te fajki to prawda, kazdy moze palic w domu jak mu sie podoba. ale ze zle robi, to co innego:> ja palę na balkonie.
fajne zasady:>
Oooo, te zaproponowane zasady podobaja mi sie
Choć pewnie można by to ująć krótko - w stosunku do teściowej/synowej należy zachowywać się tak jak w stosunku do osoby nieskoligaconej. Bo w sumie czasem zastanawia mnie czy "buraczane" teściowe ten sam poziom braku ogłady serwują sąsiadom, współpracownikom i pozostałej części otoczenia. No i czy te synowe co złe, niewdzięczne, roszczeniowe, to po prostu chamki z natury, czy tylko dla teściów takie zachowania zarezerwowane są?
Witam.
(...)A już najbardziej mnie rozjuszył post synowej, która wprowadziła się do teściowej i bardzo się oburzała, że teściowa pali papierosy. W SWOIM domu.(...)
I słusznie.
Palenie szkodzi, a najbardziej osobom nie palącym, a jeszcze jak w domu jest dziecko...
W moim domu nie pali się papierosów - dotyczy też gości.
Można wyjść na balkon, można też wstrzymać się na czas odwiedzin.
Palenie w pokoju przy zamkniętych drzwiach, nie jest żadnym zabezpieczeniem, bo dym z papierosów rozchodzi się wszędzie.
Najbardziej osadza się na firankach. Jak jeden z domowników pali w domu, to naraża zdrowie pozostałych.
Dlatego proponuję do listy zasad, dopisać punkt: o wzajemnym poszanowaniu zdrowia.
żyworódka brawo! domownicy nawet mieszkajac u tesciow powinni miec jakies prawa.
850 2012-10-16 09:43:10 Ostatnio edytowany przez marena7 (2012-10-16 10:03:56)
Tu nie chodzi o papierosy, bo równie dobrze może to być kot czy pies, którego synowa nie toleruje, albo cokolwiek innego. Przecież od początku było wiadomo, że ta teściowa pali, a inna ma hodowlę yorków, albo jest przygłucha i słucha tv na cały regulator. Jeśli to synowej przeszkadza, to niech się tam nie wprowadza, i tyle.
W TWOIM domu się nie pali, Żyworódko i dotyczy to też gości. Jak goście nie mogą wytrzymać bez papierosa dwóch godzin, to niech nie przychodzą do Ciebie, prawda?
Człowiek ma prawo do wolności, w tym także do nieszanowania SWOJEGO zdrowia, jakkolwiek obrazoburczo to zabrzmi. W SWOIM domu i na WŁASNY rachunek.
Jest takie powiedzenie, że "Twoja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się moja, a moja tam, gdzie zaczyna się Twoja". Tu nie ma dyskusji nad tym, czyja wolność jest ważniejsza (o ile nie są przekraczane reguły prawa). Obie są ważne i każdy musi sobie zadbać o swoją sam, a nie wymuszać na drugim rezygnację ze swojej wolności. Jeśli komuś sie nie podoba w jaki sposob korzystam ze swojej wolności na SWOIM terytorium, to niech tam nie wchodzi ze swoją wolnością. Bo będzie kolizja. Niech stworzy dla swojej wolności własne miejsce. Tam będą obowiązywać jego zasady i wara innym od nich.
Jest tak, że wiele wolności może bezkolizyjnie istnieć obok siebie, przy założeniu, że ludzie szanują granice.
Ale bywa też tak, jak choćby w sprawie papierosów, czy uczulenia na kocią, czy psią sierść, że wolności się wykluczają. Mozemy PROSIĆ o rezygnację z tego co nam nie odpowiada, ale nie mamy prawa żądać dostosowania się do naszych zasad, jesli jesteśmy gośćmi na cudzym terytorium. Kluczem jest tu PRAWO do przestrzeni, w ktorej to się dzieje. Mój dom jest MOJĄ przestrzenią. Nawet jeśli wydzielę ze swojej przestrzeni przestrzeń dla kogoś innego, to nadal jest to moja własność. Wydzielam na moich warunkach. Proszę, żyjcie i korzystajcie ze swojej wolności, ale granicami waszej wolności są MOJE warunki, moja wolność.
Chaber przedstawiła ciekawy punkt widzenia. Synowa wprowadza się "do" męża, który mieszka w domu rodziców. No to gdzie tak naprawdę się wprowadza? Do domu teściów czy może do domu syna tych teściów, swojego męża? To istotne, bo wiadomo wtedy czyje zasady są nadrzędne na tym terytorium.
Wiele razy słyszałam od synowych, że mieszkają u męża. Nawet dziewczyny wprowadzają się do chlopaków mieszkających z rodzicami i twierdzą, że mieszkają u chłopaka. Bo to przecież JEGO dom, tam się wychował. W rzeczywistości to dom jego rodziców, ich, dokąd będą żyli, chyba że przeniosą własność na syna. Jeśli tego nie zrobią, to oni są tam gospodarzami i obowiazują w tym domu ich zasady. Nie mówię o tym jak układać majtki w szufladzie, ale o sprawach grubszych, takich jak płatności, podział obowiązków dotyczących części wspólnych i ogólne zasady współżycia.
Jeśli zasady się nie podobają, zwyczaje teściów przeszkadzają i irytują, to się nie wprowadzajcie, drogie synowe. Niech sobie ta teściowa pali i niszczy własne zdrowie, nie wasza to sprawa, jeśli tylko nie wyciąga papierosów w waszym domu. Niech trzyma nawet 15 psów i kotów, jesli tylko nie przychodzi z nimi do waszego domu. Niech jej telewizor ryczy jak syrena alarmowa, byle nie podkręcała go w waszym domu. A wy, jeśli chcecie ja odwiedzać, to wytrzymacie tę godzinkę. Gorzej by było, gdybyście miały być tam 24/7.
Odnośnie tego palenia. Jeśli ktoś chce się truc, jego wola. Zapraszając kogoś niepalącego, gospodarze chyba przy nim nie kopcą? A wymuszanie na kimś rzucenie palenia, bo JA się tam wprowadzam, to niestety chamstwo. Takie samo jak zabronienie picia kawy, tej z kofeiną zwłaszcza. Ktoś ma ochotę zejśc wcześniej z powodu nałogu, chyba mu wolno?
Powszechnie panuje zasada, ze na czas wizyty powstrzymujemy się od dymienia. Dotyczy to też gospodarzy, którzy kogoś niepalącego chcą gościc.
Mnie rozbawił i zadziwił nie tylko tor rozumowania w przypadku mieszkania u meza czy teściów. Jeszcze ciekawsze jest podejście do tej kwestii: rodzice czy teściowie powinni nam pomoc i zgodzic się na zamieszkanie u nich, bo my też chcemy się dorobic czy zaoszczędzic. O odwrotności mowy nie ma. Synowe nie dopuszczają do siebie tej myśli. Teściowa przechodząc na emeryturę też by chciała zaoszczędzic. Nie może, dlaczego?
Nocnalapka, nie tylko synowe bywają roszczeniowe czy chamskie. To kwestia wychowania, charakteru i pewnie wielu innych składowych. Mam czasami okazję obserwowac zachowanie osób starszych: w przychodni, szpitalu, markecie. To smutne, ale gimnazjaliści bywają lepiej wychowani. Z moich obserwacji wynika, że taki stary burak maskuje się przed otoczeniem, sąsiadami, znajomymi. Przy naprawdę bliższym poznaniu wyłazi prawdziwa natura. Można jednak takiego delikwenta łatwo rozszyfrowac, prowokując oczywiście.
To co opisuje Nika29, też nie jest budujące. Jej rodzice są niekulturalni. Już samo niepukanie do pokoju dziecka może byc alarmujące. To pierwszy ze sygnałów, że w tej rodzinie "wersalu" nie będzie.
Akcja hipermarket: kilka pań w różnym wieku w ubikacji, starsze nie pukają, a szarpią za drzwi kabiny, nieliczne po zapukaniu odczekują na odzew. Jeśli tak jest w ich domu (tfu stodole), to na cud nie liczmy.
Chaber, ale ja absolutnie nigdzie nie powiedziałam, że teściowe nie bywają chamskie, głupie i podłe. Tyle, że zastanawiam się czy tego typu zachowania to takie typowe dla danej osoby i wystepuja wszedzie, czy jedynie względem najbliższych się ujawniają. No ale w sumie masz rację - te awanturnicze baby w kolejkach do lekarza, wścibskie sąsiadki, najmądrzejsze na świecie panie z urzędów itp, po powrocie do domu są teściowymi, synowymi, żonami, matkami i pewnie są takie same jak poza domem, a może i jeszcze gorsze.
Nika, gdzieś pisałaś chyba, że zainstalowałaś u Was w pokoju zasuwke - o ile nic nie pomieszałam. Coś to dało?
A co jeżeli w ten wątek wchodzi zazdrość? Tak jak w moim przypadku ![]()
Jak poznałąm mojego chłopaka (z kitórym jestem od ponad roku) on zdecydowanie nie spodobał się moim rodzicom (do tego stopnia, że musiałam wybierać między nimi a nim, oni to zainicjowali). Ze względu na sytuację finansową musiałam wyprowadzić się do niego, 400km od mojego domu. My razem jesteśmy szczęśliwi, ale mieszkam już tu od prawie dziewięciu miesięcy i z teściową się dosłownie nienawidzę (mimo, że że mój chłopak ją utrzymuje to głównie ona trzyma ster, jednak tylko nad domownikami). Wiem, że nienawiść to mocne słowo, ale nie zwykłam używać nieodpowiednich słów. Atakuje mnie o byle co, zagląda nam dosłownie do łóżka, mimo czynnych protestów mojego chłopaka. Marzymy o wyprowadzce, ale utrzymywanie dwóch rodzin w tej chwili jest poza naszymi możliwościami. My oboje jestęsmy dla siebie dobrą przystanią, udaje nam się we wszystkim dogadać, więc i przez to dzielnie przechodzimy, z resztą on dobrze wie, że jestem traktowana niesprawiedliwie i nie mam możliwości rzeczywistej obrony, dopóki mieszkam pod jej dachem. Problem w tym, że ja jestem o niego zwyczajnie zazdrosna. Zawsze gdy wychodzi do kuchni, żeby z nią normalnie jak z mamą pogadać, czuję się po prostu paskudnie, czekając na niego w pokoju, aż zje i wróci. Sama jej unikam przez ciągłe insynuacje, jaką to beznadziejną "panną" jestem.
Dla odmiany od niedawna po tym długim czasie razem z moją rodziną zaczęliśmy szukać z sobą kontaktu. W sobotę rozmawiałam przez telefon dosłownie przez 15 min, mój chłopak był wściekły, że niby sprzątanie się obsuwa w czasie. Po chwili rozmowy powiedział, że jest o moją matkę zazdrosny jak cholera i że czuje się źle z tym, że z nią tyle czasu rozmawiam.
Oboje zdiagnozowaliśmy problem, przedyskutowaliśmy go, ale co teraz? Ja się z nią nie porozumiem, bo prędzej ją zwyczajnie walnę (specjalnie nie patrzę w jej stronę, żeby w nią nie rzucić czymkolwiek co mam pod ręką), moi rodzice potraktowali chłopaka tak paskudnie, że w tej chwili wszelkie porozumienie również nie wchodzi w grę -co jak najbardziej rozumiem.
Jak jednak możemy rozwiązać problem zazdrości?
Ano, ta niewychowana i chamska młódka, staje się niewychowanym i chamskim, starym burakiem. Te ziejące jadem synowe, udzielające się w tym wątku mają ogromną szansę zostac wrednymi teściowymi.
Maria-89 dobrze, że nazwałaś ten problem z imienia. Ta zazdrosc dręczy wiele osób. Ty z teściową konkurujesz o pieniądze Twojego chłopaka? Tylko on pracuje? Dopytuję, bo to zjawisko dosyc częste. Marna emerytura lub rencina matki i niepracująca żona czy narzeczona, obie łasym okiem patrzące na pieniądze faceta. Tylko, że po ślubie matka nie powinna rościc sobie żadnych praw do wypłaty syna ( jedynie oczekiwania dotyczące dokładania się do utrzymania domu czy mieszkania, są zasadne).
Podobno ludzie mający niskie poczucie własnej wartości, są tymi najbardziej zazdrosnymi. Chyba tutaj jest pies pogrzebany. Jeszcze jedno pytanie: czy gdybyście wyprowadzili się z domu jego matki, dacie radę się sami utrzymac?
Generalnie zgadzam się z Tobą Chaber. Tylko tu mam mała uwagę.
