Takaoo nie pozwalaj sobie wejść na głowę,to Ty masz wychowywać swoje dzieci nie teściowie,u mnie teściowa z którą tak jakby mieszkam nie ma prawa wtrącać się w moje dzieci,to ja decyduję co będą jadły,w czym będą chodziły i co robiły,zresztą sama powiedziała że swoje dzieci już wychowała i wnuków wychowywać nie będzie ba,nawet na dłuższa metę gdybym chciała iść do pracy nie będzie z nimi siedziała
nie mieszkałabym z nią i teściem gdybyśmy nie mieli osobnego mieszkania na poddaszu,wolałabym spłacać kredyt niż siedzieć z nią na jednej kuchni,mieszkałam tak z nimi jakieś 2 lata,to były chyba najgorsze 2 lata w moim życiu,a tak siedzę u siebie na górze i oni mi nie zaglądają w gary
Wiem, co czujesz.Też mieszkałam z teściami. To był koszmar. Najgorsze lata mojego życia. Teraz mieszkamy osobno, ale i tak ta kobieta nie odpuszcza. Nastawiła przeciwko nam rodzeństwo męża. W ogóle żyją w jakiejś toksycznej komitywie. My jesteśmy całkiem z boku. Nie dzwonią do nas, nie interesują się naszymi dziećmi. Ciągle mają tylko pretensje,że nie interesujemy się starymi, schorowanymi rodzicami. Jakiś obłęd! Ale ja jestem głęboko wierzącą osobą i wiem,że Bóg patrzy na to wszystko i w końcu zagrzmi.
Rada dla Ciebie - zrób wszystko, żeby wyprowadzić się stamtąd.
Mały dom, jedna kondygnacja..... To było skazane na porażkę od samego początku i powinnaś o tym wiedzieć, zanim się tam wprowadziłaś.
Nie wiem jak to jest, dziewczyny odnajdują w internecie fora, żeby narzekać na teściów, ale nie szukają ich przed wprowadzeniem się do nich. A mogły by skorzystać z doświadczeń innych kobiet i zmienić życiowe plany. Zanim jeszcze zacznie się piekło.
A teraz cóż Ci można poradzić? Na wyprowadzkę nie macie pieniędzy, jak piszesz. Pozostaje wychodować sobie skórę nosorożca i olewać to, co mówią teściowie. Robić swoje i tyle.
marena to bardzo mądre co napisalas, dlaczego wczesniej nie szukamy porady, zanim zacznie się pieklo??
... dlaczego wczesniej nie szukamy porady, zanim zacznie się pieklo??
Może dlatego, że uważamy się za najmądrzejsze na świecie...i nie dopuszczamy myśli, że "ktoś" np. teściowa też może czasami mieć rację
... dać jej tą satysfakcję? Nigdy! No i efekt taki, jaki widać w postach.
ja mam swój charakter i nigdy bym do teściów nie poszła. nie miałoby to sensu, bo nie chcę słuchać mądrości.
461 2012-08-22 17:48:45 Ostatnio edytowany przez Bubuś (2012-08-22 17:50:26)
... dlaczego wczesniej nie szukamy porady, zanim zacznie się pieklo??
Nie do końca się z Tobą zgadzam. Przed zamieszakniem u teściów czytałam różne fora, wiedziałam, że łatwo nie bedzie, ale liczyłam na to, że mamusia wykaże się chociaż odrobiną szczerych chęci i nie bedzie nam wchodziła na głowę
No i oczywiście się przeliczyłam
Nie mam jej za złe że "chciała dla nas dobrze" bo teraz, kiedy mija już drugi rok wspólnej rywalizacji wszystko zaczyna się prostowac i każdy chyba już wie gdzie jest jego miejsce.
Są czasem jazdy ale taki urok "ludzi starszych"(teściowa ma dopiero lekko po 50
) Pewnie zgrzyty pojawią się jak urodzi się dziecko bo mama będzie chciala wtrącić swoje trzy grosze, ale wiem że tego nie da się uniknąć, bo moja pewnie też bedzie "radzić" ![]()
Dlaczego zgodziłam się na mieszkanie z nimi? bo ponieważ...nigdy nie przypuszczałam, jak tragicznie może być pod jednym dachem z moimi teśćmi. W momencie spotykania się z moim obecnym mężem to byli bardzo mili ludzie, weseli, nie obgadujących nikogo,chętni do rozmowy, uśmiechnięci. Nie wyobrażałam sobie, że można się z kimś nie dogadać poprzez szczerą rozmowę. Moja naiwnośc siegała granic bo święcie wierzyłam że jak bedzie sie tłumaczyć swoje poglądy, mówic to co się mysli w delikatny sposób to damy radę, że nawiąże sie nic porozumienia. Naprawdę w to wierzyłam, moja naiwność widać teraz sięgneła dna. No i co z tego że wcześniej słyszałam o mieszkaniu z tesciami praktycznie same negatywne rzeczy. Z moim obecnym mężem wczesniej chodziłam ok 3,5 roku planowalismy slub ale dziecko zadecydowało że ten ślub odbedzie sie wczesniej. Reasumując jak byłam w 5 miesiacu ciazy po weselu przeprowadziłam sie do nich wiec nie zdazyłam poznac moich tesciów od strony mieszkania z nimi na stałe bez dziecka. Problemy zaczeły sie automatycznie jak urodziłam w styczniu 2011 r syna... Zaczeła sie jazda ... byłam w szoku .. jak mozna sie było pchać tak bezczelnie w dziecko.. rozumiem porady dla młodej mamy ( a bo ona wychowała 3 synów) rozumiem że babcia i dziadzio to chca przebywac non stop z wnukiem, itd. Ale nie rozumiem na siłe wciskania swoich pogladów, nie słyszenia tego co sie mówiło do nich delikatnie jak tylko to mozna bylo do obcej mi osoby, a raczej osób bo teść też jest niesamowity. Miałam robic tak jak oni uważają.Bo sie poobrażaja...miałam byc wdzieczna za kazdy gest bo oni wcale sie nie pchają że to ja cos wymyslam wg. nich..., Kiedy zauważyłam że zaczynaja podśmiewać sie z rad połoznej która uważała podobnie jak ja.. doszło do mnie że łatwo nie bedzie...zaczełam przestac mówic i prosic ze uwazam dla dziecka bedzie lepiej tak czy tak, lub że uwazam inaczej... zaczełam zaciskac żeby... i milczeć i dusic w sobie...to tez było źle bo znowu mi sie cos nie podoba... ze nadąsana chodzę,że oni nie bedą wysyłac do mnie podania w sprawie dziecka co moga a czego nie mogą.... Przeciez nie oto chodziło tyle razy tłumaczyłam , że nie oto chodzi... że ja tez czuję co dla dziecka jest dobre..bo to moje dziecko przeciez. W sumie to raz odwazyłam sie powiedzieć że to moje dziecko i chce wychowywac go po swojemu ale to tylko wywołało wtedy 2 czy 3 kłótnie , tzn. monolog tescia że mam wypierdalać z domu, że dziecko powinni mi odebrac... było tego całe mnostwo słów które sie powtarzały przy kolejnych kłotniach,w sumie wtedy jeszcze chyba miałam siłe żeby nie myslec o wyprowadzce bo mąz mu przegadywał. znacznie delikatniej niz on bo ma całkiem odmienny charakter niz teść, ale teraz z perspektywy czasu wiem że po kolejnej awanturze powinnam sie spakowac i pojsc. Tylko że ja mam tak denny charakter że przejmuje sie ludzmi ich komentarzami... to mnie tez powstrzymywało od wyprowadzenia sie, obecnie jednak jestem w takim stanie psychicznym ze jestem gotowa sie wyprowadzic do rodzicow (bo innej mozliwosci nie ma), Boje sie komentarzy ludzi bo mój dom rodzinny jest zaledwie 3 km od tesciow, męża rodzina jego by wykleła, nazwała dupą ( jak do tej pory juz kilka razy słyszałam) bo staje za mną... Ale tak naprawde nie czuje w nim duzego wsparcia bo wiem ze im sie nie przeciwstawi, nie uderzy pięcia w stół, jak to sie mówi i nie powie parę słów dosadnie, widzi ze jest źle, ale wychowany był w takiej rodzinie że nie ma porzadnych rozmów o problemie, jest tylko milczenie albo jak sie nazbiera to wybuch złosci.
kolejna sprawa to, to że to gdzie mieszkamy jest przepisane na meza, na okraglo bylo mężowi wałkowane że on ma zostac w domu, bo namłodszy on sie na to zgadzał. Mielismy w planach na poczatku robic rozbudówke tego starego domu, ale widac ze wzgdlędów finansowych ( bo taniej to nie wyjdzie) jak i relacji między nami że to nie ma sensu... Podwórko które jest na męża przepisane ma 2 działki, jedna co stoi dom, druga gdzie zamierzamy sie kiedys budować...wiem ze to za blisko ale innej mozliwosci nie ma. Ale zawsze to swoje 4 mury.
Marena 7,.. powtorze to co wczesniej napisałam ... niestety czasami są takie osoby jak ja które mimo zyciowych doswiadczeń innych kobiet, tego co sie słyszy nie zdaja sobie jednak sprawy jak tak może byc naprawdę... Pod dachem mieszkanie to co innego jak sie kogos od czasu do czasu widzi , porozmawia, swoje negatywne cechy charakteru mozna ukryc na taki krótkie chwile. o moich teściach miałam dobre zdanie.... potem wyszło wszystko.. do każdego uraza, a sąsiad taki a taki, a on czy tamten jest porypany i popieprzony bo cos tam, naprawde czasem ktos tak może zamydlic oczy swoim wizerunkiem , że aż mnie to przeraża...
juz kilka godzin nie spie, ...nie moge... bo myslę... moi teście sa wszędzie... w moich myslach w łóżku, na spacerze, jak gdzie jade do swojej rodziny... ciagle mysle o nich to paranoja, 17 października rodzę drugie dziecko, zapowiedziałam mezowi ze przy kolejnej kłótni ide do rodziców z nim czy bez niego... i tak rodzice męża i ich synek damianek który mieszka na osobnym uważaja że to ja robie problem...nie wiem czy psychicznie zniose to wszystko... jestem tym strasznie zmęczona...
