Ach ta teściowa... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 14 15 16 17 18 19 20 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 976 do 1,040 z 1,243 ]

976

Odp: Ach ta teściowa...

Zajrzyj tu http://www.netkobiety.pl/t46065.html może znajdziesz jakąś wskazówkę smile

Zobacz podobne tematy :

977

Odp: Ach ta teściowa...

Nie dziw się chaber, mój ojciec umarł pół roku temu i to pierwsza wigilia bez niego. Mojej matce łzy pociekły.
Obie mamuśki są starymi kobietami i nie za bardzo chcą spoglądać w przyszłość, bo i ta przyszłość kręci blisko cmentarza.

978

Odp: Ach ta teściowa...

Zapomniałam Marena7, że Twój ojciec odszedł.

Nie wiem czym to jest spowodowane, ale moja matka też niemłoda, a myśli o zbliżającym się końcu nie uświadczysz. Zdrowia też nie ma szczególnego i jest świadoma, że nasza rodzina do długowiecznych nie należy. Widzi mnie rzadko w przeciwieństwie do rodziców męża, którzy mają synów pod nosem i nie zalewa się łzami, nie cudaczy, nie odstawia szopki. Inna osobowosc, nie wymagająca zbyt wiele, a zarazem umiejąca okazac wdzięcznośc za poświęcony jej czas.

Joga współczuję, nie jeden raz mieliśmy takie święta. Dzieci chorowały, zaraz po nich my. Taki sam był Sylwester, często spędzony na siedząco, z dziecmi pod pachą, bo katar nie pozwalał się położyc. Jak mnie wtedy teściowie wkurzali z tymi swoimi wymaganiami świątecznymi, fochami, że niby specjalnie się wyłożyliśmy. Dopiero zakatarzony mąż przy świątecznym stole był wiarygodny, odsyłali go do domu, niech się kuruje.

Dobrze, że już po świętach. Coraz więcej ludzi pisze, że ich nie lubi, coraz więcej ma odwagę powiedziec, że nie chce ich wcale.

979

Odp: Ach ta teściowa...
chaber05 napisał/a:

...
Coraz więcej ludzi pisze, że ich nie lubi, coraz więcej ma odwagę powiedziec, że nie chce ich wcale.

Coraz więcej ludzi również głosi, że rodzina to przeżytek.
Naprawdę chciałabyś pozbawić świąt własne dzieci? Nie masz żadnych pięknych wspomnień z dzieciństwa? Z drugiej strony, jak się spojrzeć ku czemu ten świat zmierza... wink

980

Odp: Ach ta teściowa...

Moje dzieci są już dorosłe. Gdybyś mogła usłyszec ich opinię. Są niewierzący i święta traktują jak dni wolne, ale ze sporymi utrudnieniami,np. komunikacyjnymi. Może kiedyś to się zmieni. Na obecnym etapie wymieniają się uwagami dotyczącymi świąt ze znajomymi. Kąśliwe bestie z tej młodzieży, bardzo spostrzegawcze i nieco zbyt prawdomówne.

Nie wszystkie moje wspomnienia z dzieciństwa są miłe. Ojciec nie wylewał za kołnierz, kochał tylko swoich rodziców (bałwochwalczo), na nasze utrzymanie nie łożył. Gdyby nie dziadkowie, byłoby smutno, bo matka wiecznie pracowała. Jakoś trzeba było utrzymac dom.

Nie wiem ku czemu świat zmierza, ale pewne jest jedno: zaczynamy byc odważni, coraz głośniej mówimy co nas uwiera. Rodzina nigdy przeżytkiem nie będzie. Raczej zmierzamy w kierunku zdrowych relacji rodzinnych. Tak przynajmniej mnie się wydaje. Już małe dzieci wiedzą, ze lepsza samotna matka, niż kłócący, skonfliktowani rodzice. Lepsze są też te święta samotne, ale spokojne. Obyśmy szli w kierunku jakości, a nie ilości.

981

Odp: Ach ta teściowa...
marmas84 napisał/a:

jak przekonac meza zeby sie wyprowadzil od rodzicow czyli od moich tescow? Tesciowa dala. mi do zrozumienia ze ja u niej mieszkam i ona rzadzi i ze mam sie do niej dostosowac, mam pol rocznego synka i juz po malu sie wtraca, nie chce sobie myslec co to bedzie jak bede musiala jej zostawic synka pod opieka jak wroce do pracy,

to po co zostawiasz jej dziecko?

982

Odp: Ach ta teściowa...

Witam poświątecznie wszystkie Panie teściowe i synowe.    smile

Już od kilku lat podchodzę sceptycznie do Świąt Bożego Narodzenia.
Lepiej znoszę Święta Wielkanocne - obchodzone bardziej na luzie i mniej dni.

Na wigilii była najpierw tylko mama, później rodzina młodszego syna (po wigilii u swatowej), ale to szykowanie - choinka, karp, prezenty, smażenie, pieczenie... etcetera...zaczyna mnie przerastać.

Pierwszy dzień świąt na wyjezdnym u starszego syna, drugi u młodszego.
Jedziemy do nich obładowani i obładowani przyjeżdżamy.
Chociaż ja piekłam tylko keksa i chleb, to i tak mamy dużo ciasta.
Synowe zawsze obdarowują nas wiktuałami, wypiekami.
Natomiast mąż robi bigos i piecze mięsa, więc następuje, że tak powiem wymiana.
Jest bardzo heppi, że może się wykazać i jest chwalony.

Spędzamy czas miło: śpiewamy kolędy przy akompaniamencie gitary (starszy syn gra), rozmawiamy na luźne tematy, bawimy się z wnukami...i jemy, jemy, jemy, przy pięknie przystrojonym stole.

Najgorzej ja to wszystko znoszę (zdrowotnie) - najchętniej weszłabym w taki okres przed i świątecznego nicnierobienia.
A rodziny synów, bardzo są za utrzymywaniem kontaktów, spotkań świątecznych. Jak my nie zaprosimy, to oni proszą.
I jak widzę, te uśmiechnięte, kochane mordki wnucząt czekające na dziadziów...na prezenty, które 'przyjechały', to ciepło się robi na sercu.

W te święta poczułam ciepło, ciepełko... gdy synowa od starszego syna, łamiąc się ze mną opłatkiem powiedziała, że jestem tak dobra, że nie wyobraża sobie innej teściowej.
A nie zawsze było między nami dobrze...
Warto było jechać do nich, żeby te słowa usłyszeć.
Podarowała mi najpiękniejszy prezent.

983

Odp: Ach ta teściowa...
chaber05 napisał/a:

...
Nie wiem ku czemu świat zmierza, ale pewne jest jedno: zaczynamy byc odważni, coraz głośniej mówimy co nas uwiera. Rodzina nigdy przeżytkiem nie będzie. Raczej zmierzamy w kierunku zdrowych relacji rodzinnych.

A ja słyszę, że już JEST. Bo skąd sieroctwo emigracyjne i plaga rozwodów? Naprawdę znasz dzieci z rozwiedzionych rodzin, które się tym szczycą i uważają się za szczęściarzy?
Dlaczego raptem ma się traktować rodzinę w inny sposób, niż przez pryzmat wygody i "nie uwierania" jak choćby to "uwieranie" świąt wink ?
Rodziny się rozpadają a bycie singlem i skakanie z kwiatka na kwiatek jest zwyczajnie wygodniejsze, mniej angażujące i mniej niesie zobowiązań. Wątpię by to były zdrowsze relacje rodzinne... Przynajmniej jako dziecko z rozwiedzionej rodziny i z ojcem na emigracji, którego to i owo uwierało... no i odwagi mu nie brakowało (w końcu to było wtedy, kiedy rozwód nie cieszył się jeszcze, jak obecnie, poklaskiem i aprobatą społeczną).

984

Odp: Ach ta teściowa...
nika29 napisał/a:
marmas84 napisał/a:

jak przekonac meza zeby sie wyprowadzil od rodzicow czyli od moich tescow? Tesciowa dala. mi do zrozumienia ze ja u niej mieszkam i ona rzadzi i ze mam sie do niej dostosowac, mam pol rocznego synka i juz po malu sie wtraca, nie chce sobie myslec co to bedzie jak bede musiala jej zostawic synka pod opieka jak wroce do pracy,

to po co zostawiasz jej dziecko?

Poniewaz nie mam co zrobic z dzieckiem jakwroce do pracy, a moj maz chce zeby jego mama sie zajmowala dzieckiem. Ja chce zeby moja mama sie zajmowala malym ale musialabym wozic dziecko, a tesciowa jest na miejscu.

985 Ostatnio edytowany przez Joga (2012-12-27 19:17:17)

Odp: Ach ta teściowa...
chaber05 napisał/a:

Dobrze, że już po świętach. Coraz więcej ludzi pisze, że ich nie lubi, coraz więcej ma odwagę powiedziec, że nie chce ich wcale.

Ja lubię święta:) Teraz kiedy mamy dzieci nabrały większego uroku,to dla nich ubieramy choinkę, wręczania prezentów to najczęściej ja nie mogę się doczekać, bo szczera radość  dzieci to największa nagroda. Lubię gotować i piec, lubię kiedy jest domowo, pachnąco smile Tylko mam inną wizję niż moja mama i to "starsze" pokolenie, tekst "to co robimy" doprowadza mnie do szału, bo ja akurat mam ochotę się polenić a nie zasuwać jak moja mama by sobie życzyła:) Nie lubię tej nerwowości, spinania się i pośpiechu,który wprowadza moja mama. Wszystko już, natychmiast, teraz tak właśnie jak 100lat temu bo tak MUSI BYĆ. Te święta przebiegły inaczej bo skupiłam się na dzieciach, i miałam gdzieś to spinanie się mojej mamy. Ja jednak lubię tradycyjne święta rodzinne, ale musiałabym najpierw wymienić 90% rodziny. Wkurza mnie to ciągłe narzekanie, jojczenie, pierdz... chciałabym na wesoło spędzić ten czas i tego mi brakuje:)
I na koniec pewnie Was zadziwię ale lubię śpiewać kolędy, kiedyś kiedy byłam tzw.singielką i spędzałam je w domu z rodziną mamy, po kolacji, śpiewaliśmy kolędy, bardzo to lubiłam, lubiłam z przyjaciółką chodzić na pasterkę, śnieg, mrozik  i ten świąteczny nastrój. Często przy naszym stole siedział gość, osoba samotna najczęściej koleżanki ciotki albo jakaś dalsza rodzina. Praktycznie co roku tak było, w pierwszy dzień świąt obiad u nas w domu i znów oczywista rzecz, że osoba z wigilii była zapraszana na obiad. Ten sam zwyczaj chciałam wprowadzić u nas w domu ale........teściowie mają inaczej i d*pa z tego wyszła. Co kraj to obyczaj:)

986

Odp: Ach ta teściowa...

jak licze powrot do pracy? ze sama wynajme nianie, bo wtedy mam cos do powiedzenia. a nie babcia rozpieszcza-ale siedzi za darmo!!!to juz lepiej wcale:(
swieta na szczescie sie skonczyly

987

Odp: Ach ta teściowa...
marena7 napisał/a:

Gdy byliśmy młodzi i mieszkaliśmy daleko od swoich rodzin, to też spędzaliśmy święta sami i było to bardzo fajne doświadczenie. Bardzo cementowało nasze małżeństwo. (...)

Zgadzam się, poza tym wtedy można wyrobic sobie własne rodzinne śwąteczne tradycje, czy rytuały, znaleźc sposób na spędzenie świąt, który najbardziej nam pasuje. Nie trzeba wchodzic w czyjeś, niekoniecznie miłe dla nas schematy śwątecznie.
W pierwsze nasze święta po ślubie mieszkaliśmy jeszcze blisko rodziny (kilkadziesiąt km), ale chciałam, żebyśmy zostali w domu i spędzili je tylko we dwoje. Mojemu mężowi, który za świętami w ogóle nie przepadał było wszystko jedno i zdał się na mnie. Odkąd zobaczył jak fajnie i na pełnym luzie można spędzic ten czas nie wyobraża sobie, żebyśmy gdzieś wyjeżdżali. I polubił święta.


Chaber, też nie lubię dzielenia się opłatkiem i nie praktykuję tego. Mężowi zawsze życzę wszystkiego co najlepsze, on o tym wie i te zyczenia opłatkowe w wigilię są dla nas zbędne, a w szerszym gronie zawsze wychodzi to sztucznie i "na odwal". Nie lubię też śwątecznego (ani z innych okazji) przytulania i obcałowywania (nie dotyczy męża, oczywiście) i jeśli się tylko da, to unikam takich sytuacji.
Prezentów też nie lubię, bo zawsze są nietrafione. I chciałabym ich nie dostawac. Ani to dla mnie ładne, ani użyteczne, wyrzucic/oddac/sprzedac niby nie wypada i wszystkie lądują w szafce. I tu kolejna rzecz, której nie lubię: trzymac w domu zbędne rzeczy. Tylko mój mąż zna mnie na tyle dobrze, że trafia prezentami w mój gust. Czasami robimy sobie prezenty niespodzianki, a czasami po prostu idziemy na zakupy i kupujemy sobie rzeczy, na które normalnie szkoda byłoby nam pieniędzy.


P.S. Przeczytałam mój post i wychodzi na to, że nie lubię prawie wszystkiego co wchodzi w skład światecznych tradycji. Nie lubię też się zmuszac/byc zmuszaną do czegoś, więc w śwęta robię tylko to, na co mam ochotę. I tu wysuwa się wniosek: jestem nie do lubienia przez teściową/przyszła synową wink

988

Odp: Ach ta teściowa...

