Ach ta teściowa... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 4 5 6 7 8 20 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 326 do 390 z 1,243 ]

326

Odp: Ach ta teściowa...

Przyznać się, ze mieszkanie z teściową przynosi wymierne korzyści ? NIGDY!
Teściowa zapewne to samo powie.To są owe szarości Hoczus.
Obydwie strony czerpią korzyści, ale tego nie chcą widzieć.
Obydwie strony widzą tylko swoje krzywdy.
Widzę tylko szarość, ciemną szarość tego układu, opartego na kłamstwie i wzajemnym obwinianiu.

Może być biało, ale trochę za drogo kosztuje.

Zobacz podobne tematy :

327

Odp: Ach ta teściowa...

raz na jakiś czas w tym wątku dobiega taki czas, że wszystko skrupia się na synowych - a jedyna konkluzja jest taka, że każda synowa w tej sytuacji sama jest sobie winna. Tylko trudno, choćby w moim przypadku, rozpatrywać w kategoriach winy to, że nieco przyparta do muru przez męża zdecydowałam się zaryzykować w imię mojego przyszłego małżeństwa. Pewnie głupio zrobiłam, ale ciężko jest odeprzeć zarzut, że jeśli się nie spróbuje, to trudno z góry zakładać porażkę. Odnosząc się do wypowiedzi Chaber, że każdy odnosi korzyści, tylko nie chce się do tego przyznać, to nie mogę się z tym zgodzić. O ile korzyści mojej teściowej są obiektywne, tak moich trudno mi się doszukać. I nie piszcie, że mam dom, dach nad głową, cuda na kiju - mam dom w tragicznym stanie do kapitalnego remontu, dokładam do niego każdy zarobiony grosz a i tak bardzo daleko do przyzwoitości, stale się narażam na stres wynikający z beznadziejnej atmosfery, więc z tym się zgodzić nie mogę. Teściowa mi nie gotuje, nie prasuje ani nie sprząta, nie mam z niej gosposi ani opiekunki do dziecka - więc na pewno nie jest to reguła.

328 Ostatnio edytowany przez żyworódka (2012-03-04 22:05:28)

Odp: Ach ta teściowa...

Witam.

W poście nr 242 z dnia 02.03.2012 roku:

Bardolka napisał/a:

bo oczywiście bez prania i prasowania moich ciuchów i kilku podobnych nie mogło się obejść, ale mniejsza z tym.

a obecnie:

Bardolka napisał/a:

Teściowa mi nie gotuje, nie prasuje ani nie sprząta, nie mam z niej gosposi ani opiekunki do dziecka - więc na pewno nie jest to reguła.

znaczy pozostało jej tylko Twoje pranie wink

Bardolka napisał/a:

Odnosząc się do wypowiedzi Chaber, że każdy odnosi korzyści, tylko nie chce się do tego przyznać, to nie mogę się z tym zgodzić. O ile korzyści mojej teściowej są obiektywne, tak moich trudno mi się doszukać.

Korzyści płynących z zamieszkiwania z teściową można wyliczyć.
Chaber pisze, że wyliczała już roczne nakłady na mieszkanie...może przypomni.
Nie mam teraz czasu się w to zagłębiać, ale kiedyś obliczę przybliżone koszty wynajmu M-2 w oparciu o ceny w moim regionie.

329 Ostatnio edytowany przez Bardolka (2012-03-04 23:09:33)

Odp: Ach ta teściowa...

Żyworódko - obecnie żadnych moich obowiązków nie robi za mnie teściowa, ponieważ nie rozmawiamy ze sobą, mam spokój z praniem, prasowaniem za mnie itp. Ale to drobiazg.

A co do korzyści mieszkaniowych - to że muszę dokładać to jest korzyść? Ja też tu sobie obliczałam, że taniej byłoby sobie coś wynająć albo budować mały dom niż wykonywać generalny remont w domu, w którym się mieszka. Więc mit o zawdzięczaniu teściowej złotych gór w postaci kawałka kąta do mieszkania nie zawsze ma rację bytu.

PS - żyworódko uwielbiam twoje kąśliwe uwagi dotyczące mojego lenistwa, roszczeniowej postawy i żerowania na  biednej niewinnej mamusi ... smile (tylko data postu ci się trochę pokićkała - a zresztą osławiony temat prania - czy ja kiedykolwiek CHCIAŁAM żeby ktokolwiek to za mnie robił? Znajdziesz może taki fragment?

330 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2012-03-04 23:17:31)

Odp: Ach ta teściowa...

Bardolko, nie znam dokładnie Twojej sytuacji, ale jakie argumenty stosował Twój mąż przekonując Ciebie, by mieszkać z jego mamą? Powiem Ci szczerze, że mi tu śmierdzi mamisynkiem.
Jego mama, czyli Twoja teściowa wyzywa Ciebie od suk, a on nic z tym nie robi i jeszcze chce z nią mieszkać. Myślę, że facet, który miałby zdrowe relacje z otoczeniem, z matką twardo powiedziałby matce co o tym sądzi i nie zgodziłby się na żadne wspólne mieszkanie (tym bardziej, że macie perspektywę mieszkania oddzielnie). Ja takich problemów nie mam, mieszkam z rodzicami, ale jak to się mówi, na pewno, nie ma to jak własne mieszkanie, gdzie możesz robić co chcesz, kiedy chcesz, a nie mieszkanie pod jednym dachem z teściami, tym bardziej, gdy stosunki z teściową są napięte. Teściowej można pomagać nie mieszkając z nią. Ale te inwektywy jakie teściowa kieruje w Twoją stronę przede wszystkim powinien ukrucać mąż. Bo co to da, że Ty jej nawet ostrzej powiesz parę słów? Nic, ona i tak czuje się górą, bo synek jej nie sprzeciwia się.
Ty w tej sytuacji cierpisz, ale masz rację, głupio zrobiłaś, takie sprawy załatwia się przed ślubem i nie myśli się "hmm spróbuję, jakoś to będzie", tylko podejmuje się racjonalną decyzję. Bo teraz sama wiesz, że jesteś w tym domu na własne życzenie.

331 Ostatnio edytowany przez Bardolka (2012-03-05 08:28:03)

Odp: Ach ta teściowa...

Truskaweczko przed ślubem to było 2 lata roztrzasania tej sytuacji - skonczyło się jak sie skończyło - choć wiadomo, wszystko można zmienić. W każdym razie nigdy nie myślałam w kategorii - lecę z otwartymi ramionami do teściowej bo to mi oszczędzi hipoteki na własny dom, jak niektóre osoby starają mi się uparcie wmówić. Co do mojego męża - to on a nią rozmawia jak są jakieś problemy, ja się z nią nigdy nie kłócę czy coś takiego, bo to mąż załatwia takie sprawy. Wczoraj długo rozmawialiśmy i przyznał, że żałuje, że nie umiał uporządkować relacji z matką kilka lat temu kiedy był na to czas. O toksycznych rodzicach masę słów padło na tym forum - mój mąż miał toksycznych dziadków, w tym duchu wychowała się jego toksyczna matka, a jak wiemy (z równie wielu historii na forum) trudno jest się od takiego toksycznego rodzica odciąć. Mój mąż powiedział mi wczoraj żebyśmy jeszcze się wstrzymali z wyprowadzeniem się, bo on musi jeszcze porozmawiać z matką w 4 oczy - jest jak jest więc daję mu czas, zobaczymy.

332 Ostatnio edytowany przez żyworódka (2012-03-05 09:30:51)

Odp: Ach ta teściowa...

Witam.
Bardolka, w dacie postu, na który się powołuję, zrobiłam tzw. "czeski błąd" i już prostuję. Winnam napisać: "W poście nr 242 z dnia 03.02.2012 roku:"

Bardolka napisał/a:

Żyworódko - obecnie żadnych moich obowiązków nie robi za mnie teściowa, ponieważ nie rozmawiamy ze sobą, mam spokój z praniem, prasowaniem za mnie itp. Ale to drobiazg.

Jak sama zaznaczasz,  to  o b e c n i e  przejęłaś te wszystkie w/w obowiązki z racji tej, że nie rozmawiacie ze sobą. Jak było jeszcze między Wami jako tako, to  zezwalałaś , żeby teściowa wykonywała te prace. To, że nie chciałaś , nie ma żadnego znaczenia i jeszcze raz podkreślam z e z w a l a ł a ś  na to, a na forum się wyżalałaś i ten wątek był roztrząsany wielokrotnie.

Często, te właśnie drobiazgi zatruwają nam życie, są powodem sporów, napięć, wzajemnych pretensji. Bozia dała każdemu "rączki dwie", więc trzeba ich używać. Dało się teraz? Więc nie traktuj moich rad jako kąśliwe uwagi, bo Ty byłaś bardzo oporna, aby się przekonać, że tak jest lepiej. Znaczy tego tematu już nie ma. smile

O korzyściach płynących ze wspólnego zamieszkiwania, jak już pisałam, wypowiem się innym razem.
Mam znajomą, która wynajmuje M-2, bo tak to nie chcę w ciemno rzucać kwotami.

Pozdrawiam.

333

Odp: Ach ta teściowa...