Tylko, że po ślubie matka nie powinna rościc sobie żadnych praw do wypłaty syna
Pomijam kwestię zwykłej moralności i jakiś ludzkich odruchów, ale nawet KRiO wyraźnie mówi o obowiązku alimentacyjnym dorosłych dzieci wobec rodziców cierpiących niedostatek.
Zgadza się, pominęłam ten aspekt.
Nocnalampko, nie dołuj pozostałych synowych. Na samą myśl, że ich mąż ma matce alimenty płacic, szkliwo z zębów zetrą.
Tak, zarabiam. W naszym jednak przypadku pieniądze są, jednak nie przykładamy do nich takiej wagi, jak matka mojego chłopaka. Założyliśmy wspólne konto wspólną decyzją i obojgu jest nam w tym bardzo dobrze. Z resztą porzuciłam swój rodzinny dom w którym mieliśmy całkiem ładną sytuację finansową na rzecz tego człowieka, więc wiem, że mogłabym z nim dosłownie żyć pod mostem.
Nocnalampka, ok, moralność moralnością, a żerowanie żerowaniem. "Rodzice cierpiący na niedostatek" dzielą się na takich, co swoją sytuację chcą zmienić i na taką, którym bardzo wygodnie jest co chwila prosić dzieci o pieniądze i grymasić na swoją ciężką sytuację.
Z resztą moim większym problemem jest zwykła zazdrość o jego matkę (a jego o moja, co dla mnie również jest niemałym kłopotem) i nie wiem, co mogę na to poradzić.
Maria nie rozumiem takiej zazdrości.
Matka zawsze będzie matką. Nie rozumiem o co Ci chodzi.
Maria nie rozumiem takiej zazdrości.
Matka zawsze będzie matką. Nie rozumiem o co Ci chodzi.
Skoro nie rozumiesz to możesz to przemilczeć, ważne, że autorka wątku rozumie ![]()
Witam.
marena7 napisał/a:nika29 napisał/a:żyworódka brawo! domownicy nawet mieszkajac u tesciow powinni miec jakies prawa.
Tu nie chodzi o papierosy, bo równie dobrze może to być kot czy pies, którego synowa nie toleruje, albo cokolwiek innego. Przecież od początku było wiadomo, że ta teściowa pali, a inna ma hodowlę yorków, albo jest przygłucha i słucha tv na cały regulator. Jeśli to synowej przeszkadza, to niech się tam nie wprowadza, i tyle.
W TWOIM domu się nie pali, Żyworódko i dotyczy to też gości. Jak goście nie mogą wytrzymać bez papierosa dwóch godzin, to niech nie przychodzą do Ciebie, prawda?Odnośnie tego palenia. Jeśli ktoś chce się truc, jego wola. Zapraszając kogoś niepalącego, gospodarze chyba przy nim nie kopcą? A wymuszanie na kimś rzucenie palenia, bo JA się tam wprowadzam, to niestety chamstwo. Takie samo jak zabronienie picia kawy, tej z kofeiną zwłaszcza. Ktoś ma ochotę zejśc wcześniej z powodu nałogu, chyba mu wolno?
Powszechnie panuje zasada, ze na czas wizyty powstrzymujemy się od dymienia. Dotyczy to też gospodarzy, którzy kogoś niepalącego chcą gościc.
Słusznie Nika zauważyłaś, mają prawo do ochrony swojego zdrowia.
Marena, rozmydliłaś temat, palenia papierosów w domu przez teściową.
Mnie tylko i wyłącznie chodziło właśnie o ten Twój wpis, że największe wywołało u Ciebie oburzenie to, że synowa się oburza ? oczywiście każda z Was w innym kontekście.
Zwierząt nie musi się lubić, ale należy tolerować, bo jest to inwentarz żywy gospodarzy/teściów/rodziców. Jak się jest uczulonym na sierść, pióra, to są na to szczepionki ? ewentualnie można je zastosować. Na dym szczepionki nie ma.
Nigdzie nie napisałam, że synowe mają prawo żądać/wymuszać dostosowania się, czyli nie palenia papierosów w domu. Można ewentualnie poprosić, motywując to, jego szkodliwością na organizm/zdrowie pozostałych osób wspólnie zamieszkujących. Uważam jednak, że osoba paląca (teściowa) jest na tyle świadoma w tym temacie, że winna SAMA, od siebie uszanować również ich prawo do powietrza bez dymu. Jest balkon, taras, czy jakiś kącik/palarnia na zapleczu domu.
I nie wypowiadam się w kwestii szkodliwości dla zdrowia osób palących i ich idących z dymem pieniędzy, bo to bezsprzecznie ich sprawa, tylko stoję w obronie tzw. biernych palaczy.
W końcowym swoim wywodzie Marena słusznie zauważyłaś, że : ?Jest tak, że wiele wolności może bezkolizyjnie istnieć obok siebie, przy założeniu, że ludzie szanują granice.? I oto właśnie się r o z c h o d z i, bo zdrowie ludzkie jest największą wartością życia człowieka, zatem uszanujmy to prawo u innych, sami natomiast możemy się truć do woli.
Akcja antynikotynowa ma obecnie szeroki rozmiar: zakaz palenia we wszelkiego rodzaju urzędach ? miejscach pracy oraz w miejscach publicznych: przystanki autobusowe, tramwajowe itd. Są wydzielone przedziały w pociągach, osobne sale w kawiarniach, czy restauracjach.
Dlaczego? Pytanie retoryczne. Bo dym z nikotyny najbardziej szkodzi osobom niepalącym.
Chaber, natomiast kawa z kofeiną może szkodzić tylko pijącemu ją, a nie osobie towarzyszącej ? bezsprzeczne.
Palenie przez gości nawet w czasie czterech godzin, to pikuś w porównaniu z całodobową dawką oparów nikotynowych, serwowanych przez palacza domowego. W sumie temat nie dotyczy li tylko palącej teściowej, bo może to być teściu, brat/siostra męża synowej.
Ciekawe, czy teściowe palaczki, respektują/stosują się do tych zarządzeń?
Przecież np. w miejscu pracy, też mają ?swój kawałek podłogi?!
Słuszne uwagi Żyworódko. Tak naprawdę nikt u mnie w domu nie pali, a znajomi i rodzina wychodzą na zewnątrz lub do kotłowni. Będąc z wizytą u ludzi palących nigdy nie wyczułam, że jakoś nadmiernie capi. Prawdopodobnie dyma puszczają poza salonem czy kuchnią.
Tutaj chyba jesteśmy zgodne:palacz powinien miec świadomośc na co naraża niepalącego, w tym małe dzieci.
Praca i palący. W chwili obecnej palacz ma przechlapane, przynajmniej u mnie. Nie ma wyjśc na papieroska, nie ma palarni. Jeśli komuś się to nie podoba, nie musi tu pracowac.
Maria-89, trudna i zagmatwana jest ta wasza sytuacja. Ludzie starsi mają o wiele większy problem ze znalezieniem pracy. Uwierz, po 50-tce to cud. Spotkałam nawet takich, co po tej magicznej dacie zostali zwolnieni, bo nie rokują dobrze, tak jak pracownik 35-letni.
Co do tej zazdrości, to zauważyłam, że cierpi na nią spora częsc synowych. Boisz się, że Twój chłopak będzie coś za Twoimi plecami ustalał? Żałujesz im tego czasu, który mógłby spędzic z Tobą? Czujesz zagrożenie ze strony niedoszłej teściowej?
A Twój chlopak czego się obawia, tego że po paru rozmowach z matką uczucie zaniknie? Że rzucisz go, bo jednak gdzieś tam świta mu, że wcale przy nim takiego życia mlekiem i miodem płynącego nie masz?
Jak dla mnie to jesteście obydwoje niepewni swojej sytuacji w tym związku, czujecie zagrożenie i stąd ta zazdrośc. Może dobrym wyjściem byłoby zalegalizowanie związku, oddzielne zamieszkanie i zadeklarowanie pomocy matce chłopaka? Co Ty na to?
862 2012-10-17 10:27:26 Ostatnio edytowany przez maria-89 (2012-10-17 10:36:13)
Czuję zagrożenie z jej strony, bo wiem, że ja jako nowa, bardzo ważna kobieta w życiu mojego chłopaka jestem zagrożeniem dla niej, co od początku mogłam odczuć (niue mogę go przy niej nawet przytulić). Ponieważ mieszkam z moim chłopakiem 400km od mojego rodzinnego domu nie dziwię mu się, że obawia się, że zaraz tam wyjadę, a mój ostatni taki wyjazd skończył się bardzo, bardzo źle. Oboje doznaliśmy mnóstwa przemocy (psychicznej, co nie jest przesadą, bo musiałam skorzystać z pomocy psychiatry) zarówno ze strony teściów jak i rodziców. O bezrobociu matki chłopaka (trudno mi ją nazwać teściową, to jednak członek rodziny, a ona moją rodziną nigdy nie będzie) rozmawiać tutaj nie zamierzam -zwłąszcza że każdy moze powiedzieć, że coś jest trudne, zwłaszcza wtedy gdy nic nie robi aby zmienić swoją sytuację. Ciągle słyszę, że ja nim manipuluję, bla bla bla -on wie, że to bzdury, ale skoro jestem przedstawiana jako najgorszy człowiek jaki mógł pojawić się w jego otoczeniu, przy czym on spędza z nią czas, w sumie nie dziwi mnie, że czuję się z tym paskudnie.
Akurat sytuacja w naszym związku to jedyne, czego jesteśmy pewni. Wiemy jednak, że zarówno jego matka jak i moi rodzice to ludzie wybitnie nieobliczalni, którzy są skłonni zrobić wszystko w celu osiągnięcia własnego celu. Pewnie, oboje wiemy, że to jest jedyne rozsądne wyjście, tylko jak trzeba na wszystko płacić matce, to trudno zostawić sobie pieniądze już nie tylko na ślub, ale na samą wyprowadzkę (na co oboje cały czas odkładamy kasę). To wszystko jest naprawdę dużo bardziej skomplikowane. Zwłaszcza, że dla większości ludzi wziecie ślubu, wynajęcie mieszkania bądź pokoju jest jedynie kwestią dobrej woli. Istnieje jednak pewna część ludzi, którzy mimo najszczerszych chęci i wielkiej miłości nie mają takiej możliwości.
863 2012-10-17 11:58:44 Ostatnio edytowany przez marena7 (2012-10-17 12:09:08)
Żyworódko, mnie to oburzyło, bo tamta synowa dobrze wiedziała, że teściowa jest palaczką. Nie zadała sobie trudu przed wprowadzeniem się do jej domu, by na temat palenia negocjować. Być może usłyszałaby, że teściowa nie zamierza chodzić do piwnicy na dymka, bo....wolność Tomku w swoim domku.
A gdy już się wprowadziła, to zaczęła płonąć świętym oburzeniem, że teściowa ma jej gadanie gdzieś.
Jej gadanie, akcję antynikotynową i biernych palaczy, skoro jest w swoim domu, a bierni palacze wprowadzili się do niej nie mówiąc ani słowa na ten temat.
Nie twierdzę, że upór teściowej w tej sprawie jest ok. Twierdzę, że synowa jest odpowiedzialna za siebie, nie jest niewinną ofiarą. Podjęła DECYZJĘ, że wprowadza się do domu, gdzie się pali papierosy.
Tak jak inne DECYDYJĄ, że wprowadzają się mimo, że teść jest alkoholikiem, teściowa brudasem, szwagier nierobem wyłudzającym pieniądze od rodziny, a dziadek smarka na podłogę w kuchni. Itp. itd.
Można powiedzieć, widziały gały co brały.
Późniejsze jęczenie, narzekanie i odsądzanie od czci i wiary teściów jest nieuprawnione, bo przecież wiedziały w co wchodzą. Taka była ich decyzja. A nawet jeśli bezwolnie uległy swoim mężom, to też taka była ich decyzja. Brak decyzji też jest decyzją.
Ja mówię, trzeba się było nie wprowadzać, i tyle.
Maria-89, potrzebujesz rady, piszesz na forum, ale informacje zwrotne są niejasne.
Nie wiem czy dobrze dedukuję. Tak naprawdę to nie macie na tyle pieniędzy by się wyprowadzic, tak? Wy też czerpiecie korzyści z mieszkania u matki chłopaka. W tej chwili wzajemnie siebie potrzebujecie i to jest chyba sedno problemu.
