Ach ta teściowa... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 20 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 261 do 325 z 1,243 ]

261

Odp: Ach ta teściowa...

mareno7,
czytam ten wątek od początku.

Czytam Twoje posty, nie tylko w tym wątku, i twierdzę jedno: jesteś mądrą kobietą. smile

Mądrą kobietą, która bacznie przygląda się również swojemu zachowaniu, zauważa błędy, potrafi się do nich przyznać sama przed sobą i wyciąga wnioski.

Jesteś mądrą kobietą, która nie wydaje przypadkowych opinii na jakikolwiek temat, i której nie można posądzić o brak życzliwości. Wręcz przeciwnie.

Chapeau bas.

Zobacz podobne tematy :

262

Odp: Ach ta teściowa...
marena7 napisał/a:

...  Podarowałam synowej komplet biżuterii. Nigdy nie włożyła jej na siebie, chociaż mogłaby, choćby tylko po to by zrobić mi przyjemność. Zachwycała się jakąś bluzką, więc poleciałam i kupiłam z autentyczną radością, że zrobię jej przyjemność. Juz rok leży rzucona w kąt, nawet metka jest nieodczepiona....

To z kolei przypomina moją relację z "teściowa". Choć intencje zupełnie inne.
Jak już nie wiedziała, jak się mnie pozbyć, to postanowiła mnie wychować. Narzucając swój styl życia, bo mój był zbyt "pomidorowy"-jak mówiła. Zaczęła stosować technikę prezentów, które i tak leżą w kącie z metką nawet nie otwarte. Pani po 80 kupuje pani po 40. Cóż, mi nie zależy na jej aprobacie. Stara jestem, doświadczona...i wiem , że nie muszę wszystkich lubić. Gdy stuknęła mi 40-ka, postanowiłam sobie, że nie chcę znajomości/przyjaźni interesownych a teściowa swoje podchody robi nie dlatego, że mnie lubi, tylko w określonym celu--wie jaki duży wpływ mam na jej syna. Lepiej mieć mnie po swojej stronie. wink
Nie jestem bynajmniej wzorem synowej. Jestem DDD, mam problemy w relacjach z kobietami. Także teściowa nie jest tu wyjątkiem. Chce, żeby trzymała się ode mnie z daleka.


marena7 napisał/a:

Tez bym chciała, zeby moja synowa miała gdzieś co ja robię, gdzie wyjeżdzam, co kupuję, jak wydaje swoje pieniadze i wogóle żeby miała gdzieś moje życie. Tego właśnie oczekuję od niej, żeby żyła swoim życiem i dała nam spokój. Niczego innego od niej nie chcemy, jeśli mnie i mojego męża nie lubi i nie akceptuje. I żeby przyjęła do wiadomości nieodwracalny fakt, że tak jak jej rodzice jesteśmy dziadkami jej i naszego syna dziecka i żeby przestała nim GRAĆ, bo to nie w porządku.

Takie zachowanie nie jest w porządku. Ani inwigilacja Waszego życia, ani manipulacja małym.
Propozycja Teo bardzo ciekawa.

263

Odp: Ach ta teściowa...
marena7 napisał/a:

Zgadzam się z Tobą Teo. Tak zrobię, bo mam dość. I niech się dzieje co chce.

Ciesze się, że zgadzasz się ze mną, bo tak jak Wielokropek uważam, że jesteś mądrą i rozważną kobietą. Szkoda by było męczyć się w dziwnych relacjach nie wyjaśniwszy sobie wszystkiego na spokojnie raz na zawsze. Przekonałaś się jaka jest Twoja synowa, na własnym przykładzie przekonałaś się, że ludzie są niedomyślni. Bo co to wszystko dusić w sobie? Masz pełne prawo do własnego życia i własnego zdania o ile nie rani ono innych, a po postach widać, że nie rani. Niech się synowa wypowie pośród najbliższej rodziny jakie ma "wąty" do Ciebie może okazać się, że pośród tych wszystkich majątkowych dywagacji to np. "zupa przywieziona tylko dla syna" okazała się tą straszliwą rzeczą smile
Młodzi ludzie to młodzi ludzie, są narwani, wydaje im się, że wszystko wiedzą, a starsi to przestarzałe dinozaury z poprzedniej epoki. Niestety, od dziesięcioleci przestano wychowywać dzieci w dużych wielopokoleniowych rodzinach, gdzie babcia i dziadek nie oznaczali jedynie dodatkowego problemu tylko byli źródłem wiedzy i rad jako ludzie, którzy przeżyli więcej. Noale cóż, jest jak jest i trzeba sobie radzić. Najważniejsze, żeby na spokojnie i nie w kłótni wyjaśnić sobie wszystko co nas boli i dojść do zdrowego porozumienia.

264

Odp: Ach ta teściowa...

Mareno, twoja synowa zachowuje się jak rasowa teściowa. Teraz na własnej skórze przekonujesz się co to znaczy być inwigilowana, oceniana, oplotkowywana. Niemiłe uczucie.

Historia lubi zataczać koło, ty jako synowa odwaliłaś swoją robotę sumiennie. Teraz tobie robią to samo, czyli norma, tak już widać musi być. Ileż to już lat czytam o przerwaniu tego zaklętego kręgu, i nic się nie dzieje.
Widać każdy musi przeżyć co swoje.
Pomysł Teo ciekawy, tylko czy odwagi wystarczy.
A jak gra wnukiem synowa? Syn nie może z dzieckiem przyjść?

265

Odp: Ach ta teściowa...

Bardzo jestem ciekawa, jak ewentualnie przebiegłaby rozmowa Mareny z synową ...

266

Odp: Ach ta teściowa...

Cóż to za cisza w naszym wątku?

Mój mąż pojechał dziś w delegację a w moim domu grobowa cisza. Ja robię swoje, a szanowna siedzi w swoim pokoju i udaje jaka jest chora (sporadyczne kasłanie itp). Zadzwoniła przed chwilą do mojego męża i spytała gdzie on jest do tej pory. Powiedział że w delegacji, to skomentowała, że ona sama się musi o tym dowiadywać i rzuciła słuchawką. Jak w domu wielkiego brata. Przyprowadza męża do porządku, że nie zameldował mamusi, że dziś go nie będzie w domu. Ja ostentacyjnie chodzę po domu, sprzątam, robię pranie, gotuję, radyjko gra, jakby jej nie było. I robię to z pełną premedytacją, żeby w końcu zrozumiała, że wszyscy mają gdzieś jej fochy. Może się do mnie wcale nie odzywać, może tym lepiej, bo jakoś nie jestem wielką fanką rozmów z nią.

Moja bezradność i poczucie paranoi powoli się przeradza w złość na to wszystko, ale taką z poczuciem, że to musi znormalnieć, ale na moich zasadach.

267

Odp: Ach ta teściowa...

skoro cisza to może ja napiszę swoje pięć groszy.
poczytałam ten wątek i widzę że bywają gorsze teściowe od mojej:)
też mieszkamy u teściów od 2 lat,małżeństwem jesteśmy od 6lat i wszystko było cacy dopóki nie zamieszkaliśmy razem,zaczęły się niesnaski i zrzędzenia teściowej.
Utrzymujemy się sami, do rachunków dokładamy się sprawiedliwie, wspólne gotowanie skończyło się w momencie gdy teściowa w ogóle przestała zaglądać do kuchni,zrobiliśmy na szybko kuchnię na naszym piętrze.Teściowa już prawie rok jest na emeryturze i główne i jedyne jej zajęcia to: palenie papierosów, słuchanie radia Maryja i picie kawy i potrafi tak cały dzień przesiedzieć w tej swojej kanciapie(ma taką letnią kuchnię w suterenach) no i wszystko by było ale teściowa nie potrafi:przeprosić,przyznać racji nawet jak jej nie ma, cokolwiek co robimy nie po jej myśli jest źle,moja rodzina to dla niej obcy ludzie, jak teściowa śpi po południu to trzeba być bardzo cicho,najlepiej w jednym pokoju i ewentualnie można wyjść do wc.

Mam do niej ogromny żal,w sumie to nie tylko ja ale mój mąż też,bo kobieta widzi to tylko co chce widzieć i potrafi bardzo przykre słowa powiedzieć łącznie z wyzywaniem od ku... chu...itp.
jak nasza córa miała zapalenie płuc,nie spaliśmy całą noc, i siła rzeczy chodziliśmy po domu to rano jak szła do pracy nie zapytała jak Mała tylko pod nosem było te skur...nie dadzą się wyspać.przez całą chorobę ani raz nie zapytała mnie jak mała sie czuje.
Można by przytaczać wiele takich sytuacji.
Trzyma nas tutaj sytuacja finansowa, prowadzimy firmę w domu u teściów w garażu,nie pracujemy na etacie, dla teściowej to nie jest w ogóle praca bo gnuśniejemy w domu.Już powoli wychodzimy na prostą, inwestujemy w sprzęt do firmy i mam nadzieję że będzie nas stać wynająć jakiś lokal i pomyśleć o budowie domu.
działkę mamy jeszcze do przekształcenia tzn jest w toku, więc rok albo dwa trzeba  będzie się pomęczyć,mieszkamy w takich okolicach że ciężko znaleźć coś do wynajęcia,a nie chcę młodej zmieniać szkoły,bo jak mam nadzieję uda nam się wybudować dom to w mojej rodzinne miejscowości 50km od teściów i to byłaby druga zmiana szkoły:)
powiem Wam jedno,myślałam że nie ma takich ludzi na świecie, nieżyczliwych,spętanych żalem do życia stały jej tekst : "zabijają mnie (dzieci) człowiek całe życie poświęcił a z tego jest nic" bo mój m przerwał studia żeby utrzymać mnie i córę,wpadliśmy sobie i teraz mamy firmę.siostra m jest panna z dzieckiem,ma 32lata i jeszcze nie udało jej się skończyć studiów prawniczych na które posłała ją teściowa.

wnioski z poznania bliżej teściowej wynoszę takie: wiem jaka mam nie być ja dla moich ewentualnych synowych, i że najważniejsze jest życie dla siebie a nie dla dzieci tzn najpierw ja i mój mąż,potem moje dzieci a dopiero potem nasi rodzice.

u moich rodziców zamieszkać nie możemy bo zapisali dom na brata i nie ma już miejsca dla nas,zresztą wolę jak teściowa się nie odzywa miesiącami i nie wiadomo o chodzi niż jakbym miała wysłuchiwać zbędnych komentarzy moich rodziców.
długo miałam tak, że zastanawiałam się co zrobiłam źle,że teściowa chodzi nafoszona i trzaska drzwiami,ale powoli powoli dochodzę do wniosku i P też tak uważa że teściowa jak chce to sobie wynajdzie błahostkę żeby tylko się do czegoś przyczepić.
oczywiście też pewnie nie jestem bez winy,bo może powinnam jakoś łagodniej reagować na jej krytykę,albo uszy po sobie i się przymilać,ale nie potrafię.nie potrafię się podlizywać i już.mówią żeby zło dobrem zwalczać ale jest to bardzo bardzo trudne.