Żyworódko ja się nie chcę sprzeczać. Jednak styl twojego pisania pokazuje, że zawsze doszukujesz się jakiś kontekstów / podtekstów (pogrubienia, rozstrzelenia tekstu), jednak cały  czas próbujesz mi wpoić (nie wiem na podstawie jakiego mojego postu) że zachowanie mojej teściowej w kwestii obowiązków domowych mi odpowiada - proszę o wskazanie choćby jednego posta. Osławione pranie - dopuszczałam do tego, bo nie wkręciłam się w tę paranoję na tyle, żeby chować swoje brudne pranie przed nią po szafach.

I nie pisz, że po to mam 2 rączki, żeby ich używać - nie musisz mnie tego uczyć, bo doskonale wiem, co powinnam robić. Mam własną rodzinę i z wielką satysfakcją robię wszystko, co powinnam jako gospodyni domowa. A twoje posty pełne są sugestii, że w duchu modlę się tylko o zmyte naczynia, uprasowane rzeczy i posprzątany dom jak wrócę z pracy do domu - i po raz kolejny nie wiem na jakiej podstawie.

Wynajęcie w moim mieście małego mieszkania - 40m2 - 400 zł + media, 52 m2 - 600 zł + media - podałabym linka do ogłoszeń, ale nie wolno linkować - mogę wysłać na PW smile Cały rok kawalerki = 4800 zł. Podatek (800) + ubezpieczenie (600) + opał (2500) + ścieki (330) = 4230 - nie wymieniam tu drobiazgów, jak paliwo do kosiarki, koszty dojazdu z naszej miejscowości do pracy, których można by uniknąć mieszkając w mieście, wychodzi dokładnie na zero, o ile nie na minus - dziękuję.

334 Ostatnio edytowany przez smutny_miś (2012-03-05 20:34:35)

Odp: Ach ta teściowa...

Bardolka  napewno na minus - doliczywszy złość, wzajemną nienawiść, zszargane nerwy i brak spokoju wewnętrznego.

335

Odp: Ach ta teściowa...

No więc co stoi na przeszkodzie by się wyprowadzić? Mieszkanie z teściową ani opłacalne, ani zdrowe... Zgodziłaś się spróbować, spróbowałaś, nie wyszło. Teraz mąż powinien przystosować się do Ciebie i powinniście się wyprowadzić. Będzie z nią rozmawiał? O czym? Może będzie poprawa na tydzień dwa, a potem co? Znowu będzie rozmawiał?? Chyba czas stać się w pełni dorosłym i zacząć podejmować swoje decyzje.

336 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2012-03-06 01:05:34)

Odp: Ach ta teściowa...

Zgadza się. No trudno.. uległaś w sprawie mieszkania mężowi przed ślubem. Ale sami widzicie, że takie rozwiązanie nie daje dobrych rezultatów.. a z tego co pamiętam jesteście świeżym małżeństwem, szkoda, by przez jakieś animozje rodzinne Wasze małżeństwo ucierpiało.. Twój facet jak mówisz rozmawiał wielokrotnie, jak widać nie odniosło to skutku, a więc jednak trzeba mysleć o wyprowadzce. I musisz to powiedzieć swojemu mężowi. Powiedziec, by chcecie , byście mieszkali we dwoje, że będzie to opłacalne ( i finansowo , i dla Waszych nerwów).. a pępowinę pora przeciąć, jesteście dorosli wink
A ceny tych wynajmów to bardzo tanie, w moich okolicach to z tego co słyszałam z 4 razy drożej, także spokojnie skorzystajcie smile.

337

Odp: Ach ta teściowa...
Bardolka napisał/a:

Żyworódko ja się nie chcę sprzeczać(...)

Ależ robisz to cały czas! Rozmawiamy sobie na zasadzie: chłop swoje, baba swoje.    wink
Najważniejsze, że przejęłaś w końcu na siebie obowiązki swojej rodziny - z pewnością poczujesz/ już czujesz się z tym lepiej.
A swoją drogą wiesz, ja bardzo nie cierpię prasowania  yikes

Te 400 zł to za sam wynajem mieszkania? A czynsz?

338 Ostatnio edytowany przez smutny_miś (2012-03-07 13:42:36)

Odp: Ach ta teściowa...

TEO i TRUSKAWECZKA dobrze radzą, ile można próbować zmienić tą sytuację i rozmawiac, skoro nie przynosi to skutku. Jeśli wspólne mieszkanie nie wypaliło, to pora to zmienić.

ŻYWORÓDKA I BARDOLKA - napewno każda z Was ma swoje racje i punk widzenia zależy od punktu siedzenia. Jesteśmy, aby sobie pomagać, a nie udowadniać, że jedna czy druga ma wyłączność na jedyne słuszne zdanie.
Żyworódka, jesteś konkretną babką i chcesz doradzić jak najlepiej Bardolce, ale wygląda to jak atak na Nią smile

339

Odp: Ach ta teściowa...

Bardolka, od dawna czytam Twoje posty i ponad wszelką wątpliwość wiem, że nigdy nie chciałaś mieszkać ze swoją teściową. I rozumiem też Twoją sytuację z mężem. Mąż chciał zamieszkać z matką, a prawdę mówiąc inaczej sobie nie wyobrażał. Pisałaś, że kieruje się poczuciem odpowiedzialnosci za matkę. Uległaś, bo kochasz męża, ale od dawna byłaś świadoma zagrożeń jakie niesie ta sytuacja.
To wspólne mieszkanie nie jest wynikiem chęci zaoszczędzenia na czynszu, a nawet powiedziałabym, że nie jest wynikiem maminsynkowstwa. Uważam, że jest skutkiem zaburzonych relacji Twojego męża z matką, jakichś nierozwiązanych spraw z dzieciństwa i młodości, ktore powodują, że Twój mąż coś chciał matce udowodnić, cos pokazać, czymś się zasłużyć. To nie jest tylko tak, że teściowa trzyma się swojego syna. To także jej syn, a Twój mąż trzyma się swojej matki. Dopóki on sam nie zrozumie czego się tak naprawdę trzyma, do czego mu jest potrzebna ta toksyczna relacja, to nigdy z tego domu nie wyjdziecie. Jakis czas temu napisałaś, że będziecie budować dom, pomysł jak widac upadł. Potem, że się wyprowadzicie, ale jak widać znowu mąż chce odłożyć sprawę. Chce porozmawiać z matką. To nic nie da. Problem jest nie w teściowej, tylko w Twoim mężu! W jego niezdolności do separacji.
To nie jest oskarżenie. Współczuję Twojemu mężowi, bo wiem jak silne potrafią byc traumy wyniesione z rodzinnego domu. Wiem jaką kotwicą może być nadzieja, że matka wreszcie doceni, że przytuli, że pochwali itd. Napisałaś, że dziadkowie męża byli toksyczni i jego matka też taka jest. To wielki ciężar i potrafi zniszczyć człowiekowi życie.
Twoja teściowa się nie zmieni, tym bardziej, że ze swojego zachowania ma korzyści. Syn z nią jest, syn się nią opiekuje. To ona ustala zasady, po co ma się zmieniać? Straty, głównie emocjonalne ponosisz Ty i Twój mąż.
Obawiam się, że masz za mało siły by rozerwać ten toksyczny związek. To mogłoby sie udać, gdybyś się uparła jeszcze przed ślubem, że nie pójdziesz mieszkać do teściowej. Gdyby mąż poszedł za Tobą i zasmakował w oddzielności. Wszyscy tu piszą, że matce mozna pomagać nie mieszkając z nią. Jednak stało się inaczej i ugrzęźliscie.
Co teraz mozna zrobić? Napewno nic nie zwojujesz idąc na wojnę z teściową. Życie spędzisz na wojowaniu proszkiem do prania czy innymi drobiazgami, a i tak nic się nie zmieni. Szkoda życia.
Uważam, ze mężowi potrzebna jest pomoc w rozwikłaniu jego spraw z matką. I raczej nie Twoja pomoc, bo nie jesteś, nie możesz być obiektywna. Tu potrzeba kogoś, kto stoi z boku i potrafi przeprowadzić męża przez te wszystkie meandry. Twój mąż przypomina mi małego chłopca, który po odejściu tatusia postanawia być rycerzem swojej mamusi, który nigdy jej nie opuści i będzie ją chronił przed złym światem. I tak trwa w tym postanowieniu, zapominając o tym, ze ma swoje własne życie do przeżycia.
Myślę, ze dopiero wtedy gdy zobaczy sprawy takimi jakie są, rozwikła sprawy z przeszłości i pozbędzie się emocjonalnych balastów, będzie gotowy rozstać się z matką, iść na swoje i zająć. się swoim życiem.
Dąkąd to się nie stanie, to będzie tylko potrząsanie szabelką, straszenie, że się wyprowadzicie, a na prawdę będziecie mieszkać w tym domu licząc nie wiadomo na co i wikłając się w wojny z jego matką.
Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie

340 Ostatnio edytowany przez smutny_miś (2012-03-07 16:23:01)

Odp: Ach ta teściowa...

