Ach ta teściowa... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 20 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 196 do 260 z 1,243 ]

196

Odp: Ach ta teściowa...

A mnie się ta cała dyskusja podoba. Zdanie teściowych też jest ważne. Może sama też tutejszym synowym  jak i teściowym dopiekłam, jednocześnie wyniosłam sporo pożytecznej wiedzy. Młode kobiety otworzyły mi oczy na wiele spraw, starsze niejedno uświadomiły.
Żałuję jednego, że nie było internetu gdy byłam na początku swojej małżeńskiej drogi. Z pewnością taka wymiana doświadczeń uchroniłaby mnie przed popełnieniem wielu błędów.

Zobacz podobne tematy :

197 Ostatnio edytowany przez alegoria26 (2012-01-26 18:12:31)

Odp: Ach ta teściowa...

moja kuzynka z paskudnym charakterem poszla mieszkac do synusia i mamy. oj czeka ich rozwod, bo juz jest pieklo. i co najlepsze ta kuzynka okazuje sie najlepsza:) najmądrzejsza w tym zespole.hihi

198

Odp: Ach ta teściowa...

Zulu gula...Dopiero tu weszłaś, a juz próbujesz ustawiać ludzi.
Dziewczyny tu wymieniają poglady - synowe i tesciowe. Wzajemnie mogą sie od siebie wiele nauczyć, aby potem móc zrozumiec własne sprawy...
Myślę, ze również Tobie poczytanie takiej dyskusji wiele da.
Zatem do czytania!

I nie rób tylu błędów, bo oczy bolą.

199

Odp: Ach ta teściowa...

bledow nie robie,nie uzywam alt,jakbys nie zauwazyla,a tak wogole to marena7 dlugo goscila w kafeterii Dobra Tesciowa?-jako babciaela-i tam tez wylewala swoje zale na synowa,a dziewczyny szybko sie poznaly na niej i napisaly co sadza wiec przestala sie udzielac,wiec widze za tu zagoscila i ma poparcie ze hoho,pozdrawiam,tez napisalam swoje zdanie ale widac tu wszystkim trzeba przytakiwac i popierac wtedy bedzie ok

200 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2012-01-26 19:54:10)

Odp: Ach ta teściowa...
zulu gula7 napisał/a:

bledow nie robie,nie uzywam alt,jakbys nie zauwazyla,a tak wogole to marena7 dlugo goscila w kafeterii Dobra Tesciowa?-jako babciaela...
tez napisalam swoje zdanie ale widac tu wszystkim trzeba przytakiwac i popierac wtedy bedzie ok

A ty przyleciałaś za babciąelą siać zadymę... znamienne ale czy chwalebne?
Tu nie trzeba przytakiwać - wystarczy się wczuć w atmosferę. Skoro stałe bywalczynie/synowe oraz sama autorka wątku z pełnym szacunkiem podchodzą do w/w mądrej niewiasty - to czy Ci się to podoba, czy nie - Ty ze swoimi aż 3 postami niewiele tu JESZCZE masz do powiedzenia. Taki life - trza se zasłużyć na szacunek. TY jeszcze nie zdążyłaś a marena i owszem tongue

201

Odp: Ach ta teściowa...

Po pierwsze, nie jestem żadną babciąelą z forum jakiegoś tam i wypraszam sobie zulu gula te insynuacje!
Po drugie, mam takie samo prawo narzekać na swoją synową, jak każda synowa na swoją teściową. Czy to tylko przywilej synowych według Ciebie? Tu, na forum mnóstwo złych słów pada w stronę teściowych, ale nie dostaję wścieklizny z tego powodu.
Po trzecie, jakbyś doczytała, to dowiedziałabyś się dlaczego wzieliśmy pieniadze od mojej matki. To była umowa, że za to budujemy większy dom. Większy o pokój dla niej. To coś innego niż branie za frico.
Po czwarte, tak jak Chaber, uważam, że ważne i potrzebne jest zdanie zarówno synowych jak i teściowych. Sama dowiedziałam się mnóstwo od młodych dziewczyn, a właściwie to ONE utwierdziły mnie w przekonaniu, że moja decyzja była właściwa. Bardzo jestem im wdzięczna za opisy swoich przeżyć w domach teściowych.
Po piąte, kompletnie nie rozumiesz co miałam na myśli w zdaniu o zamykaniu ust.
A po szóste, ostatnie, gdzie użyłam epitetów pod adresem synowej?
Nie pozdrawiam!

202

Odp: Ach ta teściowa...

hahahahahahahahahahahahahahahaha!!widze ze tylkobuzuja sie kobiety po 40stce wzwyz-pewnie te wspaniale tesciowe jak domniemam,szkoda ze marena ma tylko do was szacunek a do synowej juz nie,i ciekawe ze szacunek sie zdobywa od ilosci postow.ale to juz chyba wasza wirtualna rzeczywistosc.szkoda czasu.

203

Odp: Ach ta teściowa...

moderatora prosze o zablokowanie tego uzytkownika, bo te forum jako jedyne z niewielu mialo do tej pory bardzo kulturalnych uzytkownikow. i nie chce czytac tych glupot.

204

Odp: Ach ta teściowa...
zulu gula7 napisał/a:

hahahahahahahahahahahahahahahaha!!widze ze tylkobuzuja sie kobiety po 40stce wzwyz-pewnie te wspaniale tesciowe jak domniemam,szkoda ze marena ma tylko do was szacunek a do synowej juz nie,i ciekawe ze szacunek sie zdobywa od ilosci postow.ale to juz chyba wasza wirtualna rzeczywistosc.szkoda czasu.

Po pierwsze primo, robisz błędy ortograficzne, nie trzeba daleko szukać.

Po drugie lubisz trolling, twoja sprawa, pozdrawiam serdecznie!

A po trzecie, jak widzisz, żadna z synowych nie zwróciła Marenie uwagi, że to co pisze jest w jakiś sposób nie w porządku. Więc wypowiedź zacytowana powyżej nie ma żadnego sensu. Amen.

205

Odp: Ach ta teściowa...
zulu gula7 napisał/a:

hahahahahahahahahahahahahahahaha!!widze ze tylkobuzuja sie kobiety po 40stce wzwyz-pewnie te wspaniale tesciowe jak domniemam,i ciekawe ze szacunek sie zdobywa od ilosci postow.ale to juz chyba wasza wirtualna rzeczywistosc.szkoda czasu.

To skoro szkoda czasu to po co nam mącisz w temacie? Nie wniosłaś do niego żadnej ciekawej uwagi, w przeciwieństwie do marena7 czy chaber05
Jestem młoda synową i z chęcią czytam opinie teściowych, może w ten sposób zrozumiem moją ;P
Droga zulu gula7 jezeli nie pasują Ci naszę wypowiedzi to zajrzyj do innych watków może tem będzie temat typu "jestem zgorzkniałą babą jak sobie z tym radzić?" tongue

206

Odp: Ach ta teściowa...

Dziewczyny z tego wątku! Bardzo Wam dziękuję za wsparcie! Kocham to forum, bo tutaj można po prostu porozmawiać. Unikam innych, pełnych agresji.

To nieprawda, że nie szanuję swojej synowej. Szanuję ją, bo kocha ją mój syn. I chcę dla niej jak najlepiej, choć nasze stosunki są trudne. Bo ani ja jej nie kocham, ani ona mnie i trudno od nas obu tego wymagać. Nie jest moją córką, nie ja ją urodziłam i wychowałam, nie znam jej od niemowlęctwa, nie mam takiej tolerancji i bezwzglednej akceptacji dla niej, jaką ma rodzona matka. I w drugą stronę jest tak samo. Jesteśmy dla siebie zupełnie obcymi osobami. To, że nosi to samo nazwisko co ja, nic tak naprawdę nie znaczy. Znaczenie ma tylko fakt, że MOJE dziecko ją kocha i że jest matką MOJEGO wnuka. Z tego wypływa szacunek. Ale szacunek to tak naprawdę pakt o nieagresji, nic wiecej. Jak za czasów "zimnej wojny" między Ameryką a ZSRR w minionych latach. Sympatia, przyjaźń i inne ciepłe uczucia nie rodzą się z automatu, tylko dlatego, że ktoś komuś przysięgał przed ołtarzem. Bo to nie ja przysięgałam jej, ani ona mnie. O sympatię i przyjaźń trzeba się postarać, a i tak zawsze istnieje mozliwość, że mimo starań, to się nie zdarzy, bo czasem ludzie są tak różni, że nie ma chemii, nie iskrzy. A często wręcz odpycha. I cóż, zostajemy przy szacunku, nie przekraczamy granic, nie prowokujemy, nie potrząsamy szabelką, nie żądamy rzeczy niemozliwych, nie domagamy się dowodów miłości i poświęcenia  od osoby, która PRZYPADKOWO stała się rodziną. Przekraczanie granic wybacza się tym, których się kocha!!!!
Mój brat rozwiódl się z pierwszą żoną prawie 30 lat temu. Moja matka do tej pory utrzymuje ciepłe, serdeczne stosunki z pierwszą synową. A nawet nie mieli dzieci. Była bratowa do tej pory zwraca się do byłej teściowej słowem MAMO. One się pokochały od pierwszego wejrzenia, taka chemia. Spotykają się regularnie na kawkach i ploteczkach, są przyjaciółkami od serca, mimo, że matka ma od wielu lat inną synową, a ex bratowa swoje życie.  Z aktualną synową stosunki są poprawne, acz zimne. Bez tej nici porozumienia, autentycznej sympatii, która ułatwia, zbliża, pozwala rozumieć, powoduje, ze wiecej łączy niz dzieli, że automatycznie szuka sie plusów, nie minusów.
Ja mam taką relację ze swoją teściową. Wybaczam jej wiele, bo jesteśmy w przyjaźni. I pozwalam na wiele, bo jesteśmy w przyjaźni. Tego co nas łączy jest o wiele wiecej niż tego co dzieli. Kochamy tego samego mężczyznę, ale nie to jest najważniejsze. Ważne jest to, że pasujemy do siebie, ze mamy sobie coś do powiedzenia, że czymś się nawzajem obdarzamy. Nie dlatego, że musimy. Dlatego, że chcemy.
Nie mam tego w relacji z synową. Zgrzyta, nie pasuje, nie działa. Pełnia NIEZROZUMIENIA. Dwa różne światy bez punktów stycznych. Naszych, osobistych, nie związanych z synem i wnukiem. Bez tych stycznych trudno się polubić.  A bez lubienia trudno ze sobą żyć. Nawet w bezpiecznym dystansie, a co mówić dopiero o życiu pod jednym dachem?

