Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 74 ]

Temat: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?

Witam, trafiłam na to forum szukając porady, jak przekonać partnera do przeprowadzki.
I wciąż nie wiem, więc stwierdziłam że może pomożecie i mi...?
Najpierw mały zarys sytuacji, bo podczytując forum wiem, że niejasno opisane sytuacje prowadzą do nieporozumień smile
Mam 26 lat mój Tż 33, on ma 12letniego syna, który mieszka z nami.
Mieszkamy razem od 6 lat.
Ja pracuję, on prowadzi gospodarstwo po rodzicach, dosyć spore.
I tu pojawia się problem....
Mieszkamy poniekąd u jego rodziców....
Gospodarstwo i dom jest od dawna przepisane na niego, na podwórzu stoi 1 dom, podzielony na 3 częsci (teścia matka mieszka też w tym domu)
Każdy ma pokój i kuchnię.
Mieszkanie w jednym domu, miało być tymczasowym rozwiązaniem, mieliśmy - teoretycznie- zamieszkać oddzielnie, we trójkę, a wprzyszłości jeszcze ze wspólnym dzieckiem.
Niestety mam coraz większe obawy że ten dzień nie nadejdzie.
Wsadziliśmy trochę pieniędzy w remont naszej części domu (razem, wspólnych pieniędzy), żeby jakoś wygodniej i lepiej mieszkać przez ten okres "przejściowy".
Mały śpi w pokoju, który jednocześnie pełni funkcję salonu i wszystkiego, my zaś mamy łóżko które stoi w kuchni... (choć odrobina prywatności w nocy)
O dziecku małym nie może być mowy, bo nie mamy na to warunków, Mały (syn partnera, nie oburzajcie się że piszę o nim, Mały, ale nie chcę podawać jego imienia smile )jest w 6 klasie, potrzebuje ciszy i w miarę normalnych warunków do nauki.
I ja o tym wiem, ale mieliśmy mieć dziecko do mojej trzydzuiestki, niby jeszcze dużo czasu, jednak budowa doomu trochę trwa...
No i sedno sprawy.

Mój tż ze względu na gospodarstwo, nie może mieszkać gdzieś daleko, tak naprawdę nawet pół kilometra to zbyt wiele (żywy inwentarz) i ja to też rozumiem i nie chcę go wyciągać nie wiadomo gdzie... (pomimo że ja do pracy mam 40km)
Mamy działkę budowlaną, 26a, dosłownie za płotem obecnego gospodarstwa.

Tyle że mój Tż nawet nie chce słyszeć o budowaniu się tam.

Zawsze twierdził że nas nie stać (co nie do końca było prawdą bo przez tyle lat zdołalibyśmy coś zaoszczędzić, ale on nie ochce oszczędzać), teraz pojawiła się opcja, że w zasadzie możemy dostać ten nowy dom, w sumie ja mogę dostać, a on dalej nie chce...

Jak mam go przekonać, żebyśmy poszli na swoje?
Przecież nie każe mu kochać mojej rodziny (dom by był od mojego ojca) przecież mieszkałby ze mną,,,,
Ja nie mogę dłużej mieszkać z "teściami" - którzy tak naprawdę nie są nawet teściami...

Ja nie czuję się tam jak u siebie, nie czuję że my tworzymy odrębną rodzinę, on większość czasu spędza z rodzicami, jak coś planują, nawet rozmieszczenie głupich sznurków na bieliznę, to też oczywiście pyta mamusi...
Ja wiem, że to ja jestem tam obca, ale -do cholery- skoro mamy tworzyć razem rodzinę to chyba ja powinnam być pierwszą kobietą...?
Mówiłam mu nie raz,  że ja już nie mogę tam dłużej mieszkać na tych zasadach, że nie daję rady, żebyśmy mieli "małe ciasne" ale własne...

żyjemy bez ślubu, jak już pisałam wyżej, no i tu też dochodzi kwestia jakiegoś poczucia bezpieczeństwa (wszystko przecież jest prawnie jego), ślubu nie ma i nie będzie, a ja tracę nadzieję że on się kiedykolwiek wyprowadzi z tego domu...
nawet za płot.
jak mam go przekonać?
jakich konkretnie argumentów użyć?
nie chcę stawiać mu ultimatum,(mam się gdzie wyprowadzić w razie czego) ale chwilami nie widzę innego wyjścia.

proszę doradźcie coś,,,
sad

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez Artemida (2012-11-21 12:13:13)

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?

Ale układ! Przecież wpakowałaś swoje pieniądze w jego nieruchomość. Czyli odejdziesz z niczym. Zatem on może myśleć, że cokolwiek zrobi - nie odejdziesz. Wzięłaś go z dużym synem, pokornie czekasz na warunki dla swojego dziecka... I raczej się nie doczekasz.

On może nie chcieć więcej dzieci.

Jeśli będziesz robiła to, co dotąd, będziesz miała to, co dotąd.

3 Ostatnio edytowany przez Carlsberg531 (2012-11-21 12:25:32)

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?

Dzięki za odpowiedź.
No właśnie wiem, zaczęłam to sobie uświadamiać gdy on zaczynał wycofywać się rakiem, z obietnic wspólnego domku.
Jakiś czas temu przestałam pakować wszystkie pieniądze w ten dom i wspólne życie, oszczędzałam dzięki czemu niedługo otworzę własną małą firemkę...

I z racji tego że dostrzegłam problem, nie chcę -jak dotąd- latami czekać na jakieś rozwiązanie sprawy,,,
ja nie chcę już tracić czasu, a mam wrażenie że tak właśnie jest... sad

No i właśnie w razie czego część pieniędzy zostanie w jego domu, są też oczywiście sprzęty przenośne (mam imienne faktury, po pewnym czasie przestałam być aż tak naiwna), ale to już nie chodzi o te pieniądze.
Jestem młoda, obrotna i w razie czego poradzę sobie, tylko że mieliśmy to życie przeżyć wspólnie i kwestią jest - jak go przekonać do wyprowadzki nie stawiając ultimatum?

4

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?

syn-za 6 lat skonczy edukacje to raz, dwa babcia zyje ile ma lat 70?moze w ciagu 10lat zrobi miejsce wam sie, mimo ze to okropne,ale w taki sposob moja sasiadka dostala dom.
babcia zmarla, zrobili remont i maja wspolne pietro na dole i zalozyli rodzine.

5

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?

Babcia ma 80 lat.
ale po pierwsze, nie będę czekała na czyjąś śmierć, bez przesady,,, jasne że tak w sumie często jest, że dziadkowie umierają i młodzi obejmują resztę domu.
Zresztą 10 lat czekania na pierwsze dziecko to za długo, uważam że będę za stara, okolice trzydziestki są optymalne bo i zdążę wychować i jeszcze się życiem pocieszyć...
Ale to nie o tym przecież...
Zostaje kwestia też materialna - nie oszukujmy się, jest bardzo ważna.
Zostanę u niego (formalnie tylko jego), niech mu się coś -odpukać- stanie, i co?
(rok temu była sytuacja że mógł postradać życie sad )
I nic.
Tż mówi że przecież nikt mnie stamtąd nie wyrzuci...
A skąd wie?
Zresztą ma razem dwoje dzieci (drugie mieszka z byłą żoną, ma 7 lat) i jeśli dzieci nie będą pełnoletnie, to ich matka będzie zarządzała ew. majątkiem i ciekawe czy mnie nie wyrzuci...?

Eh,,,
Nie chcę mieszkać z teściami, babkami itp.
Wyznaję zasadę że młodzi ostatecznie powinni mieszkać osobno (proszę mi tu nie przypominać że sama się tam wprowadziłam, przypominam że to miała być sytuacja przejściowa)

6

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?

carlsberg jakby pojawilo sie dziecko to i miejsce by tata wymyslil, by sie postaral.
mowie jakby ale to powinna byc wspolna decyzja:>

7

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?

Gdzie?
Tam nie ma miejsca.
A dziecko to jeszcze trochę, nie zajdę w ciążę nie mając stabilnej materialnie sytuacji.
Małemu dziecku trzeba zapewnić i opiekę i różne materialne potrzeby spełniać.
W tym momencie to niemożliwe.

Zresztą, kochana, rzecz nie rozchodzi się o to, czy zrobimy dziecko i znajdziemy TAM miejsce, tylko o to że ja nie mogę tam dłużej mieszkać.

I szukam podpowiedzi jak przekonać partnera do pójścia na swoje.

Nie interesuje mnie mieszkanie w domu z teściami.
Z wielu względów.

A on już dwójkę dzieci w tym domu mial i nie znalazł więcej miejsca więc i na kolejne pewnie TAM go nie znajdzie.

8

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?

masz swoje racje i je popieram.
a ten 12 letni chlopiec czemu nie mieszka z mamą?
faktycznie potrzebuje warunków i to prawda ze troche ciasno:(

9

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?

Bo woli - i od początku wolał - mieszkać z nami.

10 Ostatnio edytowany przez nika29 (2012-11-21 13:38:16)

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?

musisz go zmotywowac i koniec:(

11

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?

Tyle wiem smile
Nie mam już tylko pomysłu - jak smile

12

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?

Nie chcesz przypominania faktu, że sama się do tego domu zdecydowałaś wprowadzić.
Myślę jednak, że jest to sprawa kluczowa. Łącznie z argumentem, że wasze mieszkanie w tymże domu miało być sprawa przejściową. Ten argument, czasowego pobytu jest tym, na czym możesz się oprzeć. To było wasze wspólne ustalenie. A pozostałe argumenty umieściłaś w swych kolejnych postach.

Problem, moim zdaniem, jest inny. Problemem jest Twoja decyzja i Twoje działanie PO tym, gdy usłyszysz, ze partner Twój nie zmieni miejsca zamieszkania. Co wówczas zrobisz? Na co jesteś gotowa?

13

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?

pewnie sie kochaja i milosc wygra:( zagrozi i nic z tym nie zrobi

14 Ostatnio edytowany przez Carlsberg531 (2012-11-21 14:29:29)

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?

Wielokropek, obawiam się właśnie że masz rację... sad

Niby proszę o argumenty, jak go przekonać ale prawdopodobnie będzie taik, jak piszesz,,,

Nie wiem, na co jestem gotowa.

Wiem jednak że jeżeli nie będę gotowa teraz, to już nigdy nie będę, że popadnę w taką stagnację i już zawsze będzie tak, jak ON chcei jak jemu wygodnie...


Niestety mój argument że mieliśmy się wyprowadzić, że to miało być tylko czasowe, zbijał zawsze tym, że nas nie stać.

Teraz gdy przedstawiłam propozycję ojczulka, to skwitował nie-bo nie.

Chwilowo nie drążę, tylko intensywnie myślę jak poprowadzić tę rozmowę.

Mój Tż jest uparty strasznie, jak się zaprze to nie będzie wcale wracał do tematu, a ja chcę go wreszcie wyczerpać.

chcę konkretów co jak i kiedy.

