No to rzeczywiście Bubuś było ostro ... podejrzewam, że gdyby u mnie takie coś miało miejsce, to rodzice czym prędzej opuściliby lokal, życząc nam tego samego ... bardzo niefajnie, że teściowa krytykowała Twoją mamę, że Cię źle wychowała - naprawdę very very nietaktowne i jak dla mnie bezczelne ...
To nawet nie o wychowanie chodziło ale o fakt mieszkania z młodymi pod jedym dachem. "Bo przedtem jak matka powiedziała cos to święte było i człowiek miał 30 lat a rodziców słuchał, a teraz młodzi myślą, że wszystkie rozumy pozjadali i gadanie rodziców w d...e mają.." o to bardziej jej chodziło ![]()
Tak czy inaczej, bardzo niefajnie to wyszło. Kurczę, według mnie człowiek mający choć odrobinę kultury nie porusza takich tematow przy wspólnym stole. Rozumiem, sama ma taką opinię, wolno jej. Ale robić Wam wyrzuty przy rodzinie, że jej nie słuchacie tylko żyjecie własnym życiem ? Dla mnie to po prostu śmieszne .... Taka opinia zacofanej wiejskiej baby, bo dawniej to się rodziców słuchało i to była świętość ... Więc żeby teściowa była zadowolona, to pewnie powinniście od dziś stanąć na jej rozkazy, przeprowadzić się z powrotem do nich i stać się na powrót "smerfami" ....
Ważne jest ustalenie granic na samym początku w przeciwnym razie teściowa może wejść człowiekowi na głowę, jeśli nie ma wyczucia. Zresztą, jeśli teściowa już jest wrednym babsztylem to bedzie się czepiać o COKOLWIEK; nic się jej nie będzie podobało.
Ważne jest ustalenie granic na samym początku w przeciwnym razie teściowa może wejść człowiekowi na głowę, jeśli nie ma wyczucia. Zresztą, jeśli teściowa już jest wrednym babsztylem to bedzie się czepiać o COKOLWIEK; nic się jej nie będzie podobało.
Ale ona nie od poczatku była taka uciążliwa... albo to ja byłam bardziej tolerancyjna ![]()
Bubuś ale ja do ciebie nie mam żadnych tam no...roszczeń:) nie odnoszę się do przeszłości (tj. "Trzeba było....") ale własciwie to rada dla kobiet i dla facetów w sumie też na przyszłość. Jest jak jest i należy rozwiązywać sprawy bieżące bo ani nie ma sie juz wpływu na przeszłość ani na cudzy charakter ![]()
Bubuś pewnie na początku w imię dobrych relacji nie brałaś do siebie takich odpałów teściowej, albo i ona na początku się hamowała, a skoro stałaś się na dobre domownikiem, to po prostu już nic nie udaje tylko wprost wygłasza swoje skargi i zażalenia ....
Witam.
U mnie po staremu. Zaprosilam syna z rodziną na świąteczny obiad. Próbowałam dodzwonić się do synowej, ale.....nie odbierała telefonów ode mnie. I nie przyjechała. Syn z wnuczkiem przyjechali. Mały został z nami, syn wrócił do żony. Odebrali go wieczorem, jak zwykle. On przyszedł po dziecko, ona czekała w samochodzie. Chciałam wyjść i zaprosić ją do domu, ale mąż mnie powstrzymał. Że unika kontaktu, nie odbiera telefonów, więc żebym dała sobie spokój.
No to sobie daję. Co ma być to będzie.
Witam.
Marena, moim zdaniem u Ciebie idzie ku lepszemu.
Bardzo istotny jest Wasz (dziadków) kontakt z wnuczusiem i żeby się utrzymał.
Ze strony Twojej synowej, to taka demonstracja - podjeżdża pod Wasz dom i nie wchodzi się przywitać. Może to świadczyć o jej determinacji, albo testuje, czym może Wam jeszcze dopiec?
Stanowisko Twojego męża bardzo mi się podoba i dobrze, że go posłuchałaś.
Pomyśl, jak byś się poczuła, gdyby nie przyjęła Twoich osobistych zaproszeń - to byłoby dla Ciebie poniżające i wprost lekceważące takie jej zachowanie, w dodatku na widoku.
Przynajmniej oszczędziłaś sobie tego.
Musicie się tego trzymać, co zostało postanowione.
Synowa wobec Waszej stanowczej postawy, powinna w końcu przyjść po rozum do głowy: zaprzestać manipulacji, żądań, zobaczyć swoje właściwe miejsce w Waszej rodzinie, a przede wszystkim nabyć pokory wobec Was i życia, bo tego jej najbardziej brakuje.
Pozdrawiam.
E tam, zaraz ponizajaca odmowa. A ja mysle, ze gdyby marena poszla do niej i z usmiechem ja zaprosiła, a po odmowie nic sobie z tego nie robiła to dopiero synowa mialaby zagwozdkę. Bo nic tak nie wyprowadza z równowagi fochującego się jak zupełna obojętność tego na kogo się fochuje. Gdyby wszyscy powoli zaczynali zachowywać się normalnie i zupełnie nie zwracali uwagi na zachowanie synowej to ta w koncu by sie uspokoiła. To tak jak z małym dzieckiem, ktore siedzi w kacie i obrazone jest na wszystkich. Jak go wołaja i się nim interesują to siedzi i sie nie rusza, ale jak tylko zauwazy ze wszyscy sie swietnie bawia bez niego to od razu porzuca swoj kat i przylacza sie do zabawy.
401 2012-04-13 13:48:16 Ostatnio edytowany przez żyworódka (2012-04-13 14:13:52)
W Twojej wypowiedzi są sprzeczności.
Otóż, ignorując obecność synowej, siedzącej w samochodzie przed ich domem Marena i jej mąż moim zdaniem, zachowali się prawidłowo, bo adekwatnie do wytworzonej przez nią sytuacji.
Wykazali zrozumiałą obojętność dla jej fochów.
Marena zaprosiła rodzinę syna na świąteczny obiad. Nawet kilkakrotnie dzwoniła do synowej osobiście, ale synowa nie odbierała jej telefonów całkowicie ją ignorując i lekceważąc. Przyjechał tylko syn z wnukiem.
Zatem zaproszenie wcześniejsze było, więc ile razy bez ujmy można je ponawiać?
Jak sama zasugerowałaś : "To tak jak z małym dzieckiem, ktore siedzi w kacie i obrazone jest na wszystkich. Jak go wołaja i się nim interesują to siedzi i sie nie rusza,"
No więc nie wołali jej...i słusznie.
Ja dziś wymiękłam całkowicie
(((((((((
czuję się jakby mi ktoś dał w pysk ... A w czym rzecz?
Korzystamy z dotacji unijnych dla rolników. W tym roku mieliśmy dostać 2700 złotych, w zeszłym roku pierwszy raz składaliśmy wniosek, ale że teściowa była wtedy właścicielem gruntów, to na nią był składany wniosek. Umowa była taka, że to będą dla nas pieniądze na zakup opału i odkopanie fundamentów żeby ocieplić dom. Przed świętami teściowa dała mężowi 1500 złotych mówiąc, że resztę wybierze następnym razem, bo tylko tyle jej bankomat wypłacił. Do wczoraj cisza. Dziś mąż z pracy do niej zadzwonił, żeby wybrała resztę pieniędzy, bo mu potrzebne. A co ona na to? JA NIE MAM JUŻ PIENIĘDZY ... Boże jak można być takim człowiekiem? A cały marzec non stop coś kupowała, firanki za 200 złotych, jakieś duperele do kuchni, mocno przesadzone zakupy świąteczne, a mąż jej mówił: mam nadzieję, że to nie z dotacji ... to go solennie zapewniała, że jak tylko przyjdą, to nam da ...
Jezu ja rozumiem, że matka nie musi nic dzieciom dawać - ale żeby jeszcze zabierać? Co to za matka!! Nie potrafiła zachować się honorowo, wybrać tę kasę jak przyszła i dać nam, bo przecież mieliśmy plany związane z tym domem, nie planowaliśmy wydać tego na wakacje czy coś w tym rodzaju
Mój mąż ma taki wielki żal o to wszystko, a mnie się odechciało czegokolwiek ... Tak się staramy, żeby to wszystko jakoś remontować, ulepszać, to zabierze ci 1200 złotych i roztrwoni na głupoty ...
No ale to dość poważna sprawa. Nie gadałaś z nią o tym?
Nie gadałam i nie zamierzam. Tyle razy się jej mąż pytał przy różnych nietypowych zakupach, czy to czasem nie są te pieniądze. Ostro zaprzeczała. W piątek przed świętami dała nam 1500 z zapewnieniem że reszte wybierze z bankomatu. A dziś "ona nie ma". Kurcze krew mnie zalewa, nie chcę z nią gadać, bo powiem za dużo ... ja tylko nie potrafię sobie wyobrazić, jak można być tak lekkomyślnym człowiekiem, tak okrutnie się zachować wobec własnych dzieci.
