Mojej tesciowej mówiłam "mamo"ale teraz wole mówic bezosobowo, chyba że mi się wymknie z przyzwyczajenia Od kilku miesięcy sama jestem teściową.Po slubie, zaproponowałam synowej zeby mi mówiła po imieniu .Mowi mi na "pani". Nie prostuję , nie nalegam. Tak sobie pomyślałam czemu ja swojej nie mogę mówic po imieniu?
Joga, jest takie powiedzenie, ze kapelusz madrosci nie doda. Od siebie dodaje, ze siwy wlos rowniez
Tez mialam w rodzinie kogos, kto uwazal, ze skoro jest starsza osoba, to zawsze ma racje i swoim "chce" moze krzywdzic innych. Na szczescie juz od lat nie mam z ta osoba kontaktu i miec nie zamierzam, bo szkoda nerwow. I to chyba jedyna recepta na niektore typy.
Joga no raczej nasze teściówki to nie siostry, bo mojej teściowej siostra ma "idealną" synową,która mieszka z nimi i jest idealnie. dzieci nie hałasują, zawsze są czyste i grzeczne,nie płaczą,synowa też elegancka i mądra itp itd:)
no to se poczekam co czas pokaże, córa moja ma 3 miesiące i babcia miała ją na rękach raz,no ale jak wszędzie są równi i równiejsi....
No moja szwagierka też "idealna" nikt jej złego słowa nie powie chociaż żyje tylko po to żeby dbać o siebie a męża dziecko ma głęboko w tyle...., taka dobra synowa aż tu nagle....do teściowej donieśli "życzliwi" że romansuje na boku
miałam złośliwą satysfakcję nie powiem ....nie wiem jak się skończyło ale chyba coś ściemniła bo nadal jest cudowna:P
ja niestety jestem jedyną synową, P ma tylko siostrę, pannę z dzieckiem,którą teściowa też gnoi na zmianę z uwielbieniem.
teściowa wychodzi z założenia że skoro ojciec ją tak traktował i wyszła na ludzi to ona też może.
a ja dzisiaj miałam dziką satysfakcję bo babcia straciła cierpliwość do dziecka(córa szwagierki) i zaczęła na nią krzyczeć i kląć(Sara ku.. no co zrobiłaś,ja pierd...) . a ja jak podniosę głos na moją (nie przeklinam na moje dzieci) córę to od razu od gestapo jestem wyzywana.
i hahah normalnie miałam fizyczną przyjemność patrzeć jak ta babcia klnie na to dziecko, oczywiście nic nie powiedziałam a cisnęło mi się na usta "ach jak babcia z miłością do wnusi mówi"
Joga, jest takie powiedzenie, ze kapelusz madrosci nie doda.
Moda i poglądy się zmieniają. Słyszałam obecnie coś o noszeniu beretów moherowych.;)
Od siebie dodaje, ze siwy wlos rowniez
Skoro mądrości nie doda, to chociaż trzeba urodę poprawić. ![]()
Dlatego młodzież farbuje włosy, ujrzawszy 'pierwszy siwy włos na swojej skroni'.
Niestety, zauważyłam bardzo wczesną siwiznę, zarówno u kobiet jak i u mężczyzn.
hahah normalnie miałam fizyczną przyjemność patrzeć jak ta babcia klnie na to dziecko, oczywiście nic nie powiedziałam a cisnęło mi się na usta "ach jak babcia z miłością do wnusi mówi"
Nie żal ci było dziecka???
Doprawdy, dziwną przyjemność odczuwasz...i żeby jeszcze nic nie zareagować!
Tego właśnie nie rozumiem, tego obgadywania poza oczy. Ehh...
Żyworódko nie żal mi było dziecka, bo dziecko ma już 2 latka i przechodzi typowy bunt, gdzie babcia najpierw zabrała zabawkę i sklęła a za chwilę "masz dziecinko,tylko nie płacz" i dziecinka wie co zrobić żeby uzyskać efekt,a ja daleka jestem do wtrącania się w sprawy wychowawcze to jest raz,a dwa gdzież bym śmiała w domu teściowej zwrócić jej uwagę, toż to byłaby woda na młyn dla niej,pomijam fakt iż nie odzywam się do niej ze względu na wcześniejsze sytuacje.
a żebyś Ty wiedziała jaką fantazję ma moja teściowa obgadując mnie i P do teścia:)ułańską wręcz, ja przedstawiam fakty,a to że miałam satysfakcję i napisałam o tym na forum, wybacz.
Ja bardzo lubię moją teściową, uważam że lepszej po prostu mieć się nie da. Owszem, jesteśmy zupełnie inne i czasami mamy inne poglądy dotyczące życia, wychowywania itp.
Do mojej teściowej zwracam się ?mamo? i bardzo ją szanuje, ponieważ ona szanuje mnie i okazuje mi troskę. Oczywiście, nie mamy przysłowiowej sielanki, nie we wszystkim się zgadzamy, ale nie wchodzimy z butami w swoje życie.
Moja teściowa, to kobieta która zajmowała się dziećmi, sprzątała, gotowała i robiła dosłownie wszystko, podczas kiedy mój teść chodził do pracy i oglądał telewizję ? taki był model rodzinny w domu mojego męża.
U mnie natomiast jest zupełnie inaczej, robimy wszystko wspólnie, opieka nad dzieckiem, sprzątanie, gotowanie, pranie itp. Wszystko jest podzielone na pół, taki ?teamwork? ?
Wydaje mi się, że przepaść pomiędzy teściami a synowymi/zięciami wynika z ich inności i braku akceptacji tego, że chcą wieść inne życie niż teście, a inność nie zawsze spotyka się z szacunkiem i zrozumieniem.
gdzież bym śmiała w domu teściowej zwrócić jej uwagę, toż to byłaby woda na młyn dla niej,pomijam fakt iż nie odzywam się do niej ze względu na wcześniejsze sytuacje.
a żebyś Ty wiedziała jaką fantazję ma moja teściowa obgadując mnie i P do teścia:)ułańską wręcz, ja przedstawiam fakty,a to że miałam satysfakcję i napisałam o tym na forum, wybacz.
A Tu to bardzo się dziwie takiej postawie. Wiecie, mówimy źle o teściowych i synowych, ale Ty nie odzywając się w tej sprawie dajesz teściowej jasno do zrozumienia że jest OK, bo przecież ona Ci w myślach nie przeczyta i ma w nosie to co myślisz.
Ja zawsze się odzywam czy to w domu teściowej czy nie, jeśli się z nią nie zgadzam itp., robie to taktownie i kulturalnie, problemów z nią też nie mam.
Wiesz, ja również uważam, że nie powinno się wtrącać w życie innych, ale skoro teściowa tak przeklina do 2 letniego dziecka to chyba coś jest nie tak? Zgadza się?
pisalam na forum przeprowadzek, ze moja jedzie w gosci do Danii z córką, ktoś musi sie domem zająć na tydzien, moze byloby i milo, ale to nie jest mój dom i nie bede tam sie goscic u nich, juz odmowilam, bylo mu przykro-nie wiem co odpowiedzial swoim rodzicom, mam swoje powody aby u nich nie nocowac, po prostu nie chce zeby narobili sobie nadzieji ze ja tam pójdę mieszkac czy teraz czy za 10 lat, a moglaby byc taka sytuacja, ale niech sie przyzwyczajaja
silent uwierz mi gdybym miała choć cień szansy że coś wskóram to bym się odezwała,ale teściowa moja "wszystko wie najlepiej, nawet jak nie ma racji to się upiera przy swoim,moje zdanie nie jest w ogóle brane pod uwagę bo co ja tam wiem,ojciec ją przeklinał i wyszła na ludzi, jest w swoim domu i może sobie robić co chce" w domyśle ja nie jestem i nie mogę:)
to obrazuje jaką mam teściową i jeszcze jedno nie chcę się odezwać, boję się, i pewnie nie potrafię z szacunkiem i taktem,bo ona mnie nie traktuje jako równego sobie w rozmowie, tylko jak gówniarza który prawa głosu nie ma. i boję się co ciekawego jeszcze mogę od niej usłyszeć.a mi jest bardzo cięzko trzymać nerwy na wodzy w konfrontacji z nią....
silent uwierz mi gdybym miała choć cień szansy że coś wskóram to bym się odezwała,ale teściowa moja "wszystko wie najlepiej, nawet jak nie ma racji to się upiera przy swoim,moje zdanie nie jest w ogóle brane pod uwagę bo co ja tam wiem,ojciec ją przeklinał i wyszła na ludzi, jest w swoim domu i może sobie robić co chce" w domyśle ja nie jestem i nie mogę:)
to obrazuje jaką mam teściową i jeszcze jedno nie chcę się odezwać, boję się, i pewnie nie potrafię z szacunkiem i taktem,bo ona mnie nie traktuje jako równego sobie w rozmowie, tylko jak gówniarza który prawa głosu nie ma. i boję się co ciekawego jeszcze mogę od niej usłyszeć.a mi jest bardzo cięzko trzymać nerwy na wodzy w konfrontacji z nią....
Naprawdę, rozumiem Cie, uwierz mi, ale nie możesz dawać sobą pomiatać i już. Znajdź w sobie odwagę by się postawić i odezwać, bo co ona może? Obrazi się? Czy nawymyśla więcej niż do tej pory? Jesteś dorosłą i silną kobietą, wierzę w to, i nikt, nawet teściowa nie ma prawa być taka w stosunku do Ciebie. Jeśli nie traktuje Cię na równi, ty również jej tak nie traktuj, szacunek musi być odzwzajemniony najpierw. Walcz i miej w tyłku co Ci powie, to tylko słowa.
791 2012-09-28 11:12:05 Ostatnio edytowany przez Joga (2012-09-28 11:21:54)
Co do zwracania uwagi teściowej, kiedyś na początku małżeństwa myślałam, że szczerość popłaca oczywiście "taktowna". Była taka sytuacja, w której brat męża zachował się w stosunku do niego delikatnie mówiąc "nieodpowiedzialnie", mąż miał z tego powodu problemy, nie spał po nocach ale wychowany w poczuciu, że bratu trzeba wybaczać bo to brat (oczywiście zasada działa w jedną stronę) nie powiedział na ten temat ani słowa, sam próbował rozwiązać problem nie do rozwiązania właściwie.
O sytuacji wiedzieli doskonale teściowie i nie zainterweniowali - zachowywali się jakby kompletnie nic się nie stało.
Było mi przykro, bo mój mąż bardzo to przeżywał i postanowiłam porozmawiać z teściową, starałam się delikatnie, powiedziałam że nie mam do niej pretensji, że proszę żeby porozmawiała z synem bo mój M. ma teraz ogromny problem,bardzo sytuację przeżywa a najwyraźniej braciszek ma wszystko głęboko "w tyle", że nie powinien się tak zachowywać bo zachowuje się nieodpowiedzialnie itd. I co?! Usłyszałam, że to nie moja sprawa bo to temat rodzinny a ja nie powinnam się wtrącać "to sprawa między braćmi"........już wtedy dotarło do mnie, że braci nie traktuje równo a ja nigdy do rodziny należała nie będę. Czasem szczerość i uprzejmość nie popłaca.
JOGA, ja też w obronie męża zawsze stanę, tylko dlaczego Ty do teściowej poszłaś? Przecież winowajcą był Twój szwagier, wiesz, rodzice nie powinni się wtrącać w kłótnie rodzeństwa, bo potem się mówi, że jeden jest kochany bardziej niż drugi. Takie sytuacje powinny być załatwiane pomiędzy braćmi lub poprzez wstawiennictwo małżonki w konfrontacji z ów bratem. Nie widzę sensu mieszania w to rodziców, chyba że udział w tym brali teściowie.
Natomiast jeśli teściowa mówi Ci otwarcie ?ty nie jesteś naszą rodziną? to powiedz jej że w tej sytuacji ona też dla Ciebie nią nie jest i koniec.
Witam. ![]()
Hacuś, dobrze radzi silent_gnostic (też synowa).
Nie chowaj głowy w piasek.
Usprawiedliwiasz się tym, że 'chciałabyś, a boisz się'. No właśnie czego?
To, co pomyślałaś "ach jak babcia z miłością do wnusi mówi"(a, nie powiedziałaś) byłoby jak najbardziej na miejscu.
Nie obrażające teściowej, a jakże dosadne w swej wymowie.
A jeśli teściowa, tak będzie zwracać się kiedyś do Twojego dziecka, to też nie zareagujesz? Ze strachu i tylko dlatego, że dziecko chciało coś wymusić i to będzie usprawiedliwiać takie jej zachowanie?
Radzę więcej odwagi w słusznej sprawie, bo to nie są jakieś pierdoły...