Niestety teraz to już ze mną jest coś nie w porządku...nigdy wczesniej nie pomyslałam że bede musiała szukać pomocy u psychologa... zaczełam do niego chodzić ale niewiele mi to daje (czyli nic) moge jedynie sie tu poużalać nad sobąi pluć sobie w twarz...
463 2012-08-23 09:39:58 Ostatnio edytowany przez nika29 (2012-08-23 12:16:48)
do takao
wspolczuje ci i nei wiem jak to przeżyłaś, mam nadzieję, że jakoś wam się ułoży.powodzenia!
ja mieszkam z rodzicami, juz w ciąży- 9 miesiac, narzeczony od miesiaca mieszka u mnie.
Takaoo!
No widzisz, słyszałaś same złe rzeczy o mieszkaniu z teściami, a jednak to zrobiłaś. Wielki błąd.
Naprawdę, ani tesciowie, ani synowa nie muszą być potworami, żeby stworzyć sobie piekło pod jednym dachem. To inni ludzie, inne przyzwyczajenia, inne sposoby na życie. Widywanie się raz na jakis czas to co innego niz spędzanie ze sobą czasu na okrągło, gdy wszystko drażni i irytuje.
Ja osobiście nie wyobrażam sobie wspólnego mieszkania. Wiem, że wcześniej czy później moja frustracja zaprowadziłaby mnie na kres wytrzymałości. Bo ktoś inaczej niż ja ustawia garnki w kuchni, nie wyłącza światła w łazience i tym podobne głupoty. Z głupot składa się życie.
Piszesz, że teściowie nie wychodza z Twojej głowy i zakrawa to na paranoję. Nie dziwię się temu. Wasza przestrzeń jest za mała i nie ogrodzona, żeby to znieść.
Moja sąsiadka mieszkała przez 6 lat ze swoim synem i jego rodziną. Domek maleńki, kuchnia, pokój i łazienka. Ona z mężem w przechodniej kuchni, a w pokoju syn z żoną i dwojgiem malutkich dzieci. Masakra. Nie jeden raz odbywały się tam dzikie awantury. Sąsiadka do tej pory leczy u psychiatry rozkołatane nerwy. Tak jej się ręce trzęsą, że szklanki nie może w nich utrzymać. Ty też jesteś na "dobrej" do tego drodze.
Dla Twojego dobra, dla zdrowia, chyba lepiej by było gdybyś wróciła z rodziną do swoich rodziców, jeśli są tam jakieś możliwe warunki i oni się na to zgadzają.
Nie ukrywam, ze krytycznie podchodzę do takich życiowych planów jak Twój. Ślub bo dziecko w drodze, zaraz potem drugie, a mieszkania nie ma. Choćby maleńkiego, ale osobnego. Ale stało się.
Twoje nerwy są w proszku i myślę sobie, ze psycholog niewiele tu pomoże. Zmiana dekoracji, powrót do rodziców byc może pomoże na chwilę, ale wtedy Twoj mąż będzie nie u siebie. Pomogło by, gdybyście szybko zaczęli budowę, bo perspektywa własnego, oddzielnego mieszkania dałaby Ci siłę do przetrwania. Ale czy to mozliwe?
465 2012-08-23 13:31:48 Ostatnio edytowany przez nika29 (2012-08-23 14:21:11)
Od miesiąca mój narzeczony mieszka u moich rodziców. Widzę,że powoli gaśnie. Tęskni za swoim obejściem. Mimo, że nikt mu na złosc nie robi, to chciałby poczuc się gospodarzem, bo to taki aktywny człowiek. Przeszkadza mu pies sąsiada i samochody, bo u siebie miał tylko pole za domem. Takao, a ty pracujesz czy mąż cię utrzymuje? Czy drugie dziecko było planowane, czy to niespodzianka?
Bubuś mam pytanie. Pisałaś że miedzy toba a teściowa jest juz drugi rok rywalizacji i mniej więcej każda wie gdzie jest jest swoje miejsce... czyli jest lepiej..? pytam bo zastanawiam sie czy i w moim przypadku tak będzie, czy jest jakas nadzieja ? hmmm.. miedzy nami to może każda ze stron bedzie wiedziała mniej więcej gdzie jest nasze miejsce po jakims czasie, ale moja psycha jest wykonczona i to pewnie bedzie mój duży problem... hmmm... w zasadzie juz jest...
Marena7 jesli chodzi o drugie dziecko to myslelismy o nim, ze wzgledu na to pierwsze by razem dorastało, wychowywało itd.ale prawde powiedziawszy nie było planowane własnie teraz ze wgledu na sytuacje, tak wyszło...i to własne było nie odpowiedzialne chyba bo skoro jest źle to może byc jeszcze gorzej. Ale czasu nie cofnie się. Teraz trzeba myslec co dalej... z dzieci sie ciesze ze bede miala dwójke ale jeszcze bede miała moje nerwy wywołane dziadkami...
Nika 29 miedzy jednym a drugim dzieckiem nie pracowałam poniewaz byłam na rocznym wychowawczym, obecnie mam przedłuzona umowe do dnia porodu a potem to juz bede musiała szukac pracy na 100%. Jesli chodzi o finanse to pociesza mnie fakt taki ze na okres macierzynskiego bede miała wypłacana pensje najnizszej krajowej, zawsze to cos. Mąz zarabia 1600 zl. oczywiscie wiekszosc rachunkow , jedzenie i srodki codziennego uzytku my oplacamy... dziadki sa bardzo oszczedni...
Przeraża mnie to. Mój facet zarabia ok. 2 razy tyle co Twój, a ja się martwię czy na kredyt starczy i potem dziecko...
Czy jest lepiej?
Dla mnie jest dziwnie w dalszym ciagu, bo naprawdę nastawiona byłam na wspólne kompromisy, których na żadnej płaszczyżnie osiągnąć sie nie dało. Względny spokój zapanował jak prześliśmy do siebie, bo teraz jesteśmy w 75% niezależni od tesciów. To 25% to fakt, że są rodziami męża i coś im się z tego tytułu podobno należy
Przedtem płakałam w kącie bo nie mogłam sobie poradzić z wiecznym wtrącaniem się do naszych spraw, teraz zlewam teściową, a widze ją tylko czasem na powórku (nas prawie w ogóle w domu nie ma, wiec zostaje tylko sobota bo niedziele zazwyczaj w terenie). Ona dalej chodzi i zaczepia, ale robi to na "plaszczyźnie wspólnej", za próg mieszkania nie wchodzi bez pozwolenia, a i ja się do niej nie pcham jak zaproszenia nie dostanę
My nie mamy jeszcze dzieciaczków więc z tego tytułu teściowie też nie roszczą sobie jakiś przywilejów, zobaczymy za kilka lat jak pojawi się maleństwo ![]()
Bubuś to fakt w takiej sytuacji może być lepiej ...to ja bede musiała poczekac na ten swój dom żeby powiedziec ze jest lepiej albo znosnie conajmniej
Rebel no mnie tez to przeraża ale ciagle mam nadzieje ze stworzymy cos swojego o ile zaczne pracowac...po 2 dziecku...gdzies..
Bubuś to fakt w takiej sytuacji może być lepiej ...to ja bede musiała poczekac na ten swój dom żeby powiedziec ze jest lepiej albo znosnie conajmniej
Rebel no mnie tez to przeraża ale ciagle mam nadzieje ze stworzymy cos swojego o ile zaczne pracowac...po 2 dziecku...gdzies..
471 2012-08-24 10:05:58 Ostatnio edytowany przez nika29 (2012-08-24 10:08:06)
Wiesz Takao, że koniec małżeństwa twojego jest już blisko. Zostanie smutna kobieta, facet który w porę nie zebrał gratów i dwójka dzieci z urazem. Często teściowie uwiązują swoich synów, córki obietnicą przepisania domu, działki itd. Oczywiście to robią. Taki młody człowiek cieszy się, że nie ma kredytu, że nie będzie dorabiał dziadów po stancjach. I jeżeli nie trafi na połówkę która będzie umiała przystosowac się do 'warunków', to czeka go rodzinny dramat. Moja koleżanka spokojna z natury dziewczyna radzi sobie, poszła na najgorszy scenariusz. Teściowa, kawaler po 40stce, wielkie gospodarstwo rolne. Pierwsze tygodnie zbierała skarpetki po domu za mężem, teraz doi krowy w drugiej ciązy z brzuchem na 100 cm obwodu. Czy wiedziała? Chyba by mi milosc wyparowala...
Często w swoich wypowiedziach spotykam się z zarzutem pisania "kolejnej" historii. Lubię historie ludzkie, są dla mnie nauczką, przestrogą a także ciekawym scenariuszem na długie dni. Po takich forach internetowych sobie skaczę i znajduję dziewczyny w różnych sytuacjach życiowych. Dwa lata temu naczytałam się ich właśnie, po czym skierowałam pytanie do mojej drugiej połówki. Czy planuje ułożyć sobie życie poza domem? Spotkałam się z twardą odpowiedzią, że chce owszem iść na swoje, ale to nie jest takie łatwe. Że rodzice starsi, że on jeden został, że nie dadzą rady finansowo. Moje kolejne pytania padały na podatny grunt. Czemu inni mogli wyjechać z tego domku na kolonijnej wsi, w której nie ma gazu ani nawet przystanku autobusowego. Do sklepu jest aż 3 km, a do miasta 35! I czy chce aby jego dzieci w drodze do edukacji musiały jak on chodzić kilka km o 6 rano na przystanek, marznąć tylko po to aby zdobyć średnie wykształcenie. Dochodził alkoholizm teścia, brak miejsca też. Ja swoje wywalczyłam, z jakim skutkiem. Zobaczymy. Mieszkamy u moich rodziców póki co.
Zgadzam się z Tobą nika29-takie wpajanie lub sugerowanie o pozostaniu w domu przy rodzicach wymusza z biegiem czasu wręcz obowiązek pozostania w nim.."a bo to ma byc twoje", ..."na stare lata rodziców zostawisz?"itd.
Nika 29 Wtej chwili mieszkacie u twoich rodziców, ale to na stałe? czy tymczasowo?
Boje sie o moje małżeństwo, tym bardziej że jestesmy młodym małżeństwem, świetnie dogadywalismy się wcześniej, nie przypuszczałam że ktoś może nas tak poróżnić, oddalamy się od siebie bo ja zyję życiem teściów, przezywam komentarze, spojrzenia, usmieszki, podteksty,fałsz, niesamowity fałsz, płacze.. bardzo duzo płacze, użalam się, czuje że to sytuacja bez wyjścia, pieknie to zycie sobie układam...