Żeby było zabawniej, to ja się wystarałam o te dotacje. Dowiedziałam się, co i gdzie się wypełnia, mąż skompletował papiery, ona tylko jechała je złożyć w ARiMR ...
Ja wiem, że może to nie są kolosalne pieniądze, ale złość we mnie kipi, że nawet w takiej kwestii nie można było jej zaufać, bo zagrabiła coś, co nie należało do niej
i co w ogóle w tej sytuacji można zrobić?
Bardolka no normalnie bym z nią porozmawiała! Ta kwestię na pewno da się wyjaśnić.
Mąż z nią rozmawiał, zakończyła hasłem "Czego wy ode mnie chcecie, dajcie mi spokój" ... Ona po prostu jest chora psychicznie, bo jaki normalny człowiek by roztrwonił cudze pieniądze na głupoty i żeby go jakiekolwiek wyrzuty sumienia nie ruszyły ... Czym ona ma zamiar to wyjaśnic? Że zamiast opału na ten rok bardziej były dla niej niezbędne firanki?!
Ona sie pyta czego od niej chcecie, a wy co? Uszy po sobie i do pokoju?? Sadza sie matke na krześle i mówi, że w tym roku palicie jej firankami, bo je kupiła w zamiast opału. I pytacie się kiedy dokładnie możecie się spodziewać reszrt pieniędzy, jak powie, że nie ma to mówicie, że to nie wasz problem, a pieniądze, które wydała nie były jej więc rządacie zwrotu bezprawnej pożyczki w trybie natychmiastowym. Chora czy nie nadal was wodzi za nos a wy się dajecie...
Witam.
Korzystamy z dotacji unijnych dla rolników. W tym roku mieliśmy dostać 2700 złotych, w zeszłym roku pierwszy raz składaliśmy wniosek, ale że teściowa była wtedy właścicielem gruntów, to na nią był składany wniosek. Umowa była taka, że to będą dla nas pieniądze na zakup opału i odkopanie fundamentów żeby ocieplić dom.
Czy ta umowa na jaki cel zostaną przez Was przeznaczone pieniądze z dotacji została zawarta we wniosku, czy też tylko między teściową, a Wami?
Czy możecie korzystać z dotacji corocznie, składając wniosek już na męża, jako właściciela gruntu?
od tego roku tak, do 2014 włacznie.
Bardolka, nie odpowiedziałaś mi na to pytanie:
Czy ta umowa na jaki cel zostaną przez Was przeznaczone pieniądze z dotacji została zawarta we wniosku, czy też tylko między teściową, a Wami?
Myśląc logicznie, to chyba (?) trzeba okazać się jakimiś rachunkami (rozliczyć się), że pieniądze zostały spożytkowane zgodnie z określonym celem. Przecież teściowa nie okaże paragonu za zakup firanek i innych "gadżetów".
Dzien dobry dla wszystkich modernistycznych matek i przyszlych matek.
Mam nadzieje, ze nie obrazicie sie za moj mesaz, sprobujcie ustosunkowac sie do niego troche z "przymrozeniem oka".
Jestem tez mloda mamusia, bo mam synka wspanialego 2 i pol roku, chociaz mam juz 43 lata.
Chcialabym sie wypowiedziec na temat stosunkow tesciowa w obliczu nowego malego wnuka i przyszla mama.
No tak, rozumiem dokladnie o czym mowicie, wiem, ze to wydarzenie narodzin jest dla was otwarciem nowej drogi w roli matki, ktora chce tylko dobra dziecka. Ale, jak to mozliwe byscie juz tak bardzo planowaly i znaczyly wasz teren?
To rzeczy buduja konflikty, te proponowane przez przyszla babcie? To juz fajna babcia, bo chce dac dziecku, juz sie angazuje, juz jest wozek i ubranka. Dajcie im troche szansy by poczuly sie szczesliwe, ze moga cos ze soba przyniesc. Nie bojcie sie zaborczosci tesciowej i przyszlej babci, ona dzis ma tylko ta role.... Wy jestescie aktorkami, one moga tylko mowic i obserwowac i chcialyby jeszcze byc wazne, wiec czemu zabraniac im lekkiego wkladu do tego szczescia, ktore was czeka?
Wiem, bulwersuje was moimi myslami, ale one nie sa krytyka, jedynie refleksja.
Ja sama chcialabym miec stary wozek i ciuszki z przed 15 lat! To nie zart, a nie jestem biedna osoba, mysle tylko o tym, ze to cenne takie rodzinne, to tak jakby babcia przezywala jeszcze te najpiekniejsze wspomnienia. Niech nosi przynajmniej u niej, niech uzywa tego starego wozka przynajmniej u niej, ja ja dokladnie rozumiem.
I dlaczego kobiety z innych czasow i innego stanu ekonomicznego i spolecznego maja byc takie jak wy? Dlaczego nagle maja rozkochac sie w pieknej poscieli, ceramice i nowosciach? Moze ich przescieradla sa stare, ale za to, jestem pewna czyste i z mocne, bez kwiatkow i biale. Nie wiem, czy ja nie wolalabym wypic kawe z synowa, gdy do mnie przyjezdza w byle jakiej filizance, ale za to w cieplej atmosferze... ktora popatrzy na mnie jako na osobe od ktorej moglaby uslyszec ciekawa opowiesc?
Pozdrowienia i nie obrazajcie sie.
Żyworódko nie zauważyłam pytania. Umowa była po prostu między nami. Jeśli chodzi o wykorzystanie tych dotacji, nic nikomu nie trzeba okazywać. Żadnych faktur ani paragonów, można je wydać na dowolny cel. Ale skoro umawialiśmy się jak dorośli ludzie, to nawet nie wątpiłam. Ale jak pokazuje doświadczenie, mojej teściowej ufać nie wolno.
Już nie mówię o awanturach, jakie się odbyły potem ....
Nie czytałam wszystkiego bo nie mam ochoty. Ale co Ci przeszkadza wózek z przed 15 lat? Stare ciuchy? Urodzisz i okaże się, że nie Ty jedna zostałaś matką. A z wózka pewnie jeszcze się ucieszysz. Twój dzidziuś ma głęboko w d..e czy wózek ma 3, 9 czy 40 lat. Aby bujało. Kiedyś ktoś powiedział: im lepiej ubrane dziecko tym biedniejsi rodzice. 100procent życiowej prawdy. Mam dwojkę dzieci. Dzisiaj na studiach. Ale zawsze korzystałam z pomocy innych mam. Sama też pomagałam. I tylko kobiety z 6 dzieci, mieszkające w komunalnych mieszkaniach, biedne na co dzień jak myszy kościelne nie chciały ode mnie pomocy. Bo im się należy...A wózek od teściowej oczywiście, że posiadałam. Nazywaliśmy go karetą. A dzieci spały w nim jak trusie. Cicho, spokojnie, bez płaczu. Nie patrz na koleżanki, spójrz na siebie i to co chcesz najlepszego dla swoich dzieci.
Żyworódka i Teo, ja sobie pomyślałam, ze może mojej synowej jest głupio, dlatego chciałam do niej wyjść.
Wcale mi nie zależało na zerwaniu z nią stosunków, tylko na wyjaśnieniu ich, przypomnieniu gdzie są granice.
Wnuka widujemy regularnie, syn na pytanie "co tam u was" odpowiada, że ok., co niedzielę razem (bez mamusi synowej) wyjeżdżają. No, widzę efekty tej konfrontacji. Fakt, syn się pozbierał, ale gdyby synowa nie współpracowała, to nic by z tego nie było. Dlatego właśnie pomyślałam, że jej głupio.
Mnie jakoś ciąży to jej siedzenie w samochodzie. Mam wrażenie, że każda kolejna niedziela pogłębia przepaść, a ja tego nie chcę. Tak sobie myślę, że gdyby synowa absolutnie nie chciała żadnych kontaktów, to kazałaby się odwieźć do domu (to tylko parę km), a potem wysłałaby męża po dziecko. To jej siedzenie w aucie czemuś ma służyć. Może upewnieniu się, że mamy ją w d....? A wcale nie mamy!
Dzisiaj jest niedziela. I jeśli będzie tak samo, to dzisiaj wyjdę do niej i zaproszę do domu na sernik i herbatę. Ona lubi mój sernik, wiele razy go robiłam "na wynos" dla niej i syna. Mam nadzieję, że ten sernik będzie takim małym sygnałem, że myślę o niej. Bo myślę.
Tego co postanowione trzymamy się. Syn zaczyna remont mieszkania, do którego się wprowadzą. Umowa użyczenia spisana. Babcia i jej koty już zainstalowane w naszym domu. Wszystko jest jasne i oczywiste.