Joga, moim zdaniem liczy się to, że chciałaś pomóc swojemu mężowi.
Dla teściowej to sygnał, że stoisz za nim murem i nie są Ci obojętne waśnie rodzinne, jeżeli jego dotyczą.
Przynajmniej jest świadoma tego, że między Wami nie namiesza.
Dlatego uważa, że mój mąż to pantoflarz ![]()
Zabawne gdyby słuchał mamusi byłby dobrze wychowanym synkiem,jeśli dobrze żyje z żoną to musi siedzieć pod pantoflem:)
Strasznie ją to boli, jego brat żyje z żoną jak pies z kotem, ostatnio wieści o romansie żonki też nieźle namieszały, biega do mamusi i żali się na żonę i "łapie punty" bo dobre z niego dziecko"
Czasem ludzie nas zaskakują ![]()
Żyworódko - teściowie są razem w sensie wspólnego domu, wspólnych dzieci i aktu zawarcia małżeństwa. Poza tym już niewiele ich łączy.
Każda taka kombinacja brzmiałaby dziwnie, np: "Cześć Karolu, cześć mamo!/Cześć tato, dzień dobry Pani" itd.
W idealnym świecie teściowie mieliby takie same oczekiwania co do formy zwracania się do nich, a w dodatku ta forma odpowiadałaby i nam.
Joga - moja teściowa też próbowała mnie wszystkiego uczyć, a ja mimo młodego wieku miałam już swój schemat prowadzenia domu, od najmłodszych lat miałam obowiązki w domu rodzinnym, wcześnie się usamodzielniłam i bycie "panią domu" nie sprawia mi problemów, wręcz przeciwnie, lubię to. Miałam wrażanie, że mojej teściowej trochę przeszkadzało to, że potrafię wszystko zrobić i że robię to po swojemu, a nie tak jak ona.
Chociaż teraz jest dużo lepiej, niż było na początku. Moja teściowa była bardzo zaborcza i nadopiekuńcza w stosunku do mojego męża, co jeszcze nasiliło się w momencie, gdy poinformowaliśmy wszytskich o tym, że bierzemy ślub. Namawiała mojego męża, żeby odwołał ślub, albo chociaż przełożył na odległy termin. Przed naszym ślubem i zaraz po próbowała nas kontrolować, mówiła, żebyśmy zrobili to, czy tamto, kupili koniecznie taką rzecz, dzisiaj poszli tu i tu, nie było mowy o poszanowaniu naszej prywatności. Jeśli nie robiliśmy tego, co mówiła, to była moja wina, że nastawiam męża przeciwko niej, izoluję go od niej. Dzwoniła do męża po kilka razy dziennie, wypytwała o wszystko, oczekiwała szczegółowej relacji z każdej godziny. Mówiła mężowi, że teraz ma smutne życie, kilka razy trafił się, opisany wyżej argument, że niedługo umrze i wtedy będziemy mogli sobie robić, co będziemy chcieli.
Mąż z nią porozmawiał, za każdym razem zwracał jej uwagę i z czasem, po trochu było coraz lepiej. Teściowa się opamiętała, przyzwyczaiła do nowej sytuacji, przestała traktować mnie jak rywalkę, a zaczęła jak członka rodziny. Ja przestałam na nią patrzeć przez pryzmat wszytskich nieprzyjemności, których doświadczyłam w tamtym czasie. Teraz nasze relacje przypominają te idealne dla mnie, które wcześniej opisałam. Czyli jednak można, tylko trzeba chęci z dwóch stron, mądrego udziału męża/syna i moim zdaniem jeszcze oddzielnego mieszkania.
Mąż z nią porozmawiał, za każdym razem zwracał jej uwagę i z czasem, po trochu było coraz lepiej. Teściowa się opamiętała, przyzwyczaiła do nowej sytuacji, przestała traktować mnie jak rywalkę, a zaczęła jak członka rodziny. Ja przestałam na nią patrzeć przez pryzmat wszytskich nieprzyjemności, których doświadczyłam w tamtym czasie. Teraz nasze relacje przypominają te idealne dla mnie, które wcześniej opisałam. Czyli jednak można, tylko trzeba chęci z dwóch stron, mądrego udziału męża/syna i moim zdaniem jeszcze oddzielnego mieszkania.
No właśnie trzeba chęci z obu stron, mąż po każdej rozmowie z rodzicami - matką w szczególności - wracał przygnębiony bo miał wrażenie, że ją krzywdzi a na początku nawet myślał, że ona ma jakiś problem o którym nie mówi, bo ciągle tylko siedziała, lała krokodyle łzy i nic nie mówiła - jakby jej mowę odebrało....a ojciec reagował i nadal reaguje awanturą, przyzwyczajony, że jak krzyczy to wszyscy kładą "uszy po sobie" i ustępują albo przynajmniej nie dyskutują. Więc metoda nie zadziałała niestety....Na początku przejmowałam się - może mniej niż mąż ale jednak trochę - teraz mam gdzieś ich emocje i szantażować ani zakrzyczeć na siebie nie pozwolę.
Najdziwniejsze było ich myślenie "oni mogą wszystko a ja nic" zero jakichkolwiek praw, więc to że mam własne zdanie i realizuję to co ustalimy z mężem doprowadziło ich do szewskiej pasji:) Teściowa, ma pecha bo ja podobnie jak Ty lubię zajęcia domowe, lubię zajmować się dziećmi i domem, uwielbiam gotować, generalnie jestem krzyżówką kury domowej i matki polki
w pozytywnym tych określeń znaczeniu.
Mam swoje pasje, zainteresowania ale oczywiste jest że teraz na pierwszym planie są dzieci bo małe i mam mniej czasu dla siebie. Mam też dużą satysfakcję bo dzieciaki, są fantastyczne, samodzielne i już mają własne zdanie
co nie zawsze jest łatwe do ogarnięcia:)
No i żeby było sprawiedliwie, mojej mamie nie pozwalam na więcej niż pozwoliłabym teściowej, zawsze się starałam żeby traktować je "równo", tak samo często odwiedzać, może nawet teściową częściej bo bliżej, tak samo obdarowywać. O ile moja mama,która ma dość trudny charakter pogodziła się z tym i nawet kiedy ma inne zdanie nie próbuje mną ani mężem manipulować czy wtrącać się o tyle teściowa nie potrafiła się przystosować. No i jest jak jest.... Teraz tylko pozostaje się starać, żebym ja była lepszą matką i teściową niż one:) Może Twój pomysł listu do siebie zastosuję jak znajdę chwilkę czasu na skupienie:)
A Tak na marginesie....skąd Ty taka mądra się wzięłaś?! Ja nabawię się kompleksów, że w Twoim wieku nie miałam takiego podejścia do życia ![]()
797 2012-09-28 15:04:57 Ostatnio edytowany przez Merredithhh (2012-09-28 15:25:03)
U mnie zaczęło się poprawiać wtedy, kiedy mi przestało zależeć. Jak byliśmy parą, to było ok, teściowa była troche nadopiekuńcza, ale nie było to jakoś bardzo męczące, bardzo ją lubiłam, chetnie ich odwiedzałam. W momencie kiedy podjęliśmy decyzję o ślubie, mi zależało na dobrych, takich bardziej rodzinnych relacjach, dla teściowej chyba sytuacja zrobiła się za poważna i zaczęła traktować mnie trochę jak wroga. Ja po pewnym czasie trochę się zniechęciłam, pomyślałam, że nic na siłę, skoro tak ma to wyglądać, to niech bedzie. Teściowa chyba trochę to wyczuła, może przestraszyła się rozluźnienia kontaktów, była milsza, nabrała trochę taktu itd.
Największe zasługi ma mój mąż, porozmawiał na spokojnie z matką, wytłumaczył jak to wygląda z naszej strony, później za każdym razem zwracał jej uwagę. Poza tym decyzje dotyczące naszego życia zawsze podejmujemy razem, a dopiero później informujemy o nich naszych rodziców. Zawsze stawał po mojej stronie i przede wszytskim brał pod uwagę to co ja myślę i czuję. Do tego teść też od czasu do czasu stopował teściową, nie było mozliwości, żeby razem narzekali jakie to nieszczęście się stało. Teściowa chyba zauważyła z czasem, że jesteśmy szczęśliwym, zgodnym małżeństwem i że swoim zachowaniem może tylko pogorszyć swoje relacje z synem.
Teraz jest całkiem dobrze, a ja więcej nie oczekuję. Teściowa zaczęła szanować naszą prywatność, pogodziła się z tym, że jej syn jest dorosły, założył rodzinę, ma swoje życie, przestała traktować nas jak 10ciolatków.
Teraz jestem zadowolona z naszych relacji, chociaż trochę się boję, że to może się zmienić, kiedy będziemy mieć dzieci.
A naszych rodziców też traktujemy tak samo, o ważnych rzeczach dowiadują się w tym samym czasie, wiedzą tyle samo o naszym codziennym zyciu, z taką samą częstotliwością ich odwiedzamy itd.
A tak na marginesie wcale nie czuję się mądra
Do mądrości to mi jeszcze dużo dużo brakuje ![]()
P.S. Też lubię gotować, sprzątać, prać, uwielbiam przygotowania do świąt, a kupowanie garnków, talerzy itp sprawia mi taką samą przyjemność jak kupowanie ubrań
Ale lubię też moją pracę, tak sobie czasami marzę, że gdybym wygrała w lotka i nie musiała się martwić o finanse, to pracowałabym na pół etatu, a w wolnym czasie dokształcała się, zajmowała domem i dziećmi ![]()
Właśnie podczytuję na innym forum temat o mieszkaniu z rodzicami/teściami. I jestem bardzo zaskoczona, temat ma kilka dobrych stron i prawie wszyscy są zwolennikami zamieszkania u rodziców, lub teściów.
Argumenty:
- na wynajem szkoda kasy
- "taka prawda, że tylko osoby, które nie mają możliwości zamieszkać u rodziców muszą wynajmować, lub brać kredyty"
- dobrze jest mieszkać razem, bo dziadkowie zajmą się wnukiem
Kiedy ktoś zwrócił uwagę, że może w innej kolejności, najpierw jakieś lokum, praca, a dopiero później dziecko, padły odpowiedzi:
"może według was ten kto nie ma swojego mieszkania to nie powinien mieć rodziny? Dziecka? A może mam brać kredyt i kupować na łeb na szyję by mieć...? A zęby w stół... i 60 na karku jak spłacę."
"Ja też wynajmuje mieszkanie i powiem ci że jest ciężko i gdyby nie pomoc rodziców chyba byśmy już tam nie mieszkali, teście mają duże mieszkanie i spokojnie moglibyśmy z nimi mieszkać ale oni nie chcą nie to nie jakoś damy rade ale ja też teraz bede miała drugie dziecko i co i to znaczy że jak nie mam swojego mieszkania to nie moge mieć dzieci co za głupoty!!!
kto teraz o zdrowych zmysłach bierze kredyt na mieszkanie na 30 lat gdzie w każdej chwili możesz stracić prace i co potem???"
1. Dziewczyna pisze, ze mieszka z mężem i małym dzieckiem u teściów. Rodzice dają jej co miesiąc jakąś sumę, a "teściowia nie dość, że nic nie daje, to jeszcze sponsorów szuka" - chodzi o dokładanie się do rachunków. Jest lepiej, bo w odpowiedzi inna dziewczyna "współczuje jej teściowej dusigrosza", bo "powinna wiedzieć, że jak się młodzi dorabiają, to trzeba im pomóc". Dalej ta "sponsorka teściów": że to jest chore, że teściowie chcą, żeby dokładali się do rachunków. Że "przecież to syn z rodziną mieszka!". I w tym samym poście, że dostali od teściów działkę, jej rodzice sponsorują budowę i dają im pieniądze na życie. Bo u niej okolicy sie przyjęło, że rodzice nie biorą pieniędzy od dzieci, a tu "teściowa rachunkami rzuca". I dalej: "Jest problem bo ja dostaję pieniądze od moich rodziców a muszę oddawać tesciom. Oni tez mogli by łaskawie popatrzec i juz nie drzeć z nas kasy. Takie jest moje podejscie do tego." I jeszcze dalej, że "córce płaci za studia, to synowi za rachunki nie może?". I tu pada kwota miesięcznych dochodów teściów. I jeszcze dalej: " bedziemy u nich góra 2 lata a pieniądze z rachunków wolałabym oszczędzić. I mówimy tu tak o kwotach rzędu 200zł miesięcznie. Wiem ze małe ale skoro inni nie płacą to dlaczego ja mam płacić?"
