Mario, zadalam sobie trud przeczytania wszystkich Twoich postow, nie tylko w tym watku. I raz mowisz, ze sie zgadzala, raz, ze on zrobil to wbrew niej, raz ze to na niej wymogl. Nic wiec dziwnego, ze skoro sama jeszcze nie ustalilas jednolitej wersji, to ja, znajac tylko kilka rozbieznych opisow tez sie gubie. No ale przeczytawszy wszystko upewnilam sie tylko w poprzednim moim zdaniu - po prostu ponosisz konsekwencje swoich wyborow i juz. Skoro góra trzymiesieczna znajomosc byla dla Ciebie wazniejsza niz dobre relacje w rodzinie, niz skonczenie studiow, niz nie odebranie sobie samej szacunku byc moze przyszlej tesciowej, to niestety rozumiem, ze Twoi rodzice zaczeli obawiac się o Twoją poczytalność. Skoro ta wielka internetowa milosc nie mogla zniesc kilku miesiecy rozlaki - abys choc zakonczyla studia, moze troche popracowala i zapewnila sobie samej lepszy start w budowanie zwiazku, to dla mnie to wyglada bardziej na nastoletnie zauroczenie, niz milosc doroslego czlowieka. No i wszystko co dzieje sie teraz jest tylko konsekwencja tego. Ty owijasz się jak bluszcz, bo ten chlopak to jedyne co teraz masz i szarpie Toba dzika zazdrosc nawet o jego matke, bo on powinien byc cały Twoj. On z jakiegos powodu byc moze potrzebowal podbudowac swoje ego tym, ze dla niego porzucilas wszystko i teraz czuje sie zagrozony, bo okazuje sie, ze niekoniecznie wszystkie mosty spalilas skutecznie. Pomimo tego, ze podobno jest on finansowa glowa rodziny, to jakos nie potrafi zapewnic Ci nawet podstawowego szacunku od osoby, ktora podobno jest na jego pelnym utrzymaniu. Nie potrafi tez powiedziec dosc i wyprowadzic sie i zaczac zycie tylko z Toba. Ale nadal to nie przeszkadza mu miec pretensji, ze Ty nie do konca skutecznie wszystkie mosty popalilas... Ja widze z calej tej kabaly jedno rozwiazanie, ale Ty go nie przyjmiesz, wiec faktycznie, nie ma co kontynuowac tematu.
Nie chce mi się znowu uczyć Cię czytania ze zrozumieniem. Cieszę się, że również zamierzasz go zakończyć. Pozdrawiam cieplutko ![]()
Się wtrącę, ku radości niektórych
Jedna, istotna sprawa Wam umyka. Może i to jest dom "teściowej", ale to chłopak cały ten dom utrzymuje, bo z tego co zrozumiałam to ona ze swojej renty długo by tam nie pomieszkała. Co za tym wszystkim idzie to ten dom jest bardziej jego niż matki, to dzięki niemu on nadal tam jest, a matka nie przymiera głodem i może sobie nabijać wielkie rachunki telefoniczne. W związku z tym chłopak miał pełne prawo zamieszkać tam ze swoją dziewczyną, która również pracuje i również dokłada się do utrzymania teściowej, która to sama zgodziła się na to zamieszkanie. W związku z tym piętnowanie dziewczyny, że ona czegoś śmie wymagać od teściowej, bo przecież teściowa u siebie jest trochę nie na miejscu. Zwłaszcza, że nie wymaga by teściowa stała się jej służbą, a jedynie zwykłego, ludzkiego szacunku. Nikt też z domu teściowej nie wyrzuca, a cały, obecny jej wkład w dom to fakt, że ona tam sobie bytuje.
Wydaje mi się, że najprostszym rozwiązaniem jest wyprowadzenie się i dokładanie się do renty teściowej na odległość. Być może będzie to mniej pieniędzy i być może będzie musiała ograniczyć swój hulaszczy tryb życia, ale to już raczej nie Wasze zmartwienie. Możecie też pomyśleć o wyjeździe za granicę, tam we dwoje zarobicie znacznie więcej i po wspomożeniu teściowej zostanie Wam dużo więcej.
teo wydaje mi sie, ze do powiedzenia powinna miec osoba, ktora caly ten wóz cyrkowy utrzymuje. czyli chlopak, jasno i wyraznie powinien wymagac od mamy poszanowania jego kobiety.
Ale mario, nie rzucaj się bo nocnalmpka ma rację. Sama sobie ten los zgotowałaś, myślę, że jakbyś poczekała te kilka miesięcy to nic wielkiego by się nie stało.
Skoro masz pracę to się od nich wyprowadź, wynajmij pokój i tyle. Skoro to taka wielka nieskończona miłość to to przetrwa. Nie rozumiem czemu musisz dokładać się do tego majdanu. Ok, pokłóciłaś się z rodziną, nie masz do czego wracać, ale to nie znaczy, że nie możesz mieszkać i żyć sama tylko skazujesz się na humory baby. Jak dorosłość to pełną gębą! Miałaś odwagę wyprowadzić się z domu, postawić rodzicom, to moje odwagę powalczyć o swoje zdrowie. W Twoim domu zapanowal terror i powiedziałaś stop, nie zgodziłaś się na takie traktowanie i uciekłaś. Czemu nie umiesz uciec ponownie od terroru panującego u chłopaka?
Witam w niedzielne południe. ![]()
Mario, ta wymówka, że syn utrzymuje matkę, ma się nijak do rzeczywistości.
Jak już pisałam, to kwestia wspomożenia jej pewną niewielką kwotą, bo jego matka ma rentę (w jakiej wysokości?). Jeżeli tą najniższą, to netto około 500 zł.
Nie rozumiem, dlaczego jesteś taka chętna, płacić za jej 'dzikie rachunki telefoniczne' (ile?). Komu tym robisz dobrze, bo na pewno nie sobie, a to tylko jego matkę rozzuchwala w żądaniach.
Nie ma czym zapłacić, to niech nie dzwoni w cały świat. Konsekwencją niezapłaconych rachunków, będzie odcięcie jej telefonu.
I problem z głowy, a niewydane pieniądze masz w kieszeni.
Zupełna kołomyja... napisałabyś raz, a porządnie jaki jest podział wydatków i kto za co płaci. Jaką kwotę macie do dyspozycji miesięcznie, bo z tego co piszesz, nic konkretnego nie wynika.
I proszę, nie pisz, że:
zwykła ludzka empatia nie pozwala nawet mi (chociaż nienawidzę jej serdecznie i nie życzę jej wszystkiego najlepszego) na zostawienie jej bez grosza przy duszy. Nie umiałabym sobie spojrzeć w twarz po czymś takim.
Sytuacja nie jest dramatyczna, a z siebie nie rób jej opiekunki finansowej, bo matka chłopaka ma pieniądze, tylko kwestia, na co je wydaje.
Poza tym, nie odpowiadasz na pytania Jogi:
No a Twój chłopak? Co on je i kto jemu pierze? Co on na to?
Teo, Żyworodka, ale kłopot w tym, że to praca z płacą, która starcza na pokrywanie szalonej wysokości rachunków telefonicznych, ale na samodzielne życie już nie... Tak to wynika z jej postów. A miłość jest tak wielka, że pewnie nie przetrwa ani dnia rozłąki, a juz napewno osobnego mieszkania nie przetrwa! No i co gorsza jak ona sie przeprowadzi, to ten chłopak będzie rozmawiał z matka do woli, to ona zzgryzie pazury ze zlosci do cna... Coraz dziwaczniejsze historie tu na forum ![]()
Ale mario, nie rzucaj się bo nocnalmpka ma rację. Sama sobie ten los zgotowałaś, myślę, że jakbyś poczekała te kilka miesięcy to nic wielkiego by się nie stało.
Skoro masz pracę to się od nich wyprowadź, wynajmij pokój i tyle. Skoro to taka wielka nieskończona miłość to to przetrwa. Nie rozumiem czemu musisz dokładać się do tego majdanu. Ok, pokłóciłaś się z rodziną, nie masz do czego wracać, ale to nie znaczy, że nie możesz mieszkać i żyć sama tylko skazujesz się na humory baby. Jak dorosłość to pełną gębą! Miałaś odwagę wyprowadzić się z domu, postawić rodzicom, to moje odwagę powalczyć o swoje zdrowie. W Twoim domu zapanowal terror i powiedziałaś stop, nie zgodziłaś się na takie traktowanie i uciekłaś. Czemu nie umiesz uciec ponownie od terroru panującego u chłopaka?
podoba mi się twoje zdanie, chyba przekonałas mnie!