207

Odp: Ach ta teściowa...

wlasnie tutaj nie ma burackich tekstow, czasem bylo niemilo,ale szybko dalo sie to opanowac, bo czlowiek nie zawsze dobrze czy mądrze odpowie i biorą się problemy...
piszta dziouchy smile ja mam 9 tydzien i przesypiam cale dnie, a musze wrócić po feriach do pracy...

208

Odp: Ach ta teściowa...

Oczywiście Alegorio będziemy pisać, ja też tutaj czuję się bezpiecznie, wiem że moderatorzy czuwają, nie zostanę obrzucona błotem.
Mam nadzieję, że dobrze się czujesz,  wzmożona senność, huśtawka nastrojów, a niedługo mdłości, to normalny objaw ciąży. Należy tylko kontrolować wyniki badań, i jak coś nie pasuje nękać lekarza.

Zaglądnęłam kiedyś na Kafeterię, nie wiem czy ktoś ten chaos tam ogarnia, troli tam sporo, kultura pisania jak spod budki z piwem. Ja tam chętnie z ZULU GULA podyskutuję.

Szkoda, ze nie piszą tutaj synowe mieszkające w domu rodzinnym, chętnie poznałabym opinię ich matek, ich punkt widzenia też rzuciłby światło na stosunki między rodzinami.
Natomiast panowie, tzn. zięciowie i teściowie, ci to dopiero mogliby nadać kolorytu tej wymianie zdań.

209

Odp: Ach ta teściowa...
chaber05 napisał/a:

Szkoda, ze nie piszą tutaj synowe mieszkające w domu rodzinnym, chętnie poznałabym opinię ich matek, ich punkt widzenia też rzuciłby światło na stosunki między rodzinami.

Z tego co wiem w takich układach też nie jest kolorowo tongue Przyjaciółka z mężem mieszkają z jej rodzicami i też są zgrzyty. Młody pracuje w typowej korporacji czyli całe dnie w pracy projekty i inne zobowiązania, nawet w domu siedzi  często przy komputerze przez to teściu często narzeka że młody się nie bierze do roboty tylko po internecie chodzi. I nie da się przetłumaczyć że praca z komputerem to jego praca zawodowa. hmm

210

Odp: Ach ta teściowa...

kafeteria jest dobra, ale niestety latwosc zalogowania powoduje chamstwo tekstow...pewnie ze popularne forum, tylko nie pisz jak masz dola-bo cie zjedza.
ja do tesciowej sie nie wprowadzam, to ona zostaje sama w domku na wsi.

211

Odp: Ach ta teściowa...
alegoria26 napisał/a:

ja do tesciowej sie nie wprowadzam, to ona zostaje sama w domku na wsi.

czyli męza zabierasz do siebie czy idziecie na swoje? smile

212

Odp: Ach ta teściowa...

do moich rodzicow, pol domu na gorze jest wolne, oni maja dwa pokoje w kolonijnej wsi, daleko od drogi, tesciowa jest po operacji, ale tam mieszka tesc, a on lubi wypic, wiec nawet nie ma takiej mozliwosci aby tam mieszkac.

213 Ostatnio edytowany przez Bubuś (2012-01-29 20:12:11)

Odp: Ach ta teściowa...

Niestety u mnie zaczęła sie regularna wojna, teściowa rzuca jakies dziwne komenterze, niby przypadkiem. Ja caly dzien siedzę i bęczę w poduszkę, mąz chodzi koło mnie na paluszkach bo  biedak  już nie wie co robić, zwrocil teściowej uwagę że moglaby się opanować z komentarzami "gówniarze się w glowie przewróciło " ale stwierdziła, że nie mówiła tego do mnie wiec nie powinno mnie to interesować... Teraz meża wypchałam z kolegami na piwo a sama probuję opanowac myśli.  Powiedziałam Piotrkowi, że nie chcę mieszkać w tym domu, i że największy bląd jaki popełniłam było zamieszkanie tutaj. Wiem, że jego bardzo boli,że jego dom nie jest też moim domem. Trzeba było juz rok temu stąd spieprzać sad ale wtedy jeszcze wierzylam, że moze byc dobrze sad  Jeszcze miesiąc muszę wytrzymać i przeskoczymy do siebie.  Najbardziej żal mi teraz kasy, która włożyłismy w ten remont, 50 tys. piechotą nie chodzi, ale jak się okażę że nic się nie zmieni to co ja mam zrobić sad Nie przypominam sobie teraz, która z was wspominala coś o chorobie psychicznej, ale po dzisiejszym dniu zaczynam się przekonywać, że mojej tescioewj zaczyna sie coś na glowę rzucać sad Kto mnie przytuli, tak mi źle sad

214

Odp: Ach ta teściowa...

Ciąża to stan błogosławiony i szcególnie starsze osoby o tym pamiętają... Może przy następnej okazji zrób trochę zamieszania wokół swojego brzuszka -kiedy powie coś nie tak, rozpłacz się, improwizuj zawroty głowy itp., żeby wyszło, że to przez nią, a Ty chcesz tylko szczęścia w rodzinie...

215

Odp: Ach ta teściowa...
Bubuś napisał/a:

Niestety u mnie zaczęła sie regularna wojna, teściowa rzuca jakies dziwne komenterze, niby przypadkiem. Ja caly dzien siedzę i bęczę w poduszkę, mąz chodzi koło mnie na paluszkach bo  biedak  już nie wie co robić, zwrocil teściowej uwagę że moglaby się opanować z komentarzami "gówniarze się w glowie przewróciło " ale stwierdziła, że nie mówiła tego do mnie wiec nie powinno mnie to interesować... Teraz meża wypchałam z kolegami na piwo a sama probuję opanowac myśli.  Powiedziałam Piotrkowi, że nie chcę mieszkać w tym domu, i że największy bląd jaki popełniłam było zamieszkanie tutaj. Wiem, że jego bardzo boli,że jego dom nie jest też moim domem. Trzeba było juz rok temu stąd spieprzać sad ale wtedy jeszcze wierzylam, że moze byc dobrze sad  Jeszcze miesiąc muszę wytrzymać i przeskoczymy do siebie.  Najbardziej żal mi teraz kasy, która włożyłismy w ten remont, 50 tys. piechotą nie chodzi, ale jak się okażę że nic się nie zmieni to co ja mam zrobić sad Nie przypominam sobie teraz, która z was wspominala coś o chorobie psychicznej, ale po dzisiejszym dniu zaczynam się przekonywać, że mojej tescioewj zaczyna sie coś na glowę rzucać sad Kto mnie przytuli, tak mi źle sad

A ja Cię nie pogłaszczę ;] Nie rycz! Radź sobie! Życie nie jest takie łatwe i proste. Taki nasz los, że zostajemy wrzuceni w różne sytuacje i pomiędzy różnych ludzi i TRZEBA sobie z nimi radzić, niestety. Po co ryczysz? Przykry Ci? Trudno! Zaciśnij pięści i do przodu. Już dawno chyba zdałaś sobie sprawę, że teściowa to nie mamusia, a zachowujesz się dalej jakby właśnie nią była. Poradzisz sobie z teściową to potem w życiu łatwiej Ci bedzie bo poradzisz sobie z większością ludzi. Ignoruj głupie gadanie i rób swoje. Naprawdę nie wiem po kiego ryczysz ciągle. Nazwała Cię gówniarzem? No dla niej jesteś gówniarzem i co z tego? Nie przesadzaj tak z tymi lamentami tylko weź się w garść.

216

Odp: Ach ta teściowa...
Bubuś napisał/a:

Niestety u mnie zaczęła sie regularna wojna, teściowa rzuca jakies dziwne komenterze, niby przypadkiem. Ja caly dzien siedzę i bęczę w poduszkę, mąz chodzi koło mnie na paluszkach bo  biedak  już nie wie co robić, zwrocil teściowej uwagę że moglaby się opanować z komentarzami "gówniarze się w glowie przewróciło " ale stwierdziła, że nie mówiła tego do mnie wiec nie powinno mnie to interesować... Teraz meża wypchałam z kolegami na piwo a sama probuję opanowac myśli.  Powiedziałam Piotrkowi, że nie chcę mieszkać w tym domu, i że największy bląd jaki popełniłam było zamieszkanie tutaj. Wiem, że jego bardzo boli,że jego dom nie jest też moim domem. Trzeba było juz rok temu stąd spieprzać sad ale wtedy jeszcze wierzylam, że moze byc dobrze sad  Jeszcze miesiąc muszę wytrzymać i przeskoczymy do siebie.  Najbardziej żal mi teraz kasy, która włożyłismy w ten remont, 50 tys. piechotą nie chodzi, ale jak się okażę że nic się nie zmieni to co ja mam zrobić sad Nie przypominam sobie teraz, która z was wspominala coś o chorobie psychicznej, ale po dzisiejszym dniu zaczynam się przekonywać, że mojej tescioewj zaczyna sie coś na glowę rzucać sad Kto mnie przytuli, tak mi źle sad

Oj Bubus niestety zemściło się na Tobie to, że na początku chciałaś być taka strasznie dobra i nie postawiłaś żadnych warunków, a potem jak pewne sprawy ci przeszkadzały aż tak bardzo, to dopiero wtedy zaczęłaś sygnalizować problemy. Stąd opinia, że się Wam w du*** poprzewracało ... ale niestety, nie ma co płakać.