Gdybym mogła sobie olać to..żebym mogła mysleć o swojej rodzinie, a ja żyję nimi i z nimi,
Z tymi odzywkami spotkałam się na innych forach. I co ciekawe, działają w życiu codziennym. Ja nie wiem czemu te dziewczyny same pakują się w takie układy. Chociaż głośno przestrzegałam przed przeprowadzką, to moja kuzynka poszła na taki układ. Pól domu obok teściowej. Jest ona tak charakterna, że tylko we dwoje z mężem by się dogadali...Tak mówiłam, sprawdziło się. PIEKŁO. Wyprowadzki, ciąganie młodego na flaszkę, sprawdzanie porządków i szafek. My mieszkamy u moich rodziców. Gdy mama była na urlopie, to mieszkanie było okropne. Przewiduje, co będzie gdy dorobi się emerytury za 5 lat. Może wtedy my już będziemy mieli swoje wyjście. Na szczęście Michał jest cholernie asertywny i powinien poradzić sobie z moimi rodzicami.ZOBACZYMY.
Wiesz Takaoo, przeczytałam jeszcze raz Twoje pierwsze posty i naprawdę martwię się o Ciebie. Przebija z nich taka Twoja obsesja na temat teściów, że głowa mała. Oni siedzą w Twojej głowie non stop i nie jesteś się w stanie uwolnić. "Słyszysz" ich i "widzisz" przez 24 godziny na dobę. Ja wiem, że sytuacja jest trudna, bo jest Was za dużo w tym małym domu, a teściowie nie dbają o właściwy dystans między sobą a młodą rodziną. Jednak to co sie z Tobą dzieje jest niepokojące. Nie jesteś w stanie myśleć o niczym innym, tylko o swoich teściach. Jak tak dalej będzie to skończy się depresją, albo jakąś inną chorobą.
Myślę, że brakuje Ci asertywności i jesteś całkowicie bezbronna wobec rodziców swojego męża. Ich zachowanie jest agresywne, Twoje uległe. Oni są inwazyjni i narzucają Ci swoją wolę, Ty nie potrafisz stawiać granic, ani ich bronić w taki sposób, żeby czuć się z tym dobrze. Brakuje Ci stanowczości i umiejetności mówienia NIE.
Kup sobie jakiś poradnik dotyczący asertywności. Poproś też psychologa, do którego chodzisz o poradę w tej sprawie. Sa organizowane w różnych poradniach treningi asertywności, może mogłabyś skorzystać. Asertywności można się nauczyć, to konkretne umiejętności. Na treningu ćwiczy się konkretne sytuacje z życia.
Uwierz mi, asertywność bardzo pomaga w trudnych sytuacjach międzyludzkich. Człowiek asertywny czuje się dobrze sam z sobą i potrafi dbać o swoje granice w taki sposób, że nie jest ani agresywny, ani uległy. Myślę, że asertywność pomogłaby Ci w Twojej trudnej sytuacji.
Powodzenia!
475 2012-08-25 10:46:54 Ostatnio edytowany przez nika29 (2012-08-25 10:48:54)
marena nie wszyscy są tacy wygadani, wiek też sprzyja twoim doświadczeniom i mądrości życiowej, nie wszyscy są też doskonale obrotni, wykształceni, dochodzą do tego jeszcze kompleksy, stare rany i Bóg wie co jeszcze. np zależność finansowa, zależność od teściowej w postaci pilnowania dziecka, daru z działki czy domu. cała sieć, w którą wpadła ta dziewczyna.
ja na ten przykład jestem pyskata, inna nie będzie wcale.
Z doświadczenia wiem, że nieoddzywanie też może przynieść i pozytywne efekty. Gdy moje sprzeciwy, uwagi, rady notorycznie były puszczane mimo uszu przestałam się w domu oddzywać(rozmawialam tylko z mężem i to na osobnosci), nie mówiłam nic więcej oprócz dzień dobry, dziękuję,, proszę, tak i nie... słyszałam, że fochy stroje, ale milczałam i w końcu ktoś zaczął mnie słuchać
Tylko, że my nie byliśmy w żaden sposób od teściów zależnie, nie utrzymywali nas, nie zajmowali się dzieckiem ![]()
Asertywność - tak, ale czemu kojarzycie to z odpyskowywaniem? Odszczeknięcie się komukolwiek, to jest dopiero nakręcenie spirali wzajemnej niechęci i wrogości.
Takao zafiksowała się na teściach, bo na tak ograniczonej powierzchni musiało do tego dojść. Nie wyobrażam sobie tylu ludzi na jednej kondygnacji czy w mieszkaniu. Jedna kuchnia, łazienka, gdzie ludzie najczęściej się o siebie potykają i bach! Wiedząc jakie teściowie mają podejście do wychowania dzieci, wtrącają się, Wy spodziewacie się drugiego. Toż to wszystko na własne życzenie!
Powiem brzydko, czy młodzi myślą tylko o seksie i rozmnażaniu?
Jak byście się poczuli gdyby do waszego domu wprowadziła się teściowa, a następnie wyszła za mąż i męża z dzieckiem (jego dzieckiem) sprowadziła? Nigdy byście się słowem nie wtrąciły?
Mieszkacie u rodziców męża, na świat powołujecie dzieci, nie zawsze grzeczne (bo nie wierzę, że tylko o ubiór, czy karmienie były uwagi) i chcecie by nikt ust nie otworzył?
Na miejscu teściów Takaoo byłabym przerażona, bo wszystko wskazuje, że wspólne zamieszkiwanie potrwa długo, o ile nie do śmierci.
Wszystkie kłopoty na własne życzenie, a później żale po forach. Tylko teściowie narzekać nie mogą. Jak myślicie szczęśliwi są?
478 2012-08-25 16:41:14 Ostatnio edytowany przez żyworódka (2012-08-25 18:02:27)
Witam wszystkie synowe/przyszłe synowe i teściowe/przyszłe teściowe, udzielające się w tym wątku. ![]()
Moja refleksja jest taka, że ten wątek nigdy nie trafi do archiwum.
Synowe/przyszłe synowe, na Was zawsze można liczyć... ![]()
Jak świat światem, to temat ciągle aktualny.
A czy wiecie, że jest taki kaktus, nazwany kaktusem teściowej? Ja jak dotąd nie dostałam go jeszcze w prezencie od synowych. ![]()
A witajcie
nie zaglądałam całe wieki, ale lato nie sprzyja internetowaniu
Jak u mnie? Trochę się zmieniło muszę powiedzieć. Jako głównej przyczyny tych zmian upatruję tego, że teściowa przyjmuje leki. Po tych ogromnych nieprzyjemnościach, o których pisałam wcześniej, teraz to się uspokoiło. Co prawda nie padło słowo "przepraszam", ani nic na ten kształt, ale machnęłam ręką. Była u nas na tydzień moja szwagierka z dwójką dzieci, tesciowa chyba też zauwazyła, że mimo że córka jest najwspanialszą istotą na świecie, to jej obecność również może byc męcząca ... i tak jakby bardziej stara się wobec mnie i męża - robiliśmy dalszy ciąg remontu domu, to w tym czasie starała się gotować, żebyśmy się nie odrywali od pracy - wreszcie to jej zachowanie stało się takie ludzkie, w porzadku. Tak jakby przestała robić rzeczy na siłę, a wreszcie zaczęła z nami rozmawiać, czy w czymś nam nie pomóc. Nie chcę chwalić za bardzo żeby się nie popsuło (
) ale teraz jest w porzadku. Szkoda tych miesięcy naszej męki, bo jak widać, leki oględnie mówiąc załatwiły sprawę ...
Ale w duchu cieszę się, ze tak przejaśniało
Bardolko, ja też bardzo, ale to bardzo się cieszę.
Tak sobie myślę, dlaczego nikt nie zareagował na Twój post, w którym przekazujesz nam takie dobre wieści?
Może tak jak i ja, bo do niego nie zaglądałam, myśląc że temat się wyczerpał.
Tak dużo piszesz, na temat zmiany zachowania się teściowej w stosunku do Was, wykazujesz te dobre strony, ale nie piszesz nic jaki Ty z mężem mieliście na to wpływ, bo jakoś nie wierzę, że to tylko dzięki działaniu leków.
Oj, Bardolka, Bardolka to magiczne słowo "przepraszam" Tobie przecież też nie przeszło przez gardło.
Zatem nikt nikogo nie przepraszał, ale ważne, że pomimo tego, żyje się rodzince spokojnie i w zgodzie.
Bo jak to mówią: zgoda buduje, a niezgoda rujnuje.
A jeszcze tak na koniec spytam Cię..., no wiesz, w sprawie prania...
tak z ciekawości...
Pozdrawiam ![]()
Mogę tylko dziękowac, że nie jestem u teściowej. Z rodzicami tez niestety roznie bywa, ale latwiej sie wyklócić o cos.
Oczywiście, że z rodzicami możemy sobie na wiele więcej pozwolić, ale do pewnego czasu. Z mojego doświadczenia wiem, że kilka lat samodzielnego mieszkania i dogadywanie się z matką zaczyna być trudne. Na jej wtrącanie reagowałam jak na najgorszą teściową.
Jeszcze jedna uwaga: dlaczego rodzice, ci bardziej dorobieni, w sensie posiadania większego lokum są karani? Ci, którzy byli bardziej zapobiegliwi, oszczędni i wybudowali większy dom? Jakże często padają tu słowa: bo moich rodziców nie stać. Ile jest w tym prawdy, a ile wybielania. W mojej rodzinie status materialny podobny, a tylko my oszczędnie gospodarując kupiliśmy działki. Reszta twierdzi, że życia z ołówkiem w ręku nie ma zamiaru przeżyć. Tak też można. W razie czego, razem z córką czy synem, stworzą komitywę i będą jechać po teściach, aż tchu zabraknie.
