Ach ta teściowa... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 7 8 9 10 11 20 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 521 do 585 z 1,243 ]

521 Ostatnio edytowany przez Bubuś (2012-08-27 21:06:31)

Odp: Ach ta teściowa...

Widzicie jakie wy jesteście super, a jakie my jestesmy złe. Macie przynajmniej na kogo ponarzekać, bo przeciez mlode, wredne siksy z księżyca się urwały i myślą, że świat zawojują, a wy doświadczone z pogardą patrzycie na te, co chca pod siebie rzeczywistość zmieniac. smile
Nie wiem co jest gorsze... nasz upór bo życia nie znamy czy wasz upór bo już życie przed wami nie ma żadnych tajemnic.

Jeżeli sie mieszka w jednym domu, na jednym pietrze, "je sie z jednego garnka"  (tak jak to mialo miejsce u mnie przedtem) to chyba ma się prawo zaglądac do szafek, starać się oszczędzać domowy budżet itp.

Nie opisywalam sytuaci obecnej, gdzie jesteśmy całkiem osobno i faktycznie teciowa jest moją sąsiadką i zaglądamy do siebie tylko po to żeby powymieniać uprzejmości smile

Zobacz podobne tematy :

522

Odp: Ach ta teściowa...

A jaka powinna być wymarzona teściowa? Pozbawiona wad, dziwactw, przyzwyczajeń, wszak, każdy człowiek takie posiada.
Moja wymarzona synowa (której nie mam a mieć może, kiedyś będę)najlepiej gdyby była osoba kontaktową w te, kilka dni w roku gdy się spotkamy smile
O teściowej już nie marzę, przeżyłam dwie, ostatnią chowałam w kwietniu.

523

Odp: Ach ta teściowa...

Okazuje się, że nawet w jednym wątku jest wojna, więc co mówić o życiu pod jednym dachem?
Po prostu się nie da, mimo szczerych chęci z obu stron. Zawsze ktoś czuje się pokrzywdzony. Albo synowa, bo jej teściowa patrzy na ręce, albo teściowa, gdy dzieje się coś niezgodnie z jej przyzwyczajeniami. Czy to takie dziwne?
Przypomnijcie sobie sytuację, gdy przyjeżdżają do was goście na parę dni. Początkowo jest fajnie, jakaś odmiana, wszyscy bardzo się starają, pełna kultura. A po paru dniach wręcz marzy się, żeby w końcu wyjechali i by wrócić do codziennego życia i codziennych zwyczajów, które akurat nie nadają się, by je serwować odświętnym gościom.

Bo gary w zlewie stoją trzy dni, albo lodówka niedoczyszczona i zgniła w niej papryka. Bo lubi się połazić do południa w szlafroku, albo wsadzić nos w książkę, bez przejmowania się syfem latającym zygzakiem po domu. Zamiast od świtu robić na przykład grzybki w marynacie, albo ogórki w occie. A już wieczorne wiadomości w tv to dopiero wyzwanie. Bo synowa jest fanką Prezesa, a teść uznaję go za durnia. Ktoś musi się zamknąć i pracować na wrzody. Teść to wogóle element, chodzi do łazienki na górę, gdzie mieszkają syn z synową i sika na deskę. Od lat to robił, ale teraz nie powinien, bo obca w domu. Więc teściowa leci ze ścierką, ale nie zawsze zdąży. Foch gotowy, bo pewnie specjalnie to robi. No i dzieciaka pogonił, bo przeszkadzał w oglądaniu meczu. Jak mógł, chyba serca nie ma. Teściowa powinna teścia spacyfikować. Nie potrafi, głupia baba jest i tyle. I wogóle, co za głupi ludzie są, żyją inaczej niż wszyscy ( to znaczy- inaczej niż moi rodzice). Psa w domu trzymają, a u nas pies w budzie na łańcuchu i tak powinno być. Ja dziecka do psa nie dopuszczam. Dzidzia jest najważniejsza i teście psa powinni sie pozbyć, koniec, kropka. Nie zrobili tego, więc są podli i dzidzi nie kochają.
Synowa znajduje zgniłą paprykę i oburzenie. Co za flejtuch z tej teściowej. Teściowa nie jest dłużna, co mi bedzie smarkula swoje porządki w moim domu wprowadzała. Poskarży się sąsiadce, a "lojalna" sąsiadka powtórzy synowej. Wojna na całego, aż miło.

Po co to sobie robić?
Syn z synową mają prawo żyć po swojemu. I teściowie także. Jedno z drugim zwykle się wyklucza.
Starzy powinni o tym wiedzieć, ale zwykle ulegają presji otoczenia. Bo dzieciom trzeba pomóc! Wziąć do siebie i hołubić, schodzić z drogi i opłacać wszystkie rachunki. Zająć się dzieckiem i mieć anielską cierpliwość. Dostosować się.
A tymczasem okazuje się, że nie dają rady. Też chcą żyć po swojemu, w sposób do jakiego się przyzwyczaili przez lata. Choćby głupie były ich zwyczaje, to mają do nich prawo w swoim domu. A młodzi do swoich, w swoim domu.
Czasami, rzadko, ale się zdarza, że teściowie i synowa/zięć są do siebie podobni. I wtedy się układa. Ale zwykle tak nie jest i wtedy jest piekło.
Ja nie chciałam próbować, szybko zrozumiałam, że jesteśmy inne. Nie chciałam wspólnego mieszkania, choć ONA chciała. Młoda i naiwna. Moja odmowa była przyczyną konfliktu. Postawiłam na swoim i zapłaciłam za to łatką nieczułej matki. Dzisiaj ostrożnie się poznajemy mieszkając oddzielnie. Tak jest lepiej!

524

Odp: Ach ta teściowa...
marena7 napisał/a:

Przypomnijcie sobie sytuację, gdy przyjeżdżają do was goście na parę dni. Początkowo jest fajnie, jakaś odmiana, wszyscy bardzo się starają, pełna kultura. A po paru dniach wręcz marzy się, żeby w końcu wyjechali i by wrócić do codziennego życia i codziennych zwyczajów, które akurat nie nadają się, by je serwować odświętnym gościom.

Bo gary w zlewie stoją trzy dni, albo lodówka niedoczyszczona i zgniła w niej papryka. Bo lubi się połazić do południa w szlafroku, albo wsadzić nos w książkę, bez przejmowania się syfem latającym zygzakiem po domu. Zamiast od świtu robić na przykład grzybki w marynacie, albo ogórki w occie. A już wieczorne wiadomości w tv to dopiero wyzwanie. Bo synowa jest fanką Prezesa, a teść uznaję go za durnia. Ktoś musi się zamknąć i pracować na wrzody. Teść to wogóle element, chodzi do łazienki na górę, gdzie mieszkają syn z synową i sika na deskę. Od lat to robił, ale teraz nie powinien, bo obca w domu. Więc teściowa leci ze ścierką, ale nie zawsze zdąży. Foch gotowy, bo pewnie specjalnie to robi. No i dzieciaka pogonił, bo przeszkadzał w oglądaniu meczu. Jak mógł, chyba serca nie ma. Teściowa powinna teścia spacyfikować. Nie potrafi, głupia baba jest i tyle. I wogóle, co za głupi ludzie są, żyją inaczej niż wszyscy ( to znaczy- inaczej niż moi rodzice). Psa w domu trzymają, a u nas pies w budzie na łańcuchu i tak powinno być. Ja dziecka do psa nie dopuszczam. Dzidzia jest najważniejsza i teście psa powinni sie pozbyć, koniec, kropka. Nie zrobili tego, więc są podli i dzidzi nie kochają.
Synowa znajduje zgniłą paprykę i oburzenie. Co za flejtuch z tej teściowej. Teściowa nie jest dłużna, co mi bedzie smarkula swoje porządki w moim domu wprowadzała. Poskarży się sąsiadce, a "lojalna" sąsiadka powtórzy synowej. Wojna na całego, aż miło.

Huuuuumor satyra.  lol  lol  lol
Marena, zaczynasz pisać kabaretowo.
To dobrze, tak dla rozładowania atmosfery, bo powietrze zaczęło robić się już ciężkie.

A ja sobie czytam...czytam...i taka jestem szczęśliwa, że nie mam takich problemów, bo żadnemu z synów NIGDY nawet przez myśl nie przyszło, żeby zamieszkać ze swoją rodzinką z nami, rodzicami.

Bo, która synowa pogodziłaby się z taką teściową - zołzą (jak sama siebie nazywam), pod jednym dachem?
Jestem taka, jaka jestem i chyba się już nie zmienię, bo i po co?
Dlatego nie ma między nami rozczarowań, typu: bo myślałam, zakładałam...kwękania i narzekania.

Jeżeli są jakieś nieporozumienia, to nie dotyczą spraw związanych ze wspólnym zamieszkiwaniem, są "wyższego rzędu".

525

Odp: Ach ta teściowa...

Po 1,5 roku związku jestem pewna, że moja przyszła teściowa jest moim zupełnym przeciwieństwem i choćby nie wiem co nie ma możliwości, żebyśmy sie dogadały pod jednym dachem. Nigdy.
Od samego początku we wszystko chciała się wtrącać, wszystko wiedzieć i zazdrość ją zabijała kiedy jej syn wolał posłuchać mojej rady. Kiedy robiliśmy coś wspólnie w kuchni ona przyłaziła i patrzyła na ręce. Wiecznie narzeka i marudzi. Probowała mi tłumaczyć co i jak mam robić a jestem osobą samodzielną i wiele rzeczy lubie robić po swojemu. Przedewszystkim kiedy wiem, że coś potrafie zrobić dobrze nie znosze jak ktoś mi się w to wtrąca i próbuje narzucić mi swój sposób. Mam tak od dziecka. Moi rodzice nie wtrącają sie w moje życie i to co robie tak jak ona... coś strasznego.
W sumie napisałam to chyba tylko żeby się wygadać. Facetowi też nie mogę wszystkiego powiedzieć bo to w końcu jego mama;)

526 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2012-08-28 08:58:52)

Odp: Ach ta teściowa...

Pośmiałam się i ja, Marena nie tylko świetnie to ujęła, ma chyba podobny sposób na życie jak my z mężem.

Jeśli do tej pory niektórzy nie rozkminili, że pod cudzym dachem żyje się nie na swoich warunkach, to już nic i nigdy nie dotrze. Mieszkaliśmy u dziadków i wszystko musiało byc po ich myśli, ich sposobami. Tak samo w przypadku Waszych teściów i teściowych. Owszem, chcieli byście z nimi zamieszkali, ale zapomnieli Wam powiedziec o tej oczywistej oczywistości:tak jak oni chcą i uważają, tak jak wg nich najlepiej, tak jak to onegdaj bywało, czyli po naszemu.
Gdyby do Was wprowadziła się teściowa też powstałby konflikt, bo nie wierzę, że jakichś swoich zwyczajów by nie przemyciła.

Specjalnie opisałam życie szwagrostwa. Byłam ciekawa komentarzy. A tu zonk, żadna synowa nie skomentowała. Wygląda na to, że to walka na śmierc i życie, młodzi kontra starzy. Kto kogo wcześniej nerwowo wykończy, bo spojrzec z drugiej strony już nie łaska.

Marena się cieszy, Żyworódka to samo, ja jeszcze w strachu, bo jest się czego bac. Czytając Was wiem, że nasze zwyczaje okazałyby się idiotyczne i tak samo by po nas jechano, jak to czyni Bubuś. Próbkę czasami miewam, goście synów to też młode kobiety. Facetom nic nie przeszkadza w naszym domu, dziewczyny potrafią od progu coś skomentowac, o grzebaniu w szafkach nie wspomnę.

Najgorsze zaczyna się jednak wraz z pojawieniem dzidzi. Widzę, że nie tylko brat męża szlaja się po cudzych garażach, szukając chwili wytchnienia. Marena też już zauważyła to zafiksowanie. Nam powiedziała bratanica, że szczytem głupoty jest posiadanie takich śliskich płytek w domu, ostrych kantów, itp. No tak, bo gdyby ktoś tu zamieszkał z małym dzieckiem, to automatycznie trzeba się dostosowac.
Serio tak wszystkie młode matki myślą? Też wychowałam dzieci, ale żeby aż tak idiociec?

527

Odp: Ach ta teściowa...

Skomentuję to wszystko jednym zdaniem.

Żyj i daj żyć innym.

528

Odp: Ach ta teściowa...