865 2012-10-17 12:39:08 Ostatnio edytowany przez nika29 (2012-10-17 12:44:56)
a ja przyznam ze sie boje, ze moj partner inwestuje pieniądze w dom swojej mamy, ze nie daj Bóg nasz budżet cierpi, bo on daje jej kase, tego nie wiem, on nigdy by tego nie powiedzial, poki co na wspolnych spotkaniach patrze czy daje jej kase, tesciowa ma 500zl renty i od lipca jej syn wyprowadzil sie, chcialabym aby kazde z dzieci dalo jej po stówie co miesiac w ramach pomocy,wtedy chetnie bym dala i ja...a nie jeden naiwniak! teraz bedzie temat wykupu domu od gminy, pewnie kolo 5 tysiecy, nie wiem skad tesciowa mialaby kase na to, mowi "wykupimy" to znaczy kto? bo moj partner ma wyplate tysiaka na 3 ludzi i kasy nie ma.boje sie ze jak dolozy albo nawet wykupi cala chalupe sam swoim rodzicom, to potem beda traktowali go jako spadkobiercę, a ja juz zapowiedzialam ze NIGDY TAM NIE ZAMIESZKAM. kolonijna wies, daleko od miasta. BRRRRRR.
maria wspolczuje niepracującej tesciowej, a gdzie tesc gdzie mąż tesciowej? dlaczego to syn ma utrzymywac ją? biedny chlopak juz by poszedl ukladac sobie zycie a ma takie zobowiązania. i rozumiem ciezka sytuacje na rynku pracy, jednak mamusi przydaloby sie zajecie-opieka nad dzieckiem, dziadkiem czy nawet czyims grobem co daloby jakies pieniadze.
wracam do tematu fajek- wychodze cale zycie na balkon, moj dom moje prawa. palacz ma prawo palic u siebie!
niestety to czyjś dom i jego prawa.
mieszkamy z moimi rodzicami, nie u tesciowej!ostatnio podczas klotni z mama(mieszkam ja,partner i dziecko) prosilam ją żeby nawet traktowala nas jak obcych wspollokatorów, skoro nie umie oddzielic swojej rodziny i mojej(atakowala moje postepowanie co do dziecka).
Maria-89, potrzebujesz rady, piszesz na forum, ale informacje zwrotne są niejasne.
Nie wiem czy dobrze dedukuję. Tak naprawdę to nie macie na tyle pieniędzy by się wyprowadzic, tak? Wy też czerpiecie korzyści z mieszkania u matki chłopaka. W tej chwili wzajemnie siebie potrzebujecie i to jest chyba sedno problemu.
Nie, mieszkam u niej, bo musiałam się z domu wyprowadzić (bo musiałabym absolutnie zerwać jakiekolwiek kontakty z moją rodzioną, taki wybór musiałam podjąć). Nie czerpiemy żadnych korzyści, poza tym, że mamy gdzie spać, ale to jest jego dom i on tu mieszkał od dziecka. Marzy o wyprowadzce tak samo jak ja, ale nie mamy pieniędzy na to, żeby się teraz wynieść. Co w tym jest niejasnego? Że oboje się cholernie potrzebujemy nie jest sednem problemu, tylko największym szczęściem, jakie nas spotkało.
Nika29, wiem o tym, dlatego mamy niemały problem. Jednak tak jak wspominałam od początku, dla mnie problemem jest fakt, że jestem zwyczajnie zazdrosna o matkę mojego ukochanego.
a ja przyznam ze sie boje, ze moj partner inwestuje pieniądze w dom swojej mamy, ze nie daj Bóg nasz budżet cierpi, bo on daje jej kase, tego nie wiem, on nigdy by tego nie powiedzial, poki co na wspolnych spotkaniach patrze czy daje jej kase, tesciowa ma 500zl renty i od lipca jej syn wyprowadzil sie, chcialabym aby kazde z dzieci dalo jej po stówie co miesiac w ramach pomocy,wtedy chetnie bym dala i ja...a nie jeden naiwniak! teraz bedzie temat wykupu domu od gminy, pewnie kolo 5 tysiecy, nie wiem skad tesciowa mialaby kase na to, mowi "wykupimy" to znaczy kto? bo moj partner ma wyplate tysiaka na 3 ludzi i kasy nie ma.boje sie ze jak dolozy albo nawet wykupi cala chalupe sam swoim rodzicom,(...)
Nika, czytam i czytam tą Twoją wypowiedź i nijak nie mogę dojść, skąd niby macie wziąć pieniądze, aby teściowej dokładać 100 zł miesięcznie. Skąd Twój partner weźmie pieniądze, żeby poza Twoimi plecami dawać matce oraz na dołożenie się do wykupu domu od gminy, czy też wręcz wykupienie całości.
Cały czas informujesz, że jego wypłata wynosi 1000 zł, z tego 200 zł partycypujecie w kosztach zamieszkiwania u Twojej matki (tak pamiętam), nie karmisz piersią, tylko kupujesz dziecku mleko, a pieluchy też niemało kosztują ...i papierosy też.
Dla mnie to czarna magia.
Maria-89 nieprecyzyjnie się wyraziłam. Wzajemnie się potrzebujecie: Ty z chłopakiem potrzebujesz dachu nad głową i otrzymujesz go za darmo. Nieteściowa nie ma dochodów i potrzebuje Was jako lokatorów utrzymujących dom i ją samą. Zależnośc na linii wy-teściowa. Obydwie jesteście zależne od dochodów tego samego mężczyzny. Traktujecie się z matką chłopaka jak rywalki.
Co do kwestii kto u kogo zamieszkuje. Wy u matki chłopaka, nie Ty u niego, bo dom jest własnością matki. Teściowa nie będzie mieszkała u syna, ale u obojga młodych, chyba że mają inny układ dotyczący własności, czy wspólnoty majątkowej. Czy to jasne?
Następna kwestia, Ty jesteś zła na jeszcze nie teściową, ze nie pracuje, a Ty zawsze pracowałaś i czemu tak mało zarabiasz? Gdybyś to Ty miała wypłatę rzędu 3000 zł z pewnością Was by tam nie było. Ta matka mogłaby jedynie liczyc na pieniądze od syna, przesyłane po kryjomu. Pożyjemy, zobaczymy jak będziesz sobie radzic na rynku pracy mając trochę więcej lat.
Od Niki to i ja powinnam uczyc się gospodarowania pieniędzmi. Gdyby jednak mój mąż chciał pomóc w wykupie domu rodzicom, nie byłabym przeciwna. Pod warunkiem, że reszta też się dołoży.
Nika czemu uważasz, że chłopak Marii jest biedny. "juz by poszedl ukladac sobie zycie a ma takie zobowiązania" - to żart jakiś? A ile teściowych mogłoby spokojnie spac i układac sobie plany urlopowe, lecz muszą męczyc się z nabzdyczonymi synowymi i wnukami. Mogłyby te młode kobiety zając sie dzieckim czy jakimś dziadkiem i wniesc te parę złotych do wspólnej kasy małżeńskiej. Może nie musieliby mieszkac u tej wstrętnej teściowej, bo na ratę kredytu wystarczyłoby środków. A moze byłoby dobrym pomysłem zamieszkac u kogoś, w zamian za opiekę?
Nie ma to jak podrzucic genialny pomysł, a moze tak samemu z niego skorzystac?
870 2012-10-18 08:20:55 Ostatnio edytowany przez nika29 (2012-10-18 08:26:47)
synowe też by mogły wziac się do pracy. nie jest moim celem obrazac tesciową marii.
skąd bierze mój partner pieniadze? ano lata po ludziach i robi różne "arbajty"- i zarabia. czasem stówę, czasem dwie. umie i elektrykę i komputery.
nie śmiejcie się, wiem że to śmiesznie brzmi. w przenośni powiedzialam tysiaka, bo dokladnie jest tego 1450zlotych po odliczeniu mojego ubezpieczenia.
teraz przyszly pieniazki-ubezpieczenie, becikowe i drugie ubezpieczenie. kolo 3 tysiecy za urodzenie dzieciaczka.
co do wykupu-wlasnie o te solidarnosc mi chodzi, ze wszyscy a nie jeden. to samo liczy się pomoc rodzicom.rodzenstwo mojego narzeczonego: niestety jeden jest na kredycie i ma biedę za towarzysza, drugi pracuje i bieduje, dziewczyna bezrobotna, a reszta jak nie u teściów to zagranica.
skąd moja stronniczosc co do sytuacji u marii? ano slyszalam 2 lata temu magiczne slowa, ze ja rodzicow nie zostawie, ze sobie finansowo nie poradza,dodam ze nie bylo mozliwosci zamieszkac u nich(w celu placenia rachunków) bo tesciu spozywal alkohol, a magiczny domek znajdował się 40km od mojej i jego pracy. pominę brak gazu, za to nadmiar szyszek(kolonijna miejscowosc) i moja niechec nie do polskiej wsi, co do odludzia. potem jednak podkrecalam go, ze tam zadna dziewczyna mieszkac nie pojdzie, a jego rodzenstwo poszlo na swoje i pozakladalo rodziny. w koncu sie zbuntowal i jestesmy razem.
nie chcialabym miec dziury budżetowej za kilka lat, ze ja w sklepie gdzies bede zasuwac i dzieciom kupowac buty na rynku, zeby bylo taniej i zasuwac za złotówką kilka kilometrów po to, aby on doladowywał swoich rodziców. my jestesmy jego pierwszym obowiazkiem i koniec.
do żyworódka
mialam nie pisac o pieluchach, ale nie wiem jakim cudem idzie na paczka pampersów na 10 dni! dziecko zalatwia się porządnie co 2 dni, dlatego pieluszki nie schodzą:(
mleko?babydream rossman. pół kilo za 16zl.
papierosy-paczka co 5 dni, bo palę 3 papierosy na balkonie wieczorem.
stąd te koszty.
Mario-89, przeczytałam jeszcze raz Twoje posty i doszłam do tego samego wniosku co chaber.
Jesteś zazdrosna o matkę chłopaka, bo jest Twoją rywalką. Nieznosicie się nawzajem, bo rywalizujecie ze sobą.
Ona postrzega Wasz związek jako zagrożenie dla siebie, bo jak dotąd to jej syn jest dostarczycielem dochodu. Tak to wygląda z wierzchu.
Ty jej nienawidzisz bo widzisz, że jest przeszkodą w ułożeniu sobie przez Was samodzielnego życia.
Ja bym powiedziała, że nie tyle ona, co relacja między nią i Twoim chłopakiem.
Twój chłopak, a jej syn czuje się odpowiedzialny za swoją matkę.
On wie, że sytuacja jest nieciekawa i Twoje kontakty z Twoją matką traktuje jak zagrożenie dla siebie. Z racji zerwania ze swoją rodziną, no i oczywiście z miłości, tkwiłaś do tej pory w sytuacji, w której byłaś zdana na niechęć matki chłopaka.
Teraz kontakty z Twoją rodziną nawiązujesz od nowa i chłopak się boi, że wrócisz do rodziców. Stąd ta jego zazdrość (lęk przed utratą Ciebie).
Dla niego bezpieczniej by było, gdyby nie bylo żadnych Twoich kontaktów z Twoją matką.
Wtedy nie musiałby nic zmieniać w relacji ze swoja matką.
Mnie interesuje jaka jest naprawdę sytuacja matki Twojego chłopaka. Czy naprawdę jest ona bezradną i samotną starszą kobietą, bez żadnych dochodów i mozliwości? Zdaną w stu procentach na opiekę ze strony jedynego syna?
Czy jest tam wogóle jakiś teść? Jakieś inne dzieci? Ile ona ma lat? Czy jest zdrowa, czy schorowana?
Czy może Twojemu partnerowi jest tak po prostu wygodnie?
W wielu przypadkach jest tak, że to mężczyzna jest taką kotwicą trzymającą się miejsca. Bo fajnie jest mieć obok siebie i mamusię i swoją kobietę. Nawet jak obie skaczą sobie do gardła. On się zasłania sloganami o pomocy matce, o niezostawianiu jej na stare lata, ale tak naprawdę chodzi o jego osobistą wygodę.
Ciężko jest cokolwiek doradzić nie znając dobrze sytuacji. Bo jeśli matka naprawdę jest w tragicznej sytuacji, to niemoralne byłoby odmówić jej pomocy.
