Ach ta teściowa... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 16 17 18 19 20 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1,106 do 1,170 z 1,243 ]

1,106

Odp: Ach ta teściowa...

Hej kobitki smile

betina2  nie nie ma osobnego wejścia , a co liczników ja oczywiście chciałam i znowu sie powtórzę , chłop myślał inaczej no i było po jego  roll

Joga jak ja zawsze chciałam byc taka jak Ty , ale nie umie sad zaraz mam wyrzuty sumienia że a może nie musiałam stawiać na swoim bo teraz np. chłop sie gniewa itp.
Swoich racji umie bronic tylko w sprawach związanych z wychowaniem dziecka smile Choć i tak nieraz wysłuchałam od mężą że źle robie itp. ale tu jestem nieugięta .
Będę miała spokój na piętrze smile Dziękuje smile

Zobacz podobne tematy :

1,107 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2013-03-13 09:46:00)

Odp: Ach ta teściowa...

Merredithhh ja też nie wiem jak można byc beztroskim.  Chyba jestem jakaś mocno przyziemna, natychmiast wybiegam w przyszłosc i tworzę warianty.

Wizz z tymi licznikami to nie taka prosta sprawa. Wszystko zależy od tego jak poprowadzono instalację. Czasami przeróbka jest kosztowna, można też miec pod górkę z dostawcami mediów. Ileś tam lat temu budowano domu z myślą o dzieciach, w sensie, że będą mieszkac z rodzicami, ale media były śmiesznie tanie i nie brano pod uwagę możliwości rozdzielenia czegokolwiek. Podobne tematy były na forach budowlanych i powiem, że to ciężki orzech do zgryzienia. Często stawało na tym, że trzeba pruc chałupę lub dzielic sprawiedliwie czyli na osobę, a nie na rodzinę.

Wizz Ty zadziałałaś z mężem jak moi synowie: mamusia kocha, mamusia się dostosuje. Ja swoich zasypałam gradem praktycznych pytań i polegli. Z naszej rozmowy wynikło jedno - my rodzice musielibyśmy ciągle ustępowac.

Teraz Wizz spójrz obiektywnie na Wasze wzajemne relacje. Ile musi znosic Twoja teściowa, fakt wtrąca się, ale ilu rzeczy została pozbawiona - przede wszystkim świętego spokoju.

1,108

Odp: Ach ta teściowa...
Wizz napisał/a:

Hej kobitki smile

betina2  nie nie ma osobnego wejścia , a co liczników ja oczywiście chciałam i znowu sie powtórzę , chłop myślał inaczej no i było po jego  roll

Joga jak ja zawsze chciałam byc taka jak Ty , ale nie umie sad zaraz mam wyrzuty sumienia że a może nie musiałam stawiać na swoim bo teraz np. chłop sie gniewa itp.
Swoich racji umie bronic tylko w sprawach związanych z wychowaniem dziecka smile Choć i tak nieraz wysłuchałam od mężą że źle robie itp. ale tu jestem nieugięta .
Będę miała spokój na piętrze smile Dziękuje smile

Wizz ustępujesz, myślisz o uczuciach innych i jaki jest efekt? Nadal jest do d*py, teściowa wściekła, mąż się focha, a Ty? od tego ustępowania jesteś szczęśliwsza? NIE! bo nawet gdybyś nerkę oddała to i tak teściowa stwierdzi, że oddałaś tę "mniej ładną" big_smile
Dlatego warto być asertywnym i przede wszystkim to co napisała Chaber myśleć o przyszłości:

chaber05 napisał/a:

Merredithhh ja też nie wiem jak można byc beztroskim.  Chyba jestem jakaś mocno przyziemna, natychmiast wybiegam w przyszłosc i tworzę warianty.

To akurat moje przekleństwo w pewnym sensie bo zawsze 'tworzę wizje" co będzie.....takie gdybanie dla niektórych, ale ja myślę, że warto, bo można wiele sytuacji przewidzieć i ewentualnie się wycofać zanim zrobimy coś głupiego smile

1,109

Odp: Ach ta teściowa...
Merredithhh napisał/a:

Chaber, ale jak można wpaść w taki bezmyślny szał? Zwłaszcza rodzicielski? Nie mogę tego pojąć. To są decyzje, które mają wpływ na całe życie, a rodzicielstwo powinno być odpowiedzialne.

Też wyszłam za mąż, jak na nasze czasy, bardzo bardzo młodo. Ale jakoś obyło się bez szału, pierścionków wartych fortunę, sal, orkiestr, wielkiego wesela. Dziecka zaraz przed, albo po ślubie i mieszkania u teściowej.

A tego toku myślenia to już nie rozumiem i burzę się na takie znów generalizowanie. A skąd wiadomo, że Wizz miała pierścionek warty fortunę i wystawne wesele? Może wcale nie miała smile
Ja np. miałam dość skromny ślub i pierścionek ze sklepu ze śmieszną biżuterią za 10 zł i co? jestem przez to lepsza i poważniej podchodzę do życia? No plis smile
Nie widzę związku pomiędzy wystawnością wesela a odpowiedzialnością życiową i późniejszym szczęściem w małżeństwie smile
To samo z decyzją o dziecku. Ja urodzę dziecko rok z hakiem po ślubie, i co? za szybko, za późno, w sam raz? kto ma o tym decydować? smile Znam fajne rodziny gdzie ciąża była nieplanowana, a znam takie z zaplanowanym każdym szczegółem i niestety po rozwodzie...

Co do tego planowania wszystkiego, to ja tak właśnie mam jak Joga, wszystko musze analizować i planować i wcale nie uważam tego do końca za swoją zaletę.... I dlatego z czasem (z wiekiem wink) trochę odpuściłam, bo jakbym chciała tak w stu procentach analizować, to nigdy bym za mąż nie wyszła pewnie - "bo może coś się popsuje", a już na pewno nigdy nie zdecydowałabym się na dziecko - "bo nie mamy góry pieniędzy", "bo przecież czasy niepewne", "bo nigdy nic nie wiadomo"..... i nigdy bym nie założyła rodziny, bo zawsze to był by jeszcze nie "ten" czas....

Mi się właśnie podobają ludzie, którzy mimo że mają mało, żyją skromnie (dużo skromniej niż ja) decydują się na rodzinę i dziecko, oczywiście jeśli kosztem kogoś kto tego nie chce (np. teściowej), to już mi się nie podoba..... ale znów wraca mi na myśl, to co mówi teściowa Wizz "jak syn nie zamieszka z nami, to nie chcemy go znać"... I kto tu jest głupi? smile

1,110

Odp: Ach ta teściowa...

Chaber - Czemu piszesz że została pozbawiona spokoju ??  Według mnie została pozbawiona jedynie możności rządzenia .
O nie to ja musiałam sie dostosować i to robiłam póki nie pojawiło się dziecko , ale rządzić mna jak wychowywać dziecko nie pozwole . Gotowałam jak chciała i co chciała , sprzątałam i prałam wtedy kiedy ona chciała - co więcej miałam robic !!
Nie wiem czy masz wnuki czy nie jaka jesteś babcią . Ale powiedz czy pozwoliłabys dziecku mazać długopisem  po łóżku ?? Ja nie pozwoliłam - babka tak - bo się przykryje kocem . Lody przed posiłek , mama nie da babka tak . Wszystko bym zniosła ale moje dziecko najbardziej na tym cierpi . Bo my nie pozwalamy i jest histeria a idzie do babki i wszystko wybeczy . Przeciez to chore .
Żebym ja nie mogła iść do Kościoła bo dziecko wpada w histerię i ja jestem najgorsza , bo jak mogłam dziecko płaczące zostawić .

Joga- święte słowa .

1,111 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2013-03-13 11:04:40)

Odp: Ach ta teściowa...

Nie wiem czy to pomoże, ale opiszę jak wyglądałoby to z mojej perspektywy.

Dziecko płacze, ja spac nie mogę, pierwsze pytanie: czy nie mogą czegoś zrobic, zeby wreszcie był spokój? Zastanawiam się, wkroczyc czy nie, czego nie zrobię, będzie źle - ok wkraczam, bo chcę spac. Do tego myślę, syn do pracy niewyspany pojedzie? Boże gdzie oni głowę mieli planując dziecko, skro nie pomyśleli o reszcie domowników. Rozumiesz Wizz?

Co do rządzenia, mój dom, życzę sobie moich porządków. Tak jak Ty uważasz, że robisz dobrze, podobne zdanie mam ja.

Co do wychowywania dziecka, to rodzice wiedzą co najlepsze, tutaj bym się nie wtrącała, no jedynie przemoc - macie jak w banku, że tutaj nie odpuszczę. Tylko jedno życzenie mam - nie wchodzic w moją przestrzeń i uszanowac moje prawo do świętego spokoju czyli wracamy do początku - mieszkajcie osobno.

Twoja teściowa Wizz pozwoliła na Wasze zamieszkanie, jednocześnie mając nadzieję, że wszystko będzie tak jak ona zechce. To jej błąd i głupota w jednym.

Najlepiej nie wchodzic sobie w drogę. Mnie by odpowiadała wersja: zaprasza mnie syn ze synową, jedziemy z wizytą. Zachowujemy się poprawnie, dziękujemy ślicznie za to co postawiono na stole, nie wsadzamy nosa tam gdzie nie trzeba, nie niuchamy po ich mieszkaniu, bo szanse na powtórkę maleją. Następnie my się rewanżujemy i oczekujemy tego samego.

1,112

Odp: Ach ta teściowa...
chaber05 napisał/a:

Nie wiem czy to pomoże, ale opiszę jak wyglądałoby to z mojej perspektywy.

Dziecko płacze, ja spac nie mogę, pierwsze pytanie: czy nie mogą czegoś zrobic, zeby wreszcie był spokój? Zastanawiam się, wkroczyc czy nie, czego nie zrobię, będzie źle - ok wkraczam, bo chcę spac. Do tego myślę, syn do pracy niewyspany pojedzie? Boże gdzie oni głowę mieli planując dziecko, skro nie pomyśleli o reszcie domowników. Rozumiesz Wizz?

A gdzie ja (teściowa) miałam głowę godząc się, żeby mieszkali z dzieckiem pod MOIM dachem? Nie wiedziałam wcześniej, że dzieci w nocy płaczą? - Nie pomyślałabyś tak, chaber? smile

chaber05 napisał/a:

Twoja teściowa Wizz pozwoliła na Wasze zamieszkanie, jednocześnie mając nadzieję, że wszystko będzie tak jak ona zechce. To jej błąd i głupota w jednym.

O właśnie...
Ja tu widzę bezmyślność i naiwność u wszystkich domowników. I rzeczywiście jak się tyle naiwnych ludzi pod jednym dachem zbierze, z których jeszcze nikt nie jest asertywny, bo synowa się boi, teściowa się obraża, a mąż jest synkiem mamusi, to faktycznie.... trochę klops.

1,113 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2013-03-13 11:09:39)

Odp: Ach ta teściowa...

No płaczą dzieci, ale u Wizz mogli najpierw górę urządzic i tam już na swoim róbta co chceta. Coś jak w mieście, mieszkanie piętro wyżej i szanuj sąsiada, a jak przegina to zawiadom opiekę społeczną, straż miejską i co tam jeszcze.

Nie trzeba byc synkiem mamusi, wystarczy kasy nie miec, a synowa niech ma parcie na macieżyństwo już teraz i gotujemy się w sosiku.

1,114

Odp: Ach ta teściowa...

Chaber pierwsze rozumie o czym piszesz , ale tu małe sprostowanie jej nie chodzi o to że się nie wyśpi tylko serce boli bo dziecko płacze ,a ona LEPIEJ niż matka potrafi je uspokoić - rozumiesz ??

Ja dziecka nie bije , raz podniosłam na małą ręke ale to był klaps w pełni zasłużony . Mąż czasem da klapsa ,a le twierdzi że jego matak tak ich wychowała , to co jej było wolno nam nie - gdzie tu logika ??

A i nie odniosłaś się do tego malowania po łóżku ,dawaniu lodów itp , chetnie poznam Twoją opinię .

Szarlot - tak synowa się boi teściowej tzn bała wink

1,115 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2013-03-13 11:14:47)

Odp: Ach ta teściowa...