Wielokropku, ależ to samo napisała bodajże Bubuś.
Wygląda na to, że wszystko zależy od interpretacji. Co z tego, ze napiszemy mądre słowa, zacytujemy powiedzenia, życiowe prawdy. To nic nie daje, jak widac. Ciągle tu wypisuję: nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe. Na darmo.

529

Odp: Ach ta teściowa...
chaber05 napisał/a:

Specjalnie opisałam życie szwagrostwa. Byłam ciekawa komentarzy. A tu zonk, żadna synowa nie skomentowała. Wygląda na to, że to walka na śmierc i życie, młodzi kontra starzy. Kto kogo wcześniej nerwowo wykończy, bo spojrzec z drugiej strony już nie łaska.

No ale co tu komentowac? Że młodzi zatruwają życie rodzinie, bo wszyscy muszą skakac koło dziecka?
Dziwi mnie takie coś, dziecko to nie jajko.

530 Ostatnio edytowany przez nika29 (2012-08-28 11:35:32)

Odp: Ach ta teściowa...

Jestem przewrażliwioną synową, za tydzień urodzę dziecko.
Miejsce psa jest na dworzu- przy budzie, kota na piecu, ptaszków na drzewie,skorpiona na pustyni.....a człowieka w domu. Jestem nieprzekonywalna, czy mam dziecko czy nie. Co do sikania na deskę, mój ojciec smarcze codziennie do umywalki. Czemu nie w papier? I nie jest to pan Zbysiu, z browarem zza sklepu. Jest to elegancki starszy pan, pracujący w urzędzie miejskim. Cifem myłam to setki razy, znudziło mi się. Dodatkowo z pieca wraca, to ręce wyciera w ręcznik. Ręcznik dziwnie pachnie.  Nie wiem czy się tak poci, czy co. Nie dochodzę. Nie dotykam ręcznika w łazience.
Skąd moje zniechęcenie do psów w domu? Zaraz mnie zjedziecie?
To ludzie i ich polityka, nie zwierzęta mnie zniechęciły.
cd...

531 Ostatnio edytowany przez nika29 (2012-08-28 11:37:08)

Odp: Ach ta teściowa...

sytuacja pierwsza:
-urodziny kuzyna, pies siedzi pod stołem i smrodzi, a goście jedzą tort, ja już nie dokończyłam
druga:
-odszykowana na wieczór idę do koleżanki, wpada na mnie pies, drze mi rajstopy, delikatnie go odsuwam nogą, jej chłopak się burzy że zaraz mi za psa odda, wychodzę, za rajstopy 12 zł mi nie zwrócili
trzecia:
-spanie w łózku psimi jajami na poduszce
czwarta:
- wymiotowanie na dywan w czasie uroczystego obiadu:D

gdyby pies miał swoje miejsce w domu, jakiś kąt to być może nie miałabym dzisiaj takiego zdania jak mam, miłośników nie chciałam urazic:)

532

Odp: Ach ta teściowa...
chaber05 napisał/a:

Wielokropku, ależ to samo napisała bodajże Bubuś.
Wygląda na to, że wszystko zależy od interpretacji. Co z tego, ze napiszemy mądre słowa, zacytujemy powiedzenia, życiowe prawdy. To nic nie daje, jak widac. Ciągle tu wypisuję: nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe. Na darmo.

Nie zauważyłam. smile

Samo pisanie nigdy nic nie da, dla mnie to oczywiste. Za przeczytaniem tych czy innych życiowych prawd, by miało to jakikolwiek skutek, musi iść działanie. To też jest dla mnie oczywiste. Oczywistym też jest dla mnie życie według własnych zasad i nie zmuszanie innych do życia według moich.

A życie pod jednym dachem wymaga, znowu moim zdaniem, opracowania wspólnych zasad.
Inaczej jest to nieodpłatne (lub odpłatne) wynajmowanie kawałka mieszkania sublokatorom, nazywanych tak niezależnie od powiązań rodzinnych. Sublokator ma obowiązek dostosowania się do zasad stworzonych przez wynajmującego. Podobnie rzecz ma się z gośćmi, którzy przekraczając próg czyjegoś domu, respektują prawa w nim obowiązujące.

533 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2012-08-28 12:24:00)

Odp: Ach ta teściowa...

Nikt Cię Nika nie zje. Twój dom - twoje warunki, cudzy dom - nie Twoja sprawa.
Jesteśmy u kogoś z wizytą i choć nas jęzor świerzbi nie krytykujemy, nie komentujemy - tak się gospodarzom zachciało, tak mają.

Mam sypialnię pomalowaną w oczojebny kolor - cisza, nie słyszałam komentarzy. Szwagierka miała kaprys i zrobili sobie fontannę, niech będzie kiczowata - nie mój biznes. Brat męża lubi samochody z silnikiem diesla, a my nie - jakoś nas do swojego nie przekonuje, też cisza.

Jeśli nie odpowiada nam to, że gospodarze bardziej od nas poważają psa, który poniewiera gości - odmawiamy pojawienia się u takiej osoby. Każdy normalnie myślący człowiek zwróci za szkody poczynione przez jego pupila. Tempa dzida z niego - omijamy łukiem.
Krytykują nas, obmawiają - nie oddajemy, nie próbujemy się za wszelką cenę odgryźć, zaczynamy traktować z chłodem i na dystans. Załapią, znaczy kumaci, nie załapią, mała strata. Nic się też nie zacznie dziać natychmiast. Na rezultaty trzeba poczekać, jak nie miesiące to lata. Trzeba ludzi do siebie przekonać, że od nas nie doświadczą porcji buractwa. Oni sami się w tym lubują, krzyż na drogę. Nie usiłujmy nikogo nawracać, ani prostować mu charakteru, nie ma ochoty się reformować, niech wylewa żale jaki on biedny, samotny, nikt go nie kocha. Nie dał do tego powodów, ma to, na co sobie zapracował.
Proste? Myślę, że tak.
A Wy byście chciały, żeby wszystko odbyło się expresem, żeby wszyscy was polubili (trzeba dać powód do tego), natychmiast pokochali i z otwartymi ramionami przyjęli, bo z oczu Waszych bije szlachetność i dobroć.
Na innym forum kobiety napisały: co zrobiłaś by zostać polubiona, jakie kroki poczyniłaś by do siebie nie zrazić, wpierw wymagaj od siebie, później od innych.

Właśnie doczytałam Wielokropka. Myślę, że produkuję się na darmo, trudno. O respektowaniu zasad w cudzym domu już się tyle opisano i nic. Dla większości liczą się ich własne. A jak prawda uwiera, zaczynają kota ogonem odwracać. I tak wyleją swoje żale i tak, będą ważne ich pretensje, ich punkt widzenia.
Sukces i porozumienie osiągną nieliczni.

534 Ostatnio edytowany przez nika29 (2012-08-28 13:07:29)

Odp: Ach ta teściowa...

moja mama pojechala w tym roku na tydzien w gory, ojciec zostal sam i tylko jadl i zmywal, no i pytal co jest na obiad mnie, spoko, skarpetki zostawiał pod łózkiem i posprzątał dopiero jak mial wyjechac po mame gdy wracala:)
"tego spokoju nie zwroci nam nikt"-powiedzial-"co rok na niego czekam"(mama co rok jezdzi)
a ja mimo wiekszej ilosci obowiazkow wolalam tak niz mniej roboty ale na dwa sposoby
wracajac do psa-skoro tesciowa prosi, abysmy nocowali, a ja nie poloze sie na kołdrze w która posikuje jej jamnik, to jak ma wymagać żebym zostala?
lubie porządek, ale nie do przesady! tez mam czasem okruchy na stole, kocie klaki na bluzce(napad milosci do mojego kiciusia)i dwa kubki w zlewie.
fajnie ze piszesz o fontannie i jebut żarówiastej ścianie:)
wysłałam wyraźny komunikat do mojej kuzynki na 5 linijek facebookiem-nie chce wiecej zadnych opinii, ameryka nazywa sie ameryka, a mój syn bedzie xxxx i koniec.
po 3 tyg od tamtego wyslania temat jednak wraca(mimo kłótni między nimi a mną) i podsuwają to takie imie, to takie. dodam, ze imie brzydkie nie jest, ale moze nieco specyficzne. zaden Baltazar ani Jeremiasz:(
powiedzialam tekst ostateczny: niech się ciocia nie martwi, imię podoba się ale niestety tylko wsród inteligencji i powolalam sie na opinię mojego ginekologa
to ci od psa przy stole(tort i obiad)
wystarczy? czy mam w koncu powiedziec xxxxx xxxxxx xxxxx

535

Odp: Ach ta teściowa...

Nika, masz niekumatą rodzinę. Na taką rady nie ma. Też mam kilka takich egzemplarzy, tylko omijanie z daleka dało efekt. Kontakt jak najrzadszy, z czasem zanikający. O demontażu domofonu już pisałam (z natrętem i to przemądrzałym trzeba sobie jakoś poradzić).
Fejs odpada, inne portale społecznościowe - chroń mnie Panie Boże, kocham prywatność. Nigdy bym nikomu nie wysyłała wiadomości o imieniu dziecka, co ludziom do tego, to Twój błąd.

Teściowej odnośnie brudnej pościeli powinien uwagę zwrócić syn.  A sama gospodyni powinna chyba wiedzieć, że nikomu nie oferuje się takiej kołdry. To nie jest aż taki wydatek -  pościel i łóżko turystyczne z Jyska.

Wasi rodzice i teściowie mają swoje specyficzne zwyczaje. Próba naprawy przeważnie jest niemożliwa. Niestety to ich domy, ich prawo do dziwactw. Tylko własne lokum gwarantuje, że będzie tam wasze eldorado. Choć ja się pomyliłam, no ale taki przypadek jak posiadanie takiego teścia, bywa jednostkowy. Dlatego będziecie się wkurzać i męczyć. Tony żali nie pomogą, nic nie pomoże, może tylko chwilowo ulżyć, a całą resztę wkurzyć. Dlaczego? Bo tyrali na swoje eldorado, a nie kwękali.

536

Odp: Ach ta teściowa...
chaber05 napisał/a:

Nika, masz niekumatą rodzinę. Na taką rady nie ma. Też mam kilka takich egzemplarzy, tylko omijanie z daleka dało efekt. Kontakt jak najrzadszy, z czasem zanikający. O demontażu domofonu już pisałam (z natrętem i to przemądrzałym trzeba sobie jakoś poradzić).
Fejs odpada, inne portale społecznościowe - chroń mnie Panie Boże, kocham prywatność. Nigdy bym nikomu nie wysyłała wiadomości o imieniu dziecka, co ludziom do tego, to Twój błąd.

Teściowej odnośnie brudnej pościeli powinien uwagę zwrócić syn.  A sama gospodyni powinna chyba wiedzieć, że nikomu nie oferuje się takiej kołdry. To nie jest aż taki wydatek -  pościel i łóżko turystyczne z Jyska.

Wasi rodzice i teściowie mają swoje specyficzne zwyczaje. Próba naprawy przeważnie jest niemożliwa. Niestety to ich domy, ich prawo do dziwactw. Tylko własne lokum gwarantuje, że będzie tam wasze eldorado. Choć ja się pomyliłam, no ale taki przypadek jak posiadanie takiego teścia, bywa jednostkowy. Dlatego będziecie się wkurzać i męczyć. Tony żali nie pomogą, nic nie pomoże, może tylko chwilowo ulżyć, a całą resztę wkurzyć. Dlaczego? Bo tyrali na swoje eldorado, a nie kwękali.

chętnie bym poszła na kredyt, ale pracy nie ma na ten rok, a ja kończę 30stkę; za rok pracy by nie było i dziecka by nie było. nie mamy działki ani więcej niż tysiąc złotych-mówie o becikowym:)

537

Odp: Ach ta teściowa...