Teo, Żyworodka, ale kłopot w tym, że to praca z płacą, która starcza na pokrywanie szalonej wysokości rachunków telefonicznych, ale na samodzielne życie już nie... Tak to wynika z jej postów. A miłość jest tak wielka, że pewnie nie przetrwa ani dnia rozłąki, a juz napewno osobnego mieszkania nie przetrwa! No i co gorsza jak ona sie przeprowadzi, to ten chłopak będzie rozmawiał z matka do woli, to ona zzgryzie pazury ze zlosci do cna... Coraz dziwaczniejsze historie tu na forum
będzie zazdrosna?
Przecież cały czas jest zazdrosna. Takie jest motto historii Mario.
Jak się wyprowadzi z domu matki chłopaka, to zazdrość zeżre ją, jak z chłopakiem to jego matkę.
I tak źle i tak niedobrze. ![]()
Jak się wyprowadzi z domu matki chłopaka, to zazdrość zeżre ją, jak z chłopakiem to jego matkę.
I tak źle i tak niedobrze.
No i jeszcze watek jej relacji z jej matka - jak ona odbuduje w miare poprawne relacje ze swoja rodzicielka, to jego zazdrosc zezre. I oto pelen obraz historii.
żyworódka napisał/a:Jak się wyprowadzi z domu matki chłopaka, to zazdrość zeżre ją, jak z chłopakiem to jego matkę.
I tak źle i tak niedobrze.No i jeszcze watek jej relacji z jej matka - jak ona odbuduje w miare poprawne relacje ze swoja rodzicielka, to jego zazdrosc zezre. I oto pelen obraz historii.
Racja. I jak każdy trójkąt, tu też nie ma racji bytu.
mario ja bym sie wyniosla. bo ten zwiazek nie przetrwa.
Pełno jest w opowieściach Marii niekonsekwencji.....
924 2012-10-22 09:00:34 Ostatnio edytowany przez hoczus (2012-10-22 09:01:53)
a my mielismy kolejne starcie z teściową,a było już znośnie. zaczęło się od tego,że nasza starsza córa caly dzień ie chciała posprzątać u siebie w pokoju,mimo moich próśb ostrzeżeń itp, no i wieczorem spokojnie wkroczyłam z miotłą i workiem na smieci i zaczelam zbierac do worka zabawki z podłogi,oczywiście młoda w ryk pod tytutłem "obdzierają mnie ze skóry" ja najspokojniej jak umiem,tłumaczę że umawiałyśmy się inaczej itp, a babcia na dole "pierdolone gestapo,gnojorze pierdoleni,dziecko maltretują"
idąc z Waszymi radami poszłam do niej,niestety mój P tez i skończyło się na tym że P nakrzyczał na matkę "że sobie nie życzy by tak na nas mówiła, że skoro taki psycholog z niej to dlaczego przeklinała na S(córa szwagierki),że my staramy się młodą wychowac na kogoś kto będzie mial też obowiązki a nie tylko same przyjemności i zero konsekwencji" teściową zatkało,ale przez noc przetrawiła temat i wczoraj dorwała P "ona sobie nie zyczy by w jej własnym domu ktoś na nią napdał,i mamy się do niej nie odzywać ,i jutro porozmawiamy" czyli dziś,jak nie będzie teścia i będzie mogła mu potem przedstawić swoją relację.
byliśmy u mojej siostry wczoraj cały dzień, przyjechaliśmy wieczorem i jej nie było,a potem gdziekolwiek szła to jebut drzwiami i tak do północy.a z tym trzaskaniem drzwiami to też inna historia,bo kiedyś w rozmowie sie jej zapytałam co jej to daje i skoro uważa że nasza córa taka wrazliwa to dlaczego trzaska jak wie że to źle wpływa na dziecko? trzaska bo jest u siebie:)
a z paleniem niestety macie rację,teściowa moja pali baaardzo dużo,bardzo nam to przeszkadza,ale to jest jej dom i sobie może robić co chce.a my szukamy nieruchomości, szukamy kredytu i może się uda na wiosnę wynieśc.
no i co mamy zrobic w tym momencie? gadac z nia czy olac temat?
Chyba raczej nie warto gadać. Wziąć na wstrzymanie, doczekać wiosny i wyprowadzić się od teściów.
Hoczus, dokładnie - z tego co piszesz, to Twoja teściowa jest naprawdę trudną osobą, więc pewnie najsensowniej jest zacisnąć zęby i jakoś przetrwać do wiosny. Skoro nie da się z nią nic ustalić, a każda próba znalezienia porozumienia kończy się eskalacją konfliktu, to chyba jest to jedyne rozwiązanie.
hoczus witam! u mnie moja matka wkroczyłaby pod tytułem: babcia cię zaadoptuje, babcia uratuje! wtedy takie wuje sypię przy dziecku, że nie byłam w stanie tak kląć na mojego byłego szefa:(
zrobiłam zamek, i w takiej sytuacji zamknę drzwi na klucz.zalatwie po swojemu i tyle-czyli każę dziecku posprzątać.
jestem u siebie-piękny tekst-tez go slyszę
babka ciągle dzwoni(prababcia)-"nie wychódź na dwór, bo pogoda je zgniła,pewnikiem dziecioka zaziębisz"
ciotka
wujek
a ja co robie? pierwsze co to od razu wychodzę:>
wracam do hoczus- mam tak samo, tylko że nie mamy petów, ale babcia wczoraj własnie się wtrąciła w wybór parafii do chrztu. ona na chrzest nie pójdzie do innej parafii niz nasza, bo...
nie idziemy do mojej parafii, gdyz mamy uraz do ksiedza, chce isc do innego, zeby nie bylo powtórki z rozrywki(pitolenie, ze nie mamy koscielnego)
po ostatniej burzy jednak doszło do konfrontacji, tzn głupio zrobiłam bo przechodząc skomentowałam to że trzaska drzwiami, powiedziałam dokładnie "powypadają Ci wszystkie szyby jak będziesz tak trzaskać tymi drzwiami" szłam z młodszą na spacer, i gdy mnie zobaczyła spotęgowała trzaskanie i dlatego tak powiedziałam. no i zaczęło się,nakrzyczała na mnie że na nią napadam w jej własnym domu,że ona policję chciała wzywać ostatnio(wtedy gdy "napadliśmy" na nią z P) i ona sobie nie życzy,należy się jej szacunek bo jest starsza,ona to zgłosi na policję. no to najspokojniej jak potrafiłam powiedziałam jej : że ja jestem osobą dorosłą i mi tez należy się szacunek a nie wyzywanie od najgorszych, owszem może sobie robić co chce w swoim domu,ale ja mam prawo powiedzieć że nie podoba mi się trzaskanie drzwiami.
wzięła mnie na rozmowę,która polegała na porównywaniu z synową siostry teściowej, która jest idealna bo umyła okna teściowej w całym domu,podłogę zmywa w całym domu,oszczędza na jedzeniu (my nie oszczęzdzamy,ale skąd ona to wie skoro nie widzi co przynoszę w siatkach ze sklepu)
zapytałam jej dlaczego mam ją traktować tak jak tamta synowa skoro nie przyszła na chrzest małej,powiedziałam jej że słyszałam co mówiła do sąsiadki na co teściowa "no tak,ja się nie będę z byle kim zadawać, będę się zadawać z kim chcę" byle kto to moja rodzina, a skoro moja rodzina to również ja.powiedziałam jej że wcale nie musi mnie lubić, że zdaję sobie sprawę,że jestem za brzydka, za mało porządna,za mało elegancka,źle wychowuję dzieci i w ogóle za slaba jak dla jej syna,ale staram się jak mogę,a że to jest według niej za mało to trudno,wyszłam za mąż za P a nie za nią.
zapytałam ją jak mam się czuć jak ciągle powtarza że jestem obca, że to źle,że tamto źle,na chrzciny nie przyszła. pytałam ją również co w takim razie robię źle,no to dowiedzialam się że trzaskam szafkami w kuchni,ok postaram się nie trzaskać i przepraszam że trzaskałam.
skończyło się na tym że powiedziałysmy sobie że do rozmowy wrócimy,a faktycznie wygląda to tak że teściowa się nie odzywa do nas, po tej rozmowie wywaliła tescia z domu bo nie stanął po jej stronie jak ja na nią znów napadłam.
i mam dylemat,bo nie mam ochoty z nią rozmawiac,a święta się zbliżają tzn chciałabym żeby stosunki między nami były przynajmniej poprawne, ale za jaką cenę. od tych trzech lat jak mieszkamy razem,schemat jest ten sam teściowa ma focha, dwa tygodnie się nie odzywa,a jak już nie do kogo się odezwać to zaczyna normalnie gadać jakby nigdy nic,i nigdy nie było słowa przepraszam i nigdy sie nie przyzna że nie ma racji.
do czasu jak dotyczyło to tylko mnie i P ok,ale skoro cała moja rodzina jest fe, i ja razem z nią no to nie wiem jak mam już do tego podejść,czuję się obrażona i jest mi po prostu przykro.
hoczus tu nie da klotnia nic.najlepiej to wystawic za drzwi. ja nie odzywam sie z kilkoma osobami i mam na to wyłożone.:(
hmmm drogie forumowiczki czy możecie się pochylić nad moją sprawą, proszę...
nika ja też nie musze się do kogoś odzywać,ale jakby nie było mieszkam na ta chwilę u tesciowej....