Ja lubię święta.
Ale nie lubię dużych zgromadzeń i wielogodzinnego siedzenia przy stole, a także płytkich rozmów i obcałowywania.
Dlatego tego u nas nie ma.
Jest uroczysta wigilijna kolacja przy świecach, są świąteczne, niespieszne śniadania, a potem każdy robi co chce. Nie zapraszamy gości i sami w gości nie chodzimy. Szkoda czasu na przekrzykiwanie się przy stole. Mamy w rodzinie opinię dziwaków, bo nie uprawiamy świątecznego "kultu" rodziny.
Świąteczny czas upływa nam na sprawach miłych i przyjemnych, a nie na rodzinnych "obowiązkach". Dlatego lubię święta.

Nie wiem dlaczego ludziom, zwłaszcza starszym, tak bardzo przeszkadza, że ktoś żyje inaczej niż oni. Że można na święta wyjechać. Albo urządzić wigilię dla dwojga. Albo przez całe święta czytać książki, zamiast odsiadywać godziny przy bigosie w domu rodziców, gotując się w środku ze złości, albo nudząc się jak mops.

Ja to bym każdemu młodemu małżeństwu radziła, żeby pierwsze święta spędzili sami ze sobą, bez tych mamusiek i tatuśków, cioteczek i wujaszków. Bo to oni właśnie stworzyli RODZINĘ  i szkoda tej magii roztrwaniać na cudze świąteczne schematy. Zaborczym rodzicom doradzałabym uszanowanie odrębności młodych, a wręcz namawianie ich do tego, by byli w ten czas tylko sami dla siebie. Bo to procentuje na przyszłość, buduje więź i pomaga wyodrębnić z rodzinnego tłumu ich własne życie. Zbudować własną tradycję i rytuały, które będą fundamentem ich małżeństwa.

989

Odp: Ach ta teściowa...

marena wyszlismy na spacer wozkiem i od razu byly telefony, ze obiad, ze talerze, ze ciocie i koniec swiata!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

990 Ostatnio edytowany przez żyworódka (2013-01-07 11:23:27)

Odp: Ach ta teściowa...

Witam ponownie wszystkie teściowe i synowe w Roku Nowym 2013.    smile

Bo z tego wątku też szybuje gdzieś w przestworzach mój post życzeniowo-noworoczny, wierszowany.
I życzenia Anhedonii i Chaber...

Zatem jeszcze raz:

Wszystkim teściowym i synowym,
w nadeszłym już Roku Nowym
życzę, (nie mówię o jakiejś miłości),
więcej wzajemnej wyrozumiałości.

Synowo, Twój mąż jest synem moim,
Teściowo, Twój syn jest moim mężem.
Przeciwko bliskim Nam, swoim,
nigdy nie występujmy  z orężem.

Walka, dobrego nic nie wniesie,
w Nasze domowe pielesze.
Kochamy przecież jednego,
Jedna syna, druga męża swego.

Zatem spójrzmy na siebie,
okiem przyjaznym, rodzinnym,
by na tej wspólnej glebie,
nie było mowy o winnym.

I jeszcze zdrówka, zdrówka... i jeszcze raz pieniędzy smile życzy:
Żyworódka

991

Odp: Ach ta teściowa...

Wszystkiego Najlepszego!

Empatii, zrozumienia, życzliwości, tolerancji i pogody ducha.
Dla siebie i dla innych. Bo z tym łatwiej się żyje.

Niech ten Nowy Rok będzie piękny!

Marena7

992 Ostatnio edytowany przez hoczus (2013-01-12 10:53:08)

Odp: Ach ta teściowa...

dziękuję za życzenia i życzę Wam drogie forumowiczki spokoju ducha i znalezienia swojego miejsca na ziemi. smile

my po raz kolejny popełniliśmy faux-pas bo ośmielilismy się zabrać moją siostrzenicę do nas na kilka dni między świętami, gdzie teściowa powiedziala do córy że teraz już mogą koleżanki przychodzić,mogą kuzynki przyjeżdżać bo założone drzwi na klatce i jej już nie przeszkadza. a jednak przeszkadza, wczoraj powiedziała do P że dom to nie dom wczasowy,zaznaczam że jeżeli ktokolwiek jest u nas,to nikt do niej nie chodzi,nie używa jej rzeczy,jej ubikacji nie,ale używa tylko albo aż jej pokoje i podłogi na których my mieszkamy.my żywimy naszego gościa itp. i po raz kolejny mam dylemat czy się stosować do nakazów teściowej w tym temacie, kobieta wysyła sprzeczne sygnały,iść z nią porozmawiać czy nie?
czuję jak się duszę... a złotego środka z mieszkaniem znaleźć nie możemy... żeby się wynieść nie zmieniając córze szkoły....

993 Ostatnio edytowany przez nika29 (2013-01-12 13:19:14)

Odp: Ach ta teściowa...

dzieci-goście bywają uciążliwi

994

Odp: Ach ta teściowa...

do nas przyjedzie siostrzeniec, ale ja niestety nei bede sie nim opiekować.
jeżyk do nas wrócił,wiecie?:) Jezu jak dawno jej nie było

995

Odp: Ach ta teściowa...
hoczus napisał/a:

my po raz kolejny popełniliśmy faux-pas bo ośmielilismy się zabrać moją siostrzenicę do nas na kilka dni między świętami, gdzie teściowa powiedziala do córy że teraz już mogą koleżanki przychodzić,mogą kuzynki przyjeżdżać bo założone drzwi na klatce i jej już nie przeszkadza. a jednak przeszkadza, wczoraj powiedziała do P że dom to nie dom wczasowy,zaznaczam że jeżeli ktokolwiek jest u nas,to nikt do niej nie chodzi,nie używa jej rzeczy,jej ubikacji nie,ale używa tylko albo aż jej pokoje i podłogi na których my mieszkamy.my żywimy naszego gościa itp. i po raz kolejny mam dylemat czy się stosować do nakazów teściowej w tym temacie, kobieta wysyła sprzeczne sygnały,iść z nią porozmawiać czy nie?
czuję jak się duszę... a złotego środka z mieszkaniem znaleźć nie możemy... żeby się wynieść nie zmieniając córze szkoły....

I jak, udalo Wam się jakoś dogadać?
Kiedy córa kończy szkołę?

996

Odp: Ach ta teściowa...

tutaj nie ma co się dogadywać,ona powiedziała my przyjęlismy do wiadomości,ale córa ostatnio się poryczała bo chce zaprosić koleżanki z klasy,a babcia nie pozwala no i mają iść na rozmowę do babci razem z ojcem,żeby babcia powiedziała kochanej wnusi gdzie jest problem i żeby powiedziała tak,żeby dziecko zrozumiało. córa jest w zerówce drugi rok(przez kombinacje z zerówką na 5lat) i już marudzi że ona chce jak najdłużej tutaj mieszkać bo ma fajne przyjaciółki itp.

zmieniać szkołę chyba lepiej teraz niż np w 6 klasie,no nie wiem. teściowa na razie ok,odzywa się,nie wtrąca się ale jak to zwykle bywa za chwilę znów będą jakieś widły z igły.

997

Odp: Ach ta teściowa...

Witam. smile

hoczus napisał/a:

dziękuję za życzenia i życzę Wam drogie forumowiczki spokoju ducha i znalezienia swojego miejsca na ziemi. smile

Dziękuję, to miłe, że odwzajemniasz życzenia. Potrafisz się znaleźć... smile
Swoje miejsce na ziemi mam i w nim trwam smile...a ze spokojem ducha jest u mnie różnie, jak to w życiu bywa.  wink

hoczus, jeżeli w planach macie zmianę mieszkania, to właśnie teraz, póki córeczka chodzi do zerówki.
Później, faktycznie będzie się jej trudniej zaaklimatyzować w nowej szkole, z nowymi koleżankami.
Wówczas zmiana środowiska, może źle wpłynąć na samopoczucie dziecka.

Teściowa izoluje Was od ludzi, kontaktu z innymi poza domownikami.
Córeczka powinna mieć kontakt z dziećmi z rodziny, z koleżankami.
Jeżeli zaprosi koleżanki do swojego domu, to również będzie zapraszana do nich.
Takie kontakty z rówieśnikami poza szkołą, odgrywają dużą rolę w życiu dziecka, nawiązują się przyjaźnie, dzieci integrują się.

Na ten czas, mąż musi bardzo stanowczo rozmówić się z matką, aby zaprzestała ingerowania w Wasze życie i w wychowanie dziecka.

A przede wszystkim poważnie porozmawiajcie (Ty i mąż), gdzie jutro będzie Wasze gniazdo...tu gdzie dziś, czy lepiej w innym miejscu.

Pozdrawiam Cię serdecznie. smile

998

Odp: Ach ta teściowa...

Żyworódko - nic dodać, nic ująć.


Dziewczyny, stworzylyśmy kiedyś listę co robić, żeby relacje na linii synowa - teściowa były dobre. Proponuję, żebyśmy teraz wypisały czego nie robić. Jakie zachowania/słowa/gesty wkurzają Was w Waszych synowych/teściowych, jakie sprawiają, że jest Wam przykro, czujecie się rozczarowane? Myślę, że często zupełnie nieświadomnie sprawiamy przykrość drugiej stronie, a zdając sobie sprawę z tego jakie te relacje są trudne, warto wiedzieć czego łatwo można uniknąć.
Zacznę:
Mnie najbardziej deneruje/denerwowało:
- natrętne wtrącanie się dosłownie we wszystko;
- traktowanie nas jak małe dzieci, które same nic nie zrobią i bez mamusi zginą;
- próby mówienia (nie proponowania) nam co mamy robić;
- nie przyjmowanie do wiadomości słowa "nie";
- wszystko co nie po myśli teściowej to oczywista wina synowej, syn zawsze zmanipulowany i izolowany od mamy;
- ciągłe wypytywanie kiedy postaramy się o wnuka dla teściowej;
- krytykowanie rodziny synowej;
- namawianie syna, żeby odwołał ślub;
- zaraz po naszym ślubie smsy typu: "synku wracaj do domu".

Synowej nie mam, więc się nie wypowiem.

999

Odp: Ach ta teściowa...

Teraz już nie robi mi to wielkiej różnicy i  w sumie teściowa może sobie mówić i robić co chce (hartowałam się dwa lata big_smile), ale spośród wszystkich głupot, które powiedziała, najbardziej zabolało mnie, gdy po zaręczynach usłyszeliśmy, że jak nie jestem w ciąży to nie ma sensu się żenić... sad Ot takie nic, ale będę pamiętać do końca życie wink

1,000

Odp: Ach ta teściowa...

Cześć Dziewczyny,

To mój pierwszy post na tym forum. Postanowiłam się zarejestrować, bo widzę że warto. Jest tu mnóstwo mądrych osób, które potrafią poradzić, widać to choćby w tym (moim ulubionym wink) wątku. Śledzę go od jakiegoś czasu i dużo z niego czerpię, bo relacje z teściową to też mój problem.

Ale po kolei. Jestem mężatką od niedawna i NA SZCZĘŚCIE nie mieszkamy z teściami, tylko sami... w ogóle rzadko się z nimi widuję, bo mieszkają w innym mieście... powiecie więc, to w czym problem? przecież to idealna sytuacja... To fakt, ale jest jednak kilka spraw, które nie dają mi spokoju. A są to oczekiwania teściów względem nas i wymaganie częstych wizyt, przyjazdów, telefonów, opowiadania co u nas.
Teść jest spokojny, nie wychyla się, jest raczej mało kłopotliwy. Natomiast teściowa to osoba uwielbiająca większe lub mniejsze szantażyki emocjonalne. Ma bardzo niską samoocenę, różne kompleksy i mnóstwo rozwiniętych mechanizmów obronnych. Do tego jest dość prostą kobietą więc kompletnie tego nieświadomą.

Kilka przykładów z naszego życia:
- Kiedy powiedzieliśmy, że w tym roku wyjeżdżamy na Święta w góry, bo to nasze pierwsze Święta po ślubie i chcemy spędzić je sami, teściowa zareagowała oburzeniem: "To znaczy, że nie przyjedziecie do nas? jakto? przecież Święta spędza się z rodziną", na co ja odparła: "No właśnie z rodziną" i uśmiechnęłam się spokojnie mając nadzieję, że skuma, że teraz rodzina to JA I JEJ SYN, ale niestety, chyba nie zrozumiała smile
- Kiedy ustalaliśmy menu na nasze wesele i informacyjnie powiedzieliśmy co zamierzamy w nim mieć, teściowa oburzyła się, że jak to, a dlaczego nie będzie rosołu tylko krem? a dlaczego takie "dziwne" potrawy zamiast tradycyjnego schaboszczaka i ogóle, że my tacy młodzi nie wiemy co to TRZEBA zamówić na wesele i że na pewno trzeba nam pomóc...
- Jak mówiłam gdzie będą w kościele stały moje druchny też miała swoją teorię, że jak to w ławce, przecież MUSZĄ stać w rzędzie za panną młodą...

Takich przykładów mogłabym mnożyć... Ja wiem, że to może dla niektórych są problemy małego Władzia, ale ja naprawdę nie mogę się nadziwić jak można komuś mówić co TRZEBA, co się MUSI i co WYPADA. Oczywiście, że robimy zawsze i tak po swojemu, ale i tak nie radzę sobie z tym dogadywaniem...

