u mnie niestety jest tak że teraz jesteśmy za granicą a od teściowej ciągle słyszę, że oddalam jej syna od niej i rodziny jego, ale nie widzi tego że najpierw sama wyjechałąm za granice(do brata) znalazłam prace i ściągnełam jej syna...ciągle jestem dziwką i mam się nie pokazywać u niej...i fajnie tylko dlaczego ja jestem ta winna???
A olej to Weroniko! Jesli jesteście niezależni, to niech sobie teściowa gada co chce. Nie musisz się z nią liczyć.
I jak grochem o ścianę...
Nie każda synowa czyha na gotowe, to proszę to potwierdzić czynami.
Dokładających synowych do interesu raczej niewiele spotkamy. Jeśli już weszlibyśmy w wysokość zarobków małżeństwa, to my kobiety przynosimy z reguły mniejszą pensję i często, że tak powiem "na waciki nie wystarcza". Proszę więc mieć pretensje do swoich mężów, o to, gdzie swoje nadwyżki lokują.
Jakoś hurtem nie wpisują się tutaj te z Was, które zamieszkały u rodziców, a ich mąż kasę topi w remoncie domu teściów. Cóż za dziwne rzeczy się dzieją, albo i nie. To brak spojrzenia z perspektywy, uczciwości i rzetelności w osądach.
Chaber już kiedyś pisałam o tym. Na chwilę obecną w remont włożyliśmy jakieś 60 tysięcy. A to dopiero początek bo najcięższe sprawy przed nami, planujemy na przyszły rok zmianę konstrukcji dachu i przygotowanie mieszkalnego poddasz (inwestycja na jakieś 100 tysięcy z własną robocizną). Inwestowaliśmy od początku, a w tej kwocie nie liczę tych środków, które mój mąż włożył w dom przed naszym ślubem.
Jeśli chodzi o moje zarobki, wystarcza na waciki, cokolwiek innego i na plany remontowe również.
Opał w tym roku również kupujemy sami bo teściowa nie ma pieniędzy "w ratach nam odda". Tylko ktoś będzie na początek musiał wyłożyć kasę
Jakoś się już z tym pogodziłam, trudno, spokój jest czasem bezcenny ![]()
Popieram twoją ocenę sytuacji Takao, szczególnie że szwagierka odradzała wprowadzenie się do teściów (DLACZEGO CIĘ TO NIE PRZESTRZEGŁO?? ) No cóż, na własne życzenie niestety. Nie żebym się wymądrzała, bo rok temu o tej porze byłam w podobnym położeniu, u nas to się jakimś cudem udało, ale jak teściowa nie jest sama a ma też teścia, to nie liczyłabym na cudowną przemianę. ...
Rozumiem Bardolka co chcesz przekazać. Wasza kwota jest spora i chcielibyście, a właściwie Ty, żeby teściowa wreszcie to doceniła.
O to musi zadbać mąż i matkę uświadomić, że jego kasa po ślubie, nie jest już jej kasą, a waszą. Najczęstsze myślenie teściowych: synowa powinna być wdzięczna, bo ma za męża MOJEGO cudownego syna i ma gdzie mieszkać, czyli pod moim dachem. Synowa wściekła, bo nadal pensja jej męża bywa wliczana do budżetu domowego po staremu. Dopóki mąż dobitnie nie wyjaśni matce tej kwestii, dopóty będą niesnaski u Was.
Kobietki, pewnie myślicie, że się na Was uwzięłam. Po trochu tak. Nie dałabym Wam tak popalić gdybym nie zauważyła jakie z Was konfliktowe jędze. Nie tylko z teściową macie na pieńku, rodzina męża solą w oku. O ile rozumiem, że teściowa zołza, o tyle nie kupuję, że cała reszta też. Coś mi tu śmierdzi jędzą.
Wcale nie szukacie porady, ale potwierdzenia, że Wy te dobre, a teściowe złe. Zupełnie jak te matki Polki, pozujecie na synowe cierpiętnice. Nie chce Wam się dokładnie przeczytać, myśleć i kojarzyć też nie. Na wszystkich forach to samo: żale, żale, żale i szukanie winnego.
Waszymi mężami są dzieci toksycznych rodziców. Wiele takich osób tu się wpisywało. Wszystkie narzekały na swoje matki. Co Wam się w oczy rzuciło? Wszyscy chcą coś swoim rodzicom udowodnić. Chcą być chwaleni, docenieni. Wkurzają się wizytami, ale nadal jadą, telefony ich denerwują, ale je odbierają. Wniosek z tego taki, że problem leży w stosunkach na linii Wasz mąż - matka.
Pewna psycholog pisze:
"Jako synowe, w sposób bezpośredni na teściową, możemy wpływać w bardzo ograniczonym stopniu. Wytaczanie dział przeciwko niej jest bezcelowe i może prowadzić do pogłębienia się konfliktu, nie tylko z teściową, ale i z mężem. Ważne byśmy zrozumiały w jakiej sytuacji znalazł się mąż. Z jednej strony chce sprostać stawianym mu przez nas oczekiwaniom, z drugiej czuje się zobowiązany i pragnie być lojalny wobec matki, która go wychowała i ofiarowała część życia. W efekcie ma poczucie stawiania wobec wyboru, pomiędzy żoną a matką, a przecież na obu mu zależy. Dlatego stara się unikać sytuacji, w których musi opowiedzieć się za jedną ze stron. Takie zachowanie z kolei potęguje naszą frustrację i niechęć do teściowej."
Kobietki, zluzujcie z tym czepianiem się teściowej, a przyjrzyjcie mężowi. To często jego niedojrzałość do nowego etapu w życiu jest przyczyną wszystkiego. Jego wygodnictwo i strach przed nowym, czy obowiązkami ( u mamusi często nic nie musiał). To on musi chcieć odciąć pępowinę, to do niego musi dotrzeć, że często realizuje niespełnione aspiracje rodziców.
Podobnie ze synami zbytnio troskliwymi, co to matki nie opuszczą. Po trochu ze strachu przed niewiadomym, po trochu z wygodnictwa oraz braku pieniędzy. Uwierzcie, znam takich, biznes wypalił i tyle go mamusia widziała, a obiecywał nigdy nie zostawić w potrzebie i pamiętać, taaa... Nawet ogromne krokodyle łzy nie ruszają faceta, ale jego żona bywa zmuszana do pomocy mamusi.
Polecam przeczytać w wolnej chwili:
-"Kto nam zatruwa życie" John Townsend
-"Mamo to moje życie" Henry Cloud, John Townsend
-"Sztuka zrozumienia mężczyzny" Walter Trobisch
Myślę, że poruszałam banię z osami. Na szczęście uczulona nie jestem. Też mam koszmarnych teściów, ale mnie zależało na pomocy i ją znalazłam. Otrzymałam cenne rady, ale i krytykę. Niestety nic konstruktywnego ze strony młodych kobiet. Nie zagłębiały się w temat. Było jedynie: ach jak ja cię kochana rozumiem, te ... i tu następowało wymienianie cech teściowych i jechanie po nich. Porad żadnych, pomyje owszem.
590 2012-09-05 15:35:09 Ostatnio edytowany przez Joga (2012-09-05 15:42:16)
Kobietki, pewnie myślicie, że się na Was uwzięłam. Po trochu tak. Nie dałabym Wam tak popalić gdybym nie zauważyła jakie z Was konfliktowe jędze. Nie tylko z teściową macie na pieńku, rodzina męża solą w oku. O ile rozumiem, że teściowa zołza, o tyle nie kupuję, że cała reszta też. Coś mi tu śmierdzi jędzą.
Wcale nie szukacie porady, ale potwierdzenia, że Wy te dobre, a teściowe złe. Zupełnie jak te matki Polki, pozujecie na synowe cierpiętnice. Nie chce Wam się dokładnie przeczytać, myśleć i kojarzyć też nie. Na wszystkich forach to samo: żale, żale, żale i szukanie winnego.Kobietki, zluzujcie z tym czepianiem się teściowej, a przyjrzyjcie mężowi. To często jego niedojrzałość do nowego etapu w życiu jest przyczyną wszystkiego. Jego wygodnictwo i strach przed nowym, czy obowiązkami ( u mamusi często nic nie musiał). To on musi chcieć odciąć pępowinę, to do niego musi dotrzeć, że często realizuje niespełnione aspiracje rodziców.
Podobnie ze synami zbytnio troskliwymi, co to matki nie opuszczą. Po trochu ze strachu przed niewiadomym, po trochu z wygodnictwa oraz braku pieniędzy. Uwierzcie, znam takich, biznes wypalił i tyle go mamusia widziała, a obiecywał nigdy nie zostawić w potrzebie i pamiętać, taaa... Nawet ogromne krokodyle łzy nie ruszają faceta, ale jego żona bywa zmuszana do pomocy mamusi.
Niestety ale bywa, że cała rodzina urządza "piekło na ziemi" młodej nowej wchodzącej do rodzinki. Tak było w przypadku żony mojego kuzyna. Przyszła sobie dzieścia lat temu nie wiadomo skąd, niby po studiach, wykształcona a zupełnie inna niż my, ja byłam wtedy mała miałam może z 10 lat i patrzyłam na świat oczami mojej mamy, jej sióstr - czyli rodzinnymi oczami.
Dziewczyna wpadła jak śliwka w kupę, mieszkała z teściami przez 5 lat, koszmarnie miała. Nie była pedantką jak jej teściowa, nie gotowała dobrze - do teraz gotuje okropnie:) i chociaż bardzo się starała ciotka była załamana. "Wychowywała" ją na ludzi zmieniała krytykowała, biedna dziewczyna nie miała wsparcia w mężu bo on do dzisiaj zapatrzony w mamusię jak w obraz i wyrocznię. Rodzinka zgotowała jej piekło na ziemi, za dużo bym musiała pisać ale gdybym ja była na jej miejscu to pewnie uciekłabym na piechotę po tygodniu takiej "przyjemności". Dzieci próbowała wychować po swojemu ale przecież teściowa wiedziała lepiej wszystko.Pamiętam jak podczas spotkania rodzinnego jej syn ryczał ona zdenerwowana próbowała go uspokoić a wszystkie ciotki z teściową łącznie próbowały jej "pomagać" zastępować i pouczać, kołysz, nie kołysz śpiewaj, nuć itd.........a ja myślałam sobie "jaka ona głupia dziecka nie umie uspokoić" tak się o niej mówiło. Wszyscy z dobrego serca chcieli jej pomagać, każdy był taaaaaki dobry że aż brzuch mnie boli jak sobie dzisiaj to przypomnę.
