Cześc wszystkim.
Dawno mnie nie było.Wczoraj była rozmowa z moim mężem.juz dawno tak szczerze nie rozmawialiśmy.A nawet kilka przez ostatnich dni.Powiedział że sam nie wie co chce.Najlepiej by bylo, powiedział gdyby się wyprowadził.Nie chce stracić kontaktu z dzieckiem, mieszkania nie chce sprzedawać i nie chce odemnie zadnych pieniędzy za nie.Chodzi o spłatę.Jak się go zapytałam czy chce byc z nami to powiedział że musi to przemyśleć, zastanowić się.Próbował mnie pokochać przez ten ostatni czas, ale nic nie czuje.Obydwoje nie chcemy się poswięcić i tkwić w związku bez miłości dla dziecka.Może żle robimy, może powinniśmy to dla małego zrobić.Kocham go nadal.mimo tego ze mnie zdradził.Łudzę się że jeszcze będziemy razem ale je chyba kocham tylko to złudzenie.
Jak odejdzie będzie mi ciężko.Zarabiam 1400 zł. rachunków mamy na 1800 zł.Pracuję na zmiany. Więc jak zyć.
WczorAJ byla mowa, że może 500zł by mi dawał.Ale co to jest.Wiem, że on też potrzebuje pieniędzy, na wynajęcie mieszkania i na utrzymanie swojej pani i dziecka.Nie powinno mnie to obchodzić, ale nie spodziewałąm się, ze powie, ż enie chce spłaty mieszkania.
Chciałabym wierzyć że jest jeszcze nadzieja, ale serce mi chyba podpowiada że to koniec.
Mam do siebie żal, że tak się stało.nie raz mowiłam mu żeby znalazł sobie kochankę jak tak ze mna mu zle.i w koncu to sie stało.O czym wtedy myślałam nie wiem.Zawaliłam na całej linii.zawiodłam siebie jego i dziecko.Żałuję ze tak potoczyły sie nasze losy.nie tego chciałam.
Co robić.Czy jest sens walczyć o tą miłość.nie wiem czy boję się samotności, boje się że nie dam rady finansowo a nie chciałabym wracać do rodziców( mieszkają 400km od nas)nie mam żadnej rodziny, kilka znajomych,przyjaciółkę która też mieszka sama z dzieckiem.nie mamy kasy.
Co robić.Walczyć czy odejść.