Napisz coś więcej.
moja kolezanka wychowywana byla przez matkę, ktora byla straszna. dziewczyna 17 letnia nie mogla wyjsc z domu bez pozwolenia, nie chodzi mi o dyskoteki a o wyjscia dzienne, nawet przed dom czy do sklepu...
pomijam to, ze wszyscy się starej bali, bo byla prawdziwą diablicą! nie pracowala, bo raz pobila pracodawcę, a drugi raz zawinęła kasę. w końcu została bez środków do życia, za to na Mopsie i alimentach córki. ola chciala wyjechac na studia do innego miasta, matka zabronila,wyslala ją do kolegium językowego w naszym malym miescie, bala sie stracic córkę, a także alimenty.
olka skończyła studia zaczęła szukać pracy, której nie było, matka sprytnie zaaranżowała jej związek i wydała córke za mąż. mówię wydała i nie kłamię! chlopak zakochany wprowadzil się do teściowej, placil rachunki i kupowal jedzenie. wkrótce urodzilo się dziecko. nie powinam zapomniec-zaczęło się pieklo. to nie byla zwykla tesciowa. to byl diabel! chlopak uciekal z domu do swoich rodzicow, bo nie dalo sie mieszkac. znalam starą i wiem ze jest w stanie zrobic wszystko! córka nie chciala zostawiac matki, bo ta nie miala za co zyc. malzenstwo sie sypalo, dziecko potrzebowalo ich obojga.
w koncu dziewczyna zrozumiala ze pora sie wyprowadzic, jednak nie bylo za co, bo byla jedna wyplata.
na razie pieklo trwa, a mlodzi staraja sie wspierac, ostatnio stara zlozyla o alimenty u syna. sprawe wygrala, ciekawe co bedzie dalej.
Niestety takie historie, jak opisana przez Nikę, też się zdarzają. Wracamy się do czasów, w których dzieci były czymś w rodzaju ZUS-u. Te alimenty od dzieci też są zjawiskiem coraz częstszym.
Oglądając "Boso przez świat" oraz inne programy Cejrowskiego, spotkałam się z pochwałą tego systemu. Tylko aspekt choroby staruszka został sprytnie pominięty.Kto finansowałby leczenie nieubezpieczonego, a może należałoby spokojnie patrzec na śmierc?
Bezrobocie wśród młodych i starszych wzrasta. Nasi kochani rządzący coś wymyślą, by za ubezpieczenie takowego ktoś zapłacił. Ileż lat można życ na zasiłku z MOPS-u, nie mając pracy czy prawa do emerytury. Myślę, że każdy z was byłby wkurzony wiedząc ile przeznacza się środków budżetowych na takich właśnie ludzi. Już słychac słowa oburzenia, obłożenie podatkami jest horrendalnie wysokie. Prędzej czy później rodzina zostanie zmuszona do utrzymywania krewnych. Zresztą to chyba sprawiedliwe, otrzymałeś dom czy mieszkanie, to się troszcz o darczyńcę, bo kredyt cię ominął. W USA popularna jest hipoteka odwrócona. To też sposób na małą emeryturę lub jej brak. Niestety w Polsce to się nie przyjmie, bo warunki funduszu hipotecznego Dom są wyjątkowo niekorzystne.
Chaber a jednak zaczynam Cię rozumieć ...... czytam i czytam o oczom nie wierzę........
Witam, w słoneczne południe. ![]()
do żyworódka
mialam nie pisac o pieluchach, ale nie wiem jakim cudem idzie na paczka pampersów na 10 dni! dziecko zalatwia się porządnie co 2 dni, dlatego pieluszki nie schodzą:(
mleko?babydream rossman. pół kilo za 16zl.
papierosy-paczka co 5 dni, bo palę 3 papierosy na balkonie wieczorem.
stąd te koszty.
Nika, oparłam się na Twoich wyliczeniach z wcześniejszej wypowiedzi:
teo kupiłam puszkę za 50 złotych dokładnie- Bebilon I. To Odpowiedź numer jeden.Puszka 800 gram, wcześniej zaś kupowałam tanie gxxxxx jak sama to ujełaś Nan-za 16.39 w Biedronce. Używamy tez tanich pampersów-new borny, w promocji 52.99 za 58 sztuk. A także Emolium i produkty firmy hipp
Jakby nie liczyć, dziecko kosztuje. Raz kupisz coś taniej, raz drożej, ale średnio jest to miesięcznie spory wydatek przy dochodach, które podałaś.
Nie podliczałabym Cię, gdybyś kolejny raz nie operowała kwotą 1000 zł na życie, na miesiąc dla trzech osobowej rodziny.
Jak dojdzie do wyliczeń, to w każdym przypadku z podawanych w wątku przez synowe kwot dochodów i wydatków są duże nieścisłości/rozbieżności i zawsze wydatki przewyższają dochody. Nagle okazuje się, że te podawane zasoby pieniężne, to taka baza podstawowa.
To bardzo dobrze, że partner stara się, aby pieniążków było więcej.
W tym przypadku, Twoje podejrzenia, że partner może swoją matkę wspomagać jakąś kwotą, mogą być słuszne. Wszak pieniędzy, które zarobi dorywczo, nie doliczysz się.
Zaczynasz Joga mnie rozumiec? To dobrze. Staram się Wam uświadomic, ze należy póki jest się młodym zapieprzac i dorabiac, by miec na swój dom, emeryturę i nie zerowac na dzieciach.
Nie może byc tak, ze jedno z dzieci flaki sobie wypruwa i je chleb z margaryną, ale kredyt spłaca. Natomiast drugie załapie się na chatę teściowej ewentualnie matki, chlipie, że mu źle i ciężko, nie pracuje, urodzi dzieci, nadal narzeka na teściową, matkę i los.
A mamusia droga, teściowa wredna, nie powinna oczekiwac jednakowej pomocy ze strony swoich dzieci. Skoro jednemu dała, któremuś tam pomagała, to ten co nic nie zyskał niech kawką i herbatką zostanie ugoszczony, a reszta do roboty.
moja kolezanka wychowywana byla przez matkę, ktora byla straszna. dziewczyna 17 letnia nie mogla wyjsc z domu bez pozwolenia, nie chodzi mi o dyskoteki a o wyjscia dzienne, nawet przed dom czy do sklepu...
pomijam to, ze wszyscy się starej bali, bo byla prawdziwą diablicą! nie pracowala, bo raz pobila pracodawcę, a drugi raz zawinęła kasę. w końcu została bez środków do życia, za to na Mopsie i alimentach córki. ola chciala wyjechac na studia do innego miasta, matka zabronila,wyslala ją do kolegium językowego w naszym malym miescie, bala sie stracic córkę, a także alimenty.
olka skończyła studia zaczęła szukać pracy, której nie było, matka sprytnie zaaranżowała jej związek i wydała córke za mąż. mówię wydała i nie kłamię! chlopak zakochany wprowadzil się do teściowej, placil rachunki i kupowal jedzenie. wkrótce urodzilo się dziecko. nie powinam zapomniec-zaczęło się pieklo. to nie byla zwykla tesciowa. to byl diabel! chlopak uciekal z domu do swoich rodzicow, bo nie dalo sie mieszkac. znalam starą i wiem ze jest w stanie zrobic wszystko! córka nie chciala zostawiac matki, bo ta nie miala za co zyc. malzenstwo sie sypalo, dziecko potrzebowalo ich obojga.
w koncu dziewczyna zrozumiala ze pora sie wyprowadzic, jednak nie bylo za co, bo byla jedna wyplata.
na razie pieklo trwa, a mlodzi staraja sie wspierac, ostatnio stara zlozyla o alimenty u syna. sprawe wygrala, ciekawe co bedzie dalej.
Okropna historia.
Ja też mam taką pod swoim bokiem. Ojciec, pijaczyna, matka nie żyje, dwoje dorosłych dzieci. Pijak sprzedał ziemię, którą miał po swoich rodzicach na wódkę. Dzieci od dawna same sobie radzą i jest im ciężko. Pijaczyna przechlał pieniądze i został bez żadnego dochodu. Dostał poradę w MOPS, żeby wystąpić o alimenty od dzieci, z czego ochoczo skorzystał. Sprawa się jeszcze nie zakończyła. Dzieci walczą i słusznie, bo pijak nie był im prawdziwym ojcem. Chlał, bił i nie łożył. Nie ma żadnych zasług w kwesti swoich dzieci. Czy Sąd to weźmie pod uwagę? Mam nadzieję, że tak.
Ciekawa jestem jak to wyglada u Marii-89.
Przepraszam, ale Nika poruszyła bardzo istotną kwestię i też pozwolę sobie zboczyc z tematu.
Owe alimenty wywołały już nie jedną burzę. Na toksycznych też o tym dyskutowano. Co ciekawe po alimenty od dzieci sięgają często rodzice toksyczni, patologiczni. Ci są najsprytniejsi w pozyskiwaniu środków. Dziecko jest dla nich rzeczą, towarem, furtką do realizacji swoich celów, kimś kogo mogą obessac z kasy, przepustką do lepszego życia.
Przed paroma laty Jaworowicz pokazywała reportaż o matce i córce płacącej alimenty takiemu ochlaptusowi. Sąd je zasądził, bo już nie pił, ale organizm miał tak wyniszczony, że do pracy się nie nadawał. A ponieważ kobiety posiadały dom, z którego wcześniej eksmitowały tego pijaka, to komornik zainteresował się nieruchomością, chciał zając na poczet zaległych alimentów. Jak dla mnie to chora sytuacja.
W MOPS-ie udzielają porad, całkiem sensownych, ale czasami nie wiedzą komu. Ileż osób klepie biedę, ale jest im wstyd wyciągnąc rękę do pomocy społecznej. Nawet ci, którym choruje ktoś w rodzinie, nie biegną po zasiłek. Ileż to widziałam babinek handlujących kwiatami, ale po alimenty nie sięgały.
zyworódka na szczescie historia z mlekiem zakonczyla sie na opcji najtańszej:) 16złotych za paczkę, tamte za 50 tez powodowalo problemy z żołądkiem.
co do mojej historii nie wiem po co Pan Bóg trzyma takiego pasożyta na świecie, tu nie chodzi o brak kasy i pracy, tylko o doczepienie się do rodziny córki, która byłąby szczesliwa bez matki. dodam, ze kobieta jest nienormalna, ja sie tam jej boje:)
zapomnialam dodac, ze alimentują alkoholiczkę, bo duzo pila
Ja też nie chcę żerować, tylko nie mam za co. Mam pracę, razem z chłopakiem założyliśmy wspólne konto i właściwie ona żyje zarówno na jego pieniądzach, jak i moich -będę jednak nieuczciwa, jeżeli nie zaznaczę, że zarabiam sporo mniej, póki co. Poza tym przez kilka miesięcy nie miałam pracy, więc byłam na całkowitym utrzymaniu mojego chłopaka i jego matki.
Dobrze wiem, że jestem zazdrosna przez rywalizację, jednak jak tu przyjechałam od razu było zaznaczone, że nie mogę go przytulić, dotknąć, nawet w poniedziałek była karczemna awantura o malinkę na jego szyi, chociaż stan jego szyi jest jedynie moją i jego sprawą. Gdzieś tu wyczytałam, że ja również czerpie korzyści z mieszkania tutaj -jednak nie mogę trzymać mojego ręcznika w łazience (wisi na klamce w naszym pokoju), nie możemy kupić sobie garnków bo jego matka nie chce nam udostępnić odrobiny miejsca w kuchni, wszystko co przynoszę ze sklepów spożywczych śmierdzi (łącznie z jajkami które kupuję u tego samego pana). Na każdy zakup, który przynosimy dla nas (najczęściej jakieś blachy do pieczenia, drewniane łyżki, miski czy książki niby mimochodem pada pytanie "ile to kosztowało" i natychmiast to jest brzydkie albo kiepskie, bo za drogie (a oboje zwracamy sporą uwagę na ceny). Codziennie jest jakaś awantura, że "panna", "konkubina", że "nie tylko mnie utrzymujesz". Fakt, że moje zamieszkanie tutaj można traktować jak rodzaj gwałtu, ponieważ mój chłopak gotów był na ostateczne środki, podobnie jak ja -zerwałam z bardzo bliską mi rodziną wszelkie kontakty i porzuciłam ich dosłownie z dnia na dzień, żeby tylko z nim nie zrywać. Zanim skazałam się na bezdomność (bo ciągle się tak czuję, z resztą do tej pory nie mam kluczy) on sam mi powiedział, że "ucieknijmy razem do mnie", to nie był mój pomysł, wobec czego w tym kontekście jestem narzędziem w relacjach jego i jego matki (o czym rozmawiać nie chcę, bo nie czuję się do tego uprawniona).
Życie tutaj dla niego również nie jest dla niego wygodą, chociaż brałam to pod uwagę. Jednak od ponad trzech miesięcy postanowiłam nie odzywać się zupełnie do jego matki oraz unikać jej we wszelkich kontaktach. Nie chcę mieć z nią nic wspólnego, przestałam jeść jej obiady (jak tu przyjechałam nie umiałam gotować, z resztą ona tu od wielu lat jest kurą domową). Na początku pomogło, zwłaszcza gdy przypadkowo dostała telefon od właścicieli kawalerki, że możemy wpaść i obejrzeć mieszkanie. Wtedy z mojej strony nie przeszkadzało jej zupełnie nic. Kiedy jednak widać, że pieniędzy nie mamy (głównie na kaucję i kupienie sobie podstawowych przedmiotów, jak pościel, materac czy sztućce -naraz to całkiem drogi zakup) jest bardzo pewna siebie, w związku z czym dzień w dzień są awantury, zwłaszcza że kończą się jej pieniądze.