Teraz z perspektywy czasu i własnych doświadczeń widzę i wiem że miała koszmarnie, nawet jej to powiedziałam i przeprosiłam bo też nie byłam miła, chociaż byłam jeszcze mała. Przetrwała bo bardzo kochała męża,to był PRL więc trudniej było się usamodzielnić i przede wszystkim jest osobą mocno wierzącą więc "wzięła swój krzyż na własne ramiona"
Więc podsumowując - Tak uważam, że czasem cała rodzina potrafi być wredna! a synowe chociaż inne nie zawsze są jędzami:)
Bo tutaj przede wszystkim o tę "inność" chodzi i o chęć zaakceptowania i uszanowanie jej przez obie strony:)
Niestety często rodzice uważają, że są świętością, która krytyce nie podlega i należy jej się szacunek, który w ich mniemaniu polega na bezwzględnym posłuszeństwie i wykonywaniu poleceń, dodam że szacunek działa w jedną stronę:)
Cierpiętnicą byłam dopóki starałam się zadowolić teściów i całą resztę teraz jestem szczęśliwa i spokojna duchem więc proszę o wypisanie z listy cierpiących matek-Polek - lubię tak o sobie mówić, bom matka też szczęśliwa:P
591 2012-09-05 16:46:34 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2012-09-05 17:27:04)
Zacytowałaś Joga ten fragment, który Ci odpowiadał ( jak zawsze). Istotą problemu jest postawa męża. Gdzie się bidulek schował?
Czy mogłybyście ( Ty Joga w szczególności) nie wyciagac coraz to nowych historyjek na potwierdzenie, że zawsze jest zła teściowa. Tak, bywa naszym prześladowcą, ale czy Wy chcecie czegoś się nauczyc, czy jednak pomyje wylewac?
Facet widzący najazd zmasowanej krytyki i przytyki do matki, kogo weźmie w obronę? Żonę czy matkę? Oczywiście tę, która w jego mniemaniu jest bardziej poszkodowana.
Chce widywac rodzinę, ale będzie to robił pod różnymi pretekstami. Będzie kłamał i kręcił, zbliżał emocjonalnie do matki, bo ten jazgot żony zaczyna go uwierac.
Teraz do przemyślenia. Joga z Bubuś i Takaoo zostaje rodziną. Jesteście dla siebie szwagierkami lub bratowymi. Będziecie miec problem z porozumieniem czy nie? Wiecie już, która z Was lubi zaglądnąc w gary, obsmarowac, wyszydzic, zadzierac nosa. Kto zostalby tą przysłowiową ciapą, mającą przekichane, ale i tak jej wszystkie zazdroszczą, bo teściowa na ten przykład, lubi te wnuki, z którymi mieszka.
Zapomniałabym o jeszcze jednym pytaniu. Co by było gdyby, to Wasz mąż miał pretensje o każdy telefon do matki, o częstośc spotkań. Ba! Gdyby robił to samo co Wy, czyli wszystkie chwyty dozwolone lub nie, ale cel jeden - żona ma przestac widywac matkę, siostry, o bracie niech zapomni. Teraz liczy się ON, bo został Waszym mężem, nie zerwała stosunków z rodziną ( już, zaraz, natychmiast po zaobrączkowaniu).
Joga nieomylności, wspaniałości i mądrości życiowej chaber 05 sie nie podważa! Weż nauke do serca i niczym skrb rodowy przekazuj z pokolenia na pokolenie... ![]()
Czekam na wiadro pomyj wylane na moją głupiutką, niedoswiadczoną, jędzowatą główkę, którą z pokora powinnam chylić do nóg teściowej...
O! I uszczypliwośc do tego doszła.
Jakie wiadro pomyj? Czasami mężczyźni biorą sobie za żony kobiety, na podobieństwo matek.
Nie sądziłam, że ten wątek tak długo przetrwa ![]()
Dziewczyny (zwracam się do tych, które nie mieszkają u teściów na łasce lokalowej) - niepotrzebna Wam zupełnie akceptacja obcych kobiet. Niepotrzebna. Po prostu. Wiem dobrze jak to jest, sama lubię jak mnie lubią - ale naprawdę nie wszyscy muszą. A że akurat tak się zdarza, że część kobiet (starszych, z rodziny męża) mnie nie lubi? ICH PROBLEM! Widocznie jestem dla nich jakimś zagrożeniem, może konkurencją, a może są szurnięte, cholera je wie. Nic od nich nie chcę, nic nie dostałam i vice versace. Byłam miła, sympatyczna - zostało to odebrane jako babska spolegliwość i poddańczość, a nie jak zwykła kultura. I to ciągle pozostaje jako ICH PROBLEM. A dlaczego ich, a nie mój?
Bo ja od nich NIC nie chcę, NIC nie dostałam, za NIC nie muszę być wdzięczna. Nie dysponują na mnie ŻADNYM hakiem poczucia wdzięczności. Wszystkiego dorobiliśmy się i dorabiamy się SAMI. Żadnych prezentów, pomocy w budowie, remoncie, przy dzieciach. ZERO. Jestem paskudną, samodzielną czarownicą i dobrze mi z tym. ALE.
Kluczową męską rolę główną w tym przedstawieniu odgrał był mój mąż. Sama pewnie miałabym trudno, darmo i z pianą na ustach. To ON był od usadzania swojej strony rodziny - tak jak ja byłam od usadzania swojej. Na ich miejscach. W drugim rzędzie. Bo w pierwszym siedzimy MY. Nie działały na niego płacze, szantaże emocjonalne, rozdzierania szat, łkania, wywołane stresem choroby. NIC. Powiedział twardo. Raz, drugi, pierdyknął pięścią w stół. MOJA ŻONA I MOJA RODZINA. Na pierwszym miejscu. Potem reszta świata.
Dlatego też Wasze działania skierowałabym raczej w stronę Waszych mężów - a nie teściowych. Ich (teściowych) nie zmienicie, nie ma sensu namawiać ich do akceptacji i miłości do Was. Albo do szacunku. Głową muru nie przebijesz, z gówna bata nie ukręcisz. Proponuję zająć się WŁASNYMI rodzinami w postaci mężów (pierwsze primo) i dzieci (drugie primo -w tym przypadku). Bo to mąż - w naszym cudnym katolskim systemie z pokolenia na pokolenie jest głową rodziny plus synem Pierwiastka Problematycznego. To do NIEGO należy prawidłowe załatwienie sprawy z matką tak - żeby najważniejsza kobieta w jego życiu - czyli ŻONA - tą najważniejszą kobietą była. I koniec kropka.
W wojowaniu z teściową jesteście na z góry przegranej pozycji - tak jak ona w wojnie z Wami. Tu są wyłącznie przegrani - bo żadna ze stron się nie ugnie - bo uważa, że ma rację. Nawet jeśli tej racji nie ma. Bo to nie o Wasze relacje z teściowymi w Waszych rodzinach chodzi - a o relacje z mężem/ami. I powtarzam jak mantrę - do tego biednego nieodpępnionego, wrażliwego na mamusine spazmy syńcia - należy ruch w tej bitwie. On się nie ma chować za lub pod spódnice - on ma wyjść i pierdyknąć pięścią w stół. A jeśli tego nie robi i robić się wzbrania - no cóż...widziały gały co brały.
Oczywiście najczęściej efektem takiego dictum jest ochłodzenie stosunków. A wręcz zerwanie. Trudno. Czasem mija z czasem. A czasem nie - wtedy intencje są jasne - teściowa chciała wyłącznie rządzić synem i obcą kobietą, bo ma kuku na móniu. I lepiej dla wszystkich zainteresowanych, żeby się z nią nie spotykać. Część osób natomiast, pomalutku wraca do poprawnych stosunków wiedząc czym grozi wsadzanie wypchniętego halluksem kapciuszka w cudze życie.
Dlatego zostawcie teściowe i bierzcie się za swoich mężów. Robota i przyjemniejsza, i bardziej perspektywiczna.
wrocilam. 3 mialam termin. cesarskim cieciem. troche dziwne uczucie, taka pustka pod sercem, ale w łózeczku lezy sobie synek:)
Nie sądziłam, że ten wątek tak długo przetrwa
.
problem stary jak świat to i temat wciąż trwa i trwał napewno będzie ![]()
Dziewczyny (zwracam się do tych, które nie mieszkają u teściów na łasce lokalowej) - niepotrzebna Wam zupełnie akceptacja obcych kobiet.
a te co mieszkają na łasce lokalowej?? Co mają robić?? kłaniać się w pas i całować w stopy ![]()
Bo moim skromnym zdaniem, taka akceptacja też zbyteczna. Co więcej myślę, że kiedy starasz się i starasz a nadal nie jest się akceptowanym, to jeszcze bardziej to dobija.
To do NIEGO należy prawidłowe załatwienie sprawy z matką tak - żeby najważniejsza kobieta w jego życiu - czyli ŻONA - tą najważniejszą kobietą była. I koniec kropka..
Podpisuję się pod tym, że problem bierze się z biernej postawy męża/partnera. Niestety w większości przypadków trzeba mądrze go ukierunkować, bo sam nie zauważy problemu. Taki to nasz los, że męża też trzeba sobie wychować ![]()
wrocilam. 3 mialam termin. cesarskim cieciem. troche dziwne uczucie, taka pustka pod sercem, ale w łózeczku lezy sobie synek:)
No to gratuluję!!!!!!!!!! Odpoczywaj, dbaj o siebie i małego.
Pozdrawiam ciepło
)
Nika!
Gratuluję synka.
I witam w gronie przyszłych teściowych. Żartuję sobie, ale czas szybko leci.
Pozdrawiam Cię i życzę wiele radości.
Dziewczyny, a co jeśli to nie teściowa(niestety teściowej nawet nie zdążyłam poznać), ale teściu i szwagier jest problemem? ![]()
Ja już staram się nie przejmować...ale wcześniej przeżywałam koszmar...
Musiałabyś napisać o jaki problem chodzi.