Asertywność to nie odszczekiwanie się, nie ma nic wspólnego z agresją. Asertywność to właśnie najlepsza propozycja dla tych mało obrotnych, nieśmiałych, w jakiś sposób zależnych. Nie trzeba nie wiem jakiej mądrości i dojrzałości, żeby się jej nauczyć. Człowiek asertywny nie obraża, nie rani, nie odszczekuje, ale też nie kuli ogona pod siebie. Poczytajcie o tym. Niektórzy uczą się asertywności w domu rodzinnym, nawet nie wiedząc o tym. Inni, ci którzy wynoszą z domu kompleksy i traumy, muszą się jej nauczyć sami, jeśli nie chcą by inni ludzie wchodzili im na głowę, lub sami nie chcą zachowywać się agresywnie.
Byłam na treningu asertywności i doświadczyłam na własnym przykładzie jak te umiejętności uspakajają i porządkują relacje z innymi.
Zapytam też jak Chaber, jakbyście się czuły gdyby to do waszego domu wprowadziła się teściowa z teściem i resztą przychówku?
W sytuacji Takaoo mieszkali sobie w małym domku starsi państwo z dorosłym synem. Spokój, cisza, dawno ustalone zasady i zwyczaje. Żyć, nie umierać.
Syn sprowadza żonę, rodzą się dzieci. Mało miejsca, wszystko się dzieje na kupie. Ludzie wchodzą sobie w drogę, nie sposób się odizolować. O ciszy i spokoju można zapomnieć. Za to wszędzie pełno dzieciaków, butelek, pieluch i dziecinnych zabawek. Życie starszych państwa wywróciło się do góry nogami.
Myślicie, że są szczęśliwi? Nie spotkałam jeszcze szczęśliwych teściów mieszkających razem z rodziną syna czy córki.
Młoda rodzina jest z natury rzeczy ekspansywna, potrzebuje coraz wiecej miejsca i środków. Starzy "powinni" tego miejsca ustąpić, tego się od nich oczekuje. Zamknąć się i siedzieć w kącie, bo teraz "czas młodych".
Synowa sfrustrowana życiem na kupie, a myślicie, że teściowa nie? Myślicie, że jest usatysfakcjonowana faktem, że jej życie zamieniło się w zwariowane lotnisko?
Wielka szkoda, że teściowe nie opisują swoich doświadczeń z takiego życia. I ja też nie opiszę, bo nie mieszkałam i zrobię wszystko by NIGDY nie mieszkać pod jednym dachem z rodziną syna czy córki. Dla ich i mojego dobra.
Napatrzyłam się i nasłuchałam wzajemnych pretensji wystarczająco dużo. Żal mi i synowych i teściowych tkwiących w toksycznych układach.
Właśnie. Asertywnośc jest bardzo ważna.
Ja mieszkam u teściowej od 1,5 miesiąca, w sobotę ślub.
Od razu naświetliłam sprawę sprzątania - nie będę teściowej sypialni sprzątac, dla mnie to krępujące.
To młoda, energiczna osoba po 50 ledwo co, więc może sobie te 2 swoje pokoje posprzątac, ja resztę.
Ona gotuje i tak to wygląda w praktyce.
Nikt nie ma do nikogo pretensji, mimo, że obie mamy te swoje charakterki.
Bałam się, że będzie źle, ale jak nikt sobie nie wchodzi w drogę i twardo obstawia przy swoim zdaniu, to da się życ.
Przynajmniej jakiś czas.
483 2012-08-26 15:53:51 Ostatnio edytowany przez polsza (2012-08-26 15:58:19)
Jeden dom = jedna 'pani domu'. Amen.
Byłoby super, właśnie dla równowagi poczytać jak wygląda ze strony starszego pokolenia to zamieszkiwanie wspólne. Ja jedynie mogę opisać jak to wygląda u szwagierki, dyscyplinuje ich własna córka.
-Nie mogą za głośno oglądać telewizji, bo dzidzia się zbudzi
-Grill przeszkadza, bo dymi, a dzidzi to też szkodzi (działka nieduża)
-Czemu rodzice oraz sąsiedzi (w tym my) musimy tak hałasować kosiarkami
-Nasz czas szaleństw chyba się już skończył, nie znudziły nam się jeszcze te spotkania? Ludzie w nocy śpią, a nie świecą reflektorami po cudzych oknach
-Obraza na maksa, jeśli rodzice nie dostosują się do ich planów, odmówią zajęcia się dzieckiem (a co, młodym też się coś od życia należy)
-Cała organizacja życia domowego kręci się wokół dzidzi, trzeba było zabezpieczać i chować wiele rzeczy
-Jakakolwiek wzmianka o coraz wyższych rachunkach-foch ( a urosły i to sporo)
-Instalowanie różnych urządzeń przez młodych czy przeróbki instalacji, bez pytania
-Zapraszanie czy goszczenie swoich znajomych i rodziny - oczywiście informacji brak
Brat męża mówi, że w hotelu bywa swobodniej i do łazienki się nie dobija. Ma już serdecznie dosyć chodzenia na paluszkach. Szwagierka początkowo stała murem za młodymi, teraz i ona wymięka. Dobrze Marena7 napisała: ekspansywność młodej rodziny, a ja dodam nieobliczalna i roszczeniowa postawa dzieci względem rodziców i klops. Widzę, że "starzy" żałują pewnych decyzji, no i im samym głupio nie pomóc własnej córce. Podejrzewam, że jeszcze trochę pocierpią, bo to jednak córka. Nie wiem czy synowej nie wygarnęli by już po miesiącu co ich boli. Najlepszy jest jednak zięć, boski normalnie, jemu wszystko lotto. Jest, a jakby go nie było.
Nie ma to jak pobawić się w rodzinę na cudzy koszt. Wliczam w tą cenę zszarpane nerwy rodziców i rodzeństwa młodej, rozwojowej rodziny. Rozumiem mieszkanie przez jakiś czas, ale na dłuższą metę nie obejdzie się bez konfliktów. Nawet rodzone siostry mogą skoczyć sobie do oczu, a ich dzieci szczerze się nie znosić.
A teraz niech teściowa tak się spróbuje panoszyć u synowej i syna. Ależ byłaby zadyma na forum! A synowe mogą i robią to, i to z jakim skutkiem, do tego żale. Pytam się, co zrobili rodzice dla własnej córki, by nie musiała tułać się po cudzych domach? Co zrobili sami młodzi, by poprawić swój status materialny?
To forum jasno pokazuje - nic, ale pretensje są.
485 2012-08-26 16:38:20 Ostatnio edytowany przez Bubuś (2012-08-26 16:42:02)
B
Pytam się, co zrobili rodzice dla własnej córki, by nie musiała tułać się po cudzych domach? Co zrobili sami młodzi, by poprawić swój status materialny?
To forum jasno pokazuje - nic, ale pretensje są.
Ja protestuje przeciwko takiemu przedstawianiu rzeczywistości(przynajmniej w moim przypadku).
Jesteśmy zaradnymi młodymi ludźmi. Owszem nie myśleliśmy o budowie domu bo mąz dostał go w spadku, jednak przez te dwa lata, które mieszkam z teściami naprawdę dużo do niego włożyliśmy i chociażby przez wzglad na to już sie stad nie ruszę
Oprócz uzdatnienia calego piętra, które wiązalo się z wymianą okien, drzwi, wszystkich instalacji i założeniem ogrzewania, paneli itp.(mogę wrzucić zdjęcia jak wyglądał stan pierwotny naszego piętra)wymieniliśmy dach i zrobiliśmy kostke przed domem, już nas to kosztowało koło 50- 60 tys.(zgubilam rachubę), a gdzie ogrodzenie, gdzie elewacja, gdzie reszta, która też domaga się remontu? Nie każda mloda przychodzi na gotowe trzeba o tym pamiętać.
Chaber narzeczony ma dom - oczywiście wraz z rodzicami.
Ja działke.
I co mamy zrobic? Chcemy stawiac dom, więc musimy oboje zasuwac, brac kredyt i postarac się w ciągu 2-3 lat wprowadzic.
Gdzieś przez ten czas musimy mieszkac.
Czasowe mieszkanie jestem w stanie zrozumieć i naprawdę sporo osób od tego zaczyna. Jednak jakoś trzeba umieć się dogadać. Myśmy też rozpoczynali naszą "karierę" od mieszkania z dziadkami. Jest tylko jedno ale: zasady. Cudzy dom, cudze zasady i tyle w temacie.
Ja wiem, że niektórzy z Was włożyli trochę pieniędzy w remont. Proszę pamiętać, w cenach i kosztach budowy jestem oblatana. Za 60 tys. trudno działkę zakupić. Zresztą, zaczniecie budowę, będziecie mieć wiedzę. A za największy hicior forów uważam tekst: remontujemy za nasze pieniądze zebrane na weselu, podczas gdy to rodzice byli głównym sponsorem.
Rodzice powinni doceniać Wasz wkład, ale należy pamiętać kto ma pakiet większościowy. Ja dziękuję w takim razie za chęci ulepszania domu, niech nam dach na strop spadnie, wybieram święty spokój i dom spokojnej starości. Jeśli synowie chcą go mieć, niech odkupią po wcześniejszej wycenie biegłego sądowego. A co!
Niejednej młodej rodzinie mina by zrzedła, gdyby podejść do tematu w ten sposób.
Jednak bardzo interesowałoby mnie ustosunkowanie się do całej reszty mojej wypowiedzi. Czy byłoby możliwe takie panoszenie się teściów w Waszych domach? Która by przystała na takie zachowanie?
Tak trudno zastosować zasadę: nie czyń drugiemu, co tobie nie miłe? Tak samo z tym wtrącaniem się teściów. Synowe piszące tutaj tyle wiedzą, że sama aż się dziwię skąd? Też kinalek wtykają?
Uwierzcie, sama jestem synową. Też miałam przechlapane, nawet nie jesteście sobie w stanie wyobrazić, jak bardzo. Nigdy nie mieszkałam u teściów, ani nie otrzymałam pomocy. Staram się jednak zachowywać poprawnie i nie robić nikomu takiej przykrości, jakiej sama bym nie chciała. Empatia, zrozumienie, nie wchodzenie w życie drugiemu z butami i trochę wyobraźni, a będzie dobrze.
Rebel i Busiu, czy jesteście sobie w stanie wyobrazić siebie, jako teściową Takaoo? Czy w ogóle możliwe jest wejście w skórę takiego rodzica, popatrzenie z innej perspektywy? Jak dotąd nie zauważyłam, by młode kobiety były w tym wypadku obiektywne. To mnie nie tylko smuci, jestem przerażona.