Pewnie, że najlepszym wyjściem jest mieszkać na swoim, ale co jeśli nie jest to możliwe.
Pewnie, najlepiej było mysleć o miejscu zamieszkania i ustabilizowaniu się przed ślubem, ale jakie znaleźć wyjście, kiedy jest już po fakcie, kiedy ma się już ślub i mieszka się kątem u kogoś - teściów czy rodziców.
Szczerze, to ja przed zamieszkaniem z teściową, nie czytałam forów i nie miałam świadomości z czym to się wiąże. Pewnie byłam niedojrzała i naiwna, a być może głupia, że myslałam, że jak dorośli ludzie nie dogadają się. Teraz wiem, ale co z tego, jak mleko już się rozlało.
Moim zdaniem trzeba zauważyć, w kimś drugiego człowieka, z jego przywyczajeniami i wadami. Zrozumieć, że tak samo jak my nie chcemy, aby nam coś narzucano, tak samo i druga osoba chcę robić wszystko po swojemu. Ważne, to aby obie strony, zrozumiały, gdzie są granice prywatności i gdzie nie należy ingerować i wtrącać się. Nie jest to łatwe, kiedy mieszka się pod wspólnym dachem, ale należy jasno stawiać granice, co jesteśmy w stanie tolerować i iść na kompromis a co jest dla nas ważne.
I należy pamiętać, co jest najwążniejsze, najważniejsze są relacje z partnerem. Jeśli w tym całym zamieszaniu zwiazanym ze wspólnym mieszkaniem, najbardziej zajmuje nas to co robi, mówi teść czy teściowa to pora pakować walizki i uciekać. Bo można zatracić się w tej nienawiści wzajemnej do siebie i uprzykrzanie sobie życia stanie się głównym celem, a zabraknie miejsca na relacje małżeńskie z partnerem.

538 Ostatnio edytowany przez nika29 (2012-08-28 17:10:08)

Odp: Ach ta teściowa...

Smutny Misiu i zawsze trzymać stronę partnera, jakkolwiek racji by nie miał.
To wiem właśnie z forum internetowego, z historii dotyczących mieszkania wspólnego.

539

Odp: Ach ta teściowa...

Bubuś podobaja mi się twoje wypowiedzi, ja wiem o czym piszesz i co masz do przekazania, szkoda ze nie wszyscy to rozumieja...

Smutny misiu podpisuje sie pod twoim tekstem, ja tez bylam taka naiwna

540

Odp: Ach ta teściowa...

Witam. smile

nika29 napisał/a:

chętnie bym poszła na kredyt, ale pracy nie ma na ten rok, a ja kończę 30stkę; za rok pracy by nie było i dziecka by nie było. nie mamy działki ani więcej niż tysiąc złotych-mówie o becikowym:)

A do tej pory nie pracowałaś?

smutny_miśnika29 napisał/a:

Szczerze, to ja przed zamieszkaniem z teściową, nie czytałam forów i nie miałam świadomości z czym to się wiąże.

Szczerze...moi synowie też nie czytali takich tematów na forum. To się wie, samo z siebie.
Wspólna kuchnia, łazienka, dwie gospodynie...taka to melodia...

541

Odp: Ach ta teściowa...

pracowalam ten rok na zastepstwo, dokladnie 10 miesiecy

542

Odp: Ach ta teściowa...

Nika, może uściślę pytanie: ile przepracowałaś lat pracy?
W wieku 30-stu lat, raczej ma się już jakieś zaplecze finansowe.
A Ty wymieniasz kwotę becikowego.

Teście Ci nie odpowiadają, rodzice też...na wynajem nie masz/macie pieniędzy.
Czy narzeczony pracuje i utrzyma Waszą trójkę?
Macie/mieliście swój udział w wydatkach: światło, woda, opał, remonty...?

Wiesz, tak pytam, bo nic nie piszesz na jakich zasadach mieszkacie u Twoich rodziców, ani też jak było, gdy mieszkałaś u narzeczonego.

543

Odp: Ach ta teściowa...

7 lat edukacja(absolutorium, Anglia), 27 lat poszłam do pracy-kasjer, szkoła, gazeta i rok bezrobocia
nie mam żadnego zaplecza, narzeczony zarabia niecałe 1500 złotych i ma z tego nas utrzymać, opłat mamy około 200złotych, bo mieszkamy u moich rodziców w domu-swoja kuchnia

544

Odp: Ach ta teściowa...

To stąd ta frustracja.

W przypadku nie posiadania żadnych własnych zasobów, nie pozostaje nic innego jak przyzwyczaić się do spluwania do zlewu i innych trudnych nawyków mamy i taty. Bo bez nich nie dacie sobie rady.

545

Odp: Ach ta teściowa...
nika29 napisał/a:

7 lat edukacja(absolutorium, Anglia), 27 lat poszłam do pracy-kasjer, szkoła, gazeta i rok bezrobocia
nie mam żadnego zaplecza, narzeczony zarabia niecałe 1500 złotych i ma z tego nas utrzymać, opłat mamy około 200złotych, bo mieszkamy u moich rodziców w domu-swoja kuchnia

Ot i kolejna sfrustrowana synowa/przyszła synowa.
A prawda stara jak świat, że kto ma pieniądze, ten ma WŁADZĘ.
Siedzicie w kieszeni u Twoich rodziców? TAK!  Jeśli w najbliższym czasie nie wygracie w Totka, to się u nich "zasiedzicie", albo będziecie wędrować od jednych rodziców do drugich.

W latach nauki, też mogłaś imać się pracy i odkładać jakiś grosz.
Powiedziałabym, że porwałaś się "z motyką na słońce", ale nie, bo w końcu dwa domy są...tylko, że...

546 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2012-08-30 07:19:47)

Odp: Ach ta teściowa...

Myślę, że wszystkie synowe wiedzą jakie popełniły błędy. Nie chcą jednak przyjąć tego, że są omylne i nie tak mądre jak się im wydawało. Takaoo wie co z meżem źle zrobili, pomimo tego marzy jej się miękkie lądowanie.

Kobiety! Albo dotrze to do Was, albo jesteście tak samo betonowe jak te Wasze teściowe.

Jeśli ktoś nigdy nie pukał do pokoju dziecka, to też będzie tak robił wchodząc do Waszego małżeńskiego. Plotkował i krytykował całe swoje życie, czuł się zobligowany do pouczania, bo jest wg siebie mądrzejszy - będzie to czynił nadal. Uważa, że może zawsze i wszędzie pojawiać się z wizytą - choćbyśmy tłumaczyli i prosili, on sądzi, że dawniej tak było, dobrze było, po co zmieniać (choć nie wszędzie, bo jak widać u moich dziadków się zapraszało, a i tak teściowie żelbetonem stoją).

Miliony, tysiące, danych czynności, utrwala się. I nie ma możliwości oduczenia tego. Owszem po zwróceniu uwagi i krótkiej obrazie, wracają do tego co robili przedtem. Nikt im nie mówił, że źle postępują, nie zwracał uwagi, może akceptował, albo miał gdzieś. Teraz Wy zbieracie żniwo, a że domy ich, to niestety:wolność Tomku w swoim domku.
Rozjaśniłam?

Teraz czas na Was synowe. To co w Was się utrwali, będzie procentować w przyszłości. Dlatego tak się Was czepiam, już macie złe nawyki, dążycie do bycia takimi samymi.

Nieznajomość prawa nie zwalnia z jego przestrzegania. Analogicznie Wy - to, ze na forach nie pisali, w rodzinie i wśród znajomych się nie mówiło, nie oznacza, że Wy nie powinniście nic na ten temat wiedzieć. Własne obserwacje i wyciąganie wniosków powinno wystarczyć.
Też forów za moich czasów nie było, ale byłam bystrym obserwatorem.

Wy macie spaprane życie, nie przekazujcie pałeczki dalej. Ja swoim wtłaczam do głowy swoją wiedzę, bo widzę, że ignorantami są okrutnymi, a zwłaszcza w tych sprawach.

Żyworódka i Marena już napisały co myślą, a ja dodam: cudów nie ma, na co Wy liczycie? Chyba faktycznie na te miliony w lotto. Też gram, ale nawet trojki nie trafiłam. Całe moje życie to praca, praca i oszczędzanie. Chwilami jestem już tak zmęczona, że marzę o nic nie robieniu, o posiadaniu gosposi (nie stać nas, bo nauka dzieci jednak kosztuje). Jak myślicie, co by było gdyby nasze życie wywróciła do góry nogami ekspansywna rodzinka. My z mężem tak kochamy spokój. Od czasu do czasu znajomi, rozrywka, chłopcy coś tam zmalują, ale generalnie wracamy do naszej ciszy. Czy znienawidziłabym tych, którzy nam zabrali spokój? Na pewno.

547

Odp: Ach ta teściowa...

Chaber 05 ja wiem o czym piszesz, rozumiem to i dla mnie jest to logiczne. Nie możesz jednak pisać, że wszystkie synowe udaja madrzejsze, chcą stawiać tylko na swoim, innej opcji nie ma,, zreszta jak mozna tak robic skoro to tak naprawde to nie nasz dom?. nie jestem osoba dominującą, wcale nie uważam że wszystko wiem najlepiej. Dlaczego wszystkie wrzucasz do jednego wora, jak słusznie zauwazyła BUBUŚ? Kiedy już stało sie że mieszkamy razem pod jednym dachem to  czy takie trudne jednak jest przez chwile zastanowienie się-że osoba która tu przyszła ma inne myslenie (czepiam się akurat tego pukania do drzwi). Na litośc boska, przeciez jeszcze wtedy byłam całkiem obca osobą. Czy kobiecie 58lat cieżko sie nad tym zastanowić?. Rozumiem to że robiła tak ze swoimi dziecmi, ale ja poraz którys z rzędu sugerowałam jej (delikatnie jak mogłam) że krępuje mnie to.

jak juz zamieszkalismy razem czy w kuchni czy na podwórku robiłam tak jak ona, lub onibo to ich, ale dziecko urodziłam ja, i to ja powinnam decydować, a tak nie było

548 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2012-08-30 09:04:19)

Odp: Ach ta teściowa...

Matko droga, Takaoo. Już pisałam o utrwalaniu złych nawyków. Tak - ona nie myśli, że to źle. Ona jest święcie przekonana, że robi słusznie. Jest nieomylna, nikt jej nigdy nie strofował, nie mówił, że jest wścibska itd. Rozumiesz? Teraz za późno, żelbeton umysłowy. Pozostaje zaciskać zęby i dystansować się.

Takaoo zapytaj męża czy kiedykolwiek matce zwracali uwagę? Czy w ogóle on dostrzegał jakie rodzice mają wady? Dostrzegał braki w edukacji z zakresu bon tonu?

Przepraszam, ale jeszcze dopiszę. Takaoo, a Tobie nikt nie mówił, że robisz źle, nie słyszałaś o antykoncepcji? Twój mąż też taki ignorant w tym temacie? Nie chłonęłaś wiedzy, nie analizowałaś? Nie zwróciłaś uwagi jak ludzie żyją, z czym się muszą zmagać? Co wyście robili, gdzie obracali, może Wam wszystko zwisało? Ty się dziwisz teściom, a ja Tobie.
Za błędy trzeba płacić!

Jeśli to co powyżej napisałam nadal nie trafia, to przykro mi, ale z Wami też już jest źle.

549

Odp: Ach ta teściowa...

Chaber, masz 100% racji!

Smutny Miś pisze jak powinno być. Ze trzeba zobaczyć człowieka w bliźnim, że trzeba sie dogadać, ustalić granice, nie wtrącać się i nie ingerować. To wszystko piękne, ale nawyki są silniejsze. Im starszy człowiek, tym bardziej. Mój teść, zanim zmarł pomieszkiwał u nas z teściową. Przychodził do kuchni, w której gotowałam obiad, wyjmował z ust swoją protezę i mył ją pod kuchennym kranem. Obrzydliwość. Albo smarkał w chusteczki z materiału i rozwieszał je na poręczach foteli, by wyschły. Druga obrzydliwość. Nic nie pomagało, ani prośby, ani spojrzenia, ani wielkie paczki higienicznych chusteczek ustawiane w strategicznych miejscach. Tak się przyzwyczaił i koniec. Poza tym był miłym i dowcipnym człowiekiem.
I my z mężem tez mamy swoje nawyki i przyzwyczajenia. Ot, mąż notorycznie nie podnosi deski w łazience, a gdy bierze prysznic, cała łazienka jest pozalewana. I co mu mam zrobić? Przywykłam i tyle. Ja też nieświęta. Lubię swoją ciszę i spokój. Nie jestem też nadmiernie towarzyska. Mój mąż to wie, wie moja matka i moja teściowa, że wieczorem chcę mieć spokój, żeby poczytać, czy coś obejrzeć. I ciężko znoszę gadające głowy obok mnie w salonie. Dom jest na tyle duży, że każdy znajdzie w nim swój kąt.
Ale jak miałabym to powiedzieć dziecku?