268 Ostatnio edytowany przez dayzi (2012-02-08 23:18:32)

Odp: Ach ta teściowa...
Bardolka napisał/a:

Moja bezradność i poczucie paranoi powoli się przeradza w złość na to wszystko, ale taką z poczuciem, że to musi znormalnieć, ale na moich zasadach.

...a po złości przyjdzie zobojętnienie smile
Przynajmniej u mnie tak było.


Ja mam o tyle lepiej , że co jakiś czas wyjeżdżam sobie nad morze, na trochę i zamiast teściowej słucham szumu fal ;D
Chociaż ona mnie osobiście nie zamęcza, tylko ciamka swojemu synowi.


:)a teraz sobie przeczytam, co napisała Hoczus...może ma jakiś sposób na tesciową? może się czegoś nauczę wink

Hoczus, witaj w klubie
>>mówią żeby zło dobrem zwalczać ale jest to bardzo bardzo trudne.<<takie sobie powiedzonko
dobrem zwalczać- przecież jedno słowo wyklucza drugie smile Może dlatego tak trudno to stosować.

269

Odp: Ach ta teściowa...

Kobietki błagam Was piszcie! Udzielajcie się w wątku! Czytam Wasze wypowiedzi już bardzo długo, sprawdzam codziennie czy coś nowego się tu znalazło:). Jestem młodą dziewczyną, może nie taką młodą- mam 23 lata:) planujemy z moim chłopakiem ślub i również bedziemy mieszkać u jego rodziców.... już teraz drażni mnie ta kobieta- jego mama, a co dopiero będzie potem? Jak czytam Wasze wypowidzi to zaczynam się poważnie nad tym wszystkim zastanawiać, bo moja PRZYSZŁA teściowa należy jednak do tych osób, które łatwego charakteru nie mają.... uuuuwiellllbbbbiiiiaaaammm Was i cały ten wątek:D on dodaje mi sił:)

270 Ostatnio edytowany przez hoczus (2012-02-08 23:58:58)

Odp: Ach ta teściowa...

dayzi dzięki:)

miałam tak jak bardolka, złość bezradność,w momencie gdy usłyszałam jak teściowa mówi do teścia "ta kur...pierd...tylko podjudza P" to chciałam się wyprowadzić w momencie, gdziekolwiek byleby jak najdalej,a później była konfrontacja teściowa twierdziła że ona nic takiego nie mówiła i do tej pory tak twierdzi.dla wyjaśnienia, mieszkamy na górze,a oni na dole,klatka jest otwarta i oni mają kuchnię pod nami jak nie zamkną drzwi słychać wszystko jak na dłoni,akurat siedziałam u siebie w kuchni jak teść wrocił z pracy i zaczęła swoją tyradę,poza jednym zdaniem wszystko było kłamstwem.na mój temat, na temat P,potrafiła do teścia na własnego syna najeżdżać że krzyczy na nią, że nikt się nią nie zainteresuje, i że kazał jej po jej psie siki pościerać.
pokłóciłysmy się strasznie, ona oczywiście nie ma nam nic do zarzucenia, a ja jej powiedziałam że powinna poszukać pomocy specjalisty albo znaleźć sobie jakieś zajęcie,że przez 2 lata naszego mieszkania wzięła małą 3razy na spacer, młoda nie ma żadnego kontaktu z babcią,jak babcia jest zła to nie zauważa wnusi w ogóle,do młodej nie może przychodzić żadna koleżanka bo się za głośno bawią.... a teraz proszę teściowa spokorniała bo siostra P zostawiła roczną corkę na 3 tygodnie pod jej opieką i teraz jest Gosia i Pawełek:) bo trzeba małą bawić jak teściowa chce sobie pokurzyć.i wychodzi na to że potrafi być dobra, ma zajęcie,nie ma czasu rozmyślać ukladać nam życia i potrzebuje naszej pomocy i potrafi być ludzka i miła....

ech skończyło się na tym,że nie ufam tej kobiecie,nie wierzę w to co mówi, co opowiada o innych bo zawsze nagaduje na nieobecnego, i nie wierzę że chce dobrze dla nas, zawsze już będę szukać drugiego dna w stosunkach z nią i stopa przyjacielska jest niemożliwa niestety..... nie powiedziała tego nigdy ale to przeze mnie P przerwał studia i to mu zrujnowało życie w jej mniemaniu....

271

Odp: Ach ta teściowa...

Tak Chaber, syn nie może z dzieckiem przyjść, ciągle wynikają jakieś "przeszkody", a po fakcie okazuje się, że ich nie było. Że wcale nie pojechali do babci, do lekarza, do rodziny i gdzie tam jeszcze jak mówiła synowa. A jak ja chcę wnuka odwiedzić, to też słyszę, że nie dzisiaj, nie jutro i nie za tydzień, bo albo kicha, albo jest u "swojej babci" (cytuję synową), albo coś jeszcze innego. Nie sposob się umówić. Niezapowiedzianych wizyt nie składam, taką mam zasadę. Ostatni raz widziałam małego przed Świętami, na Wigilię go nie przywieźli. Wcześniej, gdy synowa robiła prawo jazdy to owszem, zostawiała mi dziecko, bo tylko ja byłam do dyspozycji. Mieszkamy tylko kilka kilometrów od siebie.
No i teraz możecie zapytać co na to mój syn. Dlaczego nie tupnie nogą?
Ponad rok temu pisałam tutaj o problematycznej zazdrości synowej. Działy się rzeczy okropne. Szukałam rady jak im pomóc. W końcu poszli oboje do psychologa coś z tym zrobić. Nie dopytywałam jak to idzie. Wiem tyle, bo widzę, że syn obchodzi się ze swoją żoną jak z jajkiem, byle nie rozdrażnić. Ustepuje. Nie naciska. A jej ekspansja idzie coraz dalej, weszła już do naszego domu. To ona zarządza mężem, dzieckiem, a chciałaby jeszcze nami i naszym dobytkiem. Jak słyszy sprzeciw, to represje idą w ruch. Mowimy NIE jej pomysłom, więc dostępu do dziecka nie ma. A i syn rzadko nas odwiedza, bo jego żona sobie tego nie życzy.
Dobra, ich sprawa jak sobie układają życie. My natomiast nie mamy zamiaru ustępować.
Mąż się wściekł i zapowiedział wycofanie wszelkich deklaracji pomocy z naszej strony. Że nikt mu łaski nie będzie robił, że raczy wziąć nasze mieszkanie czy pomoc przy budowie. Że dosyć już tolerowania przytyków i impertynencji. Dosyć obłaskawiania synowej w imię spokoju w ich małżeństwie. I że nikt nie bedzie go szantażował widzeniami z wnukiem. Nie to nie, nie będzie się prosił.
Rozmowa będzie, gdy tylko nadarzy się okazja, a nadarzy się napewno. I pewnie będzie niemiła ze względu na męża. Co się wydarzy potem, licho wie. Opiszę wszystko.

Wielokropek, dziękuję za dobre słowo!

272

Odp: Ach ta teściowa...
marena7 napisał/a:

Mąż się wściekł i zapowiedział wycofanie wszelkich deklaracji pomocy z naszej strony. Że nikt mu łaski nie będzie robił, że raczy wziąć nasze mieszkanie czy pomoc przy budowie. Że dosyć już tolerowania przytyków i impertynencji. Dosyć obłaskawiania synowej w imię spokoju w ich małżeństwie. I że nikt nie bedzie go szantażował widzeniami z wnukiem. Nie to nie, nie będzie się prosił.
Rozmowa będzie, gdy tylko nadarzy się okazja, a nadarzy się napewno. I pewnie będzie niemiła ze względu na męża. Co się wydarzy potem, licho wie. Opiszę wszystko.

Twój mąż ma rację i wierzę, że będziesz trzymać jego stronę. Sama widzisz, że rozmowa jest konieczna. A Twój syn? No cóż... Ciepłe kluchy, wybacz. Choć z drugiej strony może jak zobaczy, że jego rodzice przestali ustępować dla świętego spokoju i nie "cackają" się z królewną to i on nabierze odwagi na własne zdanie? Być może zachowuje się tak, bo Ty nie robisz problemów, odpuszczasz i on również. Wszyscy myślą, ze jest spokój, a tak naprawdę to tykająca bomba zegarowa...

273

Odp: Ach ta teściowa...
marena7 napisał/a:

My natomiast nie mamy zamiaru ustępować.

Mąż się wściekł i zapowiedział wycofanie wszelkich deklaracji pomocy z naszej strony. Że nikt mu łaski nie będzie robił, że raczy wziąć nasze mieszkanie czy pomoc przy budowie. Że dosyć już tolerowania przytyków i impertynencji. Dosyć obłaskawiania synowej w imię spokoju w ich małżeństwie. I że nikt nie bedzie go szantażował widzeniami z wnukiem. Nie to nie, nie będzie się prosił.

Absolutnie macie rację.
Osobiście, postąpiłabym jak Twój mąż.

Mam nadzieją, że mnie taka sytuacja nie spotka, a może (mam już dorosłą 2) i nie wiadomo na kogo trafią.
Żeby dziadków, dzieckiem szantażować? Przykre.
Moje marzą by mieć dziadków...nie miały szansy.

274

Odp: Ach ta teściowa...

Ale to wszystko poharatane. Mareno, twój mąż ma rację. Pomoc w postaci działki otrzymali, jak dla mnie to sporo. W przyszłości wnuk może sam zadecydować czy chce was widywać czy nie. Moi panowie sami zadecydowali, że nie chcą do teściow chodzić, poprosili o to. Ostatnio, na dzień dziadka i babci jeden poszedł. Nie chciał o tej wizycie mówić, ale coś chyba zazgrzytało, bo rozdrażniony był.
Jakie to niesprawiedliwe, jedni mają wnuki na wyciągnięcie ręki i mają je gdzieś, inni są nimi szantażowani.
Może gdyby synowej Mareny podesłać moich teściów, tak w celach porównawczych? Poznanie wyznawców zimnego chowu byłoby  kubłem zimnej wody.
Tak jak Dayzi zaczynam się coraz bardziej bać. Czym innym jest spotykać sporadycznie kogoś o wypaczonym charakterze, a czym innym mieć go w rodzinie.

275

Odp: Ach ta teściowa...

Powiem Wam, że to strasznie przykre, gdy nie można zobaczyć swojego jedynego wnuka. To się śni po nocach. I strasznie trudno się z tym pogodzić.
Męża oczywiście będę wspierać, bo ma rację.

276

Odp: Ach ta teściowa...