Włożyliście kupę pieniędzy, a teraz pewnie najlepiej dla Ciebie byłoby się wyprowadzić. Moi rodzice mieli ten problem całe życie, wszystko poremontowali, a mamę przy każdej sprzeczce trzęsło z nerwów, czy jej rodzice nie każą się nam wynosić. Więc my przynajmniej o to zadbaliśmy, że remontujemy dom będący naszą własnością pod kątem notarialnym.

217

Odp: Ach ta teściowa...

Nie wiem coście się przyczepiły Zulu-guli - dlatego, że zakłóciła wzajemną adorację? Nie uważam żeby jej tekst był w jakimś stopniu chamski - wyraziła swoje zdanie i uważam że nawet bardzo trafne... a to że nie pasuje do Waszego myślenia nie oznacza, że trzeba wzywać moderatora. Co do błędów to  każdy może je  robić - nie jest to forum dla piszących bezbłędnie ! Bardzo nieładnie potraktowałyście zulu-gulę ...a przecież czytając Wasze posty można by sądzić, że jesteście takie dobre, miłe , tolerancyjne....."pozdrawiam cieplutko", "i jak tam kochana" -! więc skąd taka  agresja ?
Ja akurat popieram zulu-gulę, Marena co prawda oburzyła się że nie potrzebuje rad, ale powinna zdawać sobie sprawę że jak opowiada o sobie to ktoś może do tego się odnieść - i nie ma się co oburzać. Zulu-gula słusznie zauważyła ( nie, ja pierwsza zauważyłam a zulu-gula napisała) - że coś jest nie tak, jedziesz po synowej , ziejesz do niej nienawiścią, robisz z siebie ofiarę zamiast coś z tym zrobić. Twoje przesłanie jest jedno - ona zła, Ty dobra ( przecież tak świetnie dogadujesz się z teściową) - a może ona ma dziesiątki przyjaciół ? i przecież Twój  syn ją kocha to chyba nie jest aż taka zła.

Zastanówcie się czy ktoś chciałby mieć takie relacje z teściową? Mam nadzieję , że ja kiedyś taka nie będę.
Tylko nie wzywajcie moderatora !
pozdrawiam "cieplutko"

218

Odp: Ach ta teściowa...

Bardzo ciekawie się temat rozwija. Bardzo.

1. Moderację można wzywać w dowolnej chwili - jeśli zajdzie "podejrzenie" złamania regulaminu.
2. Błędy ortograficzne popełniane przez zwykłe niechlujstwo - po prostu rażą. Oczywiście nie wszystkich, ale skoro Moderacja w innych wątkach masowo ortografię poprawia, to coś pewnie jest "na rzeczy".
3. Inaczej brzmi: "potrzebuję się zwierzyć, bo zaraz mnie rozsadzi", a inaczej: "potrzebuję rad, bo nie wiem co zrobić". Oczywiście wypowiedzieć na temat posta może się każdy, pytanie czy ta wypowiedź wnosi coś do dyskusji, czy może intencją postmakera jest wyłącznie siarczysty kop bez głębszego podtekstu.

Moje osobiste zdanie: śledzę posty Mareny od ponad roku - bardzo podoba mi się jej styl wypowiedzi. Poznałyśmy się chyba właśnie w wątku o teściowej (jednym z wątków). Od początku podobał mi się deklarowany przez nią stosunek do synowej i generalnie do małżeństwa jej syna - motto: "nie wpierdzielam się". Z tego co rozumiem, Marena dobitnie protestuje przed wpierdzielaniem się synowej. W jej styl życia, w sposób wydawania jej pieniędzy, w sposób spędzania jej wolnego czasu. Moim zdaniem postawa Mareny wynika stricte z jej charakteru i z szacunku dla syna. Z szacunku dla jego uczuć i wyborów. Prowadząc otwartą wojnę z synową - a tak by się stało gdyby pozwoliła synowej wprowadzić się do domu - wprowadziłaby dodatkowy ferment w malżeństwie młodych. O wojnie podjazdowej pod jednym dachem - już nie wspomnę. I w tym wszystkim jeszcze małe dziecko. Koszmar.

Moim zdaniem postawa synowej Mareny jest nie do przyjęcia. Odniosłam wrażenie, że jest to osoba chciwa, roszczeniowa, robiąca "łachę" z zamążpójścia, lubiąca manipulować uczuciami innych bezpardonowo wykorzystując do tego celu dziecko. I wiek jak widać nie ma tu nic do rzeczy - po prostu parszywy charakter - to wszystko. Marena zaciska zęby - ma prawo. Nie chce wywoływać otwartego konfliktu - ma prawo. Chce żeby się od niej odcertolić - ma prawo. W żaden sposób nie godzi to w synową, nie wkracza na jej teren i w jej kompetencje. Jasna, czytelna granica.

Ja mam inny charakter. Być może łatwo mi mówić, bo mi synowie wybierają się na razie do przedszkola, a nie do ołtarza, ale podejrzewam że mając taką synową jak Marena - zareagowałabym już po jednej z pierwszych "zaczepek". Na forum rodzinnym, jasno i dobitnie. Niestety prawdopodobnie w przypadku francowatej synowej zowocowałoby to zerwaniem wszelakich stosunków z młodymi (jeśli syn twardo stanąłby za żoną, a tego należy się spodziewać - naturalna sprawa). A co za tym idzie - z wnukami. I tu wydaje mi się jest pies pogrzebany. Synowa Mareny już pokazała jak sprawnie umie żonglować własną córką - raz przywozi, raz nie przywozi, słowem - manipuluje. A Marena kocha wnuczkę. Stąd niechęć do konfrontacji na linii teściowa - synowa.

Ja chciałabym mieć taką teściową jak Marena. Ona by sobie nie pozwoliła, ja bym sobie nie pozwoliła. Jasne zasady, proste rozwiązania. Jeździ po świecie, planuje dalekie wyprawy. Pełen luz. I jeszcze dzieciaka od czasu do czasu można "sprzedać". Żyć nie umierać. Znając życie zaraz podprowadzilabym jej tę panią sprzątającą choć na jeden dzień w tygodniu. Lodzio miodzio.

219

Odp: Ach ta teściowa...
REA_lna napisał/a:

Nie wiem coście się przyczepiły Zulu-guli - dlatego, że zakłóciła wzajemną adorację? Nie uważam żeby jej tekst był w jakimś stopniu chamski - wyraziła swoje zdanie i uważam że nawet bardzo trafne... a to że nie pasuje do Waszego myślenia nie oznacza, że trzeba wzywać moderatora..

REA_ina, piszesz tak, bo nie czytałaś siarczyście wulgarnego pierwszego postu zulu guli, który został zmieniony.


Mareno,
myślę, że błędem było podarowanie działki również synowej. Mogła się poczuć jak -córka, skoro postawiłaś ją na równi ze swoim dzieckiem. Apetyt dziewczynie urósł a tu zdziwienie, teściowa zamknęła worek z prezentami, stąd złość i obrażenie.
Przypomina to tupiące dziecko w sklepie - będę się tak długo złościć, dopóki nie kupisz mi lalki. Myślę, że zrozumiecie przenośnię.

Moja jedna znajoma mawiała<<po co tym starym to wszystko, młodym by dali, bardziej potrzebują> -totalna bzdura, jednak niektórzy tak myślą.

220

Odp: Ach ta teściowa...

Witam.

alegoria26 napisał/a:

ja mam 9 tydzien i przesypiam cale dnie, a musze wrócić po feriach do pracy...

Gratuluję! Sen to zdrowie dla Ciebie i dziecka. Może mimo pracy znajdziesz godzinkę, dwie, żeby się zdrzemnąć po powrocie do domu. Życzę Wam zdrówka.:)

Pracowałam kiedyś z koleżanką, której synowa miała podobny sposób bycia jak synowa Marleny - roszczeniowy.
Co prawda nie chciała mieszkać z teściami - kupili im M-4, ale jej i tak lepiej podobało się mieszkanie teściowej, że lepsza lokalizacja, ładniejszy rozkład mieszkania. Koleżanka ma też córkę, więc było porównywanie, czy jednakowo obdarowuje ich dobrami materialnymi.

Tak, jak u Marleny koleżanka mała swój pogląd na własne życie i  wdrażanie go do realizacji. A więc teatr, kino, wycieczki krajowe, wojaże zagraniczne. Poza tym prowadziła z mężem ożywione życie towarzyskie. Pamiętam, jak mówiła, iż synowa miała do nich pretensje, że z okazji np. ich imienin jest proszona z mężem (synem koleżanki) razem z pozostałymi członkami rodziny, a nie z jej znajomymi - bo koleżanka robiła oddzielne imprezy.

Mąż koleżanki był wówczas na wysokim stanowisku i z jej opowiadań wynikało, że bardzo to synowej imponowało, iż weszła w taką rodzinę. Sama ukończyła tylko szkołę średnią, ale mimo namówień z jej strony nie chciała kontynuować nauki, kiedy dziecko już podrosło. Koleżanka czuła się przytłoczona jej ciągłymi pretensjami (wiele z nich, tu już nie wymieniłam), bo chciała żyć "swoim życiem", a synowa ciągle wkraczała na jej terytorium, chcąc niejako odgrywać równorzędną z nią rolę, w jej a nie w swoim życiu.

Na chwilę obecną nie wiem, jak ułożyły się ich wzajemne relacje.
Dodam tylko, że koleżanka tak jak i Marlena cierpliwie (na tamten moment) znosiła jej fanaberie, pomagała przy dziecku, załatwiła prace w biurze. Wysłuchiwała jej żali, pretensji, doradzała, ale jednocześnie wyznaczała jednak granicę ich wzajemnych stosunków, bo uznawała, że synowa powinna żyć "swoim życiem", które należy budować w obrębie własnej rodziny, a nie wchodzić w jej, wypracowane latami - na gotowe.
Ale do synowej jakoś to nie docierało...

Też się wówczas dziwiłam, że spokojem reaguje (pracowałyśmy wszystkie w jednym zakładzie), bo takie scenki nieraz rozgrywały się w mojej obecności. Ja uważałam, że jej synowa zachowuje się bezczelnie i ma wygórowane wymagania wobec teściów.