Żeby zamieszkać bezkolizyjnie z młodą ekspansywną rodziną musiałabym - nauczyć męża podnoszenia deski i wycierania podłogi po sobie, musiałabym zrezygnować z wieczornych posiedzeń w salonie (bo młodzi też muszą gdzieś siedzieć), naszego psa uwiązać przy budzie, wokól stawu w ogrodzie postawić ogrodzenie (bo dziecko), wykopać złotokap i parę innych trujących roślin (bo dziecko), wyrzucić wszystkie szklane stoły z kuchni, salonu i tarasu (bo dziecko), zmusić siebie i męża do rezygnacji z głośnego słuchania muzyki po nocach, bo wprawdzie matka i teściowa po wyjęciu aparatów słuchowych są głuche jak pień, ale dziecko....,no i zmusić teściową by przestała palić (bo dziecko), albo wychodziła przed dom. Tak, ma 85 lat i pali papierosy.
No i jeszcze nie robić przeciągów, bo zawieje, nie dyskutować o polityce, bo się rani uczucia synowej i dziesiątki innych małych przyzwyczajeń, z których składa się nasze życie.
Zapomniałam o pamiętaniu by nasze lakarstwa kłaść wysoko, kreta do rur też i nie zostawiać samopas noży, nożyczek, szklanek po herbacie, śrubokrętów itd. itp.

Dziękuję, nie skorzystam. Wprawdzie zawsze pukam do drzwi i zapowiadam swoje wizyty, ale mam wiele innych wad, do których najbliżsi przywykli, ale mogą być nie do zaakceptowania dla innych. I mąż też.

My zdajemy sobie z nich sprawę. Dziwię się lekkomyślności innych rodziców, którzy zapraszają swoje dorosłe dzieci, by mieszkały z nimi. A potem płacz i zgrzytanie zębów. Kłótnie, awantury i fochy.

Chaber nie ma jeszcze synowej, więc pisze ogólnie. Ja mam i odnoszę się do tego jaka jest, jaki ma charakter i przyzwyczajnenia i czy jesteśmy kompatybilne. Nie jesteśmy, dlatego nie zgodziłam się na wspólne mieszkanie.

Nie wszystkie synowe są roszczeniowe, to oczywiste. Tak jak nie wszystkie teściowe sa podłe. Jasne, są z tej czy tamtej strony prawdziwe wiedźmy, ale większość jest normalna. Warunek - mieszkać oddzielnie!

550

Odp: Ach ta teściowa...

Ja też zapłaciłam za to, ze pokochałam człowieka, który ma takiego ojca. Nic go nie zmieni, nic. Marzyliśmy o nowszym samochodzie, bo ruina się psuła. Nic z tego. Trzeba było ogrodzenie budowac. Co to znaczy, że on nie może widywac synów kiedy zechce. On, taka persona, zapraszana na wszystkie uroczystości, a synowe go nie wpuszczą. Obraza majestatu. Złośliwe psucie domofonów i dzwonków w odwecie. Synowie wiedzieli, że jest despotą, ale że się do tego będzie posuwał?
Minęły dziesięciolecia i nadal jest katastrofalnie. Teraz są telefony, ze ojcem się nie zajmujemy, bo się nudzi. Prostata mu dokucza, wzrok padł, głuchy jak pień, samochód rozbił. Teściowa zła jak osa, teraz ona ma armagedon.
Takie jest życie, nie tylko Wy macie pod górkę.

Wiem, że mleko się rozlało. Rodziców nie zmienicie. Pozostaje coś ze sobą zrobic. Myśmy na gwałt budowali ogrodzenie, bo zamknięte drzwi nie były przeszkodą. Można w nie walic. Instalujcie zamki w drzwiach, nie wiem.

551

Odp: Ach ta teściowa...

Umiesz liczyć? Licz na siebie!

Rodzice mogą, ale nie muszą pomagać. Jest to tylko ich dobra wola. Jeśli brakuje nam zaradności życiowej, to na każdym kroku trzeba być wdzięcznym za  pomoc i dach nad głową. Prawda jest taka: jesteśmy dorosłe i zakładamy rodziny. Jednak proces zakładania rodziny nie sprowadza się tylko do zorganizowania wesela, a reszta jakoś sie ułoży. Ten proces rozpoczyna się na wiele wcześniej przed ślubem. To tworzenie miejsca, do którego będziemy wracać, to wyznaczanie granic - zarówno z mężem jak i rodziną. Mieszkasz u kogoś? Mieszkasz na jego warunkach. Proste. Chcesz być panią domu? Stwórz ten dom. Proste. Zaraz będzie: nas na to nie stać! No pewnie, że nie stać jak nie mając zaplecza finansowego, perspektyw na przyszłość, od razu po ślubie robimy dziecko i na całą rodzinę pracuje tylko jedna osoba, która zarabia najniższą krajową. Czy właśnie tego oczekiwałyście? Tak widziałyście siebie w przyszłości? Kątem u rodziców/teściów z szarganym nerwami i pozbawione prawa głosu?
Jestem w stanie zrozumieć 'przezimowanie' u rodziny na czas budowy/remontu. Ale wegetowanie u rodziny nie mieści mi się w głowie.

Pisze do Was 23latka z wykształceniem, pracą, mężem, mieszkaniem. Nic nie przyszło łatwo. Ba! Przypuszczam, że niewiele moich rówieśniczek wie co to praca po 14 godzin na dobę i spłata kredytu. Ale też nie wiedzą co to spokój, chodzenie nago po własnym mieszkaniu, igraszki z mężem kiedy chcę i gdzie chcę. Od kwietnia nie mieliśmy wolnego weekendu. Wakacji też nie było. Ale jest radość z własnych 4 kątów, do których wracamy. Duma z własnoręcznie wyremontowanego mieszkania. Czy rodzice pomagali? Oczywiście! Ale nie na zasadzie: jesteśmy Waszymi dziećmi, więc proszę nam tu pomóc. Sami nigdy nie zwróciliśmy się o pomoc. Wszystko co pomogli nam zrobić zrobili z własnej nieprzymuszonej woli. Wdzięczni im jesteśmy niesamowicie! Ani na rodziców, ani an teściów złego słowa powiedzieć nie mogę. Chociaż jak teściowa była u nas tydzień to już zaczynały wychodzić drobne nieporozumienia. Ale świetnie to wyczułyśmy  i wiedziałyśmy: czyj dom ta kobieta rządzi. Jak ja jestem u niej proponuje pomoc przy obiedzie, sprzątaniu czy innych drobnych pracach. Nie krytykuję, nie wtrącam się do kuchni. Ona robi dokładnie to samo u mnie. Tak jest dobrze.

Kochamy naszych Rodziców bardzo, bardzo mocno. Wiemy też, że co za dużo, to niezdrowo. Wspólne obiady, krótkie wyjazdy jak najbardziej tak. Mieszkanie wspólne - NIE!

Rodzice/teściowie też ludzie! Oni też chcą żyć i cieszyć się tym życiem! Wypadałoby to uszanować.

552

Odp: Ach ta teściowa...

polsza,
chapeau bas!

553

Odp: Ach ta teściowa...

Polsza, oraz inne myślące rozsądnie i przyszłościowo, z mojej strony także ukłon. Wiem o czym piszesz. Ta praca po kilkanaście godzin. Dopiero teraz, po iluś tam latach mam czas na klikanie.
Tak jak Marena czy Żyworódka pragnę spokoju i uszanowania naszych zwyczajów oraz pamiętania, że z nieba nam nie spadło.
Pierwsze kroki by wspomóc młodych poczyniliśmy, działki są. Teraz ich ruch. Oby mądry i przemyślany.

554 Ostatnio edytowany przez nika29 (2012-08-30 11:34:50)

Odp: Ach ta teściowa...

Zgodzę się z jednym: racja jeżeli chodzi o znoszenie przyzwyczajeń rodziców. Potem zaś ktoś  w sposób CHAMSKI nakazuje i pyta o to, dlaczego Taka się nie zabezpieczała. Choćby nadawca pytania był najmądrzejszym i najroztropniejszym człowiekiem na świecie to powinien ograniczyć się do komunikatu: takie jest życie. Moja babcia tak mówi i uważam ją za osobę pokorną.

Ktoś robi targowisko z tego forum i przekrzykuje się w "doredach"(czy. rady). Ktoś czyli Chaber. Pewnie mi się dostanie, ale proszę o zaniechanie "krytyki". Dziś mam termin, a w powiatowym szpitalu w sobotę na dyżur zostawiają jednego weterynarza. Żyworódka pytała o zaplecze finansowe. I ktoś jeszcze. O pracę w miejscu, w którym byłam ostatni rok starałam się cztery lata. Przewlekłe problemy zdrowotne skazały mnie na bezrobocie, bo nie mogłam pracować w zimę na dworze.

cd.

555

Odp: Ach ta teściowa...

Nika jedyne co to mogę Ci współczuć, że zamiast cieszyć się spokojem i cudem narodzin wraz ze swoim mężem i drugim dzieckiem będziesz miała wtrącającą się teściową. Życzę Ci szczęśliwego rozwiązania.

556

Odp: Ach ta teściowa...

Nika, uwierz nawet nasze pokolenie oraz mojej matki czy babki umiało się zabezpieczac. Jeśli uważasz, że z naszej strony to chamstwo - przepraszam. Obydwoje dzieci planowane. Pigułki antykoncepcyjne pojawiły się w Polsce już w 1966 roku. Jak były początkowo niedoskonałe i jakie skutki uboczne powodowały znam z autopsji. Spirale czy wkładki domaciczne stosowano, w aptekach trudno było upolowac Patentex Oval, ale jakoś się udawało.Moja koleżanka z roku była pokazywana w telewizji. Wszystkie troje dzieci urodzone równo w trzy lata po sobie. Podkreślam równo.

Nie jestem dinozaurem, a to że nie macie wiedzy o tym,co było dostępne wcześniej, nie upoważnia Was do wydawania takich osądów.

557 Ostatnio edytowany przez nika29 (2012-08-30 11:57:42)

Odp: Ach ta teściowa...

Jak większość młodych ludzi po 2000 roku poszłam na studia dzienne. Potem nadeszła fala bezrobocia. Od trzeciego roku studiów utrzymywałam się sama(ulotki, kasjer, inkasent, hostessa). W wir pracy tak wpadłam, że zawaliłam 2 egz(warunkowe powtarzanie roku), będące podstawą zaliczenia studiów. Potem byłam rok w Anglii, zrobiłam prawko, kupiłam starego rumpla i wyremontowałam po części górę. Po obronie zaczęłam szukać pracy w moim mieście. Owszem myślałam o wyprowadzce, ale wkrótce poznałam Michała. On tu pracuje. Więc temat ucichł. W moim zawodzie było zastępstwo w jednej placówce. Udało mi się. Przez ciążę pracowałam, za pieniążki kupiliśmy "swoje" meble. Lodówki, dywany, kuchenki itd. Remont podłóg. Moje 7 tysięcy, Michała drugie tyle. Znowu jesteśmy na gołym starcie. Nici z wymiany samochodu, który może mniej by palił gazu. Rodzice wcisnęli nam tysiąc złotych na kuchenkę. Mój narzeczony w honorowy sposób nie chciał nic. W obronie Sokratesa wypowiedziałam się ja. Powiedziałam mu, że rodzice moim koleżankom robią prezenty. Kupili wózek czy wyprawkę dla wnuka. Michał nie chce nic, bo "sam wszystko".
Marena cieszę się, że masz piękny ogród i staw. Że wszystko zadbane. U mnie na podwórku ja z dziewięciomiesięcznym brzuchem ganiam za dziećmi, aby nie stała się im krzywda. Gwoździe, deski, szkła. Jeden bałagan. Mój ojciec nic nie pozwala ruszać. To nie kwestia stawu przeszkadza. Tylko to, że można byłoby posprzątać i usiąść na czystej działce. Grilla nie zrobiliśmy od maja, bo wstyd ludzi zaprosić. Wala się około: 10kan od mleka, stare maszyny zardzewiałe, druty, wielkie rury na złom, star pralka i płytki z betonu, kaloryfery i ...telewizory 3 poprzednie, rożen nawet zelmera z lat 70tych-taka jakby mikrofala z PRL:) Ze trzy drabiny i....setki rzeczy o które pokaleczyć się mogą moi bratankowie w czasie odwiedzin. Tylko ja sprzątałam deski z gwoździami rok temu i łatałam bramę. Moi rodzice jeżdzą samochodem za 70tysięcy. Nie chcą wyremontować dziurawej bramy i domu, który się z zewnątrz sypie. Ostatnio ojciec opierdzielał anonimowego niszczyciela obrusu(nikt się nie przyzna-czyli ja, mama, bratankowie na wakacjach po 6 i 8 lat też). A matka rzuciła szklanką aż potłukła, że tata swoim charakterem zaprzepaścił majątek na wsi. Chodzi o zmarnowany materiał budowlany, który leżał kilka lat i ... zgnił. Ktoś powie nie podoba się, to idź na swoje. Gdyby była możliwość, to już bym siedziała na walizkach. DLA BEZPIECZEŃSTWA ZMIENIŁAM IMIĘ NARZECZONEGO, BOJĘ SIĘ ŻE KTOŚ SKOJARZY FAKTY:>

558

Odp: Ach ta teściowa...
polsza napisał/a:

Nika jedyne co to mogę Ci współczuć, że zamiast cieszyć się spokojem i cudem narodzin wraz ze swoim mężem i drugim dzieckiem będziesz miała wtrącającą się teściową. Życzę Ci szczęśliwego rozwiązania.