Nie wyobrażam sobie panoszenia się w domu teściowej i tę zasadę stosuję.
I to działa w dwie strony - nie pozwalam, by ona się wtrącała i decydowała za mnie i męża przyszłego.
Ona jest panią u siebie i okej. Dba o dom, swoje kwiatki, których ja nigdy plewic nie będę - nie moja działka.
Z pewnością jak ja będę miec swój dom, ona przyjdzie w odwiedziny to na moich zasadach - logiczne.
młodzi powinni być sami, bo ciągle ktoś nad dupą stoi i truje, u mnie np. wieczne odwiedziny kuzynów, rodzice non stop bez pukania, siostra z dzieckiem które "musi" siedzieć pół dnia, ja gdzies uciekam i mówię że mam ich dosyć. NIECH SIĘ JUŻ TE WAKACJE KONCZĄ I TA GROMADA SIĘ ROZJEDZIE. JESTEM W 9 MIESIĄCU, A MAM CIĄGLE GOŚCI OD 2 MIESIĘCY. mam dość.
amen.
i te dobre rady gówno warte.
doradzanie imienia z oczekiwaniem zmiany, jeszcze zdziwieni że nie zmienie: chcesz ukrzywdzić? unieszczęsliwic?
wrrrr!
A jeszcze tak na koniec spytam Cię..., no wiesz, w sprawie prania...
tak z ciekawości...
Pozdrawiam
A wiesz, w sumie raczej juz nie zdarza sie tesciowej prac naszych rzeczy ale jak sie zdarzy to niezmiennie jej powtarzam zeby tego nie robila ...
no ja tez dolacze sie do tego co pisala bubus, nie kazda dziewczyna przychodzi do domu tesciow aby zerowac na ich majatku, czesc z nich doklada jeszcze do tego interesu ...
Chaber05-no własnie... a kto powiedział ze tescie narzekac nie mogą?dobrze by było gdyby moja teściowa czy teść napisali od początku do końca jak to jest z ich perspektywy. Z tego co juz usłyszałam to we mnie jest tylko problem, to mi nic nie mozna powiedzieć bo zaraz się złoszcze itd. Napisze jeszcze raz to co pisałam wcześniej ... to co mówiłam wczesniej, najdelikatniej jak potrafie, po kilka razy tego nie było słychać.. tak jak by puszczano to mimo uszu, jak bym tego nie mówiła, słyszano tylko wtedy gdy powiedziałam tylko w złości coś.
Tyle razy tłumaczyłam po kolejnym wyzwaniu od najgorszych że ja tez potrafię zając sie doskonale dzieckiem itd. tesciowa kilka miesiecy temu powiedziała mi po raz setny ze to ja wymyslam bo ona sie wcale nie wtraca. hmm... trzeba bylo by poznac ich zebyscie mogły ich ocenic. ja tylko moge powiedzieć tyle, to sa tacy ludzie którzy uważaja ze ich poglady sa na mądrzejsze , najlepsze że my jako domownicy musimy przestrzegac ich pogladów nawet w wychowaniu dziecka bo kazdy inny czlowiek jest popieprzony itd.
To nie jest wcale tak Chaber 05 ze zwaliłam sie glowe moim teściom z dzieckiem w drodzę że to dla nich (jesli chodzi o synowa)nowa sytuacja. Wczesniej mieli synowa przez 7 lat, wybudowali sie zajelo im wlasnie to 7 lat i potem pojawilo sie dziecko. I dopiero jak urodziłam synka dowiedziałam sie dlaczego oni nie mieli dziecka przez tyle lat. ja jako druga synowa w domu ( bo jedna wyszła druga przyszła) uważałam ze niektóre oczywiste sprawy w tesciach były wyuczone jesli mozna to tak nazwac. nasluchałam sie o pierwszej synowej same negatywy. I tak to mnie zastanowiło...co bedzie ze mną jak urodze wtedy jeszcze to pierwsze...
Chaber05-Wszystkie problemy na własne zyczenie...nie bede sie powtarzac ze jesli chodzi o drugie dziecko to fakt to nie bylo odpowiedzialne z naszej strony w tej sytuacji ale jak pisałam stało się,teraz mam to co mam. to co? nic nie pisac nie miec komu się wyżalić? przecież po coś to forum jest. ja na tych forach zaczełam przybywać jak stwierdziłam ze to juz ze mna jest problem.
Marena 07 Brak asertwności, niskie poczucie wartości, to własnie spotegowało mój problem w taki sposób ze o tesciach mysle, przezywam komentarze, na nowo odtwarzam wypowiedziane slowa czy gesty a wszystko boli tak samo. ja sama sie o siebie martwie ,bo co prawda mam niskie poczucie wartosci ale jak przyszłam do tesciow to uwazałam ze jak bedziemy rozmawiac to mozna z kims zyc w miare mozliwie, trzeba rozmawiac mowić co sie uważa,nie naruszac prywatnosci czyjejs. Teraz tak nie uważam bo nie wszyscy słuchają,a teraz jak słusznie zauważyłaś i delikatnie wcześniej napisałaś mam"rozkołatane nerwy", poprostu sobie nie radze wiem że nie moge się odezwać bo boję się reakcji. kurcze ciezko napisać wszystko tak by ktoś pojal sytuację. Było tak wiele spraw ze naprawde ciezko wypisac wszystko zeby to miało sens i logikę, jak te nasze relacje rozwijały się.
Zaczynało się niewinnie..Jak wspomniałam wczesniej w tym domu była juz pierwsza synowa... wiec myslałam ze nie które sprawy jak prywatność drugiej osoby na przykład to rzecz która powinna być zachowana choć w najmniejszym stopniu... dla mnie było oczywiste że ja dla nich czy oni dla mnie jestesmy dla siebie obcymi ludzmi... takie sprawy jak wchodzenie do naszego pokoju o hmm.. kazdej porze dnia kiedy tam tesciowa miała ochote, drzwi sie nie zamykały poprostu bo uważała ze to normalne hmm..np. ze w momencie przebierania stoje w samej bieliznie bo znienadzka otwierała drzwi ( nawet jak w czasie pologu w pokoju byłam W samych tych duzych majtach jednorazowych to właziła i patrzyła sie co robie)żadne delikatne aluzje, sugestie ze sie krepuje jak by nie docierały, jak by nie slyszała bo wchodzila dalej. nawet jak zapytałam juz ze zloscia czy nie widzi ze jestem goła.. to poszła wtedy ale prywatnosci nie mialam nic a nic wcale zero. ja zawsze pukałam do ich pokoju, n igdy nie wchodziłam jak sie ktos nie odezwał, myslałam że chociaz pukac zacznie..
Ajak pojawilo sie dziecko... to babcia była juz wszedzie... tego nie da sie opisac. To nie były porady czy zyciowe doswiadczenia ..to było rób tak jak mówie bo ja wiem lepiej.. a to przeciez i róznica pokolen i zmiany w wychowaniu.. i jest cos takiego jak instynkt macierzynski ktory po pewnym czasie jest na tyle dojrzały ze wiesz doskonale co dla twojego dziecka jest dobre a co nie.... tesc mnie wyklinal jak mi "sie cos nie podobało"bałam sie odezwać i teraz juz to mi zostało...tesciowa jak nie chciałam jej milosierdzia to łzy w oczach . wypomnienie tego czy tego a potem wyzywanko od tescia...
Marena 07 piszesz otwarcie ze robiła bys wszystko aby nie mieszkac z rodzina syna i córki,by było dobrze w rodzinie to bardzo dojrzałe stwierdzenie i madre. Niestety moi teście (58 i 61lat)maja odwrotne myslenie...tescie maja 3 synów. 1 syn mieszkał ale sie wybudował i mieszka oddzielnie teraz, 2 syn od razu zamieszkał w miescie w bloku. bardzo duzo nasluchałam sie tez i o tym2 synuDamianie który zamieszkał od razu na swoim, a zwlaszcza o tesciowej damiana. A że to wyrodna matka bo nie chciała swojej córki przyjac, ze to wogole nie matka, ze MOnika powinna sie wyrzeknąc swojej rodziny itd A wlasnie matka Moniki uwazała tak ja marena 7 -ze Zeby było dobrze to mloda rodzina powinna być na swoim bo jedni z drugimi się nie zgodzą. I to własnie jest dojrzałe a nie spostrzezenie teścia mojego...
*wyrzec
Bardolka i Bubus ja rowniez popieram stwierdzenie ze nie każda synowa czyha na gotowe.
A ja jeszcze dodam Chaber. My, starzy, juz swoje życie przeżyliśmy. Teraz naszą dalszą egzystencję uzasadnia tylko jeden fakt - jesteśmy potrzebni do śwadczenia usług dzieciom , wspomagania ich i bawienia wnuków. Nam juz nic nie potrzeba, ani samochodu, ani spokoju, ani cieszenia się wolnoscią. Po co starym wolność? Przecież nie są już młodzi i piękni.
"...Młodzi powinni być sami, bo ciagle ktoś im nad dupą stoi i truje..." Niech będą sami! Ale jak się wprowadzają do domu rodziców, to można powiedzieć, że to oni trują dupę rodzicom! Dlaczego starzy mają ustępować przed naporem młodości? Nie mają prawa żyć po swojemu? Bo co? Bo na starość nikt im szlkanki wody nie poda? My z męzem o swoją szklankę akurat zadbaliśmy sami. Niech młodzi sami zadbają o swoją przyszłość i teraźniejszość. Ale nie, to powinność rodzicow i teściów - urządzić życie młodym. Zapewnic im warunki. A jesli wziąć ich do własnego domu, to usunąć się w cień i nie przeszkadzać. Przystosować się i się nie odzywać.
Nie ma mowy! Gdyby zdarzyło sie to, co nigdy się nie zdarzy, gdyby młodzi zamieszkali u mnie, to byłoby to na moich warunkach. Bo to MÓJ dom, JA ustalam zasady. To mogłoby być przykre dla synowej, dlatego wspólne mieszkanie nie wchodzi w grę.
495 2012-08-27 06:24:55 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2012-08-27 06:31:41)
I jak grochem o ścianę...