Wizz chyba bym nie pozwoliła malowac, bo leniwa jestem w kwestiach odmalowywania. Lody przed obiadem też nie, bo to faktycznie głupota żywieniowa. Generalnie nie kropiłabym lepszej od matki, ale wymagałabym, żeby coś zrobiła w kierunku zajmowania się dzieckiem.

Swoje wychowałam bez klapsów, naprawdę można. To akurat nie argument.

1,116

Odp: Ach ta teściowa...

Co do dzieci i teściowej to moja przebiła chyba wszystkie, stwierdziła zaraz po tym jak mój mały się urodził, ze mamy go jej oddać, ona go będzie wychowywać (mieszka w innym mieście 50 km od nas), my będziemy go od czasu do czasu widywać, a dla siebie będziemy mieli mnóstwo czasu. Cóż za wspaniałomyślność!!!

Tylko jest jedno ale, nie po to decydowałam się na dziecko, żeby je zaraz oddawać. Co to ja jestem maszynka do robienia dzieci, które oddam i po sprawie?! To chyba nie jest normalne...

1,117

Odp: Ach ta teściowa...
Joga napisał/a:

Ciekawi mnie to, co piszą dziewczyny, że myślały, że będzie inaczej.... Czy to faktycznie myślenie życzeniowe, czy te teściowe naprawdę się w takie zołzy zmieniają?
...........................................................................................................................
Choć tak teoretycznie moi teściowie to nie są źli ludzie, w sumie nic im nie mogę zarzucić strasznego.... po prostu kompletnie się różnimy i irytują mnie jak siedzę tam 3 godziny, a co dopiero 3 dni, tydzień, miesiąc, rok, pięć lat, kosmos....

Wiele razy juz o tym pisałam, ale jeszcze raz......
Jestem podwójną teściową, czy tam świekrą i teściową, nie ważne. W każdym bądź razie mam synową i mam zięcia. Ani syn, ani córka nie mieszkają ze mną, choć mamy duży dom.

Nie zauważyłam, żebym po ich ślubach przeszła jakąś metamorfozę. Nie wyrosły mi ostre kły, ani rogi. Jestem jaka byłam. Mam zalety, mam wady, różne przyzwyczajenia, śmiesznostki i dziwactwa. Mam swój wypracowany przez lata styl życia. Mam też swoje zasady i poglądy na życie, wychowywanie dzieci, politykę i wszystko inne. Żyję sobie spokojnie w swoim domu i nie wadzę nikomu. Mój mąż zna mnie od 36 lat i ja jego znam. Przywykliśmy do swoich zachowań, w tym do swoich dziwactw. Nasze dzieci też do nas przywykły.

I nagle do mojego domu wprowadza się OBCA osoba, z całym zestawem swoich własnych przyzwyczajeń, przekonań i poglądów. I z myśleniem, że są najlepsze, bo jej własne. Ma prawo tak myśleć. I ja też to prawo mam. A teraz zaczynamy żyć we wspólnej przestrzeni, ale w innym rytmie. Wchodzimy sobie w drogę, irytujemy się na wzajem.
Wszystko wkurza. Kuchnia, zlew, pies, brazylijski tasiemiec w tv, nie zgaszone światło w łazience, łomocząca muzyka techno, albo dla odmiany Cztery Pory Roku Mozarta (a dziecko ma drzemkę), zniszczone i połamane tulipany na rabacie, nie zamknięta brama, horrendalnie wysoki rachunek za prąd...... Można wymieniać i wymieniać. No i te różne zdania na każdy temat. Od przepisu na kotlety mielone po katastrofę smoleńską.

Na imieninach u cioci Jadzi zawsze jest jeden wujek, którego nie znoszę. Szturcha mnie łokciem, gada głupoty z pełnymi ustami i kicha mi do talerza. Trzy godziny siedzę z przyklejonym uśmiechem i idę do domu. W domu sobie ulżę, puszczę parę jobów na temat tego "durnia" i już.
A gdzie mam się schować przed INNOŚCIĄ mojej synowej? I gdzie ONA ma się schować przed moją??????
Jesteśmy na kursie kolizyjnym... Zaczynają się fochy, miny, demonstracje i pretensje. Z jednej i z drugiej strony.

Dom ma być AZYLEM, nie polem bitwy. W DOMU chronisz się przed INNOŚCIĄ świata, zdejmujesz przyklejony uśmiech, ściągasz z siebie gorset konwenansów, jesteś SOBĄ. To twoja przestrzeń i poruszasz się w niej tak jak chcesz i jak przywykłaś.

A co zrobić, gdy ta INNOŚĆ zamieszka w twoim domu? Najpierw się starasz, dostosowujesz, idziesz na ustępstwa, prezentujesz swoją "wizytową" wersję. Tak jak wtedy, gdy przyjadą na tydzień goście. Czwartego dnia wizyty już marzysz, żeby sobie pojechali, bo masz dość tych "ą" i "ę". Goście pojadą, a ty wrócisz do swojego luzu. Albo inny przykład - tygodniowe szkolenie i jeden hotelowy pokój z koleżanką z pracy. Znajomą, ale nie bliską. Dostosowujesz się i ona też się stara. Po tygodniu masz dość i wracasz do swojego domu z uczuciem ulgi, że już nie musisz brać pod uwagę jej potrzeb i zwyczajów.
Najazd gości się kończy, szkolenie się kończy, a synowa z teściową są ze sobą latami, często do końca życia teściowej. Dla mnie jako teściowej to strasznie frustrujące.
Ona sobie jeszcze pożyje na luzie, po swojemu, w moim domu.  Może będzie mądra i nie pozwoli by jej syn zamieszkał ze swoją żoną pod jej dachem. Może wyciągnie wnioski.....
Ale dla mnie nie ma już perspektyw.

Mam żywą wyobraźnię. Używam jej. Myślenie, że "jakoś to będzie" jest mi obce. Znam siebie, wiem co dla mnie jest ważne, a na co mogę machnąć ręką. Wiem jaka jest moja synowa.
Jesteśmy bardzo różne. Ale nawet gdybyśmy były bardziej do siebie podobne, to też nie chciałabym z nią mieszkać.
Każda z nas musi mieć swój własny dom, swój azyl.

1,118

Odp: Ach ta teściowa...

Dlatego ja też myślę i odrzucam argument: jakoś to będzie. Podejmowanie decyzji o dziecku, przy założeniu, że pracę zaraz tracę albo mam ją niepewną, to też idiotyzm. Trzeba sobie ugruntowac pozycję i myślec o wypracowaniu emerytury.

Żadne dziecko nie będzie chciało utrzymywac matki, a tym bardziej teściowej. Jedna marna emerytura to skazywanie się na życie w ubóstwie. To też skazywanie dzieci na płacenie alimentów rodzicom. To skazywanie dzieci na wieczną harówkę, albo jedno z małżonków na los opiekunki, bo nie stac będzie na dom opieki. To też trzeba brac pod uwagę. Kochamy dzieci, myślmy o ich przyszłości, zadbajmy o swoją.

1,119

Odp: Ach ta teściowa...

marena7, myślę dokładnie tak jak Ty smile
Ale zadałam to pytanie, które zacytowałaś (bo to jednak chyba moje słowa, a nie Jogi smile), bo właśnie mnie to dziwi i zastanawia, że obie strony przed ślubem tego nie przewidziały, że tak to się skończy a wręcz zabiegały o to wspólne mieszkanie... bo wnioskuję, że Wizz nie pałała wielką chęcią do pomysłu zamieszkania z teściami, tylko po prostu odpuściła i się zgodziła (ok, to lekkomyśloność i nawiwność), ale jej teściowa wręcz marzyła o tym, chciała żyć na tej kupie i nie wyobrażała sobie, żeby młodzi z nią nie mieszkali, tylko sami gdzie indziej (cytat: "jakby syn z nią nie zamieszkał, to by go nie chciała znać").
I o ile staram się zrozumieć (choć nie popieram), że można być naiwnym w wieku 20 lat i zwyczajnie z głupoty dać się przekonać, to tej chęci i zmuszania dzieci do pozostania w domu rodzinnym już nie ogarniam...

ALE jest też jeszcze inna strona tego wszystkiego.... że rzeczywiście mało kto jest szczęśliwy mieszkając z teściową/synową pod jednym dachem i zwykle źle się to kończy dla wszystkich, ale jednak zdarzają się takie rodziny - jak to się ładnie mówi - "wielopokoleniowe", gdzie ludzie żyją na kupie, z dziećmi, ich żonami/synami i wnukami i się cieszą i nie mają chyba takiego poczucia, że stracili wolność i przestrzeń (ja bym miała)... No ale może to tylko tak u Mostowiaków w Grabinie jest wink, a nie w realnym życiu.... nie wiem. Faktycznie, osobiście nie znam osób, które by się na takie wspólne mieszkanie zgodziły i po czasie nie żałowały...

1,120

Odp: Ach ta teściowa...

Szarlot to wyobraź sobie, że jesteś taką kobitką po 60-tce. Przyjaciółek nie masz, z sąsiadami żyjesz jak pies z kotem. Samochodu nie posiadasz, ale czasu dużo. Do czego będą ci potrzebne dzieci?

1,121

Odp: Ach ta teściowa...
chaber05 napisał/a:

Podejmowanie decyzji o dziecku, przy założeniu, że pracę zaraz tracę albo mam ją niepewną, to też idiotyzm. Trzeba sobie ugruntowac pozycję i myślec o wypracowaniu emerytury.

Emerytury? smile Mówisz o tej emeryturze z ZUSu? Proszę Cię smile Myślisz, że dzisiejsi 30-latkowie zobaczą kiedyś na oczy te pieniądze, które im odkładają zakłady pracy z etatu? Ja wątpię. 1/3 ludzi w Polsce pracuje na umowach o dzieło. Ja od 10-ciu lat (czyli od 19-go roku życia) pracuję w wolnym zawodzie i etatu też nigdy nie miałam. Teraz jestem w ciąży i rzuciłam pracę w poprzedniej firmie, bo to praca w święta, weekendy, w nocy... wypadek, pożar, cokolwiek - wstajesz i jedziesz - nie dziękuję smile już się napracowałam, wolę teraz w ciąży sobie odpuścić i przez pierwsze lata wychowywania dziecka na pewno też. Potem chcę wrócić do pracy, ale już nie do takiego kieratu. I co, to jest idiotyzm? Ja pracowałam 10 lat, a teraz mój mąż pracuje. Jak dla mnie taka "pewność" jutra jest wystarczająca, żeby decydować się na dziecko.

"Ugruntować sobie pozycję" - to też w dzisiejszych czasach takie dziwne sformułowanie. Jasne, nie mówię, żeby rodzić dzieci od razu po maturze, bo faktycznie potem zero wykształcenia, zero doświadczenia... Ja mam cv długie i bogate, a też nie wiem co będzie... i co mam się tym zadręczać? Nie. Myślę, że jestem na tyle mądra i zaradna i doświadczona, że zawsze jakąś pracę znajdę. Ostatecznie wrócę do zawodu i do swojej starej firmy, albo się przekwalifikuje...

chaber05 napisał/a:

Jedna marna emerytura to skazywanie się na życie w ubóstwie. To też skazywanie dzieci na płacenie alimentów rodzicom. To skazywanie dzieci na wieczną harówkę, albo jedno z małżonków na los opiekunki, bo nie stac będzie na dom opieki.

Strasznie przesadzasz według mnie smile moja Mama ma prawie 60-tkę, pracuje i dobrze zarabia, emeryturę nie wiem jaką będzie miała, ale na pewno nie będzie wymagała, żebym ją utrzymywała. Jest aktywna i mądra, więc na pewno póki będzie mogła to będzie sobie chciała gdzieś dorobić. Ale nie zawsze tak było, kiedyś miała gorszą pracę, dużo gorzej zarabiała. Taty zwykle nie było, wyjechał za granicę, więc zawsze musiałyśmy sobie radzić same i bardzo fajnie wspominam te lata mojego dzieciństwa kiedy wcale nam się nie przelewało. Może kasy jak lodu nie było, ale miałam dużo miłości. Mama była po prostu zaradna i się specjalnie nie przejmowała tym, że nie mamy na wszystko. Jakby się tak wszystkim miała przejmować, to może by mnie w ogóle nie urodziła? Najwyżej rachunki płaciłyśmy z opóźnieniem wink ale na lody zawsze dla mnie miała smile Jeszcze raz powtarzam (ostatni, bo więcej mi się nie chce wink) - trzeba myśleć, trochę kalkulować i nie liczyć, ze "jakoś to będzie", ale też nie przesadzać w drugą stronę...