MARENA, Twoja opnia związku Bardolki, bardzo mnie uderzyła - uderzyła w swojej prawdziwości i bliźniaczej sytuacji do mojej. Jakbym czytała opis swojego małżeństwa.
Problem tkwi w tym, że ani moja teściowa ani mąż nie widzą problemu w dziwnych relacjach, w związku z tym nie ma mowy o rozwikłaniu całej sytuacji. Utknęłam podobnie jak Bardolka, zwodzona obietnicami, że jak nie wyjdzie taki model mieszkania, to wyprowadzimy się. Niestety było to tylko zwodzenie mnie i czcze obietnice, aby ściągnąć do siebie, a potem napewno się przyzwyczaję. Gdy zażądałam wywiązania się z obietnicy o zmianie miejsca zamieszkania, usłyszałam, że mąż nigdy nie  wyprowadzi się. Okazało się, że albo akceptuje życie w "trójkącie" albo nie mam męża. Tak, więc po trzech latach zwodzenia, ja zostałam na lodzie.
Oby Bardolka miala wiecej szczęścia i wytrwałości.

341

Odp: Ach ta teściowa...

Marena jak zwykle w punkt. Przeczytam sobie potem jeszcze raz i może pokażę mężowi - wielkie dzięki.

342

Odp: Ach ta teściowa...

bardolka... wspolczuje serdecznie i trzymam kciuki ze twoje zycie ulegnie zmianie;)

343

Odp: Ach ta teściowa...

Oj widzę drogie panie, że w dalszym ciągu wiele z was obstaje przy przekonaniu, że z teściową to sie dla wygody mieszka tongue  Ale ja nie o tym... jesteśmy już u siebie... tzn w jednym domu ale na oddzielnym pietrze... nie widziałam tesciowej od tygodnia i dobrze mi z tym tongue Do dzisiaj... postanowiliśmy z meżem, że wielkanocne śniadanie (to juz za miesiac) zrobimy u nas  dla najblizszej rodziny(czyt. moi rodzice, moj brat z rodziną i tesciowie). Moja częśc rodzimy się ucieszyła, ale teściowa zrobiła scenę na miare Teatru Narodowego, że ona niczyjej łaski nie potrzebuję, że ja stać żeby sobie jajka na święta kupić, ona nie musi naszej szynki jeść,  i że nie musi do nikogo chodzić...
No psychiczna baba hmm Ale poźniej do nas są uwagi bo moją rodzine się faworyzuje(nie ważne, że ostatni raz byłam u rodziców na Boże Narodzenie) Sytuacja jest o tyle idiotyczna, że u meża nie było tradycji wielkanocnego śniadania bo święconke wcina sie w sobote wieczorem. Wychodząc z zaproszeniem myslałam, że uda się tak rodzinnie, wesoło spędzić święta, śniadanie, pogaduchy- wiecej ludzi to i więcej tematów, a nie tylko zjeść i do pokojów tak jak to miało miejsce w wigilię sad  A tu guzik...bo Pani musi pokazać kto rządzi...

344

Odp: Ach ta teściowa...
Bubuś napisał/a:

Oj widzę drogie panie, że w dalszym ciągu wiele z was obstaje przy przekonaniu, że z teściową to sie dla wygody mieszka tongue  Ale ja nie o tym... jesteśmy już u siebie... tzn w jednym domu ale na oddzielnym pietrze... nie widziałam tesciowej od tygodnia i dobrze mi z tym tongue Do dzisiaj... postanowiliśmy z meżem, że wielkanocne śniadanie (to juz za miesiac) zrobimy u nas  dla najblizszej rodziny(czyt. moi rodzice, moj brat z rodziną i tesciowie). Moja częśc rodzimy się ucieszyła, ale teściowa zrobiła scenę na miare Teatru Narodowego, że ona niczyjej łaski nie potrzebuję, że ja stać żeby sobie jajka na święta kupić, ona nie musi naszej szynki jeść,  i że nie musi do nikogo chodzić...
No psychiczna baba hmm Ale poźniej do nas są uwagi bo moją rodzine się faworyzuje(nie ważne, że ostatni raz byłam u rodziców na Boże Narodzenie) Sytuacja jest o tyle idiotyczna, że u meża nie było tradycji wielkanocnego śniadania bo święconke wcina sie w sobote wieczorem. Wychodząc z zaproszeniem myslałam, że uda się tak rodzinnie, wesoło spędzić święta, śniadanie, pogaduchy- wiecej ludzi to i więcej tematów, a nie tylko zjeść i do pokojów tak jak to miało miejsce w wigilię sad  A tu guzik...bo Pani musi pokazać kto rządzi...

Powiedz teściowej, że zapraszacie ją na śniadanie wielkanocne. Nie musi jeść ani pić, niech tylko przyjdzie i podzieli się jajkiem, a potem, jeżeli sobie tego życzy może wrócić do siebie, nikt jej na siłę trzymać nie będzie. Chcecie spędzić poranek w rodzinnej, tradycyjnej atmosferze i zapraszacie teściową nie z łaski tylko z racji, że jest Waszą rodziną i będzie Wam bardzo miło jak przyjdzie. I koniec tematu. Nie dajcie jej się rozgadywać i wchodzić w dyskusje. Proste, jasne przekazy smile

345

Odp: Ach ta teściowa...

Witam.

Bubuś napisał/a:

(...)... jesteśmy już u siebie... tzn w jednym domu ale na oddzielnym pietrze...(...)

Dobre nowiny przynosisz. smile

Bubuś napisał/a:

(...)nie widziałam tesciowej od tygodnia i dobrze mi z tym tongue Do dzisiaj... (...)bo Pani musi pokazać kto rządzi...

Znaczy, taka radość połowiczna?
Teraz też jesteś PANIĄ, znaczy każda z Was na swoim terytorium.     wink  smile
Jak oddzielisz wszystko, co należy do Twojej rodziny: opłaty, zakupy, gotowanie, pranie, sprzątanie, proszenie gości itd., to z czasem teściowa musi uznać Waszą odrębność i niezależność.

Zachowałaś się rodzinnie prosząc teściów na śniadanie wielkanocne. Jest jeszcze sporo czasu na przemyślenia i przyjęcie zaproszenia. Jak przetrawi temat, to myślę, że się stawi. Bo taki afront czynić synowi/synowej w obecności Twojej rodziny, bardzo by źle o niej świadczył - pewnie weźmie to pod uwagę.

smutny_miś napisał/a:

ŻYWORÓDKA I BARDOLKA - napewno każda z Was ma swoje racje i punk widzenia zależy od punktu siedzenia. Jesteśmy, aby sobie pomagać, a nie udowadniać, że jedna czy druga ma wyłączność na jedyne słuszne zdanie.
Żyworódka, jesteś konkretną babką i chcesz doradzić jak najlepiej Bardolce, ale wygląda to jak atak na Nią smile

To nie tak...
Misiu zrozum, Bardolka nie jest biedną, zahukaną osóbką, u której strach sprzed sprzeciwieniem się teściowej, powoduje brak reakcji/działań w tematach ją dręczących.
Jest to kobieta inteligentna, posiadająca sporą wiedzę (czytałam kilka jej ostatnich postów),  znająca swoją wartość, pragnąca być niezależną finansowo i rodzinnie, a jednocześnie tak się uzależniała w "bzdetach" od działań teściowej. I to tylko przez swoją upartość i przekorę.

Jestem zdania, że tam gdzie się da, należy swoimi sposobami unikać problemów, a nie tylko wyżalać się, idąc cały czas w zaparte, pomimo udzielanych rad. Mnie to po prostu wkurza i miało to oddźwięk w moich wypowiedziach.
Bardolka, na ten moment tematu już nie ma, prawda? smile smile smile

346

Odp: Ach ta teściowa...

Niestety powrócił jak bumerang sad

Od kilku dni zapanowało względne ocieplenie w naszych stosunkach (teściowa ma zapalenie płuc, a ja nie jestem potworem, więc jakoś tak naturalnie to wyszło), wracam dziś z pracy i co? Naczynia pomyte, kosz na pranie pusty - ja po prostu przez to kiedyś eksploduję - dlaczego muszę w swoim domu czuć się taka upupiona? Tyle razy mówiłam (mówiliśmy), prosiłam, a tu 2 dni zgody i już dzidziusiom trzeba wyprać pranie bo 3 rzeczy w koszu leżą ... Wrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr!!!!!!!!

347

Odp: Ach ta teściowa...

Dawno mnie nie było, no ale cóż, babo zabiera cały mój czas, a jeśli śpi to z kolei sprzątam lub sama idę się zdrzemnąć.
Chciałam sporo dodać, gdyż moja teściowa zaczyna mnie coraz bardziej irytować.

Zacznę od tego że Staś skończył pół roku a ona już by go wszystkim karmiła, miał cztery miesiące jak dawała mu murzynka (ja siedziałam obok i ostro protestowałam), myślicie że coś sobie z tego robiła? Dopiero kiedy mój mąż zareagował przestała mu dawać jak to ona twierdzi okruszki ciasta.
Następna sprawa, żeby zaprowadzić dziecko to takiej kobiety która masuje dzieci, jak są (nie wiem jak to po fachowemu), ale u nas mówimy na to gignięte- czyli źle noszone, przekrzywione, itp. Mówiła że tak profilaktycznie. Zaznaczam ze ze Stasiem wszystko ok. Nie płacze, je chętnie, jest radosny. Zaczęłam się kłócić, że po co dziecko masować (dzieci przy tym przeważnie krzyczą), skoro nic mu nie dolega. Mówię jej czy zażywa antybiotyki profilaktycznie, bez powodu. To przekomarzanie trwało chyba z pół godziny. Powiedziałam o wszystkim mężowi który powiedział że miała już swoje pięć minut, bo wychowała trzech synów, ale teraz niech da nam po swojemu dziecko chować i niech się nie wtrąca. Powiem Wam,że podniosło mnie to na duchu, jednak zastaje za mną.
Uciekam bo mąż na horyzoncie, dopiszę innym razem.
Pozdrawiam.