Mareno Twoja synowa przesadza szafując wnukiem jako kartą przetargową.Co to małe dziecko jest winne że mama nie dogaduje się z dziadkami, ja też nie miałam dziadków i też bym bardzo chciała. Bardzo Wam współczuję, oby udało się Wam dojść do porozumienia.
swoją drogą trochę mnie dziwi postawa Twojego syna że nie potrafi nawet w tym temacie wpłynąć na żonę, przecież dziecko też jest jego i on też ma prawo decydować o tym z kim dziecko się widuje...
Dlatego nawet jakby była nie wiadomo jak zła sytuacja dziecko do babci ma zawsze prawo pójść,przynajmniej u nas tak jest. jak mieszkaliśmy osobno to często jeździłam na tydzień do teściów i potem do moich rodziców,żeby młoda miała pojęcie kto jest kto i że ma tych dziadków.

277

Odp: Ach ta teściowa...

Ja wiem, że to dziwne i że syn jest z gatunku "ciepłe kluchy" jak to zauważyła Teo. Na jego wytłumaczenie mogę powiedziec tylko, że od początku małżeństwa zmaga się z zazdrością żony. Nie będę tego opisywać, bo to klasyka. Podejrzliwość, kontrola, zakazy, nakazy, rozliczanie, awantury i to potężne, a także niestety szantaże. To nie do wytrzymania. Jeszcze rok temu miałam nadzieję, ze próba terapii się powiedzie, teraz widzę, że dała niewiele. Spokój jest tylko wtedy, gdy syn podporządkowuje się woli żony. Czy on wierzy jeszcze w swoje małżeństwo, nie wiem. Kocha żonę i kocha syna i jest najwyraźniej skłonny do wielu wyrzeczeń. Ja jednak wiem, że do czasu, bo to zawsze tak jest.
Nie wkraczaliśmy z mężem w ich życie, chociaż oczywiście widzieliśmy i widzimy co się dzieje. Syn dostaje od nas dowody naszego wsparcia, ale decyzje musi podejmować sam, jest dorosłym czlowiekiem. Nie naciskamy na niego, by rozwiązał sprawę, bo nam się tęskni za wnukiem, nie stawiamy żądań, że ma go przywieźć do nas. Wystarczy, że jego żona ciągle go przypiera do muru, my nie będziemy elementem opresji.
Jak dla mnie, to ta sprawa zmierza do nieuchronnego końca. Rozmowa, która się odbędzie będzie dotyczyła tego co jest między nami i naszą synową, ale na prawie sto procent jestem pewna, że bedzie kolejnym gwoździem do trumny tego małżeństwa. Wycofanie deklaracji bedzie też dla syna sygnałem, że jego rodzice nie mają złudzeń i nie będą inwestować w jego powikłany związek.
Teo, słusznie zauważyłaś, że to bomba z tykającym zapłonem. Próby zapobiegnięcia wybuchowi nic nie dały, upewniły tylko naszą synową, że może sobie pozwalać na coraz więcej, mając w ręku atut, czyli dziecko.
I jeśli będzie tak jak przewiduję, jeśli się rozstaną, to obawiam się, że wnuka długo nie zobaczę, a i syn będzie miał z tym problem, tym jest szantażowany.  To smutna rzeczywistość w naszym kraju, dziecko "należy" do matki i niestety wiele matek używa swoich dzieci jako narzędzi zemsty. Jeśli matka jest mądra, to nie odbiera dziecku rodziny ze strony ojca. O mojej synowej nie mogę tego powiedzieć, bo już pokazała co potrafi.

Gdzieś na dnie serca tłucze się nadzieja, że coś ją otrzeźwi i coś nią wstrząśnie, ale jak wiadomo, nadzieja to matka glupich.....

278

Odp: Ach ta teściowa...

Mareno, o zazdrości synowej nie wiedziałam, nie czytam wszystkiego.

Niestety zabiję ci klina.
A co jeśli synowa też uważa, że ją szantażujecie. Sama czytujesz rózne rzeczy, pamiętasz pewne forum. Tam opis by brzmiał: moja teściowa chce żebym tańczyła jak ona zagra, w przeciwnym wypadku pomagać nie będzie.
Przypuszczalne odpowiedzi to: nie daj sobie wejść na głowę, niech sobie te pieniądze wsadzi, po co ty jeszcze tam jeździsz, jak taka mądra to niech teraz o wnuku zapomni, łaskę wielką robi, przecież nie dostanie też syn.
Na koniec padłoby stwierdzenie, że ma męża ekhm, tego, ten.

Zależy z której strony się patrzy, kto opisuje problem. Co ty na to?

279

Odp: Ach ta teściowa...

oddam za darmo Teściową - wysyłka gratis big_smile

280

Odp: Ach ta teściowa...
chaber05 napisał/a:

Mareno, o zazdrości synowej nie wiedziałam, nie czytam wszystkiego.

Niestety zabiję ci klina.
A co jeśli synowa też uważa, że ją szantażujecie. Sama czytujesz rózne rzeczy, pamiętasz pewne forum. Tam opis by brzmiał: moja teściowa chce żebym tańczyła jak ona zagra, w przeciwnym wypadku pomagać nie będzie.
Przypuszczalne odpowiedzi to: nie daj sobie wejść na głowę, niech sobie te pieniądze wsadzi, po co ty jeszcze tam jeździsz, jak taka mądra to niech teraz o wnuku zapomni, łaskę wielką robi, przecież nie dostanie też syn.
Na koniec padłoby stwierdzenie, że ma męża ekhm, tego, ten.

Zależy z której strony się patrzy, kto opisuje problem. Co ty na to?

HA! Myślalam dokladnie o tym samym. Dlatego uważam, że rozmowa i to przy świadkach - to jest clou programu. Ja pamiętam jak mialam zatarg ze swoją Śp. teściową. Oczywiście problem był zupelnie inny, absolutnie nie chodziło o żadną kasę tylko o latanie do kościoła - raczej o nasze nie-latanie. U nas - to ja wyszłam z inicjatywą rozmowy, co prawda telefonicznej, ale na spokojnie. Niestey skończyło się jak się skończylo, a teściowa wnuków więcej nie oglądała. Po ostatnim występie - zgodnie z mężem stwierdziliśmy, że niestety, ale jej teorie są już zrozumiałe dla naszego najstarszego syna i nie można go narażać na takie akcje. ALE jak synowa Mareny rozmowę odbierze - to już JEJ sprawa. Albo dostanie na łeb kubeł zimnej wody - łącznie z mężem, albo się zapiecze już na maksa. Z tego co Marena pisze - gorzej być nie może. I tak wnuka nie widuje.

281

Odp: Ach ta teściowa...

Jeśli uważa, że jest szantażowana, to o tym powie, mam nadzieję. Chociaż to bzdura.

Na razie wyglada to tak, że to my czujemy się przyparci do muru. Jakie my warunki stawiamy? Czego żądamy? To ona czegoś od nas chce, nie my od niej, więc gdzie tu szantaż z naszej strony? Nie jesteśmy w stanie spełnić jej oczekiwań, to znaczy jesteśmy w stanie, ale nie chcemy, bo nam to nie pasuje. Wolno nam czy nie wolno? Czy może w związku z dzieckiem mamy się podporządkować i dać im to czego chce synowa? To nie my mówimy "damy wam to czy tamto, jeśli zrobicie tak czy tak", to synowa daje sygnał "będziecie widywać wnuka, jeśli zgodzicie się na moją wersję waszej pomocy".

Chyba, że za szantaż uważacie sytuację, że  odpowiedzią na brak dostępu do dziecka jest  brak dostępu do naszych pieniędzy?
Nasza pomoc to nie obowiązek, to dobra wola i nie jest w porządku, gdy ktoś obdarowany zaczyna stawiać warunki. Zrozumiałe jest to, gdy darczyńca je stawia. My z mężem nie stawialiśmy żadnych warunków. Obdarowany może przyjąć to co dostaje, albo powiedzieć, że nie przyjmuje, ale nie może mieć roszczeń, bo nic się nie należy z automatu.

Prawdą natomiast jest, że zachowanie synowej bardzo ostudziło mój entuzjazm, a męża wkurzyło maksymalnie. Szczególnie w kontekście ich małżeńskich problemów. Nie wierzymy w to małżeństwo. Ale czy od naszej wiary coś tutaj zależy?  Czy coś się poprawi w ich związku jeśli bedziemy pomagać?

Wycofujemy deklaracje, odsuwamy się, zamykamy skarbczyk. Młodzi usłyszą to za parę dni.

Uwierzcie lub nie, ale byłabym szczęśliwa, gdyby mój syn był szczęśliwy, nawet gdybym nie widywała wnuka częściej niż raz w roku. Teraz i tak go nie widuję, a szczęścia też nie.

282 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2012-02-12 11:21:16)

Odp: Ach ta teściowa...

Mareno, czy ty sama siebie słyszysz? Uzależniasz pomoc od szczęścia syna. Czy to nie jest szantaż?
Lubię cię, życzę jak najlepiej, ale też trzeźwo patrzę. Inaczej postrzega to ktoś stojący z boku, sama tak miałam.

Waszym największym błędem było obiecywanie czegokolwiek. Od tego wszystko się zaczęło.

Rozmowa albo wszystko wyjaśni, albo spowoduje nieodwracalną katastrofę. Zależy jak ją poprowadzicie i jakie nastawienie ma synowa ze synem.

Przemyśl wszystko dobrze, weź pod uwagę też ogólne nastawienie środowiska. Nie żartuję, nie musicie być krezusami, wystarczy mieć trochę więcej od ogółu by ludzka zawiść zadziałała. Wy z mężem powiecie "zamykamy kurek", a synowa powie "no tak, bogacze dadzą jak ich synek będzie szczęśliwy, w tym znaczeniu, że szczęście męża oznacza szczęście teściów".

Zabawiłam się w adwokata diabła, czasami i to potrzebne.

283 Ostatnio edytowany przez Kriss (2012-02-12 12:15:02)

Odp: Ach ta teściowa...

No ale czy Marena musi się środowiskiem przejmować? Chyba nie bardzo.....

Co do pomocy - chce to pomaga, nie chce - nie pomaga. Jest takie coś, co się nazywa "rażąca niewdzięczność". I swego czasu - nie wiem czy tak też jest teraz - powołując się na tę niewdzięczność można było spokojnie wydziedziczyć niewdzięczne dzieci. Takie które się nie opiekują - mimo deklaracji opieki, takie które się znęcają nad staruszkami rodzicami, etc. Poza tym, skoro Marena widzi, że syn najwyraźniej do kobiet szczęścia nie ma, to ja się nie dziwię absolutnie że zmieniła zdanie co do majątku. Miała jak najbardziej prawo. Czy składając młodym deklaracje pomocy finansowej popełniła bląd? Chyba nie, intencje przecież były czyste i przejrzyste - pomóc młodym na nowej drodze życia.