Zabieram się za ten sernik.
Mam teraz chwilkę, to może nadmienię kilka perełek z dnia wczorajszego. Otóż rano teściowa spędziła zamknięta w pokoju a jak tylko mój mąż wyszedł na zewnątrz coś tam robić, to dopadła mnie i tak się darła, że mnie zamurowało. Że jestem najduchem, smarkulą i gówniarą i nie będę jej mówić co ona ma robić ze swoimi pieniędzmi (a to wszystko tylko z jednego telefonu męża żeby jej wybrał pieniądze), że ona nam grosza nie da, na żadne rachunki ani na nic, że nie będzie płacić raty (mój mąż wziął dla niej pożyczkę w banku - na szczęście niedużą), no i do tego steki obelg na mnie i męża. Mnie zatkało, powiedziałam jej tylko, żeby stąd wyszła bo ja z nią rozmawiać nie będę.
Później ta sama scena z mężem, z tym, że on był na tyle zdeterminowany, że powiedział jej co o niej myśli ... co za żenująca osoba ....
416 2012-04-15 11:43:57 Ostatnio edytowany przez żyworódka (2012-04-15 11:44:24)
Witajcie leszczynek i AnnaJot ![]()
Bardzo przydatne jest takie świeże spojrzenie osób, na problemy poruszane w tym wątku.
Marena, oczywiście, że nie chodzi o to, żebyście Wy teściowie wyeliminowali synową z Waszego życia. Czy dobrze teraz zrozumiałam, że co niedziela jest taka sama scenka: syn przywozi wnuka sam, natomiast potem przyjeżdżają po niego oboje, ale tylko syn wchodzi do Was, a synowa pozostaje w samochodzie.
Myślałam, że to była tylko jednorazowa taka sytuacja.
Zatem piecz ten sernik i zaproś synową osobiście. Może rzeczywiście czeka na ten gest...a jeżeli Ci odmówi, to będzie jasno, że to taka demonstracja z jej strony.
I smacznego...uwielbiam serniki, ale u mnie to synowe je pieką. ![]()
Szkoda, że synowych/teściowych nie można zapytać o zdanie, by się tu wypowiedziały, jak one to widzą ![]()
Witajcie dziewczyny! Jestem nowa na tym forum, założyłam 1 wątek o mojej chorej zazdrości o ładniejszą szwagierkę i mojej niskiej samoocenie, na razie nikt nie napisał, a szkoda...
Ale skoro trafiłam na taki wątek to chciała bym Was o coś zapytac bo widzę że jest tutaj wiele mądrych Kobiet, synowych a także teściowych.
Napiszę bardzo krótko. Moja przyszła teściowa razem z teściem chcą nam, mnie i chłopakowi, po naszym ślubie przepisac mieszkanie, górne piętro. Oni mieszkają na dole. Swojej córce przepisali działkę. Z tym że córka dodatkowo chce też górne piętro na pół z nami - nie chcę się wtrącac, to totalnie nie moja sprawa, ale czy nie uważacie że to trochę nie wporządku? że syn dostaje górę a córka górę i dosc dużą działkę pod budowę?
I mam do Was pytanie, czy to będzie wporządku z mojej strony, jeśli to przyjmę? Oczywiście góra wymaga remontu i ten remont zrobię ja z moim przyszłym mężem, za moje i jego pieniądze, bo chcę w przyszłości byc niezależna finansowo. Także jakiś wkład w to mieszkanie też będę miała. Ja posiadam mieszkanie po zmarłych rodzicach ale jest to mieszkanie moje na współę z moim rodzeństwem.
419 2012-04-15 16:36:06 Ostatnio edytowany przez smutny_miś (2012-04-15 16:42:45)
Bardolka, z tego co piszesz, to sytuacja się zaostrza. Wyglada na to, że twoja teściowa, to taki typ osobowości, który nie potrafi zyć w dobrych relacjach, bo wiecznie znajdzie coś, aby tylko nawiązac konflikt. Kolejny raz stwierdzam, że zachowuje się niedojrzale. Po pierwsze umawialiście się, że środki z dotacji wykorzystacie na docieplenie, w końcu ona tez tam mieszka, to równiez miałaby w tym interes. Po drugie ustalenia słowne, to też umowa, więc nie rozumiem, czemu potem robi z siebie głupią. Podejrzewam, że od poczatku wymyśliła sobie, że tych pieniędzy wam nie da, bo działki były jej i jej sie też coś należy. Moim zdaniem jej działanie było z premedytacją przemyślane, aby was oszukać. A zachowanie i mówienie, że nie bedzie płacić rat i za opłaty, to dziecinanda, ona chyba myśli, ze tym was ukara. W takim razie należało by odciąć jej media. Chyba nauczyła was równiez tego, że nie nalezy ufac jej na słowo i nie brać nigdy więcej zadnych kredytów dla niej. Stara baba a głupia - bez obrazy
Całe szczęście w nieszcześciu, że twój mąz widzi jaka jest jego mamusia, że trzymacie się razem we dwoje. Powiec, jakie widzicie wyjście z całej sytuacji. Polecam żyć własnym życiem, nie zwracając na nią uwagi, ale obawiam się, że to niestety za mało.
Madzialenka to tesciowie decydują co komu i w jakiej ilości dadzą. Może to i niesprawiedliwe, ale oni i tak zrobia co zechcą. Poczytaj sobie watek i sama stwierdzisz, czy mieszkanie w jednym domu to dobry pomysł. Dla mnie góra, to zdecydowanie za blisko, nie ma intymności i poczucia bycia u siebie. Ja nigdy nie powtórzę już błedu wspólnego mieszkania. Z własnego doświadczenia powiem Ci, że w moim przypadku skończyło się to, wywaleniem pieniędzy w błoto, a teraz zostałam z niczym, ani pieniędzy, ani domu. Oczywiście nie przyjmuj tego jako regułę, ale pamietaj, że wasze relacje mogą róznie się ułożyć.
Od razu przyznaję, że nie czytałam wszystkich postów, ale zapewniam, że nie jest to wyrazem mojej ignorancji, a wyłącznie braku czasu. Temat mnie jednak na tyle zainteresował, że chciałabym dorzucić do niego dwa słowa.
Kiedy urodził się mój syn, notabene jedyny wnuk moich rodziców, to mama była najszczęśliwszą babcią pod słońcem, nieba by mu przychyliła, co jej zresztą zostało do dzisiaj. Dziecko miało mnóstwo ubranek i zabawek, były one przeważnie nowe, a wszystkie ładne i kolorowe. Mały naprawdę miał wszystko, co było mu potrzebne, ale mimo tego kiedy podrastał mama wyciągała ze strychu stare misie, dokładnie te same, którymi ja się bawiłam kiedy byłam mała (zatem one miały nie po 15, ale po 25 lat!). Prała je bardzo starannie, niektóre czesała, wiązała im krawaty i kokardki, przy czym wkładała w to tak wiele serca, że wielokrotnie patrząc na nią byłam szczerze wzruszona. Potem na trawniku przed domem, na moim starym (!) dziecięcym kocyku, oboje razem się tymi zabawkami bawili. Mały był zachwycony, bo one były inne od tych, które miał w domu, mówił o nich nawet, że są ,,babusiowe"
. Jeden z misiów jeszcze bardzo długo służył mu jako przytulanka w łóżeczku, a inne były atrakcją każdego przyjazdu do dziadków. I doprawdy NIGDY nie przyszło mi do głowy, że w ten sposób mama wkracza na moje terytorium, że robi tym dziecku czy mi krzywdę albo też występuje przeciwko mojej osobie.
Słusznie ktoś tu zauważył - to są tylko rzeczy, a liczyć powinny się głównie intencje i emocje jakie takim gestom towarzyszą. Dziadków trzeba jednak chcieć zrozumieć, zauważyć, że robią to wszystko, bo tak czują, a nie po to, aby komukolwiek zrobić na złość. To jest ich sposób na pokazywanie jak bardzo to maleństwo jest dla nich ważne, jak mocno je kochają, jaką radość sprawia im przebywanie z nim, opieka i zabawa. Tak więc - moim zdaniem - nawet jeśli czasem bywają przy tym nachalni czy irytujący, to naprawdę warto przymknąć na to oko i pozwolić im poczuć się przez tę krótką chwilę szczęśliwszymi, a może i potrzebnymi.
P.S. Teściowej niestety nie mam, zmarła jeszcze przed naszym ślubem, nie mam więc w tego rodzaju relacjach żadnych doświadczeń, dlatego pisałam o mamie.