2. Inna pisze, że płacą teściom 200 zł miesięcznie. Teściowa zwraca uwagę, że trzeba oszczędzać prąd, ale synowa jej powiedziała: "nie mam zamiaru w koncu i tak place wiec o co kaman".
3. Inna wypowiedź: "Ale dodam że znam dwie rodziny: jedna nie płaci za NIC, nawet teściowie im gotują, nawet pranie teściowa robi i jeszcze dostają kaskę na jakieś pierdołki. Druga rodzinka wyprowadziła się do teściów żeby nic nie płacić, bo u rodziców musieli płacić prąd, wodę i opał a przecież budują..."
I jeszcze na koniec perełka: wyjechać za granicę, żeby "podcierać komuś dupę", albo pracować na zmywaku, to brak ambicji. Ona gardzi takimi ludźmi. I napisała to pani, której wypowiedzi zacytowałam w punkcie 1.
Jestem przerażona. Nie poznałam dotąd takich ludzi, sądziłam, że w większości dorosłe dzieci nie chcą mieszkać z rodzicami. Teraz rozumiem dlaczego część teściowych z tego wątku trochę nieufnie podchodzi do narzekających synowych.
Przepraszam, że takie długie, ale nie mogłam się oprzeć, żeby tymi przeczytanymi mądrościami życiowymi się z Wami nie podzielić.
Witam. ![]()
Właśnie podczytuję na innym forum temat o mieszkaniu z rodzicami/teściami. I jestem bardzo zaskoczona, temat ma kilka dobrych stron i prawie wszyscy są zwolennikami zamieszkania u rodziców, lub teściów.
Argumenty:
- na wynajem szkoda kasy
- "taka prawda, że tylko osoby, które nie mają możliwości zamieszkać u rodziców muszą wynajmować, lub brać kredyty"
- dobrze jest mieszkać razem, bo dziadkowie zajmą się wnukiem
Przynajmniej te wypowiedzi są szczere...co prawda, aż do bólu.
A nie tak jak w tym wątku, mydlenie oczu, że zamieszkali razem, bo teściowa płakała...(nie dotyczy wszystkich synowych).
Następnie wyliczanie kosztów wszystkich robót i inwestycji jakie ponieśli /poniosą w przyszłości w modernizacje domu dla swojej wygody, z naciskiem, że to dla wspólnego dobra.
Odnosząc się do tych wypowiedzi synowych, które zamieściła Merredithhh, to też jestem przerażona brakiem odpowiedzialności młodych za swoje życie, pasożytnictwem, wyrachowaniem, żerowaniem na dorobku rodziców/teściów - traktowanie ich jak sponsorów.
Tylko brać, brać i brać!!!
A jak już trzeba 'coś' dać, to krokodyle łzy lecą nad bezwzględnością rodziców/teściów, niezrozumieniem ich 'trudnej sytuacji życiowej'.
A figę, nic bym takim nie dała!
Merredithhh, chętnie poczytałabym to forum.
Pozdrawiam i życzę spokojnej niedzieli.
JOGA, ja też w obronie męża zawsze stanę, tylko dlaczego Ty do teściowej poszłaś? Przecież winowajcą był Twój szwagier, wiesz, rodzice nie powinni się wtrącać w kłótnie rodzeństwa, bo potem się mówi, że jeden jest kochany bardziej niż drugi. Takie sytuacje powinny być załatwiane pomiędzy braćmi lub poprzez wstawiennictwo małżonki w konfrontacji z ów bratem. Nie widzę sensu mieszania w to rodziców, chyba że udział w tym brali teściowie.
Natomiast jeśli teściowa mówi Ci otwarcie ?ty nie jesteś naszą rodziną? to powiedz jej że w tej sytuacji ona też dla Ciebie nią nie jest i koniec.
Ja tak na chwilkę
poszłam do teściowej bo to był jej pomysł, żeby mój mąż pożyczył braciszkowi kasę - bo o kasę chodziło niestety. Pożyczył bo miał odłożoną na budowę domu. Budowa się zaczęła dwa lata minęły a braciszek nie zamierzał oddawać, pracował, zarabiał więcej niż mój mąż, mieszkał u rodziców, nie miał rodziny i ..... nawet nie wpadł na pomysł żeby zapytać czy mój mąż nie potrzebuje. No i jak się zaczęła budowa to namówiłam, męża żeby ustalił z nim jakieś zasady oddawania bo przecież mamy pilną potrzebę a on żadnej pilnej nie miał. Z bólem wielkim, bo rodzice zawsze go uczyli, że upominać się o swoje a szczególnie u brata to wręcz grzech śmiertelny - pogadał i niby coś ustalili. Niby - bo braciszek raz oddał, raz nie - wiesz on ma w D. cały świat takiego egoisty i tupeciarza nie spotkałam.
No a w międzyczasie kupił drogie auto, a u nas skończyła się budowa i trzeba było rozliczyć się z fachowcami. Kredyt w banku się skończył - bo wzięliśmy minimalną kwotę. Oszczędności moje i męża też, no i trzeba było uregulować rachunki a mój mąż wpadł na pomysł, że trzeba pożyczkę wziąć. Wkurzyłam się bo wziąć można ale spłacić później też no i znów namówiłam go na rozmowę z bratem, no i odbyła się w domu u teściów bo tam mieszkał przy rodzicach, którzy wcześniej ochoczo namówili go, żeby pożyczył. Braciszek odpowiedział, że cytuję " teraz nie mam więc Ci nie oddam, zresztą kupiłem samochód" no i .... mamusia i tatuś nic nie powiedzieli a jak dla mnie zachowanie na poziomie dziecka z piaskownicy. Mój mąż oczywiście nic nie powiedział, tylko się przejął bo "brat nie ma" a ja znów "wrednie", że najpierw oddaje się długi a później kupuje auto czy coś innego, chore będzie jeśli my weźmiemy kredyt bo on sobie samochód kupił!
Nie chciałam gadać z nim bo wiedziałam, że się zrobi awantura, więc skoro teściowa aktywnie uczestniczyła na początku to chciałam, żeby zareagowała i wytłumaczyła, że długi się spłaca. Mój mąż po nocach nie spał, problem mieliśmy ogromny. A ten dupek nawet nie zapytał ile, czy może mniejsza kasa nas ratuje, w ogóle zero zainteresowania "nie mam nie oddam". No i jak poprosiłam, teściową o pomoc to wyszło jak zwykle....ja taka do d. jestem:) A efekt był taki, że ona pożyczyła i dała synusiowi żeby oddał bo się tzw "honorem ujęła". Niby nie powinnam oceniać ale uważam że źle zrobiła. Facet prawie 40tka na karku i mamusia dba jak o 5 latka, moje maluchy są bardziej samodzielne i lepiej wychowane. Z nim ciągle tak jest, nigdy nie ucieszyli się teściowie, kiedy coś sobie kupowaliśmy czy robiliśmy, zawsze reakcja była taka sama, "Braciszkowi by się przydało ale chłopak nie ma" no i co ?! kurde! mieliśmy kupować X2? żeby szwagierek też miał?! Zawsze tak było, mąż kupił auto za swoje odłożone to braciszek dostał na auto bo nie może być gorszy....chyba to nie jest dobry sposób na wychowywanie dzieci.
Zawsze tak było, mąż kupił auto za swoje odłożone, to braciszek dostał na auto, bo nie może być gorszy....chyba to nie jest dobry sposób na wychowywanie dzieci.
Może i nie jest, ale to ich sposób. Poza tym, jeśli kupili twojemu szwagrowi samochód, to za swoje pieniądze. A czy macie jakiś dowód, że on te pieniądze od was pożyczył? Wiesz, po śmierci mojego taty, jego rodzony brat pożyczył od mojej mamy (wdowy z dwójką nieletnich dzieci) kilka tysięcy złotych na remont czy coś tam, jednak nie miał zamiaru zwracać jej tych pieniędzy, jednak moja mama miała dowód w postaci przelewu z tytułem 'pożyczka dla .... na remont mieszkania', i po 5 latach oczekiwania zgłosiła sprawę firmie windykacyjnej i zlicytowali jego parę rzeczy i dług oddany. Jeśli nie macie żadnego dowodu to klops. Widzę tu winę twojego męża, powinien stanowczo upomnieć się o dług i umilić życie bratu (sarkazm). Ja uważam, że czasem i w rodzinie trzeba się zabezpieczać po prostu, bo nie każdy ma dobre serducho i intencje.
Żyworódko, to jest forum Kafeteria. Akurat ten temat znalazłam w dziale "ciąża, macierzyństwo i wychowanie dzieci", ale podobnych tam są setki. Wystarczy, że w wyszukiwarce na forum wpiszesz "teściowa" i masz lekturę na wszystkie jesienne wieczory.
Polecam zamiast kawy, skuteczniej podnosi ciśnienie ![]()
803 2012-09-30 21:54:15 Ostatnio edytowany przez rebel (2012-09-30 21:55:45)
- "taka prawda, że tylko osoby, które nie mają możliwości zamieszkać u rodziców muszą wynajmować, lub brać kredyty''
O wybacz moja droga, nie masz tutaj racji (a raczej ktoś kto to napisał). Ja mieszkam u teściów i żeby móc miec swój dom, z mężem będziemy brac kredyt na 30 lat.
Widzę, że jeździcie tu po synowych jak po łysej kobyle.
Bez przesady. Każdy medal ma 2 strony. Tak jak są niemiłe teściowe, to i wredne małpy synowe też.
Ale nie wszyscy tacy są.
To, co podajecie to dla mnie jakieś skrajności.
Teściowie mają duży dom, byli wręcz przekonani, uznali za pewnik, że 'mąż' zostaje w domu.
Dla nich to była oczywistosc.
Ile to ja się nasłuchałam od teściowej, że po co ona to czy tamto robi, remontuje, komu, skoro my nie chcemy tu mieszkac.
Na początku, to wręcz była oburzona. No jak my śmiemy postawic coś swojego.
I to jeszcze za kredyt?!!
Tylko, że ja jestem w gościach u teściowej. Ona tu rządzi. Ona jest panią domu.
Szanuje moją prywatnośc, ja jej i dlatego chcę miec z mężem coś swojego, swój własny dom.
Życ normalnie i dac życ teściom.
Na nikogo nie liczę, nie chcę żadnych pieniędzy od nikogo, bo wiem, że ten dług spłacałabym do końca życia.
To jak w tej reklamie banku 'pożyczasz pieniądze, i tylko pieniądze oddajesz.''
To są fragmenty wypowiedzi z innego forum, zacytowałam je jako ciekawostkę, absolutnie tak nie myślę! Gdybym trafiła na podobnie "mądre" wypowiedzi teściowych, też bym je zacytowała.
Nie jeżdżę po synowych, sama jestem synową. Zresztą nie chodzi o to czy ktoś jest synową, czy teściową, tylko o to co ma w głowie.
Wiem, że ktoś, kto to napisał nie ma racji, sama nie zgadzam się z żadną z wypowiedzi, które zacytowałam.
Też przymierzamy się do kredytu hipotecznego, tylko na mieszkanie. Teraz wynajmujemy. Też miałam mozliwość zamieszkania z rodzicami w dużym domu, a teściowa jak spotykała kogoś z naszych znajomych, to namawiała ich, żeby nas przekonali, żebyśmy z nią zamieszkali. I tak samo jak Ty wolę spłacać kredyt do emerytury, ale miec swoje te kilkadziesiąt metrów kwadratowych, święty spokój, swobodę i prywatność.
Zresztą o tym pisałam wcześniej.
Nie musisz mnie przekonywać, bo mam bardzo podobne podejście do Twojego.
Pozdrawiam ![]()
Na nikogo nie liczę, nie chcę żadnych pieniędzy od nikogo, bo wiem, że ten dług spłacałabym do końca życia.
To jak w tej reklamie banku 'pożyczasz pieniądze, i tylko pieniądze oddajesz.''
Bardzo trafne porównanie ![]()
Ja mieszkam z teściami już od 1,5 roku. O waśniach i kłopotach z tego wynikających pisałam już wcześniej. Niedawno postanowiliśmy, że od stycznia rozpoczynamy starania o własny domek. Bez kredytu, z oszczedności, powoli. Myślę, że 5-6 lat nam to zajmie. Tym bardziej, że do tej pory już zdążyłam się oswoić z myślą, że mam teściową piętro wyżej.
Żeby nie było, że robimy coś w tajemnicy i nie wiadomo co (teściowa ma wyobraźnię niczym scenarzyści najbardziej wyrafinowanych filmów kryminalnych) podzieliliśmy się planami budowy z teściami. Reakcja była do przewidzenia :"a po co?", "a przecież jest dom", "a przecież szkoda pieniędzy","a macie naszą prace w d*", "my zawsze wszystko dla ciebie dziecko robiliśmy", łzy, krzyki i rwanie włosów z głowy. itp Najbardziej jednak rozwalił mnie argument teściowej: "wymyśliliście, starych drzew się nie przesadza". Mnie zatkało, maż pyta się jak to starych, my młodzi jesteśmy, a ona na to, "dla nas w waszym domu nie będzie miejsca?"