Nie mam akurat takich problemów z synowymi i na ten moment myślę, że raczej w takich sytuacjach reagowałabym bezpardonowo.

Pozdrawiam.

221 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2012-01-31 13:20:17)

Odp: Ach ta teściowa...

Zarówno Marena, jak też Zulu gula, ma prawo do własnych ocen i zdania. Zulu gula być może doświadczyła sporo złego ze strony swojej teściowej, jest rozżalona i wściekła. Swoją złość wyładowuje na wszystkich, którzy cokolwiek dobrego powiedzą o świekrach. Nigdy nie ma tak, by wszystko było białe lub czarne.

Jako młoda synowa też inaczej postrzegałam wiele spraw. Miałam pretensje o całkowity brak pomocy, o kompletne niezrozumienie. Teraz to wszystko olewam, choć przyznam, że bywam mocno poirytowana gdy teściowa namolnie się czegoś dopomina. Wkurza mnie tylko ta filozofia Kalego, oni mieli mnie kiedyś w dalekiej..., dlaczego ja mam ich teraz nie mieć.

Popieram Marenę w jednym: nigdy ze synową pod jednym dachem, to zawsze rodziło konflikty i rodzić będzie. Synowa zaś powinna pamiętać: nie ma nic za darmo, za wszystko przyjdzie zapłacić.
Sama też bym chciała kaszę mannę z nieba - a co! Młodzi myślą naiwnie - brać, a nuż zdarzy się cud i starzy wykitują szybko, nie trzeba się będzie wysilać i dorabiać. Naprawdę w dzisiejszych czasach to rzadkość, medycyna ciągle się rozwija, a średnia długość życia rośnie. Róznica pokoleń też nie pozostaje bez znaczenia.

Mnie osobiście razi brak wyobraźni u młodych i skostnienie poglądów u starszych.

Czego oczekują synowe od teściowych, to już z grubsza wiadomo. Marena, jako jedna z nielicznych odważyła się napisać czego oczekuje jako teściowa. Czyżby tylko jedna strona mogła się wypowiadać i tylko jej zdanie było tym jedynie słusznym? Bądźmy sprawiedliwi i rzetelni. Dajmy się wypowiedzieć również tym po drugiej stronie barykady.

Do Bubuś:współczuję takiej sytuacji. Tyle po internecie klepie się o nie zamieszkiwaniu z teściami i nadal taka wiara w cuda. Gospodyni/ gospodarz jest jedna/ jeden i koniec, albo się przybyła/ły podporządkuje albo jest konflikt. Ostatnio w innym wątku dyskutowałam z mężczyzną pochodzącym ze wsi. Jak wszyscy panowie wierzył naiwnie, że żona zamieszkiwać będzie z nim a nie u jego rodziny. Oczywiście żona ma sie nie przejmować gadaniem teściowej - litości, takiej możliwości nie ma, a on swoje. Tak trudno zrozumieć, że będąc zależnym materialnie i mentalnie od rodziców, szanowni panowie nigdy, powtarzam nigdy nie będą gryźć ręki która ich karmi, której wszystko zawdzięczają.  To nie oni się tego dorobili, dobrze o tym wiedzą, a jednak wprowadzają partnerkę pod dach, licząc nie wiem na co? Takie myślenie życzeniowe: będzie dobrze, musi być dobrze, moja mama jest super, ja się z nią dogaduję, to inni też.  Jeszcze wielce zdziwieni, ale o co chodzi? Ich w początkowej fazie interesuje jedno: udany seks, a kobietę martwi brak własnej przestrzeni, zarezerwowanej tylko dla niej. Bez tego nici z dobrego seksu, generalnie wszystko pada.

222

Odp: Ach ta teściowa...
chaber05 napisał/a:

Ostatnio w innym wątku dyskutowałam z mężczyzną pochodzącym ze wsi. Jak wszyscy panowie wierzył naiwnie, że żona zamieszkiwać będzie z nim a nie u jego rodziny. Oczywiście żona ma sie nie przejmować gadaniem teściowej - litości, takiej możliwości nie ma, a on swoje. Tak trudno zrozumieć, że będąc zależnym materialnie i mentalnie od rodziców, szanowni panowie nigdy, powtarzam nigdy nie będą gryźć ręki która ich karmi, której wszystko zawdzięczają.  To nie oni się tego dorobili, dobrze o tym wiedzą, a jednak wprowadzają partnerkę pod dach, licząc nie wiem na co? Takie myślenie życzeniowe: będzie dobrze, musi być dobrze, moja mama jest super, ja się z nią dogaduję, to inni też.  Jeszcze wielce zdziwieni, ale o co chodzi? Ich w początkowej fazie interesuje jedno: udany seks, a kobietę martwi brak własnej przestrzeni, zarezerwowanej tylko dla niej. Bez tego nici z dobrego seksu, generalnie wszystko pada.

No dobrze, ale te wszystkie żony chyba rozum swój mają, tak? Nie rozumiem tego, decydujemy się na samodzielne życie, założenie rodzina, a nie mamy gdzie mieszkać. No gdzie tu logika?! Widzę, że powszechnie króluje przekonanie "byle do ołtarza, a potem jakoś to będzie". No i to "jakoś" widać choćby na siedmiu stronach tego wątku...

223

Odp: Ach ta teściowa...

Otóż to Teo, jakoś to będzie.
Mój najstarszy też IQ sporo wyższe ode mnie, ale też oderwany od rzeczywistości. Liczy się tu i teraz, a rodzice przecież zginąć nie dadzą. Jeszcze głupie pytania padają: to mogłabyś patrzeć jak pod mostem mieszkamy?

Dziewczyny też doznają odwelonowego zapalenia mózgu, zapewne słyszałyście o Zia86, wątki na kilka tysięcy wpisów. Mieszkanie wynajmowane, wesele za pieniądze młodego z jego spadku po dziadkach, czyli ubaw za ponad 100 tys, a może i lepiej.

Samą miłością się człowiek nie naje, wszystko idzie w rozsypkę gdy brak kasy i mieszkania. A już zupełnie rozpierdziela mnie obwinianie za wszystko teściowej i durne tłumaczenie, ze my też mamy prawo do miłości. Ależ macie, ale za swoje i na swoim, ślub trochę później, ceremonia skromniejsza, dzieci można spokojnie po 30-ce rodzić.

Mężczyźni też jak dzieci, lepiej męczyć się u mamusi kątem, ważne ile zostanie zaoszczędzone. Żona nieszczęśliwa? Ale o co chodzi, te baby to tylko problemy wymyślają, im jest dobrze, a czy to ważne z czyjego garnka obiad będzie?  Im to lotto.

Kolega męża też na  córkę i zięcia zaczyna patrzeć krzywo, bo też nie ma zamiaru płacić zwiększonych rachunków, nic nie wskazuje na chęć wyprowadzki na swoje. Dobrze im, mamusia z obiadkami skacze wokół, oni mają na wycieczki, sprzęt do gier i inne gadżety. Starzy naiwnie myśleli, że jak ich trochę finansowo wyręczą to młodzi zachętę poczują - noooooo..
Na swoim byłaby wielka krzywda, przez lata musieliby pasa zaciskać, a tak hulaj dusza, piekła nie ma, są tylko źli teściowie.

224

Odp: Ach ta teściowa...

REA-lna,moderator mnie nie usunął,widać nie dopatrzył się uchybień,żaden mój post nie był chamski ani wulgarny,raz był edytowany,gdyż dopisywałam zdanie,a marena zniknęła ,chyba szuka kolejnego forum,gdzie w:kulturalny sposób będzie wylewała jad na synową.napiszę do Ciebie na priv,bo tu nie ma sensu.:):):)

225

Odp: Ach ta teściowa...
zulu gula7 napisał/a:

REA-lna,moderator mnie nie usunął,widać nie dopatrzył się uchybień,żaden mój post nie był chamski ani wulgarny,raz był edytowany,gdyż dopisywałam zdanie,a marena zniknęła ,chyba szuka kolejnego forum,gdzie w:kulturalny sposób będzie wylewała jad na synową.napiszę do Ciebie na priv,bo tu nie ma sensu.:):):)

Słońce, co jak co, ale ja też czytam posty mareny7 i jak do tej pory jadu się nie dopatrzyłam. natomiast Ty, jakaś strasznie zawzięta jesteś. Oczywiście, ze masz prawo skrytykować marenę, nie widzę przeszkód, ale już poznałyśmy Twoje zdanie, większość się z nim nie zgadza i ok, żyjmy dalej. A marena zapewne nie przepadła tylko zajęła się swoimi sprawami, widać nie siedzi na forum od rana do nocy co jej się chwali smile Także luz- blus i do przodu.

226

Odp: Ach ta teściowa...
Teo napisał/a:

Naprawdę nie wiem po kiego ryczysz ciągle. Nazwała Cię gówniarzem? No dla niej jesteś gówniarzem i co z tego? Nie przesadzaj tak z tymi lamentami tylko weź się w garść.

Tylko (niestety)staram się zrozumieć czym sobie zasłuzyłam na takie traktowanie i jaki wpływ na to miało odłączenie się z kuchnią hmm
Ja zrezygnowałam z jej obiadów nie dlatego żeby pokazać "że ja tu rządze" ale dlatego, że mi nie smakowało, a ona teraz nas za to chce wydziedziczyć... no paranoja jakaś tongue Od prawie pieciu tygodni codziennie odmawiam  jej obiadów, a ona przez to piec tygodni gotuje dla czworki a nie dla dwójki...

227

Odp: Ach ta teściowa...
Bubuś napisał/a:
Teo napisał/a:

Naprawdę nie wiem po kiego ryczysz ciągle. Nazwała Cię gówniarzem? No dla niej jesteś gówniarzem i co z tego? Nie przesadzaj tak z tymi lamentami tylko weź się w garść.