Takaoo, to teściowie winni temu, że przyśpieszyliście ślub, to oni za Was współżyli bez zabezpieczenia, to oni Was zmusili do zamieszkania u siebie? Gdybym przeczytała:ale nawaliliśmy, a tu jazda po teściach. Z opisu wynika, że kulturą nie grzeszą. Nie wiem jak my byśmy się zachowywali chcąc wypłoszyć młodych.
Nadal omijacie, to co dla mnie istotne. Czyli w realu nigdy i nikt się z Wami nie dogada. Szkoda czasu.
Nie każda synowa czyha na gotowe, to proszę to potwierdzić czynami.
Dokładających synowych do interesu raczej niewiele spotkamy. Jeśli już weszlibyśmy w wysokość zarobków małżeństwa, to my kobiety przynosimy z reguły mniejszą pensję i często, że tak powiem "na waciki nie wystarcza". Proszę więc mieć pretensje do swoich mężów, o to, gdzie swoje nadwyżki lokują.
Jakoś hurtem nie wpisują się tutaj te z Was, które zamieszkały u rodziców, a ich mąż kasę topi w remoncie domu teściów. Cóż za dziwne rzeczy się dzieją, albo i nie. To brak spojrzenia z perspektywy, uczciwości i rzetelności w osądach.
A z Mareną z bólem serca muszę się zgodzić. Ani ja, ani żadna ze szwagierek nie czujemy się staruszkami, a tym bardziej nasi mężowie, pewnie wielu z rodziców też. Jednak odczuwamy presję, by odsunąć się lub służyć za popychadło. Nawet nie wiecie jak Wasze posty wiele o Was mówią. Nie tylko jesteście drogie panie złymi synowymi, nie umiecie się dogadać nawet z pozostałymi członkami rodziny.
Chaber05 ten to ostatni post to juz nie wiem czy to do mnie czy wyogólnienie że każda synowa patrzy tylko na wspaniałości mieszkania z dziadkami, że chce rządzić bo przylazła do domu z dzieckiem w brzuchu i że jej się nalezy bo to na mężą przepisane... to napewno nie w moim przypadku i jeżeli tak wywnioskowałyscie z moich postów Z marena07 to widocznie nie poprawnie to pisałam.Nie wszyscy teście mysla podobnie jak np. marena07 że mlodzi powinni zyc oddzielnie, moi tacy nie sa. od poczatku mojemu mężowi (bo najmłodszy) mowili że
cdn.
Groch się od ściany odbił...
Czy Wy własnego rozumu z mężem nie macie? Co z tego, że rodzice coś tam mówili. Moi teściowie też by chcieli kogoś w domu na starość, i co? Wszyscy synowie mają własne domy, a 120 mkw wypasionej chałupy ich rodziców (w porównaniu z naszą odwalona luksusowo) jest użytkowana tylko przez nich.
Już jestem zmęczona tymi waszymi pokrętnymi tłumaczeniami.
Jeśli Tobie Takaoo potrzebny jest psycholog, to mnie też chyba czeka wizyta.
Powiedzcie mi jak to jest, my z dużym stażem, bracia też nieźle lat nastukali, a nikt nie wpadł i dzieci przychodziły na świat po iluś tam latach od ślubu. Antykoncepcja nie była tak rozwinięta, a my aż tak święci. Czy my bardziej myśleliśmy, czy jesteśmy mało spontanicznymi zgredami?
Tyle tylko chaber 05, że moi teściowie sami uznali, że teraz młodzi sobie gospodarzą bo oni już starzy i nie im się remontami zajmować, więc całość spadła na nas. Całość finansowania bo do podejmowania decyzji jaki kolor, jaki materiał, jaki wzór ogrodzenia itp. chętnie sie wtrącali... taki nie bo ma sąsiad, taki nie, bo ma ciotka, taki będzie ok bo nikt nikt takiego nie ma... bo najdroższy i nikogo nie stać (nas bądź co bądź też nie) i foch bo oni wybrali a my nie chcemy takiego i nie szanujemy ich decyzji. ![]()
Nie mówię, że nie próbowałam "wprowadzić" swoich zasad mieszkając z teściową, ale na zasadzie sugestii a nie narzucania się
Np.
z wykształcenia i zamiłowania jestem ogrodnikiem, wiedzę spora posiadam więc sugerowałam teściowej jak ma opiekować się roślinami, co której dolega, dlaczego nie chcą kwitnąć, czym nawozić itp. Ona oczywiście nie chciała słuchać moich rad, a ja później słyszałam podczas rodzinnych spotkań, że ogrodnik w domu, a kwiatki ledwo żywe (jej kwiatki).
Kupowałam detergenty, które wiedziałam, że skutecznie poradzą sobie z przypalonym piekarnikiem czy brudną płytą kuchenną, nie używała ich bo płyn do naczyń wystarczy nie trzeba żadnych specyfików używać.
U mnie w domu zawsze robiło się przetwory na zimę, więc i u teściów przygotowałam małe zapasy, jakieś grzybki marynowane,paprykę, ogórki, dżemy, a teściowa chodziła do sklepu i kupowała bo ona nie lubi domowej roboty...
Kupowaliśmy olej 5 l, bo taniej wychodzi, ona go używać nie będzie bo ona zawsze w 1 l. kupowała i taki jest dobry...
Czy chęć zaoszczędzenia, ułatwienia, unowocześnienia to narzucanie swojej woli?
Teściowa chętnie wyręczała nas w obowiązkach bo później mogła ponarzekać na młodych, jak to do życia dwie lewe ręce mają, mogła zrobić z siebie cierpiętnice, chociaż sytuacja wcale tego nie wymagała.
Zagladam tu czasem i oczom nie wierze. Zanim trafilam na ten watek, serio myslalam, ze kazdy mlody wie, ze mieszkanie z rodzicami/tesciami jako czlowiek dorosly, majacy wlasna rodzine to proszenie sie o klopoty. Na co pchac sie do cudzego domu?!
Ja serio lubie mojego tescia. Nie przeszkadza mi, ze glosno spiewa (choc nie potrafi), ze chodzi spac z kurami, a wstaje przed switem i tlucze sie garami, nawet jego niedomyta kuchenka mi nie przeszkadza. Nawet dzis ide zaniesc mu ciasto i pewnie milo sobie pogadamy, po czym on zostanie w swoim domu, ze swoimi przyzwyczajeniami, ja wroce do swojego, po swojemu posprzatanego, umeblowanego, z psem wychowanym tez po mojemu. Moja mame tez kocham bardzo mocno, ale nie mam checi scierac sie o nasze gary - niepomyte po wczorajszym obiedzie, nie chce slyszec, ze kilo frytek i paczka delicji to nie obiad, ze pies nie powinien spac z nami itp. I moja mama nie komentuje wielu rzeczy, bo jestesmy u siebie! Choc wiem, ze jakbysmy pewne rzeczy praktykowali mieszkajac u niej, to wojna bylaby gotwa. A po co sciagac sobie na leb wojne o drobiazgi? Serio nie lepiej zyc po swojemu, u siebie? Jako osoba mloda, mloda mezatka, majaca naprawde niewielki domowy budzet nie przyjmuje tekstu "nie stac nas na samodzielnosc" - bo jak nas nie stac, to sie nie pobieramy, nie rozmnazamy, nie zwalamy sie komus na leb z ta nasza "dorosloscia". Ot, taki prosty przepis na zgode w rodzinie.
PS. Dodam jeszcze, ze jakos jestem w stanie ogarnac sytuacje typu - duzy dom, zupelnie osobne mieszkania z osobnymi kuchniami, lazienkami, licznikami i ogrzewaniem. Choc to tez silniej generuje klopoty niz mieszkanie zupelnie oddzielnie, ale przy wysokiej kulturze i zrozumieniu z obu stron, moze sie udac.
501 2012-08-27 08:54:09 Ostatnio edytowany przez Bubuś (2012-08-27 09:07:50)
Już jestem zmęczona tymi waszymi pokrętnymi tłumaczeniami.
A ja Twoimi oskarżaniami, że celem każdej synowej jest żerowania na dorobku teściów i panoszenie się w ich domu.
Każdy chce po prostu żyć. Jeżeli rodzice (nieważne czy teściowie czy rodzeni) nie potrafią uszanować odrębności młodych to trzeba było dzieci nie przyjmować pod dach (bo dziecko to wszystko dla ciebie przecież, co nam starym po tym, kto się nami zajmie jak trzeba będzie kromkę chleba podać) i wypieprzyć pod most, a nie mydlić oczy sielskim wspólnym życiem. Przecież maja tyle życiowej mądrości w sobie, to powinni wiedzieć, że synowa im będzie po katach się rozpychać i z synka pantofla zrobi. Tak chętnie udzielają rad młodym, a może warto młodych tez posłuchać... ![]()
Mówili ze to ma byc na niego itd.wiem ze gdyby wybrał inna drogę to żal i gniew mieli by do syna, a mój mąż ma naturę że woli sie nie odzywac, woli przemilczeć. `Nie chodzi mi o majatek, pazerna nie jestem ale o sam fakt że mamy byc tam bo to na niego miało byc przepisane. Nie mam natury pchania sie i ustawiania kogokolwiek. to ja przyzwyczajałam sie do zwyczajów i obyczajów panujacych w domu, bo to przeciez nie mój dom, nie ja sie tam wychowałam. Naprawde myslicie że mam takie proste myslenie?ze zacierałam tylko rąk na ten cały majatek, na rzadzenie po swojemu,że uważam tesciow za popychadła i niewiadomo kogo jeszcze? że zamieszkalismy razem i ze oni nie maja prawa do niczego?no to źle sie zrozumiałysmy...
ja nie pisze Chaber o tym że nam kazali współżyc bez zabezpieczenia, o slubie to co innego ale ja nie o tym przeciez.Pisze o swoich odczuciach, o tym że mimo że starałam sie na poczatku jak przyszło na swiat dziecko wypowiadac sie na ten temat to wszystko było negowane, wszystko robiłam źle, nie tak jak chcieli. Żle pielegnowałam małego, ubierałam kapałam przewijałam karmiłam.. rozumiem dawanie porad od babć i dziadków w sprawie dziecka ale czy ja mam obowiazek robienia tak jak babcie i dziadki. moi rodzice uważąja (a to tez przeciez dziadki) ze jak sobie wychowawasz tak bedziesz miec, doradza mi cos ale robic tego nie musze, tylko jak czuje, nie pchaja się to widac, tutaj tego nie ma...a przeciez to ja jestem matką. Moge przyjąć rade ale nie niejestem zobowiazana.