Znam osoby, które mieszkając z rodzicami nie odzywają się do nich przez długie tygodnie, więc pewnie nie odzywanie się jest możliwe. Ale masz rację, ty mieszkasz pod jednym dachem z tą kobietą i żeby jakoś w tym domu funkcjonować musisz się z nią komunikować. Może ogranicz więc rozmowy do minimum, tylko do konkretnych, niezbędnych?
Moja teściowa też jest upierdliwa (vide mój wątek o niej), ale jedynym sposobem na nią jest kompletne ignorowanie tego, co mówi. Słyszę np. że "po co mi były studia, pracy nie mam, to po co studia kończyłam" (pracę straciłam, bo zlikwidowano moje stanowisko, a studia skończyłam 8 lat temu, poza tym jedno do drugiego ma się jak pies do wiatraka, no ale dla osoby mieszkającej fizycznie i mentalnie na wsi wyższe wykształcenie nie jest absolutnie żadną wartością). Przez pewien czas się irytowałam, ale wypowiedzi dziewczyn na forum pozwoliły mi zmienić nastawienie do tego problemu. Po prostu olewka na całej linii. Jak coś głupiego gada, to się z niej śmieję, jak podburza swojego wnuka przeciwko mnie (na szczęście nie moje dziecko), to olewa. To naprawdę działa, zwłaszcza że podobnie jak ty mam widoki na wyprowadzkę. Trzymam się myśli, że niedługo lub po prostu za jakiś czas już nie będę musiała jej codziennie oglądać i wysłuchiwać.
Twoja teściowa rzeczywiście mocno przegina, może się czuje zagrożona przez twoją obecność, zepchnięta na margines, ale to jej absolutnie nie usprawiedliwia. Jest dorosła, powinna panować nad emocjami i być świadoma swoich zachowań. Te akcje z trzaskaniem drzwiami to u nas są na porządku dziennym (tutaj nikt zbyt często nie używa klamek
), a do tego dochodzi jeszcze palenie papierosów w domu przy mnie (astma) i przy wnuku (dziecko). Ja po prostu wtedy wychodzę, nie komentuję, nie wdaję się w dyskusje, zachowuję się tak, jakby problemu nie było. Po prostu postaraj się, żeby ona dla ciebie była jak powietrze. Niech sobie zrzędzi, gada, trzaska, niech obraża twoją rodzinę - to świadczy tylko i wyłącznie o niej, o jej kompletnym braku kultury. Śmiej się z niej, bo śmiech pomaga w takich sytuacjach, jej toksyczne słowa obracaj w żart, nie odgryzaj się, bo będzie jeszcze gorzej. Święta świętami, z obserwacji i plotek znam sytuacje, kiedy teściowa z synową nawet się opłatkiem nie podzieliły przy Wigilii albo jak teściowa synowej przy opłatku jakieś jady wylewała. I co z tego. Taka teściowa sama sobie świadectwo wystawia. Ja ostatnio miałam taką sytuację: teściowa chciała dwulatkowi pokazać zwłoki koguta z obciętą głową. Zapytałam jej, czy zdaje sobie sprawę, jaki to może być wstrząs dla tego dziecka? Że nie będzie mogło w nocy spać? Oczywiście kobieta ze wsi o psychologii rozwojowej nie wie nic, ale to jej nie usprawiedliwia, nie daje prawa do tego typu działań. Odpowiedziała zwracając się do swego wnuka "Powiedz cioci..." i tu nastąpiło coś, czego nie umiem opisać... pokazanie języka połączone z dźwiękiem i pluciem, wiecie o co mi chodzi
. Mały oczywiście powtórzył za babcią... Brak słów po prostu. I cóż, na końcu języka miałam odpowiedź "Powiedz babci, że zachowuje się infantylnie i nieodpowiedzialnie i niech sobie sprawdzi w słowniku co te słowa znaczą", ale się ugryzłam w język. Dlaczego? Bo nie warto, zwyczajnie nie warto. Olałam to. Pokazała siebie jako głupią babę, nieodpowiedzialną, bezrefleksyjną... Ona nie musi mnie lubić, twoja teściowa nie musi lubić ciebie. Możecie się jedynie tolerować, nie wchodzić sobie w drogę.
Witam wszystkie dziewczyny. Jeżeli chodzi o teściową to ja na swoją nie mogę narzekać, jednak coś w tym jest że czasami działa mi na nerwy zupełnie bez powodu ![]()
wszystko bym zrozumiala, wtrącanie sie w imie dobra dziecka, poprawianie, ubieranie czy zle slowa do syna...
ale palenie, przeklinanie przy dziecku niestety nie!!!
moja tesciowa? nie wiem
No, Hoczus, nie jest fajnie.
Twoja teściowa nie potrafi trzymać nerwów na wodzy. Nie wiem, może ciężko przechodzi klimakterium.
Tak, jest uciążliwą kobietą, wtrąca się w Twoje życie, demonstruje niechęć do Twojej rodziny po to by Cie zranić i wogóle miota się jak oszalała. A te słowa przez nią wypowiadane....... Poniżej krytyki.
Czy da się z nią ułożyć stosunki? Nie sądzę.
Wyjście? Szukać mieszkania.
Jak przetrwać do wyprowadzki? Ignorować jej występy, nie dać się wciągać w pyskówki, unikać konfrontacji, schodzić z drogi, odwracać głowę, udawać, że się nie słyszy trzaskających drzwi.
Wigilia? Z dystansem do teściowej.
dzięki dziewczyny,plus jest taki że teściowa założyla drzwi na klatce schodowej i teraz mamy praktycznie oddzielne mieszkanie, teść mieszka z nami na tą chwilę bo go wyrzuciła ze swojego piętra ![]()
rozmawiałam z P i ustaliliśmy że zrobimy wigilię u nas u góry, zaprosimy teściów i szwagierkę,jak przyjdą będzie ok a jak nie trudno.
ale jeżeli tesciowa nas zaprosi, nie wiem czy pójdę....nie wiem czy wypada nie iść?
wiesz Mareno teściowa wychodzi z założenia że skoro ona była tak wychowywana,jej ojciec taki był, to ona też może się tak zachowywac,ale dodatkowo ma problemy z tarczycą plus duuuże ilości papierosów,robią swoje.
odnośnie tarczycy to w ostatniej rozmowie mi wypomniała że nikt się nie zainteresował że tak schudła,ani ja ani jej siostry,a gdy jej powiedziałam że przecież mówiłam nie raz że powinna iść do lekarza,że jest dorosła i nikt jej na siłę do lekarza zaprowadzać i rejstrować nie będzie,no to nic nie powiedziała.
szansę żeby ją spotkać mam tylko wtedy gdy wychodzę na spacer z młodszą, pozostałe sprawy typu wyrzucanie śmieci,palenie w piecu, sprzątanie wspólnej klatki schodowej zostawiłam P,właśnie po to żeby mieć jak najmiejszy kntakt z nią,co również zostąlo mi wypomniane bo wykorzystuję P ![]()
a teraz P nawet koło domu nie może zgrabić liści bo nie jego, wiec tymbardziej nie chcę myśleć co ja nie mogę tutaj robić ![]()
Wszystkie zaczepki i obraźliwe wypowiedzi po prostu ignoruj. Może pomyślcie o tym, żeby gdzieś wyjechac na święta? Odpoczniecie i spędzicie miło czas.
Jeśli Twój mąż przyjmie zaproszenie matki na wigilię, to nie wypada Tobie nie pójść. Można przetrwać tę godzinę, czy dwie, ignorując ewentualne zaczepki.
Jeśli on nie pójdzie, to i Ty nie.
Żeby uniknąć dylematów z teściową, najlepiej wyjechać na święta.
938 2012-12-06 22:11:31 Ostatnio edytowany przez Lilia86 (2012-12-06 22:12:59)
Ach ta teściowa...