348

Odp: Ach ta teściowa...

Ja nie rozumiem, jak to jest z tym, że człowiek mówi coś do dorosłej osoby, a ona i tak robi swoje.
Skąd wynika to "i tak zrobie po swojemu", bo napewno nie z tego, że nie rozumie, co się do niej mówi. To w takim razie z czego??

Bardolka kolejny raz mówi, żeby teściowa nie prała itp. a Ta robi swoje, czy to takie uszczęśliwianie na siłę? Czy to z przeświadczenia,  przecież i tak nic nie robię, to pomogę, czy z nudów, czy jeszcze z czegoś innego? Ale nie dziwi mnie oburzenie Bardolki, przecież od człowieka dorosłego wymaga się dorosłego zachowania, że zrozumie, co się do niego mówi.

karlyk traktowana jest podobnie, mówi wprost, że jej dziecko ma inne potrzeby a teściowa i tak wie lepiej. Przykład:

karlyk84 napisał/a:

Zacznę od tego że Staś skończył pół roku a ona już by go wszystkim karmiła, miał cztery miesiące jak dawała mu murzynka (ja siedziałam obok i ostro protestowałam), myślicie że coś sobie z tego robiła?"

- jak grochem o ścianę. Czy tak zachowuje się poważna dorosła osoba, mówi się do niej a ona ma w nosie zdanie matki dziecka, robi co chce.

Może, któraś z Was mądrzejszych mi wytłumaczy, skąd się bierze takie zachowanie, bo ja nie potrafię tego pojąć.

349

Odp: Ach ta teściowa...

Choć mądrzejsza nie jestem, to myślę sobie,  że synowa zwraca się do teściowej jak- dorosły do dorosłego, a teściowa odbiera to-mówi do mnie dziecko (czyli dorosły wie lepiej)

Mam w pewnym sensie podobną sytuację...starszych się słucha, starsi wiedzą lepiej.
I chociaż jesteśmy bardzo dorośli to zawsze traktowani jak dzieci.:)
Kontrolowanie nas to jest nałóg teściowej, jej pasja.

350

Odp: Ach ta teściowa...
dayzi napisał/a:

Choć mądrzejsza nie jestem, to myślę sobie,  że synowa zwraca się do teściowej jak- dorosły do dorosłego, a teściowa odbiera to-mówi do mnie dziecko (czyli dorosły wie lepiej)

Mam w pewnym sensie podobną sytuację...starszych się słucha, starsi wiedzą lepiej.
I chociaż jesteśmy bardzo dorośli to zawsze traktowani jak dzieci.:)
Kontrolowanie nas to jest nałóg teściowej, jej pasja.

Pokłony w Twoją stronę. Twoje słowa będą mottem mojego dzisiejszego dnia big_smile Pozdrawiam smile

351

Odp: Ach ta teściowa...
smutny_miś napisał/a:

Ja nie rozumiem, jak to jest z tym, że człowiek mówi coś do dorosłej osoby, a ona i tak robi swoje.
Skąd wynika to "i tak zrobie po swojemu", bo napewno nie z tego, że nie rozumie, co się do niej mówi. To w takim razie z czego??

Bardolka kolejny raz mówi, żeby teściowa nie prała itp. a Ta robi swoje, czy to takie uszczęśliwianie na siłę? Czy to z przeświadczenia,  przecież i tak nic nie robię, to pomogę, czy z nudów, czy jeszcze z czegoś innego? Ale nie dziwi mnie oburzenie Bardolki, przecież od człowieka dorosłego wymaga się dorosłego zachowania, że zrozumie, co się do niego mówi.

karlyk traktowana jest podobnie, mówi wprost, że jej dziecko ma inne potrzeby a teściowa i tak wie lepiej. Przykład:

karlyk84 napisał/a:

Zacznę od tego że Staś skończył pół roku a ona już by go wszystkim karmiła, miał cztery miesiące jak dawała mu murzynka (ja siedziałam obok i ostro protestowałam), myślicie że coś sobie z tego robiła?"

- jak grochem o ścianę. Czy tak zachowuje się poważna dorosła osoba, mówi się do niej a ona ma w nosie zdanie matki dziecka, robi co chce.

Może, któraś z Was mądrzejszych mi wytłumaczy, skąd się bierze takie zachowanie, bo ja nie potrafię tego pojąć.

I tutaj warto byłoby podyskutować z koleżanką Żyworódką - może Ty odpowiesz nam na pytanie, dlaczego dorosłe kobiety będące teściowymi, nie słyszą/nie akceptują/nie słuchają swoich synowych - uważają ich zdanie za brednie - dlaczego?

352

Odp: Ach ta teściowa...

Żyworodki nie ma, ale może ja coś doskrobię. Bardolko, jesteś bodajże socjologiem, powinnaś wiedzieć o wiele więcej od każdej z nas: o zachowaniach ludzkich, procesach, relacjach łączących zarówno jednostki, jak i całe rodziny.

Zapewne żadnej z tutaj dyskutujących, nie jest obce zjawisko jakie opisujecie. Starszy = bardziej doświadczony, choć to ma się nijak do rzeczywistości. Czasy i realia się zmieniają, normy i kanony także. Niestety nie do wszystkich to dociera. Teściowe z pewnością wiedzą, że nie mają racji, że w wielu sprawach mylą się, lecz to jest silniejsze od nich. Chcą pokazać, że one mają tu jeszcze coś do powiedzenia, coś nadal znaczą, nie dadzą zepchnąć się na margines decyzyjności we własnym domu.  Często jest to też badanie granicy, do jakiej mogą się posunąć.
Z pewnością zauważyłyście, że problem ten dotyczy w większości synowych i teściowych zamieszkujących pod jednym dachem. W tym upatrywałabym sedna konfliktu.
Młoda synowa wchodząca do cudzego domu i rozpoczynająca urzędowanie tam od własnych porządków, kontra stara rezydentka teściowa, będąca dotąd jedynym dotychczasowym zarządcą na włosciach. Powiedźcie same, czy to nie jest obciążone wysokim ryzykiem konfliktu?

A teraz przewrotne pytanie: czy gdyby do domu synowej wprowadziła się teściowa, czy młode kobiety też pozwoliłyby sobie na takie rządy "drogiej mamusi", jakie same sprawują w domu " wielce upierdliwej".

Czekam na super wymijające odpowiedzi.

353

Odp: Ach ta teściowa...

Nie pozwoliłabym sobie na rządy teściowej w moim domu, ponieważ nie pozwoliłabym jej zamieszkać ze sobą. Natomiast moja teściowa dosłownie błagała nas, żebyśmy z nią zamieszkali, mając śwaidomość, że naszym warunkiem jest przepisanie na nas domu i to, że my stajemy się w nim gospodarzami. Zaakceptowała te warunki, więc nie uważam, jakobym bez jej woli naruszała jej przestrzeń. Kropka.

354

Odp: Ach ta teściowa...

Bez jaj Bardolko. Jak to stajecie się gospodarzami? Chyba współgospodarzami.

To jest wyjątkowo nie w porządku by przejmować dom o jakiejś tam wartości i  wymagać zamknięcia buzi przez dotychczasowego właściciela.
Darowiznę dokonaną w zamian za dożywocie można odwołać. Jest to trudne, ale są naprawdę dobre kancelarie prawne, które sobie z tym poradzą.

355

Odp: Ach ta teściowa...

Darowizny nie da się odwołać (nie była to darowizna w zamian). Poza tym jeśli teściowej się nie podoba, to niech umówi notariusza i przepisujemy z powrotem na nią i znikamy....

Tak Chaber, jesteśmy gospodarzami, co teściowa ciągle podkreśla w kontekście różnorakich prac związanych z domem i jego remontowaniem, jej niesamodzielność finansowa i ogólnie życiowa powoduje, że gdyby ona faktycznie miała się o to zatroszczyć, to by chyba już całkiem przepadła ...

356 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2012-03-15 08:48:07)

Odp: Ach ta teściowa...

No to nieźle przygwoździliście teściową. Grasz tutaj taką bidulkę, a tak naprawdę to niezła z ciebie agentka.
Teściowej pozostało tylko cicho siedzieć.
Mam nadzieję, ze czyta to sporo osób, wnioski na pewno wyciągną.

Ja bym jednak doradziła teściowej przejęcie na powrót domu, a niech się wali. Zanim dach spadnie jej na głowę sporo czasu minie.

357 Ostatnio edytowany przez smutny_miś (2012-03-15 13:37:00)

Odp: Ach ta teściowa...