O sytuacji matki mojego chłopaka pisać nie chcę ze względu na fakt, że są to jej zbyt intymne sprawy, abym miała je poruszać na nawet anonimowym forum. Jedyne co mogę powiedzieć, to to, że mój niedoszły teść bądź nie ma żadnego związku z tą sprawą. Wiem, że może to brzmieć jakbym coś tuszowała, jednak jak mogę to robić bez jej zgody?
Przez jakiś czas chodziłam do psychologa, dowiedziałam się, że spokój którego bardzo potrzebuję będę mogła osiągnąć jedynie wtedy, gdy się wyprowadzę z tego mieszkania. Zerwanie z nią wszelkich kontaktów wymagało ode mnie wielkiej siły i determinacji (oraz głodu w pierwszym czasie, przez chwilę odżywiałam się za 2zł dziennie, bo teściowej oddałam całą pensję zostawiając sobie 14zł na dwa tygodnie), jednak czuję się zdecydowanie lepiej niż w pierwszych miesiącach poniżania, poszturchiwania, poganiania i słuchania, że każda cycata baba w okolicach chłopaka byłaby cudowną gospodynią i partnerką życiową, w przeciwieństwie do "dziury", jaką jestem.
Dziś mogę się w każdej chwili zamknąć w pokoju i przytulić do niego wiedząc, że mnie cholernie kocha, bardzo chce się ze mną wynieść i przetrwa to wszystko, bo jestem miłością jego życia. Bardzo bym jednak chciała pozbyć się tej zazdrości i kompletnie nie wiem, jak to zrobić, dlatego poruszyłam ten wątek na tym forum -moim celem jest znalezienie sposobu na to, aby mieć w nosie fakt, że on w tej chwili jest w kuchni i z nią rozmawia.
Przepraszam, ale Nika poruszyła bardzo istotną kwestię i też pozwolę sobie zboczyc z tematu.
Owe alimenty wywołały już nie jedną burzę. Na toksycznych też o tym dyskutowano. Co ciekawe po alimenty od dzieci sięgają często rodzice toksyczni, patologiczni. Ci są najsprytniejsi w pozyskiwaniu środków. Dziecko jest dla nich rzeczą, towarem, furtką do realizacji swoich celów, kimś kogo mogą obessac z kasy, przepustką do lepszego życia.Przed paroma laty Jaworowicz pokazywała reportaż o matce i córce płacącej alimenty takiemu ochlaptusowi. Sąd je zasądził, bo już nie pił, ale organizm miał tak wyniszczony, że do pracy się nie nadawał. A ponieważ kobiety posiadały dom, z którego wcześniej eksmitowały tego pijaka, to komornik zainteresował się nieruchomością, chciał zając na poczet zaległych alimentów. Jak dla mnie to chora sytuacja.
W MOPS-ie udzielają porad, całkiem sensownych, ale czasami nie wiedzą komu. Ileż osób klepie biedę, ale jest im wstyd wyciągnąc rękę do pomocy społecznej. Nawet ci, którym choruje ktoś w rodzinie, nie biegną po zasiłek. Ileż to widziałam babinek handlujących kwiatami, ale po alimenty nie sięgały.
Moja koleżanka miała następująca sytuację. Rola jej ojca w jej życiu ograniczyła się do spłodzenia mojej koleżanki. Zaraz potem zwiał, z tego co wiem, to jeszcze kilka kobiet stało się szczęśliwymi matkami dzieci poczętych w ten sposób (choć uznał dziecko, ale że nigdy nie pracował, to nie było mowy o łożeniu na dziecko). Mama mojej koleżanki ułożyła sobie życie z bardzo fajnym człowiekiem i wszystko było super.
Jednak jak moja koleżanka skończyła 18 lat, to - ta dam - pismo z sądu do niej. A tu tatuś sobie przypomniał, że ma córkę i żadał od niej alimentów. Łącznie od 5tki dzieci tak żądał! Jełop, inaczej nazwać nie można. Na szczęście sąd się poznał, co to za typ i się udało.
Ale chaber ma tu rację, po alimenty od dzieci sięgają przeważnie tacy najgorsi ....
W pełni zgadzam się z wypowiedziami Chaber, Mareny i Nocnalamka (Nocnej Lampki?).
Nakręcanie się na przeróżne "pierdy" to głównie wina braku odpowiedniego dystansu, dosłownie i w przenośni. I chyba trochę za dużo wolnego czasu. Nie wiem gdzie moja tesciowa wyrzuca woreczki, ani czym karmi psa i mnie to wcale mnie obchodzi. Jeśli mnie czymś zdenerwuje (niechcący, czy specjalnie - obojetne) zwyczajnie nie mam czasu na rozpamiętywanie tego, zawsze jest coś pilniejszego do zrobienia, czy przemyslenia, tyle rzeczy dzieje się tu i teraz, że na nakręcanie się nie mam już ani siły, ani ochoty.
Nigdy nie mieszkałam z teściową, ale mieszkałam m. in. z przyjaciółką. Przez jakiś czas razem wynajmowałyśmy mieszkanie, już wtedy staż naszej przyjaźni wynosił kilkanaście lat. I nigdy nie kłóciłyśmy sie tak często i o takie głupoty jak w czasie wspólnego mieszkania. W tym mieszkaniu byłyśmy na równych prawach, tyle samo do niego wnosiłyśmy, zamieszkałyśmy razem dobrowolnie i nie łączyły nas żadne skomplikowane relacje rodzinne, każda z nas mogła w dowolnym momencie wyjść, trzasnąć drzwiami i nie wrócić. A i tak czasami ledwo ze sobą wytrzymywałyśmy.
Skoro taka prosta, oparta na czystej przyjaźni relacja skompikowała się przez zamieszkanie pod jednym dachem, to jak musiałoby wyglądać mieszkanie z teściową? Właściwie z obcą kobietą, w jej domu, z jej zasadami i zwyczajami, matką mojego męża i babcią moich(ewentualnych) dzieci. Bez możliwości powiedzenia: "jednak mi się tu nie podoba, jutro się wyprowadzam, proszę zatrzymać kaucję".
Przerażająca wizja.
W kwestii papierosów zgadzam się z Mareną. Rozumiem, że to tylko przykład, a chodzi o wiele zachowań, ale tym przykładem się i ja posłużę:
Palę, bo lubię, lubię palić w domu, nie chce mi się wychodzić na balkon i marznąć. Jestem u siebie, w swoim własnym domu, na który pracowałam całe życie, więc mi wolno. Taka moja fanaberia. I tak sobie żyję szczęśliwie z papierosem ustach, aż tu nagle któregoś dnia wprowadza się do mnie obca kobieta i każe mi przestać palić w moim domu. A najlepiej w ogóle, bo nawet jak zapale na balkonie, to śmierdzi. Oburzenie i obraza majestatu, bo ją truję. Stałam się koszmarną teściową - usiłuję zatruć moją synową. Powoli zaczynam żałować, że musi to tak długo trwać. Wracam się do czasów młodości, na każdego papierosa wymykam się z domu, chowam się za sklepem, albo śmietnikiem, a później jeszcze rudnka po osiedlu, dla wywietrzenia. Za każdym razem gdy wracam do domu, synowa czeka na mnie przy drzwiach. I niucha. Na wszelki wypadek jeszcze ostrzegawczo-karcące spojrzenie. No i chwila prawdy, uda sie, czy nie uda? Wyczuje, czy nie?
I tak dalej...
Równie przerażająca wizja jak ta wcześniej opisana.
Droga mario89!
Ponieważ nie napisalaś nic o swojej teściowej, nic co by mogło tłumaczyć przymus mieszkania z nią, przeanalizujmy sytuację patrząc od jej strony. Nic opócz tego, ze jednak jest gdzieś jakiś teść.
Do jej domu wprowadziła się obca dziewczyna. Najprawdopodobniej jej syn wogóle jej nie zapytał o zgodę na to. Tobie powiedział - ucieknijmy DO MNIE. To znaczy, że uważa, ze może decydować samodzielnie o tym, kto zamieszka w domu matki. Jeśli było inaczej, popraw mnie.
Nie macie ślubu i matka mówi o Tobie "panna" i "konkubina". I mówi zgodnie z prawdą, bo nie jesteś ŻONĄ. A ona NIE JEST Twoja teściową.
Dzisiejsze młode kobiety nie przywiązują do tego wagi, ale starsze pokolenie ma inne poglądy. W czasach ich młodości obowiazywały inne zasady. Wspólne mieszkanie w domu rodziców młodej pary nie będącej małżeństwem, było nieakceptowalne. Owszem, jeśli byli niezależni i mieszkali oddzielnie, tak, choć nikt się tym nie chwalił, ale pod dachem rodziców, niemożliwe. Sama mam swoje lata i pochodzę z poprzedniej epoki, wiem co mówię. Nie zgodziłabym się na to by mój syn, albo córka zamieszkali z kimś, z kim nie mają ślubu pod moim dachem.
Gdy mój przyszly mąż przyjeżdżał do mnie, gdy byliśmy już po zaręczynach, nie było mowy o tym, byśmy spali w jednym łóżku, a nawet w jednym pokoju. Takie zasady wynieśliśmy z domów rodzinnych i takie zasady mamy. My, starsze pokolenie, do którego należy również matka Twojego chłopaka.
Tak, malinka na szyji Twojego chłopaka to sprawa jego i Twoja, ale dla jego matki rzecz trudna do przyjęcia, bo w jej (i moich) czasach takie rzeczy były wstydliwie ukrywane.
Można mówić, że to hipokryzja i pewnie tak jest, ale tak byliśmy wychowani i na stare lata nie bedziemy zmieniać naszych przekonań. Matka Twojego chłopaka Cię nie szanuje, bo wedlug niej sama się nie szanujesz, skoro przyjechałaś do niego, a właściwie do niej i bez ślubu sypiasz z nim pod JEJ dachem. Zadajesz gwałt jej przekonaniom i zwyczajom.
Sama miałam taką historię, że do mojego syna przyjechała dziewczyna, ktorej przygotowalam łóżko w oddzielnym pokoju. Ona poszła spać razem z nim. Nic rano nie powiedziałam, ale czułam złość, bo nie uszanowała naszych zasad, których wyrazem był ten oddzielny pokój. Moja sympatia spadła do zera. To nie była jego przyszła żona, tak nawiasem mówiąc. Syn usłyszał od nas, że nie życzymy sobie więcej takich sytuacji. I nigdy wiecej takiej sytuacji nie było.
Wyrazem braku szacunku do Ciebie jest właśnie to określenie, "dziura".
To wyraźnie pokazuje co o Tobie myśli. "Dziura" to po prostu dziwka.
I ta "dziura" chce miejsca w łazience i kuchni w JEJ domu!
W Twojej opowieści starasz sie sprowadzić sprawę do konfliktu materialnego, ale po tym co napisałaś w ostatnim poście widzę konflikt przekonań.
Mieszkasz w jej domu, sypiasz z jej synem, a nie rozmawiasz z nią od paru miesięcy, ignorujesz ją i demonstrujesz swoją krzywdę.
Wiesz, ja na jej miejscu kazałabym Ci się wyprowadzić z mojego domu. Czemu ona się zgadza na to co jest, nie wiem. I czemu Ty sie zgadzasz? Dlaczego Twój chłopak na to się zgadza?
Wolałabym spać na twardej podłodze w niezależnym mieszkaniu niż być traktowana jak dziwka w domu nieteściowej.
Wybacz, piszę tak ostro, bo Ty nie przedstawiłaś żadnych argumentów, które tłumaczyłyby KONIECZNOŚĆ trwania w takiej sytuacji.
Droga mario89!
Mieszkasz w jej domu, sypiasz z jej synem, a nie rozmawiasz z nią od paru miesięcy, ignorujesz ją i demonstrujesz swoją krzywdę.
Wiesz, ja na jej miejscu kazałabym Ci się wyprowadzić z mojego domu. Czemu ona się zgadza na to co jest, nie wiem. I czemu Ty sie zgadzasz? Dlaczego Twój chłopak na to się zgadza?
Wolałabym spać na twardej podłodze w niezależnym mieszkaniu niż być traktowana jak dziwka w domu nieteściowej.Wybacz, piszę tak ostro, bo Ty nie przedstawiłaś żadnych argumentów, które tłumaczyłyby KONIECZNOŚĆ trwania w takiej sytuacji.