I zaczęła się dyskusja, że dom budujemy dla siebie, a nie po to żeby się z nami przenieśli. Dla mnie ta rozmowa była traumą, nie wiem ile czasu zajmie mi otrząśnięcie się z niej
Dobrze, że nauczyłam się już ignorować widzi mi się mamusi. kiedyś płakałabym w poduszkę, teraz mi się nie chcę, mam inne rzeczy do roboty ![]()
Czyli chyba nam wszystkim chodzi o to samo.
Bubuś mnie moi teściowie niczym nie zaskoczą.
Opowiem Wam coś. Chcieliśmy najpierw sam ślub. Rodzice mówią, zrobimy Wam wesele.
Okej. Miało byc pół na pół (tesciowie - rodzice).
Przy czym moja teściowa pyta się DZIEŃ przed ślubem, czy my sami sobie płacimy za oprawę foto i orkiestrę.
No halo! Ja wszystko rozumiem, ale przecież od razu było ustalone, że my mamy znikomy wkład w wesele, a tu taki numer.
Tym bardziej, że dzień przed nie wyczarujesz takiej kasy (parę dni wczesniej opłaciliśmy podróż poślubną).
Także ja wiem, że moi teściowie szczodrzy nie są, żeby nie powiedziec chytrzy (nie chodzi tylko o jedną sytuację).
A może to i nawet lepiej, bo sami sobie kiedyś będziemy wszystko zawdzięczac.
Czyli chyba nam wszystkim chodzi o to samo.
Bubuś mnie moi teściowie niczym nie zaskoczą.
Opowiem Wam coś. Chcieliśmy najpierw sam ślub. Rodzice mówią, zrobimy Wam wesele.
Okej. Miało byc pół na pół (tesciowie - rodzice).
Przy czym moja teściowa pyta się DZIEŃ przed ślubem, czy my sami sobie płacimy za oprawę foto i orkiestrę.No halo! Ja wszystko rozumiem, ale przecież od razu było ustalone, że my mamy znikomy wkład w wesele, a tu taki numer.
Tym bardziej, że dzień przed nie wyczarujesz takiej kasy (parę dni wczesniej opłaciliśmy podróż poślubną).
Także ja wiem, że moi teściowie szczodrzy nie są, żeby nie powiedziec chytrzy (nie chodzi tylko o jedną sytuację).
A może to i nawet lepiej, bo sami sobie kiedyś będziemy wszystko zawdzięczac.
Chyba sobie zaszkodziłaś tym postem, edytuj póki możesz:D
My nie chcemy nic od nich (podobnie jak Joga) i to jest nam wytykane.
Ale co tam, niech gadają, jak mają narzekać na pogodę, to niech narzekają na synową, jak im tylko ulży ![]()
Najbardziej jednak rozwalił mnie argument teściowej: "wymyśliliście, starych drzew się nie przesadza". Mnie zatkało, maż pyta się jak to starych, my młodzi jesteśmy, a ona na to, "dla nas w waszym domu nie będzie miejsca?"
Bubuś - masakra!
Ja bym chyba eksplodowała po takim tekście ... I dalej powracamy to niewyjaśnionego zagadnienia. Teściom z młodymi źle, bo się panoszą, bo chcą po swojemu. Młodzi się chcą wyprowadzić - źle! Bo rodzice chcą z nimi ...
Szkoda tylko Bubuś, że decyzja dopiero teraz bo gdybyście zdecydowali wcześniej, to pewnie mielibyście już budowę zaczętą ...
809 2012-10-01 17:55:11 Ostatnio edytowany przez Bubuś (2012-10-01 17:55:53)
Szkoda tylko Bubuś, że decyzja dopiero teraz bo gdybyście zdecydowali wcześniej, to pewnie mielibyście już budowę zaczętą ...
Lepiej poźno niż wcale
Myślę,że i tak by to wiele nie zmienilo, bo nie wyobrażam sobie mieszkania do momentu wybudowania domu z teściowa dalej na jednym pietrze. Remont, który robiliśmy tak czy tak był konieczny. Jedynie co, to ograniczymy dofinansowanie kolejnych remontów, co nadwyraz nie podoba się starszyźnie ![]()
Bubuś czemu zaszkodzę? Napisałam jak jest. Kwestia między naszymi rodzicami, a nami.
Bubuś czemu zaszkodzę? Napisałam jak jest. Kwestia między naszymi rodzicami, a nami.
Bo znajdzie się dobra dusza, która oskarży Cię o interesowność i roszczeniowosć w stosunku to mamy partnera
Ale to tak z przymrużeniem oka ![]()
rebel napisał/a:Bubuś czemu zaszkodzę? Napisałam jak jest. Kwestia między naszymi rodzicami, a nami.
Bo znajdzie się dobra dusza, która oskarży Cię o interesowność i roszczeniowosć w stosunku to mamy partnera
Ale to tak z przymrużeniem oka
Trudno. Jak się z kimś na coś umawiasz, a nagle okazuje się inaczej, to jest dziwnie, prawda?
Bubus, gratuluje decyzji
Choc skoro tesciow podejscie jest takie jak piszesz, to te kilka lat wspolnego jeszcze mieszkania moze byc naprawde trudne. Dlatego zycze wytrwalosci, albo wygranej w totka, zeby Wam szybciej z budowa poszlo ![]()
Rebel, no ja bym chyba w takiej sytuacji zrezygnowala z czegos innego na rzecz oplacenia np orkiestry, a sesje bym sobie darowala. Skoro to dla nich taki problem, choc wczesniej sie dekralowali, to chyba wolalabym uniknac gadania. Choc wkurzajace to jest, ze czesto to wlasnie rodzice ktorejs ze stron chca wesele i oczywiscie twierdza, ze wszystko oplaca sami, a potem w zderzeniu z realnymi kwotami juz nie sa tacy chetni do otwierania sakiewki. Dlatego, my nie chcielismy zadnych imprez - glownie dlatego, ze nie chcielismy i juz. Kasa byla sprawa drugorzedna. I nie przyjelismy propozycji od rodziny mojego meza, ze oni nam chetnie zasponsoruja, tez po to, aby nie bylo potem gadania. I tak bylo gadanie, ze nie chcielismy, no ale przynajmniej tak to "nic na nas nie maja" ![]()
Nocnalampka tylko, że my nie moglismy opłacic orkiestry, wiedząc o tym dzień przed ślubem. Wszystkie pieniądze poszły wcześniej na inne rzeczy typu garnitur, obrączki i podróż poślubna, którą opłacaliśmy 3 dni przed ślubem.
Więc mówienie o takich pieniądzach dzień przed ślubem, to nie w porządku, skoro na wstępie miało byc inaczej.
Rebel, ale ja sie w zupelnosci zgadzam, ze to bylo bardzo nie w porzadku! Jak sie na cos umawiam, to nie zostawiam czowieka tuz przed z reka w nocniku. I to wlasnie powiedzialam wczesniej, wiec do czego mnie przekonujesz?
No tyle, ze ja jestem taki typ, ze jak mam najmniejsze obawy, ze ktos moze mi wypomniec pomoc, czy nawet prezent, to takich podarkow wole nie przyjac i miec swiety spokoj. No ale to ja i nie oceniam negatywnie, jesli ktos ma inne podejscie.
Żeby nie było, że robimy coś w tajemnicy i nie wiadomo co (teściowa ma wyobraźnię niczym scenarzyści najbardziej wyrafinowanych filmów kryminalnych) podzieliliśmy się planami budowy z teściami. Reakcja była do przewidzenia :"a po co?", "a przecież jest dom", "a przecież szkoda pieniędzy","a macie naszą prace w d*", "my zawsze wszystko dla ciebie dziecko robiliśmy", łzy, krzyki i rwanie włosów z głowy. itp Najbardziej jednak rozwalił mnie argument teściowej: "wymyśliliście, starych drzew się nie przesadza". Mnie zatkało, maż pyta się jak to starych, my młodzi jesteśmy, a ona na to, "dla nas w waszym domu nie będzie miejsca?"
Trzeba było odpowiedzieć: "A co po co? Przecież jest dom (wasz - dla was)" ![]()
Gratuluję i również życzę wygranej w totka ![]()
Witam. ![]()
Żyworódko, to jest forum Kafeteria. Akurat ten temat znalazłam w dziale "ciąża, macierzyństwo i wychowanie dzieci", ale podobnych tam są setki. Wystarczy, że w wyszukiwarce na forum wpiszesz "teściowa" i masz lekturę na wszystkie jesienne wieczory.
Polecam zamiast kawy, skuteczniej podnosi ciśnienie
Dziękuję. Chętnie poczytałam...przy kawie. Chyba już się uodporniłam w tym temacie, bo teksty mnie nie dołowały, a wręcz rozweselały. ![]()
Ja dodam jeszcze jedną wypowiedź synowej do Twojego zbioru: ?Teściowe to najchętniej zrobiłyby sobie z synowych swoje służące, oczywiście nie wszystkie, są też fajne teściowe.?
A dodatkowo również taką, która powinna być przesłaniem dla wszystkich synowych:
?Jestem jedną z Was, a raczej byłam.
Od niedawna mieszkamy na swoim i muszę przyznać, że poznałam nowy, nieznany mi wymiar szczęścia! Mieszkałam u teściowej, jest wspaniałą kobietą, ale odkąd się wyprowadziliśmy, chodzę bez przerwy uśmiechnięta.
Nawet nie wiedziałam, co tracę, czego nie doznaję, mieszkając u niej.
Kobiety- bierzcie sprawy w swoje ręce i myślcie o wyprowadzce, jak chcecie być na max szczęśliwe."
Ot i cała prawda! Kwintesencja tego wątku.
Również P O L E C A M, tak jak autorka tej wypowiedzi. W końcu chodzi synowe, o Wasze szczęście.
Pozdrawiam. ![]()
Również się zgadzam. Do tego często teściowa widziana z dalszej perspektywy przestaje być tą złośliwą jędza, a zaczyna całkiem fajną kobieta, z która można pogadać nie tylko o tym kto dzisiaj ma myć kibel ![]()
Po prostu mieszkanie oddzielnie pomaga zachować zdrowie psychiczne i dobre relacje obu stron. Zawsze lepiej za daleko, niż za blisko.
819 2012-10-08 21:46:31 Ostatnio edytowany przez nika29 (2012-10-08 21:50:00)
mi wystarcza rodzice, zamiast tesciow.panstwo pośpieszalscy:>
moja tesciowa ostatnio pojechala w gosci daleko, daleko
Przeczytałam wątek zalecany przez Bardolkę. Fakt parę osób dyskutowało o miejscu zamieszkania, niektóre wzięły się ostro za ten temat. Właśnie one w tym wątku popierają samodzielności niezależnośc. Miło mi z tego powodu. Niemiło, z racji posądzenia przez Bardolkę o sprzyjanie poglądom bliskim nazizmowi. To jak nazwac poglądy synowych, ekstremizmem ekonomicznym, wymuszeniem rozbójniczym? Można też sklasyfikowac jako realizowanie potrzeb pierwotnego instynktu do rozmnażania i egzystencji, metodą wypierania z terenów dotychczasowego bytowania, osobników starszych i słabszych.
Teściowe niech się wściekają. Nic w przyrodzie nie ginie, a ten dom rodziców od razu nie popadnie w ruinę. Ja bym się cieszyła jak jasna ekhm, że mam takie zaradne dzieci. Dom czy mieszkanie to najlepsza inwestycja, nie tylko w sensie materialnym. Któraś z forumek napisała, że to inwestycja w małżeństwo. Mogę tylko przyklasnąc.
Kafeterię prześledziłam i padłam. Nie tylko poglądy mnie dobiły, tam panuje hardcorowa atmosfera, a wypowiedzi są na poziomie gimnazjum. Generalnie panuje powszechne myślenie życzeniowe i roszczeniowośc , zresztą podobne do tego tutaj. Teraz juz nie będę dzielic piszacych na płec. Mężczyźni są tak samo ograniczeni mentalnie. Żenic się chcą, seks uprawiac chcą, mieszkac za darmo też chcą. I nieważne gdzie, byle tanio, a najlepiej u mamusi. Droga do własnego lokum ma byc jak najkrótsza, może byc kosztem żony i rodziców. Kobiety natomiast, składają na barki męża główny ciężar finansowego zaspokojenia potrzeb lokalowych. Czego bym ie czytała, to mój M na razie tyle nie zarabia. A wy kobiety? Co wy wnosicie?