Tylko (niestety)staram się zrozumieć czym sobie zasłuzyłam na takie traktowanie i jaki wpływ na to miało odłączenie się z kuchnią hmm
Ja zrezygnowałam z jej obiadów nie dlatego żeby pokazać "że ja tu rządze" ale dlatego, że mi nie smakowało, a ona teraz nas za to chce wydziedziczyć... no paranoja jakaś tongue Od prawie pieciu tygodni codziennie odmawiam  jej obiadów, a ona przez to piec tygodni gotuje dla czworki a nie dla dwójki...

Czym sobie zasłużyłaś? Istniejesz, a jest to wada nie do obejścia. Nie staraj się pojąc, bo zamknął Cię w psychiatryku. Zaciśnij zęby i do przodu. Niech gotuje te obiady, nie zwracaj uwagi. Takie życie, nie wszyscy są fajni i nie wszystkich można ogarnąć smile Zastanawiam się tylko co Twój ślubny na to wszystko?

228

Odp: Ach ta teściowa...
Teo napisał/a:

Zastanawiam się tylko co Twój ślubny na to wszystko?

Mnie też to zastanawia. Ale coś mi się wydaje, że jest to standardowa forma wyjścia z sytuacji: kochanie, rób swoje, musimy pokazać że postawimy na swoim. A ich gadaniem się nie przejmuj, przejdzie im.

Idealna recepta, co? smile

Jeśli nie pogadał poważnie z matką, to jest high time na to.

229

Odp: Ach ta teściowa...

Gadał po 30 razy, tłumaczył, rozmawiał, ale jak grochem o ścianę hmm Ja jej tłumaczę, mąż tłumaczy, teściu tłumaczy, ona rozumie na piec minut, póżniej niczym złota rybka...zapomina i robi po swojemu. My gadamy z nią na spokojnie, teściu czasem ostrzej sprowadza ją na ziemię ale to nic nie daje. W tym momencie to ja "go zmuszam" żeby poszedł pogadać z mamą na takie codzienne tematy, żeby nie jęczała, że z nią nie rozmawia. Sam ma jej juz dośc sad

230

Odp: Ach ta teściowa...

Czyli Bubusiu okazuje się, że wszyscy znają sytuację i jak widać nie mają do Ciebie pretensji i pewnie powoli zaczną teściową ignorować. Radzę Ci więc odpuścić, machnąć ręką i żyć.

231

Odp: Ach ta teściowa...
Teo napisał/a:

Czyli Bubusiu okazuje się, że wszyscy znają sytuację i jak widać nie mają do Ciebie pretensji i pewnie powoli zaczną teściową ignorować. Radzę Ci więc odpuścić, machnąć ręką i żyć.

Tylko ona twierdzi, że to ja ich buntuję przeciwko niej(oczywiście najbardziej męża, bo niby ja chcę żeby od matki się odwrócil...) A mi ciężko ignorować jej słowa bo niby jakim cholerka prawem ona ma mnie oczerniać ?

232

Odp: Ach ta teściowa...
Bubuś napisał/a:
Teo napisał/a:

Czyli Bubusiu okazuje się, że wszyscy znają sytuację i jak widać nie mają do Ciebie pretensji i pewnie powoli zaczną teściową ignorować. Radzę Ci więc odpuścić, machnąć ręką i żyć.

Tylko ona twierdzi, że to ja ich buntuję przeciwko niej(oczywiście najbardziej męża, bo niby ja chcę żeby od matki się odwrócil...) A mi ciężko ignorować jej słowa bo niby jakim cholerka prawem ona ma mnie oczerniać ?

Odpuść. Daj spokój już, bo to nie ma sensu. Nie wszyscy będą Cię lubić i nie wszyscy Cię lubią. Przykre, że trafiło na teściową, ale i tak bywa.

233

Odp: Ach ta teściowa...

Sytuacja stała się patowa. Nie bardzo rozumiem co Bubuś ma odpuścić:
- jeśli zgodzi się na gotowanie przez teściową, na bank usłyszy jak to się mamusia męczennica poświęca,
- nie zgodzi się, znaczy wszystkich buntuje, bo coś tam sobie uroiła, a mamusi tez to nie pasi,

Tak źle, i tak niedobrze.

A wszystko jeszcze przed tobą, jeśli myslisz, że tylko na tych jazdach sie zakończy, to grubo się mylisz. Teściowa będzie szukać następnych tematów, kwestii spornych i punkt po punkcie udowadniać swoje racje.

Rany boskie, czy wy dziewczyny w końcu zrozumiecie, że z teściową w jej domu może mieszkać tylko ktoś spolegliwy. Ja z teściową nie mieszkam, a ciągle słyszałam to słowo, mam być uległa, bo jestem młodsza, bo jestem synową. Co z tego, że niezależna,  samodzielna, w swoim domu, i tak usiłowano mi narzucić swoje zdanie.

Tylko wyprowadzka, bo w innym przypadku zapałacie do siebie szczerą nienawiścią.

234

Odp: Ach ta teściowa...

Odpuścić ma dywagacje dlaczego teściowa jej nie lubi i odpuścić ma starania, by ją polubiła. Ma machnąć ręką i robić swoje.

235

Odp: Ach ta teściowa...

A ile tak wytrzyma - rok, dwa?

Przepraszam Teo, bo się nie orientuję, ty masz teściową? Tak bez złośliwości pytam.

Nie wiem czemu, ale moja nie jest nawet tak wredna jak jedna z koleżanek z byłej pracy, niestety działa mi na nerwy po stokroć bardziej. Ta piekielna świadomość, ze jest - uwalnia ciemną stronę mojego charakteru. Jeśli na początku już źle zaczyna się dziać, to później trudno to naprawić. Teściowie działają na mnie jak wyzwalacz, nie potrafię opanować chęci odwetu i nie reagować.
Ciągle myślę, że jeśli odpuszczę to wejdą mi na głowę. Moje obawy są oczywiście poparte wcześniejszymi doświadczeniami, ja odpuszczałam, oni nie tylko chwytali palec, chcieli całą rękę.

Kiedyś też myslałam, ze nie ma takich ludzi, z którymi dogadać się nie można. Teściowie zmienili moje poglądy. Teraz, gdyby przyszło mi wysłuchać nawet paru zdań przez nich wypowiedzianych, zareaguję o wiele bardziej nerwowo, o ile w ogóle wysłucham. W życiu bym nie pomyślała, że można kogoś tak nie cierpieć.
Dlatego, tak a nie inaczej radzę, tylko z daleka od siebie, bo stosunki mogą tak wyglądać jak moje. Dopóki to nie zaszło za daleko.

W przypadku Bubuś, jestem sceptycznie nastawiona co do możliwości wyjścia z impasu. Jeśli dziewczyna nie przesadza, to trafiła na taką, co nie odpuści, póki nie stanie na jej.
Pytanie zasadnicze: czy olanie teściowej podziała (spróbować można), ale czy Bubuś będzie umiała to zrobić?
Tak łatwo jest nam to pisać.

236

Odp: Ach ta teściowa...
chaber05 napisał/a:

A ile tak wytrzyma - rok, dwa?

Przepraszam Teo, bo się nie orientuję, ty masz teściową? Tak bez złośliwości pytam.

Jest powiedziane, że i tak się wyprowadzają na swoje więc całe życie z nią mieszkać nie będzie, a ten czas, w którym będzie musiała niech właśnie odpuści bo zwariuje. Wydaje mi się, że Bubuś szuka za wszelką cenę akceptacji jak małe dziecko u mamusi, ale nie tędy droga. Trzeba przełknąć porażkę i pogodzić się z daną sytuacją.

Nie, teściowej jeszcze nie mam, ale miałam swego czasu do czynienia z ludźmi teściowopodobnymi smile

237

Odp: Ach ta teściowa...
Teo napisał/a:

Jest powiedziane, że i tak się wyprowadzają na swoje więc całe życie z nią mieszkać nie będzie, a ten czas, w którym będzie musiała niech właśnie odpuści bo zwariuje.

Tylko, że to "swoje" jest nad teściową o ile się doczytałam. Będzie ciężko.

238

Odp: Ach ta teściowa...
dayzi napisał/a:

Tylko, że to "swoje" jest nad teściową o ile się doczytałam. Będzie ciężko.

Nikt nie mowił, że będzie lekko. Czasem tylko brakuje mi sił, dzień dwa ponarzekam żeby poźniej na nowo stawiać czoła teściowej... taki mój los tongue

239

Odp: Ach ta teściowa...
Bubuś napisał/a:
dayzi napisał/a:

Tylko, że to "swoje" jest nad teściową o ile się doczytałam. Będzie ciężko.

Nikt nie mowił, że będzie lekko. Czasem tylko brakuje mi sił, dzień dwa ponarzekam żeby poźniej na nowo stawiać czoła teściowej... taki mój los tongue

Tak, tylko szkoda że nie masz w swoim domu choć trochę równowagi i spokoju ...

240

Odp: Ach ta teściowa...

Jestem, nie zniknęłam jak tu sugerowano. Byłam zajęta.
..................................................................................................................................
Napisałam długi post, ale wszystko zniknęło. Nie chce mi się pisać od nowa.

241

Odp: Ach ta teściowa...

U mnie przez prawie miesiąc była mniej więcej spokój. Mniej więcej, bo oczywiście bez prania i prasowania moich ciuchów i kilku podobnych nie mogło się obejść, ale mniejsza z tym.

Dzisiejszy poranny epizod jednak spowodował, że mi ręce opadły i tylko siłą grawitacji leżą na klawiaturze.

Otóż mamusia była wczoraj na noc w pracy. Dziś o 6.30 (jeszcze leżałam w łóżku, mąż się zbierał do pracy) a tu wchodzi mamusia do domu i znów płacze tak strasznie, jakby po drodze przejechała grupę dzieci idącą do przedszkola. No zachodziła się łzami po prostu. Powód?
Bo jej auto nie zapaliło i dopiero jakiś facet na parkingu jej podpiął kable i ona tak strasznie zmarzła hmm/// no holly shit!

ja czekałam na busa do pracy 40 minut w poniedziałek (było -25) też nie było mi do śmiechu, ale takie cuda .... już mnie to nawet nie śmieszy ....