1,122

Odp: Ach ta teściowa...
chaber05 napisał/a:

Szarlot to wyobraź sobie, że jesteś taką kobitką po 60-tce. Przyjaciółek nie masz, z sąsiadami żyjesz jak pies z kotem. Samochodu nie posiadasz, ale czasu dużo. Do czego będą ci potrzebne dzieci?

Mam nadzieję, że nigdy nie dopuszczę do takiej sytuacji, żeby tak się życiowo "zaniedbać". Poszłabym się zapisać na uniwersytet III wieku, albo co? smile A gdybym zobaczyła, że mam zapędy w stronę bycia zaborczą mamuśką i teściową, to bym poszła na psychoterapię, no ale wiem po 60-tce to niemodne.... smile
A tak serio - rozumiem, tzn. staram się rozumieć, ale pojąć nie mogę, bo to nie mój styl myślenia. Ja jestem za totalną wolnością teściowych od synowych, synowych od teściowych i generalnie. Nie rozumiem tego uzależniania się od siebie nawzajem.

1,123 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2013-03-13 13:05:44)

Odp: Ach ta teściowa...

SzarLot, to jak Ty wyobrażasz sobie swoją starosc? Powątpiewasz we wszystko, jak Ty zabezpieczysz siebie i przysłośc dziecka.

1,124

Odp: Ach ta teściowa...

Wizz - ja mam 26 lat, też jestem od półtora roku synową, ale jak czytam Twoje posty, to momentami mi się nóż w kieszeni otwiera.

Teściowa się nie odzywała do syna 3 miesiące, bo się w Tobie zakochał.
"teście" mają gospodarę i "trza" robić.
"chłop" chciał mieszkać u matki, bo inaczej zostałby wykreślony z jej życia

- to wszystko było przed ślubem - nic cię nie "pikło"? Nie zapaliła się żadna czerwona lampka? Dla Ciebie to było okej?

Po ślubie:

- teściowa "kazała" ci prać, prałaś, gotować, gotowałaś
- zdecydowaliście sie na dziecko, bo miałaś nadzieję, że to was bardziej zwiąże (czyli coś było nie tak? nie układało się? coś stałoby się, gdybyś urodziła rok - dwa lata później?)
Już później teściowa:
- dziecko ci z rąk wydzierała
- awanturowała się o co bądź
- starała się wychować dziecko dokładnie na przekór Tobie

- Nie chciałaś wtedy czegoś zmienić?

Odnosze wrażenie, że mąż cię "wziął", usadził w pewnym punkcie swojego życia a ty stałaś się ofiarą własnego braku zdania, braku walki o siebie, że żyjesz dla "chłopa" i dziecka, bo tak byc musi. Mam taką szwagierkę. Jej mąż mówi o niej per "babina", po ślubie urodziła dwójkę dzieci, wiecznie bez pracy, piękne długie włosy, które miała, obcięła na krótko, mocno utyła, na niczym jej nie zależy, nie mają żadnych planów (mieszkają u teściów, na swoim piętrze), ani remontowych, ani urlopowych. Ona gotuje obiady, pierze ciuchy, odprowadza dzieci do przedszkola, podpisuje się co miesiąc w urzedzie pracy i tak w kółko, dzień za dniem. Kiedyś z urzedu pracy poszła na kurs robienia paznokci i umiała je zrobić ślicznie. Ale co z tego, jak maszynka do tipsów + akcesoria to około 200 zł - a pan mąż orzekł, że to za dużo. Miała szansę na dorobienie nawet w domu, na znalezienie jakiegoś celu w życiu. Pan mąż powiedział że nie i koniec, ona nie zareagowała na to nijak.
Przepraszam za tę przydługą dygresję, ale Wizz bardzo mi się kojarzysz z moją szwagierką. Nie żyj cudzym życiem, przyszłaś na świat nie tylko po to, żeby realizować życie Twojego męża i dziecka. Rób coś dla siebie kurcze!

1,125 Ostatnio edytowany przez Szarlot (2013-03-13 13:30:37)

Odp: Ach ta teściowa...
chaber05 napisał/a:

SzarLot, to jak Ty wyobrażasz sobie swoją starosc?

Tak, jaką teraz ma moja mama. Pracuje, żyje, spotyka się z przyjaciółmi, mało czym się przejmuje i nie jest nadopiekuńcza. Trochę odkłada na starość, ale też znów bez przesady. Trochę przepuszcza na podróże - bo jak nie teraz to kiedy? Fajną ma moja mama starość uważam, a utrzymuje się sama i martwi się o siebie sama. A ja jeszcze do tego będę mieć męża (mam nadzieję, że ciągle tego samego), więc kwestia utrzymania, odkładania, płacenia rachunków będzie podzielona na dwie osoby, a nie tak jak w przypadku mojej mamy - wszystko na barkach jednej osoby.

chaber05 napisał/a:

Powątpiewasz we wszystko, jak Ty zabezpieczysz siebie i przysłośc dziecka.

Po prostu staram się nie wpędzić w takie poczucie, że muszę mieć WSZYSTKO, bo inaczej nie nadaje się na matkę smile - zawsze super pracę (do tej pory miałam, teraz trochę gorzej, ale może za jakiś czas znów będzie lepiej), zawsze super plan, zawsze dobry humor.
A przyszłość dziecka? Może będziemy mu coś z mężem odkładać na konto odkąd się urodzi... Chociaż mi tam mama niczego nie odkładała i nie zabezpieczała i żyję smile Normalnie mnie utrzymywała na bieżąco, potem wyjechałam na studia do dużego miasta i prawie od razu od początku studiów (dziennych) pracowałam i studiowałam jednocześnie...
Uważam, że jak dwoje w miarę inteligentnych i zaradnych ludzi ma dziecko, czy nawet dwoje i mają dach nad głową, to co się może nie udać?

Nie każdy musi mieć plan od A do Z, żeby mu się w życiu udało i trochę nie lubię jak ktoś mnie chce włożyć w swoje schematy myślenia, działania i planowania smile Ja żyję tak i i tak uważam, że jestem wyjątkowo odpowiedzialną planistką jak tak się rozejrzę wokół wśród moich rówieśników w realu... albo rówieśników z forum smile

1,126

Odp: Ach ta teściowa...

Moja matka też tyle nie myślała o przyszłości, bo czasy były inne. Ja też nie przewidziałam wielu rzeczy, ale zaczyna mnie przerażac to co się dzieje.

Kobiety chciałyby zostac matkami, ale nie chcą przyjąc do wiadomości, że pracodawcy mają swoje wymagania. Fakt, teraz to już kosmiczne wymagania, a sami bywają mocno nie fer. Zaś kobiety chcą żeby było jak za PRL-u. Czasu nie cofniemy, możemy się zbuntowac, protestowac i wywalczyc takie traktowanie, jak mają nasze zachodnie koleżanki. Holenderka czy Francuzka może pracowac na ileś tam etatu i jakimś cudem tego przestrzegają. Szwedka nie boi się zajsc w ciążę, Dunka jest spokojna o los dziecka z niepełnosprawnością. Szkopuł w tym, że Polka i tak będzie rodzic dzieci. Postękamy, pokwękamy, politycy wejdą na mównicę, poświergolą o niżu, następnie spojrzą w statystyki - nie jest źle, patriotki się spisały.

Koniec znamy, wrócimy do naszej kochanej tradycji, a co za tym idzie ukochanych teściowych lub kredytów spłacanych w pocie czoła.

PS. Drugiego dziecka w tych czasach bym nie urodziła, oczywiście piszę o naszym kochanym kraju.

1,127

Odp: Ach ta teściowa...
Wizz napisał/a:

Nie dziękuje , nie staram sie już , starałam się 5 lat - urabiałam po uszy nie tylko w domu ale i na gospodarce którą tescie maja i co ??

Gospodarkę teściowie mają. Potrzebne są ręce do pracy na tej gospodarce.
Tak, trzeba było syna zmusić, żeby na tej gospodarce robił. Każdy sposób dobry, nawet szantaż, żeby tylko ojcowizna nie ucierpiała. Przy tej ojcowiźnie to te moje, czy Twoje Szarlot rozważania o wolności i spokoju, funta kłaków nie warte.
To nie jest bezmyślność teściowej Wizz, tylko czyste kunktatorstwo. Tak to widzę.
A że tam trochę się baby za łby wodzą to nieistotne. Najważniejsze, żeby miał kto w polu robić. I się "zaopiekował" na starość, jakośmy się i my opiekowali....

1,128

Odp: Ach ta teściowa...

  Bardolka pikło mnie ale jak to któraś kobitka zauważyła byłam naiwna , mimo że nie byłam młodą osobą .
Lekkie sprostowanie - nie odzywała się do syna , bo źle ulokował uczucia , ale nie pisałam o mnie .
o tym dowiedziałam się dopiero po slube , ale pewnie jakbym wiedziała to i tak by to nic nie zmieniło .
I nie narzekałam że trzeba robić wręcz się cieszyłam że moge pomóc , narzekałam tylko że i tak nic mojej pani teściowej nie pasowało .

Marlena ona nie zmuszała syna , ona tak Go wychowała że tylko ona najważniejsza , dzieci mojej pani teściowej szanują tylko ją , do ojca umieją się brzydko odezwać i nie szanować jego zdania a jej zdanie jest (było) święte . Jak juz pisałam córka poszła do męża i ani przez chwilę nie żałowała swojej decyzji . Sama tak mówi. Co nie zmienia faktu że nigdy nie słyszałam żeby powiedziała "mamo nie masz racji" . Choć jak jedzie do domu to robi po swojemu i mnie to powie , pani teściowej już nie .

1,129 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2013-03-13 15:00:14)

Odp: Ach ta teściowa...

Marena7 i Wojciech Cejrowski straszy! Po co rodzicom jakaś emerytura, dawniej dzieci były jej gwarantem. Mężczyzna pracował, kobieta zajmowała domem. Każdy wiedział, że biedniejszy wchodząc do domu bogatszego (gospodarz z hektarami), powinien okazac wdziecznosc. Nie okazuje i mamy problem.

Wizz u Ciebie doszło do zderzenia "starego" z "nowym". Weszłaś do domu męża, naczelną gospodynią jest teściowa, Ty powinnaś byc tą posłuszną, umiejącą dostroic. Ty chcesz po swojemu, ale nawet mąż będzie torpedował Twoje zapędy, bo on jest wdzięcznym dzieckiem ( momentalnie przypominam sobie rolników).

Córka nigdy matce nic nie powie, nie będzie palic mostów za sobą. Odeszła z domu, to ją satysfakcjonuje, nie musi robic sobie wroga w osobie własnej matki, nigdy jej niczego nie wytknie, to nie leży w jej interesie.

Bardolka dobrze prawi, zbierz całą energię i skup się na zrobieniu jakiegoś kroku w stronę niezależności. Nawet jeśli nie macie widoków na całkowitą wyprowadzkę, to chociaż na to tzw linoleum, na swoje piętro. Im mniej razy będziecie wchodzic sobie w drogę, tym lepiej. Ty się wyciszysz, teściowa powróci do pucowania swojego metrażu.

1,130

Odp: Ach ta teściowa...

Wizz ale dlaczego ty tak ich wszystkich tłumaczysz? (męża, teściową, szwagierkę, teścia) - dlaczego nie jesteś w stanie zrobić czegokolwiek dla siebie? Dlaczego nie patrzysz na życie ze swojej perspektywy, tylko z "pani teściowej". Dlaczego jak ktoś Cię o coś pyta (jak choćby ja) to nie odpowiesz, tylko piszesz "ona nie zmuszała syna , ona tak Go wychowała że tylko ona najważniejsza , dzieci mojej pani teściowej szanują tylko ją , do ojca umieją się brzydko odezwać i nie szanować jego zdania a jej zdanie jest (było) święte . Jak juz pisałam córka poszła do męża i ani przez chwilę nie żałowała swojej decyzji . Sama tak mówi. Co nie zmienia faktu że nigdy nie słyszałam żeby powiedziała "mamo nie masz racji" . Choć jak jedzie do domu to robi po swojemu i mnie to powie , pani teściowej już nie ."