Choć nie... raz nie postawiliśmy na swoim i do dziś żałuję... a poszło właśnie o Święta.
Ja mam pogląd taki jak marena, nie lubię tych sztucznych spędów, siedzenie 7 godzin przy stole, ale teściowa chyba by się zapłakała, jakbyśmy nie przyjechali (a w góry i tak nie pojechaliśmy, zrezygnowaliśmy, ale tylko dlatego, że jestem w ciąży i fatalnie sie czułam). No i się ugięłam. Chciałam nie jechać, ale w końcu sobie myślę, dobra posiedzimy 2 godzinki i wracamy.... ale nie nie nie..... u teściów się nie da posiedzieć dwie godzinki.... trzeba siedzieć siedem... bo jak się wstanie i mówi "dziekujemy, jedziemy", to jest obraza majestatu i tak gadka, która znam już na pamięć "jaaaaktoooo??? już jedziecie? i wtedy na stół wjeżdża kolejnych 8 dań.... Wiem, że może brzmi to komicznie, ale oni wywierają taką presję, że nie da się od tego stołu odejść....
Dlaczego ludzie utożsamiają liczbę przesiedzianych (i wynudzonych) godzin przy świątecznym stole z jakością relacji??? Dla mnie to kosmos... Do mojej Mamy mogłabym nie jeździć przez sto lat a i tak by wiedziała, że ją kocham smile

Ja rozumiem, że im się nudzi. To taki typ ludzi, co mają 60 lat ale się czują na 80 (niestety), nie mają swojego życia, swoich pasji, tylko czekają na nasze odwiedziny... Może to jest miłe, może się powinnam cieszyć, ale i mnie i męża to męczy.

No właśnie, zapytacie, a co na to mąż.
Mąż jest cudownym człowiekiem, dobry czuły, kocham go nad życie. Ale niestety jest uwikłany w teściowej szantażyki i sam dobrze o tym wie. Często o tym rozmawiamy, przegadujemy różne sprawy. On wie, że musi parę rzeczy w sobie zmienić. Niestety z asertywnością u niego krucho. Jak teściowa mu płacze w rękaw (oczywiście nie przy mnie), że dlaczego tak rzadko przyjeżdżamy, że pewnie JA jej nie lubię, to on czuje się bezradny, bo co ma powiedzieć - "Tak, to prawda mamo" smile

Ona niestety uzależnia swoją samoocenę od tego ile potraw dla nas przygotuje na Święta i ile godzin siedzieliśmy przy stole i jak często ich odwiedzamy....

Może dlatego tak ciężko mi to zaakceptować, bo ja jestem zupełnie z innej bajki i w innym domu wychowana. Moja Mama jest moją najlepszą Przyjaciółką, gadamy ze sobą o wszystkim. Od przedszkola mamy super relacje. NIGDY nie mówiła mi co POWINNAM robić, myśleć, czuć. Nie wtrąca się absolutnie w nic. Mąż ją uwielbia, bo jest właśnie taka... normalna, inna niż jego mama.... nie manipuluje, nie narzuca się, zna swoją wartość.

Ja wiem, że teściowa to widzi jaki mamy super kontakt z moją mamą i jest zazdrosna. I o ten kontakt i o to, że jej syn, z którym nigdy nie miała zbyt bliskich, przyjacielskich relacji, teraz ma mnie i to mi się zwierza, ze mną dzieli życie... mi ufa...

Najbardziej mnie irytują te rozmowy o niczym... te świąteczne pogadanki, te namowy i pytania kiedy znów przyjedziemy i dlaczego dopiero wtedy? te sztuczne cmokania w policzek (a raczej w powietrze) na powitanie i pożegnanie smile

Jak jej dać do zrozumienia, że to nie przejdzie? bo my mamy swoje życie, że nie chcemy dzwonić i rozmawiać o pogodzie, że jak będziemy chcieli wpaść w odwiedziny to sami powiemy, nie trzeba nas namawiać... że im bardziej mnie namawia, tym bardziej mi się odechciewa... Jak myślę o wizycie u teściów to od razu podnosi mi się ciśnienie

Czy według Was w porządku byłoby jeśli odwiedzałabym ich np. 3 razy w roku (jak wspomniałam mieszkają dość daleko) a mąż gdyby chciał jeździłby do nich sam? Jak im wytłumaczyć (a raczej dać do zrozumienia), że to dla mnie nie priorytet i wolę w tym czasie poczytać książkę albo pójść na spacer.

A może to ja jestem uprzedzona, wredna i niesprawiedliwa? Może oni chcą dobrze, a ja się wkurzam? Może powinnam to polubić skoro to rodzina mojego Męża? Poradzicie coś?

Wiem, tyle tu już mądrych słów padło (zwłaszcza bliskie mi są poglądy Kriss i mareny), że co jeszcze można poradzić, ale może ktoś spojrzy na moją sytuację z boku i zechce skomentować smile

Z góry dziękuję smile

1,001

Odp: Ach ta teściowa...

Szarlot, rzeczywiście Twoja sytuacja jest nieco bardziej komfortowa niż najczęściej występująca w tym wątku ;-)

Ja uważam, że ratuje Cie przede wszystkim gruba skóra. Konsekwentnie robić swoje, nie zwracać uwagi na płacze, aluzje, ukryte pretensje. Po jakimś czasie teściowa pojmie, że nie przekuje Was na swoje kopyto.

Ale nad mężem też się za bardzo nie lituj, zapewne jest równie mało asertywny jak mój (moja historia pojawia się głównie na początku tego wątku). smile

Ja jakoś tak przywykłam do tej naszej sytuacji, niektóre rzeczy dalej mnie strasznie denerwują ale staram się nie nakręcać, bo wiem, że nic dobrego z tego nie wynika. W najbliższym środowisku też mamy czasem irytujące osoby i musimy z nimi żyć, cóż...

Ostatnio mój mąż trochę przegina, bo kiedy wracam z pracy a moja teściowa siedzi u siebie i ogląda swoje telenowele (naprawdę ogląda latynoamerykańskie tasiemce hmm ), to mój mąż: idź sobie z mamą pogadaj.
On w pracy, ja w domu, pytanie: a gadałaś coś z mamą? Idź jej dotrzymać towarzystwa.

To mnie denerwuje obecnie dużo bardziej niż sama teściowa. Nie jestem opiekunką do towarzystwa. W przypomnę, moja teściowa ma 52 lata, nie uważam, żeby trzeba ją było zabawiać.

1,002

Odp: Ach ta teściowa...
Bardolka napisał/a:

mój mąż: idź sobie z mamą pogadaj.
a gadałaś coś z mamą? Idź jej dotrzymać towarzystwa.

Hie hie, skąd ja to znam smile
Jako że mój mąż ma kiepskie relacje ze swoją mamą i w sumie jak przyjeżdżamy tam, to sam nie ma za bardzo z nią o czym gadać, to lubi kiedy to ja przejmuje ster w rozmowie... wszystkim chyba wydaje się (albo wydawało, bo teraz zaczęłam unikać wizyt), że mi to odpowiada, bo jestem z natury wygadana i moja praca polega na gadaniu... tylko że ja tak naprawdę tego nie lubię, bo czuję presję i czuję się wtedy taką "gwiazdą spotkania", która musi podtrzymywać rozmowę o pogodzie.
Dlatego już Mężowi wytłumaczyłam kiedyś, że mi to nie pasuje, bo skoro on ją zna 30 lat, nie ma między nimi więzi i nie ma z nią o czym rozmawiać, to co dopiero ja. Chyba zrozumiał wink
Po prostu nie ma chemii. My jesteśmy z innej bajki, ona z innej. Tak jakbyśmy mówili w różnych językach.

I z tego właśnie rodzi się pytanie: Po co podtrzymywać taką fikcję?

1,003

Odp: Ach ta teściowa...

Witam, zaglądam tu głównie w poszukiwaniu wątków o toksycznych mamusiach. Moją sytuację opisałam parę tygodni temu w wątku "Toksyczna przyszła teściowa". Od tamtego czasu nic się nie zmieniło na lepsze. Jego matka wyciągnęła od mojego partnera mnóstwo pieniędzy w grudniu. Okazało się nie zapłacila tego na co miała dane- zepsuł jej się samochód, musiała go holowac z daleka, naprawa pochłonęła kolejne kilka stówek. A ona niechętnie jeździ autobusem do pracy bo jak bo musialaby wytrzymać bez papierosa
W styczniu komornik zajął jej konto za inny dług,bank już wypowiada debet i żąda spłaty. A ta płacze w słuchawkę mojemu i daj,daj...Dzwoni  bo ona dziś na jutro potrzebuje kilku tysięcy. Nie jesteśmy w stanie zdobyć tak szybko, Ona boi się iść banku bo wstyd że taka biedna. Dlatego on zapytał w tutejszym oddziale,niewiele się dowiedział,ale na tyle by się przemogła i poszł tam u siebie pertraktować jakiekolwiek odroczenie.
A skoro rozmawiałyście o świętach...
Teściowa oczywiście zapraszała na Wigilię (parę lat temu zanim się poznaliśmy on do niej jeździł na święta , byly tradycyjne kłótnie,jej manipulacje, tak że on wyjeżdżał z ulgą pierwszym autobusem)
Gdy jej się ten rzęch popsuł  rozpaczała,żeby on sam do niej przyjechał- mnie często traktuje jak powietrze.Potem oprzytomniala zapraszała nas oboje, tłumacząc, że "dzieci" go potrzebują (jakby był ich ojcem nie bratem).
Zostaliśmy w domu z czego bardzo się cieszę,a same święta spędziliśmy bardzo milo.
Tuż przed sylwestrem gruchnęła wiadomość ...że środkowe dziecko, czyli  siostra jest w ciąży. Panna ma w tym roku maturę, urodzi w czasie gdy będą trwały egzaminy maturalne. Przyznała się w trzecim miesiącu ponieważ  bała się, że  będzie namawiana do aborcji.

1,004

Odp: Ach ta teściowa...

Ostatecznie ciąża dziewczyny została potwierdzona. Teściowa parę dni płakała do słuchawki mojemu, rozmawiali godzinami analizując tę sytuację. Nic z tych rozmów  nie wynikło, dostało się i jemu - "gdybyś częściej przyjeżdżał do DZIECI to do tego by nie doszło" Osłupiałam z wrażenia gdy mi to powtórzył.
Były oskarżenia, że dziewczyna zdemoralizowana, z problemami.. tyle że u siebie teściowa  winy nie widzi. Nawet nie zreflektowała się jakiś czas temu gdy własne dziecko załozyło jej sprawę o znęcanie! Kompletne wyparcie, świat utkany z kłamstw,manipulacji. Dziś jest taka opcja obowiązująca,za parę dni wszystkiego wyprze i oskarży, że jak mogłeś tak pomysleć...
Oni, czyli jej dzieci przystowały się do życia przy tej kobiecie ...jestem przekonana,że normalna to ona nie jest. Przy czym uparcie odmawia wizyty u psychologa czy psychiatry choć już parę osob jej to sugerowalo.

A wracając do dziewczyny. Jej chłopak przyznał się swoim rodzicom co zmajstrował. Przyszli dziadkowie prawdopodobnie przyjęliby ją z maluchem pod swój dach. Mam co tego obawy. Czy to wyjdzie,czy dziewczyna będzie dość odpowiedzialna.
W każdym bądź razie teściowa jest nastawiona sceptycznie. Umarlo jej marzenie o córeczce, która idzie na dobre studia i jest w końcu dumą mamusi.
Boję się że doprowadzi swymi manipulacjami do rozpadu związku młodej, a dziecko będzie się wychowywać pod czujnym okiem babci. Tak by stara odsunęła w czasie to co jej się kroi - puste gniazdo.
I to na razie na tyle...
A miałam tylko  dodać że gdy czytam opowieść Szarlot widzę podobną sytuację co u mojej kuzynki. Uległa rodzinie męża ,czyli teściowej tak, że spędzili swoje pierwsze Boże Narodzenie nie u siebie. Ona była wtedy pod koniec siódmego miesiąca. Jak ten facet miał czelność  ciągnąć w śnieżycę ciężarną żone by nie urazić mamusi... My natomiast wszystkie święta spędzamy sami albo z kimś z mojej strony.

1,005

Odp: Ach ta teściowa...

Nie ma chemii Szarlot, romowa się nie klei i zapada głucha cisza jeśli przestaniesz mówić o pogodzie. Rozumiem Twoją niechęć do wizyt u teściów.
Na szczęście mieszkacie daleko od siebie i można te wizyty ograniczyć do niezbędnego minimum.
I da się z tym żyć, o ile będziecie potrafili razem z mężem oprzeć się presji, by te wizyty trwały długo. Musicie się z mężem wspierać w tym, żeby wstać, podziękować i wyjść, bez względu na to, jak bardzo teściowa nalega byście zostali dłużej.
Jak teściowej dać do zrozumienia, że męczą Cię te wizyty i rozmowy o  niczym? Ja myślę, ze ona nie zrozumie. Po prostu róbcie swoje i żyjcie tak jak Wam pasuje, bez ogladania się na nią.

Nie powiem, że teściowie chcą źle. Oni po prostu chcą INACZEJ niż Ty. To inni ludzie, mają inne niz Ty przyzwyczajenia. Nie znaczy to, że masz się do nich dostosować.

Nie widzę też nic złego w tym, żeby Twój mąż odwiedzał rodziców nie zawsze z Tobą przy boku. Jeśli oczywiście będzie chciał.

Do lubienia nie da się zmusić. Nie lubisz stylu życia teściów i koniec.

Radziłabym Ci jak najmniej zajmowania się (w Twojej głowie) teściową, tym jaka jest, co myśli, czego oczekuje i jakie ma kompleksy. Niech sobie żyje jak chce i Wy też tak żyjcie.
Nie trzeba się nakręcać. Zadbajcie tylko o swój własny komfort w sprawie wizyt. Presji można i trzeba się oprzeć.

1,006 Ostatnio edytowany przez Joga (2013-01-31 10:21:33)

Odp: Ach ta teściowa...
Szarlot napisał/a:

Czy według Was w porządku byłoby jeśli odwiedzałabym ich np. 3 razy w roku (jak wspomniałam mieszkają dość daleko) a mąż gdyby chciał jeździłby do nich sam? Jak im wytłumaczyć (a raczej dać do zrozumienia), że to dla mnie nie priorytet i wolę w tym czasie poczytać książkę albo pójść na spacer.