Z mężem jesteśmy po ślubie 7 lat. Od 5 lat mieszkamy na wsi (obok teścia i szwagra), ja musiałam zwolnić się z pracy, bo z powodu problemów zdrowotnych nie mogę na razie mieć prawa jazy i dojazd byłby niemożliwy. Komunikacja tutaj praktycznie nie istnieje...przystanek jest około 4,5 km od mojego domu, na dodatek droga do niego jest droga w połowie nie oświetloną, moja miejscowość nie jest jeszcze w pełni zabudowana, więc wzdłuż drogi jest masę drzew krzaków na pustych działkach. Dlatego też nie ma opcji żebym zasuwała na piesze po ciemku na przystanek (okropnie boje się ciemności). To jest jeden z dwóch głównych problemów. Zarówno teść jak i szwagier, nie mogą "przeżyć" że ja nie pracuje. Miewamy problemy finansowe. Mąz kilkukrotnie prosił o pomoc ojca (który ma możliwość pomocy), ten pomagał ...i owszem al pomoc zawsze jest sto razy wypomniana. Do mnie już nie raz i nie dwa mówił "czy nie zamierzam iść do pracy?" Robił to notorycznie pomimo iż wie że jestem chora i wielu rzeczy po prostu nie mogę. Ze szwagrem to samo, sam powiedział w kłótni mojemu M. (pokłócili sie bo szwagier zwrócił mojemu M. uwagę żeby mnie "pogonił do pracy i nie traktował jak dziecko"), że nie zamierza zrozumieć nawet dlaczego ja nie idę do pracy, bo powinnam i już. A drugie, to dziecko... wieczne gadanie..."czemu jeszcze nie ma dziecka"...
Normalnie nerwicy można dostac... po raz milionowy zresztą...
Nika, gratuluję!
Trzymajcie się zdrowo.
P.s.
A kiedy pijemy pępkowe? ![]()
603 2012-09-08 15:31:34 Ostatnio edytowany przez nika29 (2012-09-08 15:32:17)
tak jestem szczęsliwą mamusią, tatuś także, pilnuje dziecka a o mnie zapomniał:> zabawne? czy byłam cenna wtedy, gdy miałam coś w brzuchu? a teraz to już nic nie jestem warta.
nie uslyszalam nawet, ze to dzieki mnie mamy synka.
nie mam depresji poporodowej, po prostu zainwestuje w dziecko tak jak jezyk z przeprowadzki z miasta na wies i bede pisala podobne smutne epistoly.
pozdrawiam
marena- skoro stary juz mnie olał, a syn w przysżłości to powołąniem kobiety jest samotnosc?
tak jestem szczęsliwą mamusią, tatuś także, pilnuje dziecka a o mnie zapomniał:> zabawne? czy byłam cenna wtedy, gdy miałam coś w brzuchu? a teraz to już nic nie jestem warta.
nie uslyszalam nawet, ze to dzieki mnie mamy synka.
nie mam depresji poporodowej, po prostu zainwestuje w dziecko tak jak jezyk z przeprowadzki z miasta na wies i bede pisala podobne smutne epistoly.
pozdrawiammarena- skoro stary juz mnie olał, a syn w przysżłości to powołąniem kobiety jest samotnosc?
Nika, ja podejrzewam, że poprostu nie może nacieszyć się synkiem. Skoro się nim zajmuje to wykorzystaj ten czas dla siebie, na odpoczynek. A kiedy mały będzie spał przytul się do męża i powiec, że brakuje Ci jego bliskości.
605 2012-09-08 16:52:46 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2012-09-08 18:28:25)
Gratulacje Nika. Ależ Ty szukasz sobie problemów, ciesz się ze zdrowego dziecka.
Do pozostałych: bolesna ta świadomość zależności. Podobno na równi nienawidzimy tego, który nas obdarował, jak i tego olewającego nas.
Pamiętam wpis kobiety z emamy. Teściowa podarowała synowi, a jej mężowi mieszkanie i to dosyć duże. Ona jednak wierciła mężowi dziurę w brzuchu o budowę domu. Na poczet inwestycji sprzedali lokal i wzięli niewielki kredyt. Dopiero wtedy odetchnęła, bo jak sama przyznała spędzało jej to sen z oczu, a w nowym domu poczuła się jak u siebie i teściowa mogła jej...
Margolinko, co mąż na to. Jest wkurzony na ojca, czy reprezentuje postawę trepa zadowolonego z fali.
Co Ty sama byś zrobiła na miejscu męża.
wiecie słyszec po porodzie: my z kostkiem to, my tamto(mowi o sobie)i nie wliczac mnie w zadne plany to nic wesolego, wczoraj powiedzial ze zabierze łożko dziecka do drugiego pokoju(spie z malym), jak mi przeszkadza, a ja tylko powiedzialam ze 3 godziny plakal...
oczywiscie gdybym nie gadala o kupie, to by nie bylo tematow do rozmowy
i najpiekniejszy okres stal sie jakis smutny
A olej to Weroniko! Jesli jesteście niezależni, to niech sobie teściowa gada co chce. Nie musisz się z nią liczyć.
chciała bym to olać naprawdę ale jestem osobą która nie lubi żyć w niezgodzie. chciała bym aby było dobrze... nigdy nie sądziłam że coś takiego doswiadcze i widze że nie tylko ja jedna tak mam... pozdrawiam
wiecie słyszec po porodzie: my z kostkiem to, my tamto(mowi o sobie)i nie wliczac mnie w zadne plany to nic wesolego, wczoraj powiedzial ze zabierze łożko dziecka do drugiego pokoju(spie z malym), jak mi przeszkadza, a ja tylko powiedzialam ze 3 godziny plakal...
oczywiscie gdybym nie gadala o kupie, to by nie bylo tematow do rozmowy
i najpiekniejszy okres stal sie jakis smutny
Nika napisz jak sobie radzisz, czy nie masz problemów z karmieniem? Czy dajesz radę "odczytać" potrzeby małego? Wiem, że to nie ten wątek ale co tam! o co chodzi z tym Twoim smutkiem i całą resztą?
Macierzyństwo to nie bajka to bitwa:D walczysz codziennie i codziennie dostajesz po uszach ![]()
Obawiam się, że padłaś "ofiarą" tak jak większość z nas "wyidealizowania tematu" miało być pięknie i kolorowo a jest zmęczenie, płacz i nikt nic nie wie?:)
Może mogę jakoś pomóc?
609 2012-09-09 09:27:01 Ostatnio edytowany przez nika29 (2012-09-09 09:27:48)
ależ świetnie się wysypiam-mówię świetnie bo 4 godziny w nocy i godzina po poludniu to ekstra rzecz, pokarm ściągam laktatorem, bo na piersiach wysiadłam podczas pierwszej nocy, bo....
dlugo by gadac, teraz pokarm jak ściągne to mały spi 3-4 godziny w nocy na raz, a resztę dnia siedzi przy nim jak latarnik morski przy latarni morskiej JEGO OJCIEC:) więc odpoczywam.
Chaber, mąż na całe szczęście nie popiera ani teścia ani szwagra. Nigdy nie miał do mnie o nic pretensji. Z bratem nie raz już się pokłócił. Z ojcem zresztą też...jednak trochę powstrzymuje go przed tymi kłótniami, bo jeszcze bardziej dołuje mnie atmosfera "wzajemnego nie odzywania się" podczas gdy mieszka się tak blisko (niestety). Dlatego staram się teraz już olewać to gadanie, ale mimo wszystko cały czas boli mnie to, że nikt nie pamięta tego jak wcześniej ciężko pracowałam, tylko widza to że teraz "siedzę w domu i nic nie robię", bo przecież "gdybyśmy chociaż dziecko mieli"
Utrzymanie domu w czystości, ogrodu, to że mąż ma zawsze ugotowane, poprane i posprzątane, to przecież nie praca, tylko "wczasy pod gruszą" ![]()
Teść jest człowiekiem niereformowalnym, dla niego zdrowie (i moja choroba) nie liczy się, liczy się tylko praca i pieniądze. Dla szwagra zresztą też... porażka...
nie widze w ogole powodu, dlaczego jakiś cap wtraca sie do relacji twojej i meza.skoro chlopu podoba sie utrzymywac ciebie i pozwala ci nie pracowac, to nie powinien zaden sie wtracac. moim zdaniem to wasza sprawa.
Witam. ![]()
Dziewczyny, a co jeśli to nie teściowa(niestety teściowej nawet nie zdążyłam poznać), ale teściu i szwagier jest problemem?
Myślę, że można rozszerzyć tytuł i dopisać: '... i ach ten teściu'.
A tak poważnie, to sama nie wiem, co Ci doradzić.
Mieszkacie osobno, mąż stoi za Tobą murem. Praca w małżeństwie podzielona, mąż zarobkowo, Ty w domu.
Może teściowi po prostu baby brak!
Dlatego wtyka palce między nie swoje drzwi. A może naraić mu jakąś kobitkę...
A szwagier jest żonaty, ma dzieci?
613 2012-09-09 11:44:30 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2012-09-09 11:46:45)
żyworódko, no właśnie problem w tym, że i teściu i szwagier (szwagier ma żonę) maja baby
Szwagier ma też dwójkę dzieci.
Szwagrowi nie jesteśmy nic winni, a teść nie raz "pomagał nam finansowo", pewnie dlatego czuje się usprawiedliwiony. Niestety każda "pomoc" jest milion razy wypomniana, przy najbliższej okazji. Prawie jak w tej reklamie "babcia pożyczyła tatusiowi 5 tysięcy na kino domowe...a tatuś co...?"
Według mnie ja po prostu nie jestem akceptowana przez nich. Że tak to ujmę...to w oczach szwagra wciąż jestem tutaj "na gościnnych występach"(choć już jestem 7 lat po ślubie z jego bratem)...nigdy nie czułam z jego strony jakiejkolwiek akceptacji...
Margolinka, a jak się zachowują w stosunku do Ciebie: kobieta teścia i żona szwagra?
Są Ci przyjazne, masz u nich poparcie, czy też wręcz odwrotnie?
615 2012-09-09 18:16:45 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2012-09-09 18:18:10)
Kobieta teścia, jest w stosunku do mnie dość życzliwa. Mamy całkiem dobry kontakt.