Zauwarzyłam, że co roku na 1 Maja dochodzi mi?dzy nami do spięcia. Dużo uwag między wierszami ma do mnie. Niby z uśmiechem, niby dla naszego dobra.... A ja owszem zniosę dużo i przemilczę dla dobra relacji rodzinnych, ale w pewnym momencie i u mnie się w końcu przelewa.
Później rok przerwy od wzmorzonych uwag. I na wiosnę, gdy już jestem przełamana, ranki zagojone , zaczyna się na nowo teatrzyk. Zauwarzyłam taką sytuację od 4 lat. Zawsze na wiosnę.
No, ale jak czytam lub słucham różne historie o teściowych to swoją zawsze zaczynam cenić ![]()
Lila mamy to samo, blędne koło. tyle że w rozgrywki tesciowej wciągnięta jest cała rodzina, tesc,mój mąz, ja i szwagierka, wszystko się kręci wokół niej,tzn jak ona ma zły humor, to kto się nawinie to dotanie opieprz o dwa okruchy na podłodze,a potem słodka jak miód,jakby nic się nie stało...ech...
co do Wigilii naszej,jedziemy do moich rodziców na wigilię i zostajemy na święta...i to chyba najlepsze rozwiązanie ![]()
Hoczus, wywnioskowałam, że mieszkacie u Twoich teściów.
Jeżeli tak jest, to wyobrażam sobie, że bardzo trudno w takiej sytuacji zadbać o dobre stosunki.
Ja jako jeszcze nastolatka, byłam pewna tego, że zrobię wszystko, aby nie mieszkać z rodzicami męża, ani z moimi.
Dla naszego i rodzinnego dobra. Niestety sytuacja zmusiła nas do opuszczenia kraju, ponieważ nie było innych perspektyw na własne mieszkanie.
Na początku było nam bardzo ciężko pod względem finansowym, ale daliśmy radę.
Wiem, że wówczas mama mojego męża nie była zachwycona pomysłem, żeby jakiś czas po ślubie zamieszkać u nich. Mężowi bardzo ciężko było zdecydować się na wyjazd na obczyznę. Uważam jednak, że byliśmy do tego niejako zmuszeni.
Dzisiaj w oczach mojej teściowej to ja jestem ta zła, co syna daleko zabrała ![]()
Hoczus, wywnioskowałam, że mieszkacie u Twoich teściów.
Jeżeli tak jest, to wyobrażam sobie, że bardzo trudno w takiej sytuacji zadbać o dobre stosunki.
Ja jako jeszcze nastolatka, byłam pewna tego, że zrobię wszystko, aby nie mieszkać z rodzicami męża, ani z moimi.
Dla naszego i rodzinnego dobra. Niestety sytuacja zmusiła nas do opuszczenia kraju, ponieważ nie było innych perspektyw na własne mieszkanie.
Na początku było nam bardzo ciężko pod względem finansowym, ale daliśmy radę.Wiem, że wówczas mama mojego męża nie była zachwycona pomysłem, żeby jakiś czas po ślubie zamieszkać u nich. Mężowi bardzo ciężko było zdecydować się na wyjazd na obczyznę. Uważam jednak, że byliśmy do tego niejako zmuszeni.
Dzisiaj w oczach mojej teściowej to ja jestem ta zła, co syna daleko zabrała
Lilu a jak zareagowała Twoja rodzina - matka czy byli szczęśliwi z powodu wyjazdu????
Evikun,
Gdybym miała pisać na temat moich rodziców, to musiałabym nowy temat założyć.
Im było obojętne to, gdzie sobie ułożymy życie.
Myślę, że nawet mama była zadowolona, że będzie miała o jeden problem mniej na głowie( mnie) Patrząc z perspektywy czasu zastanawiam się często, czy moja mama mnie kochała, czy tylko miała poczucie obowiązku, żeby jakoś wyżywić i dać dach nad głową.
Kocha chorobliwie tylko swojego męża.
Złożyło się tak, że moi rodzice mieszkają w tym samym mieście, co my. Oni jednak nie mają potrzeb spotykania się z dziećmi i wnukami ![]()
943 2012-12-13 00:31:09 Ostatnio edytowany przez marena7 (2012-12-13 00:40:52)
I bardzo dobrze się stało, Lilla.
Mężowi było bardzo trudno, ale daliście radę. To się liczy.
Gdybyście zamieszkali u jego mamusi, nigdy by się nie dowiedział, że stać go na duży wysiłek.
Teściowa nie chciała z Wami mieszkać? I bardzo dobrze. Ja też nie chciałam mieszkać z dorosłymi dziećmi. Jeśli człowiek nie "odpępni" się od swoich rodziców, to nigdy nie dorasta.
Wy dorośliście. Zmuszeni jak piszesz, czy z własnej woli, nieważne. Ważne, że wzięliście życie w swoje ręce.
To co mówi teściowa nie jest istotne.
944 2012-12-13 01:01:13 Ostatnio edytowany przez Lilia86 (2012-12-13 01:09:01)
Marena7
Masz rację, że to życie nauczyło nas odpowiedzialności i zaradności.
Na pomoc moich, ani męża rodziców nie mieliśmy co liczyć. To właśnie nauczyło nas być takimi ludźmi, jakimi jesteśmy.
Często patrzę z wielką zazdrością, jak widzę matki kochające swoje dorosłe dzieci ponad życie. Jak widzę, córkę z matką w relacjach przyjacielskich.... Płakać się chce!
Ani ja, ani mąż czegoś takiego nie zaznaliśmy. No chociaż mojej mamie mimo to daleko do teściowej pod tym względem.
Gdy jestem taka rozżalona, to za chwilę staram się uspokoić i dojrzeć, właśnie te pozytywne strony.
Często te osoby, co zawsze miały wsparcie w rodzicach, zawsze w problemach otrzymywali od nich pomoc - teraz są bardzo mało zaradne lub tak rozpieszczone, że nikt inny się nie liczy oprócz własnej osoby.
To takie prywatne spostrzeżenia....
To, że teściowa nie chciała znami mieszkać nie jest takie złe. Ja też nie chciałam.
Uważam, że jak dwoje ludzi decyduje się na wspólne życie, to muszą się liczyć z problemami i trudnościami dorosłości.
Jednak mojemu mężowi było bardzo przykro, że ten temat naszego mieszkania po ślubie omijała szerokim łukiem. To gdzie będziemy mieszkać, czy za co czynsz na prywatnym mieszkaniu opłacać, nie interesowało ją. Mój mąż był prosto po studiach, a ja po liceum...
Uważam, że teraz nie powinna mieć moja teściowa pretensji do mnie, że to ja zabrałam jej syna za granicę. Bo ona nic nie zrobiła, żeby zoztał w Polsce.