Ileż można czekać na jakiś ruch ze strony faceta...?

(edit)
Nika, tak jak piszesz, było do tej pory.
Tzn on zawsze ostatecznie stawiał na swoim, ja się wycofywałam i było wszystko po staremu (w prawie każdej kwestii, nie tylko miejsca zamieszkania) w imię miłości i świętego spokoju.

Ale już nie umiem tak dłużej.

Boję się mu teraz twardo postawić.
ale tak jak pisałam wyżej, boję się że jak dalej będę mu ulegać to będę wycofana i zahukana i coraz bardziej będę się bała upominać o swoje... sad

15

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?

Dlatego też namawiam Cię do uświadomienie sobie tego, na co jesteś gotowa. smile
Inaczej jakakolwiek rozmowa nie ma sensu. Do tej pory on się przekonał (Ty go przekonałaś), że ma głos decydujący, Ty zaś podporządkowujesz się jego zdaniu.

Zastanów się, czemu on decyduje za was oboje; dlaczego nie jesteś jego partnerem do dyskusji, czemu kulisz się, gdy on oznajmia "nie, bo nie". Co jest Twym celem, co jest Twym priorytetem?


Ponieważ dopisałaś coś, robię to i ja.
Czego się boisz? Co stanie się Tobie/z Tobą, gdy wyraźnie powiesz mu swe zdanie, gdy "zbuntujesz się"?

16

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?

musisz uszanowac jego zdanie, albo postawic na swoim:)

17

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?

latwo powiedziec wyprowadz sie, gdyby byl sam to predzej, ale teraz raczej poniesiesz kleske

18

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?
nika29 napisał/a:

latwo powiedziec wyprowadz sie, gdyby byl sam to predzej, ale teraz raczej poniesiesz kleske

dlaczego tak sądzisz?
Mały by przecież poszedł z nami.
On też chciałby mieć swój pokój etc.

Wielokropek,,,,

dlaczego musisz uderzać w sedno...?
Miałam nadzieję że nikt nie nazwie problemu po imieniu...

Masz rację.

Dlaczego się kulę?

Bo nie wiem, czy wygram.

Oczywiście zdaję już sobie sprawę z błędu w moim myśleniu i postępowaniu.

Tak samo było ze ślubem który najpierw miał być - potem coś zazgrzytało i miało go nie być.
potem miał być ale tak, jak on chce.

(po cichu i bez moich rodziców) ja się na to nie zgadzam i ślubu nie ma.


generalnie nie mam nic przeciwko życiu na kocią łapę, ale nie u niego.
jeśli już to u nas.


chciałabym dać nam jeszcze szansę na fajne, zgodne wspólne życie, dlatego chciałabym poprowadzić rozmowę spokojnie i rzeczowo,

jeżeli się zaprze że nie- bo nie...
pytasz, na co jestem gotowa.

No własnie nie wiem.



generalnie myślę że wtedy wrócę do domu rodziców do mojego starego pokoju ( w tym domu mieszka teraz mój brat, mój pokój stoi pusty),

tylko trochę się boję,
że już tam zostanę.

no i Małego mi żal. bo kocham jak własne.

19 Ostatnio edytowany przez Carlsberg531 (2012-11-21 14:54:05)

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?
Wielokropek napisał/a:

Dlatego też namawiam Cię do uświadomienie sobie tego, na co jesteś gotowa. smile
Inaczej jakakolwiek rozmowa nie ma sensu. Do tej pory on się przekonał (Ty go przekonałaś), że ma głos decydujący, Ty zaś podporządkowujesz się jego zdaniu.

Zastanów się, czemu on decyduje za was oboje; dlaczego nie jesteś jego partnerem do dyskusji, czemu kulisz się, gdy on oznajmia "nie, bo nie". Co jest Twym celem, co jest Twym priorytetem?


Ponieważ dopisałaś coś, robię to i ja.
Czego się boisz? Co stanie się Tobie/z Tobą, gdy wyraźnie powiesz mu swe zdanie, gdy "zbuntujesz się"?

Odpowiem jeszcze na resztę pytań:
nie jestem partnerem do dyskusji, bo dałam sobie wejść na głowę i praktycznie zawsze ustępowałam....

moim celem i priorytetem zawsze była szczęśliwa rodzina. z nim.
ale coś nam nie wychodzi...

boję się że nie będę miała się do kogo w nocy przytulić.
a co się ze mną stanie?
nic.
będę żyła dalej, pracowała na dwa etaty i ew. zajmowała się czasem dziećmi brata...

pees: ale mam wrażenie że to będzie znaczyło że poniosłam porażkę...

że mi nie wyszło.

że zmarnowałam tyle lat.
i tego się boję...

20

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?

Carlsberg531,
trzeba było od razu, w pierwszym poście, napisać, że oczekujesz potakiwania, użalanie się i jesteś przeciwną prostym , rzeczowym pytaniom; tongue na pewno nie odezwałabym się ani słowem. smile

Jeśli chcesz spokojnie porozmawiać, to pozbądź się wszystkich tych uczuć, które kłębią się w Tobie. Tej złości, zawodu, rozgoryczenia, rozczarowania, smutku, strachu (coś pominęłam?). Odzłość się, odpłacz, odsmarkaj. Inaczej ze spokoju będą nici i zapowietrzysz się przy jego pierwszym "nie" i sklęśniesz. Jeśli Twoja rozmowa ma dać pozytywny efekt, to TY musisz być silną, przekonaną, pewną, zdeterminowaną.

I jeszcze jedna podpowiedź. To, czego się boisz, możesz przekształcić w swoją siłę. Strach (ale prawdziwy) dodaje energii, bojąc się nie trzeba przecież klękać. smile



***
Zacznij czytać wątek: http://www.netkobiety.pl/t17705.html
Myślę, że znajdziesz tam sporo prawd o sobie.

21

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?
Wielokropek napisał/a:

Carlsberg531,
trzeba było od razu, w pierwszym poście, napisać, że oczekujesz potakiwania, użalanie się i jesteś przeciwną prostym , rzeczowym pytaniom; tongue na pewno nie odezwałabym się ani słowem. smile

Jeśli chcesz spokojnie porozmawiać, to pozbądź się wszystkich tych uczuć, które kłębią się w Tobie. Tej złości, zawodu, rozgoryczenia, rozczarowania, smutku, strachu (coś pominęłam?). Odzłość się, odpłacz, odsmarkaj. Inaczej ze spokoju będą nici i zapowietrzysz się przy jego pierwszym "nie" i sklęśniesz. Jeśli Twoja rozmowa ma dać pozytywny efekt, to TY musisz być silną, przekonaną, pewną, zdeterminowaną.

I jeszcze jedna podpowiedź. To, czego się boisz, możesz przekształcić w swoją siłę. Strach (ale prawdziwy) dodaje energii, bojąc się nie trzeba przecież klękać. smile



***
Zacznij czytać wątek: http://www.netkobiety.pl/t17705.html
Myślę, że znajdziesz tam sporo prawd o sobie.

Kochana, ja wcale nie mam żalu o Twoją prostą i rzeczową odpowiedź.
Takiej mi właśnie potrzeba.
a pytanie czy musisz trafiać w sedno, nie było ani troszkę złośliwe czy cuś smile


także dziękuję smile

Do serca też sobie wzięłam zdanie z pierwszej odpowiedzi na mój post że mam to na co pozwalam (parafrazując)

bo ja wiem że to JEST racja.
Wiem, wiem.

dlatego też póki co myślę, jak porozmawiać, żeby być rzeczowym i konkretnym, bez płaczów lamentów i smarków wink
dodajecie mi otuchy, choć konkretne argumenty muszę sama przemyśleć.
Teraz mam na to parę dni.

22

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?
Carlsberg531 napisał/a:

Kochana, ja wcale nie mam żalu o Twoją prostą i rzeczową odpowiedź.
Takiej mi właśnie potrzeba.
a pytanie czy musisz trafiać w sedno, nie było ani troszkę złośliwe czy cuś smile(...)

Nie potraktowałam Twego pytania jako złośliwe, odpowiedziałam na nie z wielkim przymrużeniem oka i wywaleniem ozora. big_smile

23

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?
Wielokropek napisał/a:
Carlsberg531 napisał/a:

Kochana, ja wcale nie mam żalu o Twoją prostą i rzeczową odpowiedź.
Takiej mi właśnie potrzeba.
a pytanie czy musisz trafiać w sedno, nie było ani troszkę złośliwe czy cuś smile(...)

Nie potraktowałam Twego pytania jako złośliwe, odpowiedziałam na nie z wielkim przymrużeniem oka i wywaleniem ozora. big_smile

a to bardzo dobrze big_smile
bo tak właśnie miało być potraktowane smile

Dzięki za linka.
To o mnie.
Masz rację.
Znowu wink

Może potem "pójdę tam" się poużalać nad sobą, i ponarzekać

Narazie czytam i zastanawiam się, czy jest sens narzekać.

Kiedyś sama sobie uświadomiłam, że zamiast narzekać - to trzeba coś zmienić w relacjach.
a jeśli się nie da, to albo przyjąć los takim jaki jest, lub całkowicie zmienić relację.

I w myśl tej właśnie zasady tyle czasu siedziałam cicho.
Tylko niepotrzebnie skupiłam się na biernym przyjmowaniu losu.
Trzeba było skupić się na tej drugiej części...

24 Ostatnio edytowany przez Joga (2012-11-21 15:43:56)

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?
Carlsberg531 napisał/a:
nika29 napisał/a:

latwo powiedziec wyprowadz sie, gdyby byl sam to predzej, ale teraz raczej poniesiesz kleske

dlaczego tak sądzisz?
Mały by przecież poszedł z nami.
On też chciałby mieć swój pokój etc.

Wielokropek,,,,

dlaczego musisz uderzać w sedno...?
Miałam nadzieję że nikt nie nazwie problemu po imieniu...

Masz rację.

Dlaczego się kulę?

Bo nie wiem, czy wygram.

Oczywiście zdaję już sobie sprawę z błędu w moim myśleniu i postępowaniu.

Tak samo było ze ślubem który najpierw miał być - potem coś zazgrzytało i miało go nie być.
potem miał być ale tak, jak on chce.

(po cichu i bez moich rodziców) ja się na to nie zgadzam i ślubu nie ma.


generalnie nie mam nic przeciwko życiu na kocią łapę, ale nie u niego.
jeśli już to u nas.


chciałabym dać nam jeszcze szansę na fajne, zgodne wspólne życie, dlatego chciałabym poprowadzić rozmowę spokojnie i rzeczowo,

jeżeli się zaprze że nie- bo nie...
pytasz, na co jestem gotowa.

No własnie nie wiem.



generalnie myślę że wtedy wrócę do domu rodziców do mojego starego pokoju ( w tym domu mieszka teraz mój brat, mój pokój stoi pusty),

tylko trochę się boję,
że już tam zostanę.

no i Małego mi żal. bo kocham jak własne.