Smutny_Misiu - moja teściowa jest osobą nieobliczalną. W tej sobotniej kłótni, kiedy napadła mnie jak tylko mąż wyszedł z domu, w oczach miała prawdziwe szaleństwo, darła się jak opętana. Zresztą psychiatrycznie się już w swoim życiu leczyła .... Mnie tylko dalej niezmiernie denerwuje fakt, że kiedy przed ślubem powiedzieliśmy, że budujemy dom, to wydzwaniała do mnie i przez telefon mnie błagała żebyśmy z nią mieszkali, bo ona się boi zostać sama i ona zrobi wszystko, żeby nam się dobrze układało ....
Wczoraj byli u mnie moi dziadkowie (nieopatrznie ich tydzień wcześniej zaprosiłam nie spodziewając się takiej sytuacji), babcia mnie pyta, dlaczego teściowej nie ma, a była na dole, bo tam obecnie siedzi cały czas. Opowiedziałam trochę o sytuacji, a moja babcia do mnie tak: wiesz, mnie to się już na waszym weselu wydawało dziwne. Ona DO NAS mówiła, co sie w ogole nie znaliśmy, że ona nie wie czy się z Tobą dogada, jak to będzie wyglądało, a że mój tata już nauczył Pawła pić piwa .... (no to mnie rozbawiło najbardziej, wyjdzie na to, że moja rodzina zrobiła z niewinnej liliji w postaci mojego męża alkoholika - nie wiem skąd te brednie przyszły do tej jej chorej głowy) ....
W sobote była kłótnia z mężem, ze mną, cwaniakowała, że ona się do niczego nie będzie dokładać, wyzywała nas oboje od najgorszych ... a wczoraj już urządzała tradycyjne - ta dam - płacze rzewne ...
Nie życzę nikomu mieszkania z wariatem ....
Madzialenka to tesciowie decydują co komu i w jakiej ilości dadzą. Może to i niesprawiedliwe, ale oni i tak zrobia co zechcą. Poczytaj sobie watek i sama stwierdzisz, czy mieszkanie w jednym domu to dobry pomysł. Dla mnie góra, to zdecydowanie za blisko, nie ma intymności i poczucia bycia u siebie. Ja nigdy nie powtórzę już błedu wspólnego mieszkania. Z własnego doświadczenia powiem Ci, że w moim przypadku skończyło się to, wywaleniem pieniędzy w błoto, a teraz zostałam z niczym, ani pieniędzy, ani domu. Oczywiście nie przyjmuj tego jako regułę, ale pamietaj, że wasze relacje mogą róznie się ułożyć.
Smutny Misiu, wiem dobrze że to teściowie zdecydują co zrobią. Ale to że córka teściowej chcę połowę góry dowiedziałam się sama od przyszłej teściowej. Siedziałyśmy ja, mój facet i jego matka w Mc Donaldzie, i ona sama nam powiedziała że córka chce, wręcz żąda tej góry dla siebie i męża a ona sama z teściem nie jest zadowolona z tego pomysłu, powiedziała że nie wie czy się na to zgodzi bo córki mąż też ma mieszkanie swoje. Teściowa nie chce z tego co wiem abyśmy później cisnęli się w jednym mieszkaniu, w końcu jej synowi też się coś należy a równie dobrze on mógłby zażądac połowę działki, czyż nie?
Takie jest moje zdanie ale co zrobią teściowie to oczywiście ich sprawa i nie mam prawa się wtrącac. Mimo że bardzo lubię siostrę chłopaka to jednak to co wymyśliła wydaje mi się troszkę nie fair.
Oczywiście zastanawiałam się nad wspólnym mieszkaniem, jak to będzie itd. Mój przyszły mąż mówi że u niego mamy świetne warunki, góra domu jest dosc spora, (góra i dół to dwa osobne mieszkania) i jest ogromny ogród gdzie nasze przyszłe dzieci będą się bawic, jest cisza i spokój. Moje mieszkanie które mam na współę z rodzeństwem to mieszkanie w bloku.
Cały czas rozważamy to choc nie ukrywam, chciała bym zostac tutaj. Bo nie wiem czy pisałam ale od około roku z narzeczonym mieszkamy już na górze. Jego rodziców zdążyłam już poznac dosyc dobrze, teśc jest dobrym człowiekiem, nie wtrąca się w nasze sprawy. Teściowa na pewno nie jest taką jak niektóre wasze teściowe (czytam Wasze historie i włos na głowie się jeży), jest czasem upierdliwa ale wiem że mnie lubi, traktuje mnie jak własną córkę, zawsze staje po mojej stronie, choc różnimy się bardzo charakterami to jednak dogadujemy się. Może nie mamy tego samego zdania w każdej kwestii ale nie jest to aż tak wielkim balastem.
Witajcie leszczynek i AnnaJot
Bardzo przydatne jest takie świeże spojrzenie osób, na problemy poruszane w tym wątku.Marena, oczywiście, że nie chodzi o to, żebyście Wy teściowie wyeliminowali synową z Waszego życia. Czy dobrze teraz zrozumiałam, że co niedziela jest taka sama scenka: syn przywozi wnuka sam, natomiast potem przyjeżdżają po niego oboje, ale tylko syn wchodzi do Was, a synowa pozostaje w samochodzie.
Myślałam, że to była tylko jednorazowa taka sytuacja.
Zatem piecz ten sernik i zaproś synową osobiście. Może rzeczywiście czeka na ten gest...a jeżeli Ci odmówi, to będzie jasno, że to taka demonstracja z jej strony.I smacznego...uwielbiam serniki, ale u mnie to synowe je pieką.
Przyjechali wieczorem i poszłam po synową. Odmówiła tłumacząc się tym, że już późno, ale......z pełnymi łez oczami. No i skończyło się na tym, żeśmy się obie poryczały.... Bez słów.
Całą blachę sernika wyniosłam im do samochodu z zaproszeniem na kolejny, kiedy tylko będą chcieli.
Na pewno nie pozwolę, by nadal siedziała w samochodzie.
mareno7,
GRATULUJĘ!
I Twej postawy, i decyzji o serniku
, i (mimo wszystko) synowej, która zrozumiała.
marena7 i super! Myślę że to zapowiedź czegoś dobrego:) Myślę też że synowa w swoim młodzieńczym "narwaniu" najzwyczajniej tego żałuje, wiadomo, że też by wolała by stosunki z teściową były dobre- ale na jej prawach. Masz szanse pokazać, że da się znaleźć kompromis i mimo to, byc w dobrych relacjach
Najważniejsze, ze jesteś szczera w tym wszystkim.
marena no fantastycznie! To wielki przełom i teraz zapewne będzie już tylko lepiej
Wam obu była potrzebna taka terapia szokowa i wiszę, że wyszła tylko na dobre
Taka uzdrawiająca kłótnia ![]()
Olinko temat ubranek ze strychu już dawno przeminął, ale dobrze jest poczytać inny punkt widzenia
Ja się z Tobą zgadzam, jedyne co mogę powiedzieć na obronę Autorki, która wspominała o tych starych rzeczach, to to, że pisała, iż są one naprawdę stare, wyblakłe i po prostu brzydkie, już nie wspomnę o higienie i o tym, że to wszystko trzeba było by najpierw wygotować w spirytusie ![]()
Madzialenka oczywiście na razie nie jest to Twoją sprawą co teściowie zrobią z majątkiem, ALE uważam, że jako zaakceptowana przyszła synowa masz prawo głosu. Na Twoim miejscu spokojnie powiedziałabym, że Twoim zdaniem taki podział jest nie do końca sprawiedliwy. Szwagierka rości sobie prawo do połowy góry, którą wy sami wyremontujecie. Albo podzielicie wszystko na 3 z koniecznością spłaty jednej ze stron jeżeli będzie taka możliwość, albo nie zgadzaj się na żadne dzielenie, bo bierzesz sobie dodatkowy kłopot i problem na głowę. I oczywiście, że równie dobrze może syn zażądać połowy działki. To są kwestie delikatne, ale bardzo ważne, które wszyscy razem powinniście ustalić przed ślubem, żeby potem nie było nieprzyjemności.
427 2012-04-17 07:24:57 Ostatnio edytowany przez Bardolka (2012-04-17 07:30:45)
Marena, naprawdę gratuluję wielkiego serca, bo bez tego na pewno nie zrobiłabyś tak wielkiego kroku naprzód ![]()
U mnie pat. Wariatka siedzi na dole, cały wieczór wczorajszy odstawiała płacze, a ja staram się przekonać męża do budowy domu - idzie ciężko ...
Aaaaa jeszcze co do sytuacji Madzialenki - nie łakomiłabym się na górę u teściów tylko w porę w czas bym myślała o czymś swoim. Ja za namowami męża mam ten miód na co dzień i moim największym błędem było ustępstwo wobec męża żeby z teściową zamieszkać.
Dziewczyny, czuję się jakby mi spadł z serca kamień. Bo mi ta sprawa z synową leżała na nim od bardzo długiego czasu. I oglądałam ją z różnych stron próbując zrozumieć, a wyrazem tego jest to moje pisanie na forum.