JA MIESZKAM U RODZICÓW Z NARZECZONYM, INNA UŻYTKOWNICZKA FORUM TAKAOO MA DWOJE DZIECI I TEŚCIOWĄ. JA MAM RODZICÓW I PIERWSZE DZIECKO W DRODZE.

559

Odp: Ach ta teściowa...

A, przepraszam najmocniej!

560 Ostatnio edytowany przez nika29 (2012-08-30 12:37:59)

Odp: Ach ta teściowa...

http://www.youtube.com/watch?v=_y54CrVsTrs

Nie wiem czy mogę na forum polecić film czeskiej produkcji: Pod jednym dachem. Chyba Zelenki.

561

Odp: Ach ta teściowa...

witaj nika urodzilas juz,jestem bardzo ciekawa.´

562 Ostatnio edytowany przez nika29 (2012-08-30 12:50:37)

Odp: Ach ta teściowa...

aga jak urodze, to nie pojawię się na forum pewnie z tydzien.
byś jakieś słowo obrony dała w stronę teściowej, mieszkasz z nią, co?
moja też chyba zła nie jest, ale za to zupełnie inny człowiek. w jednym garnku byłoby pewnie kiepsko:)

563

Odp: Ach ta teściowa...

Witam.  smile
Nika, daj sobie trochę na wstrzymanie. Tak dla dobra dziecka lepiej już nie zaglądaj do tego wątku - dopiero po porodzie. Bardzo się emocjonujesz, co jest zrozumiałe w Twoim stanie, ale i nie wskazane. Naprawdę, to z serca płynąca rada.

Trzymam kciuku za Ciebie. Życzę szczęśliwego porodu.  smile  smile  smile

P.s. filmik fajny, nie widziałam go wcześniej.

564

Odp: Ach ta teściowa...

chaber05 no nie zgodzę się z Tobą, że synowe to te złe bez wyobraźni i niesamodzielne finansowo smile Ja jestem synową samodzielną! Dom wybudowaliśmy z mężem razem, kredyt spłacamy samodzielnie, trochę oszczędności też było. Utrzymujemy się też z własnej kasy, różnie jest raz lepiej raz gorzej ale dajemy radę. Kolejność była taka: dom, w trakcie budowy ślub, po wprowadzeniu się dzieci, zaplanowane i wyczekiwane. Nie oczekuję niańczenia, i robienia za mnie czegokolwiek. Zawsze podsyłałam teściom coś dobrego typu, sałatka czy ciasto, zapraszałam na obiady i kawkę. Dbałam o teścia jak leżał w szpitalu, kupowałam jakieś specyfiki pomagające w rekonwalescencji, kiedy teściowa wyjechała na wczasy, dbałam by miał obiady. Nie jestem ideałem ale się starałam, jakieś drobiazgi typu sweter na zimę, rękawiczki itd - tak po prostu bez zobowiązań. I co?
usłyszałam, że źle że "siedzę" w domu i dzieci wychowuję bo ja powinnam pracować a dzieci dziadkowie wychowywać, że jestem gówniarą, że powinniśmy ich z mężem słuchać....dużo tego było, awanturował się u nas w domu, gadał, że się "rządzę" - chociaż byłam u siebie. Teściowa jeszcze koszmarniejsza bo to co robiła, robiła "w białych rękawiczkach" niby milutka niby......
Nie utrzymujemy kontaktów i ja mam święty spokój. Oczywiście to ja jestem ta zła. druga synowa dziecko z "przypadku" szybki ślub ale wystawny! bo co tam brzuch! ma być na bogato. Nic nie robi, gotować nie potrafi, domem się nie zajmuje, dzieckiem w ogóle - tutaj pole do popisu ma teściowa. Kasę wydaje na prawo i lewo - szwagier się żalił, że allegro to jej "praca" codzienna niemalże. Ale ona jest idealna! cudowna! jej nikt uwagi nie zwróci bo młoda, dziecko jeszcze, jeszcze się "nauczy" - a kobieta ma 26 lat i jakoś nie wydaje mi się, żeby kiedykolwiek miała polubić jakiekolwiek zajęcie. Żyją na garnuszku raz u jednych raz u drugich rodziców i wiesz co? ich się szanuje! Czasem się zastanawiam gdzie popełniłam błąd....

565 Ostatnio edytowany przez nika29 (2012-08-30 13:38:08)

Odp: Ach ta teściowa...

za bardzo się przywiązałam do tego forum, poza tym co tu robić w domu, wszystko przygotowane, a dzidzia tymczasem ma czkawkę, a skurczy ani widu ani słychu, ale dzięki żyworódka za dobre rady:>
samodzielność to wasz grzech joga, wiesz jaką prośbę usłyszałam gdy kupiłam nowe meble z moim narzeczonym? "czy mogę poukładac ci ubranka"- a w podtekście ja to zrobię lepiej. od mojej mamy.
odcielas pepowine i probowalas sie zajac zdrowiem starszych ludzi, a to byl blad.
26 latka gdyby chciala postawic na swoim ,tez bylaby zla.
gdy dojdzie do buntu 3 latka i matka w końcu zdobędzie się na swoje zdanie, to nad wnuczkiem będą się trzęśli teściowie i dupowaty mąż.
a tam...

566

Odp: Ach ta teściowa...

Proszę Was czytajcie uważnie. Nigdzie nie napisałam, że każda synowa jest roszczeniowa czy niesamodzielna. Takim jak Joga tylko współczuć, bo teściowie i rodzice bywają okropni. Ale to już inna sytuacja. Dobra, robota czeka.

567

Odp: Ach ta teściowa...

Drogie Kobitki - dobrze radzicie i mówicie. Rady użytkowniczek - teściowych lub przyszłych teściowych wiele mnie nauczyły i na wiele rzeczy otworzyły oczy. I dzięki Wam za to. Zwracam się do Was ogólnie, bo nie chcę żadnej z Was pominąć.
Ja miałam taki problem, że mój mąż wychowany był  przeświadczeniu, że musi wspierać i pomagać matce, że musi się nią opiekować, że do dom będzie wielopokoleniowy itd. To już dojrzały facet, a matka widzi w nim nadal małego chłopca, któremu należy pomgać i wspierać.
Co z tego, że ja wiedziałam, że takie relacje nie przetrwają, jeśli tylko ja jedna widziałam w tym wszystkim problem. To była walka z wiatrakami. Ale po trzech latach mój mąż dopiero zrozumiał, że pora się usamodzielnić. Że należy myśleć o sobie i budować swoją własną rodzinę.

568

Odp: Ach ta teściowa...

misiu u mnie było podobnie, teść alkoholik, wszyscy wyprowadzili się z domu, teściowa zachorowala na raka, myśleli że michal zostanie. bala sie tego i widze, ze ma zal. "zabralam go".
teraz szwagierka wrocila po studiach, zobaczmy czy dlugo zostanie u rodziców.

569

Odp: Ach ta teściowa...

A teraz napiszę jak radzę sobie ze wspólnym mieszkaniem.
Na początku trudno mi było i wszystko było nie tak. Teraz wiem, że nie warto tracić czas na szczegóły i przejmować się tak wszystkim. Można tracić czas na ciągłe ustawianie wszystkiego po swojemu, denerwować się na to, że pokruszone albo niepozmywane. Tylko po co, skoro teściowa ma inne nawyki.
Ugotowała obiad, podziękuję i zjem. W zamian pozmywam po obiedzie. Jeśli mam ochotę na coś innego, to poprostu idę na zakupy gotuje coś innego. A to co ona ugotowała zjemy jutro.
Niech z ogrodem robi co chce, jej plac, jej wizja. Skoszę trawnik albo coś innego zrobię.
Sprzątam tylko swoją część i wspólną. Z jej łazienki nie korzystam, ale mąż czasami tak, więc od czasu do czasu sprzątam i tam. Sama oczekuje intymności, więc do jej pokojów nie wchodzę, nie sprzatam, a co mnie obchodzi jak tam ma.
Kuchnię mamy wspólną, kiedyś ciągle dnerwowałam się, ze nikt nie szanuje mojej pracy. Teraz wiem, że nie utrzymam porządku za wszystkich. Zawsze posprzątam po sobie, mąż też, czasami po wszystkich, ale raz na jakiś czas. Bo każdy niech sprząta po sobie.
Wieczorami czasami pooglądamy wszyscy wspólnie telewizję albo każdy robi to na co ma ochotę. Nikt nikomu nie wchodzi w paradę. Dyplomatycznie usuwa się się do siebie.
Grunt to wyluzować i nie przejmowac się tak wszystkim.
Tak jak pisałyście, u siebie będę mogła robić to co chcę. Teraz wskazane są zasady dyplomacji i nie wchodzenia nikomu z butami w życie i w jego sprawy.

570

Odp: Ach ta teściowa...
smutny_miś napisał/a:

Drogie Kobitki - dobrze radzicie i mówicie. Rady użytkowniczek - teściowych lub przyszłych teściowych wiele mnie nauczyły i na wiele rzeczy otworzyły oczy. I dzięki Wam za to. Zwracam się do Was ogólnie, bo nie chcę żadnej z Was pominąć.
Ja miałam taki problem, że mój mąż wychowany był  przeświadczeniu, że musi wspierać i pomagać matce, że musi się nią opiekować, że do dom będzie wielopokoleniowy itd. To już dojrzały facet, a matka widzi w nim nadal małego chłopca, któremu należy pomgać i wspierać.
Co z tego, że ja wiedziałam, że takie relacje nie przetrwają, jeśli tylko ja jedna widziałam w tym wszystkim problem. To była walka z wiatrakami. Ale po trzech latach mój mąż dopiero zrozumiał, że pora się usamodzielnić. Że należy myśleć o sobie i budować swoją własną rodzinę.

U nas było podobnie. Mąż ma brata ale podział był taki - mój mąż do roboty a braciszek do opiekowania się nim bo on taki bieeedny. Facet 35 lat a obiad wyglądał tak: mamusia podaje synciowi, który leży rozwalony w fotelu z nogami na pufie i ogląda TV a później czeka w drzwiach aż synek zje i talerzyk do kuchni sama odnosi....mnie szlag jasny trafiał ale się nie odzywałam bo przecież nie moja rola wychowywać kogokolwiek. Jak mój mąż zamieszkał ze mną jeszcze przed naszym ślubem oczywiście nadal wszystkie roboty typu "montaż kontaktu" doładowanie telefonu itd. nadal robił mamusi, pomimo że w domu dwóch facetów się obijało, synek i tatuś. W końcu to ja "otworzyłam" oczy mojemu mężowi - pewnie dlatego jestem "ta zła" - pokazałam mu, że skoro mamusia nie została w domu sama to o przysługi prosić powinna obecnych w domu mężczyzn, którym ręce do tyłka nie przyrosły a nie mojego męża, który po pracy zasuwał do mamusi 50km bo dzwoniła z każdą pierdołą. Nauczyłam go, że może odmówić zrobienia czegoś jeśli akurat jest to dla niego problem i brat albo ojciec mogą go w tym spokojnie zastąpić. Zresztą teściowa to chyba przypadek dla psychologa, z mężem łączy ja jedynie fakt, że mają wspólne dzieci i razem mieszkają, relację żona-partner stworzyła z moim mężem synek młodszy był do opiekowania się nim a mąż ... no cóż skoro jest to jest ale dogadać się z nim nie mogła, pomocy i wsparcia nie miała więc o wszystkim decydowała sama i żyli bardziej jak sąsiedzi a nie małżeństwo. Jak "zabrałam" jej syna tego, który był całym wsparciem i pomocą to rozpieprzyłam jej poukładany świat i na dodatek jeszcze, postanowiłam być samodzielna i nie wykonywać jej poleceń. To tak w dużym skrócie, bo gdybym się rozgadała to bym zanudziła wszystkich:) Temat stary jak świat a jakoś nadal aktualny a najlepsze jest to, że jak jeszcze nie byłam synową a ona teściową to mi opowiadała o swojej teściowej jaka wredna była a teraz zachowuje się dokładnie tak samo:) obym ja taką nie była....Teraz jestem w trakcie czytania książki "Toksyczni teściowie" Susan Forward,Donna Frazier i jest tam na początku coś w rodzaju, nie zacytuję dokładnie, że toksyczni teściowie wyrastają z toksycznych rodziców - i to jest szczera prawda sad

571 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2012-08-31 08:39:15)

Odp: Ach ta teściowa...