242

Odp: Ach ta teściowa...

Czyżby z wiekiem płaczliwość i rozżalanie sie nad sobą rosły i to jakaś norma jest?
Co rusz to czytam o spazmach, wasze teściowe naprawdę chyba dobrze w d.. nie dostały skoro byle co ich o beczenie przyprawia. Ja pierdziu, to szanowna mamusia nie umie sobie akumulatora podładować wcześniej? Nauczyłaby się szybciutko tego i owego gdyby musiała liczyć tylko na siebie.

Zgadza się, komunikacja jeździ różnie, ale czasami lepiej nią, bo kierowcom mózg zamarza i to co robią przyprawia o szok.

Mareno witaj, nie dziw się, ze ci to i owo zjadło. U mnie sieć internetowa obciążona na maksa (testowałam szybkość łącza), z powodu mrozów pada niejedno np. tel. syna. Wracając wieczorem, widać jak w domach świecą na niebiesko ekrany i monitory, a na ulicach o wiele mniejszy ruch.

Teo, tych teściowopodobnych można spotkać na każdym rogu, najgorzej jednak jest wtedy gdy wiesz, ze ich nie unikniesz. Sama świadomość, że nie da rady tego ominąć, działa na mnie, no bo co zrobić jak chłop pasuje, ale jego rodzice już nie. Rozwieść się?
Młode i naiwne piszą, ze się przecież nie żenisz z rodziną. Bzdura!
A Bubuś mnie powaliła, daleko się wyprowadza, nie ma co, a ja się produkuję z radami.

243

Odp: Ach ta teściowa...

Witam w ten mroźny poranek.

Bardolka napisał/a:

U mnie przez prawie miesiąc była mniej więcej spokój. Mniej więcej, bo oczywiście bez prania i prasowania moich ciuchówi kilku podobnych nie mogło się obejść, ale mniejsza z tym.

Ten temat stał się już hitem tego wątku... big_smile Nadal nie widzę przeszkód, abyś te czynności sama wykonywała. Porady były, ale jak widać nie skorzystałaś hmm no, bo i po co masz pozbawiać teściowej tej przyjemność? A Ty masz poprane, poprasowane, więc jaka to oszczędność czasu dla Ciebie, zatem może i dobrze jest być w życiu takim spolegliwym...

Bardolka napisał/a:

Dzisiejszy poranny epizod jednak spowodował, że mi ręce opadły i tylko siłą grawitacji leżą na klawiaturze.
Otóż mamusia była wczoraj na noc w pracy. Dziś o 6.30 (jeszcze leżałam w łóżku, mąż się zbierał do pracy) a tu wchodzi mamusia do domu i znów płacze tak strasznie, jakby po drodze przejechała grupę dzieci idącą do przedszkola. No zachodziła się łzami po prostu. Powód?
Bo jej auto nie zapaliło i dopiero jakiś facet na parkingu jej podpiął kable i ona tak strasznie zmarzła hmm/// no holly shit!

ja czekałam na busa do pracy 40 minut w poniedziałek (było -25) też nie było mi do śmiechu, ale takie cuda .... już mnie to nawet nie śmieszy ....

Z tego co wcześniej pisałaś o teściowej, to ona generalnie reaguje płaczem na wszystkie niedogodności, które ją spotykają. W tym przypadku jeżeli zmarzła, to trudno sie dziwić, że z bólu się rozpłakała. Zatem dobrze, że już Cię to "nawet nie śmieszy", bo to nie powód do wesołości, szczególnie w momencie jak się samej leży w pościeli, w cieple.

Dzisiejszej nocy temperatura, w niektórych rejonach kraju dochodziła nawet do 30 stopni. Poza tym należy wziąć pod uwagę, że teściowa pracowała w nocy, zatem dochodził jeszcze czynnik zmęczenia po nieprzespanej nocy. Ponadto, w jej wieku często odczuwa się już zmiany reumatyczne w organizmie, więc ciało (szczególnie  dłonie i stopy) szybciej się wychładza, a po wejściu do ciepłego pomieszczenia odczuwa się dotkliwy ból.

Ty też marzłaś na przystanku, ale nie płakałaś z tego powodu.
Zatem należy się tylko cieszyć, że raz: nie powielasz reakcji teściowej, dwa:zdrówko Ci dopisuje.
Oby jak najdłużej.

Pozdawiam.

244

Odp: Ach ta teściowa...

Witajcie.
Jest takie przysłowie "...bierzesz stół to i stołowe nogi...". Bo mąż czy żona nie wzięli się z nikąd. Mają jakieś rodziny, matki, ojców, rodzeństwo. I czy się chce czy nie, jakieś stosunki z tymi "stołowymi nogami" trzeba mieć.

Chaber, tak samo jak Ty uważam za bzdurne myślenie, że uda się uniknąć rodziny wybranka czy wybranki. No, chyba że leżą już 2 metry pod ziemią.
Czytałam tu na forum historie, że teściowa jest na innym kontynencie, a synowa i tak zjeżona i wściekła na nią. Co mówić więc, gdy jest pod tym samym dachem? Myslę więc, że nie jest to kwestia odległości, tylko nierealnych oczekiwań. Gdy sięgnę pamięcią w odległą przeszłość i przypomnę sobie siebie z czasów gdy byłam młodą synową to tez widzę swoją frustrację. Bo nie poświęcała mi tyle uwagi co SWOJEMU synowi, bo nie byłam dla niej tak WAŻNA jak był ważny syn, bo z nim, nie z nami omawiała jakieś ważne sprawy rodzinne, bo to JEMU, nie NAM przynosiła pierogi z grzybami, bo w naszych dzieciach widziała podobieństwo tylko do SWOJEJ rodziny, tak jakbym ja nic nie wniosła. Czułam się marginalizowana, a moja uraza rosła. Każde jej słowo i każdy gest odczytywałam po swojemu, aż do momentu gdy uświadomiłam sobie, że to NIE MOJA MATKA. Że nie mam prawa oczekiwać od niej tego, czego się oczekuje od matki. Dopiero wtedy teściowa wyszła z mojej głowy, a ja przestałam sie frustrować nierealnymi oczkiwaniami. Przedtem nasza relacja była relacją dziecka z zimną i niedostępną matką, potem, gdy przejrzałam na oczy zmieniła się w relację dwojga DOROSŁYCH. Dopiero wtedy byłam w stanie patrzeć na nią jak na oddzielnego człowieka, a nie jak na matkę, która POWINNA to czy tamto względem mnie. Dopiero wtedy bylam gotowa poznać swoja teściową, gdy przestałam myśleć o niej jak o wrogu, który knuje coś przeciwko mnie. To śmieszne, bo teściowa wogóle sie mną nie zajmowała, ja za to zajmowałam się nią jak szalona, myslałam, przezywałam, obmyślałam strategie itd. Gdy odpuściłam, okazalo się, ze jest to świetna kobieta, z którą chcę się zaprzyjaźnić. I tak się stało.
Wydaje mi się, że nierealne oczekiwania sa przypadłościa większości młodych synowych, ale tez wielu teściowych. A to wcale tak nie jest, że synowa zyskuje druga matkę, a teściowa kolejną córkę. To są OBCE sobie kobiety, chociaż młoda zwykle mówi do starej mamo.

245

Odp: Ach ta teściowa...
chaber05 napisał/a:

Czyżby z wiekiem płaczliwość i rozżalanie sie nad sobą rosły i to jakaś norma jest?

Tak i to z medycznego i biologicznego punktu widzenia. W pewnym wieku, czyli ok 50 każdemu z nas spadają hormony, gorzej przyswajamy witaminy i minerały, zachodzą w naszych ciałach pewne procesy i to wszystko wpływa na psychikę. I jest na to rozwiązanie. Osoby starsze powinny zażywać regularnie witaminy i suplementy diety, które są przeznaczone właśnie dla ludzi 50+. Teściowa Bardolki jest kobietą koło 50 w związku z tym idę o zakład, że jest w trakcie, albo po menopauzie, a wtedy psychika szaleje i nie tylko. Powinna brać odpowiednie hormony i zacząć przyjmować witaminy. Z reszta jak większość tych Waszych płaczliwych i nieznośnych teściowych. Na zachodzie raczej to jest normalne, że osoby starsze przyjmują witaminy dla nich przeznaczone i przez to są oni dość pogodni i w miarę normalni. U nas witaminy to "zbędna bzdura" i lekarze mają wszystkich w nosie, a stary zgred jest zgredem, bo jest stary...
Także Bardolka Ty leć do apteki i kup tesciowej lepszy słoiczek witamin dla pań 50+. Powiedz, że się o nią martwisz, żeby przez te mrozy się nie przeziębiła i niech bierze. Jej zrobi się miło, że o nią dbasz, a po kilku tygodniach brania powinnaś zobaczyć poprawę, na pewno nie powinna już ryczeć na każdym kroku.

246 Ostatnio edytowany przez żyworódka (2012-02-03 17:49:49)

Odp: Ach ta teściowa...
chaber05 napisał/a:

Czyżby z wiekiem płaczliwość i rozżalanie sie nad sobą rosły i to jakaś norma jest?

Nie wiem jak płaczliwość, ale "rozżalanie się nad sobą" jak widać z treści tego wątku, jest niezależne od wieku, różnią się tylko tematycznie. Raczej normą nie jest (moim zdaniem), tylko kwestią charakteru/osobowości.

Teo napisał/a:

Na zachodzie raczej to jest normalne, że osoby starsze przyjmują witaminy dla nich przeznaczone i przez to są oni dość pogodni i w miarę normalni.
(...)Teściowa Bardolki jest kobietą koło 50 w związku z tym idę o zakład, że jest w trakcie, albo po menopauzie, a wtedy psychika szaleje i nie tylko(...)

W Polsce też kupują... i winniśmy przyjmować witaminy niezależnie od wieku - stosownie dla każdego przedziału wiekowego i zaczynając od dziecka. A psychika u kobiet szaleje nie tylko po menopauzie, ale już wcześniej np. w okresie przed miesiączkowym.