Z moją teściową na początku było świetnie (jakieś 5-6 lat temu jak poznałam mojego męża, czyli wtedy jeszcze to była mama chłopaka), obstawiam, że wtedy jej "nie zagrażałam". Mogłam z nią normalnie rozmawiać. Fakt ona całe życie zajmowała się dziećmi ( nim i jego siostrą), nie ukrywam, że wychowała trochę nie zdolnych do samodzielnego życia ludzi, ale mąż mój w przeciwieństwie od jego siostry się wyprowadził za granice, ok. roku był tam sam więc musiał się samodzielności nauczyć i ludzie z niego wyszli. Problem zaczął się jak ja do niego wyjechałam. Zaczęła się swoista wojna z jej strony, nagle zaczęły się codzienne telefony do synusia i godzinne siedzenie na słuchawce. Starałam się to ignorować. Gdy dwa lata temu wróciliśmy do Polski od razu w planach mieliśmy zamieszkanie w moim mieszkaniu, w mojej miejscowości (mieszaliśmy w dwóch różnych), z prostej sprawy, ja miałam swoje własne mieszkanie. I zaczęło się, jej pomysły na to, że lepiej będzie lepiej jak zamieszkamy z nimi, nawet zaczęła nam załatwiać mieszkanie komunalne i na nic do tej pory zdają się argumenty, że tutaj mamy swoje wyremontowane mieszkanie (kazała nam je sprzedać a kasę dać jej), że tutaj mój mąż ma prace, a u nich o prace ciężko. Za każdym razem nawet do tej pory wraca ten temat. No i w końcu przyszedł czas na dziecko, zaszłam w ciążę. Życie sprawiło, że urodziłam w momencie gdy umarła mama teścia i teściowej prawie jednocześnie. Teściowa ma stwierdziła, że teraz ona straciła kogoś kim się opiekowała, ale nowe światełko się pojawiło i ja mam jej oddać mojego synka ona się nim będzie zajmować. Przemilczam to przy niej. Zaczęliśmy planować ślub, od początku słyszałam, że za dużo chce, jak to ślub w kościele, lepiej pójść do urzędu pi cichu załatwić, zaprosić tylko świadków na obiad. Nie odzywałam się, dalej sobie z moją mama i mężem planowaliśmy, więc były pretensje, że robię wszystko za jej plecami. Moi rodzice sporą sumę dołożyli się, więc oczywiste dla mnie było, że muszę się jej zapytać czy ma zamiar się coś dołożyć. Więc znowu usłyszałam, że jestem materialistką i liczą się dla mnie tylko pieniądze. A fakt, że na zaproszeniach napisaliśmy, że prosimy zamiast prezentów pieniądze skwitowała tym, że jestem niewychowana. W dniu ślubu interesował ją tylko mój syn, w sumie większość wesela jej nie było. Ale najlepsze stało się w mikołajki. Dzwoniliśmy do nich dnień wcześniej czy przyjadą, po prostu dla zwykłej informacji, Stwierdził, że nie bo nie ma sensu kręcić się w kółko. Więc bardzo się zdziwiłam jak ją zobaczyłam w progu mieszkania. Męża nie było, wracał z delegacji. Stwierdziłam tylko, że mieli nie przyjeżdżać no i lawina ruszyła, wpadła w paniczny płacz i mówi" że ją cały czas odseparowuje od syna i wnuka, że jestem nie wychowana w stosunku to swoich rodziców (?), że jestem złym człowiekiem, że się nad nią znęcam, że na nią krzyczę. że ona sobie mnie wybrała na żonę dla syna, a teraz będzie się cieszyć jak jej syn się ze mną rozwiedzie". W tym momencie przestałam się przejmować i po prostu jak wcześniej chciałam z nią na spokojnie porozmawiać tak teraz ją przestałam zatrzymywać i po prostu wyszła. Oczywiście później mój mąż dowiedział się, że to ja krzyczałam. Ale Jakieś dwa dni temu jeszcze coś się stało, jej córka jest w trzecim miesiącu ciąży i teraz wyprowadziła się do swojego chłopaka. Już po trzech dniach dowiedzieliśmy się,ze biedna musi się wyprowadzić, bo jest tam traktowana jak intruz i że jego mam ciągle tam przesiaduje. I że moje teściowa kupuje jej kawalerkę i ona (córka) będzie tam mieszkać z dzieckiem, on będzie płacił alimenty. Jak mąż mój zapytał się jak ona utrzyma siebie dziecko i mieszkania, mamusia skwitowała że będzie pracować, Już się nie pytaliśmy kto zajmie się dzieckiem, bo odpowiedz była oczywista. Ale później okazało się, że to nie prawda, że mama chłopaka jego siostry była u niej tylko raz i to przyniosła jej zakupy które miała dla nich zrobić. No i oczywiście największym bólem mojej teściowej jest fakt, że jej dzieci mieszkają w "cudzych" mieszkaniach (tzn. moim i chłopaka siostry), no i jeszcze dowiedziałam się, że moja mama także cały czas u mnie przesiaduje (tylko,że ona pracuje zawodowo, często po godzinach), ale mieszka na przeciwko nas. Fakt, że kiedy urodził się mój syn mieszkałam u nich, ale tylko dlatego, że u nas był remont łazienki, i faktycznie mama mi pomagała, Ale teraz całymi dniami ja się dzieckiem zajmuje. No i jeszcze jedno zdanie mojej teściowej, że mam nie szukać pracy tylko całe życie tak jak ona poświecić się dziecku tak ja ona. O nie! Już pomału ma dość jej urojeń... zapewne cdn
"ach ta moja mama..."
do chrzcin dołożyli nam 500zl, chociaż nie chcielismy, dali i tyle
powiedzialam do nich, to co tu nieraz przeczytałam: nie chce prezentów, bo prezent to zobowiązanie...
wcisneli mojemu narzeczonemu, bo to slabsze ogniwo, jego nie stac na sprzeciw, a jak mowi to tak, ze nikt tego nie slyszy-oni nie chcą slyszec
"izolujesz go"-nie bede miala wnuka
zachowuje sie jakby moich rodzicow nie bylo, to znaczy ze to są moje sprawy i ie chce niczyich rad, zdziwili się
"nie radzisz sobie, to popros o pomoc"-moja matka gada
a ja o te pomoc nie prosze wcale, bo jej pomoc jest inwazyjna...
Lila86 tak mieszkam u teściów, tymczasowo, niestety życie zweryfikowało nasze plany że jednak dłużej niż krócej.
ale co tam,chciałam Wam napisać że teściowa przyszła do mnie do gory,jk gdyby nigdy nic, wzięła malą na ręce (ta się rozryczala bo babci nie zna) i gadka szmatka, o polityce o pogodzie itp.
w międzyczasie mąż zakupił mi książkę w której jest napisane m in żeby krytykę i złość kierowaną na nas obrócić we współczucie dla osoby krytykującej(osoba która krytykuje przezywa jakiś ból, bądź ma mało interesujące życie skoro krytykuje czyjeś) i ok,postawa moja jest teraz taka, wszystko z usmiechem, z dobrocią itp.
no i bywam u teściowej na piętrze co sprowadza sie do tego że muszę wysłuchiwac ujów i tym podobnych na teścia,i już wiem dlaczego zaczęłam jej unikać,no ale ok skoro potrzebuje słuchacza niech będzie,mogę posłuchać.
ale moim zdaniem ona potrzebuje pomocy terapeuty, nie podoba się jej nawet to że jej córka ze swoim dzieckiem śpi do 11 izamiast dać dziecku obiad o 12 to daje dopiero kaszkę. no po co sie o takie pierdoły kłócić?
w każdym razie,zmieniam nastawienie do ludzi a przede wszystkim do siebie. m in dzięki temu forum.
spokojnych świąt z teściowymi drogie synowe:)
Ludzie, którzy mają za dużo wolnego cZasu, nie mają jakiegoś hobby, szukają na siłę jakiejś sensacji.
Moja babcia i ciocia do takich osób należą. Obojętnie jak ktoś się stara one zawsze znajdą na tą osobę coś do gadania. Nieraz są to takie błachostki, a przejmują się niesamowicie.
A później gadają na mnie...bo przecież zawsze coś można znaleźć do barzekania. A to nie zadzwoniła, nie odwiedziła, za krótko siedziała...
Ja już nauczyłam się z tym żyć i nie rozdrabniam ich problemów.
Próbuję tłumaczyć brakiem sensu w ich życiu lub zapomnieć. One po prostu muszą sobie na kogoś pogadać.
Osoba krytykująca przeżywa jakiś ból- oby dwie miały ciężkie przeżycia. Niepełnosprawne dziecko ( wydaje mi się, że ciocia zazdrości innym, że mogą ułożyć sobie życie, a jej córka nie)
Babcia porzucona przez męża i Straciła dziecko.
Pozostaje nam okazać więcej wyrozumiałości ![]()
"ach ta moja mama..."
do chrzcin dołożyli nam 500zl, chociaż nie chcielismy, dali i tyle
powiedzialam do nich, to co tu nieraz przeczytałam: nie chce prezentów, bo prezent to zobowiązanie...
wcisneli mojemu narzeczonemu, bo to slabsze ogniwo, jego nie stac na sprzeciw, a jak mowi to tak, ze nikt tego nie slyszy-oni nie chcą slyszec
"izolujesz go"-nie bede miala wnuka
zachowuje sie jakby moich rodzicow nie bylo, to znaczy ze to są moje sprawy i ie chce niczyich rad, zdziwili się
"nie radzisz sobie, to popros o pomoc"-moja matka gada
a ja o te pomoc nie prosze wcale, bo jej pomoc jest inwazyjna...
moja mama każdemu z dzieci które przyszły na świat wbrew mojej woli dała na wyprawke 300zł może to nie dużo ale po równo:)teściowa pare śpioszków i tyle:)jesli dają to weż a jesli wypomną bo jak wiemy różnie bywa wtedy sie mówi sami daliscie dziecku to mu nie wypominajcie:) też nie lubie takich sytuacji czasem odnosze wrażenie ze rodzice czekają na chwile naszego upadku zamiast sie cieszyć ze ich dzieci sobie dają rade w zyciu.powodzenia
czasem odnosze wrażenie ze rodzice czekają na chwile naszego upadku zamiast sie cieszyć ze ich dzieci sobie dają rade w zyciu.powodzenia
Oj tak, masz calkowita racje, odnosze podobne wrazenie, a szkoda ![]()
ja wysłuchiwalam jakie to dzieci niepelnosprawne sie mogą urodzić, gdyby cos poszło nie tak, nie wiem po co takie gadanie?
tak macie racje, jakby rodzice czekali na to aż mi się noga podwinie, a dopiero oni wtedy wkroczą, uratują, pomoga i udowodnią swoją WIELKOŚĆ
ja wysłuchiwalam jakie to dzieci niepelnosprawne sie mogą urodzić, gdyby cos poszło nie tak, nie wiem po co takie gadanie?
tak macie racje, jakby rodzice czekali na to aż mi się noga podwinie, a dopiero oni wtedy wkroczą, uratują, pomoga i udowodnią swoją WIELKOŚĆ
Może tak mają rodzice, których sensem życia jest życie ich dorosłych dzieci. To toksyczne.