Ale gdy zobaczyłam Ją taką "bez kolców", bez "ciężkiej zbroi" - to naprawdę mnie wzruszyło i poruszyło. Chwyciło za serce. Ona chwyciła mnie za serce.
Ta chwila w samochodzie, gdy obie się spłakałyśmy wszystko zmieniła. Po raz pierwszy odkąd Ją poznałam, poczułam, że to ktoś bliski. Jestem emocjonalnie w innym miejscu niż dotąd.
....właśnie dlatego warto być człowiekiem, warto wyjść nawet poza to człowieczeństwo. dla samego siebie.
Witam.
Bardolka.
W tamtym roku załatwiłaś sprawę dotacji. Będzie przysługiwała Wam do 2014 roku, czyli przez okres trzech lat.
Dokumenty podpisała teściowa, bo wówczas jeszcze była właścicielem gospodarstwa. Nie wiem, czy dobrze rozumuję, ale kolejne dotacje będą już na męża jako właściciela gospodarstwa?
W tym roku wpłynęły pierwsze pieniądze w kwocie 2700 zł, na konto teściowej. Jak piszesz, otrzymujący nie jest zobowiązany do okazania rachunków na jaki cel zostały wydatkowane pieniądze z dotacji. Jest to wg mnie co najmniej nie logiczne, bo uważam, że jakaś kontrola w tym zakresie powinna być, aby nie trwonić tych pieniędzy na "bzdety", tylko na konkretne wydatki - ale, to takie moje uwagi.
Zatem od strony formalnej/prawnej jest wszystko w porządku.
Jednakże, między teściową, a Wami była niepisana umowa, że Wy jako obecni właściciele będziecie zarządzać pieniędzmi z dotacji - z przeznaczeniem na zakup opału i szalunek domu (chyba dobrze pamiętam, bo nie mam podglądu).
Tymczasem z kwoty 2700 zł teściowa dała Wam 1500 zł, pozostawiając sobie 1200 zł, które wydatkowała wg Ciebie na "farmazony".
W zupełności masz tutaj rację, bo za dotację nie powinno się inwestować w firanki. Można powiedzieć, że łatwo przyszło, łatwo poszło.
Jednakże tok rozumowania teściowej jest moim zdaniem następujący:
co prawda Ty załatwiałaś wszystkie formalności, ale dotacja na ten rok jest na nią, bo to ona podpisała dokumenty, dlatego uznała, że jej się też pewna kwota z tej puli należy, jeżeli nie cała. Wręcz uważa, że jest całkiem w porządku, bo jednak podzieliła się z Wami, a nie musiała skoro dotacja jest na nią.
Moim zdaniem teściowa coraz bardziej jest świadoma tego, że podpisała na siebie "cyrograf" (o czym już pisałam) i nie będzie już miała żadnych dodatkowych korzyści płynących z jej majątku.
Utrzymuje dosyć bliski kontakt z rodziną, gdzie z pewnością też utwierdzają ją w poczuciu błędu jaki popełniła przepisując majątek na syna, stając się lokatorką w swoim domu.
Myślę, że tak naprawdę nigdy nie dojdzie do porozumienia między Wami, okazywanie sobie nawzajem choćby jakiejś minimalnej tolerancji w życiu codziennym, bo za dużo dzieli Was sytuacji i zdarzeń przykrych dla obu stron, co nie rokuje na przyszłość polepszeniem wzajemnych stosunków - wręcz przeciwnie, wychodzą coraz to nowe problemy.
Oboje Ty i mąż, nie jesteście bez winy, skoro doszło do przepisania majątku teściowej na syna, w czym największą odpowiedzialnością teściowa obarcza z pewnością Ciebie (i tu jestem tego samego zdania), bo to Ty znasz się na przepisach, co niejednokrotnie wykazałaś nie tylko w tym wątku. Zatem jesteś w małżeństwie szyją, która głową (mężem) kręci.
Wszystko co wydarzyło się "po", jest już tylko łańcuszkiem...następstwem...
Może nie dopominajcie się o tę resztę pieniędzy, jeżeli teściowa dobrowolnie ich Wam nie da - czasem dobrze odpuścić w imię spokoju, niech się nacieszy swoimi zakupami. Za następne lata weźmiecie już całość.
P.s.
Bardolka, mam nadzieję, że nie będziesz znowu przypisywać mi "naskakiwania" na Ciebie.
Każdy ma zagwarantowane prawo wypowiadania się, tym bardziej, że moje posty nie są obraźliwe, a wypowiadam się na podstawie li tylko faktów przez Ciebie przedstawionych.
W przeciwnym wypadu, nie będę jednak już odnosiła się do Twoich postów.
Marena, łzy oczyszczają, cieszę się razem z Tobą. ![]()
Trochę mnie nie było, a tu akcja się rozwinęła.
Tak naprawdę to chyba nigdy nie dowiemy się kto jest faktycznym właścicielem domu, w którym zamieszkuje obecnie Bardolka. Jestem typowym niedowiarkiem i tylko pisane i opieczętowane do mnie przemawia, oczywiście w oryginale.
Co zaś się dopłat bezpośrednich tyczy to:
- kwota wskazuje na posiadanie paru hektarów
- kto opłaca od owego gruntu podatek
- kto kupuje nawóz, chemię do oprysków, ropę do ciągnika ewentualnie ile kosztuje obrobienie tego pola
- kto na nim pracuje
Teściowa Bardolki by może zrobiła głupotę roztrwaniając pieniądze na bzdety. Jednak gdybym musiała zapieprzac na roli, a dopłatą rządziłaby synowa ze synem, to też bym okoniem stanęła.
Najlepiej byłoby na własnym, ale ponieważ macie dopiero plany, to albo przejąc całkowicie gospodarowanie i zarządzanie wszystkim, w tym finansami albo szczegółowo obgadac zakres obowiązków.
Temat opłat oraz podziału obowiązków podczas wspólnego zamieszkiwania zawsze wzbudza emocje. U mnie tym większe gdy ktoś deklaruje, że ma cokolwiek wspólnego z ekonomią czy bankowością. Jednak i ja czasem wpadam w osłupienie, bo wyliczenia są czasami tak pokrętne, a argumentacja wzięta z sufitu.
Zachowanie teściowej Bardolki poniżej krytyki. Jeśli już teraz odstawia takie cyrki ( o ile to prawda), to będzie tylko gorzej. Dodajmy do tego poczucie krzywdy ( moje przypuszczenia), osamotnienia w swoim problemie i mamy podłoże do długotrwałego konfliktu.
Madzialenka, przeczytałam Twoje posty i odpowiem Ci tak:
Nie wtrącaj się w tą sprawę! To jest sprawa pomiędzy Twoimi teściami i ich dziećmi. Niech oni to sobie we czwórkę rozwiążą. Może się pokłócą, poobrażają, ale w końcu dojdą do porozumienia. Ty natomiast, choć jesteś w dobrych stosunkach z teściami, jesteś osobą z zewnątrz. Nawet nie jesteś jeszcze żoną swojego chłopaka. Zachowaj neutralność. Oczywiście możesz porozmawiać o tym ze swoim chłopakiem, jednak unikaj ocen pod adresem szwagierki czy jego rodziców. Po prostu zapytaj go jak on to wszystko widzi i jakie ma stanowisko w tej sprawie. Możesz powiedzieć mu, ale delikatnie, jak Ty to widzisz. I tyle, nic więcej, a już absolutnie nie rozmawiaj o tym z teściową. Jeśli Cię zapyta o zdanie, powiedz, że to sprawa pomiędzy nimi i Ty nie zajmujesz stanowiska.
Twój chłopak jest dorosły i chyba potrafi zadbać o swoje interesy, tak jak jego siostra.
Co do wspólnego mieszkania to jestem z gruntu przeciwna, chyba że jest to absolutnie oddzielne mieszkanie, niezależne, z oddzielnym wejściem, wygłuszoną podłogą by móc swobodnie się kłócić, kochać i robić imprezy, z własnymi licznikami i co tam jeszcze. Wtedy tak, można żyć w miarę oddzielnie, choć nadal to bardzo blisko teściów, dla mnie zbyt blisko.
Moja przyszła teściowa razem z teściem chcą nam, mnie i chłopakowi, po naszym ślubie przepisac mieszkanie, górne piętro. Oni mieszkają na dole. Swojej córce przepisali działkę. Z tym że córka dodatkowo chce też górne piętro na pół z nami - nie chcę się wtrącac, to totalnie nie moja sprawa, ale czy nie uważacie że to trochę nie wporządku? że syn dostaje górę a córka górę i dosc dużą działkę pod budowę?
Chodzi Ci o to, że nie po równo dobrami zostaną obdzieleni...może nie od tej strony rozpocznij rozmowę z narzeczonym.