Żona szwagra...hmmm...to długa historia... ale ogólnie (bynajmniej przy mnie) jest zawsze w stosunku do mnie miła. Jednak z moim mężem kiedyś mieli "na pieńku" (takie tam rodzinne zaszłości). W obecnej chwili, i ja i mąż w stosunku do żony szwagra staramy się zachowywać normalnie (ja nigdy z nią nie miałam żadnych spięć).
Aaaaa dodam jeszcze, że oprócz teścia, to ani szwagier ani jego żona nigdy do mnie złego słowa (w oczy) nie powiedzieli.
Kobieta teścia, jest w stosunku do mnie dość życzliwa. Mamy całkiem dobry kontakt.
Żona szwagra...hmmm...to długa historia... ale ogólnie (bynajmniej przy mnie) jest zawsze w stosunku do mnie miła. Jednak z moim mężem kiedyś mieli "na pieńku" (takie tam rodzinne zaszłości). W obecnej chwili, i ja i mąż w stosunku do żony szwagra staramy się zachowywać normalnie (ja nigdy z nią nie miałam żadnych spięć).
Aaaaa dodam jeszcze, że oprócz teścia, to ani szwagier ani jego żona nigdy do mnie złego słowa (w oczy) nie powiedzieli.
Czyli jednak są jakieś zaszłości, które zaważyły na wzajemnych relacjach między Twoim mężem, a jego bratem i żoną.
Jak należą do ludzi 'pamiętliwych', to zawsze będą pod Wami kopać dołki.
Szwagier robi docinki bratu na Twój temat, jemu może truć w domu żona, jak Ty masz dobrze.
A wszystko robią za Twoimi plecami. Tylko teściu jawnie wyraża swoja dezaprobatę.
Znaczy chcą was skłócić!
Mają jakiś w tym interes...czy, tylko zazdrość im 'pupcię ściska'? Oto jest pytanie.
A czy kobieta teścia i żona brata pracują?
617 2012-09-09 19:32:27 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2012-09-09 19:34:25)
No właśnie chodzi o to, że żona brata (mojego M) nie ma czego mi zazdrościć (moim zdaniem). Ona pracuje, dobrze zarabia, ma własny interes. Brat męża też pracuje. Podczas gdy ja nie pracuje i nie mam za bardzo perspektyw na szybkie jej podjęcie. Miewamy w związku z tym problemy finansowe, kiedyś nawet spore... jedyne czego mogliby nam zazdrościć i jest to możliwe, to fakt...że my z mężem dobrze się dogadujemy (czego o nich powiedzieć nie można). Myślę też, że żona szwagra może na złośc jemu starać sie o dobre stosunki ze mną i moim M.
Kobieta teścia nie pracuje, jest na emeryturze. Dogadujemy się raczej dobrze z nią (mój mąż również).
618 2012-09-09 20:51:13 Ostatnio edytowany przez żyworódka (2012-09-09 20:52:55)
(...) jedyne czego mogliby nam zazdrościć i jest to możliwe, to fakt...że my z mężem dobrze się dogadujemy (czego o nich powiedzieć nie można). Myślę też, że żona szwagra może na złośc jemu starać sie o dobre stosunki ze mną i moim M.
W świetle tego, co piszesz, to też myślę, że szwagier zazdrości bratu, że pomimo trudności finansowych i dziecka panuje w Waszym małżeństwie zgoda, zrozumienie, kochacie się. Niejednokrotnie mąż wykazał bratu, że nie da Cię skrzywdzić nawet słowem.
Żona brata męża pracuje, finansowo dobrze im się wiedzie, dzieci są, ale...brak tego wszystkiego, co widzą u Was, a czego kupić się nie da.
Jeśli chodzi o teścia, to może zawsze taki był, nie tylko do Was, że owszem da/pożyczy, ale przy każdej okazji wypomni - zdarzają się takie charakterki. Pewnie też wychodzi z założenie, że gdyby jego syn, a Twój mąż 'pogonił' Cię do pracy, to finansowo lepiej byście stali - niezaprzeczalnie. Ale powinien zrozumieć, że choroba nie wybiera. Żony nie ma, jeżeli zmarła, to tym bardziej powinien to wiedzieć. To, że nie ma wnuka z Waszej strony, też pewnie go gnębi, co nie znaczy, że ma Ci z tego powodu dokuczać.
Margolinka, jesteś osobą wyważoną, wyrozumiałą, pragniesz tego, aby w rodzinie męża zapanowała zgoda. Ale te wszystkie nieprzyjemności (docinki), jakie Cię spotykają ze strony szwagra i teścia z pewnością zatruwają Ci życie, gryziesz się tą nieprzyjazną atmosferą jaką wokół Ciebie tworzą. To, że opisałaś swój problem tu na forum, świadczy o tym, jakby był on z upływem czasu narastający, zamiast zanikać. Dobrze chociaż, że masz dobre relacje z kobietą teścia i szwagierką.
Cóż mogę Ci poradzić?
A czy próbowałaś kiedyś sama z nimi porozmawiać, tak spokojnie wytłumaczyć, jak bardzo przykro jest Ci z tego powodu, że się tym stresujesz.
Bo na to, żeby 'rozstawić' ich po kątach, wygarnąć im swoje żale...to jakoś nie widzę Cię w takiej akcji. ![]()
Chociaż kto wie, może to byłaby dobra metoda na nich.
Wiesz, jak oni Cię kijem, to Ty całą pałą. ![]()
ach tak podczytuję ten Wasz wątek i cóż,nic nowego nie wymyśliłam w związku z moją teściową.
mieszkamy na łasce teściowej bo : zajmujemy 3 pokoje na piętrze i garaż przerobiony na biuro w którym mąż prowadzi naszą firmę,opłacamy wszystkie rachunki współmiernie do zużycia, żyjemy całkiem na nasz koszt spożywka,chemia,mamy osobną kuchnię(bo wspólne gotowanie nie wypaliło) gości nie sprowadzamy bo "mamy ograniczyć wizyty do tych co są konieczne" chrzciny córy zrobiliśmy w lokalu m.in ze wględu na teściową,żeby nie robić syfu i rabanu w domu.
Teściowa na chrzcinach naszej cory nie była, bo ona nikogo nie lubi nie będzie chodzić po lokalach.
Można by tak opowiadac przytaczać tylko po co, ciśnienia znów dostanę.
Uprzedzając atak 4 lata po ślubie mieszkalismy osobno wynajmując mieszkanie,ale otworzyliśmy własną dzialalność i potrzeba byla na większy metraż. I teściowa na zmianę z tesciem,zebysmy sie przeniesli do nich,bo duzy dom, przeciez będzie dla nas,lokal na firme tez bedzie, nie trzeba bedzie najmu płacic.itp. No i mija dwa lata jak mieszkamy u tesciów, mnie trafia jasny szlag,bo cokolwiek robimy to źle.histerie,kłótnie,trzaskanie drzwiami i oszczerstwa.
Wiadomo że P ma dostać pół domu i teściowa często mówiła że po co się budowac, jak dom zostanie,a teraz chodzi i pyta"to ile masz budowe odłożone?"
były manewry łącznie z przeprowadzka tesciowej na gore a nas na dol, manewry sie skonczyły w momencie gdy zostały kuchnie do przeniesienia,wtedy tesciowa zrezygnowała i z powrotem wszystkie klamoty.
Zapowiedziala nam,że na wiosne i tak się przenosi na gore a ja zapowiedziałam mojemu małzonkowi ze jak do tego dojdzie, ja się wyprowadzam,zabieram dzieci i sie wyprowadzam.
Pomysł tych przeprowadzek zaczął się od tego,że dom tesciów to taki typowy kwadraciak i niestety klatka schodowa jest otwarta i wszystko z dołu słychać jak i do góry.
Chciałam tylko napisac że zdaję sobie sprawę, że święta nie jestem,w niektórych sytuacjach powinnam się inaczej zachować.
Ale gdyby mi ktoś powiedzial że spotkam na drodzę osobę tak despotyczną to bym nie uwierzyła.
Szczęście mam takie,ze mąż jest całkiem po mojej stronie,zawsze stawał w mojej obronie,i na tą chwilę ciułamy grosze na wlasny dom, dzialke dostaniemy od moich rodzicow(czekam na przekształcenie z rolnej na budowlana).
Wniosek koncowy,jeżeli jest tylko taka mozliwośc trzeba szukac osobnego mieszkania.Amen.:)
Nika, to tak już jest, że jest się w centrum uwagi, gdy dziecko jeszczew brzuchu, a gdy już się urodzi, zainteresowanie przenosi się na nie. Matka zostaje z boku i nie jest to miłe. Minęło już ponad 30 lat od czasu, gdy czułam sie tak jak Ty, ale pamietam jak to jest. Dlatego dzisiaj, gdy idę z wizytą do świeżo upieczonych mamusiek w rodzinie, niosę dwa prezenty, jeden dla malucha, a drugi, okazalszy, dla jego mamy. I to z nią rozmawiam, dopytuję się, okazuje troskę, podczas, gdy reszta rodzina stoi nad łóżeczkiem i pieje z zachwytu. Po prostu mam dobrą pamięć.