Marena jak zwykle dobrze uchwyciła sedno problemu! Kiedy ja przed ślubem zamieszkałam w mieszkaniu wynajmowanym przeze mnie z moim przyszłym mężem, pytałam go co na to jego mama. Byliśmy oboje po trzydziestce ale zastanawiałam się czy nie pomyśli o mnie, że jestem "panienką do łóżka". Mój narzeczony zapewniał mnie że nie, że mamusia jest "tolerancyjna", nowoczesna itd. Gdzieś w tyle głowy siedziało mi, że ona tego nie akceptuje ale to było tylko takie "wydaje mi się" więc nie zastanawiałam się nad tym zbyt długo. Ślub miał być mniej więcej za rok zaczęliśmy budowę i nie było czasu na myślenie. Po ślubie, przy pierwszej większej awanturze okazało się, że teściowa tak naprawdę miała nam to za złe, uważała że to życie "na kocią łapę" i takie tam.... co najdziwniejsze jej drugi syn zaliczył wpadkę i musiał się żenić, przed ślubem razem nie mieszkali ale panna szła do ołtarza z brzuchem i .....to oni byli i są tymi lepszymi
a ja tą która złapała męża na łóżko...
Marena ma rację w 100% przemyśl to ![]()
Maria, dziewczyny tu mądrze prawią. Marena wyjaśniła Ci naprawdę wszystko. Uważam, że niepotrzebnie ustawiasz się w roli ofiary, bo cała obecna sytuacja jest tylko i wyłącznie wynikiem Twojej decyzji: pomimo że nie miałaś na to warunków, pomimo bardzo krótkiej znajomości, pomimo oporu obu rodzin, pomimo wszystkich logicznych argumentów przeciw, Ty uparłaś się że już teraz natychmiast i paląc za sobą mosty, porzucając studia musisz bawić się w dom ze swoim chłopakiem. No i teraz tylko ponosisz konsekwencje swojej decyzji. To nie jest kara, a jedynie prosta konsekwencja. Z Twojego opisu można wywnioskować, że to Twój chłopak podjął decyzje o Waszym mieszkaniu w domu jego matki, nawet tego z nią nie konsultując. Czy przed tą przeprowadzka zadaliście sobie trud, aby z jego mama usiąść i porozmawiać - zapytać ją o zdanie, ustalić warunki mieszkania w jej domu, podziału kosztów utrzymania, obowiązków? Czy daliście jej możliwość aby się na ten układ nie zgodziła?
887 2012-10-19 08:57:24 Ostatnio edytowany przez nika29 (2012-10-19 09:19:53)
opisze może moją sytuację, jako ze mieszkam bez slubu u moich rodzicow. zaszlam w ciaze, planowalismy jakis tam cywilniak, ale rodzice naciskali na slub. cala rodzina tak mi nawijała o kościelnym, o sali i weselu, dzwonili i pytali czy maja kupowac sukienki i podśmiechujki robili. podśmiechujki-ulubione słowo mojej babci:>
hormony,nerwy i zle samopoczucie zrobilo swoje, narzeczony chcial cywilny, ja uleglam presji rodziny i zrobila się tęga awantura! ja z narzeczonym, rodzice z nim, on z rodzicami, rodzice ze mną. efekt?brak cywilnego! mijały miesiące, a ja rosłam, rosłam i doszłam do 9 miesiąca. wpierw rodzice prosili o kosciely potem juz tylko o cywilny,ale ja się zaparłam. nie wytłumaczę czemu. po prostu. na zlosc. na glupote. cholera wie! od 5 miesiaca napierali zeby "mieszkal" i bez slubu, bo zaraz zwinie manatki i ucieknie, a wtedy bedzie jeszcze wstyd bo zostalam z brzuchem. tak mysleli moi rodzice, a my swiadomie przekladalismy zamieszkanie, bo on mial do zrobienia jakies tam drzewo u mamy.a moze w koncu bawilo mnie robienie im na zlosc? w ciazy mi po prostu odwalało. teraz mieszkamy bez slubu, mama jest nadal za to obrazona, ale ma nauczkę że wtrącanie takie daje efekty. szkoda ze nie zaakceptowali naszej decyzji od razu, a tak to czulam sie jak ziarno rzucone golebiom na starowce w Krakowie. mialam dosc i postawilam sie,mimo ze chcielismy wjechac na porodówke jako malzenstwo nie narzeczenstwo. pewnie wiele forumowiczek pamięta gdzies tam w innych tematach pisalam, ze rodzinka dokuczala mi z powodu imienia(kostek), proponując swoje wzamian: babcia wiktorka, ciocia tomka, a mama jakiegoś świętego. mimo, ze nie bylam zdecydowana na kostka, to tak mnie wkurzyli ze jest dzis wlasnie takie imie. w koncu na jakies aluzje dotyczace imienia(krzywdze dziecko), powiedzialam ze imie podoba sie naszej pani doktor i większości INTELIGENCJI. to zamykało im buzię, czuli się urażeni.
teraz doszla sprawa chrztu i zajmowania sie dzieckiem. jezu jaka bylam naiwna myslac, ze mieszkanie z rodzicami to miód. szkoda mi ich, bo nie potrafia oddzielic mnie i mojej rodziny od swoich staran. tez patrze na to jako "przeszkadzanie im" w spokojnej starosci, wczesniej o tym nie myslalam. ale po przeczytaniu kilku postów starszych forumowiczek juz wiem jak to wygląda. ona nie potrafi zrozumiec, to znaczy moja mama ze ma drugie trzecie lub czwarte miejsce w moim zyciu, ze wiecej ma do powiedzenia moj narzeczony niz ona. w ramach buntu nie wchodzi do mnie(awantura o wlasciwa opieke nad dzieckiem) za to jezdzi po hipermarketach bo sie po prostu nudzi, albo nawiedza mojego brata, babcię i ciocię.
co będzie? nie wiem. obecnie mam na to wyczesane! i jezeli juz to pojdziemy do urzędu i wrocimy do domu, zaloze zwykla sukienkę za stówe kupioną w zwyklym butiku, w kolorze takim aby nadawala sie jeszcze na czyjas komunie czy imieniny.
Nika każdy ma prawo układać sobie życie jak mu pasuje, jedni mieszkają przed ślubem razem inni nigdy się nie pobierają ale tutaj chodzi o fakt, że Maria wprowadziła się do domu obcej kobiety i łamiąc wszystkie zasady jakie ona wyznaje próbuje się tam poczuć jak u siebie. Marena idealnie nazwała problem. Starsze pokolenie naszych rodziców ma inne spojrzenie na rodzinę - rodzina dla nich zaczyna się po ślubie. Jest w tym trochę hipokryzji czasami ale mają prawo myśleć tak jak myślą, są po prostu inni i już.
Dlatego jeśli chcemy żyć według własnego przepisu to powinniśmy robić to również na własny rachunek.
prawda.
mojej mamie bylo ciezko, bo miala przyjaciela ksiedza, ktory jawnie ją potępił. wykazała jednak na koniec lojalnosc wobec dzieci nie kosciola.
Moja mama i jej siostry potępiały fakt, że z poprzednim narzeczonym zamieszkałam bez ślubu. Pamiętam pytanie mojej mamy, które najbardziej mnie wkurzyło/ zabolało "czy śpicie ze sobą?" - to była już końcówka związku, na szczęście - dzięki temu, że miałam okazję z nim pomieszkać zobaczyłam jaki jest na co dzień, dotarło do mnie, że to jednak nie jest facet z którym chciałabym spędzić resztę życia. Zabolał mnie fakt, że moja mama nie zapytała czy on mnie szanuje, czy jestem szczęśliwa..... Była zainteresowana tym, czy się seksimy bo to przed ślubem grzech więc to było najważniejsze.......Tak samo teściowa Marii - jej syn dupczy jakąś .. pod jej dachem! a te bezczelna jeszcze "chce czegoś chcieć!" Podobnie moja teściowa ja się dupczyłam z jej synem przed ślubem bo mieszkaliśmy razem i jeszcze skubałam go z kasy a drugi synek święty! Co prawda młoda szła do ślubu z brzuchem ale to było "niepokalane poczęcie" bo nie mieszkali ze sobą wcześniej
Ja uważam, że ciąża to kiepski powód ślubu:) ważne jest szacunek i miłość, to że na tą drugą osobę możesz liczyć w każdej nawet najbardziej ekstremalnej sytuacji i tego sam fakt ślubu nie załatwi. Jednak najważniejsza jest pełna niezależność i tutaj ślub czy nie, nie ma znaczenia.
891 2012-10-19 11:01:49 Ostatnio edytowany przez maria-89 (2012-10-19 11:04:36)
Droga mario89!
Ponieważ nie napisalaś nic o swojej teściowej, nic co by mogło tłumaczyć przymus mieszkania z nią, przeanalizujmy sytuację patrząc od jej strony. Nic opócz tego, ze jednak jest gdzieś jakiś teść.Do jej domu wprowadziła się obca dziewczyna. Najprawdopodobniej jej syn wogóle jej nie zapytał o zgodę na to. Tobie powiedział - ucieknijmy DO MNIE. To znaczy, że uważa, ze może decydować samodzielnie o tym, kto zamieszka w domu matki. Jeśli było inaczej, popraw mnie.
Owszem, masz rację. Jednak nie ja jestem temu winna. A ponieważ on jest jedynym żywicielem rodziny, myślę że ma tutaj znaczenie przede wszystkim jego zdanie. W pierwszych dniach już miałam się wynosić, jednak oczywistością bytło, że wtedy wyniesie się również on, co za tym idzie jego pieniądze. Tylko dlatego ciągle tu jestem.
Nie macie ślubu i matka mówi o Tobie "panna" i "konkubina". I mówi zgodnie z prawdą, bo nie jesteś ŻONĄ. A ona NIE JEST Twoja teściową.
Dzisiejsze młode kobiety nie przywiązują do tego wagi, ale starsze pokolenie ma inne poglądy. W czasach ich młodości obowiazywały inne zasady. Wspólne mieszkanie w domu rodziców młodej pary nie będącej małżeństwem, było nieakceptowalne. Owszem, jeśli byli niezależni i mieszkali oddzielnie, tak, choć nikt się tym nie chwalił, ale pod dachem rodziców, niemożliwe. Sama mam swoje lata i pochodzę z poprzedniej epoki, wiem co mówię. Nie zgodziłabym się na to by mój syn, albo córka zamieszkali z kimś, z kim nie mają ślubu pod moim dachem.
Gdy mój przyszly mąż przyjeżdżał do mnie, gdy byliśmy już po zaręczynach, nie było mowy o tym, byśmy spali w jednym łóżku, a nawet w jednym pokoju. Takie zasady wynieśliśmy z domów rodzinnych i takie zasady mamy. My, starsze pokolenie, do którego należy również matka Twojego chłopaka.
Rozumiem, że jesteś bliższa jej epoce i czasom niż ja (chociaż prywatnie się bardzo interesuje tamtym czasem i wiem troszkę na temat tamtewjszych zasad, któe swoją drogą cholenie mi się podobają). Jednak nie możesz wydawać takich ocen nie posiadając żadnych danych na temat tej kobiety, których udzielić nie chcę ze względu na zwykłą lojalność (nawet do niej). Nie mam prawa pisać o jej sytuacji życiowej, ojcu jej dzieci oraz warunkach w jakich one powstały, dlatego Twoja ocena po pierwsze mija się z prawdą, po drugie jest wydana pochopnie ze względu na brak wszystkich danych o tym człowieku (to znaczy matki mojego chłopaka).
Tak, malinka na szyji Twojego chłopaka to sprawa jego i Twoja, ale dla jego matki rzecz trudna do przyjęcia, bo w jej (i moich) czasach takie rzeczy były wstydliwie ukrywane.
Można mówić, że to hipokryzja i pewnie tak jest, ale tak byliśmy wychowani i na stare lata nie bedziemy zmieniać naszych przekonań. Matka Twojego chłopaka Cię nie szanuje, bo wedlug niej sama się nie szanujesz, skoro przyjechałaś do niego, a właściwie do niej i bez ślubu sypiasz z nim pod JEJ dachem. Zadajesz gwałt jej przekonaniom i zwyczajom.
Sama miałam taką historię, że do mojego syna przyjechała dziewczyna, ktorej przygotowalam łóżko w oddzielnym pokoju. Ona poszła spać razem z nim. Nic rano nie powiedziałam, ale czułam złość, bo nie uszanowała naszych zasad, których wyrazem był ten oddzielny pokój. Moja sympatia spadła do zera. To nie była jego przyszła żona, tak nawiasem mówiąc. Syn usłyszał od nas, że nie życzymy sobie więcej takich sytuacji. I nigdy wiecej takiej sytuacji nie było.