Teo napisał/a:

Także Bardolka Ty leć do apteki i kup tesciowej lepszy słoiczek witamin dla pań 50+. Powiedz, że się o nią martwisz, żeby przez te mrozy się nie przeziębiła i niech bierze. Jej zrobi się miło, że o nią dbasz, a po kilku tygodniach brania powinnaś zobaczyć poprawę, na pewno nie powinna już ryczeć na każdym kroku.

Dobra rada taka na zaś, bo myślę, że dzisiaj, gdy teściowa przyszła zmarznięta, wystarczyło zrobić jej gorącej herbatki z cytryną i miodem, albo bez. Od razu zrobiło by się jej ciepło...od herbatki i tego "gestu" od synowej.

247

Odp: Ach ta teściowa...

Przecież to nie o to chodzi, żeby jej zrobić herbatki tylko o to, żeby wcisnać je te witaminy i żeby zaczęła je brać! Porządny powód jest konieczny bo się zatnie i nie weźmie!

248

Odp: Ach ta teściowa...

A ja właśnie sugeruję, że tą herbatką synowa okazałaby troskę o zdrowie teściowej.

Witaminy niech też biorą - obie, może zniknie ta ich wzajemna zaciętość.    wink

249 Ostatnio edytowany przez dayzi (2012-02-04 13:45:53)

Odp: Ach ta teściowa...
marena7 napisał/a:

Gdy sięgnę pamięcią w odległą przeszłość i przypomnę sobie siebie z czasów gdy byłam młodą synową to tez widzę swoją frustrację. Bo nie poświęcała mi tyle uwagi co SWOJEMU synowi, bo nie byłam dla niej tak WAŻNA jak był ważny syn, bo z nim, nie z nami omawiała jakieś ważne sprawy rodzinne, bo to JEMU, nie NAM przynosiła pierogi z grzybami, bo w naszych dzieciach widziała podobieństwo tylko do SWOJEJ rodziny, tak jakbym ja nic nie wniosła. Czułam się marginalizowana, a moja uraza rosła. Każde jej słowo i każdy gest odczytywałam po swojemu, aż do momentu gdy uświadomiłam sobie, że to NIE MOJA MATKA. Że nie mam prawa oczekiwać od niej tego, czego się oczekuje od matki. Dopiero wtedy teściowa wyszła z mojej głowy, a ja przestałam sie frustrować nierealnymi oczkiwaniami. Przedtem nasza relacja była relacją dziecka z zimną i niedostępną matką, potem, gdy przejrzałam na oczy zmieniła się w relację dwojga DOROSŁYCH. Dopiero wtedy byłam w stanie patrzeć na nią jak na oddzielnego człowieka, a nie jak na matkę, która POWINNA to czy tamto względem mnie. Dopiero wtedy bylam gotowa poznać swoja teściową, gdy przestałam myśleć o niej jak o wrogu, który knuje coś przeciwko mnie. To śmieszne, bo teściowa wogóle sie mną nie zajmowała, ja za to zajmowałam się nią jak szalona, myslałam, przezywałam, obmyślałam strategie itd. Gdy odpuściłam, okazalo się, ze jest to świetna kobieta, z którą chcę się zaprzyjaźnić. I tak się stało.
Wydaje mi się, że nierealne oczekiwania sa przypadłościa większości młodych synowych, ale tez wielu teściowych. A to wcale tak nie jest, że synowa zyskuje druga matkę, a teściowa kolejną córkę. To są OBCE sobie kobiety, chociaż młoda zwykle mówi do starej mamo.

Myślę Mareno, że ta opowieść przypomina Twoja synową. Może się mylę.

A "herbatka dla teściowej" może skończyć się tak jak u mnie big_smile
cyt: Nie życzę sobie, byś interesowała się moim stanem zdrowia...jeszcze nie umieram.
Mieszkamy po sąsiedzku a tylko 2 razy konsumowałyśmy coś razem (herbatka zapoznawcza i jedna wigilia...6 lat temu).

"co zrobić jak chłop pasuje, ale jego rodzice już nie"
Mój ojciec mawiał: "gdybym miał jeszcze raz się żenić to bym najpierw teściową wybrał"

250 Ostatnio edytowany przez Bardolka (2012-02-04 14:05:22)

Odp: Ach ta teściowa...
żyworódka napisał/a:

Witam w ten mroźny poranek.

Bardolka napisał/a:

U mnie przez prawie miesiąc była mniej więcej spokój. Mniej więcej, bo oczywiście bez prania i prasowania moich ciuchówi kilku podobnych nie mogło się obejść, ale mniejsza z tym.

Ten temat stał się już hitem tego wątku... big_smile Nadal nie widzę przeszkód, abyś te czynności sama wykonywała. Porady były, ale jak widać nie skorzystałaś hmm no, bo i po co masz pozbawiać teściowej tej przyjemność? A Ty masz poprane, poprasowane, więc jaka to oszczędność czasu dla Ciebie, zatem może i dobrze jest być w życiu takim spolegliwym...

Żyworódko nie bądź śmieszna. Wybacz te słowa, ale nie będę chować przed nią brudnego prania do szafy, żeby ona nie zdążyła mi go wyjąć z kosza i wyprać. Umiem robić pranie i prasować, nawet lubię to robić, ale w moim domu 3 rzeczy nie mogą poleżeć 1 dzień w koszu, bo koniecznie trzeba wyprać, marnując jednocześnie prąd, wodę i środki czystości. Konstruktywne rady wykorzystałam, jak widać pomagają z różnym szczęściem, a co do pozostałych, nie zamierzam brać udziału w wyścigu, kto pierwszy wypierze, ani chować brudnego prania przed teściową.

Z kolei odnośnie podsunięcia jakiś pigułek. Teściowa jest osobą przyjmującą stale leki na cukrzycę, przeciwbólowe oraz na depresję. Dając jej jakieś preparaty tak naprawdę mogłabym jej tylko zaszkodzić, więc pomysł raczej nie znajdzie zastosowania.

251

Odp: Ach ta teściowa...
Bardolka napisał/a:
żyworódka napisał/a:

Witam w ten mroźny poranek.

Bardolka napisał/a:

U mnie przez prawie miesiąc była mniej więcej spokój. Mniej więcej, bo oczywiście bez prania i prasowania moich ciuchówi kilku podobnych nie mogło się obejść, ale mniejsza z tym.

Ten temat stał się już hitem tego wątku... big_smile Nadal nie widzę przeszkód, abyś te czynności sama wykonywała. Porady były, ale jak widać nie skorzystałaś hmm no, bo i po co masz pozbawiać teściowej tej przyjemność? A Ty masz poprane, poprasowane, więc jaka to oszczędność czasu dla Ciebie, zatem może i dobrze jest być w życiu takim spolegliwym...

Żyworódko nie bądź śmieszna. Wybacz te słowa, ale nie będę chować przed nią brudnego prania do szafy, żeby ona nie zdążyła mi go wyjąć z kosza i wyprać. Umiem robić pranie i prasować, nawet lubię to robić, ale w moim domu 3 rzeczy nie mogą poleżeć 1 dzień w koszu, bo koniecznie trzeba wyprać, marnując jednocześnie prąd, wodę i środki czystości. Konstruktywne rady wykorzystałam, jak widać pomagają z różnym szczęściem, a co do pozostałych, nie zamierzam brać udziału w wyścigu, kto pierwszy wypierze, ani chować brudnego prania przed teściową.

WYBACZAM! A mam inne wyjście?  wink Tym bardziej, że to taka Twoja typowa reakcja, że "coś" Cię w wypowiedziach "śmieszy" lub "nie śmieszy".
Zatem temat prania już dostatecznie omówiony i ostatecznie wyczerpany (tak myślę), ale nadal na liście przebojów - Twoich konfliktów z teściową. smile

252

Odp: Ach ta teściowa...

Kurcze, Dayzi napisałaś to na co ja też miałam ochotę: Marena tak samo podchodzi do synowej jak onegdaj teściowa do niej.

Kobity kochane, synowa nie powinna być traktowana jako ten dodatek do waszego syna, jak to piąte koło u wozu, jako opiekunka waszego wnuka.
Teściowa Mareny taktem nie grzeszyła, ja tam zrozumienia dla takiego postępowania nie mam, buractwo i tyle.
Jakie nierealne oczekiwania? Teraz młodzi ludzie otrzaskani, obyci, to my się musimy pilnować by gafy za gafą nie strzelać. Wystarczy, że jako gospodarze nie umiemy się zachować i pozamiatane.
Marena była niezadowolona, bo syn ze synową bez wnuczki zawitali. Mnie też jasna ciasna brała, chciałam się  poczuć  jak prawdziwy, pełnoprawny gość, a nie niańka. Teściowa wokół synków skakała, a gdy mąż chciał popilnować dzieci żebym mogla coś ze stołu uszczknąć - zaległa cisza. Droga mamusia z wyrzutem patrzyła na każdy kęs - wszak tu i ówdzie ciała mi przybyło.

Cenię Mareno twoje zdanie, piszesz mądrze i ciekawie, jednak coś mi czasami zgrzyta. Nie popełniaj tych samych błędów.
Mareno, masz bodajże córkę, więc kto wie, możesz być świadkiem zmagania twojej latorośli z tym problemem, możesz temat oglądać z zupełnie innej perspektywy.

Jeszcze raz napiszę, tylko ta synowa ma świetny kontakt z teściową, która ma beznadziejną własną matkę. Kiedy własna matka jest pod ręką, pomaga, zajmuje sie wnuczętami, to brak ochoty na bliższe relacje z rodziną męża.

Bardolko, pomysł Żyworódki z herbatą dobry, jednak widzę, ze jesteś już na wszystko nastawiona na nie. Jednak teściowej zakupiłabym koc do samochodu. Sama wożę takowy i folię termiczną w apteczce obowiazkowo. Nie tylko sobie można pomóc w razie potrzeby, bo pomoc drogowa na pstryknięcie palcem nie przyjeżdża, ale też w razie wypadku, w takie mrozy można uratować komuś życie.