A może to ja jestem uprzedzona, wredna i niesprawiedliwa? Może oni chcą dobrze, a ja się wkurzam? Może powinnam to polubić skoro to rodzina mojego Męża? Poradzicie coś?

Polubić się nikogo nie da, bo "powinnaś" - ja im bardziej się starałam, tym było gorzej ze mną, bo psychicznie się kończyłam, a i tak teściowie nigdy nie byli zadowoleni ze mnie. Mieszkamy bliżej i ja akurat zerwałam kontakty zupełnie, mąż jeśli ma ochotę może jechać ale niekoniecznie ją ma (i to oczywiście moja wina).
Myślę, że Twoja "wizja" Waszych relacji jest całkiem do przyjęcia - teściów i tak nie zadowolisz nawet gdybyś na "uszach stanęła" więc, żyj tak żebyście byli szczęśliwi a Ty miała święty spokój psychiczny, zmusić się można do czegoś ale tak jak napisałaś 3 razy w roku - ciągłe zmuszanie się do czegoś jednak nie służy naszej psychice smile
Myślę, że z czasem mąż nauczy się asertywności, mój już potrafi i sam się dziwi dlaczego dopiero teraz, bo to dość przyjemne samemu decydować o sobie a nie ciągle dostosowywać się do wszystkich, żeby nikogo nie urazić, w efekcie on sam był niezadowolony, a uszczęśliwić wszystkich się nie da smile
Jak urodzi się dziecko, będzie trudniej ale masz jeszcze czas więc nie ma co gdybać i bawić we wróżkę smile

1,007

Odp: Ach ta teściowa...

Kurczę wracam, był jakiś czas spokój, ale znów sytuacja w moim domu robi się gęsta ....

Muszę się wygadać, podejrzewam, że moja teściowa przestała brać leki na główkę, dzięki którym ładnych kilka miesięcy było normalnych hmm

Wczoraj miałam dzień wolny (bo czasem pracuję w soboty), więc postanowiłam tak konkretnie posprzątać w domu. Zabrałam się za gruntowne porządki w łazience, później pokoje. Moja szacowna teściowa wstała przed 10, pokręciła się trochę, niby nic. Za chwilę patrzę, ta zalana łzami. Pytam: coś się stało? Ta, zachodząc się płaczem, że nic...
Ok, trudno, chcesz to sobie płacz, poszła na 14 do pracy i spokój.

Wieczorem byli u nas znajomi, coś tam chłopaki wypili, akurat jak wróciła do domu po 22 to znajomi wychodzili. Jak już poszli, to coś przez zęby wycedziła do męża, bo pijany jest (wyślałam że wybuchnę, bo nawet jeśli był, to był u siebie w domu, gości mieliśmy pierwszy raz od naprawdę dawna), ale dobra stwierdziłam, że zmilczę.

Dziś wstaliśmy jak mamusia poszła na modły jako przykładna tercyjanka, jak wróciła to nawet nie odpowiedziała na cześć. Wyczułam, że jakaś akcja będzie. Mój mąż poszedł zapytać co jej jest. A co było? BO JA WCZORAJ WSZĘDZIE POSPRZĄTAŁAM A JEJ W POKOJU NIE POODKURZAŁAM!
Kurcze, kobieta ma 53 lata, 2 zdrowe ręce, ja nigdy nie mam na nic czasu, chcę ogarnąć cały dom jak mam dzień wolny, robiłam obiad, ale i tak źle, bo mamusia od 10 do 13 nie zrobiła nic kompletnie (co mnie co prawda nie obchodzi aż tak bardzo, do czasu kiedy nie ma do mnie pretencji, że JA JEJ NIE POSPRZĄTAŁAM).

Wrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr............!!!!!!!!!!!!!!!

Nie ogarniam jej i chyba nie ogarnę nigdy.

1,008

Odp: Ach ta teściowa...

Witam.

Do Szarlot:
Jesteś młodą mężatką (rok, trzy lata?). Macie to SZCZĘŚCIE mieszkać osobno, a nawet w innym mieście.
Mąż to "cudowny człowiek, dobry, czuły, kochasz go nad życie."

Ale to Cię całkowicie nie rajcuje, bo masz ogromnego mola, którym jest teściowa - matka ukochanego męża.
Teście pragną utrzymywać z Wami częsty kontakt, w tym również telefoniczny - znać na bieżąco szczegóły Waszego życia.
Ale tak naprawdę, to teściowa do tego dąży, bo co do teścia, to w niczym Ci on nie przeszkadza - jest bo jest, "nie wychyla się".

Jesteś osobą wykształconą, kontaktową i elokwentną, tego wymaga Twoja praca.
A poza pracą cenisz sobie spokój, zacisze domowe, dobrą książkę...ponad wizyty u teściów i rozmowy o niczym z taką prostaczką, bez poczucia wartości kobietą, jaką jest teściowa.
Twierdzisz tak o niej, z całą świadomością.
No, bo Ty jesteś z INNEJ BAJKI, po KRÓLOWEJ MATCE (swojej matce).
W tej bajce też jest teraz Twój mąż, w TWOJEJ BAJCE.

Jak teściowa mu płacze w rękaw (oczywiście nie przy mnie), że dlaczego tak rzadko przyjeżdżamy, że pewnie JA jej nie lubię, to on czuje się bezradny, bo co ma powiedzieć - "Tak, to prawda mamo" smile

Tak, tak właśnie ma powiedzieć!
A najlepiej, Ty jej to powiedz.
I jeszcze to, jakim dla Ciebie jest prymitywem, że gdzieś masz jej pieczołowicie przygotowywane potrawy...zresztą skoro masz takie gadane, to wiesz jak dobrać słowa, aby skutecznie uchronić się przed kolejnymi zaproszeniami.
"No, bo po co podtrzymywać taką fikcję" - to Twoje słowa.

Pytasz:

A może to ja jestem uprzedzona, wredna i niesprawiedliwa? Może oni chcą dobrze, a ja się wkurzam? Może powinnam to polubić skoro to rodzina mojego Męża? Poradzicie coś?

Więc odpowiadam : 3 x TAK! (dotyczy podkreślonego zdania).

Bardolka napisał/a:

Szarlot, rzeczywiście Twoja sytuacja jest nieco bardziej komfortowa niż najczęściej występująca w tym wątku ;-)

To mało powiedziane...ma całkowity komfort!
Ale i tak jej źle, i tak niedobrze...na dowód czego, 'szuka igły w stogu siana'.

1,009

Odp: Ach ta teściowa...

BRAWO ŻYWORÓDKA nic dodać nic ująć.

1,010

Odp: Ach ta teściowa...

Obejrzyjcie sobie dziewczyny reklamę Opokan Artro.
Mama rocznej dziewczynki potrzebuje wsparcia tylko babci, nie męża. Ciekawe gdzie go wcięło.

1,011

Odp: Ach ta teściowa...

Marena i Joga, dzięki bardzo za Wasze opinie i rady, przemyślę i wezmę do serca...

żyworódka, no cóż masz prawo do własnej opinii smile Zanim napisałam posta przeczytałam ten wątek od deski do deski i właśnie tak sobie o Tobie pomyślałam, że jeśli ta kobieta odpisze na moj post, to będzie to odpowiedź w tym stylu.
I dlatego akurat Twoja opinia jest dla mnie kompletnie nieistotna, ale miło, że się tak dogłębnie pochyliłaś nad moim przypadkiem.

Zgadzam się z tym, co napisała Kriss na początkowych stronach tego topicu - za najfajniejszą, najbardziej sensowną teściową na tym forum uważam marenę7 i na jej opinii najbardziej mi zależało smile Taką teściową właśnie chciałabym mieć...

Dzięki mareno smile

1,012

Odp: Ach ta teściowa...
Szarlot napisał/a:

-(...)żyworódka, no cóż masz prawo do własnej opinii  smile (...)

Znam prawa tego forum.

Szarlot napisał/a:

Zanim napisałam posta przeczytałam ten wątek od deski do deski i właśnie tak sobie o Tobie pomyślałam, że jeśli ta kobieta odpisze na moj post, to będzie to odpowiedź w tym stylu.

Każdy ma swój styl wypowiedzi i własne spojrzenie na sprawę.
Ja nazywam rzeczy po imieniu, nie enigmatycznie tj. nie owijając w bawełnę.
Zresztą, ja odniosłam się stricte do Twojego procesu myślowego w temacie teściowej.

Szarlot napisał/a:

I dlatego akurat Twoja opinia jest dla mnie kompletnie nieistotna, ale miło, że się tak dogłębnie pochyliłaś nad moim przypadkiem.

Zawsze mogłaś zignorować moją wypowiedź ? też masz takie prawo.
Ale miło mi, że jednak ze sobą rozmawiamy.
To tyle gwoli wymiany uprzejmości.

Ale do sedna.

Szarlot napisał/a:

(...)za najfajniejszą, najbardziej sensowną teściową na tym forum uważam marenę7 i na jej opinii najbardziej mi zależało    smile   Taką teściową właśnie chciałabym mieć...

No właśnie...i tu jesteś cała TY.
W swym wyedukowanym świecie u m y ś l i ł a ś  sobie, jaką chciałabyś mieć teściową i znalazłaś na jej wzór i podobieństwo ? konkretną osobę.

Najprościej, to 'podczepić się' ze swoimi aspiracjami pod inną, zupełnie obcą osobę. Trudniej, a nawet nie chce się, budować dobrych relacji z rodziną kochanego męża, bo uważasz ich poziom, status społeczny poniżej swojego i swojej rodziny. Ubolewasz, że los dla Ciebie okazał się przekorny.

Rodzina męża nie satysfakcjonuje Cię - tylko zastanawiam się skąd taki ich syn, którego pokochałaś... czyżby z 'kukułczego gniazda'?
Przecież 'jabłko niedaleko pada od jabłoni.'
Można by pomyśleć, że popełniłaś 'mezalians'...

Pytałam, ile jesteście po ślubie?
Bo myślę, że w miarę stażu małżeńskiego, zaczniesz bardziej realistycznie patrzeć na swoje życie w rodzinie i te nurtujące Cię obecnie problemy 'Wacka' (jak sama je określiłaś).
Czego Ci z całego serca życzę.

1,013

Odp: Ach ta teściowa...

Żyworódko, jest trochę racji w tym co piszesz.

Tak, kiedyś dawno temu w swoich młodych czasach singlowskich marzyłam sobie o cudownym, kochającym mężu (to marzenie się spełniło) i jako bonus o fajnej teściowej, z którą się zaprzyjaźnię (i to marzenie się nie spełniło smile).
Tak, jestem z tego powodu nieco zawiedziona i nie ukrywam tego (choć chyba nie aż tak, bo mam przyjaźń i super relacje z własną mamą).

Jednak uważam, że trochę przesadzasz z tym posądzaniem mnie o taki wielki brak szacunku i jakiegokolwiek poszanowania do mojej teściowej.
Nigdzie nie napisałam, że moja teściowa to prostaczka, tylko że jest kobietą dość prostą (dla mnie różnica) i napisałam to w kontekście tego, że ponieważ jest dość prosta nie zdaje sobie sprawy ze swoich szantaży emocjonalnych i innych mechanizmów, jakie stosuje. Bo to jest fakt, jest ich nieświadoma. Więc nie napisałam tego, zeby się nad nią znęcać, że jest prosta, tylko żeby zobrazować sytuacje.
I nie chodzi tu nawet o ten status społeczny czy poziom, o którym wspomniałaś. Wbrew pozorom chyba nie jestem aż tak zadufana w sobie za jaką mnie masz (mam nadzieję, że nie jestem). Chodzi o to, że między nami nie ma chemii, nadajemy na innych falach. I nie mówię, że ja jestem ta dobra, mądra, a ona ta zła, głupia. Po prostu jesteśmy inne.
Ona nie potrafi ze mną pogadać tak jak ja bym chciała, a ja z nią tak jakby ona chciała.
Nadajemy na innych falach i nie ważne kto na niższych, a kto na wyższych
Różnica tylko w tym, że ja nie udaje, że jest inaczej i wolałabym ograniczyć trochę nasze kontakty, a ona ciśnie, nie wiem dlaczego...
Wracając do marzeń... ja też nie jestem wymarzoną synową dla niej. Pewnie wolałaby mieć kogoś podobnego do siebie i jej marzenia też się nie spełniły. Więc czy nie lepiej byłoby, gdybyśmy nie wchodziły sobie w drogę albo spróbowały dostosować się... czy może jakoś dostroić się trochę do siebie? ... Ale obie, a nie tylko ja do jej oczekiwań.

Tak masz rację, że mogłabym się bardziej postarać. I trochę się staram... Ale czy to staranie się nie powinno być obopólne?
Pojechałam do teściów w Święta, choć jak pisałam jestem w ciąży i źle się czułam i wolelibyśmy z Mężem spędzić te Święta w domu... ALE wiedziałam, że teściowej będzie przykro jak nie przyjedziemy (mnie by nie było przykro na jej miejscu, ale postawiłam się w JEJ sytuacji, weszłam w JEJ skórę i pomyślałam sobie, dobra jadę...), ale czy namawianie na siłę ciężarnej synowej do wysiedzenia siedmiu godzin przy stole zamiast dwóch jest w porządku z jej strony?
Gdyby się wczuła w moją sytuację (ciąża, wymioty, mdłości - sama ma dzieci i przez to przechodziła) to czy nie powiedziałaby "dobrze kochani, jeźdźcie już, cieszę się że wpadliście choć na chwilę". Ale nie, musiało być do końca po jej myśli, czyli 15 potraw, 3 desery i tak dalej...

