chaber05 napisał/a:Przede wszystkim wyrazy współczucia dla Smutnego Misia, dopiero teraz doczytałam na wątku Jeżyka. Przykro mi, że muszę pisac o tych nieplanowanych ciążach, ale kobietki nadal nie rozumieją w czym i gdzie tkwi błąd.
Widzę Misiu, ze powoli ogarniacie wspólne życie. To do czego dążycie w pełni popieram, a mąż jakby dojrzewa.
Joga, ja wiem, że jesteś wkurzona. Teściowie dają Ci popalic, ale teraz to Ty wrzucasz do jednego wora.
Skupmy się na Twoim przypadku. Tutaj teściowie nie powinni nosa wtykac, ale to ich syn, a Twój mąż powinien zareagowac i powiedziec: nam tak pasuje, nie wasz zakichany interes jak się umówiliśmy; nie jesteśmy od was zależni, nie z waszej kieszeni pokrywamy wydatki.
Joga, dlaczego mąż tego nie zrobił i pozwala na ekscesy jego rodziców, w waszym domu? Może jest coś o czym nie wiesz, np. o jakiejś niewielkiej sumie, którą oni dali i chcą wdzięczności? A może mąż Tobie co innego mówi, a rodzicom stęka, że mu ciężko?
Mąż od początku próbował porozmawiać z rodzicami ja zresztą delikatnie też ale zawsze kończyło się tak samo, matka siedzi i płacze jakby jej straszna krzywdę zrobił i nic nie mówi. Wracał od rodziców zdenerwowany i zmartwiony bo może mamusi coś dolega skoro tylko płacze i się nie odzywa. W końcu doradziłam mu, żeby pogadał z jej siostrą "ciotką dobra rada" może ona coś wie, pogadał powiedział że się martwi i okazało się, że mamusia jest zdrowa. Te jej krokodyle łzy miały wywołać jego współczucie i poczucie winy "zobacz synku jak ja cierpię przez Ciebie i Twoją wredną żonę". Kasy od niej potajemnie nie dostaje, żalić się tez nie żali. Mam to szczęście, że mamy do siebie zaufanie, podobnie patrzymy na życie i mamy takie same oczekiwania od siebie na wzajem i od innych:) Właściwie się nie kłócimy, bo nie mamy powodów, jesteśmy naprawdę szczęśliwi razem. Może to tak wkurza? drugi syneczek u mamusi pomieszkuje, żywi się, dziecko niańczy mamusia non stop, i ciągle się na żonkę żali. Kiedyś w przypływie szczerości, przyszedł do nas na kawę i żeby pogadać, mówił, że żałuje, że się ożenił z A. że gdyby nie ta ciąża to pewnie by z nią nie był, że nic w domu nie robi, że się dzieckiem nie zajmuje itd, długa to była lista. Nie skomentowałam tej wyliczanki, chociaż miałam ogromną ochotę.
Wracając do nas i teściów, teraz mąż praktycznie do nich nie chodzi, trochę z niechęci ale też z braku czasu, pracuje, dwójka dzieci dom, stara mi się pomagać, rozkręcamy własną firmę, a doba na 24H za mało jak dla nas:) To pewnie też powód do złości, że sami dajemy radę, że nie narzekamy i że się szanujemy. Mam wrażenie Chaber, że denerwują Cię moje wypowiedzi, wiem że masz inny punkt widzenia, sama jesteś teściową ale ja naprawdę nie jestem potworem:)
Wiesz jak fatalnie się czułam kiedy okazało się, że teściowie są jacy są? To był dla mnie trudny okres w życiu, zmiany totalna, pracy, miejsca zamieszkania, ślub. Pół roku po ślubie zaszłam w ciąże, ogromna radość i .... po kilkunastu tygodniach okazało się, że dziecko się nie rozwija, serduszko przestało bić. szpital i decyzja o abrazji, musiałam ją podjąć sama. Położyli mnie na sali z innymi dziewczynami w zaawansowanych ciążach, na kilka dni przed porodem, ich radosne opowieści.........strasznie się czułam, nie rozmawiałam z nimi bo niby co miałam im powiedzieć? Decyzję podejmowałam przez trzy dni, łudziłam się, że