Współczuję wszystkim dorosłym dzieciom, które mają takich rodziców.
Ja nie potrzebuję swoich dzieci, by żyć.
Owszem, pomagam, gdy tego potrzebują, ale nie jest to sensem mojego zycia. One dorosły i żyją na własny rachunek. A ja na swój własny.
moja matka tylko czeka żeby mi dokuczyc, nie moze zniesc ze dziekuje jej za pomoc i rady. w ogóle nie chce jej pomocy! jest urażona, i tylko czeka aby dokuczyc.
jestes coraz grubsza, jaka z ciebie matka, ty sie nie nadajesz.itd.
co ciekawe jak mnie wkurzy, to dziecko za to obrywa,tzn ja jestem zla i nie odpowiadam na jego usmiechy, nie reaguje czesto na zaczepki i nie odzywam sie jak zmieniam pieluche,. wtedy maly robi sie smutny.
taka to niedzwiedzia pomoc dziadkow.
Dziewczyny, zaraz święta, a więc w wielu rodzinach czas największych przepychanek pt. "kto, co, kiedy i u kogo?". Jak i z kim spędzacie święta? Z "jednymi" dziecmi/rodzicami, staracie się ten czas podzielic po równo, czy może tylko w "domowym" gronie? Słyszycie pretensje o niewłaściwe wg innych członków rodziny wykorzystanie tego czasu, czy może same jesteście rozczarowane tym, że dzieci/rodzice zamiast spędzic święta z Wami jadą na wczasy/do cioci Krysi/zostają w domu?
My z mężem jak co roku święta spędzamy w domu i w pracy. Pretensji nie słychac, chociaż teściowa chce, żebyśmy przyjechali. Nie jeździmy z kilku powodów:
- jesteśmy niewierzący, święta nie mają dla nas aspektu religijnego, więc obchodzimy je trochę inaczej;
- najbardziej lubimy je spędzac w domu, przygotowywac wszystko sami, po swojemu i u siebie;
- nasi rodzice mieszkają w jednym mieście, więc takie wyjazdowe święta, to byłaby bieganina od domu do domu plus możliwe wyliczanie czasu: ile u których rodziców, u kogo najpierw na wigilii, gdzie nocowac; zawsze ktoś pewnie poczułby się "pokrzywdzony";
- do naszego rodzinnego miasta jedziemy pociągiem w jedną stronę około 10 godzin, w taką pogodę zwyczajnie nam się nie chce;
- przez częśc świąt pracujemy, chociaz raz na ileś może byśmy dostali wolne. Ale za to następne byłyby pewnie całe pracujące.
Jak to wygląda u Was?
W razie gdybym przez następne kilka dni nie zajrzała na forum, to już teraz wszystkie synowe i teściowe życzę Wam wesołych i spokojnych świąt ![]()
My wigilię spędzamy z teściami, a potem jedziemy do moich rodziców i zostajemy tam do 26. U nas nie ma żadnych przepychanek, nawet cieszę się, że będziemy u teściów, bo wigilia taniej nas wyjdzie. Nie robimy sobie prezentów, a u mojej mamy niestety są i to im droższe, tym lepsze. Nas w tej chwili nie stać na takie wydatki. Teściowej to że jesteśmy jest chyba na rękę, więcej osób ma do pomocy. Moi rodzice z kolei są bardzo wierzący, a my z partnerem nie i gdybyśmy byli u nich na wigilii to pasterka byłaby obowiązkowo - do nich oględnie rzecz ujmując nie dociera, ze my mamy inne przekonania.
U nas święta bez napinania się.
Na Wigilii będziemy my i nasze matki. Córka z mężem wyjeżdżają na święta w góry. Syn z żoną pewnie wpadną na sam koniec, złożyć życzenia i wymienić się prezentami.
Kolejne dwa dni spędzimy w domu na słodkim lenistwie.
Nie czujemy się pokrzywdzeni, że córka z zięciem wyjeżdżają. Mamy dla nich prezenty, dostaną je jak wrócą.
My też jesteśmy niewierzący i nie pielęgnujemy wizji "świętej rodziny", która za wszelką cenę musi się zgromadzić przy stole.
Kolacja wigilijna wynika z tradycji, którą wynieśliśmy z rodzinnych domów, ale nie ma ona u nas odniesień religijnych.
Gdy byliśmy młodzi i mieszkaliśmy daleko od swoich rodzin, to też spędzaliśmy święta sami i było to bardzo fajne doświadczenie. Bardzo cementowało nasze małżeństwo. Potem, gdy wróciliśmy w rodzinne strony, a dzieci były jeszcze małe, dzieliliśmy Wigilę pomiędzy naszych rodziców. A gdy się zestarzeli, to my ją urządzamy dla nas, starych rodziców (teraz już tylko matek) i dorosłych dzieci. Jeśli dzieci nie mają innych planów.
Pewnie niedługo, z racji upływajacego czasu, zostaniemy tylko we dwoje. Tak jak na początku....
957 2012-12-23 10:54:23 Ostatnio edytowany przez nika29 (2012-12-23 10:56:31)
po każdych świętach/albo i przed!! słyszę całe morza żalu...ona mnie, a ja posprzątałam, a ona szpilkę a ja jej widły...az stach. a to moje pierwsze swięta miedzy rodzinami: jego i moimi.
ja nic nie robie ani nie sprzątam, ja moge jesc parówki z biedronki:)
święta pamietam w tym, ze matka nieustannie darła japę, ojciec uciekał do piwnicy, żeby tego nie słuchać, a do wigilii był tylko jazgot, że ona sama że to i tamto, pytaliśmy więc po co? zrobi się sałatke i jedno danie, i zwykły obiad:>nawet probowalismy jej pomagac, ale jak sie slyszy tylko jęk to człowiek ucieka z takiego towarzystwa i takiej kuchni...przez 3 lata wracalam na studiach do domu w Wigilię o 18 z prac sezonowych(ulotki,hostessa)
nie, musi być cały stół nie szwedzki a wigilijny.....wrrrrr
ojciec jak zwykle dosiądzie sie do telewizora i będzie ogladał cejrowskiego z karpiem i wojciechowska na wigilii u Beduinów-żartuję, ale całe swieta zamiast z sobą, to z telewizją.
i po co ta szopka?
A w twoim poście ANI grama żalów i pretensji... ![]()
Może warto by każdy z Was spędzał sobie święta sam?
Skoro NIKT nie umie świąt celebrować i żadnej wartości one dla nikogo nie mają? No fakt - PO CO ta cała szopka?
A my jedziemy do teściowej na wigilie, jadę z nastawieniem obojętnym, jak coś będzie gadać to to zignoruje. Pierwszy i drugi dzień swiąt spędzamy z moja rodziną, tzn, pierwszego rano u jednej mojej babci, wieczorem moi rodzice robią imieniny więc spotkamy całą rodzinę, a drugi dzień świat u mojej drugiej babci, W zeszłym roku się sprawdziło, mam nadzieję, że w tym też.
Wesołych, spokojnych i bezstresowych świąt synowe i teściowe!!!
960 2012-12-23 16:25:29 Ostatnio edytowany przez Lilia86 (2012-12-23 16:26:39)
A ja powiem, że po dzisiejszej telefonicznej, godzinnej rozmowie brakuje mi towarzystwa mojej teściowej ![]()
I żałuję, że nie możemy ich odwiedzić na pare dni...
No, ale po Nowym roku może się uda ![]()
My póki co mieszkamy u teściów (jesteśmy w trakcie budowy domu) to będzie pierwsza wigilia nas, jako małżeństwa.
Z racji, że jedni i drudzy rodzice mieszkają blisko siebie, to będzie trochę wigilii tu, trochę tu.
Aczkolwiek u mnie w rodzinnym domu było tak, że początkowo wigilia była zawsze u babci. Od paru lat, żeby wyręczyc babcię wigilię organizuje się co roku u innego dziecka babci.