I znowu dochodzimy do tych samych wniosków, co w każdej dyskusji synow-teściowa, jedyne słuszne wyjście mieszkać osobno.
Zupełnie neutralnie podsumowując, nie mamy prawa wymagać od teściowej, aby robiła to czego oczekujemy, bo to jej dom i ona zapracowała na niego i stworzyła takim jakim chciała. Jak we wszystkim dobra i mądra zasada, to postawić się na miejscu danej osoby - w tym przypadku teściowej. Tak, jak my nie chciałybyśmy, aby ona rządziła się w naszym domu, tak ona nie chce, abyśmy my ją zmieniały i jej życie.
Nie mamy też obowiązku podporządkować się teściowej, bo to nasze życie i mamy prawo przeżyć je tak jak chcemy. Tak więc moi zdaniem, dwie osoby zupełnie inaczej wychowane i ukształtowane nie zgodzą się ze sobą i nie zbudują cudownej relacji, szczególnie wtedy, kiedy pochodzą z różnych społeczności lokalnych i regionalnych.
W sumie to nie jej wina, że syn, miał wizję wspólnego, zgodnego mieszkania z mamusią i żoną pod jednym dachem, aby mieć wygodnie. Nie ukrywajmy, synowa nigdy nie będzie się czuła dobrze w domu teściowej, bo to nie jest i nie będzie jej dom.

358

Odp: Ach ta teściowa...
karlyk84 napisał/a:

Zacznę od tego że Staś skończył pół roku a ona już by go wszystkim karmiła, miał cztery miesiące jak dawała mu murzynka (ja siedziałam obok i ostro protestowałam), myślicie że coś sobie z tego robiła? Dopiero kiedy mój mąż zareagował przestała mu dawać jak to ona twierdzi okruszki ciasta.

Powiem tak, TO jest nie tyle głupie co niebezpieczne... Nie wyobrażam sobie, żeby teściowa karmiła moje 4 miesięczne dziecko okruszkami od ciasta, a półroczne wszystkim już, bo ona tak robiła i ona wie lepiej. Masakra...

359 Ostatnio edytowany przez Bubuś (2012-03-15 19:32:07)

Odp: Ach ta teściowa...

Jako synowa popre stanowisko Bardolka   nazywanie gospodarzami tylko w przypadku konieczności remontów, zakupu opału czy opłat jest perfidnym zachowniem i po części usprawiedliwia stanowisko że to młodzi są gospodarzami, ale tylko jeśli beda granice rozsądku i sprawa nie przyjmie obrotu o jakim pisała chaber 05

Teściowej pozostało tylko cicho siedzieć.

bo do tego to wszystko zmierza...

360 Ostatnio edytowany przez Bardolka (2012-03-15 19:36:43)

Odp: Ach ta teściowa...
chaber05 napisał/a:

No to nieźle przygwoździliście teściową. Grasz tutaj taką bidulkę, a tak naprawdę to niezła z ciebie agentka.
Teściowej pozostało tylko cicho siedzieć.
Mam nadzieję, ze czyta to sporo osób, wnioski na pewno wyciągną.

Ja bym jednak doradziła teściowej przejęcie na powrót domu, a niech się wali. Zanim dach spadnie jej na głowę sporo czasu minie.

Stałam się łowczynią majątków, których wcale nie chciałam. Stałam się terrorystką zamykającą teściową na 2 metrach kwadratowych piwnicy bez dostępu do łazienki - skąd te wnioski? Teściowa ma się dobrze, niczego jej nie brakuje, a konkluzja wyszła od tego, że denerwuje mnie to, że narusza MOJE prywatne rzeczy.

Jesienią jak skończymy remontować łazienkę na dole to teściowa przeprowadzi się na dół (pokój, kuchnia, łazienka i coś na kształt garderoby - wystarczająco chyba jak na jedną osobę) do swojego królestwa, gdzie będzie mogła spacerować nago, palić bongo albo zapraszać tabuny kochanków tongue i daj jej Boże smile Ona Panią u siebie, ja u siebie - nie widzę tu zniewolenia i skrajnego ukrzywdzenia teściowej ...

A dlaczego miałabym mieszkać w domu będącym własnością teściowej? Zmienić dach, remontować kolejne pomieszczenia, wymienić okna (to wszystko albo zrobione albo w planach) a potem po paru latach patrzeć jak teściowa zapisuje dom córce wywalając nas tym samym na bruk? Skoro mam w to wpakować oszczędności życia, to chyba po to, żeby to było moje - a może nie?

361

Odp: Ach ta teściowa...

Wiesz co BARDOLKA, mimo, że nie we wszystkim się zgadzam z Tobą, to podziwiam Twój upór i wytrwałość, może gdybym ja tak miała, moje małżeństwo by przetrwało.
Ja  byłam naiwna i wierzyłam, że życie z teściowa pod jednym dachem się ułoży. Rację mają te wszystkie, które mówią, że nie sztuką pobiec do ołtarza a potem narzekać, ale sztuką mieć gdzie mieszkać, być samodzielnym finansowo i wtedy biec do ołtarza.

362

Odp: Ach ta teściowa...

Ja jestem samodzielna finansowo od ładnych kilku lat, mąż podobnie, a że dla mojego męża "mieć gdzie mieszkać" było tak jasne jak słońce = w JEGO domu, to tak się skończyło - czas pokaże co to się z tego urodzi ...

A ktoś tam wyżej pisał, że to okrutne zabierać teściowej to, na co sama zapracowała i o co zadbała - to tu nie zasługa mojej teściowej, ale dziadków mojego męża, za czasów mojej teściowej to po prostu wszystko niszczało. Wiem wiem, wychodzi że całej winy upatruję w teściowej, ale to jest po prostu sprawa obiektywna, cóż...

363

Odp: Ach ta teściowa...

Ja "podziwiam" Bardolkę za przebiegłość, umiejętność interpretowania. Pomimo padania tutaj różnych argumentów, potrafi każdy odeprzeć, wijąc się jak piskorz wybrnie z gąszczu zarzutów.
Jej sposób wyliczania czy to wynajmu czy też wkładu w remontowany dom, to iście kreatywna księgowość.
O ile wcześniej jej współczułam, tak teraz czuję niesmak. W całej tej sprawie już nie chodzi o pierdoły typu pranie, a o całkowite podporządkowanie teściowej.

Jestem tylko ciekawa czy teściowa jest w pełni świadoma jaki błąd popełniła. Nikomu nie życzę takiej spryciary za synową. Remonty remontami, nadal będzie to ułamek wartości domu. Może i teściowa Bardolki nie dbała o dom, a może to też interpretacje synowej. Teraz już nie będę taka łatwowierna.

Stereotyp o wrednej teściowej i pazernej synowej znikąd się nie wziął.

364

Odp: Ach ta teściowa...

Witam.
Ale się zadziało...po nitce do kłębka i wyszło szydło z worka!
Faktycznie przysłowia są mądrością narodu.    smile

Ja tam od początku rozszyfrowałam Bardolkę. hmm
Dziedziczka na włościach teściowej!

Myślę, że do teściowej dotarło, że podpisała na siebie cyrograf.
Pewnie dlatego stała się taka "płaczliwa".

Synuś też zaprezentował się "godnie", z matki właścicielki domu zrobił lokatorkę.

Teściowe czytajcie ten wątek i się zabezpieczajcie przed synowymi/zięciami, aby na starość nie iść "z torbami."  tongue

P.s.
No i dobrze, niech Ci pierze te majty, może przy praniu się wycisza i relaksuje...albo wynajem odpracowuje.    big_smile

365 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2012-03-16 12:09:46)

Odp: Ach ta teściowa...

To będzie gorzkie co napiszę.

Nie ufajmy w osąd naszych ślepo zakochanych dzieci. Miłość patrzy przez różowe okulary.

A notariusz? Czemu oni dokładnie nie wyjaśniają klientom późniejszych możliwych następstw.
Wniosek z tego taki, że zanim coś podpiszesz lepiej upewnić się dwa razy, a nawet więcej.

Tak mi jeszcze przyszło do głowy: syn z synową nie mają pracy i środków na utrzymanie domu, nieruchomość przejmuje teściowa, oczywiście jako darowiznę. Już sobie wyobrażam co by się tu działo.... Cała prawnicza wiedza poszłaby w ruch, wyrazy współczucia zajęłyby kilka stron.

366

Odp: Ach ta teściowa...

A bierzecie pod uwagę to, że darowizna mogła być  najzwyczajniej w świecie kalkulacją / manipulacją teściowej?
Dam to będę miała ich w garści. Będą mi dozgonnie wdzięczni.
Przecież teściowa  nie jest upośledzoną umysłowo kobietą, wiedziała co proponuje i co podpisuje.
Tylko okazało się, że z synową nie jest tak łatwo jak z synem...podchody trwają dalej, póki sił i pomysłów starczy.

367

Odp: Ach ta teściowa...

Wyjaśnij mi Dayzi jak teściowa może mieć ich w garści, a następnie poczytaj dokładnie o takiej formie darowizny i tak uczciwie napisz, kto komu może więcej narobić.
Pamiętajmy też o obiektywizmie i takiej ludzkiej uczciwości. Czy jestem synową czy teściową nie powinno mieć znaczenia.

368

Odp: Ach ta teściowa...