Przede wszystkim wyrazy współczucia dla Smutnego Misia, dopiero teraz doczytałam na wątku Jeżyka. Przykro mi, że muszę pisac o tych nieplanowanych ciążach, ale kobietki nadal nie rozumieją w czym i gdzie tkwi błąd.
Widzę Misiu, ze powoli ogarniacie wspólne życie. To do czego dążycie w pełni popieram, a mąż jakby dojrzewa.

Joga, ja wiem, że jesteś wkurzona. Teściowie dają Ci popalic, ale teraz to Ty wrzucasz do jednego wora.
Skupmy się na Twoim przypadku. Tutaj teściowie nie powinni nosa wtykac, ale to ich syn, a Twój mąż powinien zareagowac i powiedziec: nam tak pasuje, nie wasz zakichany interes jak się umówiliśmy; nie jesteśmy od was zależni, nie z waszej kieszeni pokrywamy wydatki.
Joga, dlaczego mąż tego nie zrobił i pozwala na ekscesy jego rodziców, w waszym domu? Może jest coś o czym nie wiesz, np. o jakiejś niewielkiej sumie, którą oni dali i chcą wdzięczności? A może mąż Tobie co innego mówi, a rodzicom stęka, że mu ciężko?

Nie wiem, co to za fenomen, ale strasznie ludziska włażą sobie we finanse,teściowie synowym, synowe teściom, bratowe, szwagrowie, cała familia. Joga też to robisz, złościsz się, że Tobie zaglądają, a sama masz wiadomości z pierwszej ręki. Czas to zakończyc, Ty olewasz rodzinę męża, a on sam ma zastopowac swoich.

Byłam przez jakiś czas bezrobotna. Wystarczyło, że mąż powiedział: musimy zacisnąc pasa, bo to i tamto. Miałam nalot teściowej, robiła mi przegląd obuwia i garderoby. Kobieta, która nigdy nie pracowała, rzuciła się na synową, chwilowo bezrobotną. Nie jestem w stanie logicznie tego wyjaśnic, skąd się to bierze. W ogóle to jest jakiś kosmos, ale pamiętam jak na jednej z wywiadówek szkolnych padło podsumowanie: mama postępami w nauce syna średnio zainteresowana, ale niech tylko się ożeni, będzie wszystko chciała wiedziec i drogę do jego mieszkania znajdzie szybciej, niż tą do szkoły. Oczywiście to nie wychowawca tak stwierdził, to nasze rodziców wnioski, ot taka luźna dyskusja na temat niepojawiania się na wywiadówkach. Coś w tym jest, niby dorośli i powinni byc rozgarnięci, a myślenie przyczynowo-skutkowe upośledzone.

572 Ostatnio edytowany przez Joga (2012-08-31 09:35:48)

Odp: Ach ta teściowa...
chaber05 napisał/a:

Przede wszystkim wyrazy współczucia dla Smutnego Misia, dopiero teraz doczytałam na wątku Jeżyka. Przykro mi, że muszę pisac o tych nieplanowanych ciążach, ale kobietki nadal nie rozumieją w czym i gdzie tkwi błąd.
Widzę Misiu, ze powoli ogarniacie wspólne życie. To do czego dążycie w pełni popieram, a mąż jakby dojrzewa.

Joga, ja wiem, że jesteś wkurzona. Teściowie dają Ci popalic, ale teraz to Ty wrzucasz do jednego wora.
Skupmy się na Twoim przypadku. Tutaj teściowie nie powinni nosa wtykac, ale to ich syn, a Twój mąż powinien zareagowac i powiedziec: nam tak pasuje, nie wasz zakichany interes jak się umówiliśmy; nie jesteśmy od was zależni, nie z waszej kieszeni pokrywamy wydatki.
Joga, dlaczego mąż tego nie zrobił i pozwala na ekscesy jego rodziców, w waszym domu? Może jest coś o czym nie wiesz, np. o jakiejś niewielkiej sumie, którą oni dali i chcą wdzięczności? A może mąż Tobie co innego mówi, a rodzicom stęka, że mu ciężko?

Mąż od początku próbował porozmawiać z rodzicami ja zresztą delikatnie też ale zawsze kończyło się tak samo, matka siedzi i płacze jakby jej straszna krzywdę zrobił i nic nie mówi. Wracał od rodziców zdenerwowany i zmartwiony bo może mamusi coś dolega skoro tylko płacze i się nie odzywa. W końcu doradziłam mu, żeby pogadał z jej siostrą "ciotką dobra rada" może ona coś wie, pogadał powiedział że się martwi i okazało się, że mamusia jest zdrowa. Te jej krokodyle łzy miały wywołać jego współczucie i poczucie winy "zobacz synku jak ja cierpię przez Ciebie i Twoją wredną żonę". Kasy od niej potajemnie nie dostaje,  żalić się tez nie żali. Mam to szczęście, że mamy do siebie zaufanie, podobnie patrzymy na życie i mamy takie same oczekiwania od siebie na wzajem i od innych:) Właściwie się nie kłócimy, bo nie mamy powodów, jesteśmy naprawdę szczęśliwi razem. Może to tak wkurza? drugi syneczek u mamusi pomieszkuje, żywi się, dziecko niańczy mamusia non stop, i ciągle się na żonkę żali. Kiedyś w przypływie szczerości, przyszedł do nas na kawę i żeby pogadać, mówił, że żałuje, że się ożenił z A. że gdyby nie ta ciąża to pewnie by z nią nie był, że nic w domu nie robi, że się dzieckiem nie zajmuje itd, długa to była lista. Nie skomentowałam tej wyliczanki, chociaż miałam ogromną ochotę.
Wracając do nas i teściów, teraz mąż praktycznie do nich nie chodzi, trochę z niechęci ale też z braku czasu, pracuje, dwójka dzieci dom, stara mi się pomagać, rozkręcamy własną firmę, a doba na 24H za mało jak dla nas:) To pewnie też powód do złości, że sami dajemy radę, że nie narzekamy i że się szanujemy. Mam wrażenie Chaber, że denerwują Cię moje wypowiedzi, wiem że masz inny punkt widzenia, sama jesteś teściową ale ja naprawdę nie jestem potworem:)
Wiesz jak fatalnie się czułam kiedy okazało się, że teściowie są jacy są? To był dla mnie trudny okres w życiu, zmiany totalna, pracy, miejsca zamieszkania, ślub. Pół roku po ślubie zaszłam w ciąże, ogromna radość i .... po kilkunastu tygodniach okazało się, że dziecko się nie rozwija, serduszko przestało bić. szpital i decyzja o abrazji, musiałam ją podjąć sama. Położyli mnie na sali z innymi dziewczynami w zaawansowanych ciążach, na kilka dni przed porodem, ich radosne opowieści.........strasznie się czułam, nie rozmawiałam z nimi bo niby co miałam im powiedzieć? Decyzję podejmowałam przez trzy dni, łudziłam się, że może lekarze się pomylili, robili mi USG codziennie i patrzyli z politowaniem........Później był zabieg i powrót do domu. Mąż cały czas był przy mnie też mocno to przeżył i wiesz co? Poinformowaliśmy rodziców jego i moich, że nie zostaną dziadkami, moja mama bardzo nam współczuła - sama przeżyła poronienie, wiedziała co czuję, nie narzucała się. Teściowa pomimo, że mąż powiedział że chcemy zostać sami i poukładać wszystko, najpierw rzuciła tekst w stylu " nie trzeba  się przejmować takie rzeczy się zdarzają" a później po południu zjawiła się z drugim synkiem u nas. Mąż przywitał ich w drzwiach i poprosił, żeby uszanowali to że chcemy zostać sami i nie czujemy się na siłach o tym co się stało rozmawiać, wrócili do domu ale teściowa się obraziła. Dość szybko się "pozbierałam" musiałam wrócić do pracy i myśleć o kolejnych próbach, bardzo się baliśmy ale też wiedzieliśmy że bardzo chcemy mieć dzieci. Jakiś miesiąc później, teściowa przyjechała niezapowiedziana, podczas wizyty mojej mamy, zaprosiła ją na spacer i naopowiadała niestworzonych historii, że jej nie szanuję, że ją z domu wyrzuciłam, że oni nam dom wybudowali itd. Wtedy puściły mi nerwy i zaczęła się prawdziwa "jazda" wyliczyłam wszystko co robiła, to jak mnie traktowała i zapytałam "dlaczego?" skąd jej złość do mnie? Poryczałam się i próbowałam "wytłumaczyć" to zachowanie po stracie dziecka, że naprawdę potrzebowałam czasu żeby się pozbierać ja i mąż i co? Usłyszałam, że jej było przykro! Powiedziałam, że może powinna pomyśleć o moich uczuciach o tym co ja i mój mąż czuliśmy i to uszanować. I wiesz co odpowiedziała? cytuję "uczucia ? jakie uczucia przecież Ty nie masz uczuć Ty masz serce z kamienia!" Mój mąż jest wkurzony bo dom wybudowaliśmy na kredyt i za własne oszczędności, co prawda ile ja włożyłam własnych pieniędzy ona nie wie, bo dawałam kasę mężowi ale to pewnie też jest dla niej problem. Ja uważam, że nawet gdybym była "gola i wesoła" i przyszła na gotowe to byłaby tylko i wyłącznie sprawa mojego męża, skoro sobie taką żonę wybrał. Teraz się wszystko "poukładało", mamy dwoje cudnych dzieci, mamy też różne problemy  z finansowymi włącznie ale nie narzekam, bo jestem szczęśliwa. Po tej ostatniej "akcji" i tekście o tym, że nie mam uczuć, jeszcze się starałam ale po dwóch latach sobie odpuściłam, dotarło do mnie, że nawet gdybym ich ozłociła i oddała im wszystko nigdy nie spełnię ich oczekiwań, nigdy ich nie zadowolę a kobieta, która nie rozumie zupełnie jaki ból i strach czułam po tej pierwszej ciąży raczej nigdy nie zostanie moją przyjaciółką. Postanowiłam się się z nimi nie spotykać, tak jest lepiej, jestem spokojniejsza nie stresuję się, co prawda kilka wizyt u psychologa też pomogły w "poukładaniu siebie" ale nie zamienię tego świętego spokoju na nic! Mój mąż też nie narzeka, ostatnio chcieliśmy po raz kolejny porozmawiać z nimi, napisać list albo podrzucić książkę o toksycznych teściach ale.... mąż stwierdził, że i tak niczego nie zrozumieją, odpuściłam i strasznie mi  z tym dobrze:)
Wiesz ja należę do osób, które nawet jak dostaną w tyłek od życia to rozklejam się na chwilkę a później zbieram się do pionu i zaczynam działać, jestem bardzo energiczna i nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych są tylko takie nad zrobieniem, których trzeba się bardziej namęczyć tongue
Rozpisałam się strasznie....przepraszam:)

573

Odp: Ach ta teściowa...

Joga.
Świetnie sobie poradziłaś z toksycznymi teściami. Jesteś niezależna i samostanowiąca o sobie. Odmówiłaś wykonywania poleceń i przeciągnęłaś na swoją stronę męża. Z tego co wiem, to zerwaliście stosunki z rodzicami męża i dzieci też nie widują swoich dziadków. Pamietam Twoje posty z innego wątku. Z teściami nie masz żadnych relacji. Masz za to trudną relację ze swoja matką.

A mnie sie wydaje, że chociaż odrzuciłaś swoich teściów, to jednak ciągle tkwią oni w Twojej głowie. Chciałas ich aprobaty, a tu guzik z pętelką. Oni wolą swoją drugą, rozlazłą synową, a Twoja niezależność w ich oczach to Twoja wada. To Cię boli? Tak bardzo zależało Ci na aprobacie? W tej książce, którą czytasz, szukasz uzasadnienia dla swojej decyzji o zerwaniu stosunków?