U nas jest spokojnie, bo nie mam potrzeby gotowania jedzenia jak dla armii i generalnego sprzątania, bo robię to na bieżąco.
Poza tym w przygotowaniu jedzenia pomaga mi mąż. Robimy to co ustaliliśmy, i ewent. to o co poprosi mnie teściowa (np. upieczenie konkretnego ciasta). Swoją drogą cieszy mnie to, że teściowej - która wspaniale gotuje i jest mistrzynią w pieczeniu ciast - smakuje to co zrobię ja - młoda, i nie do końca umiejąca gotowac;)
Co do prezentów: w mojej rodzinie kupuje się prezenty dzieciom 'na mikołaja' czyli 6 grudnia.
U męża jest 'gwiazdka', ale widzę już, że teściowej nie podoba się nowy zwyczaj, który wprowadziła druga synowa (kupowanie prezentów każdy- każdemu) więc taki cyrk ostatni raz dzięki Bogu.
Jak widać, święta to dla większości jakiś trudny czas.
A ja lubię to kuchenne pandemonium. Tyle smakołyków robionych raz w roku. Dużo śmiechu, gdy ja gotuje, a mąż podkrada co smakowitsze kąski, za co dostaje ścierką po łapach.
Lubię zapach świątecznego ciasta. Teraz też mi się piecze. Domownicy poszli spać, a ja zaraz będę robić polewę na sernik. Pójdę do łóżka gdzieś koło trzeciej w nocy.
Jutro będzie ten magiczny dzień. I od lat wzruszajaca piosenka Krajewskiego "Jest taki dzień".
Choinka ubrana, obrus wykrochmalony, w spiżarni stoją półmiski z karpiem w galarecie, moim popisowym daniem. Jutro zrobię tylko pierogi z grzybami i uszka do barszczu, który ugotowałam dzisiaj. I usmażę rybę. Prezenty już pod choinką. Kompot z suszu się chłodzi.
Jest cudnie. Migają światełka na choince i palą się świece.
W domu cisza, trzaskają tylko drwa w kominku i mruczy kot na moich kolanach.
Nie wiem jak można nie lubić świąt...
Święta to faktycznie trudny czas. Chcielibyśmy przeżyc je bez konfliktów i tak na spokojnie. Nie zawsze się da, dlatego wrzucic na luz i naprawdę się nieprzejmowac.
Jestem katoliczką, obecnie praktykującą "od święta". Bardzo podobał mi się wywiad z jakimś duchownym, który nie potępiał nas kobiet za te niedoskonałe, albo wręcz wrogie stosunki z teściowymi. Całkiem rzeczowo wytłumaczył, że taka nasza natura. Z jednej strony dbanie o naszą rodzinę i jej jednośc, z drugiej nasza chęc by wszystko było dobrze, zgodnie, sielsko. Tak się nie zawsze da i tyle.
A u nas już któryś rok z rzędu nicnierobienie. Bardzo mi się to podoba. Nie sprzątam, nie gotuję, nie ma mowy o choince czy stroiku, coś tam upiekłam i błogo leniuchuję. Mąż pójdzie do rodziców, dzieci jeszcze nie wiedzą co będą robic. Z matką pogadam sobie przez telefon, pojadę w dogodnym terminie. U mnie nikt nie umiera z powodu niepodzielenia się opłatkiem, nie złożenia życzeń osobiście i nie otrzymania prezentu. Po iluś tam latach mordęgi "bo tak trzeba", jest błogostan i spokój. Jedynie rodzice męża kręcą głową z dezaprobatą.
Jestem wreszcie wolna, nic nie muszę, nikt się nie dziwi, nikt mnie w domu nie krytykuje. Jeśli doczekam się synowej, zapewne obsmaruje mnie za to lenistwo na jakimś forum. Jeśli znajdę - nie będę dłużna. Wesołych świąt teściowe i synowe.
Tak, święta to trudny czas.
Może nawet nie tak święta, jak sama wigilia.
Ja bardzo nie lubię wigilii, tej sztucznej atmosfery, całej szopki z dzieleniem się opłatkiem itd.
Ja też nie lubię dzielenia się opłatkiem i tego wymyślania życzeń. Nie chciałabym nikogo urazić, a zarazem zbytnio się wtrącać. Sama miałam nieprzyjemne uczucia gdy nam życzono np. wreszcie potomka itp. bardzo intymne życzenia. Lubiłam Wigilię u dziadków, bo to oni stawali u szczytu stołu i życzyli wszystkim wszystkiego co najlepsze, tego czego po cichu w duszy pragniemy. Myśmy odpowiadali:nawzajem i było super, bez spiny i tego wzajemnego ciumkania się. Nie lubię obcałowywania, tych miśków, uścisków, nie wiem czemu, ale nie znoszę.
Rozumiem młodych ludzi, że chcą się wyrwać nawet do tego drogiego Zakopca, byle być we dwoje. Nie wszyscy lubią harmider, bieganinę, zakupy, pośpiech. Wolę sama sobie coś kupić, autentycznie nie lubię prezentów. Tak jak tego wariactwa przedświątecznego. Owszem jak dzieci byly małe, to tylko z myślą o nich robiliśmy cokolwiek. Potem one same zauważyły, że nam rodzicom należy się chwila wytchnienia i święty spokój.
Niejednokrotnie jeżdżąc do matki zatrzymywałam się na stacjach benzynowych, barach, przydrożnych sklepikach. Uwierzcie da się rozpoznać do kogo para jedzie: do jej czy jego rodziców. Ludzie poganiają się, złoszczą, psioczą, nie zawsze na twarzy maluje się zadowolenie. A wszystko to po to by zadośćuczynić tradycji. Moja matka zaraz po świętach z tego świata nie zejdzie. Cieszy mnie jej troska o mnie i rodzinę. Często mówi: nie jedź gdy pogoda nie sprzyja, źle się czujesz, albo nie masz ochoty, lepiej zobaczyć cię w innym terminie niż mieć wyrzuty sumienia, że naciskałam, a ty zmęczona miałaś stłuczkę czy wypadek.
A co się dzieje gdy fotoradar pstryknie fotę, albo drogówka capnie. Łał, to trzeba widzieć. Świąteczne kwasy murowane.
Lamanie sie oplatkie wsrod najblizszych dla mnie jest ok
Ale juz oplatek w pracy czy szklole to porazka ![]()
U nas swieta spokojne, aczkolwiek tesciowa nie omieszkala nam planow pokzyzowac.
Zgodnie z umowa wigilie mielismy spedzic u moich rodzicow, a tesciow zaprosilam na obiad w pierwszy dzien swiat.
Przed wyjazdem do moich rodzicow poszlismy polamac sie oplatkiem i zlozyc zyczenia rodzicom meza.
Wchodzimy do mieszkania, a tam stol nakryty normalnie na 4 osoby i tesciowa zaprasza do kolacji...
Zglupielismy bo nie taka byla umowa (tesciowa wiedziala jakie mamy plany bo mowilismy jej o tym), mowimy jej, ze my juz uciekamy bo moi rodzice czekaja z kolacja, a przed nami jeszcze droga, a ona na pewniaka pcha nas do stolu ze tylko barszczyk zjemy i kilkka uszek...
Zlozylismy zyczenia, polamalismy sie oplatkiem i mowimy, ze idziemy, a tesciowa co... ryk, bo ona ma jedynego syna, bo ich zostawiamy, bo sie z nimi nie liczymy... Tlumaczenia nie pomogly, w wisielczym humorze zjedlismy kolacje, podziekowalismy i pojechalismy do moich rodzicow... parafrazujac tytul watku... ach te swieta!
(Przepraszam za brak polsich znakow ale mam awarie komputera) ![]()
U Bubuś nastąpiło to, co u rodziców mojego męża ma miejsce od lat - stypa, a nie święta. Moi teściowie wszystkie okazje wykorzystują do wpędzenia dzieci w poczucie winy. Wyjazd do rodziny synowej wręcz niemożliwy, bo to na pewno już ich ostatnie święta, chcą je przeżyć otoczeni dziećmi, i tak co roku.
Tylko współczuć Bubuś, jeśli już teraz tak jest, to scenariusz lat późniejszych łatwy do przewidzenia. Niestety popełniłaś jeden zasadniczy błąd w rozumowaniu: owszem powiedzieliście rodzicom męża o waszych planach, ale to nie oznacza automatycznej zgody na waszą wizję świąt. Teściowa też Was poinformowała ( poniekąd) co o tym myśli i zrobiła po swojemu. Skoro ona ma zrypane święta, to niech się wszystkim humor popsuje. Taka nasza rodzima mentalność.