Padło pytanie o mojego męża, skąd on się wziął taki fajny? No właśnie nie wiem, też się nad tym intensywnie zastanawiam, skoro Jego pokochałam i z Nim się dogaduję. Myślę, że wychowanie na jednych ma większy a na innych mniejszy wpływ.
Może na mojego męża akurat miało mniejszy? Mąż ma rodzeństwo i ono też jest inne. Inne od Męża i inne też od swoich rodziców. Co prawda miałam zajęcia z teorii wychowania na studiach, ale dlaczego tak się dzieje to dla mnie zagadka.
Być może są jakieś zalety męża, które wypływają z tego w jaki sposób był wychowywany, ale w takim razie ja może za mało jeszcze znam teściów, żeby te cechy dostrzec u nich, wydaje mi się, że on je ma skądinąd. Mąż miał w okresie dorastania swoje autorytety, których szukał poza domem (bo w domu ich nie dostał) i może od nich tyle dobrych rzeczy zaczerpnął? Nie wiem.
Ale zauważam niestety kilka nawyków, cech, które ma mój Mąż i które utrudniają mu życie, a które wynikają właśnie z tego, czego brakowało mu w domu (tak myślę, że stąd). Np. problemy z samooceną. Jego rodzice mają z tym duże problemy i on ma też... I to ciągłe poczucie winy, które wzbudzała w nim właśnie mama poprzez swoje szantaże emocjonalne... I to mnie boli, bo wiem że jego to boli... ale pracujemy nad tym.
Może to też wpływa ma moją niechęć do teściów oprócz tego, że się nie dogadujemy?
Nie wiem, chętnie posłucham, co ktoś mądrzejszy ode mnie ma na ten temat do powiedzenia, bo to ciekawy wątek...

żyworódka napisał/a:

Pytałam, ile jesteście po ślubie?
Bo myślę, że w miarę stażu małżeńskiego, zaczniesz bardziej realistycznie patrzeć na swoje życie w rodzinie i te nurtujące Cię obecnie problemy...

Tak, mamy bardzo krótki staż poślubny, więc zdaję sobie sprawę, że jeszcze sporo pracy przed nami w różnych kwestiach. I też mam taką nadzieję, że z czasem będzie lepiej, że obie jakoś może się do siebie przekonamy, że nasze relacje się poprawią i że relacje mojego Męża z jego Mamą też się poprawią, a jak już nie moje z nią, to żeby chociaż jego z nią...
Co chyba nie znaczy, że teraz jako świeżo upieczona żona, nie mam prawa do przeżywania problemów po swojemu, nawet jeśli stare wyjadaczki uznają je za błahe smile
Właśnie dlatego podobają mi się wypowiedzi mareny, bo otwarcie pisze w nich, że jako młoda żona też była uparta, trochę zapatrzona w siebie i krytyczna wobec teściowej, z którą później się zaprzyjaźniła. Jak widać można...

problemy 'Wacka' (jak sama je określiłaś).

Władzia, ale Wacek też ładnie wink

Czego Ci z całego serca życzę.

Dziękuję.

1,014

Odp: Ach ta teściowa...

bingo szarlot:-) żyworodko, masz chyba jakis kompleks na punkcie kolezanki mareny.:-) juz kilka razy w tym i podobnych watkach na forum pisal, ze chcialby miec taka tesciowa jak marena... i tylko ty sie nad tym bulwersujesz:-) czyzby zazdrosc?:-)
troche dystansu, moze gdybys nie krytykowala kazdego slowa kazdej synowej, nie pogrubiala tekstu, nie rozbierała kazdego posta na czesci pierwsze i nie wytykala drzemiacych w kazdym slowie złych intencji, to moze i ty bys sie znalazła w tym szacown gronie:-)

1,015

Odp: Ach ta teściowa...

Żadna synowa nie ma wpływu na to, jaka teściowa przypadnie jej w udziale. I żadna teściowa też nie wybiera sobie synowej.
Marzenia o pasującej do siebie teściowej czy synowej trzeba odłożyć na bok, bo rzadko się spełniają, a żyć jakoś trzeba.
Widzisz, może ja pasowałabym do Ciebie i do Jogi, ale do wielu innych synowych, w tym do mojej własnej już nie.
Czy można mieć pretensje do "tej drugiej", że do nas nie nie pasuje? Żadnych pretensji!

Mam jedno spostrzeżenie.
Każdy człowiek, w tym i Twój mąż Szarlot, wynosi z domu rodzinnego jakieś nawyki, jakieś zasoby, ale i niedobory. Rzadko którym rodzicom udaje się uniknąć błędów wychowawczych.
Ja zauważyłam, że wiele młodych żon bardzo sobie bierze do serca te niedobory i błędy i tak jakby "w imieniu męża" obraża się na jego rodziców i dyskredytuje ich umiejętności i dobrą wolę.
"...to mnie boli, bo wiem, że jego boli..." Bardzo łatwo źle się nastawić do teściów, gdy w imieniu męża ma się pretensje, a nie ma się z nimi więzi emocjonalnej, takiej jak ma mąż, ich dziecko.
Dzieciństwo i dorastanie męża trzeba sobie odpuścić i nie szukać tam wrogów.
Poznaliście się jako dorośli ludzie i za niedobory, nieumiejętności każde z Was niech weźmie odpowiedzialność i szuka rozwiązań problemów w teraźniejszości, nie w przeszłości. Rozwiązaniem nie jest stwierdzenie, że to "mamusia ci to zrobiła". Od tego nic się nie zmieni, a tylko naznacza trudnymi emocjami początek relacji z teściową i teściem.

I drugie spostrzeżenie.
Własna matka. Znana, kochana, najlepsza i idealizowana. Jakże inna od teściowej, pełna cnót. Dlaczego? Bo masz z nią więź emocjonalną. Jak się kogoś kocha, to łatwo wybacza się błędy, albo ich nawet nie widzi.
Ja wiem (z własnego doświadczenia) jak matki potrafią subtelną, a czasem jawną krytyką wpływać na relację córek z ich teściowymi. Zazdrość? Rywalizacja? Lęk, że tamta "matka" okaże sie lepsza? Pewnie wszystkiego po trochu.
Moja matka to robiła. Wiele razy musiałam ją upewniać, że moja sympatia do teściowej nie oznacza, że przestałam ją kochać.
To takie moje doświadczenie i nie oznacza, że tak wszędzie jest, ale.....

Pozdrawiam, Szarlot.

1,016

Odp: Ach ta teściowa...

Tak mareno, co do pierwszego spostrzeżenia w pełni się zgadzam, często jest tak jak mówisz i pewnie mnie to też w jakimś topniu dotyczy - ten żal o męża dzieciństwo... a że on potrafi mi o swoich wspomnieniach wprost opowiadać i mówić co go wtedy bolało, to może za bardzo się na tym skupiam... oczywiście ja też mam różne deficyty i wirusy z dzieciństwa, ale u mnie akurat są to bardziej "wirusy od taty" niż "wirusy od mamy" (jakby powiedział pewien terapeuta, autor "Wirusa samotności"), a że z tatą relacje mam jakby już przerobione i załatwione, to mi się to tak nie odnawia chyba i tyle o tym nie myślę.

Co do drugiego spostrzeżenia, to na pewno też coś w tym jest, choć u mnie chyba akurat na odwrót. Moja mama jest bardzo taktowna i mądra (idealizuję? smile) i za to ją cenię właśnie, że ona też widzi wady mojej teściowej, ale lubi ją bardziej niż ja. Więcej jej wybacza. I nie czuję, żeby z nią rywalizowała. Często jeździmy do teściów całą rodziną w czwórkę na grilla czy na Święta i mam wrażenie, że swatowie się bardzo lubią a przynajmniej dobrze tolerują wink
Może gdybym zaczęła przyjaźnić się z teściową, to moja mama poczułaby się zagrożona, ale i pewnie wtedy nawet nie... a może się mylę...

Wracając jeszcze do relacji teściowa - synowa, żeby już zakończyć mój wątek...
Czasami mam ochotę zerwać nasze kontakty, jak coś mnie strasznie zirytuje, a czasami chciałabym popracować, bo myślę, że może przy odrobinie dobrej woli (z obu stron) mogłybyśmy się trochę polubić...
Ale warunki są dwa - musiałybyśmy obie trochę spuścić z tonu i musiałabym poczuć, że teściowa szanuje moje granice.
Bez tego pewnie nasze stosunki nie ulegną zmianie i będzie jak dotychczas - poprawnie, ale dość chłodno...
Może w życiu nie można mieć wszystkiego.

Dzięki mareno, pozdrawiam smile

1,017

Odp: Ach ta teściowa...

Marena, ja w kontekście matki mam trochę inny pogląd. Nie chodzi o idealizowanie własnej mamy, ale bardziej o to, co dany człowiek (dana synowa smile ) widzi pod pojęciem matka.

Moja mama to generał, ogarniający kuchnię, dom, rodzinę, półtora etatu, grządki, rabatki, szydełko i wiele wiele innych. Ma swój charakterek, potrafi ględzić (czego bardzo nie lubię), ale podziwiam u niej przewidywanie na przyszłość, chęć zabezpieczenia różnych wyjść, pracowitość.

Skoro matka=to, co wyżej napisałam, to tym bardziej brakuje mi tych cech u teściowej i jest problem. Bo jak to - matka, a taka niezaradna, wiecznie bez pieniędzy, źle gotuje, płacze jak wychodzimy z domu? Kto to widział smile Moim zdaniem raczej tu leży sedno problemu - synowa odkrywa, że to, co rozumiała pod pojęciem matka, w wydaniu teściowej ma się zupełnie INACZEJ (nie piszę "gorzej").

1,018

Odp: Ach ta teściowa...

Bardotka i tutaj trafiłaś w samo sedno sprawy. Ktoś kto ciągle wymaga i jest męczący, nic nie chce od siebie brać a cały czas żąda. Nie mówię, że nasze matki takie nie są, ale jeżeli już wychowuje nas kobieta zaradna, która w życiu sobie wspaniale radzi, nieczęsto pracując na pięciu etatach (praca, dom, dzieci itd) ma to wpływ na nasze postrzeganie matek. A jak przyjdzie co do czego i trafi nam się teściowa-masakra to nic  nienormalnego, że odczuwamy niechęć. Moja teściowa całe swoje dorosłe życie spędziła "zajmując się" domem (za dużo powiedziana jak widzi się ten ciągły bałagan), nigdy nie poszła do pracy bo "zmienił się ustrój i pracę można było dostać tylko po znajomości". Dla mnie niestety to nie jest żaden autorytet. Jedyne osiągnięcie to wychowanie dwójki dzieci, mąż szybko się usamodzielnił, ale wciąż wraca do mamusi, jego siostra to życiowa sierota przed 30, za którą wszystko mamusia i tatuś zrobią, zero obowiązków, bo "ona jest bardzo delikatna". Tak delikatna na wszystko a w szczególności zdrową krytykę i rady. Już nie chcę się rozpisywać na temat zazdrości i zawiści mojej teściowej względem każdego, mnie, mojej mamy, znajomych męża ich rodzin, bo "wszyscy to krętacze i dlatego mają lepiej od niej". Czasami już nie wiem czy mam się śmiać czy płakać, kiedy słyszę to idealizowanie córki, wpajanie jej jaka to ona piękna i mądra (wcale nie piękna, gruba, leniwa i niestety tępa). A jak się tylko odezwę to oczywiście to ja jestem ta zła i niedobra. Tak więc czasami siedzę cicho, bo co innego zrobić?

1,019 Ostatnio edytowany przez Szarlot (2013-02-05 12:56:08)

Odp: Ach ta teściowa...

Tak, coś w tym jest co piszecie Bardolka i Tusia.

U mnie jest podobnie. Też wolę te matczyne cechy mojej mamy niż mojej teściowej. Pewnie trochę dlatego je wolę, że moja mama jest moja i do tego przywykłam, ale też obiektywnie patrząc to po prostu moja mama lepiej sobie radzi w życiu niż teściowa. Może dlatego teściowa niczym mi nie imponuje.

Jakbym miała je dwie scharakteryzować, to wygląda to tak:

Moja Mama - jest w tym samym wieku co teściowa, ale jest zaradna, wykształcona, inteligentna, nie użala się nad sobą, nie ma skłonności do manipulacji, jest ciekawa świata, dużo w życiu pracowała i nadal pracuje, wychowywała mnie samotnie a mimo to znajdywała dla mnie czas, miała tyle empatii, żeby pochylić się nade mną, moimi dziecięcymi problemami, i dlatego dziś mamy o czym ze sobą rozmawiać i jesteśmy sobie bliskie.

Moja Teściowa - jest mało taktowna, mało empatyczna, bezrefleksyjna, przekracza cudze granice, jest skupiona na tym co pomyślą inni, ma pogląd, że ona "jest starsza więc mądrzejsza", mimo że nie jest smile Od urodzenia swoich dzieci do dziś nie pracuje, więc teoretycznie miała dla nich mnóstwo czasu jak były małe, ale jednak nie umiała z nimi rozmawiać, rozwijać ich talentów, rozwiązywać ich problemów. I teraz ma żal, że jej syn ma z nią kiepskie relacje i nie chce się jej zwierzać. No bo jak się nie słucha zwierzeń dzieci jak mają lat kilka czy kilkanaście, to nagle jak mają 30 nie zaczną się zwierzać... wiem, że ona chciałaby nadrobić ten czas, który straciła, ale na niektóre sprawy jest juz za późno.

I tak to wygląda. Może idealizuję swoją mamę. Może trochę uważam, że jej styl wychowania jest lepszy bo jest jej... Może.
Pewnie trochę tak. Ale trochę obiektywnej prawdy w tym co napisałam myślę, że jest.