To jest trochę tak jak z pożyczkami w rodzinie. Ja tak miałam. Jako że troszkę mamy lepiej od innych dzięki ciężkiej harówie - zaczęto od nas pożyczać małe sumy, naprawdę niewielkie. Czasem oddawano, częściej jednak nie. Nie burzyłam się, przecież nam nie ubyło, a to w końcu najbliższa rodzina. Niestety po kilku latach pożyczki stały się coraz większe, stały się comiesięczną normą, aż zostały obowiązkiem. Doszło do tego, ze czułam się głupio kupując sobie lepszy kosmetyk, jakoś się czułam winna, że ja mam, a ktoś nie. Pomogło mi otrzeźwienie ze strony mojego męża. Niestety nie obyło się bez awantury z piorunami, ponieważ jak kto się do dobrego i łatwego przyzwyczai - to potem ciężko się odzwyczaić.

Gdzie jest wina? Ano wina jest chyba bardziej moja. Bo zscedowałam na stronę pożyczającą konieczność poczucia wdzięczności - jakie miałabym ja w takiej sytuacji. A tu się okazuje, że każdy jest inny, nawet mimo więzów krwi. A przyzwyczaiłam JA. Powinnam być mądrzejsza. I teraz już jestem. A stosunki rodzinne idą ku lepszemu.

I jeśli synowa Mareny ma choć trochę oleju w głowie - to na nią też przyjdzie otrzeźwienie.

284

Odp: Ach ta teściowa...

moim zdaniem Chaber nie do końca ma racje. Najłatwiej powiedzieć, że Marena niedobra, bo ma roszczenia, bo chce widywać dziecko, bo ma oczekiwania, bo zmieniła zdanie co do majątku, który miałaby oddać synowej. Ale z drugiej strony, która z was chciałaby oddawać to, na co ciężko zaplanowała, osobie która tak sobie pogrywa małym dzieckiem. Ja akurat z niecierpliwością czekam na wynik Waszej rozmowy, bo być może uda się dzięki temu poznać poglądy naszej tajemniczej synowej ...

Chaber ty się nie dziw, że marena uzależnia pomoc od szczęścia syna. A ma nie uzależniać? Może od razu im wszystko odda a potem jak się rozstaną, to synowa elegancko i na legalu weźmie połowę, albo i całość domu, bo przecież będzie miała też dziecko. Przepraszam za czarną wizję, ale wobec opisanych faktów nie można jej wykluczyć.



A co u mnie? Zimna wojna od pierwszego tongue moja szacowna teściowa zechciała się naprawić w piątek, ponieważ dostała cudowny lek w postaci wypłaty. Zaczęła rozmawiać jakby nigdy nic, ale zaskoczyła się faktem, że żadne z nas nie ma za bardzo ochoty bawić się w te jej gierki. Bo my przecież jesteśmy winni wszystkiego, ale jak już ona łaskawie zechce udzielić nam swojej łaski i rozmawiać z nami, to już  mamy tańczyć z radości. No i popłakiwania ciąg dalszy. Ale - szczerze - mam to gdzieś smile

285 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2012-02-12 14:02:32)

Odp: Ach ta teściowa...

Pomoc młodym na nowej drodze życia na moich warunkach trochę różni się od tej bezwarunkowej. Sama Marena pisała, że ona tą działkę dała bezinteresownie, dalsza jednak pomoc wydaje się być już obwarowana róznymi ale...A może od początku nie była taka bezinteresowna.

Następna sprawa: Marena szczęście syna może inaczej widzieć niźli jego żona. Dla niej będzie to widywanie całej rodziny i często, a synowa będzie szczęście widzieć w niespotykaniu się z teściową w ogóle.

Drogie panie nie zauważyłyście czytając fora, ze cała masa synowych gdyby mogła zabroniłaby męzowi widywać się z jego matką? Pomoc - tak, ale bez oglądania teściów.
Cała masa teściowych bardzo chętnie gościłaby synka i tylko jemu pomagała,  nie życząc sobie oglądania synowej. Niestety czasami bidule są zmuszone i też kombinują jak ulżyć potomkowi, a ten "dodatek" upupić.

Kiedyś dawno temu ksiądz na rekolekcjach powiedział, ze wiele małżeństw nigdy by się nie rozpadło gdyby nie rodzice. Ideałem byłoby mieszkanie osobno i na tyle daleko by widzenia z rodziną odbywały sie raz na rok. Druga ewentualność to pomimo bliskiego zamieszkiwania z rodzicami też roczny brak kontaktów. Burza jaka rozpętała sie później była nie do opisania, proboszcz skorygował trochę te nauki, bo parafianki naskoczyły na niego.
Mój mąż powiedział, że to super rada, już się widział oczami wyobraźni niewychodzącego z naszego łózka przez weekend, a tu rzeczywistość przykra i marsz do mamusi, bo już dzwoniła.

Wizja szczęścia dla każdego jest inna. Kto wie, może gdyby syn Mareny zamieszkał z dala od swojej i żony rodziny byłoby lepiej?

Bardolko, niestety ty też możesz mieć rację, nie przeczę. Dopiero jak przeczytałam co napisałaś zaskoczyłam. No proszę, ile nas tyle wersji i każda wnosi coś co każe się mocno zastanowić.

286

Odp: Ach ta teściowa...

witajcie, weszłam na ten wątek przypadkiem ale mnie wciągnął:-). czytałam czytałam i trochę mi ulżyło bo okazał się że jeszcze nie mam tak najgorzej:-). jestem 6 lat po ślubie z mężem znamy się 12lat. teściowa cóż do momentu była to bardzo fajna babka. naprawdę taka do tańca i do różańca. było ale się skończyło...teściowa całe życie praktycznie nie pracowała zawodowo wychowywała troje dzieci. teść pracował za granicą i bardzo dobrze zarabiał. ale dzieci rosły i się powoli usamodzielniały. chłopaki wyprowadzili się z domu córka najmłodsza została. teściowa stwierdziła że nie będzie siedziała w domu tylko też pojedzie do pracy za granicę( w sumie wszyscy przyklasneliśmy temu). myśleliśmy że to co zarobi odłoży sobie na tzw stare lata, albo może zaszaleje i zrobi coś dla siebie. wróciła po pół roku i .....zonk. nie znała z rodziny nikogo prócz najmłodszej pociechy. pociecha ta pod pretekstem depresji(że nie pojechała na wakacje bo musiała psa pilnować) wyciągnęła z niej całą kasę. do swojej wnuczki przyjechała raz na jakieś 10 min. pamiętam to dobrze bo póżniej córka wyła na tarasie dlaczego babcia już pojechała. i tak to trwa już jakieś 4 lata. w międzyczasie urodziłam drugie dziecko. syn ma obecnie dwa lata. babcię widział może z 5 razy w życiu. z moim mężem a swoim synem kontakt ma praktycznie zerowy. z drugim synem też. tylko córeczka jest cacy. otwartego konfliktu nie ma. kontaktu z wnukami nie utrudniam bo wychodzę z założenia że my możemy się nie lubić ale co dzieci winne. ale ona tego kontaktu po prostu chyba nie chce. a jak już cud się stanie i przyjedzie oczekuje super wylewniego powitania od dzieci. ale jak przecież one jej praktycznie nie znają. a mieszkamy w jednej mniejscowości.                                  co do pomocy.... uważam że Marena ma prawo stawiać warunki. dali plac a jest to bardzo dużo. chyba że otrzymają od was pomoc, ale spiszecie umowę że dajecie to w tzw darowiżnie synowi, wtedy synowa nie ma nic do tego z punktu widzenia prawnego. pozdrawiam

287

Odp: Ach ta teściowa...

Im dłużej to czytam tym bardziej klaruje się sytuacja mareny i jej synowej. Ja widzę, że to małżeństwo nie powinno dojść do skutku w ogóle. Wybuchy zazdrości, szantaże, histerie i wielka obraza, bo okazało się, że teściowie nie wezmą ich pod wspólny dach. Muszę to powiedzieć, ale wydaje mi się, że synowa sobie wszystko ładnie przeliczyła. Złapała synka, a z nim nie mały majątek, wymyśliła, że się za niego wyda, robiła sceny i szantaże, żeby nie uciekł, jak zorientowała się, że on podatny na takie głupoty. Ale opór stawiła teściowa i wielki plan legł w gruzach. Obawiam się, że rozmowa z "zakręceniem kurka" będzie gwoździem do trumny. Synowa na bank wpadnie w furię, ale nie powiedziane, że przy teściach, bo oto okaże się, że źle wyliczyła i nie dostanie wszystkiego co sobie zaplanowała. Przykro mi bardzo, ale ja to tak widzę.
Też popieram wersję, że marena ma prawo dawać i wymagać i uzależniać swoją darowiznę od pewnych rzeczy, bo synowa może za jednym zamachem zgarnąć grubą część majątku, który miał być wspólny, ale przy podziałach wiadomo jak jest. z tego co widać nie jest to osoba dobra i godna zaufania w związku z tym wkładając swoje pieniądze w spółkę, a małżeństwo to też jak spółka, musimy mieć pewność, że obie strony są zgodne i nie będzie żadnych rozłamów. Tak ja to widzę.

288

Odp: Ach ta teściowa...

Mareno, coż taka cisza z Twojej strony??

U mnie zimna wojna w najlepsze. My we dwójkę, mamusia sama, raz płacze, raz przeklina, innym razem zagaduje do męża.

Piątek po tłustym czwartku (piekła pączki i przyniosła nam do kuchni), mój mąż był na urlopie, ja w pracy. Przyszła do niego do kuchni rano i pyta: co, żona Ci nie kazała jeść pączków ode mnie?
Mój mąż przyprowadził ją do pionu i utwierdził w tym, że jak chce nas skłócić, to jej się nie uda. Ale popatrzcie, jakie zajadłe pytanie - żeby się tylko do mnie przyczepić ....


Paweł poprosił siostrę, żeby pomogła mu porozmawiać z matką, żeby poszła do jakiegoś psychiatry, a siostra uznała, że ona nie będzie ingerować w NASZE sprawy. Fajnie, że to są nasze sprawy. W końcu mąż nie wytrzymał i powiedział jej, żeby poszła do lekarza, bo coś niedobrego się z nią dzieje, to stwierdziła, że ma już tabletki, bo jej internista przepisał (Pramolan - jeśli miał ktoś doświadczenie z tym lekiem to niech się podzieli, czy jest to dobry środek). I na tym rozmowa umarła ...

289

Odp: Ach ta teściowa...

Bardolka to przecież jest problem przede wszystkim Twojego męża i jego rodzeństwa,żeby mamę do pionu doprowadzić. A Twoje ewentualne "wtrącanie się" może zostać źle odebrane niestety u mnie tak jest,więc teraz jakakolwiek sprawa jest, to "nie moja sprawa" i tesciowa wie,że ma się zwracać bezpośrdenio do P.

Mareno jesteście już po rozmowie z synem i synową?

290

Odp: Ach ta teściowa...