może lekarze się pomylili, robili mi USG codziennie i patrzyli z politowaniem........Później był zabieg i powrót do domu. Mąż cały czas był przy mnie też mocno to przeżył i wiesz co? Poinformowaliśmy rodziców jego i moich, że nie zostaną dziadkami, moja mama bardzo nam współczuła - sama przeżyła poronienie, wiedziała co czuję, nie narzucała się. Teściowa pomimo, że mąż powiedział że chcemy zostać sami i poukładać wszystko, najpierw rzuciła tekst w stylu " nie trzeba się przejmować takie rzeczy się zdarzają" a później po południu zjawiła się z drugim synkiem u nas. Mąż przywitał ich w drzwiach i poprosił, żeby uszanowali to że chcemy zostać sami i nie czujemy się na siłach o tym co się stało rozmawiać, wrócili do domu ale teściowa się obraziła. Dość szybko się "pozbierałam" musiałam wrócić do pracy i myśleć o kolejnych próbach, bardzo się baliśmy ale też wiedzieliśmy że bardzo chcemy mieć dzieci. Jakiś miesiąc później, teściowa przyjechała niezapowiedziana, podczas wizyty mojej mamy, zaprosiła ją na spacer i naopowiadała niestworzonych historii, że jej nie szanuję, że ją z domu wyrzuciłam, że oni nam dom wybudowali itd. Wtedy puściły mi nerwy i zaczęła się prawdziwa "jazda" wyliczyłam wszystko co robiła, to jak mnie traktowała i zapytałam "dlaczego?" skąd jej złość do mnie? Poryczałam się i próbowałam "wytłumaczyć" to zachowanie po stracie dziecka, że naprawdę potrzebowałam czasu żeby się pozbierać ja i mąż i co? Usłyszałam, że jej było przykro! Powiedziałam, że może powinna pomyśleć o moich uczuciach o tym co ja i mój mąż czuliśmy i to uszanować. I wiesz co odpowiedziała? cytuję "uczucia ? jakie uczucia przecież Ty nie masz uczuć Ty masz serce z kamienia!" Mój mąż jest wkurzony bo dom wybudowaliśmy na kredyt i za własne oszczędności, co prawda ile ja włożyłam własnych pieniędzy ona nie wie, bo dawałam kasę mężowi ale to pewnie też jest dla niej problem. Ja uważam, że nawet gdybym była "gola i wesoła" i przyszła na gotowe to byłaby tylko i wyłącznie sprawa mojego męża, skoro sobie taką żonę wybrał. Teraz się wszystko "poukładało", mamy dwoje cudnych dzieci, mamy też różne problemy z finansowymi włącznie ale nie narzekam, bo jestem szczęśliwa. Po tej ostatniej "akcji" i tekście o tym, że nie mam uczuć, jeszcze się starałam ale po dwóch latach sobie odpuściłam, dotarło do mnie, że nawet gdybym ich ozłociła i oddała im wszystko nigdy nie spełnię ich oczekiwań, nigdy ich nie zadowolę a kobieta, która nie rozumie zupełnie jaki ból i strach czułam po tej pierwszej ciąży raczej nigdy nie zostanie moją przyjaciółką. Postanowiłam się się z nimi nie spotykać, tak jest lepiej, jestem spokojniejsza nie stresuję się, co prawda kilka wizyt u psychologa też pomogły w "poukładaniu siebie" ale nie zamienię tego świętego spokoju na nic! Mój mąż też nie narzeka, ostatnio chcieliśmy po raz kolejny porozmawiać z nimi, napisać list albo podrzucić książkę o toksycznych teściach ale.... mąż stwierdził, że i tak niczego nie zrozumieją, odpuściłam i strasznie mi z tym dobrze:)
Wiesz ja należę do osób, które nawet jak dostaną w tyłek od życia to rozklejam się na chwilkę a później zbieram się do pionu i zaczynam działać, jestem bardzo energiczna i nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych są tylko takie nad zrobieniem, których trzeba się bardziej namęczyć
Rozpisałam się strasznie....przepraszam:)