Ja bym się chciała dowiedzieć co czujesz w związku z tym, że się starałaś, a nie dostałaś.
Co czujesz, gdy myślisz, ze Twoje liczne zalety nie zostały docenione? Że przegrałaś w castingu na lubianą synową?

Mniej mnie interesują opowieści synowych o tym co zrobiła, jak spojrzała, co powiedziała teściowa. Nikt nie jest doskonały i każdy czasem krzywo spojrzy, głupio powie, albo zrobi coś idiotycznego. Odpuszcza to się własnym rodzicom, rodzeństwu, przyjaciołom i obcym ludziom. Tylko nie teściowej!
Jakie wobec tego są oczekiwania w stosunku do tesciowych? Czego młode kobiety od nich chcą? Co one mają im dać? W sensie emocjonalnym. Dlaczego w relacji z teściową jest tyle emocji, a w relacji z teściem nie?
Teść to najwyżej gbur i cham, a teściową posądza się o niecne zamiary, chęć odebrania synka prawowitej małżonce, wieczną rywalizację, knucie, podstępy i wogóle o najgorsze intencje.
Takie grube zarzuty muszą wynikać z wielkich oczekiwań i wielkich rozczarowań, nie inaczej. Co to są za oczekiwania?  Nie chodzi o to, że ma się nie wtrącać. Jaka ma być dla was, dla synowej, żeby zasłużyć na pobłażliwość, jeśli już nie na zrozumienie?

Ze swoją synową obchodzę się jak z jajkiem, ważę każde słowo. Ciężko jest, choć lepiej niż było.

Nigdy nie miałam trudności w nawiązywaniu kontaktów z ludźmi, moja praca  polegała też na rozmawianiu z nimi. Ale takiego wyzwania jak synowa, nie miałam nigdy.

Od dwóch tygodni już formalnie mam zięcia. Na weselu oczywiście odśpiewano piosenkę o starym rowerze i żmijach co to pozdychały po pogryzieniu teściowej. Stałyśmy z matką mojego zięcia, a teściową mojej córki i moją wieloletnią dobrą koleżanką, trzymając się pod ręce. I myślałyśmy sobie, no tak, niby żarty, ale dlaczego teściom się tego nie śpiewa, tylko teściowym?

574

Odp: Ach ta teściowa...

CHABER, dziękuję za miłe słowo.
JOGA, w Twoim poście widzę dużo optymizmu. Widzę również wiele podobieństwa do mojej sytuacji i wierzę, że i dla mnie jest jakaś nadzieja. Również przeżyłam stratę dziecka, w podobnej jak Ty sytuacji. Ale wierzę, że z kolejnym się udała, tak jak Tobie.
Fantastycznie, że w trudnych chwilach miałaś oparcie i zrozumienie męża. Miło się czyta, że jesteście tacy zgodni i wspieracie się. To, że miałaś w nim oparcie pozwoliło Ci znaleźć siłę i uwolnić się z wpływów tokstycznych teściów.
A swoją drogą to zamiast cieszyć się, że sobie radzicie, to oni są obrażenie, że nie potrzebujecie ich pomocy. Chyba ich niechęć bierze się z tego, że chcieliby a nie moga was kontrolować.
Wiem, że przykre jest to, że starasz się a nikt tego nie docenia. Ale sprawiedliwości nigdy nie było i nie będzie. Najważniejsze to czuć się dobrze samemu ze sobą i święty spokój jest dużo ważniejszy, niż akceptacja osób, które nie są nam przychylne.

575

Odp: Ach ta teściowa...

Joga, mąż starał  się delikatnie wyjaśnic. Teściowie niedelikatnie walą z grubej rury, to może zamieńcie się metodami? Odnośnie relacji z teściami, to moim zdaniem chodzi o akceptację i docenienie. Jedna strona umniejsz, druga wyolbrzymia swoje zasługi. Jedna drugiej wytyka wsadzanie nosa, a sama tak robi. Chcielibyście normalnych stosunków, ale nie możecie się porozumiec, bo każdy inaczej je widzi. To może należy stworzyc kodeks postępowania, ujac w jakieś ramy? Takie ogólne wytyczne, nad którymi pochylą się wszyscy zainteresowani? Byłoby super. Szkopuł w tym, że zawsze znajdą się tacy, którzy stwierdza: zasady są po to, by je łamac.

Marena, teściowym się to śpiewa, synowym powinno coś innego, równie zgryźliwego. To my kobiety jesteśmy ponoc czepialskie i drobiazgowe. To my rozdzielamy włos na czworo, emocjonujemy się pierdołami. Dlaczego? Taka nasza pokręcona natura. Konflikt jest tym większy, im baby więcej czasu mają, lub przebywają czasowo w domu, wychowawczy przykładowo. A jeśli jeszcze trafią się dwie pod jednym dachem, to sama widzisz jakie cyrki wychodzą. Mężczyźni trochę zlewają temat, im to lotto, albo tak jak mój mąż, kryją się za babską spódnicą i coś tam szemrzą, ale twarzą w twarz z oponentem w postaci rodziny nie staną. To my kobiety nadajemy ton w układaniu wzajemnych relacji, to nam bardziej zależy. Sama pomyśl, te imieninki, urodzinki, święta, inne okazje. Kto to wymyśla i podtrzymuje, kto się nakręca - przyjdą czy oleją.

Następna sprawa, panowie  na forach nie przesiadują, rzadko się wypowiadają, ale takie same zarzuty kierują  w stronę rodziców. Kawały o teściowej krążyły, są opowiadane przez zięciów. Może ktoś znajdzie taki, gdzie to synowa coś tam, coś tam...
Teśc na uboczu, ale czy zawsze?

576

Odp: Ach ta teściowa...
chaber05 napisał/a:

To może należy stworzyc kodeks postępowania, ujac w jakieś ramy? Takie ogólne wytyczne, nad którymi pochylą się wszyscy zainteresowani? Byłoby super. Szkopuł w tym, że zawsze znajdą się tacy, którzy stwierdza: zasady są po to, by je łamac.

takie zasady już są, to suma: ogólnoprzyjętych zasady współżycia społecznego, kultury, dobrego wychowania i dobrych chęci

577

Odp: Ach ta teściowa...
smutny_miś napisał/a:

CHABER, dziękuję za miłe słowo.
JOGA, w Twoim poście widzę dużo optymizmu. Widzę również wiele podobieństwa do mojej sytuacji i wierzę, że i dla mnie jest jakaś nadzieja. Również przeżyłam stratę dziecka, w podobnej jak Ty sytuacji. Ale wierzę, że z kolejnym się udała, tak jak Tobie.

Będę trzymała kciuki:) miałam 34 lata i strasznie się bałam, że zdarzy się po raz kolejny, że w ogóle nie zajdę w ciążę. Dzwoniłam nawet do ośrodka adopcyjnego, żeby się dowiedzieć jakie warunki trzeba spełnić do adopcji dziecka, wiem jakie "pocieszenia" bolą, wiem co denerwuje i znam strach. Mieliśmy dużo szczęścia, udało mi się dość szybko zajść w ciążę.
Napisałam, to żebyś uwierzyła że wszystko jest możliwe:) to co dobre musi kiedyś do nas zawitać, dlatego warto się starać zmieniać swoje życie i spełniać marzenia:) nie czytam dokładnie forum, nie bardzo mam na to czas, jeśli chcesz mogę się odezwać na priva:)

Chaber a co do tego czego oczekuję od teściowej: tylko tego, żeby pozwoliła nam żyć po swojemu, nie obdarowywała ciągłym potokiem dobrych rad, nie interesowała się czy mój mąż wykorzystuje urlop na wyjazd do lekarza z dzieckiem czy na leżenie do góry brzuchem, bo powinnam jechać z nimi a on powinien oszczędzać urlop (mieliśmy jedno auto i w domu byłam uziemiona więc w sytuacjach awaryjnych brał wolne). W pewnym momencie poczułam się tak jakbym wyszła za mąż za całą rodzinę męża. Teść teściowa "ciotka dobra rada" szwagier, wszyscy tak zaangażowali się w nasze życie, że nie było w nim miejsca dla mnie. Nie oczekuję, że ktoś będzie obchodził się ze mną jak z jajkiem ale że uszanuje moją i mojego męża przestrzeń życiową. Nie będzie mi wciskał kwiatów, których nie lubię chociaż mówiłam o tym głośno i wyraźnie, nie będzie mi kazała kupić to czy tamto bo ja takiego używam i ty powinnaś, takie "drobiazgi" jeśli jest ich milion dziennie potrafią popsuć nerwy. Najważniejsze jednak jest to, że moi teściowie myślą o synowych jak o tych, które chcą "wykorzystać" ich dzieci, finansowo i w inny sposób i oni mają "misję" żeby nad dziećmi czuwać. Takich historii o synowych, które "wydoiły" swoich mężów słuchałam przed ślubem uśmiechałam się i myślałam w życiu różnie bywa, obyśmy potrafili się dogadać po ślubie. Nie potrafiłabym nikogo oskubać z pieniędzy czy czegokolwiek a tutaj "zonk" zostałam zaszufladkowana tongue I nawet jak mieszkaliśmy razem przed ślubem i ja opłacałam rachunki bo mąż wprowadził się do wynajętego przeze mnie mieszkania a całą resztą kosztów się dzieliliśmy to i tak teściowa się bała i później po ślubie mi to wypomniała, że mieszkaliśmy razem bo jej syn za wszystko płacił a ja byłam na jego utrzymaniu:)
Nigdy nie zgodziłabym się na przyśpiewki weselne o teściowych żmijach, bo uważam to za brak szacunku i jakoś mnie nie śmieszą. Nie jestem idealna ale dla mnie to upokarzające i jest mi przykro, że jestem tak traktowana.
Fakt, że syn jest szczęśliwy, zadbany ubrany, nie narzeka, nie chodzi głodny a dzieciaki są najfajniejsze na świecie, pomału kończymy dom, urządzamy i żyjemy z tego co mąż zarobi i z dochodu jaki przynosi firma - powinien wystarczyć teściom. Ja też pracuję w domu przy dzieciach, angażuję się w rozkręcanie firmy i dbam o wszystkich jak umiem najlepiej. Jesteśmy naprawdę szczęśliwi:) Teściowie powinni się cieszyć naszym szczęściem i żyć własnym życiem. Tylko, że oni żyją jak pies z kotem i jedyne co ich łączy to niechęć do mnie smile tutaj mam swoje zasługi mają przynajmniej o czym rozmawiać:)

578

Odp: Ach ta teściowa...
Joga napisał/a:

Napisałam, to żebyś uwierzyła że wszystko jest możliwe:) to co dobre musi kiedyś do nas zawitać, dlatego warto się starać zmieniać swoje życie i spełniać marzenia:) nie czytam dokładnie forum, nie bardzo mam na to czas, jeśli chcesz mogę się odezwać na priva:)

Dziękuję za szczere chęci pomocy. Jak znajdę chwilę pozwolę sobie napisać do Ciebie priva, może podpowiesz mi jak poradzić sobie z niektórymi emocjami

579 Ostatnio edytowany przez nika29 (2012-08-31 16:30:48)

Odp: Ach ta teściowa...

mialam dzis fatalny dzien,widze sporo zaszlo na forum, w poniedzialek chyba ide do szpitala prawdopodobnie nie bedzie wywolywania porodu, bo dziecko duze-tak dzis mowil lekarz-cesarka

580

Odp: Ach ta teściowa...