Niestety  część błędów Twojej teściowej popełniałam sama w stosunku do swojej córki.Dzisiaj już wiem,że to było złe  ale nie można cofnąć czasu.Córka  miała ze mną ciężko ale  gdyby to była moja synowa to pewnie by mi nie wybaczyła.
Córka  powiedziała  mi kilka  jędrnych ale prawdziwych słów i się odczepiłam.
Ty jako synowa masz nieco trudniej, doradzam dyplomację bo synkowie zawsze stoją po stronie mamusi.
Trochę udawania nie zaszkodzi.Przyjmuj prezenty i udawaj ,że się cieszysz.Szczera rozmowa z taką osobą niewiele pomoże.
Wszyscy popełniamy podobne błędy.

291

Odp: Ach ta teściowa...
hoczus napisał/a:

Bardolka to przecież jest problem przede wszystkim Twojego męża i jego rodzeństwa,żeby mamę do pionu doprowadzić. A Twoje ewentualne "wtrącanie się" może zostać źle odebrane niestety u mnie tak jest,więc teraz jakakolwiek sprawa jest, to "nie moja sprawa" i tesciowa wie,że ma się zwracać bezpośrdenio do P.

Kiedy mąż z teściową rozmawiał, ja akurat nie wróciłam jeszcze z pracy, a tak się złożyło, że przyjechała męża siostra. Czyli byli w rodzinnym gronie bez "obcych" ... i mnie bardzo na tym zależało, bo myślałam że wtedy jakoś poważniej porozmawiają. Niestety pomyliłam się.
Hoczus jestem daleka od tego, żeby się wtrącać.

292

Odp: Ach ta teściowa...

Bardolka jak ja Cię rozumiem:)

u mnie znów zgrzyt, tzn teściowa odzywa się do wszystkich tylko nie do mnie, najlepsze że nie wiem czym "zawiniłam" ja do niej cześć a ta patrzy gdzieś ponad mnie,jak tak dobra, niech tak zostanie. nie jestem już potrzebna to może mnie olać i się nie odzywać,a jak coś potrzebuje to taka słodka.

wyczekuję piątku,ma lecieć do Anglii z córką i wnuczką(do której pilnowania byłam potrzebna:)do piątku długi czas,ale bilet zaklepany to mam wieeeelką nadzieję że jednak poleci,nawet tydzień bez marudzenia, bez ciszy nocnej,bez dymu papierosowego jest dla mnie zbawieniem.

a co do nie odzywania sądzę że chodzi o to,że byłam chora,leżałam plackiem 39 stopni gorączki i kaszel i katar,dostałam antybiotyk i nie miałam siły ani ochoty zeby się malą zajmować,nie było jednak takiej sytuacji że jej odmówiłam,tylko po prostu nie chodziłam po domu, tyle co jakąś zupę ugotować dla nas. i chyba tutaj pies pogrzebany,nie pytałam czy wziąc małą na chwilę bo babcia musi se pokurzyć.... ech spokoju potrzebuję.....

293

Odp: Ach ta teściowa...

Widzicie Kochane, tyle różnych problemów,a wszystko bierze się z jednego... z rożnicy interesów tongue Ja chcę "rządzic" bo jestem niby u siebie(adres stałego zameldowania wbity w dowód) i teściowa chce rządzic bo przeciez jest bardziej u siebie niż ja. Ja chcę dobrze i ona chce dobrze... a mimo to jest żle:P Mąż usłyszał przez weekend, że jest pantofel i ze rodzine ma w d***e, a mamusia usłyszała od niego, że on juz swoja rodzine załozył i o nią musi sie troszczyć... oj nie spodobało się... bardzo się  to nie spodobało mamusi... Dlaczego ona wytyka mu wartości, które sama mu wpoiła? Dlaczego ta królowa, która wychowała dla mnie tego wspaniałego księcia, nie chce zejść z piedestału? Czy to tak bardzo uwłacza kobiecej dumie? Ja przyjęłam postawę podobną do hoczus co by nie było to nie moja sprawa, prawie sie nie odzywam, żeby przypadkiem moje słowa nie zostały użyte przeciwko mnie. Siedzę i obserwuję...

294

Odp: Ach ta teściowa...

Hmmm a my właśnie byliśmy u moich rodziców, jak jechaliśmy to teściowej nie było, bo poszła do sąsiadów (da się?! tongue ) natomiast jak wróciliśmy to była w łazience. Kiedy wyszła, trzasnęła drzwiami od łazienki, od swojego pokoju i prawdopodobnie poszła spać. Komunikat: jak śmieliście wyjść z domu! Boże jak można się tak zachowywać!!


Aisoglam - dlaczego mówisz że tak się zachowywałaś i skrzywdziłaś córkę, co masz na myśli?

295

Odp: Ach ta teściowa...
Bardolka napisał/a:

Hmmm a my właśnie byliśmy u moich rodziców, jak jechaliśmy to teściowej nie było, bo poszła do sąsiadów (da się?! tongue ) natomiast jak wróciliśmy to była w łazience. Kiedy wyszła, trzasnęła drzwiami od łazienki, od swojego pokoju i prawdopodobnie poszła spać. Komunikat: jak śmieliście wyjść z domu! Boże jak można się tak zachowywać!!

kocham takie komunikaty:P
albo wchodzisz do domu mówisz dzien dobry, a tu cisza, wchodzisz di kuchni mowisz dzień dobry i znów cisza... zagladasz do lazienki, pusto, do salonu... pusto(smok siedzi w jamie czyt w sypialni tongue) wychodzi od siebie i słyszysz, "a co to u ciebie sie nie wita jak sie do domu przychodzi?" rece opadaja...

296

Odp: Ach ta teściowa...

Taka cisza, bo sporo się działo. I nie mialam chwili, by siąść przy komputerze, a jeśli już, to ciągle się ktoś plątał po domu, a to fachowcy od AGD, bo wszystko się popsuło (czarna seria), a to teściowa, a to mąż na L-4, nie mogłam się skupić. Dzisiaj jestem sama, mogę sobie pisać.

Odbyła się rozmowa. Przyjechali w piątek, niespodziewanie, po książki potrzebne synowi. Oczywiście bez dziecka. Synowa nie chciała nawet zdjąć kurtki, tylko zaraz wyjść od nas, ale mąż stanowczo zażądał od obojga poświęcenia chwili czasu, bo mamy im coś ważnego do przekazania. No i powiedział to co pisałam wcześniej. Że czujemy się urażeni zachowaniem synowej, jej jawnym okazywaniem nam wrogości przy jednoczesnej roszczeniowej postawie. Gierki dzieckiem nazwał emocjonalnym szantażem i stwierdził, że ta sprawa ostatecznie go utwierdziła w decyzji o wycofaniu wszelkich deklaracji pomocowych. I że nikt mu łaski nie będzie robił. Koniec. Wyszedł z pokoju.
Zostaliśmy sami. Synowa czerwona na twarzy nie odezwała się ani jednym slowem. Zapytałam ją czy ma mi coś do powiedzenia. Czy jest coś co zaważyło na naszych stosunkach. Że możemy o tym porozmawiać. Bez odzewu. I wtedy syn się wściekł. "...w domu to potrafisz całymi dniami napier....., że to że tamto, ale jak cię matka wprost pyta, to słówkiem się nie odezwiesz, tylko siedzisz z zaciętą miną...". Więc pytam o "to i tamto". Syn na to, że głównie chodzi o to jak żyjemy i że nie chcemy POŚWIĘCIĆ się dla dzieci. Zapytałam syna czy też ma nam to za złe. Odpowiedział, ze przecież wiem, że nie i że jest wdzięczny za każdą pomoc którą dostaje, chociaż wcale nie musi. Pytam synową, czy chce o tym porozmawiać. Nie chce!
Wrócił mąż do pokoju. Syn zapytał czy możliwy jest powrót do dawnych deklaracji. Mąż na to, że musielibyśmy być w stu procentach przekonani, że ich małżeństwo ma sens, bo to co zaobserwował do tej pory sensu nie ma. Że stosunek żony syna do niego samego i do jego rodziców (w związku z dzieckiem) źle rokuje na przyszłość i że koniec z udawaniem, że jesteśmy ślepi i że nie widzimy co się święci. I  dotąd, dokąd nie uzyskamy takiej pewności i nie zobaczymy, że synowa zmienia swoje podejście do życia, męża, dziecka i do nas, nie ma mowy o przekazaniu praw do naszej własności im obojgu, bo nie będziemy swojego majątku inwestować w coś co nie ma sensu, a potem włóczyć się po sądach. A wasze małżeństwo, jeśli ma być szczęśliwe, to będzie, z naszym materialnym wkładem, czy bez niego. No i że pomaganie dorosłym dzieciom nie jest przymusowe, chociaż tobie synowo tak się wydawało. Dostaliście na początek działkę (dzisiaj wartą ok. stu tysięcy) i możecie sobie z nią zrobić co chcecie, budować, sprzedać, podzielić się pieniędzmi, nic nas to nie interesuje, ale na tym dzisiaj koniec. Działka jest na współwłasność i wszystko co na niej zostanie zbudowane też jest na współwłasność, więc nie będziemy  inwestować w to, co z mocy prawa może być podzielone między was w razie rozpadu małżeństwa. A jest to bardzo prawdopodobne, gdy się wie o problemach z jakimi się borykacie. Fochami i presją wywieraną za pomocą naszego wnuka nic synowo nie uzyskasz.  Nic ci do tego co robimy ze swoim dorobkiem. Chcieliśmy was nim wesprzeć jako małżeństwo, ale zmieniliśmy zdanie.  Od dzisiaj każda nasza pomoc będzie adresowana do naszego syna z wyłączeniem ciebie i będzie udokumentowana, żeby w razie katastrofy nie było wątpliwości co jest czyje. Ciężko z matką pracowalismy na to co mamy i nie po to, by ciebie synowo wianować na ewentualną nową drogę twojego życia. Niech ci pomogą twoi rodzice. Budować na WASZEJ działce nie będziemy.  Auto, które zamierzałem wam dać, będzie UŻYCZONE synowi, ale pozostanie moją własnością. Jeśli syn będzie chciał wziąć nasze mieszkanie, to zostanie ono równiez UŻYCZONE na określony czas jemu, nie wam. Umowa będzie przedłużana w razie potrzeby, albo zakończy się w naturalny sposób, jeśli i wasze małżeństwo się zakończy. Umowa użyczenia jest tytułem prawnym do mieszkania, ale sprzedać mieszkanie może tylko właściciel, a tym pozostaniemy my. I zrobimy to, by polepszyć  warunki do życia synowi i wnukowi, ale ty nie będziesz miała nic do powiedzenia w sprawach majątkowych. Zarządzać będziesz mogła tym, czego dorobicie się  wspólnie z mężem. Naszym majątkiem zarządzamy my. Co do wnuka, to oczywiście chcielibyśmy go widywać, ale jeśli postanowicie inaczej, przyjmiemy to. To wasze dziecko, twoje i naszego syna.

I tyle. Trwało to niecałą godzinę. Synowa nie zabrała głosu. Pojechali do siebie, ona z zaciętymi ustami, on smutny.
Co będzie dalej, zobaczymy.
Mnie ulżyło, że zostało to wszystko powiedziane.