Musisz z nim porozmawiać, jaki będzie wówczas podział kosztów utrzymania domu i obejścia przydomowego: światło (osobne liczniki?), opał (osobne składowanie?), koszenie trawy itd. A co z kuchnią i łazienką, będzie osobno dla każdej z rodzin?
Jeżeli faktycznie dojdzie do podziału piętra pomiędzy Twoim przyszłym mężem i jego siostrą, to Twoje przyszłościowe problemy wspólnego zamieszkiwania w jednym domu, należy pomnożyć razy dwa. Nie dosyć, że teściowie, to jeszcze rodzina szwagierki.
To, że obecnie jesteście w dobrych stosunkach (pisałaś o tym w innym wątku), nie musi być miernikiem tego, że zawsze tak będzie.
Madzialenka, chociażby w tym wątku masz tyle opinii i rad, żeby mieszkać na swoim, oddzielnie. Poczytaj. ![]()
żyworódko tym razem to ja uważam, że naskoczyłaś na Bardolkę i robisz z niej jakiegoś potwora czyhającego na rozpadający się majątek teściowej. W niektórych kwestiach nie zgadzałam się z podejściem i postępowaniem Bardolki, ale w miarę tworzenia się nowych postów wychodzi na to, że teściowa jest niezłą manipulatorką. Dziewczyna już kilkakrotnie pisała, że nie chciała mieszkać w tym domu, że to mąż sie uparł, że teściowa wypłakała i wybłagała, no to dziewczyna mądrze zarządała zapisania majątku męzowi. No i się gehenna zaczęła. Może i teściowa zdała sobie sprawę, że podpisała "cyrograf", ale przecież sama chciała i sama o niego błagała. Idę o zakład, że gdyby dać teraz Bardolce możliwośc wyprowadzki to wybiegła by z domu jak stoi i wcale się nie oglądała na dom do remontu, ciągłe dokupowanie opału i szantażującą niezrównoważoną teściową, która cierpi na chroniczny brak atencji. Znam trochę ludzi i znam ten typ teściowej. To Bardolka sobie stryczek ukręciła na szyję a nie teściowa.
Trochę mnie nie było, a tu akcja się rozwinęła.
Tak naprawdę to chyba nigdy nie dowiemy się kto jest faktycznym właścicielem domu, w którym zamieszkuje obecnie Bardolka. Jestem typowym niedowiarkiem i tylko pisane i opieczętowane do mnie przemawia, oczywiście w oryginale.
Co zaś się dopłat bezpośrednich tyczy to:
- kwota wskazuje na posiadanie paru hektarów
- kto opłaca od owego gruntu podatek
- kto kupuje nawóz, chemię do oprysków, ropę do ciągnika ewentualnie ile kosztuje obrobienie tego pola
- kto na nim pracuje
Teściowa Bardolki by może zrobiła głupotę roztrwaniając pieniądze na bzdety. Jednak gdybym musiała zapieprzac na roli, a dopłatą rządziłaby synowa ze synem, to też bym okoniem stanęła.
Właścicielem wszystkiego jest od września mój mąż, ani tajemnica, ani zamieszanie, wsio jasne. Akt notarialny darowizny na nazwisko mojego męża, tylko jego. Pierwsza wątpliwość wyjaśniona ![]()
Hektarów jest równo 4.
Podatek opłacamy my z mężem.
Nawóz do sianego zboża kupił 2 tygodnie temu mój mąż, mimo że nie chcieliśmy siać zboża, tesciowa stwierdziła, że tak trzeba, więc Paweł kupił nawóz i powiedział matce, że on płaci, żeby jej nie brakło pieniędzy na bieżące wydatki. (już po wszystkim myślę, co za ironia, mąż kupił nawóz, żeby matce pieniędzy nie brakło, a ona w tym czasie miała ich pod dostatkiem ... )
Kto pracuje? Tylko mój mąż. Są to głównie łąki, które mąż 3 razy do roku wykasza i niewielkie pole na którym jest zboże. Dotąd było również niewielkie pole z grządkami, no to wiadomo że do jesieni zajmowali się nim we dwoje bo ja jeszcze w tym domu nie mieszkałam. Obecnie mąż zrobił dla mnie grządki na warzywniak.
Więc teściowa nie jest kołhoźnicą w naszym potężnym gospodarstwie, zmuszaną do robót w polach od świtu do nocy
Zresztą z jej stękaniem i ciągłym narzekaniem na wszelkie bóle chyba byłaby mało przydatną robotnicą ![]()
Do żyworódki nie mam obecnie żadnych pretensji
Ostatni post w sumie szczerze wyraża jej opinię. Co do motywacji teściowej - ja je odczytuję dokładnie tak samo. A co do faktu podłości jej postępowania - nikt mnie nie przekona że jest inaczej. Mogłam mieć spokój i kupiony węgiel na zimę, ale muszę się o to martwić, bo teściowa ma to w D**ie co będzie w zimie. Bo teraz są firanki ... Obiecałam sobie, że zrobię wszystko, żeby mój mąż zrozumiał, że budowa własnego domu to konieczność.
Trochę się wyjaśniło. Teściowa do tej pory jak rozumiem to wszystko opłacała, wy od niedawna, więc ok - wzięła co swoje, a teraz powinna trzymac się z daleka od finansów.
Jednak nadal uważam, że trafił swój na swego. Teściowa myślała, że trochę manipulacji i będzie na jej, a tu Bardolka wkroczyła do akcji. Generalnie każdy dba o swój interes i to jest zrozumiałe, dopóki nie przeginamy. Tak jak już kiedyś pisałam, rodzice też ludzie, nie są ani mniej ani bardziej bezinteresowni od innych. Tak samo dzieci, każdy ciągnie w swoją stronę, tak też zrobiła teściowa Bardolki. Mając syna pod ręką ma zapewnioną pomoc, rachunków nie płaci sama. Natomiast synowa też się czuje pokrzywdzona, a przecież też na tym korzysta, bo nie płacą ani za wynajem, ani w w pełni za utrzymanie domu czy mieszkania.
Wszystkim dzieje się jednak krzywda.
Rozwiązanie jest proste, nie żenic się, ani nie wychodzi za mąż nie mając finansowego zaplecza.
A co tam, jakoś to będzie. Teściowa myśli, że jej będzie na wierzchu, a tymczasem ta sama myśl kiełkuje u synowej. Kończy się jak zawsze - sporym konfliktem, przy czym każda ze stron obwinia tą drugą.
Bardolko, mam nadzieję, że namówisz męża na budowę. To jest najlepsze rozwiązanie, owszem drogie, ale za jakiś czas mieszkając na swoim zrozumiesz moją argumentację. Będziesz też panią na swoich włościach, a im więcej własnej pracy i pieniedzy włożysz, tym bardziej będziesz rozumiec nasze zarzuty. Jeśli zaś teściowa będzie usiłowała szarogęsi się u was, to pierwsza po niej pojadę.
co do wcześniejszego opłacania przez teściową - dopóki żył dziadek mojego męża (emerytowany policjant), to wszystkie opłaty szły z jego, niemałej bądź co bądź, emerytury. A odkąd zmarł, to składali się po połowie ...
Skoro teściowa uważała, tak jak to dziewczyny sugerowały, że jej się części dotacji należy to powinna, jak każdy cywilizowany człowiek wyartykułować swoje potrzeby i dojść do porozumienia z młodymi. A nie, jak ona to zrobiła, zabrać pieniądze, wydać cichaczem, zapewniać, ze jak tylko dostanie dotacje to im da całą sumę, a jak przyszło co do czego to wydarła się, że ona nie ma, a wszyscy dookoła niej są niewdzięcznymi darmozjadami i pasożytami.
Teo napisał/a:żyworódko tym razem to ja uważam, że naskoczyłaś na Bardolkę i robisz z niej jakiegoś potwora czyhającego na rozpadający się majątek teściowej (...)
Do żyworódki nie mam obecnie żadnych pretensji
Ostatni post w sumie szczerze wyraża jej opinię. Co do motywacji teściowej - ja je odczytuję dokładnie tak samo(...)
Teo, coś ostatnio źle trafiasz z postami/opiniami. Czyżby zła passa... ![]()
Teo - każdy normalny człowiek tak by to załatwił. Ale kto powiedział, że ona jest normalna?
Kilka stron wcześniej pisałam, że miała działalność gospodarczą, którą zadłużyła na 30 tysięcy złotych i co zrobiła? Pewnego ranka wyszła z domu, wsiadła w autobus i pojechała w siną dal na drugi koniec Polski ... czy to było normalne?
Więc kolejny dowód, choć wcale niepotrzebny, bo są sprawy ewidentne ...