253

Odp: Ach ta teściowa...
chaber05 napisał/a:

Bardolko, pomysł Żyworódki z herbatą dobry, jednak widzę, ze jesteś już na wszystko nastawiona na nie. Jednak teściowej zakupiłabym koc do samochodu. Sama wożę takowy i folię termiczną w apteczce obowiazkowo. Nie tylko sobie można pomóc w razie potrzeby, bo pomoc drogowa na pstryknięcie palcem nie przyjeżdża, ale też w razie wypadku, w takie mrozy można uratować komuś życie.

Nie uważam, że jest to problem mojego nastawienia na nie. Ja po prostu jestem zmęczona jej zmiennością nastrojów - raz staruszka (50 letnia) potrzebująca niańczenia i pomocy, innym razem jędza mamrająca pod nosem z nienawiścią w oczach, innym razem słodziutka jak miodzik. Mam tego dość i nie chce mi się po prostu wyskakiwać z herbatką, kiedy a nóż widelec okaże się, że dziś jest dzień jędzy na miotle a nie schorowanej starowinki. Staram się zachowywać neutralnie i zawsze tak samo. Uzgadniam z nią która dziś gotuje obiad, załatwiam jej jakieś drobne sprawy czasem, ale nie będę nigdy gosposią w domu teściowej, bo przecież ona jest starsza i to jej dom. Wypadałoby rozwinąć tę wypowiedź, ale chyba nie mam na to siły. W każdym razie, gdyby była naprawdę u siebie, nie potrzebowałaby do tego naszego wsparcia finansowego a raczej naszego przejęcia domowych wydatków.

254

Odp: Ach ta teściowa...

Nowinki z dnia dzisiejszego - wstaliśmy o 10.15 a szanowna Pani już oburzona, bo do Kościoła na 11 chciała iść! Mój mąż jej powiedział, żeby sobie wzięła samochód i pojechała sama - to go zwyzywała od bezbożników i zakończyła hasłem, że jak by trzeba było do moich rodziców jechał to by wtedy na pewno pojechał.

JAk dla mnie przegięła pałę tym stwierdzeniem, mam dość tego, że ona ma problemy z głową. Po prostu mam gdzieś to, co ona robi, czym się zajmuje, czy płacze czy nie płacze, po prostu koniec kropka.

255

Odp: Ach ta teściowa...

Pozwolę tu sobie napisac dobry kawał o tesciowej:
dzwonek do drzwi, synuś patrzy a tam tesciowa
-o mamusia, a mamusia na długo przyjacheła?
-no az wam sie nie znudze...
-to mamusia nawet nie wejdzie??
hehehe mnie to rozbawiło do łez:))
Przepraszam i pozdrawiam

256

Odp: Ach ta teściowa...
Bardolka napisał/a:

Nowinki z dnia dzisiejszego - wstaliśmy o 10.15 a szanowna Pani już oburzona, bo do Kościoła na 11 chciała iść! Mój mąż jej powiedział, żeby sobie wzięła samochód i pojechała sama - to go zwyzywała od bezbożników i zakończyła hasłem, że jak by trzeba było do moich rodziców jechał to by wtedy na pewno pojechał.

Jakbym teściowa moja slyszała big_smile Już nieraz wpadała do nas do pokoju w niedzielny poranek(pukając oczywiście, ale juz nie czekając na  "proszę") czy się do koscioła nie wybieramy. Jak któryś raz z kolei usłyszała że nie to wypaliła wlaśnie z tekstem o bezbożnikach i szatanach, i zapytała jak my dzieci w wierze katolickiej wychowamy. Na to tesciu przyszedł z odsieczą i powiedzial, że ona ma w sobie tyle wiary, że całej rodzinie wystarczy do trzeciego pokolenia big_smile

257

Odp: Ach ta teściowa...

Kurcze pisałam wczoraj posta i zniknął?

Wiesz, u mnie tak naprawdę nie chodzi o ten kościół. Po prostu zaobserwowaliśmy z mężem zjawisko, że co miesiąc na przednówku jest to samo (kilka dni do wypłaty tongue) Podejrzewam że teściowa nie ma już kasy i frustracje z tym związane przekuwa na takie idiotyczne sprzeczki. Jak sobie pomyślę, że tka ma być co miesiąc, to mi się robi niedobrze ....

258

Odp: Ach ta teściowa...

Dayzi, być może moja historia przypomina historię mojej synowej, chociaż starałam się by tak nie było. Mając w pamięci to co mnie bolało starałam się czynić inaczej, ale najwyraźniej to nie zadziałało, bo mnie byc może bolało co innego niz ją. Gdy urodził się wnuk pamiętałam o tym co mnie samą raniło. Mówilam o podobieństwie do mamy, o jej ustach i jej oczach. Podarowałam synowej komplet biżuterii. Nigdy nie włożyła jej na siebie, chociaż mogłaby, choćby tylko po to by zrobić mi przyjemność. Zachwycała się jakąś bluzką, więc poleciałam i kupiłam z autentyczną radością, że zrobię jej przyjemność. Juz rok leży rzucona w kąt, nawet metka jest nieodczepiona. Dobra, to drobiazgi, to ze o tym napisałam nie znaczy że przywiązuję do tego wagę. To tylko przykłady. W drugą stronę natomiast ważny jest każdy mój gest i mrugnięcie okiem. Żadnej wyrozumiałości. Ok., rozumiem mechanizm i jestem w stanie poczekać, ale nie znaczy to, że ulegnę w ważnych dla mnie sprawach, po to by zadowolić synową.


Od tesciowych wymaga się wyrozumiałości i  spolegliwości w stosunku do synowych. Zrozumienia, troski, cierpliwości, domyślności i sympatii. Czy to nie są zbyt wielkie wymagania? Skąd to wszystko brać? Z samego faktu, że to zona syna? Ten fakt wystarcza na krótko, potem potrzebne jest zaangażowanie obu stron, a z tym jest różnie. Z własnego doswiadczenia wiem, jakie ksobne potrafią być synowe. Sama taka byłam. Och, jak wiele miałam do zarzucenia teściowej, jaki egoizm i jaką niesprawiedliwość, jaki brak delikatności i jaką gruboskórność. I jaką niedomyślność, że JA  potrzebuję jej aprobaty. Jak potrafiłam przezywać jej niefortunne zdanie o przyniesionych pierogach. Że przyniosła, bo SYN je tak lubi. Trzy dni byłam nieszczęśliwa, zamiast ucieszyć się, że mam obiad z głowy.
Nie, Chaber, nie uważam zachowania mojej teściowej za buractwo. To ja robiłam z igły widły i to ja jak detektyw tropiłam wszystko co mogło świadczyć o jej niechęci do mnie. A jeśli już czegoś się złapałam, to nadmuchiwałam ten fakt jak balon, do monstrualnych rozmiarów.
Czy ja byłam wyrozumiała i pełna empatii? Absolutnie nie! Ale oczywiscie zarzucałam to swojej tesciowej, nie sobie. Ja to wszystko pamiętam i dlatego juz trzy lata znoszę fochy synowej,  licząc na to, że ona tak jak ja kiedyś wreszcie odpuści.

To melodia przeszłości. Doszłam do tego, ze moje stosunki z teściową ułozyły się po naszej mysli i że jestesmy sobie bliskie, po przyjacielsku. Mimo, że to moja matka była bliżej i to ona opiekowała się doraźnie moimi dziećmi. Matka to matka.
Chaber, opisywane przez Ciebie doświadczenia na domowych przyjęciach są przykre, ale to nie są moje doświadczenia. W moim domu, wnukiem zawsze zajmuję się ja, żeby młodzi odpoczęli i zjedli w spokoju.
Tak, dobrze nie popełniać tych samych błędów, ja o tym pamietam. Ale jest to tak subtelna materia wynikajaca ze stereotypów, na dodatek obciążona niedomówieniami, nieufnoscią i niechęcią do mówienia wprost, że nie sposób tego rozwikłać bez dobrej woli obu stron.
Jestem przekonana, że każda z Was, także Ty Chaber będziecie zaskoczone tym co się dzieje, gdy juz same zostaniecie teściowymi. Jak trudno pogodzić ze sobą role matki, teściowej, babci i jak trudno przy tym pozostac sobą.

Tak Bardolka, słusznie czynisz, że masz gdzieś, co robi Twoja tesciowa i czy płacze gdzieś tam, czy nie płacze. Tez bym chciała, zeby moja synowa miała gdzieś co ja robię, gdzie wyjeżdzam, co kupuję, jak wydaje swoje pieniadze i wogóle żeby miała gdzieś moje życie. Tego właśnie oczekuję od niej, żeby żyła swoim życiem i dała nam spokój. Niczego innego od niej nie chcemy, jeśli mnie i mojego męża nie lubi i nie akceptuje. I żeby przyjęła do wiadomości nieodwracalny fakt, że tak jak jej rodzice jesteśmy dziadkami jej i naszego syna dziecka i żeby przestała nim GRAĆ, bo to nie w porządku.

259

Odp: Ach ta teściowa...

marena7 a nie lepiej to wszystko powiedzieć synowej w obecności męża? Bo cierpliwość cierpliwością, ale jak sama zauważyłaś nikt nie jest specjalnie domyślny i Ty bylo nie było się frustrujesz. Ja bym radziła zebrać rodzinę i omówić sprawę raz na zawsze i dopiero wtedy mieć czyste sumienie i powiedzieć sobie "niech się dzieje co chce". Ważne jest żebyś zrobiła to w obecności syna i męża, ponieważ synowa będzie zmuszona odpowiedzieć, albo przynajmniej wysłuchać i nie będzie miała możliwości grać dzieckiem i doklejać historię.

260

Odp: Ach ta teściowa...

Zgadzam się z Tobą Teo. Tak zrobię, bo mam dość. I niech się dzieje co chce.

Posty [ 196 do 260 z 1,243 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 20 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024