Ale już sobie obiecałam, że będę bardziej uważna na cechy mojej teściowej i będę szukać w niej zalet.
Może z czasem dostrzegę coś, co mi się w niej podoba a czego np. nie ma moja mama... kto wie smile

1,020 Ostatnio edytowany przez Bubuś (2013-02-05 15:37:14)

Odp: Ach ta teściowa...

Porównując moją mamę do mojej teściowej, mimo wszystko widzę wiele podobnych cech. Zarówno tych pozytywnych jak i tych negatywnych. Nie mówię, że teściowa jest zła, "bo jest teściową", ona po porostu ma kilka cech, które denerwują mnie u każdego człowieka, tylko, że nie każdego człowieka muszę tolerować, a ją z racji "jej stanowiska" tak wink

Juz była o tym mowa w tym watku - do mamy powiem "mamuś nie wpieprzaj się" i mama się nie wtrąci, a już na bank nie będzie doszukiwać się w moim sprzeciwie ingerencji mojego męża. Do teściowej powiem "mamo to jest nasza decyzja, itp", a ona się obrazi nie tylko za to, że nie chcemy jej rad, nie tylko za to że "pyskujemy", ale tez za to, że dwa lata temu mąz zapomniał o jej imieninach i jeszcze o to , że nie zaprosiliśmy ciotki X na ślub i jeszcze za to, że ona ma jedynego syna a ja go przeciw niej buntuje big_smile  Choćby miało iść o kolor skrzynek balkonowych to w nieskończoność bedzie wywlekac sprawy niemające nic wspólnego z tematem, byleby sobie popłakać na syna i synową. Taka jest moja teściowa smile
Moja mama zamyka temat i idzie dalej, ma tyle spraw na głowie, że nie ma czasu na zawracanie sobie interesu moimi sprawami, a teściowa się nudzi, wiec... wink

1,021 Ostatnio edytowany przez Merredithhh (2013-02-05 17:05:22)

Odp: Ach ta teściowa...

W każdym takim wątku czytam, że synowe idealizują swoje mamy, pozwalają im na więcej, traktują niesprawiedliwie teściową, która to w ich oczach jest gorszą matką i babcią. I to jest niby jedna z głównych przyczyn nieporozumień.
Na każde: "bo moja teściowa jest taka i taka" synowej, znajdzie się: "a Twoja mamusia to taka idealna?" teściowej.
I znowu generalizowanie. Do mojej sytuacji to się nijak nie ma. Moja mama nie żyje od kilku lat, nigdy też się z nią nie dogadywałam i nie uważałam za super matkę. Nie przeżyłam jej śmierci, tak jak "powinnam". Nie idealizowałam, ani nie idealizuje jej teraz, jestem świadoma wszystkich jej wad. Jedyne podobieństwo jakie nas łaczyło, to wygląd. Charakter, światopogląd, system wartości - same przeciwieństwa.
Więc nie mam tej idealnej mamusi, która tak często jest wytykana na forach, nie ma kto mieszać, nastawiać mnie przeciwko matce męża, nie ma kto być lepszą matką, teściową i babcią, nie ma tej, która stereotypowo traktowana jest lepiej. A ja jestem bardzo daleka od idealizowania mojej nie żyjącej matki.
A i tak nie mogę za bardzo dogadać się z moją teściową.



P.S. Dla mnie również Marena jest ideałem teściowej. I do takiego ideału będę starała się dążyć.

1,022

Odp: Ach ta teściowa...

Wiecie co, dziewczyny?
We wszystkich wypowiedziach jest prawda.
Szarlot, napisałaś, że Twoja teściowa Ci nie imponuje. I Bardoloka też to nie wprost napisała.
Może właśnie w tym tkwi problem? Że nie ma nic w teściowych, czego synowe chciałyby się nauczyć, przejąć od nich? Nic, co zaciekawia? Nic, co przyciąga człowieka do człowieka?
W końcu moja historia z teściową potoczyła się tak a nie inaczej, dlatego że ONA mi IMPONOWAŁA.
Moja matka ma mnóstwo fajnych cech. Jest pogodna, spolegliwa, wyrozumiała, długo by wymieniać....  Ale nie miała w sobie waleczności, optymizmu i energii potrzebnej, by iść naprzód.
Moja teściowa natomiast, to waleczna lwica. Energiczna, harda i NIEZALEŻNA.
Moja matka poddawała się okolicznościom. Moja teściowa wytyczała cel i szła ku niemu jak burza, nie raz i nie dwa nabijając sobie guzy.
Moja matka nastawiona była "na przetrwanie" i pogodne "znoszenie" przeciwności losu. Owszem, dawała wsparcie w godzeniu się z losem, ale nie potrafiła dodać entuzjazmu.
Do teściowej można się było podłączyć jak do kontaktu i naładować baterie. A potem "burza mózgów" i szukanie rozwiązania problemu.
Mnie imponowała ta energia, entuzjazm i niezależność. Szczególnie niezależność, bo bardzo sobie tę cechę cenię, zwłaszcza u kobiet.
Pewnie, miała i wady. Czasem brakowało jej empatii, czasem pokory, czasem miała zapędy wodzowskie, ale ta masa pozytywnej energii przyciągała mnie do niej.

A co by było gdyby mi nie imponowała? Gdyby mnie nudziła?
Pewnie nie miałybyśmy ze sobą takiej relacji jaką mamy. Pewnie byłyby kurtuazyjne wizyty i spoglądanie na zegarek. Pewnie wymieniałybyśmy nie poglądy na życie, ale przepisy kulinarne.
Byłybyśmy sobie bliskie? Myślę, że nie, ale może się mylę. Gdyby teściowa była taka jak moja matka, którą kocham rzecz jasna i nie miała w sobie tych paru cech, które mi imponowały i przyciągały, no nie wiem...
Matka to matka, urodziła, wychowała. Dorosły czlowiek nawiązuje przyjaźnie, gdy jest to "coś", co go przyciąga do tego a nie innego czlowieka.

To wszystko powoli odchodzi w przeszłość, bo moja teściowa jest bardzo chora i rokowania są złe. Ona ma jasny umysł i wie co się dzieje. Wie, że jej czas się kończy. Jest dzielna, jak zawsze. A gdy opada z sił, to ja ładuję jej baterie.
Jak zawsze otwarcie rozmawiamy o tym co się dzieje. Ona tego chce. Widzę jak się zbiera do odejścia i ściska mnie w gardle. Żegnamy się ze sobą. "...Byłaś dla mnie jak córka, ktorej nie miałam...". "...Miałam szczęście, że cię spotkałam, mamo...".


Moja relacja z teściową się kończy, a Wasza, młode koleżanki dopiero się zaczyna.
Nie nakręcajcie się. Dbajcie o swoje granice, ale nie palcie mostów.
Teściowe bywają niepewne w swojej nowej roli. Wydaje im się, że żeby obłaskawić synową to trzeba stół zastawić. Albo wykazać się nadopiekuńczością i nadtroskliwością co najczęściej przeradza się w pakowanie nosa w nie swoje sprawy. Albo boją się normalnie rozmawiać, żeby na odcisk nie nadepnąć.  No bo wiadomo jakimi uprzedzeniami obrosła rola TEŚCIOWEJ. Teściowe dobrze o tym wiedzą i bywa, że z tej ostrożności poruszają się jak słoń w składzie porcelany.
No bo kto właściwie wie, co to znaczy DOBRA TEŚCIOWA? Jest jakiś wzorzec? Dla każdej synowej oznacza to przecież coś innego. Jedna synowa chce, żeby teściowa trzymała się na dystans, a druga właśnie o to ma pretensje. Jedna chce, żeby teściowa żyła swoim życiem, druga, żeby żyła życiem młodych i żeby ICH życie i potrzeby były dla niej priorytetem. Zresztą teściowa też jest "jakaś". Nie jest na tym świecie po to, by spełniać oczekiwania synowej. Pewnie, można, na tyle żeby nie gwałcić siebie samej i nie robić nic wbrew sobie.
W drugą stronę też.
Najlepiej byłoby, żeby obie kobiety zrobiły krok do przodu. Razem. Ale czasem jest tak, że to jedna musi to zrobić. Sprawdzić. Najwyżej nie wyjdzie i można się wycofać na z góry upatrzone pozycje. Machnąć ręką, pozostać przy szacunku (pakcie o nieagresji) i pogodzić się z tym, że z tej mąki chleba nie będzie.


P.S. Dziewczyny, nie jestem żadnym ideałem. Jasne, z niektórymi z Was bym się dogadała. Tak czuję, gdy czytam posty w tym i innych wątkach. Ale z niektórymi nie. I gdyby mnie z którąś z nich los połączył (a tak się poniekąd stało), to nie miałaby o mnie najlepszego zdania. Nie z powodu awanturnictwa, wtracania się czy symbiotycznego związku z synkiem, ale z innych powodów.

Pozdrawiam!

1,023

Odp: Ach ta teściowa...
marena7 napisał/a:

To wszystko powoli odchodzi w przeszłość, bo moja teściowa jest bardzo chora i rokowania są złe. Ona ma jasny umysł i wie co się dzieje. Wie, że jej czas się kończy. Jest dzielna, jak zawsze. A gdy opada z sił, to ja ładuję jej baterie.
Jak zawsze otwarcie rozmawiamy o tym co się dzieje. Ona tego chce. Widzę jak się zbiera do odejścia i ściska mnie w gardle. Żegnamy się ze sobą. "...Byłaś dla mnie jak córka, ktorej nie miałam...". "...Miałam szczęście, że cię spotkałam, mamo...".

przykro mi...

marena7 napisał/a:

Moja relacja z teściową się kończy, a Wasza, młode koleżanki dopiero się zaczyna.
Nie nakręcajcie się. Dbajcie o swoje granice, ale nie palcie mostów.
Teściowe bywają niepewne w swojej nowej roli. Wydaje im się, że żeby obłaskawić synową to trzeba stół zastawić. Albo wykazać się nadopiekuńczością i nadtroskliwością co najczęściej przeradza się w pakowanie nosa w nie swoje sprawy. Albo boją się normalnie rozmawiać, żeby na odcisk nie nadepnąć.  No bo wiadomo jakimi uprzedzeniami obrosła rola TEŚCIOWEJ. Teściowe dobrze o tym wiedzą i bywa, że z tej ostrożności poruszają się jak słoń w składzie porcelany.
No bo kto właściwie wie, co to znaczy DOBRA TEŚCIOWA? Jest jakiś wzorzec? Dla każdej synowej oznacza to przecież coś innego. Jedna synowa chce, żeby teściowa trzymała się na dystans, a druga właśnie o to ma pretensje. Jedna chce, żeby teściowa żyła swoim życiem, druga, żeby żyła życiem młodych i żeby ICH życie i potrzeby były dla niej priorytetem. Zresztą teściowa też jest "jakaś". Nie jest na tym świecie po to, by spełniać oczekiwania synowej. Pewnie, można, na tyle żeby nie gwałcić siebie samej i nie robić nic wbrew sobie.
W drugą stronę też.
Najlepiej byłoby, żeby obie kobiety zrobiły krok do przodu. Razem. Ale czasem jest tak, że to jedna musi to zrobić. Sprawdzić. Najwyżej nie wyjdzie i można się wycofać na z góry upatrzone pozycje. Machnąć ręką, pozostać przy szacunku (pakcie o nieagresji) i pogodzić się z tym, że z tej mąki chleba nie będzie.


P.S. Dziewczyny, nie jestem żadnym ideałem. Jasne, z niektórymi z Was bym się dogadała. Tak czuję, gdy czytam posty w tym i innych wątkach. Ale z niektórymi nie. I gdyby mnie z którąś z nich los połączył (a tak się poniekąd stało), to nie miałaby o mnie najlepszego zdania. Nie z powodu awanturnictwa, wtracania się czy symbiotycznego związku z synkiem, ale z innych powodów.

Pozdrawiam!

Nic dwa razy sie nie zdarza
I nie zdarzy. Z tej przyczyny
Zrodziliśmy sie bez wprawy
I pomrzemy bez rutyny

Ja już moja teściową odsunęłam i nie wiem czy da się jeszcze to "zacerować", nie potrafię się zmusić ale dobrze mi z tym nie jest, może powinnam wykonać ten krok do przodu sama po raz kolejny .......odsuwam to w czasie i mogę nie zdążyć sad

1,024

Odp: Ach ta teściowa...

Witam.

Problemy 'Wacka' hahaha...tak napisałam...
Dopiero w Twoim poście załapałam, że użyłam nie tego imienia - przecież to istotna różnica między nim, a 'Władziem'.
Problemy tamtego są inne...

Szarlet - mówi się, że: jak Cię widzą, tak Cię piszą.
W necie, jest to raczej odwrotnie: jak piszesz, tak Cię widzą.
Przeczytaj sobie swój pierwszy post, na który tak, a nie inaczej zareagowałam i te późniejsze.
Są pisane, już zupełnie w innym tonie - myślę, że sama dostrzeżesz różnicę.

Każdy ma jakieś marzenia i to niezależnie od wieku.
Też tak jak i Ty marzyłam o cudownym i kochającym mężu (love story) - jesteśmy razem do dzisiaj. Ale z całą pewnością, nigdy nie wiązałam tego, z przeżywaniem jakiejś idylli rodzinnej w powiązaniu z teściami.
Dla mnie, byli to po prostu rodzice męża ? wcześnie zmarli.
Dla mnie było sprawą oczywista, że jestem ich synową, a nie córką i nie liczyłam na żadne rewelacje, ba, nie miałam żadnej wizji utworzenia takich, czy innych stosunków między nami. To wszystko wychodziło/działo się w czasie...jak normalnie w życiu.
Niestety, tego wspólnego czasu mało nam było dane.

