Miyoshi napisał/a:Animus, porównujesz ze sobą zupełnie dwa różne tematy, nie mające ze sobą nic wspólnego. Jestem za adopcją, ale pod warunkiem, że są zdrowi psychicznie. Zresztą dotyczy to też par heteroseksualnych. Homoseksualizm to nie choroba. Skutki? O jakich skutkach mówimy? Rozumiem, że w Polsce delikatnie mówiąc nie zostałoby to zaakceptowane, standardowy model rodziny to matka, ojciec i dziecko, ale dajmy tym ludziom szansę, pozwólmy im na normalne życie bez ciągłego ukrywania się. Jestem przekonana, że większość z nich byłaby wspaniałymi rodzicami. Rodzice powinni zagwarantować dziecku miłość, poczucie bezpieczeństwa i nie ma znaczenia, czy to dwie kobiety czy dwóch mężczyzn. Dlaczego więc skreślamy homoseksualnych? Czy pary hetero są takie idealne? Ile się słyszy o przemocy w domu, patologii, morderstw na dzieciach.
Miyoshi, generalnie zgadzam się z Twoim tokiem rozumowania.
Taka jest natura porównania, że właśnie dotyczy to dwóch różnych tematów, ze wskazaniem jednak analogii. W moim porównaniu właśnie i ową analogię chodzi. Chodzi o Twoje twierdzenie, że coś się należy wszystkim. To idea równości, która przepełnia świat różnymi absurdami. Można je widzieć przymykać oczy. Ja jestem zwolennikiem szerokiego otwierania oczu, motywowanego uważnym przyglądaniem się zjawiskom, bo kiedy zaniedbuje się uważność to potem jest następny etap szerokiego otwierania oczu ze zdziwienia. Trzecim i ostatecznym etapem szerokiego otwierania oczu jest strach. Potem można mieć już tylko oczy szeroko zamknięte, czasami śmiertelnie.
A teraz kwestia choroby. Homoseksualizm nie jest chorobą tylko dlatego, że został wykreślony ze spisu WHO. Jeśli mnie pamięć nie myli, to homoseksualizm nie jest chorobą nie dłużej jak dwadzieścia lat. Spowodowane to było trudnością z określeniem normy, więc zmieniono normę.
Kwestia rodzicielstwa jest dla mnie prostsza, bo samo słowo definiuje pojęcie jednoznacznie: rodzice to osoby, którzy mają 50-procentowy związek chromosomalny ze swoim potomkiem, przy czym ojciec jest tym który spłodził, a matka tą, która urodziła.
Rodzicielstwo to proces naturalny. Naturze jest się ciężko przeciwstawić i cały proces uznawania homoseksualizmu za coś normalnego ma właśnie takie fundamenty, więc zanim ktoś zaprzeczy tej logice, to niechże się dobrze zastanowi, czy aby nie podcina gałęzi na której siedzi.
W tym wypadku nie widzę żadnego problemu z koniecznością adopcji dzieci przez pary homoseksualne, Jeśli chcą zostać rodzicami to niechże sobie płodzą i rodzą. Ponieważ ani lesbijki, ani geje nie mają zachwianych funkcji rozrodczych, więc niechże się umawiają między sobą, kto komu spłodzi i kto komu urodzi, aby mogli realizować instynkty macierzyńskie i tacierzyńskie. Potem mają już prostą drogę do realizacji swojego rodzicielstwa i nie ma żadnych barier prawnych, aby w sądach rodzinnych nie rezygnowali z praw rodzicielskich i świadczeń alimentacyjnych, nie przeprowadzali adopcji, nie dawali najlepszego przykładu cywilizowanego i postępowego podejścia do wzajemnego szacunku ze szczególnym naciskiem na wzorowe rodzicielstwo.
Do tego nie trzeba żadnej rewolucji, pochodów, tęczowych manifestacji. Nie trzeba też żadnych zmian w prawie. Wystarczy trochę logicznie pomyśleć. Parom heteroseksualnym zrobi się wstyd i przestaną się ze zdziwienia zdradzać i rozwodzić.
Same korzyści i jaka ważna rola do spełnienia.
Użyję tu znów porównania. czasami ktoś próbuje otworzyć drzwi nie w tę stronę, w którą się otwierają i dziwi się, że napotyka na trudności, wścieka się, czuje się dyskryminowany, szuka winnych, organizuje protesty, zamiast się nieco zdystansować i zbadać sprawę obiektywnych trudności bardziej wnikliwie.
Czy wyraziłem swoje poglądy wystarczająco jasno?