Dziewczyny, nie przesadzajcie tu z odsądzaniem Bardolki od czci i wiary.
Od poczatku mojego bycia na forum spotykałam się z nią w różnych wątkach i dobrze wiem, że nigdy nie chciała mieszkać ze swoją tesciową i wcale nie "dybała" na jej dom. Wręcz przeciwnie. To jej mąż inaczej sobie nie wyobrażał, więc w końcu uległa. Jej mąż motywował to odpowiedzialnością za matkę, opieką nad nią, mimo, że matka ma 51(!!!!) lat, pracuje i przynajmniej teoretycznie jest samodzielna.
Dom jest stary i w stanie rozkładu, wymaga inwestycji. Nie dziwię się temu, że ktoś kto ma w niego włożyc duże pieniądze, chce mieć gwarancje, że wkłada je w swoją własność. Cóż w tym dziwnego? Teściowa podpisała "cyrograf", ale chyba żaden Don Corleone jej lufy do głowy nie przyłożył, nie musiała się na to zgadzać. Widziała jednak w tym gwarancję, że SYN jej nie opuści. Nie widziała interesu w tym, by być właścicielką domu, tylko by MIEĆ syna przy sobie i dopięła swego. To chora motywacja, ale cóż, taka jest ta teściowa. O co tu obwiniać Bardolkę? Że uległa mężowi i przyjęła to dobrodziejstwo w postaci darowizny skarbonki bez dna z dodatkowym gratisem w postaci toksycznej teściowej? Czy powinna to odrzucić, z woli męża mieszkać i inwestować w ruinę, a potem, gdy teściowa oczy zamknie, podzielić się wyremontowanym na błysk domem z siostrą męża? Uważam, że ten warunek, przepisanie domu, był w tym całym wariactwie najrozsądniejszy, jeśli już inne warianty zamieszkania gdzieś po ślubie nie wchodziły w grę, bo mąż Bardolki się uparł. Nie wiemy, czy teściowa przepisała dom na nich oboje, czy tylko na syna. Jeśli na oboje, to popisała się wyjątkową głupotą (wybacz, Bardolko) i brakiem rozwagi, taką jak ja w sprawie działki, gdy zaufałam w osąd swojego syna. Masz rację Chaber, trzeba zachować rozwagę i patrzeć na świat rozsadnie.
Problemem nie jest to, że teściowa pozbyła się swojej własności, ale że nie chce, nie potrafi żyć obok rodziny swojego syna, tylko tworzy "trójkąt" małżeński. Chce żyć w symbiozie z synem i synową. Nie tyle mieszkać z nimi pod jednym dachem, ale ŻYĆ z nimi, jako trzecia osoba w związku. Te jej płacze, że robią coś BEZ NIEJ, że zostawiają ją samą, że chcą sami sobie prać gacie itd. świadczą o tym.
Nie widzę tu krzywdy teściowej. Oddała wprawdzie prawo do decydowania o sobie innym, ale przecież syn i synowa szykują jej mieszkanie na dole, wzięli na siebie troskę o remont domu i bieżące potrzeby, opał, prąd itd. Problem w tym, że teściowa wolałaby być z nimi na górze, a najlepiej razem z nimi w ich sypialni i łazience.
Oj, będzie trudno......

369

Odp: Ach ta teściowa...

Mareno lepiej powiedz co u Ciebie. Jak syn? Jakieś porozumienie nastąpiło? Co ze "zdemaskowaną" synową? Jak Ty i mąż radzicie sobie z tym wszystkim?

370

Odp: Ach ta teściowa...

Owszem będzie trudno. Jednak nie wiem czemu tak Mareno jej bronisz. Podejrzewam, że dom stał się własnością ich obojga.

Ja też nie chciałabym mieszkać z teściową. Mogę to deklarować gdzie popadnie. Tu chodzi też o to, co sama wnoszę do małżeństwa. Czy tylko materialnie ma się starać mężczyzna?
Mareno bądź bardziej obiektywna, bo swoją synową opisałaś jako pazerną. Też możemy wierzyć lub nie, bo jak widzę, każdy kreuje tu rzeczywistość.

Najlepiej jednak przemawiają liczby. Czemu się nie budowali. Sama wiem ile potrafi obecnie kosztować metr kw. działki w odległości 15 km od miasta. Jeśli jednak mamy grunt to same papierzyska i media spokojnie zjedzą 50 tys. Oczywiście są regiony gdzie sąsiedzi za możliwość poprowadzenia przez ich parcelę czegokolwiek śpiewają sobie ho, ho, ho..
Zakup mieszkania w Krakowie to z pewnością 400 tys pożre, plus oczywiście odsetki od kredytu i znów sumka okrągła.

Gdzieś tam Bardolka pisała, ze ubezpieczenie domu to 600 zł, czyli chałupa jest warta około pół miliona. W co wierzyć?

Zwalanie winy na męża Bardolki nie przekonuje mnie. Oni po prostu nie mają pieniędzy, a te wszystkie gatki szmatki, to mydlenie oczu.

Oddaj Mareno decydowanie o sobie synowi i synowej. Zrób to,  a wtedy podyskutujemy. Tyle rabanu narobiłaś wokół działki, zapisz im dom.

371

Odp: Ach ta teściowa...
chaber05 napisał/a:

Wyjaśnij mi Dayzi jak teściowa może mieć ich w garści,

Miałam na myśli emocjonalną manipulację.
Czy można skrzywdzić, będąc tak hojnie obdarowanym?...technika manipulacyjna wywierania wpływu na inna osobę.

Zgadzam się z tym, co tak ładnie napisała Marena. Teściowa w zamian za gest chce tworzyć trójkąt.

Moja chce trójkąt bez gestu...
Ja nie jestem młodą mężatką z głową pełną marzeń tak jak Bardolka ale też nie lubię jak mi się wkłada nogę w drzwi.
Moja "teściowa" zamieszkała w domu swojego syna, ponieważ jest w podeszłym wieku i swoim zachowaniem do rozpaczy doprowadzała sąsiadów jak i nas swoimi telefonami, że to, że tamto. Potrafiła na drugi koniec W-wy przyjechać by jej słoik z buraczkami odkręcić.

Zapadła decyzja by zamieszkała, dom duży 300m, mała przebudowa i dostała wydzielone 50m mieszkanie z wejściem oczywiście osobnym...z innej ulicy. Swoje piękne mieszkanie na Mokotowie sprzedała a kapitał spożytkowała na wojaże zagraniczne, zabiegi upiększające, operacje plastyczne...po prostu żyje za to. Ma bardzo dobrą emeryturę. Można powiedzieć do naszej spółdzielni (bo tak nazywamy "nasz"dom) nie wniosła nic. W opłatach nie uczestniczy, bo nie ma takiej potrzeby. Ma panią do pomocy. Można powiedzieć, źle nie ma.

Granica jest wyznaczona "grubą krechą". Ja jej nie naruszam a ona....no musi tego nochala wtykać. Wielokrotnie przyłapywałam ją na buszowaniu na naszej części ...no i te komentarze, że ona jest u siebie.
Po roku sąsiadowania, przyszła do mnie do pracy by powiedzieć: "wybaczam ci, że wyrzuciłaś mnie z domu mojego syna". Oniemiałam, tym bardziej, że postawienie płotów i uszczelnienie wszelkich możliwych przejść było pomysłem jej syna, który bardzo, bardzo żałuje, że zgodził się na tak bliskie sąsiedztwo.

Jesteśmy zmęczeni jej kontrolą, a gdzie, a co, a po co, kiedy.

Jestem z innego świata, mnie nikt nie kontrolował, sama dorosłych dzieci nie kontroluje. Może dlatego nie rozumiem, po co pytać dorosłego syna kiedy wróci do domu i dlaczego aż za 2 godziny.
Nawet jak jadę nad morze do dzieci (mieszkają w moim domu)to mam swój pokój, swoich znajomych, swoje zajęcia. Nie zamęczam ich sobą. Nie inwigiluje.
Nie jestem osoba znikąd i z niczym i w żaden sposób nie czuję bym miała być wdzięczna, że ONA pozwala mi mieszkać u SIEBIE. Nie jestem bezdomna a i w "naszej spółdzielni" mam swój wkład. Nie mam za co być wdzięczna tej kobiecie.

Niedawno podjęliśmy decyzję, przy lepszej koniunkturze dom na sprzedaż, my przeniesiemy się na ranczo a teściowa do swoich koleżanek w DSS. Chcemy jeszcze poczuć  wolność smile

372

Odp: Ach ta teściowa...
chaber05 napisał/a:

Podejrzewam, że dom stał się własnością ich obojga.

Dom jest własnością męża. Więc jeśli mojej teściowej udałoby się nas rozdzielić, owszem, zostaję z gołym tyłkiem. Ale godzę się na to, ponieważ kocham mojego męża ponad to wszystko, co nas otacza.

Nie, nie jestem na utrzymaniu męża, ciężko pracuję na swoje utrzymanie od początku studiów, wszystkie nasze zakupy/wakacje/inwestycje to zarówno mój wkład jak i jego.

Dom od zawsze chciałam budować, jestem z zawodu bankierem, nie boję się kredytu hipotecznego, wiem ile kosztuje, ale wiem też jak wiele można mu zawdzięczać.

Z Krakowa nie jestem, w Galicji jest dużo taniej, więc 65metrowe mieszkanie można kupić za 180 tysięcy - czy to taka nierealna kwota dla dwojga pracujących ludzi (zarabiających więcej niż najniższa krajowa?). Od tego powstrzymało mnie tylko to, że nie mogłam się w sprawie porozumieć z mężem.