W sobotę zadzwoniła do mnie matka synowej z pretensjami. Że źle potraktowaliśmy jej córkę, że najpierw coś obiecaliśmy, mieliśmy budować, a teraz się wycofujemy, że jak tak można....Odpowiedziałam, że wogóle mnie nie interesuje co ma do powiedzenia i że to nie jej sprawa, koniec rozmowy.

Żałuję, że wogóle przepisywaliśmy tę działkę na nich oboje. Chcieliśmy, żeby synowa dobrze się czuła, żeby była "u siebie", tymczasem sami siebie postawiliśmy w impasie. Gdybym mogła cofnąć czas, to wcale bym nie przepisała. Zbudowalibyśmy tam domek i proszę bardzo, mieszkajcie sobie jeśli wam to pasuje. A jak nie, to nie mieszkajcie, sprzeda się, albo wynajmie. W każdym bądź razie, synowa miałaby niewiele do powiedzenia. A przenieść własność na nich oboje możnaby zawsze, nawet po 15 latach, gdybyśmy doszli do wniosku, że warto. Albo na syna, albo na wnuka.
Nasza córka wychodzi za mąż za jakiś czas. Nie popełnimy takiego błędu, jak wcześniej. To co mamy do dania, damy tylko jej, żadnej współwłasności, choćby zięć miał się obrazić. Ludzie uczą rozumu....

Minęło kilka dni i jest cisza. Nie dzwonimy i syn nie dzwoni. Podejrzewam, że ma piekło. Żal mi go, ale musi sam sobie poradzić.

297

Odp: Ach ta teściowa...

mareno7,
wyrazy uznania dla Ciebie, Twego męża i Waszego syna.

Pozdrawiam serdecznie. smile

298

Odp: Ach ta teściowa...

Mareno...też jestem "teściową", wypowiadałam się tu zresztą kiedyś.

Jestem bardzo ciekawa, jak to będzie dalej z Waszymi sprawami.

Ja nie widzę wnuczki przez tydzień i tęsknię strasznie - Twoja synowa wie, jak Cie ukarać za to, że nie chcesz dać jej tego, czego żąda.


Też byłoby mi żal syna...ale postąpiłabym podobnie.
To moje pieniądze i mogę je wydać na wakacje na Karaibach. Nikomu nic do tego!

299

Odp: Ach ta teściowa...

Mareno - chapeau bas! Podziwiam szczerze postawienie sprawy, odwagę w tej decyzji. Domyślam się, że serce pęka ze względu na syna, ale przynajmniej sprawy stały sie więcej niż jasne. Twój syn sam zdemaskował poglądy synowej, mówiąc, że "napierdala" całymi dniami na Was... Trzymajcie się dzielnie i liczę że synowa zmądrzeje (choć prawdę mówiąc, chyba z upływem czasu szanse na to coraz mniejsze) ...

300

Odp: Ach ta teściowa...

Witam.

marena7 napisał/a:

Mnie ulżyło, że zostało to wszystko powiedziane.

Mówią: dopóty dzban wodę nosi, dopóki się ucho nie urwie".
No, cóż...miarka się przebrała i oboje z mężem doszliście wspólnie do pewnych istotnych dla Waszej rodziny decyzji. Z pewnością ulżyło również Twojemu mężowi.

Ode mnie wielki szacun dla niego, za: zdecydowaną postawę, przejęcie inicjatywy w rozmowie z synem i synową, bardzo rzeczowe przedstawienie zarzutów z Waszej strony oraz wynikających z tego dla nich konsekwencji.

Syn również godnie się zachował,... a synowa nabrała wody w usta. Za to matce się wypłakała i miałaś już próbkę jej reakcji w obronie "pokrzywdzonej" córki.

To dopiero początek ich działań, dalsze mogą przynieść zarówno wojnę jak i pokój, albo chociażby rozejm.
Oby szły w tym dobrym kierunku.

Pozdrawiam.

301

Odp: Ach ta teściowa...

Jej, przeczytałam z zapartym tchem tongue No cóż, dobrze się stało, że wszystko zostalo wyjasnione. Niestety okazało się, że jednak synowa przyjęła postawę roszczeniową i niestety za dużo sobie wyobraziła. Chyba będzie rozwód... a moze nie? Zobaczymy.

302

Odp: Ach ta teściowa...

Hej hej....


oj dziewczyny, ręce mi opadają do kolan ... dziś był u nas w domu moj tata, no więc na samym wstępie teściowa wyjechała do niego z tekstem, że jestem dla niej strasznie niedobra i wyszła! Tata jej zdążył tylko powiedzieć, że każdy medal ma 2 strony i musi ze mną o tym porozmawiać. Tata powiedział o zajściu mamie, która zadzwoniła do teściowej, bo moja mama lubi bardzo mówić prawdę wprost, tu i teraz ... boże poziom tej dyskusji był straszny ze strony mojej teściowej = okazało się, że chodzę, cytuję -zamiatam dupą - trzaskam drzwiami i chcę od niej pieniądze! Boże, to jest skandaliczne ... obecnie odkąd wróciłam do domu po 18, szanowna śpi ale jutro nie minie ją rozmowa ... no po prostu masakra ...

303 Ostatnio edytowany przez Bubuś (2012-02-24 23:17:07)

Odp: Ach ta teściowa...
Bardolka napisał/a:

Hej hej....


oj dziewczyny, ręce mi opadają do kolan ... dziś był u nas w domu moj tata, no więc na samym wstępie teściowa wyjechała do niego z tekstem, że jestem dla niej strasznie niedobra i wyszła! Tata jej zdążył tylko powiedzieć, że każdy medal ma 2 strony i musi ze mną o tym porozmawiać. Tata powiedział o zajściu mamie, która zadzwoniła do teściowej, bo moja mama lubi bardzo mówić prawdę wprost, tu i teraz ... boże poziom tej dyskusji był straszny ze strony mojej teściowej = okazało się, że chodzę, cytuję -zamiatam dupą - trzaskam drzwiami i chcę od niej pieniądze! Boże, to jest skandaliczne ... obecnie odkąd wróciłam do domu po 18, szanowna śpi ale jutro nie minie ją rozmowa ... no po prostu masakra ...

Każdy ma prawo do własnego sposobu interpretowania rzeczywistości i nie koniecznie musi sie on pokrywać z naszym tongue Teściowa moze oczekiwała posłuszeństwa, a przynajmniej pobłażliwości na jej zachowanie. Każdy ma swoje humory i ani nie ma sensu z nimi walczyć ani  nie ma po co ich akceptowac:P Ja na początku starałam się do wszystkkiego z dystansem i uśmiechem, ale jeżeli to zostało odebrane jako bezwarunkowe podporzadowanie( bo teściu opieprzy, syn opieprzy tylko synowa się nie odezwie bo nie u siebie) to przestałam sie "ograniczać". Nie oznacza to broń Boże, że ublizam teściowej ale jak mi się jej słuchac nie chcę to wychodzę z pokoju, albo po prostu ja ignoruję. Zapewne odbierane to jest jako moje fochy, ale wyleczylam się z przytakiwania. I tak  patrząc z perspektywy czasu bardzo dziekuję

Teo napisał/a:

A ja Cię nie pogłaszczę ;] Nie rycz! Radź sobie! Życie nie jest takie łatwe i proste. Taki nasz los, że zostajemy wrzuceni w różne sytuacje i pomiędzy różnych ludzi i TRZEBA sobie z nimi radzić, niestety. Po co ryczysz? Przykry Ci? Trudno! Zaciśnij pięści i do przodu. Już dawno chyba zdałaś sobie sprawę, że teściowa to nie mamusia, a zachowujesz się dalej jakby właśnie nią była. Poradzisz sobie z teściową to potem w życiu łatwiej Ci bedzie bo poradzisz sobie z większością ludzi. Ignoruj głupie gadanie i rób swoje. Naprawdę nie wiem po kiego ryczysz ciągle. Nazwała Cię gówniarzem? No dla niej jesteś gówniarzem i co z tego? Nie przesadzaj tak z tymi lamentami tylko weź się w garść.

bo dużo prawdy jest w tym co napisałaś. Ja właśnie myślalam, że mamusia będzie i dla mnie matką, a tu d***a zbita tongue

304

Odp: Ach ta teściowa...

Mareno czyli synowa nic nowego nie wniosła, gratuluję rzeczowej rozmowy.Żal w tym wszystkim Waszego syna i wnuka,bo coś kiedyś u nich pęknie niestety....

Bardolka Twoja teściowa powinna się leczyć, może każdy ma prawo do innego postrzegania rzeczywistości ale nie do kłamstw i paskudnych oszczerstw.

Bubuś mam tak samo, ja tam do teściowej odzywać się nie muszę, mamy osobne sprawy.Ale ostatnio to mnie powaliło, pisałam ze teściowa niańczyła wnuczkę i wtedy byłam potrzebna, bylam Gosia, i nawet przychodzila i zostawiała małą na chwile.
A teraz odkąd wrociła moja szwagierka i do dziecka przybyło rąk,teściowa do mnie przestała się odzywać, zachodzę w głowę dlaczego i nic nie znajduję.Ja jej cześć a ona gdzieś ponad mnie, tak kilka razy i w końcu przestałam się ja odzywać bo w imię czego i to tylko do mnie się nie odzywa,reszta domowników cacy na całego.

Skończyło się na tym, że teściowa dzisiaj wyjechała do Anglii i nie pożegnałysmy się. w ogóle z tym wyjazdem to jakas masakra,bo ona nigdzie się nie ruszała,ale ma nas dość córka ją zaprosiła do siebie to niech jedzie i zobaczy jaka A jest "cacy" a my cały czas jesteśmy "be" teraz robimy zakłady kiedy wróci:))
a na razie korzystamy z tego że teść w pacy, dziecko na feriach u cioci i chodzimy o tej porze  i się drzemy po domu:)))

305

Odp: Ach ta teściowa...

U mnie kolejna przełomowa rozmowa bez przełomu ... staraliśmy się z mężem dojść do porozumienia, a ona w kółko swoje, jak katarynka: mnie rodzice buntują, robimy tak jak oni nam każa, ona sobie będzie płakać bo jej wolno ... masakra .... Mój Paweł do czasu był cierpliwy, ale jak się cierpliwość skończyła, to jej powiedział, że zawsze jego siostra była siuper a on najgorszy, że to wszystko, co zrobił w domu, nie zostało docenione ani o grosz, kiedy wymienił okna, centralne ogrzewanie, kupił opał, wtedy nie ma nawet głupiego dziękuję, tylko stałe litowanie się nad siostrą, jaka ona biedna ... (finał? teściowa stwierdziła, że możemy jej pozakręcać grzejniki - co za chory umysł!)