Czyt. wyżej. To wszystko jest ocenione zbyt pochopnie. Gdyby nie było, w czasach PRLu nie byłoby w ogóle niechcianych ciąż,, prostytucji i tym podobnych zjawisk, któe mimo że były przemilczane -BYŁY.
Nawiasem, "szyi", nbie "szyji" ![]()
Wyrazem braku szacunku do Ciebie jest właśnie to określenie, "dziura".
To wyraźnie pokazuje co o Tobie myśli. "Dziura" to po prostu dziwka.
I ta "dziura" chce miejsca w łazience i kuchni w JEJ domu!
W Twojej opowieści starasz sie sprowadzić sprawę do konfliktu materialnego, ale po tym co napisałaś w ostatnim poście widzę konflikt przekonań.
Mieszkasz w jej domu, sypiasz z jej synem, a nie rozmawiasz z nią od paru miesięcy, ignorujesz ją i demonstrujesz swoją krzywdę.
To wiem, mimo tego że wiem, że zna i akceptuje (wręcz szanuje i lubi) ludzi, któzy byli bardziej niż "dziwka" niż ja. Daje tu jakieś pieniądze, w tej chwili jej własny zbyt wysoki rachunek telefoniczny, poza tym od początku mnie nie lubi. Poza tym przepraszam, ale wolałabym być nazwana "dziwką", nawet "k***ą", niż "dziurą" -to jest dla mnie najobrzydliwsze określenie kobiety, na jakiego stać człowieka.
Wiesz, ja na jej miejscu kazałabym Ci się wyprowadzić z mojego domu. Czemu ona się zgadza na to co jest, nie wiem. I czemu Ty sie zgadzasz? Dlaczego Twój chłopak na to się zgadza?
Wolałabym spać na twardej podłodze w niezależnym mieszkaniu niż być traktowana jak dziwka w domu nieteściowej.
Z bardzo prostej przyczyny. Gdybym wyprowadziła się ja, wyprowadziłby się również mój chłopak, co za tym idzie jego pieniądze. Wtedy zostałaby na jednej rencie. Ja się na to nie zgadzam, ale moja zgoda nie jest ważna w naszej obcnej sytuacji finansowej. Podobnie ze zgodą mojego chłopaka. My byśmy się mogli wyrpwadzić nawet dziś, ale wtedy zostałaby bez grosza przy duszy. I nawet ja nie chcę jej robić takiego świństwa.
Wybacz, piszę tak ostro, bo Ty nie przedstawiłaś żadnych argumentów, które tłumaczyłyby KONIECZNOŚĆ trwania w takiej sytuacji.
Dziękuję za szczerość. Konieczność jednak opiera się właśnie na pieniądzach, o czym pisałam wcześniej.
Ja tego wszystkiego nie piszę po to, żebyście mi powiedzieli, czy myślę słusznie, czy nie, czy jestem sprawiedliwa w stosunku do teściowej czy ona do mnie i tak dalej. Nie proszę Was o ocenę (chociaż cieszę się, że ktoś może ją obiektywnie zobaczyć), ale o radę, co powinnam zrobić i jak ukierunkować swój tok myślenia, żebym ignorowała ją naprawdę, żebym mogła spokojnie żyć z dnia na dzień bez strachu, że właśnie wracamy do domu. Po to w ogóle to poruszam, jeżeli nikt nie ma mi nic sensownego do powiedzenia, to sugeruję zarzucenie wątku, zwyczajnie przez brak sensu tych postów.
892 2012-10-19 11:04:04 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2012-10-19 11:13:26)
Maria-89 wprowadziła się do domu teściowej, nie uzyskawszy uprzednio jej zgody. Właściwie syn postąpił samowolnie zapraszajac dziewczynę.
Tylko jeden fakt wam umknął: jeszcze nieteściowa wypłaty Marii nie odrzuciła, chętnie przyjęła. To też hipokryzja, z jednej strony nie chciec dziewczyny w swoim domu, ale pieniądze od niej nie śmierdzą.
Jak dla mnie sytuacja jest chora na obu frontach. Tak naprawdę ta matka chyba nie chce żadnej kobiety u boku syna, bo istnieje obawa, że utraci utrzymującego ją. Wyobraźcie sobie, że dziewczyną zostałaby dobrze zarabiająca osoba. Myślę, że tą to dopiero by nienawidziła.
Tak ogólnie, to muszę wam powiedziec, że rodzice mężczyzn nie lubią lepiej zarabiających synowych. I wiem, co piszę.
Mario nie irytuj się, bo stanęliście wraz ze swoim chłopakiem przed tak trudnym wyborem, że ja sama też bym miała niezły zgryz. Jeśli się wyprowadzicie, to tym samym matka Twojego chłopaka zostanie o tej marnej rencinie. Może pomyślcie o wyjeździe w inny region kraju, a matka niech bieduje. To też będzie nauczka dla niej, bo pieniądze nie śmierdzą.
pecunia non olet!
mario ja bym sie wyniosla, a chlopak powinien za tobą isc-jezeli cie kocha.
a wiecie ze ja bym dzis sie wyniosla, gdyby on tez poszedl.
oczywiscie nie do tesciowej, ale np na korzystny wynajem(typu za rachunki, ciocia w Ameryce, podlewanie kwiatków itd)
pecunia non olet!
mario ja bym sie wyniosla, a chlopak powinien za tobą isc-jezeli cie kocha.
a wiecie ze ja bym dzis sie wyniosla, gdyby on tez poszedl.
oczywiscie nie do tesciowej, ale np na korzystny wynajem(typu za rachunki, ciocia w Ameryce, podlewanie kwiatków itd)
Nawet dziś, tylko ZA CO?
Maria-89 wprowadziła się do domu teściowej, nie uzyskawszy uprzednio jej zgody. Właściwie syn postąpił samowolnie zapraszajac dziewczynę.
Tylko jeden fakt wam umknął: jeszcze nieteściowa wypłaty Marii nie odrzuciła, chętnie przyjęła. To też hipokryzja, z jednej strony nie chciec dziewczyny w swoim domu, ale pieniądze od niej nie śmierdzą.
Jak dla mnie sytuacja jest chora na obu frontach. Tak naprawdę ta matka chyba nie chce żadnej kobiety u boku syna, bo istnieje obawa, że utraci utrzymującego ją. Wyobraźcie sobie, że dziewczyną zostałaby dobrze zarabiająca osoba. Myślę, że tą to dopiero by nienawidziła.
Tak ogólnie, to muszę wam powiedziec, że rodzice mężczyzn nie lubią lepiej zarabiających synowych. I wiem, co piszę.Mario nie irytuj się, bo stanęliście wraz ze swoim chłopakiem przed tak trudnym wyborem, że ja sama też bym miała niezły zgryz. Jeśli się wyprowadzicie, to tym samym matka Twojego chłopaka zostanie o tej marnej rencinie. Może pomyślcie o wyjeździe w inny region kraju, a matka niech bieduje. To też będzie nauczka dla niej, bo pieniądze nie śmierdzą.
Ja się nie irytuję, po prostu ciągle widzę oceny -może i słuszne, w końcu nie znacie mnie, mojej teściowej oraz chłopaka, wobec czego widzicie to wszystko z daleka -a nie widzę jakiegoś pomysłu na to, co mam zrobić z tym uczuciem. Mieszkać tu narazie musimy co najmniej do stycznia, a co potem? Miałam się raz sama wynosić, żyłabym bardzo ubogo na własnej pensji, ale wiem, że dałabym radę. Jednak nie wyobrażam sobie życia bez niego, kocham go i po to zerwałam z całym moim poprzednim życiem, żeby spędzić z nim wszystkie dni, jakie mi jeszcze zostały. Przeszkodą w tej sytuacji jest właśnie ta osoba. Co mam zrobić, żeby ją ignorować? Żeby nie czuć zazdrości, móc normalnie żyć i nie bać się samego faktu, że jest w tym domu?
Ja się nie irytuję, po prostu ciągle widzę oceny -może i słuszne, w końcu nie znacie mnie, mojej teściowej oraz chłopaka, wobec czego widzicie to wszystko z daleka -a nie widzę jakiegoś pomysłu na to, co mam zrobić z tym uczuciem. Mieszkać tu narazie musimy co najmniej do stycznia, a co potem? Miałam się raz sama wynosić, żyłabym bardzo ubogo na własnej pensji, ale wiem, że dałabym radę. Jednak nie wyobrażam sobie życia bez niego, kocham go i po to zerwałam z całym moim poprzednim życiem, żeby spędzić z nim wszystkie dni, jakie mi jeszcze zostały. Przeszkodą w tej sytuacji jest właśnie ta osoba. Co mam zrobić, żeby ją ignorować? Żeby nie czuć zazdrości, móc normalnie żyć i nie bać się samego faktu, że jest w tym domu?
Trochę źle interpretujesz to co zostało napisane. Marena nie ocenia - próbuje raczej przedstawić punkt widzenia mamy chłopaka. Na forum trudno czasem o jakąś super radę, która rozwiąże wszystkie problemy.
Tak ogólnie, to muszę wam powiedziec, że rodzice mężczyzn nie lubią lepiej zarabiających synowych. I wiem, co piszę.
Nigdy o tym nie myślałam, ale faktycznie masz rację. Im lepsze zarobki, tym większa niezależność i możliwość postawienia na swoim, chociażby w kwestii miejsca zamieszkania. No i odpada im jeden agrument i powód do "zażaleń": biedny synek tyra na całą rodzinę, a leniwa synowa poleciała na kasę i włości.
Z kogoś, kto zarabia wystarczająco dużo, żeby się samemu utrzymać ciężko jest zrobić popychadło. Z kogoś kto jest zależny finansowo - bardzo łatwo.
Mając jakieś konkretne pieniądze łatwiej jest znaleźć wyjście z wielu sytuacji, a osoba niezależna zwykle jest pewniejsza siebie i swoich decyzji.
Tak więc własne pieniądze to podstawa.
Witam. ![]()
O sytuacji matki mojego chłopaka pisać nie chcę ze względu na fakt, że są to jej zbyt intymne sprawy, abym miała je poruszać na nawet anonimowym forum. Jedyne co mogę powiedzieć, to to, że mój niedoszły teść bądź nie ma żadnego związku z tą sprawą. Wiem, że może to brzmieć jakbym coś tuszowała, jednak jak mogę to robić bez jej zgody?
To ja powiem o Tobie dobre słowo.
Bardzo szanuję w Tobie to, że nie wywlekasz nawet na anonimowym forum, aspektów życia matki swojego chłopaka, nie rzucasz 'mięsem' w jej stronę. Piszesz tylko, o jej zachowaniu względem Ciebie, o tym jakimi epitetami Cię darzy. Jednakże już z tego zapisu wnioskuję, że jej przeszłość nie była świetlana, co świadczy o tym, że stosuje podwójną moralność, dla siebie i Ciebie.
Mario, piszesz, że chcesz tylko od userów, porady odnośnie: jak pozbyć się zazdrości o chłopaka, o dobry kontakt jaki go łączy z matką.
Wiesz, to nie da się tak odpowiedzieć jednym zdaniem, nie poznawszy więcej szczegółów z Waszego życia, nie znając Waszych charakterów, ale jak widzisz, każdy wypowiadający stara się przedstawić swój punkt widzenia.
Zatem nie obejdzie się bez postawienia dodatkowych pytań, czy wydania często subiektywnych opinii w ocenie całości historii, a nie tylko stricte zadanego pytania.
Wstrzeliłaś, bardzo trudny temat, i raczej dotąd nikt nie podniósł wątku zazdrości partnerów, o rodziców swoich partnerów.
A myślę, że niejednokrotnie problem (jeden z problemów), właśnie leżał też w tych relacjach.
Sama nie wiem, co Ci na ten moment odpowiedzieć...ale, uważam, że jest to poważny Wasz problem.
Kochacie się bardzo, miłością zaborczą, nie dopuszczającą nikogo poza Wami - myślę, że trochę taką niezdrową dla Was.
Nie potraficie dzielić/rozdzielić swoich uczuć między partnera/partnerkę, a najbliższą rodzinę.
Przecież każdego z nich dotyczy 'inna' miłość, inaczej wyrażana.