Wielokropek trafiła w sedno a ja proponuję "zabawę" w przyszłość...Wiesz czego chcesz "szczęśliwa rodzina" to Twój priorytet.
Zastanów się - zakładając, że nadal mieszkacie tam gdzie mieszkacie czy dasz radę spędzić tam jeszcze kilka lat...
Zastanów się jak będzie wyglądało Twoje życie....
Zastanów się co będzie jeśli pojawi się dziecko....
Przypomnij sobie czy ZAWSZE możesz na niego liczyć.....
Pomyśl czy macie wspólne priorytety, czy chcecie tego samego od życia, czy macie podobne poglądy na tematy zasadnicze....
Co będzie jeśli Tobie przydarzy się coś złego? Ciężka choroba, rak .....jak on się zachowa? Co zrobi? Jak się Tobą zaopiekuje?

Masz tylko 26 lat, czy chcesz być jak ja to nazywam "wieczną narzeczoną"? A co jeśli za kilka lat dajmy na to za 5, on powie że już nie chce być z Tobą? Podporządkowałaś się, czekasz, żyjesz tak jak on chce i??? Co będzie jeśli za 5 lat obudzisz się "z ręką w nocniku"? Bez własnego kąta, bez kasy - bo inwestujesz w dom jego rodziców.

Ja miałam troszkę podobną sytuację i zrobiłam tak:
Usiadłam i zaczęłam poważną rozmowę, poprosiłam żeby mój "narzeczony" się określił, co ze ślubem bo określenie "nie teraz" jest mało precyzyjne, co z dziećmi, mieszkaniem itd, jak widzi nas za rok, kilka lat,powiedziałam że obecne życie mi nie odpowiada, chciałabym konkretów i deklaracji bardziej wiążących....i wiesz co zrobił???
Poprosił, żebym pomogła mu się spakować i to była NAJLEPSZA i NAJMĄDRZEJSZA decyzja jaką w życiu podjęłam:)Miałam wtedy 33 lata:)Popłakałam tydzień, zebrałam się do pionu i teraz jestem szczęśliwą, spełnioną żoną i matką smile

Pomyśl o sobie - czasem nawet jeśli się kocha trzeba z czegoś zrezygnować, żeby zrobić miejsce nowemu, lepszemu smile Miłość musi być "obustronna" pamiętaj! Kochaj tych którzy kochają Ciebie:)

25

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?

Idziesz tam narzekać?
Tam też bywam. big_smile
Bywam i kopię w odwłok. No, czasem przytulę. smile

Trzymam kciuki.

26

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?
Joga napisał/a:

Wielokropek trafiła w sedno a ja proponuję "zabawę" w przyszłość...Wiesz czego chcesz "szczęśliwa rodzina" to Twój priorytet.
Zastanów się - zakładając, że nadal mieszkacie tam gdzie mieszkacie czy dasz radę spędzić tam jeszcze kilka lat...
Zastanów się jak będzie wyglądało Twoje życie....
Zastanów się co będzie jeśli pojawi się dziecko....
Przypomnij sobie czy ZAWSZE możesz na niego liczyć.....
Pomyśl czy macie wspólne priorytety, czy chcecie tego samego od życia, czy macie podobne poglądy na tematy zasadnicze....
Co będzie jeśli Tobie przydarzy się coś złego? Ciężka choroba, rak .....jak on się zachowa? Co zrobi? Jak się Tobą zaopiekuje?

Masz tylko 26 lat, czy chcesz być jak ja to nazywam "wieczną narzeczoną"? A co jeśli za kilka lat dajmy na to za 5, on powie że już nie chce być z Tobą? Podporządkowałaś się, czekasz, żyjesz tak jak on chce i??? Co będzie jeśli za 5 lat obudzisz się "z ręką w nocniku"? Bez własnego kąta, bez kasy - bo inwestujesz w dom jego rodziców.

Ja miałam troszkę podobną sytuację i zrobiłam tak:
Usiadłam i zaczęłam poważną rozmowę, poprosiłam żeby mój "narzeczony" się określił, co ze ślubem bo określenie "nie teraz" jest mało precyzyjne, co z dziećmi, mieszkaniem itd, jak widzi nas za rok, kilka lat,powiedziałam że obecne życie mi nie odpowiada, chciałabym konkretów i deklaracji bardziej wiążących....i wiesz co zrobił???
Poprosił, żebym pomogła mu się spakować i to była NAJLEPSZA i NAJMĄDRZEJSZA decyzja jaką w życiu podjęłam:)Miałam wtedy 33 lata:)Popłakałam tydzień, zebrałam się do pionu i teraz jestem szczęśliwą, spełnioną żoną i matką smile

Pomyśl o sobie - czasem trzeba z czegoś zrezygnować, żeby zrobić miejsce nowemu, lepszemu smile

odpowwiedzi znam na te pytania,
ale zawsze odrzucałam je bo wynikało z nich coś, czego nie chciałam...

Dwa razy byłam zdecydowana od niego kompletnie odejść i dwa razy przesunęłam to w czasie, (w konsekwencji czego- nie odeszłam wcale)
dlatego też mam świadomość tej "ręki w nocniku" i nie mam najmniejszego zamiaru inwestować w jego nieruchomości

dobrze że podsuwasz mi konkretne pytanie,,,
bo konkretne pytania wymagają rzeczowych odpowiedzi.

27 Ostatnio edytowany przez Carlsberg531 (2012-11-21 17:32:32)

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?
Wielokropek napisał/a:

Idziesz tam narzekać?
Tam też bywam. big_smile
Bywam i kopię w odwłok. No, czasem przytulę. smile

Trzymam kciuki.

No może pójdę.
Jak na sucho zrelacjonuję nasze życie (moje i Tż) to może jakaś konkretna dusza kopnie mnie w odwłok, może pomyślę i okaże się że dobrze że się wspólnie nie budujemy...?
któż to wie smile


EDIT:

Zrezygnowałam z użalania się nad sobą w wątku dla kochających za bardzo.
Może pójdę tam utwierdzać się w przekonaniu że dobrze zrobiłam, gdy po postawieniu sprawy jasno okaże się, że wspólna przyszłość to mit. Wtedy poopowiadam z jakim dupkiem skończyłam wink

a tak poważnie, to siedzę na forum od rana, zadałam pytanie na które w sumie nie otrzymałlam odpowiedzi, bo tak naprawdę ono jest drugoplanowe i mój rzeczywisty problem jest inny.
to chyba było pytanie zastępcze,,,

Istotne bowiem jest, jaki mamy stosunek do naszego życia i czy on w ogóle chce je zmienić

Skończyłam już pracę, ale nie wracam jeszcze do domu, wzięłam sobie kartkę, długopis i systematyzuję myśli.

spisałam argumenty
i kwestie które on ma przemyśleć i się określić.

dam mu to, i trochę czasu.
ale nie dużo.
parę dni.

i potem z nim porozmawiam,
wiem też, na jakie kompromisy ja mogę się zgodzić, ale tego mu od razu nie powiem,

szczerze mówiąc, to mam nadz8ieję że Tż mnie zaskoczy i będzie potrafił i chciał konkretnie pogadać.

Wolę usłyszeć konkretne :"nie chcę spędzić z Tobą życia" niż tradycyjne: "nie wiem"


dziękuję Wam, kobietki, za rzeczowe pytania.
bo zadane w odpowiednim momencie, są bardzo potrzebne.

28 Ostatnio edytowany przez sam22 (2012-11-22 10:49:29)

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?
Carlsberg531 napisał/a:

Tż mówi że przecież nikt mnie stamtąd nie wyrzuci...
A skąd wie?

Mam nadzieję, że nie będziesz taka głupia. Ja Ci powiem prawdę -- jak jemu się coś stanie, to Ty stamtdąd wylatujesz pod most. Dlaczego? Nie dlatego, że rodzina Cię zniszczy, ale np. będą spadkobiercy musieli sprzedać i przyjdzie ktoś obcy.


Zresztą ma razem dwoje dzieci (drugie mieszka z byłą żoną, ma 7 lat) i jeśli dzieci nie będą pełnoletnie, to ich matka będzie zarządzała ew. majątkiem i ciekawe czy mnie nie wyrzuci...?

Na 100% Cię wyrzuci. Tzn. najpierw powie grzecznie, że chce zrobić coś ze swoją własnością i abyś pomyślała o przeprowadzce.


Wyznaję zasadę że młodzi ostatecznie powinni mieszkać osobno (proszę mi tu nie przypominać że sama się tam wprowadziłam, przypominam że to miała być sytuacja przejściowa)

U mnie jest identyczna niemal sytuacja, ale żona ma mieszkanie w dużym mieście i w razie czego może tam się ewakuować -- tam jest "jej kawałek podłogi". Zatem koleżankko Carlsberg! Lata lecą, a Ty musisz się zabezpieczyć -- musisz mieć przychody i swój kawałek podłogi.

I najważniejsze! Jeśli chcesz iść z mężczyzną przez życie, to nie wskakuj mu na plecy, ale sama żyj swoimi siłami. Oczywiście jak pojawi się dzidzia to Ty będziesz pochłonięta przez parę lat, ale wtedy On powinien Cię wspierać. Dlatego dobrze, że nie wzięliście ślubu, a gdyby już do tego doszło, to zrób rozdzielność majątkową. W razie kryzysu będziesz czuć się bezpiecznie (np. pół domu będzie twoje, na koncie będziesz miała połowę pieniędzy, będziecie mieć osobne konta, samochód będzie rozpisany na jedno z Was, albo po połowie, itd).

Jeśli chciałabyś mu zwrócić uwagę, że może Cię stracić, to przeczytaj "metoda 180 stopni mark21" na tym forum. Trochę ochłodzisz Was związek i od razu zobaczysz jego reakcję, od razu dojdzie do świadomości. To jest łagodne działanie a nie drastyczna wyprowadzka.

Carlsberg531 napisał/a:

Wolę usłyszeć konkretne :"nie chcę spędzić z Tobą życia" niż tradycyjne: "nie wiem"

Z szacunkiem Carslberg, ale niekoniecznie będzie to co wolisz. Wprawdzie wielu filozofów mówiło, że najważniejsza jest rozmowa, to ja jednak uważam, że najważniejsze są działania.

29

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?

W rodzinie mojego męża była sytuacja, że kobieta żyła z mężczyzną na kocią łapę ze 20 lat, potem Pan zmarł i myślisz, że ktoś się nad nią zlitował? Nieformalna teściowa kazała się szybciutko wyprowadzić. I niestety została na lodzie. Bez pracy, bez dachu nad głową, bez możliwości skorzystania z przywilejów żony po zmarłym mężu.