To, że ty tak wybrałaś, wg Ciebie było dobre, tylko Twój dobry wybór zepsuła teściowa, zachowując sie w opisany przez Ciebie sposób. Nie dopuszczasz do swojej świadomości myśli, ze i ty mogłabyś zrobić tak jak szwagierka i wziąć los w swoje ręce. Nie jesteś jakąś Antygoną, że wszystko sprzysięgło się przeciwko Tobie, a ty mimo walki jesteś skazana na porażkę. Ty nigdy nie zrobiłaś w sumie nic zdecydowanego, zeby zmienić swój los. Niestety.

1,131 Ostatnio edytowany przez Joga (2013-03-13 14:59:10)

Odp: Ach ta teściowa...
Bardolka napisał/a:

To, że ty tak wybrałaś, wg Ciebie było dobre, tylko Twój dobry wybór zepsuła teściowa, zachowując sie w opisany przez Ciebie sposób. Nie dopuszczasz do swojej świadomości myśli, ze i ty mogłabyś zrobić tak jak szwagierka i wziąć los w swoje ręce. Nie jesteś jakąś Antygoną, że wszystko sprzysięgło się przeciwko Tobie, a ty mimo walki jesteś skazana na porażkę. Ty nigdy nie zrobiłaś w sumie nic zdecydowanego, zeby zmienić swój los. Niestety.

No właśnie to próbuję uświadomić od jakiegoś czasu Wizz, samo gadanie nic nie da jeśli na końcu tych narzekań nie ma wniosków i planu "co zmienić" przecież życie mamy jedno i nie ma sensu zamieniać go w drogę krzyżową big_smile

1,132 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2013-03-13 15:04:06)

Odp: Ach ta teściowa...

Joga, ale są takie co lubią drogę krzyżową, bo podobno w niebie czeka nagroda. Żeby to było jeszcze iluś tam przystojnych kawalerów, może byłoby warto się pomęczyc?

1,133

Odp: Ach ta teściowa...

Rozumie Was wszystkie doskonale , co chcecie mi powiedzieć i jak juz napisałam od pewnego czasu nie staram sie , nie będe robić w polu , pani teściowa będzie miała w końcu powód żeby o mnie źle mówić , a mi to już koło pupy lata (jak sobie będe tak wmawiać to w końcu w to uwierzę) big_smile

chaber ja tam wole do piekła bo tam ciepło wink  zimna nie lubie wink

bardolka  pewnie dlatego wszystkich tłumacze i nic dla siebie nie robie tylko dla innych , bo całe życie patrzyłam jak robi moja mama sad ciężko pewne rzeczy zmienić choć i tak moi bliscy mówią że się zmieniłam na taką twardzielke .
i tu szykuje sie na kolejną burę że jestem dorosła i nie musze powielać błędów mojej mamy wink

1,134

Odp: Ach ta teściowa...
Wizz napisał/a:

Rozumie Was wszystkie doskonale , co chcecie mi powiedzieć i jak juz napisałam od pewnego czasu nie staram sie , nie będe robić w polu , pani teściowa będzie miała w końcu powód żeby o mnie źle mówić , a mi to już koło pupy lata (jak sobie będe tak wmawiać to w końcu w to uwierzę) big_smile

No i znowu to samo smile Ty nie chcesz np się wyprowadzić, kupić mieszkania choćby na 30letnią hipotekę. Chcesz tak zrobić teściowej na złość, żeby w końcu wyszło na Twoje. I to Cię wtedy ucieszy. Nie robieniem w polu nie zrobisz jej na złość, tylko sobie, bo wtedy teściowa będzie naciskać na Twojego męża, robic z ciebie jeszcze większego potwora. Albo mąż poprze mamę i mamy dla Ciebie klops, albo poprze Ciebie i mamy zimną wojnę między dwoma piętrami, a w tym wszystkim patrzące na to Twoje dziecko.

1,135 Ostatnio edytowany przez Wizz (2013-03-13 15:44:48)

Odp: Ach ta teściowa...
Bardolka napisał/a:

No i znowu to samo smile Ty nie chcesz np się wyprowadzić, kupić mieszkania choćby na 30letnią hipotekę. Chcesz tak zrobić teściowej na złość, żeby w końcu wyszło na Twoje. I to Cię wtedy ucieszy. Nie robieniem w polu nie zrobisz jej na złość, tylko sobie, bo wtedy teściowa będzie naciskać na Twojego męża, robic z ciebie jeszcze większego potwora. Albo mąż poprze mamę i mamy dla Ciebie klops, albo poprze Ciebie i mamy zimną wojnę między dwoma piętrami, a w tym wszystkim patrzące na to Twoje dziecko.

Jak już wcześniej pisałam nie stać mnie na wyprowadzke , bo wszystkie pieniądze są w tym domu i ogromnie ciężka praca mojego męża bo prawie wszystko zrobił sam .
druga sprawa za chwilę zostane bez pracy , a ładowac się na 30 lat w hipoteki to według Ciebie rozsądne wyjście ??

Do męża pani teściowa już bardzo długo się nie odzywa , bo dał małej klapsa . Jak Go znam zawzięciuch jak wyżej wymieniona pani to on będzie robił co do niego należy i na tym koniec.
Dziecko na tym nie ucierpi , bo nie bronie małej kontaktów z babcia i nigdy nie będę .
Wiesz ostatnio słysze jak moje dziecko mówi do babci - babcia dlaczego ty krzyczysz na mojego tatusia ?? dziecko jest mądrzejsze od nas wszystkich razem wziętych . A na awantury nie będzie patrzyło bo ich nie będzie , tak jak napisałaś . Dwa osobne piętra , dwie rodziny , każdy sobie i już .

Ja nie chce teściowej zrobić na złość , chce jej tylko pokazac co straciła .

1,136

Odp: Ach ta teściowa...

Wizz naiwna troche jesteś. Wy na górze, oni na dole, dziecko nic nie widzi. Ale przykładowo  wy wychodzicie z domu, żeby gdzieś jechać. Teściowie na podwórku, mijacie się bez słowa. I co, dla dziecka to wszystko jest okej? To jest normalne? Albo że w święta wy spędzacie wigilię na górze, dziadkowie na dole, nie macie kontaktu - i tego też dziecko nie zobaczy? No spójrz proszę Cię realnie. Bo odnoszę wrażenie, że tłumaczysz to sobie tak, żeby Tobie pasowało.

Czy ładowanie sie w hipotekę jest rozsądne? A czy rozsądne jest ładowanie oszczędności w cudzy dom, do którego nam nic, do którego nie mamy żadnego prawa? Czy to jest rozsądne?
Skoro jesteś na wypowiedzeniu, to czym prędzej powinnaś znaleźć nową prace, żeby się nie zasiedzieć w domu. Im dłuższa przerwa, tym gorzej potem znaleźć pracę.

1,137

Odp: Ach ta teściowa...

Szarlot, a w którym miejscu ja pisałam do/o Wizz? Skąd takie wnioski?

1,138

Odp: Ach ta teściowa...

Bardolka - ale w tym domu to normalka że babka się nie odzywa , od samego początku tak było .Coś świsło i ciche dni , a najgorsze że nie wiadomo czemu do nas się nie odzywa .
przykład np. pokłóciła się z dziadkiem - do nikogo sie nie odzywa a co ja winna że oni się pogryźli.
rozumiesz takie zachowanie ?? Czy jak jesteś zła na jednego z domowników to wszyscy na tym cierpią ??
Więc dla mojego dziecka to nie nowość .
Co do ładowania pieniędzy w ten dom , od początku mówiła ze będzie nasz , czy tak się stanie zobaczymy . Ja w każdym razie nie mam zamiaru być jego właścicielką , będzie chciała przepisać na nas to jej powiem żeby przepisywała na syna , żebym potem nie musiała wysłuchować ile to mi dała .
Stosunki jak juz pisałam bardzo się zepsuły jak przyszła na swiat moja córeńka , a juz wtedy kupe kasy było włożone . Wymieniony dach , poocieplane itp. no i zaczety remont pietra tzn - budowa , bo jedyne co tam było to ściany zewnętrzne i nośne tak do połowy wymurowane .

A hipoteka w wieku 30 i 35 lat to nie było dla nas wyjście , bo co jak nas by zabrakło zanim długi się spłaci - obciążać nimi dzieci albo rodzine ??

Co do pracy sie zgadzam , ale póki co moze chwile bede na zwolnieniu lekarskim a potem na zasiłek , coby pare groszy miec i szukanie pracy .
Myśleliśmy o założeniu firmy , ale to się kompletnie nie opłaca , płaci sie krocie a nic z tego niema .

1,139

Odp: Ach ta teściowa...

A Ja już wiem, że będę  miała ciekawe święta. Wczoraj synuś (czyt. mój mąż) zadzwonił do mamusi powiadomić o tym, że znalazł większe mieszkania dla nas i chce wsiąść kredyt i je kupić. No i zaczęło się pół godzinne lamentowanie, że po co nam to, że wkopujemy się na 30 letni kredyt a czasy dziś takie okropne. Że przecież mamy mieszkanie, w które władowaliśmy kasę na remont (kawalerka 24 m2, remont po kosztach co prawda generalny, ale bez udziwnień), mamy dwu letniego synka i po prostu robi nam się ciasno, cena mieszkania wydaje nam się atrakcyjna, ale nie wg nich mamy siedzieć i się cisnąć. A na stwierdzenie mojego męża, że nikt mu za darmo mieszkania nie da, usłyszał kontre, że przecież oni utrzymują mieszkania po babci puste (ciągle słyszymy, że je sprzedają, ale zawsze chętni rezygnują, takie dogodne położenie, no i wiecznie słyszę, że mieszkanie jest dla jego siostry bo cyt.:"na starość babci musiała tyłek podcierać"), ok nic mi do tego tym bardziej, że mieszkanie jest w innym mieście niż my mieszkamy i po prostu nie widzi nam się przeprowadzka. Ale głównym punktem zapalnym jest fakt, że mieszkanie które chcielibyśmy kupić jest dam moimi rodzicami. No i mamy problem, bo na pewno to moja mama to uknuła, że to mieszkanie puste od ponad 10 lat nagle właścicielka chce sprzedać. Ale podczas rozmowy zrobili taki ambaras, a my nawet jeszcze kredytu nie załatwiliśmy, tak naprawdę nic jeszcze ni wiadomo oprócz luźnych planów, a tu już taka afera... Bo argument, że w razie czego mamy kawalerkę, którą można sprzedać, lub wynajmować usłyszeliśmy, że to nam nic nie pomoże... Oj już się ciesze na to spotkanie z teściową

1,140 Ostatnio edytowany przez Szarlot (2013-03-25 11:35:24)

Odp: Ach ta teściowa...

tusia, skoro macie takie problemy z tym mieszkaniem, to nie wolicie kupić jakiegoś innego nie w pobliżu Twoich rodziców, (ani nie teściów też wink) i mieć spokój? Czy to jest w jakiejś wyjątkowo atrakcyjnej cenie?
A poza tym nie musicie się chyba tłumaczyć z tego, że Wam ciasno, gdzie i za ile. To Wasza sprawa. Mąż nie może ucinać takich rozmów z mamą w momencie kiedy przybierają ton narzekająco-kontrolująco-irytujący?

A jak już jesteśmy w temacie Świąt. U nas wielki przełom smile
Dojrzeliśmy wreszcie, żeby spędzić je sami u nas w domu. Bez tych wyjazdów dalekich (a przy tym moich ciążowych torsji :] w drodze do teściów i w drodze powrotnej - jak w czasie ostatnich Świąt... ale jechaliśmy, bo przecież wypada), bez stresu, siedzenia przez 7 godzin przy stole (bo przecież wypada) i innych atrakcji.