Zauważyłam, że wchodzisz w wątki dotyczące relacji synowa-teściowa.
Zatem, masz już jakieś rozeznanie/porównanie ze swoją sytuacją na tej linii.

Czy zaprzeczysz, że wychodzisz 'blado' w świetle swoich zarzutów, odnośnie zachowań teściowej, np.:
-  jeśli chodzi o ten rosół na przyjęciu weselnym. Ja też nie uznaję na takich uroczystościach jakichś kremików. Rosół, to 'królowa zup' ? jest to niezaprzeczalne i na każdym weselu, gdzie byłam to 'królowała'. Poza tym, to dobry podkład pod alkohol. Chciałaś inaczej, ale czy to, że teściowa wyraziła swoje zdanie jest argumentem, że się wtrąca. A na czym w końcu stanęło?
- inne ustawienie druhen w kościele, to myślę, że to dobry pomysł, aby siedziały zamiast stać. Ale czy to zaraz argument, że teściowa się wtrąca, jeżeli widziała to inaczej? Nie dajmy się zwariować, powiedziała, ale przecież na pewno było tak, jak Ty zadecydowałaś. No, właśnie, na czym stanęło?
- kolejna sprawa, to wyjazd w odwiedziny do teściów w czasie ciąży. Źle się czułaś, nie chciałaś jechać, to nie jadę i nie ulegam żadnym presjom, nie urabiam w sobie poczucia winy, bo teściowa to, czy tamto pomyśli.
Więcej asertywności.

Poza tym, co to za trend, żeby teściowa koniecznie miała różne zainteresowania (nie tylko domem żyła), imponowała sposobem obycia, czy też wyglądem, nadawała na tych samych falach co synowa ? jednym słowem imponowała jej, czy wręcz inspirowała ją.
Przychodzi mi właśnie na myśl, wizerunek DAMY DO TOWARZYSTWA.

Gdybyś napisała w kontekście pochwały, że: moja teściowa jest bardzo rodzinna (utrzymuje również kontakt z moją mamą), bardzo lubi i cieszy się, gdy do niej przyjeżdżamy, wtedy przygotowuje pyszne jadło, nie do przejedzenia. Co prawda, nie mamy sobie wiele do powiedzenia, więc czasem jest to dla mnie męczące, zatem spróbuję ograniczyć te wizyty, chociaż zdaję sobie sprawę, że sprawi jej to przykrość...to odebrałabym Cię inaczej.

Kobieta prosta, nie prostaczka,... a niech Ci będzie skoro wyczuwasz w tym niuanse. Nie pracowała, wychowywała dzieci, takie życie spędzone między kuchenką, a zlewozmywakiem z pewnością ogranicza intelektualnie. Ale, przecież nie obniżysz swojego poziomu, tylko dlatego, że będziesz z nią rozmawiała o pogodzie...

Ale już sobie obiecałam, że będę bardziej uważna na cechy mojej teściowej i będę szukać w niej zalet.
Może z czasem dostrzegę coś, co mi się w niej podoba a czego np. nie ma moja mama... kto wie smile

Czy naprawdę wszystko musi przechodzić przez Twoją cenzurę?

1,025

Odp: Ach ta teściowa...

Mareno - moja tesciowa rowniez byla kobieta niezalezna, lwica praca do przodu.
Bystra, oczytana o szerokim spektrum zainteresowan, samotna matka, dobrze radzaca sobie w zyciu, realizujaca sie zawodowo.
Na "dzien dobry" zaimponowala mi niesamowicie. Wydawalo sie, ze bedzie miedzy nami duza nic porozumienia.
Niestety bylo jedno ale.....
Zupelnie bezkrytyczna, malpia milosc do jedynego syna.
Sklonna do wytlumaczenia i zaakceptowania kazdej nierozsdnej decyzji i glupoty przez niego popelnionej.
Zainteresowana do bolu kazdym posunieciem, recenzujaca byle dzialanie, ostrzegajaca przed wszelkim mozliwym zlem, ktore ewentualnie mogloby sie wydarzyc.
Po dosc dlugim czasie zorientowalam sie, ze nie lubila mnie za to, ze jestem jaka jestem, ale za to, ze ON mnie wybral.
Przekonalam sie o tym, gdy nastapil kryzys i maz wykorzystal adres matki do romansowej korespondencji,tajnych telefonow itp.- jednym slowem skrzynka kontaktowa ( to byly czasy bez tel.komorkowych).
Zreszta jak sprawa sie rypla i pogonilam meza - tesciowa z miejsca przyjela go pod swoj dach. Odnioslam wrazenie, ze wrecz byla zadowolona, ze synio wrocil i wroci stare, czyli full control.
Ja dostalam tlumaczenia w stylu - serce matki, dziecka na bruk nie wyrzuce itp.
Miedzy mna a mezem jakos sie pozniej wyklarowalo, ale z tesciowa juz nigdy nie mialam dobrego kontaktu.
Moj zal do niej byl podwojny, poniewaz tak bardzo bylam zawiedziona w swoich nadziejach co do jej osoby.
Byl to ewidentnie przyklad matki, ktorej syn mial spelniac wszystkie mozliwe meskie role w jej zyciu - syna, meza, przyjaciela.

Ja do dzis zachodze w glowe - jak kobieta o takich horyzontach, chalupa zawalona dzielami wszystkimi, mogla tak glupio i bezsensownie postepowac z wlasnym dzieckiem.
Zdumiewa mnie tez fakt, ze mimo wszystko wyrosl na znosnego faceta , choc mial wszelkie podstawy wyrosnac na potwora.

1,026

Odp: Ach ta teściowa...

Zawsze warto spróbować Joga. Skoro nie czujesz się komfortowo po odcięciu od teściowej....
Tylko bez rzucania się na szyję i bez wielkich oczekiwań. Trzymając grzeczny dystans.
Ona też chyba jakąś lekcję odrobiła przez ten czas, miejmy nadzieję.
A jak nie, to trudno.


betino!
Moja teściowa, waleczna lwica, na szczęście miała dwóch synów i męża. Nie była i nie jest bezkrytyczna. Czasem się gdzieś zapędziła, ale umiała powiedzieć, że zrobiła błąd i to nie jej sprawa. Jej młodszy syn, a mój mąż zawsze był bardzo niezależny i studził jej matczyne doradzanie. Starszy niekoniecznie i w jego rodzinie teściowa odgrywała znaczącą rolę doradczą i wspomagającą. Oni jej na to pozwalali. Ale ja w to nie wchodziłam, to nie była moja sprawa.
Moja szwagierka, druga synowa mojej teściowej nie była tak blisko z nią jak ja. Uważała teściową za wtrącalską, przemądrzałą i natrętną. Ja tak nie myślałam. Nie wtrącała się, bo zauważyła, że ona sobie, a my i tak robimy po swojemu. Jak dla mnie to była mądra, a nie przemądrzała. Natrętna? Ja lubiłam jak wpadała do nas, jej wizyty były przyjemnością, rozmowy z nią także. Nie da się wszystkim podobać.

Wiesz, można mieć horyzonty jak nie wiem co, znać się na sztuce i budowie katedr, a w sprawach życiowych klops...

1,027 Ostatnio edytowany przez żyworódka (2013-02-13 20:14:43)

Odp: Ach ta teściowa...

Witam.

marena7 napisał/a:
Bardolka napisał/a:

żyworodko, masz chyba jakis kompleks na punkcie kolezanki mareny. :-) juz kilka razy w tym i podobnych watkach na forum pisal, ze chcialby miec taka tesciowa jak marena... i tylko ty sie nad tym bulwersujesz :-) czyzby zazdrosc? :-)
troche dystansu, moze gdybys nie krytykowala kazdego slowa kazdej synowej, nie pogrubiala tekstu, nie rozbierała kazdego posta na czesci pierwsze i nie wytykala drzemiacych w kazdym slowie złych intencji, to moze i ty bys sie znalazła w tym szacown gronie:-)

P.S. Dziewczyny, nie jestem żadnym ideałem. Jasne, z niektórymi z Was bym się dogadała. Tak czuję, gdy czytam posty w tym i innych wątkach. Ale z niektórymi nie. I gdyby mnie z którąś z nich los połączył (a tak się poniekąd stało), to nie miałaby o mnie najlepszego zdania. Nie z powodu awanturnictwa, wtracania się czy symbiotycznego związku z synkiem, ale z innych powodów.

Bardolka, miałam Ci nie odpisywać, bo w sumie co do 'ideału' teściowej, to marena wypowiedziała się ...w sposób dyplomatyczny. Powołujesz się li tylko na wypowiedzi innych osób, co wskazuje, że sama nie chciałabyś mieć takiej teściowej. Nawet rozumiem dlaczego, bo w zasadzie w niczym nie różnisz się w swoich roszczeniach od jej synowej, tyle, że miałaś to szczęście, iż trafiłaś na podatny grunt pod swoje zamierzenia. Zostałaś PANIĄ na teściowej włościach, a teściowa stała się lokatorką u siebie.

Twój temat został już dawno dokładnie przerobiony...dlatego nie rozumiem, dlaczego prowokujesz wracanie do historii, bezpośrednio mnie 'tykasz' i czynisz to już niejednokrotnie, bo w innym wątku również. Dochodzę do wniosku, że te Twoje docinki, przytyki, są niczym innym jak złośliwą formą odegrania się na mnie....za ten hit ?z praniem majtów?(?) lol

Rozumiem, że każda moja wypowiedź działa na Ciebie jak 'płachta na byka'. Denerwuje Cię nie tylko treść, ale i stosowany przeze mnie sposób graficzny wypowiedzi.  Już w tym wątku wyjaśniałam innej userce, bardzo tym zbulwersowanej, że jest to forma ogólnie przyjęta na forum, która mi bardzo odpowiada i stosuję ją i zapewniam Cię, że nadal będę. Nie kojarzę, czy ja byłam w tym pionierką, ale coraz częściej widzę też takie podkreślenia w wypowiedziach u innych.

Dla Twojej informacji - jest to bardzo pomocne, jeżeli chcemy 'coś zaakcentować' i zwrócić rozmówcy uwagę na pewien istotny szczegół wypowiedzi. W realu takie informacje zakreślam flamastrem odblaskowym, tu tekst pogrubiam, podkreślam lub piszę kursywą. Forum udostępnia nam korzystanie z takich możliwości, wystarczy żebyś weszła w BBcode.

Natomiast mnie bardzo bulwersuje pisanie bez znaków polskich, co czynisz w powyższym skopiowanym przeze mnie tekście. Stwarza to trudności w czytaniu i moim zdaniem świadczy o lekceważącym traktowaniu adwersarza.

Dalej: w wypowiedziach jest często 'zlepek' różnych informacji, co dopiero po 'rozebraniu' posta na 'części pierwsze' najbardziej się uwidacznia. Czasem jest to sprytne 'przeszmuglowanie' jakiegoś istotnego faktu, które po wyeksponowaniu nabiera sensu wymowy, niekoniecznie takiej, jakie było w zamierzeniach piszącego. W wielu Twoich wypowiedziach można się tego doszukać.

Ja nie neguję walorów osobistych mareny jako teściowej i te wypowiedzi, w których userka pisze, że chciałaby być w przyszłości właśnie taką teściową w ogóle nie podlegają mojemu osądowi. Są to czyjeś osobiste dążenia do stworzenia przyszłościowo takiego właśnie, własnego wizerunku teściowej, ukształtowania w sobie podobnych cech charakteru, podobnych reakcji itd. w momencie kiedy syn/córka założą swoje rodziny.

Natomiast ja odniosłam się do synowych, które chciałyby mieć właśnie TAKĄ teściową jak ona, co jest jednoznaczne z tym, że ich teściowe nie spełniają wymarzonych oczekiwań i chciałyby wymienić je na inny model. Traktują swoje teściowe jak towar na półce, w którym mogą przebierać jak w ulęgałkach, zapominając, że teściową 'nabywa się' w pakiecie razem z mężem. Uważam, że już poprzednio jasno wyraziłam swoją myśl, ale skoro Bardolko nie zrozumiałaś, no to jeszcze raz 'kawa na ławę'.

Jest też takie przysłowie: ?cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie co posiadacie?. Ja znam i dlatego chwalę swoje synowe pomimo różnych drobnych spięć, czy też różnicy zdań i nigdy nawet przez myśl mi nie przeszło, że chciałabym mieć inne, na wzór i podobieństwo np. synowej koleżanki.

To są żony moich synów i do nich należał wybór, a do mnie ich akceptacja z zaletami i wadami. Poza tym myślę, że jestem szczęściarą, bo młodzi nigdy nie mieszkali u nas, ani przed, ani po ślubie - w rodzinie wybranek też nie. Nie wyciągali/nie wyciągają ręki po nasze dobra, tylko to co dostaną. Zawsze dążą do rodzinnych spotkań, nie ograniczają naszego kontaktu z wnukami.

Zatem, gdzie tu Bardolko widzisz moją zazdrość?
Komu, co i czego mam zazdrościć?
Przecie ja szczęśliwa teściowa i babcia.  smile  smile  smile
Raczej strzeliłaś niewypał.   yikes

I jeszcze:
W realu znajduję się ?w szanownym gronie teściowych?, świadczy o tym choćby wypowiedź mojej synowej, że nie wyobraża sobie innej teściowej. Pisałam o tym w poście nr 992.   Ale te dobre wieści nikną/zostają bez odzewu, nie mogą się przebić przez tę 'ścianę płaczu' ? wylewanych pretensji, zarzutów, narzekań, stękań synowych na teściowe.