Bubuś rozbawiła mnie serdecznie. Teściowa chce mieszkac z młodymi w ich domu. Nie może? A dlaczego? Jeśli synowa mieszkała najpierw u teściowej, to teraz zamiana.
Całe stado harpii już rzuciło się współczuc. Jak jesteście takie wyrywne, to może rzeczowo wyjaśnicie dlaczego teściowa nie może zamieszkac u synowej i syna.
821 2012-10-10 14:34:40 Ostatnio edytowany przez Bubuś (2012-10-10 14:49:00)
.
822 2012-10-10 15:06:18 Ostatnio edytowany przez Joga (2012-10-10 15:08:46)
.
Bubuś ręce Ci podały i słów brakło ???:P
Chaber chyba już tak ma a nam pozostaje się cieszyć, że nie jest naszą teściową, by się dopiero narobiło ![]()
Chaber mam pytanie do Ciebie, czy "na żywo" jesteś taką zołzą czy tylko taką udajesz, żeby na forum nie było nudno?:P
Bubuś napisał/a:.
Bubuś ręce Ci podały i słów brakło ???:P
Napisałam, ale zrezygnowałam
Walka z wiatrakami raczej sensu nie ma ![]()
Dlaczego teściowa ma nie mieszkać w naszym domu?
Proste, bo ja sobie tego nie życzę. I tyle w temacie ![]()
Chaber, gdyby teściowa chciała, żeby w domu młodych było dla niej miejsce na starsze lata - rozumiem, teściowa w potrzebie pomogła młodym, pozwalając zamieszkać u siebie, młodzi odwdzięczą się tym samym.
Ale w skrócie, z tego co pisze Bubuś wyglądało to tak: mieszkają razem, teściowa nie jest zadowolona, być może uznała, że to był jednak zły pomysł. Bubuś z mężem chcą wybudować dom, wyprowadzić się od teściów. Teściowa jak tylko może przekonuje ich, żeby zostali, jest płacz, argumenty, że przecież jest dom, że nie szanują ich pracy włożonej w ten dom. Okazuje się, że decyzja odnośnie budowy już zapadła, więc teściowa chce (a przynajmniej tak wynika z jej wypowiedzi) przeprowadzić się razem z nimi do nowego domu. I już przestaje sie liczyć to, że jeden dom juz stoi, że teściowie tyle pracy w niego włożyli. Sytuacja jest trochę absurdalna. Nie potrafię zrozumieć co kieruje teściową Bubuś. Wygląda na to, że nie jest zadowolona ze wspólnego mieszkania, relacje nie są dobre. Młodzi chcą się przeprowadzić, teściowa płacze i przekonuje ich, żeby zostali. Tak źle i tak niedobrze. Skoro razem w domu teściów jest źle, oddzielnie bedzie źle, to dobrze będzie razem, ale w innym domu?
Myślę, że nie chodzi o sam fakt chęci zamieszkania z młodymi, tylko o niezdecydowanie teściowej co jej odpowiada, reagowanie płaczem i na wspólne mieszkanie i na wyprowadzkę.
Chaber, może Ty masz jakiś pomysł co kieruje teściową Bubuś? Bo ja myślę, myślę i wymyślić nic sensownego nie mogę.
Przejrzałam jeszcze raz posty po wypowiedzi Bubuś, nie widzę tam żadnych wyrazów współczucia, raczej same gratulacje. Mogłabyć wyjaśnić dlaczego nazwałaś (między innymi) mnie harpią? Czym się ta moja harpiowatość objawia?
Nie wiem co kieruje teściową Bubuś. Mogę przypuszczac, że sie z nimi droczy. A w to co pisze Bubuś, to wszystkie wierzycie?
Nie wiem jaka jestem, to pytanie do osób, które mnie znają. Przede wszystkim uczciwa, do bólu. Nie lubię miec długów, żadnych, tych wdzięczności też. Alerdicznie reaguje na roszczeniowośc i lenistwo, nie znoszę hipokryzji i podwójnej moralności.
Dlatego tak się tutejszym synowym dostaje.
- teściowa ma pomagac, nie oczekiwac wzajemności
- ma przyjąc młodych pod dach, oni jej nie muszą
- nie chce przyjąc pod dach, to taka jak ciastoorzechowe wysmaruje list
- teściowa ma własne życie, to egoistką zostaje, bo wnuków nie bawi
- we własnym domu ma niewiele do powiedzenia, bo wtrąca się, a synowa tylko konstruktywną krytykę wygłasza
- teściowa jest zawsze wredna, synowa zawsze jest ofiarą
- tylko teściowe kłamią, synowe nigdy
Czy nie uważacie, że to jakieś dziwne? Naprawdę tylko jedna strona jest tą złą, a druga dobrą? Stosowanie podwójnych standardów to już norma. O to mi chodzi.
Nadal nie odpowiedziałyście na pytanie, pomińmy sytuację Bubuś. Jeśli synowa mieszkała u teściowej, to dlaczego teściowa nie może u synowej. Chodzi tutaj o zwykłą wzajemnośc i nic innego. Czy teściowa może na nią liczyc?
Nie wiem co kieruje teściową Bubuś. Mogę przypuszczac, że sie z nimi droczy. A w to co pisze Bubuś, to wszystkie wierzycie?
Nie wiem jaka jestem, to pytanie do osób, które mnie znają. Przede wszystkim uczciwa, do bólu. Nie lubię miec długów, żadnych, tych wdzięczności też. Alerdicznie reaguje na roszczeniowośc i lenistwo, nie znoszę hipokryzji i podwójnej moralności.
Dlatego tak się tutejszym synowym dostaje.
- teściowa ma pomagac, nie oczekiwac wzajemności
- ma przyjąc młodych pod dach, oni jej nie muszą
- nie chce przyjąc pod dach, to taka jak ciastoorzechowe wysmaruje list
- teściowa ma własne życie, to egoistką zostaje, bo wnuków nie bawi
- we własnym domu ma niewiele do powiedzenia, bo wtrąca się, a synowa tylko konstruktywną krytykę wygłasza
- teściowa jest zawsze wredna, synowa zawsze jest ofiarą
- tylko teściowe kłamią, synowe nigdyCzy nie uważacie, że to jakieś dziwne? Naprawdę tylko jedna strona jest tą złą, a druga dobrą? Stosowanie podwójnych standardów to już norma. O to mi chodzi.
Nadal nie odpowiedziałyście na pytanie, pomińmy sytuację Bubuś. Jeśli synowa mieszkała u teściowej, to dlaczego teściowa nie może u synowej. Chodzi tutaj o zwykłą wzajemnośc i nic innego. Czy teściowa może na nią liczyc?
Nie znamy sytuacji z drugiej strony, dlatego piszę: "z tego co napisała Bubuś...", a nie: "jest tak...". Dyskutując ze sobą głównie opieramy się wzajemnie na swoich wypowiedziach, reszta to tylko domysły. Jednak wiadomo, że są to wypowiedzi subiektywne, wszystkie opisujemy różne sytuacje z naszej perspektywy.
Trochę generalizujesz, jestem "tutejszą synową" i wyżej podane punkty nie opisują mojego stylu życia, czy sposobu myślenia.
Nie pominęłam sytuacji Bubuś, bo to do tej sytuacji odnosiły się wszystkie wypowiedzi "harpii".
Ale odpowiedziałam :
"(...) teściowa w potrzebie pomogła młodym, pozwalając zamieszkać u siebie, młodzi odwdzięczą się tym samym."
"(..) nie chodzi o sam fakt chęci zamieszkania z młodymi(...)"
Prościej: tak, może. Tak samo jeśli synowa pożyczy pieniądze od teściowej, to i teściowa może oczekiwać, że sama od synowej też będzie mogła pozyczyć. Jeśli teściowa załatwi synowej jakąś sprawę (urzędową, zakupy, cokolwiek), to może oczekiwać wzajemności. W miarę możliwości obu stron. Tak to działa, a raczej powinno działać.
Jeśli chodzi o samą wajemność przysług, taka jest moja odpowiedź.
Ale w skrócie, z tego co pisze Bubuś wyglądało to tak: mieszkają razem, teściowa nie jest zadowolona, być może uznała, że to był jednak zły pomysł. Bubuś z mężem chcą wybudować dom, wyprowadzić się od teściów.
Teściowa nigdy nie powiedziała nic złego na to, że wspólnie mieszkamy. Jej nie podoba się tylko to, że za bronimy dostępu do naszych spraw i nie godzimy się na jej pomysły. Wydaje mi się, że ona myślala, że jak pojawi się nowa duszyczka w domu to bedzie jej mogla matkować tak jak synowi, nie widzi potrzeby w naszym usamodzielnianiu się bo "przecież mam czas to ugotuję", "przecież jestem w domu to posprzątam", "przecież jest dom to po co budować".
teściowa ma pomagac, nie oczekiwac wzajemności
jeżeli nikt jej nie prosi o pomoc to dlaczego pomaga? Jeżeli poprosi o pomoc zawsze ją dostanie.
ma przyjąc młodych pod dach, oni jej nie muszą
Jeżeli sytuacja by tego wymagała przyjęlabym ją pod swój dach, ale jeżeli jej kaprys ma być formą droczenia się, to wydaje mi się to dziecinadą.
nie chce przyjąc pod dach, to taka jak ciastoorzechowe wysmaruje list
nie udzielam się w wątku nie wiem.
teściowa ma własne życie, to egoistką zostaje, bo wnuków nie bawi
Marzę, aby moja tesciowa zaczęła mieć własne życie, póki co jej życie ją nudzi dlatego tak chetnie zajmuje się naszym.
- we własnym domu ma niewiele do powiedzenia, bo wtrąca się, a synowa tylko konstruktywną krytykę wygłasza
nigdy nie krytykuję teściowej w sposób, który mógłby ja urazić. Jeżeli mieszkam gdzieś i zostałam tam zameldowana za zgodą właścicieli budynku to znaczy, że jest to równiez moj dom, a co za tym idzie mam prawo w zabieraniu głosu w sprawach, które mnie dotyczą.
- teściowa jest zawsze wredna, synowa zawsze jest ofiarą
Nie, nie uważam tak. Nie uważam się za ofiarę. Moja teściowa była równą babką do momentu ślubu. (mieszkałam z mężem przed ślubem rok) Po ślubie zaczęła chyba sprawdzać na ile może sobie pozwolić przekraczając kolejne granice zdrowego rozsadku i szantażując płaczem i powtarzanym w kołko "Ja wam się do niczego nie wtrącam, ale..."
- tylko teściowe kłamią, synowe nigdy
Nie widzę powiazania kłamstwa do tego czy jest się synowa czy teściową. Możeliwe, że 40% informacji podawanych przez forumowiczki to blef, osobom czytajacym pozostawiam ocenę czy kłamię czy pisze prawdę.
Cieszę się, że te punkty nie opisują Twojego życia Merredithhh - naprawdę. Nie generalizuję, to są moje wnioski z tego forum i innych też.
Fajnie, że zgadzasz się co do wzajemności, ale sprytnie pominęłaś sprawę zamieszkiwania. Nie wybiórczo, kochane, nie wybiórczo, traktujcie temat, a może zrobię się mniej czepliwa.
Oczywiście, że spojrzenie na siebie, nie zawsze bywa obiektywne. Opis sytuacji znamy często z jednej strony. Mamy wierzyc jak leci? Nie poddawac w wątpliwośc?
Gdybyż można było zrobic taki eksperyment: poznac teściowe i matki piszących synowych, oczywiście nie wiedząc, która jest która. Następnie poddac szerszej ocenie. Mogło by byc ciekawie.
Wybiórczo? Odpowiedziałam Ci wprost na zadane pytanie: "tak, może". Gdzie tu widzisz wybiórczość? Już chyba prościej nie da się odpowiedzieć.
Przypominam, że pytanie brzmiało: "Jeśli synowa mieszkała u teściowej, to dlaczego teściowa nie może u synowej. Chodzi tutaj o zwykłą wzajemnośc i nic innego. Czy teściowa może na nią liczyc?"
Przepraszam, faktycznie jest odpowiedz.