Witam wszystkich.Jestem tutaj pierwszy raz i mam ochotę się wygadać po tych 7 latach...
Zaczęło się fajnie..byłam mądra śliczna miła uprzejma do czasu(jak to stwierdziła moja teściowa). Pozwoliła mi zamieszkać u siebie z jej synem..fajnie.., ale zaczęło się ...chociaż 3 razy w tyg. karteczki na stole z komendami jak dla psa:tego nie rób tego nie ruszaj tego nie tykaj tam  nie wchodź wtedy i wtedy...ok dostosowywałam się zaciskałam zęby nic nie mówiłam i robiłam lub nie robiłam co kazała...aż pewnego razu napisała że jej dom to nie hotel i mam się wynosić więc spakowałam się i poszłam na troche do bratowej(nie mieszkałam w tej samej miejscowości wiec musiałąm czekać na autobus) w między czasie wrócił z pracy mój partner i z buzią do mnie dlaczego mnie nie ma w domu u jego rodziców wiec powiedziałąm ze zostałam wygoniona.rozłaczył sie.przyszedł po mnie aco jest najlepsze  że w między czasie zadzwoniła jego mama i mówi:"dlaczego uciekłaś przecież wstawiłąm wodę na kawke i kupiłam ciasto więc przyjdź z M.. Zdębiałam ale poszłam i tak się zaczeło robić gorzej.pytałąm się nie raz :"co ja takiego ci zrobiłam dlaczego tak mnie traktujesz?" a ona na to zawsze odp"ale ty się czepiasz pyskata dziewucho".długo tam nie mieszkałąm bo poszliśmy do moich rodziców ale to nic nie dało pisałą do mnie, że jestem dziwką, pyskata dziewuchą i obrażam ją i wyzywam,,a wiecie co est najlepsze, że raz jej powiedziałąm że jest chyba zdesperowaną kobietą i jest głupio miła! ale wiecie czego jej nie wybacze, że wygoniła mnie z domu jak miałam straszne bóle brzucha lerzałam wtedy na klatce schodowej i czekałąm na taxi i jak 2 razy tez mnie wypedziła i wracałam do domu ok.15km na pieszo o 2 w nocy a jej syn a mój mąż wtedy spał piany po imprezie. nie przyszła na nasz ślub bo czekała aż ją przeprosze za to że nazwałam ją desperatką a teraz jeszcze do tego nastawia przeciwko Nam całą rodzinę...mam dosyć takiego traktowania i zastanawiam się nad rozwodem ale nie dlatego że mąż mnie nie broni wręcz przeciwnie ale przez z nią mam dosyć. Wiem ,że mnie nie zrozumiecie bo bym musiała Wam cała historię opowiedzieć a tego jest sporo. Chciałam się wygadać a przy okazji wypłakać...trochę się rozpisałam Przepraszam;-)

581

Odp: Ach ta teściowa...

Weroniko, na chamstwo nie ma lekarstwa. Co sam syn sądzi o swojej matce, jaki jest jego stosunek? To może wiele rozjaśnic.

Nika, szczęśliwego dotrwania do końca i takiegoż rozwiazania. Hormony u Ciebie wyjątkowo buzowały, a i strach też swoje zrobił.

Joga, nigdy tego węzła gordyjskiego nie rozwiążesz. Teściowa jest dumna ze syna, bo w jej oczach osiagnął sukces. Chce byc postrzegana jako współautorka ( wszyscy rodzice tego chcą, tylko jedni się z tym kryją, inni nie), a Ty jej tego odmawiasz. Jest zazdrosna, bo w jej oczach może powstawac wizualizacja: ona ma takie życie i taką ustabilizowaną sytuację materialną i uczuciową, bo ona na to bardziej zasługuje. A jak jej życie wygląda, no jak? Z jej punktu widzenia nie zasługujesz na to, co masz. Widziałaś polityków grzejących się w ogniu sławy sportowców? To chyba łapiesz.

Niestety Ty też jesteś zapiekła w swojej niechęci czy nienawiści. Co Cię obchodzi ich sytuacja rodzinna, niech się tam duszą w tym sosie. Czemu o całej rodzinie męża piszesz z taką pogardą i cieszysz się ich porażkami. To miód na Twoje serce?

Teraz do wszystkich kobiet. Chcecie byc taką "gwiazdą". Wszyscy podziwiają jaka ta synowa wyjątkowa, idealna. Patrzą jak w obraz i Bogu dziękują, że ich syn trafił taką szóstkę. Wasze szwagierki, bratowe, rozpływają się w wyrazach podziwu. Wszyscy was zapraszają, bo jesteście takie wyjątkowe. Fajna bajka, nie? Macie kobietki wady, reszta rodziny też, a i tak wszyscy mają o sobie mniemanie. Zaraz mi tu odpiszecie, że nie. Co nie, jak tak. Wy nie akceptujecie cudzych wad, oni wam odpłacają. Wam wsadzają kinal, wy też to robicie. Kto odpuści? Kto oleje?
No i Wasi mężowie, może oni chcą widywac się z matką i resztą rodziny, Jednak wiedząc o Waszym nastawieniu odstawiają szopkę po powrocie, ale jeśli tylko mamusia zadzwoni, w te pędy do samochodu i już są z rodziną. Żeby znów nie było o wrzucaniu do jednego wora, dodam nie wszyscy, ale zastanówcie się.

Miłego weekendu bez teściowych.

582

Odp: Ach ta teściowa...
chaber05 napisał/a:

Weroniko, na chamstwo nie ma lekarstwa. Co sam syn sądzi o swojej matce, jaki jest jego stosunek? To może wiele rozjaśnic.

Nika, szczęśliwego dotrwania do końca i takiegoż rozwiazania. Hormony u Ciebie wyjątkowo buzowały, a i strach też swoje zrobił.

Joga, nigdy tego węzła gordyjskiego nie rozwiążesz. Teściowa jest dumna ze syna, bo w jej oczach osiagnął sukces. Chce byc postrzegana jako współautorka ( wszyscy rodzice tego chcą, tylko jedni się z tym kryją, inni nie), a Ty jej tego odmawiasz. Jest zazdrosna, bo w jej oczach może powstawac wizualizacja: ona ma takie życie i taką ustabilizowaną sytuację materialną i uczuciową, bo ona na to bardziej zasługuje. A jak jej życie wygląda, no jak? Z jej punktu widzenia nie zasługujesz na to, co masz. Widziałaś polityków grzejących się w ogniu sławy sportowców? To chyba łapiesz.

Niestety Ty też jesteś zapiekła w swojej niechęci czy nienawiści. Co Cię obchodzi ich sytuacja rodzinna, niech się tam duszą w tym sosie. Czemu o całej rodzinie męża piszesz z taką pogardą i cieszysz się ich porażkami. To miód na Twoje serce?

Teraz do wszystkich kobiet. Chcecie byc taką "gwiazdą". Wszyscy podziwiają jaka ta synowa wyjątkowa, idealna. Patrzą jak w obraz i Bogu dziękują, że ich syn trafił taką szóstkę. Wasze szwagierki, bratowe, rozpływają się w wyrazach podziwu. Wszyscy was zapraszają, bo jesteście takie wyjątkowe. Fajna bajka, nie? Macie kobietki wady, reszta rodziny też, a i tak wszyscy mają o sobie mniemanie. Zaraz mi tu odpiszecie, że nie. Co nie, jak tak. Wy nie akceptujecie cudzych wad, oni wam odpłacają. Wam wsadzają kinal, wy też to robicie. Kto odpuści? Kto oleje?
No i Wasi mężowie, może oni chcą widywac się z matką i resztą rodziny, Jednak wiedząc o Waszym nastawieniu odstawiają szopkę po powrocie, ale jeśli tylko mamusia zadzwoni, w te pędy do samochodu i już są z rodziną. Żeby znów nie było o wrzucaniu do jednego wora, dodam nie wszyscy, ale zastanówcie się.

Miłego weekendu bez teściowych.

Ich sytuacja rodzinna bezpośrednio wpływa na moje życie.

Zgadzam się, że z jej punktu widzenia nie zasługuję na jej syna i na to co mam.

Każdy chce być lubiany, szczególnie jeśli się stara, miło usłyszeć że ktoś nasze starania widzi i docenia.

Zastanawia mnie jedno, fajnie krytykować dziewczyny które zaliczyły wpadkę i musiały wyjść za mąż, wtedy Wy teściowe możecie mówić o nieodpowiedzialności, kiedy jeszcze na dodatek mieszkają z teściowymi to już w ogóle super - dorzucacie że żyją na czyjś koszt u kogoś, mają jakieś oczekiwania a nie powinny bo przecież nie są u siebie i muszą się dostosować.
Ja nie należę do żadnej z tych grup i co? i znów komentarz, zapiekła zajadła oczekuje że każdy będzie się zachwycał bo jest ideałem - prawda jest taka że jaka by synowa nie była nigdy z Wami nie wygra, zawsze znajdziecie jakiś "haczyk" i zawsze macie poczucie że jesteście lepsze bo przecież byłyście pierwsze na  tym świecie i macie wyłączność na mądrość życiową i synków, których w bólach urodziłyście.... Widzę, że moje posty w tym i innych wątkach w temacie "teściowe-teściowie" zawsze będą skazane na krytykę z tej lub innej strony, dlatego sobie daruję. Z ideałami się nie dyskutuje.....

Miłego weekendu bez synowych

583

Odp: Ach ta teściowa...

Ja tylko dodam do tego ostatniego postu od Jogi z która się zgadzam
AMEN!!!8
  więcej pisać o swoim życiu też nie będę tutaj bo znowu ktoś mi wypomnie rozmnażanie:)
Też mi tu śmierdzi ideałem. .. smile

584 Ostatnio edytowany przez Bubuś (2012-09-02 09:23:51)

Odp: Ach ta teściowa...
Takaoo napisał/a:

więcej pisać o swoim życiu też nie będę tutaj bo znowu ktoś mi wypomni rozmnażanie:)
Też mi tu śmierdzi ideałem. .. smile

Spoko Takaoo to przeczytasz, że jestes uparta i nie potrafisz przyjąć konstruktywnej krytyki tongue Każdy model był pzerabiany, z racji, że jestes synową wina jest Twoja i

Takaoo napisał/a:

AMEN!!!

big_smile

585

Odp: Ach ta teściowa...
nika29 napisał/a:

młodzi powinni być sami, bo ciągle ktoś nad dupą stoi i truje, u mnie np. wieczne odwiedziny kuzynów, rodzice non stop bez pukania, siostra z dzieckiem które "musi" siedzieć pół dnia, ja gdzies uciekam i mówię że mam ich dosyć. NIECH SIĘ JUŻ TE WAKACJE KONCZĄ I TA GROMADA SIĘ ROZJEDZIE. JESTEM W 9 MIESIĄCU, A MAM CIĄGLE GOŚCI OD 2 MIESIĘCY. mam dość.
amen.
i te dobre rady gówno warte.
doradzanie imienia z oczekiwaniem zmiany, jeszcze zdziwieni że nie zmienie: chcesz ukrzywdzić? unieszczęsliwic?
wrrrr!

Wrócę do Twojego postu Nika. Bo jest dla mnie irytujący.
Trudno nie zgodzić się z Twoim stwierdzeniem, że młodzi powinni być sami. Ale w czyją stronę płynie Twoja pretensja? Kto miał zadbać o to, żeby młodzi byli sami? Rodzice? Teściowie? I co to znaczy? Mieli wybudować młodym dom, albo kupić mieszkanie? A jeśli ich na to nie stać, to oddać im swoją przestrzeń życiową i siedzieć cicho? Bo skoro nie ZADBALI o mieszkaniową przyszłość dzieci, to niech teraz cierpią?
To jest temat, który naprawdę mnie wkurza. ROSZCZENIOWOŚĆ!
Kto jest odpowiedzialny za życie dorosłych dzieci? Ciągle rodzice? Przecież, do licha, nikt tych młodych, którzy powinni być sami, łańcuchami do kaloryfera w domu teściów czy rodziców nie przykuwa.
To, że młodzi tam są, to ich WŁASNA DECYZJA. I ich własna odpowiedzialność.
Najprościej zrzucić odpowiedzialność za skutki własnych decyzji na innych. Nie fajnie się żyje na kupie, ale to ich, tesciów czy rodziców wina.  Skoro niczego innego nam nie ZAPEWNILI. Bo przecież wiadomo, że młodzi powinni być sami.
Tak, tak, oczywiście są argumenty, że pracy po tych studiach, które skończyłam nie ma, a jeśli już to za grosze, że nie ma wyjścia, tylko u rodziców mieszkać.
Znam mnóstwo przykładów młodych, którzy sobie radzą i mnóstwo tych, którzy sobie nie radzą. Ci co sobie radzą, gotowi byli na życiowe zmiany. Nie tylko na ślub, wesele i dziecko, ale na zmianę miasta, kraju, zawodu... I na zmianę kolejności różnych spraw w swoim życiu.



Dla mnie wzorem odpowiedzialnych młodych jest Joga i jej mąż. Wzięli swoje życie w swoje ręce, są niezależni, są u siebie. Niczego nie chcą od swoich rodziców, tylko tego, żeby dali im spokój. Akurat ci rodzice są kretynami, że tego nie cenią.
Ale akurat Joga może sobie pozwolić na trzepnięcie teściom drzwiami przed nosem. Bo od nich NIE ZALEŻY.
I tyle.

Posty [ 521 do 585 z 1,243 ]

Strony Poprzednia 1 7 8 9 10 11 20 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024