Mój mąż jest rozwodnikiem i ma syna, który mieszkał z nami przez 6 lat. Jednak zawsze chciał ślubu ze mną, dziecka, domu (choć ma mieszkanie, które należało do niego i jego żony)

Ja bym nie mogła żyć w nieskończoność na kocią łapę u niby teściów. Przede wszystkim muszę mieć zapewnione bezpieczeństwo

30

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?

Sam22, dzięki za spojrzenie ze strony faceta smile

Co do jego byłej żony, to nie będzie mogła powiedzieć że chce coś zrobić ze swoją własnością, bo ona ma prawa do tych nieruchomości takie, jak ja, czyli żadne smile

Dziedziczą w sumie tylko dzieci.

Co do wskakiwania na jego plecy, to na szczęście nie muszę.
Materialnie jestem kompletnie niezależna,  no i w zasadzie ewentualny dom, do którego on nie chce się przeprowadzić, byłby wyłącznie mój,,,

Twoje ostatnie zdanie, dotyczące działania, to szczera prawda.....

LeeBee, wiem, że tak właśnie może się stać.
Dlatego postanowiłam zacząć działać.
wreszcie.

Fajnie że Twój rozwodnik nie ma awersji do ślubów, mój właśnie chyba jednak ma...

tylko ja, tak samo jak i Ty, nie chcę wiecznie tak żyć, dla mnie to był - i wciąż jest- stqan przejściowy.
I jak to z definicji wynika - stan przejściowy mija...
a u nas jakoś tak trwa...

i mam dosyć!

31 Ostatnio edytowany przez Joga (2012-11-22 13:37:37)

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?

Wiesz po Twoim poście przypomniałam siebie z przed kilku lat, najpierw fascynacja, zakochanie, spotykanie, później wspólne mieszkanie, deklaracje, mieszkanie "na kartonach" bez mebli i plany.Minął rok, dwa od wspólnego zamieszkania i nagle .......obudziłam się z "różowego snu" i dotarło do mnie, że w związku nic się nie zmienia, nie rozwija, nie postępuje na przód, nawet kartony ciągle te same, stoimy w tym samym miejscu i nie wiadomo kiedy ruszymy do przodu bo ...on nie jest gotowy, jemu tak wygodnie..........to dało mi do myślenia i efektem było zerwanie.
Ty skoro wyprowadzałaś się już kilka razy (dokładnie tak jak ja) to wiesz, że ten związek raczej nie ma przyszłości, boisz się podjąć ostateczną decyzję bo jesteś zakochana (znów dokładnie jak ja). Boisz się rozmowy bo wiesz, że ona może zmienić wszystko niekoniecznie po Twojej myśli.
Sam22 i LeeBee mają świętą rację - musisz działać:) Życie masz tylko jedno i uwierz mi czas bardzo szybko biegnie.

Pamiętaj, że efektem tej rozmowy powinny być KONKRETY takie do zrealizowania "od zaraz" jeśli tego nie będzie....marnujesz czas, uciekaj jak najdalej!
Masz tylko 26 lat i całe życie przed sobą, można kochać wiele razy ale najważniejsze, żeby miłość była odwzajemniona smile

Życzę powodzenia, spełnienia marzeń i trzymam za Ciebie kciuki:)

32

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?

Net Kobiety już chyba wszystkie argumenty wyczerpały. Ja też nie rozumiem czemu tkwisz w związku, który radości Ci nie przysparza, a raczej troski. Nie może byc tak, że tylko jedna strona chce, a druga siedzi zadowolona i jedno co potrafi, to powiedziec: nie.

Jeśli na Twojego mężczyznę nie podziałała wizja płynącej kasy (od Twojego ojca) na Wasz wspólny dom, to wybacz, albo on jest głupi, albo leń. Ma tylko dac działkę? Troszkę zacisnąc pasa i mu się nie chce? Trzeba byc naprawdę leniwcem, żeby nie łapac takiej okazji. Od przybytku głowa nie boli. Swoboda i przestrzeń dla Was, a zabezpieczenie materialne tego syna też ma znaczenie. Mógłby dziedziczyc to gospodarstwo, w którym mieszkacie?

A uczucie? Jeśli na kimś mi zależy, to nie zasypuję gruszek w popiele i nie czekam aż mi na tacy podadzą. Czy Twojemu TŻ na czymś zależy? Wygląda, że nie bardzo.

Masz dopiero 26 lat, powtarzam dopiero. Nie korci Cię żeby szukac tego wymarzonego, tego który doceni Ciebie, to co masz do zaoferowania?

33 Ostatnio edytowany przez LeeBee (2012-11-22 15:41:20)

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?
Carlsberg531 napisał/a:

Co do jego byłej żony, to nie będzie mogła powiedzieć że chce coś zrobić ze swoją własnością, bo ona ma prawa do tych nieruchomości takie, jak ja, czyli żadne smile

Dziedziczą w sumie tylko dzieci.

No tak, tylko do póki dzieci nie osiągną pełnoletności, majątkiem dzieci zarządza opiekun prawny, czyli matka....

Widać, że jesteś mądrą i poukładaną dziewczyną, dlatego powiedz stop i w końcu rusz te g...o i albo smród Cię przegoni albo w końcu nastąpi oczyszczenie i pójdziecie dalej.
Kochasz go, nie chcesz stracić, tylko myślę, że za 10 lat nic się nie zmieni. A Ty wtedy dopiero przejrzysz na oczy, że ani dziecka nie masz, ani domu, ani rodziny. Zastanów się, czy jesteś w stanie tak żyć.

Do póki jesteś bierna, Twój mężczyzna również nic nie zrobi. A skoro mu wszystko jedno czy odejdziesz czy nie, to do chyba powinno rozjaśnić wszystko.....

34

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?

Czasem brak decyzji i wynikających z nich zmian jest po prostu wygodny, Ty z kolei w tej chwili tkwisz w sytuacji zawieszenia, a zawieszenie - moim zdaniem - jest sytuacją najgorszą z możliwych. Być może Twojemu partnerowi tak, jak jest, jest dobrze, on czuje się przecież bezpiecznie, jest u siebie, nie musi się w nic angażować, podejmować żadnych radykalnych działań, niemniej zupełnie nie bierze pod uwagę Twojej obecnej sytuacji, co więcej, nawet nie stara się jej zauważyć, nie mówiąc już o tym, że zrozumieć. I to trzeba zmienić. Owszem, przyzwyczaiłaś go do tego, że jego słowo jest decydujące, ale to nie znaczy, że jesteś bezradna, bo nie tylko możesz, ale wręcz powinnaś próbować wpływać na to, czego chcesz i na czym Ci zależy, a co można zmienić.

W zasadzie widzę dwa wyjścia - metodą małych kroczków, powoli i cierpliwie zmieniać zaistniały stan rzeczy lub zastosować terapię szokową. W tym drugim przypadku istnieje jednak ryzyko, którego Ty najbardziej się obawiasz, dlatego teraz - co zresztą zostało już tu powiedziane - powinnaś poważnie zastanowić się na co jesteś gotowa i co jest w tej chwili dla Ciebie najważniejsze. Dopiero kiedy będziesz już tego absolutnie pewna przyjdzie pora na podejmowanie decyzji i odbywanie konkretnych rozmów. Bardzo ważne jest, abyś nie deklarowała niczego, czego nie jesteś pewna (na przykład: jeśli się stąd nie wyprowadzimy, to ja odchodzę) lub nie masz zamiaru spełnić, bo w ten sposób jeszcze bardziej się zapętlisz - to raz, a dwa, że po raz kolejny pokażesz, że z Twoimi słowami wcale nie trzeba się liczyć, bo one tak naprawdę nie pokrywają się z rzeczywistością.

Metoda małych kroczków jest mniej radykalna, a przy tym mniej ryzykowna, a jednak również - choć z przesunięciem w czasie - pozwala na osiągnięcie zamierzonego efektu. Tu przede wszystkim należy wykazać się cierpliwością, a przy tym konsekwentnie, stanowczo i sukcesywnie przesuwać granice własnej ustępliwości. Na początku zacznij jasno precyzować swoje oczekiwania, przy czym chodzi o nawet całkiem banalne, wręcz prozaiczne, sprawy wpisane w Waszą wspólną codzienność. Jeśli czegoś kategorycznie nie chcesz, to dla świętego spokoju nigdy się na to nie gódź, jeśli coś Ci nie odpowiada, to odmawiaj, nawet za cenę zdziwienia czy nawet złości partnera. On po prostu musi wiedzieć, że Twoje zdanie stoi na równi z jego potrzebami i oczekiwaniami. Ty naprawdę nie musisz być jedyną stroną, która wszystko rozumie i wszystko przyjmie z pokorą. Ja nazywam to zdrowym egoizmem, niektórzy asertywnością, ale jak zwał, tak zwał, grunt, że jest nam potrzebne do osiągnięcia stanu wewnętrznego spokoju, a nawet szczęścia. Z czasem partner zrozumie, że Twoje ,,nie" oznacza ,,nie", podobnie jak ,,na tym mi zależy" czy ,,tego chcę i oczekuję" jest czymś, z czym trzeba się zwyczajnie liczyć.

35

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?

calsberg moim zdaniem przegra tę bitwę, nie to że ci źle wróżę ale mam takie przeczucie:(

36

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?

Olinko metoda drobnych kroczków może byc skuteczna, ale w tym przypadku?  Pierwszym drobnym kroczkiem co będzie? Ślub? A potem machina się zatnie i co?

37

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?

Chaber, to nie do końca tak. Przede wszystkim Autorce na ślubie zależy mniej niż na przeprowadzce, zatem wszystkie działania mają doprowadzić do sytuacji, w której partner będzie liczył się z Jej zdaniem, potrzebami, z tym czego Ona chce, a tym samym zdecyduje się na zmianę miejsca zamieszkania. Jeśli w tym miejscu machina się zatnie, to wydaje się, że Autorka na tym nie straci, bo kolejny krok, czyli ślub - jak sama wspomina - nie jest Jej koniecznie do szczęścia potrzebny. Inna rzecz, że ani przeprowadzka, ani ślub w moim pojęciu nie są małymi kroczkami, a krokami milowymi do zmiany teraźniejszej sytuacji, małe kroczki to stopniowe przesuwanie wspomnianej wcześniej granicy liczenia się z Autorki osobą.

Oczywiście można wszystko postawić na ostrzu noża, niemniej Calsberg takich kroków wyraźnie się boi, co - biorąc pod uwagę obecne wzajemne relacje i miejsce, w którym na własne życzenie sama się znalazła - jest zresztą dosyć ryzykowne, a tym samym zrozumiałe. Zatem albo tak, albo tak, w każdym razie coś zrobić trzeba.

38

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?

a co zrobic jak partner nie chce brac slubu wykrecajac sie cena obrączek i tym, ze kiedys(w zaawansowanej ciazy) nie chcialam ja brac slubu?
wczoraj kolejna dyskusja i groch o ścianę.