621 2012-09-10 13:03:44 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2012-09-10 14:11:12)
Żyworódko, z kobietą teścia mogę śmiało powiedzieć, że mam dobre relacje. Jednak ze szwagierką...hmmm...chyba ciężko to nazwać "dobrymi relacjami", może raczej "poprawnymi". Nigdy do niej nie chodzę na kawkę...ani ona do mnie. Słysze jedynie od niej co jakiś czas ..."bo wy do nas nie przychodzicie...przyszlibyście na kawę..." (obydwoje ze szwagrem - zwłaszcza on_ uważają że oni są starsi i wymagają szacunku, a są starsi nie całe 10 lat, ale zapominają że to powinno działać w obie strony) Ja jednak jej nie ufam na tyle, żeby z nią się jakoś "bliżej" zapoznawać. Nie ufam jej, ponieważ z tego co przez te wszystkie lata zaobserwowałam (nie tylko z opowiadań męża) jest ona osobą niezbyt szczerą i godna zaufania. Tak jak napisałam wcześniej,mam wrażenie, że te jej uśmiechy i "normalne zachowanie" i rozmowy z nami, to tylko wynik tego, że chce ona zrobić na złość swojemu mężowi. Dodam, że szwagier na prawdę nie ma z nią za słodko, bardzo często ona wręcz upokarzała go przy innych. Na przykład tekstami typu "nie spoufalaj się za bardzo" ...podczas gdy próbował on ją pocałować, bądź przytulić, czy położyć dłoń na jej udzie. A gdy on podobnie chciał (w sumie żartem) jej odpowiedzieć, to dodawała, żeby nie popisywał się, bo źle to się skończy i że chyba się zapomina. Tak więc, to taka trochę "chora" sytuacja między nami. Gnębi mnie to okrutnie. Ja w każdym bądź razie żonie szwagra kiedyś mówiłam, że ja do niej nic nie mam, bo mi ona nic złego nie zrobiła. Ze męczy mnie ta sytuacja i że wolałabym aby było jakoś normalniej między nami. Z teściem też rozmawiałam, mówiłam mu żeby sobie nie myślał, że ja siedząc w domu i nie pracując, podczas gdy mamy kłopoty finansowe czuje się jakoś specjalnie dobrze. Że mam wyrzuty sumienia, że nie mogę nic zrobić. Ze nie mogę zdać na prawo jazdy i w ogóle... Na to on mi odpowiadał, że "kiedyś do pracy chodziło się na pieszo, i że trzeba chcieć..." (ja mu odpowiedziałam tylko, że kiedyś ludzie nie mieli lodówek i telewizorów, a jedzenie trzymali w studni, więc może on swoje wyrzuci na śmietnik, skoro tak pochwala stare zwyczaje). Na dodatek, był świadkiem mojego ataku, widział co się wtedy dziele ze mną...co nie powstrzymało go, by 4 dni po tym ponownie z wyrzutem spytał mnie "czy nie zamierzam iść do pracy?". Więc czy jest sens rozmawiać z takim człowiekiem? Teraz póki co jest niby ok, nie czepia się ale obawiam się, że to do czasu gdy następnym razem coś będzie nie tak i (nie daj Boziu) mąż musiałby go prosić o jakąś pomoc.
Ehhhh... ciężko się żyje z takimi ludźmi...
Czytam aktualnie książkę "Toksyczni teściowie" Susan Forward - i wkleję cytaty, które mnie najbardziej przypadły do serca i pod którymi mogłabym się podpisać:)
" Wszyscy rodzice starają się utrzymać jakieś związki ze swymi dziećmi i jeśli twoi
teściowie są w miarę zrównoważonymi i spełnionymi ludźmi, będą oczekiwali od swoich dzieci uczucia i, od czasu do czasu, towarzystwa. Jednakże kiedy ich dzieci zaczynają samodzielne życie, powinni być w stanie wycofać się na tyle, aby to nowe życie zdołało zapuścić korzenie. Oczywiście z chwilą, gdy ich dziecko opuszcza dom, nawet najbardziej świadom i postępowy rodzic odczuwa coś w rodzaju straty i pustki, potrafi jednak szukać pociechy u swojego partnera oraz w pracy, sporcie, u przyjaciół i krewnych. Toksyczni teściowie, z kolei, mają mało możliwości wypełnienia powstałej pustki. Prawdopodobnie nie lubią się nawzajem, czerpią niewiele przyjemności z małżeństwa i, jak zauważyłam, zazwyczaj nie mają wielu przyjaciół."
"Niektórzy ludzie są tak emocjonalnie ograniczeni i tak "zaskorupiali" w sobie, że po
prostu nie są w stanie wejść w czyjąś skórę, a co dopiero pobyć w niej na tyle długo, by poznać uczucia innej osoby. Przyjęcie tego do wiadomości i uznanie tych ograniczeń zarówno sercem, jak rozumem, pozwoli ci zrobić duży krok na drodze do wyjaśnienia kwestii: "Jak oni mogli mnie tak potraktować?".
A oto jedna z możliwych odpowiedzi: traktują cię tak, bo po prostu nie zdają sobie sprawy z tego, jak cię ranią, albo twoje uczucia nie mają dla nich żadnego znaczenia. Nie mogą czuć tego, co ty czujesz, bo tam, gdzie powinna być ich empatia, jest tylko pustka. W rezultacie, nienarażeni na niewygodę w rodzaju wyrzutów sumienia czy poczucia winy, które nie pozwoliłyby twoim teściom posunąć się zbyt daleko i przyczyniłyby im cierpień ? czują się w swym dziele ranienia innych zupełnie nieskrępowani.
Wierzą, że atakując ciebie, mogą odegnać swe demony Czasami stajesz się niechętnie widzianym lustrem, które przypomina coś któremuś z twych teściów: ich samych lub jakieś wydarzenia z przeszłości, o których woleliby zapomnieć. Możesz mieć pecha i wyglądać jak siostra lub rodzic, którego nienawidzili, gdy byli dziećmi. Możesz wyglądać jak ucieleśnienie jakiejś cechy ich samych, którą desperacko pragnęli pokonać i o której próbują zapomnieć.
Być może samo twoje istnienie budzi w nich stary strach, wstyd czy przypomina im bolesne doświadczenia. Wtedy twoi teściowie walczą z tobą, jakbyś był siedliskiem ich własnych demonów. Gdzieś w głębi duszy mają nadzieję, że atakując ciebie w jakiś sposób zmierzą się z własnymi nierozwiązanymi problemami."
"Odgrywanie starych scenariuszy
Toksyczni teściowie traktują cię oschle wskutek tego, że nieumyślnie obudziłeś ich stare "demony". Jestem przekonana, że nie dziwi cię już, że rodzice partnera powtarzają z tobą lekcję, którą otrzymali w dzieciństwie. Twoi teściowie nie urodzili się ze skłonnościami ani do krytyki, ani do nadzorowania, ani wreszcie zaborczy, czy pogardliwi. Nauczyli się tych zachowań od ludzi, którzy traktowali w ten sposób ich samych. Wiem, myślisz sobie teraz, że ktoś, kto był nieustannie poniżany, ograniczany czy zmuszony czuć się jak banita, powinien w dorosłym życiu pójść raczej w przeciwnym kierunku i starać się oszczędzić innym uczuć, które sprawiły mu tyle bólu. Jednakże o wiele zbyt często dzieje się inaczej, a zachowanie toksycznych teściów w stosunku do ciebie przypomina bardzo zachowanie ich trudnych rodziców w stosunku do nich."
Moja teściowa kiedy jeszcze nią nie była opowiadała mi jak traktowała ją jej teściowa, słuchałam i uszom nie wierzyłam, cieszyłam się że ona skoro ma świadomość tego jak można ranić nie zachowa się tak nigdy w stosunku do mnie. Ii wiecie co? Ona dokładnie powtarza schemat, tak jak w ostatnim cytacie z książki odgrywa stary scenariusz ..... po przeczytaniu tego zrozumiałam skąd i dlaczego tyle w niej niechęci do mnie. Może Wam też to rozjaśni w głowach, mam książkę w PDFie więc jeśli ktoś jest zainteresowany mogę wysłać całą książkę nie zajmuje dużo ![]()
prosiłabym
o-sowa@wp.pl
dzięki wielkie. będę sobie czytac, jak mały będzie spał
marena-wiesz ja nie mam pretensji do ludzi ani do dziecka.
po prostu partner mnie zawiódł na tym punkcie. a reszta ludzi nie.
fajnie, ze pamietasz...
joga ja też poproszę hoczus@o2.pl i z góry dziękuję
nika gratuluę dzieciaczka i doskonale Cię rozumiem, sama urodzilam corę 2 miesiące temu,mojemu małżonkowi zeszło 3tygodnie zanim się opamiętał że ja też jestem:)
Drogie moje to ja Wam podeślę też książkę "Toksyczni rodzice" to tak w "promocji" tylko później bo mam na dwóch kompach i podczytuje na raty raz jedno raz drugie
też się przyda:)
wyslij koniecznie:)
dzieki hoczus za pociechę, na razie tylko na siebie warczymy:)
Moja siostra miała tak samo... Współczuję...
Dużo pozycji o toksycznych związkach i relacjach przeczytałam. Jeszcze raz pragnę podkreślic, że jest to określenie nadużywane. W stosunku do większości z piszących, bardziej adekwatne byłoby: zależni. Wasi partnerzy, wy same w jakiś sposób jesteście związani materialnie lub emocjonalnie z teściami. Próbujecie za wszelką cenę utoksycznic rodziców małżonka.
Nie dociera do większości, że mieszkacie z teściową, bo nie ma kasy. Ona sama godzi się na synową w domu, bo liczy na wsparcie finansowe ze strony syna i późniejszą pomoc w razie choroby. Nigdy niczego nie było za darmo i nie będzie. Teściowa sądzi, że jeśli jej dom, to Wy będziecie robic tak jak jej pasuje, a Wy wyobrażacie sobie, że zaczniecie po swojemu ustawiac resztę.
To po kiego pioruna myśmy się tak męczyli i zaciskali pasa. Było wparowac do teściów i wypisywac żale.
Bawią mnie Wasze wyliczenia, same sobie kadzicie z tymi wysokościami inwestycji. Jestem też zdziwiona, że nikt nie zauważył wyliczeń Bardolki. Tak jak pisałam teściowie umniejszają wkład synowej, synowe zawyżają swój. 100 tys. Bardolki, ktora wzięła ślub w ubiegłym roku podzielic przez 12 miesięcy. Wychodzi 8300 zł miesiecznie, plus pewnie rachunki i wydatki na życie, czyli jakieś 10 000 miesięcznie netto na rękę. Kurcze gdzie w tej Galicji vel Podkarpaciu młode małżeństwo tyle zarabia?
Współczuję tym, mieszkającym na swoim. Ciężko pracowali, oszczędzali, a mamusia i tak się miesza. Tylko dlaczego mąż na to pozwala? Na to pytanie i wiele innych, rownie trudnych nie chcecie odpowiadac. Skoro tak, to dyskusja sensu nie ma, bo nią nie jest. Nie macie ochoty dociekac przyczyny.
Margolinko, nie tylko synowe mówią o teściowej, że zdrowa jak ryba. To działa w drugą stronę, teśc i szwagier w podobny sposób Ciebie potraktowali. Pisałam o zachowaniu trepa. Wiecie co moi panowie w pracy mi powiedzieli? Że czasami czekają, aż ktoś walnie ich żonie to, co sami boją się powiedziec. W wojsku starzy gonili kociarnię do roboty, a trepunio był zadowolony, nic nie musi.
A te zaszłości rodzinne, kobiety uwielbiają intrygi.