Dom wart pół miliona? Chyba jak go wyremontuję. W tej chwili wartość jest szacowana na 120 tysięcy już z działką, a koszt wynika z tego, że jest to obowiązkowe ubezpieczenie dla rolników obejmujące 3 obory i grunty tongue

Marena, dziękuję.


żyworódka napisał/a:

No i dobrze, niech Ci pierze te majty, może przy praniu się wycisza i relaksuje...albo wynajem odpracowuje.

Bardzo to małostkowe, naprawdę głos autorytetu przemówił ...

373

Odp: Ach ta teściowa...
Teo napisał/a:

Mareno lepiej powiedz co u Ciebie. Jak syn? Jakieś porozumienie nastąpiło? Co ze "zdemaskowaną" synową? Jak Ty i mąż radzicie sobie z tym wszystkim?

Jest zmiana, Teo. Juz w dwie ostatnie niedziele syn przywiozł nam wnuka na caly dzień.  I powiedział, że teraz tak będzie. Mały jest cudny, nie zapomniał babci i dziadka.
Syn powiedział, że była u niego w domu wielka awantura, z udziałem jego tesciowej i braci synowej. Temat awantury? Nasza podłość i jego "pierdołowatość" w kwestii nieumiejętności przyparcia nas do muru. Wiem, ze syn się wkurzył i że rodzina synowej wyleciała z mieszkania z hukiem. Od tego czasu mówi, że matka synowej  nie odwiedza córki, kiedy on jest w domu.
Jak wygladają jego stosunki z zoną? Nie widuję ich razem, ale chyba się zmieniają ze względu na stan wkurzenia naszego syna. Zdaje się, że trzasnął pięścią w stół. Świadczy o tym fakt, że przywozi dziecko do nas. Chyba postanowił trochę odizolować zonę od jej matki, bo gdy mały jest u nas, wyjeżdżają na cały dzień, a to do dalszej rodziny, a to na wycieczkę do Warszawy.
Nie wypytuję syna o jego małżeńskie sprawy, sądzę po tym co widzę. Mam duży opór przed tym.
Syn też powiedział, ze przeprowadzą się do mieszkania po babci tak szybko jak to będzie możliwe, a to też eliminuje codzienny kontakt z jej rodziną. Jak dotąd mieszkają w małym mieszkanku, ktore jest po sąsiedzku z rodzicami synowej.
Nie widzieliśmy synowej od czasu naszej trudnej rozmowy. Ona tu nie przychodzi, a gdy odbierają wieczorem syna, siedzi w samochodzie. W dniu imienin mojej matki przyszedł tylko syn (jej wnuk) z życzeniami i kwiatami. Synowa unika naszej rodziny.
Jak sobie z tym radzimy? Widujemy wnuka, to nam wystarcza. Sprawy są jasne, zniknęły niedomówienia. Cieszy nas też stanowcza postawa syna i mamy nadzieję, że tej stanowczości wystarczy na długo. On jest na co dzień łagodnym, spolegliwym człowiekiem, a to jak widać nie popłaca.
Co będzie dalej, czas pokaże.

Chaber, bronię Bardolki, bo tak myślę i czuję jak napisałam. Nie postrzegam jej jako pazernej osoby.
Staram się być obiektywna na ile potrafię. Myślę, że jak każdy.
Narobiłam rabanu wokół działki? Jakiego? Popełniłam błąd i zaakceptowałam jego konsekwencje. Do głowy nam nie przyszło, żeby próbować to odkręcić.  W rozmowie z synem i synową zostało jeszcze raz powiedziane, że to jest wlasność ich obojga i my nie mamy nic do tego. To jest raban? Tu, na forum rozważamy i oceniamy rózne sytuacje, własne i cudze, ale to nie znaczy, że w realu mówimy i labidzimy nad własną głupotą do osób zainteresowanych. Stało się i tyle. Trzeba wypić piwo, którego się nawarzyło.
Oddać prawo do decydowania o sobie synowi i synowej, zapisać im dom? Nie chciałam tego i nie zrobiłam. Teściowa Bardolki też nie musiała tego zrobić. Widocznie stwierdziła, że tylko w ten sposób ZMUSI syna do pozostania przy niej. To jej decyzja, jej manipulacja. Gdyby jej syn był świadomy jej intencji i tego co niesie za sobą ten zapis, to myślę, że nie przyjąłby tej darowizny, która go wiąże w niezdrowy sposob z toksyczną matką. To sprawa między matką a synem, Bardolka się tu zaplątała jako żona syna. Co ona z tego ma? Nie jest właścicielką tego domu, a skutki tego, ze jej mąż jest właścicielem, odczuwa na swoich plecach.
Mam współczuć teściowej, że podcięła gałąź na której siedzi? No, może współczuję jej glupoty, ale co Bardolka ma z tym wspólnego? Teściowa ma korzyść, bo MA  syna przy sobie, choć my tę "korzyść" inaczej oceniamy, niektóre z nas nawet jako jej krzywdę. Syn ma korzyść, że MA dom do remontu i tutaj też niektóre z nas mówią, że to dobrodziejstwo, a ja że garb na plecach. A co ma Bardolka? Mieszka w domu, który nie jest jej  i którego nie chciała i boryka się z wtrącającą się i namolną teściową. I za to jeszcze ma dostawać po głowie?

Kazdy tu kreuje rzeczywistość? Myślę, że każdy opisuje rzeczywistość ze swojego punktu widzenia. No bo z czyjego ma opisywać?

374

Odp: Ach ta teściowa...

mareno wydaje mi się, że najważniejsze w tym wszystkim jest fakt, że syn się ogarną i częściej widujecie wnuka smile Poza tym widać, że syn nie "zatrzasnął" drzwi przed nosem żony i stara się ją odciagać od toksycznego towarzystwa jej matki, to dobrze. Świadczy to jego dobroci i milości do żony oraz chęci ratowania małżeństwa. Myślę, że wszystko potrzebuje czasu i z czasem synowa zlagodnieje i odpuści i wszystko zacznie wyglądać tak jak powinno smile

375 Ostatnio edytowany przez ms (2012-03-19 17:35:37)

Odp: Ach ta teściowa...
Bardolka napisał/a:
chaber05 napisał/a:

Podejrzewam, że dom stał się własnością ich obojga.

Dom jest własnością męża. Więc jeśli mojej teściowej udałoby się nas rozdzielić, owszem, zostaję z gołym tyłkiem. Ale godzę się na to, ponieważ kocham mojego męża ponad to wszystko, co nas otacza.

Nie, nie jestem na utrzymaniu męża, ciężko pracuję na swoje utrzymanie od początku studiów, wszystkie nasze zakupy/wakacje/inwestycje to zarówno mój wkład jak i jego.

Dom od zawsze chciałam budować, jestem z zawodu bankierem, nie boję się kredytu hipotecznego, wiem ile kosztuje, ale wiem też jak wiele można mu zawdzięczać.

Z Krakowa nie jestem, w Galicji jest dużo taniej, więc 65metrowe mieszkanie można kupić za 180 tysięcy - czy to taka nierealna kwota dla dwojga pracujących ludzi (zarabiających więcej niż najniższa krajowa?). Od tego powstrzymało mnie tylko to, że nie mogłam się w sprawie porozumieć z mężem.

Dom wart pół miliona? Chyba jak go wyremontuję. W tej chwili wartość jest szacowana na 120 tysięcy już z działką, a koszt wynika z tego, że jest to obowiązkowe ubezpieczenie dla rolników obejmujące 3 obory i grunty tongue


Marena, dziękuję.


żyworódka napisał/a:

No i dobrze, niech Ci pierze te majty, może przy praniu się wycisza i relaksuje...albo wynajem odpracowuje.

Bardzo to małostkowe, naprawdę głos autorytetu przemówił ...

Ja współczuję Bardolce bo co za "miód" ona dostała - sypiący się dom?

376

Odp: Ach ta teściowa...

Drogie Panie, to co teraz napisze nie ma na celu pożalenie sie ani narzekanie na teściową. W sobotę mieliśmy piękny wiosenny dzień. Z tej okazji wszyscy wypełznęli do ogrodu popracować. Teściowa wzięła męża na stronę i się go pyta czy nie jest głodny i co my jadamy bo od 2 tygodni ona nie słyszała żebyśmy kotlety klepali i że w ogóle ona nie słyszała, żeby pralka chodziła i że ona się martwi czy my sobie dajemy radę z życiem na swoim... Mąż ją wyśmiał, a ja...? ja na początku zagotowałam(bo guzik ją to obchodzi przecież), ale po chwili uświadomiłam sobie jak beznadziejne życie ma ta moja teściowa sad Nie ma kobieta co robić tylko nasłuchuje ile razy w tygodniu u nas pralka chodzi i kiedy kotlety rozbijamy na odbiad.... żal sad

377

Odp: Ach ta teściowa...

Witam.

Bubuś napisał/a:

Teściowa wzięła męża na stronę i się go pyta czy nie jest głodny i co my jadamy bo od 2 tygodni ona nie słyszała żebyśmy kotlety klepali i że w ogóle ona nie słyszała, żeby pralka chodziła i że ona się martwi czy my sobie dajemy radę z życiem na swoim... (...)

Ja wczoraj kotlety klepałam big_smile, a wcześniej chyba z miesiąc temu.