39

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?
nika29 napisał/a:

a co zrobic jak partner nie chce brac slubu wykrecajac sie cena obrączek i tym, ze kiedys(w zaawansowanej ciazy) nie chcialam ja brac slubu?
wczoraj kolejna dyskusja i groch o ścianę.

Obrączki to symbol, mogą być srebrne czy plastikowe, wszystko jedno. Więc to żaden argument.

40 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2012-11-23 15:07:20)

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?

Rozumiem Olinko, naprawdę wszystko. Tylko jest jedno małe ale... Ślubu nie ma, wspólnoty majątkowej też nie, działka po rodzicach pewnie będzie tylko jego - to po co się pchac ze swoimi pieniędzmi i zapędami w taką niepewną sytuację. Dom jest własnością tego, którego jest działka, no chyba że widniałaby w akcie notarialnym jako wspólna. Facet nic do tej pory nie zadeklarował i nie zrobił. Dziewczyna ciągle wychodzi z propozycjami, ona się stara i nic. Jeszcze takiego drewna jak ten tutaj nie widziałam.

Uczucie dostał jak na tacy, mało tego o finanse martwic się nie musi. Co jeszcze temu mężczyźnie jest potrzebne? Bo co autorce już wiemy.

41

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?
nika29 napisał/a:

a co zrobic jak partner nie chce brac slubu wykrecajac sie cena obrączek i tym, ze kiedys(w zaawansowanej ciazy) nie chcialam ja brac slubu?
wczoraj kolejna dyskusja i groch o ścianę.

Wyjścia są trzy:
1. pogodzić się ze zdaniem partnera i być dalej w nieformalnym związku
2. odczekać czas jakiś i ponowić rozmowę, przedstawiając swoje argumenty (odpowiadając sobie na pytanie "Dlaczego chcę wziąć ślub?"), ale też pytając go, dlaczego faktycznie do tej pory unika ślubu
3. odejść od partnera

42 Ostatnio edytowany przez sam22 (2012-11-23 15:07:03)

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?
nika29 napisał/a:

a co zrobic jak partner nie chce brac slubu wykrecajac sie cena obrączek i tym, ze kiedys(w zaawansowanej ciazy) nie chcialam ja brac slubu?
wczoraj kolejna dyskusja i groch o ścianę.

A mogłabyś wyjaśnić dlaczego chcesz ślubu? Majątek i pensje można sprawiedliwie i uczciwie dzielić między siebie, aby gwarantować sobie bezpieczeństwo na stare lata. Zamierzacie razem przejść przez życie, tak?

chaber05 napisał/a:

Ślubu nie ma, wspólnoty majątkowej też nie, działka po rodzicach pewnie będzie tylko jego - to po co się pchac ze swoimi pieniędzmi i zapędami w taką niepewną sytuację. Dom jest własnością tego, którego jest działka, no chyba że widniałaby w akcie notarialnym jako wspólna.

No to już byłby szczyt głupoty budować dom na czyjejś działce. On powinien notarialnie darować Ci połowę działki, na której postawicie dom. Proste jak drut -- idziecie do notariusza, pół godziny, opłata i już. Masz połowę działki, budujecie.

Gdybyście zawarli ślub, to sprawa się komplikuje -- bo niby działka męża, a wspólnota majątkowa, więc trochę głupio męża do notariusza brać. Dlatego jak nie ma wspólnoty majątkowej, to nawet lepiej, bo strony na bieżąco dbają o bezpieczeństwo obojga.

Ja mam ze swoją żoną rozdzielność na wypadek bankructwa firmy. Po podpisaniu aktu od razu zrobiło się lepiej, bo żona ma coś, co gwarantuje jej bezpieczeństwo.

43 Ostatnio edytowany przez nika29 (2012-11-23 15:28:18)

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?

dzis oddałam mu pierscionek.
wkurzył sie.tekst porozmawiamy i to kosztuje mnie denerwuje.
mamy dziecko, majatku brak.mieszkamy u moich rodziców.

44

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?

Dziękuję Wam za pozostałe odpowiedzi, których wcześniej nie przeczytałam.
Olinka, dzięki.
Sam, za męski punkt widzenia też dzięki smile
Nie było mnie kilka dni, niewiele przez ten czas się zmieniło, ale coś - i owszem.
Mamy istną syberię w domu ... smile
Najpierw nie zaczepiałam z Tż tematu który wiedziałam że wywoła nieporozumienia, gdyż w sobotę mieliśmy mieć gości i byłoby nieprzyjemnie.
Zaczepiłam temat jakoś zaraz po niedzieli.
I od tego momentu jest okropnie.
Rozmawiamy ze sobą "służbowo".
Ale konkretnie.
Zaczęłam temat od strony dzieci, na które oczywiście jego zdaniem nie mamy miejsca ani warunków - a on ma średnie chęci mieć więcej dzieci.
Ale głównym argumentem jego,  jest brak miejsca.
Zaproponowałam więc ten mały wspólny domek.
On nie chce nic od moich rodziców.
Więc zaproponowałam kredyt wspólny, na malutki domek (znalazłam nawet konkretne, przystępne cenowo projekty) kredyt ten bez trudu spłacilibyśmy w ciągu 10 lat. Lub nawet wcześniej jeśli byśmy się spięli.
ale on nie chce kredytu (ja ich też nie lubię, ale czasem jak mus to mus...)
wkurzyłam się no i zrobiło mi się przykro.... sad
Więc w akcie wkurzenia i smutku zavchowałam się może i dziecinnie, ale cóż, czasu nie cofnę,
powiedziałam mu już prawie becząc (niestety w złości często płaczę - po ojcu tak mam) że on ma wszystko, rodzinę dzieci i dom, a  mi nie chce dać nic ( krócej by było jakbym mu powiedziała że jest egoistycznym dupkiem, nie....?)
po czym się popłakałam, on odwrócił się tyłkiem, urażony.
Powiedziałam mu że mógłby mnie chociaż przytulić /wiem, skomlę...) ale on stwierdził że nie ma chęci.
I tak ze sobą nie gadamy od tamtego czasu.
nic poza jakimiś: kup chleb, weź coś tam, zrób coś tam.
Uczuciowo jakaś syberia.

Normalnie już dawno (czyt. pewnie następnego dnia) zrobiłabym wszystko, żeby było już ok.
Ale teraz nie chcę.
Nie kłócimy się.
Po prostu nie patrzymy sobie w oczy i nie rozmawiamy,,,
niby nic, a jednak...

Dzisiaj wieczorem postaram się kontynuować rozmowę.
Postaram się bez większych uniesień, no ale jak się kocha - to jasne że coś ssię czuje...

45

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?

Mam jeszcze jedno pytanie.
Mam świadomość, że moje postrzeganie naszego związku jest skrzywione.
Wiem też że czasem źle postrzegam własne zachowanie, często uważałam - i dalej uważam- je za niedojrzałe i dziecinne, jednym z powodów dla których tak jest to fakt, że mój Tż zawsze używał takiego argumenty, bo on jest starszy, ma doświadczenie, i wie lepiej, a ja jestem dzieciak i się nie znam.

Dlatego potrzebuję opinii kogoś kompletnie z zewnątrz.

Tak jak pisałam, chcę kontynuować wątek wizji naszego wspólnego życia.
I w 99% wiem, co on powie (wypnie się na to, ale jednak ten 1% nadzieji zostawiam sobie, że mnie jednak zaskoczy...)

I gdy już powie że:
a) nie bo nie
b) nie teraz, kiedyś - ale określi się kiedy- dopiero za jakiś czas
c) nie wie
d) w ogóle nie zechce poprowadzić dialogu

to gdy już któryś z tych scenariuszy nastąpi, chce mu powiedzieć, że jak już się namyśli, to że mnie znajdzie w starym domu.

Czy to jest dziecinne?

czy to po prostu zdroworozsądkowe myślenie?
że skoro nie wiesz, to masz czas i pomyśl( oczywiście nie za długo)

Te słowa nie będą bez pokrycia.
Mam obawy i wyrzuty sumienia, że zepsuję dziecku święta, ale jeśli nie te, to następne...

46

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?
Carlsberg531 napisał/a:

I gdy już powie że:
a) nie bo nie
b) nie teraz, kiedyś - ale określi się kiedy- dopiero za jakiś czas
c) nie wie
d) w ogóle nie zechce poprowadzić dialogu

to gdy już któryś z tych scenariuszy nastąpi, chce mu powiedzieć, że jak już się namyśli, to że mnie znajdzie w starym domu.

Czy to jest dziecinne?

czy to po prostu zdroworozsądkowe myślenie?
że skoro nie wiesz, to masz czas i pomyśl( oczywiście nie za długo)

Te słowa nie będą bez pokrycia.
Mam obawy i wyrzuty sumienia, że zepsuję dziecku święta, ale jeśli nie te, to następne...

To jest przedłużanie agonii, nic więcej. Wiesz co odpowie, wiesz jak to się skończy, masz pośredni plan, żeby mu "pokazać", ale dalej dajesz szanse, żeby Ci coś obiecał, że mooooże się zreflektuje.
Powiem Ci tak, jeśli jemu zależy i chce tej rodziny, ale jedyne co mu brakuje to kubeł zimnej wody, to gdybyś z nim zerwała i na koniec świata wyjechała to on by Cię znalazł. Ale ja wiem, że Ty wiesz, że jemu by się nawet nie chciało Cię szukać. Wiem, tak jak i Ty wiesz, że on wcale nie chce zmian. Wiem, tak jak i Ty, że uszczypnięcie to nie kop w dupę, a wyprowadzka "do mamusi" i "Czas na przemyślenia" to jest uszczypnięcie.

Jeśli odpowie tak jak się spodziewasz, to musisz mu odpowiedzieć, że w takim razie Ty dla siebie takiego życia nie chcesz. Za długo czekałaś, za dużo czasu dawałaś. Czas ma to do siebie, że się kończy, a Twój się własnie skończył. Wyprowadź się i wyraźnie daj do zrozumienia, że to koniec. Jak będzie chciał i przemyśli to przyjedzie, położy się pod drzwiami i będzie czekał, aż łaskawie zgodzisz się z nim porozmawiać. A jak nie będzie chciał to uwolnisz siebie od duszącego Cię związku i dasz sobie szanse na nowe i lepsze.

47

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?

eh niestety ale przegrana sprawa.
karlsberg ja wiem ze czasem boli,ale chyba lepiej niz za 15 lat miec swiadomosc ze przeciągnelas zwiazek o nie wiem ile, a potem okazało się że nie ma rodziny ani dzieci.

48

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?

i co carlsberg?

49

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?

Carlsberg nie jesteś niedojrzała ani dziecinna. Nie daj sobie tego wmówic. Zainwestowałaś w ten związek wiele, masz prawo czuc się rozczarowana. Tyle lat czekac na spełnienie tego co wzajemnie ustaliliście (tak przynajmniej zrozumiałam po pierwszym wpisie), a tu porażka. Partner nic nie chce zrobic, bo mu tak wygodnie. Może tak naprawdę on nigdy do żadnego związku nie był dojrzały, do poprzedniego też. Taki wieczny chłopiec.