Moim obowiązkiem było przyzwyczaic sie do zasad panujacych w domu teściów, to jak zyja, to jak robią i tez nie wszystko musi mi sie podobac ale to ich dom, tak własnie, ale wydaje mi sie że jako małżeństwo tez potrzebujemy troszke prywatności,chciaz zapukac do drzwi... a jesli chodzi o dziecko to ja tez mam zdanie na ten temat... a może nie?
Czyli Bubuś własnego rozumu nie masz? Liczysz na cudzy, na cudze doświadczenie? A matka Twoja to też nic w życiu nie widziała?
Dobrze ktoś wcześniej napisał:po forach latają ze skargą po fakcie, ale jak inni piszą, że będzie armagedon, to nie wierzą.
Opisałam się ale nie potrzebnie bo chaber05 znowu o tym rozmnazaniu, to tym co sie juz stalo.. masz inne myslenie jak moi teście, a z tym grochem to to własnie jest tak jak sie mieszka pod jednym dachem, jedno nie potrafi zrozumieć drugiego. Szkoda pisać. Niestety przychodzac do domu męża nie zdawałam sobie sprawy jak człowiek może nie słyszec ktos inny uwaza inaczej, uwazalam ze jezeli bedzie się rozmawiać jest mozliwa komunikacja, z natury kłótliwa nie jestem wszystko z natury przezywam wiec staram sie słowem nie urazic ale nerwy też wychodza na swiatlo dzienne.
Bubuś obstaje przy Tobie z tym zerowaniem, nie bede rzucac juz przykładamii dowodami zenie wszystkie synowe sa pazerne. Teście tez są różni chociazby teście mojej siostry,a tez mieszkaja pod jednym dachem. Moi a jej tescie to niebo a ziemia,
Takaoo, ok. Cos tam sobie wyobrazalas, rzeczywistosc okazala sie zupelnie inna. Mieszkasz nie u siebie, z ludzmi, ktorych zasady i sposob zycia nie odpowiadaja Ci. Czujesz się tam zle nieswojo, wiec po kiego pimpka jeszcze tam mieszkasz?!
Dlaczego dziewczyny nie potraficie zejsc z tej pozycji "nalezy mi sie"? Bo zeby bylo smiesznie, to naprawde nie nalezy sie mlodym mieszkanie z rodzicami. Sporo rzeczy nalezalo nam sie lata temu - podtarcie nosa, zmienianie pieluchy i pelna micha. Ale od kiedy jestesmy dorosli, to rodzice moga nam pomoc - w dowolnym zakresie (przy czym to jest ich dowolnosc! nie nasza!), ale nie musza. A my mozemy te pomoc przyjac, z idacymi za nia powinnosciami (np. mieszkasz z nami = uznajesz nasze zasady i jestes absolutnie posluszny), albo za pomoc podziekowac i zyc na swoim, po swojemu. Ale aby to zrobic, trzeba porzucic kurczowe trzymanie sie "nalezy mi sie" i pielegnowanie zali, bo dostajemy nie to i nie tak, jak w naszej glowie nam "sie nalezy".
506 2012-08-27 11:07:14 Ostatnio edytowany przez nika29 (2012-08-27 11:13:35)
moi rodzice serio myśleli, że ktoś w domu na starośc zostanie...a to czapka prawda:)
ja ciągle mówię, że chce isc na kredyt i kupic 3 pokoje w centrum, niech no wrócę do pracy.
dogadanie i dyplomacja-ale nie syczenie na synową do synka pimpusia mamusi, ja myślałam że wzięlam mamisynka, a tu patrzę że i zmywa i sprząta, odkurza....
dziewczyny trochę mniej złośliwości...
taka nie martw się, nie takie mądre dziewczyny, a w g....no wchodzą, ja po prostu jak dziecka nie chciałam to pierzyn nie było w dni płodne, aż później, ale to inna historia...
moja matka, przyszła babcia, tragedia, wtrąca się i NEGUJE ZDANIE RODZICOW PRZY DZIECIACH. słowem to gorsze niż teściowa podrzucająca kanapki pimpusiowi do torby:(
mieszkam u rodzicow z narzeczonym , 9 miesiac ciąży, przypominam dla nowych czytelników
taka ja nogami i "ręcami" i gębą na sto kilometrów panikowałam,już dwa lata temu, po przeczytaniu setki historii na forach internetowych, czy aby mój michał nie planuje mnie na domek na kolonię wsi z dala od miasta wywieźć(do jego rodzicow), panikowałam tak, że powołałam na świat dziecko o rok dwa za wcześnie. bałam się usłyszeć za jakiś czas: nie wyprowadze się z domu, bo rodzice są za starzy, więc powiem brzydko-zabrałam go, gdy zdecydowalismy sie na dziecko. bałam się alkoholu teścia i teściowej, ktora moze jest fajna, ale jak każdy człowiek ma swoje papiery
Czyli Bubuś własnego rozumu nie masz? Liczysz na cudzy, na cudze doświadczenie? A matka Twoja to też nic w życiu nie widziała?
Dobrze ktoś wcześniej napisał:po forach latają ze skargą po fakcie, ale jak inni piszą, że będzie armagedon, to nie wierzą.
Ale co Ty się tak emocjonujesz. Swój rozum mam dlatego nie będę sie teściowej w pas kłaniała i na palcach chodziła bo ona jest u siebie. W tym momencie ja też jestem u siebie, więc swoje prawa też chyba jakieś mam.
Skro forum nie jest po to żeby się wygadać, wyżalić to po co jest?
Jeżeli uważasz, że któryś z wątków jest pusty, a problemy, którejś z nas są infantylne(bo przecież wszędzie piszą żeby z teściami nie mieszkać, a my i tak zamieszkałyśmy więc wina nasza) to możesz go nie śledzić i nie dzielić się z nami życiowymi mądrościami ![]()
Cenię sobie Twoją osobę bo w wielu postach potrafisz rzeczowo napisać co i jak, jednak widzę, że wątek teściowych i młodych gniewnych z pretensjami niepotrzebnie wzbudza u Ciebie tak wiele skrajnych emocji, jakbyś mogła to byś nas do wora wrzuciła i nad rzekę ![]()
Jak ja Was lubię. Prawda zaczyna uwierac - nie czytac!
To jak? Kadzonko?
Żebyście widziały jak się czasami pod nosem uśmiecham. Ta Wasza niekonsekwencja i wicie się w ostrzale argumentów!
Bubuś, na wszystko jest rada, rozwiązanie leży pod nosem, ale Ty z teściową, jak zresztą cała masa kobiet nie dojdziecie końca.
Tak samo byś chciała przemycic swoje rozwiązania, identycznie jak teściowa reagujesz. Zastąpisz godnie matkę męża.
A co kogo obchodzi jakie robi przetwory czy jakiego oleju używa. Nie wpadłam jeszcze na pomysł by tak komuś zaglądac i doradzac. Naprawdę nie interesuje mnie to co i jak robi teściowa, szwagierki, bratowa. One też załapały o co biega, a Wam tutaj piszacym jeszcze nie zaświtało?
509 2012-08-27 13:02:57 Ostatnio edytowany przez nika29 (2012-08-27 13:16:08)
druga gospodyni...
moje 3 pokoje wywietrzone, wypachnione i pozmywane, tu air wick w kontakcie, tu panele od pronto się świecą i meble, kibel cifem umyty i posprzątane, ciuchy 3 pralki idą na dzien z silanem bo raz założone już mi śmierdzi.... uwielbiam wszystkie nutki fresh i efekt ciaglego przewietrzenia. dodatkowo mam chłopa takiego pedanta że okruszki po kanapkach zbiera sto razy.
moja mama, juz slabo widzi: kurz, chomikowanie ubrań i trzymanie bluzek rocznik 1987, dokupywanie nowych(zakupoholizm), potem przynosi ręczniki z poprzedniego sezonu i pyta czy nie chcę, to samo jakieś talerze, a ja wiem że nie ma miejsca i chce kupić nowe, bo ona uwielbia kupować!!! kiedyś, jako panna bez dziecka miałąm dwie półki wolne, patrzę a tu myk jakies prześcieradla w moim pokoju tez od mamy, podsuwałam jej pomysły-np wyciagnelam te stare łachy i w worek i do łóżka między kołdry, mówię: masz mamo świetną szafkę na ręczniki, za tydzień widzę zostały dwa ręczniki, a reszta leży porozkladana po domu: "dosycha"-mówi, chociaż juz sucha od tygodnia:( w szafce wolnej dotychczas koczują stare czapki i szaliki-których nei założy nikt, chyba że matka bieda:(
posprzątam w łazience, posprzatam w garderobie rodzicow, bo jest tam łózko dla gosci, a mama biadoli ze nie ma miejsca i rząda żebym swój pokój ustępowała dla gosci-a ja na to, ze owszem im by pasowalo, od razu wjechac z szafą pełną starych koszul, a ja nie ustąpię.
i jak tu wytrzymac?
moze ja nie na temat piszę bo widze ze jakas awantura sie szykuje
510 2012-08-27 13:04:58 Ostatnio edytowany przez Bubuś (2012-08-27 13:48:30)
Widzisz chaber 05, Ty wiesz swoje, my jeszcze wiele nie wiemy. My uczymy się na błędach, a Ty starasz się nas przekonać, że błędów nie popełniasz.
511 2012-08-27 13:16:14 Ostatnio edytowany przez Bubuś (2012-08-27 13:18:48)
druga gospodyni...
moje 3 pokoje wywietrzone, wypachnione i pozmywane, tu air wick w kontakcie, tu panele od pronto się świecą i meble, kibel cifem umyty i posprzątane, ciuchy 3 pralki idą na dzien z silanem bo raz założone już mi śmierdzi.... uwielbiam wszystkie nutki fresh i efekt ciaglego przewietrzenia.
moja mama, juz slabo widzi: kurz, chomikowanie ubrań i trzymanie bluzek rocznik 1987, dokupywanie nowych(zakupoholizm), potem przynosi ręczniki z poprzedniego sezonu i pyta czy nie chcę, to samo jakieś talerze, a ja wiem że nie ma miejsca i chce kupić nowe, bo ona uwielbia kupować!!! kiedyś, jako panna bez dziecka miałąm dwie półki wolne, patrzę a tu myk jakies prześcieradla w moim pokoju tez od mamy, podsuwałam jej pomysły-np wyciagnelam te stare łachy i w worek i do łóżka między kołdry, mówię: masz mamo świetną szafkę na ręczniki, za tydzień widzę zostały dwa ręczniki, a reszta leży porozkladana po domu: "dosycha"-mówi, chociaż juz sucha od tygodnia:( w szafce wolnej dotychczas koczują stare czapki i szaliki-których nei założy nikt, chyba że matka bieda:(
posprzątam w łazience, posprzatam w garderobie rodzicow, bo jest tam łózko dla gosci, a mama biadoli ze nie ma miejsca i rząda żebym swój pokój ustępowała dla gosci-a ja na to, ze owszem im by pasowalo, od razu wjechac z szafą pełną starych koszul, a ja nie ustąpię.
i jak tu wytrzymac?