A teraz plan jest taki... Mąż zrobi żurek i upiecze sernik (jego specjalność mniam smile). Zjemy lekkie śniadanie Wielkanocne i będziemy się wylegiwać w domku do góry brzuchem... Już się cieszę, zapowiada się pięknie, bez stresu, pośpiechu i po naszemu smile
Aż się dziwię, że dopiero teraz na to wpadliśmy, po akcjach z ostatnich Świąt.
Do tej pory zawsze się uginaliśmy, no bo teście zapraszali. Oczywiście nie winię tu nikogo, tylko nas samych, bo nie potrafiliśmy być asertywni i stawiać na swoim. Na szczęście człowiek im starszy, tym mądrzejszy wink

Ciekawe jak moja teściowa to przełknie, że nie przyjedziemy (do tej pory kilka razy pod rząd zawsze byliśmy), bo jeszcze nic nie wie, pewnie będzie lament i wzbudzanie w nas poczucia winy... ale i ja i małżonek jesteśmy zdeterminowani, że czas zacząć tworzyć własne zwyczaje i zacząć spędzać Święta po swojemu, a nie tak jak ktoś od nas tego oczekuje.
Poza tym to nasze ostatnie Święta kiedy jesteśmy jeszcze tylko we dwoje, bo następne spędzimy już z naszym Dzieciem, które kopie jak szalone smile więc tym bardziej chcemy pobyć sami ze sobą.

Wesołych i spokojnych Świąt dla Was Dziewczyny smile albo takich, o jakich marzycie smile

1,141

Odp: Ach ta teściowa...

Szarlot, chodzi o to, że mojemu mężowi i w sumie mnie podoba się to mieszkanie i cena naprawdę jest dobra. Dla nas nie jest to problemem gdzie to mieszkanie jest, tzn. lokacja jest świetna, bo pod oknami jest i przedszkole i szkoła. i do sklepów blisko jak coś... My nie szukaliśmy mieszkania na silę, po prostu nadarzyła się okazja i dlaczego mamy ją przegapić? Mam nadzieję, że wszystko ułoży się po  naszej myśli, a teściowa niech sobie gada, tyle jej...
I tak, tłumaczyć się nie musimy, sami dobrze wiemy jakie są nasze potrzeby.

1,142

Odp: Ach ta teściowa...

Tusia, wiem, że znalezienie mieszkania, które samo w sobie by było idealne, a do tego miało znośną lokalizację i cenę do przełknięcia jest często zadaniem na lata, więc ja trzymam kciuki za Wasze ignorowanie biadolenia teściowej. Jedno z czym zgadzam się z Szarlot - rozsądnie chyba byłoby na przyszłość ucinać wszelkie gadki teściowej i zamiast się tłumaczyć ( bo w końcu Wasza sprawa gdzie i dlaczego się przeprowadzacie), to metodą zdartej płyty powtarzać, że WY już podjęliście decyzję.

Szarlot, gratuluję wreszcie własnych świąt smile

1,143

Odp: Ach ta teściowa...

Szarlot, również gratuluję i życzę asertywności przy powiadamianiu teściowej o Waszych planach.
My odkąd jesteśmy małżeństwem spędzamy wszystkie święta sami i nie zrezygnowałabym z tego.

1,144

Odp: Ach ta teściowa...

Tusia86, ja bym była dumna z niezależnych dzieci. To fakt, że trafic na okazję mieszkaniową w dzisiejszych czasach jest trudno. Życzę powodzenia.

Pozostałe synowe na dorobku, te spłacające kredyty i te zaciskające pasa - trzymam za Was kciuki. Wiem, że jest trudno, ale warto, naprawdę warto się wysilic.

Z tymi świętami to przesada. Co się stanie jak się w tych dniach z rodzicami nie spotkacie? Koniec świata będzie? W naszej tradycji tak się utarło, że święta mają byc rodzinne i basta! Nikt jednak nie określił jak bardzo rodzinne i nigdzie nie ma napisane, ze ma byc to zjazd całej familii. Dla nas są to dni jak każde inne. Takie podejście zmieniło nam optykę. Z pewnością nie będziemy z mężem płakac rzewnymi łzami, bo święta i dzieci nas nie odwiedzają. Szkoda jedynie, że taka niefajna pogoda się zapowiada, bo ze szwagierkami sezon grillowy byśmy rozpoczęły. A tak, nasi mężowie pójdą do rodziców, my coś tam innego uknujemy.

1,145

Odp: Ach ta teściowa...

Dzięki kobietki... w piątek idziemy do banku, wtedy się wszystko wyjaśni, trzymajcie kciuki!

Co do świąt, to ja lubię spędzać je z rodziną, tylko że wole z rodziną z mojej strony, a zwłaszcza od strony mamy. Nie ma tam tej napinki i jakiegoś przymusu. Jest to raczej luźne spotkanie, jak ktoś ma ochotę to się zdrzemnie, zje albo jak to mam z moimi cioteczkami w zwyczaju zagra w bingo. Znowu u mojego męża trzeba siedzieć na tyłku i najlepiej się tylko uśmiechać, wysłuchać żali i pretensji. No i ten wyścig z jedzeniem, potrawa za potrawą i nie ma, że nie.

1,146

Odp: Ach ta teściowa...

Dzięki Dziewczyny, zobaczymy jak nam te Święta miną smile

tusia86 napisał/a:

u mojego męża trzeba siedzieć na tyłku i najlepiej się tylko uśmiechać, wysłuchać żali i pretensji. No i ten wyścig z jedzeniem, potrawa za potrawą i nie ma, że nie.

Chyba masz tych samych teściów co ja big_smile

Czyli jak tusia spędzacie w tym roku Święta? A mąż też woli z Twoją rodziną czy ze swoją? On też dostrzega tę "napinkę" i się buntuje, czy ponieważ to jego rodzina, to nie zauważa tego?

1,147

Odp: Ach ta teściowa...

Śniadanie wielkanocne mamy u mojej babci, a do teściów jedziemy na obiad.

Co do mojego męża, woli spotykać się z moją rodziną, bo tutaj zawsze jest wesoło, ale tak naprawdę nigdy się do tego nie przyzna. U mamy nic nie powie, "żeby jej przykro nie było", będzie tak siedział, jakby trzeba było i cały dzień. Ale i tak jak zawsze usłyszy to magiczne zdanie: "Ja ciebie tak nie wychowałam", no to ja się pytam: "A kto?"

Oby te święta były spokojne i bez zbędnych stresów. I żeby jednak pan pogodynek, lub pani pogodynka zmieniła zdanie co do stanu aury big_smile

1,148

Odp: Ach ta teściowa...

No i tak jak się spodziewałam, u moich teściów wielka awantura o to, że chcemy wsiąść kredyt na mieszkanie. Do wszystkiego włączyła się wiecznie chora i bezrobotna siostrzyczka mojego męża, że ona "nie pozwoli, żeby jej brat nie spał po nocach, płakał i w ogóle umarł na zawał" (?). Oczywiście z całej rozmowy wyszło tak, że to ja siłą zmuszam swojego męża żeby kupił mieszkanie, ze mam zamiar się na niego wypiąć, no i oczywiście hit sezony "małżeństwa, które mają dwa mieszkania szybciej się rozwodzą". Czasy dziś niepewne więc najlepiej żebyśmy w ogóle zapomnieli o naszym pomyśle, przecież możemy się wprowadzić do mieszkania po babci (spakować się i od tak zmienić miasto zamieszkania, bo im się tak widzi że nam będzie tak łatwiej). Ale najlepsze to zachęta na to żebym zamieszkała w mieście mojej teściowej "co drugi dzień będzie mnie z obiadem odwiedzać". No po moim trupie, ripostę walnęłam, że obiad to ja mam codziennie u moich rodziców bo już nie wytrzymałam. I tak powiedzieliśmy, że zrobimy jak będziemy chcieli i nic im do tego. Ale tak mi teściowa ze szwagierkom krwi napsuły, że do tej pory się trzęsę.

1,149

Odp: Ach ta teściowa...
tusia86 napisał/a:

No i tak jak się spodziewałam, u moich teściów wielka awantura...

Ach, te polskie rodzinne spokojne Święta... wink

tusia, współczuję...

1,150 Ostatnio edytowany przez tusia86 (2013-03-31 20:55:51)

Odp: Ach ta teściowa...

Ale teraz mi się przypomniało jak mój mąż do swojej siostry mówi "Tak czy siak już dziś zapraszamy na parapetówkę, kiedy będzie damy znać"
A na to ona "Ja się nie pojawię bo nie chcę się patrzyć na twoje nieszczęście"
No ręce mi opadły, czy branie życia w swoje ręce i walka o jakich byt, w naszym przypadku o większy kawałek przestrzeni to coś złego. Ja wiem, że czasy ciężkie i w ogóle, ale skoro mamy możliwość ruszenia naszego życia to dlaczego mamy nie korzystać? W dzisiejszych czasach stała praca nie jest wyrocznią tego co będzie za rok albo dwa, ale przecież nie można czekać w nieskończoność na te "lepsze czasy", bo wtedy nigdy się nigdzie nie ruszymy. To że nie boimy się wsiąść życie za rogi i postawić na jedną kartę postrzegane jest jako coś złego. I ja tego nie rozumiem, będzie co ma być. A ich postrzeganie świata jest dla mnie iście pesymistyczne. Jakby wszyscy ludzie tak postrzegali świat to tak myślę, że nigdy byśmy z tej jaskinii nie wyszli...

No i teściowa znowu nam swoje mieszkanie zaoferowała, że synkowi przepisze, ale tak za 20-30 lat. No bardzo dziękuję, wtedy mój syn będzie miał lat 22 więc na pewno mi się większy metraż przyda tongue

1,151

Odp: Ach ta teściowa...

A co się tusia przejmujesz głupim gadaniem....
Róbcie swoje i tyle.

1,152 Ostatnio edytowany przez tusia86 (2013-04-02 00:28:25)

Odp: Ach ta teściowa...

No właśnie ja nie chcę się przejmować, ale czasem normalnie nerwy wysiadają. Bo ile razy można komuś spokojnie tłumaczyć, że nie chce się gdzieś mieszkać? Za każdym razem na nasze jakieś pomysły jest jedna i ta sama gadka, więc czasem człowiekowi po prostu włącza się agresor i daje upust emocją. I wtedy staje się tym złym. Za każdym razem kiedy my chcemy zrobić krok do przodu, szanowna teściowa widziała by to inaczej, po swojemu, czyli wprowadzić się do niej albo jak najbliżej niej. Ale dlaczego my mamy wracać skoro chcemy iść do przodu?

No i najważniejsze jest to, że cała awantura była o sprawę w której my nie pytaliśmy ani o radę, ani o zgodę, tylko na pytanie co u nas słychać stwierdziliśmy tylko fakt kupna mieszkania. Czasem się zastanawiam czy lepiej by nie było tego przemilczeć, tylko synuś zawsze mamusi wszystko musi wypaplać....

1,153

Odp: Ach ta teściowa...

Tusia, za bardzo się tym emocjonujesz. Olej smile
Ale faktycznie jeśli mąż ma potrzebę opowiadania o wszystkim mamie, to może ustalcie wspólnie jakieś zasady, o czym mówicie, i przede wszystkim, że nie tłumaczycie się, tylko informujecie.
A może on się jeszcze trochę czuje małym synkiem, który chce się radzić mamusi?

1,154

Odp: Ach ta teściowa...

W sumie za każdym razem synuś dzwoni do rodziców o radę, tylko że moim zdaniem nie można radzić się kogoś w sprawach na których się kompletnie nie zna lub życie pokazało, że najlepiej ich nie rozwiązał. Tylko właśnie akurat w tej konkretnej sprawie nikt nikogo o radę ani wyrażanie własnej opinii nie prosił.

1,155

Odp: Ach ta teściowa...

Tusia, potrzebujecie aprobaty?
Nie jesteście pewni swojej decyzji?
Czy może zwyczajnie brakuje Wam asertywności?
Wystarczy powiedzieć, że "taka jest nasza decyzja" i nie walczyć o swoje racje, nie przekonywać na siłę, nie tłumaczyć...

1,156

Odp: Ach ta teściowa...

No właśnie chodzi o to, że niczyjej aprobaty nie potrzebujemy. Jesteśmy na tyle dorośli zeby samemu podejmować decyzje.  Głównie chodzi o to, że za każdym razem jak mu mamy jakieś plany ona widzi to inaczej i tym swoim wyjacym tonem stara się nam przeszkodzić  (chociaż jeszcze nigdy nic tym nie ugrala). Poprostu mnie już meczy ta ciągła walka i gryzienie się w jezyk powtarzając po raz tysieczny że nie wprowadzimy sie tam gdzie ona chce ani nie będziemy żyć tak  jak ona chce.
Swoją drogą to zachowanie mojej teściowej i jej córeczki czasami przyprawia mnie o taki śmiech,  że muszę się powstrzymać żeby ich nie wysmiac

1,157

Odp: Ach ta teściowa...