Byłabyś fajną macoszką. W waszym nowym domu i zaplanowanym życiu, uwzględniłaś potrzeby przyszłego pasierba. Nawet to nie rusza Twojego partnera. Obawiam się, że on nigdy nic do Ciebie nie czuł. Daj sobie szansę, teraz będzie bolało, ale minie. Oby jak najszybciej.

50

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?

paskudna sytuacja. oszukał ja, jak to moja babcia mowi:wyprowadzil w lata i tyle.

51

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?
Teo napisał/a:

To jest przedłużanie agonii, nic więcej. Wiesz co odpowie, wiesz jak to się skończy, masz pośredni plan, żeby mu "pokazać", ale dalej dajesz szanse, żeby Ci coś obiecał, że mooooże się zreflektuje.
Powiem Ci tak, jeśli jemu zależy i chce tej rodziny, ale jedyne co mu brakuje to kubeł zimnej wody, to gdybyś z nim zerwała i na koniec świata wyjechała to on by Cię znalazł. Ale ja wiem, że Ty wiesz, że jemu by się nawet nie chciało Cię szukać. Wiem, tak jak i Ty wiesz, że on wcale nie chce zmian. Wiem, tak jak i Ty, że uszczypnięcie to nie kop w dupę, a wyprowadzka "do mamusi" i "Czas na przemyślenia" to jest uszczypnięcie.

Jeśli odpowie tak jak się spodziewasz, to musisz mu odpowiedzieć, że w takim razie Ty dla siebie takiego życia nie chcesz. Za długo czekałaś, za dużo czasu dawałaś. Czas ma to do siebie, że się kończy, a Twój się własnie skończył. Wyprowadź się i wyraźnie daj do zrozumienia, że to koniec. Jak będzie chciał i przemyśli to przyjedzie, położy się pod drzwiami i będzie czekał, aż łaskawie zgodzisz się z nim porozmawiać. A jak nie będzie chciał to uwolnisz siebie od duszącego Cię związku i dasz sobie szanse na nowe i lepsze.

Złote słowa - choć szczere do bólu

52

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?

mój ulubiony temat, jak się skończył? czy misio ruszył się z domu?

53

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?

A więc po kilku miesiącach przyszedł czas na ciąg dalszy...
zaczęłam tutaj pisać jakoś w listopadzie.
szukałam wsparcia, pocieszenia i pomysłów jak sprawić żeby on chciał zamieszkać na swoim.
dzisiaj już wiem (choć i wtedy to wiedziałam...) że nie da się nikogo do niczego zmusić....
a mojego tż nawet przekonać.
przez te pół roku coś się niby zmieniało, niby na lepsze.
Grudzień był beznadziejny.
święta jeszcze gorsze, w ogóle ze sobą nie rozmawialiśmy.
Znaczy nie, on się nie odzywał, ignorował mnie totalnie.
Pokazywał wręcz jak to potrafi beze mnie się obejść.
Sylwester.
Atmosfera bardzo podobna.
Po raz pierwszy w życiu poskarżyłam się komuś z naszych znajomych na nasze wspólne życie.
Choć właściwie to nie była skarga, po prostu opowiedziałam pewnej A. przebieg naszego życia. jak ono tak naprawdę wygląda.
bo się kobieta nie mogła nadziwić że tak zimno między nami.
Między tak niby fajną i dogadaną parą.
potem dalej chłód.
postanowiłam go przerwać bo ileż można trwać tak?
wciąż miałam nadzieję że jednak pisane nam jest być razem, że jednak idzie się dogadać.
więc zaczęłam rozmowę, która przebiegała jak każda.
ja mówiłam on milczał.
no ale efekt był taki że niby się dogadaliśmy. zgodził się na domek, na wspólną notarialnie działkę.
niby było ok.
niby bo przy jakichś okazjach, rozmowach z innymi wychodziło jego postrzeganie naszego wspólnego życia.
a to komus powiedział że nie che mieć dzieci, a to komuś że już ma dom, a to to, a to tamto....
i tak od słowa do słowa uświadamiałam sobbie że chyba jednak u niego nic się nie zmieniło.
no ale przecież mój misio kochany obiecał, nie?
To jakże mogłam mu nie wierzyć...?
przyszedł czas na egzekwowanie tych obietnic,,,
i tu zaczęły się schody.
kwestia notariusza.
on nie ma czasu.
no ale jak to tak?
więc ok, udało się.
przyszły katalogi z projektami, dostałam jego błogosławieństwo i pognałłam załatwiać sprawy związane z przepisaniem działki.
miała być wspólna. po połowie.
raz byłam u notariusza, ale coś tam musiałam jeszcze dowieźć i nic z tej wizyty nie wynikło, więc ok, mówiłam mu na bieżąco jak się sprawy mają, załatwiłam resztę co trzeba, zapytałam jeszcze na kiedy nas umówić.
tak żeby miał czas (jest rolnikiem a teraz sezon) i zgodnie ze wskazówkami umówiłam nas na środę rano....
a co z tego wynikło?
dzisiaj jest czwartek więc chyba można się domyślić...
mój tż już w poniedziałek w nocy, już w łóżku po ciemku napomknął coś że on nie wie czy będzie miał czas żeby pojechać w środę.
ok.
czułam że coś się święci, ale mówię dobra, to jutro mi powiedz już na pewno żebym zadzwoniła, bo przecież jesteśmy już poumawiani, dokumenty się robią etc.
ok.
we wtorek nic. ani słowem nie wspomniał że nie pojedziemy nigdzie.
przyszła środa rano.
notariusz na 8.15
o siódmej byłam karmić kurczaczki, coś tam pogadałam z teściem i coś tam mu napomknęłam że mamy jechać rano do miasta.
Przy moim tż.
on ani słowa.
przyszła godzina kiedy trzeba było wyjeżdżać...
a on mi że on nigdzie nie jedzie, bo on nie ma czasu.
bo świat się zawali jak poświęci rano godzinę na wyjazd...
i standardowe teksty, że on nie ma czasu, że on nie siedzi, że jest zmęczony, zapracowany itp itd
tak, jakbym ja całymi dniami siedziała na dupie.
cóż,,, mówią że złej baletnicy i rąbek od spódnicy,,,
krótko mówiąc skoro on nie ma chęci czegoś zrobić to go nie namówię.
ok, tylko po jaką cholerę dał mi nadzieję?
po co dawał papiery do notariusza itp?
pewnie miał nadzieję że jak będzie zwlekał to się jakoś "rozejdzie" a tu dupa blada,,, ciągnęłam sprawę dalej,,,
...
powiedziałam mu że jak znajdzie czas to niech do mnie zadzwoni.
zadzwoniłam do kancelarii, przeprosiłam panią która mnie obsługiwała.
i,,, zaczęłam sprzątać.
w między czasie powk...am się trochę, potrzaskałam drzwiami, byłam sama więc mogłam sobie na to pozwolić.
pewnie wiele z was puknie się w czoło że zaczęłam sprzątać.
ale robiłam to tylko po to, żeby teściowa potem nie mówiła że musiała po mnie miesiąc sprzątać, tak jak mówiła po byłej żonie tż.
cały dzień myślałam.
myślałam o tym, że on znów mnie wystawił, że zrobił mnie w konia, a potem jeszcze usiłował mi wmówić że to moja wina.
tak jak zawsze.
i coś się we mnie zaczęło buntować.
przecież od dawna czuję, że on ze mną juest, bo jesem, a jakby mnie nie byłio to by nic sobie z tego nie robił,
od dawna czuję że on wcale już nie chce ze mną być.
to ja usiłowałam kochać za nas dwoje,,,
naszykowałam wię wszystko, ale nie tak ostentacyjnie, tylko normalnie.
spakowałam się, torbę wrzuciłam do szafy.
nikomu nic nie mówiłam.
bo i po co?
ale wciąż miałam nadzieję...
(nie wiem, na jakiej podstawie...?)
że jak wieczorem wróci to coś powie, że jakoś to odkręcimy
on nic.
chciałam go zapytać, czy naprawdę już nie chce ze mną być.
ale bałam się usłyszec odpowiedzi.
bałam się usłyszec ze nie chce, ale bałam się też że mógłby znowu kręcić i wmawiac mi że chce,
nie powiedziałam więc nic.
rano wyjechałam do pracy jak jego nie było.
zapytałam go o to, o co chciałam wieczorem.
napisał mi tylko trzy słowa
już nie chcę
mimo że wiedziałam to, czułam od dawna, to zabolało jak diabli.
nawet nie zdawałam sobie sprawy że to aż tak bardzo zaboli.
a jednak,,,

potem napisał mi że jeśli chce być z nim, to mogę z nim mieszkać, ale mam się do niczego nie wtrącać, mam niczego od niego nie oczekiwać, bo ON wie, co ON ma robić.
ok, tylko że ja myślałam że związek to zawsze liczba mnoga i jednak ma się wspólne sprawy.
króko mówiąc, dał mi do zrozumienia że możemy dalej być razem ale tak jak dotychczas, czyli że jest dobrze, dopóki jest wszystko tak, jak on chce.
a jak mi się taki układ nie podoba to won.
tyle że mi się nie podoba....
i tak to wygląda ta historia aktualnie...

mam prawie 27 lat i chyba właśnie zaczynam życie od nowa....

54

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?
Carlsberg531 napisał/a:

mam prawie 27 lat i chyba właśnie zaczynam życie od nowa....

Otwórz szampana i ciesz się, że właśnie teraz a nie za 10 20 lat smile Wiem, brzmieć może durnie ale przynajmniej nie zmarnowałaś czasu, i naprawdę możesz wszystko i masz przed sobą całe życie, na które będziesz miała realny wpływ. Spełniaj swoje marzenia i działaj. Jak cię dopadnie dół i będziesz tęsknic przypomnij sobie to co najgorsze, że cię zawiódł, że okazał się dupkiem i od razu łatwiej będzie ci się pozbierać smile
Ja zawsze cieszę się, kiedy kobieta/mężczyzna ma odwagę by podjąć decyzję, gorzej jak tkwi w jakimś chorym związku, nieszczęśliwa i załamana.

Będzie dobrze, bo wszystko co najlepsze jest przed tobą kochana - nigdy o tym nie zapominaj! smile

55

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?
Carlsberg531 napisał/a:

mam prawie 27 lat i chyba właśnie zaczynam życie od nowa....

Masz 27 lat i bagaż doświadczeń, który pozwala Ci określić, w jakim kierunku chcesz iść.
Myślę, a nawet jestem pewna, że Joga ma rację - otwieraj szampana i świętuj, bo bezapelacyjnie jest co świętować.

