Tydzień czasu mniej więcej koczowałam u brata. W tym czasie nic, nie odpisywał mi na sms, sam też nie pisał. Jego matka potem mówiła że łaził załamany. nie wiem.
Sprawa się rypła jak pojechałam po rzeczy.
Załamałam się, on raczej też.
Pogadaliśmy, dwa dni potem po mnie przyjechał.
I znowu niby się dogadaliśmy.
Na początku lipca pożałowałam, powiedział mi coś takim tonem, że piekło by zmroziło.
potem jakoś było, czasem lepiej, czasem się spinaliśmy, ale tak normalnie. Zaczęło się pogarszać jak zaczynałam egzekwować dotrzymanie obietnic. Jego. Ale spokojnie i bez napinki, na zasadzie rozmowy i jakiegoś rozplanowania czynności.
tak ogólnie.
Oczywiście albo nie chciał wcale gadać, albo się wykręcał.
Odpuszczałam i delikatnie starałam się znowu i znowu..
W międzyczasie jakaś laska wysyłała mu biuściaste słit focie. Choć tu mogę się mylić, bo to mogło być jeszcze przed tym jak się wyniosłam na tydzień, albo potem tego lata. Nie wiem, chyba straciłam rachubę.
Panna o mnie nie wiedziała.
Ale więcej żadnych sms nie było.
W 2014 na początku jeszcze ok, potem równia pochyła, potem brak współpracy, potem w sierpniu jednak postanowiliśmy się rozstać na poważnie. Spakowałam się, wszystko od razu. W dniu wyprowadzki on mnie sam zatrzymał. Zaproponował rozwiązanie.
Jako wciąż kochająca drania kobieta, zgodziłam się...
I dupa.
I znowu najpierw nawet razem co nieco zaplanowaliśmy, a potem standard.
W grudniu miałam doosyć. Ciągły stres, płacz po nocach, jemu też się zdarzało.
dokładnie w naszą 9 rocznicę, 10 grudnia, zaczęłam z nim rozmawiać, zadałam parę technicznych pytań. A potem jedno i najważniejsze. Ale na to już nie odpowiedział wcale. Nie powiedział czy jeszcze mnie kocha. Nie powiedział słowa. Wyszedł.
ok.
nie kłóciliśmy się, ale też nie żyliśmy jak normalna para, ot tak, jak dwoje znających się ludzi.
święta spędziliśmy osobno, w drugi dzień ja byłam w pracy, on w domu.
W chwili refleksji napisałam mu, że chyba musimy porozmawiać.
I zaczął, a jakże, zaczął do mnie pisać.
ńe jestem zła, niedobra, zimna i ciągle na niego wurczę.
ńe w łóżku zero aktywności - tylko w jakim łóżku skoro on od dawna odwracał się ode mnie plecami?
że mnie nie kocha, że już tak nie chce i że to koniec.
To wszystko oczywiście sms.
Na mój sprzeciw że to niedobra forma, biedny żuczek tylko stwierdził że przecież wiem jak jest u niego ze słowami,,,
Na sam koniec stwierdził że mnie kocha ale inaczej.
Nie odpisywałam, myślę że po 9 latach zerwanie przez sms to kiepski żart.
Po powrocie z pracy powiedziałam żeby się wysłowił, bo tylko dupki zrywają przez sms i to po takim czasie.
Nie wysłowił się.
jego syn miał wyjechać w Po nowym roku do ciotki, powiedziałam że wtedy się spakuję, chciałam oszczędzić małemu tego widoku.
Na Sylwestra mieliśmy jechać na imprezę do mojej koleżanki.
Powiedziałam mu że nie musi ze mną jechać.( Zwłaszcza że gdzieś w międzyczasie, koniec listopada początek grudnia, powiedział koledze, że ta impreza to JUż nie jego problem. Wtedy nie wiedziałam o co chodzi z tym JUż. Ale o tym później. )
No i stwierdził że skoro obiecał to pojedzie, w sensie będzie moim kierowcą.
Pojechał. Szczerze mówiąc wolałabym żeby go tam ze mną nie było.
2 stycznia spakowałam manatki.
Pojechaliśmy zrobić cesję na umowy które były na mnie.
Uzgodniliśmy część kwestii rozliczeniowych.
Nawet się w miarę dogadywaliśmy...
No i się wyniosłam.
Młodego ja poinformowałam, bo eks-tż pewnie by mu słowa nie powiedział.