Tak to jest, jak Kościół, media, wmówią ludziom, że święta bez rodziny, to nie święta. Od lat lansowany jest słodziuchny obraz kochających się rodzin, łączących w tym dniu, przebaczających sobie - taki lukier, aż mdli. A jak trafimy na takich niedowartościowanych, to kończy się rodzinnym rykiem, okraszonym łzami i pretensjami, bo na pewno ich mniej kochają skoro jadą do "tamtych".
968 2012-12-26 12:57:33 Ostatnio edytowany przez Bubuś (2012-12-26 13:01:25)
Niestety popełniłaś jeden zasadniczy błąd w rozumowaniu: owszem powiedzieliście rodzicom męża o waszych planach, ale to nie oznacza automatycznej zgody na waszą wizję świąt. Teściowa też Was poinformowała ( poniekąd) co o tym myśli i zrobiła po swojemu.
Wlasnie w tym problem ze ona "zaakceptowala" nasza wizje swiat - to znaczy tak bylo jeszcze w ubieglym tygodniu ![]()
W wigilie jej sie odwidzialo
W sumieto tylko na chwile mnie znerwicowalo, nauczylam sie odpuszczac... ![]()
Ale chaber 05 masz racje - moich rodzicow kochamy bardziej (mimo, ze jestem w domu raz na dwa miesiace, a u tesciow maz "MUSI" byc co najmniej 3 razy w tygodniu bo jak nie to dzwonia co sie dzieje ze nie przyszedl), dzwonimy czesciej (gadam z mama raz w tygodniu doslownie na zasadzie zdrowi? zdrowi !- w pracy ok? ok!, no to pa - no pa
) i mowimy im wiecej (jak jest cos waznego do ogloszenia to robie obiad i wszyscy dowiaduja sie w tym samym momencie).
A niech sobie babina gada, jak tylko takie ma klopoty to niech sie cieszy, bo inni maja ich zdecydowanie wiecej ![]()
U mnie było nastrojowo. Wigilia dla czterech osoób, nas i naszych matek. Jedna jest wdową od czterech lat, druga od pół roku. Było trochę łez i wiele wspomnień. Do wieczora ogladaliśmy fotografie z przeszłości.
Córka zadzwoniła z życzeniami.
Syn przyjechał o 20 na godzinkę.
Potem koncert kolęd i obie babcie poszły do swoich pokoi, a my z mężem siedzieliśmy do północy przy butelce wina.
Wczoraj leniwy dzień, a dzisiaj długi spacer z psem.
Żadnych wizyt, żadnych gości.
brawo:)
Marena7, tylko nie łzawe wspomnienia. Nawet jeśli wspominam dziadków, to wolę pamiętać ich kawały i psoty. Nie oglądamy z mężem żadnych zdjęć, te ze ślubu zostały zrobione i zapomniane, te z różnych uroczystości to samo. Takie z nas dziwaki, bardziej interesuje nas co teraz i co przyniesie przyszłość.
A na gości właśnie czekam, tylko jedna ze szwagierek wyjechała do rodziny, reszta będzie za chwilę u nas.
Synowie wybywają, jadą z kolegami spalić kalorie i oderwać się od rodzinnych klanów.
Tak sobie myślę, że strasznie jest być niekochanym dzieckiem, skoro nawet starocie zabijają się o chwilę z dziećmi i jakieś takie niedopchnięte są. Sorry, ale za jasną tego nie zrozumiem. Czyżby obecność dzieci przy świątecznym stole była wyznacznikiem miłości i szacunku wobec rodzicielki? A już zupełnie dobijają mnie klechy z tutejszej parafii. Trąbią jak najęci o zaniku wartości, o niszczeniu tradycji i rodziny. Bla, bla, bla, jak żeś taki troskliwy to sam rusz tyłek w troki, weź tych skarżących się na zakupy, do fryzjera, spędź z nimi trochę czasu. Może się ksiądz sam przekonać na własnej skórze, o upierdliwości niektórych parafian. Najprościej jednak pouczyć maluczkich z wysokości ambony, a los własnej matki pozostawić reszcie rodzeństwa. Dwulicowość i obłuda jest wszędzie.
Bubuś to naturalne, że bardziej kochamy swoich. Ja to wiem, sporo ludzi już zakumało, a jednak metoda " nic na siłę, wszystko młotkiem" nadal jest stosowana. Jeśli my powiemy, że coś tam planujemy, nasi też przytakną. I co z tego, skoro i tak zawsze jakąś dywersję zaplanują. Nauczyliśmy się wpuszczać ich w maliny, kłamać i kręcić. Wiem, ręce opadają, ale nigdy nie wyjechalibyśmy gdzieś spokojnie we dwójkę. To straszne, ale im starsi ludzie, tym większe zdziecinnienie i większe zapotrzebowanie na troskę, atencję, ze strony wszystkich.
Kurde, zazdroszczę tym, którzy mają wesołych staruszków, dziadków, w rodzinie. Nigdy nie widziałam śmiejących się teściów, żartujących, opowiadających anegdoty. Nigdy nie widziałam u nich gości innych niż ich dzieci z rodziną, wcześniej bodajże rodzina teścia bywała. To chore, tępić rodzinę współmałżonka, uznawać tylko swoją. Rozumiem, że czasami ktoś nam nie podejdzie, ale cała rodzina?
972 2012-12-26 18:13:47 Ostatnio edytowany przez Joga (2012-12-26 18:15:16)
Kurde, zazdroszczę tym, którzy mają wesołych staruszków, dziadków, w rodzinie.
Też zazdroszczę:(
U nas jest w tym roku zupełnie do bani, dzieci chore, w wigilię wizyta u lekarza a a jutro kolejna - mam nadzieję, że nie wysłucha zapalenia płuc albo innego cholerstwa ![]()
W Wigilię odebrałam telefony od moich ciotek, samotne, smutne, zgorzkniałe - od razu włączyły mi się wyrzuty sumienia, że może powinnam je zaprosić do nas - tyle, że to wiązałoby się z ich kilkudniowym pobytem bo mamy do siebie ok100km.... a na to nie jestem ani gotowa ani chętna niestety. Przyjechała moja mama i .......jej nastawienie do życia mnie męczy, oglądamy świetny film -ona zero zainteresowania, proponuję świetną książkę - nie trafiam w gust zupełnie.......ona by coś "porobiła" podczas gdy ja myślę tylko o dzieciach, jestem niedospana i mam ochotę leżeć z dziećmi na kanapie i nic nie robić........takie to wszystko nie takie.......Jedynie przyjaciółki nie zawiodły i pogaduchy przez telefon są przyjemne, no i więcej czasu z mężem
nieocenione! Świetny sernik, choinka, inne pyszności przełożyłam na Nowy Rok bo dopiero pożegnaliśmy norowirusa
Święta, święta i po świętach.....cieszę się, że już koniec!
Marena zazdroszczę Ci tego błogiego spokoju ![]()
mam dosyc maratonu po ludziach, bardzo nie lubie tej bieganiny, no i po świętach!!!
Na szczęście święta się dziś kończą. U nas wigilia w miarę ok, bez wpadek, choć trochę się obawiałam, jak będzie. Wczoraj i dziś byliśmy u moich rodziców - pokłóciliśmy się wszyscy, popłakałam się, uciekłam na górę. Wróciły dawne rany, złe wspomnienia. Niestety mam brata egoistę, a ojciec ewidentnie źle mi życzy, przemądrzały, zadufany w sobie człowiek. Matka się starała wszystko załagodzić, ale cóż, wiem że w zasadniczych życiowych sprawach na rodzinę nie mam co liczyć. A dziś u teściów "kolędowanie", czyli maraton po rodzinie służący nawaleniu się. Tak to chyba jest na wsi, taka tradycja, że zamiast odpocząć, posiedzieć, to trzeba latać w gości i pić. Nie lubię czegoś takiego, więc się zbuntowałam. W pewnym sensie mam "szczęście", bo się przeziębiłam, boli mnie gardło, zaczyna mi się lekka gorączka i nie muszę nigdzie łazić, pić, sztucznie się uśmiechać i udawać zainteresowanie tematami, które mnie nie obchodzą (typu zboże, prosiaki etc.).
jak przekonac meza zeby sie wyprowadzil od rodzicow czyli od moich tescow? Tesciowa dala. mi do zrozumienia ze ja u niej mieszkam i ona rzadzi i ze mam sie do niej dostosowac, mam pol rocznego synka i juz po malu sie wtraca, nie chce sobie myslec co to bedzie jak bede musiala jej zostawic synka pod opieka jak wroce do pracy,