56 Ostatnio edytowany przez Carlsberg531 (2013-06-20 13:32:28)

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?

Szampana nie lubię...
ale zaplanowałam sobie dzisiaj żałobę, przy różowym winie.
popłaczę sobie, a co.
trzeba sobie trochę ulżyć.
ale tylko dzisiaj.
popłaczę że mogłam odejsc już cztery lata temu, jak po raz pierwszy znalazł sobie "przyjaciółkę"
nie nad tym, że go straciłam, bo człowieka którego kochałam już dawno opłakałam.
a tego z którym teraz jestem, to po prostu chyba nie znam...
następnym razem będę mądrzejsza - mam nadzieję.

potem mam w planie kupic sobie rower i jezdzic, chodzic na kije i pojechac nad morze poleżec na plaży.
zapiszę się na siłownię.
planuję każdy dzień, oby o tym nie myślec, że boli.
najgorzej że tak naprawde żadne z nas nie powiedziało, że to koniec.
ale dla pewnosci że znow nie zostane i nie stule uszu, to wracajac z pracy zajadę tam z siostrą. zabiorę jeszcze co mi trzeba i pojadę...
to trochę przerażające, tyle rzeczy zakonczyc, popakować wszystko, ustalić to i owo.
jakoś tak mnie to przeraża...

57 Ostatnio edytowany przez nokiaaa (2013-06-20 14:13:02)

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?
Carlsberg531 napisał/a:

A więc po kilku miesiącach przyszedł czas na ciąg dalszy...
zaczęłam tutaj pisać jakoś w listopadzie.
szukałam wsparcia, pocieszenia i pomysłów jak sprawić żeby on chciał zamieszkać na swoim.
dzisiaj już wiem (choć i wtedy to wiedziałam...) że nie da się nikogo do niczego zmusić....
a mojego tż nawet przekonać.
przez te pół roku coś się niby zmieniało, niby na lepsze.
Grudzień był beznadziejny.
święta jeszcze gorsze, w ogóle ze sobą nie rozmawialiśmy.
Znaczy nie, on się nie odzywał, ignorował mnie totalnie.
Pokazywał wręcz jak to potrafi beze mnie się obejść.
Sylwester.
Atmosfera bardzo podobna.
Po raz pierwszy w życiu poskarżyłam się komuś z naszych znajomych na nasze wspólne życie.
Choć właściwie to nie była skarga, po prostu opowiedziałam pewnej A. przebieg naszego życia. jak ono tak naprawdę wygląda.
bo się kobieta nie mogła nadziwić że tak zimno między nami.
Między tak niby fajną i dogadaną parą.
potem dalej chłód.
postanowiłam go przerwać bo ileż można trwać tak?
wciąż miałam nadzieję że jednak pisane nam jest być razem, że jednak idzie się dogadać.
więc zaczęłam rozmowę, która przebiegała jak każda.
ja mówiłam on milczał.
no ale efekt był taki że niby się dogadaliśmy. zgodził się na domek, na wspólną notarialnie działkę.
niby było ok.
niby bo przy jakichś okazjach, rozmowach z innymi wychodziło jego postrzeganie naszego wspólnego życia.
a to komus powiedział że nie che mieć dzieci, a to komuś że już ma dom, a to to, a to tamto....
i tak od słowa do słowa uświadamiałam sobbie że chyba jednak u niego nic się nie zmieniło.
no ale przecież mój misio kochany obiecał, nie?
To jakże mogłam mu nie wierzyć...?
przyszedł czas na egzekwowanie tych obietnic,,,
i tu zaczęły się schody.
kwestia notariusza.
on nie ma czasu.
no ale jak to tak?
więc ok, udało się.
przyszły katalogi z projektami, dostałam jego błogosławieństwo i pognałłam załatwiać sprawy związane z przepisaniem działki.
miała być wspólna. po połowie.
raz byłam u notariusza, ale coś tam musiałam jeszcze dowieźć i nic z tej wizyty nie wynikło, więc ok, mówiłam mu na bieżąco jak się sprawy mają, załatwiłam resztę co trzeba, zapytałam jeszcze na kiedy nas umówić.
tak żeby miał czas (jest rolnikiem a teraz sezon) i zgodnie ze wskazówkami umówiłam nas na środę rano....
a co z tego wynikło?
dzisiaj jest czwartek więc chyba można się domyślić...
mój tż już w poniedziałek w nocy, już w łóżku po ciemku napomknął coś że on nie wie czy będzie miał czas żeby pojechać w środę.
ok.
czułam że coś się święci, ale mówię dobra, to jutro mi powiedz już na pewno żebym zadzwoniła, bo przecież jesteśmy już poumawiani, dokumenty się robią etc.
ok.
we wtorek nic. ani słowem nie wspomniał że nie pojedziemy nigdzie.
przyszła środa rano.
notariusz na 8.15
o siódmej byłam karmić kurczaczki, coś tam pogadałam z teściem i coś tam mu napomknęłam że mamy jechać rano do miasta.
Przy moim tż.
on ani słowa.
przyszła godzina kiedy trzeba było wyjeżdżać...
a on mi że on nigdzie nie jedzie, bo on nie ma czasu.
bo świat się zawali jak poświęci rano godzinę na wyjazd...
i standardowe teksty, że on nie ma czasu, że on nie siedzi, że jest zmęczony, zapracowany itp itd
tak, jakbym ja całymi dniami siedziała na dupie.
cóż,,, mówią że złej baletnicy i rąbek od spódnicy,,,
krótko mówiąc skoro on nie ma chęci czegoś zrobić to go nie namówię.
ok, tylko po jaką cholerę dał mi nadzieję?
po co dawał papiery do notariusza itp?
pewnie miał nadzieję że jak będzie zwlekał to się jakoś "rozejdzie" a tu dupa blada,,, ciągnęłam sprawę dalej,,,
...
powiedziałam mu że jak znajdzie czas to niech do mnie zadzwoni.
zadzwoniłam do kancelarii, przeprosiłam panią która mnie obsługiwała.
i,,, zaczęłam sprzątać.
w między czasie powk...am się trochę, potrzaskałam drzwiami, byłam sama więc mogłam sobie na to pozwolić.
pewnie wiele z was puknie się w czoło że zaczęłam sprzątać.
ale robiłam to tylko po to, żeby teściowa potem nie mówiła że musiała po mnie miesiąc sprzątać, tak jak mówiła po byłej żonie tż.
cały dzień myślałam.
myślałam o tym, że on znów mnie wystawił, że zrobił mnie w konia, a potem jeszcze usiłował mi wmówić że to moja wina.
tak jak zawsze.
i coś się we mnie zaczęło buntować.
przecież od dawna czuję, że on ze mną juest, bo jesem, a jakby mnie nie byłio to by nic sobie z tego nie robił,
od dawna czuję że on wcale już nie chce ze mną być.
to ja usiłowałam kochać za nas dwoje,,,
naszykowałam wię wszystko, ale nie tak ostentacyjnie, tylko normalnie.
spakowałam się, torbę wrzuciłam do szafy.
nikomu nic nie mówiłam.
bo i po co?
ale wciąż miałam nadzieję...
(nie wiem, na jakiej podstawie...?)
że jak wieczorem wróci to coś powie, że jakoś to odkręcimy
on nic.
chciałam go zapytać, czy naprawdę już nie chce ze mną być.
ale bałam się usłyszec odpowiedzi.
bałam się usłyszec ze nie chce, ale bałam się też że mógłby znowu kręcić i wmawiac mi że chce,
nie powiedziałam więc nic.
rano wyjechałam do pracy jak jego nie było.
zapytałam go o to, o co chciałam wieczorem.
napisał mi tylko trzy słowa
już nie chcę
mimo że wiedziałam to, czułam od dawna, to zabolało jak diabli.
nawet nie zdawałam sobie sprawy że to aż tak bardzo zaboli.
a jednak,,,

potem napisał mi że jeśli chce być z nim, to mogę z nim mieszkać, ale mam się do niczego nie wtrącać, mam niczego od niego nie oczekiwać, bo ON wie, co ON ma robić.
ok, tylko że ja myślałam że związek to zawsze liczba mnoga i jednak ma się wspólne sprawy.
króko mówiąc, dał mi do zrozumienia że możemy dalej być razem ale tak jak dotychczas, czyli że jest dobrze, dopóki jest wszystko tak, jak on chce.
a jak mi się taki układ nie podoba to won.
tyle że mi się nie podoba....
i tak to wygląda ta historia aktualnie...

mam prawie 27 lat i chyba właśnie zaczynam życie od nowa....

w tym wieku to ja dopiero ojca mojego syna poznalam.
carlsberg pamietam twoj temat, jestes odwazna,dzielna,trzymamy kciuki!

58

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?
Carlsberg531 napisał/a:

Szampana nie lubię...
ale zaplanowałam sobie dzisiaj żałobę, przy różowym winie.
popłaczę sobie, a co.
trzeba sobie trochę ulżyć.
ale tylko dzisiaj.
popłaczę że mogłam odejsc już cztery lata temu, jak po raz pierwszy znalazł sobie "przyjaciółkę"
nie nad tym, że go straciłam, bo człowieka którego kochałam już dawno opłakałam.
a tego z którym teraz jestem, to po prostu chyba nie znam...
następnym razem będę mądrzejsza - mam nadzieję.

potem mam w planie kupic sobie rower i jezdzic, chodzic na kije i pojechac nad morze poleżec na plaży.
zapiszę się na siłownię.
planuję każdy dzień, oby o tym nie myślec, że boli.
najgorzej że tak naprawde żadne z nas nie powiedziało, że to koniec.
ale dla pewnosci że znow nie zostane i nie stule uszu, to wracajac z pracy zajadę tam z siostrą. zabiorę jeszcze co mi trzeba i pojadę...
to trochę przerażające, tyle rzeczy zakonczyc, popakować wszystko, ustalić to i owo.
jakoś tak mnie to przeraża...

masz siostre i wsparcie.eh 4lata?niektorzy tracą cale zycie.trzymaj sie i pisz, zawsze ktos powinien byc na forum z pomoca.

59

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?

Bilans zysków i strat:

Straciłaś cztery lata życia z facetem z którym ci było najwyraźniej nie po drodze.

Korzyści:
- straciłaś tylko cztery lata życia, nie utknęłaś na dłużej
- wiesz czego na pewno w związku nie chcesz ale wiesz też czego oczekujesz
- masz szanse na nową miłość, domek, dzieci i całą resztę
- całe życie przed tobą i nie musisz się siłować i zmuszać żadnego nieszczęśnika do tego czego zrobić nie chce
- rower, kije morze to wszystko na co do tej pory pewnie nie miałaś ochoty - to jest fajne
- masz siostrę więc nie jesteś zupełnie sama
- nie udupiłaś się ślubem i dziećmi
mogłabym tak długo i uwierz korzyści będzie więcej niż strat, to doświadczenie bolesne ale jednak z korzyścią dla ciebie bo przynajmniej wiesz jak nie chciałabyś żyć, dzięki temu być może - jak już spotkasz tego właściwego faceta będziesz potrafiła go docenić smile

60

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?

dzięki dziewczyny...
gwoli ścisłości, to razem już zaraz 8 lat,
tylko cztery lata temu znalazł pierwszą "przyjaciółkę- pocieszycielkę"

61

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?

