Teo napisał/a:Mareno lepiej powiedz co u Ciebie. Jak syn? Jakieś porozumienie nastąpiło? Co ze "zdemaskowaną" synową? Jak Ty i mąż radzicie sobie z tym wszystkim?
Jest zmiana, Teo. Juz w dwie ostatnie niedziele syn przywiozł nam wnuka na caly dzień. I powiedział, że teraz tak będzie. Mały jest cudny, nie zapomniał babci i dziadka.
Syn powiedział, że była u niego w domu wielka awantura, z udziałem jego tesciowej i braci synowej. Temat awantury? Nasza podłość i jego "pierdołowatość" w kwestii nieumiejętności przyparcia nas do muru. Wiem, ze syn się wkurzył i że rodzina synowej wyleciała z mieszkania z hukiem. Od tego czasu mówi, że matka synowej nie odwiedza córki, kiedy on jest w domu.
Jak wygladają jego stosunki z zoną? Nie widuję ich razem, ale chyba się zmieniają ze względu na stan wkurzenia naszego syna. Zdaje się, że trzasnął pięścią w stół. Świadczy o tym fakt, że przywozi dziecko do nas. Chyba postanowił trochę odizolować zonę od jej matki, bo gdy mały jest u nas, wyjeżdżają na cały dzień, a to do dalszej rodziny, a to na wycieczkę do Warszawy.
Nie wypytuję syna o jego małżeńskie sprawy, sądzę po tym co widzę. Mam duży opór przed tym.
Syn też powiedział, ze przeprowadzą się do mieszkania po babci tak szybko jak to będzie możliwe, a to też eliminuje codzienny kontakt z jej rodziną. Jak dotąd mieszkają w małym mieszkanku, ktore jest po sąsiedzku z rodzicami synowej.
Nie widzieliśmy synowej od czasu naszej trudnej rozmowy. Ona tu nie przychodzi, a gdy odbierają wieczorem syna, siedzi w samochodzie. W dniu imienin mojej matki przyszedł tylko syn (jej wnuk) z życzeniami i kwiatami. Synowa unika naszej rodziny.
Jak sobie z tym radzimy? Widujemy wnuka, to nam wystarcza. Sprawy są jasne, zniknęły niedomówienia. Cieszy nas też stanowcza postawa syna i mamy nadzieję, że tej stanowczości wystarczy na długo. On jest na co dzień łagodnym, spolegliwym człowiekiem, a to jak widać nie popłaca.
Co będzie dalej, czas pokaże.
Chaber, bronię Bardolki, bo tak myślę i czuję jak napisałam. Nie postrzegam jej jako pazernej osoby.
Staram się być obiektywna na ile potrafię. Myślę, że jak każdy.
Narobiłam rabanu wokół działki? Jakiego? Popełniłam błąd i zaakceptowałam jego konsekwencje. Do głowy nam nie przyszło, żeby próbować to odkręcić. W rozmowie z synem i synową zostało jeszcze raz powiedziane, że to jest wlasność ich obojga i my nie mamy nic do tego. To jest raban? Tu, na forum rozważamy i oceniamy rózne sytuacje, własne i cudze, ale to nie znaczy, że w realu mówimy i labidzimy nad własną głupotą do osób zainteresowanych. Stało się i tyle. Trzeba wypić piwo, którego się nawarzyło.
Oddać prawo do decydowania o sobie synowi i synowej, zapisać im dom? Nie chciałam tego i nie zrobiłam. Teściowa Bardolki też nie musiała tego zrobić. Widocznie stwierdziła, że tylko w ten sposób ZMUSI syna do pozostania przy niej. To jej decyzja, jej manipulacja. Gdyby jej syn był świadomy jej intencji i tego co niesie za sobą ten zapis, to myślę, że nie przyjąłby tej darowizny, która go wiąże w niezdrowy sposob z toksyczną matką. To sprawa między matką a synem, Bardolka się tu zaplątała jako żona syna. Co ona z tego ma? Nie jest właścicielką tego domu, a skutki tego, ze jej mąż jest właścicielem, odczuwa na swoich plecach.
Mam współczuć teściowej, że podcięła gałąź na której siedzi? No, może współczuję jej glupoty, ale co Bardolka ma z tym wspólnego? Teściowa ma korzyść, bo MA syna przy sobie, choć my tę "korzyść" inaczej oceniamy, niektóre z nas nawet jako jej krzywdę. Syn ma korzyść, że MA dom do remontu i tutaj też niektóre z nas mówią, że to dobrodziejstwo, a ja że garb na plecach. A co ma Bardolka? Mieszka w domu, który nie jest jej i którego nie chciała i boryka się z wtrącającą się i namolną teściową. I za to jeszcze ma dostawać po głowie?
Kazdy tu kreuje rzeczywistość? Myślę, że każdy opisuje rzeczywistość ze swojego punktu widzenia. No bo z czyjego ma opisywać?