Bubuś, Twoja teściowa byłaby równą babką i teraz, ale musielibyście mieszkac daleko i spotykac rzadko. To jest idealne rozwiązanie. Uważacie mnie za istne wcielenie diabła. Jestem twardą sztuką, nie powiem. Też mam teściów, ktorzy wszystko chcą wiedziec i ok. Tylko jeśli ta wiedza ma byc większa od wiedzy mojej matki, to owszem, gromy ciskam. Pomaganie nie w tym co trzeba, to chyba wszyscy rodzice mają we krwi. Moja matka też, tu akurat wielkich różnic nie ma. Takie pierdy są do ogarnięcia, a Wy kwiczycie. Jeśli teściowa nie robi nic ponad to, co moja matka, to spoko. Ma prawo pytac, doradzic, co jakiś czas odwiedzic. Dopiero zachowanie przekraczające wszelakie normy i wkroczenie na mój teren ( nasz), może mną wstrząsnąc i tak się stało.
Nadal uważam, że przyczyną wszystkich kłopotów jest brak niezależności finansowej i pośpiech w zawieraniu związków. Wiele z Was, w tym i Ty Bubuś, weszłaś w paszczę lwa na własne życzenie. Nie znam ani jednego faceta, który mając odpowiednie dochody, zgodzi się mieszkac z matką. To, że mamusia zostanie sama, że płacze, to wymówka. Jak tylko portfel grubieje, matka przestaje się liczyc.
Następna sprawa: dlaczego tylko od mężczyzny ma zależec dach nad głową. Wyobraź sobie, że zarabiasz te 4000 zł. Czy istnieje siła, która zmusiłaby Cię do zamieszkania z teściową? Zalożę się o dobre wino - nie!
Nie zwalajcie winy na teściową, że ona nie widzi potrzeby waszego usamodzielnienia. To synowe nic w tym kierunku często nie robią, a wymagają. Jasny by mnie trafił, gdyby mój mąż nie pracował, albo zarabiał grosze, a na moją matkę najeżdżał, że się wtrąca, że taka, owaka. Sam oczekując, że na wszystko zarobię i klucze do mieszkania u jego stóp złożę.
Spójrzcie na to z tej strony.
Moje gagatki to czytają. Niech wreszcie zrozumieją co ich czeka. Ich dotąd fajna matka, moze zostac postrachem synowych.
Im dłużej czytam i udzielam się w wątkach o teściowych, tym głupsza jestem. Już nie wiem co trzeba robić, jak się zachowywać, żeby nie było konfliktów i pretensji. Czy są jakieś uniwersalne zasady, ktorych można się trzymać i mieć gwarancję na pokojowe współistnienie? Co można poradzić tym dziewczynom, ktore za chwilę będą synowymi i tym kobietom, które wchodzą na trudną drogę teściowstwa, żeby ich stosunki nie były obciążone wzajemną niechęcią?
Na pierwszym miejscu postawiłabym bezwzglednie oddzielne mieszkanie. Tak, chociaż w moim przypadku odmowa przyjęcia młodych pod swój dach była początkiem problemów. Ale mój przypadek jest chyba nietypowy.
Na drugim miejscu proponowałabym teściowym przyjęcie do wiadomości, że teraz to synowa, żona syna jest najważniejszą kobietą w jego życiu. Wszelka rywalizacja z synową jest absolutnie niedopuszczalna. Synowym zaś radzę, by nie zapominały o tym, że ich mężowie nie wzieli się znikad, że mają oprócz swoich żon także swoje rodziny i mają prawo je kochać i utrzymywać z nimi kontakty, tak jak one ze swoimi rodzinami.
Po trzecie, trzeba zapamietać, ze teściowa nie jest matką, a synowa córką. To co wybaczy matka nie dotyczy teściowej i co puści w niepamięć córka, nie dotyczy synowej. To w końcu obce sobie kobiety i nie wolno przekraczać granic. Być może za jakiś czas zaprzyjaźnią sie ze sobą i wtedy jest wolno wiecej.
Wszelkie postawy pryncypialne, roszczeniowe i narzucające swój styl życia są szkodliwe. I to zarówno w wykonaniu teściowych jak i synowych.
Żyj i daj żyć innym, to uniwersalna zasada.
To tyle na razie co mi przyszło na myśl. Może zamiast dogryzać sobie nawzajem stwórzmy listę życzeń., która pomoże synowym i teściowym.
chaber05
Diabłem jeszcze nie jesteś, ale zmierzasz w dobrym kierunku ![]()
Chciałam podkreślić, że sytuacja w naszym domu nie wygląda tak, że wbijamy sobie noże w plecy i z uszu nam się dymi na widok tej drugiej ;p
Jestem na forum od roku, przez ten czas dużo się zmieniło w relacjach z teściową. Może się uodporniłam, możne ona trochę odpuściła. Czasem śmieję się, że tak jak małżeństwa na początku muszą się "dotrzeć" tak ja muszę się dotrzeć z teściową. Lubię ta kobietę, ale nie potrafię jej zrozumieć
, a ona nie rozumie mnie ![]()
Może zamiast dogryzać sobie nawzajem stwórzmy listę życzeń., która pomoże synowym i teściowym.
Życzeń - życzę tobie, czy życzeń - życzę sobie ?:P
Ja chciałabym życzyć mojej teściowej, aby zrozumiała, że nie przybiegamy do niej z każdą pierdołą nie dlatego,że mamy tajemnice, spiskujemy czy mamy jej zdanie w d** ale dlatego, że jesteśmy już dorośli i sami potrafimy "zawiązać sznurówki" czy zapłacić rachunek za prąd:) i żeby zaczęła cieszyć się z tego, że wychowała fajnego, samodzielnego faceta, który założył rodzinę - przecież to również jej sukces ![]()
Nadal uważam, że przyczyną wszystkich kłopotów jest brak niezależności finansowej i pośpiech w zawieraniu związków. Wiele z Was, w tym i Ty Bubuś, weszłaś w paszczę lwa na własne życzenie. Nie znam ani jednego faceta, który mając odpowiednie dochody, zgodzi się mieszkac z matką. To, że mamusia zostanie sama, że płacze, to wymówka. Jak tylko portfel grubieje, matka przestaje się liczyc.
Następna sprawa: dlaczego tylko od mężczyzny ma zależec dach nad głową. Wyobraź sobie, że zarabiasz te 4000 zł. Czy istnieje siła, która zmusiłaby Cię do zamieszkania z teściową? Zalożę się o dobre wino - nie!
Nie zwalajcie winy na teściową, że ona nie widzi potrzeby waszego usamodzielnienia. To synowe nic w tym kierunku często nie robią, a wymagają. Jasny by mnie trafił, gdyby mój mąż nie pracował, albo zarabiał grosze, a na moją matkę najeżdżał, że się wtrąca, że taka, owaka. Sam oczekując, że na wszystko zarobię i klucze do mieszkania u jego stóp złożę.
Spójrzcie na to z tej strony.Moje gagatki to czytają. Niech wreszcie zrozumieją co ich czeka. Ich dotąd fajna matka, moze zostac postrachem synowych.
No i teraz uogólniasz a mój przypadek jest inny:)
Założyliśmy rodzinę już po trzydziestce - dlaczego? dlatego, że późno się poznaliśmy ale podobno lepiej późno niż wcale. Mój mąż myślał o kupnie mieszkania przed poznaniem mnie ostatecznie przekalkulował i kupił działkę budowlaną. Kiedy się poznaliśmy i zaczęliśmy mieć "plany na przyszłość" to priorytetem było własne mieszkanie. Z budową gnaliśmy jak szaleni i wprowadziliśmy się do domu, w którym mieszkalny był tylko dół, mebli prawie zero ![]()
Wcześniej ja wynajmowałam mieszkanie i mąż się do mnie wprowadził, nigdy nie myślałam żeby mieszkać z teściami. Teściowa co prawda zaproponowała, żeby się do niej wprowadzić ale ja podziękowałam i odmówiłam. Nie zrozumiałam na początku skąd taki pomysł! Mieszkanie małe, teściowie, brat męża i my dwoje w dwóch maleńkich pokoikach. Później była propozycja nr 2. Wprowadźcie się do "ciotki dobra rada" też dwa maleńkie pokoje ale ona sama bez dzieci i męża.... ręce mi opadły. Kiedyś przypadkowo podczas rozmowy teściowa "oceniła" wtedy jeszcze nie synową drugiego syna, że może go na kasę przekręcić
Oświeciło mnie! Ona bała się, że synuś mieszkając ze mną jest dojony jak "dojna krowa" i dlatego chciała go ocalić a że sam do niej wrócić nie chciał to proponowała żebyśmy razem. Biedna nie wiedziała, że opłaty mieszkaniowe robiłam ja, a resztą dzieliliśmy się po połowie:) Ja mieszkałabym tam nawet gdybym była sama więc ten koszt byłby stały. Nie należę do kobiet, które lubią kiedy ktoś za nie płaci, wolę dawać niż brać.
Nie jestem więc ani przypadkową młodą, bo raczej nazywałam siebie żartobliwie "stara panna młoda"
ani taką co czyha na kasę teściów, bo mam ją gdzieś. Nie interesuje mnie na co wydają swoje pieniądze. Za to oni owszem! są zainteresowani na co ich syn kasę wydaje. Po co bierze urlop itd. Dochodziło do takich absurdów np: jedziemy z dzieckiem na szczepienie, zadzwoniłam umówiłam się, mąż wziął wolne w pracy, zbieramy się i .... przyjeżdża albo dzwoni teść i informuje, że dzwonił do przychodni, wszystko "załatwił" i mamy przyjechać na taką to a taką godzinę ....no rzesz kurde!!!! zaciskam zęby, nic nie mówię jadę z mężem. Później teściowa żali się do mojej mamy " a po co on sobie urlop bierze, wytraci, przecież teść i ona mogli ze mną pojechać!!! (to czasy kiedy mieliśmy jedno auto)
Normalne to jest ??? No powiedz Chaber??? Niby intencje dobre ale ja miałam wrażenie, że próbują przeżyć życie za mnie!
Sytuacja nr 2
Leżę w szpitalu z dzieckiem, bo jest chore. Leżę dosłownie,bo opiekuję się 24/dobę. Teściowa dzwoni i najpierw proponuje, że nas odwiedzi, mąż odmawia bo zgodnie z zaleceniem lekarskim lepiej, żeby nie przychodziły "wycieczki odwiedzających" bo nie wiadomo co przywloką. Mamusia nie odpuszcza i znów się próbuje wprosić a na koniec proponuje, że "porozmawia z lekarzem" i dowie się jaki jest stan dziecka!!!!!! Taka propozycja padała co najmniej 4 razy!!!!
Wiesz jak mnie wtedy trafiło???!! to tak jakbym ja była głupia, ograniczona albo nie wiem, co....i nie potrafiła sama porozmawiać z lekarzem.....czy to jest przekraczanie granic, czy tylko "dobre chęci" i ja przesadzam?? No proszę o ocenę Chaber .... czy to źle, że chcę z mężem robić prawie wszystko? czy to źle, że chcę sama wychowywać dzieci? Czy tekst "rodzice powinni pracować a wnuki dziadkowie wychowywać" nie jest przekroczeniem granic? Czy ja muszę tłumaczyć im dlaczego podjęliśmy taką właśnie decyzję? Czy ja i mój mąż w ogóle musimy się tłumaczyć? Czy rodzice nie powinni ufać, że skoro wychowali syna, jest dorosły i samodzielny to decyzje też podejmuje przemyślane i mają one jakieś uzasadnienie? Czy do swojej śmierci będą swoje dzieci traktować jak przysłowiowe "dzieci". Dlaczego teściowa jest rozczarowana, że mąż mając imieniny, do pracy zanosi moje a nie jej ciasto? Dlaczego nie pomyśli, że skoro przez ostatnie lata zanosił ciasto od niej to teraz nadszedł czas jego żony? A może on jest szczęśliwy, że w końcu nie zaniesie ciasta od mamusi tylko ode mnie? trudne do zrozumienia? No ale jej jest przykro i jest to powód do łez......te cholerne łzy na zawołanie! Jest jej przykro, że ja w ogóle istnieje. Padło nawet kiedyś takie zdanie z ust teścia o drugiej synowej, kiedy tamta myślała o wyjeździe za granicę do pracy
"a niech jedzie,problem z głowy a dziecko się jakoś wychowa" no czy to jest normalne? facet cieszył się, że się problemu pozbędzie! Gdyby mnie coś zeżarło byliby wniebowzięci!!!!
No powiedz Chaber czy to jest normalne?? Czy ty też tak potraktujesz swoje "przyszłe"? Nie sądzę bo pomimo swojej pozornej szorstkości jednak potrafisz myśleć i nie niańczysz swoich dorosłych już dzieci.
834 2012-10-12 14:23:44 Ostatnio edytowany przez Ewarg (2012-10-12 14:27:54)
Joag czy ty pisujesz sytuacje ze swojego życia? przecież to jest zachowanie moich rodziców.