-jest mloda i ma prace
-ma gdzie wrócić(dom,rodzice,siostra)
-może się odciąć, bo nie ma dzieci
-moze wyjechac nad morze!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
-menopauza za 23 lata, więc doczekasz się jeszcze swojego dziecka
tak dla żartu:)

62 Ostatnio edytowany przez Carlsberg531 (2015-01-27 18:34:09)

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?

witam ponownie.
I pewnie na dłużej...
Tak,,, doradzajcie głupiej babie, a ona i tak zrobi swoje...
Głupiej, czyli mnie.
byłam tu, w 2013 napisałam ostatni post

Teraz mamy styczeń 2015 i czas na ciąg dalszy...
choć po tytule można się części domyśleć...
Wróciłam do niego wtedy, po tygodniu, tygodniu niejedzenia, nie spania i gapienia się bezmyślnego w Comedy Central
Mieszkałam u brata.
Starałam się pogodzić z tym, że to koniec. Nawet kupiłam ten cholerny miejski rower, żebym miała czym się poruszać po mieście jak się już do niego przeprowadzę.
Tydzień czasu mniej więcej koczowałam u brata. W tym czasie nic, nie odpisywał mi na sms, sam też nie pisał. Jego matka potem mówiła że łaził załamany. nie wiem.
Sprawa się rypła jak pojechałam po rzeczy.
Załamałam się, on raczej też.
Pogadaliśmy, dwa dni potem po mnie przyjechał.
I znowu niby się dogadaliśmy.
Na początku lipca pożałowałam, powiedział mi coś takim tonem, że piekło by zmroziło.
potem jakoś było, czasem lepiej, czasem się spinaliśmy, ale tak normalnie. Zaczęło się pogarszać jak zaczynałam egzekwować dotrzymanie obietnic. Jego. Ale spokojnie i bez napinki,  na zasadzie rozmowy i jakiegoś rozplanowania czynności.
tak ogólnie.
Oczywiście albo nie chciał wcale gadać, albo się wykręcał.
Odpuszczałam i delikatnie starałam się znowu i znowu..
W międzyczasie jakaś laska wysyłała mu biuściaste słit focie. Choć tu mogę się mylić, bo to mogło być jeszcze przed tym jak się wyniosłam na tydzień, albo potem tego lata. Nie wiem, chyba straciłam rachubę.
Panna o mnie nie wiedziała.
Ale więcej żadnych sms nie było.
W 2014 na początku jeszcze ok, potem równia pochyła, potem brak współpracy, potem w sierpniu jednak postanowiliśmy się rozstać na poważnie. Spakowałam się, wszystko od razu. W dniu wyprowadzki on mnie sam zatrzymał. Zaproponował rozwiązanie.
Jako wciąż kochająca drania kobieta, zgodziłam się...
I dupa.
I znowu najpierw nawet razem co nieco zaplanowaliśmy, a potem standard.
W grudniu miałam doosyć. Ciągły stres, płacz po nocach, jemu też się zdarzało.
dokładnie w naszą 9 rocznicę, 10 grudnia, zaczęłam z nim rozmawiać, zadałam parę technicznych pytań. A potem jedno i najważniejsze. Ale na to już nie odpowiedział wcale. Nie powiedział czy jeszcze mnie kocha. Nie powiedział słowa. Wyszedł.
ok.
nie kłóciliśmy się, ale też nie żyliśmy jak normalna para, ot tak, jak dwoje znających się ludzi.
święta spędziliśmy osobno, w drugi dzień ja byłam w pracy, on w domu.
W chwili refleksji napisałam mu, że chyba musimy porozmawiać.
I zaczął, a jakże, zaczął do mnie pisać.
ńe jestem zła, niedobra, zimna i ciągle na niego wurczę.
ńe w łóżku zero aktywności - tylko w jakim łóżku skoro on od dawna odwracał się ode mnie plecami?
że mnie nie kocha, że już tak nie chce i że to koniec.
To wszystko oczywiście sms.
Na mój sprzeciw że to niedobra forma, biedny żuczek tylko stwierdził że przecież wiem jak jest u niego ze słowami,,,
Na sam koniec stwierdził że mnie kocha ale inaczej.
Nie odpisywałam, myślę że po 9 latach zerwanie przez sms to kiepski żart.
Po powrocie z pracy powiedziałam żeby się wysłowił, bo tylko dupki zrywają przez sms i to po takim czasie.
Nie wysłowił się.
jego syn miał wyjechać w Po nowym roku do ciotki, powiedziałam że wtedy się spakuję, chciałam oszczędzić małemu tego widoku.
Na Sylwestra mieliśmy jechać na imprezę do mojej koleżanki.
Powiedziałam mu że nie musi ze mną jechać.( Zwłaszcza że gdzieś w międzyczasie, koniec listopada początek grudnia, powiedział koledze, że ta impreza to JUż nie jego problem. Wtedy nie wiedziałam o co chodzi z tym JUż. Ale o tym później. )
No i stwierdził że skoro obiecał to pojedzie, w sensie będzie moim kierowcą.
Pojechał. Szczerze mówiąc wolałabym żeby go tam ze mną nie było.
2 stycznia spakowałam manatki.
Pojechaliśmy zrobić cesję na umowy które były na mnie.
Uzgodniliśmy część kwestii rozliczeniowych.
Nawet się w miarę dogadywaliśmy...
No i się wyniosłam.
Młodego ja poinformowałam, bo eks-tż pewnie by mu słowa nie powiedział.
Najpierw było mi dziwnie, ale chyba jeszcze w to nie wierzyłam.
Zwłaszcza że eks-tż pisał do mnie, oferował że on zawsze mi pomoże i pisał bzdury żer mu na mnie zależy, że on już nikogo nie chce, że mnie wciąż kocha itp.
Jak mu odpisywałam że jak to, skoro mnie nie chce, to odpowiadał że to nie tak.
Pisał mi jaka to ja jestem wspaniała itp.
Aż mu kazałam przestać.
To przestał.
Pisał to i jednocześnie wciąż mnie okłamywał smile
Tylko już nie wiem po co i dlaczego.
W międzyczasie wciąż nie wierzyłam, chyba przez ten nasz w mirę normalny kontakt, uświadamiałam to sobie po kawałku dopiero wtedy, kiedy musiałam kogoś o tym poinformować. I co osoba to ból. Do czasu...
w sobotę dowiedziałam się już na pewno że on kogoś..... tak! zgadłyście! ma.
Mało tego, on ją zna od dawna. Mało tego, jezdził spotykać się z nią i wracał do domu spokojnie. Nigdy o niej nie wspomniał. Wiem gdzie ją poznał, ale zawsze mówił że tam są sami faceci. Zawsze. Nigdy nie było tam żadnej kobiety. I to było to, że ten Sylwester to JUż nie jego problem.
Tak czy siak, wqrwiłam się. Naprawdę, nigdy nie jest dobrze dowiedzieć się, że się jest/było zdradzanym.
Napisałam mu sms, ale nawet mu bardzo nie nawrzucałam, tylko poinformowałam że wiem, i że jednak w dupie mam dobre relacje bo on na to nie zasługuje.
Dałam mu również termin krótki, na oddanie mi pieniędzy.
I na koniec kazałam mu się modlić żebym nie okazała się wredną suką.
Najpierw chciałam się zemścić. zastanawiałam się, co zrobić żeby to odczuł
Ale potem mi przeszło.
Nie jestem wredną suką. A czasem żałuję.
I dopiero wtedy to poczułam. Ból.
wielki, palący i ciągły.
w dzień jakoś się trzymam, bo jestem w pracy, bo przy ludziach, wyszukuję sobie różne zajęcia, oby tylko czymś się zająć.
Ale wieczorem nie ma nic. Tylko 4 ściany kot i ja.
i myśli.
więc jest czarna rozpacz i bezsenne noce.
Wczoraj z nim rozmawiałam. Oczywiście twierdzi że nie spotykał się z nią gdy był ze mną.
A ja oczywiście mu nie wierzę.
i może te jego wczorajsze kłamstwa coś zmieniły?
nie wiem, ale przespałam pierwszą całą noc od soboty.  no chyba że płacz mnie po prostu zmęczył...
Ja mu zazdroszczę. Naprawdę mu zazdroszczę wchodzenia z taką łatwością w nowe relacje.
Ja tak nie umiem.
a - oczywiście napisał mi że przecież jej nie kocha. i że nie chce żebym ja go przestała kochać.
no pewnie.
ja wiem, już dawno powinnam była go zostawić, wtedy nie wracać, albo co.
Ale kochałam go. Zresztą nadal tak jest. Staram się, staram się nie myśleć, zapomnieć, przestać kochać.
ale nie wiem jeszcze jak. i dlatego tym razem nie pytam jak mam go przekonać, jak ożywić uczucia ani jak sprawić by do mnie wrócił?
pytam tylko, jak mam zapomnieć?
jak przestać kochać?
i proszę o wsparcie jak będę tu wylewała żale i kopa jeżeli będzie potrzebny.
na razie wiem, że muszę przestać z nim rozmawiać.
i co jeszcze?
jutro odwiedza mnie jego syn.
pewnie to też niedobrze ale kocham to dziecko a ono kocha mnie i tęskni i on i ja.

pees. gdy powiadamiałam pewnych naszych wspólnych znajomych o tym,że się rozstaliśmy to zażartowałam, że może rzucił mnie bo jestem już za stara (przypominam ja mam 28 a on 36 lat zaraz skończy), kolega się wtedy śmiał że co ja pier... przecież młoda siksa jestem...
mylił się.
jego nowa kobieta ma lat ...22
zastanawiam się czy nie dopadł go kryzys wieku średniego... wink

dzięki jeżeli ktoś tę baaaaardzoooo długą opowieść przeczytał.

63

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?

Pamietam twoja historie.
Nie masz dzieci i.ciesz sie mloda jestes.
Gratuluje.
Zazdroszcze wieku i tego ze jestes juz po tej sprawie.
Carlsberg wygralas z tej sytuacji ty.

64

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?

Wygrałam.
Wiem że powinnam się ogólnie cieszyć.
Wiem że mój "związek" był jednostronny, że był zły.
Nie potrafię tylko pojąć dlaczego - mimo iż to wszystko wiem - jest mi tak ciężko sad

65

Odp: Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?

Ciesze sie.
Nie daj sie zlamac i pisz co u ciebie

Posty [ 1 do 65 z 74 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Partner nie chce wyprowadzić się "na swoje" - jak go przekonać?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024