Na pewno duży wpływ ma sytuacja, że Twoja rodzina nie respektuje chłopaka, a jego matka Ciebie - wręcz nastawienie ich jest wrogie. Dlatego nie chcecie oboje, abyście Ty z rodziną, chłopak z matką utrzymywali dobre stosunki, skoro druga strona związku jest nie akceptowana, poniżana, czy wręcz dochodzi do rękoczynów. Oboje czujecie się zagrożeni w swojej miłości, zubożali o kontakty z rodziną. Jest to niezdrowe, ale Ty przecież o tym wiesz.
Byłaś u psychologa, też otrzymałaś radę, taką jak tutaj, że należy się wyprowadzić. Ale nie chcecie zostawić jego matki, z uwagi na to, że żyje z renty i syn dokłada jej do życia. Jeżeli nie mieszka w bloku, to nawet przy najniższej rencie może się utrzymać, a syn jeszcze może dodać jej ze 200 zł miesięcznie. Będzie mniej pieniędzy, to nie będzie wysokich rachunków za telefon, na świetle też może przyoszczędzić itd.
Dopóki obiekt Twojej zazdrości (teściowa) będziesz miała w zasięgu wzroku, to jej się nie pozbędziesz.
Zresztą, raczej już tak pozostanie, ale ta zazdrość będzie zminimalizowana.
pecunia non olet!
mario ja bym sie wyniosla, a chlopak powinien za tobą isc-jezeli cie kocha.
a wiecie ze ja bym dzis sie wyniosla, gdyby on tez poszedl.
oczywiscie nie do tesciowej, ale np na korzystny wynajem(typu za rachunki, ciocia w Ameryce, podlewanie kwiatków itd)
Nika, no proszę, zastanów się co piszesz...
Jej radzisz, a sama co?
Obawiasz się, że partner nie pójdzie za Tobą, masz wątpliwości, że Cię kocha?
Wiem. W sumie skoro psycholog mi nie powiedział nic więcej, naiwne było moje założenie, że tu usłyszę coś innego
Dziękuję jednak za szczere wypowiedzi wszystkich osób, które wypowiadały się w mojej sprawie i pozdrawiam ![]()
Nie wiem jaką ja będę matką i teściową, ale uważam, że każda matka chce dla swojego dziecka jak najlepiej.
Czasami nie rozumiem niektórych z Was (teściowych). Ja uważam, że to jest normalne, że jeśli dziecko ma jakieś kłopoty, to rodzice/teściowie chcą pomóc. Jednak jak widac, niektórym mieszkanie razem nie wychodzi na dobre i inne rozwiązania są lepsze.
Ja, będąc kiedyś osobą podstarzałą chciałabym, aby moje dzieci może niekoniecznie mieszkały ze mną, ale blisko mnie. Tak, żebym miała z nimi kontakt. Wiem też, że jeśli będzie mnie na to stac, to chciałabym coś dac swoim dzieciom. Czy to pieniądze, czy w innej postaci.
nika29 napisał/a:pecunia non olet!
mario ja bym sie wyniosla, a chlopak powinien za tobą isc-jezeli cie kocha.
a wiecie ze ja bym dzis sie wyniosla, gdyby on tez poszedl.
oczywiscie nie do tesciowej, ale np na korzystny wynajem(typu za rachunki, ciocia w Ameryce, podlewanie kwiatków itd)Nawet dziś, tylko ZA CO?
no wlasnie
... jeżeli nikt nie ma mi nic sensownego do powiedzenia, to sugeruję zarzucenie wątku, zwyczajnie przez brak sensu tych postów.
Popieram - skoro nie ma odpowiedzi ZADOWALAJĄCYCH autorkę w jej egocentryzmie a tylko odpowiedzi obiektywne - po cóż to kontynuować?
Maria, a czy mogę Cię prosić o rzeczową odpowiedz na moje pytania z poprzedniej strony?
904 2012-10-20 14:50:14 Ostatnio edytowany przez maria-89 (2012-10-20 14:55:04)
Maria, dziewczyny tu mądrze prawią. Marena wyjaśniła Ci naprawdę wszystko. Uważam, że niepotrzebnie ustawiasz się w roli ofiary, bo cała obecna sytuacja jest tylko i wyłącznie wynikiem Twojej decyzji: pomimo że nie miałaś na to warunków, pomimo bardzo krótkiej znajomości, pomimo oporu obu rodzin, pomimo wszystkich logicznych argumentów przeciw, Ty uparłaś się że już teraz natychmiast i paląc za sobą mosty, porzucając studia musisz bawić się w dom ze swoim chłopakiem. No i teraz tylko ponosisz konsekwencje swojej decyzji. To nie jest kara, a jedynie prosta konsekwencja. Z Twojego opisu można wywnioskować, że to Twój chłopak podjął decyzje o Waszym mieszkaniu w domu jego matki, nawet tego z nią nie konsultując. Czy przed tą przeprowadzka zadaliście sobie trud, aby z jego mama usiąść i porozmawiać - zapytać ją o zdanie, ustalić warunki mieszkania w jej domu, podziału kosztów utrzymania, obowiązków? Czy daliście jej możliwość aby się na ten układ nie zgodziła?
Przepraszam, nie zauważyłam tego. Matka mojego chłopaka była bardzo oburzona na wieść o tym, jak potraktowali mnie (oraz jego) moi rodzice. To był opór obu rodzin, tylko mojej, która dosłownie zamknęła mnie w domu, żebym się z nim nie zobaczyła (a przyjechał pół Polski mimo ciężkiej sytuacji finansowej, żeby się ze mną zobaczyć). On z nią pogadał, powiedziała, że godzi się na to. Po ciężkim incydencie w Święta i po jego namowach również powiedziała, że mogę tu zostać. Jeżeli tylko mam pieniądze to jej daję, ale prania powiesić sobie już nie mogę. Na prawdę zawsze unikałam tego, żeby zrobić komuś krzywdę, ale jeżeli bym tu nie przyjechała, to zostałabym bezdomna -to nie jest przenośnia, nie miałam gdzie spać, bo rodzice powiedzieli mi, że jeżeli nie zostawię go i nie zerwę z nim wszelkich kontaktów nie mam po co wracać do domu.
Jeżeli tylko mam pieniądze to jej daję, robi dzikie rachunki telefoniczne i teraz przyszła moja wypłata, za co jej zapłacę. Co nie zmienia faktu, że właśnie dostałam zakaz gotowania, bo "śmierdzi", prania też nie mogę zrobić kiedy chce. Łatwo ocenić, jak się nie jest w czyjejś skórze, prawda?
Jeżeli tylko mam pieniądze to jej daję, robi dzikie rachunki telefoniczne i teraz przyszła moja wypłata, za co jej zapłacę. Co nie zmienia faktu, że właśnie dostałam zakaz gotowania, bo "śmierdzi", prania też nie mogę zrobić kiedy chce. Łatwo ocenić, jak się nie jest w czyjejś skórze, prawda?
No a Twój chłopak? Co on je i kto jemu pierze? Co on na to?
No i o ile dobrze zrozumiałam i o co pytała Nocnalampka, zaprosiła żebyś z nimi zamieszkała ale nie ustaliliście na jakich zasadach, co wolno czego nie - prawda?
Się wtrącę, ku radości niektórych ![]()
Jedna, istotna sprawa Wam umyka. Może i to jest dom "teściowej", ale to chłopak cały ten dom utrzymuje, bo z tego co zrozumiałam to ona ze swojej renty długo by tam nie pomieszkała. Co za tym wszystkim idzie to ten dom jest bardziej jego niż matki, to dzięki niemu on nadal tam jest, a matka nie przymiera głodem i może sobie nabijać wielkie rachunki telefoniczne. W związku z tym chłopak miał pełne prawo zamieszkać tam ze swoją dziewczyną, która również pracuje i również dokłada się do utrzymania teściowej, która to sama zgodziła się na to zamieszkanie. W związku z tym piętnowanie dziewczyny, że ona czegoś śmie wymagać od teściowej, bo przecież teściowa u siebie jest trochę nie na miejscu. Zwłaszcza, że nie wymaga by teściowa stała się jej służbą, a jedynie zwykłego, ludzkiego szacunku. Nikt też z domu teściowej nie wyrzuca, a cały, obecny jej wkład w dom to fakt, że ona tam sobie bytuje.
Wydaje mi się, że najprostszym rozwiązaniem jest wyprowadzenie się i dokładanie się do renty teściowej na odległość. Być może będzie to mniej pieniędzy i być może będzie musiała ograniczyć swój hulaszczy tryb życia, ale to już raczej nie Wasze zmartwienie. Możecie też pomyśleć o wyjeździe za granicę, tam we dwoje zarobicie znacznie więcej i po wspomożeniu teściowej zostanie Wam dużo więcej.
Teo, a nie widzisz pewnej niekonsekwencji w informacjach od Marii? Z pensji chlopaka utrzymywany jest caly dom, matka, dziewczyna, drobne zakupy do domu. Pensja dziewczyny idzie na pokrycie np. gigantycznych rachunkow telefonicznych albo inne porzeby domu. Wiec na dobra sprawe to utrzymuja caly dom i dodatkowo jedna dorosla osobe z niezbyt tanimi fanaberiami. Ale juz na wynajecie kawalerki nawet ich nie stac. I to nie w Warszawie, ale w Sanoku! Cos mi zatem nie pasuje w tych zeznaniach.
Nie stać, bo poza kasą, któą wkładamy na ten dom nie moglibyśmy wyłożyć kasy na własną kawalkę. Życie oddzielnie w kawalerce tutaj to jest ok. 1000zł -rachunki, czynsz i coś do jedzenia dla dwóch osób. Dla kogoś, kto nie dostaje żadnej zapomogi jak większość normalnych młodych ludzi, kawalerka to nie jest takie 'hop siup". Więc ja tu żadnej niekonsekwencji nie widzę, tylko zwykły realizm.
A czemu, mieszkajac osobno mielibyscie wkladac kase w ten dom? Wyprowadzacie sie, wspieracie mame kwotami duzo mniejszymi niz dotychczas, no ale i zuzycie i inne wydatki sa duzo mniejsze za jedna osobe niz za trzy. No i tyle. Dlatego widze niekonsekwencje i to solidna. Szczegolnie, ze teraz to wypominasz, ze teraz to swoja pensje wkladasz do wspolnego garnka, wczesniej jakos nie przeszkadzalo Ci, że do tego wspolnego garnka nic nie wkladalas...
No i na moje pytanie tez w koncu nie odpowiedzialas - czy usiedliscie PRZED Twoim wprowadzeniem się, aby ustalic zasady wspolnego mieszkania? Tak zeby kazdy z domownikow mogl sie wypowiedziec, sprecyzowac swoje oczekiwania. Bo jak rozumem do takiej rozmowy nie doszlo?
No i dla mnie troche mieszasz sie w zeznaniach. W innym watku pisalas, ze dla tej wielkiej milosci porzucilas dom rodzinny w ktorym niczego Ci nie brakowało, studia (tuz przed licencjatem!), a tu piszesz o bezdomnosci.
Słuchaj, żyjesz sobie jakby nigdy nic. Poznajesz kogoś, zakochujesz się i Twoi rodzice mówią, że albo natycvhmiast zerwiesz kontakt, albo cześć. Masz wolny wybór. Ja wybrałam, skazując się na bezdomność. Nigdzie nie pisałam, że nie przeszkadzało mi to, że nie mogłam się tu dorzuć. Przeszkadzało mi to jak jasna cholera, jednak gdy się dorzucam, chciałabym być traktowana jak człowiek. Rozmowę o której piszesz przeprowadził mój chłopak (bo ja nie miałam jak, byłam daleko i miałam niezły kłopot z własną rodziną), matka się na wszystko zgodziła. Ona wiedziała, że nie będę miała najpierw co dać, że zrobię co w mojej mocy aby znaleźć pracę i wspomóc naszą sytuację, mówiła, że ok. Tylko że jak przyjechałam zaczęła mnie traktować tak niefajnie, że nawet mojego chłopaka zatkało.
A niby temu, że zwykła ludzka empatia nie pozwala nawet mi (chociaż nienawidzę jej serdecznie i nie życzę jej wszystkiego najlepszego) na zostawienie jej bez grosza przy duszy. Nie umiałabym sobie spojrzeć w twarz po czymś takim. Co nie zmienia faktu, że chcę być traktowana jak człowiek. Nie chcę, żeby mnie kochała, ale żeby zaczęła mnie szanować. Traktuje mnie, jakbym była dziwką, gdy po niemałej części jest ode mnie zależna.
Z resztą przypomnę Ci, że nie o tym zaczęłam tu pisać, więc w ogóle nie wiem, po kiego grzyba na mnie siedzisz. Zanim ocenisz, zastanów się, czy wiesz wszystko i czy w ogóle jest sens poruszać ten temat, gdy ja tego nie robiłam..