Najpierw było mi dziwnie, ale chyba jeszcze w to nie wierzyłam.
Zwłaszcza że eks-tż pisał do mnie, oferował że on zawsze mi pomoże i pisał bzdury żer mu na mnie zależy, że on już nikogo nie chce, że mnie wciąż kocha itp.
Jak mu odpisywałam że jak to, skoro mnie nie chce, to odpowiadał że to nie tak.
Pisał mi jaka to ja jestem wspaniała itp.
Aż mu kazałam przestać.
To przestał.
Pisał to i jednocześnie wciąż mnie okłamywał smile
Tylko już nie wiem po co i dlaczego.
W międzyczasie wciąż nie wierzyłam, chyba przez ten nasz w mirę normalny kontakt, uświadamiałam to sobie po kawałku dopiero wtedy, kiedy musiałam kogoś o tym poinformować. I co osoba to ból. Do czasu...
w sobotę dowiedziałam się już na pewno że on kogoś..... tak! zgadłyście! ma.
Mało tego, on ją zna od dawna. Mało tego, jezdził spotykać się z nią i wracał do domu spokojnie. Nigdy o niej nie wspomniał. Wiem gdzie ją poznał, ale zawsze mówił że tam są sami faceci. Zawsze. Nigdy nie było tam żadnej kobiety. I to było to, że ten Sylwester to JUż nie jego problem.
Tak czy siak, wqrwiłam się. Naprawdę, nigdy nie jest dobrze dowiedzieć się, że się jest/było zdradzanym.
Napisałam mu sms, ale nawet mu bardzo nie nawrzucałam, tylko poinformowałam że wiem, i że jednak w dupie mam dobre relacje bo on na to nie zasługuje.
Dałam mu również termin krótki, na oddanie mi pieniędzy.
I na koniec kazałam mu się modlić żebym nie okazała się wredną suką.
Najpierw chciałam się zemścić. zastanawiałam się, co zrobić żeby to odczuł
Ale potem mi przeszło.
Nie jestem wredną suką. A czasem żałuję.
I dopiero wtedy to poczułam. Ból.
wielki, palący i ciągły.
w dzień jakoś się trzymam, bo jestem w pracy, bo przy ludziach, wyszukuję sobie różne zajęcia, oby tylko czymś się zająć.
Ale wieczorem nie ma nic. Tylko 4 ściany kot i ja.
i myśli.
więc jest czarna rozpacz i bezsenne noce.
Wczoraj z nim rozmawiałam. Oczywiście twierdzi że nie spotykał się z nią gdy był ze mną.
A ja oczywiście mu nie wierzę.
i może te jego wczorajsze kłamstwa coś zmieniły?
nie wiem, ale przespałam pierwszą całą noc od soboty. no chyba że płacz mnie po prostu zmęczył...
Ja mu zazdroszczę. Naprawdę mu zazdroszczę wchodzenia z taką łatwością w nowe relacje.
Ja tak nie umiem.
a - oczywiście napisał mi że przecież jej nie kocha. i że nie chce żebym ja go przestała kochać.
no pewnie.
ja wiem, już dawno powinnam była go zostawić, wtedy nie wracać, albo co.
Ale kochałam go. Zresztą nadal tak jest. Staram się, staram się nie myśleć, zapomnieć, przestać kochać.
ale nie wiem jeszcze jak. i dlatego tym razem nie pytam jak mam go przekonać, jak ożywić uczucia ani jak sprawić by do mnie wrócił?
pytam tylko, jak mam zapomnieć?
jak przestać kochać?
i proszę o wsparcie jak będę tu wylewała żale i kopa jeżeli będzie potrzebny.
na razie wiem, że muszę przestać z nim rozmawiać.
i co jeszcze?
jutro odwiedza mnie jego syn.
pewnie to też niedobrze ale kocham to dziecko a ono kocha mnie i tęskni i on i ja.
pees. gdy powiadamiałam pewnych naszych wspólnych znajomych o tym,że się rozstaliśmy to zażartowałam, że może rzucił mnie bo jestem już za stara (przypominam ja mam 28 a on 36 lat zaraz skończy), kolega się wtedy śmiał że co ja pier... przecież młoda siksa jestem...
mylił się.
jego nowa kobieta ma lat ...22
zastanawiam się czy nie dopadł go kryzys wieku średniego... wink
dzięki jeżeli ktoś tę baaaaardzoooo długą opowieść przeczytał.