Chociaż prawdę powiedziawszy, w większości wypowiedzi synowych są jak najbardziej w temacie wątku, który brzmi : ? Ach, te teściowe...? sad hmm   tongue  i trzeba przyznać, że vena je nie opuszcza. smile

1,028 Ostatnio edytowany przez Bardolka (2013-02-13 21:01:23)

Odp: Ach ta teściowa...

Oj żyworódko, cała Ty smile

owszem, piszę czasem bez polskich znaków, bo piszę z telefonu a wówczas pisanie polskimi jest utrudnione wyobraź sobie smile

szacowne grono o którym pisałam, to grono teściowych chwalonych i podziwianych w wątku tym i innych na tym forum, więc mnie nie zrozumiałaś smile

mnie też marena bardzo imponuje jako teściowa smile

i proszę, nie porównuj mojej teściowej do mareny, jak sama stwierdziłaś, mój temat był już wałkowany na tym forum i wiemy, że tych 2 pań nie łączy zbyt wiele, a raczej nic.

Ty lubisz pisać swoimi kursywami, pogrubieniami i rozstrzelonym tekstem (wiem wiem, HTML smile ) a ja lubię pisać o mojej teściowej. Więc ani ja Tobie nie zabraniam, ani ty mnie nie musisz.

Czy moje posty to próba odegrania się na Tobie? Nie, po prostu nasze opinie pozostają w skrajnej opozycji a Twoje posty często pisane są z perspektyy teściowej - matrony a ja nie lubię takiego wymuszonego szacunku i miłości, bo teściowa jest wiekowa, więc jest panią sytuacji, młodzi się muszą dostosować (przynajmniej w Twojej opinii).

To, że jesteśmy właścicielami domu też Cię widzę boli, ale już nie powiesz, że to ja i mąż ten dom remontujemy, utrzymujemy, opłacamy media, podatki, ubezpieczamy, dbamy. Przecież teściowej byłoby lepiej jakby miała to na swojej głowie ze swoją wypłatą 1200 zł - ale przecież byłaby wtedy Panią Sytuacji a to jest bezcenne, prawda? Mogłaby wtedy nas przestawiać po kątach, a tak, biedula nie może ...

1,029

Odp: Ach ta teściowa...

Żyworódko, co do Twojego zdziwienia terendem, zgodnie z którym teściowa musi imponować i inspirować. Nie musi. Ale popatrz na to pod tym kątem, że to teściowe tak często chcą być autorytetem dla młodych synowych. Same wskakują na tą pozycję. A co to za autorytet, który nie imponuje, nie inspiruje, nie przedstawia sobą czegoś, do czego dążę? (Nie znaczy to oczywiście, że teściowa jest gorsza, po prostu zupełnie inna)

1,030

Odp: Ach ta teściowa...

Skąd ja znam to wszystko...
Ja niestety też trafiłam na tą złą teściową. Zaczęło się od przygotowań ślubnych. Na początku naszego związku do rany przyłóż. Nawet 8 miesięcy roku przed ślubem powiedziałam mojemu R, że jak będziemy mieć dziecko to prędzej zostawię je z teściową niż z mama, bo nie wyszła z wprawy (ma syna 8 letniego). A więc wszystko zaczęło się od ślubnych przygotowań. Wesele robiliśmy sami. Moi rodzice dali nam przed weselem prezent, żebyśmy mieli wystarczająco dużo kasy na organizacje, jak ONA się o tym dowiedziała to od razu też sypnęła Wzbudziło to we mnie dziwne uczucie, ale pozytywne. Gdy już zaprosiliśmy gości to ONA wyskoczyła, że ona musi zaprosić swoich znajomych z pracy (który my nie znaliśmy) powiedzieliśmy, że absolutnie nie, ONA na to ze dała kase wiec mają być. Chcieliśmy jej oddać, ale te pieniądze były już zainwestowane w barmana ... Tak czy siak nie zgodziliśmy się, ONA w płacz, że my tacy źli dla niej. Pojechałam do domu, a na drugi dzień mój R miał koszmar w domu. ONA powiedziała, że ma raka i że chce ostatnią imprezę przeżyć ze znajomymi i że jak możemy jej to robić (wszystko było mówione w szale złości i płaczu). Oczywiście cała ta szopka okazała się kłamstwem. Dla świętego spokoju zgodziliśmy się, ale ona oczywiście jej było mało. Zażądała, żebyśmy pojechali zaprosić ludzi których nie znamy. Nie pojechaliśmy. Ona sama ich zaprosiła, odmówili, wtedy zaprosiła jakąś koleżankę też z pracy. Po prostu kupiła w papierniczym zaproszenia i wypisała... Żeby tego było mało moja mama zaproponowała jej żeby się złożyli i kupili nam podróż poślubną do Hiszpanii. ONA w śmiech bo przecież dała już nam kase. Moi rodzice OK, i żeby być fair kupili nam tylko drobiazg. ONA oczywiście dała nam prezent 5tys... Żeby tego było mało ciągłe dogadywania po ślubie jak to jej synuś schudł, a ja jak powiedziałam jej że mam jakąś alergie bo mnie wszystko swędzi to ona, że skóra się rozciąga bo tyje Na szczęście nie mieszkamy razem, ale i tak to odczuwam. Ciągłe telefony, a w dodatku ja mam problem z płodnością, ONA wie, ale i tak ciągłe dogadywania kiedy będzie babcią i dlaczego musi tak długo czekać. A mnie serce boli Ostatnio przeszła sama siebie mój R nadal jest u niej zameldowany, bo wynajmujemy mieszkanie, wiec cała poczta ważniejsza idzie do NIEJ. Mamy lokatę i obligacje wykupione i na koniec roku przyszło zestawienie i ta małpa otworzyła, bo z ciekawości nie mogła wyrobić ile mamy oszczędności. W dodatku ciągle mi dogryza, że jej synek taki chudy (chodzi na siłownie), że ona najlepiej mu PITy wyliczy i że ona dla niego wszystko najlepiej zrobi. Mój R oczywiście ją hamuje i stoi po mojej stronie, ale tak czy siak ciężko mi z nią. Przepraszam, że tak się rozpisałam, ale musiałam komuś to z siebie wyrzucić, dziękuje.

1,031

Odp: Ach ta teściowa...
Merredithhh napisał/a:

Żyworódko, co do Twojego zdziwienia terendem, zgodnie z którym teściowa musi imponować i inspirować. Nie musi. Ale popatrz na to pod tym kątem, że to teściowe tak często chcą być autorytetem dla młodych synowych. Same wskakują na tą pozycję. A co to za autorytet, który nie imponuje, nie inspiruje, nie przedstawia sobą czegoś, do czego dążę?

Sama sobie odpowiedziałaś - tak, teściowa nie musi być dla synowych matrycą, chociaż jak słusznie zauważyłaś jest to jakiś zauważalny obecnie trend.

Idąc Twoim tokiem rozumowania, to czyż nie jest to ich obopólne dążenie - cyt."teściowe tak często chcą być autorytetem dla młodych synowych", a z kolei synowe chcą widzieć w nich autorytet.
Co, (cyt.):" nie znaczy to oczywiście, że teściowa jest gorsza, po prostu zupełnie inna".
A ja dodam: nie znaczy to oczywiście, że synowa jest gorsza, po prostu zupełnie inna.

Oczywiście, to jest generalizowanie.
Bowiem każda opisana historia na linii synowa-teściowa jest sytuacyjnie inna.
Dlatego ja wolę odnosić się do konkretów i indywidualnie do danego wątku.

1,032 Ostatnio edytowany przez Merredithhh (2013-02-13 23:04:56)

Odp: Ach ta teściowa...

Roksu, z Twojego opisu wynika, że chyba mamy dosyć podobne teściowe.


No właśnie, teściowe, otwieracie pocztę syna zameldowanego u Was, mieszkającego w innym miejscu? Obrażacie się za to, że synowa woli sama rozliczyć pit, niż dać Wam? Za to, że nie macie wglądu w finanse syna i synowej? Za to, że młodzi załatwiają swoje sprawy sami, a Was o najważniejszych tylko informują?
Zastanawia mnie dlaczego i po co to wszystko?


Edit:
Żyworódko, ten "trend" to Twoje spostrzeżenie, ja się po prostu odniosłam do Twoich słów. Ja właściwie nie zauważyłam, żeby to było tak często spotykane. Tak samo jak nie zauważyłam, żeby równie często synowe chciały widzieć w teściowej autorytet, co teściowe być tym autorytetem.

1,033

Odp: Ach ta teściowa...

Sama nie wiem dlaczego tak jest. Ręce mi już opadają... Ciesze się tylko, że nie zdecydowaliśmy się z nią mieszkać. Teraz mój R jest na szkoleniu i wraca tylko na weekendy, nie wyobrażam sobie całego tygodnia tylko z NIĄ. Czemu prawie wszystkie teściowe są takie?? Czasem zastanawiam się co siedzi w ich głowach, przecież same są lub były kiedyś synowymi...

1,034 Ostatnio edytowany przez Merredithhh (2013-02-13 23:29:19)

Odp: Ach ta teściowa...

A jak daleko od siebie mieszkacie i jak często się widujecie?
I jakie podejście do tego wszystkiego ma Twój mąż? - Tu już doczytałam, przepraszam smile

1,035 Ostatnio edytowany przez roksu (2013-02-13 23:52:30)

Odp: Ach ta teściowa...

Niestety blisko, jakieś 10km. Mój mąż jak zobaczył że nasza poczta jest otwarta to zapytał czemu otworzyła, a ona na to, że Michałek otworzył (jej 8 letni syn). Akurat tylko z banku pocztę ładnie nożyczkami otworzył...
Jeszcze jedno zdarzenie mi się przypomniało. Trzy miesiące przed ślubem wyprowadziliśmy się. Pewnego wieczoru (my już w łóżku:)) dzwoni domofon, myśleliśmy że żarty, ale nie dzwoni raz, drugi, trzeci. Mój R odbiera, a tam moja teściowa... o 22.30. Weszła, obeszła wszystkie mieszkania, nawet (pod pretekstem, że ogląda) lodówkę otworzyła...

Dziewczyny, jak mam sobie z nią poradzić?? Bo już mi ręce opadają...

I jeszcze jedno. Wiecie co mnie najbardziej boli? Parcie na wnuka. Staramy się z mężem o dziecko 2 lata, to ja mam problem. Moja teściowa o tym wie, myślałam że jak już wie to będzie siedzieć cicho. We wigilie złożyła mi życzenia przy opłatku: "Życzę Ci żebyś wreszcie była mamą" z podkreśleniem na wreszcie. Z całego serca pragnę dziecka, no ale co zrobić, działam, leczę się, nie moja wina, że nie wychodzi. Wtedy we Wigilie miałam ochotę wybiec z domu i głośno zapłakać, ale zacisnęłam zęby. Czemu ona mi ciągle wbija nóż w serce?

1,036

Odp: Ach ta teściowa...

U mnie było bardzo bardzo podobnie. I pomogły trzy rzeczy: zdecydowana postawa mojego męża, odległość (przez kilka miesięcy po ślubie kilkadziesiąt km, teraz kilkaset) i to, że przestałam się przejmować.

Rozmawialiście z nią, Twój mąż tłumaczył jak to wygląda z Waszej strony?

1,037

Odp: Ach ta teściowa...
Merredithhh napisał/a:

Rozmawialiście z nią, Twój mąż tłumaczył jak to wygląda z Waszej strony?

Nie da się, do niej nic nie dociera. Typ człowieka "moja racja jest najmojsza"

1,038

Odp: Ach ta teściowa...

Szkoda, że jej powiedzieliście o problemach z płodnością. Gdyby nie wiedziała o tym i o Waszych staraniach, to wystarczyło by powiedzieć, że na razie nie planujecie dzieci.
Mam nadzieję, że Wam się uda, życzę powodzenia smile

Nie planujecie przeprowadzki?
Jak często się widujecie z teściową?

1,039

Odp: Ach ta teściowa...
Merredithhh napisał/a:

Nie planujecie przeprowadzki?
Jak często się widujecie z teściową?

Mój mąż ma tutaj bardzo dobrą pracę więc dalej się nie przeprowadzimy, a widujemy się rzadko, bo 1-2 razy w miesiącu.
Powiedzieliśmy jej niepłodności, bo chcieliśmy żeby przestała gadać. Niestety ona wykorzystała to przeciwko mnie. Czasami myślę sobie, że ONA zacznie nagadywać mojego mężom żeby mnie zostawił, bo nie mogę dać mu dziecka.
Merredithhh a Ty masz dzieci?? Jeśli tak to co na to Twoja teściowa?

1,040

Odp: Ach ta teściowa...
Merredithhh napisał/a:

Żyworódko, ten "trend" to Twoje spostrzeżenie, ja się po prostu odniosłam do Twoich słów. Ja właściwie nie zauważyłam, żeby to było tak często spotykane. Tak samo jak nie zauważyłam, żeby równie często synowe chciały widzieć w teściowej autorytet, co teściowe być tym autorytetem.

Merredithhh, Twoja uwaga jest słuszna, bo napisałam: "chociaż jak słusznie zauważyłaś, jest to jakiś zauważalny obecnie trend."
Zatem poprawiam brzmienie wypowiedzi: chociaż jak też słusznie zauważyłaś, jest to jakiś zauważalny obecnie trend.
Bo przecież w poprzedniej wypowiedzi nie zaprzeczyłaś temu.

Czyż krytyka nie jest przeciwieństwem do akceptacji?
Brak akceptacji=nie uznawanie autorytetu.
Zatem w zamyśle jest jakaś wizja teściowej, która byłaby dla synowych wzorem do naśladowania.

Posty [ 976 do 1,040 z 1,243 ]

Strony Poprzednia 1 14 15 16 17 18 19 20 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024