Kurcze, mojemu mężowi jest teraz naprawdę cięzko. Widzi, że nie ma to racji bytu, ale nie może się z tym pogodzić. Zrobił się taki trochę zamknięty w sobie, a ja nie wiem, jak mu w tym pomóc. Pomocą na pewno nie będzie przejście nad tym do porządku dziennego, bo to się skończy rozpadem naszego małżeństwa (bo mnie coraz bardziej doskwiera życie z bombą zegarową za ścianą). Ehhhh ....
441 2012-04-19 12:36:53 Ostatnio edytowany przez smutny_miś (2012-04-19 12:39:03)
Bardolka i jakie widzicie wyjście z sytuacji?? Skoro Was obydwoje i wasze małżeństwo niszczy ta sytuacja. Nie napisałaś, jakie zdanie ma twój mąż?? Czy liczy, że wszystko jednak się ułoży. A tak poza tym, to macie jakieś swoje własne życie, czy wciąż tylko wasze tematy rozmów: to teściowa to, tesciowa tamto.
Moja sytuacja była troszke inna, bo mój mąż zawsze był za mamusia a nigdy za mna. U mnie wspolne mieszkanie z teściową, skończyło się końcem małżeństwa. Więc jeśli tylko jest jeszcze szansa, to ratuj to co jest między Toba a mężem, z dala od teściowej.
Bardolka - twoja tesciowa sie nie zmieni. Musisz przemyslec jak bedzie wygladalo twoje przyszle zycia z nia i z malym dzieckiem; kiedy sie ono w koncu pojawi....
Czy chcesz by te wszystkie "chore" historie rozgrywaly sie na oczach twojego malego dziecka??? Sadze ze nie.... Wyobraz sobie swoje zycie w obecnym ukladzie za rok, dwa czy tez 10.
Sadze, ze powinniscie sie odciac i zamieszkac w oddzielnym mieszkaniu. Zaproponuj ze oddacie tesciowej dom (sadze ze hipoteke mozecie obciazyc kwata, ktora poniesliscie na remont).
Jesli sie nie da tego tak zalatwic to to moze odzaluj te stracone pieniadze i odejdzcie na swoje.
"Cut your loses" - czasami musisz zakonczyc sytuacje, ktora bedzie cie emocjonalnie "wykanczala"
przez wiele nastepnych lat.
Porozmawiaj o tym z mezem, powiedz mu ze rozumiesz jego zwiazek z mama ale ten uklad musi zostac rozwiazany; powiedz ze mama was moze odwiedzac, ale ty musisz odpoczac i zregenerowac sie po powrocie z pracy. Tesciowa mozecie odwiedzac - jak zacznie plakac to wyjedziecie i nie bedziecie poddawani emocjonalnemu szantazowi.
Ta sytuacja napewno nie sprzyja waszemu zwiazkowi - po jakims czasie zaczniesz miec zal do meza ze nie staje w twojej obronie. A czy chcesz spedzic znaczna czesc swojego zycia - kolejne 30 lat (tesciowa jeszcze mloda) w takim zamecie? Sadze ze nie.
Smutny mis - kazde z moich wielkich niszczesc przynioslo cos dobrego - wtedy kiedy sie to wydarzylo tak na to nie patrzylam i bardzo rozpaczalam - z perspektywy czasu tragedia zamienila sie w sukces. Sadze ze tobie tez sie to uda. Badz dobrej mysli.
443 2012-04-23 19:06:19 Ostatnio edytowany przez Bardolka (2012-04-23 19:07:31)
Smutny misiu, lolidoli - wasze diagnozy są zupełnie słuszne. Z tym, że z mężem bardzo ciężko. On ma po prostu wyrzuty sumienia, kiedy rozmawiamy o ewentualnej przeprowadzce. Matka stale robi mu krzywdę, ale największą zrobiła mu jeszcze w dzieciństwie, wszczepiając mu poczucie obowiązku tak silne, że nawet nie da się go logicznie wytłumaczyć. Namawiam go na terapię, ale z tym powoli, wiadomo, wg faceta to ujma na honorze, ale zobaczymy ...
Teściowa w szpitalu na badaniach, od 3 dni leży, Paweł był u niej 2 razy i za każdym razem jakby nigdy nic pytała, dlaczego nie przyszłam. Mąż dosadnie powiedział, że jestem zła za to, co zrobiła. wtedy już nie powiedziała nic (oczywiście myślała, że z racji szpitala nagle sprawa ulegnie przedawnieniu i znów będzie super ... )
444 2012-04-24 16:45:53 Ostatnio edytowany przez smutny_miś (2012-04-24 16:49:58)
Bardolka, w takiej sytuacji jak wy tkwicie, nie da się długo wytrzymać, bo moim zdaniem sytuacja nie rozwiąże się sama, a konflikt będzie sie tylko pogłębiał.
Nie chcę źle prorokować, ale u mnie było podobnie, prosiłam, błagałam o wyprowadzkę, bo psychicznie nie dawałam rady, bycia ciągle krytykowaną i kontrolowaną przez teściową. Mój mąż, podobnie jak Twój, miał głęboko wpojone poczucie obowiązku i opieki nad matką, pomimo, że ona takiej pomocy ani nie oczekiwała ani nie potrzebowała. Z czasem znienawidziłam go, za to, że udaje, że nie ma problemu i jest obojęty na zmianę zaistniałej, jak dla mnie "chorej" sytuacji.
Dlatego błagam Cię, ucz sie na cudzych błędach.
LOLIDOLI, dziekuję za słowa otuchy, muszę wierzyć, że wszystko kiedyś jednak ułozy mi się w życiu, bo na chwilę obecną tylko to mi dzis zostało.
Madzialenka, przeczytałam Twoje posty i odpowiem Ci tak:
Nie wtrącaj się w tą sprawę! To jest sprawa pomiędzy Twoimi teściami i ich dziećmi. Niech oni to sobie we czwórkę rozwiążą. Może się pokłócą, poobrażają, ale w końcu dojdą do porozumienia. Ty natomiast, choć jesteś w dobrych stosunkach z teściami, jesteś osobą z zewnątrz. Nawet nie jesteś jeszcze żoną swojego chłopaka. Zachowaj neutralność. Oczywiście możesz porozmawiać o tym ze swoim chłopakiem, jednak unikaj ocen pod adresem szwagierki czy jego rodziców. Po prostu zapytaj go jak on to wszystko widzi i jakie ma stanowisko w tej sprawie. Możesz powiedzieć mu, ale delikatnie, jak Ty to widzisz. I tyle, nic więcej, a już absolutnie nie rozmawiaj o tym z teściową. Jeśli Cię zapyta o zdanie, powiedz, że to sprawa pomiędzy nimi i Ty nie zajmujesz stanowiska.
Twój chłopak jest dorosły i chyba potrafi zadbać o swoje interesy, tak jak jego siostra.Co do wspólnego mieszkania to jestem z gruntu przeciwna, chyba że jest to absolutnie oddzielne mieszkanie, niezależne, z oddzielnym wejściem, wygłuszoną podłogą by móc swobodnie się kłócić, kochać i robić imprezy, z własnymi licznikami i co tam jeszcze. Wtedy tak, można żyć w miarę oddzielnie, choć nadal to bardzo blisko teściów, dla mnie zbyt blisko.
Ja oczywiście nie wtrącam się w tą sprawę. Nigdy nie rozmawiałam na ten temat z teściową, nawet na razie z narzeczonym też nie chociaż chyba muszę, ale czy to coś zmieni??
Wiem tylko że mój facet kiedy mama mu o tym powiedziała wściekł się. Lubię jego siostrę, naprawdę. Ale bardzo mi się nie podoba to czego zażądała, ona będzie miec piękny, duży dom, tylko swój, a nam chce włazic do domu kiedy tylko będzie chciała? Oczywiście macie racje że to nie moja sprawa, ja nawet nie miałam zamiaru mówic teściowej że to zły pomysł, czy żeby ją szykanowac a żeby tylko tego nie zrobiła, ja po prostu chciałam znac wasze zdanie na ten temat.
446 2012-05-07 18:23:58 Ostatnio edytowany przez Bardolka (2012-05-07 22:15:21)
W wątku cisza ale u mnie wręcz przeciwnie .... oj dzieje się, dzieje. Teściowa była 2 tygodnie w szpitalu na rehabilitacji, jak odpoczęłam trochę psychicznie, ale radość nie trwała krótko. Przed pójśćiem do szpitala była historia z dotacjami, więc nie byłam u niej, ponieważ nie miałam przyjemności oglądać jej ani słuchać tego, co ma do powiedzenia. Natomiast po jej powrocie już mnie to nie ominęło... Oczywiście pretensje bo jej nie odwiedziłam (oczywiście amnezja na wyzwiska wobec mnie ...)
Kurcze kończę, dopiszę potem ...
No i jestem z powrotem ... kurcze, ja już nie wiem jak to opisać. Dyskusja teściowej żenująca, żałuję tylko że dałam się w nią wciągnąć bez obecności mojego męża, no cóż, ostatni raz. Ta kobieta jest po prostu szalona, brak mi słów żeby to szaleństwo opisać.