Witam
moja teściowa to cwana gapa choć na pierwszy rzut oka wydaje się prostą babiną.
Szanuje tego kto ją jak psa traktuję,kto stroi fochy,obraża się,nie odwiedza jej.Motywację do tego "szacunku" jest oczywiście strach.
Mnie nie szanowała nigdy bo ja byłam zawsze miła,traktowałam ją jak człowieka,rozmawiałam.
Po 16 latach bycia jej synową postanowiłam jednak zmienić podejście.
A sytuacja z ostatnich świąt mnie do tego zmotywowała.

Pisałam już o tym w dziale religia.Ale napiszę raz jeszcze.Po południu w poniedziałek wielkanocny moja córka zeszła do babci( w święta przyjeżdżamy do naszego "letniego" mieszkania,które dzielimy z teściową- to znaczy ona mieszka na dole a my- na górze) pożyczyć igłe i nitkę bo chciała uszyć coś lalce.
Przyszła zaraz do nas z płaczem,że babcia nakrzyczała i nie pożyczyła.Za chwilkę dzwoni teściowa do męża i coś tam tłumaczy.Maż tylko powiedział,że córka się chciała pobawić,że nie szyje zarobkowo i..wkurzony wyłaczył się,Powiedziałam córce by nie płakała i że pójdę do babci.Kiedy zeszłam i poprosiłam by pożyczyła iglę i nitkę dla wnuczki ta zrobiła mi jazdę,że moja córka jest niewychowana,nie zna żadnych zasad.Nie bardzo skumałam więc zapytałam o jakie zasady chodzi.I usłyszałam,że dzień święty mam uświęcać....Zbaraniałam z lekka nad jej obłudą bo poprzedniego popołudnia moja teściowa wywaliła na śniadaniu wielkanocnym tyle flaszek wódki,że mój teść i jego sąsiad zalali się totalnie a inny synek teściowej pod stołem nalewał wódkę swemu piętnastoletniemu synowi.
Powiedziała mi,że ja nie umiem córki wychować i że jeszcze wspomnę jej słowa.
Zapytałam co złego jest w tym,że dziecko bawi się w szycie? Czy może oglądanie tv cały dzień jest lepsze? Na to teściowa stwierdziła,że przecież moja córka może przyjśc do niej i porozwiązywać krzyżówki.Powiedziałam,że po takim jej zachowaniu raczej nie przyjdzie.I wiecie co ona wtedy zrobiła? Zerwała się i przyniosła mi igłę i nitkę...

Kiedy po paru godzinach córka zeszła do babci zaprosić ją na swój koncert skrzypcowy babcia powiedziała,że nie przyjdzie bo słyszy z dołu....Córcia znowu się spłakała.Mąż był tak wściekły,że spakowaliśmy się i pojechaliśmy do domu...

Nie potrafię się komunikować z tym jełopem...ech..

1,158

Odp: Ach ta teściowa...

Droga Marleno 7 chciałabym mieć właśnie taką teściową jak Ty jesteś...moja od początku nie była mną zachwycona bo jestem z odzysku z synkiem a ona oczekiwała synowej młodszej i panny dla swojego synka który był kawalerem 41 letnim...jesteśmy ze sobą od 3 lat w zeszłym roku urodził nam się synek...mieszkaliśmy 200 km od siebie po urodzeniu synka postanowiliśmy że się przeprowadzę do niego...wynajęliśmy mieszkanie niestety dwa mieszkania obok mamy i teraz wiem że to był błąd...chciałam dobrze pomyślałam że będziemy blisko więc nie będzie jej przykro że nagle syn zniknął mimo że ma jeszcze dwóch...pomyliłam się...na początku było tak że drzwi się nie zamykały a to zupka a to wędlinka itd...nie chciałam reagowac bo wiem że ciężko jej się było pogodzić...niestety synek nie potrafił jej delikatnie powiedzieć żeby dała sobie spokój bo jak twierdził pomoc nam jest potrzebna...tak racja ja byłam bez pracy i straczało na skromne życie ale jakoś było a powodem tego nie była pomoc ale to żeby mamusi nie było przykro że odmawiamy...potem już było tylko gorzej...generalnie nie mogłam ugotować nic bez jej zgody bo ona zawsze coś miała a jak kupiłam trzeba to zamrozić itd...znosiła mi swoje stare swetry ona rozmiar 50 ja 38 mówię za duże a to nie szkodzi spruje rękawy i zrobię mniejsze jak odmówiłam foch...wreszcie zaczęłam odmawiać wszystkiego no i okazało się że jestem niewdzięczna...bo ona mi ciuchy w lumpeksie kupuje a ja nawet nie chcę przymierzyć...kiedy w koncu chciałam żeby dała mi spokój syn stanął w obronie mamy...bo jest jej przykro itd...jak zaczęliśmy się kłócić to zaczał chodzić i jej się żalić i tak właśnie ją znienawidziłam...powiedziała mi że nasz synek nie powinien się urodzić jak poroniłam wcześniej to powiedziała że dobrze się stało bo po co mu dzieciak w tym wieku a teraz przed ludźmi udaje kochaną babcię...chciałam iść do pracy nie mam z kim zostawić dziecka nie chciałam jej ale partner się uparł tyle że zanim zaczęłam pracować za każdym razem kiedy miała focha mówiła ze jej noga już tu nie postanie więc wytłumaczyłam mu że nie mogę się na nią zgodzić bo jak pójdę do pracy a ona zrobi focha to z kim dziecko zostanie...znalazłam opiekunkę więc oczywiście ona by pilnowała ale ja jestem suką i nie pozwalam...nie chce jej pomocy chce żyć sama po swojemu ale ją to boli...miała klucze do mieszkania jak pukała i dzoniła i nikt nie otwierał to sobie otwierała sama mimo że wiedziała że jestem w domu tylko może śpię z dzieckiem miał wtedy 4 miesiące...jak przychodziła i go budziła trzaskając drzwiami i zwróciliśmy jej uwagę to obrażona krzyczała no i co z tego przeciez może spać później...ciągle burzyła nam spokój...doszło do tego że jak się obraziła to wydzwaniała do synka co godzinę żeby do niej przyszedł...a to ma dla niego oscypka bo on lubi a to znalazła rękawiczkę nie od pary a to kratkę odkręcić itd...jak się pogodziłyśmy ciągle sie wtrącała a bo synek nie powinien tak płakać trzeba go na ręce brać bo od płaczu może umrzeć a ja nie chciałam go nosić bo starszego też nie nosiłam i żyje to go sama wyciągała z wózka jak powiedziałam dość albo ja albo ona to walła drzwiami...ciągle mieszała...robiła synkowi obiadki za plecami kanapki sałatki i wołała a on chodził bo mamie będzie przykro...wojna trwa tyle że ja już nie chcę zgody bo znienawidziłam ta kobietę już na zawsze...jak syn do niej nie wejdzie przez 3 dni to mówi co pani ci zabroniła...mam już jej dość...jemu jest jej szkoda ale nie rozumie że ona mu wodę z mózgu robi...jej zdaniem najpierw jest matka a potem my...namówiłam go na psychologa i idziemy bo chce żeby ktoś w końcu wytłumaczył mu że powinien to zmienić...nie potrafi jej powiedzieć mamo teraz nie mogę wejść bo np idziem do sklepu bo ona zaraz mówi no tak matka powinna umrzeć bo już się nie liczy i tak jest ciągle...ciągle wydzwania a ja się z tym pogodziłam on już nie chodzi codziennie ale wysłuchuje że ja mu nie pozwalam...a tu nawet nie chodzi że codziennie ale po 5 razy dziennie...potrafi zadzwonić o 6 rano bo np upiekła mu chlebek wczoraj a miał wejść on że byliśmy na spacerze wróciliśmy koło 20 mały marudził i nie było już kiedy no to foch bo za późno wróciliśmy odkłada słuchawkę a ona wali w drzwi bo ten chlebek przyniosła on jej mówi że starszego obudziła a do szkoły idzie na 8 a ona no i co z tego ale w takim raziem jej noga już tu nie postanie...tyle że obiecuje i nie dotrzymuje słowa...jestem już zmęczona tą kobietą...chciała rządzić naszym domem i życiem...nie ciała nam kluczy oddać dopiero po awanturze rzuciła nam nimi...nie rozumie że nie po to dostała klucze by sobie wchodzić kiedy ma ochotę...my po prostu nie mamy czasu dla siebie bo ciągle coś...teraz już się nie odzywamy całkowicie chciałam się wyprowadzić i odejć bo wiem że mój partner jest temu w dużym stopniu winen bo jej na wszystko pozwalał...mam nadzieję że psycholog nam pomoże bo kocham go ponad wszystko na świecie tak jak dzieci i nie chce się rozstać ale nie pozwolę by ktoś moim życiem kierował...nie rozumiem dlaczego ją tak boli że niczego od niej nie chce przecież to chyba dobrze...pozdrawiam

1,159

Odp: Ach ta teściowa...
lidi napisał/a:

(...) nie rozumiem dlaczego ją tak boli że niczego od niej nie chce przecież to chyba dobrze

Dobrze, ale nie dla kogoś, kto lubi czuć się potrzebny, a raczej niezbędny i niezastąpiony i ma tym tle kompleksy...

Nóż mi się w kieszeni ciągle otwiera, jak słyszę tekst "bo mamusi będzie przykro"... A pytałaś kiedyś męża czy jemu jest dobrze z tym, że Tobie jest przykro?
I czy on serio uważa, że mama na pierwszym miejscu a potem Wy? To może wytłumacz mu, jeśli nikt mu tego wcześniej nie powiedział, że po to facet zakłada swoją rodzinę, żeby to ona była na piedestale...
Jakoś trudno mi uwierzyć w to, że facet po 40-tce tego nie rozumie...

A co do Twojej teściowej. Biedna kobieta. Sfrustrowana, przestraszona, samotna, niezrównoważona emocjonalnie, bez swoich pasji, swojego życia. No chyba, że za pasję uznać uprzykrzanie Wam życia... Smutne, trzeba jej współczuć.... Tylko że jej problemy emocjonalne, to nie Twój problem. Ona jest dorosła i miała dużo czasu, żeby coś z tym zrobić. Rób tak, żeby Tobie było dobrze. Pomysł z psychologiem bardzo dobry! Może to potrząśnie Twoim mężem wreszcie.

A próbowałaś z teściową rozmawiać? Bez emocji, rzeczowo, asertywnie? że nie życzysz sobie niezapowiedzianych wizyt, budzenia synów, wchodzenia bez pukania, itp?

No i chyba jednak trzeba będzie założyć fan klub mareny, bo jesteś już kolejną, nawet nie wiem którą już z kolei, osobą w tym wątku, która chętnie wzięłaby ją za teściową smile smile smile

1,160 Ostatnio edytowany przez lidi (2013-06-18 11:23:46)

Odp: Ach ta teściowa...