Moja matka potrafiła do mnie zadzwonić i nakazać mi przywieźdź dzieci (mieli po 15 lat) z wakacji nad jeziorem bo jest zimo i pada. Jak nie zgodziłam się z nią to za parę minut zadzwoniła ponownie ze słowami : masz ich przywieźdź, dziadzia tak karze. (czyli mój tato!). A jak roześmiaąłm się do słuchawki to za godzinę dostałam telefon że dziadek właśnie jest w drodze po nich a ja jestem ..... Wtedy to w ułamku sekundy byłam w wozie i heja do dzieci ale aby je ukryć przed dziadkiem.
Także widzisz, niektórzy rodzice już tacy są. Chcą koniecznie przeżyć życie za swoje dzieci. Albo inaczej - za nic nie dociera do nich że ich dzieci są dorosłę i potrafią myśłeć bo jakby nie było nadal są o tyle samo młodsze od rodziców ![]()
No i też zero dobrego słowa o wybrankach swoich dzieci. Z każdej strony kombinowanie jakby tu przejąć kontrolę nad córkami i zięciami. A jak się nie dało to zięciów wygnać. Chyba nie było tygodnia abym nie wysłuchiwała jaki to mój mąż jest niedobry i.... .
Mam dorosłe dzieci, synowe, wnuki i drugiego męża a moja matka (po wielu próbach rozbicia mojego małżeństwa) teraz jest na etapie, że mój mąż jest złym ojcem (facet po 50-tce) bo swoich synów wychowuje nie wg jej metod i w ostatni weekend zabrała się za wychowywanie mojego pasierba. Zwijaliśmy się ze śmiechu na kanapie.
Oczywiście przeżyliśmy już telefony do moich synów, że jakei to ich żony są wredne, że jak się pożenili to babcie mają gdzieś! Że sie doczekała wdzięczności za tyle lat poświęcenia. Tylko, że moje dzieci pamiętają z dzieciństwa "płacze" babci i już nie wzruszają się. Nie mają nawet wyrzutów sumienia. Odwiedzają babcię ale trzymają na dystans.
835 2012-10-12 16:47:05 Ostatnio edytowany przez Joga (2012-10-12 16:51:21)
Joag czy ty pisujesz sytuacje ze swojego życia? przecież to jest zachowanie moich rodziców.
![]()
Moja matka potrafiła do mnie zadzwonić i nakazać mi przywieźdź dzieci (mieli po 15 lat) z wakacji nad jeziorem bo jest zimo i pada. Jak nie zgodziłam się z nią to za parę minut zadzwoniła ponownie ze słowami : masz ich przywieźdź, dziadzia tak karze. (czyli mój tato!). A jak roześmiaąłm się do słuchawki to za godzinę dostałam telefon że dziadek właśnie jest w drodze po nich a ja jestem ..... Wtedy to w ułamku sekundy byłam w wozie i heja do dzieci ale aby je ukryć przed dziadkiem.
Także widzisz, niektórzy rodzice już tacy są. Chcą koniecznie przeżyć życie za swoje dzieci. Albo inaczej - za nic nie dociera do nich że ich dzieci są dorosłę i potrafią myśłeć bo jakby nie było nadal są o tyle samo młodsze od rodziców
No i też zero dobrego słowa o wybrankach swoich dzieci. Z każdej strony kombinowanie jakby tu przejąć kontrolę nad córkami i zięciami. A jak się nie dało to zięciów wygnać. Chyba nie było tygodnia abym nie wysłuchiwała jaki to mój mąż jest niedobry i.... .
Mam dorosłe dzieci, synowe, wnuki i drugiego męża a moja matka (po wielu próbach rozbicia mojego małżeństwa) teraz jest na etapie, że mój mąż jest złym ojcem (facet po 50-tce) bo swoich synów wychowuje nie wg jej metod i w ostatni weekend zabrała się za wychowywanie mojego pasierba. Zwijaliśmy się ze śmiechu na kanapie.
Oczywiście przeżyliśmy już telefony do moich synów, że jakei to ich żony są wredne, że jak się pożenili to babcie mają gdzieś! Że sie doczekała wdzięczności za tyle lat poświęcenia. Tylko, że moje dzieci pamiętają z dzieciństwa "płacze" babci i już nie wzruszają się. Nie mają nawet wyrzutów sumienia. Odwiedzają babcię ale trzymają na dystans.
Może Twoja mama to moja teściowa???:P tak sobie myślę, że może to możliwe??
Wiesz jak są daleko to mogę się śmiać z tego ale jak byli blisko,widywaliśmy się codziennie, to nie było mi do śmiechu uwierz:(
Miałam dosyć tak bardzo, że kiedyś spakowałam się i powiedziałam że wyjeżdżam, bo ja się nie nadaję do takiej rzeczywistości. Do teściów,doszły rady ciotki "dobra rada" i wysiadła mi psyche
Dziecko nie tak woziłam w wózku i nie taką melodię nuciłam no strasznie duuużo tego było ![]()
Moja mama też jest upierdliwa, też lubiła sobie porządzić jak z nią mieszkałam i nawet teraz zdarzy jej się przeholować ale:
nigdy nie próbuje "wychowywać" mojego męża i bardzo go szanuje:)
przyjmuje nasze decyzje do wiadomości i stara się ich nie komentować a jeśli już to słucha naszych argumentów i ostatecznie mówi "to wasze życie"
nawet jak się "nafuczy" to ja mam to gdzieś i ostatnio trwa to coraz krócej ![]()
Mnie jest tylko przykro, że cała rodzina męża traktuje mnie jakby mnie nie było,wiele razy zapraszaliśmy różne ciotki i pociotki i nigdy nikt nas nie odwiedził, teraz przestałam już zapraszać i przeżywać ale kiedyś było mi bardzo z tym źle.
Mam trochę złośliwą satysfakcję bo moja teściowa myślała, że mogą sobie tak poczynać i nie poniosą żadnych konsekwencji bo "oni są rodzicami i należy im się szacunek" nie wzięli pod uwagę takiej opcji jaka jest, że najzwyczajniej w świecie nie będziemy się spotykać i to jest coś co zupełnie ich zaskoczyło, byli przygotowani na wojnę, awantury (teść) ale nie na stanowcze STOP!!
Ewarq, Marena i nawet Chaber:P uwielbiam Was :* adoptujcie mnie, będzie sielankowo,słodko i fajnie, napijemy się herbaty z syorpem cytrynowo waniliowym z rumem mojej roboty - ostatni wynalazek z netu - zjemy ciasto i pobajczymy o życiu i pewnie czegoś się od Was nauczę
Chaber mnie opiep* będzie normalnie:)
836 2012-10-12 21:22:53 Ostatnio edytowany przez nika29 (2012-10-12 21:33:39)
mialam ciezka rozmowe z moja mama, widze ze temat dotyczy i mnie. chodzilo o 'doradzanie' w sprawie dziecka. jak sie skonczylo? nowym zamkiem w moim pokoju...
dzis ją uczylam dwóch zdan: to twoja sprawa, zrob jak uwazasz. mowiac, ze wowczas bedzie w domu porządek i nie bedzie klotni.dzieki waszym wskazówkom i tematowi umiejętnie przeprowadzilam nieprzyjemną co prawda rozmowe. jaki skutek? zobaczymy. na razie siąpi nosem. poszlo o to, ze uzywam persil do dziecięcych ubranek a nie dziecinnego, oraz podobne duperele. wszystkim chce rządzić.
jej dom-jej zasady. ok. ja moge akceptowac zasady uzytkowania kibla, nawet mojej kuchni czy inne gadki, ale nie wtedy gdy wpada do mnie do pokoju robiac awanture, bo dziecko placze(boli go non stop brzuch).wyrywa mi prawie dziecko z ręki, albo bierze na ręce, gdy usypiam go na lezaku. wyzywajac mnie od wyrodnych matek.
temat rzeka.
eh:(
rano zlapala za klamkę, a tu zamkniete. i widziala nowy zamek. i stąd ta awantura.
ponad miesiac temu gdy siostrzeniec byl na wakacjach to skonczylo sie krzykiem: ze ja go zaadoptuje skoro na niego krzyczysz(siostra byla na wekend pod koniec wakacji) ciagle podwazala autorytet matki i krytykowala ją przy dziecku. maly wlazl babci na glowe, robil sceny, czego nie bylo z dziadkiem, bo sobie po prostu dziadek nie da. i dzieciak to wie i chodzi jak zegarek:>
w koncowych slowach powiem, ze wszystko byloby ok, gdyby nie to, ze zalatwiala wiele waznych spraw typu ubezpieczenie i inne, o ktorych nie bede wspominala na forum. w gre wchodzą bardzo wazne sprawy... i ja zapytalam ją dzis, zeby przypadkiem nie odkrecila kota ogonem, ze nie po to pomagala, aby teraz byla glową rodziny zamiast mojego narzeczonego. jak to kiedys marena gdzies wspomniala: milo ze rodzice przepisuja dzialke, ale warto zapytac co chcą wzamian, bo zeby nie bylo ze ta pomoc jest podchwytem pod szantaz emocjonalny dajacy prawo do wtrącania sie czy wymagania posluchu.czyli uzaleznienia.
Joga i Nika macie podobnie jak ja toksyczne matki/teściowe. Nie umieją zająć się własnym życiem. Jedyne co potrafią to rządzić innymi. Płacz to typowy chwyt aby być w centrum uwagi. Jak widzicie z mojego podpisu mam swoje lata i wciąż muszę bronić się przed matką. Ja wiem, że jak się jest na co dzień z takim człowiekiem to jest strasznie ciężko. Ja też ubrałam dziecko nie w to co powinnam i miałam dać jeść co moja matka nakazała. A jak robiła po swojemu to ciągłe gadanie. Ale jak byłam posłuszna to czepiała się męża albo kogoś innego. Po prostu nic innego nie robi tylko ciągle kogoś krytykuje, ciągle wtrąca się w życie innych. Tłumaczenie że nie wolno tak postępować nie skutkuje, walka przynosiła odwrotny skutek. Po co więc tracić sobie nerwy? Nie zmieni się ich. Przeszłam na metodę całkowitej ignoracji.
Joga ja jestem straszna zołza więc szybko byś miała mnie dość
Chaber dobrze robi, że opiep... tu co niektóre bo jak się "nakręcicie" na teściowe to prześcigacie się która jest gorsza. Spójrzcie na siebie jakie Wy jesteście?
Każda z nas, zarówno wy młode jak i my starsze mamy stek wad. Nasi męzowie, dzieci, rodzice... każdy jest inny i trzeba nauczyć się żyć z tymi ludźmi lub obok nich. Nie wolno "jechać" na rodziców męża do niego. Dlaczego buntujecie go przeciwko rodzicom? Proponuję zachować dystans, wziąć głęboki wdech i przemilczeć. Starać się jak najszybciej usamodzielnić i z rodzicami żyć na odległość.
Moje dzieci wynajmują mieszkania. Czekają na własne, biorą kredyty ale usamodzielniają się. Są dorośli i muszą sobie radzić. Jakoś nie słyszałąm od żadnej synowej że powinnam to albo tamto...i z tego co mi wiadomo moi synowei od teściów też niczego nie oczekują. Jedni teście są w bardzo trudnej sytuacji finansowej (ciężka choroba ojca) i z tego co mi wiadomo to nie wołają dzieci o pomoc. Każdy robi swoje i wszscy żyją ze sobą w zgodzie. Jeden syn mieszka bardzo blisko teściowej ale nie skarży się.
838 2012-10-13 22:27:07 Ostatnio edytowany przez nika29 (2012-10-13 22:28:05)
coz moja tesciowa ma chyba wiecej klasy od mojej matki:( umie uzywac zwrotu: to twoja sprawa, rób jak uwazasz:>
i znowu dyskusja(moja matka) czemu nie karmie piersią, czemu palę papierosy i wypiłam wczoraj piwo
(szklankę redsa przed snem, na pół jedno piwo z moim narzeczonym) skoro nie karmię to szklankę mogę?
839 2012-10-14 16:27:49 Ostatnio edytowany przez Merredithhh (2012-10-14 19:57:57)
Im dłużej czytam i udzielam się w wątkach o teściowych, tym głupsza jestem. Już nie wiem co trzeba robić, jak się zachowywać, żeby nie było konfliktów i pretensji. Czy są jakieś uniwersalne zasady, ktorych można się trzymać i mieć gwarancję na pokojowe współistnienie? Co można poradzić tym dziewczynom, ktore za chwilę będą synowymi i tym kobietom, które wchodzą na trudną drogę teściowstwa, żeby ich stosunki nie były obciążone wzajemną niechęcią?