Ja jej tylko od siebie powiedziałam, że zawsze dawała mi do zrozumienia że mnie nie cierpi, więc niech nie oczekuje cudów. Jak mieliśmy po 19 lat, to bez żenady do męża mówiła, że "jeszcze przez tą sukę będzie cierpiał", to było bardzo dawno i nie chciałam do tego wracać, ale dziś jej to przypomniałam, bo już nie wytrzymałam... więc niech się nie spodziewa cudów - oczywiście skończyło się na katarynce, że nas moi rodzice buntują ... boże mieszkamy ze świrem i nic się z tym nie da zrobić ....

306

Odp: Ach ta teściowa...

Dochodzę do wniosku, że moja teściowa w 100% jest szalona - naprawdę, całkiem szczerze. Wczorajsza rozmowa z nią dowiodła, że z nią nie można dojść do porozumienia, jej teksty były na poziomie niższym niż 0. Mąż stwierdził, że przecież to wszystko co robimy w domu, jest nie tylko dla nas ale też dla niej, poruszył przykłąd opału. Jej odpowiedź? Ja się kołdrą przykryję i nie potrzebuję opału, możecie mi w pokoju zakręcić grzejniki. Na miłość boską, jak tak można ...

A dziś jak wstaliśmy, to zaczęła się wydzierać na męża, że drzewa nie ma w piwnicy do palenia (którego wcześniej nie potrzebowała) .... tak strasznie się darła, takim opętańczym głosem, naprawdę nie wiem co z tym można zrobić ...

A chwilę później się wystroiła i poszła do kościoła ...

307

Odp: Ach ta teściowa...

A mąż co na to? Pewnie zamiast jej odpowiedzieć "Przecież Ty nie potrzebujesz" i wyjść, to pewnie poleciał i przyniósł? Klin klinem, bo zginiecie, albo się wyprowadźcie.

308

Odp: Ach ta teściowa...

mąż na to zupełnie nic. Właśnie szkoda że nie zareagował, ale mówił, że go zaskoczyła tym wrzaskiem i nie wymyślił odpowiedzi na poczekaniu. Ja ją tu jeszcze wyleczę z fochów - skończy się proszek do prania, płyn do płukania, kosmetyki, środki czystości, to troszkę stanieje .... i w dalszym ciągu nie zamierzam z nią rozmawiać, bo niczym się nie przyczyniła do mojej zmiany zdania, a jeśli już to na gorsze ...

309 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2012-02-28 12:14:16)

Odp: Ach ta teściowa...

Mareno, współczuję całej sytuacji, lepiej byłoby gdyby taka rozmowa nie musiała dojść do skutku. Aż trudno uwierzyć w takie żądania, chyba jestem z innego świata.
Choć muszę powiedzieć, że rozmawiałam zarówno z matką, jak i przyjaciółkami o naszej ewentualnej pomocy dzieciom. Usadziły mnie na miejscu, a nam się wydawało jacy to my nie jesteśmy wspaniali, bo coś tam darujemy. Otóż wyjaśniono mi, że wystarczy by matka potencjalnej synowej przez parę lat zajmowała się wnukami, bo do żłobka się nie dostały ( bardzo prawdopodobne w dzisiejszych czasach, niania za 10 godz. to spory wydatek tak jak i prywatny żłobek czy przedszkole) i już po paru latach zbilansuje się pomoc. Trudno nie przyznać racji. Nigdy też nie wiadomo jak potoczą sie kariery naszych dzieci i ich małżonków, bo synowa może czasami zarabiać więcej i nasze idiotyczne wypominki sprzed lat mogą zaważyć na przyszłych stosunkach. Ogólnie mam nad czym myśleć.

Bardolko, być może twoja teściowa rozmyśliła się co do sensowności zamieszkiwania ze synową pod jednym dachem. Dopiero teraz widzi w co się wpakowała, nie umie tego jasno powiedzieć, to stosuje jazdy i humory by wam dać do zrozumienia, że jej oczekiwania nie zostały spełnione.
Osobiście też bym wolała marznąć pod pierzyną, używać i ogrzewać tylko jeden pokój, byle mieć święty spokój. Próbę "wyleczenia mnie" potraktowałabym odpowiednio. Zaczynasz być gorsza od swojej teściowej, piszę to z całą odpowiedzialnością. Ona odstawia jazdy, a ty z pełną premedytacją planujesz jak jej dokopać i pokazać kto jest górą.

Tyle pisałyśmy, że nigdy z teściową, ale wy i tak z motyką na słońce ruszacie.

Marena rozmyśliła się co do pomocy synowi i synowej, twoja teściowa też ma do tego prawo.

310

Odp: Ach ta teściowa...

każdy ma prawo do zmiany zdania,ale umówmy się można to przekazać w cywilizowany sposób a nie robiąc fochy i awantury o nie  wiadomo co,tylko konkretnie powiedzieć co nie halo i szukamy wspólnego rozwiązania.
niestety u nas się nie sprawdza,bo na moje pytanie co robię źle, w czym przeszkadzamy, co możemy zmienić żeby nie być uciążliwym usłyszałam tylko ironiczne "nic nie robicie źle" na naszą deklarację że zaczynamy szukać czegoś do wynajęcia,żeby jej i nam żyło się spokojniej powiedziała że"przecież nas nie wyrzuca i my jej nie przeszkadzamy" a życie codzienne pokazuje co innego. ostatnio pytała czy dokładamy się do remontu domu,chcą zamknąć klatkę żebyśmy mieli oddzielną górę całkiem i osobne wejście, no ale te plany są na tą chwilę,za chwilę się zmieni i znów nic nie dostaniemy,bo mamy dostać pół domu teściów. na szczęście mój P jest tego samego zdania, dopóki nie będzie na papierze zapisane pól domu do tak dużego remontu się nie dołożymy.
Uprzedzając pytania mieszkamy u teściów od dwóch lat,na szczęście już stajemy na nogi i miejmy nadzieję że wyniesiemy się jeszcze w tym roku.

Bardolka teściowa używa Twoich kosmetyków?
też bym postąpiła tak samo, jak psioczy na Was to niech ma przynajmniej konkretny powód.......

311

Odp: Ach ta teściowa...

Chaber i tu nie do końca masz racje, że się rozmyśliła i nie wie jak nam to powiedzieć. Zaproponowaliśmy, że sobie wynajmiemy jakieś mieszkanie, to oczywiście najbardziej jadowitym tonem na świecie oświadczyła, że TO MOI RODZICE NAS BUNTUJĄ, ŻEBY ONA ZOSTAŁA SAMA ....więc raczej nie jest tak jak piszesz. A czy ja jestem złośliwa? Jestem, bo nie jestem matką teresą, nie umawiałam się na utrzymywanie jej, siedzenie z nią i oglądanie "Trudnych spraw". Nie jestem uciążliwą współlokatorką, bardzo dbam o czystość, nie żeruję na niej, dbam nie tylko o swoje ale o całość, inwestuję - nie uważam, aby był to powód do takiego zachowania z jej strony.


Tak hoczus, moje kosmetyki idą w ruch, środki czystości tak jakby to było coś naturalnego (i dla mnie by było, gdyby tylko coś kupiła od czasu do czasu), więc teraz musi się to zmienić - rozumiem że nie musi mi pomagać finansowo, ale nie uważam, że powinna być w tej materii ciężarem skoro jest osobą pracującą.

312

Odp: Ach ta teściowa...

Ani płacz teściowej, a nawet mojej matki by mnie nie wzruszył - wynajęłabym mieszkanie. Ja też nie jestem Matką Teresą, nie dam się też ustawiać, manipulować, nigdy nie pójdę na łatwiznę.
A wy jak chcecie to nadal wzajemnie obarczajcie się winą, pokazujcie palcem, że to ta druga strona. Nigdy nie rozwiązecie tego konfliktu, będzie trwał do waszej śmierci albo do dnia wyprowadzki.

Zauważyłyście już chyba, że matki pomagają tylko swoim dzieciom. Tak obecnie robi Marena, tak chce teściowa Bardolki oraz wiele, wiele innych. Albo tańczysz jak ci zagrają albo pokazujesz jaka potrafisz być niezależna i wtedy teściowa podejdzie do każdej synowej z respektem. Tą w jakikolwiek zależną pognębi. Ileż to juz razy usłyszałam od różnych  teściowych, że gdyby syn sie nie ozenił z to nie marnował by kasy na pijawkę, jego wypłatą w bardziej efektywny sposób zarządzałaby mamusia.

313

Odp: Ach ta teściowa...

Witam.

Bardolka napisał/a:

Jak mieliśmy po 19 lat, to bez żenady do męża mówiła, że "jeszcze przez tą sukę będzie cierpiał", to było bardzo dawno i nie chciałam do tego wracać, ale dziś jej to przypomniałam, bo już nie wytrzymałam...

Rozdźwięk między WAMI był od zawsze! I tu jest pies pogrzebany...
Już jako przyszłą synową nie tolerowała Cię, obrzucała inwektywami - w oczy, czy też poza oczy, bo nie piszesz, czy nazywała Cię tak w Twojej obecności, czy też tylko podsłuchałaś.

Więc czego się spodziewałaś po wspólnym zamieszkaniu po ślubie?
Że zmieni o Tobie zdanie?
Teściowa jest NIEREFORMOWALNA! Być może każda inna synowa byłaby "solą w jej oku" - "suką", ale personalnie trafiło na Ciebie, bo Ty zostałaś żoną jej syna.

Myślę, że to zdarzenie głęboko zapadło w Twojej podświadomości i wraca i z pewnością nie zapomnisz jej tego - bo ja bym nie zapomniała.
Cały czas idzie między WAMI na udry...

Bardolka napisał/a:

(...) Zaproponowaliśmy, że sobie wynajmiemy jakieś mieszkanie, to oczywiście najbardziej jadowitym tonem na świecie oświadczyła, że TO MOI RODZICE NAS BUNTUJĄ, ŻEBY ONA ZOSTAŁA SAMA...(...)

Może najwyższy czas na działanie, a nie ciągłe czcze gadanie... hmm
W ogóle nie rozumiem, co ma na celu składanie jej "propozycji" w temacie osobnego zamieszkania.
Postawcie matkę/teściową przed faktem dokonanym i TYLE.

Ale Ty wolisz/wybrałaś prowadzenie rozgrywek. Jak teściowa tak, to Ty tak:

Bardolka napisał/a:

(...)Ja ją tu jeszcze wyleczę z fochów
- skończy się proszek do prania, płyn do płukania, kosmetyki, środki czystości, to troszkę stanieje ....(...)

To akurat dobra decyzja, bo skoro nie prowadzicie wspólnego gospodarstwa domowego... Ale czy ją tym wyleczysz z "fochów", to tu akurat mam wątpliwości. I tak za każdym kolejnym razem znajdzie się inny temat zastępczy. Ale zawsze możesz się tu wyżalić... wink

Pozdrawiam.

314

Odp: Ach ta teściowa...