Idąc rozumowaniem co poniektórych... to nie Twój interes co mama robi, jest u siebie, wolno jej...
A tak zupełnie serio, jezeli mama nie da sobie przegadać, że ta cała garderoba jest zbędna, próbuj za jej plecami pozbywać się ciuchów, pakuj w worki i do kontenerów z używaną odzieżą
Jeżeli to możliwe oczywiście.
512 2012-08-27 13:19:47 Ostatnio edytowany przez nika29 (2012-08-27 13:29:17)
bubus i o to chodzi w konfliktach synowa-teściowa,o to kto ma rację:)
próbowalam, potem szukala tych starych szmat, zwlaszcza obciachowych bialych swetrów z rynku od ruskich z 2000 roku. nie da rady sie tego pozbyc, wywiozlam juz ciuchy z piwnicy ale ojciec zrobil mi awanture:) pierzyny też w tajemnicy na wies do szopy, to samo gazety, ksiazki, tylko ze ich miejsce zajmują nowe graty. i rośnie balagan.
513 2012-08-27 13:28:10 Ostatnio edytowany przez nika29 (2012-08-27 13:32:32)
dodatkowo każdy worek ze śmieciami przeszukuje mój ojciec i czasem przyniesie coś lub wyjmie i polozy na piec, ja wpadam a tu np w połowie uzyteczny zeszyt-slysze, bo zapisany do polowy
caly dom to zawalisko smieci
moj ojciec i matka potrafi wyjac dziurawe skarpety, ksero ktore wyrzucam po dawnych egzaminach musze przedzierac na pól co oznacza wyrazny komunikat- nie przynosic spowrotem, buty ktore probowalam palic musialam po prostu na pol przedrzec, bo nei da sie tego wyrzucic bez efektu "zwrotu" a przynajmniej z zapytaniem: a moze jest ci to potrzebne.
i ciagle slysze argumenty: tyle ci na ksero dawalam a ty wszystko palisz
buty wyrzucone-bogata jestes
fakt moi rodzice pokolenie gomułkowskie pamiętają czasy bez butów i kiełbasy.
ale ile to mozna zniesc:(
nie wspomne o podworku, jak przyjedzie smieciarka po kontener to zabiera oprocz smieci moje podrzutki-np stare garnki, bardzo potrzebne rodzicom, stare pokrywki, raz ojciec polowe wyjal-bo sie przywlókł zanim śmieciarka przyjechala, klęlam ze nie udalo sie mi tego wyrzucic.
piszę to i juz się denerwuje:(
O Boże!!!!
swoje smieci po prostu wyrzucam do kontenera w pracy mojego narzeczonego. nie zniosę grzebania:(
514 2012-08-27 13:35:14 Ostatnio edytowany przez Bubuś (2012-08-27 13:39:23)
ja im kiedys palnelam: ze raz segregowalam smieci brata do spalenia, zeby nie wrzucic jakiegos dezodoranta i znalazlam gumke zuzytą z zawartością, więc nie radzę im za bardzo grzebac:> gumka byla brata i bratowej.
nie zniechęcili się?? ![]()
moj ojciec i matka potrafi wyjac dziurawe skarpety, ksero ktore wyrzucam po dawnych egzaminach musze przedzierac na ból co oznacza wyrazny komunikat- nie przynosic spowrotem, buty ktore probowalam palic musialam po prostu na pol przedrzec, bo nei da sie tego wyrzucic bez efektu "zwrotu" a przynajmniej z zapytaniem: a moze jest ci to potrzebne.
i ciagle slysze argumenty: tyle ci na ksero dawalam a ty wszystko palisz
buty wyrzucone-bogata jestes
fakt moi rodzice pokolenie gomułkowskie pamiętają czasy bez butów i kiełbasy.
ale ile to mozna zniesc:(
nie wspomne o podworku, jak przyjedzie smieciarka po kontener to zabiera oprocz smieci moje podrzutki-np stare garnki, bardzo potrzebne rodzicom, stare pokrywki, raz ojciec polowe wyjal-bo sie przywlókł zanim śmieciarka przyjechała, klęlam ze nie udalo sie mi tego wyrzucic.
symptomy zbieractwa
konsekwentnie trzeba wywalać bo nie da się wszystkiego trzymać ![]()
Ja pamiętam jak po śmierci babci sprzatalismy strych, wszystko tam było, nawet zeszyty mojego taty ze szkoły podstawowej, których za życia nie było szans wywalić bo dzieciom się przyda ![]()
a najlepsze jest to, ze młodym naprawdę potrzebne jest miejsce.
np zawalona sień, potrzebne mi miejsce na wózek, wiec wynosilam w 9 miesiacu ciazy cale tomy ksiazek, moj michal powiedzial ze nie chce awantury i tego nie ruszy, a ja robilam to sama bo musialam zrobic to w tajemnicy przed rodzicami.
oczywisccie byli niezadowoleni: już zarządziła
516 2012-08-27 13:46:56 Ostatnio edytowany przez nika29 (2012-08-27 13:50:43)
rok temu zalęgly nam sie mole w piwnicy, przez tydzien sprzatalam godzine po pracy, palilam cale tony, zalęgły się w starych orzechach sprzed stu lat, w chlebie i w czyms jeszcze, i te ciuchy z molami, cos okropnego, widze w tym roku w czasie remontu piwnicy ze duzo mi zawdzieczaja:np przesypywalam miliony gwozdzi w puszki z rozsypujacych sie torebek papierowych.
wywalilam chyba milion kokonów moli.
ale jaka awantura byla, bo ojciec nic nie moze znalezc
i dobrze:)
w kwietniu 2011 bylo szaro od moli w piwnicy, szaro!
oczywiscie nikt mi nie wierzyl, ze to mole
to bylo cos tam,ale nie mole:)
Popełniam błędy, ale też szybko się uczę. Tylko jeden raz zrobiłam coś wbrew swojej intuicji: dałam się namówić na kupno wspólnej działki.
Zresztą szwagierki też spotkał ten los. Nie mieszkamy w bezpośrednim sąsiedztwie teściów, ale dla zmotoryzowanego nic trudnego. Dla nas nauczka i piekielny żal do mężów, że nas wkopali. Tym większy, że to nasze bab pieniądze zostały umoczone.
Teścia mam jak z koszmaru sennego. Nikomu takiego nie życzę. Mundurowi na emeryturze to horror. Oni rządzą nie tylko u siebie, u innych też, a jak potrafią wydawać rozkazy i stawiać na baczność!
Teraz już wiecie o wiele więcej. Ciekawa sytuacja - prawda? Tutaj pieniądze poszły z odwrotnego kierunku.
Nie zmienia to faktu, że należy być samodzielnym finansowo i mieszkać oddzielnie. Ze swojej strony dodam - jak najdalej od siebie.
Nie zmienia to faktu, że należy być samodzielnym finansowo i mieszkać oddzielnie. Ze swojej strony dodam - jak najdalej od siebie.
Podobno sympatia rośnie wprostproporcjonalnie do odległości ![]()
"w gości każdy dobry na 2 godziny raz na tydzien"-mądrość zyciowa mojej bratowej
A tak zupełnie serio, jeżeli mama nie da sobie przegadać, że ta cała garderoba jest zbędna, próbuj za jej plecami pozbywać się ciuchów, pakuj w worki i do kontenerów z używaną odzieżą
Jeżeli to możliwe oczywiście.
...a za plecami męża spróbuj, pozbyć się teściowej...pakując w worek i do kontenera...masakra
Powiem szczerze Busiu, bałabym się mieszkać z Tobą.
Kupowałam detergenty, które wiedziałam, że skutecznie poradzą sobie z przypalonym piekarnikiem czy brudną płytą kuchenną, nie używała ich bo płyn do naczyń wystarczy nie trzeba żadnych specyfików używać.
A dlaczego powinna wprowadzać zmiany, na które nie ma ochoty.
Ponieważ obrotem chemii ("cięższej") się zajmuję, doskonale wiem, że większość preparatów to "pic na wodę" a babcine sposoby są wciąż skuteczne.
U mnie w domu zawsze robiło się przetwory na zimę, więc i u teściów przygotowałam małe zapasy, jakieś grzybki marynowane,paprykę, ogórki, dżemy, a teściowa chodziła do sklepu i kupowała bo ona nie lubi domowej roboty...
A u mnie w domu też się robiło, u teściowej pierwszej też a u drugiej nie i choć czasami i ja robię to na dzień dzisiejszy bardzo rzadko...i co z tego wynika? jem to co chcę i w czym problem? Sąsiadka( synowa i teściowa w jednym domu to również sąsiadki) ma mi do talerza zaglądać i komentować?
Kupowaliśmy olej 5 l, bo taniej wychodzi, ona go używać nie będzie bo ona zawsze w 1 l. kupowała i taki jest dobry...
To jest chyba najzabawniejszy kawałek...kupuje 1l, ponieważ butelkę łatwiej trzymać w dłoni-wystarczy jako uzasadnienie?
Czy chęć zaoszczędzenia( swoich?), ułatwienia, unowocześnienia, to nie jest narzucanie swojej woli?
Powiedzcie mi dziewczyny po jakiego...chcecie wychowywać swoje teściowe? Unowocześniać, uczyć gospodarności, czystości.
Chcecie "naprostować" teściów...a same tego nie lubicie.
Pewnie moje antyki też by się w kontenerze razem ze "starociami" znalazły, bez względu na wartość, choćby sentymentalną.
Życzę więcej refleksji.