...tak rozmawiałam z teściową ale ona uważa że ja zabraniam jej kontaktów z synem...tylko po co bym tu chciała mieszkać gdyby tak było mogłam gdzie indziej...na moją uwagę że za często powiedziała że będzie przychodził kiedy będzie chciał a mnie nic do tego...partner ma w tej chwili 44 lata...nie jest moim mężem nie wiem czy teraz bym się na ślub zdecydowała na razie muszę widzieć że to ma sens bo nie chcę się potem szarpać po sądach...ona mi kiedyś opowiadała że jej matka zawsze ją traktowała jak śmiecia i teraz tak myślę że ona chce sobie to wynagrodzić bo w domu nie miała nic do powiedzenia i zawsze była tą głupią więc teraz chciała zrobić ze mną to samo...wiem że najmłodszy syn też związał się z rozwódką i był ten sam problem ale oni się odseparowali bo mu się znudziło...tylko średni jest naj bo on się ożenił z panną i jej by nic nie mogła powiedzieć bo oni mieszkają w domu jednorodzinnym u jej rodziców...wszystko było nawet do tego stopnia że mamy auto 4 osobowe i na każde urodziny w rodzinie mój partner zawsze ją zawoził z racji tego że jest nas 4 a ona piąta nie można się zabrać razem a ponieważ to spory kawałek bo my mieszkamy w Siemianowicach a rodzina w Katowicach to na dwa kursy sporo czasu więc zaproponowałam jazdę autobusem bo dojazd fajny około 45 min żeby było wszystkim ok ale ona autobusem nie pojedzie...teraz pojechaliśmy do brata autobusem a ona osobno i tak mu pewnie nagadała że mi powiedział że ją upokorzył tym że pojechał ze mną a to znaczy że ja z dziećmi i ona z synkiem i ja autobusem a ona autkiem...już tak raz było...on nie to że nie rozumie tylko ona mu zatruwa życie gadaniem i jemu jej szkoda bo to matka a wpioła mu całe życie że ona jest jedna powinien być jej wdzięczny itd...wprowadza szantaż emocjonalny i wpływa na jego psychikę dlatego chcę byśmy poszli do psychologa może on na niego wpłynie by przestał się litować...teść odebrał sobie życie myślę że jej to zawdziecza bo ona potrafi zatruć człowieka tymi gadkami...teść zaciągną kredyt i zwolnili go z pracy wiem od średniego syna że ona go straszyła komornikiem...zamiast wsparcia szpile i facet nie wytrzymał...szkoda mi partnera bo wiem że on jest rozdarty i mówi że kiedyś zwariuje...potrafi być cudowny jak do niej nie chodzi za często...w dzień dziecka kazała mu coś robić w domu bo wymyśliła remont ale on jej powiedział że idziemy z dziećmi bo tak obiecaliśmy zwłaszcza że starszy ma 8 lat i wszystko rozumie bo mały ma rok więc nie koniecznie ale powiedziała mu że oczywiście matka nie potrzebna i żeby nie przychodził obcych weźmie no i koło się zamyka pojechaliśmy ale wiem że on się źle czuje jak takie rzeczy słyszy bo chce dobrze ale nie da się...a jak chciałam ze starszym iść na frytki w niedzielę bo mu obiecałam a on był u mamy bo się poprztykaliśmy i dzwonie żeby wrócił i został z młodszym bo muszę też starszemu trochę czasu poświęcić i się zdenerwowałam więc podniosłam głos a ona do mnie przez tel zamknij mordę...nie nigdy się z nią nie dogadam za dużo sobie pozwala i dla mnie ona już nie istnieje...ona chciałaby zawładnąć moim życiem mówi np o dzisiaj idźcie na spacer bo ładna pogoda a jutro jest odpust to wypadało by iść a w niedzielę wybierzcie się do brata na grilla i tak w kółko...a co gotujesz ? ogórkową to zostaw nie kończ mam szczawiową i tak było codziennie a sos zamroź a placki ziemniaczane z cukrem są wstrętne ale ja lubie a ona robi lepsze z sosem...w domu ma ciągle bałagan i wini za to syna bo jak twierdzi wyprowadził się rok temu i ona nie może się teraz odnaleźć to przez niego ma tak w domu...średni brat zrobił remont w kuchni a po miesiącu nawet śladu po remoncie nie było...i dodam że zbiera po śmietnikach bo wszystko się przyda i dziecku też znosi a mnie krew zalewa...ech długo by pisać...psycholog będzie musiała chyba u nas zamieszkać z tydzień żeby wysłuchać i zobaczyć co się dzieje...

1,161 Ostatnio edytowany przez lidi (2013-06-18 11:47:02)

Odp: Ach ta teściowa...

Szarlot...powiem Ci że jest mi tu o tyle ciężko bo nikogo tu nie znam dlatego znalazłam to forum bo nie mam z kim pogadać...mieszkam tu od roku przeprowadziłam się z Łodzi i trudno mi się tu odnaleźć samej...moja mama zmarła 20 lat temu tata ma 72 lata został w Łodzi i nie chcę go denerwować...ale tam się wychowałam znam wszystko mam znajomych a tu nikogo...opiekunka jest bardzo fajna i tylko z nią mogę o czymś pogadać ale nadal szukam pracy bo to co znajduję to albo nie płacą na czas albo wykorzystują...wszystko to mi nie pomaga a tylko dołuje...zadnego wsparcia poza partnerem który potrafi na prawdę być cudowny ale bez mamusi...różnimy się zupełnie jeśli chodzi i o wychowanie i ogólnie kulturę...oni placki z sosem ja z cukrem oni gołąbki z samym ryżem ja z mięsem oni nie jadają surówek ja uwielbiam oni kluski na parze ze śmietaną ja z sosem itd...i to nie powinien być problem bo można się dogadać ale ona próbuje mnie zmusić do tego jak oni jedzą a ja nie chcę bo jak robię coś co partner nie lubi np mizerie na słodko lubię ja a on nie to mu nie słodzę...kluski sobie z sosem a jemu ze śmietaną ale ona uważa że nie jestem gospodarna bo rozrzucam pieniądze takim gotowaniem a raz na jakiś czas mogę zjeść nawet jak nie lubię...a czemu oni  nie mogą zjeść tak jak ja ? usłyszałam bo my nie lubimy hahahaha a ja to niby co?...moja mama nigdy mnie nie biła była dla mnie jak koleżanka...ona lała dzieci pasem i uważa że mnie mama źle wychowała bo ja mogłam zapalić papierosa przy mamie a ona w życiu by na to nie pozwoliła...uważa też że mój starszy syn powinien dostawać lanie bo jest niegrzeczny bo np kiedyś się wygłupiał i ściągnął przy niej majtki jak miał 6 lat a ona czuła się zażenowana i za to powinnam go zlać bo nie ma wstydu i szacunku a tłumaczenie nic nie da...mój partner się jej boi tak bym to okresliła i mam nadzieję że psycholog to zmieni...nie pozwolę jej zniszczyć mojego związku i postaram się żeby mój partner zobaczył że można żyć inaczej...

1,162

Odp: Ach ta teściowa...
lidi napisał/a:

nie nigdy się z nią nie dogadam za dużo sobie pozwala (...)

lidi napisał/a:

się zdenerwowałam więc podniosłam głos a ona do mnie przez tel zamknij mordę...

O Jezu?! yikes a co Twój facet na to? jak zareagował?!

Jeśli on puszcza takie rzeczy mimo uszu, to się nie dziw, że ona Cię tak traktuje.... gdyby "dostała w łeb" (czyli np. mocny ochrzan) od synka za taki tekst do Ciebie, to może połowy Waszych problemów by nie było, a tak....

Współczuję Ci, wplątałaś się w bagno.... Faktycznie, tylko psycholog może tu coś pomóc... chociaż jak gość ma 44 lata i nie stoi mocno na własnych nogach, tylko zawsze martwi się co mamusia na to czy na tamto, to ja nie wiem.... ciężko będzie go zmienić i zdjąć mu klapki z oczu.....

Bo to nie ona jest problemem, tylko Twój facet. No ale to wiesz.

Dużo cierpliwości i konsekwencji Ci życzę... Napisz, jak po wizycie u psychologa. Trzymaj się smile

1,163 Ostatnio edytowany przez lidi (2013-06-18 20:04:40)

Odp: Ach ta teściowa...

tak masz rację duża wina tkwi w nim ale winna jest temu jego matka która tak go sobie wychowała...tak czasem stanie w mojej obronie ale to rzadkość bo np ostatnio dostała prawie zawał przeze mnie serce ją bolało i bała się że do rana nie dożyje i jak wrócił do domu to przezywał to strasznie bo on nie rozumie że to zagrywka...kobieta sobie dorabia chociaż nie musi i lata sąsiadom po zakupy a przy nim udaje chorą tylko że twierdzi że źle się czuje z mojego powodu przecież ona chciała tak dobrze to czego ja od niej chce i co ona mi takiego zrobiła tego ona nie rozumie...ona mu tak mąci w głowie a ponieważ ojciec się powiesił bo jak słyszałam z różnych źródeł ona mu wierciła dziurę w brzuchu gadaniem on się wkurzył i powiedział że się powiesi a ponieważ wtedy się kłócili to mój partner powiedział to idź się powieś będzie spokój i on wyszedł i się powiesił...wiem że partner to przeżywał bo czuł się winny ale ja myślę że sobie nie zdawał sprawy z tego w jakim ojciec był już stanie psychicznym i teraz boi się że matka jak mówi że ona umrze przeze mnie że serce ją boli spać nie może to skończy się źle i to będzie nasza wina...myślę że ona to właśnie wykorzystuje...wzbudza w nim poczucie winy...dlatego może nawet psycholog pomoże mu z jego własnymi myślami...dzisiaj np załadowała mu tel bo powiedział że on do niej nie oddzwoni bo nie ładuje tel nie ma takiej potrzeby więc szkoda kasy a jak zadzwoni nawet to mówi że musi kończyć bo mu szkoda wygadać jak będzie potrzebował to nie będzie miał nic a musi mieć w razie gdyby do domu czy z domu do mnie zadzwonić ...więc żeby mógł zadzwonić doładowała mu tel i oddzwonił jej podziękować a ona wywiad...gdzie jesteśmy-na zakupach-a po co-bo pokończyły się podstawowe środki i produkty-a gdzie-a ja się wkurzyłam i mówię podpaski mi się skończyły więc ona pyta go co ja powiedziałam on powtarza ona że są gdzieś bardzo tanie a ja że ja nie kupuję takich jak ona a ona że ja te najdroższe no szlak mnie trafia że ktoś może być taki wścibski...teraz żałuję że nie powiedziałam że prezerwatywy nam się skończyły bo ciekawe co by miała do powiedzenia...pewnie znowu by nie mogła spać :-)...brak słów...ja wiem że czeka mnie długa droga ale obiecaliśmy sobie że nikt nikogo już do niczego nie będzie zmuszał i temat mamy w naszym domu jest zamknięty...mnie jest bez niej dobrze...jej z czasem też będzie...a nawiązując do tekstu zamknij mordę to u niej na porządku dziennym tak się do dzieci odzywała i myśli że do mnie też może...pomyliła się a partner tak żył całe życie i to dla niego chleb powszedni...nadal uważam że psycholog potrzebny...nawet nie tak dla mnie jak dla niego...

1,164 Ostatnio edytowany przez Szarlot (2013-06-18 23:11:28)

Odp: Ach ta teściowa...

lidi, sama czujesz jak jest, ale ciągle starasz się przerzucić winę z partnera na jego matkę. Tak do niczego nie dojdziesz. Ona jest stara i już się nie zmieni.... Jedyne co możesz zrobić to wziąć się za swojego faceta, ratować rodzinę a od niej się odciąć. Jak wspomniałaś, z nią się nie dogadasz.

lidi napisał/a:

winna jest temu jego matka która tak go sobie wychowała

To nie tak. To znaczy tak, ale to że będziesz tracić energię na rozkminy jak ona go sobie wychowała nic Ci nie da.
Każdego z nas ktoś wychowywał. I mnie i Ciebie i Twojego partnera. Mało kto dorastał w pełnej, kochającej się rodzinie bez żadnych toksycznych naleciałości. Ale na szczęście stajemy się dorośli i to, co każdy z nas zrobi z tym dalej zależy już tylko od nas. Jest XXI wiek, są gabinety terapeutyczne, jest tysiące poradników, for, choćby takich jak nasze.... Naprawdę można nad sobą popracować. Więc tłumaczenie 44-letniego faceta, tym że jest jaki jest i że to ciągle wina mamy, jest wiesz, trochę żałosne smile

lidi napisał/a:

...tak czasem stanie w mojej obronie ale to rzadkość

I to się musi zmienić. To jest w ogóle podstawa wszystkich Waszych problemów. Każdy musi wiedzieć gdzie jest jego miejsce. On jest facetem i powinien zachowywać się jak facet, Ty jesteś jego kobietą (to z Tobą powinien ustalać kto i kiedy do Was przychodzi, co jecie na obiad, itp), a mama jest mamą (może doradzać, wpadać w odwiedziny, ale tylko wtedy kiedy WY - TY i ON to RAZEM ustalicie). A u Was wszystko postawione jest na głowie.
Jasne, można czasem zrobić mamie przyjemność i zjeść coś, co ugotuje, mimo że miałaś inne plany, czy ugiąć się w inny sposób, bo czasami nie warto o każdą drobnostkę kruszyć kopii (sama się dopiero tego uczę, bo do tej pory musiało być zwykle po mojemu wink), ale to nie może być tak jak u Was, że mama o wszystkim decyduje, a on nie widzi w tym problemu.

lidi napisał/a:

bo np ostatnio dostała prawie zawał przeze mnie serce ją bolało i bała się że do rana nie dożyje i jak wrócił do domu to przezywał to strasznie bo on nie rozumie że to zagrywka...kobieta sobie dorabia chociaż nie musi i lata sąsiadom po zakupy a przy nim udaje chorą tylko że twierdzi że źle się czuje z mojego powodu

Wiesz nawet jeśli z tym złym samopoczuciem "przez Ciebie" to nie zagrywka i faktycznie doprowadzasz ją do palpitacji serca wink, to jej problem. A zapytaj partnera, czy gdyby zdenerwowała ją, nie Ty, tylko np. pani z warzywniaka to też by była jej wina?

lidi napisał/a:

ja wiem że czeka mnie długa droga ale obiecaliśmy sobie że nikt nikogo już do niczego nie będzie zmuszał i temat mamy w naszym domu jest zamknięty

Ale w sensie, że co? nie będzie was odwiedzać? odcinacie się od niej?