Wsiadłam w auto, pojechałam do rodziców. Mąż przyjechał niedługo później (musiał posprzątać kosiarki itp bo akurat pracował w ogrodzie), zostaliśmy na noc. Nie chciałam wracać w ogóle, ostatecznie wróciliśmy, bo mój mąż był cały w rozsypce. Smutne, ale jego też wciągnęła w to szaleństwo ... postawiłam sobie za cel, aby przekonać go do terapii, która pozwoliłaby się mu od tego wszystkiego uwolnić ....
447 2012-07-06 12:33:25 Ostatnio edytowany przez Bubuś (2012-07-06 12:34:01)
Witam dziewczny
Dawno mnie nie było na forum, a i widzę, że w moim ulubionym wątku cicho się zrobiło. Mam nadzieję, że wasze sprawy już się poukładały i spokojnie sobie żyjecie. Co u mnie? Cóż niby dobrze, a i tak źle ;p Życie na swoim ale w domu teściów niewiele się różni od życia u teściów w domu teściów. Tyle tylko, że człowiek się bardziej wkurza jak się wtrącają. Teściowa regularnie przegląda nasze rachunki( bo takie drobne literki, że nie dowidzi do kogo adresowane, ale przecież nic się nie dzieje bo ją to nie interesuje ile za co płacimy), dalej przypina trzeci spinacz na praniu (bo wiatr wiał i by pospadało) i nadal ma wiele do powiedzenia na temat tego,że małż źle wygląda (pomijając fakt że 8 miesięcy po ślubie garnitur jest za mały ;P). Mamusia fochuje się z większa częstotliwością niż do tej pory i obraziła się bo zmieniliśmy auto bez porozumienia z nią i teraz musi jeździć "jajkiem" Zmieniliśmy 4-drzwiowe na 2-drzwiowe co jest barierą nie do pokonania bo status społeczny określany jest na podstawie ilości drzwi w aucie
Przyszła ostatnio do męża i zrobiła mu wykład, że to nie o nich (teściach) tylko o nas ludzie będą mówić, że starych w d*** mamy, że do kościoła nie chodzimy z nimi, że na zakupy ich nie weźmiemy tylko sami jeździmy. Auto stoi w garażu, dokumenty w schowku, klucze w stacyjce,ale duma nie pozwoli wsiąść... upór i zapatrzenie w siebie czy faktycznie powinniśmy stać się bardziej prorodzinni?
Bubuś, nie zrozumiałam. Mieszkasz z teściami, czy jak?
Tak
Tyle, że wcześniej (przed ślubem) mieszkaliśmy przez rok na jednym piętrze, ale od maja jesteśmy na swoim piętrze (osobne wejście do domu, liczniki, nawet inny sposób ogrzewania, żeby nie było kto ma ile węgla kupować)
Sytuacja trochę się zmieniła, ale kłopoty nadal takie sme ![]()
Drzwi nie otwieraj i tyle.;)
I jak tam Bardolka?
A witajcie ![]()
nie zaglądałam całe wieki, ale lato nie sprzyja internetowaniu ![]()
Jak u mnie? Trochę się zmieniło muszę powiedzieć. Jako głównej przyczyny tych zmian upatruję tego, że teściowa przyjmuje leki. Po tych ogromnych nieprzyjemnościach, o których pisałam wcześniej, teraz to się uspokoiło. Co prawda nie padło słowo "przepraszam", ani nic na ten kształt, ale machnęłam ręką. Była u nas na tydzień moja szwagierka z dwójką dzieci, tesciowa chyba też zauwazyła, że mimo że córka jest najwspanialszą istotą na świecie, to jej obecność również może byc męcząca ... i tak jakby bardziej stara się wobec mnie i męża - robiliśmy dalszy ciąg remontu domu, to w tym czasie starała się gotować, żebyśmy się nie odrywali od pracy - wreszcie to jej zachowanie stało się takie ludzkie, w porzadku. Tak jakby przestała robić rzeczy na siłę, a wreszcie zaczęła z nami rozmawiać, czy w czymś nam nie pomóc. Nie chcę chwalić za bardzo żeby się nie popsuło (
) ale teraz jest w porzadku. Szkoda tych miesięcy naszej męki, bo jak widać, leki oględnie mówiąc załatwiły sprawę ...
Ale w duchu cieszę się, ze tak przejaśniało ![]()
Witam drogie panie,
Mam pytanie dotyczące tego wątku. Piszecie o swoich relacjach z teściową w sferze finansowej,poglądowej, itd. ..a co jeśli chodzi o wychowywanie i pielegnowanie dzieci?i co jesli teściowa wtraca sie z teściem? nikt nie ma takiego problemu?Ja jestem w takiej sytuacji...mój syn obecnie ma 1,5 roku no i za 2 miesiace bedzie kolejne dziecko. Mieszkamy wszyscy razem w malym domu na jednej kondygnacji. To co przeszłam z nimi przez pierwszy rok zycia mojego syna to nie potrafię tego opisać... nerwowo, psychicznie nie wytrzymywałam , bo nie słyszeli tego co mówie, nie uważali moich poglądów jako matki, zawsze cos zrobiłam źle, babcia wiedziala lepiej a dziadzio jej przytakiwał, oboje siedzieli w domu, mąż pracował , mało widział...teść typ choleryka... mój mąz ma charakter spokojniejszy. czuje się w tej chwili osamotniona bo czuje sie przez te kłótnie kiedy mnie teść wyzywał od najgorszych szmat zastraszona. Czuję sie zastraszona przez tesciową.. która poprzez swoje miłosierne nauki wywoływała we mnie odruch niesamowitej zlosci którą tłumiłam, bo bałam się że teśc znowu mnie wyzwie...teraz jak to mi mówia ze to we... mnie jest tylko problem, ze to mi n ic nie mozna powiedziec. Dzieki tesciom zaczełam chodzic do psychologa który jednak jak narazie nie pomaga,zastanawiam sie pogadać z psychiatrą jeszcze przed porodem... może gdybym miała męża bardziej stanowczego nie czuła bym sie taka osamotniona. Czesto (tak jak teraz)nie moge spac, czesto płacze,juz nie moge tak życ, mąż niby mnie wspiera słownie ale tu trzeba twardej ręki... nie umie sie im postawić. rządzą u nas tescie, a my jesteśmy dziecmi jeszcze bo pod stała kontrolą mamusi i tatusia...(ja mam 27 lat maż 30 lat)nie potrafia rozmawiac... jak przyszłam do tego domu to dałabym sobie rękę uciąć za teściową.. bo taka miła przyjemna kobietka jak to uważałam... teraz chodziła bym bez ręki... nawet nie zdaje sobie sprawy jak poprzez nachalne z usmiechem poboznosci wtracanie zrujnowała mi psychike... a teść poprzez wyzywanie co jakis czas dobijał gwoździa. Boje się...ze dalej beda sie pchac, że musi byc z drugim dzieckiem tak jak oni chcą... do tego wszystkiego tesciowa zdaje relacje regularnie synkowi mieszkajacemu 100 km dalej ale jak przyjeżdza z rodzinka swoja to ustawia nas delikatnie mówiąc...
Wszystko to wraca, wspomnienia, natretne mysli... ich fałsz czuję na odległość... komentarze z ich strony dobijaja mnie podwójnie, nie potrafie podejsc z dystansem do nich do ich zachowań... bo kazdego dnia niestety daja mi na to swoje przykłady. Musimy tu mieszkać bo nie mamy pieniedzy na mieszkanie... mieszkamy na wsi...mamy w planach kiedys sie budować ale kiedy?Użalam się nad sobą... ale łapie sie myśli że jeżeli miałabym męża który wstawił sie za mną to czułabym sie lepiej a on woli sie nie kłócić.Nic mi tu nie pomoże pisanie o mnie ale jestem zdesperowana... tak sie boję...wszystkim sie przejmuje...
Jesli chodzi o tesciow to nie koloryzuje, i nie wyolbrzymiam... jak okropnie pozory mylą przekonałam się na własnej skórze.
To dlaczego tam mieszkasz?
Mały dom, jedna kondygnacja..... To było skazane na porażkę od samego początku i powinnaś o tym wiedzieć, zanim się tam wprowadziłaś.
Nie wiem jak to jest, dziewczyny odnajdują w internecie fora, żeby narzekać na teściów, ale nie szukają ich przed wprowadzeniem się do nich. A mogły by skorzystać z doświadczeń innych kobiet i zmienić życiowe plany. Zanim jeszcze zacznie się piekło.
A teraz cóż Ci można poradzić? Na wyprowadzkę nie macie pieniędzy, jak piszesz. Pozostaje wychodować sobie skórę nosorożca i olewać to, co mówią teściowie. Robić swoje i tyle.