Wszystkie kłopoty z teściami i synowymi biorą się z nadmiaru czasu. Teściowa niepracująca + taka sama synowa i wymyślają intrygi rodzinne. Ta się krzywo popatrzyła, tamta zapytała o coś , a co ją to obchodzi. Czemu ona tak nie robi jak ja, przecież to lepsze rozwiązanie, a dlaczego kupuje to i tamto. Idiotycznie się ubiera, czesze, maluje, ludzie kochani wszystko jest nie tak.
Pracowałam w gronie czysto kobiecym - horror! Ta sama miła atmosfera, zaglądanie sobie do ... a nawet gorzej. Żadne nie odpuściła, to tamta miała prestac, wtedy ona zrobi to samo. Przyszłe teściowe jak malowane.
Witam.
Bardolka napisał/a:Na chwilę obecną w remont włożyliśmy jakieś 60 tysięcy. A to dopiero początek bo najcięższe sprawy przed nami, planujemy na przyszły rok zmianę konstrukcji dachu i przygotowanie mieszkalnego poddasz (inwestycja na jakieś 100 tysięcy z własną robocizną). Inwestowaliśmy od początku, a w tej kwocie nie liczę tych środków, które mój mąż włożył w dom przed naszym ślubem.
Jeśli chodzi o moje zarobki, wystarcza na waciki, cokolwiek innego i na plany remontowe również.
Opał w tym roku również kupujemy sami bo teściowa nie ma pieniędzy "w ratach nam odda". Tylko ktoś będzie na początek musiał wyłożyć kasęJakoś się już z tym pogodziłam, trudno, spokój jest czasem bezcenny
Bawią mnie Wasze wyliczenia, same sobie kadzicie z tymi wysokościami inwestycji. Jestem też zdziwiona, że nikt nie zauważył wyliczeń Bardolki. Tak jak pisałam teściowie umniejszają wkład synowej, synowe zawyżają swój. 100 tys. Bardolki, ktora wzięła ślub w ubiegłym roku podzielic przez 12 miesięcy. Wychodzi 8300 zł miesiecznie, plus pewnie rachunki i wydatki na życie, czyli jakieś 10 000 miesięcznie netto na rękę. Kurcze gdzie w tej Galicji vel Podkarpaciu młode małżeństwo tyle zarabia?
Ja to rozumiem tak, że wkład Bardolki i męża w remont domu w okresie roku, wyniósł 60 tys. zł. Te 100 tys. zł, to dopiero jest w planach na inwestycje na przyszły rok.
Nawet przyjmując, że ma duże zarobki, może mąż też, to uważam. iż trudno byłoby aż tyle zaoszczędzić w ciągu roku, wynajmując mieszkanie z pełnym standardem. A tak, to nawet jeszcze mają nadwyżki, np. na pożyczki dla teściowej na opał.
W chwili obecnej za m3 wody zimnej płacimy 9,81 zł, a za ciepłą 28,31 zł, a jest to tylko jeden składnik czynszu. Do czynszu należy dodać koszty wynajmu, no i życie w szerokim tego słowa znaczeniu.
W sumie, małżeństwo mogłoby kupić swoje chociażby M2, przy takim zapleczu finansowym.
Ale u Bardolki, to już temat zaszły, bo jak pisze, relacje z teściową się poprawiły, choć nie padło jak twierdzi słowo 'przepraszam' ze strony teściowej. Ja dodałam, że z jej strony też. Czyli są kwita.
Chaber słusznie twierdzisz, że te wyliczenia finansowe w remonty/inwestycje domów teściów są 'zabawne'. Przecież młodzi robią to głównie dla siebie, dla własnej wygody i dlatego, że chcą mieć dom zmodernizowany i bardziej okazały.
Niekoniecznie teściom jest to do szczęścia i życia potrzebne.
To takie zachowanie niczym darczyńcy, a teście, to Ci 'obdarowani'.
a potem afera jaktrzeba sie wyniesc a koszty wsadzone:(
Ciekawa jestem czy są jakieś statystyki, które określają ile małżeństw się rozpada przez wspólne mieszkanie z teściami albo z powodu ingerencji teściów w życie dorosłych dzieci.
Heh... oj baby
ale Wy macie problemy ![]()
nika29... ale to życie dorosłe podłe, nie? Jakie niespawiedliwe... tyle problemów... nikt nie docenia, nikt nie chwali i nikt nie kocha... Ale żeby było weselej trzeba sobie jeszcze samej problemów naznajdować, bo jeszcze tych życiowych zabraknie i co będzie? Wiesz gdzie jest Twój problem? W Twoim mężu- partenrze, którego wybrałaś sobie na resztę życia. Już wcześniej się temat przewijał, ale nikt tego nie zauważył.
Cóż ja mogę napisać jako nie teściowa i nie synowa? Macie to, co chciałyście
Zachciało się bawić w dom na poważnie? To się teraz bawcie
I miejcie pretensje do wszechświata, że nikt Wam nie powiedział, że jak się już zacznie bawić to nie można przestać, nie można powiedzieć sobie "znudziło mi się" i wrócić do domu.
Te Wasze prania, sprzątania, ogórdki i grzątki, żale i roszczenia, smutki i zażalenia, wyliczenia i podsumowania. Śmiech na sali.
mam nadzieję Teo że powielisz stereotyp kobiety-Polki, wtedy będziesz miała za horyzont tylko sufit kuchenny i nic więcej
misiu czytalam gdzies o 70procentach
636 2012-09-13 06:39:38 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2012-09-13 08:32:19)
DO tej pory natykałam się na angielskie statystyki, odnoszące się do "wkładu" teściowej w rozpad małżeństwa. Prowadzi zdrada oraz przemoc, 70% Niki to chyba jej interpretacja.
Zgadzam się z Żyworódką - młodzi remontują dla siebie. Tutaj jednak chodzi o poczucie bycia właścicielem. To tak jak z akcjami, mają pewien pakiet i tyle. Stąd tendencja do zawyżania wielkości nakładów. Mają dac nam czytającym złudne wrażenie o wiele większego udziału.
Czy zastanawiałyście się kobietki, jak to wygląda z perspektywy waszych mężów.
To może podpowiem: dach nad głową ma? - ma, do garnka co włożyc ma? - ma. Nie pracuje albo zarabia grosze, na mnie spoczywa ciężar utrzymania. Po całym dniu pracy jestem styrany, chciałbym odpocząc, a tu albo żona, albo matka truje d.... Jedna na drugą nadaje, a ja chcę świętego spokoju. Moja matka taka, siaka, w domu wszystko źle - tylko w jej rodzinie panuje "wersal".
Od lat czytuję różne fora. Nauczyłam się z biegiem czasu rozróżniac, które synowe są tymi poszkodowanymi, a które identyczne, jak te ich teściowe.
Wieżę, że są mega wredne babska. Niesprawiedliwością byłoby twierdzic, że to tylko te po 50-ce. Miałam nieprzyjemnośc pracowania z młodymi harpiami. Jedna stażystka tak nam dała do wiwatu, że lekcję zapamiętamy do końca życia.
Czy są statystyki mówiące, ile matek dzięki synowym, ma utrudniony kontakt ze synami?
ja tez spotykajac sie z mlodymi,zlosliwymi dziewczynami nie wierzylam ze ludzie potrafia takie swinie podkladac, tymczasem mialam wyrzuty sumienia ze czasem jestem pyskata i niemila, ale nie potrafilabym walnac swini komus:(
Chaber05-"Nie każda synowa czyha na gotowe, to proszę to potwierdzić czynami.
Dokładających synowych do interesu raczej niewiele spotkamy. Jeśli już weszlibyśmy w wysokość zarobków małżeństwa, to my kobiety przynosimy z reguły mniejszą pensję i często, że tak powiem "na waciki nie wystarcza". Proszę więc mieć pretensje do swoich mężów, o to, gdzie swoje nadwyżki lokują.
Jakoś hurtem nie wpisują się tutaj te z Was, które zamieszkały u rodziców, a ich mąż kasę topi w remoncie domu teściów. Cóż za dziwne rzeczy się dzieją, albo i nie. To brak spojrzenia z perspektywy, uczciwości i rzetelności w osądach."
Chaber05 miałas pretensje że nikt nie pisze o wylozonych pieniądzach... no to kilka osób sie wypowiedziało..teraz z kolei smieszy Cię wyliczanka finansowa... na coś kobieto musisz się zdecydować. Albo chcesz słuchać o kosztach np. remontu albo nie i finito
639 2012-09-14 09:10:52 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2012-09-14 09:22:27)
Takaoo, owszem wypowiedziały się dziewczyny o kosztach, a ja podważyłam wysokosc tych sum. Wiem, że bardzo chciałybyście czegoś się doczepic, a tu trafiła się taka co Wam wyliczy.
Dobra, pójdźmy dalej i przeliczmy owe 60 000 wydane przez Bardolkę i Bubuś. Rok, może póltora po ślubie i deklarują taką sumę. Miesięcznie to 5000 zł ( niechby 4000 zł) żywej gotówki włożone w remont, a gdzie pieniądze na życie? Czy Ty też Takaoo wierzysz, że oni miesięcznie wyciągają tyle?
Dlatego pisałam, że 100% udziałów w domu = jesteś właścicielem pełną gębą. Masz udział stosowny do wkładu - zgodnie z nim postępujesz. A naszym synowym zamarzyło się nawet zarządzanie pakietem teściowej. Tyle w temacie.
Myślę, że powoli do Was dociera w jakie bagienko wdepnęłyście i że nie ma za bardzo szans na ewakuację. Jesteście wściekłe na teściową, a powinniście na siebie same. Czeka Was niańczenie upierdliwej staruszki, dom za tzw. dożywocie i jesteście ugotowane.
Mąż się zwolni z pracy, skoro to on utrzymuje rodzinę, albo lepiej zarabia? Choroba teściowej i klapa. Nadchodzą inne czasy. Staruszkowie nie są już tak bezbronni. W naszej gminie pomoc społeczna na każdą skargę reaguje. Niech rodzina troszczy się z należytą sumiennością o osoby wymagające opieki, w dodatku takie, które zapisały majątek rodzinie. Budżet nie jest obciążany kosztami skierowania i umieszczenia takiej osoby w DPS-ie. Jako ciekawostka: koszt pobytu osoby wymagającej wysokospecjalistycznej opieki dochodzi do 4000 zł. W interesie gminy będzie dopilnowanie by to rodzina była wszystkim obciążona.