A pralka dzisiaj chodziła - dwa prania.    big_smile
Mam nadzieję, że było słychać na całej klatce.    wink
To co napisałaś daje mi do myślenia, że muszę chociaż raz w tygodniu klepać w deskę - sąsiedzi też mogą prowadzić jakąś statystykę.  smile

Bubuś napisał/a:

Mąż ją wyśmiał, a ja...? ja na początku zagotowałam(bo guzik ją to obchodzi przecież), ale po chwili uświadomiłam sobie jak beznadziejne życie ma ta moja teściowa     sad Nie ma kobieta co robić tylko nasłuchuje ile razy w tygodniu u nas pralka chodzi i kiedy kotlety rozbijamy na odbiad.... żal     sad

Tak na serio, to fajnie Bubuś, że nie ma w Twej wypowiedzi złośliwości.
Teściowa się martwi, czy macie co jeść, a Ty, że ma takie beznadziejne życie.
No i jesteście kwita. Tak trzymaj i zawsze miej to na uwadze. smile

378

Odp: Ach ta teściowa...

Dzięki ms i mareno za wasze opinie, dzięki nim czuję, że chyba nie zwariowałam smile

Co do miodu, o którym napisała ms, to powiem wam w ramach ciekawostki tak, mąż miał w listopadzie wypadek, uszkodził dłoń, wzięłam sobie w pracy tydzień urlopu żeby go trochę podoglądać smile a skończyło się tak, że przez tydzień sprzątałam strych naszego domu z wynalazków takich jak stare choinki, gipsy z połamanych nóg (Bóg wie kiedy!), cukierki Niezabudki z komunistycznych choinek tongue śpiochy męża, sukienki ciążowe teściowej, zeszyty z podstawówki wujka mojego męża (z lat 70tych!) i całych ton śmieci... Także takie mecyje mi się dostały tongue

Bubuś - ja bym chyba eksplodowała :-)

379

Odp: Ach ta teściowa...
Bardolka napisał/a:
Bubuś napisał/a:

Drogie Panie, to co teraz napisze nie ma na celu pożalenie sie ani narzekanie na teściową. W sobotę mieliśmy piękny wiosenny dzień. Z tej okazji wszyscy wypełznęli do ogrodu popracować. Teściowa wzięła męża na stronę i się go pyta czy nie jest głodny i co my jadamy bo od 2 tygodni ona nie słyszała żebyśmy kotlety klepali i że w ogóle ona nie słyszała, żeby pralka chodziła i że ona się martwi czy my sobie dajemy radę z życiem na swoim... Mąż ją wyśmiał, a ja...? ja na początku zagotowałam(bo guzik ją to obchodzi przecież), ale po chwili uświadomiłam sobie jak beznadziejne życie ma ta moja teściowa sad Nie ma kobieta co robić tylko nasłuchuje ile razy w tygodniu u nas pralka chodzi i kiedy kotlety rozbijamy na odbiad.... żal sad

Bubuś - ja bym chyba eksplodowała :-)

Wierzę...    yikes

380

Odp: Ach ta teściowa...

Żyworódko, po raz kolejny dziecinada z Twojej strony.

A w temacie - w jednym z moich wcześniejszych postów zadałam Ci jako ekspertowi pytanie. Albo nie doczytałaś (w co wątpię tongue) albo z jakiegoś powodu nie chcesz udzielić odpowiedzi. A ja czekam tongue

381

Odp: Ach ta teściowa...

Bardolka nie chcę cię krytykować ale wydaje mi się,że już tak sie nakręciłaś na teściową, że nawet jakby Cię pochwalila to szukałabyś w tym podtekstu smile Jak mieszkalismy na jednym piętrze to nie było gdzie sie "schować', a teraz mogę zamknąć drzwi i zostawić teściową na korytarzu i dlatego nabrałam dystansu ;P

382

Odp: Ach ta teściowa...

Ja nie mam warunków do nabrania dystansu tongue

A co do nakręcenia, to chyba bardziej na żyworódkę niż na teściową tongue bo żyworódka jako stateczna nestorka rodziny daje stale dobre rady ale momentami błyska też tekstami z deczka niższej półki. A że ja nie lubię takich zaczepek, to tak to wygląda tongue

A z teściową przeróżnie. Ostatnio spokój, co się chwali ... Tak na serio tylko martwi mnie to, że od 2 tygodni jest na zwolnieniu lekarskim a non stop gdzieś jeździ. Przecież jakby miała kontrolę z zakładu pracy to ją zwolnią ... a tu wyjazd na cały dzień do córki, po firanki na targ, do Lidla - a mój tata pracuje w tej samej firmie i mówił, że takie kontrole są normalne sad

383 Ostatnio edytowany przez żyworódka (2012-03-20 08:36:46)

Odp: Ach ta teściowa...

Witam.
Bardolka, moja reakcja jest na miarę Twoich wypowiedzi - dostosowuję się.  tongue
"Ekspert" i "dziecinada" nie idą w parze - to przeciwności. Choć niezasłużenie, ale dziękuję smile

Oczywiście, przeczytałam bieżące posty. Już się usprawiedliwiam - mam zaległości, bo obsiadły mnie chore wnuczątka i ja też chora.
Tak w skrócie - zgadzam się z większością wypowiedzi Chaber.

384

Odp: Ach ta teściowa...

Bardolka, 2 tygodnie zwolnienia to jeszcze nie powód do robienia kontroli ;] 2 miesiące to już co innego smile  a jak teściowa znika z domu to trzeba się cieszyc! tongue

385

Odp: Ach ta teściowa...

2 razy po 2 tygodnie dostała - a ja nie mówię o kontroli ZUSu, (po 33 dniach za chorobowe płaci zus i wtedy to norma), tylko zakład pracy też może kontrolować a z tego co wiem, to robi to nagminnie.

386

Odp: Ach ta teściowa...

Dawno nic nie pisałam, to tak w ramach ciekawostki napiszę. Wspominałam że teściowa pojechała sama do córki, chora (my też chorzy więc nie pojechaliśmy), teraz dzieci mojej szwagierki mają zaawansowane zapalenie oskrzeli, malutka (8 m-cy) bierze zastrzyki. A mówiłam, żeby nie jechała bo pozaraża ... A teraz chodzi i lamentuje bo jej córcia taka biedna bo się nie wyśpi bo dzieci chore ....

387

Odp: Ach ta teściowa...
Bardolka napisał/a:

Dawno nic nie pisałam, to tak w ramach ciekawostki napiszę. Wspominałam że teściowa pojechała sama do córki, chora (my też chorzy więc nie pojechaliśmy), teraz dzieci mojej szwagierki mają zaawansowane zapalenie oskrzeli, malutka (8 m-cy) bierze zastrzyki. A mówiłam, żeby nie jechała bo pozaraża ... A teraz chodzi i lamentuje bo jej córcia taka biedna bo się nie wyśpi bo dzieci chore ....

Wiesz co mi się wydaje? Że Ty za bardzo żyjesz życiem teściowej i swoim. Bardziej się przejmujesz nią niż ona Tobą.

388

Odp: Ach ta teściowa...

marena7 przeczytałam cały Twój wątek- nie dość , ze się uśmiałam z dość obrazowego języka (powinnaś to zebrać w książkę i wydać) to jeszcze podziwiam Twoją mądrość- bo tu trzeba było mądrości. Śledziłam tą historię z synową jak telenowelę! I wiesz co.... uważam, że ta konfrontacja była nie dośc że bdb rozwiązaniem (była wam potrzebna, zwłaszcza Tobie dla własnego zdrowia psychicznego). I jak się dalej wam układa? Syn nadal twardy?

389

Odp: Ach ta teściowa...

Właśnie Mareno, napisz jak przebiegły święta ...

390

Odp: Ach ta teściowa...

Nie wiem jak święta u marena ale moje były jedne z gorszych sad I utwierdziły mnnie w przekonaniu, że moja tesciowa ma ziaziu w główkę tongue Stało się tak jak planowaliśmy, czyli zorganizowaliśmy sniadanie wielkanocne "u siebie". Teściowa po wielu bólach i jękach przyszła.... czego na dzień dzisiejszy bardzo żałuję. W luźnej rozmowie zaczęło się od narzekania jak to bez sensu żeśmy sobie mieszkanie urządzili i że mało funkcjonalne i poco ściany burzyliśmy, przeszło przez to, że wiejską kijową kupiłam(mamusia rzecz jasna ma swój sklep gdzie wędliny są najlepsze w całym Krakowie), a skończyło się na tym jacy to młodzi są  niewdzięczni i jak to moja mama powinna się cieszyć, że córkę komu innemu na głowę zrzucila... Każdy próbował jakoś teściową przegadać ale juz po chwili atmosfera zrobiła sie koszmarna, wszyscy przestali rozmawiać i każdy tylko niemo w obrus patrzył i jajka przeżuwał...Teściu chcąc uniknąć scesji zabral "mamusie" zaraz po sniadaniu na górę. Mimo wcześniejszego planu, że obiad tez zjemy wszyscy razem, podziękowalam teściom za wizytę ale na obiad juz ich nie zaprosiłam.... i juz nigdy ich nie zaprosze!!!  sad

Posty [ 326 do 390 z 1,243 ]

Strony Poprzednia 1 4 5 6 7 8 20 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024