1,165

Odp: Ach ta teściowa...

Szarlot nie tłumaczę partnera ale z porady psychologa wiem że winien jest rodzic temu jakie dziecko w przyszłości będzie miało relacje w życiu z partnerem...jeśli mieszkał z nią przez ponad 40 lat i miał wpajane że każda kobieta będzie chciała go tylko wykorzystać oskubać z kasy i potem kopnie w d... to gdzieś mu to tkwi w głowie zwłaszcza że dwa związki wcześniej akurat podobnie się skończyły i ona mu truła a mówiłam że tak będzie...on wie że z nami tak nie jest bo ja zamknęłam za sobą wszystkie drzwi i nie mam powrotu więc nie zostawiłam sobie jakiejś furtki że może go zostawie i mam gdzie wrócić dzięki temu właśnie mam trochę przewagi nad jej słowami... ale gdzieś w podświadomości jednak został strach który myślę że pogoni psycholog...to że staje rzadko w mojej obronie to też mimo wszystko jej sprawka bo on ciągle słyszy od niej że jak ja go zostawię a tak będzie na pewno to on zostanie sam bo ona go już nie przyjmie i właśnie to mi przekazała psycholog na wstępnej rozmowie że ona wpływa na jego psychikę i wzbudza strach i poczucie winy...nie chcę go tłumaczyć ale rozumiem że przez 40 lat był pod jej rządami i musiał się jej podporządkować i teraz chciałby to zmienić tylko nie potrafi powiedzieć DOŚĆ...co do pani z warzywniaka no cóż podobno ona nigdy z nikim nie miała żadnych zatarć taka lubiana więc nikt ją tak nie wyprowadza z równowagi jak ja ale sąsiadka kiedyś powiedziała do mnie wiesz staraj się brać ją z przymrużeniem oka bo ona jest dziwna...dzisiaj już wiem że nikt z nią nie ma zatarć bo każdy daje sobie spokój żeby nie wdawać się w konflikt i moim zdaniem uważają że nie jest ona do końca normalna....o tym przekonałam się po jej opowieściach jak to jej znajomy kolega ze szkoły wysyłał śnieg w kopercie do Afryki do swoich rodziców żeby zobaczyli jak wygląda śnieg i ona jest przekonana że on tam doszedł więc nie sądzę by było z nią wszystko w porządku...co do zamknięcia tematu na temat mamy ...koniec rozmów o mamie... znoszenia czegokolwiek od niej jedzenia, ubrań i tym podobnych... przekazywania informacji itd...ona nie przyjdzie już więcej on czasem do niej na pół godzinki raz dwa razy w tygodniu...rozmawiał z nią ostatnio na korytarzu bo akurat chciał jej zawiesić suszarkę a myła korytarz i zapytała czy pani mu pozwoliła i powiedział jej że nie życzy sobie takich aluzji i rozmów na mój temat...podobno dotarło do niej...ja się odcinam całkowicie i żadnej zgody już nie chcę bo wiem że ona się już nie zmieni a przyjęcie jednego posiłku dla jej przyjemności to powrót do przeszłości przerabiałam to już jak dasz palec to zaczyna się wszystko od początku...było tak już ze trzy razy...jak zaczęła przychodzić to potem nie ma końca codziennie po 3-4 razy i z każdym plasterkiem wędliny śledzikiem czy serkiem i od rana do wieczora a jak jej zwrócisz uwagę znowu obrażona...ja już tak nie chcę chcę mieć spokój...wczoraj dzieci poszły spać i po raz pierwszy od roku mieliśmy swój czas...nikt nie dzwoni nikt nie siedzi i my w zgodzie po spokojnych zakupach wizycie w mc donaldzie ze starszym bez nerw i tego mi właśnie brakowało...sam stwierdził że wreszcie jest tak jak powinno być i chociaż to było tylko miedzy 20 a 21.30 bo szedł na noc do pracy to cieszę się że dostrzegł że nigdy nie mamy takiego czasu dla siebie bo ciągle jest chaos...widzę poprawę na prawdę jeśli chodzi o to co było wcześniej jest duzo lepiej ale wiem że długa droga przed nami bo mama będzie chciała nam ten spokój zburzyć...mam wrażenie że ona jest chora jak widzi nas razem uśmiechniętych...chyba boli ją że jednak jej się nie udało go nastawić przeciwko mnie...wiem że mu zależy na mnie czuje ze on sobie nie radzi właśnie dlatego szukałam pomocy w przeciwnym wypadku szykowałam się do domu samotnej matki...powiedziałam mu o psychologu i nie chciał się zgodzić a kiedy powiedziałam mu że uważam że nie chce dać nam żadnej szansy bo bez psychologa sobie nie poradzimy i widocznie nie zależy mu żeby być z nami to po jakimś czasie poprosił żeby się zgłosić na te terapie więc jednak chce wcześniej nie chciał o tym słyszeć a mamusia powiedziała zostaw ją niech się wyprowadzi a ty się pakuj i wracaj do domu ja Cię nigdy bym nie zostawiła...myślę że miała nadzieję że tak się to skończy ale się jej nie udało a ja byłam gotowa już na wszystko mimo że go kocham...

1,166

Odp: Ach ta teściowa...

wyprowadzka.dalej,dalej, dalej...

1,167

Odp: Ach ta teściowa...

...mój poprzedni związek rozpadł się po 16 latach z wielu powodów ale zupełnie inne były problemy w poprzednim związku niż w tym i może tym trudniej jest mi się z tym pogodzić...mój byly mąż nie mógł mieć dzieci ale ukrywał to latami mimo że ja biegałam po lekarzach i szukałam przyczyny...tak się składa że najpierw zaczęto szukać winy we mnie ale na koniec okazało się że jednak mąż i ja to nawet wszystko rozumiem tylko szkoda że mąż wszystkim dookoła rozpowiadał że to niby ja nie mogę mieć dzieci...kiedy już się wszystko wydało oczywiście okazał skruchę i prosił by nikomu nie mówić bo jemu jest z tym źle ja to rozumiałam i tak też było trzymałam to w sobie mimo że było mi ciężko bo nie chciałam by mojemu mężowi było przykro...po latach zdecydowaliśmy się na rodzaj inseminacji bo u mnie nie było problemu...zaciągneliśmy kredyty na prywatne zabiegi najpierw poroniłam cztery razy i po 11 latach wreszcie urodziłam synka...zawsze chciałam mieć dwójkę dzieci ale to jedno musiało mi wystarczyć więc cieszyłam się że wreszcie jestem mamą...moja byla teściowa nie była ideałem ale nie wtrącała się w nasze życie i miałyśmy dobry kontakt a mąż jak trzeba było potrafił się odezwać...niestety mąż mimo że był kierowcą lubił wypić piwo ale nie to było problemem problemem było to ze po tym piwie wsiadał za kółko i do tego zabierał synka ze sobą...wiele razy prosiłam by tego nie robił ale on nie widział problemu...zabierał go na spacer i szedł do knajpy na piwo...wreszcie nie wytrzymałam i postanowiłam się rozejść...na początku myślałam że go przestraszę ale potem okazało się że się tym nie przejmował więc się rozstaliśmy definitywnie...kiedy poznałam obecnego partnera okazał się być zupełnie inny nie pił wogóle więc nigdy nie myślałam że mogę mieć jakieś inne problemy...prawda jest taka że jestem bardzo nerwowa i wybuchowa i wiem że reaguje zbyt gwałtownie na wszystko i o to mój partner ma do mnie pretensje...wiem że to nie jest dobre ale staram się jak mogę mimo że całe moje życie ciągle o coś walczyłam i teraz chciałabym mieć wreszcie spokój...mam dwójkę dzieci tak jak chciałam więc mam nadzieję że moje życie wreszcie się ułoży...i powiem Ci Szarlot że czuję dużą ulgę po rozmowie tu z Tobą i z psychologiem i jestem silniejsza niż kiedykolwiek...dziękuję

1,168

Odp: Ach ta teściowa...
nokiaaa napisał/a:

wyprowadzka.dalej,dalej, dalej...

wyprowadzka owszem na pewno ale nie w tej chwili...synek zaczął tu szkołę nie chcę stwarzać mu dodatkowego stresu bo najpierw rozstanie z ojcem i zmiana miejsca zamieszkania nowa szkoła w zerówce potem zmiana miejscowości znowu nowa szkoła i nie chcę by przeżywał znowu nowej szkoły co rok...poza tym problem i tak by nie zniknął mimo że nas tu nie będzie ona będzie dzwonić by przyjechał a wtedy będzie jeszcze gorzej więc najpierw myślę że psycholog i zmiana stosunku partnera do matki a potem pomyślimy bo to ustaliliśmy że na pewno się wyprowadzimy jednak na razie nas nie stać na wynajem gdzieś indziej bo tu trochę po znajomości wynajeliśmy i płacimy malutko ale jak znajdę normalną pracę to nieuniknione...mamy nawet nagrane już że znajoma nam załatwi w Bytomiu tylko trzeba wziąć kredyt a na razie nie damy rady...dużo nas kosztowała przeprowadzka z Łodzi i tez trzeba było wziąć kredyt żeby wszystko pozałatwiać i pozamykać tam i przewieźć tu...myślę że szansa jest na poprawę bo na prawdę nie lata już do niej codziennie i jakoś żyję nie widzę zmian na gorsze z jego strony czy pretensji że chce iść czy jak...kiedyś latał co chwilkę jak ona się obraziła a jak nie szedł to wydzwaniała teraz bywa raz lub dwa w tygodniu na chwilkę a jak dzwoni mówi że nie w tej chwili bo jest zajęty...ostatnio nawet powiedział jej że ma wolne ale w domu trzeba posprzątać i jest dziecko a on nie może tak sobie zawsze na jej telefon wyjść i powiem szczerze że byłam z niego dumna bo to do niego nie podobne...chciała żwirek dla kota więc jej powiedział żeby wcześniej go informowała bo on nie zawsze ma czas ma w domu też obowiązki...dziewczyny jest szansa tylko trzeba czasu i cierpliwości...ja jestem pełna nadzieji...

1,169 Ostatnio edytowany przez nokiaaa (2013-06-19 18:02:56)

Odp: Ach ta teściowa...

wiej od nich.

1,170

Odp: Ach ta teściowa...
lidi napisał/a:

(...) mam nadzieję że moje życie wreszcie się ułoży...i powiem Ci Szarlot że czuję dużą ulgę po rozmowie tu z Tobą i z psychologiem i jestem silniejsza niż kiedykolwiek...dziękuję

Nie ma za co smile
Długa droga przed Wami, ale z tego co piszesz w ostatnim poście Twój partner robi jednak postępy, w sensie wreszcie zachowuje się jak facet. Oczywiście lepiej by było gdyby odciął tę pępowinę zanim jeszcze Ciebie poznał, w końcu jest dojrzały, miał na to spoooro czasu.... no ale lepiej późno niż wcale. Dobrze, że w ogóle sam zaczął dostrzegać problem (tzn. w Twoją pomocą) i że chce iść na terapię. Wierzę, że z takiego "maminsynkostwa" da się wyjść jak się chce, nawet po 40-tce, choć na pewno łatwo nie będzie...
Trzymam kciuki smile

Posty [ 1,106 do 1,170 z 1,243 ]

Strony Poprzednia 1 16 17 18 19 20 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024