Zapomniałam jeszcze o jednym, o zachowku dla rodzeństwa męża. Myślcie, że się nie upomną? Kobietki, jeśli mąż ma siostrę, nie najeżdżajcie na nią. To zwykle córka troszczy się o matkę, choc są wyjątki. Jesteście szczęściarami, a tak często jedziecie po tych szwagierkach. To samo w stosunku do brata i bratowej mieszkającej przy rodzicach.
Wkurza mnie, że się tak rzucacie. To pracujcie jak niektóre. Tyrają za granicą, żyły sobie wypruwają u jakiegoś rolnika czy w jakiejś fabryce i kupują drewnianą chatę do remontu. Nie ważne, że przy niej także urobią się po łokcie - są na swoim.
640 2012-09-14 09:15:30 Ostatnio edytowany przez Bardolka (2012-09-14 09:53:45)
No i znowu dyskusja zawędrowała na obszary przezbywania się, kto ma gorzej, kto gorszy, kto więcej wydaje.
Ja powiem tylko tyle - nie ma 2 takich samych sytuacji. Chaber ma pewien schemat, wg którego leci. Ona się przekonała od lat (na własnej skórze chyba nie?), że młode harpie są wredne, ich mężowie co ci**, które akceptują status quo bo im tak dobrze, a teściowie są okej, ale mają prawo do robienia absolutnie wszystkiego w imię tłumaczenia, że im było dobrze i nikt młodych nie zapraszał.
Otóż moim zdaniem od tej reguły jest tyle wyjątków, że wcale nie stanowi ona reguły.
Ile było tu opisów sytuacji o
- teściowych błagających młodych o zostanie z nią
- przepisanych domach na własność synów na długo przed ślubem
- itp itd ...
Nie w każdym więc przypadku młode małżeństwo oświadcza rodzicom tuż przed ślubem czy zaraz po, że nie widzi innego rozwiązania jak wprowadzenie się do rodziców. Każda dziewczyna, która zabiera głos w tym wątku jako synowa jest osądzana wg tego schematu - "mogłaś najpierw kupić sobie mieszkanie a potem brać ślub" itp itd ... Skoro każda tak popiera to twierdzenie, to prawda jest taka, że w naszym cudnym kraju chyba co 20 pani w wieku dojrzałym mogłaby zostać babcią, bo mało kogo byłoby stać na ślub z własnym zakupionym już mieszkaniem i dopiero potem dzieci. Często ludzie w trakcie życia małżeńskiego decydują się na budowę domu, kupno mieszkania, jak już mają dzieci. Owszem, są kredyty hipoteczne, ale prawdę mówiąc, wcale nie tak łatwo je dostać ... (z zarobkami 1200 złotych raczej szkoda się wybierać do banku, wiem bo do niedawna w banku pracowałam). Więc Wasze uniwersalne rady dotyczące usamodzielnienia nie zawsze mają zastosowanie. Nie obrażając nikogo, ale nie wszyscy ludzie są życiowo zaradni. Nie każdy ma dobrą pracę, nie zawsze dwie osoby pracuje. A ja nie lubię za bardzo ultralewicowego myślenia -sami są sobie winni ( łatwo tak mówić młodym, zdrowym i zamożnym, taka prawda) ...
Ok, a co robić w sytuacji, kiedy nie ma warunków na potencjalną budowę /kupno? Skoro już się mieszka razem, to wydaje mi się, że warto zaryzykować szczerą rozmowę a nawet kłótnię. Skoro i tak już jest tak źle, że można oszaleć, to chyba wiele się nie straci. U mnie tak było, choć dodatkowym atutem był udział siostry mojego męża w tej rozmowie, która przemówiła swojej matce do rozsądku, że nie może się tak zachowywać (moim zdaniem akurat to, że powiedziała jej to ukochana córeczka, przeważyło). To takie moje zdanie z ciut dalszej perspektywy, kiedy od jakiegoś czasu nasze relacje układają się w miarę sensownie ...
Chaber - zaspokoję Twoją ciekawość. Nie wyciągamy z mężem miesięcznie 5000 oszczędności
Po prostu (myślę, że tak jak Bubuś), braliśmy w zeszłym roku ślub, na koszty przyjęcia mieliśmy całość odłożone, jeszcze kilka tysięcy zostało, a z prezentów ślubnych uzbieraliśmy 30 tysięcy. Stąd duży wkład jak dotąd. A planowane u mnie dalsze remonty na pewno będą na kredyt, ot co.
Jeśli chodzi o zachowek dla rodzeństwa, dom jest przepisany w akcie darowizny na mojego męża, więc nie ma mowy o ustanowieniu zachowku. Mieliśmy się podzielić ziemią pół na pół ze szwagierką, ale nie chciała (a dlaczego?Bo jakby ją zwolnili to kuroniówki nie dostanie - idiotyczny pogląd, bo jakby sobie choć pół z tego sprzedała, to nie musiałaby się martwić brakiem kuroniówki!).
Bardolka, ja nie lecę po schemacie. Bywając u dziadków, później z nimi mieszkając, nasłuchałam się rózych historii. Nie było to krzepiące. Miałam to szczęście byc w porę uświadomioną. Słuchałam opowieści i argumentów obu stron, że tak powiem na żywo.
Rodzice proszą dzieci o zamieszkanie z nimi. Trzeba byłoby byc imbecylem, żeby nie przewidziec niektórych rzeczy. Ile jeszcze razy mam pisac, że rodzic tez człowiek - nie zawsze jest bezinteresowny.
Następna sprawa. Nie mam kasy, nie kupuję BMW.
Nie mam kasy, muszę wyjśc za mąż, muszę miec dziecko. Dlaczego? Bo tak robią wszyscy? Bo muszę?
Skoro ma się takie podejście, trzeba ponosic konsekwencje.
Tylko, że większośc nie myśli o konsekwencjach, nie myśli pespektywicznie - chce i już. Zjeśc ciastko i miec ciastko, oczywiście to niemożliwośc. A niektórzy i tak usiłują dudowdnic, że tego dokonają.
Tak z ciekawości zerkam na forum "ślub i wesele". Że też nie ma takiej zacieklej dyskusji, o możliwościach mieszkalnictwa, jak ta,
o tym, czy dana sukienka pasuje czy nie. Tam w ogóle takiego wątku nie uświadczy. Najważniejsze to upolowac kandydata, później się pomyśli co dalej.
Może zacznijcie kobiety myślec o przyszłości. Nie wesele, a kurs fryzjerstwa we Francji. Nie przyjęcie na 200 osób, a dokształcanie się. Nie dziecko zaraz po ślubie, a zdobywanie doświadczenia w pracy.
Wcale nie dziwię się burzy jaką rozpętał prof. Zbigniew Mikołejko. Matki wózkowe, wojowniczy, dziki i ekspansywny segment polskiego macierzyństwa. Coś w tym jest. Myślenie o ślubie, weselu, dzieciach. Na resztę wyobraźni nie wystarcza. Czyżbym trafiła na takowe?
"Żoną być - netkafejka dla narzeczonych" - na tym forum jest taki wątek
i wiele w nim było o planach dziewczyn związanych z kupnem mieszkania, wynajmem, remontem. Otóż to - NIE KAŻDA DZIEWCZYNA CHCE TYLKO ŚLUBU I DZIECI. Ja wyszłam za mąż, było wesele, owszem, teraz pracujemy, remontujemy, póki co nie planujemy dzieci, choć się nie zarzekam, bo na pewno byśmy sobie poradzili, aczkolwiek Chaber patrzysz na życie wg jednego schematu - osoby zaradnej jaką pewnie jesteś. Ty pojechałabyś za granicę, znalazła drugi, trzeci, czwarty etat, ale tak naprawdę nie każdy wynosi to z domu czy doświadczenia życiowego. Rozejrzyj się wokoło siebie - czy Ciebie otaczają tylko ludzie zamożni, przedsiębiorczy, osiągający sukcesy? Otóż pewnie nie. Czasami ktoś wywodzi się z rodziny biednej, rozbitej, po prostu nieszczęśliwej i znalezienie kogoś, kto naprawdę pokocha, to już tak duża pozytywna zmiana, że biorą w ciemno całą resztę. Ale kiedy przywyka się do normalności związku i życia, zaczyna się dostrzegać mankamenty. I stąd częste opisy dziewczyn w kropce - wychowują dziecko, mąż pracuje a one się męczą w domu z teściową.
Nie bądź taką wszechsądzącą, jak już pisałam nie lubię skrajnie liberalnego myślenia, bo nie każdy zaczyna życie z równym startem i nie zawsze jest tak, że jest się panem swojego losu ... Jeśli ma się wsparcie w rodzicach, jest się wychowanym na osobę ambitną, stawiająca na swój rozwój, to jest łatwiej. ALE PRZECIEŻ NIE ZAWSZE TAK JEST ...
chaber jesteś męcząca:(
Ktoś musi Was pomęczyć.
Oczywiście, że nie każdy jest przedsiębiorczy. Przyznaję się bez bicia, jestem po trochu pracoholiczką, mąż też.
Zaczynacie kręcić na różne sposoby. Kurcze, to nawet ciekawe. Opisywanie inwestycji w dom teściowej, wyszczególnianie kwot niewydanych, mających się dopiero wydarzyć remontów, ale już wpisanych w rejestr.
Bardolka, nie ciesz się zbytnio z formy darowizny domu. Wyślizgaliście trochę teściową. Wcale nie będę zdziwiona, gdy kobieta "zabierze w głowę" z tego powodu.
Cytowany wątek przeglądnę, zobaczę ile kobiet się tam wypowiedziało. Szkoda, że osobnego tematu nie ma. Powinien bić rekordy wpisów.
Nadal jednak nie odpowiedziałyście na pytanie. Czy branie ślubu i zakładanie rodziny to jakiś przymus, obowiązek? Zwłaszcza gdy nie ma się pieniędzy, pracy, perspektyw?
Witam. ![]()
chaber jesteś męcząca:(
Bo mówi do rozumu?