Na pierwszym miejscu postawiłabym bezwzglednie oddzielne mieszkanie. Tak, chociaż w moim przypadku odmowa przyjęcia młodych pod swój dach była początkiem problemów. Ale mój przypadek jest chyba nietypowy.
Na drugim miejscu proponowałabym teściowym przyjęcie do wiadomości, że teraz to synowa, żona syna jest najważniejszą kobietą w jego życiu. Wszelka rywalizacja z synową jest absolutnie niedopuszczalna. Synowym zaś radzę, by nie zapominały o tym, że ich mężowie nie wzieli się znikad, że mają oprócz swoich żon także swoje rodziny i mają prawo je kochać i utrzymywać z nimi kontakty, tak jak one ze swoimi rodzinami.
Po trzecie, trzeba zapamietać, ze teściowa nie jest matką, a synowa córką. To co wybaczy matka nie dotyczy teściowej i co puści w niepamięć córka, nie dotyczy synowej. To w końcu obce sobie kobiety i nie wolno przekraczać granic. Być może za jakiś czas zaprzyjaźnią sie ze sobą i wtedy jest wolno wiecej.
Wszelkie postawy pryncypialne, roszczeniowe i narzucające swój styl życia są szkodliwe. I to zarówno w wykonaniu teściowych jak i synowych.
Żyj i daj żyć innym, to uniwersalna zasada.
To tyle na razie co mi przyszło na myśl. Może zamiast dogryzać sobie nawzajem stwórzmy listę życzeń., która pomoże synowym i teściowym.
Jestem za. Z trzema punktami wyżej się zgadzam i dodam od siebie:
4. Nie usiłować uzyskania monopolu na odwiedziny tylko rodziców z jednej strony. Synowe - zrozumieć, że rodzice męża są tak samo ważni jak wasi, odwiedzać, kontaktować się z podobną częstotliwością, w tym samym czasie informować o ważnych wydarzeniach (np. ciąża). Teściowe - zrozumieć, że rodzice synowej tak samo tęsknią, martwią się, są ciekawi co słychać u młodych, chcą spędzić z nimi trochę czasu. Że młodzi tak samo chętnie odwiedzają ich jak i was i tak samo jesteście ważni dla nich i dla wnuków.
5. Wzajemnie szanować swoją prywatność. Nie wypytywać nachalnie o sprawy osobiste, zapowiadać wizyty, w domu synowej/teściowej zachowywać się jak gość, a nie kontrola.
6. Wzajemnie szanować swoje zdanie na każdy temat, nie narzucać swojego, nie traktować lekceważąco drugiej strony (np. synowa młoda, to głupia, co ona tam wie...; teściowa stara, to głupia, co ona tam wie...).
7. Nie pomagać na siłę. Dotyczy obu stron.
8. Przyjmować do wiadomości słowo "nie". Również dotyczy obu stron.
Na razie tyle, może coś jeszcze wymyślę.
..............................................................
Jeszcze jedna rzecz mnie ciekawi. Na większości wątków dotyczących nieporozumień między synową, a teściową krytykuje się młody wiek zamążpójścia, "trzeba było poczekać", "po co się tak śpieszycie". Nie rozumiem dlaczego i nie zgadzam się z tym. Gdybyśmy nie wzięli ślubu, to przecież i tak nasze życie wyglądałoby tak samo. Wspólne mieszkanie, praca, plany na przyszłość, wszystko tak jak jest teraz. Jednyną różnicą byłoby to, że nie bylibyśmy małżeństwem, tylko parą. Zresztą tak samo żyliśmy przed ślubem.
Nie rozumiem tego krytykowania wieku. Przecież można dorabiać się, dokształcać, zdobywać doświadczenie zawodowe, rozwijać swoje pasje będąc małżeństwem. Przez to, że jestem żoną, a nie dziewczyną, czy narzeczoną nie stałam się nagle niepełnosprawna umysłowo, dzień ślubu nie stał się magiczną granicą, po której już nic się nie da osiągnąć.
Co na ten temat myślicie?
Gdy pobierają się bardzo młodzi ludzie, to zwykle oczywiste jest, że sa niesamodzielni. A jak są niesamodzielni, to z założenia oczekują od rodziców, że ich wspomogą. Wprowadzają się do rodziców, bo nie stać ich na samodzielne mieszkanie.
Jeśli mimo młodego wieku stać ich na oddzielne życie, to nie widzę przeciwskazań.
masz rację, ale co ja na przyklad mogę dzisiaj zrobic? jedna wyplata, dziecko?
Wreszcie dyskusja zmierza w dobrym kierunku. Nie są to same pretensje pisane ciurkiem, pojawiły się propozycje zasad.
Joga ja wiem, że Twoja sytuacja jest inna. Jesteście samodzielni, zresztą tak jak my. Różnic nas mogą jedynie metody postępowania naszych teściów. Wolałabym zapomniec i nie opisywac tego, czego od nich doświadczyliśmy. Podam tylko parę przykładów: wizyty teścia kilkaset razy w roku (weekend pobudka skoro świt, bo normalni ludzie pracują albo się modlą od świtu), kontrolowanie, o ktorej my synowe wracamy z pracy (czy aby nie zbaczamy gdzieś), rozkazy co mamy budowac i gdzie, co jest idiotyczne i durne, a co przydatne ( znaczy teściom). Było tego ho, ho i jeszcze trochę. Prośba o pozostanie godzinkę z dzieckiem, odebranie z przedszkola - odmowa, to są moje dzieci. Bez pomocy ze strony szwagierek, mojej rodziny, obcych ludzi, mogłabym zdychac po wyjeździe męża w delegacje.
Też jestem za tym, by się sobie nie mieszac do garów, nie wtryniac kinala nadmiernie i świadczyc drobne uprzejmości. Te propozycje są rozsądne, tylko jest jedno małe ale... Chyba wszyscy to rozumiemy, to co nas tak różni? Dlaczego takie pierdy was nakręcają? Bo dla mnie to są małe nieporozumienia. Nikt was na bacznośc nie stawia i nie rozkazuje, jedynie nadmiernie interesuje sie waszymi sprawami.
Wasi teściowie są nadgorliwi, ciekawscy, przemądrzali. Mają podobno nadmiar czasu. A jakie są Wasze matki? Czy są dobrymi teściowymi?
Następna sprawa, czy gościliście kiedykolwiek kogoś dłużej i czy same bylyście takimi goścmi? Sądzę, że nie macie w tym temacie swoich doświadczeń, teściowe też nie. Ja mam, tutaj z mężem jesteśmy zgodni: ludzie nie umieją się zachowywac, skądś to wynieśli.
Jestem załamana poglądami niektórych. Czy Norwega albo Holendra, ktoś o nazistowskie poglądy posądza? Jesteś dorosły to żyj jak dorosły. Samodzielnie i niezależnie, nie oglądaj się na rodziców.
Dobrze Ewarg pisze, jesteście takie dorosłe, to wynajmijcie mieszkanie. Ale nie, bo to kasa topiona w błoto.
Młody wiek zamążpójścia? Ok, jeśli tylko wiąże się ze samodzielnością, to tak, jak najbardziej. Wiem, że z dojrzałością różnie bywa.
Chętnie zobaczę synową niezależną, taką która nie będzie mi kadzic, a jeśli będą mieszkac daleko, nie umrę z rozpaczy. Wizyty raz na jakiś czas. Tylko jeden warunek: rewizyty. Nie moze byc tak, że młodzi z łaski wielkiej przyjadą do nas, o odwrotnym kierunku mowy nie ma. Swoją matkę widuję pary razy w roku, uważam że to wystarczające.
Każdy człowiek ma własne życie towarzyskie i zawodowe. Jak czytam, że do mamy co niedziela, to mam trwogę w oczach. Dla mnie raz na miesiac, to za dużo. Myśląc rozsądnie, to ktoś do nas, my do niego, paru znajomych i na kilka tygodni rozpiska jest. Dochodzi do tego rodzina i czasu powinno zabraknąc.
Mam jeszcze uwagę: spora częśc synowych tweirdzi, że teściowe życia swojego nie mają, a Wasze matki mają takowe?
Moja przyjaciółka mawia, ze najlepszy kandydat na męża to sierota-milioner, a na żonę to robot wieloczynnościowy o urodzie miss, oczywiście też bez rodziny. Mężczyźni dopuszczają jeszcze dalsze miejsce zamieszkania rodziców żony, ale posag wskazany.
Powtórzę za chaber - dlaczego takie pierdy was nakręcają?
Takie pierdy jak styl życia teściowych?
Czytałam tu posty pełne oburzenia, bo teściowa....karmi swojego psa szynką, albo....wrzuca foliowe woreczki do SWOJEGO zlewu w kuchni. Albo lata co niedziela do kościoła. Albo toleruje pijaństwo SWOJEGO męża. A już najbardziej mnie rozjuszył post synowej, która wprowadziła się do teściowej i bardzo się oburzała, że teściowa pali papierosy. W SWOIM domu. Pełno jest opisów strasznych zwyczajów teściowych.
Dla mnie, wizja tego że moje prywatne życie, moje zwyczaje, drobiazgi, dziwactwa będą tematem dyskusji w rodzinie synowej, albo powodem do kupy śmiechu na spotkaniach z koleżankami, jest nie do przyjęcia.
Wiem, że gdyby sytuacja jakoś mnie zmusiła do zamieszkania z synową pod jednym dachem, czułabym sie jak w domu Wielkiego Brata. Żadnego luzu, swobody, ciągłe pamiętanie o tym, że ktoś patrzy, ocenia i się nakręca. Bo niby wiadomo, że się różnimy, ale co szkodzi pojechać teściowej po całości, nawet po tym co nie ma z synową nic wspólnego i w niczym jej nie zawadza, a przynajmniej nie powinno. A jeśli zawadza (jak te papierosy, lub pijaństwo teścia) to nic prostszego jak się wyprowadzić, a nie rościć sobie prawo do żądania zmiany.
Jest też na forum wątek oburzonej synowej, która przeżyć nie może, że teść przepija pieniądze, które zarabia teściowa. A synowa z rodziną żyje bardzo skromnie.
Mnóstwo synowych narzeka na wtrącające się teściowe, ale wiele z nich robi dokładnie to samo, bez dwóch zdań.
Niestety, to co piszesz Marena7, to smutna prawda. Nikogo bym nie opierdzielała, nie naprostowywała, nie uczyła życ. Tylko na litosc boską, ja się nie wtrącam, to i synowa tak samo.
Goszcząc u kogoś zjem co podadzą, nie niucham po kątach, nie proszona nie udzielam rad. Dlaczego? Bo nie zaproszą więcej, jeśli wiochą od nas powieje.
To jakiś fenomen, że te dobre zwyczaje na linii teściowa-synowa, gdzieś po drodze giną. A mieszkanie ze sobą w jednym domu czy mieszkaniu to sztuka. Przyznaję, nie posiadam tej umiejętności. Na krótki okres czasu - tak, na całe życie -nie.
Wiem co kieruje teściowymi, gdy godzą się na zamieszkanie młodych. Już po wielekroc to słyszałam. Co kieruje młodymi, też tutaj przeczytałam. Znalazłam nieścisłości w rachunkach, to z pewnością. W stylu myślenia i wzajemnych oczekiwaniach też.
Jasno i konkretnie trzeba sobie wyjaśnic, kto u kogo mieszka i jakie zasady będą obowiązywac. Synowe mieszkają podobno u męża, teściowie sa właścicielami budynku. To u kogo mieszka syn ze synową? Teściowie twierdzą, że pod ich dachem, a synowa, że u męża. I to jest ciekawe podejście.
Tak jak pisze Merredithhh, równo traktowac rodziców. Równo oczekiwac. Nie na zasadzie:moi cacani, twoi osrani. Nie winic tylko teściowe, nasi mężowie też mają swoje za uszami. Są wygodniccy.
A synowe? O nas kobietach, mężczyźni oraz ich rodzice, też dobrego zdania nie mają. Czy słusznie? Same pomyślcie.
To już chyba norma. W cudzym oku źdźbło dojrzec, w swoim belki nie widziec.
Nie na zasadzie:moi cacani, twoi osrani.
Chaber tekst roku, nie słyszałam tego wcześniej:) a co do teściowych, pewnie nie byłoby tego tematu gdyby można było z co poniektórymi normalnie porozmawiać, na argumenty. Ja wolę konstruktywną krytykę niż nic, lanie łez, pokazywanie "jaka jestem nieszczęśliwa" nie działa. Mam taką zasadę w pracy, nie każdego lubię ale nie okazuję tego, bo praca to miejsce w którym mam pracować "nie musimy się lubić tylko współpracować" i tego się trzymam. Gdyby teściowe i synowe też trzymały się tej zasady byłoby łatwiej.