Oczywiste jest, że lepiej sobie ponarzekać, pokłócić się z teściową i potrzaskać drzwiami niż iść na swoje i płacić smile Raz, że przecież nie jest tak źle bo jakby było już dawno pozostałby po nich tylko dom w końcu o masochizm ich nie podejrzewam, dwa zawsze coś się dzieje, jakieś urozmaicenie w życiu. A trzy, czym jest jedna teściowa w porównaniu do rachunków za wode, gaz, telefon, czynsz, jedzenie itp, itd...

315 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2012-03-01 11:07:18)

Odp: Ach ta teściowa...

O tej suce to nie doczytałam. Rany julek i twój maż nic z tym nie zrobił?

W zyciu bym nie pozwoliła obrażać mojego męża czy nawet chłopaka. Między nami może być źle, ale o inwektywach mowy nie ma. Jako matka mogę kochać swoje dziecko nad życie, ale obrażanie jego wybranki, to obrażanie jego samego, jego wyborów.
Wdepnęłaś w rodzinę kulturalną inaczej.

Dobrze pisze Żyworódka, prawdopodobnie tam żadna synowa nie byłaby godna syna.
Czy twój mąż w pełni zdaje sobie sprawę jaką ma matkę? Czy może woli udawać, ze nic się nie stało. Wszak lepiej honor żony poświęcić na ołtarzu tańszego życia z "mamusią". Oszczędzicie na wynajmie, ale też dorobicie się ciężkiej nerwicy. Nie chcę myśleć nawet co się będzie działo gdy na świat przyjdą wasze dzieci, co wam wzajemnie zacznie przeszkadzać i jak atmosfera będzie panować.

Buntowanie przez rodziców? Jakie buntowanie, ludzie kochani, dla każdego małżeństwa najlepszym rozwiązaniem jest mieszkanie na swoim.
Masz wtedy pełne prawo i możliwość odmówienia wizyt u niej, wymagania by w waszym domu zachowywała się kulturalnie, bo w przeciwnym wypadku nie będzie następnego razu. Gdyby mężowi coś nie pasowało, matkę może widywać, a jakże, pod warunkiem zachowania przyzwoitych norm.

Teo, ty diablico, sarkastycznie i trafnie, a ja się tak produkuję.

316

Odp: Ach ta teściowa...

Tak, i..."Zawsze znajdziemy kogoś, kto winien jest naszemu nieszczęściu i porażce, kogoś, kogo chcielibyśmy wykluczyć.(czytaj teściową) Przyjęcie doktryny, która uwzniośli tę zawiść i poczucie krzywdy, daje pocieszenie i siłę."(synowej) Carlos Luiz Zafón.

Te wstawki w nawiasach są ode mnie. A cytat adekwatny do opisywanych historii w tym wątku.    smile

317

Odp: Ach ta teściowa...
żyworódka napisał/a:

Tak, i..."Zawsze znajdziemy kogoś, kto winien jest naszemu nieszczęściu i porażce, kogoś, kogo chcielibyśmy wykluczyć.(czytaj teściową) Przyjęcie doktryny, która uwzniośli tę zawiść i poczucie krzywdy, daje pocieszenie i siłę."(synowej) Carlos Luiz Zafón.

No ale na dobrą sprawę, to forum jest właśnie po to, aby sobie ponarzekać na kogoś smile Bo jak świat stary zawsze musi byc ktoś winny tongue Zawsze musi byc coś źle, nie tak i na opak- wszak z narzekania słynie nasz  naród tongue  Nie możemy więc zarzucać nikomu
-w tym przypadku Bardolce- że mieszka z teściową i narzeka, jakby nie mieszkała też by narzekała- przykład synowej mareny, której mimo, że na odległośc i tak nic nie pasuje smile

318

Odp: Ach ta teściowa...
Bubuś napisał/a:
żyworódka napisał/a:

Tak, i..."Zawsze znajdziemy kogoś, kto winien jest naszemu nieszczęściu i porażce, kogoś, kogo chcielibyśmy wykluczyć.(czytaj teściową) Przyjęcie doktryny, która uwzniośli tę zawiść i poczucie krzywdy, daje pocieszenie i siłę."(synowej) Carlos Luiz Zafón.

No ale na dobrą sprawę, to forum jest właśnie po to, aby sobie ponarzekać na kogoś smile Bo jak świat stary zawsze musi byc ktoś winny tongue Zawsze musi byc coś źle, nie tak i na opak- wszak z narzekania słynie nasz  naród tongue  Nie możemy więc zarzucać nikomu
-w tym przypadku Bardolce- że mieszka z teściową i narzeka, jakby nie mieszkała też by narzekała- przykład synowej mareny, której mimo, że na odległośc i tak nic nie pasuje smile

Narzekać, to można jak się ma sytuację bez wyjścia, jak się nie ma ruchu i żadnych możliwość, wtedy pozostaje narzekanie. Ale jak się mieszka u kogoś, bo tak wygodniej i się jeszcze ciągle narzeka to już nie jest dobre. Bo większość tych narzekających synowych spokojnie mogłoby się zabrać z mężami i przenieść na swoje, ale nie robią tego, bo narzekanie tańsze niż własne utrzymanie.

319 Ostatnio edytowany przez żyworódka (2012-03-01 20:55:31)

Odp: Ach ta teściowa...
Bubuś napisał/a:

No ale na dobrą sprawę, to forum jest właśnie po to, aby sobie ponarzekać na kogoś smile
(...)  Nie możemy więc zarzucać nikomu
-w tym przypadku Bardolce- że mieszka z teściową i narzeka, jakby nie mieszkała też by narzekała- przykład synowej mareny, której mimo, że na odległośc i tak nic nie pasuje smile

Nie asekuruj się Bardolką i synową Mareny - czyżbyś zapomniałaś o sobie? A już z Twojego postu w wątku powitalnym wynika, że głównie po to zarejestrowałaś się na forum:

Bubuś napisał/a:

Mam znikomą przyjemnośc mieszkania z teściowa, więc to na nia pewnie będe najbardziej narzekać

i jako rzekłaś tak czynisz big_smile

A puentą jest myśl Teo:

Teo napisał/a:

bo narzekanie tańsze niż własne utrzymanie.

320

Odp: Ach ta teściowa...

oj no znowu wraca temat, jakie to jesteśmy niezaradne, pazerne i niesamodzielna - bo sobie wymyśliłyśmy, że taniej z teściową jak samodzielnie.
1. Primo - zamieszkałam z nią po wielu przebojach, ze względu na duży upór męża (wynikający z poczucia odpowiedzialności) - wcale a wcale tego nie chciałam - już baaardzo dawno pisałam o tym na forum....
2. Secundo - co do taniości tego rozwiązania, to bawi mnie to określenie w mojej obecnej sytuacji. Sądzę że wynajęcie mieszkania + opłaty kosztowałoby mnie mniej niż utrzymanie obecnego domu (no rocznie 600 zł ubezpieczenie/815 podatek, ok 2500 opał - to tAK NA SZYBKO - Innych kosztów jest masa ...). Więc kolejny argument o charakterze względnym.

321

Odp: Ach ta teściowa...
Bardolka napisał/a:

oj no znowu wraca temat, jakie to jesteśmy niezaradne, pazerne i niesamodzielna - bo sobie wymyśliłyśmy, że taniej z teściową jak samodzielnie.
1. Primo - zamieszkałam z nią po wielu przebojach, ze względu na duży upór męża (wynikający z poczucia odpowiedzialności) - wcale a wcale tego nie chciałam - już baaardzo dawno pisałam o tym na forum....
2. Secundo - co do taniości tego rozwiązania, to bawi mnie to określenie w mojej obecnej sytuacji. Sądzę że wynajęcie mieszkania + opłaty kosztowałoby mnie mniej niż utrzymanie obecnego domu (no rocznie 600 zł ubezpieczenie/815 podatek, ok 2500 opał - to tAK NA SZYBKO - Innych kosztów jest masa ...). Więc kolejny argument o charakterze względnym.

1. Takie rzeczy załatwia się PRZED ŚLUBEM, bo nie może być tak, że tylko jedna strona zadowolona wychodzi. KOMPROMIS się to nazywa.

2. To co podałaś to wszystko opłaty roczne?? To nie są duże koszty, 4000 rocznie opłat podstawowych to niewiele. Noale dobrze, może i taniej wyszłoby Wam mieszkanie osobno, czyli masz kolejny argument do wyprowadzki. Więc najwyraźniej nie chcesz. Jest Ci dobrze mimo działań teściowej. A jak jest nam dobrze, to nie powinniśmy narzekać, bo zawsze może być gorzej.

322 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2012-03-02 13:37:34)

Odp: Ach ta teściowa...

To teraz mąż Bardolki jest wszystkiemu winien, a to ci odpowiedzialny młody człowiek. Ja słyszałam, ze to sie maminsynek nazywa. Ej, nie róbcie sobie jaj, matce można pomóc nie mieszkając z nią.

Czego się tu jeszcze naczytamy, to nie wiem. Coś wam jednak zdradzę. Kiedyś strasznie najechałam na młodych bamboccioni wychwalających pod niebiosa zalety mieszkania z mamusią. Okrzyknięto mnie naganiaczką kredytów bankowych.

Brak samodzielności różnie tlumaczono, to samo tutaj, niedługo sięgniemy absurdu. Ani tam ani tu, nikt się nie przyzna do mieszkania z mamusią z powodów finansowych.
Sami mega odpowiedzialni synowie, troskliwi. Ech, mnie też to bawi.

Już wyliczałam roczne nakłady na mieszkanie, proszę dodać sumę za wynajem, dorzucić za telefon i telewizję, bo tego tam zabrakło i mamy śliczną sumkę.

323

Odp: Ach ta teściowa...

Dlatego ja wychodzę z założenia, że jak się NIE MA podstawy na start (zaoszczędzonych pieniędzy, wcześniej wynajętego mieszkania itp) i/lub nie ma możliwości, że wspomogą rodzice, ale nie tym, że dają mieszkać u siebie, a jakąś sumą pieniędzy, darowizną, mieszkaniem itp. To się ślubu NIE BIERZE, bo człowiek nie jest przystosowany, ani przygotowany, by żyć SAMODZIELNIE na własny rachunek. Dorosłość to dorosłość wcale kolorowo nie jest.

324

Odp: Ach ta teściowa...

Teo, Chaber gratuluję Wam że jesteście samodzielne i świadome,jak widzę dla Was jest wszystko albo białe albo czarne, oby życie nie postawiło Was nigdy przed takimi wyborami....

325

Odp: Ach ta teściowa...
hoczus napisał/a:

Teo, Chaber gratuluję Wam że jesteście samodzielne i świadome,jak widzę dla Was jest wszystko albo białe albo czarne, oby życie nie postawiło Was nigdy przed takimi wyborami....

W życiu przede wszystkim trzeba MYŚLEĆ i przemyśleć ważne decyzje dla nas, wziąć pod uwagę za i przeciw, a nie żyć z zasadą "jakoś to będzie".

Posty [ 261 do 325 z 1,243 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 20 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024