Otóż pewnie nie. Czasami ktoś wywodzi się z rodziny biednej, rozbitej, po prostu nieszczęśliwej i znalezienie kogoś, kto naprawdę pokocha, to już tak duża pozytywna zmiana, że biorą w ciemno całą resztę. Ale kiedy przywyka się do normalności związku i życia, zaczyna się dostrzegać mankamenty. I stąd częste opisy dziewczyn w kropce - wychowują dziecko, mąż pracuje a one się męczą w domu z teściową.
W pierwszej części Twojej wypowiedzi jest sporo racji.
Nawet nieznaczna zmiana na lepsze, w stosunku do dotychczasowych warunków życia może uszczęśliwić. Ale natura ludzka jest taka, że ciągle jej wszystkiego mało. Jak jest dobrze, to chce się jeszcze lepiej - cecha pozytywna. Tylko takie jedno ale...aby nie czyimś kosztem.
Co do stwierdzenia, że "synowe męczą się w domu z teściową", to:
- gdy dostrzegą już te 'mankamenty' wspólnego zamieszkiwania, najlepszym rozwiązaniem jest opuszczenie domu teściowej, aby położyć kres swojej udręce,
- w przypadku, gdy pomimo tego, nadal mieszkają wspólnie, to powinny wziąć pod uwagę samopoczucie teściowej, która się męczy z nimi w SWOIM domu.
Pozdrawiam. ![]()
Ktoś musi Was pomęczyć.
Oczywiście, że nie każdy jest przedsiębiorczy. Przyznaję się bez bicia, jestem po trochu pracoholiczką, mąż też.
Czy branie ślubu i zakładanie rodziny to jakiś przymus, obowiązek? Zwłaszcza gdy nie ma się pieniędzy, pracy, perspektyw?
Rzeczywiście ciekawa robi się dyskusja. Od twojego myślenia to może nie krok, ale dwa kroki od eugeniki, rasy aryjskiej i Adolfa H.
Nie masz kasy, bo ci się słabiej wiedzie, to się nie rozmnażaj, będzie mniej nieudaczników Twojego pokroju ...
chaber05 napisał/a:Ktoś musi Was pomęczyć.
Oczywiście, że nie każdy jest przedsiębiorczy. Przyznaję się bez bicia, jestem po trochu pracoholiczką, mąż też.
Czy branie ślubu i zakładanie rodziny to jakiś przymus, obowiązek? Zwłaszcza gdy nie ma się pieniędzy, pracy, perspektyw?
Rzeczywiście ciekawa robi się dyskusja. Od twojego myślenia to może nie krok, ale dwa kroki od eugeniki, rasy aryjskiej i Adolfa H.
Nie masz kasy, bo ci się słabiej wiedzie, to się nie rozmnażaj, będzie mniej nieudaczników Twojego pokroju ...
Nie zawsze zgadzam się z Chaber, nie zawsze lubię jej wypowiedzi, jeśli dotyczą mnie najmniej lubię:P Ale niestety muszę się zgodzić z tym, że niektórzy nie wiadomo po co pchają się w zakładanie rodziny i rodzenie dzieci - to ostatnie szczególnie niezrozumiałe. Kiedyś leżałam w szpitalu z córką i na sali z nami leżała dziewczyna, Boże! jak jej słuchałam to miałam ochotę mocno kopnąć ją w tyłek.
Wyszła za mąż za faceta, który niekoniecznie dorósł do roli - to akurat się zdarza nie można tego przewidzieć ale.....
mieszkała z teściową, dwójka maleńkich dzieci, w domu bez kanalizacji na wsi, mocnym zadupiu. Mąż pracował dorywczo na czarno na budowach, dochód tak niski, że ciągle żyli z zasiłków z opieki i pożyczek "na wieczne oddanie". Na dodatek młoda mamusia nie karmiła dziecka piersią bo .... jej się nie chciało - cytat z mamusi - więc wymyśliła, że młody potrzebuje mleka dla alergików które jest na receptę i wtedy wychodzi taniej, ale lekarz szpitalny się zorientował i nie chciał dać recepty - wredny co? Panna się nagadała, naprzeklinała i nakrzyczała bo oni biedni ich nie stać a ten lekarz taaaki wredny! Na pampersy pożyczała od znajomych i rodziny ale na papierosy dla niej i tatusia i na wódeczkę dla stęsknionego co w domu został było!
Taka roszczeniowa postawa, jestem biedna to mi się należy. Ja miałam jakieś ubranka pasujące dla chłopaka a za duże na moją córę, przytachałam w reklamówie dla jej synka, podziękowała, i zaproponowała że weźmie nr telefonu bo "może nam się przydać, bo Wy tacy obroni jesteście"
Chaber wkurzają osoby, ciągle narzekające i oczekujące "pomocy z nieba" i nic nie zmieniające w sobie i swoim życiu. Najlepiej usiąść i płakać, że ciemno, zimno wilki dookoła ![]()
nie każdy jest tak obrotny że od razu stać go na kupno mieszkania,czy budowę domu,wiadomo bez pracy nie ma kołaczy itp. prowadząc własną firmę, często pracujemy oboje z mężem po 14 godzin,zdarza się że w weekendy też, na urlopie nie byliśmy od 4 lat i dobrze mi z tym bo jestem na swoim garnuszku,a już nie długo będę w swoim domu a teściowej powiem baj baj:)
żadna nie zwróciła uwagi na fakt iż mijający czas gra na naszą niekorzyść,domu można się dorobić mając 45lat, karierę tez mozna zrobić będąc osobą starszą ale dziecko jednak zdrowiej jest rodzić przed 30 a najpóźniej przed 40,już pomijam fakt że często się zdarza że się ludzie dorabiają, zabezpieczają a potem się okazuje że nie mogą mieć dzieci i jest tragedia.
proszę Was o radę:
teściowa nie była na chrzcinach młodej oficjalnie bo się źle czuła,nieoficjalnie bo "nikogo nie lubi", w poniedziałek przyszła do niej koleżanka i się jej pyta jak było na chrzcinach a teściowa: " nie byłam, ja nie potrzebuję się z takim towarzystwem zadawać" nie powiedziała tego bezpośrednio przy mnie,ale na pewno wiedziała że to usłyszę.
na chrzcinach było nasze rodzeństwo z dziećmi i dziadkowie, tylko mały szkopuł że ja mam ich 4 z dziećmi,a od strony męża był teść i siostra z dzieckiem(jest samotną matką )
no i co zrobiło mi się przykro,i nie mam po prostu ochoty rozmawiać z tą kobietą,nie mam ochoty się do niej odzywać, i robię wszystko żeby się wynieść jak najszybciej a co do tego czasu?
czy ja jestem już tak do niej uprzedzona, mam już jakieś niezdrowe podejście czy to normalne i nie zdziwiam?
649 2012-09-14 13:32:21 Ostatnio edytowany przez Bardolka (2012-09-14 13:35:33)
nie każdy jest tak obrotny że od razu stać go na kupno mieszkania,czy budowę domu,wiadomo bez pracy nie ma kołaczy itp. prowadząc własną firmę, często pracujemy oboje z mężem po 14 godzin,zdarza się że w weekendy też, na urlopie nie byliśmy od 4 lat i dobrze mi z tym bo jestem na swoim garnuszku,a już nie długo będę w swoim domu a teściowej powiem baj baj:)
żadna nie zwróciła uwagi na fakt iż mijający czas gra na naszą niekorzyść,domu można się dorobić mając 45lat, karierę tez mozna zrobić będąc osobą starszą ale dziecko jednak zdrowiej jest rodzić przed 30 a najpóźniej przed 40,już pomijam fakt że często się zdarza że się ludzie dorabiają, zabezpieczają a potem się okazuje że nie mogą mieć dzieci i jest tragedia.
proszę Was o radę:
teściowa nie była na chrzcinach młodej oficjalnie bo się źle czuła,nieoficjalnie bo "nikogo nie lubi", w poniedziałek przyszła do niej koleżanka i się jej pyta jak było na chrzcinach a teściowa: " nie byłam, ja nie potrzebuję się z takim towarzystwem zadawać" nie powiedziała tego bezpośrednio przy mnie,ale na pewno wiedziała że to usłyszę.
na chrzcinach było nasze rodzeństwo z dziećmi i dziadkowie, tylko mały szkopuł że ja mam ich 4 z dziećmi,a od strony męża był teść i siostra z dzieckiem(jest samotną matką )
no i co zrobiło mi się przykro,i nie mam po prostu ochoty rozmawiać z tą kobietą,nie mam ochoty się do niej odzywać, i robię wszystko żeby się wynieść jak najszybciej a co do tego czasu?
czy ja jestem już tak do niej uprzedzona, mam już jakieś niezdrowe podejście czy to normalne i nie zdziwiam?
Wracając do naszej dyskusji - nie widzę tu synowej harpii, która oczekuje gwiazdki z nieba. Widzę potwora teściową, która myśli, że świat się wokół niej kręci i na chrzciny wnuczki nie pójdzie, bo nie byłaby gwiazdą wieczoru. Ups - wina nie po stronie synowej? Chyba nikt nie polubi mojego posta ![]()
Joga - przykład, który podałaś, to przykład rodziny patologicznej. A patologie zdarzają się wszędzie. My nie mówimy o patologii, tylko o normalnych rodzinach, które mają dzieci/biorą śluby, mimo że na dany moment nie mają swojego lokum. Nikt nie mówi o dorywczo pracujących na czarno mężach i nieletnich żonach z dwójką dzieci, postawmy tu wyraźną granicę.
650 2012-09-14 13:34:03 Ostatnio edytowany przez Joga (2012-09-14 13:35:11)
Dziwne i niegrzeczne jest zachowanie teściowej. A co na to Twój mąż? Jak rozumiem mieszkacie u teściów? Ja na Twoim miejscu poprosiłabym, męża żeby z matką porozmawiał albo sama bym powiedziała co mi "leży na wątrobie" ale koniecznie przy mężu i teściu tak, żeby później nie było że powiedziałam to czego nie powiedziałam - tyle, że później pewnie "dym" gotowy:)
Coś w rodzaju, jest mi przykro że nie byłaś na chrzcinach wnuczki, i słyszałam to co powiedziałaś do koleżanki. Powiedz mi dlaczego tak się zachowałaś? Czy masz do mnie jakiś żal, złość, co miałaś na myśli?
Ale to ja a ja obiecałam sobie już nigdy nie dusić tego co chcę powiedzieć:) Ciekawa jestem co doradziłaby w tej sytuacji Chaber:P